Mirka - 2008-10-01 17:12:03

Mam taką nadzieję, Enrico. Bardzo bym chciała, by nie tylko papino się ucieszył, ale i inni Misoginianie
Pozdrawiam :)

hrabina_balkanska - 2008-10-02 01:06:43

Aaaaaaaaaa.........psik!!! Ale tu kurzu się nazbierało... Myślałam, że tu już nikt nie zagląda a tu proszę - jaka niespodzianka... Enrico witaj! Też myślę, że Pappino się ucieszy!

Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma - alternatywa w każdym razie jakaś jest. Czy zostanie wykorzystana - czas pokaże...  Piszcie swe posty tutaj i kopiujcie na tvn, jak się ukażą to dobrze, jak nie to w sumie mała strata bo tu nic nie zginie. Nie ma prawa!

Mam nadzieję, że znajome niczki misogińskie skuszą się napisać tu parę słów... Do zobaczenia na ZS.
:):):)

rendrab - 2008-10-04 18:18:05

Kochani witam serce moje raźniej bije może to najlepszy pomysł .Już myślałam że tu nikt nie będzie pisał tak długo czkałam i ot jest .Dziękuje za wszystko co było na ty forum do tych czas .Pozdrawiam Wasza wielbicielka.

hrabina_bałkańska - 2008-10-11 01:26:27

Zenujące wprost... U mnie jest 2 po północy... Od ponad 2 godzin  usiłuję posłać posta na Misogino TVN....

Idę za ciosem Klary...
Jak wiecie "recenzuję" tylko posty nieprzychylne i niesprawiedliwie traktujące Misogino i Misoginian. Wiecie również, że  wtedy nie ma zmiłuj się! I nie będzie!!! Gdyby Jerzy uważniej czytał posty (pomijam mój prywatny kontakt z Sorelliną i Dottore i "bycie na bierząco") i dopuszczał, że wypadki chodzą po ludziach, a ludzie po wypadkach różnie to by inaczej napisał... W sumie  nie doszukuję się niczego niestosownego w Jego poście bo jestem na tyle wyrozumiała dla "starych" Misoginian, zwłaszcza tych, którzy z braku czasu wpadają na "Misogino" zadeklarować jedynie swe przywiązanie do niego jako zjawisko i "Misogino" jako zbiór istot na nim piszących... W naszym zabieganym i rozbieganym życiu sztuką jest już nawet skoncentrowanie się  w chwili relaksu stąd posty spontaniczne...
Dottore w swym podwieczorkowym i przeddyżurowym poście podkreśla to co ja pisałam tu niejednokrotnie przez miniony rok z hakiem o sile słowa. Wystarczy, że zostanie ono użyte choćby w nieodpowiedniej kolejności by przekręciło intencje piszącego, zmieniło kontekst wypowiedzi itd. dlatego zawsze staram się umieścić każde słowo tam gdzie trzeba by nie było domysłów, niedopowiedzi itd. Tego między innymi nauczył mnie internet, w którym słowo spełnia szczególną rolę jakiegokolwiek przekazu. Internet nauczył mnie cenić  wartość słowa i  wartość jego znaczenia (może się powtarzam ale przepraszać za to nie będę), internet nauczył mnie również milczenia jeśli temat mnie przerasta, nauczył mnie rówmież niezadawania zbytecznych pytań bo nigdy nie wiadomo czy w  pośpiechu czytania odpowiedź na nie nie została gdzieś zawarta. Oczywiste, że żonglując słowem nie oszczędzam sobie i czytającym (tu ;P;P;P  do kogoś kto próbował mi dać prztyka, ale zapomniał albo bał się (?) podpisać znanym nickiem) wieloznaczności, nawet insynuacji,  ale do tego się przyznaję.  Przyznaję się i do tego, że  miały/mają one określony i zamierzony cel. Natomiast pisać bez celu nie mam ani czasu ani ochoty, no bo jeśli  mi się zachce poszczebiotać blondynkowo to przecież po prostu mogę zalożyć bloga... Post Jerzego w sumie mnie nie dziwi, natomiast dziwią mnie słowa naszego Przyjaciela  883... Nie chcę jawić się niczyim adwokatem, tym bardziej Dottore naszego ale...   przecież Dottore jasno zasygnalizował coś w swym poście i wystarczająco wiele by  Jego tymczasowa nieobecność na forum nikogo nie zadziwiła... Czyżby syndrom pseudosugestii i wywoływania chorej sensacji tak charakterystyczny współczesnym mediom zapowiadał epidemię wśród zwykłych użytkowników internetu? Rozumiem odruch sympatii , żalu, ale nigdy nie zrozumię pytań na które jasna odpowiedź już została udzielona - obie wypowiedzi (WU i 883)  ukazały się w interwale wykluczającym wyprzedzenie... tu uwaga! - odpowiedzi pytaniem! Taka gra słów.... ;);P....

Mirko, odnośnie kosmetykowego casusu z nastolatką - myślę podobnie jak Ty, jedynie głośno próbowałam znaleźć odpowiedź co motywowało jej czyn i ewentualnie wywołać dyskusję. U mnie dzieje się wiele, ale nie będę z tego powodu robić kroniki Bałkanów...

Wiem, że historii suczki Lisy nie powinnam opisywać, bo mogło by to zostać potraktowane przez hmmm... jak zwyczajne moje samochwalstwo ale... Czytając zaległości Misogino natknęłam się na pewien post... Nie pamiętam "ałtora", nie zacytuję postu bo problemy z otwieraniem stron Misogino dotyczą i mnie, ale oponent zarzucający Misoginianom komentowanie spraw cudzych miast chwalenia się własnymi "dobrymi uczynkami" albo zapomniał podpisać się znanym nickiem  albo... cierpi na demencję  kiedy ostatni raz przeprowadził staruszkę przez ruchliwą ulicę... choćby... I tu  mój osobisty i w moim stylu komentarz do "ałtora"  tamtegoż  postu :  zapamiętaj durniu, że dobro nie ma twarzy, nie ma imienia...  i jeśli gości w kimkolwiek to jest jedynie zwykłym i normalnym zakodowanym genetycznie(!)    o d r u c h e m     b e z w a r u n k o w y m !!!  Durniom wbijać to pojęcie  młotem pneumatycznym to wsio rawno na poziomie zapytania czym się różni wystrychiwanie na dudka od dudkania na strychu.... To gra słówek nawiązująca do tego co wyżej o znaczeniu słowa napisałam...........   Zło i złość są  antagonizmami dobra...  Zło, tak  jak i dobro wraz z ewolucją człowieka i dyktowanym -  zgadnijcie przez kogo/co -  sposobem życia (a może sposobem na życie) uległy mutacjom, ale dobro mimo wszystko przeważa! Pomijam współczesnych cyników wszelkiej maści dla których "dobro"  w odpowiednich momentach staje się materiałem do okolicznościowych demonstracji  "popierania"  jakiejś idei i prób zachowania przyzwoitości ze względu na...  własny interes... Nie przyjmuję też do wiadompśco wytłumaczeń typu "życie nauczyło mnie być złym"... Nie ma takiego czegoś!!!
Na tym kończę dziś... Specjalnie pozostawiłam kilka niedokończonych myśli z nadzieją, że zamiast nowinek stąd i z owąd zaczniemy rozmawiać... Za mało rozmawiamy, również tu na Misogino, bo monolog to nie rozmowa... Pamiętacie rozmowy duetu Sona i Dottore? Tria Michaliny, Soni i Dottore? Sekstetu  Amici di Sonia, Dottore, Gaja, Michalina, ja, Bastek??? Byliśmy tak dalecy ale  jakże sobie bliscy... A dziś? Po ponad roku wspólnie spędzonym na tym wątku  jest nas tak wielu ale... mimo, że niby bliscy to jednocześnie jakby bardziej dalecy... Bo tylko mówimy, ale nie rozmawiamy... Dlatego nie dziwię się czasami, że postronni obserwatorzy piszą czasem w stylu, że Misogino to trup na wrotkach... Przepraszam, że nazywam rzeczy po imieniu i na dodatek śmiem o tym głośno pisać, ale...  nie jestem w tym jedyna choć może jedyna głośno o tym mówię... Mało! Po nadrobieniu prawie tygodniowych zaległości w czytaniu jakoś jako homo sapiens. (blondinus slavianae)...  mimo ;) dystansu do internetu  m u s z ę  nabierać  dystansu do treści tu zawartych, a te.... powodują, że  odczuwam pewien niedosyt w obliczu uczucia, że im nam bliżej, tym dalej, że  nasze myśli biegną niby tymi samymi torami ale niestety są to destynacje jedynie... równoległe...?

Mariolce życzę by było to jedynie milczenie urlopowe bez dostępu do sieci... Zdrowia Mariolko i duuużo optymizmu i wiary w życia sens.... Krzysiu! Sedmiomilowy bucik z Nesseberu czeka u Klary, która dba by nie pokrył się kurzem...  (?)...
Dobranoc moi Mili... Za wszystkie powyższe skróty myślowe ponoszę wszelką odpowiedzialność... Włącznie z  prawną.

Krzysiowi... próbowałam limerykiem ale chyba... PENTArytmu  mi brakło... Lecz nie tupetu Jacka K., który prawdopodobnie w nieopublikowanych materiałach skwitowałby  słowo w stylu jak niżej...

Słowa są jak świecidełka
i myśl w duszy nimi pełga...
Lecz słowo? Słowu nie równe -
złotem błyszczy, brązi...  g....m...
Zycia sens buduje
tylko mózg...  który pracuje...

Dobranoc moi Mili... To moja pierwsza noc w domu, z Wami...  po prawie tygodniowej i dość burzliwej nieobecności...
Za wszystkie powyższe skróty myślowe biorę wszelką odpowiedzialność... Włącznie z  tą prawną.

Specjalne pozdrowienia od porco spino dla Dottore e di Portofino i...  dla właściciela przydomku "pies na kobiety" hihhihihihihihi....

grabina_bałkańska - 2008-10-14 02:25:48

Post niniejszy powstał w okolicach  godz.23 dn.13.10.08... ... Teraz mamy dzięki Bogu 14.10.08 i godz.2.20...

Od ponad miesiąca obserwuję nocne Misogino... Przyjdzie godz.23?  Szlaban.... Patrzę z zazdrością na inne wątki - tętnią życiem ale misoginiańskie dziadki won spać! Patrzę na tytuły forum w oczekiwaniu na ukazanie się hrabiowskiego posta i co? Kolejna myśl mi przychodzi do głowy...

Dziś sprawa państwowa
afera aerodrobiowa -
Tusk D. z Lechem  szarpią  pierze,
każdy w własnej dobrej wierze...
Prioryteta tv-forumowa...?

3 godziny z hakiem mijają jak przez dziś obłoki piór, a aj utro czego????  żaden post nie może (a może nie ma prawa) się przedrzeć na Misogino???? To nie sprawa łącz... Johnie!!!

Próba dziewiąta...

Pojadę po Krzysiowemu...

Nie wiem czy to cech ujemny, czy zaleta wzniosła,
że mam w sobie miękkość gliny wraz z uporem osła????

Próba siódma...

...Wielce umiłowany mi Dottore!
Lisowszczyk Sikorski o zbiórczo-wybiórczym IQ wróblowatych czołga się u stóp Namiestnika Namiestnikowskiego jęcząc szpetnie y błagając, bo jako że on sam  możności sławienia splendorów sikorek parlamentu brukselskiego  przez Hetmana Polnego Chemicznego pozbawion za czem i smarowanie extraordynaryjne go ominie (yego Sik-orskiego), przeto by z partycypacyji  owych wynijść na tarczy y z czołem, na honor inszych Zwierzchników nastaye by konfuzyję prywatną pogrążyć, a i atuta skryte w postaci haków a chaceli na  przyszłość niewiadomą zachować myśląc, że payacowaniem rangę swą u nowych i koleynych pryncypałów podniesie, a mniemany obyekt mniemanych admiracyi pogrąży A smarowania on i insi pozbawionymi są, jako że Hetman Tusk Polny Chemiczny dyetę extraordynaryjną proklamuye i marszcząc marsowo czoło pasa zaciąga mięsiwo zwłaszcza kacze na stole swem tępiąc by Ełro-ałłłł...reolą Roku Pańskiego 2012 swe czoło  przyozdobić. W stepach bałkańskich burzany najdelikatniejszym wiatrem pieszczone  gadają  nieodmiennie od wieków "Nieczyste sumienie, nawet nie ścigane - ucieka".... I Ty wiesz Dottore, źrenico serca mego,  co słowa te znaczyć mogą...  Ałłłł.....Toryteta sztucznie budowane y sztucznie podtrzymywane przez sztuczkowo-futbolowe  łechtanie narodu do szczytu nawet demograficznego nie doprowadzą nawet przez bruxelkę, a stolca yego (Hetmana Ch.) nie ukrzepią ni ustabilizują, a wtedy ni Naród za Pospólstwo traktowany, ni św.Activia nie pomoże... Hetman Tusk Polny Chemiczny a Koronny (według mniemań własnych) jeno gałęź dębu państwowego dzierży w prawicy lecz Huscvarną w drugiej  na oślep trochu pod publiczkę rżnie, do Madame Anielskiey von Mekel i bruxelek parla- i para-mentarnych w koperczaki uderza,  a nie widzi, że skórki z imperyalistycznych bananów w klopie Polską zwanym rozrzuca na prawo i lewo, a Najwyższy i tak trzewikami kieruje choćby klamrę dyamentową wartości mast i wsiów licznych posiadały i Hetman nasz Drogi ... i Yedyny Zbawca  nie wiada kiedy i nie wiada na którey się wykopyrtnie... Z własney i nieprzymuszoney woli... Oczywiście... Z hukiem zagłuszayącym "Och!"  Eurobisurmana... Na to pobieży do Stolicy - z olejamy y sauną  cudowną geotermalną - znany Szaman z Torunia, ale czy Naród nękany Lewatywami wyeloletnich Znachorów Wyeyskich wzniesie modły stosowne do niebios? Czy przebiją one warstwę smogu świec i kaganków apartamentów i lepianek? Ciemność i ciemnota zawisła nad Państwem Polan miły Dottore, a temczasem myśl Hetmana T. Polnego Chemicznego trzęsą krotochwile (czyt.pierdoły - przyp.red.) typu czy kaczka lata, a jeśli lata to... I yak tu Oyczyznę naszą umiłowaną traktować poważnie yak payace nią rządzą???? Stańczyk - świeć Panie nad Yego Duszą - to był chłop nie tylko z głową...

Eeeech....

Ku namiotowi Twemu Miły Dottore, a memu-naszemu, Misogińskiemu swe człapy zmęczenie kieruję... Człapię  bo dni znoyne mam za, dni znoyu nieprzewidzianego dopiero yutro, a zatem przed... U jedney nogi mey  koty dwa co zlegną w mieyscu złem dla człeka, u drugiej - cudna Lisa o wejrzeniu Mony,z nozdrzami rozwartymi na najlżeyszy powiew wiatru dobra i zła reagować gotowa... wokół stołu okrągłego na wzór Arturowego siedzą postaci, milczące i zadumane, pogrążone w Mroku Tego Co Było i Oczekiwania Tego co Ma Być y Będzie... I myślą... Myśłą... Może które Zło wybrać? Które mniejsze? Czy to co już praktykowane, a więc dziś już znane, widzialne i doświadczone czy...????  A może teoretyczne prawdy mędrców, w które nikt nie wierzy a mimo to ciągle się sprawdzają??? Na dodatek niejednokrotnie...
Snu spokojnego Ci życzę Dottore. Spokojnego jak mruczenie mych kotów, które w kąciku namiotu sennie mrrrrr...owią usypiającą myśl i świadomość.  Słyszę ich monotonne mrrrrrrr... mmmmrrrrrrrrrrrrr....  ale słyszę też jak panna kota Jr.  pyta starszej:
- Ciotko Kotko co to jest alternatywa?
- Mrrrrrrrr... Maleńka... Mrrrrr... Dziś alternatywa to jakby picie mleka od dwóch krów - tej wydojonej przed miesiącem i tej drugiej dojonej przedwczoraj. Oba mleczka są białe ale...
A Mona Lisa u Stóp Starszego Pana sennie łypie okiem i konkluduje:
- Swieża kość to jest to! A  ścierwo? Zawsze ścierwem pozostanie. Mimo zamrażarek...

hrabina_bałkańsla - 2008-10-14 02:29:28

Powyższy post jest oczywiście mojego autorstwa, jednak późna pora, wielogodzinna walka z systemem tvn i zmeczenie robią swoje stąd błąd w podpisie za który przepraszam...

Mirka - 2008-10-14 07:52:27

http://images39.fotosik.pl/20/d0a458607ef55a13.jpg



Dla wszystkich nauczycieli, serdeczne życzenia

helcia namber łan - 2008-10-15 22:07:18

Ale tusie porobieło jenyyyyyyyyy, dziesiąta godzina i na Misogino niefpuszaczajo? Koniec świata. Wieta co to je mikrozkop? Dziś ja sie otym dowiedziała. Mikrozkop to jest takie cuś co lata jak fściekłe żmikrofonem albo kamerko i szuka grandy. Gazety żwariowały, telewiżornie tysz a mikrozkopy latajo jak bure suki po brukszelkie, pod stoły włażo, pod luszka. Pewnie i wszraczyku tych dwuch na pe sie insztalujo i jutro będosie ścigać w newszach kiedy ten żrobił to a tamten tamto. Mnie to gancegal kiedy kto bąka póści, warzne co i kiedy gada no nie? Ja chciała poczytać co tyn Kowen z Irlandji gadał no bo my mieli mnieć te Irlandje unasz i niemamy, morze on o i tem gadał ale ty durne mikrozkopy psześfietlały tylko naszych i lipa. Piszo ino i gadajo oczem kaczki kfaczo i punktoalne wtym so ale co taki naten szam pszykład Sar Kozy czy inszy muwił to ani mrumru. Ja proszta baba żefsi ale cosik widzi misie co tem naszem mikrozkopom lupa mikro i nakszywo zezuje i stąt one takie kaprawe są. Tsza by jeich wyrególować ale majsztry wyemygrowały. Koniec świata. Fkóżyłam sie ijusz, a jak sie fkóże to szeplenie i nawet dy mać stych nerwuf misię niechce. Mała strata, jutro i tak będe wydy ma na. Ajlawju wasz wszysztkich. wasza helka

hrabina_bałkańska - 2008-10-19 19:28:27

> ...gdyby to napisalal ktos inny niz Klara,Hrabina by tak
> krzyczala i wyzywala,ze podloga na misogino by
> podskakiwala.
> Ale sa - rowni i rowniejsi.
>

Drogi Jarku! Bardzo się mylisz! Niestety nie znasz hrabiny! Nie ma tu dla mnie równych i równiejszych, a że z Klarą (i nie tylko) mam kontakt pozaforumowy przeto w każdej chwili możemy sobie  porozmawiać. Ale ja nie o tym chciałam...
Do pewnej chwili czytałam niektóre wczorajsze posty smiejąc się z ich głupoty. Myślałam, że jednak umiar weźmie górę nad ich niewyszukanością... Dziś żarty się skończyły, a zatem przechodzę do meritum. Otóż Jarku - lubię czasem patrzeć na coś z boku. Od wczoraj śledzę wątek i przyglądam się jak chamstwo forumowe ściera się z cierpliwością...  Nie chciałam uczestniczyć w rozwoju sytuacji choćby z tego powodu, że  wszystkie przytoczone przez Dottore fakty z życia Soni i F.M.... są mi znane od sierpnia zeszłego roku gdy godziny i dni spędzałam na rozmowach z przykutym do szpitalnego łóżka F.M., gdy godzinami wertując słowniki czytałam Sonieczkowe artykuły i dysertacje (znam Jej nazwisko), jednakże nie czułam się upoważniona i nigdy czuć się nie będę  by naruszać prywatność i ś.p. Soni, a tym bardziej F.M. Operetka prezydencko-rządowa się skończyła i nie dzieje się chwilowo nic co podnosiło by adrenalinę forumowym intrygantom, więc co? Huzia na Sonię, huzia na F.M..... tym bardziej, że wygodnym jest fakt, że oba obiekty niewybrednych komentarzy milczą z różnych powodów...
Powiedz mi Jarku - co z tego, że Dottore upublicznił to i owo? Czy to coś da? Czy to coś wyjaśni oponentom? Wg mnie nie - jedynie spowoduje, że na Misogino będą padać kolejne pytania odnośnie Dr Soni, F.M., pytania odnośnie pozaforumowych relacji Misoginian (vide post Zapytyty... z godz.13.33)... Pytania coraz bardziej niedelikatne i coraz bardziej bezczelne. W co zamieni się wtedy Misogino?
Jarku! Pisałam raz Krzysiowi, że nie lubię mówić o Zmarłych... Mierzi mnie rozgrzebywanie grobów!!! Na różnych forach napatrzyłam się jak inni robią to tendencyjnie i z przyjemnością i boleję, że dotknęło to Misogino.  Nic nie jest w stanie zadowolić ciekawości osób kochających rzucać podejrzenia. Wielokrotnie pytałam się czy to ciekawość je nakręca ale doszłam do przykrego wniosku, że to nie jest ciekawość, a po prostu kochanie intryg, kochanie mącenia wody bez których żyć nie potrafią, a dla których trudno mi znaleźć racjonalne wyjaśnienie. I będą mącić. Po to żeby... mącić. By rzucać wątpliwości... Co z tego, że na Misogino napisano o Soni i "tajemniczym" F.M. wszystko co można było napisać???   Sorellina rok temu w Rzymie...  s i e d z i a ł a   obok F.M., r o z m a w i a ł a     z Nim  OSOBISCIE !!!  Dla hien forumowych to i tak mało, żaden dowód.  W obliczu choćby tylko tego faktu,  poddawanie wątpliwości Jego istnienia jest tendencyjne, jest chamskie i poniżej norm przyzwoitości. Dlatego napiszę - po raz kolejny i ostatni. Wyjątkowo  tym razem capsem i proszę nie traktować tego jak  krzyk forumowy, a jedynie jako wizualny środek przekazu:

TEN, KTO PODDAJE POD WATPLIWOSC ISTNIENIE F.M., PODWAZA ISTNIENIE WIELU OSOB PISZACYCH NA MISOGINO !

Koniec! Kropka!
Dlatego Jarku milczałam. Nie widzę sensu rozmowy z intrygantami! Jest mi jedynie przykro i to przykro dlatego, że wiem co będzie czuł F.M. czytając posty profanujące pamięć Dr Soni. Czy dalej będziesz się dziwił mojemu stwierdzeniu, że... "Sezon na bałwany trwa cały rok"????
Pozdrawiam
hrabina

* * *

Bad Mannersowi dziękuję za doskonały komentarz.... Uwierz Badzie - będą grzebać misogińscy IPN-owcy. Może na chwilę temat ucichnie ale będą do niego wracać. Wielokrotnie... Pozdrowienia.

Klaro - ja tylko napisałam jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji. Nic poza tym, a za różyczkę dziekuję i Tobie i Nord Loverowi...

Suni napiszę nawiązując do wczorajszego  Jej "dekalogu" nie mniej filozoficznie - jedni na końcu psa widzą ogon. Ja widzę... psa na końcu ogona dlatego ważniejszy dla mnie jest wyraz "twarzy" pieska - jej wyszczerzony uśmiech i spojrzenie, a nie refleks jakim jest rzucające zadkiem merdanie ogona...

zlotousty - 2008-10-20 10:28:28

Che senso ha?!


  Coltivare quest' anima
portarla a spasso nei
ricordi
sfogliare pensieri e
azioni degli altri
contemporanei e non,

che senso ha?
E questo mondo, questo
universo che nascondiamo
dentro, che si nutre di
mille esperienze, di profumi
di musiche, di visioni,
di sensazioni
che senso ha?!
-  ogni  vita un universo che
comunica nascondendo
gelosamente e ogni tanto
aprendo qualche finestra
all'amore,
che senso ha?!
una folla, universi nella moltitudine,
di piccoli esseri a 2 zampe, che s'incontrano
vestiti, nascondendosi gli  uni agli altri
il corpo e l'anima,
che senso ha?!

Enrico - 2008-10-20 10:31:09

Evasione

Due bimbi mi  tengono teso
il filo  dell’orizzonte  -
Mi tuffo nell’azzurro, risalgo,
e mi rotolo tra cielo e mare,
poi corro a prendere il sole
e ci gioco;
lo abbandono sulla spiaggia salmone,
ora gioco a saltare con l’arcobaleno
e soffio bolle di nuvole nel cielo,
poi  scrivo nell’azzurro con petali
di fiori: W la vita, giochiamo!


scritto da Sonia 25 aprile 2007

Aska - 2008-10-20 12:32:33

Złotousty, Enrico wiersze wysyłałam pod Waszym nickiem - nie przeszły. Wysłałam pod moim z Waszym podpisem - nic z tego. Dopisałam, jak to nazywam, "głupawkę" by wiersz był pomiędzy polskimi zdaniami i udało się. Może właśnie o język tu chodzi? Wysłałam post, w którym pierwszymi słowami były Wasze nicki, nie przeszedł. Zmieniłam co nieco i ukazał się. Teraz do końca nie wiem, czy nicki, czy język jest zakazany.
Jednakowoż, co by to nie było, znajdziemy sposób i uda się, musi się udać.

Pozdrawiam serdecznie :)

hrabina_balkanska - 2008-10-24 22:15:36

Z góry proszę wszystkich o wybaczenie - poza adresatem tego co poniżej - ale musiałam to z siebie wyrzucić...

Przy tylu wspaniałych nowinach na Misogino, przy tylu wspaniałych odwiedzinach, gdy serce biło szybciej i szybciej z wrażenia i wzruszenia, najpierw oniemiałam i... zapłakałam. Nie z radości niestety... A potem chorera  mnie trafiła ognista, więc co następuje:

> Takie bzdury to kazdy z nas moze napisac i zawsze cos w
> tych przepowiedniach bedzie z prawdy.Ja proponuje
> spotaknie Klary ,NL z F.M.,he,he zobaczymy czy niemozliwe
> moze stac sie mozliwe.Wreszcie bedzie okazja zweryfikowac
> wiele prawd i polprawd.

I....

> Davvero?,gdyby to byla prawda nie padly by tutaj pytania
> ciezkiego klabru,ktore niemal zachwialy wasza
> wiarygodnoscia.
> Sluga unizony.

To Zapytytywacz. I wystarczy! I nawet zanadto...

A teraz słuchaj  pajacu Z. !!!
Basta !!!
Pytania, które wydaje ci się, że zadałeś jako pierwszy na Misogino padały tu niejednokrotnie. A wiesz od kiedy? Od lipca zeszłego roku. I był to mały pikuś bo do tej pory nikt, ale to nikt nie zadawał ich  w sposób tak   
c y n i c z n y   i     p e r f i d n y   jak robisz to ty. Swą podłością i jątrzeniem bijesz na głowę wszystkich zadymiarzy forumowych razem wziętych. I mam  w tzw. "głębokim poważaniu" czy ktokolwiek z tego forum jest dla ciebie wiarygodny. Wiarygodny - niewiarygodny... przecież tobie jest i tak wszystko jedno. Czyż nie? Liczy się zadyma, intryga, a że kogoś może zaboleć do żywego to pies go drapał...
Bądź sobie  lekarzem czy kimkolwiek, absolwentem Harwardu, laureatem Nagrody Nobla czy menelem z Centralnego - z prostactwa cię to nie uwolni ani nie usprawiedliwi.... Początkowo uważałam twoje durnowate wpisy za wygłupy, za przekomarzanie się,  ale dziś przebrałeś miarkę! Są granice których normalny człowiek -  nawet ten pozbawiony elementarnej kultury -  nie przekracza. Jest to granica między człowieczeństwem i zbydlęceniem,  krucha, płynna i subtelna jak granica między miłością i nienawiścią, jak granica między życiem i... życiem po życiu. Niewidzialna ale odczuwalna...
Jedyną osobą na Misogino, która wymaga pewnej weryfikacji jesteś ty, Zapytytywaczu, ale nikt jej nie dokona, musisz sam. Wiem, że i tak swego podłego procederu znęcania się nad F.M. nie zaprzestaniesz... Bo... niby nie chcesz, ale musisz... Tylko - do licha - w imię czego?

Oczy szeroko zamknięte
dna dusz  sięgają
jutrznią i nieszporą
na wargach rosą osiadając...

Czasem szeroko zamknięte
modłem odwiecznym przejęte
albo otwarte szczelnie
chichoczą  bezczelnie
swym "calvi" i"salve"...

Oczy szeroko zamknięte
Bogiem i Diabłem po rzęsach spływają
jak rynną...
kapu kap
kapu kap
kapu kap

Dlaczego zawsze tak...
prosto w serce?
* * *
Kogo boli, komu ciężko na duszy niech poszuka zrozumienia u Jedynego Sumienia i Jedynego Sprawiedliwego na padole zwanym Misogino... On jako ten, co dzień w dzień o śmierć się ociera, osuszy łzy i otoczy  serdecznością wielką. I sympatią... Równą....  sadyzmowi względem... F.M. !

Wybaczcie sarkazm. Dziś inaczej... nie potrafie...

PS. Od 2 godzin usiłuję post ten zamieścić na Misogino tvn....

Basia - 2008-10-25 09:00:09

Pełna wzruszeń po dniu wczorajszym, wiele czasu spędziwszy wczesnoporannego na pracy kopisty ze zmienmyswiat.pun.pl (ze skutkiem opłakanym), najcieplejsze mysli ku Wam ślę Misoginianie z bardzo mgielnego dziś Krakowa.
Hrabino, nawet Archanioł Rafał, patron dnia wczorajszego nie pomógł w sforsowaniu muru forum.

Ten krótki poscik też się nie przebił.

Aska - 2008-10-25 10:22:31

Uparta ze mnie baba i żadna maszyna mną rządzić nie budziet. W noc się nie powiodło, ranek mądrzejszym się okazał.  Prawdą jest, że tym razem nie ryzykowałam i od razu pod swoim nikiem wysyłałam z Waszymi podpisami.
Nigdy nie poddam się, choćbym miała tydzień słać, będę.
Pozdrawiam

hrabina_bałkańska - 2008-10-25 21:32:59

Basieńko to pisz tu! A Aśka albo ja skopiujemy i wkleimy na Misogino. Uściski moja Ty Gaździnko Krościenkowska...

Mirka - 2008-10-30 07:41:40

Pyta mnie Pan Hrabia, a z jakiego powodu wysłaliśmy do Zatoki Perskiej dwa szpitale polowe. Panie Hrabio, z takiego samego powodu dla którego kuwejcki partyzant miał francuski karabin zapłacony amerykańskimi dolarami zrobiony ze szwedzkiej stali w niemieckiej fabryce przez Turków, taki właśnie karabin przywiózł mój znajomy z Mołdawii; kupił go tam od jednego ruskiego żołnierza za paczkę tajwańskich prezerwatyw sprawdzanych elektronicznie. I było to pierwsze spotkanie żołnierza radzieckiego z zachodnią elektroniką.
List do pana hrabiego  - Krzysztof Daukszewicz,

IPN poszukuje Pana Hrabiego za współpracę ze służbami bezpieczeństwa. Wiadomo, że miał pseudonim „Książę” i że po upadku komunistycznych rządów uciekł w popłochu za ocean, aby przeczekać okres przejściowy między socjalizmem i kapitalizmem.      

Zawód: satyryk, felietonista, tekściarz, poeta i kompozytor
Data urodzenia: 30 października 1947
Studiował w WSP w Olsztynie.
Miejsce urodzenia: Wichrowo
Od 1976 roku współtworzył kabaret Gwuść. W 1976 roku zadebiutował w I Biesiadzie Humoru i Satyry w Lidzbarku Warmińskim w autorskim programie kabaretowym "Dookoła Wojtek", za który otrzymał II nagrodę
Nagrody i nazwy kabaretów, z którymi je zdobył można by wymieniać bardzo, bardzo długo. Podobnie długa jest lista z jego recitalami i programami. Występuje, pisze, śpiewa - a wszystko to z jego charakterystycznym humorem. Potrafi zadawać podchwytliwe i żartobliwe pytania, umie się znaleźć w każdej sytuacji, a jego podsumowania zaskakują rozmówców. Ma głowę pełną pomysłów, dzięki czemu potrafi poprowadzić każdą imprezę!

Krzysztof Daukszewicz
    Mój kraj

    Zbyt często mnie pytają ludzie, co śpiewam im i gram,
    Jaki naprawdę jest mój kraj, ja nie wiem, nie wiem sam,
    Bo co odpowiedzieć, przy tych gramach stu,
    Gdy z wódką się miesza, tylko gorycz słów.

    Nie pan i nie ułan, inny mam dziś fart.
    Tu Pewex wytworny, tu obskurny bar
    I szare ulice tam, gdzie miał być raj
    I gruszki na wierzbach, i to jest mój kraj.

    Tu jedni mają grosz powszedni, a drudzy pełny miech.
    Tu mądrych orzą, głupich sieją, a trzecim z tego śmiech.
    Pijaczki, prostaczki mają wszystko gdzieś,
    A ci co przegrali, piją by się wznieść.

    Tu wielki złodziej ex-dobrodziej spokojnie może tyć.
    I są uczciwi, żywi choć tak ciężko jest im żyć.
    Tu dziwki, jak śliwki, że tylko płacić i rwać.
    I panny pokrzywki, że aż strach z nimi spać.

    Tu święte krowy jeżdżą w nowych Mercedesach Benz.
    Tramwaje mają ci co wstają do pracy piąta pięć.
    I szaletów smród, czy grudzień to czy maj
    I zapach maciejki, i to jest mój kraj.

    Mężczyźni godnie noszą spodnie, bo na to ich jeszcze stać.
    Ci mają gorzej co w honorze postanowili trwać.
    Kobiety, niestety - praca, dom i sklep,
    By trochę wędzonek dzieciom dać na chleb.

    Poetom bywa czasem dobrze, choć częściej bywa źle,
    Więc jaki jest ja nie wiem sam po prosu myślę, że
    Dla uczciwych to piekło, dla cwaniaków raj,
    Dla głupich głupota, dla mnie to mój kraj.

06:38 . 07:02 , 07:34 07:55, 08:10, 08:35, 09:01, 09:05  --  godziny wysłania - 09:16  --- Sorellina,    09:31

Aska - 2008-10-30 08:52:42

Oto pytanie na śniadanie, kto dostał bana, ja czy może Daukszewicz?
A może za chwilkę ukażą się wszystkie, ewentualnie kilka wysłanych postów?
Pisanie zostawiłam na zmienmyswiat.pun.pl, w wolnej chwili poszukam słówka, które nie przechodzi. Jeśli są kłopoty, zapraszam, po południu będę klikać i poprzenoszę wszystko.
Miłego dnia

Kolejne próby, zmiana nicku i też nic. Natomiast w wątku obok, post ukazał się,pod innym nickiem. Jeśli miałabym zablokowany IP, post żaden by nie przeszedł na tym portalu. Zmiana nicków nic nie dała. Smutny nasuwa się wniosek, zablokowano Misogino. Tylko na jak długo i dla kogo jest a dla kogo nie jest zablokowane?

Pozdrawiam wszystkich, którzy tu zajrzą.

Basia - 2008-10-30 12:07:35

Na wszelki wypadek i tu wrzucam, bo czekam i czekam...

Witajcie Misoginianie!
I już wszystko jasne. Czytam w informacjach dnia: "Trójkąt Bermudzki" znów wsysa. Jeszcze nie otworzyłam tej wiadomości  (pewnie znów o kolejnej ludzkiej tragedii donoszą, a wtedy reakcja inną być musi), a juz parsknęłam śmiechem. Wytłumaczenie zatem prościutkie: Misogino znalazło się w strefie Trójkąta. A my tu gromy rzucamy na moderatorów, machiny piekielne itp.,itd.,itp. A tu siły przyrody tajemnicze i niewytlumaczalne misoginiańskie nicki wsysają. Nie wiedzą jednak biedaczyny, że Misoginianie to plemię wytwałe, uparte i niezmordowane - w końcu się przebiją. Zawsze się przebijają!!!
Wczorajszy dzień przepiękny przerwany został telefonem z Pienin: "Pani, wiucha u nos kie skurcybyk, a u wos?" "U nos" nie wiuchało za bardzo, dziś dopiero halny dociera. Dziecię Klary zapewne w samym podkoszulku biega i cieszy się ciepełkiem i przecudnymi widokami, dziecię moje - jęczy, zawodzi jak koty w marcu i jeździ z klimatyzacją "na full". Moje przywitanie halnego to pogoń w koszuli nocnej po tarasie za uciekającym wiaderkiem z mopem. Książę Małżonek w wyjściu na taras stał i się rozczulał: "Jak pięknie: kwiaty słoneczne, wiaderko żółciutkie i koszulka jak żółteczko..." i do pomocy się nie kwapił. Ludzki pan.
Wspomniała wieczorem Mirka o urodzinach Herberta. Gdyby żył, obchodziłby 84. urodziny. Kraków, jak to Kraków - świętuje i "obchodzi" juz dzień trzeci. Organizatorem jest Instytut Książki. Zatem spotkanie w Muzeum "Manggha" ( z udziałem Katarzyny Herbertowej) i dyskusja na temat przygotowywanych do wydania przez "a5" wszystkich dzieł poety. Cenię bardzo to wydawnictwo Krynickich (lat temu z dziesięć przeniosło się z Poznania do Krakowa). Właściwie książki u nich wydane mogłabym "w ciemno" kupować. Wczoraj kolejna dyskusja: "Mistrz z Delft i inne utwory odnalezione" (wydane przez Zeszyty Literackie"). W Collegium Maius z kolei konferencja "Język piękny dalekosiężny - Przekłady i światowa recepcja twórczości Zbigniewa Herberta". Wezmą w niej udział badacze twórczości i tłumacze z wielu krajów świata. Cóż, twórczość Herberta, niełatwa w odbiorze dla czytelnika polskiego, a jakże ściśle z Polską związana, czytana i doceniana jest w całym świecie, w różnych kręgach kulturowych i wpływ ma na literaturę innych krajów, gdzie kontekst i wpływy są zupełnie różne, sądzę,że bardziej uniwersalne. Polacy czytają Herberta bardzo "politycznie" i dziwić się temu trudno, bo jakże inaczej odbierać np. "Raport z oblężonego miasta"? Wśród mojego pokolenia (młodzi już odbierają inaczej) ciągle trwa swoista wojna o Herberta, o ktorej już pisał Kaczmarski w "Trenie spadkobierców":

"Będziemy zatem rozszarpywać schedę
Słów przemyślanych, myśli przebolałych
Każdy dla siebie, każdy podług siebie

Tak się zbroimy Twoim arsenałem
Przeciwko sobie i przeciwko Tobie
Bo tylu nas przecież jest - a spadek jeden".

Dziś zwieńczenie uroczystości. O dwudziestej w kościele św. Katarzyny na Kazimierzu (Klaro, dzwoń do Agaty, choć jak znam życie już pewnie wie) wieczorne czytanie wierszy Poety. Sami Wielcy m.in.: Szymborska, Baran, Bonowicz,
Elektorowicz, Hartwig, Karasek, Ryszard Krynicki, Leszek Aleksander Moczulski i wielu innych. Może uda mi się wybrać? Kurczę, że też akurat w tym czasie to świętowanie przypadło. Jak zwykle, wszystko w jednym czasie.
Och, jej, chmurzy się, zatem już znikam.
Kukam jeszcze na "zmienmyswiat", bo jakoś dziwnym wydał mi się brak porannego wpisu Mirki, a tam... Zresztą zobaczcie sami.

Aska - 2008-10-30 15:56:36

Dzięki Basieńko za towarzystwo. Jestem cierpliwa niesłychanie. Jestem wyrozumiała, uparta także jestem, ale po 13 wysłaniu postu na Misogino, zwątpiłam i nerwa dostałam straszliwego. Nie dosyć, że caluśki ranek nic nie zrobiłam, to rozpadało się okrutnie. Zła jak pierun, z prac na działce nici, za mycie okien się zabrałam, by rozładować się choć troszkę nim dzieci ze szkół powracają. Przerwę w sprzątaniu zrobiłam , ludziska jakoś dziwnie na górę zerkają. Nie wiem czy to ja ich dziwię, czy podoba się moja muzyczka. Okna porozwierane, a i balkon, niby lato i gra sobie piknie Grieg i Gershwin. I troszkę złość na martwe przedmioty minęła i kolejny raz spróbuje na Misogino się dostać.

Aska - 2008-10-31 23:41:38

Tu jest pamięć i tutaj świeczka.          http://www.powiat.hajnowka.pl/archiwum/2004/pazdziernik/swieczka.gif
Tutaj napis i kwiat pozostanie.
Ale zmarły gdzie indziej mieszka
na wieczne odpoczywanie.
(...)
Smutek to jest mrok po zmarłych tu
ale dla nich są wysokie jasne światy.
Zapal świeczkę.
Westchnij.
Pacierz zmów.
Odejdź pełen jasności skrzydlatej.

                                 (J. Kulmowa, "W zaduszki")

Mirka - 2008-11-24 12:06:15

Awaria dwóch komputerów nie pozawla mi na bycie na Misogino. W tej chwili jestem w bibliotece, ale zanim cokolwiek zrobię ze swoich "bieżących spraw", czas kończy się i muszę wracać do domu. Strony otwierają się, jak otwierają  ale chociaż poczytam Was kochani. Bardzo tęsknię za Wszystkimi Misoginianami. Postaram się chociaż w ten sposób, na rezerwowym forum od czasu do czasu odezwać się do Was.
Pozdrawiam Wszystkich bardzo sercecznie i wiele uśmiechu Wam życzę.

Basia - 2008-11-26 11:09:02

Dobrze,że zaglądnęłam i teraz juz codziennie zaglądać będę. Jakoś utrzymamy drugi nurt Misogino tutaj. Jeśli będziesz chciała coś napisać na TVN - zostawiaj tutaj, postaram się przekleić. Tfu, złośliwość rzeczy martwych. Jakby mało kłopotów było? Trzymaj się i nie daj się "diabołom", jak moje dziecię mawiało.

Mirka - 2008-11-27 17:13:50

Niestety, nie mogłam więcej zajrzeć na ZS. Byłam w domowym areszcie. Zamówiłam część do kompa na allegro i czekałam na kuriera. Ale, co sobie posiedziałam w bibliotece, to sobie posiedziałam. Mocno postanowiłam wrócić do dawniejszych moich zwyczajów i częściej tam przesiadywać, nasycić się zapachem bibliotecznym, ciszą przerywaną szmerem kartek książkowych. Zanim poznałam Was wszystkich, zimowy wolny czas, tam spędzałam, a lato na działce i jakoś to się kręciło. Teraz, nie wiem czemu, brak na wszystko czasu. Życie - do remontu czas wysłać.:papa:

rendrab - 2008-11-27 18:11:37

Mireczko czekam z utęsknieniem na posty.Mam nadzieję że nie długo będziesz z nami .Pozdrawiam gorąco i przesyłam całuski .

Mirka - 2008-11-29 19:18:30

Moja droga Reno, na Twoje posty też czekam.
Dzięki :)

Alutka52 - 2008-12-04 07:47:30

Dla Basi 100 lat!                                                http://www.przewodnikmp.pl/forum/richedit/upload/2ka55deab519.jpg

Autor: tad454-Róże herbaciane

Róże herbaciane
w bukiecie imieninowym daruję dziś
bo to Twoje imieniny
Róże herbaciane z orchideą
pomiędzy nimi
wolałabyś frezje
bo bardziej je kochasz niż róże
lecz kwiat jest kwiatem
a królową kwiatów jest róża
ozdobą jest przecudną
orchidea złocisto-purpurowa
podobna jesteś do frezji
o różnokolorowych płatkach drobnych kwiatów
jak królewna śnieżka
uśmiechnięta i radosna
zbudzona ze snu
do życia
kochana
przez wielu bliskich
przyjaciół
życzenia dla twojego serduszka
jak płatki róży szkarłatnej
delikatne i subtelne
to nic że róża ma kłujące kolce
tacy są ludzie wokół Ciebie
oni też mają kolce w swoich słowach
ale w sercu
kochają i podziwiają
subtelność orchidei
takie życzenia przesyłam
w dniu twoich imienin
co tylko sobie sama życzysz
najcudowniejszego
najwspanialszego
ze swoich marzeń i snów
aby ci się spełniło...

Mirka - 2008-12-06 17:36:16

Wiele dzisiaj na Misogino Lwa Tołstoja. Dołożę kilka linijek z mojej ulubionej książki. Jest to autobiografia, okres dzieciństwa, kiedy tuż po przyjeździe i zamieszkaniu w Moskwie, rodzinę Tołstojów, odwiedza ich krewna, księżna Kornakow.
"- Księżna była to kobieta lat około czterdziestu pięciu, maleńka, chorowita, sucha, choleryczna, o szarozielonych, nieprzyjemnych oczkach, których wyraz stanowczo przeczył wyrazowi usteczek ułożonych z nienaturalną przymilnością. Spod aksamitnego kapelusika ze strusim piórem widać było jasnorude włosy; brwi i rzęsy wydawały się jeszcze jaśniejsze i bardziej rude na tle chorobliwej barwy jej twarzy. Mimo to dzięki niewymuszonym ruchom, drobniutkim rączkom i ostrym rysom - ogólny widok księżnej miał w sobie coś szlachetnego i energicznego." - Tak opisał ciotkę autor.
Kiedy w czasie rozmowy o metodach wychowawczych, wzrok księżnej trafił na przysłuchujących się rozmowie braci - starszego Wołodię i młodszego Nikolasa. Uśmiechnąwszy się do chłopców, zwróciła się do ich babci, a swojej ciotki, aby zapoznała ją "z tymi młodymi ludźmi"

<< - Z tego to będzie światowy młody człowiek - rzekł papa wskazując Wołodię - a ten to poeta - dodał w chwili, gdy całując drobną, suchą rękę księżnej, z niezwykłą dokładnością wyobrażałem sobie w tej ręce rózgę, a pod rózgą ławę, itd., itd.. - Który? - spytała księżna trzymając mnie za rękę.
- Ten mały z rozwichrzoną czupryną - odparł papa uśmiechając się wesoło.
"Cóż mu zawiniła moja czupryna... czy nie ma już innego tematu do rozmowy?... - pomyślałem i odszedłem w kąt pokoju.
Miałem najdziwaczniejsze pojęcie o urodzie - nawet Karola Iwanycza uważałem za najpiękniejszego człowieka na świecie; ale za to dobrze zdawałem sobie sprawę, że sam jestem brzydki, i zupełnie się co do tego nie myliłem; dlatego też czułem się dotknięty każdym zdaniem napomykającym o mojej powierzchowności.
Doskonale pamiętam, jak raz przy obiedzie - miałem wtedy sześć lat - mówiono o mojej powierzchowności i jak maman starała się znaleźć w mojej twarzy jakiś ładny rys; mówiła, że mam mądre oczy, przyjemny uśmiech, wreszcie, ustępując przed argumentami ojca i oczywistością, była zmuszona przyznać, że naprawdę jestem brzydki; potem, gdy dziękowałem za obiad, poklepała mnie po policzku i rzekła:
- Wiedz, Nikoleńka, że za twoją twarz nikt cię nie będzie kochał; dlatego powinieneś się starać być mądrym i dobrym chłopcem.
Te słowa nie tylko mnie przekonały, że nie jestem urodziwy, ale także upewniły, że z pewnością będę mądrym i dobrym chłopcem.
Mimo to często nawiedzały mnie chwile rozpaczy; wyobrażałem sobie, że na ziemi nie ma szczęścia dla takiego człowieka jak ja, z tak szerokim nosem, grubymi wargami i maleńkimi szarymi oczkami; prosiłem Boga, by stał się cud - żebym zmienił się w pięknego chłopca, i wszystko co wówczas posiadałem, wszystko, co mógłbym posiąść w przyszłości, oddałbym za piękną twarz. >>

Byłam młodziutką dziewczyną, kiedy czytałam tą książkę.  Niewiele książek biograficznych tak lekko się czyta. Lektura ta zachęciła do zapoznania się z innymi dziełami autora. Czytając kolejne książki Tołstoja, uświadomiłam sobie dlaczego jeden z moich nauczycieli, nim zaczął przerabiać z uczniami lekturę, zaczynał od zapoznania nas z życiorysem autora i zarysem historycznym jego czasów.
Ciekawe, czy gdyby Tołstoj był ładnym chłopcem, byłby wspaniałym pisarzem? Czy nie pomieszałoby mu się w głowie i talent jego nie ujrzałby światła dziennego? Może czasem dobrze nie być urodziwym?

Pozdrawiam serdecznie Misoginian po raz enty dzisiaj :) Jeden post bez pozdrowień był i widać za karę nie ukazał się -:)

Na Misogino nie udaje się od wielu godzin, może ...


Strona dwusetna, uczcić zdałoby się. Szampańskie, zmrożone mimo i pomimo wystrzelić się powinno.
Wszelkiej pomyślności Misoginianom Wszystkim życzę, Wszystkim, którzy chociaż jeden raz ślad swój na Misogino pozostawili - niech się jak najlepiej wiedzie, niech zdrowie i szczęście zawsze z nami będzie. 
   Soniu, czy kiedykolwiek przyszła Ci do głowy myśl, że tak długo, na tylu stronach gościć będziemy dzięki Tobie.... Bardzo chciałabym wiedzieć, co teraz myślisz siedząc na błękitnych obłoczkach....

wscieklyuklad - 2008-12-07 21:38:56

Jak wiele zyciorysow cechuja niespodziewane podobienstwa. Od wielu lat Lech Walesa jest przez politycznych przeciwnikow zwany Agentem Bolkiem, a slynni braci i ich poplecznicy najchetniej utopili by nobliste w lyzce wody. Kilka dni ledwie ija od odejscia Aleksego II - glowy Kosciola prawoslawnego. Kolejne dni po odejsciu Jana Pawla II sa mi znane jedynie z opisow. Ale patrzac na to, co dzieje sie na wiekszosci krajowych stacji telewizyjnych potrafie sobie - rowniez przez analogie - wyobrazic jak to faktycznie wygladalo. Prawie 24 godzin na dobe emitowane sa placze i zale "Spoleczenstwa" przerazonego odejsciem swego pasterza. Wsrod tych przerazonych jest i wdowa po Borysie Jelcynie ( koniecznie ze smutna twarza, pokrazonymi oczami i czerwonymi od lez bialkowkami), ktora wspomina w obszernym wywiadzie Wielkiego Rosjanina. Wsrod kolejnych sa Babuszki-Matrioszki - odziane nie w moherowe bereciki, ale kolorowe chusty tak dobrze znane z wiejskich wielkorosyjskich krajobrazow.
Rozpacz powszechna - jakiej uleglo 180 mln ludzi siega od Ameryki ( modlitwy nowojorsko-waszyngtonskie prezentowane co rusz), poprzez Paryz (jak wyzej) az po kresy Kamczatki. Narod pograzyl sie w dramacie, Narod zostal osierocony, narod traci ciaglosc, perspektywe istnienia niemal. Powszechna histeria siega kremlowskiego bruku. Przed trumna z cialem zmarlego wystawiona w  Cerwki Chrysta Zbawiciela przeciagaja tlumy. Obowiazkowo z prawoslawnym poklonem, obowiazkowo z charakterystycznym znakiem krzyza kreslonym na czole i piersiach z kciuka ucalowaniem. Z morzem obowiazkowo wylanych lez. Rosjanin niemieckiego pochodzenia urodzony w Estonii...
Lata dziecinstwa przypadaja na czas Wielikoj Otieczestwiennoj Wajny. Ale mimo lat nastu cechujac sie niebywala - rowna swietym - przenikliwoscia uwaznie wsluchuje sie w glos ludu - tych co na wojnie tej tracil bliskich.
Kiedy w wieku 17 lat konczy osma klase, Aleksiej Rydygier ( bo tak sie nazywal) zostaje zakrystianem w soborze Aleksandra Newskiego  i w  nieustalony do dzis dnia sposob unika poboru do wojska. Mimo to - wbrew przepisom - staje sie sluchaczem leningradzkiego seminarium duchownego. Po jego ukonczeniusSzybko zostaje proboszczem - co rownie dziwne. W swej biografii unika notki o slubie z corka jed nego z proboszczow tallinskich, ktory zawarl tuz przed wyswieceniem ( wedlug przyjetej zasady na ksiezy mogli byc wyswiecani tylko zonaci ) Juz w wieku 29 lat - tez niespodziewanie blyskawicznie - zostaje protojerejem - wysokim duchownym w szczeblach cerkiewnej kariery. W archiwach Estonskiej Rady Ministrow zarejestrowano ( i tutaj rola dla  IPN ) "Agent "Drozdow", rocznik 1929, duchowny Cerkwi, z wyzszym wykształceniem, doktor teologii, doskonale wlada rosyjskim i estonskim, slabo niemieckim. Zwerbowany w 1958 roku, na bazie uczuc patriotycznych, do wykrycia i rozpracowywania elementu antyradzieckiego wsrod duchowienstwa , z ktorym ma dobre kontakty, bedace przedmiotem operacyjnego zainteresowania organow KGB". Nikt nie ma watpliwosci kim byl Drozdow.Tenze donosil na parafian, zwyklych znajomych i prostych wspolbraci. Gorliwy w wykonywaniu zadan, dostarcza materialow operacyjnych, takze do sprawy rozpracowywanego duchownego Powiedskiego." To ten , ktoremu przyszlo byc kaplanem w najciezszych czasach. Ten, ktory trakcie wojny odwiedza tereny okupowane, wspolpracuje z ruchem oporu, traci w efekcie tego syna i corke. Po wojnie z zona i ocalala trojka dzieci laduje w obozie dla deportowanych pod Tallinem, z wizja spedzenia calych dziesiecioleci w lagrach. Z obozu wydostaje go nikt inny jak przyszly Aleksy II. Ten ostatni zyskujac uznanie KGB pokonuje kolejne szczeble kariery w hierarchii cerkiewnej. Czesto podrozuje na Zachod, dzieki KGB dostaje biskupstwo Tallina i Estonii. Jednak duchowny zonaty nie mial mozliwosci piecia sie ku najwyzszym stanowiskom w koscielnej hierarchi.  "Bohater" rozwodzi sie wiec z zona (stad przemilczanie zawarcia slubu w utrwalaniu biografii)
Wkrotce potem zostaje wspolpracownikiem Patriarchatu Moskiewskiego do spraw kontaktow z zagranica.
Pomaga rozpracowywac ludzi o autorytecie miedzynardowym - w tym Solzenicyna, ktorego pozbawienie obywatelstwa Rosji sankcjonuje oswiadczeniem odczytywanym w cerkwiach. Przytacza w nim slowa sw. Jana Ewangelisty ( tak, tak Sirio ! ) "Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas".  Jego nazwisko i to, co napisal, sluzy zwlaszcza naszym politycznym i religijnym nieprzyjaciolom, dla rozpalenia nienawisci wobec naszej Ojczyzny i Cerkwi, azeby przeszkodzic rozladowaniu miedzynarodowych napieć i rozwojowi dobrosasiedzkich stosunkow miedzy panstwami Wschodu i Zachodu.". Nie przeszkodzilo mu to oczywiscie wyrazac publicznie zachwyt nad tworczoscia "prakliatowo" po jego rehabilitacji. Aby jednak zachowac dominacje ( charakterystyczna dla wielu chrzescijanskich odlamow Sirio - nie tylko katolickich ) mowi : "A. Solzenicyn nie ma prawa wystepować z ocena Rosyjskiej Cerkwi Prawoslawnej, poniewaz przede wszystkim nalezy zauwazyc uderzajaca nieznajomosc kwestii religijnych u czlowieka, ktory postanowil pietnowac i pouczac hierarchie cerkiewna"
Lata 70 -te, to Genewa, Zurich, Frankfurt nad Menem, Kopenhaga, Luksemburg, Sankt Gallen, Muenster, Marsylia. W tamtych czasach nikt nie dostawal takiego zezwolenia za piekne cziornyje oczy.Archiwa sluzb tajnych dowodza, ze wszyscy znaczniejsi przedstawiciele Rosyjskiej Cerkwi Prawoslawnej, wspolpracowali z nimi. Tylko arcybiskup wilenski i litewski Chryzostom  otwarcie zerwal swoje zwiazki z KGB i pokajal sie za nie otwarcie przed wiernymi.
Tak w skrocie wyglada zyciorys tego, po ktorym przez bezkresne pola Ojczyzny niesie sie dzis szloch. Tak wyglada kariera czlowieka, ktorego juz dzis wielu chcialoby wynosic na oltarze.
Slow jeszcze kilka o nadchodzacych Swietach.
A moze punkt widzenia zalezy od punktu siedzenia ? Moze jest jak w wierszu "szlachetne zdrowie nikt sie nie dowie.... " Od 23 lat przezywam kolejne "polskie" swieto na obczyznie. Nie bedzie mi dane jak w ubieglym roku nawiedzic Krakowa. Wigilja, kolejne dni Swiat sa dla mnie roboczymi. Garstka Polakow nie pielegnuje tradycji. Kupienie tradycyjnych potraw graniczy z cudem. I coz z tego, ze za dni kilkanascie z domow "prawoslanych" beda sie niosly miejscowe koledy, ze odprawia pasterke ?
Niewielu z tu piszacych potrafi sobie wyobrazic na czym polega prawdziwy smutek nadchodzacych Swiat, na czym polega prawdziwa gorycz tesknoty, na czym polega prawdziwe piekno wspomnien dziecinstwa.
Powtorze wiec slowa Brata - nauczmy sie cenic piekno kazdego kolejnego dnia, nauczmy sie czerpac radosci z drobnych faktow. Cieszmy sie tym co piekne, zapominajac o tym co przykre. Te Świeta nigdy nie byly i nie beda smutne. Przynajmniej dla Was.

To post Małgosi nie do umieszczenia na Misogino TVN

wscieklyuklad - 2008-12-07 21:41:13

Czego uczą nas bajki/baśnie ? Jakimi  celami kierowali się Ezop, Kryłow, Krasicki, La Fontaine, bracia Grimm, Andersen i dziesiątki innych ? Co leży u podłoża powieści sci- fi ? Przecież to co w nich opisane,to wymysł. Gadające zwierzęta, postaci niczym z kreskówek Walta Disneya, w których Kaczor Donald obrywa po łbie i z guzem sięgającym chmur biegnie dalej. Guz za chwilę się wchłania, za to Pluto wbija się tułowiem parę metrów pod ziemię, albo rozciąga na kilka metrów, by za moment złożywszy się w harmonijkę powrócić do naturalnego kształtu. Nie ma praw grawitacji, nie ma barier zdrowotnych, wytrzymałościowych, logicznych, jakich nie dałoby się pokonać.
A to mimo całe pokolenia sięgają po książki. A to mimo, całe pokolenia - wspólnie często - zasiadają w kinach, przed ekranem telewizora, by z DVD obejrzeć te " nawalanki". Dyskutują o nich potem zaśmiewając się do łez.
Większość ma bawić. Ale wśród tak wielu są i te nieliczne, które mają wywołać refleksję. Mają zapaść w pamięć tym co potocznie zwiemy "morałem". Morałem, który jest uniwersalnym przekazem. Takim, który przetrwa setki lat, a jednak będzie miał w sobie tę samą wymowę, identyczny wyraz.
Czy dziewczynka Andersena naprawdę paliła zapałkę po zapałce ? Sceptyk powie - nie paliła. Nie paliła, bo bała by się, że ten, który wysłał ją by sprzedając zarobiła bodaj parę groszy, stłucze ją na kwaśne jabłko, gdy wszystkie roztrwoni.
Umysł trzeźwy doda - czyż można się ogrzać od maleńkiego drewienka ? Od nikłego płomienia, który rozbłyśnie na wietrze ( o ile można coś rozniecić na mrozie ) i natychmiast zgaśnie nie można zyskac ciepła wystraczającego do ogrzania zgrabiałych dłoni. Inny - przyklaskując tokowi wypowiedzi - dopowie/ zapyta - a czyż można wogóle zgrabiałymi palcami na tyle wprawnie ująć zapałkę, by pocierając doprowadzić do zapalenia ? Ta niewątpliwie wypadła by z dłoni, spadajac na ośnieżony trotuar.
Zatem tekst jest nie do logicznej akceptacji ? Zatem z logicznego także punktu widzenia historia taka nie miała racji bytu ?
A przecie czytając strofy Baśni widzimy Ją właśnie. Maleńką... Opuszczoną..... Zalęknioną..... Przycupniętą za jakimś załomem muru, dla wygody na jakimś stopniu ośnieżałego nieco schodka. Odzianą biednie. Z podkurczonymi pod brodę chudymi nóżkami, by uciec przed ziąbem. Potrafimy wyobrazić sobie mijające Ją obojętnie postaci. Potrafimy przywołać widok ciepłych, świątecznych mieszkań, gdzie rozdaje się prezenty, a na stół wnosi kolejne frykasy. A mając dość wyobraźni potrafimy przyjąć, że oto ci wszyscy zajęci sobą, zabiegani, obojętni na losy drugich ludzie faktycznie idą chodnikiem, każdy w swoją stronę. I potrafimy przyjąć, że to przycupnięte maleństwo, sine z zimna zasypia na zawsze. Chcielibyśmy znaleźć się oto na tamtym kopenhaskim - jakimkolwiek europejskim, ziemskim chodniku - by oddać Jej swój płaszcz. By na długie pewnie - może blond, może kruczoczarne włosy naciągnąć czapkę. By dłonie rękawiczkami oprawić. By przytulić do ciepła własnego torsu, ratując przed śmiercią. By zabrać może i do własnego domu, by dać kromkę chleba z masłem, szklankę ciepłej herbaty z cytryną.
A kiedy uzmysłowimy to sobie, nie umiemy.... nie uronić łez wzruszenia.....
Kiedy czytamy Bajki , w których zwierzęta rozmawiają ze sobą ludzkim głosem, czujemy uniwersalizm świata. Świata, w którym prawa dobra i zła są jednako równe, dla wszystkich żyjących istot.

Było ich czworo - niektórzy mówią, że pięcioro. Usiedli osobno pewnie. Mówią, że natchnieni Duchem Św. pisali o Jego życiu. Skoro byli "natchnieni" dlaczego wybrano Ich aż czworo ? Skoro tekst pisany był pod dyktando, dlaczego poszczególne fragmenty są tak różne  w tak wielu szczegółach, w tak wielu miejscach ?
Rozumując zaś w druga stronę. Skoro pisali w różnych miejscach, nie mając ze sobą kontaktu, nie weryfikując treści pisanej, to.... dlaczego teksty Ewangelii są tak zbieżne ? Wyobraźmy sobie oto sytuację, gdy Ewangelię spisuje jeden człowiek. Powstaje jedna księga, jeden "utwór", jeden przekaz. Zatem najautentyczniejszy, bo jedyny przekaz czyjejś biografii. Czyichś dokonań, nauk, przekazywanych treści, szczegółów z życia. Zatem dogmat. Zatem prawda niepodważalna, bo jedyna. Zatem rodzaj dokumentu, w który się wierzy lub też nie.
Zatem rodzaj przekazu, który uznając, traktujemy jako i pewną wytyczną. Wytyczną wiary, wytyczna zachowań, wytyczną rodróżniania dobra od zła.
Powstaje zatem dzieło na wzór Dekamerona, Boskiej Komedii, dzieł starozytnych filozofów. Czytamy dzieło unikalne, jedyne w swoim rodzaju. Podziwiamy, lub ganimy. Wracamy doń, lub odkładamy na półkę. Tak byłoby, gdyby zostało napisane przez jedynego autora. Tymczasem powstały cztery, a wciąż poszukujemy kolejnych, choćby po to by zweryfikowac rolę Marii Magdaleny. Choćby po to ,by zweryfikować co znane, odkryć, co nieznane. No  bo skoro wiemy o czterech pewnych, to może było.... ich więcej ? Czy zatem stworzenie multiplikowanych zapisów było działaniem rozmyślnym, czy przypadkowym ?
A może każdy dysponujący umiejętnością pisania, materiałem pisarskim, pamięcią tamtych wydarzeń, starał się je utrwalić ? Ilu Ich było ?
Każdego z nas zna wielu innych. A przecie gdyby spytać ich jako świadków różnych wydarzeń z naszego życia, o konkretne szczegóły, to czy uzyskamy jednakową odpowiedź od każdego z nich ? Zwłaszcza, gdy pisać będą nie na bieżąco, ale w formie wspomnień - po miesiącach lub latach ?
Wspominamy dziś czasy dzieciństwa - aurę świątecznych dni. Myślimy skojarzeniami. Jedni wspominaja urok tamtych chwil, kolejni utyskują nad trudami, jakie dane było przezwyciężyć im czy ich rodzicom. Ci, którzy cieszyli się z choinki, ciasta czy cytrusów, zdziwiliby się może, słysząc od rodziców, jakim przekleństwem było zdobycie , wystanie, wybłaganie, "wyłdarcie" przysmaków. Niejeden wspomniałby o konieczności rezygnacji z wielu innych - w tym osobistych - przyjemności, by np. sprawić przyjemność bliskim. Ten sam czas, to samo wydarzenie widziane tedy oczami różnych osób bedzie postrzegane i oceniane odmiennie. To samo wydarzenie.
Pisałem już kiedyś o narodzinach w żłóbku. Stajence, domu patrycjusza, na ulicy, w samolocie, w otoczeniu zwierząt, służby gotowej na każde skinienie, rozemocjonowanej stewardesy....
Cóż za różnica ? Jakie znaczenie ma fakt miejsca narodzin ? Jakim dowodem i przeciw czemu/.za czym ma być niedokładność, czy rozbieżność zapisu ?
Cztery rozbieżne treścią Ewangelie. Sprzeczność dat, mylnie przytaczane szczegóły historyczne - daty panowań, spisów ludności. A przecież w tamtych czasach nie było zapisów historycznych na dzisiejszą skalę. Wiele przekazów opierano na plotkach, czy wiarygodnych - choć też przecie ustnych przekazach. Może to jedna z przyczyn ?
Nauczyliśmy się myśleć ściśle, matematycznie wręcz, wyjaławiając, sterylizując naszą wyobraźnię, nie dając jej szans na wiarę w coś czego nie sprawdzimy naocznie, czy nie doświadczymy na własnej skórze. Najdrobniejsza watpliwość każe natychmiast zanegować całość.

Siedziała na ośnieżonym schodku, z pudełkami zapałek w dłoni..... Może mimo palców zgrabienia, potrafiła potrzeć siarczanym łebkiem o malutki kartonik...  Może cześć zapałek wypadła Jej z dłoni..... Może kolejne wiatru zdmuchnął powiew.... Ale może wśród nich była ta jedna, jedyna, która na moment rozbłysła. A Ona tak bardzo chciała ogrzać w tym płomieniu zziębnięte ciało. A Ona tak bardzo chciała dożyć rana......

wscieklyuklad - 2008-12-08 22:00:25

Gdy czytam utyskiwania nad Misogino, natychmiast przed oczy przywołuję maleńką postać Dziewczynki z zapałkami. Wyobrażam sobie wówczas zimową noc. Ponurą i mroźną. I olbrzymie płatki padającego śniegu. I ślizgawicę grożącą upadkiem, rozbiciem głowy, połamaniem kończyn. Maleństwo siedzi cierpliwie z zapasem zapałek, które pragnie sprzedać przechodniom. Może choć za pół ceny. Może za ćwierć wartości. Kto wie - może dla Niej ważniejsze jest chocby przyciągniecie czyjejś uwagi, czyjegoś zainteresowania, czyjegoś współczucia w końcu. Bo przecie komu z nas nie są potrzebne zapałki ? Zatem wśród rzeszy mijających, mimo wyjątkowości chwili, pośpiechu, winien znaleźć się ten, kto zwolni kroku, przystanie, choćby po to, by się przez chwilę potargować o cenę. Niewykluczone, że uzna ją za wygórowaną i wymachujac rękami, burcząc z oburzenia pod nosem odejdzie. Ale choć przez moment - zainteresowany - wstrzyma swój marsz w wytyczonym kierunku, ponieważ napotkał oto maleńką Dziewczynkę - sprzedawczynię zapałek. A przystając zastanowi się - przez moment bodaj - co Ona ma też do zaoferowania. I czy warto kupić tych paredziesiąt drewienek nasyconych siarką, czy warto zainwestować w tajemną zawartość pudełka.
- Mam elektryczne oświetlenie choinki - powie może. - I takiż sposób zapalenia kuchenki gazowej.
- A może zapalisz świece, by spędzić w ich blasku romantyczny wieczór ? - usłyszy nieśmiałe, ciche, zachęty słowa.
- Jestem samotny - odpowie.....
-Nikt nie może być samotny w blasku świecy. Bo odbicie własnego cienia na ścianie może być wypełnieniem pustki,  kompanem godnym uwagi, takim, nad którym ma się całkowitą przewagę, o którego każdym ruchu można decydować - odpowie rezolutnie Dziewczynka.
- Może zresztą wybierzesz się na groby bliskich ? Bez zapałki nie rozpalisz znicza - doda pełnym rezygnacji głosem, pełnym rozpaczliwej nadziei szeptem.
A wtedy mijający Ją z pozoru obojętnie, sięga do przepastnej kieszeni, by wydobyć brzęczące monety - przepustkę do Jej życia. Bo kupując owe maleńkie drewienka, odejdzie z towarzyszem wieczoru.... Stojąca na stole świeca, napełni blaskiem pokój, rozświetli mrok, a chybocząc na boki, zaprosi do szaleńczego tańca życia z własnym odbiciem na ścianie....
I wyobrażam sobie także wówczas tych, którzy przechodząc obojętnie,  stracili swoją niepowtarzalną szansę. Niejeden sarkał może pod nosem : Gdybym dopadł Jej rodziców, obdarłbym ich ze skóry. Jak można boso wypuścić na mróz taką istotkę ? - z tym oburzeniem oddala się oto w nieznane.
Co któryś może  zastanowiłby się jednak jak Jej pomóc, jak ogrzać, jak pomóc dotrwać powrotu do domu.
Czego uczą nas baśnie/bajki zadaję sobie wówczas po raz setny pytanie .....
Trwać na maleńkim oblodzonym schodku aż ..... do śmierci. Trwać w poczuciu obowiązku.... Trwać z biedy... Trwać, by zarobić na kawałek chleba. Trwać desperacko - wbrew logice...... Bo czy śmierć jest słodszą nad razy rozsierdzonego opiekuna ? Czy śmierć jest lepsza niż głód i poniżenie ? Czy umieranie jest rowiązaniem problemu ? I pytam siebie, czy śmierć dziecka wstrząsnęła by kimkolwiek z tych, którzy minęli ją obojętnie ? Może rano przeczytają na n-tej stronie gazety króciutką notkę poświęconą tragedii. Może przeczytają o aresztowaniu rodziców za brak opieki. A może nawet nie skojarzą treści z wydarzeniem w którym mimowolnie uczestniczyli, z tragedią której mniej lub bardziej świadomie stali się autorami....
Nieruchomo siedząca postać staje się w tym momencie bardziej ruchoma, niż baletnica. Bo w Jej bezruchu tkwi rozpacz. W Jej milczeniu lęgnie się krzyk. W Jej odrętwieniu odbija się ludzka obojętność. W Jej uporze odbija się beznadzieja przemijania - jak pytanie z postu Hrabinii........
Dziewczynka nie nawołuje... Nie podtyka nachalnie pudełka pod nos kroczącego. Nie błaga, nie krzyczy, nie placze. Żebrze godnie.... Cierpliwie czeka na ludzką życzliwość, zainteresowanie. Cierpliwie czeka na odruch życzliwości, na okruch życia.....
Kiedy przypominam tę baśń, jawi mi się lipcowy wieczór sprzed , gdy Sonieczka zamilkła na parenaście godzin.
Dostrzegając owe przycupnięte osierocone, umierające dzieci, które znalazła na bezkresnej pustyni - nie w środku miasta - starała się zrobić wszystko, by w tym bezmiarze monotonnych megaton piasku, nie zagubił się Człowiek.
Sięgnijcie do tamtych chwil. Do naszego przerażenia. Do naszych modlitw, by szczęślwiie dotarła do nieznanego nam celu.
By szczęśliwie dotarła do nieznanego nam celu.....
By szczęśliwie dotarła do własnej śmierci - jak dziewczynka z Baśni Andersena...... Bo była uparta.... Bo miała cel, miała ideę........
Dziś może Michalina, od której wieści oczekujemy z takim samym zniecierpliwieniem, ratuje kolejne Dziewczynki bez rąk i nóżek. I bez Rodziców. Jak tamta Dziewczynka  cicheńko leżące w hamakach, łóżeczkach w bólu ran, w śmierci oczekiwaniu.
Mówią, że nocą na pustyni panują przymrozki. Kilkugodzinne wytchnienie, groźne wszak dla życia. Chłód szybko przepędzony Atona promieniami.

Idea....
Ta, która zawarta jest w każdej drobinie pustynnego piasku. Tego samego, w który wsiąka codzień krew tysięcy udręczonych. Tego samego, na którym można zbudować miliony zamków. Tego, który gdzieniegdzie kryje w sobie potęgę oazy.
Idea....
Ta, której nazwać nie sposób. Którą by pojąć, życie nieraz przeżyć, życie czasem poświęcić trzeba.
Ta, która jest fatamorganą na horyzoncie. Rozedrganą falą powietrza, dajacą nadzieję na normalność.
Takim samym mirażom ulec można w trzaskającym mrozie, w powietrzu rozedrganym chłodem.
Co Dziewczynka mogłaby zaoferować kawalkadzie wielbłądów ?
Przecie nie wodę - rzuciłyby się na nią łapczywie. Przecie nie kępkę trawy, o którą stoczyłyby szaleńczą walkę.
Załóżmy, że anonimowa, trudna do zauważenia, przycupnęłą pod jedną z wydm. Karawana zmierza ku oazie. Dziewczynka sprzedaje koraliki, może galibiję. Poganiacze spieszą ku wytchnieniu. Widzą maleńką postać opodal. W promieniach zachodzącego Słońca dostrzegają migotliwe paciorki. Przyglądają się kolorowej chuście - jak plamie na nieskazitelnym bezkresie pustyni. Za minut parę gorąca tarcza zniknie za horyzontem. Nastanie nieprzenikniona ciemność. Przymrozek zetnie ziarnka piasku.
W zapadającym mroku dziewczynka zniknie z oczu....... Niczego już odróżnić nie będą w stanie. Może odczują lęk ? Może żałować zaczną, że się wahali ?
Może to zreszta wcale nie dziewczynka ? Może to jeno halucynacje zmęczonego umysłu ?
A może przycupnięty Mały Książę ?
Może mówi oto do siebie : Wiesz... gdy się jest bardzo smutnym, lubi się zachody słońca....
Jakby chciał odegnać smutek wędrowców, przyćmić ich wyrzuty sumienia.
A może widząc migotliwe latarnie w dłoniach wędrowców zakrzyknie : Trzeba troskliwie osłaniać lampy: powiew wiatru może je zgasić...
Jakby chciał dac dowód, że martwi się o nich, choć oni mają w nosie jego los......
Za chwilę zostanie sam....  A to mimo, pośle podróżnym ostrzegawcze memento.
"Trzeba od każdego wymagać tego, co on może wykonać - podjął Król. - Autorytet polega przede wszystkim na rozsądku.... ". Antoine de Saint-Exupery. 
Oto czego uczą nas bajki.

Enrico - 2008-12-12 09:26:13

Od godziny ja pisac na Misogino,ma on jest total zablokowane,Wy tak macie tez?
Posdraviam.

Aska - 2008-12-12 11:40:51

Tak Enrico, nie  mogę otworzyć "odpowiedz", co znaczy, że nie mogę wysłać Twojego postu.
Czy możesz napisać, co u Was się dzieje? Czy burza dużych szkód narobiła? Martwię się bardzo o Was, o Gaję i innych Misoginian mieszkających we Włoszech. Gdybyś mógł coś powiedzieć, będę bardzo wdzięczna. Dziękuję.

wscieklyuklad - 2008-12-14 07:44:34

Wczoraj wspominaliśmy 13 grudnia sprzed 27 laty. Pokazywano  telewizyjne sondaże. Najwięcej przeciwników, najbardziej żądnych rozliczenia wydarzeń i dekapitacji odpowiedzialnych za nie spotkać dziś można w grupie ludzi.... młodych. Zatem tych, których albo nie było jeszcze wtedy na świecie, albo takich, którzy ze względu na brak życiowego doświadczenia, czy samodzielności zachowali co najwyżej w pamięci strzępki wrażeń. Przypuścić można, że na tyle mgliste, że trudno im być winno o obiektywne spojrzenie na tamte wydarzenia. Najbardziej autorytarne zdania padają więc z ust dyletantów, którzy mają pogląd poparty dzisiejszym stosunkiem do otaczającego świata, w którym dzień, gdy komuś nie przywalono jest dniem straconym.
A ja tymczasem  byłem Prawdziwym Bohatyrem dni owych...
Posłuchajcie sami....
Styczniowa noc roku pańskiego 198o i 1 r. Miejsce akcji - Osiedle Podwawelskie w Królewskim mieście Krakowie. Godzina około północna ( a więc policyjna !). Ulicą skrada się powracający z miasta Uć ubrany na szaro ( zatem w barwy jak najbardziej konspiracyjne ) przygarbiony osobnik. Ostrożnie stawia kroki. Udało mu się już uniknąć wielu  patroli przemierzających nocą zaśnieżone chodniki ( na szczęście nie były to czasy domofonów, więc łatwo było ukryć organizm w najbliższym podworcu ). Tajemniczy Osobnik ugina się pod ciężarem sporej walizki. Za narożnym budynkiem osiedla wchodzi wprost na ... budę milicyjną. Wypadają z niej "chłopcy - radarowcy" i żwawo wciągają wywrotowca do wnętrza -za przeproszeniem - suki. Każą odemknąć wieko ( walizka starego typu, zamykana na zatrzask ). Osobnik odmyka. Z wnętrza walizki wyglądają szyjki butelek po wódce ( niestety puste). Z oczu "dzielnych i czujnych chłopców" bije Zgroza. Oto przyłapali na gorącym uczynku groźnego przestępcę - znaczy mnie. Drżącymi ( a jakże, bo wtedyż jeszcze żaden ze mnie tam nie był Bohatyr) ręcami, dobywam zza pazuchy zezwolenie Sądowe opatrzone pieczęciami stosownemi, z orłem ( bez korony ) na przemieszczanie się z Królewskiego Grodu Krakowa do prowincjonalnej Uci i wewte w dniach zawitych ( bezwzględne posłuszeństwo wobec ukochanej Władzy, spowodowało powrót w czasie dopuszczalnym w piśmie). Zatem w połowie, ale jednak bandyta. Bo na co komu walizka butelek po alkoholu taszczona w środku nocy ? W dodatku butelek pozbawionych korków, zatem nie nadających się do trwałego ich napełnienia ( pędzonym w piwniczce bimberkiem choćby ) natomiast idealnie do wlania tam zero i pięć dziesiątych litra taniej ( bo radzieckiej ) benzyny oraz zaszpuntowanie kawałem szmaty w celu wiadomym.
Zajście zostaje uwiecznione w notesie Dowódcy ( a mam nadzieję, że i  w dokumentach IPN, po które mam zamiar lada dzień sięgnąć , by uzyskać status Bohatyra-Ofiary Władz Reżimowych ). Butelki - jako punkt wyjścia niezmiernie niebezpiecznego koktajlu Mołotowa - ulegają natychmiastowej rekwiracji bezzwrotnej. Tym samym osobnik ( znaczy ja ) zostaje pozbawiony szansy podpalenia metodą przemyślną szeregu Wozów Bojowych ( niechby i tanków ).
W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku, oraz stłumienia przemocy w zarodku ( choć przeciem całkiem już był duży, nie embrion tam jakiś ), chłopcy puszczają mnie z pustą walizką.
Moja interpretacja zaistniałego zdarzenia jak następuje :
W pewien styczniowy wieczór - zgodnie z uzyskanym zezwoleniem podróżnym pomiędzy miastami Łódź-Kraków i wobec braku innego połączenia, przybyłem do rodzinnego miasta w godzinach okołopółnocnych. By nie wydłużać zbytecznie czasu powrotu, a takoż nie być co krok zatrzymywanym, legitymowanym oraz spisywanym, na widok majaczącego w oddali patrolu wskakiwałem do najbliższej bramy, po czym - nauczony scenami z filmów wojennych -po jego przejściu podbiegałem truchtem ( by nie czynić nadmiernego hałasu ) kolejnych ileśtammetrów. Tym sposobem po mniej więcej pół godzinie pokonałem odległość między Dworcem Kraków Główny a Osiedlem Podwawelskim ( most Grunwaldzki przebiegłem w czasie bliskim rekordu świata na 400 m - gdyby nie ciężar walizki rekord zostałby ustalony na poziomie do dziś nie pobitym bez tejże - tu bowiem, ze względu na odwartą przestrzeń ani trucht, ani konspiracja nie popłacała ) a następnie - już prawie spokojny - skręciłem pomiędzy pierwsze bloki osiedla. Tam zostałem wciągnięty do środka stojącej suki milicyjnej celem ustalenia kto zacz, a także zgodności zasad przemieszczania się z odnośnymi paragrafami stanu wojennego ( których numerów nie pamiętam ). Po ustaleniu w/w zgodności zostałem uprzejmie poproszony przez spoczywającego w niedbałej, leżącej na podłodze suki - pozycji dowódcę zmiany o otwarcie walizki , co, jako praworządny obywatel uczyniłem bez zbędnego ociągania ( znaczy się w trymiga). Walizka wypełniona była butelkami (niestety i w tej wersji pustymi) po wódce marki "Żytnia", w liczbie najmniej kilkunastu, parą skarpet cerowanych, takąż bielizny, jedną koszulą flanelową koloru fioletowego i jedną parą kalesonów ( było do -30 stopni !) koloru granatowego. Na zadawane pytania odnośnie przeznaczenia butelek wyniośle nie odpowiadałem, rozmyślnie narażając się na szykany, a nawet aresztowanie ( tortur ani innych form przemocy nie brałem pod uwagę, z góry zakładając, że nie wykażę się odwagą 13-letniej dziewczynki męczonej przez wiadomo kogo ). Uznany za potencjalnego przestępcę, pozbawiony dźwiganego mienia szklanego ( odzież zezwolono zabrać ) wypuszczony z pouczeniem o rezygnacji z podobnego "szmuglu" w przyszłości, bo "tak się to nie skończy", udałem się do miejsca zamieszkania, zachodząc po drodze w głowę, skąd ja teraz zdobędę butelki po alkoholu ( puste ), by w sklepie monopolowym uzyskać za nie butelki pełne, przeznaczone dla gości proszonych na zbliżające się wielkimi krokami ( kwiecień owego roku ) wesele - bo po to je wiozłem z miasta Uć, gdzie je gromadzono w pocie czoła przez miesięcy parę.
Mam głęboką nadzieję, że nazwisko moje znajduje się więc w jakiejś tam "teczce prawdy" a opisane w niej zdarzenie pozwoli mi na znaczną poprawę wizerunku własnego. Jako unikający odpowiedzi na natarczywe pytania, mogę śmiało zostać uznany za ofiarę stanu wojennego. Zwłaszcza, że mimo iż było to moje pierwsze przesłuchanie, nikogom z tych, co gromadzili szkło, nie wsypał. Tak mi dopomóż Bóg.
O kolejnej martyrologii napiszę rano.

Rano właśnie  nadeszło. Musiałem więc zmienić początek postu. A kiedym to czynił, po wielu godzinach spędzonych wieczorem na próbie dotarcia do Was, ze smutkiem pomyślałem, że tak wielu ludzi faktycznie narażało zdrowie i życie, by dziś jakiś ..... ( w wykropkowane miejsce wstawcie co tylko chcecie ) arbitralnie, wzorem tamtych cenzorów, co to wiedząc wszystko, i mając nad każdym z nas nieograniczoną władze, siekali prasę, otwierali naszą korespondencję, naruszając prywatność najintymniejszych często wyznań wiele wyrzucając do kosza choćby za słowo "kocham" które ich drażniło, decyduje kto o czym i z kim może rozmawiać na forum. Nie wykluczam, że ten właśnie .... należy do wspomnianej na wstępie ekipy „zbuntowanych” co to wiedząc wszystko i mając nad wszystkim władzę, bez wahania rozprawialiby się z każdym "inaczej myślącym".
Czy zatem warto było walczyć o wolność takich to własnie "....." ?

Z niewiadomych powodów nie mogę tego od wczorajszego popołudnia zamieścić na Misogino.

wscieklyuklad - 2008-12-14 10:38:57

Martyrologii mojej opis dalszy.

Jest koniec maja 1982 roku. Ulicą Piotrkowską w mieście Łodzi porusza się leniwie ( co nie zmieniło się mimo upływu 26 lat ) autobus koloru czerwonego marki Ikarus numer 59. Wśród rzeszy pasażerów wiezie osobnika w wieku lat dwudziestukilku. Ten prawą dłonią - zgodnie z obowiązującymi przepisami ruchu drogowego - dzierży mocno metalowy uchwyt, zapobiegając upadkowi i turbacji swpjej, współpasazeró tudzież. Cel podróży : Universal. Nie, nie ten Universal znany z produkcji znamienitych movies. Nazwę tę nosił Dom Towarowy - jeden z kilku w mieście, oferujący nieco ( choć nie nachalnie ) więcej do sprzedaży, nad ocet oraz herbatę popularną w opakowaniach 10 dekagramowych. Na twarzy osobnika maluje się zamyślenie. Pogrążony jest bez wątpienia w Ważnych Myślach.
Nagle nad uchem słyszy głos Oprawcy : bilety do kontroli proszę !
Osobnik nie posiada takowego - nie tylko w liczbie mnogiej, ale nawet i pojedyńczej. Jako człowiek młody nie był żadnym tam ideałem ( idealną rzeczywistość zaprzepaszczono bowiem dopiero w dwadzieścia kilka lat potem obalając IV RP ), ale - jak wielu i dziś rówieśników, oszczędzał gdzie tylko się udać mogło ( nie należy w tym miejscu zapominać o krakowskim rodowodzie rzeczonego ). Nie ma więc żadnej mowy o anarchiźmie, zemście na juncie wojskowej, niechęci do mnożenia zysków państwa, które pozyskane ze sprzedaży biletów środki ani chybi przeznaczało na paliwo do transporterów opancerzonych, czy też papierosy dla dzielnych chłopców przemierzających w pełnym umundurowaniu ulice nasze. Po ustaleniu niezgodności zasad poruszania się w ruchu ciągłym na pokładzie autobusu miejskiego, osobnik zostaje wyproszony z pojazdu, wylegitymowany oraz spisany ( wzbudzając naturalnie żywe zainteresowanie osób zgromadzonych na przystanku, bowiem w tamtych czasach samo już bycie spisywanym,  trąciło Bohatyrstwem. . Ponieważ jednak w/w udaje się właśnie do Domu Towarowego Universal ( ujęcie nastąpiło na przystanku docelowym ) w celu zakupu frytkownicy, bowiem zdążył już przesiaknąć snobizmem oraz tęsknotą do zachodniego stylu życia i takiegoż żywienia, a Mc Donaldy mógł sobie obejrzeć jedynie w reżimowej telewizji . Frytkownica byłą dlań zatem namiastką Wolności, realizacją marzeń o zachodnim stylu życia.
Ponieważ kwota zakupu przedmiotu stanowiła równowartość mandatu ( a zarazem całą jaką udało się uratować po weselnym przyjęciu ), osobnik zrezygnował z uiszczenia kary, licząc na nierychliwość MPK zajętego wówczas - jak mniemał - innymi, znacznie ważniejszymi dla Obronności Kraju sprawami.
Mija kilka miesięcy. Stan wojenny ma się dobrze. Osobnik wraca sobie spokojnie po sumiennie wykonanej pracy do domu. W sieni napotyka Dozorcę domu, na twarzy którego maluje się duma mieszana z przerażeniem.
Wciąga mnie ( bo oczywiście jam był tym osobnikiem ) do wnętrza mieszkania i oznajmia : Szuka pana milicja !
Po czym dobywa butelkę z naklejką "Żytnia" dwa kieliszki i stawiając na stole polewa.
O kłopotach z nabyciem alkoholu w dniach tamtych jużem pisał ( niestety na ZS), zatem skłamałbym twierdząc, że ociągałem się z szybkim wypiciem, a to z kolejnych przyczyn : lęku o zmianę decyzji dozorcy w przypadku uświadomienia sobie przezeń , nadmiernej - nawet jak na Bohatyra - rozrzutności, z lęku tudzież, co też mogę mieć na sumieniu, żem znalazł się w kręgu zainteresowania Organów.
A oto wersja Dozorcy :
Dziś rano zapukał do moich drzwi jakiś facet. Pytał, w którym mieszkaniu pan jest zameldowany ( dodam, że moje nazwisko nie widniało jeszcze na liście lokatorów ). Odpowiedziałem, że tutaj nie mieszka nikt o takim nazwisku. A on na to, że mieszka, bo został spisany. No to ja mu z kolei : spier..... pan. Facet oburzony krzyczy : nie spier... nie spier... -  jestem majorem milicji. I poszedł sobie. Niech pan uważa na siebie sąsiedzie - kończy wznosząc toast za moje zdrowie.

Od tej pory wszyscy kłaniali mi się w pas na powitanie. A Dozorca zaoferował nawet  noszenie węgla ( nadeszła bowiem kolejna - równie surowa-  zima stanu wojennego ). Tak był dumny, że w domu, którym zarządza mieszka Zakonspirowany Kombatant.

Ot jak łatwo było Bohatyrem zostać.
A kto na faktyczne Bohatyra miano zasługuje ? Ten, co spisywał moje dane - bo pomylił adres ( niewyraźnie wpisany do papierowego wtedy dowodu ) ( co nawiasem mówiąc, też mogłoby stanowić punkt wyjścia do dowodzenia udziału w ruchu konsipracyjnym ! ).
A nade wszystko ów Dozorca, który wybawił mnie z perypetii. Po odwołaniu Stanu Wojennego, przekazałem listownie rzeczoną kwotę ( bez odsetek naturalnie ) z wyjaśnieniami i przeprosinami.
Mam nadzieję, że ów list wylądował w koszu. W przeciwnym razie przekonanie o Bohatyrstwie moim ostatecznie ległoby w gruzach.

Enrico - 2008-12-16 11:23:18

Caro Babbo Natale,
anche quest'anno ti scrivo per quel regalo, che aspetto da 21 anni!

In un primo momento, mi hai portato il suo corpo
-e di questo non posso lamentarmi, anzi-
poi, il mio cuore sobbalzò di gioia, quando mi accorsi che in fondo al pacchetto, c'era anche la sua anima...
Certo, ho dovuto faticare per togliere quella patina grigiastra che la ricopriva, prima di poterla ammirare, ma ora splende come una luna piena incastonata in un drappo di velluto nero, e per questo spettacolo, non potrò mai ringraziarti abbastanza!

Infine, sotto l'albero, ho trovato pure il suo cuore ma –ahimè - era un cuore a metà.
So bene che la metà mancante è popolata dagli spettri, ma io la voglio comunque!
Amo anche il lato oscuro di quel cuore spezzato,
e con tutta la forza del mio amore, riuscirei a riaccendere le luci negli angoli più nascosti...

È un'antica promessa fatta dal destino, che - spezzettata dal vento del tempo - è giunta tra le mie mani incompleta: uno di quei "pacchetti" ha imboccato la strada sbagliata e si è perso, in un mondo che non gli appartiene.

Ora mi rivolgo nuovamente a te, che finora sei stato un ottimo corriere: ti prego, Babbo Natale mio, trova per me anche quell'ultimo pezzo che manca, e regalamelo, perché solo così potrò completare il mio sogno...

P. S. Ti regalo una slitta nuova!
Non per cercare di corromperti, ma come segno
della mia eterna gratitudine, per aver messo sotto il mio albero... la Felicità.

Mirka - 2008-12-16 17:33:39

Bardzo mi przykro Enrico.Ostatnio mam bardzo niewiele czasu, a dzisiaj i jutro szczególnie mało i jak dotąd nie udało mi się przenoszenie Twojego postu na Misogino TVN24. Będę próbowała w późniejszych godzinach.
                                                                                                                    Pozdrawiam serdecznie

Sorellina - 2008-12-16 21:41:27

Tłumaczenie postu Enrico

Drogi Święty Mikołaju,
w tym roku znów proszę Cię o ten sam prezent, na który czekam od 21 lat !

Za pierwszym razem przyniosłeś mi jego ciało
- i na to nie mogę się skarżyć, przeciwnie 
- moje serce podskoczyło z radości, gdy potem na dnie paczuszki dostrzegłem jego duszę...

Oczywiście musiałem się natrudzić, by zetrzeć szarawą patynę jaka je pokrywała i móc je podziwiać, ale za to teraz lśni jak księżyc w pełni, otulony czarnym aksamitem i za ten spektakl nigdy nie przestanę Ci dziękować !

Wreszcie, pod drzewkiem znalazłem także serce, ale -  och ! - była to tylko połowa serca.
Dobrze wiem, że tę brakującą połowę zamieszkują cienie, ale pragnę jej mimo wszystko !
Kocham  także ową ciemną stronę tego pękniętego serca,
a siłą mojej miłości zdołałbym pozapalać światła w jego najciemniejszych zakątkach...

Takie musiało być jego przeznaczenie, że - pokruszone wiatrem czasu  - trafiło w moje ręce niekompletne : ot, jedna z tych "paczuszek", które pomyliły drogę i zagubiły się w świecie, który do nich nie należy.

Zwracam się więc znów do Ciebie, który jak dotąd byłeś najlepszym doręczycielem  i proszę Cię, mój drogi Święty Mikołaju, spróbuj odnależć  ten ostatni brakujący kawałek i podaruj mi go, bo tylko wtedy będę mógł spełnić moje marzenie...

P.S. Mam dla Ciebie nowe sanie !
Nie, żeby Cię przekupić, ale jako znak
mojej dozgonnej wdzięczności, za to, że położyłeś mi pod choinkę... Szczęście.















dlatego nie mógł się przebić na Misogino w oryginale.

Odpowiedz

f.m. - 2008-12-17 20:24:38

AMORE INFINITO

Camminando rapito da un raggio di sole
cullato da una danza di nuvole
ho ritrovato te, amica mia,
come una cara canzone
chiusa in un cassetto mai dimenticato.
Ho cercato
d’incontrare il tuo sguardo
ed ho scoperto,
con immutato dolore,
che più non mi appartieni.
Ho tentato di seguirti tra le nuvole
per poterti fermare,
per riudire la tua voce,
ma tu non sei più mia.
La tua anima non ha più confini.
Risalendo su un raggio di sole
volteggiando su una danza di nuvole
ho capito, oltre i miei desideri,
che esisto...
racchiuso nell’abbraccio
del tuo affetto senza confini.

http://gifynaforumanowi.blox.pl/resource/y1fjktn1.gif

MIŁOŚĆ NIESKOŃCZONA

Idąc porwany promieniem słońca
kołysany tańcem chmur
odnalazłem ciebie, przyjaciółko,
niczym drogą sercu melodię
zamkniętą w szufladzie  pamięci.
Poszukałem twojego wzroku,
by  znów odkryć
z bólem niezmiennym,
że już do mnie nie należysz.
Próbowałem doścignąć cię pośród chmur,
by cię zatrzymać,
by znów usłyszeć twój głos,
lecz ty już nie jesteś moja.
Dla Twojej duszy granic już nie ma.
Wspinając się po promieniu słonecznym,
wirując w tańcu chmur,
pojąłem, spoza moich pragnień,
że istnieję...
zamknięty w objęciach
twojej miłości bez granic.

Basia - 2008-12-19 21:51:58

Myśliweczku Kochaneczku, Twoja choinka jest przepiękna i już opowiedziana Wściekłym. Tak, tak, choinkę też mozna opowiedzieć. Czy muszę dodać,że Sorellina się wzruszyla?
Kingo, ja na razie jestem w Krakowie. Wigilię odprawię i padnę. Natomiast zapewne w drugi dzień świateczny pakowac będę kufry i zmykać w Pieniny, zwłaszcza,ze śniegiem ma sypnąć, zatem Małżonek żyć nie da i w poganiacza się zamieni. Gaju, jak ja Ci zazdroszczę, że ominie Cię takie tornado, jakie już przez mój dom przechodzi.
Klaro, w porywie szaleńczej odwagi przedstawiłam domowym wielkopolską propozycję menu wigilijnego. OOO?! Fantastycznie, to na deser? - usłyszałam.
Manibo, szczęśliwej podróży i wracaj do nas cała i zdrowa.
Arnoldzie, mam pewiem problem, bo z jednej strony to ja opowiedziałam kiedyś o swoich przygodach antenowych, z drugiej, to nie ja zostałam nazwana Divą. O zyciu na prowincji małopolskiej mogę opowiedzieć, ale wówczas, gdy juz tam dotrę. Wcześniej marniutkiej szansy nawet nie widzę. W niedzielę imprezujemy u nas, więc pewnie i słówko od WU i Sorelliny się ukaże.
Przed momentem dobiegła mnie informacja z telewizora: wykorzystane jest zaledwie 0,3% środków unijnych. Ciekawe, jak to wygląda w moim miasteczku, gdzie ma powstac nowy most, właśnie wspołfinansowany ze środków unijnych.
Umbryjko, uwielbiam Panettone. Niedaleko od mojego domu została otwarta cukiernia z włoskimi wyrobami, ale szczerze powiedziawszy, jej wyroby równać się nie mogą z prawdziwą babką wprost z Rzymu, którą niegdyś przyjaciółka taszczyła dla mnie pełna poświęcenia. Cena zaś "Panettone" w Krakowie jest wprost z księżyca wzięta.
Olivierze, czy wystarczy Ci "pozwalam" wprost z Franciszkańskiej (niekoniecznie od Gospodarza)?
Kubo, Kubusiu chyba Ci zaśpiewam "Jestes lekiem na całe zło i nadzieją na przyszły rok". Dziękuję Ci za Twoją nieustającą pogodę ducha., choc ta wizja zapospieszalnienia telewizji z lekka mnie przeraża. A co tam, i tak rzadko kiedy ogladam.
Selvaggio, takie sceny były na porządku dziennym w Krakowie jeszcze kilka lat temu. Wykorzystywane dzieci lub matki siedzące godzinami wprost na chodnikach z niemowletami na kolanach lub położonych wprost na ziemi. Słów brak. Przepędzane przez straż miejską znikały na chwilę, by podjąć znowu żebranie dosłownie kilka, kilkanaście metrów dalej. Oczywiście pan i władca w towarzystwie kumpli czuwał nad całym precederem. Teraz to raczej rzadkość. Widocznie już się to nie opłaca Romom rumuńskim.
Playbacku, medal za wytrwałość i najlepsze życzenia z Krakowa.
Pisuardesso, cóż dodac? Może "sursum corda"?
Ab(n)uovo, nie pierwszy taki to przypadek i obawiam się,że nie ostatni. Dopóki nie przyhamuje nieco "wyścig szczurów", także wśród dzieci, presja środowiska i chore często ambicje rodziców, a dzieciaki same lub z sensowną pomocą psychologiczną nie oprą sie temu zjawisku, będą tragedie lub "jedynie" mocno znerwicowane młode pokolenie.
Umbri, skoro taka "laba" Ci się szykuje to fantastyczna wiadomość. Nie będzie taryfy ulgowej, wskoczysz w miejsce WU i dziennie dwa "stefki" do wykonania. Jak Ci się to podoba?

Mirka - 2008-12-20 05:23:10

Świat wariacji dostaje, podpalić żonę, bo odcięła Internet? Czy poważniejszych przyczyn nie ma, by dać upust swoim zachowaniom?
Wczoraj poruszony został temat samobójstwa dzieci. Jakiś czas temu przygotowywałam się do spotkania z rodzicami i "trafiłam" na stronę ze statystykami. Były to dane paraliżujące, teraz za nic, nie mogę odnaleźć ich. Problem samobójstw jest bardzo rzadko poruszany w społeczeństwie. Jest to temat, raczej tabu. Powinniśmy jednak spojrzeć prawdzie w oczy i przyznać, że on istnieje i jest coraz większym utrapieniem społecznym. Z roku na rok rośnie ilość prób samobójczych. Przerażające, że liczba ta, wzrasta i w przypadku dzieci, młodzieży.
U dzieci w wieku 9 - 15 lat przyczyną samobójstwa, targnięcia się na życie, są niepowodzenia szkolne oraz rodzące się na tym tle problemy emocjonalne i konflikty rodzinne. Dzieci w tym wieku przechodzą zmiany szkół, co za tym idzie, także rówieśników, znajomych. Zdarza się, iż dziecko w nowej szkole poczuje się odrzucone przez kolegów klasowych, nie uzyska akceptacji u nauczycieli i nie będzie sobie z tym radzić. Tu wielkie znaczenie ma rodzina, w niej dziecko powinno znaleźć spokój i ukojenie. Zbyt często zdarza się, że wymagania rodziców, (chwilowo) przerastają możliwości ich dziecka. Burza hormonów, brak akceptacji u rówieśników, strach przed rodzicami i ich odrzuceniem, to najprostsza droga samobójców. A jeśli dojdzie do tego pierwsze zauroczenie, ucieczka z domu, młody człowiek nie jest w stanie sam sobie z tym poradzić.
Statystyki, badania podają, ze większość prób samobójczych jest wśród dzieci z rodzin patologicznych. Zawsze, kiedy o takich rzeczach czytam, coś buntuje się we mnie. Wszyscy, nawet nauka ze swoimi badaniami nie wspiera tych dzieciaków, a piętnuje. Jeśli ciągle im powtarza się, że są gorsi, że "mają złe pochodzenie i nie rokują", tak zaczynają myśleć o sobie i w rzeczywistości ambitniejsze dzieciaki, skutecznie, lub mniej skutecznie targną się na swoje życie, albo dostosują się do ogólnie przyjętej opinii o nich stając się chuliganami. Wydaje mi się, że dzieciaki, które same na siebie są skazane, które borykają się od dawna z problemami dnia codziennego, łatwiej znoszą trudności samoakceptacji w okresie dorastania. W większości, bo wcale nie we wszystkich "trudnych" rodzinach, odpada problem przerośniętej ambicji, problem "niespełnionych marzeń rodziców" przeniesiony na dzieci. Jest on jednym z najpoważniejszych przyczyn ucieczek z domów, prób samobójczych i samobójstw dzieci. Jedyną rzeczą, której jestem pewna, jest to, że dzieci wcześniej wysyłają sygnały, że coś się dzieje. Rodzice nie zawsze potrafią je odczytać, a kiedy nauczyciel próbuje coś rodzicom uświadomić, są oburzeni; ich dziecko ma wszystko, nie ma żadnych problemów, ono ma porządny dom i rodzinę, dostaje wszystko, czego potrzebuje, a nawet więcej. Cóż może nauczyciel? Sam nic nie zdziała, podobnie jak pozostawiony sam sobie rodzic. Nawet widząc problemy, sam nie poradzi z nimi bez pomocy szkoły. Pamiętać jednak należy, że nauczyciel ma obowiązek nauczać, a wychowaniem zajmują się rodzice. Nauka poza wiedzą, jest również jedną z metod wychowawczych i na tej płaszczyźnie powinna być współpraca rodziców z nauczycielem. Skutki w porę zauważonych problemów można jak nie wyeliminować, to je do minimum złagodzić.

Miłego, pełnego uśmiechu i bez żadnych kłopotów dnia życzę.

Mirka - 2008-12-20 17:26:13

Konfidencjuszu jak mam czuć się dzieckiem, kiedy nie ma śniegu w grudniu, a deszcz pada? Ostatnie dni przed świętami, dni wolne już od szkoły, zawsze "na sankach" od rana od wieczora. Tak czas przedświąteczny spędzałam będąc dzieckiem. Zimy, w ów czas, były śnieżne i mroźne. Słoneczko świeciło, blask promieni słonecznych odbity w śniegowych płatkach, mienił się kolorami tęczy. Chodząc po śniegu, mówiliśmy, że śnieg skrzypi. Na oknach, mróz malował najpiękniejsze obrazy. Były tym piękniejsze, bo nie powtarzalne, nie dały się podrobić. Na podwórzu stał bałwanek biały, miotłę trzymał, garnek stary był jego kapeluszem, węglowe oczy, nos z marchewki, usta z buraka. Kapota zapięta do samej ziemi guziczkami węglowymi na bałwankowej, kulistej postaci. Opodal była rzeka i dwa stawy. Rzeka zamarzała, zamiast mostem, po lodowej tafli, szliśmy na drugi brzeg. Na stawkach, ślizgaliśmy się na łyżwach. Pierwsze łyżwy były dokręcane do butów, klucz na sznurku, na szyi wisiał, żeby nie zgubił się czasem w śniegu. Łyżwy "figurowe" pojawiły się, kiedy już panienkowałam, a wówczas były jak znalazł, elegancko na nodze wyglądały. Oj tak, to były zimy! A i święta były piękne, białe, czyściutkie z okiennymi obrazami zimowymi. Mikołaj przychodził z nosem i polikami czerwonymi od mrozu i ze śniegiem na butach. Na Pasterkę, ludzi wiozły sanie, w konie zaprzężone i koniecznie z dzwoneczkami.
Wspomnienia, li tylko wspomnienia po choince z prawdziwymi, woskowymi świeczkami pozostały, po zapachu pasty do podłogi, po świątecznym stole, przy którym od 25 do 30 zasiadało gości i wszyscy jak u Mickiewicza, według starszeństwa, według tradycji staropolskich, których dziadek był strażnikiem. Dzisiaj wspominamy tamte święta, siedemnaście osób przy stole zasiada, każdy na swoim stałym miejscu, palą się elektryczne lampki i tylko sianko na stole, pod białym, haftowanym obrusem i dwanaście potraw łączy dzieciństwo, z dniem dzisiejszym.
                                                   Białych myśli
                                                 lekkich jak puch,
                                       niech Anioł przywieje z nieba,
                                           otoczy skrzydłem nadziei,
                                            i niech kolędę zaśpiewa,
                                         bo dzisiaj jest piękny dzień,
                                         wszystko się rodzi na nowo,
                                      więc w blasku tajemnych świąt,
                                           żyjcie zdrowo i kolorowo.
                                      Podwójnych życzeń nastaje czas,
                                          Wiadomo to każdemu z Nas
                              Dzieciątko się rodzi i Nowy Rok nadchodzi
                                Życzę Wam aby przyszły same dobre dni,
                              aby kolorowe były sny, aby cały rok był  pełen
                                     nadziei  i ufności w lepszy świat


Miłego popołudnia Misoginianie, przepraszam, miłego wieczoru :)
( nim post ukazał się dzień zmienił porę) Jak tak dalej pójdzie, noc ciemna zastanie mnie przy komputerze klikającą jeden post od popołudnia wczesnego.

Aska - 2008-12-21 21:01:39

Słyszałam jak M. Foremniak i A. Żmijewski mówili o Kongo.
Straszne. Okropne opisywali obrazy.
Dzieci umierają na zwyczajne choroby wieku dziecięcego. Niedożywienie, brak szczepionek, leków…
Z Kongo związana jest moja parafia i szkoła. Dzieciaki zachęcane przez proboszcza, którego jeden z ministrantów po skończeniu seminarium został misjonarzem w Kongo. Będąc w kraju, zawsze odwiedza swojego księdza. Opowiada dzieciakom, pokazuje zdjęcia.... i tak nawiązała się współpraca.

Wczoraj czytałam o Gandhim i Gandhiego. Mimo to, że mija 60 lat, jak nie ma Go wśród żywych, słowa głoszone przez tego człowieka, wciąż nie straciły aktualności..
Poglądy i zasady Gandhiego opierały się na trzech normach moralnych:
1) nie wyrządzaniu zła i powszechnej życzliwości nawet wobec wrogów
2) życiu w prawdzie
3) ascezie prowadzącej do opanowania ciała przez ducha.
Mahatma Gandhi głosił zasadę życia bez przemocy. Zginął zamordowany przez fanatycznego zamachowca. Nie zostały powszechnie przyjęte zasady i metody, które głosił Gandhi. Mimo to, dla wielu ludzi stały się przykładem postępowania. Wskazówką, dla ludzi walczących o słuszne prawa i sprawiedliwość.
Tym, którzy uważali, że poglądy Gandhiego nie pasują do naszego świata, odpowiadał, że "n i k t nigdy nie zaryzykował na wielką skalę eksperymentu z wyrzeczeniem się przemocy". Chodziło mu o to, że częściej powinno się podejmować próby usuwania przyczyn przemocy i konfliktów.
"Obecnie każdego dnia zaskakuje nas, do jakich potworności prowadzi przemoc. Ale nadal jestem zdania, że jeszcze bardziej zdumiewające i przekraczające wszelkie wyobrażenia mogą okazać się skutki przyjęcia zasady odrzucania przemocy".
Gandhi uważał, że jeśli ktoś zarabia dużo więcej, niż mu potrzeba, powinien pomagać  ludziom w potrzebie. Stworzył teorię odpowiedzialności za innych. Pisał:
"Bogaci mają mnóstwo niepotrzebnych im rzeczy, które marnują się i niszczeją. Tymczasem miliony, którym tych rzeczy brakuje, umierają z głód u i chłodu. Gdyby każdy zostawił sobie tylko tyle, ile mu potrzeba, nikomu nie doskwierałby niedostatek i wszyscy byliby zadowoleni".
"Kiedy człowiek zaczyna mnożyć swoje codzienne potrzeby, schodzi z drogi prostego życia i szlachetnych myśli. Historia daje na to wiele dowodów. Szczęście polega na zadowoleniu, zaś ten, kto nie znajduje zadowolenia, choćby wiele posiadał, staje się niewolnikiem swoich pragnień. A żadna niewola nie może się równać z tą, którą narzucają pragnienia".
(Słowa Gandhiego tłumaczył; M.Zawadzki)

Z pomocy, nawet tej najmniejszej, chociażby uśmiechu, potrzymania kogoś za rękę, wysłuchania, sms... nie należy kpić. Wielki to wstyd dla dowcipnisia.
Czas przedświąteczny, nie dla wszystkich jest czasem radosnym. W gonitwie, czasem popatrzmy dookoła. Może ktoś w ciszy, o pomoc woła.

Miłego wieczoru, dobrej nocy.

Wieczór stracił na aktualności :(

Aska - 2009-01-03 18:36:12

http://swiadekkoronny.pl/6,0,0,forum.ht … DE=&DS=&W=

http://swiadekkoronny.pl/6,0,0,forum.ht … DE=&DS=&W=


To są linki do stron, gdzie Alutka znalazła nasze posty z Misogino.:-k:

Alutka52 - 2009-01-03 19:25:13

Witaj Mireczko :) :xmas-smiley-010:

A tak Jerzy Z. martwił się ,że nasze posty są nieskopiowane a tu taka niespodzianka :evil:

Basia - 2009-01-03 21:13:25

Alutko, z Ciebie szatan nie dziewczyna! Jakżeś na to trafiła? Ale niespodzianka!

Alutka52 - 2009-01-03 21:34:15

Witaj Basieńko :)

Jaki szatan,jaki szatan,Basieńko :) Dostałam link od jednego Podwórkowicza,żebym poczytała tam wpisy.
Chodzi o trolli co ich atakują,może coś znajdę podejrzanego. Coś mnie tchnęło i wpisałam w wyszukiwarkę "Misogino*Gombrowicz" i "Na liście lektur nie będzie Gombrowicza" i tak znalazłam nasze forum.Wkleiłam linki Mireczce na GG .Tylko tyle,Basieńko :)

Alutka52 - 2009-01-04 06:50:23

OLA napisał:

Witam! Szkoda ,ze nie umiem wyczarować szampana, ale wznoszę toast za zdrówko naszej BOGUMIŁY czyli ALUTKI, na zdrowie, 100 LAT !!! Bukiet pieknych kwiatów przesyłam i buziaki serdeczne :* :* :*

Oleńko a Ja Twoje.Dopiero dzisiaj przeczytałam Twój wpis.Lepiej póżno jak wcale.Pozdrawiam Cię Oleńko :*

Aska - 2009-01-04 15:14:49

Czy to nie jest piękny widoczek?

Alutka52 - 2009-01-04 15:57:05

Witaj Mireczko :)

Owszem,piękny widoczek.Mam małe pytanko :)Czy ta Pani karmiąca gołębie,to Ty ? :D

Mirka - 2009-01-04 17:20:23

Nie Alutko, zdecydowanie to nie ja i nie mojego autorstwa zdjęcie. Jak co dnia, prasówka...  Taki obrazek między innymi zdjęciami i artykułami  był. :)

Mirka - 2009-01-05 16:10:09

Nie wiem czy i kiedy ukaże się post. Nie mam czasu czekać, zostawię go tutaj, na ZŚ.

Cóż, zima jest jakaś dziwna, kiedy u mnie za oknem jest stopni -15, u mamy dwie ulice bliżej centrum miasta, jest -19 stopni, kiedy u mnie -8, u rodziców, -15. Jedno miasto, a temperatura za oknem różna. Jak dziwić się forumowiczom, że mają różne spojrzenie na te same sprawy, przecież z różnych pochodzą miejsc. Jeśli miałabym zmieniać swoje poglądy, zdanie... w zależności, z kim rozmawiam, gdzie się znajduję - wolę zostać przy swojej ortodoksyjności, przynajmniej jest moja własna, niefarbowanym lisem. Nie udaję nikogo innego niż jestem, nie lepszej ni gorszej, jestem, jaka jestem i nie mogę zgodzić się, aby mi i moim znajomym, rodzinie wiecznie ubliżano. Każdy z Was atakując, pisząc źle o kościele, pisze o przeciętnym Kowalskim, Malinowskim, o Mirce, Zośce, Gienku, Wojtku...... Bo to MY jesteśmy Kościołem, nie ci panowie w czarnych kieckach. On są pracownikami kościelnymi. Zamiast biadolić, napiszcie list otwarty, skargę, napiszcie, że nie chcecie tego, a tego księdza do Biskupów, do Papieża, niech zwolnią złych pracowników. Kiedy staną na mojej drodze zły ksiądz, już nim nie jest.  Nie biadoliłam, nie narzekałam tylko działałam, aby więcej nikogo nie zranił.
Masko Zorro, w życiu jest tak dziwnie, że pokolenia następujące po sobie nie mogą dogadać się. Niby myślą podobnie, robią to samo, ale mówią innym językiem, słowa te same, a znaczenie inne mają. Ciebie ja, (bo o mnie piszesz, prawda?), przerażam, mnie coś/ktoś inny. Nie musisz mnie czytać, możesz omijać mój nik. Wyobraź sobie, że dobro ma różne formy, "leżanką terapeutyczną" też jest. Zaczynając tu bywać, pisać powinnaś była zauważyć to, jesteś z nami bardzo długo. Jeśli nie odpowiadało Ci, to nie rozumiem... masochizm?
Poniedziałkowy gościu, wstyd mi. Za Ciebie mi wstyd, nie za błąd, który popełniłam. Wiele razy mylimy się, nie myli się tylko ten, co nic nie robi. Jeśli przychodzisz w gości zachowuj się jak gość.
Dobrego człowieka rozpoznaje się między innymi po tym, jaki ma stosunek do zwierząt, przyrody, do natury. Pies jest stworzeniem żywym i tak jak kot odczuwa zimno głód i ból, a szczeniacki są szczególnie wrażliwe na zimno. Nie można do jednego wora wrzucać dzieciaki i zwierzaki. Są to bardzo odległe tematy.

Krzysiu w styczniu roku ubiegłego, Petroniusz powiedział do Ulissesa "- przyjacielu wspólna wędrówka kończy się na tym etapie"....
Przykro mi, Krzysiaczku, wszystko ma swój kres i mimo, że inżynier nie zrozumie powiem słowami Eda;
                  jak po nocnym niebie sunące białe obłoki nad lasem
                  jak na szyi wędrowca apaszka szamotana wiatrem
                  jak wyciągnięte tam powyżej gwiaździste ramiona nasze
                  a tu są nasze, a tu są nasze, a tu są nasze
jak suchy szloch w te dżdżystą noc
             jak winny-li-niewinny sumienia wyrzut
             że się żyje gdy umarło tylu tylu tylu
jak suchy szloch w te dżdżysta noc
             jak lizać rany celnie zadane
             jak lepić serce w proch potrzaskane
Jak suchy szloch w tę dżdżystą noc[...] dośpiewaj resztę, a na końcu tak niechaj będzie;
- dobiegłam do końca, odpoczywam, odpoczywam
na cudnych manowcach, cudnych....,.... manowcach

F.M. starałam się, sam widzisz... ech, chyba jestem złą kobietą.... gdzie podział się sens.... Wszystko na swój czas, wszystko ma kres, wszystko zmienia się.

Miłego popołudnia i dobrej nocy Misogino.

PS.
Ortodokso,(dobrze napisałam?), nie użyłabym tego cytatu, nie miałabym odwagi. Mocne.

Basia - 2009-01-07 16:03:02

Wobec absolutnej niemozliwości dostania się na forum wklejam tutaj moje dwa posty:


Wielce Szanowny Moderatorze! A może jednak przepuścisz?

Witajcie! Na dwa słówka tylko, bo może się uda wpaść później?

Po pierwsze: Drogi Inżynierze, czy chcesz, żebym się z rozpaczy rzuciła z Mariackiej wieży?!:) W dodatku, by się rzucić, musiałabym wspiąć się te marne 239 stopni. I to w zimie? A któż za mną będzie tu tęsknił, gdy sobie pójdziesz? Ani nawet tak nie żartuj!:)

Po drugie: Janku, wpis WU nie dotyczył  "Misogino", lecz sytuacji po odejściu Petroniusza na wątku "Wychowałem się w lepszych miejscach niż Tusk", też na portalu TVN24 (spójrz na 2.01).

Suniu! Wracaj, jak najrychlej do zdrowia i...do nas!



Szanowny Moderatorze!
Z całym szacunkiem, ale czy mógłbys mi powiedzieć, co w moim króciutkim poście powoduje, że ciągle go nie ma?
Czy jest to:
1.mój apel do Inżyniera z wyrazami sympatii?
2.wyjasnienie dla Janka Guzika?
3.życzenia zdrowia dla Sunii?
Cóż, idę zatem na "zmienmyswiat"

Basia - 2009-01-07 16:32:00

I do czegóż się trzeba uciekać?
Sorellino, dziekuję za wysłanie mojego postu!

wscieklyuklad - 2009-01-09 21:22:17

Wicher poranny trzeźwość umysłu przywraca, jakby sam Bóg Wiatru - Poświst Słowiański z Czupryną moją targać się próbował, jakby za Łeb ze mną brac się starał. Baranicę tedy na uszy naciągam głębiej, a Smętnym i Umęczonym Wzrokiem wkoło toczę. Jak długo stajać mi tutaj przyjdzie, Czasu ileż Uszu natężać, Łeb ku Mariackiemu zadzierać Hełmowi, ku Sterczynom, ku Koronie Pozłacanej  wyglądać tęskno ? Ranek to wczesny, zatem Mieszczan jak na Lekarstwo, nie ma do kogo Ust otworzyć, Sarmackim Pozdrowieniem powitać, ukłonem do Pogawędki zachęcić. Jeno Gołębi Probusa gruchanie po okolicy smętnie się niesie, gdy jam Sów pohukiwania spragniony raczej - te wszak w kniei ostały. O Poręcz się tedy wspieram, a Powieki zmrużywszy, dawne wspominam Czasy.
Lat 700 z hakiem wstecz Pamięcią sięgam, gdy Henryk IV starania o Korony Polskiej pozyskanie u samego Papieża czynił, kraj pragnąc zjednoczyć, a Siły Jego na wiek wieków mnożąc. A, że Podróż do Rzymu majątku wymagała sporego, udał się tenże do Wróżki po Radę. Wróżka w Kulę Szklaną spojrzawszy, w te się odzywa słowa : dukatów mnóstwo otrzymasz, jeśli w Podróż daleką sam jeden się udasz. Natenczas Woje twoi - zastaw jako - w Gołębie zamienionymi ostaną, tu twego czekając Powrotu. Książę skwapliwie zgodę wyraża, a w momencie temże, miast Świtą dawną - Gołębi stadem otoczon zostaje. Ptaki na Mariackiej Świątyni murach osiadłszy, deszcz Złotych zsyłają Monet. Henryk wozy nimi obładowawszy w drogę skwapliwie wyrusza. Po drodze do Miasta Wiecznego wszystkie jednak na zabawy i uczty przepuszcza. Tedy bez korony do Grodu Kraka powraca. Czar po dziś dzień na Wojach jego ciąży. I jeno Gruchanie smętne żałością Serca Przechodniów napełnia. 
Ot nigdy Naród nasz do Wodzów szczęścia ni miał - Króle to, czy Pałaców  Namiestniki, Hetmany Chemiczne Polne, Wojewody libo. Nie masz już dziś ni Kazimierza Wielkiego, ni Włostowica Piotra. Jeno Legend tradycja Wielkości świadectwo daje.
Powieki unoszę Ruchu codziennego czekając. A tu na Krawężnika skraju Mim w Kontuszu- memu podobnym - stoi. Szyję Bawełnianym owinął Wężem. Z Paszczy Gada Czerwony, a nieruchomy Jęzor zwisa. Już Pacholę jakie dobiega a Aparatem Srebrnym Chwilę uwiecznić się stara. Już Skośnoocy Węża po Łbie żwawo gładzą - Azjatom wszak ni Smoki, ni Dziwadła insze obcemi nie są, a wszystko utrwalic pragną. Mnie jeno Obawa ogarnia - a nuże pod Uszanką Beżową bisurman schowan cwany ? A nuże w Rękawicy z mohera Narzędzie Mordu Narodu się Naszego  skrywa ? Ku górze Głowę zadzieram zatem. A tam - spokój. Hejnalista miarowymi Czasu Odstępami znak daje Życia, dowód Stabilności zsyła.
Tamci się Datkiem żegnają, Wąż zaś dłonią Mima poruszony, Bruk Krakowski zamiata. Ot takaż to dla Chojności podzięka.  Bo Serdeczność, Serdeczność jeno w Rewanżu otrzymywać winna.
Zaraz tyż Jadwigi Królowej postać przywołuję, mury Najświętszego Salwatora Kościoła takoż. Tam to obraz Ukrzyżowanego wisi - Umęczony w długą, pofałdowaną przywdzian szatę, z Koroną na głowie, w Złoty Trzewik prawą obutą ma stopę. Tuż obok Skrzypek przycupnięty Nabożne gra pieśni. Oto, gdy w 970 roku Mieszkowi I z Moraw cudowny przysyłają Krucyfiks, tenże Zbawiciela postać w Złote odziewa szaty, a nogi złotemi trzewiczkami perłami przetykanemi zdobi. U Krucyfiksu podnóża skrzypek ubogi jako ten z obrazu dzisiejszego. Chrystus nad biedą jegoż się ulitowawszy, spuszcza mu w ukontentowaniu pod nogi trzewik swój. I jak to po dziś dzień bywa, gdy pochopne wnioski wyciagnąć pragniemy snadnie - o kradzież przez Tłuszczę posądzony, trzewika tenże pozbawion zostaje. Nie rezygnuje jednak z gry dalszej. A wonczas na Oczach wielu cud się identyczny raz dokonuje kolejny.
Tedy - ze Srebrnych Aparatów braku powodów, Obraz ku Pamięci skreslono.
Brak Wiary, Podejrzeń zarzewie, do Wniosków Krzywdzących tak często wiedzie , do Sądów opacznych prowadzi, a Wróżb mylnych. Kiedy zatem Legendę wspominam ową, pod Wąsem Sumiastem  się do siebie śmieję. I zaraz tyż Gromadą obstąpion zostaję, zaraz tyż Aparaty dobywają Srebrne, zaraz tyż Chwilę oną uwiecznić pragną, a Skośnookich Czambuł, gestykulując żywo, do Baranicy zdjęcia zachęca, Miedziakami pobrzękując ochoczo, za Mima inszego - a to z Kontusza tytułu mnie bierąc. Tak to Radość, wesele inszych przyciąga,a Efektem Niezamierzonym skutkuje zgoła. A wtedy z Gardła "Basałyki Kochane Moje" dobywam, a Ramiona rozwarłszy szeroko, do Piersi przygarniam, po Włosach Kruczoczarnych gładzę. Jakże Pozory Zwodniczemi okazać się potrafią.
Z dali już nie Gruchanie, nie Pohukiwanie bieży, a Hejnału Dźwięki w Hałasie w Mowy Rozgwarze giną.
Na Rynku Płycie ku dla Ubogich się Wigilii szykują. A ja o Krucyfiksie marzę. Z Umęczonym, co Złoty Trzewik ze Świętej stopy zzuwa. I nikt już wonczas Głodu nie zaznaje, Cierpienia nie doświadcza.
A miast Gołębi Żałośnie Gruchających Stada, znad Łbów Kocich Mężni Probusa powstają Woje do boju na śmierć i życie z bisurmanem gotowi.

f.m. - 2009-01-11 15:03:03

ANGELO vive a Cinecittà. Non nel senso del quartiere, ma proprio degli studi cinematografici. Sono quasi quarant’anni che dimora abusivamente all’interno delle mitiche costruzioni di via Tuscolana. Ha visto passare sotto i suoi occhi i più grandi, da Fellini a Scorsese, ed oggi vede passare Grandi Fratelli e Amici di Maria. Di giorno indossa una divisa da operaio con tanto di tesserino "Cinecittà – manutenzione" grazie al quale entra ovunque. Alle ore dei pasti mangia a sbafo i cestini di qualche troupe o si imbuca a mensa, sottraendo frutta qua e là. Poi, quando cala la sera, si lascia chiudere dentro ad uno degli Studi, accende una lanterna, apre la sua brandina pieghevole e resta lì, fino al mattino. Il suo Studio preferito è naturalmente il mitologico numero 5, quello appunto di Fellini e delle super produzioni hollywoodiane. Là dentro si respira un’aria rarefatta, irreale, tra fondali abbandonati in un angolo e brandelli del cinema che fu. Angelo passa il tempo curiosando qua e là, assistendo a trasmissioni tv o a riprese dei sempre più rari set di cinema. E scrive. Scrive un suo diario particolare, visto dagli occhi di un "parassita del cinema" come ama definirsi da solo. Molti dei frequentatori di Cinecittà lo conoscono bene e non vedono l’ora di avere una scusa per passare due ore insieme per i vialetti alberati. Le storie che racconta sono sempre le stesse: di quando ha insegnato a mangiare gli spaghetti a Gregory Peck, di quando ha pomiciato con Elisabeth Taylor e di quando, una sera, si è ritrovato in mezzo ad un litigio tra i moschettieri della commedia all’italiana, Sordi, Tognazzi, Manfredi e Gassman, e per dividerli ha preso le botte da tutti e quattro. Non so se sono storie inventate o no. A Cinecittà il confine tra il vero e il falso è davvero sottile.Ed ora Angelo è pure il mio compagno di viaggio durante le dialisi.

f.m. - 2009-01-11 15:03:20

ANGELO vive a Cinecittà. Non nel senso del quartiere, ma proprio degli studi cinematografici. Sono quasi quarant’anni che dimora abusivamente all’interno delle mitiche costruzioni di via Tuscolana. Ha visto passare sotto i suoi occhi i più grandi, da Fellini a Scorsese, ed oggi vede passare Grandi Fratelli e Amici di Maria. Di giorno indossa una divisa da operaio con tanto di tesserino "Cinecittà – manutenzione" grazie al quale entra ovunque. Alle ore dei pasti mangia a sbafo i cestini di qualche troupe o si imbuca a mensa, sottraendo frutta qua e là. Poi, quando cala la sera, si lascia chiudere dentro ad uno degli Studi, accende una lanterna, apre la sua brandina pieghevole e resta lì, fino al mattino. Il suo Studio preferito è naturalmente il mitologico numero 5, quello appunto di Fellini e delle super produzioni hollywoodiane. Là dentro si respira un’aria rarefatta, irreale, tra fondali abbandonati in un angolo e brandelli del cinema che fu. Angelo passa il tempo curiosando qua e là, assistendo a trasmissioni tv o a riprese dei sempre più rari set di cinema. E scrive. Scrive un suo diario particolare, visto dagli occhi di un "parassita del cinema" come ama definirsi da solo. Molti dei frequentatori di Cinecittà lo conoscono bene e non vedono l’ora di avere una scusa per passare due ore insieme per i vialetti alberati. Le storie che racconta sono sempre le stesse: di quando ha insegnato a mangiare gli spaghetti a Gregory Peck, di quando ha pomiciato con Elisabeth Taylor e di quando, una sera, si è ritrovato in mezzo ad un litigio tra i moschettieri della commedia all’italiana, Sordi, Tognazzi, Manfredi e Gassman, e per dividerli ha preso le botte da tutti e quattro. Non so se sono storie inventate o no. A Cinecittà il confine tra il vero e il falso è davvero sottile.Ed ora Angelo è pure il mio compagno di viaggio durante le dialisi.

hrabina_bałkańska - 2009-01-12 20:32:09

Hmmmm... na Misogino znów się zrobiło "postoszczelnie"...

Wściekłe ujadanie przeciwników WOSP zatkało im uszy i zapewne nie dosłyszeli, że tylko wczoraj podczas finału we Wrocławiu w tamtejszej klinice dokonano na konto Orkiestry profilaktycznego badania USG grupy dzieci w różnym wieku. U DWUNASTU !!! odkryto zmiany rakowe. I  jeśli teraz ktoś będzie chciał mi powiedzieć, że akcja Owsiaka jest bez sensu to niech najpierw wsadzi wiązkę dynamitu w mą hrabiowską... i podpali lont. Bo inaczej ja mu to zrobię!
PS.To ostatnie jest oczywiście przenośnią poetycką.

hrabina balkanska - 2009-01-15 21:19:59

Witam wieczornie proponując obiecaną rozprawkę o tureckim wychodku Entropy - z mojego punktu widzenia oczywiście...
Klaro? Mam nadzieję, że nie mijam się zbytnio z widzeniem Czawdara? Było nie było jestem tylko z przypadku świadkiem i obserwatorem...
P.S. Za brak polemik na w/w temat nie będę miała żalu, jednak ucieszy mnie każdy ewentualny komentarz...
;P;P;P

Prolog
Konstrukcja tureckiego "tam gdzie nawet  król chodzi piechotą"  to połączenie  maximum funkcjonalności  z maximum  bezpieczeństwa - jego przeznaczenie i utrzymanie go w lokalnych warunkach klimatycznych w stanie spełniającym podstawowe wymagania higieny osobistej to wielka sztuka... 

                                                                          * * *
Okazuje się, że "ten" Czech co ostatnio narozrabiał w Brukseli nie tylko Polskę zna dobrze. By wymyślić taki, a nie inny  obraz Bułgarii również trzeba dobrze znać nie tylko aktualne realia ale i historię tego kraju...
...Turcy w Bułgarii są nie od dziś - kiedyś na pięć wieków się w niej "zadomowili" i nie wszyscy  zdążyli ją opuścić przed ogłoszeniem traktatu z San Stefano w 1878 roku. Były komunistyczny "geniusz"  bułgarski Todor Zivkov postanowił w latach 80-tych resztki tych pogrobowców wielkiego Osmana przegonić gdzie pieprz rośnie czyli  zuruck doTurcji. Gdyby mu się to w całości udało to dziś nie przedstawiano by Bułgarii jak przedstawiono...
Bardzo istotnym faktem na pokazanym w galerii Entropy obrazku jest umiejscowienie... ścieku wygódki! Dlaczego nie bardziej na wschód czy na południe? Albo na północ ku Dunajowi? Otóż... w tym miejscu na mapie Bułgarii znajduje się ni mniej, ni więcej, a stolica Sofia. A jak wiadomo - stolica to m.in. siedziba rządu. A w rządzie bułgarskim - nomen omen - dość licznie zasiadają potomkowie byłego imperium osmańskiego. Jak się w rządzie znaleźli? Otóż po krachu akcji wysiedleńczej w wykonaniu Zivkova, po jego abdykacji (tzn. po odebraniu mu władzy przez parlament) gdy to powoli do Bułgarii zaczęła wkraczać demokracja, mieszkający w niej od wieków potomkowie Kara Mustafy i spółki zaczęli żądać dla siebie praw równych potomkom chana Asparucha czyli rodowitym z dziada pradziada Bułgarom. I tak powstała w latach 80-tych partia bułgarskich Turków etnicznych o nazwie "Ruch Praw i Swobód", roszcząca sobie z czasem co raz to większych praw i swobód, a finansowana w ogromnej części przez Turcję co jest oczywiście głęboką tajemnicą, ale poliszynela...
Wieloetniczność to nie tylko kwestia odrębności wyznaniowej, obyczajowej, mentalnej. Zawsze będzie ona problemem, zwłaszcza w takim małym kraju jakim jest np. Bułgaria gdzie turecki element stanowi niemal 1/3 zaludnienia. Bułgarię od wieków zamieszkuje również wielu Ormian, Zydów i.i. nacji, o Romach nie wspomnę -- im trzeba by poświęcić oddzielny rozdział, ale nikt współcześnie nie egzekwuje sobie tylu praw i swobód co właśnie etniczni Turcy, a przecież Bułgaria zanim została zawładnięta przez wyznawców Allacha była krajem słowiańskim i chrześciańskim  - chrzest przyjęła w roku 865 z rąk pariarchy konstantynopolskiego i  pomimo 500 lat niewoli tureckiej i wielowiekowych krwawych aktów muzułmanizacji zachowała swą przynależność religijną.  I nagle? Ni stąd, ni zowąd potomkowie byłych agresorów próbują zdominować życie publiczne i zburzyć wielowiekowy porządek...
Mimo pozorów zgodnego współżycia chrześcian i muzułmanów, w politycznym tyglu tego małego państewka wrze i kipi na styku partyjnych interesów, a przez ten czas zwykli ludzie żyją zwyczajnie, potrafią się tolerować, lubić, przyjaźnić mimo wielu odrębności, nie szukają różnic... Wspomniałam tu kiedyś, że mam sąsiadkę etniczną Turczynkę, z którą sąsiedzkie stosunki są bardziej niż poprawne,  na  studiach miałam wielu kolegów Turków etnicznych, miałam i przyjaciół jak np. pewna pani adiunkt we wrocławskiej Akademii Muzycznej...
Wczoraj w pracy z czystej ciekawości spytałam kolegów (etnicznie różnych) co myślą o artystycznym wybryku Czecha w Brukseli, czy czują się w jakimś stopniu obrażeni jego rzeczy widzeniem i tu należy się mój mały wtręcik - w Bułgarii jest takie dość cyniczne powiedzonko, które od wielu lat w różnych sytuacjach Bułgarzy  sobie (i mnie) przypominają. Spróbuję je w oględnej i cenzuralnej formie  przytoczyć - "Kto przeszedł przez naszą (bułgarską) ziemię, ten nas...  ten tego, no wiecie". W historii Bułgarii ostatnimi, którzy przeszłi przez jej ziemie byli Turcy (nawet kolaboracja z III Rzeszą podczas II w.ś. odbiła się na image tego kraju mniej negatywnie) i nie przebierali w płciach więc dla pełniejszej jasności jeszcze jeden wtręcik - konstrukcja "przybytku" nakazuje przyjęcie wypiętej pozy i jak dodamy do tego nieobce Turkom zapędy biseksualne "żeby życie miało smaczek - raz dziewczynka, raz chłopaczek" to wizja Czecha w Brukseli w sumie niewiele mija się z prawdą...
Moi koledzy - okazało się - wcale czeską wizją nie poczuli się urażeni, "poczęstowali" mnie jedynie powyższą sentencją zaczem wszyscy zgodnie  (towarzystwo bułgarsko-romsko-ormiańsko-polskie) poszliśmy na kielonka zamawiając - solidarnie!!! -  bułgarskią śliwową rakiję bo rury po awarii ciepełka niby już naprawione ale ziąb w sali zmrażał twórcze wizje naszego szefa...
Rekapitulacja? Tylko miejscowe media pruderyjnie się bzdyczą (a polskie powtarzają jak papuga) i próbują odgrzewać "sensacyjną" przedwczorajszą zupę, politycy zaś... nabrali wody w usta by nie drażnić osmańskiego lwa w swych szeregach bo w końcu to partner, mimo że w opozycji... A za kilka dni? O ile media lokalne dadzą sobie na luz - sprawa przyschnie i życie wróci do normy. A tak waściwie to... nie zauważyłam by z niej z powodu Entropy wyszło....

                                                                               * * *

Epilog
Z racji tego, że moja "bułgarska przygoda" trwa - bagatelka - 34 lata, pozwoliłam sobie na taką, a nie inną "interpretację interpretacji" bułgarskiego akcentu Entropy...

Sorellina - 2009-01-17 19:05:00

A więc Biblia nie kłamie ! Pukałam i zostało mi otworzone. Może i to, co z poprzednim postem uleciało, zostanie...odtworzone? Z góry "siłom wyższym" dzięki składam !

Niewiele, prawie nic, nie wiem o Turkach w Bułgarii. Jeśli żyją z Bułgarami w takiej symbiozie, jak piszesz, Hrabino, to tylko pozazdrościć. W Grecji - że o Cyprze nie wspomnę - nie jest już tak różowo. Grecy mają doTurcji mniej więcej taki stosunek,  jaki my, Polacy, kiedyś mieliśmy do Rosji carskiej czy kajzerowskich Prus. Ciekawe, że Turcy, mimo różnych historycznych zaszłości i wojen, jakie Rzeczpospolita z Imperium Otomańskim prowadziła, aż takiej niechęci w nas nie wzbudzają. Oni sami zaś okazywali nam zawsze respekt zabarwiony sympatią. Oni jedyni nigdy nie uznali rozbiorów Polski i na oficjalnych audiencjach w Wysokiej Porcie, nie bacząc na niezadowolenie ówczesnych mocarstw, czytając listę przybyłych dyplomatów wypowiadali formułę: "Poseł Lechistanu  c h w i l o w o  nieobecny"...
Islam rozpełza się po świecie - masz rację, Hrabino. Dlaczego mu się udaje? Myślę, że zawdzięcza to głębokiej, autentycznej, żarliwej wierze wyznawców Mahometa. Muzułmanie naprawdę poważnie traktują swoją religię, a Koran jest dla nich największym, niekwestionowanym przez nikogo, autorytetem nie tylko w sprawach duchowych i moralnych, ale i w zwykłej codzienności, czego o stosunku chrześcijan do Biblii nie da się powiedzieć. Czy to dobrze, czy żle, to inna rzecz... Islam zdobywa teren również w naszym, jakże katolickim przecież !, kraju. Meczety wyrosły już nie tylko na "ścianie wschodniej" w Białystoku, Bohonikach, Lublinie, ale i w Gdańsku, Warszawie, Wrocławiu, Łodzi; w najbliższej przyszłości  ma powstać  Centrum kultury islamu i meczet...o kilka kroków od Wawelu, w pobliżu kościoła Najświętszego Salwatora, jednej z najstarszych parafii katolickich w Krakowie...
Świętokradztwo to, czy znak tradycyjnej polskiej tolerancji ?
Zamach na narodowo-religijną tradycję, czy spokojna kohabitacja wyznań i światopoglądów?
Oburzać się, czy być dumnym ? Cieszyć się, czy...martwić z powodu ofensywy obcej kultury?
Współistnieć i życzliwie tolerować, czy ...bać się i zwalczać ?
Co nam grozi ? Chrystianizacja islamu, czy islamizacja chrześcijaństwa?  Czy zamiast:  "Pochwalony" będziemy coraz częściej słyszeć: " Salam" ? Zamiast: "Jeśli Bóg pozwoli " - " Insz Allach", a zamiast  credo "Wierzę w Boga" - credo
" La illacha il Allach " ? W końcu... "Allach" nie znaczy nic innego jak " Bóg" po prostu...
A może czeka nas ateizacja obu tych religii ? Albo jeszcze coś całkiem innego ?
Cóż, przyszłość pokaże. Que sera, sera. On vivra, on verra. Co będzie, to będzie. Pożyjemy, zobaczymy... A jeśli nie?
Z taką refleksją Was na dzisiejszy wieczór zostawiam, kochani.

hrabina balkanska - 2009-01-17 20:39:30

Próba trzecia...

Piszesz Dottore, że być może nasz język ubożeje lecz czy tylko język? Ubożejemy na wszelkie sposoby, materialne i niematerialne, jednak czytając Twoje posty, czytając posty Misoginian nie odnoszę takiego wrażenia, no ale to jest w końcu nie byle co, a Misogino... To "na górze" źle się dzieje pod tym względem i to, że coraz to większe szumowiny zajmują coraz wyższe stanowiska w państwie jest faktem. Naród nie bez kozery wyraża się o tej "górze"  nazywając ją  ironicznie "elyta". Ubożeć niestety będziemy i z różnych przyczyn, ilość przedłoży się na jakość  jeśli człowiek nadal będzie żył szybko jak dziś. To ten pęd życia powoduje, że nie wszystko da się zauważyć, nie wszystko chce się zauważyć, nie na wszystko w odpowiednim czasie da się odpowiednio zareagować, ciągle wyskakuje coś o randze  "najwyższej wagi" i spycha wszystko inne - nawet sprawy najbardziej istotne - na dalszy plan i niestety w ten sposób powstaje chaos, który na pewno nikomu ani niczemu nie sprzyja. Czyżby niczemu i nikomu? Ależ skąd! Sprzyja ubożeniu w każdej postaci....  W przeszłości w skład rządów wchodziły osoby wykształcone, cenione, specjaliści i eksperci w swej dziedzinie z których zdaniem się liczono. O manierach nie wspomnę. A dziś?  Byle b...bek - jeśli tylko wspiął się po partyjnej drabinie na jej najwyższy szczebel - może decydować o losach państwa i narodu, a im bardziej wyszczekany - tym lepiej i nic to, że jego kwalifikacje pozwalają być mu co najwyżej np.aplikantem  w izbie adwokackiej. Czy w Polsce lepiej się działo gdy miała polityków z tzw. kariery to inna sprawa - czasy i wymagania były wtedy inne, sytuacja historyczna i geopolityczna diametralnie inna niż obecnie. Potem za rządy w Polsce wzięli się komuniści po szkole partyjnej moskiewskiej (albo i bez) i dopiero teraz, po latach widać jak wiele szkód wyrządził wieloletni reżim komunistyczny  kilku  pokoleniom, ile spustoszeń uczynił w ludziach i ich pojmowaniu wartości i trzeba i kilku pokoleń i mądrych rządów by te ślady zatrzeć i blizny zagoić, a tu ciągle nowe i nowe problemy się pojawiają bo politycy jak teoretyzowali i eksperymentowali, tak dalej to robią a przez ten czas ludzie opuszczają kraj w poszukiwaniu... chleba. Ktoś powie, że przecież wyjeżdżali i wiek temu więc o co ten cały raban? Jak spojrzeć na światową historię to zawsze bogatsi rządzili biedniejszymi, nie odwrotnie ale czy...  bogatszy to znaczy automatycznie mądrzejszy? Dziś złotówka leci na łeb na szyję względem euro, ci mądrzy ponad pół roku temu to przewidywali i trąbili na alarm, a rząd zamiast reagować natychmiast  ryrając uspakajał, że nic złego się nie dzieje. Przedwczoraj rozmawiałam o tym z pewnym doktorem ekonomii z UJ i On też powiedział, że nie ma nic gorszego od czekania aż "coś" zacznie się psuć i dopiero wtedy zacząć temu zapobiegać.  Przysłowie "Mądry Polak po szkodzie" dziś jak najbardziej się sprawdza - wyniki naszych wyborów w ostatnich 10-12 latach i ich konsekwencje są aż nazbyt wyraźne...
Europa... entropa... entropia... Co się dzieje z energią narodów? W gospodarce, w nauce, w sztuce... Zycie nie zna próżni, ciągły ruch materii prowadzi również do... mutacji. Wiemy jak powstają komórki rakowe i co z tego wynika - podobnie jest z organizmem jakim jest Polska i każdy inny kraj. Rakiem, który toczy Swiat i każde społeczeństwo bez wyjątku jest... przetwarzanie pozytywnej energii narodów w pieniądz. To on dziś jest bogiem, alfą i omegą, to on dyktuje mody i trędy, to przemożna chęć jego posiadania wypaczyła w ludziach tak wiele i zabija powoli człowieka w człowieku. Za 100-200 lat ludzie - o ile nic się nie zmieni - staną się cyborgami, zamienią się w  dwunożne szczury , których gonitwa za zaspokojeniem głodu i przedłużeniem  gatunku są najistotniejszym i jedynym celem. Instynkt zdominuje wszystko.
Dziś kolejny 17-ty... Data, która sprawiła, że tak wiele wspaniałych postaci dzięki Soni mogło się poznać, zbliżyć, spotkać w realu. Myślami wędruję po Rzymie tak niedawno zalanym deszczami i zastanawiam się - czy znajdzie się pieniądz by wspomóc tych, którzy od żywiołu najbardziej ucierpieli? Ile wspaniałych dzieł z przeszłości, tych niemych świadków zamierzchłych czasów i dziś zabytków klasy zerowej pieczołowicie konserwowanych dla potomnych przez wiele pokoleń, ucierpiało od żywiołu i czy przetrwają kolejne 20 wieków by dalej świadczyć o cywilizacji?   Zastanawiam się też czy gdyby da Vinci i Michelangelo żyli dziś to czy powstałaby Mona Lisa i Dawid, freski kapeli sykstyńskiej i Pieta? Czy gdyby żył dziś Vivaldi (co prawda Wenecjanin, nie Rzymianin) to czy powstały by "Le quattro staggioni"? Czy gdyby żył Petrarca - powstałyby choćby Sonety do Laury? Wątpię... Komercjalizacja  zawładnęła dziś również sztuką i coś, co kiedyś nikt w życiu sztuką by nie nazwał, dziś próbuje się tak szumnie na sztukę kreować. Co zrobić w czasach gdy nawet kicz stał się dziś częścią sztuki?  Koło się zamknęło  - zaczęłam o zubożaniu i...?  Bezwiednie do niego wróciłam. I na tym skończę - refleksje pozostawiam Wszystkim Wam.

Ktoś wspomniał tu niedawno o idei Misogino, jak to podobno bardzo ostatnio mija się z ideą Założycielki Misogino. Czy ten komentarz to nie przypadkiem próba dorabiania jakiejś sztucznej ideologii?...  Wspomnieniami wracam do pierwszych postów kreślonych ręką i myślą Soni i nasuwa mi się wniosek następujący - gdyby Dottore nie zareagował na Sonine posty to dziś Misogino by nie było, utonęłoby w gąszczu wątków forum i zginęło śmiercią naturalną. Gdyby nie Ich obojga wirtualne wzajemne przyciąganie, piękne "wędrówki" po Krakowie, po latach dzieciństwa, gdyby nie Ich wirtualna... p r z y j a ź ń (! ! !) zawiązana właśnie tu, gdyby nie aura roztaczana przez Nich - to wątpię by ktokolwiek zwrócił szczególną uwagę na Misogino. Mam również wrażenie, że gdyby Sonia nie była lekarzem, a np. inżynierem czy sekretarką jakiegoś dyrektora to niczego by to nie zmieniło - Wściekły i tak by wściekle leciał od drzwi do komputera wypatrywać Soninych postów i ect. To nic innego, a właśnie przyjaźń, potrzeba kropli życzliwości i człowieczeństwa w tym zwariowanym i zdominowanym przez uczucia prymitywne świecie  sprawiły, że po półtora roku spotykamy się tu i jest nas o wiele więcej niż wtedy. Bo komu nieobca jest wrażliwość, współodczuwanie, piękno, ten zawsze znajdzie  w sobie odruch sympatii dla wielu, chęć niesienia pomocy i w człowieku będzie widział przede wszystkim człowieka. I to właśnie pokazała nam Sonia, reszta to już tylko następstwa... Ze wątek dryfuje lub ewoluuje - jak kto woli? Przecież życie toczy się dalej, niesie miłe i mniej miłe niespodzianki  i o nich zawsze toczyć się będzie rozmowa bo od życia i jego prozy niestety trudno uciec...

Mirka - 2009-01-17 21:22:18

"Nie pytaj świata dokąd zmierza
Bo nie daj Boże prawdę powie
Miast pytać z paciorków pacierza
ułóż modlitwę za Jej zdrowie
Co ma przeminąć, to przeminie
A co ma zranić do krwi zrani
                       Piotr rzekł:
Quo Vadis Domine
Quo Vadis Domine
Quo Vadis Domine
Dokąd zmierzasz Panie...[...]

Porządkuję posty i wzrok zatrzymał się na poście Krzysia. Tak Krzysiu, "Mur", każdy kawałek przyciąga, każda "cegiełka"... i zadźwięczał zasłyszany dziś szept; "a mogłem stracić to wszystko". I w jednym z murów furtkę otwieram, szarości za nią widzę, smutne szarości zapomnienia. D.c.n.n. - zapomniałam...
Pies Pufik mieszkał w domku drugim i w ostatnim, chyba w ostatnim, Miś. Wszystkie zwierzątka bały się, nikt nie odważył się na podróż, "tam, gdzie są lwy i hipopotamy". Na ostatniej stronie bajki, zwierzątka decydują się płynąć w świat z krasnalem i czekają na spóźnialskiego Misia mówiąc chórem; "czy to jutro czy to dziś, wszystkim jest potrzebny Miś."

[...] O cel i sens nie pytaj świata
choć wie co będzie i co było
Miast pytać pomódl się za lato
I za pachnącą chlebem miłość
Co ma przeminąć, to przeminie
A co ma zranić do krwi zrani
                         Piotr rzekł: [...]

Każdy z nas mniej lub bardziej świadomi buduje wkoło siebie mur. Nie jest to zależne od narodowości, światopoglądu, wszędzie ludzie są jednakowi. W regionie, w którym mieszkam chyba największa jest mieszanka etniczno-narodowościowa. Na terenie województwa mieszkają przedstawiciele dziewięciu mniejszości: ukraińska, niemiecka, białoruska, rosyjska, żydowska, łemkowska, romska, ormiańska i litewska. Ta różnorodność, wielokulturowość, wielowyznaniowość na Warmii i Mazurach traktowana jest, jako wartość. Mamy różne korzenie, ale łączy nas poczucie przynależności do jednego miejsca, są to miejsca nam wszystkim równie bliskie, tym łatwiej nam otworzyć się dialog. O tym jak jest to ważne w naszym regionie, niech zaświadczy fakt, że Warmia i Mazury są jednym województwem w Polsce, gdzie w Sejmiku pracuje komisja do spraw mniejszości narodowych i etnicznych. Nie zdarzają się u nas konflikty na tym tle. Nauczyliśmy się dobrego sąsiedztwa i dobrej współpracy.

Nie pytaj świata o recepty,
które uleczą ludzkość całą
Miast pytać raczej poproś szeptem
by się ta jedna uśmiechała
Co ma przeminąć, to przeminie
A co ma zranić do krwi zrani
                        Piotr rzekł:
Quo Vadis Domine
Quo Vadis Domine
Quo Vadis Domine
Dokąd zmierzasz Panie"...

Nie lubią mnie dzisiaj :[

Sorellina - 2009-01-18 02:05:06

Dziś to? Nie, to już jutro! Cisza. Cisza nocna czy cisza serca? Cisza nocy -  relaks, ukojenie, błogostan...Cisza serca... zero uczuć, spokój, ale czy szczęście ? Nie! Szczęście  jest gadatliwe, bo dzielić się chce, rozdawać... , bo nie jest zachłanne, bo nie lubi samo być...
Krzysiu, milczysz? To nie tak! Pamiętasz, powiedziałam kilkanaście dni temu: dziś kocham nawet tych, których nie lubię.  Nie wyśmiałeś, zrozumiałeś... Krzysiu, otwórz skorupę ! Czar Krakowa, chce go czuć w mojej ukochanej Łodzi.
Czar Misogino... Soni juz nie ma... ale jest... Najwierniejsi sa... satelity to oddalaja sie, to  kraza blisko...
Ktos odnalazl, ktos nie odnalazl czego szukal... Ktos cos zgubil, ktos sie rozczarowal...Ktos kogos spotkal...zycie...
Korzen. Rdzen Misogino.  Trwa. Galezie, liscie, kwiaty...zakwitna....Czekam.

P.S. Polskie fonty sie zbuntowaly... pewnie z tesknoty

hrabina balkanska - 2009-01-18 23:02:21

Dottore, nie "dziękuj"! Wszystkim ostatnio trudno dotrzeć na Misogino - dziś, wczoraj, przedwczoraj... i mimo to Twoje podziekowanie aczkowliek komuś może zabrzmieć ironicznie to wiem, że jest podyktowane sentymentem i miłością do tego miejsca, do TYCH ludzi... Gdy coś kochamy prawdziwie to nie ma takich poświęceń na które nie będziemy zdolni... I niech cieszy Vostradamusa mała radość, że "wygadał" - czy to z gwiazd, z fusów, z psich bździnek, z konfiguracji kłaczków na łysinie, z pryszczy na facjacie, że to koniec Misogino, fine, the end, la finita itd.
Nie ma takiego czegoś!!! "Nie ma takiego czegoś"...  moja przygoda z internetem nauczyła mnie jasno wyrażać własne myśli dlatego słowa te kieruję do wszystkich - sympatyków Misogino, niedowiarków i czczych umysłów, do sceptyków, antypatyków i innych... patyków. Dzisiejsze probłemy Misogino czy to natury technicznej czy to innej to jedna strona medalu. I na to my forunowicze nie możemy mieć wpływu. Pozostaje druga stona medalu. Ta druga strona medalu to nic innego jak próba... szczerości uczuć I żeby nie truć zbytnio i nie moralizować  bo ja lubię sytuacje jasne i bez niedomówień  powiem, że dla siebie, na dziś, na jutro, na za miesiąc, na za rok wiem, że jeśli ktoś będzie CHCIAŁ mnie znaleźć, to mnie znajdzie, koordynaty są i tu, i na ZS, a za jego pośrednictwem i gdzie indziej. I vice versa - jeśli ktoś będzie chciał i da mi szansę to Go znajdę!
ZS powstało po to by być  wentylem bezpieczeństwa  kontaktów Misoginian. Kto tego nie docenił - jego sprawa, jeśli Mu wystarcza lukanie na tvn - to też jego sprawa. Nie wszystkim jednak ono wystarczało więc go nawiązali bo ludzie dorośli kokieterię i stwarzanie pozorów pozostawiają  małolatom...  Wiem, że nie każdy bezrezerwowo i bez zahamowań korzysta z możliwości jakie daje internet. Ja jestem odarta z tych zahamowań i  nie mam rezerwy do kontaktów dlatego kontaktuję się gdy chcę - z Sorelliną i WU, z F.M., Basią, Klarą i innymi. Oni ze mną też!  Poza tym chodzę  solo do kawiarni i tawern, na  ciacho, na wódkę, na koncert (hihihihi) i do teatru  i ciągle odkrywam  tego walory. Wniosek? Po prostu - wystarczy chcieć. Wystarczy chcieć cokolwiek...
Wyjeżdżam, nie wiem co zastanę gdy wróce za kilka dni. Wiem jedno - kto kogo przez minione półtora roku chciał znaleźć to znalazł... Będę się cieszyć z tego co mam ale jeśli się pomnoży to po myśliwsku powiem "Darz Bóg"!

hrabina balkanska - 2009-01-19 17:16:16

Nie żegnam sie - mówię tylko do widzenia za kilka dni! Może znów na TVN?

Mirka - 2009-01-19 21:44:44

Od dwóch godzin próbuję wysłać post na TVN . Nic. Wkleję go, gdyby gdzieś mi uciekł :) Wklejać będę uparcie nadal


Dziękuję Klaro. Z wiekiem i spokój mnie nawiedzi. A do tego czasu, (do owego wieku, lat wiele dużo mi brakuje) bardzo przydatne będą Twe życzenia :) Dziękuję.

Na dobranoc, dobry wieczór miś pluszowy śpiewa Wam...
Aby smutne sny spod poduchy nie powyłaziły, by smutaski wszelkie odgonić, troszkę humoru z uczniowskich zeszycików napiszę;

- "Faraonowi nie wolno było patrzeć w oczy, tylko na kolana".
- "Ludzie pierwotni żywili się między innymi: jagodami, kotletami".
- "Ludzie prowadzili osiadłowy tryb życia".   
- "Na terenie Bełchatowa są trzy obszary, gdzie gromadzony jest węgiel. W pierwszym węgiel, który został dopiero   wydobyty, w drugim węgiel przeznaczony do eksploatacji, a trzeci po to, jakby miało go zabraknąć".
- "Obszar Krakowa to miejsce, gdzie większość rzek bierze swój
początek, więc trudno jest o wodę pitną"
- "Zygier miał ospowatą sylwetkę kulturysty a jego wyłupiaste oczy ładnie przylegały do twarzy".
- "Po zebraniu makulatury sprzedaliśmy ją razem z panią".
- "Kasia to moja siostra cioteczna, Jurek też".
- "Na korytarzach zamku wisiały nogi Horeszków".
- "Na wiosnę całe przyrodzenie pokrywa się kwiatami".
- "W odwiedziny przyjechała do nas ciotka z psami
i wujkiem tej samej rasy".   
- "Zwierzęta czasem dziwnie się nazywają, na przykład boża krówka, która do krowy jest zupełnie niepodobna".
- "Chopin odżywiał się muzyką, a czasem nawet
surową marchewką".

Śpijcie dobrze, śnijcie pięknie.
Do jutra Misogino, do zobaczenia rano.
Powtórzę za Wściekłym Układem, - ..."Nawet jeśli jednemu pokrzywdzonemu przez los przyniesiemy pociechę, to już dla tej chwili warto żyć". ..."Wątek żyje choć mocno okaleczony"...."Nie żegnam się jeszcze z nikim. Bo mam nadzieję, że to przejściowe trudności"....

Aska - 2009-01-19 22:31:35

Posty Hrabiny i mój wysyłałam o godzinie; 20;04 // 20;11 // 21;29 // 21;52 //  22;05 // 22;19

Jestem uparta, ale na jak długo wystarczy mi cierpliwości, nie mam pojęcia.

Dobranoc

Basia - 2009-01-20 12:54:11

To może i do mnie się los uśmiechnie? Może się prześliznę? Próbuję zatem.
Krótkie słówko do Vostradamusa. No proszę, ze Szwecyji Cię przygnało? Gdyby była hrabina zapewne słów potok by ku Tobie popłynął a może i kota by Ci pogoniła? Ja, niestety nie odpowiem, bo...nie mogę przestać się śmiać.
Do Klary i NL w telegraficznym skrócie na temat Czernego. Nie widziałam wczoraj wypowiedzi Mleczki. Na podstawie krótkiej informacji na portalu TVN24 mogę powiedziec tylko,że wyraził on i moją opinię. Czy dlatego,ze on-ci Krakusem? Być może, choć jego zdanie na temat historyków sztuki (prywatnie wyrażone) wolałabym tu nie przytaczać z powodu starannie pielęgnowanej miłości własnej. Dodatkowo dla NL: od północy +10, na tarasie w słońcu +20! (ale nadciąga wieeelka chmura:( ).
Do Sirio: chyba możemy pokojowo koegzystowac na Misogino?:) Odezwij się, na litość, bo mając w pamięci Twoje zeszłoroczne kłopoty zdrowotne w tym mniej więcej okresie, okropnie się denerwuję.

wscieklyuklad - 2009-01-20 20:19:06

Dzień dniu podobny, nocy bliźniaczy. Knieję Lodu Okowy skuły, Śnieg spowił. Zaspy pasa siegające, tedy z nich ponad ledwie włosia kawałek Mopa Baby- Babaniny sterczy. Próżna to czujność - w porę taką Niedźwiedź Bury - bisurmana wysłannik groźny, śpi snem smacznym, przewagi w fantazjach swych widząc, zwycięstwami się swemi chlubiąc, Miodu beczki jako wdzięczności dowody smakując prawie. Czujnosć jednak zaleta to wielka, tedy ten i ów jeno ku Babie podchodzi, a Słoninki kawałkiem częstuje. Ten i ów śmiele podchodzi, a czekoladkami kusi. Słoninką kuszeniu ulega, tych, co słodkości niesą Mopem częstuje. Ot niewieścia logika, od białogłowiana o Linię dbałość. Dębów Gałęzie ku ziemi się gną, trzaskiem Okolicę napełniając. Już to po ponowie rannej Wiewiórka jaka przykica, a na tylnych stając łapkach, po brzuszku bielusim się klepie w Orzechów proszeniu. Knieja życiem więc tętni, Sów pohukiwanie Baczności zachowanie doradza. Któż wiedzieć moze do czego bisurman zdolen, gdy Misja kolejna na niczem spełzł ? Może juże przez Zaspy się Śnieżne przedziera ? Może już-tuż Lornety ku nam wycelował - Kulomiotów forpoczty ? Może ze skóry nas za moment  obłupi, a resztki odbierze Nadziei ?
Strumień opodal płynący lodem skuty. Lód ten przejrzysty Wody czystością, tedy co i rusz Okonik jaki podpłynie przez Szczupaczka gnany, juz tam Leszczyk niejeden  z Samiczką flirtuje. Przyroda swoje ma Prawa - niezmienne a i odwieczne. Z Lodu owego przyczyny kierunku nie uznasz Fali, Znaku nijakiego nie dojrzysz. Wrózby tedy Astrologowi pozostawić przyszło - ten jednak, choć ogień pod Kotłem nieci, a do Gara po stokroć spluwa - milczy, wciąż po Łysinie się co po chwila drapiąc. Nic gorszego się zdarzyć nie może, nad Bezruch  Zimowy. Tanki po Wierzyczek przysypane Wierzchołki, wciąż bez należnego im Znaku drzemią.
Z Namiotów podwójna się Dymu porcyja niesie - Kubańce po dwakroć Cygar więcej palą, tedy Namiotu ich Brezent od Sadzy czarny, jako w bisurmańskim Kotle smoła. Kozaki omal z Obozowiska by uszli - Patryotyczne Uniesienie ku Rurom Gaz tłoczącym bieżyć im doradzało. By bisurmana na kolana rzuciwszy Kurki odkręcić, a Uchu syczenie miłe przywrócić. Nam tu jednak Gazy nieprzydatne. Drewna moc mając, a i Szuby Gronostajkami ocieplane, z Zajęczych Futerek szyte, Boberkami podbijane, Mrozom w Nos śmiać się możemy o zamróz się nie lękając. Pozostali tedy, drogi przez Równiny pobielone niepewni, rozłące niechętni z nami. I Bogu dzięki, bo gdyby nie dumki ich, nie romance, Cisza zupełna Polanę by spowiła naszą, Gorycz mnożąc.
Tkwimy tu osamotnieni, Wieści spragnieni świeżych. Ale Pałacu Namiestnik Kuryerów ku nam nie śle. Ale Hetman Polny Chemiczny Ministrów pono własnych jeno siecze, miast na bitwy z bisurmanem prowadzać, miast Swawolników kastrować. Draby tedy czujność zdwoiły, zbliźniaczyły jakby, pod Kontuszów materią Muskuły prężąc.
Bo skoro w Karcerach mordują, to przecie i tu - nad Dziecięciem - Pacholęciem Niebezpieczeństwo zawisnąć może.
A tak gdyby, to czymże Przyszłość nasza by była, gdy Narodu Nadzieja cała Deprawacji Podstępnej by uległa ?
Ku wieczorowi Płótna białe - juz nam znane dobrze, między Dębów konarami rozpięto. A tam jakiś Człek Czarny w języku Ketlingowi zrozumiałym jeno Tyrady toczy. A co Słów wypowie parę, Entuzyazm niebywały Budzi. Tłumu wrzaski, Oklasków aplauz, Łzy bez żenady nijakiej po Policzkach płynące wielu.
Tłumów porwanie.... Tłumów zapalenie Emocji.... Jakże dokonać tego, tu na Słowyańskiej Ziemi Naszej ?
Nadzieja.....
Nadzieje zatem na powrót obudzone. Dla świata szansa kolejna. Narodów zaufanie, na kolejne czekająca Zawody...
Mówią, że przez Druty Tajemne z Wieloma Namiestnikami gadał, a Pozdrowieniami się mieniał. Mówią, że z naszego Pałacu Namiestnikiem  ni słowa nie zamienił.
Zatem Zdrada, Plecami się ku nam odwrócenie ? Zatem Ignorancja Totalna ? Zatem w z bisurmanem bojach osamotnienie kolejne ?
I jeno Kubańce po bokach się poklepują, dym z Cygar wciągają głębiej.
- Oni już tak od zawsze mają -pokrzykują tłumnie. - Oni zawsze umiejętnie Świat Trzeci wyodrębnić umieli !.
Po czym "Castro, Castro !" - wrzask podnieśli na nowo.
A ja na boki się uważnie rozglądam. Czyżby Hetman Alchemików nam jednak przysłał, by Chemicznego ubezpładniania dzieło szerzyć ? Od kogo zaczną ? Kogo Wyroki jako pierwszych dosięgną ? Cóz na Sumieniach swoich mają, Skazę jakąż ?
W Kniei Biel, Oka mego celuję Bielmem. Biel się z bielą w jedno stapia. Postaci nie widzę nijakich, Cień się żaden po Duktach nie przemyka....
Płótno zdziewają, zwijają, w Skrzynie pakują. Tam gdzię Znak odciśnięty. Znak tajemny, nieodgadniony, choć prosty.
Nadzieja nowa......

Basia - 2009-01-22 18:09:25

Juz nie wiem, który raz posyłam:

Stanowczo protestuję przeciw stwierdzeniu Klary!!! Nie można, nie można, nie można a wprost przeciwnie! NL - ja z Tobą Rybko! :) Każdy horoskop to potwierdzi, że Ryby to najczulszy i najwrażliwszy znak zodiaku.

Mirka - 2009-01-24 10:46:46

Nie wiem ile razy , ale wiem, że wysyłać post zaczęłam od 9:45. Post Stefani wysłany dokładnie o tej samej porze co mój, ukazał się , a ja... starszyna mechanik,  pażdaju :)


Prawdę mówią, prawdę

Słucham Janka Wołka i daleko myśli biegną, bardzo daleko...
Dzień brzydki, mokry, a mimo to cudowny. Wronie krakanie ze snu skoro świt wyrwało, ale ptaszyna zagnieżdżona w żywopłotach poranek upiększyła. Wróbli świergot, między szarymi gałązkami żółte brzuszki sikorek radość dnia powróciły. Oj spacerować nawet w taka chlapę, dzień cały mogłabym słuchając wesołego świergotu... "Do domu" w jednym dzwoni uchu, "jeszcze masz czas, zostań" słyszę w drugim i które ucho dobrze mówi? Którego posłuchać, kiedy delikatny zefirek obadwa ucha przyjemnie muska...
Wracać jednak trzeba, chleb zczerstwieje nim doniosę go do domu słuchając ptasiego radio.

Słucham przestrogi Wołka, a wspomnienie myśl zajmuje...

Moje dni w okno wpatrzone, czekanie bez końca
I czyjś portret. Czyj? już nie wiem
Wrócę wiosną - ktoś kartkę zostawił na stole
Ot tak, między serem a chlebem

Kilka słów zbyt pochopnych i bieg zdarzeń się zmienił
Krok przez próg, drzwi na przestrzał otwarte
Jeszcze łzy nieskuteczne, tupot butów w sieni
I ulica sparzona asfaltem

Ktoś zbyt późno postawił drogowskazy myślom
I na nic się nie zdał płacz nad losem zasranym
Czyjeś oczy zostały, jakiś dom, co się wyśnił
I brak sił, by zdjąć portret ze ściany

Moje dni w okno wpatrzone i czekanie bez końca...

A tu ludek się sypie wyświechtanym traktem 
Za gwiazdą szczęśliwą każdy celu sięga
Ktoś schylił się chyłkiem i przystanął raptem
I zgubił strony świata pijany włóczęga

W drodze broń mnie, mój Boże
Od przyjaciół, co biedy mi życzyli
W czas, który nie po myśli się toczył
I słów cichej pokory czekali, by kiedyś
Przyjaźni latarką znów błysnąć mi w oczy

Moje dni w okno wpatrzone i czekanie bez końca...

Ktoś chciał w śmiechu się zgubić, ręką machnąć na wszystko
Głowę wsadzić tam, gdzie najgwarniej
Lecz był portret na ścianie i zostało mu tylko
Jak ćma dalej światłem się karmić

Miał być chwil rozpasanych zwariowany korowód
I radość kłamana jak dzwonki u czapek
Jak w jarmarcznym teatrze odegrany spokój
Ale oto stoją u miasta rogatek

Moje dni w okno wpatrzone i czekanie bez końca...

Dzień dobry Misogino. wszystkim miłego dnia...

Post stracił aktualność czasową, ale się uparłam....

Mirka - 2009-01-24 10:52:14

Posty ukazywać się zaczęły, to też daruję sobie klikanie. Nic ważnego do powiedzenia nie mam, a Misogino - płynie

wscieklyuklad - 2009-01-24 22:05:26

Rok 2009 , był to dziwny rok. Już w św. Sylwestra Noc - roku owego Zwiastunie - dziwne się na Niebie ukazały znaki. Czasza srebrzysta nad Rynkiem miasta, co go Cracovią zowią zawisnęła - Wielka, Wiatrem znoszona, Pusta w Środku jakby.Mieszczanie Drobno ku górze zadzierali Głowy Postaci czekając, wydarzeń niezwykłech spragnieni. Czasza temczasem znieruchomiała, a z Kuli wnętrza żaden się Dźwięk nie dobył, żaden Obraz inny Oczom niecierpliwym się nie objawił. Tedy Strzelce raban podnieśli, a w bisurmana podejrzeniu zapamiętałym, Ognie Sztuczne kuń puściły, do Rejterady musząc. Rac iskierki ku Górze wzbijane, w dali na Boki pryskaając, Gasnąc powoli ku Stopom Zgromadzonych opadały. Jedna takoż w Punkcie Nieboskłonu znieruchomiała - Betlejemskiej wzorcem.
Władcy Narodziny ni chybi obwieszcza - głos się Entuzyastyczny poniósł. Palcem kierunek wskazując analogie do Biblijnych czyniono wydarzeń. Zaraz tyż Trzech delegować poczęto Mężów, coby Dzieciątku hołd złożyć poszli. Ochotników trudno się jednak doszukać było, Mieszczaie Drobno krakowscy, naród to bowiem gnuśny, leniwy, a i Bohatyrstwa zbytniego wyzbyty.
- Niech Naczelnik Pałacu z Darami bieży - ktoś Myśl poddał. A Brata za Druha weźmie, Hetmana Chemicznego Polnego tudzież.
- Jakże to ?- malkontenci rzekli. Skoro jeden z Wedrowców-Czcicieli Murzynem miał być, zatem zgodnie z Prawdopodobieństwa Rachunku regułami - Hetman nasz Czarną Skórą obleczon być musi, pewne tedy, że Oszustwa się wobec narodu dopuścił, Barwą Skóry nas mamiąc. Konfuzyja  tedy nastała - bo gdzież Mężów Godniejszych szukać należy, wśród kogóż Skład Delegacyji znajdować ?
- Ach, gdybyż choć Mędrców owych Święto ustanowić. Jako przez Naród czczeni sami na wyścigi z Misji wypełnieniem by się Ofiarowali. - biadano. Tak to jest, gdy Parlametariusze nasi, miast Święto ustanawiać kolejne, do oczu jeno skaczą sobie, a nam Chleb obiecują z Miodem. Smutek tedy Płaszczyznę Rynku zaległ.
Nawet Maszkarony - Sukienicom stróżujące - bardziej niźli zwykle zmaszkaroniały, zmakaroniały, Paszczami rozdziawionemi strasząc, Grzywami skołtunionemi lękając. Nawet Lwy Ratuszowe nieruchomo przywarły, Ryk bodaj cichy wydać się strachając.
A Bóg z wysokości ku Miastu Umiłowanemu poglądał, Rozterką, Marazmem Mieszczan Drobno wzburzony wielce.
Dobrze wiedział przecie, że Obawy wszelkie z Oszczędności Ichże się niepomiernej bierą. Bo Ochotniki Zawołane, Dar jakiś powieźć by ni chybi ku Władcy Narodzonemu Nowo musiały. A czymże się tu, przy Skąpstwie Legendarnym się dzielić ?
Zasmucił się Świata Stwórca, a by Licem swem posmutniałym zbytnio się nie obnosić po Świecie, Mgłę na Cracovię zesłał. Tak oto Tuman, Tumany okrył. Tak oto Tuman, Gwiazdę Tajemną przesłoniwszy, Szyki Mieszczanom Drobno pomieszał. Smucił się przez Dni wiele niewiele zyskawszy. Siadł tedy przy Stole w Gabinetu Rogu, by List napisać, a Archaniołem Umyślnym posłać, coby Naród Umiłowaniu k'opamiętaniu przywołać, a Hart Ducha jegoż wzmocnić. Zafrasowany tak by wielce jednak, że Kałamarz tracił. A wonczas Atrament się po Firmamencie rozlał, Mieszczan Drobno dziwiąc, tak, że Szkapy swe Żelazne opuszczać poczęli, Czoła zadzierając ( od tychże jednako nie oddalając się zbytnio , azali na moment bez opieki pozostawione, trudnemi do znalezienia by się stały i to nie z Cudu przyczyny żadnej ). Maszkarony już szerzej Gąb roztworzyć nie potrafiły. Lwy niżej przywrzeć nie były w stanie. I jeno Mieszkań pozieleniały wnętrza. Nikt nie wszako - z Zadziwienia li, czy ze Wstydu.....

Oto opisanego przez Basieńkę Atmosferycznego Zjawiska nad Kraka Grodem Analiza Dogłębna.
Bo skoro mleko wylać się może, to czemu niby atrament nie ?

Mirka - 2009-01-25 22:28:23

Chyba cały serwer stoi, od pół godziny nic sie nie zmienia, nie możliwe aby nikt na całym TVN nie pisał

Na dobranoc śpiewaj mi dzisiaj Ewa Demarczyk, Bajor, Grechuta i Kalina Jędrusik jakoś się zaplątała z jedną piosenką - I wciąż się na coś czeka,
                                              na coś, co nie chce przyjść
                                              i znów nie przyszło dziś.
                                              Może jutro...

                                              I wciąż się na coś czeka
                                              i wszystko jest nie tak
                                              i wszystko nie ten ma smak.
                                              Smutno (...)

...Żal mi nadziei, co się nie spełniły
żal wczesnej wiosny, gdy dojrzewa liść,
żal mi tej drogi, którą mgły spowiły,
którą w nieznane nie umiałem iść...

Tam, gdzie jest nasza niemoc, tam też jest siła. Tam gdzie jest nasza nędza, tam też jest nasza wielkość. Tam, gdzie jest ciemność, tam także panuje światło... Jednak tylko wiara może nam o tym powiedzieć i jedynie nadzieja pozwala nam to usłyszeć.(Jean Ladriere)
Nadzieja jest odwieczną wszystkich ludzi piastunką: kołysze nas bezustannie i smutki nasze usypia.(Klementyna Hoffmanowa)
Nadzieja jest dobrym śniadaniem, lecz kiepską wieczerzą.(Francis Bacon)
Ciężko jest umierać bez nadziei, ale umierać bez złudzeń - łatwiej.(Maryla Wolska)

Odpłynąć stąd chciałem na zawsze, w siną dal
gdzie życie jaśniejsze, bogatsze
ktoś chciałby mi dać,
Znikałem sto razy bez wieści
by wracać do srebrnej poezji
ciepła rąk i spojrzeń twych

Życie jest jak pudełko czekoladek. Nigdy nie wiesz, na co trafisz. (Forrest Gump)
A najlepsze, zjedli inni   

Kochać i tracić, pragnąć i żałować,
Padać boleśnie i znów się podnosić
Krzyczeć tęsknocie: "Precz!" i błagać: "Prowadź"
Oto jest życie: nic, a jakże dosyć…
(Leopold Staff)

Wszystko to, to tylko słowa, słowa, słowa... Nadzieja jest jak bańka mydlana, rośnie, rośnie kolorami mienić się zaczyna i kiedy jest duża, piękna, kolorowa - pęka
Powiecie - rogata dusza z Mirki. Tak. To prawda. Trudno pielęgnować nadzieję, kiedy ta każdego dnia znika, jak tylko zapali się skierka, jak tylko wiarą zacznę ją darzyć - znika, jak bańka mydlana pęka.

Dobranoc Misogino, mimo wszystko nie traćcie nadziei, bez niej nie da się żyć. Ona nadaje sens życiu.

NIm skończyłam pisanie, Sipińska Urszula (pamięta ją jeszcze ktoś?) śpiewa - Są takie dni w tygodniu
gdy nic mi się nie układa i jak na złość wypada wszystko z rąk....

Mirka - 2009-01-28 22:17:17

http://images23.fotosik.pl/84/623daa3ef41a42a4.jpg

Alutka52 - 2009-01-31 11:17:32

"Stany Zjednoczone słyną z nietypowych masowych świąt. Tym razem jedno z nich zasługuje na uwagę.
Święto Przytulania,powstało ponoć w latach 80. i ma na celu propagowanie  innej formy dzielenia się i manifestowania przynależności do społeczeństwa. Ludzie zaangażowani w to przedsięwzięcie twierdzą, że
większość z nas ma w sobie małe dziecko, które potrzebuje kontaktu z drugim człowiekiem, szczególnie w skomputeryzowanym technicznym świecie, gdzie trzymamy się od innych z daleka."

Rano w "Dzień dobry TVN" mówili,że 21 stycznia obchodziliśmy Dzień Przytulania.Pierwszy raz słyszę o takim
święcie,chyba jestem 100 lat za ......! Z reportażu który pokazali wynika,że najchętniej przytulają się ludzie młodzi.Starsi nie bardzo skorzy są do przytulania.Może wstydzą się?Ale co tam,to jest tak miłe święto,że możemy obchodzić codziennie.No to kochani,przytulajcie się,bo przecież przytulanie poprawia samopoczucie i wywołuje  uśmiech na bużce.Przytulankowo Was pozdrawiam:))) Alutka52

Seweryn Krajewski - Przytul mnie mocno

Nie wiem jak zasypia kwiat i o czym śni.
Nie wiem jak otwiera świat do nieba drzwi.
Nie wiem kto dopisał tekst do naszych ról.
Nie wiem skąd w tych rolach błąd i żal i ból.

Przytul mnie i połam lód w opłatki kry,
Przytul mnie nadejdzie znów wiosenny świt.
Dopóki żal naprawia błąd, nadzieje mam,
Dopóki łza jest jeszcze łzą, nie jestem sam.

Nie wiem jak zakwitał sad oddechem barw.
Nie wiem jak wypełnił smak ogrody warg

Przytul mnie i połam lód w opłatki kry,
Przytul mnie wiosenny świt podaruj mi
Dopóki gwiazd szalony krąg, nadzieje mam,
Dopóki łza jest jeszcze łzą, nie jestem sam.
Dopóki żal naprawia błąd, nadzieje mam,
Dopóki łza jest jeszcze łzą, nie jestem sam.
Nie jestem sam.

http://supergify.pl/images/stories/Misie/454.gif

Alutka52 - 2009-01-31 11:34:03

Halina Budniak - Zachód

Na horyzoncie gaśnie płomień
w szmaragdu bezkres zanurzony
różową magię zmierzch unosi
w nagrzane ciszą drzew korony.

Zbieram bursztyny w mokrym piasku
a stopy tańczą w takt symfonii
kolejna piana zmywa ślady
kamyki sypie wprost do dłoni

Wieczór się topi w oceanie
złotawym różem twarze zdobi
płonąca tarcza blasków znika
jak żeglarz na samotnej łodzi...

wscieklyuklad - 2009-01-31 14:34:10

Rozczarowanie... O inności marzenie... O otaczającego świata odmienności I tych co na Drodze nas mijają Życia.
A przecie Porą Nocną, przez Wertepy Bezkresne Żelazną pędząc Szkapą, widziałem owe Białego Śniegu Płatki. Co z Nieba wysokości ku mnie lecąc, Szybę o Dłoni wyciągnięcie omiatały. Szkapa zaś rżąc, warkocząc takoż Ramiony swemi zamachała, nierówną tocząc walkę, w Lewo, Prawo, wywijając Mackami, by Oczy swe przetrzeć, a Ślepiom mym Dar Widzenia przywrócić. Droga białym się Całunem pokryła, Drzew Konary Puchową się spowiły Pierzyną .
A to mimo, kiedym Wzrok natężał, Tropy Wiewiórzyc widziałem snadnie, Śnieg ich odgarnięty Kitami, od reszty się zasp wyraźnie odcinał, sztucznością swoją. Zatem mimo Natury Wybryku nowego, wszystko po staremu zostało ? Lewatywy składem jednakie, tym samym ludziom Zdrowie przywracać miały ?
Gdzież na Roczarowanie miejsce tu tedy ?
Lewatywy, co Zdrowiu powrócić każą.... A Przecie zmarłych Wskrzeszać nie umiem, Życiu przywracać nie chcę. Niemocy rozczarowanie ? A przecie - gdyby na powrót Żywi Powieki unieśli, w Gębę ni chybi bym dostał, kopniaka libo, wściekłości na ich spokoju burzyciela. Powstawszy - Łoża by swoje ponieśli, Trądu śladu dawnego wyglądając próżno. Aż w końcu jeśli na Zdrowie by się nie targnęli własne, umierli by z Rozczarowania ni chybi.....
Noc Nieprzenikniona, jak Smoła czarna Macki swe wysunęła, Czeluści przepastnej, Nieskończonej wrażenie czyniąc. Pustki, w jakiej niczego już ni masz - z Nadzieją włącznie, z Miłością włącznie, z Wiarą i... Rozczarowaniem takoż. A przecie Noc żadna nie może aż tak być Czarną, by nigdzie nie można było choć jednej odszukać Małego Księcia gwiazdy.
Gdy Ona przez Pustynię jechała, taką samą otoczona Powłoką, wiedziała dobrze, że Pustynia żadna nie może być aż tak beznadziejną, by Oazy nie kryła w sobie.
Zatem z Życiem się Bezwarunkowo godzić, w Formie zastanej, Kształcie widocznym, Treści doznanej ?
Uwierzyć, że Zawsze, gdzieś , jakaś Mała czeka nas  Radość ? Choćby kwiaty, które Zimy mimo kwitną , oczy radując nasze, o sile życia przypominając ?
Gdym rankiem do Obozu powrócił Ożywieniem zastał. Jako za Dni Dawnych, Poranków Letnich, ten i ów - odświętnie odziany, z Karabelą tradycyjną u Pasa, Polanę mierzył. Samotnie, w grupkach libo, bez wzgląd na Nację, bez na Funkcje pełnione podziału, bez Zasług uwzględnienia.
Wiewiórzyc zadeptując Ślady , Zaspy ogonami ich utworzone, z podłożem równając, rozprawiali żywo. Juże Ekran na nowo wiszają, juże Zydle z Namiotów taszczą, juże Dębów pniaki ze śniegu omiatają, by na moment przysiadłszy Mów słuchać.
Brat oto Pałacu Namiestnika Orędzie ma głosić. Brat Nowinami z nami dzielić się pragnie. Brat, Ścieżki nowe tyczyć zamiaruje. Byśmy wstąpiwszy na nie, ku Szczęśliwości maszerowali wspólnej. Siadamy tedy Palce z Niecierpliwości wyłamując. Kubańce Cygaro od Cygara niecą. Kozaki Kazaczoka  poniechali podskoków w Kucki zastygłszy.
A On Głos daje. A On Okiem po Sali - po nas takoż - toczy. A On Czoło marszczy Potokiem Słów nas racząc.
Toporów wojennych zakopanie Ostateczne  obwieszcza.....
Jakoby Piorun w nas strzelił. Jakoby Wicher przez Knieję przegnał. Jakoby Ryk-Śmich Niedźwiedzia burego na podsłuchacji tkwiącego bisurmańskiej, w Uszy się wwiercał nasze.
Jakże to tak " Pokój "? Jakże to Wojennych  Toporów na Hakach wieszanie ? Jakże to Wojen z bisurmanem niechanie tak nagłe ? Co z Trudem poniesionym czynić nam przyjdzie tera ? Cóże z Rokiem na Czekaniu straconym zrobić ? Gdzież  Tanki - bez Znaku ciągle - podziać ?  Tyleż nadziei pogrzebanych. Tera my już Martwi jako.
A ja w Sakwie Lazaretańskiej grzebię, Lewatywy kolejne - na Wypadek dobywam wszelki.
Kto wie jak wielu Ducha za moment wyzionie ? Któż powie, jak wielu Apopleksja sięgnie ? Ktoż uzna jak mnogo na Życie się własne porwie ?
Mnie wtedy Lewatywę dobyć przyjdzie ni chybi, by w Tyłek wraziwszy Ofiary, Życie Jej przywrócić.
I sam już nie wim, czy Oczy Życiu przywrócone rozwarłszy, w Gębę mnie znienacka nie strzeli, Kopniakiem nie poczęstuje w Zadek.
Rozczarowanie...
Niektórym upodobanie doń zarzucić by można.
Bo z nas każdy Sukces kochać pragnie.
A przecie, by symetrię zachować i na Porażki się gotować należy.
Dokonanie końcem się bowiem Wysiłku jawi, Punktem Wyjścia Rozczarowania będąc.
Czekać zatem w niezrealizowaniu ? Czekać z tym, co na sercu leży, a czego Słowy Prostemi wyrazić nie sposób ?
A wonczas Ciepło Wewnętrzne każdym Atomem czuć Ciała ?
Oczy przymykam tedy, a do siebie się pode Wąsem uśmiecham.
Bo w samym dopiero Zimy Środku na własnym się przekonałem ciele, że z nas każdy Niepokonane Lato w sobie nosi.
Ekran zwijają powoli. Żadnej już Gadającej nie uwidzim Głowy. Jeno kiedy Wzrok ku Białemu opuszczam Puchowi widzę je,Drobne Wiewiórzyc Ślady. Zaspy niewielkie Ogonami ich zamiecione sztucznie.
Gdy my w Orędzie zasłuchani Orzeszków im zapomnielim podrzucić, One cierpliwie czekały.
I tak Ich Rozczarowanie z naszym się pomieszało Zawodem.
Ot- natury Prawo Kolejne.

Aska - 2009-01-31 22:36:48

Tak, tak, ktoś staną u mych bram
Ktoś puka, stuka, pytam, kto tam
Nie odpowiada
Nie ma nikogo

Tak, jątrzyć, jęczeć, marudzić, oceniać, żądać... et cetera, et cetera - jest najprościej, najłatwiej. Rozsiadłszy się wygodnie w fotelu, z fajką, kawusią, szklaneczką trunku wyśmienitego, ciasteczkiem, jabłuszkiem... Zaczytawszy się, poooonarzekać trzeba, poooonawymyślać, a ten i tamten, to tak piszą, dobrze nawet, ale to i owo niech zmienią. A ten, tamten, niech zamilknie i nie odzywa się, bo nie taką prawdę mówi, nie podoba się owa prawda. Nie bierze pod uwagę, że właśnie w tej minutce, właśnie tak, a nie inaczej czuje piszący. I jak już napisał, lepiej się poczuł, bo łatwiej zauważyć błąd, nawet własny, kiedy głośno o nim się powie. Marudzenie, narzekanie, wieczne niezadowolenie, to nasze cechy narodowe. Wiecznie jesteśmy niezadowoleni, wiecznie szukamy, - jak pan Hilary okularów, - tego, co jest tuż, tuż. Czy koniecznie musimy okazywać swoje niezadowolenie z samego rana? Musimy innym nasz nie najlepszy pokazywać humorek? Posty oceniające, nie są najlepszą formą powitania dnia nowego. Jeśli ktoś miał gorszy dzień poprzedni, nie tak poszło mu pisanie, cosik pogmatwał, cosik mocniej powiedział, czy należy mu o tym przypominać na dzień dobry?
Pamiętam ze szkoły, że Polacy byli i są dumnym narodzie, że potrafią walczyć o prawdę, o sprawiedliwość, polskość, że nie są mściwi, pamiętliwi. Czy już wszystko zatraciliśmy, wszystko w zapomnienie poszło? Chciałabym wierzyć, że malkontenctwo, wymaganie od innych, narzekanki w każdym temacie, pogrążanie kolegów, podkopując pod nimi dołki u szefa, u znajomych... nie są naszymi cechami sztandarowymi.
Najgorsze jest to, że właśnie ci wszyscy, którzy najmniejszy wkład wnoszą do społeczności, dla kraju, dla zakładu pracy... narzekają najgłośniej, najwięcej, naj... naj..., naj...
Wg mnie to jest zakrawa na kpinę, siedzi sobie taki/a na ławeczce, albo jeździ miejskim autobusem od przystanku do przystanku i trajkocze sam/a niekoniecznie wie, o czym, ale mówi. Nie rozumiem, dlaczego Polacy, tak nieustannie się kłócą, wadzą. Dlaczego, każdy każdemu do gardła skacze?  Wydaje mi się, że jest to płynne poczucie własnej wartości, to, że inni nas nie znają i możemy pozwolić sobie na blefowanie. To, że boimy się śmieszności, ubóstwa i bogactwa, zdrowia i choroby, boimy się zawiści, zazdrości, fałszywego współczucia, litości, zresztą bardzo wątpliwej litości.
Cały czas mamy marzenia, na coś czekamy... Wiele rozczarowań, zawodów, pomyłek... Wciąż czekamy, mamy nadzieję, tym razem wszystko powiedzie się, nie będzie kolejnych rozczarowań.
Rozczarowałam się dzisiaj podwójnie; wczoraj naprawiłam piec gazowy, ale nie dokręciłam tu i tam, i gaz ulatniał się okropienie. Dzisiaj znowu za naprawę się wzięłam i nim dotarło do mnie, co zrobiłam nie tak, wszystkie śrubki były odkręcone. Wczoraj też, zrobiłam/nagrałam filmik i za nic nie mogę wgrać go na serwer. Kilku już imałam się sposobów, i nic - błąd. Drugi nagrałam filmik, taki sam, ale nie ten sam i dalej - błąd. Rozczarowanie działa na mnie bardzo mobilizująco. Nie spocznę, nim nie znajdę błędu.
Zatem nie oceniajmy, by nie być ocenianymi. Nie marudzimy, by nie być zanudzanymi, nie krzywmy się na wszystko, by smutasami nie być, nie narzekajmy na zdrowie, by nie rozchorować się. Nie litujmy się, a nieśmy wsparcie szczere, by takież samo, kiedy przyjdzie potrzeba otrzymać. Jeśli radośni będziemy, wokół nas radośni będą ludzie, a jak będą wszyscy zadowoleni, weseli, żyć wszystkim będzie lepiej, nawet chorym łatwiej znieść ból, kiedy widzi słońce na twarzach otaczających go ludzi.

"Kulturę świata obsiadło stado babin przyczepionych, przyłatanych do literatury, niezmiernie wprowadzonych w wartości duchowe i zorientowanych estetycznie (...) Wiedzą już, że trzeba być niezależną, stanowczą i głębszą, przeto zazwyczaj są niezależne, głębsze i stanowcze bez przesady oraz pełne ciotczynej dobroci."
                                                        Gombrowicz - Ferdydurke

Sorellino nie tylko WU na kwarantannie. Posłałam posty Alutki i WU, nie ma i nie ma. Jeśli dobrze policzyłam, słałam 6 razy. Mój post też już na aktualności troszkę stracił, bo w tak zwanym między czasie, filmik udało mi się "dopieścić" i ukazał się na serwerze.
Pomarudziłam nocnie sobie, postękałam, czy ulżyło ździebko? Nie, wcale nie. Przykro jest, kiedy ludzie chociaż mili, nie są mili. Tak, Zyta słusznie zauważyła - człowiek, brzmi dumnie. Czy tylko brzmi... Myślę sobie, że ma z czego człek dumnym być, ma też, czego wstydzić się i cośik widzi mi się, że wiele jest powodów do wstydu, zbyt wiele.

Dobrej nocy, rankiem uśmiechajcie się do wszystkich, a do Tego/Tej w lustrze  - najwięcej, najradośniej

f.m.gosc - 2009-02-01 16:10:20

No, non può finire così la vicenda del vescovo lefebvriano che nega la Shoah, che nega l’Olocausto, che nega le camere a gas nei lager nazisti. Non può finire con il vescovo Richard Williamson, (a cui Papa Ratzinger proprio nel Giorno della memoria ha tolto la scomunica inflittagli da Papa Wojtyla) che scrive una lettera ad un cardinale in cui manifesta il suo "rammarico" per le polemiche sollevate dalle "frasi imprudenti" che aveva rilasciato ad una tv svedese. E tramite il cardinale chiede scusa al Papa per la “tempesta mediatica” sollevata dalle sue parole.
"Frasi imprudenti", "rammarico… ?,non scherziamo. Cosa pensa il vescovo Williamson con questa parole di circostanza? Di essersi messo la coscienza a posto, di aver riparato ai nuovi dolori inflitti con le sue parole a migliaia di famiglie ebree (alle quali peraltro non ha chiesto perdono direttamente)? Pensa di poter continuare ad insistere nel suo ruolo di vescovo, pensa forse di poter continuare a dirigere, come fa, un seminario in Argentina, dove magari può continuare ad insegnare, senza tanti clamori mediatici, il suo aberrante pensiero?
Eh no caro mister (visto che è inglese) Williamson, lei deve lasciare non solo la carica di vescovo, ma deve uscire addirittura dalla Chiesa cattolica. Se non lo fa lei volontariamente deve essere Papa Ratzinger, lo stesso che poche ore fa ha ribadito che chi nega la Shoah nega anche la croce, a far sentire la sua voce senza se e senza ma, deve essere il Papa a cacciarlo e mandarlo a coltivare qualche campo nella sconfinata pampa. Non ci possono essere persone che la pensano come lei, mister Williamson, nella nostra Chiesa: il cattolico osservante, quello che va in chiesa tutte le domeniche, non può pensare di far parte dello stesso consesso di cui lei, mister Williamson, è finora autorevole esponente.
Fuori Williamson, dunque, se il Vaticano vuol recuperare quella credibilità un po’ offuscata da questa vicenda. Ma fuori anche quel sacerdote lefebvriano di Treviso, che in una lunga intervista, non solo ha avanzato tanti dubbi sulla Shoh, ma anche detto che le camere a gas nei campi di concentramento di certo servivano per disinfettare, chissà se per uccidere.
Il Vaticano quindi deve prendere in esame anche il caso di questo Floriano Abrahamowicz, capo della comunità lefebvriana del Nordest che nel settembre del 2007 celebrò una messa in latino per il leader della lega Bossi.

wscieklyuklad - 2009-02-01 21:10:21

Wieczorem Noga za Noga się wlokąc, z Głowami spuszczonemi, w Namiotach zaleglim. Cisza niemiłosierna nad Obozowiskiem zaległa, jeno Wilków wycia, jeno Wiatru poświsty Głuszę cięły. Kubańce Cygara w niemocie zupełnej ćmili. Kozaki - już nie Mołojce - ale jako Kundle zbite, nieruchomo przy Ogniskach zalegli. Tedym i ja w Ciżmy wzrok wlepiwszy, w Piernatach schronienia szukał. Długom w Noc leżał, myślami ogarniony Strasznemi. Bo jakże tu  Optymizmu szukać, gdy Słowa tak Wojowi okropne posłyszelim, Bitew zaniechania Przepowiednię.

Przepowiednia.....

Zatem zapomnieć o wszystkim nam przyjdzie ? Zatem Rok miniony z Życiorysu wyrzucić ? Zatem tygodni tyle, dni tyle Zmarnowanemi uznać ? Cóż czynić teraz ? Z Pamięci wymazać ? Zapomnieć, jakby nigdy udziałem naszym nie były ? A przecie tego, o czym się zapomina, brak potem w życiu. Pójść tedy Ścieżką nową, Sensu inszego poszukiwać ? Nie, nie takie  to proste. Nie da się godzin tylu  w Niebyt posłać. Nie da się do Czasów odległych pamięcią nie wracać. Bo to, co było, trwale się w Mózgach odcisnęło, na Doświadczeniu Wieczne pozostawiło Ślady.  To, o czym się pamięta, zmienić życie w piekło potrafi....

Noc w nieskończoność sie dłużącą, Sen skrócił. Sen Nerwowy, Niespokojny, Krzyków Rozpaczy mojej pełen.
Delfów Świątynie, Apollina Mury, Skały nad doliną górujące śniłem. Wieszczkę, co w Oparach skąpana widziałem. W Białe odziana Szaty z Oczyma wpółprzymknionemi Dłonie przed siebie wyciągała z na Twarzy uśmiechem Palec Prawej Dłoni wskazujący w przestrzeni zawiesiwszy. W ślad za nim Bielmem Oka podążam. I zdaje mi się, że pośród Paryjskiego Marmuru, Kassotis dawno już wyschły strumień na nowo tryska. Antenor zaś- świątyń twórca, pochylony, Omphalos dźwiga, by Pępek oznaczyć Świata.
Pytia coś pode Nosem mamrocze, Zioła sypie, Liście Laurowe żuje, na boki spluwając - nasz Alchemik jakoż. Snu owego pojąć nie w staniem, przekazu nie rozumim jego.
Rankiem Dzwonów - z samej Moskwy bodaj - bisurmana matecznika odległego - bicie , na Równe mnie stawia Nogi.
Z zewnątrz Poruszenia Wielkiego odgłosy bieżą. Tedy ja na równe stanąwszy Nogi, Ciżmy czem prędzej nałożywszy, a Gronostajowym otuszem okryty, przed Namiot wypadam.
Jako wryty staję. Jako Kukle Drewnianej ręce mi drętwieją, ramiona wzdłuż opadają ciała.
Widzę oto Kompanyonów, co Namioty w pośpiechu zwijają. Widzę, Śledzie w bezładzie, w zapamiętaniu rzucane. Widzę Toboły popakowane, Wozy drabiniaste do drogi gotowe. Kozaki Spryski w Wielkim Uniesieniu łamią, w  Kadziach ogromnych Ołów topią, by nim Tanków naszych Lufy zagwoździć na Amen. Chrust porzucony niedbale  Ogniskom kolejnym początku już nie da. Jeno Draby przy Dziecięcia-Pacholęcia Namiocie stróże dzierżą jednako. Może tedy nie wszystko stracone ? Może choć Promyk Nadziei istnieje, a Czarną rozświetli Przyszłość ? Może na Nowo w Duszach naszych Entuzyazm zaszczepi ?
Gdy myśli takie przez Głowe lecą, Namiotu się tamtego rozchylają poły, a Dziecię-Pacholę na zewnątrz wyłazi, w Szubie z Bielaków szytej, w Baranicy na Uszy naciągnionej.

A wtedy Olśnienie mnie Niespodziane ogarnia . Oczy zamknąwszy do Snu ostatniego sięgam. I widzę Ją- Pytię, z Królem u stóp klęczacym. Potomka oczekując o Płeć spytać tu przybył. A Ona wieszczy - Syn-nie córka.
I Krezusa widzę, co Wyrocznią zachęcony na Wojny wyruszył, siła Rodaków na niej potraciwszy, źle słowa Pytii interpretując, heksametru wypaczywszy znaczenie......

I widzę Brata, co na Pępku przysiadłszy Świata Liście Laurowe- te same, co Pytia żuje. I Brata dostrzegam, co w Oparach Tajemnych skąpany mlaska, wielce zadowolon z siebie.

Historia tedy Koło zatacza ponownie, a ja pojmuję z nagła, Przepowiedni Sens Tajemny...

"Pokój - nie wojna". Toż Pytyjska to iście wyrocznia ! I jako Pytyjska dwuznacznością trącąca. Bo cóż ze Słów owych prawdziwie wynika ? Czy - jako Krezusów Zgraja nie jesteśmy, dosłownej sens Słów onych interpretacji poddając ? Gdzież tu o Pokoju mowa ? Gdzież  Wojen poniechania zapowiedź ? "Pokój - nie wojna" - obwieścił jeno. Tedy Furtki do Boju wcale nie zawarł. Zatem Wojennego nie zakopał Toporu, żadnej nad "i" nie postawił kropki, zwijać nam Obozu nie kazał !
Jak Wielkim Prorokiem byc trzeba, by Słowa ważkie w taką Kabałę - niewielu Oświeconym zrozumiałą jeno - ująć ! Jak Wielkim być Strategiem należy, by bisurmana tak Sprytnie w Kozi zapędziwszy Róg, czujność jego uśpić ?
Podziw mój tedy rośnie, wnętrze rozsadzając Piersi, co z niej "Co robicie Bratcy, kudy się wybieracie, skąd Malkontencyja Wasza ?" - wrzask się mój dobywa a po Polanie niesie. Od jednego ku drugiemu Namiotowi pędzę, a Nowiną się dzielę. Jako wryci stają. Jako Barany spode Łbów poglądają na siebie -  nieufni wciąż i zagubieni, lecz przecie w Sercach Mężność kryjący Niespotykaną. Sens tedy Przekazu tłumaczę. A Oni już Śledzie podnoszą, juże Sznury na nowo naciągają. Z Kadzi Ołowiu sięgnawszy, już nie Lufy gwożdżą, ale Kule Odlewają Bojowe. Do Nieuniknionej na Nowo się szykują Walki. I znów śmichy-chichy wokoło się niesą. Znów Kubańce w Bębenki postukują żwawo, mambo intonując. Znów Kozaki Chrust w Kopy stawiają, ogień krzesząc. I jeno Kiełbasek nadziewać nie będzie na co, nim Sprysków kolejnych nie ustrugają. Siedzą w kręgu skupieni, romance nucąc, dumki w Dumę wprawiające śpiewając.

Gdy nagle Malkontent jakiś Gromkim Głosem pyta : a może Acan powisz, co tyż Brat miał na myśli "Czyny- nie cuda" -prawiąc ?

Krew mi do policzków nabiega, Pianę z Ust toczyć pragnę. Bo czy to ja wszystko doprawdy wiedzieć muszę ?

hrabina_balkanska - 2009-02-01 22:43:02

Niedowiarki, czcze umysły...  Kto pamięta  tę piosenkę???
A więc jeszcze raz!

D o
Niedowiarków, Czczych umysłów, Wredot forumowych wszelkiej maści i wątpliwego autoramentu czyli... do tych wszystkich, którzy się nudzą i - pojęcia nie mam z jakich powodów-  próbują podgrzewać pewnien temat! Słowa swe kieruję przede wszystkim do   k l o n a     f.m. z powodu postu   

> > 01.02.2009 17:49~f.m.
> >Przybycie metropolity do Soboru ogłosiło bicie dzwonów
> > w św...
Ble ble ble !!!

Trudności z posyłaniem postów są nie od dziś - wiele razy Sorellina, WU, Mirka czy Basia  posyłali mój post, zdarzało się, że ja Ich posty również. I nie jest to żadnym nadużyciem. Natomiast nadużyciem jest podszywanie się pod cudzy nick i sugerowanie wirtualnych bytów zwłaszcza jeśli ma się dostęp do IP więc sluchaj P.Alancie!!!  Bardzo często  w obliczu trudności drukujemy swe posty na forum Zmieńmy Swiat posyłając je jednocześnie na Forum TVN. Nie musisz bawić się w specjalne podchody - masz dostęp do IP na TVN więc wystarczy, że pofatygujesz się na FZS  i je porównasz. Wyjaśniam wszystko bo wątpię w Twoją inteligencję.
I żeby mi to było ostatni raz! Bo ślipia wydrapie!

_________________________
Sezon na bałwany trwa cały rok....

hrabina_balkanska - 2009-02-02 00:18:26

No proszę... Jak spróbowałam posłać  na Misogino, że cenzura tam z czasów PRL i że pseudo f.m. może być ziomalem Moderatorów to mi w try miga posta puścili.....

Mirka - 2009-02-02 02:00:25

Chyba o jeden post dzisiaj za dużo wysłałam na TVN: nocny, dzienny, F.M. Hrabiny i już mojego nie chcą wpuścić. nic to, na wszelką okoliczność zostawię tu i jeszcze raz kliknę


Hola!Hola! nie popadajmy ze skrajności w skrajność, żadnym popaprańcom IP udostępniać nie będę. Nikt poza mną ich nie widzi i nie zobaczy. Możecie mnie w paseczki pociąć i tak nic nie wskóracie.
Natomiast klonka, zniszczyć należy, wykopać i nie przesadzać, niech usycha chwast.
Nie pojmę nigdy, a i nie chcę pojąć, choć wiem, dlaczego, co kieruje ludźmi, którzy złośliwości takie robią. Moim zdaniem, jest to brak szacunku nie tylko dla drugiego człowieka, ale przede wszystkim, dla siebie samego. Jest to objaw zakompleksienia, zdziwaczenia, braku wiary we własne siły, możliwości, brak własnego ego.
"Mówić prawdę i umieć prawdą żyć - oto rzecz wielkiej wagi".(Oscar Wilde)
Formowy, słomiany twardziel, w życiu realnym, jest zupełnie inny. A mocno ma zachwiane alter ego. Jest to, wynik kłopotów i niskiej samooceny. Tak naprawdę jest bardzo kruchy, niezdecydowany, uległy, podporządkowany innym, a może wykorzystywany przez innych. Pewnie też, zbyt bystry... I trochę z zawiścią patrzy na tych, którzy coś osiągnęli, doczekali się szacunku, poważania, mają przyjaciół… Zwyczajnie zazdrość bije z konika i dla tego stara się jak potrafi zatruć nam życie. Zawiść i zemsta na współplemieńcach
Wstyd mi za ciebie człowiecze, wstyd, że nie szukasz pomocy dla siebie i swojego otoczenia, a zajmujesz się czymś, co również tobie szkodzi. Z głupotą się nie walczy, głupotę się omija.
Nie wiem, czy w twoim przypadku człowiek, brzmi dumnie.
              Wszystko, czego dotykasz
              Wszystko, co widzisz
              Wszystko, czego smakujesz
              Wszystko, co czujesz
              Wszystko, co kochasz
              Wszystko, czego nienawidzisz
              Wszystko, w co nie wierzysz
              Wszystko, co zachowałeś
              Wszystko, co oddałeś
              Wszystko, co przehandlowałeś
              Wszystko, co sprzedałeś
              Wyżebrałeś, pożyczyłeś lub ukradłeś
              Wszystko, co tworzysz
              Wszystko, co niszczysz
              Wszystko, co robisz
              Wszystko, co mówisz
              Wszystko, co jesz
              Każdy, kogo spotykasz
              Wszystko, co lekceważysz
              Każdy, z kim walczysz
              Wszystko, co jest teraz
              Wszystko, co przeminęło
              Wszystko, co nadejdzie
I wszystko, na co pada słońce jest piękne
Ale słońce jest zaćmione przez księżyc  - Pink Floyd

Dobrej nocy Misogino

A jak już będziecie na ZS, posłuchajcie i pooglądajcie - młodzieniec rodem z Niemiec ma talent, wielki talent

<<< KLIK >>>

hrabina_bałkańska - 2009-02-02 16:15:45

Witajcie!
Alutko, a pamiętasz jak Basia wkleiła raz na Misogino tekst przetłumaczony przez takiego tłumacza? Toż boki zrywaliśmy wszyscy więc już lepiej z takowego nie korzystać bo z postu Braciszka o lefebrystach mogłaby wyjść instrukcja maszynki do mięsa cierpiącej na... febrę. ;););)

Wczoraj zaczęłam z zaciekawieniem słuchać na TVPolonia dyskusji o faux pas z lefebrystami, było to przed każdoniedzielną modlitwą "Anioł Pański" z Watykanu i zadziwiała mnie próba pewnej poprawności politycznej dyskutantów. Oczywiście niczego się nie dowiedziałam bo jej gomułkowsko-gierkowski styl oczywiście tak rozcieńczył temat, że pod koniec niewiadomo było o czym mowa. Na szczęście Papa posdrovił mnie ciule i udzielił błogosławieństwa. Zauważyłam, że... manikiur ma perfekcyjny...

IP nie jest Mirko żadną tajemnicą, to identyfikator, coś jak dowód osobisty i jeśli nawet go schowasz przed niepożądanymi oczami to i tak kto się uprze i będzie chciał to do niego dotrze. Mnie co innego zadziwiło - wczorajszy post z 23.57 posyłałam może z 10 razy i nic ale... ukazał się dość szybko po tym jak napisałam, że jest dostępny na ZS. Wiem, że był trudny do zaakceptowania no ale Ktoś postanowił z twarzą wyjść z sytuacji więc go puszczono. Uśmiałam się jednak z faktu, że niekompletny - jakkolwiek post był niesympatyczny do przełknięcia tak sygnaturka o bałwankach kompletnie nie i... została bezczelnie wycięta. Nie ukazał się również późniejszy komentarz o metodach forumowej cenzury. To tyle... i jeden w pamięci. Jeden ma anioła stróża, ktoś inny bywa aniołem... strusiem.
Czy głupotę należy omijać? O, nie! Należy piętnować i tępić - sama piszesz Mirko, że chwasty należy wyrywać.  Omijanie nic nie da jeśli chcemy by ten świat stawał się lepszy. A przecież chcemy!

Basieńko - kongres widać podniósł poziom adrenaliny u KM i szybko poradził sobie z grypą. Czyli? Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. ;););) Grypiastym życzę szybkiego powrotu do zdrowia.

Prinzipe - jak znam Basieńkę to żadnej kandydatce nie przepuści  więc kieruj się w wyborze własnym sercem, a jak przyjdzie ten moment podniosły to ja...  skrzypce pod pachę i polecę zagrać Ci Marsza Weselnego. A potem napiszę "I ja tam byłam, wino i miód piłam"...
Miłego popołudnia Misogino. Sonieczkę i Franulka całuję w łapki...

Sorellina - 2009-02-03 01:47:50

No, to, wedle życzenia, Mascalzone na poważnie.

W pełni zgadzam się z tym, co napisał F.M. i dodaję garść własnych spostrzeżeń w tej sprawie.
Jedyna wątpliwość, jaka się nasuwa, jest taka, czy on mówi to, co mówi ot! tak sobie, bez powodu, czy też w określonym celu ? Nie, nie mam na myśli  Berlusconiego. Wiadomo, że nasz ukochany premier czyni to bez powodu, dla przyjemności, czyni to, bo w danym momencie wydaje mu się zabawne, powiedzieć to czy owo. Zamiast opowiedzieć dowcip, daje upust fantazji. Tak zrodziło się określenie "opalony" Obama, które obiegło cały świat; tak zrodziło się powiedzenie związane z dramatem gwałtów, jakich w ostatnich dniach jestesmy świadkami: " Trzebaby  mieć tylu żołnierzy na ulicach, ile pięknych kobiet" Raj ! Brzydule i wszystkie inne kobiety w całej swej różnorodności, nie zostały wzięte pod uwagę. Kobiety się burzą, opozycja podnosi krzyk, liczni czuja sie obrażeni, itd.,itd. ale to powiedzenie, co prawda w najgorszym guście, z rodzaju tych, które tak lubi nasz premier, to tylko powiedzenie.
Pytanie, które zadałem na początku, dotyczy innego premiera, ważniejszego od, skądinąd bardzo ważnego, Berlusconiego. Chodzi o Josepha Ratzingera, Papieża Benedykta XVI, szefa Kościoła Katolickiego. Nie mija bowiem ani jeden dzień, żeby nie zrobił czegoś, co nie wywołałoby wielkiego zamieszania wśrod katolików, nie tylko włoskich, ale z całego świata.
Podjęta przez niego ostatnio decyzja o zdjęciu ekskomuniki (nałożonej przez Wielkiego Papieża Wojtyłę ) z czterech biskupów, wyświęconych przez rozłamowca, wielebnego Lefebvre'a wystawiła na ciężką próbę stosunki między katolikami a żydami. Jeden papież ekskomunikuje, drugi na łono Kościoła przyjmuje. Kręte ścieżki Kościoła, który przecież powinien iść prostą drogą, choćby po to, żeby nie mącić w głowach, i tak już ciężko doświadczanych i zdezorientowanych, wiernych.
Faktem jest jednak, że wśród czterech przywróconych do wielkiej rodziny biskupów, jest jeden, Richard Williamson, lat 68, który ma na swoim sumieniu wielki grzech, nie pierworodny, ale ciężki.
Wielebny Williamson, aktualnie kierujący konserwatywnym seminarium w Argentynie, to taki pan (nazwijmy go w ten sposób), jakich, niestety jest wielu na świecie, który uważa ( i co gorsza, tego naucza), że hitlerowskie komory
gazowe, w których straciło życie miliony Żydów, są czystym wymysłem, historyjką zmyśloną przez nich samych, by wzbudzić dzięki niej współczucie. To typ człowieka, który możnaby określić, jako najgorszy na świecie, a który ludzie uczeni określaja mianem "negacjonisty". To ktoś, kto neguje niebywała tragedię , jaka spotkała cały naród, potworność, która kosztowała życie miliony i na zawsze naznaczyła ich rodziny.
Te rodziny - jak najbardziej słusznie  - nie zapominają. W połączeniu z faktem, iż Papież Ratzinger podjął decyzję o wybaczeniu dla Williamsona akurat w "Dniu Pamięci", dniu poświęconym pamięci ofiar Holocaustu, Shoah, czyli 27 stycznia, wywołało to uzasadnione zamieszanie na całym świecie : nie tylko w środowiskach żydowskich, ale i katolickich.
Nic tu więcej dodać, wypada jedynie ponownie zadać sobie pytanie: Czy Ratzinger zrobił to bez powodu, czy w określonym celu ? Ponieważ trudno w przypadku papieża dopuścić tezę o bezmyślności, zatem Papież uczynił to rozmyślnie, by tym samym potwierdzić twardą i nieprzejednaną linię Kościoła. Jednak świat to nie Italia, gdzie politycy przywiązują wielką wagę do jego słów (wystarczy przypomnieć stanowisko Kościoła, a zatem i Rządu w sprawie biednej Eluany). Świat jest inny, czego dowodzi stanowisko, jakie nowy prezydent U.S.A., Obama, zajął w kwestii aborcji. Tak więc takie decyzje Papieża, mogą okazać się niszczące.

Mirka - 2009-02-03 04:35:04

Przykro mi Sorellino, do tej pory nie ukazały się nasze posty, a wysyłałam je co kwadrans. Na dzisiaj  kończę, upór chowam w kieszeń. Muszę zdrzemnąć się chwilkę, jutro czeka mnie ciężki, aczkolwiek przyjemny, dzień :)

Głupota. Ją należy leczyć, walka, tępienie, nic nie da. Głupota, to jest niedorozwój, często mający podłoże społeczno-wychowawcze, czy na abarot, wychowawczo-społeczne. W każdym razie ktoś, kto jest głupi nic nie wie, o związkach przyczynowo-skutkowych. W związku z tym, że nie potrafi przewidywać, jego zachowanie, postępowanie będzie irracjonalne. Taki ktoś, uważa się za wszystkowiedzącego. Często nie posiada umiejętności samodzielnego myślenia, łatwo ulega wpływom, z łatwością można nim manipulować itp. Można byłoby wiele pisać o głupocie, jako takiej. Na przykład to, co zrobił kolon, jest głupotą pierwszego sortu, bo; podszył się pod kogoś, kogo nie zna, pisze coś, o czym zapewne nie wiele wie, a jak coś słyszy to nie rozumie, co słyszy, podszył się, jako kolejny klon, (nie dawno - Jerzy, Hrabina, dawniej Kitlińska...). Za każdym razem jest bezbłędnie rozpoznany, Misoginianie znają się już na tyle, żeby rozpoznawać się i wierzyć ludziom, nie podróbkom. Zaliczam go do głupków, bo gdyby nim nie był, wyciągną by wnioski i nie podszywał się pod bliskie nam niki. Użyłby do tego celu albo kogoś niepiszącego, albo rzadko piszącego, albo wymyśliłby jakiś nik. Klonowanie ludzi nam bliskich i znanych, jest głupotą sprawiającą radość głupiemu, kiedy denerwujemy się i obrzucamy "błotem". Wystarczy napisać sprostowanie i zignorować klona. Brak satysfakcji, brakiem pewności siebie, zadowolenia, wyżycia się, robienia z nas balonów, nie wyszło i głupi nie utwierdził się w swojej wspaniałomyślności oraz, błyskotliwość jego pomysłu, spełzła na niczym. Jest to nie tylko omijanie głupoty, ale i zwrócenie jemu (o ile ją zauważy w swojej boskości) uwagi, że klon jest nie taki błyskotliwy jak mu się zdawało. Jeśli widzi nasze rozdrażnienie - osiągną cel. Jest to jedno z charakterystycznych zachowań głupich ludzi. Wiele czasu psorka poświęciła na objaśnianie, z jakimi przypadkami możemy spotkać się w pracy z młodzieżą. Wiem jedno i z teorii i z praktyki, z głupcami wolę zgubić niż znaleźć. Nie jestem specjalistą, więc omijam ich szerokim łukiem, tym bardziej, że mnie też, można by, co nieco z głupoty dołożyć. Wyobrażam sobie walkę głupców na inteligentne słowa. Ciekawe, śmieszne i straszne, jak w czarnym, czarnym domu, w czarnym, czarnym lesie, przy czarnym, czarnym stole...
Jednakże, gdybym miała budować dom i mogła zamiast betonu użyć ludzkiej głupoty, mój dom stałby do końca świata i jeszcze dłużej. Tak wiele na świecie jest głupoty i bardzo mocno jest zakorzeniona.
Einstein powiedział, że "tylko dwie rzeczy są nieskończone: wszechświat oraz ludzka głupota, choć nie jestem pewien, co do tej pierwszej" Lata minęły, a słowa są aktualne.
I jeszcze słówko mojego ulubieńca - Erazm z Rotterdamu rzekł;
"Czy jest coś głupszego niż, nie wiadomo, dla jakich przyczyn, rozpoczynać taką walkę, z której obie strony zawsze więcej mają straty niż zysku?"
   Czyż nie jest głupotą z mojej strony wklejanie cytatów, szczególnie w kontekście treści jednego z postów? Owszem, jest. Czy walka z tym będzie słuszna, ma szansę na wygraną? Czy może ominąć fakt ten i przejść do istotniejszych spraw?  Od początku posługuję się „"mądrościami mądrych ludzi" - tak ja to sobie nazywam - i będę to robiła, bo tak lubię, bo mówią to, co chcę powiedzieć i mówią to o wiele ładniej niż ja,  bo, bo, bo... bo może czasem, ktoś sięgnie na półkę po zakurzona książkę, może któryś z cytatów miłe wspomnienie przywoła? Parafrazując wieszcza powiem; niechaj mnie nikt o niepisanie cytatów nie prosi, tu każdy cytat to kwiat, co aromat roznosi, to gwiazdka każda, co daje blask, nim kwiat przekwitnie, nim gwiazda zgaśnie, pisać cytaty będę, będzie ładniej
I niechaj nikt nie mówi, że Słowacki wieszczem nie jest. Onegdaj spotkałam się z takim stwierdzeniem i mówili to ludzie, z wieloma literkami przed nazwiskiem. Jak to usłyszałam, w gardle mnie ścisnęło, toż to jego listy do mamy, me serce koją może nie co dnia, a kilka razy w miesiącu, ale koją. Kiedyś w rozmowie, również z dobrze, nawet bardzo dobrze wyumianym człekiem, wspomniałam o listach Mickiewicza do Zana, (też piękne), pytając, czy może wie, kto ma listy Zana do Mickiewicza, bo tych znam tylko kilka i w większości są to fragmenty. Usłyszały moje uszy i oklapły; - ja do cudzej korespondencji nie zaglądam...  Cóż było mówić, ja głupia zaglądywuję i zaczytowywuję sie listami cudzymi
Zaniemówić może nawet taki głupek jak ja. Co raz więcej jest dni, zdarzeń, że na usta cisną się słowa Leszka, z filmu Chmielewskiego "Daleko od szosy". - Jak widzę taką sztukę, trudno zachować kulturę... i wężykiem to podkreślić, wężykiem, jak mawiał majster Kobuszewski do swojego ucznia
Chwasty należy wyrywać, chwastem jest zło, które trzeba tępić , resocjalizować. Złem jest ubliżanie, upokarzanie, wyśmiewanie, szydzenie. Złem jest chuligaństwo, pijaństwo... nie będę sięgać głębiej. Złem jest obojętne patrzenie na zło, nie reagowanie na nie. Reakcja nie może być zła, reakcja winna być stanowcza i zdecydowana, aczkolwiek nieupadlająca, szydząca, nie zła. Kto jest bez winy, niech rzuci kamieniem, tak to jakoś było. Każdy z nas ma jakieś grzeszki na sumieniu. Nie poniżajmy się i nie zniżajmy do poziomu "wroga"
Pożegnam się słowami Mahatma Gandhi :
                       "Bądź zmianą, którą pragniesz ujrzeć w świecie"

Dobrej nocy Misogino

wscieklyuklad - 2009-02-03 11:27:24

G.wt ! Po pierwsze interpretacja treści postu - mylna. W poście Małgosi - mojej Siostry - nie ma sugestii, że obiera się nowego cara Rusi. Słowo Car zostało użyte wobec obecnego premiera Rosji. Małgosia opisała dokładnie sposób reakcji w/w, podkreślając , że odmiennie od pozostałych uczestników, nie bił pokłonów, nie kreslił jak oszalały na wyścigi - nawet- a może zwłaszcza w obliczu kamer znaku prawosławnego krzyża. I to jego właśnie - w żadnym razie nie Cyryla - uznała za właściwego cara. Putin w odróżnieniu od polskich przywódców na wyścigi opadajacych na kolana przed byle klechą, doskonale politycznie rozgrywa pozycję Cerkwi rosyjskiej. I ta ostatnia wie jakie są granice ktorych jej nie wolno przekroczyć w obawie przed "srogim gniewem" faktycznego władcy kraju. Tyle w kwestii formalnjej dotyczącej postu Małgosi.
Post pod którym ktoś podpisał się - bezczelnie przyjmując nick innego forumowicza f.m. - był fragmentem zaczerpniętym z Internetu - częścią sprawozdania prasowego z uroczystości. Osobiście uważam - a Twój dzisiejszy post zdaje się to potwierdzać - że  w ten sposób ktoś ( Ty ?) usiłował sugerować, że jedna i ta sama osoba pisząca z jednego komputera mnoży byty i nicki oraz zmieniając style stara się czynić sztuczny tłok na forum oraz wrażenie zainteresowania ( które ów ktoś pragnie "zdemaskować ). Nie potrafię wyjaśnić - moze Ty się tego podejmiesz, czemu ktoś miałby powielać fragment postu Małgosi , podpisując go nickiem "f.m. " ( duo). 
Skoros formalista spróbuj to wyjaśnić. Wykorzystywanie nicku kogokolwiek z tu piszących, podszywanie się - co miało tu już nieraz miejsce, jest skandalicznym naruszeniem zasad netykiety. Szkoda, że to Cię nie artwi.

Co do ostatnich zdań starających się "objaśnić" ( objawić ? ) czytającym rewelację odpowiadam :
Małgosia - mieszkająca w Moskwie - nie ma stałego dostępu do internetu. Ten, który ma do dyspozycji, jest kontrolowany przez pracodawcę. Posty słane na Misogino otrzymuję inną droga i zamieszczam Z MOJEGO KOMPUTERA ! ( którego identyfikator jest - co martwi dobrze Ci znany ) 
Myślę, że warto sprawą zainteresować jeszcze inne osoby.
Zaznaczam, że post ten - w przypadku nie ukazania się zamieszczę na forum ZS, jako dowód ( do ewentualnego wykorzystania ) na pozaprawne zachowania osób, które prawa strzec powinny. Czas położyć kres sianiu zamętu na naszym wątku. Jeśli zawiadują nim osoby lubiące "chryję", to pozostaje tylko wyrazić ubolewanie. Mnie osobiście- a sądzę, że innych osób godzinne próby slania postów nie bawią. Tym mniej bawi mnie dziecinada na którą odgórnie się nas skazuje - a polegająca na tym, ze sląc między sobą posty liczymy, że komuś z nas uda się przemycić  po setnej próbie. Oczywiście uwiarygadnia to wówczas Twoją tezę o wyjściu róznonickowych postów z jednego źródła. Tyle, że przyczyna tegotkwi nie w chęci oszukania czytelnika, ale "pedla". Przepraszam za to wyrażenie, ale raca niektórych "nadzorców" bardziej przypomina pracę pedla własnie , niż intelektualisty, za jakiego mienić się pragnie.
Z jakich komputerów wyszły oba posty podpisane nickiem f.m - jesli masz możliwość - sprawdź. Osobiście nie wątpię, że z różnych.

hrabina balkanska - 2009-02-03 17:10:47

Tlagedia czy falsa?

Wtolkowi goście dziegciu się napili,
lobią na folum istne halakili,
jutlo się macać będą lecząc gigant-kaca
w miejscu gdzie tladycyjnie miała być ich glaca.
A glacy niet! Kameleony wtloili...

PS. By kameleonek nie miał niestlawności -
     zanim spłodzi posta niechaj się... wypości.
autor: hlabina bałkańska

A teraz na poważnie!

> ...kto zasial ziarnko niepewnosci na watku, wasza Klarysa.
> I nie dziw sie Sorella, ze nikt nie podpisze sie swoim
> nickmane z prostej przyczyny, ze narazilby sie krzykliwej
> Hrabinci z Balkanow na inwektywy

No to się doczekaliśmy!!! Tyle osób od miesięcy podpisuje się na Misogino tym samym nickiem i potrzeba było kameleona by otworzył  oczy, że...  WU, Sorellina, Klara, Mirka, Basia, Sirio i cała plejada Misoginian to... nikt! Czyli cały wielomiesięczny dorobek tego wątka stworzył... nikt. A jak nikt, to znaczy, że próżny trud - powstało wielkie nic. No bo żeby stworzyć coś - potrzeba kogoś, bo tylko nikt "tworzy" nic. Brawo kameleon - jesteś genialna/y! !
...Wczoraj długo w nocy wpatrywałam się w rozgwieżdżony granat nad głową, szukałam znaków na niebie no i wypatrzyłam  dwa takie. Pierwszy -  dobry, zwiastujący, że dziś pojawi się na Misogino Ktoś, kogo bardzo lubię i szanuję, o kogo martwiłam się w niedzielę i... zjawił się. Dziękuje Dottore O.K.!
Drugi znak - może do złych nie należał ale nieszczególnie ciekawym się okazał. Gwiazdy jakoś tak się "ułożyły", a może to mnie wyobraźnia tak zadziałała, że zobaczyłam postać o siedmiu twarzach (jak 7 dni tygodnia) prowadzącą na złotej smyczy kameleona goniącego muchy. A jak muchy - to wiadomo na czym lubią się... skupiać.
...Jako, żem nastrojona dziś wyjątkowo romatycznie przeto dalej wywodzić się nie będę bo znów ktoś powie, żem krzykacz. "Piosenka prawdę ci powie" -  mawiali Starsi Panowie Dwaj więc Gościowi i Kameleonowi dedykuję piosenkę. Piosenkę klasyka estrady polskiej, piosenkę szczególną i zawsze aktualną. Może po niej znajdą sobie inną... piaskownicę. Albo... wydorośleją?

Wojciech Młynarski - "W co się bawić"

Dać tu odpowiedź nie tak łatwo,
Bo chciałbym w końcu raz ustalić:
Czyśmy się trochę nie zanadto
Ostatnio rozdokazywali...?
Mieni się wkoło śmiech perlisty,
Grom i zabawom końca nie ma,
Szczerzymy się jak u dentysty,
Aż w końcu zrodzi się dylemat:

W co się bawić? W co się bawić,
Gdy możliwości wszystkie wyczerpiemy ciurkiem?
Na samą myśl pot zimny zrasza zaraz czoło
I mniej wesoło pod Czerwonym ci Kapturkiem...
W co się bawić? W co się bawić?
Tych wątpliwości nie rozwieje żadna wróżka,
Kopciuszek dawno przestał grać w inteligencję,
Inteligencja już nie bawi się w Kopciuszka.
(Oj, coś ostatnio znowu zaczęła...)

Niedobrze jest, gdy czyha nuda,
Gdy nie chcesz grać już w berka czy czarnego luda,
A kiedy nawet już nie będą miały wzięcia
Szare komorki do wynajęcia...

W co się bawić? W co się bawić?
Daleka pora na pytanie to, czy bliska,
Lecz w końcu przecież trzeba będzie je postawić,
Chociaż na razie w oku tli się śmiechu iskra...

Więc, chociaż wszyscy są szczęśliwi
I nic nie sugeruje zmiany,
Niech, proszę, jednak Was nie zdziwi,
Że jestem trochę zadumany...
Bo płynie czas, jak rzeką woda,
I może kiedyś tak się stanie,
Że będę chciał pobaraszkować
I zadam sobie sam pytanie:

W co się bawić? W co się bawić,
Gdy możliwości wszystkie wyczerpiemy ciurkiem?
Na samą myśl pot zimny zrasza zaraz czoło
I mniej wesoło pod Czerwonym ci Kapturkiem...
W co się bawić? W co się bawić?
Narasta problem, który jątrzy i przeraża,
Sekretarz grać już przestał w dziewiątego wała,
Dziewiąty wał już się nie bawi w sekretarza.

Niedobrze jest, gdy nuda czyha,
Gdy takie serso już cię mierzi i odpycha,
A kiedy nawet już nie będą miały wzięcia
Szare komórki do wynajęcia...

W co się bawić? W co się bawić?
Daleka pora na pytanie to, czy bliska,
Lecz w końcu przecież trzeba będzie je postawić,
Bo chleba dosyć,
Lecz rośnie popyt na igrzyska...

Mirka - 2009-02-04 03:09:29

Znalezione w necie, alem wstydzęm siem troszkę;) taka poważna kobiecina jak ja takimi głupotkami po nocach się zajmuje ;) Może jednak ktoś uśmiechnie się  raniuteńko

Pamiętnik pracownika

PONIEDZIAŁEK - Dostaliśmy komputery. To takie telewizorki z pudełkiem i kawałkiem harmonii. Fajne są.
WTOREK - Cały dzień siedzę przed komputerem. Chyba się popsuł.
ŚRODA - Przyszedł nasz kierownik i włączył komputer do gniazdka.
CZWARTEK - Dzisiaj pracujemy na komputerach jak szaleni. Dostałem się na 10 level. Ale Złotówa był lepszy. Padł na 12-tym.
PIĄTEK - Nie mogę przejść 13 poziomu. Dzisiaj chyba znowu zostanę na noc.
SOBOTA - Rano przyszli policjanci. Żona zgłosiła moje zaginięcie. Na razie zamieszkam u Złotówy.
NIEDZIELA - Bank zamknięty. Nie mogę się doczekać poniedziałku.
PONIEDZIAŁEK - Dzisiaj szkolenie. Razem ze mną idzie Złotówa i Bromba. Wykładowca załamał się już po 10 minutach. Coś jednak wynieśliśmy z tego szkolenia. Ja mam piękny komplet długopisów, a Złotówa nowy rzutnik.
WTOREK - Nareszcie mamy kserokopiarkę. Przy pierwszym uruchomieniu Złotówa naświetlił sobie oczy. Później Bromba postanowiła odbić sobie słownik. Teraz czekamy na nową kserokopiarkę. I na powrót Bromby ze szpitala.
ŚRODA - Alarm bombowy. Ewakuacja budynku. Ktoś zostawił podejrzaną reklamówkę w toalecie. Saperzy ją zdetonowali. Teraz potrzebny będzie remont WC, a nasz dyrektor będzie musiał jeszcze raz zrobić zakupy.
CZWARTEK - Wypłata. Postanowiłem zaszaleć. Kupiłem sobie nowe skarpetki. Nawet niedrogo, choć na drugą musiałem pożyczyć.
PIĄTEK - Razem z Ziutkiem jedziemy w delegację. Niestety, mój rower ma przebite koło, więc Ziutek bierze mnie na ramę. Po drodze zatrzymujemy się na nocleg. Spanie na świeżym powietrzu ma swoje dobre strony.
SOBOTA - Delegacja bardzo się udała. Wszyscyśmy się fajnie bawili. Najgorzej będę wspominał Izbę Wytrzeźwień.
NIEDZIELA - Rano okazało się, że ukradli nam służbowy rower. Do domu wracaliśmy więc na piechotę.
PONIEDZIAŁEK - Mamy nową pracownicę. Postanowiliśmy wymyślić jej jakąś ksywkę. Po 3 godzinach intensywnego myślenia już ją mieliśmy. Nazwaliśmy ją: Nowa.
WTOREK - Nowa dzisiaj nie przyszła. Podobno zrezygnowała z pracy. To wina Złotówy. Nie każdy wytrzyma na widok grubego faceta ubranego jedynie w banknot 10 złotowy.
ŚRODA - Bromba wróciła ze szpitala. Ale trafił tam Ziutek ze skomplikowanym złamaniem kości śródręcza. Upadła mu jakaś kartka i poprosił Brombę, żeby się odsunęła. Wtedy ona poszła mu na rękę.
CZWARTEK - Z okazji wdrażania u nas nowoczesnych technik pracy, kierownik kazał nam pisać na komputerach. Jako pierwsza komputer zapisała Bromba. Na moim też już brakuje miejsca.
PIĄTEK - Czyścimy komputery. Okazało się, że kierownikowi chodziło o coś innego. Za to teraz komputery w ogóle już nie działają. Może woda była za gorąca?
SOBOTA - Nareszcie łykent. Zbieramy ze Złotówą grzyby. Odchodzą razem z tynkiem. Na niedzielę zostanie nam już tylko przedpokój.
NIEDZIELA - Rano wpadł do nas sąsiad z góry. Do czasu wyremontowania sufitu będziemy mieszkać we trzech.
PONIEDZIAŁEK - Spóźniłem się do pracy. Wszystko przez te korki. Już mi się całkiem przetarły. Będę musiał sobie kupić jakieś inne buty (Ale drugi raz już nie kupię sandałów. W zimie.).
WTOREK - Zostałem właścicielem komórki. Ze Złotówą już nie dało się mieszkać.
ŚRODA - Zginął mój zszywacz. Nikt się nie chce przyznać. Ale ja podejrzewam Brombę. Ma nową sukienkę.
CZWARTEK - Pogodziłem się z żoną. Ziutka. Moja żąda rozwodu. Rozprawa jutro.
PIĄTEK - Siedzimy z żoną przed salą rozpraw. Nagle słychać, jak sędzia krzyczy do woźnego: powódkę! Idziemy do domu. Nie będzie nas sądził jakiś pijak.
SOBOTA - Byliśmy na imieninach u Bromby. Strasznie się wymalowała i wystroiła. Wyglądała jak pisanka. Złotówa tak jej powiedział. Wtedy ona zaproponowała, że ugotuje mu jajka. Złotówa jakoś dziwnie zbladł. Jajek w każdym bądź razie nie było. Była kura i Coca-Cola. Podobno po okazyjnej cenie. Import z Belgii.
NIEDZIELA - Jakoś dziwnie się czuję. Dowiedziałem się również, że Bromba jest w szpitalu. U Złotówy nikt nie odbiera. Pewnie pojechał na ryby.
PONIEDZIAŁEK - Ciągle kiepsko się czuję. Lekarz powiedział, że to zatrucie, więc dzisiaj siedzę w domu. Postanowiłem pooglądać sobie telewizję. Niestety, wieczorem już nie mogłem nic oglądać. Sąsiedzi zasunęli zasłony.
WTOREK - Jestem w pracy. Wszyscy już wyzdrowieli. Miło popatrzeć na znajome twarze. Żeby tylko tak Bromba wszystkiego nie zasłaniała.
ŚRODA - Zainstalowali u nas w pracy automat z Pepsi Colą. Albo mamy straszne szczęście albo ten automat jest popsuty. Wszyscy wrzucający monety zawsze coś wygrywają.
CZWARTEK - Ząb mnie strasznie rozbolał i w nagłym przypływie odwagi poszedłem do dentysty. Na fotelu po mojej odwadze już nie było śladu. Wyskoczyłem z fotela jak z procy. Dopiero po pokonaniu jakichś 5 km wyjąłem z zęba wiertło. Po jakimś czasie dogonił mnie dentysta. Samochodem. Znalazł mnie po szlaczku z części jego aparatury, jaki za sobą zostawiłem. Jej spłacanie zajmie chyba resztę życia. Moich dzieci i wnuków. Za to ząb już mnie nie boli.
PIĄTEK - Dla poprawienia wystroju biura Bromba przyniosła jakieś zielsko w... doniczkach. Złotówa jak to zobaczył, strasznie się ucieszył. Powiedział mi, że to marihuana i zaczął robić skręty. Fajny miał odlot - po tym jak to Bromba zobaczyła. Zresztą, to nie była wcale marihuana, tylko jakieś paprotki.
SOBOTA - Poszedłem z Brombą i Złotówą do kina.Bromba przyniosła wiadropopcornu. Ale cholera nie chciała się podzielić. Mieliśmy miejsca w pierwszym rzędzie. Po reklamach Złotówa zwymiotował, ja cały seans płakałem (choć to była komedia), a Bromba dostała zeza rozbieżnego.
NIEDZIELA - Pojechaliśmy ze Złotówą na ryby. Ale smażalnia była zamknięta. Pojechaliśmy więc do mieszkania Złotówy. Skończyło się jak zwykle: na śledzikach i wyborowej.
PONIEDZIAŁEK - Bromba powiedziała, że napiłaby się herbaty. Ja na to, że ja też. Niestety, herbaty nie ma już od dwóch tygodni.
WTOREK - Dzisiaj Złotówa zrobił wszystkim herbaty. Była jakaś dziwna, jakby ziołowa. Ciekawe, dlaczego paprotki Bromby nie mają już liści. Przecież to jeszcze nie jesień.
ŚRODA - Po pracy poszliśmy z Ziutkiem na mecz. Było extra. Piłkarze początkowo grali niemrawo, ale za to w drugiej połowie już bardzo szybko poruszali się po boisku. Za nimi zaś gromada kibiców. Padły też bramki. Obie. W ogóle atmosfera była bardzo gorąca. Za to cały czas schładzały nas policyjne sikawki. Mam z tego meczu dużo pamiątek: policyjny kask, pałki, tarcza z napisem POLICJA, skrawki munduru, siniak od ławki na plecach, wybite dwa przednie zęby, jakieś szaliki.
CZWARTEK - Nudy. Gdyby Złotówa niechcący nie podpalił biurka kierownika, dzień byłby na straty. Na kierowniku długo jeszcze utrzymywała się piana. Nie tylko ta z gaśnicy.
PIĄTEK - Ziutek przyszedł dzisiaj bardzo wesoły. Co prawda nie minęło jeszcze 48 godzin, ale go już wypuścili. Jutro nasza drużyna ma mecz wyjazdowy. Ziutek obiecał, że mi coś przywiezie.
SOBOTA - Dzisiaj pierwszy raz w życiu leciałem. Potrącił mnie samochód. Ciężarowy. Kierowca ciężarówki bardzo się wkurzył i zaczął mocno trząść drzewem na którym wylądowałem. Gdyby mu w międzyczasie nie ukradli wozu, kto wie jak by to się skończyło.
NIEDZIELA - Nareszcie zdjęli mnie z drzewa. Strażacy to super goście. Zabrali mnie na akcję. Nie wiem, dlaczego się śmiali. Przecież ten kot którego zdjęli z drzewa nie był wcale do mnie podobny.


Zezuleńku, jam tutejsza dziołcha, z najpiekniejszego miejsca na Ziemi. Jak ktoś nie wierzy niech sam oceni
http://www.lidzbarkwarminski.pl/odkryj/ … otu-ptaka/

Dobrej nocy, miłego dnia

wscieklyuklad - 2009-02-04 20:07:15

Egzegeci Księgi twierdzą, że wszystkie książki dążą do Autentyku. Żyją one tylko wypożyczonym życiem, które w momencie wzlotu wraca do swego starego źródła. Znaczy to, że książek ubywa, a Autentyk rośnie." Bruno Schulz "Sanatorium pod Klepsydrą".

Są w życiu każdego z nas  momenty, do których lubimy wracać. Wydarzenia, jakie głęboko zapadłszy w pamięci są nie tylko biernie wspominane, ale aktywnie analizowane, rozbierane na części, do atomu prawie, by dotrzeć do ich jądra...

Ileś tam dziesiąt lat wstecz, liczne wolne chwile spędzałem na krajkowskich Skałach Twardowskiego. Nie było jeszcze nowoczesnych arterii przecinających a i pomniejszjących miasto - miejsce to- wówczas peryferyjne i odludne-było dzikie dzikością Natury. Miejsce to, wapienne skały dobywane w kamieniołomie - było Autentyku bliskie. Asfaltowe ścieżki siekające połacie trawy , rabaty kwiatów, prowadziły ku krawędzi przepaści. Tam w dole - gdy tylko wychylić się nieco, utrwalono scenerię Baśni. Miniaturowe stylizowane zameczki, chatki - jakby żywcem z wieków dawnych wzięte, były trwałym  wspomnieniem po scenach uwiecznionych na taśmie filmowej.

Sanatorium pod Klepsydrą....
Film tak cudowny, że można go oglądać bez końca i wciąż od nowa. Aktorzy - ikony tamtych czasów. I Atmosfera, jakiej powtórzyć nikt już dziś w filmach nie potrafi. Opowieść o epoce, która do końca nie miała szansy nigdy się zdarzyć. Świat pełen harf, katarynek, cytr i harmonii, kanarków harceńskich, szpaków , szczygłów i wszelakiej maści ptaków gadających. Któż z nas nie tęskni za taką Menażerią, za pozytywki melodią, papugi skrzekiem ?
Oto  zdaje ci się w jednej chwili, że widzisz Pana Bosco z Mediolanu Magii mistrza bredzącego coś do przechodniów.. Kawałek dalej inszy  zachwala swą niezawodną metodę, jak stać się stanowczym i energicznym w decyzjach. Oto Magda Wang, kpiąca z męskiej nieprzejednaniości i zasad, dowodząca swych umiejętności łamania najsilniejszych choćby charakterów.

Czym jest Księga zatem ? Absolutem ? Józef określa ją po prostu mianem "Księgi" i żadnego innego nie używa miana. Bo są Księgi takie, jakich świetności i niepowtarzalności innymi słowy oddać nie sposób.

"W gruncie rzeczy istnieją tylko książki. Księga jest mitem, w który wierzymy w młodości, ale z biegiem lat przestaje się ją traktować poważnie." - to słowa ojca Józefa.
I gdyby nie to, że tenże nachylony nad ciałem Adeli ( niewykluczone , że o cebulowej woni ) - miast kontemplować jej zapach, zagłębił się w psychodeliczny świat fantazji, nie poznalibyśmy dalszego biegu wydarzeń. Przez ramię Adeli Józef dostrzega  jedną z kart owej tajemniczej Księgi - w której kolejne stronice zawijają teraz w jatce kawały mięsa. Na niej to widzi Annę Csillang,  o włosach sięgających ziemi. Dotknięta "słabym porostem", dzięki modłom doznała objawienia , które zmieniło jej życie. Sporządza specyfik czyniący z niej "apostołkę włochatości ". Ot modlów siła tajemna - a pożyteczna jakże, co łysy niejeden potwierdzić mógłby.
Dwutorowość czasu,  mającego niepoznane boczne odnogi . Cofnięcie czasu. Powrót do przeszłości z wszystkimi, typowymi jej możliwościami - coś o czym mógłby nam opowiedzieć tylko John Titor. Czas, który cofa do lat młodości, gdy było się zdrowym i pięknym.
Sen, który dając możliwość puszczenia czasu boczną odnogą, oszczędza energię życia. Tedy by zdrowie zachować, do pełni sił witalnych powrócić należy większość czasu poświęcić na spanie. Czyż nie atrakcyjna to propozycja, w czasach gdy każdy z nas tak zagonionym wielce ?
Czy też składany refraktor astronomiczny, w którym można dostrzec drugiego człowieka. Takiego co wciągnąć potrafi w bieg wydarzeń po drugiej stronie. Choć czas przestaje istnieć, biegnie odmiennym torem, Józef patrzy na świat oczami współczesnego człowieka. Dostrzega oto, że w Sanatorium nikt nie zajmuje się chorymi, nie dba o ich higienę, sytość. "Dalismy się nabrać na reklamę" stwierdza. "Działaliśmy zbyt pochopnie oddając tu umierającego ojca"
Zatem i czas cofnięty dalekim jest od doskonałosci ?
"Zużyty, znoszony przez ludzi czas, czas przetarty i dziurawy w wielu miejscach, przeźroczysty jak sito." - czy mamy zatem czego zazdrościć Johnowi ? Czy i On podobnych rozterek, analogicznych rozczarowań nie doznał czasem ?

Kiedy siadałem na skraju przepastnego urwiska, zdawało mi się, że oto tam w dole stąpa Józef. Że tam, u drzwi do maleńkiego domku z cerkiewnym hełmem na szczycie, powarkuje pies-bestia/introligator. Że widzę owłosioną, rozmodloną Annę, wyglądającą z refraktora.
Z dala dobiegał warkot siników olbrzymich Ziłów - wyładowanych po brzegi bryłami wapienia. Biały pył unosił się nad niewielkim wąwozem, srebrząc trawę. Tam w dole był czas zamknięty w bryłach scenografii. Tam było nieopisane piękno cofanej historii.
Stamtąd to nozdrzy moich dobiegał zapach cynamonu, ze Sklepów Brunona Schulza.....
Wyciągałem wówczas z chlebaka weki kawałek. Z plastrem Ementalera przekładanym czosnkową cebulą....

hrabina_bałkańska - 2009-02-04 20:11:05

Jak to miło widzieć, że życie małżeńskie nawet w tak niecodziennym stadle dobrze wpływa na człowieka ("Chiambetti Night" z monsignore Milingo w roli głównej jest na y-tubie). Signora Maria jak na damę przystało dzielnie broni dostojeństwa purpurata (nie będzie mi tu gamoń pupciuffff i biuścikuffff oglądał) i za całość i stałość ogniska domowego - jak widać na załączonym obrazku - jest zdolna walczyć publicznie i do upadłego (torebki Armaniego). Ciekawe co na to Papcio Razzi? O frapującej wypowiedzi abp Williamsona podobno nie wiedział, więc czy widząc pana Milingo w telewizorni szybciutko przełączył kanały.... ? Jak mało trzeba by instytucja papieska ucierpiała (zastanawiam się co w Watykanie bierze aktualnie górę - próżność czy pycha) i dobrze się stało, że pani Merkel pogadała sobie ze swym rodakiem jak... kiecka z kiecką bo efekt jest błyskawiczny. Oczywiście brawa dla Pani Kanclerz! Bo... żelazny kardynał okazał się.... szkoda gadać!
Nie wiem co dały przeprosiny Williamsona względem swego zwierzchnika, ale że powinien publicznie przeprosić cały Naród Zydowski i z dostojeństwem zdjąć suknię poświęcając się życiu w odosobnieniu to nie ulega wątpliwości. Te przeprosiny niestety już niczego nie zmienią ani w relacjach Watykan - Jerozolima ani nie zmniejszą bólu tych, którzy cudem uniknęli komór gazowych tracąc w nich swoich bliskich.
Nasz Papież chyba się... w grobie przewraca...

f.m. gosc - 2009-02-04 22:43:56

Mi piace pensare che quello che è accaduto oggi, sia una sorta di restituzione. Mi piace pensare che abbia voluto dare alla Cina quel che è della Cina. Parlo delle scarpe prodotte dal gigante asiatico, dove in fabbriche popolate da adolescenti sfruttati, viene prodotta la stragrande maggioranza di scarpe vendute poi dalle multinazionali del settore (guardate pure sull’etichetta delle vostre calzature). Questa volta, vittima della contestazione è stato il premier cinese Wen Jiabao. Durante una conferenza all’università di Cambridge, uno studente ha pensato bene di lanciare una sua scarpa al presidente, dimostrando una pessima mira ma uno spirito che merita ammirazione. Mentre veniva allontanato dalla sicurezza, ha urlato frasi contro l’amministrazione cinese del tipo “è uno scandalo…Come potete ascoltare le menzogne che racconta questo dittatore? Perché non lo contraddite?... Alzatevi e protestate!”. Di risposta, la platea, composta soprattutto da studenti cinesi, l’ha guardato uscire invitandolo a vergognarsi. Wen, imperturbabile, s’è quasi disinteressato della cosa, mettendo subito a tacere eventuali speculazioni su possibili crisi diplomatiche./b.a./

Sorellina - 2009-02-05 11:32:12

Cieszy mnie myśl, że to, co się dziś wydarzyło, można by potraktować, jako rodzaj zwrotu własności.
Cieszy mnie myśl, że oddano Chinom to, co chińskie. Mówię tu o butach produkowanych przez azjatyckiego giganta, gdzie w fabrykach, w których wykorzystuje się pracę tysięcy małoletnich, produkuje się olbrzymią większość butów, sprzedawanych potem przez międzynarodowe firmy obuwnicze ( przypatrzcie się uważnie etykietkom na swoich butach ). Tym razem "ofiarą" kontestacji był premier Chin, Wen Jiabao. Podczas  jego konferencji na Uniwersytecie w Cambridge, pewnemu studentowi przyszedł do glowy  dobry pomysł: rzucić
butem w premiera ! Nie wykazał się przy tym co prawda umiejętnością trafiania w cel, za to wykazał się godnym podziwu duchem. Wyprowadzany przez służbę bezpieczeństwa z sali, wznosił okrzyki skierowane przeciwko władzom chińskim, w stylu : " Jak możecie słuchać kłamstw, które opowiada wam ten dyktator ?! Dlaczego sie nie sprzeciwiacie ?... Wstańcie i protestujcie !" W odpowiedzi, obecna na sali publiczność,  w większości złożona ze studentów chińskich, krzyczała, że powinien się wstydzić. Premier Wen natomiast, niewzruszony, okazywał brak zainteresowania sprawą, by uciszyć ewentualne spekulacje na temat możliwego kryzysu politycznego.

hrabina balkanska - 2009-02-05 15:34:17

Szkoda, że Andresen nie żyje. Dziś napisałby kolejny bestseller - tym razem  p.t."Nowe szaty papieża"...

Sirio miły! Nie bulwersuje mnie fakt legalnego związku abp.Milingo u którego zdrowy rozsądek przeważa. Bulwersuje mnie fakt inercyjności i hipokryzji Watykanu. Nie wystarczy trąbić o moralności i takich tam, logika podpowiada, że by rządać od innych spełniania jakichś norm trzeba samemu świecić przykładem. A to ostatnie jakoś Watykanowi nie wychodzi. Mało! To co JPII budował cierpliwie przez lata swego pontyfikatu zostało zburzone w oka mgnieniu. W wielu krajach obserwowano w ostatnich latach stopniowe odsuwanie się wiernych od KK, teraz może to przyjąć postać lawiny. Chyba nie o to w tym wszystkim chodzi? Pozdrawiam Cię, Sirio.

Janku Guziku - a pamiętasz jak w powyborczym expose Hetmat Wielki Chemiczny odżegnywał się jak diabeł od święconej wody, że w żadne układy wchodził nie będzie, że najwyższy czas na laikackie rządy w Polsce? Obiecanki cacanki i  znów... pudło...

Hahahaha Umbri - to nie było pytanie, to była konkretna propozycja w konkretnej sytuacji dla konkretnych osób, które wyraźnie się nudziły.
Ma propozycja jest nadal aktualna szczególnie dla - chyba - nudzącej się "góry", której ostatnio obserwowane  zabawy w ciuciubabkę z naszymi postami mnie poniekąd bawiły ale to już przestaje być śmieszne. Dziwne praktyki blokowania Forumowiczów wydają mi się po prostu i naiwne i żenujące bo wysyłające  sens "forum" na głuchy tor. Praktyki z obcinaniem treści postów (obcięto mnie kawałek postu przedwczoraj, obcięto wczoraj F.M.) również niegodne są i niezgodne z ideą bezstronniczości moderacji tego miejsca. Post Staśka kilka dni temu znajdował się w spisie wątków forumowych ale na Misogino się nie ukazał. Dlaczego - pytać nie będę, niech to pozostanie słodką tajemnicą osób odpowiedzialnych za porządek tego miejsca, tylko boli fakt, że wiele obraźliwych słów przepuszcza się bez mrugnięcia okiem na forum, tyle debilnych postów wchodzi bez żadnych trudności, a post Staśka, który nigdy nikogo nie obraził na tych łamach i na dodatek ma ograniczony dostęp o komputera, uległ takiemu niesprawiedliwemu potraktowaniu. Nie mogę oszczędzić dzisiejszej krytyki praktyk osób odpowiedzialnych za forum bo zbyt wiele osób  zbyt długo odwiedza to miejsce by zbyt częste ostatnio manipulacje naszymi postami uważać za przypadek. Opisywałam Wam swoje ostatnie perypetie z posyłaniem postów na Misogino i będę to robić w przyszłości by nikt nie dziwił się gdzie podziewają się wysyłane posty jeśli nie ukazały się na Misogino. I tu proszę osoby odpowiedzialne za funkcjonowanie forum - dość tej ciuciubabki. Sprawowanie jakiejś władzy nie oznacza jej...  nadużywania!
An(n)uovo myślałam, że wiesz... Pisałam o tym niedawno i gdyby... Vostradamus czytał Misogino mniej "po łebkach" to nie byłby tak zdziwiony...
Pozdrawiam wszystkich i do miłego wieczorem bo obowiązki wzywają...

wscieklyuklad - 2009-02-07 10:00:53

Ranek nastał słoneczny. Ruch zwyczajny w Obozie - snują, się chodzą, łażą, biegają Mięśniom sprawności przydając, by w tej nie sflaczały Próżnicy. Marazm życiem przeplatany. Natury zamarcie, Czynu wypierane chęcią.
A kiedy na Pniaku jakim by przysiąść w Dal wzrok zatopiwszy, w Rozmyślaniu się pogrążyc można.
Widzisz wonczas Liśćmi osierocone Gałęzie. Kora ich, jakby grubsza, szczelniejsza, przed mrozem skuteczniej chroniąca. Życie co Mobilizacji uległo, by się przed Śmiercia niechybną obronić. Kikuty w Niebo bijące, Nieruchome, Martwe jakby . Ni na milimetr ku Chmurom się nie przybliżą. A przecie, gdyby Słuch mieć Absulutny, a Ucho do Witki przyłożyć, posłyszałbyś jak Soi płyną, jak Łyko oddycha.. Gdybyś Słabizną na Ziemi przysiadł, poczułbyś snadnie, jak Korzenie się wierc niecierpliwie, jak Glebę kotłuja, z Dżdżowniczkami się przebudzonemi Wadząc. Chmury leniwie w Górze się tocą, jakby Płatnerzy ziewanie ogarneło, Lenistwu sprzyjając. Jeśli jednak Południowy obrały kierunek, ni chybi do Ciepłych zawitaja krajów, a wtedy Dłońmi swemi Płanetniki przednie, ni Usta rozwarte zatykać będą, by w nie Zeusowy nie uderzył Piorun, ale Czoła spocone ocierać im przyjdzie.
Tak to Bezruch z Działaniem się mocuje. Tak to Marazm przez Entuzyazm wyparty. A wszystko uładzone, Chaosu wyzbyte, z Natury Prawami zgodne. A ów, kto wszystko to widzi dostrzec tak Nicość, jak i Głębie w stanie, Szarość, lub Barw Paletę napotka.
Siadam tedy na Pniu takim, a we wspomnieniach się Czasów Odległych, a tak Bliskich przecie się pogrążam.

"Pytasz o dziatki moje ? Cóż chorób u nich bez liku,a i czem nie za bardzo jest leczyć.
Kilkoro pomocy ultraprofessionalnej potrzebuje,bo choroby je trawią śmiertelne,tedy presto areoplanem uniosę się z nimi do Italli .Devo pausare per momento
Darfur to piekło na ziemi,byłam już z wolontariato dei "Medici senza fronteira" w Angoli,Libanie ,Iraku,ale ta część Sudanu jest nieporównywalna z  każdym miejscem wojen i nieszczęść, jakie widziałam i przeżyłam.Ti risparmo opisy ogromu spustoszenia,nędzy i cierpienia,band uzbrojonych często dzieci adestrati con le mitra.Nie czuję się na silach  uwierz mi,może kiedyś,zbyt świeże sa riccordi
Jedyny minus, to straszliwa biurokracja per rimpatrio dei bimbi, żadne nie miało najmniejszego dokumentu.
Zrobliśmy zbiorową listę nadając im imiona ,nie wszystkie potrafiły powiedzieć coś o sobie,zwłaszcza te najmniejsze.
Kiedy pomyślę o innych chorych i porzuconych dzieciach to łzy mi się bezwiednie cisną do oczu.... "

Osierocone, bezimienne, często okaleczone smiertelnie.... Głodne i spragnione.... Krwawiące.... Cześć tak chora, że na śmierci pograniczu.... Rany beznadziejne, które conajmniej do trwałego doprowadzą kalectwa, zatem do wieloletniego obciążenia budżetu - dla utrzymania Ich woli życia , pieniądze przecie niezbędne były i...są...
Może te najciężęj poszkodowane należało..... zostawić ? Może narażała życie dla absurdalenj Idei ?
Dziewięcioro nie dotarło do swojego Edenu. Część z tych, którzy przetrwali to trwali inwalidzi....

Selekcja.....

Gdy dziś utyskujemy nad papieskim skandalicznym "aktem łaski", gdy neguje się ludobójstwo - bez względu na chwilę jego zaistnienia, przysiadźmy  na chilę na jakiejś parkowej ławeczce, na Pniu Kniejańskim libo...
I pomyślmy, co by się stało, gdyby Ona myślała wówczas o selekcji...
I pomyślmy, co by się stało, gdyby Ona - równie jak te biedactwa przerażona, na podartych, zakrwawionych prześcieradełkach stawiała znak długopisem.

Znak ten znaczyłby : To zostaje.....

Sorellina - 2009-02-07 16:41:52

Titorze, dziękuję ! Czuję się zaszczycona i podniesiona na duchu. Przyrzekam, że cierpliwości mi nie zabraknie i - gdy zajdzie potrzeba -  pukać będę, aż... mi będzie otworzone ! Mam tylko nadzieję, że owe rzeczy martwe i "niemartwe", o których napisałeś, nie będą już naszego wątku swoją złośliwością tak szczególnie spośród innych wyróżniać...
Alutko, jasne jak słońce, że do naszego TWA ( w rozumieniu Alicii ) należysz i myślę, że bez Ciebie Misogino byłoby o jedną barwę mniej kolorowe :-)
Od Mireczki zaś już wiem, że Krzyś jest... tak samo cudowny w realu, jak w wirtualu. Mireczko, nie mogło być inaczej! Ja to samo mówiłam o F.M i Basieńce, a jutro na pewno powiem tak o Tobie, gdy już Cię realnie uściskam !
Wybaczcie mi, proszę, ten "kawałek " prywaty, ale przecież tu... sami swoi !
Umbri... nie wiem, czy powinnam o tym mówić, ale ponieważ sprawa, w której  wypowiadaliście się Ty i WU, dotyczy mnie (tak zresztą jak i Ciebie) osobiście, to parę słów na ten temat skreślę. Moja mama umierała w naszym domu, wiedziała, że wyroku nie da się odroczyć, ale też nie pragnęła go przyspieszać. Wiedziała, że mimo cierpień nie jest dla nas ciężarem. Wiedziała, że cieszymy się z każdego dnia z nią spędzonego, jak z daru bożego, jak z prezentu od losu, tak samo jak ona się tym cieszyła. Wiedziała, że musi odejść, ale do ostatniej chwili, pragnęła nam dawać siebie. Cała była miłością... Odeszła cicho, wiedząc, że tak było trzeba.
Co do eutanazji, powtórzę za Ojcem Hajto i Basią : nie wiem ! Tu chyba nie ma, nie powinno być, jednego, uniwersalnego rozwiązania. O tym powinien decydować sam umierający... tylko on. Szanuje się przecież, jak świętą, wolę zmarłego, szczególnie tę wyrażoną w testamencie. A zatem Testament Śmierci ?... Tak.
Spokojnego popołudnia, Misogino.

hrabina bałkańska - 2009-02-07 21:54:59

> > Puk, puk, upraszam się o otwarcie forumowych drzwi...
>
>
> Były,są i będą O T W A R T E dla każdego.Czasem tylko
> złośliwość rzeczy martwych i "niemartwych" staje na
> przeszkodzie.Ale jak mówią"pukajcie,a będzie wam
> otworzone" właśnie tutaj ,na Misogino,jak nigdzie więcej
> to powiedzenie się sprawdza.Wykazaliście się już wiele
> razy Nieziemską Cierpliwością i jak widać,było i będzie
> warto!

Witaj Titorze! Witaj Dobry Duszku Misogino! Piszesz o naszej Nieziemskiej Cierpliwości? Toż my jesteśmy Anioły! Co prawda niektórym różki sterczą pod zmierzwioną czupryną (np. mnie) i figle się trzymaja ale i anioły swoje  przyjemności też muszą mieć...
Alicia pięknie dziś określiła TWA - Towarzystwo Wspaniałych Amici. Wczorajsza szanowna "tak/nie" to wg mnie  niedobitek innego TWA, a mianowicie splajtowanego za czasów Reagana przewoźnika lotniczego Trans World Airlines, a który to niedobitek obecnie przeżywa swą reinkarnację w T(oruńskiej) W(ytwórni) A(rlekinów) im.T.Rydzyka.
Ja błagam różnych "taków" i naszą "tak" na pierwszym miejscu - pisz, pisz pisz! Ale myśl jednocześnie i... myśl, myśl, myśl gdy coś piszesz. Spontaniczność to przecudowna cecha ale nie zawsze jest dobrym doradcą - nie wynaleziono jeszcze okularów do... trzeźwego i obiektywnego czytania co napisane i pisania o przeczytanym. Jest też jeden... :

Feler

Zeby dzisiaj być ministrem
nie potrzeba być magistrem,
lecz tytuły to nie item
czy masz równo pod sufitem.........

Pointa:
Cóż, że masz Apisa głowę,
kiedy myśli... niegotowe...

To mała reminiscencja pewnego postu WU, w którym Dottore  cytuje Lichtenberga "Dowcipny człowiek zawdzięcza najczęściej więcej niż połowę swego pomysłu durniowi na którego trafi."...

* * *
Bardzo bardzo wczesnym rankiem dotarła do mnie smutna, aczkolwiek oficjalnie niepotwierdzona informacja o losie polskiego Inżyniera w Pakistanie. Jakby nie było sytuacja jest tragiczna i w związku z tym odprawiam osobisty apel do Rządu RP - w przypadku jeśli porwą mnie terroryści niechaj ten że w żadnym wypadku nie negocjuje mego uwolnienia bo sprawę... skopie! Podobny przypadek zdarzył się kilka lat temu z dwoma bułgarskimi obywatelami porwanym w Iraku, których egzekucje oprawcy nagrali na taśmę video i  poprzez Al Jazeerę puścili w obieg. Owczesny rząd bułgarski również "negocjował" i skończyło się to jak skończyło... Rodzinie i Bliskim mojego Rodaka składam wyrazy głębokiego współczucia i życzę by nadzieja Ich nie opuszczała...
Przed laty gdy medycyna była bezsilna w wielu przypadkach pewne przepisy nie były potrzebne. Dziś, gdy sztuczne podtrzymywanie życia nie jest specjalnym problemem od strony technicznej okazuje się, że brak odpowiednich przepisów. Smutna sprawa Eulany tego dowiodła...  Piętnuje się działalność dra "śmierć" - Jacka Kevorkiana, ale przecież on nie narzuca śmierci, a jedynie proponuje godne i humanitarne zejście na własne życzenie pacjenta. Eulana również mogłaby godnie umrzeć - niestety media wariują w tej sprawie, a politycy na cudzym grzbiecie próbują "zarobić" punkty. Przypadek Eulany to dowód jak bardzo medycyna idzie do przodu, ale  również i dowód braku synchronu polityków z istniejącą rzeczywistością. Po raz kolejny okazuje się, że oni żyją własnym życiem i w jakimś swoim wyimaginowanym świecie... Podobnie jak wielu tu piszących również uważam, że coś takiego jak Testament Smierci powinien uzyskać oficjalny status i tak jak np. w dokumencie tożsamości powinna figurować  zgoda (lub nie) na donorstwo w przypadku śmierci, tak i osobista wola eutanazji powinna tam być odnotowana. Oczywiście w odpowiednich przepisach powinien figurować również oficjalny odpowiedni zakaz dla mediów by te nie urządzały sobie sensacji z ludzkiego cierpienia. Casus Eulany jest tego dobitnym przykładem. Uważam, że w wielu dziedzinach życia politycy zabierają się do roboty  P O   fakcie dokonanym zamiast konstruować nowoczesne przepisy prewencyjne.
Być może wielu moje słowa się nie spodobają. Cóż - każdy ma prawo na swoje zdanie. Niestety jestem niereformowalna w pewnych przypadkach, ekskomuniki również się nie boję, wiele rzeczy sobie przemyślałam mając za sobą to i owo  i byłabym szczęśliwa gdyby dzisiejsze przepisy zezwoliły mi prawo wyboru. Wtedy bez zastanowienia obiema rękami podpisałabym zgodę na odłączenie mnie od aparatury po miesiącu. No, góra dwóch! Potrafię żyć pod wieloma względami  komfortowo i jednocześnie pod wieloma względami oszczędnie to dlaczego miałabym nie umrzeć w podobny sposób? Sztuczne życie rodzi tylko... sztuczne nadzieje. Ale... po co tak?

hrabina bałkańska - 2009-02-08 00:15:20

16 lutego będą Urodziny Cześka... Właśnie leciał w TVPolonia program ku Jego pamięci...
"Otarłam" się o Cześka  jako podfruwajka w latach licealnych mych szkół muzycznych w Trójmieście, w latach "egzotycznego"  studenctwa gdy to w wakacje wspólnie z byłymi kumplami szkolnymi biesiadowaliśmy przy świecach w gdańskim "Zaku", moi rówieśnicy nosili wtedy nagminnie "wąsobokobrody", albo jak kto woli "bokobrodoswąsy" by za niespełna kilka lat zamienić je na... zarost pewnego Noblisty... Wpadaliśmy do "Zaka" na Cześka, wpadaliśmy w Tatry by śladami kard.Wojtyły krążyć po zakamarkach Chochołowskiej albo wulkanizowanymi po tysiąckroć składakami pływać po przesmykach mazurskich jezior Jego śladami. Ech! Czas wspomnień młodości durnej i chmurnej, rumoru padających murów... czas prawdziwych idoli i ideałów, czas innych wartości, czas świętości,  czas wartości świętości i świętości wartości...
Gdzie dziewczyny i chłopaki z tamtych lat? Posiwiało, poszarzało... umarło... wyłysiało... Wielu z nich ciężar garbu  widzianego i przeżytego nosi i dziś z podniesionym i jasnym czołem, nie waha się tupnąć. Mimo, że dziś - jak pisze Suma Dartson - to czas żmij i tygrysów, czas... bydła... Nie ma świętości, nie ma wartości... Jeśli gdzieniegdzie ich koneserzy i wyznawcy znajdą przytułek, otrzymają etykietkę "TWA"... O tempora, o mores... Dokąd zmierzasz Swiecie? Dokąd zmierzasz... Człowieku?!
Mój serdeczny Przyjaciel spod krakowskich Baranów stworzył "Wieżę paradoksów":

WIEŻA PARADOKSÓW

Polityka straszy
A reklama nęci
Ostry bieg do kasy
Aż się w głowach kręci

Błyskają oczęta
Jak kropelki rtęci
Knajpa czy też cmentarz
Wszyscy wniebowzięci

Rzeźbiarz cwaniaczyna
Do sukcesu zmierza
Mógł rzeźbić Lenina
Może i papieża

Rośnie wesolutko
Paradoksów wieża
Diabeł stroszy futro
Anioł nie dowierza

Chłop trzeźwy inaczej
Na rowerze śmiga
W nocnej ciszy płacze
Kosooka strzyga

Już się po wsiach zbiera
Demonstracja–gigant
Koza dla premiera
Dla prymasa – figa

Nawrócony ubek
Broni świętych znaków
Oto mamy chlubę
Tysięcy rodaków

To nie żaden wygłup
Ani sen wariatów
Będą szukać Żydów
Wśród episkopatu

Czerwony brukowiec
Pluje gdzie popadnie
Trzeba chronić głowę
Bo a nuż dopadnie

Naród do rynsztoka
Garnie się przykładnie
Raz w tygodniu pokaz
Co nowego na dnie

Swojski troglodyta
Bredzi do kamery
Nie dostrzega pytań
Ale bywa szczery

Grozi że na wszystkich
Znajdą się papiery
Nie pierwszy to mistyk
Spod znaku afery

Nawiedzony gówniarz
Poprawia historię
Chciałby już się ubrać
W sławę oraz glorię

Warto zapamiętać
Kto wpada w euforię
Gdy się taki pęta
Głosząc swe teorie

Chudy inteligent
Zerka dookoła
Chciałby na Florydę
Albo na Samoa

Raz pójdzie do pubu
A raz do kościoła
Jak trafi na tabu
To się nie odwoła

Srogi pan minister
Każe łapać koty
Pragniesz zostać hyclem
Bierz się do roboty

Szczury robią salta
I inne przewroty
Taka ich egzalta –
cja wobec głupoty

Głupoto Głupoto
Coś ty za panienka
Że wszelkim miernotom
Wydajesz się piękna

Że co dzień z ochotą
Noszą cię na rękach
Głupoto Głupoto
Coś ty za panienka

(L.Wójtowicz, lato 99 r.)

Jednocześnie Anioł w osobie innego Barda krakowskiego modlił się:

"Świecie nasz -
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz -
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz -
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz -
Daj nam radość, której tak szukamy!
Świecie nasz -
Daj nam płomień, stal i dźwięk!
Świecie nasz -
Daj otworzyć wszystkie ciężkie bramy!
Świecie nasz -
Daj pokonać każdy lęk!
Świecie nasz -
Daj nam radość blasku i odmiany!
Świecie nasz -
Daj nam cień wysokich traw!
Świecie nasz -
Daj zagubić się wśród drzew poszumu!
Świecie nasz -
Daj nam ciszy czarny staw!
Świecie nasz -
Daj nam siłę krzyku, śpiewu, tłumu!
Świecie nasz -
Daj nam wiele jasnych dni!
Świecie nasz -
Daj nam w jasnym dniu oczekiwanie!
Świecie nasz -
Daj ugasić ogień zły!
Świecie nasz...

Świecie nasz, świecie nasz,
Chcę być z Tobą w zmowie,
Z blaskiem twym, siłą twą,
Co mi dasz - odpowiedz! "

???????????????????????????????????????????????????????????????? ....

Rzędy skrzyżowań... migotają światła blogiem
i jednym Bóg demonem, innym...  demon bogiem
odwieczne starcia -  mądrości z głupotą,
doza powinności z przekorną ochotą...
walczy z cnotą poróbstwo i bóg zakłamania
a zwycięża? gnuśny... demon zaniechania...
HB

Przed nami noc niepewności co do losu porwanego Rodaka... Przed nami noc podjętych decyzji - Eulana...
Dobranoc Swiecie, konstrukcjo Boska (...to też Leszek Wójtowicz)...
Dobranoc Misogino...

Alutka52 - 2009-02-08 07:36:50

W dniu Waszych urodzin,
w dniu Waszego święta
pewna osoba o Was pamięta.
Pamięta o Was i śle życzenia,
by się spełniły wszystkie,Wasze marzenia.

http://www.strykowski.net/fotografia_kwiaty_zdjecia/roza_10_mini.jpg  Dianie  http://www.strykowski.net/fotografia_kwiaty_zdjecia/Roza_-_zdjecie_rozy_-_zdjecia_roz_-_pomaranczowy_kolor_1545_mini.jpg   Klarze

wscieklyuklad - 2009-02-08 11:29:29

Kiedy dyskutujemy o prawie do godnej śmierci - także tej wynikającej z czegoś, co określamy mianem Testamentu Życia, zaczyna się pojawiać pewien terminologiczny zamęt. Przeplatają się zdania, w których rózny jest stopień "decydenctwa" - są bowiem przypadki, w których ktoś decyduje sam, oraz takie, gdy inni muszą zdecydować za np. nie w pełni świadomego.
Piszesz Principo : jak dlugo w takim wegetatywnym stanie ma zyc ofiara medycznych doswiadczen?
Zdanie to sugeruje, że "czynnikiem sprawczym" obecnego stanu zdrowia Eluany są lekarze. Kobieta doznała urazów prowadzących do niedowracalnych zmian narządowych - nikt z personelu medycznego nie spowodował tych spustoszeń. 17 -letnia - skuteczna opieka, nad pozbawionym świadomości i sztucznie utrzymywanym przy życiu ciałem jest - tak osobiście uważam - dowodem niebywałego wręcz profesjonalizmu opiekunów. Każdy z nas ma jakieś doświadczenie w opiece nad obłożnie przytomnym chorym. Wystarczy kilka dni, by na ciele zaczęły pojawiać się trudne do wygojenia odleżyny, będące nie tylko źródłem dodatkowych cierpień, ale i potencjalnym punktem wyjścia kolejnych infekcji - nierzadko o skutkach śmiertelnych. Niezależnie od przesłanek, skuteczność terapii w zakresie dostępnych możliwości i szans ch powodzenia budzi moje najwyższe uznanie i podziw. Bo wobec braku stosownych przepisów prawnych odnośnie zasad postępowania w podobnych przypadkach, lekarze i cały personel czynili to, co do nich faktycznie należało - podtrzymywali - choć sztucznie - życie drugiego człowieka. I nie dlatego ( bo to truizm ), że oto może za dzień / dwa / ileś tam, ktoś odkryje sposób umożliwiający pełne ozdrowienie w/w, ale dlatego, że każdy ma prawo do opieki ,lekarz zaś ma obowiązek jej świadczenia. Myślę, że niesprawiedliwe jest wplatanie do postu elementu ekonomicznego - poruszanie rozpaczy zakonnic i personelu z powodu obcięcia dotacji na opiekę w wysokości wielu milionów. Sądzę, że wycena świadczeń zdrowotnych ma swoje uzasadnienie ekonomiczne, i raczej należy wykluczyć możliwość "bogacenia się " szpitala dzięki  przewlekłej opiece nad  nieuleczalnie chorym ( gdyz koszty to faktycznie astronomiczne ). Powiem w tym miejscu, że dla wielu profesjonalizm opieki moze być zachętą do powierzania swych bliskich właśnie temu ośrodkowi pod opiekę.
I w końcu - meritum.
Eksperyment medyczny jest sam z definicji - czynem nieetycznym. Jeśli przypomnimy zachowanie lekarzy w obozach koncentracyjnych, gdzie tysiące celowo okaleczano, zarażano itd,itd, by na "żywym ciele" obserwować skutki tych przestępczych działań, to wówczas nazwanie zabiegów, których założeniem jest ratowanie - choćby nieskuteczne - życia, stawia je na przeciwstawnym biegunie tej definicji.
Pamiętamy niepokój jaki towarzyszył ostatnim chwilom życia Soni. Każdy z nas .... liczył na cud. Nie na jakieś zesłane ręką Boga cudowne ozdrowienie, ale taki rodzaj terapii, który odwróciłby proces umierania. Przeżywanie tego wydarzenia "na żywo" powodowało, że pod wpływem emocji, dopuścilibyśmy bodaj zastosowanie nie wypróbowanego potąd leku w myśl zasady "może się uda", może przyniesie efekt, może uratuje Jej życie. Czekaliśmy, że oto jakiś autorytet medyczny, najlepszy z najlepszych zjawi się w rzymskiej klinice, by podjąć próbę leczenia - niechby ekperymentalnego ( i takie też metody zastosowano -niestety bez efektu )
A zatem - pod wpływem emocji i niezbędności pośpiechu w terapii, by zdążyć - jesteśmy w stanie zaakceptować ów "eksperyment". Pomyślmy w tym miejscu, jak wyglądało by życie Soni, gdyby udało się Ją ocalić. Spustoszenia wielonarządowe,  pewnie kalectwo. Powrót do pracy - czy nawet aktywnego życia - wykluczony. Żywa zatem ?
Czy podanie szczepionki p/ko wściekliźnie pogryzionemu przez psa chłopcu było "eksperymentem" Pasteura ?
Czy było działaniem wbrew kolejom losu ? Czy było potępienia godne ? Dziś - w dobie laboratoriów oraz doświadczeń z udziałem zwierząt, minimalizujemy ryzyko "eksperymentu". Nigdy jednak nie ma pewności, czy wyniki uzyskane w trakcie obserwacji leczonych zwierząt przełożą się na podobne wyniki u ludzi. Pojawiają się więc badania kliniczne - nierzadko z udziałem w pełni świadomych ryzyka - ochotników, na których weryfikuje się efekty terapii.
Kończąc na temat Eulany przypomnę - jest istotą pozbawioną świadomości. Beznadziejnie i nieuleczalnie chorą, tak czy inaczej skazaną nie na macierzyństwo ( coraz bardziej niepokoję się umysłowym stanem Silvio ), ale na ostateczne odejście.

Cytujecie także wypowiedź Papieża odnośnie terapii podtrzymującej życie i ŚWIADOMĄ rezygnację z uporczywego przyjmowania leków. Nie wolno przy tym zapominać o zasadach pontyfikatu oraz obowiązkach wynikających z pełnionej funkcji. Inaczej wygląda umieranie "osoby prywatnej", inaczej zaś "publicznej".
Pontyfikat, to konieczność podejmowania niezwykle ważkich decyzji, do czego niezbędna jest sprawność intelektualna i fizyczna. Pamietamy wrażenia, jakie ogarniały nas w trakcie ostatnich audiencji, błogosławieństw. Póki był sprawny, "na chodzie" wielbili Go. Gdy powolutku słabł ( a miał w końcu ponad 80 lat ), wielu ogarniała narastająca irytacja. "Mógłby dać sobie spokój ", " mógłby ustąpić z urzędu" - te opinie mnożyły się w tempie geometrycznym. Tak łatwo nam odepchnąć kalekę.....

Dziś media biadolą nad mordem na polskim obywatelu. Politycy prześcigają sie w oskarżeniach. Hetman Polny Chemiczny : nie będziemy pertraktować z porywaczami. Nie ugniemy się przed terrorem.
A jeszcze kilkanaście dni  temu wszyscy wpadali w zachwyt : uwolniono okręt z polskimi oficerami na pokładzie. Piratom somalijskim zapłacono tyle to a tyle ( phi - grosze wobec wartości ładunku tankowca ). Kilka dni temu wszyscy bili brawo - uwolniono okret ukraiński Faina ( fajna też nazwa ) z kompletem tanków na pokładzie. Za jedyne 3 mln zł okupu.
Kto z nas wie ile osób liczyły załogi ? Kto z nas wie, co im groziło ? Porwani przez terrorystów i uwolnieni po wypłaceniu okupu za.... cargo.
Ot taki ekonomiczno/polityczno/terrorystyczny...... eksperyment.

f.m. gosc - 2009-02-08 13:51:03

"LETTERA DI BEPPINO ENGLARO "

Sono il tutore di Eluana Englaro, ma in questo momento parlo da padre
a padre, rivolgendomi al Presidente della Repubblica, Giorgio Napolitano,
ed al Presidente del Consiglio, Silvio Berlusconi, per invitare entrambi,
ed essi soli, a venire ad Udine per rendersi conto, di persona e
privatamente, delle condizioni effettive di mia figlia Eluana, su cui
si sono diffuse notizie lontane dalla realtà che rischiano di confondere
e deviare ogni commento e convincimento.
7 febbraio 2009

Il tutore e padre della Sig.ra Eluana Englaro, Beppino Englaro ""

"Il tristissimo Caso di Eulana"

Lo scontro col Quirinale sul caso Eluana, potrebbe segnare l’inizio del tramonto della stella di Berlusconi. Perché Berlusconi, col decreto sulla non sospensione dell’alimentazione alla ragazza in coma vegetativo da 17 anni, bocciato prima ancora che fosse varato dal presidente della Repubblica, e con la riproposizione dello stesso decreto in un disegno di legge che lunedì il Senato in seduta straordinaria, comincerà a discutere, ha gettato un guanto di sfida a vari soggetti.
Prima di tutti alla Presidenza della Repubblica che credo non abbia preso molto bene la minaccia del Cavaliere di Arcore di cambiare la Costituzione se è stata la Costituzione a ispirare il veto di Napolitano e ad impedire a lui di fare ciò che vuole.
Poi ha acuito ancora di più la frattura col presidente della Camera Fini (e tuttora leader indiscusso di An) che nei giorni scorsi aveva detto che sulla soluzione della vicenda Englaro aveva solo dubbi ed aveva intelligentemente affermato che l’unico arbitro della vicenda doveva essere il povero padre della povera ragazza.
Berlusconi è entrato ancora una volta in collisione con Fini: siamo certi che a marzo Alleanza Nazionale si annullerà nel tanto sospirato Pdl del Cavaliere? I dubbi aumentano giorno dopo giorno. Una clamorosa svolta nella tanto ipotizzata unificazione con Forza Italia potrebbe non essere un’ipotesi così peregrina.
Allora, Berlusconi in questo momento è contro Napolitano e contro Fini. Ma non solo. Perché per la prima volta da quando si è affacciato sulla scena politica è contro il comune sentire della gente, anche di quella che l’ha votato. La stragrande maggioranza della gente è sulla posizione di Fini: lasciare al padre di Eluana la decisione finale. Basta andare a guardare commenti e sondaggi nel web. Sono andato a leggere sondaggi e commenti di  Corriere della Repubblica,Il Messaggero.Una valanga di no contro il decreto (bocciato da Napolitano) e commenti al vetriolo contro Berlusconi e i suoi compagni di viaggio. Ho guardato anche Il Giornale.it: c’è solo la cronaca, non mi sono imbattuto in sondaggi e non ho trovato commenti della gente comune.
Insomma il Cavaliere col suo atteggiamento sulla vicenda Eluana si è inimicato un bel po’ di personaggi di spicco e di elettori. Ma allora la domanda è d’obbligo. Perché Berlusconi, così sensibile all’amicizia con tutti e soprattutto ai sondaggi, si è infilato in questo ginepraio? Perché il Premier è ostaggio: a livello politico è ostaggio della Lega e (in forma più blanda) dei colonnelli di An.
A livello etico (ma anche politico, considerando tutti i voti che gli può portare) è ostaggio del Vaticano. Che è in grande confusione dopo il caso del vescovo negazionista Williamson e forse trasmette confusione anche ai suoi punti di riferimento.
Ecco quali sono i problemi che potrebbero creare a Berlusconi un bel po’ di amarezze. E buon per il premier che il Pd in tutto è affaccendato (liti, divisioni, autocandidature per il premierato del partito) fuorché in quella che dovrebbe essere la sua vera missione: fare opposizione. Ma occhio Cavaliere, Di Pietro cresce, cresce, cresce. Giorno dopo giorno. Forse resistere a tanti oppositori (da Napolitano a Di Pietro) potrebbe essere un’impresa superiore anche alle sue forze...
f.m.
P.S.
Na prosbe nizej podpisanych zalaczam zyczenia dla Klary,do ktorych Ja i cala moja Rodzina sie dopisujemy.
Klaro,badz zawsze taka Kochana jaka Ciebie znamy.
"Con la speranza di farti una gradita sorpresa, auguriamo a te Klara, un felicissimo Compleanno, colmo di tanti dolci sorrisi.Un abbraccio da gaja&m.l."

wscieklyuklad - 2009-02-08 14:26:35

Poszukiwanie dobra... Tęsknota za sprawiedliwością.... Utopia, jakiej by sam Morus nie wymyślił, patrząc na współczesnych nam ludzi.
Czy głoszę jakieś tezy ? Inżynier Mamoń widzi - i słusznie - wątpliwości raczej, niż dogmaty.
Piszecie o cieciu wydatków zdrowotnych. Piszecie o ograniczeniu dostępu do nieskrępowanej pomocy lekarskiej cudzoziemcom, których przy okazji będzie mozna "relegować", powiększając tym samym budżet dla pozostałych.
Jeśli bowiem Rumunowi-mordercy, gwałcicielowi, który spowodował wypadek wymagający weryfikacji urazu metodą CT, lub okaleczył ofiarę przestępstwa w sposób wymagający drogij diagnsotyki i terapii, to eliminacja takiego zagrozenia i potencjalnych wydatków, uszczęśliwi pozostałych.
Jeśli wydali się Polkę-opiekunkę staruszki, to czy owa starowina otoczona zostaie ze strony państwa bardziej troskliwą opieką ? Polka - też jak pisaliście nierzadko staruszka, dorabiająca na saksach do głodowej emeryturki - też jest potencjalną pacjentką. Oburzając sie na "przemoc i znieczulicę" ze strony państwa, mówimy o tym otwarcie, gdy... nie dotyczy to nas samych. Albo gdy ociera sie to o nasze własne problemy. Jeśli ktos mi bliski zwiększy szansę na daną " usługę" to chętniej godzimy się z poświęceniem kogoś drugiego "dla wyższych celów ".
Pozostaje wciaż jednak pytanie "Kogo"?
Czy słowo "pacjent" wymyślono celowo ? Dlaczego akurat takiego okreslenia użyto ? Czy "cierpliwość" tyczy ma godnego chorowania, godzenia sie z losem w nadziei na rychłą poprawę ( lub uwzględniając słowo"cierpliwość niekoniecznie prędką)  ? A może w słowie tym jest sugestia, że diagnostyka i terapia  a więc efekt ostateczny w postaci sanacji, wymaga cierpliwości ?
Piszesz Rambo o pokonywaniu barier finansowych i czasowych. Wystarczy dysponować odpowiednią kwotą, by coś na co trzeba czekać latami otrzymać "od ręki".
Czy sadzisz, że tu jest inaczej ? Dziesiątki osób oczekujacych na konsultacje - też długie miesiące. Setki zapisanych na listach oczekujacych na bardziej "kosztochłonne" zabiegi i procedury ( mimo zadowolenia naszej Minister na Pograniczu histerii ). Oto tak prosta rzecz jak operacja zaćmy - choroby głównie osób starszych, zniedołężniałych, dla których dobry wzrok może oznaczać szansę na samodzielnosć. Czas oczekiwania na zabieg - ok. 2-3 lat. W Prywatnej Klinice ok. miesiaca. Koszt - 4000 zł ! W piątek wypisywałem skieroanie do takiej Kliniki. Starszy człowiek przyprowadzony przez żonę ( sam nie dałby rady z powodu nieostrości widzenia ) mówi : ograniczyliśmy.... ilość jedzenia, żeby odłożyć tę kwotę.....
Po nim zaś bezpośrednio "niuska", ktora żąda ( bo jakże inaczej ) skierowania na oznaczenie profilu cholesterolu ( oznaczanego 3 miesiące wstecz), bo... chce wiedzieć, co się w międzyczasie zmieniło. Próby blokady i tłumaczenia pełzną na niczym - wrzask, agresja, uzasadnienia w stylu : jakie koszty ? Przecież NIE WSZYSCY WYKONUJĄ TAKIE BADANIA ! Innymi słowy , skoro część jest na tyle głupia, że nie korzysta z PRAW, to ona może wpasować się ze swoim Prawem i nie naruszajac "całości" budżetu, jakim dysponujemy, zaspokoic swoje chore ( bo bezzasadne )pragnienia.
Nie zbudujemy Rambo Utopii w medycynie. Zawsze była i pozostanie potężna rzesza tych, ktorym się nie uda otrzymac pomocy na czas i w formie optymalnej. I nie o tym dziś tu dyskutujemy.
Nie powiedziałem, że oburza mnie decyzja odnośnie Eluany. Przedstawiłem zaś swój punkt widzenia oraz dylematy, jakie wiążą się z tą decyzją.
Od teorii do praktyki droga daleka. A drogą tą kroczą ci, ktorzy muszą wykonać decyzję. Czy myślisz, że są bezwolnymi i bezmyślnymi maszynami ?

Sorellina - 2009-02-08 16:40:12

LIST BEPPINO ENGLARO"

Jestem opiekunem Eluany Englaro, ale w tym momencie mówię jak ojciec do ojca, zwracając się do Prezydenta Republiki, Giorgio Napolitano i do Przewodniczącego rady Ministrów, Silvio Berlusconi. Pragnę zaprosić obu Panów do Udine, by mogli się Panowie osobiście i naocznie przekonać, w jakim stanie znajduje się moja córka, Eluana, o której rozpowszechniane są dalekie od prawdy informacje, które mogą stać się podstawą mylnych komentarzy i błędnych wyobrażeń.
7 lutego 2009

Opiekun i ojciec pani Eluany Englaro, Beppino Englaro.

"Smutny Przypadek Eulany"

Starcie z Kwirynałem może oznaczać początek schyłku gwiazdy Berlusconiego. Berlusconi bowiem, dekretem o niezaprzestawaniu sztucznego odżywiania  dziewczyny będącej w stanie śpiączki wegetatywnej od 17 lat, odrzuconym przez Prezydenta, zanim jeszcze został ogłoszony, oraz ponownym przedłożeniem tegoż dekretu w projekcie ustawy, jaką Senat ma rozpatrzyć na specjalnym posiedzeniu w najbliższy poniedziałek, rzucił wyzwanie wielu podmiotom.
Przede wszystkim Prezydentowi republiki, który, jak sądzę, nie przyjął zbyt dobrze grożby Kawalera Arcore, dokonania zmiany Konstytucji, ponieważ to artykuły Konstytucji stanęły u podstaw prezydenckiego veta i przeszkodziły w przeprowadzeniu jego woli.
Następnie pogłębił jeszcze pęknięcie miedzy sobą a Przewodniczącym Izby parlamentu (zarazem bezdyskusyjnym liderem Armii), który kilka dni temu powiedział, że w sprawie Englaro ma wyłącznie wątpliwości i inteligentnie stwiedził, że jedynym arbitrem w sprawie powinien być ojciec tej biednej dziewczyny.
Tak więc w tym momencie, Berlusconi stanął przeciwko Napolitano i przeciwko Fini. Ale nie tylko. Ponieważ, jak tylko pojawił się na scenie politycznej, wystąpił przeciwko powszechnemu odczuciu obywateli, również tych, którzy na niego głosowali.
Przytłaczająca większość ludzi stoi po stronie Fini: Ostateczną decyzję należy pozostawić ojcu Eluany. Wystarczy zobaczyć komentarze i sondaże internetowe. Przeczytałem sondaże o komentarze w Corrirere dlella Repubblica i w Il Messagero. Lawina sprzeciwów wobec dekretu (odrzuconemu także przez Napolitano) oraz żrących komentarzy skierowanych przeciw Berlusconiemu i jego poplecznikom.  Zajrzałem też do Il Giornale.it: Tylko wiadomości, nie natknąłem się na sondaże i nie znalazłem komentarzy zwykłych ludzi.
Krótko mówiąc Kawaler Berlusconi swoim zachowaniem narobił sobie wielu wrogów wśrod ważnych osobistości i zwykłych wyborców. Trzeba tu postawić pytanie: Dlaczego Berlusconi, któremu tak zależy na przyjażni ze wszystkimi i który wielką wagę przywiązuje do sondaży, wplątał się w takie kłopoty? Otóż Premier jest zakładnikiem: Na poziomie politycznym - zakładnikiem Legi* i (w łagodniejszej formie) pułkowników Armii Narodowej.
Na poziomie etycznym (ale także politycznym, biorąc pod uwagę wszystkie głosy, jakich może mu to przysporzyć) jest zakładnikiem Watykanu, który po sprawie biskupa negacjonisty, Williamsona, znalazł się w bardzo niezręcznej sytuacji zamętu, i być może zamęt ten zachwieje także zasadami, jakimi się dotąd kierował.
Oto problemy, jakie mogą stać się dla Berlusconiego żródłem goryczy. Nieżle, jak dla Premiera, który w Pd (Partia demokratyczna, dopisek mój) zajmuje się wszystkim (spory, podziały, autokandydatury na stanowisko przewodniczącego partii) oprócz tego, co powinno być jego prawdziwą misją: zwalczanie opozycji. Ale miej się na baczności, Kawalerze, Di Pietro rośnie w siłę. Dzień po dniu. Może się okazać, że walka z tyloma przeciwnikami (począwszy od Napolitano, na Di Pietro skończywszy) przekracza nawet pańskie siły...

P.S.
Na prośbę niżej podpisanych załączam życzenia dla Klary, do których Ja i cała moja Rodzina się dopisujemy. Klaro, bądż zawsze taka Kochana jaką Ciebie znamy.
"W nadziei, że sprawi Ci to miłą niespodziankę, składamy Ci, Klaro najlepsze życzenia urodzinowe, samego szczęścia i ślemy Ci moc uśmiechów. Uściski od Gai i M.l.

f.m. gosc - 2009-02-08 18:04:29

Dziekuje Siostrzyczko za tlumaczenie.
Na"podwieczorek" zamieszczam "watpliwosci Katolika"czyli moje...
Dubbi di un cattolico
Mi sbaglio o Gesù, sul punto di morire disse: "Padre, perdona loro perché non sanno quello che fanno!"
Quindi, pur non avendo nessuna certezza riguardo l'affare Englaro, mi chiedo come mai i cattolici, presunti tali e prelati, invece che sussurrare le loro convinzioni pensando che la Verità la conosce solo il Signore, (anzi: la Verità è il Signore, credo mi sia stato insegnato), stanno massacrando la famiglia Englaro senza avere la benché minima idea di quanto sia accaduto ed accade a quelle povere persone.
Oggi,un sacerdote della chiesa dove andavo a messa, è arrivato a dire che: "Durante il trasporto da Lecco a Udine, la povera Eluana non ha fatto altro che tossire facendo cambiare idea a chi credeva fosse morta..."
Ma siamo sicuri che essere cattolici implichi l'accettare a testa bassa tutto quanto ci viene detto dalle gerarchie ecclesiastiche che, comunque, sono formate da uomini che, come tali, possono sbagliare?
Davvero la libertà di pensiero non è compresa?
Non ho idea della teologia e non credo neanche di essere un buon cattolico, (purtroppo), però ricordo bene che l'insegnamento più grande di Gesù resta sempre il: "amatevi l'un l'altro come io ho amato voi" e, se non erro: "perdona il tuo nemico".
Cosa ha a che fare tutto il can can moralistico con questi insegnamenti?
Personalmente accetterò insegnamenti e consigli su cosa sia meglio riguardo alla povera Eluana, solo da chi ha un'esperienza simile alle spalle, e non da chi crede che il risveglio da un coma di pochi giorni o mesi siano la stessa cosa, (pare che molti politici siano stati toccati da queste tragedie...almeno in questi giorni).
Purtroppo sono sempre più infastidito dalle urla di chi crede di avere il monopolio della Verità.

chiara - 2009-02-08 18:34:00

Skoro inaczej się nie da,przesyłam podziękowania tą drogą:
F.M.,grazie mille!
Gaju,M.L.,saluti molto affettuoso!
I czekam cierpliwie na tłumaczenie postu F.M.

Sorellina - 2009-02-08 23:47:13

Tłumaczenie postu F.M.

Wątpliwości katolika
Może się mylę, ale Jezus umierając chyba powiedział : "Ojcze, wybacz im bo nie wiedzą,co czynią! "
Zatem, zastanawiam się, jak katolicy, świeccy i prałaci, bez żadnej pewności w sprawie Englaro, mogą  zamiast nieśmiało tylko wyrażać swoje przypuszczenia, jako że prawdę zna tylko Bóg ( więcej ! Bóg  j e s t  Prawdą, tak mnie przynajmniej uczono ), masakrują rodzinę Englaro, nie mając  najmniejszego pojęcia, co właściwie spotkało tych biednych ludzi.
Dziś, pewien ksiądz z kościoła, do którego chodziłem na mszę, raczył powiedzieć : " Podczas transportu z Lecco do Udine, biedna Eluana cały czas kaszlała, co spowodowało, że ci, którzy uważali, że nie żyje, zmienili zdanie..."
Czy rzeczywiście, że fakt bycia katolikiem implikuje  konieczność słuchania ze spuszczoną głową wszystkiego, co mówią kościelni hierarchowie, którzy przecież też są ludżmi i jako tacy, mogą się mylić ?
Czy naprawdę wolność myślenia nie  wchodzi w ogóle w rachubę ?
Nie mam pojęcia o teologii i nie sądzę nawet, żebym był dobrym katolikiem, (niestety), jednak dobrze pamiętam najważniejsze nauki  Jezusa: "miłujcie się wzajemnie tak, jak ja was umiłowałem" oraz, jeśli się nie mylę :" wybaczajcie nieprzyjaciołom swoim ".
Co wspólnego z tymi naukami ma ten kankan moralistów, którego  jesteśmy świadkami ?
Osobiście gotów jestem przyjąć wszystkie pouczenia i rady na temat tego, co byłoby lepsze dla biednej Eluany tylko od tych, którzy mają za sobą podobne doświadczenia, ale nie od tych, którzy uważają, że przebudzenie z kilkudniowej  czy kilumiesięcznej śpiączki jest tym samym, ( zdawać by się mogło że wielu polityków dotknęła taka sama tragedia... przynajmniej ostatnio ).
Niestety, coraz bardziej mnie drażnią krzyki tych, którzy myślą, że posiadają monopol na Prawdę.

wscieklyuklad - 2009-02-10 10:50:30

Ileż ofiar w 2 tysiącletniej historii. Ileż niewinnie pomordowanych, iluż odsądzonych od czci i wiary. Męczonych, torturowanych, "egzorcyzmowanych" z powodu "owładnięcia szatanem", dręczonych, palonych.
Morze bólu, oceany łez i przelanej krwi niewinnej. Tysiące zakazanych, palonych ksiąg - bo niezgodne z Doktryną. Tysiace potępionych odkryć, bo niezgdone z Naturą. Po wiekach - sporadyczne i jakże nieśmiałe, wstydliwe jakby cichutenkim głosem wypowiedziane "przepraszamy". Rehabilitacja niegdyś ekskomunikowanych. Przwyrócenie na łono Kościoła zadręczonych, bo po latach trzeba jednak przyznać im rację....
W sobotni wieczór w kościelnym kąiku prasowym znajduję styczniowy numer Naszego Dziennika, krzyczący : "Borusewicz poucza Ojca Świętego" ( komentarz do słów w/w : uważam, że Benedykt XVI popełnia błąd za błędem). Znajdujemy tam wypowiedź pewnego księdza-profesora wykładowcy uniwersytetów Stefana Wyszyńskiego oraz toruńskiego ..... M.Kopernika nomen omen.
Ów "luminarz" polskiej nauki mówi : Jeżeli marszałek deklaruje się, jako człowiek, który przynależy do Kościoła Katolickiego, to powinien wiedzieć, iz powinnością wierzących jest wsłuchiwanie się w głos Kościoła, w głos Magisterium Kościoła. Papież jest najwyższym autorytetem i to nauczanie jest wyrażone zarówno w słowach, jak i w GESTACH ( podkreślenie moje ) - a więc niekomentowalne."
Tyle "uczony"......
A więc nie tylko ze słów , ale i GESTÓW mamy czerpać Jedyną Wiedzę i mądrość, które jako aksjomat nie podlegają komentarzom, że o krytyce nie wspomnę.
Zatem, jeśli Papież - przeziębiony - kichnie i sięgnie po chusteczk, wolno nam jedynie doznać mistycznej ekstazy, ale już nie powinniśmy bodaj przez moment ulegać współczuciu, trosce, a już broń Boże zakrzyknać " na zdrowie !" - gdyż takie zachowanie jest analizą i komentarzem a więc czymś - wedle "psora" niedopuszczalnym.
Zachęcam tedy naszych włoskich głównie komentatorów sprawozdań z audiencji do dzielenia się, któryż to GEST wywarł na nich największe wrażenie, z jakiego to ruchu dłoni, grymasu twarzy, stąpnięcia Świętej Stopy zaczerpnęli najwięcej.
Co jakiś czas spotykamy się z relacją opisującą "chrześcijańskie" i pełne miłosierdzia oraz miłości bliźniego zachowania przedstawicieli Najwyższego Autorytetu w terenie. I nie chodzi mi w tym momencie o pedofilię.
Skupmy sie tylko na próbach chrzczenia dzieci z rodzin niepełnych, rozwiedzionych lub żyjacych w konkubinacie.
Czy odmowa chrztu - jako sakramentu-warunku zbawienia, człowiekowi jest aktem ..... eutanazji, w pełni zdrowej, zatem zdolnej do podejmowania świadomej decyzji osoby ? A jak to jest ze spowiedzią, komunią, bierzmoaniem osób niesprawnych emocjonalnie bodaj z powodu mózgowego porazenia dziecięcego ?
Zatem kalectwo - nie o chrakterze śmiertelnym prowadzące do odmowy aktywnego uczestnictwa w życiu Kościoła ?
Zatem Słowa i Gesty Najwyższego Kardynała tycząc wszystkich, nie są odniesieniem do pokrzywdzonych przez los, choc od śmierci fizycznej dalekich ?
Odchodzenie godne.... 7 minut stopniowego odłączania od aparatury. Dziesiątki lat żyia poza "łonem" Kościoła tyh wszystkich, którym odmówiono Praw Boskich.
Czy jest jeszcze wogóle o czym dyskutować ?

Słów jeszcze kilka nim ku lazaretom się kolejnym oddalę.

Cierpliwość......
To własnie coś czego nam często zbywa. Ojciec Eluany - sam nieuleczalnie chory, a więc cierpiacy podwójnie, spędzał przy Jej łóżku 17 lat. Lat monotonnych, gdzie jeden dzień był do drugiego podobny ... beznadzieją.
Nie wiemy ile w Jego myślach było radości z życia a ile wewnętrznej modlitwy o odejście najbliższego człowieka. Nie wiemy, czy o eutanazji myślał od pierwszego dnia, czy dopiero gdy sam starzejący się i niedołężniejący przestał dawać radę.
Trwał w beznadziei 17 lat.. Nas gniewa tych kilka - jak mówimy zmarnowanych godzin przy komputerze.
Zapisujcie w Wordzie i ślijcie - na zmęczenie człowieka-maszyny. Pokażcie twardość i upór.
Ludzie - maszyny też wypowiadają jakieś słowa. Też wykonują gesty - może i środkowym palcem dłoni.
Nie czujmy się męczennikami. Nie uwazajmy się za sekowanych. Pomyślmy, jak wiele dobra - książek, osiągnięć ludzkiej myśli i tworów zmarnowano w oparciu o Dogmat. Jak wiele z nich nigdy nie zostało przeczytanych. Jak wiele nigdy nie skonstruowano, bo w coś  by tm godziły.
Cierpliwość - oto odpowiedź na zatwardziałe narzucanie obcych słów i gestów.... nazwijmy ich Papieżami Misogino.

klara - 2009-02-10 11:52:08

Wczoraj trzy razy usiłowałam dostać się na Misogino,dziś też trzy razy,wszedł jeden post.Nie mam cierpliwości ani zacięcia.Doskakuję do laptopa w przerwach między zajęciami i gdy po pewnym czasie zauważam,że mój post się nie ukazał,stwierdzam:pies ich drapał.
Czytałam ten artykuł o Borusewiczu i księdzu profesorze Chrostowskim[?].Mnie to nie dziwi,bo też niczego innego się po tych panach z Kościoła nie spodziewam.Uważam się za bezwyznaniowca,a jeżeli już potrzebowałabym wspólnoty,wybrałabym protestantyzm,np.luteranizm "według Pilcha".Jestem przy tym wiernym czytelnikiem Tygodnika Powszechnego,ale nie ma w tym chyba nic dziwnego.Czytałam ostatnio o stowarzyszeniu ateistów i agnostyków działającym między innymi w Krakowie.Na Kanonicznej,bo podobno nie sposób w centrum Krakowa znaleźć laicką nazwę ulicy.Przyznają,że mimo krakowskiego konserwatyzmu,dobrze się tutaj czują,dzięki temu,że przeważa katolicyzm otwarty na dyskusję,w stylu TP.Jeden z członków stowarzyszenia opowiada,że kiedy wyczuwa,iż ktoś zaczyna go nawracać,mówi,że jest Żydem i wtedy następuje pełne szacunku milczenie.

rendrab - 2009-02-10 12:48:49

Witam czytają post Wściekłego nie można przejść obojętnie .Cierpliwości nam potrzeba ale jak długo można być cierpliwym gdy człowiek walczy o każdy krok o każdy oddech ten to zrozumie kto to przeżywa ja walczę znowu ale nie wiem po co dla kogo nie nic nie ma sensu lepiej usnąć i mieć już to z głowy .Walka moja może już ostatnie brak sił i woli do życia.Pozdrawiam wszystkich .

Basia - 2009-02-10 13:41:39

O matko, Klaro, ja rozumiem,ze Kraków to dla Ciebie dyjabeł, ktory Ci Dziecię chce zagarnąć, ale co winne Ci są krakowskie ulice? Najpierw Rękawkę zmieniłas w "ręczniczek" a teraz Kanoniczą w Kanoniczną. Widzę,że "przeleciałaś" okiem po artykule w "Polityce", ale tam stoi jak wół "Kanonicza" (cyt." Krakowscy ateiści spotykają się w piwnicach kawiarni przy Kanoniczej; w centrum raczej trudno znaleźć ulicę o świeckiej nazwie - śmieją się").
Podrzucam:http://pl.wikipedia.org/wiki/Ulica_Kanonicza_w_Krakowie.
Fakt,że na Kanoniczej 7, w "Domu pod Trzema Koronami", konkretnie zas w kawiarence "U literatów" spotykają się "Racjonaliści". Kawiarenka, owszem,miła (kawa, gdy byłam ostatnio - paskudna). "U literatów", bo w tej kamienicy ma siedzibę Stowarzyszenie Pisarzy Polskich.
Jesli chodzi o część drugą cytowanego zdania, to odsyłam do planu Krakowa. Na Starym Mieście, czyli w obrębie Plant, nazwy ulic mniej więcej rozkładają sie po połowie. Ja rozumiem,że zdanie o nazwach krakowskich ulic w wyżej wymienionym artykule z "Polityki" (Joanna Podgórska "Idą rybki") padło z ust przybyłych do Krakowa racjonalistów z Olsztyna i Warszawy, ale...
Konkretnie:
Kanonicza prowadzi od Senackiej i dochodzi do Podzamcza (po drugiej stronie znajduje się wejście na Wzgórze Wawelskie). Od wschodu równoległą jest Grodzka, od zachodu Floriana Straszewskiego. Między Kanoniczą a Straszewskiego znajdują się (na miejscu wyburzonych murów obronnych) Planty. Którędy w takim razie czlonkowie owego stowarzyszenia (skoro im trudno znaleźć ulicę o świeckiej nazwie)dochodzą do Kanoniczej? Bóg raczy wiedzieć.

Niestety na www.norc.pl nie ma obfotografowanej Kanoniczej, gdyż uliczka ta (jedna z najbardziej malowniczych w Krakowie) zamknięta jest dla ruchu samochodowego. "Zapuszczając żurawia" od strony Podzamcza widać jej fragment i tabliczke z nazwa ulicy - takoż.

Basia - 2009-02-10 13:58:54

Dodam: siedziba "Tygodnika Powszechego" znajduje się na Wiślnej, prawie na rogu Plant, idąc od Zwierzynieckiej. Mijając "Tygodnik" skręcasz w pierwszą w lewo w Gołębią i dochodzisz do Jagiellońskiej. Wówczas po lewej widzisz na przeciwległym rogu tyły Collegium Novum a po prawej Collegium Minus, gdzie mieści się Instytut Archeologii UJ. Te uliczki też są zamkniete dla ruchu, więc na www.norc.pl możesz tylko kuknąć z rogu Gołębiej i Wiślnej. Troszkę to przybliża skalę wielkosci krakowskich uliczek.

wscieklyuklad - 2009-02-10 20:06:12

Przywykliśmy do oceny świata poprzez pryzmat własnych doświadczeń i zachowań. Forum, które tworzy się przecie w określonym celu - by zacieśnic więzi sympatii, uaktywnić siły z posiadania których nie zdawaliśmy sobie może sprawy, pobudzić w końcu do refleksji a niejednego - do czynu. I nie ma tu znaczenia, gdy treść wątku zbacza na inne "tory czasowe" ( czytaj : treściowe ). Bo przecież kiedy spotykamy znajomego na ulicy, zachodzimy w odwiedziny do znajomych/przyjaciół/ rodziny wreszcie, nie wałkujemy jedynie okreslonego problemu - do znudzenia i odruchu nudności. Zdanie rodzi zdanie, myśl, rodzi myśl. W krótkim czasie jesteśmy w stanie wymienić poglądy na wiele tematów. Grunt, by aktualnie znajdujący się "na tapecie" znalazł jakikolwiek oddźwięk.
Oczywiście nasze internetowe spotkania nie są idealną formą kontaktu. Inaczej wymienia się opinie patrząc komuś w oczy, analizując gesty ( a tak ! ), a odmiennie, gdy dzieli nas kwarcowy ekran, który wyświetli lub nie czyjąś myśl.
Ileż już razy utyskiwaliśmy nad "przepuszczalnością" serwera. Pocieszamy się nieustannie nadzieją, że to tylko daleka od doskonałości technika, a nie złośliwość innego typu, jest przyczyną problemów jakie coraz częściej i coraz dotkliwiej nas tyczą.
A jeśli to nie technika ? Jeśli to - wynikająca właśnie  z własnych doświadczeń, uprzedzeń, sympatii i antypatii "polityka" ? Mówiąc o "bezpartyjności" czy "neutralności światopoglądowej " choćby sędziów, czujemy na dnie duszy, że zwroty te ukuto po to, by utwierdzić nas w przekonaniu, ze ktoś oto nie kierując się jakimś wewnętrznym imperatywem , ale - w tym przypadku - prawem działa sprawiedliwie, nie podejmuje omylnych decyzji.
Piszesz Hrabino o zysku czerpanym z wykonywanej roli motorniczego. Niewiele wiem na temat zasad, na jakich opiera się dozór treści. Trudno mi sobie wyobrazić, by finansowa strona grała tu rolę.
Oczywiście - jak kazdy z nas - opłacany pracownik może byc mistrzem, terminatorem, lub jedynie partaczem, ktory przypadkowo zabłąkał się w dane miejsce, bez szansy na osiagnięcie prawdziwego certyfikatu jakości.
Czytając dzisiejszy, wstrząsający post Reni zadaję sobie pytanie, co by było, ( choć i wtedy nieobce nam były problemy ze skutecznością pisania ), gdyby kilkanascie miesięcy temu, ktoś uciął zdania wirtualnie wypowiedziane przez Sonieczkę do Michaliny. Czy ta ostatnia znalazłaby swój cel życiowy, pokonała chorobę, poświęciła życie innym, jeszcze bardziej niż Ona nieszczęśliwym. Czy gdyby nie poznała wydarzeń z tych kilku dni życia zupełnie obcego sobie człowieka, stanęłaby na własnych nogach, czy też - dotknięta postępującą niemocą, słuchała z mieszanymi uczuciami awantury wokół odejścia Eluany, próbując sobie wyobrazić kolejne - niepewne - tygodnie i lata, swoje własne uzależnienie od innych, swoją bezsiłę i cierpienie, ktoremu nikt nie jest w stanie ulżyć, nawet gdy jest o wyciągnięcie ręki.
A myśląc o tym, pojmuję, jak wielkim darem jest międzyludzka  komunikacja. Jak niepojęta energia może tkwić w słowach. Jak - przykładem, własnym doświadczeniem, także i tym smutnym, możemy zmienić życie drugiego - często zrozpaczonego człowieka.
Dziś tak wielu usiłuje pokazać sylwetkę Ojca Eluany w aureoli mordercy, osoby wyzbytej uczuć wyższych.  Jego córka - dotknięta "śmiercią za życia" nie percepujaca swiadomie świata, cierpiała tym samym mniej. Nie miała bowiem żadnej innej alternatywy. Nie analizowała zjawisk z otoczenia, aparatura podtrzymywała podstawowe funkcje życiowe. Tymczasem ten nieszczęsny człowiek, dzień w dzień gdy tylko rankiem otwierał oczy, kierował swoje kroki ku Niej właśnie. On rozumiał, On percepował, On analizował. Był, jak każdy z nas, kto pragnie podzielić się czastka własnego życia tu  na forum naszym, choćby cząstką z pozoru mało istotną, wręcz błahą. Cóż wiemy o słowach jakie dane Mu było słyszeć ? Czy ktoś wyciągnął ku Niemu pomocną dłoń ? Czy starał się dzielić Jego rozpacz ?
A cóż powiedzielibyśmy, gdyby okazało się, że pozostawiono go samemu sobie. Że - widząc tragizm i beznadziejnosć sytuacji - wszyscy z czasem przywykli, że od poniedziałku do poniedziałku coraz to bardziej przygarbiony mężczyzna otwiera drzwi, i powolutku zbliża się do łóżka umierającej córki, by na moment pochwycić dłoń, która nie odwzajemni uścisku.
Oto jak widzę rolę moderatora Hrabinio Droga..... To ktoś jak Ojciec Eluany. Oddano mu do dyspozycji tysiące może "dusz". Rząd o jakim marzyli romantyczni poeci. Rząd o jakim poeci owi mogli tylko pisać z tęsknotą.
Dzisiejszy moderator ma zatem rząd dusz, o których wie bez porównania więcej, niż ktokolwiek inny. Wie ilu nas jest. Wie z jakiego miejsca słane są posty. A co najważniejsze... zna każdą naszą skreśloną tutaj myśl. Słowa, ktore jak bicie serca Eluany są dowodem istnienia. Może i dowodem chęci zaistnienia. Może i dowodem tęsknoty za czymś, na znalezienie czego ktoś tu właśnie liczy. Co zrobiłby Ojciec Eluany gdyby ta odwzajemniła uścisk ?
Trzymałby pewnie słabiutką dłoń, by napawać się najmniejszym bodaj okruchem, najdrobniejszym bodaj odruchem, najbardziej mikrym bodaj przejawem świadomego życia. Takim, który po powrocie do domu można kontemplowac. Takim, którym można w nieskończoność się wzruszać. Takim, ktory w kolejnym dniu czuwania, przyda rześkość krokom, a radość myślom. Gdyby ktoś powiedział Ojcu Eluany, że jeśli będzie trzymał dłoń, którą ku Niemu wyciągnałe, Ona odzyska zdrowie, pewnie spałby obok Jej łóżka delikatnym uściskiem nie pozwalając się wyślizgnąć temu darowi życia, niememu dowodowi porozumienia.  I byłby nie tylko pełen nadziei ale i dumy, że tak wiele zależy od Niego. Ta właśnie duma, ta własnie nadzieja byłaby lepszym niż największe pieniadze wynagrodzeniem.
Dłoń ludzka, która choć tak krucha może być Kreatorem świata. Dłoń, ktora ma możliwość wlania życia w czyjeś mięśnie, czy umysł ( vide Michalina ), ale także może przekreślić szansę na czyjeś "dobro" cokolwiek słowo to znaczy. Dłoń, która może jednym GESTEM przekreslić czyjąś szansę, nadzieję, odebrać szansę na .... szansę.
Eutanazja postów.... Żywych, tętniących treścią..... Nie zginą ? Będą - jak sztuczne satelity krążyć w Kosmosie.
Ku Kniei poglądam. Tam pomiędzy Debów Konary Ksieżyc w pełni świeci pyzatym swym licem.
Naturalny satelita Ziemi.
Czy natura nie jest niż sztuczność piękniejszą ?
Post dzisiejszy nie był Hrabinio obiedni. Powstał o 9.30 - pisany w biegu lazaretami między.
Może po to, by Reni nie było duszno ? Może po to by wielu innym nie było źle ?
Może po to by kazdy z tu obecnych mógł za moment podejść do okna i spojrzeć w uśmiechnięta bryłę Księżyca juz teraz ciesząc się na dzień jutrzejszy, który mimo tak wielu smutnych chwil, będzie przecie do percepcji możliwym.
Eluana nie widziała takiego Księżyca długich 17 lat.....

hrabina bałkańska - 2009-02-11 02:15:29

Niestety na Misogino znów postoszczelnie....

Klara pisze:
> Przecież wiemy,że ojciec Eluany nie był prostaczkiem
> zdanym na własne siły.Za nim też stała fundacja,doszło do
> starcia dwóch światopoglądów.

Klareńko, wg mnie doszło do starcia dwóch... światów! Tego pierwszego - realnego  świata tych, którzy na własnych plecach niosą bolesny cieżar cierpienia swych bliskich i ciężar własnego cierpienia ze światem świętych (krów) teoretyków. Ci drudzy są bardziej niebezpieczni bo tracą zdrowy rozsądek w oceanie swych teorii co sprawia, że każda kolejna bywa bardziej idiotyczna od poprzedniej... Ci pierwsi niosą swe brzemię w cichości, często w ubóstwie, dnie i noce mijają im w rozterkach. Ci drudzy rozterek nie mają, opływają w luksusie i są tak bardzo daleko od realności i praktyki, że zapominają na jakiej planecie żyją... Ci pierwsi poświęcają się, ci drudzy o poświęceniu tylko mówią!

PS. Łatwiej mi zrozumieć 10 moralistów niż jednego pseudoobrońcę moralności i osobiście cieszę się, że sprawa pani Tysiąc oparła o Strassburg. Ucieszył mnie i werdykt tam wydany - przynajmniej utarto nosa tym którzy chcieli się pokazać bardziej papieskimi od papieża choć dziś papież? Hmmmm... Ups.... Mam nadzieję, że potężnie zachwiany ostatnio autorytet Watykanu spowoduje, że w Polsce nigdy nie będzie się sprzedawać prezerwatyw na receptę. Bo patrząc na niektóre poczynania pewnych rodzimych lobby i tego można się by spodziewać.
Princippe miły - niejednokrotnie dałeś dowód zdrowego rozsądku i wierzę, że "ta" dawka niczego nie zmieni. Media w najbliższym czasie niczym innym nie będą się zajmować. Chyba, że pojawi się nowa sensacja kalibru...:

Cavaliere spał bez gatek
przez co spłodził dwójkę dziatek,
media wpadną w zachwyt chory
i rozpoczną razchowory
że matką dziecków jest... dziadek

Hihihiihihiii.....
Gdyby głupota ludzka mogła być źródłem światła to... elektrownie by splajtowały, a Putin poszedł z torbami...

Enrico gosc - 2009-02-11 09:45:50

Na probe Papino,wpisuje iego post,ono juz 2 dni czekac na ukazanie sie a ja oggi dopero mam moment wolny.
"Diciassette anni è durato il Tuo calvario, cara Eluana e quelli che sarebbero dovuti intervenire, che avrebbero dovuto legiferare, che ora asseriscono di battersi per la vita, dov'erano in tutto questo tempo? Perchè si sono svegliati soltanto adesso? Perchè scoprono soltanto ora che i fondi per le cure vegetative non ci sono? Che le famiglie degli ammalati terminali, da anni aspettano un aiuto che non è mai arrivato? Perchè si azzannano ancora, adesso, in una danza macabra che ci fa venire il voltastomaco, come le prediche e le prefiche che in questi giorni vi siete dovuti sorbire Tu, tuo padre e tua madre, anche lei in lotta per la vita?
Dovunque Tu sia, Eluana, sappi che sono con Te i pensieri e le preghiere di chi ti ha voluto bene sempre, anche se non ti ha conosciuta mai. Per quelli che in ogni modo e a vario titolo hanno strumentalizzato la Tua vita e la Tua morte, forse c'è il tuo perdono. Di certo c'è il mio disprezzo."
autore f.m.

hrabina bałkańska - 2009-02-11 17:36:24

Jako stara Misoginianka się melduję na Misogino o ile post przejdzie... Stara  bo w końcu ma się te....-siąt lat. ;););)Co nie przeszkadza mi w Krakowie zrzucić automatycznie trzydzieści bo kocham Kraków, kocham za to że jest! Na dworzec PKP niejednokrotnie klęłam jak szewc ale gdy przez drzewa ujrzę mury Barbakanu to mi wszelka "chorera" przechodzi momentalnie. Przechodniu miły - z miłością do miast to jest tak jak z miłością mężczyzny do kobiety i vice versa.... Nie mów mi, że kochasz WSZYSTKIE kobiety bo w życiu nie uwierzę. Wrocław? Owszem, ale jak dla mnie za sztywny, Praga i Drezno zachwycają ale nie zawsze wystarczy coś/kogoś zobaczyć by od razu pokochać. Częstochowa? Brudna i zaniedbana, życie kończy się o zmroku podobnie jak w Toruniu, w którym nadwiślańskie bulwary po nastaniu ciemności obejmują we władanie pijaczkowie i gdyby nie turyści lubiący pospacerować wieczorem po starych zaułkach to możnaby pomyśleć, że to pustynia, a pomyśleć, że przy takim obrotnym hmmmm... włodarzu Toruń mógłby być metropolią, ale włodarz ma w głowie jak kasę robić, a nie jak ją wydać z pożytkiem dla swych ziomków...
Jako zabużańsko-pruska Kaszubka globtroterskie szwendanie mam w genach i wiele miast i miasteczek widziałam, ale kocham tylko dwa - Kraków i Barcelonę mimo, że np. taki Dubrovnik doprowadza mnie za każdym razem do dzikiego zachwytu podobnie jak  Wiedeń choć to już nie ta stolica bohemy co za czasów Maestro Johanna od walców...  Powiesz może, że serce mam za ciasne? Ciekawe, że za tyle lat mych pielgrzymek do Krakowa nigdy nie odniosłam wrażenia, że ktoś w Krakowie czyha na mą kieszeń.  Wg mnie to jakaś sztuczna psychoza i wielkie nieporozumienie. Oczywiście, że jeśli ktoś z nonszalancją obnosi po Krakowie swą odrębność to nie zazna serdecznego przyjęcia, ale mogę spokojnie powiedzieć, że tzw."balony" nigdzie nie są i nie będą mile widziane...

Pisze Z.P.O. o webkamerkach...  Webkamerki przerabiamy regularnie - ileż to razy Sorellina i WU z Basieńką i KM machali mi na krakowskim Rynku, tak samo Klara i NL, Sorellina z Basią uśmiechały się do mnie z pienińskiej "gackarni" w czarodziejskim ogrodzie gdzie rosną jabłuszka pełne snu. Co zrobić, że i to już za mało? Oj, jak chciałoby się usiąść nieraz przy jednym stole i sącząc cienkusz WU odprawiać nocne rodaków rozmowy. Jezusicku! Gdybym ja miała do Sorelliny i WU rzut beretem tak jak Ty Z.P.O. to nie dawałabym rad na forum, a już siedziała Im na wycieraczce. No ale jam typ taki, że jak nie mam co lubię to lubię co mam...

Konfidencjusz pisze, że "Misogino,mimo znakomitych postaci tutaj piszacych ,nie bedzie Ikona portali w Polsce."... Czyżbyś posądzał nas o aż takie ambicje? A po co to nam? Po to by namnożyli rsię ecenzenci od siedmiu boleści? Już to przerabialiśmy i nic dobrego z tego nie wynikło. Wystarczy, że mamy siebie, że oderwać się od tego miejsca trudno, że aura tu specyficzna i taka bardzo nasza... misogińska.
Miłego wieczoru Misogino.

wscieklyuklad - 2009-02-11 20:08:50

"Nie wypada aby Polacy tak nawzajem dokuczali sobie. Pragnę aby nie zerwala się ta nic sympatii i wzjemnego poszanowania.Wierze że dobrzy ludzie nie będą nam utrudniać kontaktu,za co już teraz dziekuje.
Zawsze z trosk i pragnieniem wszystkiego co NAJ dla Polakow i Polski kończę na dziś,z nadzieją że jutro znów będziemy mogli przeżyć kolejne chwile uniesienia.
Buona notte Amico,Buona notte amici !".

Śnieg biały Polanę Obozową spowił. Woda w bryłki sypkie zamieniona, pode Ciżmami skrzypi. A kiedy na Pniaku ebowym przysiąść, a między Gałęzie nagie, liści wyzbyte Wzrok wlepić, w Księżycowej Poświacie, jako w Czasu Maszynie zagłębić się można Przeszłość przywołując.
Słowa tamte - dziś już półtoraroczne, już pierwsze logiczne zatem sylabizujace myśli, aktualne jakże, prorocze jakże, świeżością pachnące.  Dni, gdy dróg spotkania poszukiwaliśmy. Dni, gdy marząc o odległości pokonaniu, praw wątkiem rządzących ominięciu postyśmy słali.
Gdziez wyjść przeciw Niej można było w sposób od obranego doskonalszy ? Gdzież Krakowskiego Sprytu, Sarmackiego Fortelu mistrzem okazać się było mozna jak nie na .... Kopcu Kościuszki ?

Tam - na prastarym Wzgórzu Sikornik, Św. się pośród siedmiu pochodni gorejących Bronisława objawiała.
Norbertanka, co w wieku XIII, Klasztor opuściwszy pustelniczy tryb życia wieść postanowiła. Z dla od ludzi będac , ludziom owym - modlitwą bodaj służyć pragnęła. Tam ku Jej czci kapliczkę dwa wieki wstecz postawiono.
Zaraz tyż legenda po świecie się niesie o Bonisławy świętości niedościgłej. I oto szlachcic pewien we śnie górę dostrzega - tą na której wokół ołtarza wzniesionego zakonnice w białych strojach modlitwy wznoszą. Głos we snie do ucha mu szepce : am właśnie zbawienie swoje napotkasz. Z Litwy tedy - gdzie mieszkał ku Kraka się Grodowi udaje. W Sikorniku Górę we śnie ukazaną rozpoznaje resztę życia swego w pobliżu spędzając Pustelnik jako.
Ta, co od siedziby się swojej w dalekie oddaliła strony, by juz nie modlitwą, ale sercem, ale dłońmi ze zmęczenia mdlejącymi, palcami po omacku nadziei na życie poszukującymi, ratowała umierające dzieci. A my - jako Litwin tamten - wyruszyliśmy ze wszystkich stron świata, z kilkunastu państw po Globie rozrzuconych Ziemskim, by odnaleźć Sikornik swój . Tam, gdzie zimy mimo schronic sie można. Tam, gdzie nie piórka kolorwe, ale świergot sie liczy donośny, postów pienie.
I tam - nie w Łodzi - dlatego podróż się nasza zaczęła.
Tam gdzie dziś Pomnik stoi, , Pomnik co  narodową jest własnością, bo każdą ziemi bryłkę na tę mogiłę, dłoń zaniesła polska. I jako w Kronikach zwieńczono "Sprawiedliwe tedy jest, aby skład tylu uczuciów i znoju obywatelskiego,
pod strażą obywatelską zostawał.”
Grunt pod budowę pomnika ...... siostry Norbertanki ze zwierzynieckiego klasztoru ustąpiły. Bo Duch wtedy w Narodzie był jeden. Bo nikt wonczas o własnych jeno nie myślał interesach, a "Patriotyzm" "Patriotyzm" nic zaś innego nie znaczył. Nikt o połaci Narodowi grabieniu nie dumał, nikt - krakowskiej duszy mimo - w sknerstwie się swym nie kąpał, do cudzej kieszeni nie sięgał. Bo Światu całemu Serce Polskie pokazać chciano, bo o Świata w Zachwycenie wprawieniu marzono.
Chłopi grudy Krwią Polską ziemi spod Racławic wiezą. Generał wojsk polskich Księstwa Warszawskiego jeden z ostatnich Kościuszki sekretarzy-adiutantów, dalszy jego zarazem krewny i spadkobierca - Franciszek Maksymilian Paszkowski przemawia. A Słowami hetmana Tuska Chemicznego Polnego nie toczy. A Orędziem Patetycznym Pałacu Namiestnika sie do słuchaczy nie zwraca.  W odważnej zaś mowie przypomina, iże "nic drogocenniejszego nad wolność i niepodległość". Do chłopów zaś zdania kierując, rzypomina, że "ci to, bez których nic prawdziwie wielkiego, nic doniosłego dokonać się nie może". Z Ziem Obcych przybysze - jako Królowie do Betlejemskiej bieżą stajenki. OtoBoska Diva  -Angelika Catalani, dochód ze swego krakowskiego koncertu na cel Mogiły sypania przeznacza. Oto Bertel Thorvaldsen - rzeźbiarz duński sławy europejskiej Księcia Józefa Poniatowskiego pomnika twórca, Kopca wznoszenie autorytetem a i majątkiem swym wspiera. Bo Ponik Świata Obywatela sypią. Bo choć to czasy odległe, myśl ludzka, dusza ludzka zawsze za wielkością tęskniła, zawsze ku wolności i niepodległosci się pięła.  Dzieło podjęte wymiaru tedy światowego nabiera.
Nie masz tam węgielnego kamienia. Ziemię na taczkach wożoną wokół pnia Jodły wysokiej z lasów śląskich przywiezionej sypią. Pierwsze taczki Notable toczą. Bo nikt wtedy Czynu się nie wstydził. Bo kazdy w Praktyce w Pracy uczestniczyć pragnął, swoją cegiełkę do budowli wnieść. Zapał i Entuzyazm dźwięki wspomagały rkiestry. Niejeden wówczas na Stradivariach Hrabiny melodie Patryotyczne wygrywał, niejeden tyż Iluminacjami okolicę świetlił. W Wieczó jeden podstawę Mogiły wzniesiono.
Lud miejscowy i okoliczny, hufce płatne ( były i takie ) z całego Krakowa ochotnicy, dzień w dzień Ziemię zwożą.
Turyści miasto nawiedzający przykładem zachęceni, godzin wiele miast marszrutom, pracy wytężonej oddają.  Zaraz tyż na pomysł Patryotycznej ofiary zbierania wpadają. Nikogo nie napadają, nie grabią żadnego.
Z Zaborów wszystkich dary pieniężne płyną. A Ofiarność  wielką była. Ubodzy choćby  po groszu wrzucali ( a grosz stary obecnemu nie rówien wszako ), Wielkich zaś fortun właściciele, znaczne kwoty składają. I tak Budowy Dzieło i Naród Rozdarty, Naród Zniewolony - bez osobowosci państwowej Naród  konsolidowała.
Księżną Izabela Czartoryska , ziemię spod Maciejowic przysyła, ziemię spod Szczekocin i Dubienki śle.
A na  Kopca Wierzchołka Głaz kilkutonowy z tatrzańskiego Granitu kładą z Bystrego Potoku w Kuźnicach dobyty... Bo w Górach jeno smak Wolności poczujesz Prawdziwej. Kamień co Wolności Ołtarzem teraz. Ołtarzem Wiecznym ,a Niezniszczalnym. "KOŚCIUSZCE" napis na nim suchy, lakoniczny a tak wymowny.
Kiedy na emigracji w Paryżu ostatni Kościuszki żołnierze odchodzą a to w Karola Kniaziewicza, Julian Ursyn Niemcewicza osobach, ci, co Polski niepodległej nie doczekali , by do mogiły ich garść niepodległej Ziemi Oyczystej  z Kopca Naczelnika czerpanej wrzucić proszą. Z Mogiły co znakiem wiary w zmartwychwstanie. Górą co  Polaków pielgrzymek miejscem się staje. Kopiec Kościuszki manifestacji patriotycznych miejsce w zaborów czasach.
Świtem 6 sierpnia 1914 r. na skraju Błoń krakowskich przy Oleandrach, rozkaz Piłsudskiego do Strzelców i Drużyniaków  pada : Idźcie Polskę do Zmartwychwstania budzić. Opodal - ponad Błoniami w blaskach wschodu kąpie się Kopiec.

Sprzątając kiedyś mieszkanie po zmarłym Dziadku znalazłem złocistą łopatkę. Na niej napis pamiątkowy dla tych, którzy w Kopca wznoszeniu udział brali. Żaden tam szpadel, a niewielka, zupełnie- wojskowa niczem - saperka....
Przechowywana z pokolenia na pokolenie. Tam u stóp Kopca mój prapraprzodek woził może ziemie spod Maciejowic, Racławic, Dubienki. Gdzieś u Mogiły ponóża ziemię spod Szczekocin sypał może.
A pewnie i grosik wysupłał jaki, by Polska nie zginęła. By Honor i Duma Narodowa trwały po wieki, jako kamień spod Kuźnic.......

wscieklyuklad - 2009-02-11 21:04:20

Enrico, robię, co mogę. Oto tłumaczenie postu Papino.

Siedemnaście lat trwała twoja kalwaria, droga Eluano, a ci, którzy powinni byli interweniować, wydać odpowiednią ustawę, ci, którzy teraz twierdzą, że są obrońcami  Twojego życia, gdzie byli przez cały ten czas ?
Dlaczego dopiero teraz się przebudzili ? Dlaczego dopiero teraz odkryli, że nie ma środków na podtrzymywanie życia chorych w stanie wegetatywnym ? Że rodziny chorych w stadium terminalnym latami oczekują pomocy, która nigdy nie nadchodzi ? Dlaczego teraz drą szaty w jakimś makabrycznym tańcu, który przyprawia o mdłości tak, jak te wszystkie morały i płaczliwe jęki, jakie ostatnio musieliście znosić Ty, Twój ojciec i Twoja matka, sama walcząca o życie ?
Gdziekolwiek jesteś, Eluano, wiedz, że są przy Tobie myśli i modlitwy tych, którzy Cię kochają, choć nigdy Cię nie znali. Ci, którzy  na różne sposoby i z różnych powodów zinstrumentalizowali Twoje życie i śmierć, być może doczekają się Twojego wybaczenia. Mojej wzgardy zaś - na pewno.

autor f.m.

Sorellina - 2009-02-11 23:02:59

Takie "cóś" nie-sorellinowego do głowy mi przyszło... Może to przez tę pełnię księżyca ?

Nelli Rokita - boska kobita,
przy tym, a jakże! Niemka rodowita!
Niemiecka lekkość, rosyjski duch,
polska fantazja, krakowski ciuch.

Pan Jan Maryja - a to ci chryja !
Niemcy go biją, on się wywija.
Szlachecka duma, sarmacki duch,
polska fantazja, krakowski ciuch.

Jan - nasz bohatyr, Nelli -Egeria,
dramat prawdziwy, żadna breweria !
Honor narodu, narodu duch,
polska fantazja, krakowski ciuch...

hrabina bałkańska - 2009-02-12 23:05:55

Principe - zaszokował mnieTwój post... I... chyba rzeczywiście zacznę sobie gwizdać(!) na ekskomunikę bo wychodzi  mi na to, że KK używając jedynego argumentu w postaci straszenia smażeniem się w ogniu piekielnym nadużywa poważnie  swego zwierzchnictwa  nad szeregowymi śmiertelnikami członkami swej katolickiej społeczności. Mogę zgodzić się z tym, że jako wychowana w tradycjach i obowiązku wiary w Jedynego i Doskonałego Boga stałam się niejako Jego własnością ale dlaczego  do jasnej cholery - mam poddawać się manipulacjom i nie tak doskonałym i nie do tam nieomylnym fanaberiom Jego funkcjonariuszy??? Straszono mnie ekskomuniką w obliczu śmierci mojej Mamy choć nikogo nie zabiłam ani nie popełniłam żadnego innego z grzechów śmiertelnych.  Jako że uważam się za osobę w pełni świadomą swych czynów więc nie zgadzam się z megakonserwatywnymi metodami zwierzchników KK bo uważam wiele ich decyzji za nieżyciowe i sprzeczne z tym co głosił Chrystus. Mało! Nie wiem czy kiedykolwiek naginanie przez nich teorii do ideologii (albo może odwrotnie?) zostanie im poczytane w annałach niebieskich za plus czy minus. Na dziś wiem jedynie, że popełniam grzech zwątpienia - czy to co wyrabia Następca Piotra i jego armia w jedwabnych gaciach i skarpetkach to gest:
1. Namiestnika Boga czy...
2. paranoika, czy... 
3. dotkniętego demencją osobnika, któremu zbieg okoliczności włożył w ręce  władzę nad ciałem i duchem ludzkim   czy...
4. w pełni świadome działanie.
W imię czego? Zbawienia - ogólnego ludzkości, czy ich funkcjonariuszy i egzekutorów jedynej prawdy (a'propos czyjej?) własnego? Jeśli własnego to czy nie jest to - w pojęciu przywileju ich nieomylności i bezkarności - przejaw... pychy????.... Nie mnie osądzać i wydawać wyroki ale...  Bóg nie na darmo dał rozum - a zatem i rozsądek - właśnie człowiekowi...
Z głębokim szacunkiem podziwiam pokorę  Rodziców Eulany wyrażoną nieuczestniczeniem w ceremonii żałobnej z powodu ekskomuniki i z góry mówię - ja na taki heroizm i takie samozaparcie  bym się nie zdobyła... Niech Bóg Wszechmogący policzy Im to na konto zbawienia wiecznego...
Uważajcie me słowa za herezję ale... jak każdy kij ma dwa końce, tak  i każdy miecz ma dwa ostrza, nawet ten Archanioła Michała i... każdy... uczciwy... śmiertelnik... zdaje sobie z tego sprawę. Nie trzeba studiować teologii by zdobyć zdolność oceny co dobre, a co złe! Nie trzeba studiować teologii by zrozumieć ciężar ekskomuniki zmuszający matkę, ojca, siostrę i brata do pogodzenia się z faktem, że ekskomunika  pozbawia Ich  możności:
1. uszanowania szczątków osoby bliskiej,
2. pozbawieni będą towarzyszenia tym szczątkom do miejsca Ich wiecznego spoczynku,
3. pozbawieni będą aktu hołdu i skruchy w obliczu śmierci...
To absurd! To nie jest ludzkie!  To jest... barbarzyństwo!!! Barbarzyństwo nieznane  najprymitywniejszym plemionom w historii świata i człowieka. Przed Chrystusem i po Chrystusie.

Jestem pokoleniem Gomółkowsko-Gierkowskim gdy KK cierpiał prześladowania, gdy na lekcjach religii i etyki chrześcijańskiej wpajano mi przede wszystkim (nomen omen lekcje te pobierałam u... O.Jezuitów - rechot historii czy jej ironia?) naukę o cnotach. Czy ja te nauki,  które ukształtowały mnie jako człowieka i osobowość  mam dziś wyrzucić na śmietnik??? Czy 40 lat temu uczono mnie na w/w lekcjach czegoś złego i godnego potępienia?... Watykan dziś próbuje udowodnić memu pokoleniu, że 40 lat temu to było 40 lat temu - inne czasy i inne potrzeby... To dlaczego uczono mnie i moje pokolenie (zalecenia Watykanu), że nauki Chrystusa podobno są uniwersalne? Czyli co? Dziś mam uznać, że uczono mnie.... herezji??? Dziś mam prędziutko dokonać weryfikacji i posypać głowę popiołem, bo... 40 lat temu Watykan się... pomyłił? I'm so sorry  - exelencjo,  indulgencjo, plenipotencjo i inna -encjo! Czy ja wyglądam na idiotę????  Czy obywatel XXI wieku to ślepiec, dureń i instrument??? .............................................

hrabina bałkańska - 2009-02-13 00:34:03

A'propos postu W.S.....
Jego Exelencja Atanas Mladenov, Ambasador Republiki Bułgarii w Republice Wloch, takowy również w Serenissima Republica San Marino i Republica Malta, a startujący z listy socjalłistycznej Lewicy spokojnie i z pełną socjalistyczną odpowiedzialnością może  twierdzić, że Naród Bułgarski jako "mało który naród na świecie, a w Europie na pewno (nasi rodacy mają to to we krwi)" potrafi oszczędzać energię elektryczną. Niech mnie diabli wezmą - potrafi i to jak!!! Todor Zhivkov - wódz i nauczyciel latami udawadniał swym poddanym, że mogą siedzieć po ciemku i w zimnie by jego republika będąca wspólną własnością(sic!), za ciepełko i światełko sprzedawane zgniłemu Zachodowi ciułała cenne dewizy. Socjalistyczna "oszczędność" elektryki polegała głównie na tym, że w latach rozkwitu komunizmu, w obliczu posiadania potężnej elektrowni atomowej,  miasta i miasteczka, o wsiach nie wspomnę (bo te były i do dziś są niegodnym wspominania marginesem), tonęły w ciemnościach bez znaczenia czy to sezon np. wiosenny, letni  czy zimowy bo program BPK (bułgarskiej partii komunistycznej) przewidywał permanentną skalę 4:1 w  granicach doby. Tzn. - 4 godziny (w najlepszym przypadku) pradu niet, godzinę jest. Absolutnie nie dziwię się JLEA RB - J(ego) L(ewicowej) E(xelencji) A(mbasadorowi) Republikii B komunistycznej kindersztuby "co je twoje, to je moje, a co je moje to nie ruszaj, bo!!!", że głosi podobne doktryny, jak również nie dziwię się, że rząd bułgarski ma "aż" tyle do zaoferowania wzamian. Tym bardziej nie dziwię się, że JLEA RB życzył szanowanemu przeze mnie i Bułgarów Narodowi Włoskiemu szczęśliwego nowego roku w środku lutego.  Jakom Polka a więc Sarmatka, ale że ponad 30 lat płacę podatki w Ojczyźnie JExelencji...  wzorem Zagłoby darowującego Imć Królewskiej Szwedzkiej Mości Inflanty - po beczce winka z winiarni Chana Kruma jestem w stanie wspaniałomyślnie ofiarować p. Mładenov swe... dziewictwo!!!... Hehehehe!
Mój znajomy, szef poważnej międzynarodowej firmy ekologicznej w Sofii poproszony przez swych podwładnych o preparat do zwalczania chwastów, nie mogąc wywalczyć służbowych środków na walkę z powyższymi wręczył swej załodze... motyki, na trzonkach których pisało "ROUNDUP"... Motyki p.Mładenov nie wręczę bo i na słońcu niewielki użytek z niej zrobi. Natomiast głowę daję, że wielu Bułgarów z chęcią podarowałoby dziś Exelencji końcówkę chwastobójczego preparatu... Nie tylko z okazji Nowego Roku!

Alutka52 - 2009-02-14 06:46:11

Ust całowanych,policzków głaskanych,ramion ukochanych i chwil wyczekiwanych,
tego wszystkiego Wam życzę w Dniu Zakochanych!Serdecznie pozdrawiam :)
http://supergify.pl/images/stories/Serca/244.gif  KLIKNIJ w serce!    http://pu.i.wp.pl/?k=MTMyNzM5ODcsMTg4MTU4&f=Czekoladki_da_Ciebie.gif  KLIKNIJ w czekoladki!


Jan Kochanowski - Matko skrzydlatych Miłości...

Szafarko trosk i radości,
Wsiądź na swój wóz uzłocony,                 
Białym łabędziom zwierzony!
Puść się z nieba w snadnym biegu.
A staw się na wiślanym brzegu,
Gdzie ku twej czci ołtarz nowy
Stawię swą ręką darnowy.
Nie dam ci krwawej ofiary,
Bo co mają srogie dary
U boginiej dobrotliwej
Czynić i światu życzliwej?
Ale dam kadzidło wonne,
Które nam kraje postronne
Posyłają; dam i śliczne
Zioła w swych barwach rozliczne.
Masz fijołki, masz leliją.
Masz majeran i szałwiją,
Masz wdzięczny swój kwiat różany,
To biały, a to rumiany.
Tym cię błagam, o królowa
Bogatego Cypru, owa
Abo różne serca zgodzisz,
Abo i mnie wyswobodzisz.
Ale raczej nas oboje
Wzów pod złote jarzmo swoje;
W którym niechaj ci służywa,
Póki ja i ona żywa.
Przyzwól, o matko Miłości,
Szafarko trosk i radości!
Tak po świecie niechaj wszędzie
Twoja władza wieczna będzie!

Alutka52 - 2009-02-14 08:13:50

http://republika.pl/blog_hc_923083/1839716/tr/funken25.jpg
         
                  KLIKNIJ! Kochaj i bądż kochany/a!

Mirka - 2009-02-14 14:25:45

Czyżby się zaczęło????

Czy ważne jak nazywa się święto zakochanych, święto miłości? Ważne by miłość była na świecie każdego dnia. Ważne, by ludzie kochali się, szanowali, pomagali sobie w trudach życia. Ważne, aby w takie dni, (niech, chociaż jeden taki dzień w tygodniu będzie), zwaśnieni - podali sobie ręce, zakochani- powiedzieli - kocham bez żadnych obaw, by ludzie do siebie uśmiechali się, byli sobie życzliwi, by kochali życie, zapomnieli o wszystkim, co złe było i z miłością w sercu o jutrzejszym dniu marzyli. Jest to jeden z nielicznych dni w roku, kiedy bez żadnych podtekstów, zahamowań wyciągamy rękę do zgody. Kiedy nie wstydzimy się miłości, żadnej miłości, nie wypieramy się jej, nie chowamy głęboko w sercu. Jest to jeden z tych dni, kiedy ludzie na świecie są szczęśliwi. Przypomniała mi się piosenka, którą słuchałam z pocztówki dźwiękowej, puszczanej z adapteru wbudowanego w radio z jednym, zielonym okiem. Nie pamiętam, kto ją śpiewał, zdaje się, że Majdaniec, Helena Majdaniec, w tamtych latach była bardzo modna. Słowa w pamięci pozostały i jakże pasują do dzisiejszego dnia zakochanych

Zakochani są wśród nas, zakochani pierwszy raz
Tak po prostu bez pamięci zakochani
Mają po 20 lat, mają swój beztroski świat
Swoje ścieżki, które wiodą ich w nieznane
Znają tylko kilka słów, kilka marzeń ze swych snów
Romantyczni, zagubieni między nami
Pośród spadających gwiazd, On i ona pierwszy raz
Zapatrzeni tylko w siebie zakochani
Jeszcze szczęścia swego ukryć nie umieją
Tego szczęścia, które odnaleźli dziś
Jeszcze wierzą jeszcze łudzą się nadzieją
Że to prawda że tak zawsze musi być
Zakochani są wśród nas, zakochani pierwszy raz
Romantyczni niedzisiejsi i niemodni
Zakochani kilka dni, zakochani tak jak my
Ale szczęścia się możemy uczyć od nich
Zakochani są wśród nas, zakochani pierwszy raz
Tak po prostu bez pamięci zakochani
Mają po 20 lat, mają swój beztroski świat
Swoje ścieżki, które wiodą ich w nieznane
Znają tylko kilka słów, kilka marzeń ze swych snów
Romantyczni zagubieni między nami
Pośród spadających gwiazd
On i ona pierwszy raz[...]
Zakochani są wśród nas, zakochani pierwszy raz
Romantyczni niedzisiejsi i niemodni
Zakochani kilka dni, zakochani tak jak my
Ale szczęścia się możemy uczyć od nich
Szczęścia uczyć się możemy właśnie od nich

Marzeniem ściętej głowy jest, by chociaż w takie piękne, nieliczne w roku dni, nie było na świecie przemocy, głodu, choroby, wojny... marzenie, jak większość moich marzeń, nie realne, ale po cóż są marzenia? By marzyć, marzyć, marzyć... (śpiewała Irena Santor w dawnych, pięknych latach - pięknych, bo młodości latach)

hrabina balkanska - 2009-02-14 17:14:33

* * *
Nie pomoże ni lubczyk, ni św.Walenty
gdy człowiek na miłość będzie żył zamknięty,
nie godzi się dla serca wydawać wyroku
więc kochajmy 365 dni w roku
choćby dzień każdy był przez łzy uśmiechnięty...

wscieklyuklad - 2009-02-16 20:07:17

Już osiemnaście lat wstecz, gdy uczestniczyliśmy w szkoleniu związków zawodowych we Florencji lokalni działacze poruszali problem późnego zakładania rodziny i "wiecznych studiów" w nadziei na utrzymanie przez starzejących się rodziców. Motywy były identyczne do wymienionych przez S.W. - życie samodzielne jest zbyt drogie, brak funduszów na samodzielne mieszkanie, dziecko. Mimo upływu lat niewiele sie zatem zmieniło. Wtedy Europa dopiero się jednoczyła - pełna nadziei i entuzjazmu. Społeczeństwa bogaciły się, wizja przyszłości rysowała się w różowych barwach. Dziś - w dobie kryzysu, który wciąż jak się niestety wydaje jest daleki od dna, ku jakiemu się stacza - podobne w treści do tamtejszych słowa uzasadnienia, brzmią z jednej strony wiarygodniej, bo faktycznie rynek pracy się kurczy, siła nabywcza pieniądza maleje, a z drugiej strony stają się swoistym ostrzeżeniem. Wygląda bowiem, że pojęcie "Rodziny" nabierze nowego wydźwięku. Pojawią się nowe przesłania - niestety o wydźwięku wstecznym. Stanie się ona bowiem nie miejscem dorastania do dojrzałego i samodzielnego życia, szansą wyniesienia najbardziej wartościowych wartości, ale enklawą obrony przed światem zewnętrznym. Znów na barki nielicznych spadnie obowiązek zapewnienia bytu pozostałym. Taki scenariusz pasował do wydarzeń sprzed 80 laty. Społeczeństwa nie zdążyły poznać smaku postępu, minęło ledwie 10 lat od wydarzeń wojennych, zmiany kształtu Europy ( ach ten zmieniający się kształt owocujący ... kryzysami ). Nie było także rozpiętości w stopniu bogactwa - grono bogaczy nie było tak liczne. Dziś wielu trudno wyobrazic sobie konieczność rezygnacji z wielu przyjemności, wygód, a także już tak spowszedniałych urządzeń użytku codziennego. Na włoskich mediach informują ostatnio o ograniczeniu dostawy paliw dla żandarmerii. Z jednej strony narasta fala przemocy i przestępczości - przy niemałym udziale cudzoziemców - a z drugiej spadają możliwości podejmowania kroków zaradczych, ze względu na "bidę".
Musi to doprowadzić do radykalizacji nastrojów społecznych, zachowań ksenofobicznych, rasistowskich - oby nie kolejnych fali przemocy wzorem ubiegłowiecznych pogromów.
Pożary australijskie - wzniecone przez podpalaczy, są kolejnym dowodem ludzkiej głupoty, agresji, bezkarnej przestępczości i braku myślenia perspektywicznego. Być może chciano w ten sposób zmienic status terenu z "rolniczego" na "pod zabudowę" - przerabiamy to rokrocznie w krajach śródziemnomorskich.
Państwa przestają panowac nad obywatelami, bowiem idee wolności i niezależności doprowadziły prawa człowieka na skraj absurdu.
Czy w Polsce jest lepiej ? Niestety nie. O ile można zrozumieć agresję wiekowej "niuśki", która moze czuć gorycz z powodu postępującej niesprawności i braku środków do życia, o tyle bezwzględność i chamstwo ludzi młodych nie da się usprawiedliwić, czy wytłumaczyć brakiem perspektyw.
Czy jest szansa wyjścia z tej błędnej spirali ?
I to świat przerabiał już po wielokroć. Dobry mówca, populista, mający poparcie finansjery może zafundować nam powtórkę z lat 4o-tych. 
Rola zdurniałych i durnowaciejących wciąż mediów w tym procesie destrukcji rośnie w tempie geometrycznym. Paski informatorów, przesuwające sie na ekranie to brukowa kronika wypadków. Tam gdzieś doszło do kolizji 2 samochodów, gdzie 2 osoby zostały ranne, gdzie indziej spalił się domek jednorodzinny, coś tam się zawaliło, rozwaliło, przewaliło itd, itp. Co z tego wynika dla przeciętnego, sfrustrowanego widza, który czeka na jakiś pomyślny znak ?
Wielu liczy na Obamę. A przecież zakończenie wojen rozpętanych przez poprzednika-idiotę, jest absolutnie wykluczone. Przemysł zbrojeniowy daje krociowe dochody, zamówienia i pracę dla setek tysięcy. Brak wojen to totalna klapa dla gospodarki. I odwrócenie sie plecami oligarchów finansowych -faktycznych decydentów i władców.
Starajmy sie tedy - nawet jako niewielka grupka ludzi przemycać wartości budujące. Cos co potrafi zachęcić innych do optymizmu, uśmiechu, wiary w przyszłość. Nie muszą to być dziełą epokowe. Niech sobie będą drobne, jednostkowe. Ale zebrane w całość zawsze będą warte uznania. Szczęścia nie mnoży się dziś na megaskalę. A tego w skali mikro mamy często tak mało i tak bardzo za nim tęsknimy.
Czy trzeba padać na kolana ? Chyba niekoniecznie. Od nicku niezależnie.

helcia namber łan - 2009-02-16 23:02:04

Unasz nawsi Warelcia zJuskiem majo sklep, taki GieeS wiecie - mydło i powidło. Od rana do nocy zasuwajo wtem szklepie i Warelcia nie raz ledwo dycha bo ten jij Juzio to ma obje rence lewe i nawet do pszeszuwania szkszynek sienienadaje bojak karton żcipasami podniesie to potem tydzień lerzy na kożonki. Biedna ta Warelcia z takiem chłopem i fajno co jej synki pomagajo w jenteresie. Ten sztarszy tomu woda szodowa do głowy walneła i jak nielata za dziewuchamy to szpszedaje a jak nieszpszedaje to za dziewuchamy lata, ałto ma jak majbach i pieski se w niem wozi, Gerald i  Damus się nażywajo a pokraczne że jeny. Burt teljer i latrelek  - klaty jak szafa na patykach majo, śfińszkie oczki i wredne obadwa jak chorera. Jasiek  pieski trenuje - so tszy zebry wewsi kolo gminy szkoły i kościoła to se zpieskamy staje koło tych  zebruw i napuszcza  jak jaka bapcia albo  szczawik pszes ulice ma pszejść ale do pijakuw to sie oba łaszą. Ciekawe conie? Jasiek się nie uczy sie bo kieszonkowe  ze szklepu ma -  zaś karzdego na dwa złote pszy kasie nabije. Edziu  młodszy brat jaśka żaszuwał po matóże w szklepje by furgonetkie kupić i Warelci towar wozić. Jak jusz kupieł to na czesne żbierał i wreście po 2 latkach żapisał wuniweszytetcie soczjologje. Wogule i ładny chłopak i mondry a jak  pięknie śpiewa. Wieczoramy w takiem baże piano w Osztrudzie z jednem kumplem na gitaże i fortepjaninie żaszuwajo Edyte Piafe i tego no Engleszjasza. Ja sie nieraz pytam  z kond ten chłopak tako energie ma i takie serce dowszysztkiego i wszysztkich. Ani chybi po Warelci. Wiecie że prosta baba żewsi jestem ale tak se myśle czaszem że jeny jenyyyyyy - Panbug jednem ludziom rozum rożdaje garźciami a jinnem odbiera wszysztek i te imputacyje  złośliwościom jem nagradza co ony se poczytujo za bysztrość umysłu. Warelci Jasiek i Edziu to taki pszykład. A Warelka niby w tem GieeSie szpszedaje i myślałby kto że prosta baba zniej ale klase to ta kobitka ma wielko i w Birmingamie mogo jej zażdrościcć . Niechture ludzie to semyślo że niby takie rasowe so jak ten Gerald i Damus co rodowud napół ściany majo wytapetpwany w pokoju Jaśka. Ja prosta baba zewsi ale myśle że ony to i po pięćiu fakultetach w Szorbonie i Harryporterwardzie so prosztsze od chmielowej tyki i takie żosztano nacałe życie. A Warelci z GieeSu do piętów i tak nigda niedorosnom. Jaksie nam nasza Warelcia rożchorowała to cała wieś ściepe żrobieła coby na operaczje rok czekać niemusiała a po operaczji tożeśmy z jinnymi  babamy pszesz pare miesiency latały Warelci chałupe i szklep wyszpszontac na lustro, kurki nakarmić, chłopcom i Juskowi uprać i ugotować.  Proboszcz pomstował co mu na świece i wode świencono niesztarcza  ale GieeSowska Warelcia była dlawsi ważniejsza od śwęto jeeee bliwego. Jeny coby sie takie Warelcie  nakamieniu rodziły!
Czytam rużne forumy i Miszogino bo lubie ale żadko sie odżywam bo ja prosta stara baba żewsi jestem i kudy mnie do takij dochtor Klary i Wściekłegodochtora, do dochtoruw  OK, FM, Bondgustaja i Jaja, do mamy Sońki i Franusia, Maszkasalcesona, Mirki, kszysia  i jenszych wiernych misoginianuw. Mopa ja jusz dawno odstawiła do konta bo ja stara baba no i tera prerzes MOP kateryng i spułka end kompany to fason tszymać musze no nie?  Misogino - mnie synek co uczy się włoskiego wyjaśnił ale jak komu niebraknie fantazji i  każdy język się rozwija to misogino może być i helcia czeli   walec na zniewieściałych facetuw  śpiących i pieertentego w  jeneternecie żbraku laku. I ztego tytuła jak jaki hajlajfwipkundel sie helce trafi to jak będzie tsza to grzybiet mopem pszetrące. Wesoły ałtobus to żaszczyt dla mnie że jeny   bo sam generał dzwoni żakażdem razem coby helkie wywołać i na łącza wżucić. Mało tam gadam bo mi ten nasz technik dentysztyczny logopedie szpiepszył na wieki wieków, mało pisze na misoginie bo by piszać musze dymać na laprowerku a lata nie te. Myślała ja dla rozwoju osobistego jenteresu żałożyć z chyclami i firme na burt teljery i latrelki ale chyba żałoże charytatywno ferme dla interchyperforumaktywne takie. Psy choterapełtuw najlepszych wynajmnę i luckość ery kąpoteruw mi to kiedyś na plusa policzy żem mjernotom kąpot(er)owym czoło stawiała.
Ajlawju Misogino, Warelcie z GieeSu serdelecznie pozdrawiam. Bratom Pit bullom, burt teljerom (qrde jak taplejrery brzmi) i inszem latrelkom forumowym polecam hundhotel z usługamy  szczegulnej  troski. Wasza helka

Basia - 2009-02-17 04:53:13

Nie będę wyliczać ile razy i jak próbowałam doszyć cd. Stacja K.Główny została wykastrowana z Helci. Ostania próba zabiegu zaczynała się tak:
Moderatorze, dziękuję, ale nie bądź sadystą i nie zostawiaj rozciętej Helci! Mamy tu co najmniej trzech lekarzy, ale żaden nie jest chirurgiem.

Z wrażenia nie dopisałam Dr.OK, ale i tak nie znam specjalizacji, przepraszam.

A wstałam tylko po syrop.

Mirka - 2009-02-17 06:23:02

Co Wam powiem, to Wam powiem, ale powiem; gdybym pracodawcą wiadomych "zawiadowców" była, dawno bym ich z pracy zwolniła. Na zieloną trawkę wyrzuciła ziółka zbierać.
Pozdrawiam wytrwałości życząc :)

wscieklyuklad - 2009-02-18 20:20:36

Fakt, Klaro pomysłowość przedstawicieli firm farmaceutycznych sięga zenitu , a zenit ów cierpliwie się od nas oddala, dowodząc, że ludzka wyobraźnia, zrodzona idiotycznym prawem Minister na Pograniczu Histerii, potrafi byc twórcza.
Dziś więc młodzianowi dzierżącemu w dłoni kopertę ( niestety nie "okolicznosciową" ale standardową dla każdej placówki Ochrony Zdrowia) z której wystawał fragment zapisu ekg zadałem pytanie : czym mogę służyć ?( zgodnie z tradycją "otfartego" na niuśków konowała )  W odpowiedzi usłyszałem - jestem przedstawicielem firmy, a ta koperta i ekg to dla zmyłki, żeby mnei nie zaatakowali czekajacy na wizyte w gabinecie. Moje przeciągłe westchnienie było widomym dowodem krańcowego rozczarowania, że koperta nie kryje dwuosobowego ( conajmniej ) biletu na Kanary, ale tylko kawałek bezwartościowego papierzyska.
Świat dziwaczeje z dnia na dzień mamy więc szanse doświadczać coraz bardziej absurdalnych zachowań i słuchac coraz to bardziej głupawych wypowiedzi. Oto 'Miss mind" dziennikarski ( blobdynka ?) na Superstacji, gromi nasze srodowisko zawodowe, które wobec narastającej agresji coraz to bardziej roszczeniowych niuśków, domaga się uznania zawodu lekarza za zawód funkcjonariusza publicznego z wszystkimi wynikającymi z tego faktu przywilejami - w tym prawem do ochrony. Miss wali w lewy policzek, a kiedy po drugiej wprawdzie stronie ekranu - ale zawsze jednk - nadstawiam prawy pociąga z trepa komentarzem. Z potoku słów wnioskuje, żem nierób, drań, bumelant, cwaniak, zatem nim zasłuzę sobie na taki status, muszę przejść swoistą reinkarnację, a do pracy łazic nie dla zarobku, lecz z powołania ( jakbym dziś chodził tam z innych niż oczekiwane przez naszą Miss). Mam nadzieję, ze nasza Minoster na Pograniczu ( nie kniei jednak niestety ) słyszała naszego "blondaska" i zaangażuje czem prędzej jako rzeczniczkę Praw Pacjenta.
Aż się cieszę na szansę poznania jutro- a i  w dni kolejne - nowych forteli ze strony przedstawicieli firm. Będę się nimi dzielił z Wami tym chętniej, że gdy tu tak często padają słowa deprymujące, negujące aktywność i chęć tworzenia forum, tylu młodych pokazuje, że Polak Potrafi.
Byc może masz rację Principe, że gest przywódcy partyjnego, jest unikalny, cześciej bowiem jesteśmy świadkami już nie przyklejenia, ale wrecz przyspawania do zajmowanego fotela. Obawiam się jednak, że zmiana "przywódcy" nie będzie równoznaczna z przyrostem słupków odzwierciedlających popularność partyjną. Dziesiątki lat w powojennym świecie dowodzą, że każdy nastepny przywódca jest gorszy od poprzednika - nie wszyscy też mają na ustach sama słodycz, choc większość - zblazowana zajmowaną pozycją i posiadanym majątkiem oraz władzą - stara się kadzić na lewo i prawo, by nie spaść broń Boże w rankingu notowań.
Oceniając gest Veltroniego miałem raczej na myśli fakt, iż współczesnym przywódcom brak charyzmy. Bo jeśli Tusk lokuje się na czele listy pod nazwą "Mąż stanu" znaczy to tyle, że ludziom wystarczy do zadowolenia coraz to mniej. Byle dali spokój, byle nie wtrącali się zbytnio do życia prywatnego, byle nie karali nad miarę, i od czasu do czasu cos obiecali - niekoniecznie realizując w przyszłości. Nie ma już dzis ni mówców, ni działaczy. Są tylko miernoty nieustannie potykąjące się o koniec własnego języka. To jedn z przyczyn staczania sie kryzysu po równi pochyłej.
Obama obiecał.... wysłac 30 tys kolejnych żołnierzy do Iraku. Zatem wojna, wojna i jeszcze raz wojna jako szansa na nakręcenie koniunktury. Wojna, która w skali doby kosztuje miliony ( moze i miliardy ) dolarów.
Społeczeństwa- jak widać na przykładzie włoskim zaczynaj radzić sobie same. Trójki robotniczo-chłopskie- na wzór naszych sprzed dziesiątków lat - "czeszą" ulicę w poszukiwaniu łotrzyków. Samochody policyjne złaknione benzyny zalegają garaże. Rosnie za to aktywność tłumów. Może i one - wzorem przedstawicieli firm farmaceutycznych - zadziwią nas czymś niepomiernie ?
Wydaje się, że raczje nie okolicznościowymi kopertami, ale sporo podniszczonym ubraniem. I wszystko niestety wskazuje, że nie będzie to maskarada, karnawał w Wenecji, ani tym podobne bale przebierańców, ale wszystko na co niedługo będzie nas jeszcze stać.

hrabina bałkańska - 2009-02-19 22:42:57

* * *
Gdy góry pokryje biała poducha
o śnieg ostrzy kosę podstępna kostucha.
Sama uszu nie ma, niczego nie słyszy,
a pędzi gdzie lawiną góra stęka, dyszy...
Dlaczego mowy śniegu nikt nigdy nie słucha?

Kilka dni temu Mirka przywołała na Misogino tatrzański pejzaż, dziś Wściekły pisze:

> Knieja po dębów wierzchołki śniegiem przykryta.Białą
> kołdrą spowita śpi smaczno. A przecie Ducha nie wolno
> gasić, Czujności tracić nie trzeba. Bo w dni takie
> Gnuśność łacno do głosu dochodzi, Lenistwo mnożąc. Z
> Namiotu wychyliwszy Głowę. uważnie na boki poglądam. A tam
> innych Namiotów wierzchołki w Śniegu toną. A tam wchodu do
> nich nie najdziesz. A stamtąd Dźwięku nie posłyszysz
> żadnego. Zamarło wszystko w Niemym przerażeniu, Opadów
> końca wyczekując niecierpliwie.

Czy śnieg to tylko  księga z białymi kartami nieskażonymi żadnym znakiem, żadnym śladem żadnej obecności?... A można go porównać do przestrzeni między wierszami słów, którą wielu uważa za pełną treści, potrafi nawet odczytać, mimo że niezapisana sympatycznym atramentem. Niestety - śnieżna biel to tylko śnieżna biel, biała plama bez treści kojarząca się z Krainą Ciszy, Krainą Spokoju, Krainą Snu. W jakiż to zachwyt wprawia ta śnieżna bajka  człowieka omiatającego wzrokiem śnieżne połacie wywołujące w nim skojarzenia absolutu, terra incognita ze snów i marzeń młodzieńczych. Ale czy śnieg rzeczywiście milczy? Czy tłumi wszystko? Naukowcy na Antarktydzie instalują pod śnieżną pokrywą czujniki i rejestrują nie szmer, a trzask śniegu przebijanego wschodzącą trawką arktycznej wiosny... Do czego dążę - w szkołach podobno uczy się przygotowując młodych ludzi do życia, uświadamia się ich, wzbogaca o wiedzę. Co z tego gdy pójdzie potem taki za ministranta i stanie ofiarą (p)ochotliwego wikarego (mimo lekcji religii itd.), co z tego, że kiedyś zda na prawo jazdy jak nie wie jakie zagrożenia mogą powstać na drodze, nie wie, że sam może stanowić i stworzyć zagrożenie dla innych mimo, że dziś poświęca się byle co, nawet drogi i samochody... Wyjazd do krajów egzotycznych przynajmniej stawia warunek - poddanie się odpowiednim szczepieniom ale jak uchronić wyjeżdzających np. w rodzime góry na zimowe ferie, na zimowy urlop? Prawdą jest, że czego Jaś się nie nauczył za młodu tego Jan nie będzie wiedzieć... Podoba mi się, że ostatnio w szkołach - u mnie oczywiście - program wzbogacił się o spotkania uczniów z alpinistami, ratownikami górskimi, ratownikami akwenowymi. Walczyło o to wielu ludzi i wreszcie głos na pustyni został usłyszany. Dzięki temu mniej młodzieży ginie bezmyślnie kąpiąc się w morzu lub chodząc zimą po górach bo ratowanie to nie tylko podawanie rybki, to przede wszystkim wkładanie w rękę wędki by tą rybę złowić....
Przepraszam za  białe plamy między wierszami ale pora późna i biała firana z padających już drugą dobę śnieżnych płatków, a która znów zaskoczyła różne służby miejskie jakby trochę sił mi ujęła i przyprószyła... zwoje mózgowe.

I jakiem zornitolożały globtretter to...

Come back skowronków znakiem jest odwiłży
i mimo, że ucho pieści szczebiot wilży,
a korek z cietrzewia inak niemej krtani
dla konesera help kołem  z otchłani,
to jednak sikorki najlepsze są w... Tyłży.

hrabina bałkańska - 2009-02-19 22:53:11

Moderatorni TVN składam serdeczne dzięki za... kasowanie moich postów! Tak trzymać Panowie - nie będzie nikt na Misogino pitolił....

HB - 2009-02-19 23:30:57

Niezmiernie wdzięczna jestem  WSI, PSi, BOR, PO, LPR, SLD, PZL, MPZM, PKOl, ZMS, BHP, ZHP. IPN, NFZ, PZU itd., itp. instytucjom  za wstawiennictwo - wreszcie dostąpiłam  zaszczytu wpisania się na Misogino. I tak sobie myśle - przecież za PRL-u nie doznałam... 3-dniowych kolejek....?

Mirka - 2009-02-20 00:21:58

A więc mamy zmianę - jest Hrabina, nie ma Mirki :)

Jakże [...] uciekać od czegoś, czym się jest, gdzie znaleźć punkt oparcia, podstawę oporu? Forma nasza przenika nas, więzi od wewnątrz równie, jak od zewnątrz.
Witold Gombrowicz - Ferdydurke

Nie ucieknie się od samego siebie, jest to nie wykonalne, nie możliwe. Czasem ogarnia nas beznadziejność, bezradność. Stajemy przed wysokim murem, wydaje się, nie, jesteśmy pewni, że jest nie do pokonania. Jednym z objawów beznadziejności nas ogarniającej jest ucieczka w samotność. Wydaje się nam, że w samotności łatwiej nam będzie znieść cierpienie. Zdarza się, że ktoś pomyśli o śmierci. O śmierci, jak o ucieczce z nicości, w nicość. Myśl ta pochłania tego kogoś całkowicie. Powoli drąży ścieżki miedzy racjonalnym myśleniem, a bezmyśleniem. Pojawia się myśl o samobójstwie. Wszystko nas zawiodło, nawet my sami. Podświadomość broni się. Co raz mniej ma argumentów. Ból skrywany w samotności, pogłębia się, zaczyna mieć ma nad nami władzę. Samotność - jest to jedyna forma protestu, na który możemy się zdobyć w czas beznadziejności. Wszystko zdaje się nie mieć znaczenia, wszystko pozbawione jest sensu. Jednak śmierć wciąż nie nadchodzi, samobójstwo przestaje być wyjściem, śmierć wciąż więcej ma grozy, niż uroku wyzwolenia się z zamkniętego kręgu, w jaki wpadamy. Do jednego ucha coś szepcze, zrób to, zabij się. Życie nie ma sensu, nie jesteś nikomu potrzebny, sprawiasz tylko kłopot. W drugim uchu słyszymy, nie daj się zwariować, świat jest piękny, wszystko minie za czas jakiś i znowu zaświeci słońce. Czas zagoi rany. Kiedy? Pytamy i szukać wyjścia z beznadziejności zaczynamy. Boimy się, strach jest wszechwładny. Boimy się głupoty, okrucieństwa, bestialstwa. Boimy się, że nie obronimy się przed tym. Boimy się pozoranctwa, przebieraństwa, wcielania się w inne ciało. Boimy się udawania, że nie zależy, lub zależy, kocha, nie kocha, wierzy, nie wierzy w nasze słowa, w nas. Boimy się, że wszyscy wiedzą lepiej, a nie wiedzą nic. Udają. W cudze piórka się stroją. Boimy się kłamstwa i obłudy. Boimy się przyjemności ich słuchania. Boimy się tego, co jest miłe i przyjemnie, boimy się, że tak nie jest. Boimy się siebie. Jest tak wiele rzeczy, których się obawiamy, które w samotność nas ciągną, której tak naprawdę nie chcemy, jej też się boimy. Masze życie jest pełne strachu, obaw, ale widzimy to wszystko dopiero wtedy, kiedy stajemy w obliczu beznadziejności, bezradności. Kiedy wszystko jest dobrze, nic na drodze nie stoi, strachu nie ma. Życie jest piękne, jesteśmy potrzebni. Przysłowie mówi: - Jeśli chcesz być mocny, poznaj samego siebie. - Jakie to proste, jak łatwo powiedzieć. Poznajemy wszystko i wszystkich wokół, siebie poznać nie sposób. O sobie wiemy tyle, ile nam inni powiedzą, a i tak, wybieramy to, co najbardziej nam odpowiada. Staramy się udowodnić sobie i innym, że właśnie tacy jesteśmy. Nie zawsze tak jest, często zaskakujemy sami siebie. Robimy coś, czego po sobie byśmy się nie spodziewali. Wówczas, najczęściej wpadamy w beznadziejność. Widzimy bezsens naszego dotychczasowego życia. Bojąc się siebie, reakcji otoczenia, skrywamy się w samotności. Uciekamy od siebie, od życzliwych nam ludzi. Nie ufając sobie, nikomu nie ufamy. W samotności ból się potęguje, Każdy drobiazg, rośnie do bezrozmiarowości. Im dłużej w tym kole tkwimy, tym trudniej wyjść z niego. Odtrącamy wyciągnięte do nas dłonie. Nie zdajemy sobie sprawy, ze któregoś dnia ich zabraknie. Zostaniemy naprawdę sami. Wszyscy, którzy w nas wierzyli, chcieli nam pomóc, odtrąceni po wielekroć, odejdą, nie będą narzucać nam swojej woli. Nie chcą nas osaczać. Ci, którzy nas kochają, nasi przyjaciele, z krwawiącym sercem będą stali. Będą obok... ale będą tylko stali.
                  Znam to uczucie. Znam samotność, samotność w tłumie. Znam trud powrotu. Nic już nie jest takie same. Nikt nie jest taki sam. Ludziom posiwiały skronie. Porosły olbrzymie drzewa. Pozmieniały się fasady domów. Nieznane, znane są ulice. Słowa zapomniane. Moje życie stało, kiedy dookoła wszystko się zmieniało. Ucieczka w samotność jest oczyszczeniem, kiedy trwa jak urlop, krótko. Dni kilka. Nie da się uciec od życia, od świata i ludzi. Kiedyś trzeba stanąć. Oby nie było za późno.

      "Udaję radość, której we mnie nie ma, ukrywam smutek, żeby nie martwić tych, którzy mnie kochają i troszczą się o mnie. Niedawno myślałam o samobójstwie. Nocą, przed zaśnięciem, odbywam ze sobą długie rozmowy, staram się odegnać złe myśli, bo byłaby to niewdzięczność wobec wszystkich, ucieczka, jeszcze jedna tragedia na tym i tak już pełnym nieszczęść świecie"
Paulo Coelho - Czarownica z Portobello

Basia - 2009-02-20 06:38:34

Witajcie o poranku Misoginianie!
Jakoś pośnieżyło w ostatnich postach, pośnieżyło też w Krakowie. Własciwie post dzisiejszy powinnam zatytułować "z oblężonego miasta" lub jak kto woli "iz wajennewo garoda". Faktycznie narobiło się zamieszania "bez te atomy" czyli szczyt NATO, protesty, przemarsze, pikiety i do wyboru, do koloru. Nie dość,że ruch poodwracany (biada jeżdżącym "na pamięć"), to jeszcze tradycja - rzecz święta i krakowianie ruszyli do swoich ukochanych cukierni po pączk,i tworząc nieformalne, nielegalne (bo przecież nigdzie nie zgłaszane) zgromadzenia, pospolicie zwane kolejkami. Najlepsze cukiernie oczywiście są w centrum miasta, jak i wszystko pozostałe, więc bałagan stworzył się niewąski, odwrotnie propocjonalny do szerokości krakowskich uliczek. Nad głowami polatywał nam śmigłowiec "ku ochronie" płoszący co rusz ptaszyska z Plant (i z parku koło mego domu). Te podrywały się z wrzaskiem zagłuszającym momentami wykrzykujących przez tuby demonstrantów. Do tego protestujący mundurowi wyli przenośnymi syrenami. Jednym słowem: bosko. Tak było wczoraj a dzisiaj? Trudno wyobrazić sobie, bo piątek w Krakowie to dzień totalnego zakorkowania, nawet bez dodatkowych atrakcji. Może policja sobie jakos poradzi, bo takich tłumów policjantów i strażników miejskich jeszcze nie widziałam.
Śnieżnie, biało i mroźnie. Powrócił zapamiętany z dzieciństwa dźwięk szufel odgarniających śnieg. Pojawił się też nowy. Na alejkach urządzają sobie rajdy prowadzący mini pługi. Kierowcy skrobią zamarznięte szyby.
Pisze Hrabina o rejestrowanych dźwiękach z Krainy Wiecznego Lodu. Trzask rozsadzającego lód życia. Przyłóżcie ucho do skrawka misoginiańskiej podłogi. Słyszycie trzask dobijajacych się postów nie mogących się przebić na powierzchnię?

Mirka - 2009-02-20 15:32:45

Do kroćset, Vostradamusie, celnie rzucasz śnieżkami.
Kawusię poranną właśnie zaparzyłam, nie, nie spałam. Wiele zajęć, wiele spraw i sprawek czas od świtu, kiedy to sportowca swojego na zawody wysłałam, a szóstej jeszcze nie było, dnia pół zajęło i kolejne godziny pochłonie. Myślę sobie, chwilkę, kilka minutek, kawę wypiję i zajrzę, poczytam. Kiedy czytam, że pisałam i dziękuję dostałam, a przecież nic dzisiaj nie posłałam na Misogino, muszę zasłużyć na to piękne słowo. Post nocny tak jakoś sam się napisał. Inny miał być temat, podobny, aczkolwiek nie taki. Gombrowicz, od którego myśl czerpałam, w tle przyciszona Msza Wędrującego, emocje dnia całego, a i Krzyś swój kamyk dorzucił. I wyszło jak wyszło. Kiedy posłałam i nie ukazywał się, już się nad treścią nie zastanawiałam, uparciuch z różkami wlazł we mnie i słałam. Kiedy Hrabinę zobaczyłam, niemądra myśl mi do głowy przyszła, którą nie omieszkałam podzielić się z Wami.
Wybaczcie te moje .... i słowo mi uciekło
Klaro, jak ja kochałam odśnieżanie obejścia domostwa naszego. Z odsypywanego śniegu, śniegowe płoty budowałam. Bawiłam się jak dziecko, radocha nie z tej ziemi, a nie daj Boże któreś dziecko mi popsuło budowlę:):) śniegiem natarłam porządnie. Letnim zajęciem, na które Tadeusz mi nie pozwalał, a ja każdą jego nieobecność wykorzystywałam, było koszenie naszych trawników. Nie byle, jakie było to koszenie, bo kosą. Dopiero, co naumiałam się kosę trzymać, podpatrzyłam jak robi to moje szczęście i dawaj do dzieła. Kiedy teraz działeczkę swoją koszę, sensację wywołuję. Nie dość, że kosa to jeszcze baba z nią chodzi. Ale ja to lubię i wcale gapiami się nie przejmuję. Sierpem i kosą trawę traktuję, jak Boryna, a co mi tam.
Eris, Mariolu, bardzo mnie cieszy, że piszecie to, co piszecie. Dziękuję.
To się nagadałam, kawa wystygła i czas do zajęć wracać.
Pozdrawiam wszystkich serdecznie.

P.S.

Znowu zapomniałam, już cztery dni temu miałam powiedzieć, że przebiśniegi zakwitły w moim miasteczku. Widziałam na wzgórku, przed domkiem niewielkim, łatę z białych kwiatków na szaroburej, zeszłorocznej trawie. Teraz śnieg je zakrył, chyba nic im nie będzie?
Takie małe, a jak cieszy. Raduje, bo wiosnę zwiastuje.

Serdeczności. Teraz już na pewno koniec mojego paplania

Mirka - 2009-02-20 20:39:32

Pożegnam dzisiaj Misogino cudowną piosenką . Być może dla mnie cudowną, dla innych, nie. Kiedy pomyślałam o Misogino po spacerze z psem, wpadły mi jakoś słowa; ja się nie skarżę, a po chwili dodałam, na swój los. Na tentychmiast przypomniała mi się Edyta Geppert.

Ty, Panie tyle czasu masz,
Mieszkanie w chmurach i błękicie
A ja na głowie mnóstwo spraw
I na to wszystko jedno życie.
A skoro wszystko lepiej wiesz
Bo patrzysz na nas z lotu ptaka
To powiedz czemu tak mi jest,
Że czasem tylko siąść i płakać

Ja się nie skarżę na swój los
Potulna jestem jak baranek
I tylko mam nadzieję, że...
że chyba wiesz, co robisz, Panie.

Ile mam grzechów? któż to wie...
A do liczenia nie mam głowy
Wszystkie darujesz mi i tak
Nie jesteś przecież drobiazgowy
Lecz czemu mnie do raju bram
Prowadzisz drogą taką krętą
I czemu wciąż doświadczasz tak
Jak gdybyś chciał uczynić świętą.

Nie chcę się skarżyć na swój los
Nie proszę więcej, niż dać możesz
I ciągle mam nadzieję, że...
Że chyba wiesz, co robisz, Boże.

To życie minie jak zły sen
Jak tragifarsa, komediodramat
A gdy się zbudzę, westchnę - cóż
To wszystko było chyba... zamiast
Lecz póki co w zamęcie trwam
Liczę na palcach lata szare
I tylko czasem przemknie myśl
Przecież nie jestem tu za karę.

Dziś czuję się, jak mrówka gdy
Czyjś but tratuje jej mrowisko
Czemu mi dałeś wiarę w cud
A potem odebrałeś wszystko.
Ja się nie skarżę na swój los
Choć wiem, jak będzie jutro rano
Tyle powiedzieć chciałam ci
Zamiast... pacierza na dobranoc

Autorzy: Magda Czapińska/Włodzimierz Korcz

Basia - 2009-02-21 07:39:42

Witajcie!
Krystku, nie wytrzymałam, no, nie wytrzymałam i zadzwoniłam wczoraj do Sorelliny :))) Złapałam ją tuż przed wyjściem na imprezę w Chacie Zbójnickiej. Ależ się nam nasza Sorellina rozbawiła! A to kulig z pochodniami, a to krzesany po kwaśnicy. Hej, góry nasze, góry. Sama zresztą opowie po powrocie. Ja tylko za posłańca posłużyłam i odwzajemnione pozdrowienia od Sorelliny przekazuję.
Zakopane zakopało się w śniegu a ów ciągle pada. Dziś wg Wikipedii przypada 73 rocznica uruchomienia kolejki na Kasprowy. Co prawda data ta nie znajduje potwierdzenia w innych żródłach, ale co tam, niech i tak będzie. Odnowiona kolejką jeszcze nie jechałam, czekam na Hrabińcię :). Hm, a pomysleć, że mojego KM, w końcu półkrwi górala (eee, taki tam - nowotarski), dopiero ja po raz pierwszy wywiozłam na Kasprowy, gdy nasz syn miał 4 latka. Przeżycia były nieziemskie, bo właśnie wówczas w całej pełni objawił sie jego lęk wysokości. Zdecydowanie stanowił największą atrakcję dla podróżujących. I tu uwaga: to się da zwalczyć (rozwodem ryzykując).
Dziś przypada równiez ONZ-owski Miedzynarodowy Dzień Języka Ojczystego. W takim dniu Kraków będzie żegnał na zawsze fantastycznego literaturoznawcę prof. Jana Błońskiego, uroczego Człowieka, Piwniczanina.
Mnie zaś dumą napawa fakt, że mam swój kawałek podłogi w takim miejscu w internecie, gdzie wszyscy starają się jak potrafią dbać o polszczyznę, mimo problemów dyslektycznych, mimo wieloletniej emigracji. Mało tego, starają się zmierzyć z tym naszym trudnym językiem (tu słodkie przywołanie Mascalzone, ale też Stefanii i Luigiego:) Misoginianie, dziękuję Wam za to! Dziękuję, bo przecież to wcale nie jest proste zachowanie urody naszego języka, w kraju, gdy media powalają nas co rusz kolejnymi błędami a politycy im nie ustępują, poza naszymi granicami zaś po prostu łatwo zapomnieć nie obcując na codzień z językiem. Nie przywołuję tu przykładów tych, co ledwie wyjechali a już do bogdanki płowowłosej "Izabel" się zwracają, bo to, jak skomentował KM, folklor i żenada (na całą sytuację związana z ową niezwykle "popularną" parą spuszczam miłosiernie zasłonę milczenia). Swoją drogą, "żenada" zrobiła nieprawdopodobną karierę i chyba na stałe zagościła w polszczyźnie.
Buongustaio, cieszę się,ze znów Cię widzę i pisz ...cokolwiek, w końcu nie jesteśmy przypisani do określonych tematów. Nawet, jesli miałbyś zadeklamowac, jak niegdyś Modrzejewska, książkę telefoniczną i tak będziemy szczęśliwi widząc Twój nick.
Tym razem ja przypomnę o Pajacyku, bo mizernie wygląda ta liczba 221.
Posdraviam Wszystkich i z utęsknieniem wypatrywac będę widoku Waszych nicków.

Aska - 2009-02-21 11:29:44

"Czasami nie śpi człowiek w nocy, patrzy w ciemność pustymi oczami i myśli: Za coś ty mnie, życie, tak pokaleczyło? Za co ta kara? Nie znajduję odpowiedzi ni w ciemności, ni w biały dzień." - Los człowieka - M. Szołochow

A niech tam mówią sobie, co chcą, niech i plagiatem będzie to opowiadanie ile razy oglądam film na podstawie opowiadania Szołochowa, tyle razy do książki wracam. Nie mam jej w swoich zbiorach, idę do biblioteki, dobrze, że panie tam dosyć często się zmieniają, nie wiem, co pomyślałyby sobie. Jest kilka pozycji, które wielokroć wypożyczałam i wypożyczać będę. Za każdym razem, kiedy chcę sięgnąć na półkę i uświadamiam sobie, że tego nie mam, obiecuję, że tym razem kupię. I na obiecankach się kończy. Zbyt małe miasteczko, księgarnie są i to nie jedna, ale … nie będę narzekać, dobrze, że jest to, co jest.
Do człowieczych powrócę losów. Wczoraj późnym wieczorem obejrzałam film, nie cały, fragmenty, tak szybciutko, (na podglądzie to się nazywa?) I sobie pomyślałam - Boże, czego ja od życia chcę? Dzieci moje od wojny uchronione, najbliżsi, jeśli odchodzą, to w naturalny sposób, nie giną od bomby/kuli. (Czasem z bandziora ręki, ale w życiu wypadki się zdarzają). Tyle jest wojen na świecie, tyle nieszczęść, a my narzekamy na nieotwierające się strony. Kochani, obyśmy tylko takie w życiu mieli kłopoty. Kiedy już doczekamy się, że strona jest otwarta, kiedy już poczytamy i napiszemy, wysyłamy. Czekamy - ukaże się, czy nie?  Tyle razy pisałam, nie tylko ja, co można zrobić i co niektórzy z nas robią by post został zamieszczony na Misogino.
Dzieciaki maja przykazane; kiedy pojawi się informacja z ZS należy natychmiast mamę wołać. W przypadku, kiedy mamy nie ma, otworzyć Misogino, (jest w zakładkach) i jeśli postu owego nie ma, wkleić. I co czas jakiś powtarzać daną czynność. Jeśli się nie zastosują, zakaz gry na komputerze przydarzyć się morze.
W kilku słowach przypomnę opowiadanie Szołochowa, warto przypomnieć sobie film, książkę:
Główny bohater, Andriej Sokołow, przedwcześnie postarzały, zgorzkniały samotnik. Wojna zabrała młodość, zdrowie i rodzinę. Wiele lat spędził w niemieckich obozach jenieckich. Gdy wreszcie udało mu się uwolnić, wrócił do domu, w którego gruzach podczas bombardowania zginęła jego żona i córka. Pozostała nadzieja na powrót syna, który jako jedyny z rodziny przeżył bombardowanie i zaciągnął się do wojska. Dosłużył się rangi kapitana. Nie spotkał go ojciec, nie doczekał się syna. Poległ na froncie kilka dni przed zawieszeniem broni.
Czekając na prom, Sokołow opowiada staruszkowi o swoim życiu. Mówił jak budował dom, poznał dziewczynę z Domu Dziecka i się z nią ożenił. Jak urodził się im syn i córka. Przyszło wezwanie do wojska. Gdy się żegnali on ją odepchnął. Płacząc mówiła, że się nigdy już nie zobaczą. W pułku, kazano mu zawieść amunicję do jednostki. Gdy jechał Niemcy bombardowali. Samochód wywrócił się. Stracił przytomność. Gdy on obudził się leżał na ziemi. Wywrócony samochód, a wokoło, porozrzucane pociski. Przyszli Niemcy i go zabrali. Jeździł po wielu obozach. Trafił do obozu, w którym wzięli go, jako kierowcę. Woził Niemca. Uciekł tym samochodem z obozu. Zabrał ze sobą majora. Gdy dojechał do lasu Rosjanin uznał go za Niemca.  Dzięki jego uporowi, zaprowadzono go do kapitana, który podziękował za papiery admirała i wysłał do szpitala. Później mógł odwiedzić rodzinę. Gdy pojechał do Woroneża jego domu już nie było. A żona z dziećmi nie żyli, tylko syn się uratował, bo go nie było w domu jak trafiła bomba. Zabił go snajper. Po wojnie Sokołow pracował, jako rozwoziciel zboża. W miasteczku poznał chłopca, powiedział mu, że jest jego ojcem.
Łza za każdym razem pojawia się w oku, kiedy oglądam, czy czytam to opowiadanie. To były tragedie, to są tragedie, w miejscach gdzie toczy się wojna. Zatem, narzekać nie będę, a cieszyć się z każdej okazji widzenia Waszych ników, a jeszcze bardziej będę się radować, kiedy w okrężny sposób pomóc zamieścić posty będę mogła.

Pozdrawiam serdecznie

Mirka - 2009-02-21 14:27:39

Zima jest piękna, zima jest cudna. Latem drażnią mnie wrzaski, hałasy dochodzące za okien do późnej nocy. Dzisiaj, słysząc dzieci wesołe głosy, widząc zabawy na śniegu na górce tuż przy bloku, radość w serce wstępuje. Pogoda najcudniejsza, ładniej być nie może. Na słonecznym termometrze +10 stopni. Na dole, na podwórzu jest - 4, cieplutko jak by nie patrzeć. Na czyściutkim błękicie nieba słoneczko uśmiechnięte świeci do zabawy zapraszając dzieci. Dorośli, rodzice udają, że z dziećmi się bawią, a tak naprawdę, mają ogromną frajdę. Ludzie mnie podobni, podbabciałe panie i poddziadkowi panowie; maja, czego pozazdrościć babciom i dziadkom, którzy pod pretekstem trzymania wnuka, z górki na pazurki, sankami zjeżdżają.  Rozpaczliwe wołanie pomocy słyszę, to dziecionek w dole stoi i wdrapać się na górkę nie może. Mama wystraszona, w kapciach wybiegła zobaczyć, co z dzieckiem się dzieje. A ono śmieje się. W małych miastach, takich jak moje, dzieci same na dwór wychodzą, rodzice z okien je obserwują. Zawsze jest z maluchem jakimś rodzic jeden i drugi, wystarczy by w razie, czego pomóc każdemu dziecku. Nasze osiedle jest bardzo bezpiecznie rozplanowane, także samochody niewielkie stwarzają zagrożenie.  A słoneczko świeci, uśmiecha się do śnieżnych bałwanków, do lasów pod czapą białą skrytych. Jasny błękit nieba w oczy razi, by las na widnokręgu obaczyć, muszę je zmrużyć. Zieleń leśna mgłą zimową otulona, czapy białe na wierzchołkach sosen i jodeł, śnieżne czapy, jak szczyty górskie wyglądają. Biedne wilki, ciekawam, po której stronie granicy zimę spędzają? Kiedyś spacerując po zimowym lesie, ich ślady widziałam. Troszkę wystraszona, ale bardzo ciekawa, poszłam kawałek ich śladem. Prowadziły na skraj lasu, nie miałam odwagi iść dalej. Powrotnych nie było śladów, kto wie, gdzie bym zaszła i co zobaczyła, a nie daj Boże, granicę bym przekroczyła, co już mi się zdarzało. Było to jednak za dawnych czasów i "przyjaciółmi" byliśmy.
Mija piękny, słoneczny, zimowy dzień. Dzień dłuższy od dnia grudniowego, ale wciąż króciutki. I było by pięknie w zimowej szacie, gdyby nie kolizje, wypadki, w których giną ludzie. Powypadkowe rany, często o całym życiu decydują.
O ostrożność do kierowców apeluję. Jestem kierowcą, kocham szybką jazdę, ale ulice nie są od tego, tam ktoś może stracić życie. Kiedy pyta mnie pasażer, czemu zwalniam przed skrzyżowaniem, na którym mam pierwszeństwo, mówię; ja to wiem, ty to wiesz, ale czy ten, co z innej drogi wyjedzie będzie o tym wiedział? Kiedy widzę dzieci na chodniku idące ze szkoły, zwalniam. Dzieci są nie przewidywalne, jeden drugiego popchnąć może i na ulicy się znajdzie, muszę zdążyć zahamować. Jest zima. Jest ślisko. Bezpieczeństwo w dużej mierze od nas zależy. Od naszej wyobraźni i dostosowania się do warunków drogowych.

Miłego, bezpiecznego popołudnia

P.S.
Temperatura zdążyła się zmienić, słoneczko za las schować się, a ja, cóż ....
                                                                                      "Niech każdy z nas, jak jedwabnik,
                                                                                       tka swój kokon i nie żąda wyjaśnień, po co"...
                                                                                                                       Maria Skłodowska-Curie

Może ja na tym forum zostawię, ukaże się i na TVN

Basia - 2009-02-21 15:26:35

Masz ci los, widać dzisiaj mam dzień gaf. Łabędziątko - Brutto Anatroccolo, proszę o wybaczenie. Nie ma Sorelliny a i tak dzielnie przedarłeś się przez zasieki. Potem weszłam na pajacykowe poletko Alutki, której nawet o wybaczenie nie proszę, bo już na pewno to zrobiła :)
Śnieżnostęskniony Inżynierze, spokojnie, WU ma ogromne poczucie humoru a równoczesnie zapewne spuchł z dumy. Hm, perełki już noszę, skąd się domyśliłeś? Mówisz, że wokół mizeria, to fakt, ale zawsze znajdzie się jakiś powód do usmiechu. Na przykład złoty medal Justyny Kowalczyk. Brawo!!! Z drugiej strony zaś oboje z KM przecieramy oczy ze zdumienia po przeczytaniu informacji o wystawie spreparowanych zwłok ludzkich. Czy świat do reszty zwariował?! Co sądzicie o tym?
No właśnie, a propos WU. Ludzie dajcie odpocząć człowiekowi po dyżurze. Dziś piękna pogoda i wolałabym, żeby zamiast czas spędzać nad kolejnym postem (nie przeczę, zawsze przez nas oczekiwanym) poszedł sobie do parku łyknąć świeżego powietrza, a nie tylko kursował na trasie przychodnie - dom. Mało tego, natupię na Wściekłego nie przywołując go, ale wyrzucając na spacer i dziś i jutro!
Vostradamusie, jak juz chcesz wróżyć to wróż, ale nie pij takiej kawy, po której fusy zostają. Chce Cię tu widzieć zdrowego:)!
Zapytam jeszcze, co się dzieje ze Skandynawią, zupełnie Was odcięło?
I niech się dzieje co chce, zdradzam prywatną informację i składam tutaj najszczersze życzenia Klarze i NL w rocznicę ich ślubu!

wscieklyuklad - 2009-02-21 20:19:36

Czasami śpi człowiek w nocy, w dzień niekiedy na Jaśku Puchowym  Czaszkę skołataną łoży.
A wonczas byle Szmer drobny znienacka, niechciany i od Oczekiwania daleki na równe go stawia Nogi. Przed Namiot wychodzi wtedy, a na Dębowym przysiada pniaku. Przycięty niczem od Kosy, równo, jako Pacholęcia-Dziecięcia Czupryna Płowa wiatrem tarmoszona. Siedzi tam sobie i siedzi , w Ciemność wokoło -Upiornością Czerni Przyciężką- Pustymi się zagłębia Oczami, Szklane Źrenice wlepia. I myśli pewnie : Za coś ty mnie, życie, tak.... wynagrodziło ? Za co te uśmiechy ? Za co szczęście to moje całe ?
Oddychać się głośniej boi, by chwili owej nie mącić, by wrażeniu nie mieszać. By Powieką krzywo mrugnąwszy , Nieznanego nie spłoszyć, a do siebie mówi , a pode Nosem mruczy, a w Myślach gada : ni w ciemności, ni w dzień biały odpowiedzi "za co" nie najdę.
Los człowieka .....
Los w Kniei pędzony, pośród Słońca Promieni. Promieni, widząc które już za Cieniem, Chmurą już to Tęsknić poczynasz. A kiedy Stratus jaki nade Łbem zawiśnie, tęsknić za... Promieniem ci dane. A kiedy Deszczu krople o Ziemie dzwonią, Kontusz moczą, pode Ciżmami Błota się rozpryskują Kałużą, o Suchym Schronieniu marzysz. Suszą przewlekłą rażony z kolei, Basine Koraliki w zastaw byś oddać gotów, by szmer usłyszeć Strumienia.
Los, co nie - jako fusy kawy - osad na Duszy ścianie ostawia. Los, co każdy Por Skóry żłobi, każdy Nerw pod nią biegnący targa, do Bólu, Rozkoszy libo.
Siedzę na Pniaku takim w Zaspy zapatrzon Śnieżne, Wodę w Lodu uwięzioną Kryształach. Takich, co to na Szybie Mrozem rozpłaszczone zachwyt budzą. Takich, co gdy Drogi widok przesłonią, Złością pełnią. Takich, co to Bałwana z nich ulepić łacno, z Marchwi nos, z Węgli  oczy Czarnych parę tworząc. Może tam w Śnieżnej Głowie, Myśli się jakie kłębią ? Kryształach takich, co to po Stoku się tocząc, z Góry Lawinę ciągną. I spróbuj wtedy na Drodze jej stanąć, Pięścią grozić, Los przeklinając. Wróżyć probuj Naturze się przeciwiąc, Palcem grożąc.
W Wiosennym Cieple znikną zwolna. A wtedy nie będzie już Wiewiórzyc wokół, tych, co to na banicję czasową skazane w Orzechów a i Jadła inszego upragnieniu, ku Obozowi naszemu wędrują, Kobietki-kokietki, Kitą czarujące. A wtedy ni masz już Ciszy zupełnej, kojącej, jeno coraz wyraźniej Kapanie słyszysz. Jeno coraz wyraźniej Trzask Kry wprzódy prącej Bębenki w drganie wprawia. I sam już nie wiesz za czym za chwilkę tęsknić ci przyjdzie. Za tamtą Ciszą minioną, taką co to drgnąć się boisz by nastroju nie tracić, czy za tymiż Życia się budzącego szmerami...
Wilcze tropy pode Stopami się rozmyją, już tu, już owdzie Krokusik jaki, Przebiśnieżek białawy Gębą swą Radosną Świat powita, twojej Gębie uśmiech przywracając, Gęba, co ku Gębie się Garnie, Gęba co się ku Gębie wystawia.
Już to Sarenka, już Jelonek jaki Żwawo w Ostępy pomknie. Już Dzięcioł do Korniczych się domostw dobijac będzie, Rewizor Wiosenny,co Pardonu ni krzyny nie ma.
Los.....
Ten, co z nas nie rozpieszcza nikogo. Los, co Chwil nam Pięknych tak skąpi. ...
A przecie gdy ku Namiotom inszym patrzę, wiem, że tam Druhy moje, Ruszenie Pospolite całe, Kubańców zgraja i Kozaków sotnia, na takich samych poczywają piernatach. Leżąc, niejeden Gały w Ciemność- na Oko wykol - wtyka.
I myśli pewnie : Za coś ty mnie, życie, tak pokaleczyło ? Za co ta kara ? Nie znajduję odpowiedzi ni w ciemności, ni w biały dzień.
A przecie przed Namiot wychynąć wystarczy, na Pniaku przysiąść i słuchać, słuchać, Ucha nadstawiać bacznie.
A przecie Polanę wokół okrążyć wystarczy i patrzyć, patrzyć, wzrokiem taksować, by pojąć.
A może i wtedy Cud jaki się zdarzy ?
Może oto choćby Kuchta Obozowy z Termosem przyczłapie pod Pachą ? Ty Menażkę dobywasz, Onże Termos otwiera. Przechyla powoli, by Palców nie sparzyć, by kropli nie uronić nijakiej.
Patrzysz, jak ktoś tak przecie ważny, leje do menażki w dłoniach trzymanej Los twój......
Los jako Kawa Czarny.
Los co Fusy na Życia twego menażce osadza.
Wróżyć próbować możesz , prawo twoje.
Tylko Słuch wytężaj.
Tylko Wzrokiem ogarnąć się staraj.....

Mirka - 2009-02-21 22:20:08

Dawniej dzieci pomagać musiały rodzicom w gospodarstwie. A to chrustu z lasu nanieść trzeba, a to zwierzynę dopatrzeć na pastwisku, a to żniwa, wykopki i insze lekkie prace, pracochłonne, a konieczne.  Pewnego razu dwie dziewczynki, zioła na łące zbierały.(Inne źródła podają, że przy sianie pracowały). W tamtych odległych czasach, ziołami wszelkie choroby leczono, a i herbatę zioła zastępowały. Kawa ze zbóż przeróżnych była.
Zbierają dziewczynki a to kwiatek, a to listek roślinki i widzą z daleka powalone drzewo, pień próchniejący. Na nim odpocząć postanowiły, posilić się, do zachodu słonka wiele jeszcze czasu upłynie. Obok dębowego pnia obaczyły figurkę urody prześlicznej, nie widziały nigdy tak pięknej Panienki. Figurkę w kolorze kości słoniowej, a przedstawiającą Matkę Bożą, zaniosły dziewczynki do wioski. Bardzo spodobała się ona mieszkańcom, była tak piękna, ze postanowili wybudować dla niej kaplicę. Według prawa ówczesnego, figurka nie należała do nich, znaleziona była poza wioskową miedzą. Nie zraziło to mieszkańców, głosili wszem i wobec, oraz wszędzie, że w samej wiosce ją znaleźli. Tym czasem starannie ją ukryto, by nikomu w oczy nie kuła, by nikomu nie wadziła. Rankiem, nie było figurki. Znaleziono ją przy spróchniałym dębie.Sprawcy nie znaleziono, nikt nie przyznał się do przeniesienia Panienki. Dowiedziawszy się o tym proboszcz, zabrał figurkę do kościoła parafialnego, oddalonego od wioski kilka kilometrów. Jakież było zdziwienie, kiedy rankiem figurka leżała koło pnia. Ksiądz postanowił w tym miejscu postawić zamykaną kapliczkę i tam wstawić figurkę. Wieść rozchodziła się szybko o powracającej do dębowego pnia figurze. Zaczęli zjeżdżać w to miejsce wierni, szczególnie Ci wszyscy, którzy byli dotknięci przez los. Znajdowali tu ukojenie, wysłuchanie, pomoc, wyzdrowienie w cudowny sposób.
Jednak wśród pobożnych i bogobojnych mieszkańców Stoczka, taką nazwę nosiła i nosi do dziś dnia wieś, w pobliżu pnia dębowego, mieszkali i źli ludzie, niegodziwcy.
Było trzech braci. znanych z karcianych gierek, a i wielkich miłośników kości. Postanowili zabrać figurkę, zrobić z niej kości do gry i wtenczas, zawsze będą wygrywać. Jak pomyśleli, tak zrobili. Wdarli się do kapliczki, piękną figurkę Matki Boskiej rozbili na kawałki i kości wystrugali. Za to, za czyn ten, spotkała ich kara. Kara straszna, okrutna. Jaki los zgotowali figurce, taki też, ich los spotkał. W niedługim czasie wszyscy trzej ponieśli śmierć. Śmierć haniebną: jeden zawisł na szubienicy, drugiego okrutnie zamordowano w drodze, a trzeciego zamęczono na torturach.
Legenda ta sięga czasów średniowiecza, podobna do innych legend. Historycy widzą w niej pewne elementy wiarygodne. Z pewnością czczono tam figurkę Matki Bożej, dla której z czasem wybudowano kaplicę. Pomimo zniszczenia figurki, kaplica w dalszym ciągu stanowiła miejsce szczególnego kultu Najświętszej Maryi Panny. Dalsze jej dzieje wchodzą już w historię pisaną. Historię barwną miejsca pięknego, cudnie położonego. Kiedy tam jadę, mam wrażenie, że z lasu wyjeżdżam na polanę, gdzie stoi bardzo ciekawy architektonicznie budynek. Z piękną kartą historii.
Dobrej nocy Misogino, pięknych snów, lasem pachnących.

Mirka - 2009-02-22 06:06:31

- A jakie jest największe kłamstwo świata? - To mianowicie, że nadchodzi taka chwila, kiedy tracimy całkowicie panowanie nad naszym życiem i zaczyna nim rządzić los. W tym tkwi największe kłamstwo świata.
                                                                                                                  Paulo Coelho

Nie ma Szklanych domów, nie ma Ziemi obiecanej. "Rzeczywistość jest z tej samej przędzy co i marzenia."(W. Reymont).
Oglądam film, kolejny stary, radziecki film - Świat się śmieje - komedia, jakiej nie zobaczyć kolejny raz nie można. Są tam sceny, które mogę oglądać bardzo, bardzo często, jeśli nie częściej i zawsze rozbawią, rozśmieszą.
Film zapoczątkował w ZSRR, nowy gatunek filmowy - musical. Komedia, opowiada o zabawnym pastuchu, który robi karierę jako dyrygent orkiestry jazzowej i o służącej, która staje się główną gwiazdą tej orkiestry. Pierwszymi słuchaczami Kostii są owce i krowy. Pastuch został zaproszony, przez córkę właścicieli pensjonatu, do przygrywania gościom. Wydaje się, że kariera przed nim stoi otworem, że talent jego, został dostrzeżony. Niestety na muzyczny zew pastucha odpowiada jego stado, które dokonuje prawdziwych spustoszeń. Krowy, kozy, kury, świnki, są wszędzie; w salonie, pokojach, w ogrodzie... wszędzie. Kostia, wyrzucony z pracy, wyrusza do miasta, spotyka Anitę. Prostą, utalentowaną dziewczynę. Ich wspólny występ okazuje się być wielkim sukcesem.
Piosenki Dunajewskiego "Marsz entuzjastów" i "Serce" przeszły do historii muzyki filmowej.
Film miał wzbudzić (na życzenie Stalina) wśród społeczeństwa radzieckiego entuzjazm. Ukazał "kraj sielski i anielski". Mówiło się, że uwierzyło w ten obraz, tylko społeczeństwo zachodnie i amerykańskie.
Ze wszystkiego, nawet z kłamstwa może wyjść coś ciekawego, śmiesznego, ale nigdy nie da się oszukać kogokolwiek na dłuższy czas. Nie da się oszukać losu, bo los zależy tylko od nas.
Każda szata ulega zniszczeniu, znoszeniu i takim odzieniem jest kłamstwo, nietrwałym. Los, brzmi tajemniczo, a nie musi takim być. Wystarczy odrobinę pomyśleć, życie swoje zaplanować, poukładać w szufladki. W szufladkach troszkę miejsca, na ewentualne, zostawić zmiany. Te zmiany losem nazywamy. Jednakowoż nie będziemy zbyt mocno zaskoczeni, kiedy na zmiany przygotujemy się. Kiedy będziemy otwarci na świat i życie, otwarci na drugiego człowieka. Kiedy z sercem na dłoni, uśmiechem na twarzy będziemy w nieznane wkraczać rejony, wówczas los pośle do nas swój uśmiech, nie będzie złym zaskoczeniem. Uśmiech otworzy serca innych ludzi, od których nasze plany zależą. Innym serce okazane, sercem odwzajemni się i tu los uśmiechem witać nas będzie. Nie żyjemy w pojedynkę, nie jesteśmy sami na świecie, nie jesteśmy pępkiem świata. Nasz los zależy od nas i ludzi nas otaczających, od tego jakimi nas spotkają, tacy nam się pokażą.
Serce, najpiękniejsze słowo świata,...
- "Serce, kak charaszo szto na świecie żyć, serce kak charaszo szto ty takoje, spasiba serce"... ( przepraszam, piszę jak słyszę)

"Człowieczy los nie jest bajką, ani snem.
Człowieczy los jest zwyczajnym, szarym dniem.
Człowieczy los niesie trudy, żal i łzy.
Pomimo to można los zmienić w dobry, lub zły.
Uśmiechaj się,
do każdej chwili uśmiechaj,
na dzień szczęśliwy nie czekaj,
bo kresu nadejdzie czas,
nim uśmiechniesz się chociaż raz"... Śpiewa Anna German

Dzień dobry Misogino, pięknej, spokojnej niedzieli

<<<KLIJNIJ>>>

http://www.mmszczecin.pl/rep/blog/2605/46111.4.jpg

wscieklyuklad - 2009-02-27 20:34:55

Kiedy siedzisz u Namiotu Progu a na inne Brezenta poglądasz, jednakimi się zdają wszystkie. Ten sam kolor, materiał identyczny, wielkością tożsame. nętrza jednaką liczbe Piernatów kryją, Szafki Nocne kropka w kropkę przy Łożu każdym.
Sztampa .... Szarzyzna..... Monotonia do Nudy wiodąca.... Zaskoczenia nie przeżyjesz żadnego, Bo skoro jednakie wszystko, zatem do z Brzegu Pierwszego zajrzeć starczy, by wiedzę o pozostałych posiąść....
Ale kiedy Kubańce do swej cię zaproszą Siedziby, gdy wszedłszy na Zydlu przysiądziesz, a ku Namiotu Stropowi Wzrok skierujesz, jeślisz uważny, a spostrzegawczy, Drobiny dostrzeżesz Sadzy. Gdy Ślepia w Próżni utkwisz, Dym się wijący podziwiać mógł będziesz. A potem - Powieki spuściwszy - Zapach Tytuniu wdychać możesz - Hawana bodaj...
Gdy Oczy przymknione trzymasz, słyszysz jeszcze Mambo takty ostatnie, Rozmów rozgwar.....
Ale kiedy Kozaki do swej cię zaproszą Siedziby, gdy na Zydlu spoczniesz, a ku Kątom Bielmo swe skierujesz, Uszanki się dostrzeżesz suszące, Onucki libo. Wióry w kopkę zamiecione, ot Sprysków struganych resztki. A kiedy Powieki spuścisz, zapach Drewna wilgotnego Nozdrza twe połaskocze, do kichania musząc. Gdy Oczy przymknione trzymasz, słyszysz jeszcze Dumek, jeszcze Romanc strofy ostatnie, Mołojeckich nawoływań rozgwar....
Zatem Namioty, choć jakby spod Sztampy identyczne, jednakimi nie są.
A cóż o Mieszkańcach powiedzieć dopiroż ? Z nich każdy swoją snuje opowieść. Z nich każdy inszy, każdy inne Marzenia, receptę na Życie inną mający.
Możesz i w Kniei zajsć Głębię. A tam Warchlaczki napotkasz w Żołędzi poszukiwaniu ryjące, każdy na swój to sposób czyni. Możesz i do Wiewiórzyc usmiechy słać. A przecie z nich każda z inszej wygnana Dziupli, inszego Wiewióra za Tyrana posiada.
Tak z nas każdy swoistą Miłością opanowan, odmiennym Uczuciem pała, różną się wrażliwością cechuje.

Porównania........
Ten taki, tamten siaki, to owakie nie takie.... A przecie każde uznania warte, każde wartościowe odmiennością swoją. Gdy na Pniaku przysiądziesz Dębowym uznasz łacno, że kazden z Druhów owych, każden z Polane okrążających Kompanyonów Najwyższego godzień Uznania. Bo gdyby nie Kontusz jego, Barw pięknych podziwiać byś nie mógł. Bo gdyby nie Ciżmy jego, Trop napotkany, zainterresowania twego by nie budził. Bo gdyby, nie Wyrazy z Gęby dobyte, analizie czego poddwac byś nie miał. Cały Świat, byłby twoim, izolowanym pustelniczym eremickim światem. gdzie Myśl każda twoja jest myślą, gdzie Pragnienie dowolne, twoim jest jeno, gdzie Potrzeby sensu nie mają, bo nic nie istnieje inszego.
Czyż Syzyfa wspominając dzieło, Moc jegi uznając, samiż z Wysiłków zrezygnujemy próżnych ? Czy widmo Porażki widząc, Ręce załamiemy Zwątpieniem zdjęci ?
Czyż  kolejny Zycia Etap za sobą mając, Przeszłość przekreślic mamy ? Czy jeno z Nostalgią wstecz spoźrzenie, za cały Doświadczeń Bagaż mieć mamy ? Bagaż, cośmy go lata całe dźwigając ku Doskonałości dążyli ?
Kubańce przed Namiot wylegają. Pode Pachami Puzderka dzierżą. W nich to Cygara przednie się kryją. A przecie to Kozaki Ogniem władają, Iskry niecą. Żar, co bez niego, Cygaro nie zapłonie żadne, Dymem się nikt nie sztachnie.
Jesteśmy jako Życiowej Układanki składniki. Jesteśmy, jako Budowli misternej elementy.
Czyż Podwaliny gorsze są od Dachu ? Czyż Strych nad Piwnicą dominuje ? Tam między niemi, Pięter się kryje bez liku. Siedziby może i identyczne, z Wielkiej strojone Płyty.
Ale gdy Oczy zamkniesz, Monotonii wyrazistość mija. Ale gdy Ucha natężysz, Głosy rozmaite dosłyszysz.
I nie dlatego żeś Gorszy, na Umyśle tknięty. Dlatego zaś, że ni masz w Kniei Naszej dwóch Drzew jednakich......

Aska - 2009-02-28 18:08:42

Linki do wystawy zabawek w Krakowie, o której wspomina Basia na Misogino.

<<< KLIKNIJ >>>

<<<KLIKNIJ>>>

Miłego oglądania i czytania :1_roza:

Aska - 2009-03-01 12:24:31

<<<Łódź>>>    -----   Link przez Basię przesłany

<<<Moje piękności>>>   ----  Zobaczcie i powiedzcie, czy nie przesadzam :)

<<< Miasta w Polsce>>>  ----------  galerie polskich miast i miasteczek

Miłego ogladania, kosmicznego podróżowania :sport009:

gosc Enrico - 2009-03-02 12:13:34

Na wirasna prosba Papino,daie iego text.
Se li vedeste salire su certi voli charter stranamente affollati da uomini soli, da Roma o da Milano, diretti in Brasile, Kenya, Bali, Filippine, Costa Rica, India, Cambogia, Russia o Rep.Ceca, coi loro trolley firmati, e i loro giacconi sportivi da turisti, e in tasca il pacchetto "all inclusive" fornito da certe agenzie, e i vaucher pronti in mano, fareste fatica a proiettarli nella sequenza successiva di quel viaggio. Partono dall’Italia in ottantamila all’anno, più che da qualunque altro Paese. Tra poco, staranno a raccattare bambine e bambini brasiliani sul lungomare di Fortaleza, per stuprarli in cambio di un giocattolo o un piatto di minestra, o vagheranno a caccia lungo le autostrade ceche, tirando sul prezzo con le madri che espongono i figli come souvenirs locali.
E se li vedeste tranquillamente seduti alla sera, dopo cena, davanti ad un pc, magari nella stanza accanto a quella dove dormono i loro genitori o i loro figli, fareste fatica a immaginare che tipo di sequenze agghiaccianti stanno scambiando, guardando, vendendo, scaricando, con quali strategie diaboliche stanno cercando di adescare minorenni per ottenere foto, filmati, prestazioni. Sono centinaia di migliaia, e sono al quinto posto nel mondo nel consumo di pedopornografia.
Se potreste guardali in faccia conoscendo le loro abitudini, provereste, oltre alla ripugnanza, qualcosa che assomiglia al disorientamento e alla sorpresa. Gli orchi internauti, gli orchi hacker, gli orchi viaggiatori, che sono variabili moderne e globalizzate degli orchi tradizionali, non lasceranno trapelare nulla che possa insospettirvi, se cercherete di smascherarli dall’aspetto, dalla condizione sociale, all’età: giovani, colti, socialmente integrati, reddito medio alto, spesso sposati e padri, pertanto più spregevoli degli altri, nella scelta di rapinare l’infanzia a milioni di bambini per annoiarsi di meno, cercare emozioni estreme, trasgredire, dissacrare, sperimentare la violenza, misurare il proprio potere vessatorio sugli inermi.
Se poteste guardarli in faccia, dunque, restereste inorriditi dalla loro apparente normalità. Guardarli in faccia è impossibile, però, perché sono nascosti e irrintracciabili come l’anima nera dell’Italia, dell’Europa, degli Stati Uniti. E sono tanti. Tanti quanto l’intera popolazione di Gela, di Busto Arsizio o di Treviso, quelli che partono ogni anno dall’Italia per andare a prendersi la propria quota di abusi tra i quasi quattrocentomila turisti del sesso che partono dal mondo occidentale, per stuprare nove milioni di bambine e un milione di bambini, come ci informa, in un rapporto, l’Ecpat.
«Hanno tra i venti e i trent’anni- assicura Marco Scarpati, presidente di Ecpat Italia- e cercano un sesso che hanno visto spiando dal buco della serratura di Internet: un sesso diverso da quello normale, che spesso filmeranno coi loro telefonini, per farlo vedere agli amici».
Il nuovo pedofilo è così: col vuoto interiore che gli ha deformato i sentimenti, e un kit tecnologico che lo ha istigato, attrezzato, socializzato, disinibito. E allora la Rete diventa il grande untore. Incoraggia, legittima, aggrega, propone, corrompe la fantasia, affina le tecniche dei predatori, moltiplica a dismisura il numero delle prede potenziali. Un diagramma in ascesa costante, regolare come le stagioni. La linea "Hot 114" di Telefono Azzurro «ha registrato un incremento del 34 per cento dei contatti negli ultimi otto mesi», dice il presidente, Ernesto Caffo. La maggior parte, trentasette per cento, riguardano materiale pedopornografico nel quale qualcuno si è imbattuto navigando in Rete.

La mano dell’orco arriva ovunque: pagine web, portali, siti, social network, spam, programmi di file sharing, chat, newsgroup. Un pianeta sommerso che propone, scambia, vende, contamina, cerca di cooptare nuovi adepti, cerca di catturare nuove prede con il "grooming", raffinatissima tecnica di adescamento in cinque fasi, che getta le rete tra i preadolescenti ed i bambini sempre più web dipendenti.

Così le statistiche schizzano verso l’alto, con progressione sempre più intensa e inarrestabile. Telefono Arcobaleno segnala quasi il quaranta per cento di siti rilevati in più, nel primo semestre del 2008, rispetto allo stesso periodo dell’anno precedente.

«Otto nuovi bambini schiavi ogni giorno». Vanno a ingrossare una popolazione mondiale di piccoli fantasmi che qualcuno stima attorno ai due milioni. Hanno dodici, dieci, sette, tre anni, anche di meno. La maggior parte di loro si perderanno in un magma di orrore senza riemergerne mai più. «Nel database dell’Interpol - informa Save the Children - ci sono ventimila immagini di bimbi abusati. Solo cinquecento di loro sono stati identificati». Gli altri non hanno nome, non hanno volto, non hanno futuro.

autore:f.m.

Mirka - 2009-03-04 01:28:56

@ KLIK @
http://www.madzik.pl/gify01/new01/rose20.gif

wscieklyuklad - 2009-03-04 23:11:11

Leżysz sobie Starcze w piernatach, z Pierzyną na Łbie, Sny sobie kontemplujesz, a tu na Łeb coś ci spada. Okiem łypiesz, a tu po Namiotu Stelażach Metalowych, Prętach szarzyzną zimnych , odpychających Wiewiórzyce gnają, Kitami równowagę łapiąc, a piszcząc,a tupiąc, a dokazując. Pierzynę tedy głębiej na Uszy nawijasz. A one-Trzpiotki fru Orzeszek Ziemny w dół walą, Orzeszkiem Ziemnym w ciebie rażą Orzeszkiami Potokiem w Ciebie- Gradem niczem-sypią.
A idźciesz wreszcie do Wiewiórów swoich, złośnice wstrętne, a przez Poły namiotu rozchylone niech Sikorki wlecą, Wróbelki wefruną, Dzięciołki libo.
Gdy wszystko przycicha Niebytu wrażenie cię ogaria. Nic sie nie dzieje, nic sie nie stanie, wydarzeń Zero nastąpi. Tą Goryczą napełnion Przeczuć z Boku na Bok się walisz, z Żebra na Żebro przekręcasz. A kiedy Powieki przymkniesz, tam spode Polowego Łoża Stelaża ( na którym zległeś Nocy godziny kolejnej, a którenże w Lędźwia bez Mizeryji cię jakowej razi )  Ruch słyszysz. Dżdżowniczki korytarze wiercić poczęły. Kreciki to tu to tam z Polepy Kopczyki wzniesą. Robaczki Świętojańskie Skrzydełka suszą - ot Światła Źródełko na Wieczory Długaśne pewne.
A jeśli już Żyjatek Gołym Okiem widocznych ni masz, zawszec tam mikrobek jaki Bakteryjka, Pierwotniaczek, Amebka jakaś, WIRUS libo. A ostatnie tenże, we znaki dać się potrafi i to nie o Kaszelek, nie Katarek,nie Temperaturkę cię jaką przyprawiwszy, ale podle a skrycieku Twojemu się komputyjerowi zakradłszy, żre go, Brzuszysko pasać Bezwsydnie, do Rozpuku, do Stuku Puku, do Wielkiego Wybuchu - jako ten Pierwotny z Chaosu wyłonion. I próbuj teraz z nim za Bary się brać, Lewatywy na poczekaniu wymyślaj, oleje rycynowe do Pupuni jegoż lej, by Ekran przeczyścić, Cifem jako, alibo Domestosem inszem.
To takaż to Sprawiedliwość Boska ? Takiż to -Hiobowy iście dopust - na Starca zsyłać głowę ? Starca, co na Garbie swem 400 letnie Brzemię dźwiga ? Tego, co po czterokroć od Jewropejki najstarszej Starcem większem ?
Tak to Wiewiórzyce Licho zbudziło. Tak to podlec, co Dzieciaczki strawy pozbawiwszy do Komputyjerów WIRUSA zapuściwszy, mowy mnie pozbawił.
Ale tak to już w życiu bywa, że gdy ci Mowę odbiera, Rozum tym Żywość wykazuje większą. Gdy Słowa w Gardle więzną, Tęsknota do Głosu dochodzi. A wtedy przede Namiot wynijść wystarczy, a Powietrza w Płuca głęboko nabrać. Kości Osteoporozą zjedzone naciagając, Zimie ustępującej na Nosie grać. I niech tam Deszcze niespokojne, Wichry okrutne wieją. Deby jako stły, tak i stoją. Namioty jako rozbite opodal, tak w miejscu tem samym tkwią.
Jeno Ludziska Pogubione, Zagubione Sieroctwa poczuciem, Porzucenia i Wzgardy obawą.
A przecie gdy dobrze sie rozglądnać Tropy poznasz snadnie. Tam gdzieś na Kniei skraju Gulinbursti zesszłoroczne Żołędzie dobywa. Tam gdzieś pośród Paproci Zbutwiałych Andhrimnir Ziemie wokół Buczyny wzrusza.
Tu i tam Pręgi na Tygryska dostrzegasz Ciele. Tanki Lufami ku bisurmana mierzą Forpocztom.
Znaku ni masz. Do Namiotu zajść tedy warto. Bo tam pośród Piernata Fałdów Orzeszki się Ziemne walają.
Siegasz po nie, Skorupy nadgryzasz. A Zęby mimo lat Czterystu wciaż Mleczne. Bo wciąż masz Radość Istnienia, Szczęście bycia w sobie. Tedy lat mimo upływu Dzieckiem się czujesz, Starcem co Młodzieńcem wszakoż, co tamtym Dziecięciem Pacholęciem przez Draby strzeżonym pozostał.
A wtedy do Komputyjera podejsć masz Wolę. Ekran do Żuchwy zbliżasz, Zębiska w Ekran wrażasz.
A wonczas pod Siekaczami Wirusa czujesz. A wtenczas pode Kłami Zło czujesz. A w chwilę ową Trzonowcami Podłość kruszysz. Mlaskasz przy tem kontent z siebie. Rad, żeś wśród Przyjaciół na nowo zawitał. Wirusa po Wirusie przełykasz, w  Solnym kąpiesz Kwasie.  Kwarantanna to jego godna.
Tęsknota uchodzi... Żal Chwil Straconych... I już się cieszysz na Noc kolejną, na Poranek Nowy.
Bo może Rankiem miast Kubricka pobudki, miast Dzwonów kołysania, Orzeszka w Czoło pacnięcie na równe cię poderwie nogi ? A ty wstając przed Namiot wychyniesz, Barki do Wytrzymałości naciągniesz Granic- aż gruchnie.
Gołąb jaki nadleci wonczas i gruchnie. I tak twoich Gruchanie kości z jegoż się  Gruchaniem stopi.
A ty w tę Życia wsłuchany Symfonię, Orzeszkiem na Dnia powitanie Nowego zagryziesz.
Polanę w te i wewte okrażysz. Rozmów Kompanyonów posłuchasz. W mambo takt podrygiwać poczniesz, dumkę jaką, romancę libo pod nosem nucąc.
Bo taki jest Alertu Nieobecnych Początek nieunikniony, Powrót kolejny....

wscieklyuklad - 2009-03-07 20:44:27

Mrok Nocy na Obóz - jako dnia spada każdego. A Soboty mimo - Uroków niepomny - przed Namiot wyłażę, by na Pniaku Zwyczajem codziennym przysiąść. Trwoga mnie jeno zdejmuje w Złą otaczającego przeczuciu, w obecności przeświadczeniu jego. W Sobotę - jako i we Środę - Agrat - Machlat samej Córka -  z osiemnstką Miriadów Upadłych Aniołów Zniszczenia przez Knieję bieży. A z nich każdy  na Zła czynienie placet dzierży....
Ostrożność tedy zachowawszy należytą, z Brzeżka przycupam, a w Bezruchu zalegam całkowitem.
Namiotów szpaler przed moimi się rysuje Oczyma. A z nich każden odmienny - choć brezentowy. A w nim różni pomieszkują Kompani. Czasem - gdy Asderel - o Księżyca biegu opowieści kończy, to w Niebo, to ku Ziemi patrząc, ustalic probuję, któryż to z nich Najpiękniejszy, Najcudniejszy, Niepowtarzalny. W którymż to tego Jedynego natrafię Człowieka, co Zachwyt wzbudziwszy, Czołu memu chylić się każe.
Czy ten, w którym Wódz sypia - z Wielbłądów Albinosów rodowodem sierści ? W miejscu tak Unikalnym, jedynie Charyzma schronienie znaleźć potrafi. A może Obozowego to Alchemika siedziba ? We wnętrzu jej Alpiela ni chybi poczujesz Zapach. Zdaje ci się wonczas, jakobyś w Sadzie Rajskim w jego towarzystwie siedział, śród Róż Rabat pełnych spacery wodził, nim Pierwsze Nieprawe Jabłko zerwanym Kobiecą zostało dłonią.... Wtedy oto z drzew pomiędzy lico Adramelecha wychynęło - z Ogonem Pawim Muła. Z Raju wygnany, do Kozackich tera Namiotów zawitał, Dumek smutkiem, Romanc rzewnością przestrzeń wypełniając. Może tedy Chóry właśnie owe, przed innymi Kozackie stawiają sadyby ? Wstecz poźrzeć wystarczy, by Alata się Cienia dopatrzyć - Chorób demona.
A przecie o Dłoni wyciagnięcie, Karabeli dystans, Asmodeusza obecność poczujesz. Bo tam, w Kubańców Namiocie Dom Gier uczyniono, gdzie pośród Mambo dźwięków, w Cygar palonych Dymie skąpani, w Kości rżną....
A przecie Namiotó kromie, jest Knieja jeszcze. Knieja cicha, Puszcza spokojna, Zimy Mrozem ukołysana, Roztopami nie rozbudzona jeszcze. I tam jednak - jeśli Bielmo na Oku niedowidzącym, Prawą przetrzesz Dłonią, a po trzykroć przez Lewe spluniesz Ramię, Aszmedaja Ciało Wężowe dostrzec możesz.
Piękna szukajac tedy, na Upadłe natrafiasz Anioły. Dobro czynić pragnąc, na Rywalizację się nieustannie natykasz. W Nostalgii się pogrążyć pragnąc, raz po raz na Atafa na trafiasz, tego, co w Zaklęciu wezwany Przeciwnika unicestwić ma pomóc......
Rywalizacja, co Ferment niesie niezdrowy..... Złośliwość, co Upadłe przyciąga Anioły....
Ku Strumieniu swe kieruję Ciżmy. W Garść Palce złożywszy Wodę źródlaną Czerpać się staram. A kiedy w Toń Zmąconą wzrok wlepiam gdzieś tam -na Księżyca poziomie - Azaela jakoby obecność czuję. Tego co Ludzi czarów uczył, by Słońca , Gwiazd i Księżyca sięgać mogli, by oderwać się od nich potrafili... Tego co na Ukrytych Skarbów straży stoi. Tuż za nim Azazel przyklęka. Ten, co za Adamowi Pokłonu złożenia odmowę, strąconym pono jako pierwszy został..... Zatem i Niebie, w Raju zatem Małostkowość rządziła, Spawiedliwość podług własnego Mniemania dzieląc...
Woda wieczorny rozsiewa zapach.... Świeżości powiew rzeźwość przywraca. Wystarczy jednak Dłonią zabełtać, by Astarota drzemiącego zbudzić. A wówczas w chwili urok Smród się przeraźliwy wdziera, a Wąż ceglastoczerwony z Szpikulcem - Kolcem zakończonym Jeża -przez Trawę pełznie zmarzniętą...
Trzeba mi było przestróg słuchać, a w wieczór sobotni w pole nie wyłazić....
Bo tak niewiele przecie trzeba, by w Serafina, Chrubina, Archanioła libo miejsce Destrukcję dojrzeć i Nieprawość.
W Odwiecznej zagłębione Walce, w Bezczasowej splecone Rywalizacji, pojękują żałośnie.
A przecie Głowę Prosto trzymać wystarczy , a śmiele w Dal patrzyć....
Pośród Dębów konarów Duma bieży. Anioł Upadły, Milczenia i Ciszy Śmiertelnej zwiastun. Milczy choć w Bicz Ognisty i Miecz z Płomieni uzbrojon......

wscieklyuklad - 2009-03-12 20:32:31

Była z nami nieco ponad tydzień. Niewiele króciutkich dni. Niespełna 250 godzin. Zabrał Ją Los. Ślepy, może walący na oślep, na chybił trafił, taki co to pierwszego z brzegu dopada. Odeszła bezpowrotnie.
Zostawiła swoje "sieroty", marząc, że to co wydawało się jednym z setek tysięcy sztampowych wydarzeń, a co po owych kilkunastu dniach urosło do miana symbolu - ważnego także i w Jej życiu, nie zginie bezpowrotnie.
Ci, którzy cierpliwie - mimo pietrzących się przeszkód - zaglądają tu regularnie, wiedzą, że łacińskie "Non omnis moriar" właśnie tu, dzień po dniu, tydzień po tygodniu, miesiąc po mięsiacu dokumentuje setki osób. Tych, którzy aktywnością swoją - nawet jeśli to jedynie "aktywność  w czytaniu", starają się ocalić to, co ktoś zasiał, zapoczątkował tak dawno jednym niewinnym - niewiele z socjologią, psychologią mającym postem.
Nazywano nas niemal sektą. I jesteśmy nią. Bo każde grono ludzi, skupionych wokół Idei jest sekty rodzajem.
Choc słowo to ma w powszechnym rozumieniu wydźwięk niepochlebny, sugerujący jakieś obłąkańcze, będące przyczyną ubezwłasnowolnienia zachowania, nierzadko z pogranicza prawa, czy etyki, to w tym przypadku należy raczej mieć na myli grono osób zdeterminowanych w działaniu "pro". Nie destrukcyjnym. Nie cokolwiek komukolwiek narzucającym. Nie dogmatycznym. Takim zaś, kiedy dana myśl, wypowiedziane słowo, czyn - o ile dzielimy się wiedzą o nim z innymi - każe czytającemu zastanowić się nad istotą zdarzenia. Po to, by po - najlepiej dogłębnej analizie - wyciagnać własny wniosek. Nie musi byc zbieżny. Nie musi byc entuzjastyczny. Nie musi popierać, wspierać. Niech będzie choć neutralny. Niech i krytyczny będzie. Byle sprawiedliwy.

Byle sprawiedliwy.......

Czymże jest zatem owa Sprawiedliwość ? Czy ktokowliek z nas tu zgromadznych winien spodziewać się Sprawiedliwości ? Czy  może  na obiektywizm, osąd właściwy liczyć ?

Przypadkowe posty... Często nie będące formą dyskusji, wymianą zdań... Płynące z głebi duszy, rodzone emocją, refleksja, chęcią zwrócenia uwagi na to co dla piszącego ważne. Skoro zatem są oparte na przypadkowości, tedy gradacji stopnia "Sprawiedliwości" nie podlegają, bowiem  to, co za sprawą przypadku się dzieje, bywa korzystne albo niekorzystne, nigdy zaś nie bywa sprawiedliwe ani niesprawiedliwe......
Czy ludzie Sprawiedliwości pragną ? A może chcą jedynie, by wszystko układało się po ich myśli ? Czy posty dzisiejsze nie są myśli tej prawdziwości dowodem ?
Sprawiedliwość zawsze w czyichś spoczywa rękach, prawo zaś nieustannie okolicznościom podlega Okolicznościom zmiennym, jak z nas każdy. Stad i słowa tego znaczenie nietrwałym się jawi. Nietrwałym jako kazdej rzeczy, każdej sytuacji, slowa każdego i odnoszenia każdego takoż.
Kolejne "ocenne" posty. Wypowiedzi tchnące goryczą, pretensją, ubolewaniem. Słowa negujące przyjaźń, sympatię, sens tu bycia.
A przecie jeśli  wobec drugiego człowieka reguły sprawiedliwości stosować chcemy, nie możemy być z nim w.... przyjaźni. W tym bowiem przypadkutrzeba by odwoływać się do ogólnych abstrakcyjnych reguł, jakich przestrzegania od każdego się żąda, podczas gdy prawdziwa przyjaźń nie potrzebuje nijakich warunków ni reguł.
Jak zatem Sprawiedliwy traktować osąd ?
Czy tak, jako Karl Kraus, który stwierdził : "Napotkanych ludzi, którym się nie kłaniam, na cztery grupy dzielę. Są wśród nich tacy, którym się nie kłaniam, by się nie skompromitować. To przypadek najprostszy. Są i tacy, którym się nie kłaniam, by ich nie kompromitować. To niestety wymaga już pewnej uwagi. Kolejnym nie kłaniam się, by sobie nie szkodzić i z tymi jeszcze większy mam kłopot. W końcu tacy są, którym się nie kłaniam, by sobie u mnie nie szkodzić. W tym przypadku należy zachować uwagę szczególną. Posiadłem już jednak pewną rutynę i w sposobie, w jaki się kłaniam napotkanym, potrafię tak wyrazić każdy z tych niuansów, że wobec nikogo niesprawiedliwy nie jestem ".....

Odeszła tak dawno temu. A - nawet wśród tych, co głosy podnoszą krytyczne - brak takich, którzy mogliby zaliczyć Sonię, do którejkolwiek z "kategorii Krausa"..... Jest zatem i piąta grupa ludzi. To ta, której się kłaniamy. Ta, ktora ma dla nas tak wielkie znaczenie, których wypowiedź tak jest ważna, wzorzec postawy tak przekonujący, że nie sposób w podziwie nie pochylić głowy, chylić czoła... Taka własnie była.
Dlaczego zatem bardziej sprawiedliwi i wielkoduszni wobec zmarłych, niż wobec żyjacych bywamy ?
Może dlatego, że nie mamy wobec nich żadnych zobowiązań......

Czy zatem wspólne trwanie - jeśli sprawiedliwe i owocne, jest brakiem zobowiązań efektem ? Czymś tak prostym, że aż banalnym w gruncie rzeczy ?

Osądy, opinie, wróżby..... Sympatia lub niechęć. Obie oblicze Sprawiedliwości wykrzywiają, obie nowy grymas na Sprawiedliwości malują obliczu.

Dziś w Darfurze porwano pięcioro pracowników organizacji "Lekarze bez Granic"......
Są tam, choć pewnie historię Sonieczki znają. Widać, historii -także tej strasznej - znajomość nie zawsze strach, nie zawsze obojętność, nie zawsze izolację nie zawsze niechęć/nienawiść rodzić musi. Sa tam, ponieważ bez nich umieraliby ludzie. Są tam, ponieważ człowiek nie może obojętnie przyglądać się złu. Są tam, ponieważ wobec niesprawiedliwści nie można być bezczynnym.

Bo Sprawiedliwość jest prawdą w akcji....
Bo Sprawiedliwość  niczym innym nie jest jak jeno miłością bliźniego ludzi mądrych....

Te dwa ostatnie dedykuję tym zwłaszcza, co utyskują. Tym, co postęp, rozwój, działanie, utożsamiają z aktywnością innych. Aktywnością ocenną, nieraz - gdy widziana cząstkowo - chybioną.

Na Pniaku Dębowym przysiadam. Ku Namiotom okolicznym patrzę. Anonimowi, często z Imienia nieznani. Tkwia tu w Kniei naszej ze Stron Odległych Przybysze, wspólnym zjednoczeni Celem. Pomyśli ktoś "Po co tu przyszli". Powie ktoś "Róbcie coś, niech się Dziać zacznie". A Oni temczasem Cygara ćmią. A Oni temczasem na Bębenkach skórą obiciągnionych Mambo wybijają takty. A Oni temczasem Kiełbaski na Spryski nabite pożywają, dumki i romance nucąc.
Tam gdzieś po drugiej Puszczy Stronie Życie płynie, Życie w Strumieniu się kąpie. A kiedy Ucho nadstawisz posłyszysz, jak Fale jego szepczą : Prawdziwą Sprawiedliwością jest to przeżyć, co inszym się uczyniło........

wscieklyuklad - 2009-03-13 19:33:09

Gdym z Lazaretów powracał, On Gębą swoją Rozpromienioną, Pupą Rozświetloną swoją Drogę znaczył. By w Wądół jakowyś nie wpaść, a Kości nie razić, Łba nie potłuc, Sińcami się- jako Piętnem- nie pokryć, z Bólu nie miotać Przekleństw. By ku Ziemi lecąc, Rąk nie opuścić, Niemocą się nie okryć, Panowania nie stracić nad sobą, nad Światem libo.
Kroki bezpieczne tedy, Stąpanie raźne, Celu świadome, coraz niego bliższe. Już pirwsze Namioty dostrzegasz, juże Dębów Gałęzie zwieszone widzisz. A kiedy Widok ów cały Analizie poddasz, uznasz snadnie, że Natura ku Niebu soki śle. Że Życie w Pionie się toczy pojmiesz bez watpi nijakich. A w Podziwie Jej pokłon Niewidzialnemu złożysz, Cześć oddasz należną. Bo przecie Drzew Gałęzie, naszym są podobne Kończynom. I - my jako - tak i one - z Wierzb wyjątkiem Płaczących, Gałęzie sztorcem - naszych Ramion śladem - jako Kościuszki stawiają Kosy.
Z nich to przykład brać trzeba, One Wzorcem naszym, tu i teraz.....
Ach Chłystka by spotkać teraz, na Dukcie szerokim. Pod Ramie Go ująwszy, w Mroku wieczornym iść. Jakby Dymem z Kubańców był Cygar, nas samych częścią. Zatracić się tak w Wieczornej Księżyca poświacie, Gębe Jegoż z Ziemi całować Poziomu, Pupkę gładzieńką głaskać . Bo wtedy Ręce zadrzeć trzeba. Bo wtedy Opuszczenie nie grozi. Bo wtedy Zaniechanie - jako Wszechświat odległe. A kiedy o Kosmosu wonczas Potędze myślisz, uzmysławiasz sobie, że Ziemia, po której stąpasz Nieśmiertelności nie gwarantuje. Ziemi, co Idei Następstwem. Ziemia - co konsekwencją Idei. Tego co w celu nam nieznanym rzekł : "Stań się "...... Tego, co za idei koncepcja idąc, Duszę  stworzył naszą. Duszę żywą, Duszę wrażliwą, Duszę tęskniącą, marzącą, tka Niejednoznaczną wszakoż.
Idę tedy pośród Konarów - Dębów Ramion nagich, pośród w Górę Dłoni wzniesionych kroczę.
I myślę - cóże mi po Duszy życiu, gdy Oczu zbraknie by Chłystka dostrzec. Gdy Dłoni mi zbraknie, by dotykać Żołędzi niewyrośnionych jeszcze dotykać, Żołędzi, co ich Dojrzewania niecierpliwość w Kniei się niesie. Gdy Skóry nie staje, by Nocy Dotyk, by Księżyca Musnięcie poczuć w z Lazaretów Drodze powrotnej.....
Na moment przystaję tedy. A może tak Dębem potrząsnąć najbliższym ? Dłońmi uniesionemi Gałęziami targać, by Knieję Hałasem napełnić ? W Noc taką wiem jednako, że  gdybym  oburącz potrząsnąć tym drzewem probował, rady nie dam. Ja z Krwi i Kości, z Sarmackiej Tradycji wywiedzion, Mocy nie mam. Staję tedy z Oczami przymknionemi, a Wiatr wonczas - Wiatr niewidoczny Debowe Konary dręczy,  gnie je, Kończyny jako, Dźwignie jako, w którą tylko chce stronę.
A wówczas uświadamiam sobie, że najbardziej dręczą nas i gną Ręce Niewidzialne.
Można Oczu zatracić sprawność, Rąk sprawność zaniedbać...
Dębów Konary Wiatrowi powolne, w Ślad Mocy jego dążą.... 
Odmienność taka, Odmienność prawdziwa,  z najdelikatniejszych stworzona zbliżeń, z cudownych do Świata Dostrojeń genezą, nie może się Jednostronnie spełniać.
Bo Ręce wyciągniętej Inna jakaś odpowiadać musi. Ta z zewnątrz, skądinąd choćby.....
Na Pniaku Dębowym przysiadam zatem, Dłonie skrzyżowawszy na Piersi. Po to, by Rąk nie opuszczać. Po to by Palców w Rozpaczy nie wykręcać. Po to, by w Pogotowiu trwać. Po to, by gdy Wicher Niewidoczny dąć pocznie,  na Równe poskoczyć Nogi, by w Knieję pognać, a Dębów Konary podtrzymawszy, złamaniu ichże zapobiec.
Wichrem Ubezwłasnowolnione nad moją Głową Ramiony swemi wywijać bezładnie będą. A ja zaprę się w Korzeni Barki. A ja w Sękatych Korzeniach podporę znajdę. Prawą Dłonią Konary nagnę. A czuł się tako będę, jako człowiek co zwykle Prawej używający Ręki, do Lewej znagła użycia zmuszonym się staje.
O Dłoni wyciągnienie namioty insze stoją. Od wnętrza Łuczyw rozświetlone Płomieniem.
Płomieniem co Ideę krzewi. Płomieniem, co kaganek Nadziei zapala.  Płomieniem co Życia symbolem....

wscieklyuklad - 2009-03-14 07:00:49

Czasu brak gdy lazaret po raz kolejny woła a na dzień uwięzi cały. Może już taki z nas Naród, że jeno narzekać umiemy ? Może człowiek współczesny coraz większą ogarnięty Malkontencją ? Tego "pierwotnego" cieszyło osiagnięcie każde. Ten "dziki" interesował się wszystkim.
W "Odysei " Kubricka co odważniejsze "Małpoludy" z obawą podchodzą pod - wątpliwości nie ma - ręką ludzką stworzony obelisk. Boją się, nie wiedzą cóż to takiego. Ale Obelisk ów swą od Natury odmiennością, od tego, co na codzień widoczne - kusi. Dzisiejszy Człowiek bez lęku podszedłby do tego "sztucznego tworu". Patrząc z dala na Małpoludy śmiałby się do rozpuku widząc, jak jeden po drugim podchodzi, zadziera głowę, obwąchuje, potem szybkim doskokiem dopada Sztucznego Głazu, by dotknąwszy odskoczyć. Nie dzieje się nic. Nie ugryzł. Nie pobił. Nie zabił. Choć tak od otoczenia inny, nie skrzywdził.
Tak rodziła się Cywilazacja.....
Dziś, gdy każdy z nas ma dostęp do technicznych nowinek, siadamy wygodnie w fotelu, by poutyskiwać. To nie takie,tamto nie siakie, owamto nie owakie.....
Odmienność budzi w nas o tyle zainteresowanie, ze nie zachęca do odkryć, lecz do podejrzliwości, negacji, ataku nieraz- chęci wykrzyczenia swojego oburzenia.... I niestety do załamywania rąk. I niestety do rąk opuszczania.
Jak bardzo oddalililiśmy się Krystku od tej dzikusów pary, co w "Walce o ogień " nie potrafiac mówić, w mroku nocy Gęba/Pupa Księżyca rozświetloną ku Niebu, ku Niemu pogląda.
Świat nie ma jeszcze chłystków. Ale Matka Ziemia Mędrców nosić na swej poczyna Skorupie.....
Dziś każdy Mędrcem być pragnie. Dziś, gdy nie Pustyni od drugiego oddzielony połacią, ale o wielu równoczesnie ocierający się łokciem, wznosi swe dłonie nie po to, by Mędrcem stać się, ale by Łokciem się owym rozepchnąć. By jak najwięcej innych- anonimowych, nieznanych naturą ze swej zepchnać marszruty....
Czasu mniej coraz.... A przecie i j nie wiem, czy post się ukaże. Czy oto człeczyna jakiś, co o tym ma zdecydować, uśmiechnie się do słów moich i tu je zamieści, czy też - zniesmaczony, zdegustowany ku Gębi?pupie Ksieżyca pusci.
Ale mam wiarę. Ale wiem, że jeśli się poddam zawiodę Jej oczekiwania. Zawidoę Jej wiarę w to, że Człowiek może być dobry, bo taki jest przecie z natury, jeno ta Malkontencja, jeno ta chęć dominacji, jeno to wszystkim zniesmaczenie wokół tak wielu z nas dziś i teraz każe czuć żal.
A przecie przeciwieństwa do jeszcze większych mobilizować działań winni.
Bo jeśli - Principe - sektą jesteśmy, to przecie, gdy post mój uważnie przeczytasz a jako całość zinterpretujesz - pojmiesz, że tak jak pojęcie aktywnego działania uległo deprawacji, tak dziś nasza "sekta" dac pragnie przykład, jak bez owych Guru, Rzeczników o których piszecie, w jedno - bez podziałów żadnych zgromadzeni, działąć umiemy. Jak Ideę pielęgnować potrafimy, bez dominacji chęci, bez narzunia komukolwiek czegokolwiek - przemocy także.
Raz jeszcze oczy przymykam a wtedy widzę Go. Ów Obelisk z Odysei kadrów.
Stoi ku Niebu się kierując. Zimny, groźny, ale tajemniczy jakże. On z tych, co na nim Dziesięcioro wyryto Przykazań.
Zatem kiedy Dzikus doń na czworakach się zbliżał, był u Prawa źródeł . Mimowolnie i podświadomie Prawo to zwolna tworzył.
Szary kolor co od działania ma odpychać. Norgard co imię Jego (choć Syn to Mirki/Aśki) ma Zgrozę nieść. Imię z Sag pewnie nordyckich czerpane, a tamte czasy jeno z podstpem i przemoca kojarzyć się wielu winny.
Wczorajszy post wieczorny sam 10 razy słałem - jak Mirka podobnie. Odsyłałem na ZS nie po to, by gusty naruszać czyjeś. Odsyłałem nie po to, by kogoś podstępnie osaczyc. dsyłąłem nie po to, by humor komuś wieczorny psować.
Odsyłałem zaś po to, by tym, którzy przeczytać ów post pragną zostawić Ślad, dowód Trwania uwidocznić.
Post nie ku Niebu się kształtem pnie swoim. Strofy kolejne do Jądra go zbliżają Ziemi. Mówią, że tam jest Piekło. I nie dlatego, że diablątka jakieś dusze ludzkie w kotłach gotują. Dlatego zaś, że magma tam się gotuje. Magmy owej gorącość niepojęta. Magmy owej siła w wulkanicznym się wybuchu uwidacznia.
Niektórzy nie wiedzą jeno, gdzie Krateru szukać.

Alutka52 - 2009-03-14 09:02:32

Seweryn Krajewski - Małe prośby ...

------->KLIK!!!http://imggal.trojmiasto.pl/zdj/arch/500/Twierdza-Wisloujscie-(wschod-slonca)-549.jpg

Alutka52 - 2009-03-14 09:56:26

Pomyliłam wątek, trudno :)

Aska - 2009-03-14 19:00:57

Nic się nie stało Alutko :) Przeniosłam post do wierszyków.
Miłego...:516::1_roza:

Aska - 2009-03-14 22:44:36

Leonard Cohen - In My Secret Life


http://images25.fotosik.pl/221/f43d2854b2ab8eccmed.jpg

Alutka52 - 2009-03-15 17:41:23

Michał Bajor

Klik!------>Całe_życie_czekam....



Klik!------>Nie_ma_już_nic....

wscieklyuklad - 2009-03-17 20:03:30

Dziś w lazarecie zastałem wiadomość o odejściu Babci Franciszki. Jej odejście poprzedziło o miesiąc moją zmianę pracy. Czasem zastanawiałem się, nad naszym nieuchronnym rozstaniem . Nad odległością jaka nas rozdzieli. Wspominałem ostatnie cztery lata, gdy spotykaliśmy się średnio co trzy tygodnie. Wspominałem Jej opowieści powstańcze. Wspominałem pożółkły wiersz Baczyńskiego z czasu, gdy była kurierką. Odeszła do końca sprawna. Zabrała swoją wesołość, pogodę ducha, optymistyczne spojrzenie na otaczający świat. Świat, który w Jej ponad 90-letnim życiu zmienił się nie do poznania. Świat, którego momenty postępu przeplatały dramaty. Świat, który jednak na przekór złu wnosi do naszej codzienności coraz to więcej nowinek udogodnien. To tylko my się zagubiliśmy. Nie będzie już zakładać bawełnianych rajstop, myć włosów w przeddzień odwiedzin. Nie wyjmie z lodówki zmrożonego  szampana, nie postawi na stole kanapek, bym mógł się posilić przed kolejną pracą.
A że to kolejny - 20 już w naszym byciu 17, wracam także myślami do Sonieczki naszej.  I ogarnia mnie taki sam żal, jak po odejściu Prof Religi. Bo są w naszym życiu- w dziejach narodu - ludzie nie do zastąpienia. tacy, których inwencja jest właśnie przykładem, motorem postępu, wytycznej rodzajem. Czekamy oto na każde ich zdanie, propozycję, pomysł. By - jeśli nam sił, ochoty, inwencji a i wiedzy także starczy - iść drogą, którą tyczą.
Tak, jak Profesor odegrał kiedyś w moim życiu ważną rolę, tak i Sonieczka- gdyby żyła, z pewnością swymi inicjatywami, aktywnościa jakiej jeno pozazdrościć można, wniosłaby do życia każdego z nas wartości niezbywalne...
Wniosłaby.... Tryb warunkowy, który czasem dokonanym się jawi. Bo przecie wniosłaby, nie oznacza, że cokolwiek stracone. Bo są w naszym życiu chwile ważne. Chwile z których wagi nie zawsze we właściwym czasie zdajemy sobie sprawe. Chwile, których wartość poznajemy czasem dopiero z perspektywy czasu.
Oto Milczek czyta "Teczowy" wiersz Hrabiny. Tej, która z Sonieczką nie zamieniła bodaj słowa. Tej, która - gdy z sanatorium wróci - opowie nam może co Ją tu przyciągnęło. O tym, co było powodem walki z przeciwienstwami, jakimi dziś jawi się nie pomysł na post, ale próba jego zamieszczenia. Problem, z którym borykaliśmy sie od zarania wątku, o czym świadczą choćby moje z Sonieczką rozmowy....
Co jest największą wartością minionych 20 miesięcy ? Czy - jak dziwnie ( zostańmy przy tej interpretacji )  - pisze Gość określonodniowy - "inwazja trolli" ?  Ileż spośród owych "trolli" ( z najsłodszym pod Słońcem "new trollem", po dłuższym, lub krótszym czasie "równała do szeregu"......
Nie namawiani, nie zmuszani przez nikogo, stawali się innymi ludźmi. Czytając także. Bo kiedy słuchamy także mamy szansę na postęp. Bo kiedy czytamy, trafia do nas jakaś myśl, Idea, którą uznajemy za wartą pielęgnacji.
Bo nie złośliwośc Gościu, ale życzliwość jest postępu motorem. Bo twórcze - nie destrukcyjne Gościu - działanie pamiętamy. I choć na równi z dobrem, zło rozpamietujemy, tęsknimy jeno za pierwszym z tych doznań.
Każdy z nas jest jako "lekarz dusz". Każdy z nas ma możliwość kreowania świata. I kazdy - nawet anonimowo, ma szansę zmienić coś w życiu. SWwoim, cudzym - żadna to różnica.
Przeciwieństwa mogą być przyczyną załamań. Przeszkody mogą odbierać entuzjazm. Porażki potrafią wpędzić w depresję. Ale na końcu każdego czynu, zdania każdego leży Efekt. 
Jeśli Efekt ów jest źródłem Mocy, obawy nikną. jeśli jest źródłem rozterki , zmusza do refleksji i poszukiwania rozwiązań własnych. Jeśli jest powodem zła, wiedzie na manowce.

Trolle jako źródło postępu...

Kiedy skonstruowano pierwszy pociąg, samochód, Malkontenci twierdzili, że człowiek nie jest w stanie przeżyć podróży z szybkością kilkudziesięciu kilometrów. Mimo ich przestróg, protestów, znaleźli się śmiałkowie, którzy wsiedli ( być może w przeświadczeniu narażenia życia ) do przedziału wagonu, uchwycili w - rozdygotane może strachem - dłonie ster kierownicy. A losowi rękawicę rzuciwszy, przekręcili kluczyk w stacyjce. Wcisnęli sprzęgło i z okrzykiem "a niech się co chce dzieje " pomkneli przed siebie. Coraz szybciej i szybciej. Z szybkością co nieważkości stan przybiera.
Nie każdy może być astronautą. Nie każdy ma w sobie wystarczającą dozę odwagi. Ale każdy może wzbudzić w sobie wystarczającą dozę cierpliwości. Ale kazdy umieć winien wzbudzić w sobie wystarczającą życzliwości wobec drugich dozę. Trollem ci on będzie, czy Aniołem ? Diabłem, Świętym libo ?
Gdy przed lustrem staję, oko me bielmem pokryte na Kontuszu się wiesi. Sutanny on ci kształtem.
A przecie kryje tego, co jednym jest z wielu. Tym podobien co nieoczekiwanie odeszli. Tym równy co bezpowrotnie odeszli . I tym także co jeno się zagubili. Zagubili, gdyż nie podołali niecierpliwości własnej.....

wscieklyuklad - 2009-03-19 20:35:17

Są i Prawdy, niż Rozumu twierdzenia większe. Coś oto przenika nas, kieruje nami.  A my - ulegając - nie umiemy  tego określić zarazem.
John, co po milczeniu zawitał długim. John, co Słowo przyniósł Wieszcze. John - co wielu Siły Nadwątlone zwielokrotnił.
Kiedy na Pniu przysiadam Dębowym, drętwości nie czuję Członków. Kiedy w Dal patrzę, dostrzegać probuję. Namioty wzniesione wokół Brezentem kuszą, Zapachem nęcą, Gwarem przyzywają. By Samotnośc pokonać Kolana wyprostować starczy, Ciżmy unosząc, ku najbliższemu pobieżyć. A przecie Brezent ów intymności granicą bywa. A przecie Gwar ów nie zawszeć jest zrozumiałym. A przecie Zapach onże nie zawsze nazwaniu podległy. Głowę odwracam wtedy, a ku własnemu Namiotowi spoglądam. Dom cudowność którego w tym zawarta, że Schronienie daje. Dom, wartość którego na tym polega, że w Zimę okrutną ciepło daje, Cień zas nad Czerpem w Upały rozpościera. Dom, tęsknota za którym nie z Własności poczucia czerpana, ale z niewysłowionych Słodyczy zasobów uroku. Bo w nim - gdzies w Kacie Baryłeczka Puchatkowego "conieco" drzemie. Bo w nim - Łuczywa miast - Złote Kłapouchego Kopytko przyświeca w Mroku.
Siedzisz tak w Bezruchu zamarły, a przecie nie Martwy jako. Bo Wzrok - Bielma mimo - sprawny. Bo Słuch, choć wiekiem przytępiony Głosy łowi. Bo Skóry pory Wiatru poryw rozdyma.
Brezent Namiotów dostrzegasz jeno. A wonczas Tęsknota w Żyły się wlewa, Drugiego Towarzystwa pragnienie. Zdaje ci się, że Cisza jeno wokół panuje. Sądzisz, że może Nikt już o tobie nie myśli, żeś zobojętniał drugim. Bo Oni oto siedzą a Cygara ćmią w odosobnieniu. Bo Oni Desperacko i może takty Mambo wybijaja. Bo Oni w Zazdrości skrytej, Kiełbaski na stronie wtryniają, przed twoim ukryci Wzrokiem - podziału nimi niechętni. Ich Dumki tęskne, Romance ckliwe, w Zadośćuczynieniu posłyszeć ci dadzą, "nimi się choć nakarm" - myśląc. I oto - gdyś Obłędu już - Niecierpliwoscią Oddalenia zrodzonego - bliski, Człowiek  się oto zjawia, co Słowami biednemi przekonać cię probuje, żeś się smucić nie winien. Bo cóż Smutek ów zmienić może ? Cóże Niecierpliwość przynieść potrafi ? Cóże zdziała, gdy żeś nie powinien być zazdrosny czy kochać ci wyjawi ? Czy temu dzieki z Miłości uleczonym będziesz ?
Słowa tedy Naturę objąć próbują a ku tobie ją unieść.
John, jako Przyszłości zwiastun. Przywódca niczem. Przywódca, co nie inszych przed Zwątpieniem, przed Kąśliwością ocalić probuje, ale ten, który ich wzywa, aby jego ocalili. Bo Przywódca prawdziwy, uszanować potrafi. Bo Przywódca miana tego Godny, potrafi z innych korzystać Mądrości. Bo innych Rozumu Siła i Jego Skarbnicą jest przecie. Bo inszych Doświadczenie, Aktywność Inszych do jego są Trwania konieczne. Bo jesli Ktokolwiek zwątpi - On nie będzie miał dokąd z Przyszłości powracać. Bo jesli ktokolwiek zmilknie, a Ręce opuści, On Śladów Nowych Kompanyonów drugich szukać musieć będzie, by Szczęście przypomnieć Dawne.
Szczęście..... Tak do nazwania proste, gdy wszystko sie nam podle układa Myśli. Tak do nazwania oczywiste, gdy wszystko jako po Maśle się ślizga. Szczęście, co tak do nazwania godne, gdy Grud na swej nie napotkasz Drodze.
A przecie nie w Gładkości Tajemnica się Jego kryje. A przecie nie w Działań Łatwości Istota Jegoż.
Bo przecie Szczęście prawdziwe zyskac żeśmy w stanie, gdy własną sobie uświadomimy Rolę. Choćby  tę najskromniejszą. Choćby tę Zauważalną najmniej. Bo tylko Roli swej rozumni żyć w spokoju potrafić będziemy. I umrzeć w spokoju nam się uda. Bo to, co Życiu sens nadaje Śmierci takiegoż przydaje znaczenia.
Kiedy tak na Pniaku Debowym siedzisz, a w Przestrzeń patrzysz, uzmysłowić potrafisz sobie, że tak często najistotniejszego przewidzieć się nie da. Natrafiasz wtedy na Czyn jaki. Na Słów się natykasz parę. I znagła pojmujesz, żes Radością rozdęty. Radością, co spadła na ciebie w najmniej oczekiwanym Momencie. Chwili, której nic przecie Zwiastunem nie było. Zatem gdyś "Ciemnym Tunelem" otoczon Wiary i Cierpliwości nie trać. Gdy Pustka Mozgiem chybocze, Ty na Prostych stój Nogach, z Szyją Prostą, Wzrokiem pewnym w Dal utkwionym wypatruj., a Cierpliwości nie trać. Cierpliwośc bowiem to Klucz ostatni, co Drzwi Sezamu otwiera. Drzwi, co za nimi Skarby sie niezmierzone kryją- Marzeń ziszczenie. Skarby, co Gołębie jako Białoskrzydłe, Niewinne, Rozgruchane, Skrzydły trzepoczą, Powietrze w Wibracje wprawiajac, Powiewem Chłodnym Twoje czochrając Kłaki.
Mówicie, że Pustka wokół ? Że Temat sie nie nasuwa żaden ? A tak skoro Odezwać się wstyd ? Bo Warsztat niedoskonały ? Bo Ortograficzno-gramatyczne Mizeractwo ?
Kiedy na Pniaku Debowym siedzisz a w Mrok patrzysz Tajemnicę dostrzegasz. Tajemnicę z nas każdego.
A kiedy Powieki przymkniesz wonczas, zdaje ci się, jakobyś Rajski krajobraz widział.
W tajemnicy z nas kazdego jest taki Krajobraz Wewnętrzny : z Równinami co Obcego Stopą nietknięte, z Wąwozami co Słów inszych nie odbiły Echa. Z Turniami, co niedostępne, a Ludzką nie zdeptane Ciżmą. I z Ogrodami co przed inszych ukryte Ciekawieniem... Świat tak Piękny, tak Kolorowy, Pachnący mocno. Świat w którym Życie tak naturalnie z Życiem się splata. Świat, w którym mimo o Byt Walki, Organizm  każdy,  kamień każdy, swoje Miejsce znaleźc potrafi. Świat w którym Wiewiórzyce o przeżycie walczyć mszą takoż. Do namiotów brezentowych podchodzą w Orzechów Żebraniu. Życie, co Poniżenia nie zna. Życie, co przetrwać musi.
Życie w którym Człowiek sam swoją budue Samotność.
Tajemnicy Samotność co tera na Oscież Kluczem do Cierpliwości Johna Dłonią rozwarta, Kluczem przekręcona owym..

Aska - 2009-03-20 01:35:53

Zakochany złodziej M.Wojnicki



http://www.bibliotekapiosenki.pl/binaries/okladki/1383.jpg

Mirka - 2009-03-20 11:06:22

Mówić można o niczym... Milczy się - ... o czymś

Na dworze panowała szarość, dając złudzenie późnej jesieni. Nic nie zapowiadało poprawy, ludzie byli przygaszeni, przygnębieni. Na twarzach nie było uśmiechu. Przechodzili obojętnie obok siebie, nie zwracając uwagi na nic. Zmęczeni, posępni nie oczekiwali zmiany. Pierwsze promienie słońca, zwiastuny wiosny, zasmucone schowały się za chmury. Na nic zdały się prośby słońca, by wyjrzały, ludzi i ziemię ogrzały. Upływały dni. Z ziemi liche wyrastały trawy. Pozbawione słońca, nie rozkwitały kwiaty. Tak dłużej być nie może, rzekło słońce do księżyca. Cóż my możemy, z gwiazdami godzinami rozmyślamy i nie znajdujemy wyjścia, odpowiedział księżyc. Długo się naradzali, wiatr do pomocy zawołali. Nic nie uradzali, mrok o pomoc poprosili. Mrok zadowolony, panoszył się na świcie, nie widział potrzeby zmiany. Zadowoleni, uśmiechnięci ludzie zbyt wiele gwaru robią, smutek z milczeniem zgodnie żyje. Gdy tak debatowali, przekonywali, wiatr siedzący się w kominie zamyślił się i nic nie mówiąc, wywiał z komina. Powiał tu, powiał tam, musną policzek przechodnia, poruszył karłowatym listkiem. Zawiał. Szumu traw ni drzew nie usłyszał, zezłościł się okropnie. - Wieje, dmucham, męczę się i to wszystko na nic, nikt mnie nie zauważa, nikt nie słyszy wiatrowych melodii. - Zwołał braci swoich, z czterech stron świata, -  wspólnie rozprawimy się z mrokiem. Całej mocy użyjemy, wiać będziemy, mrok rozwiejemy. Kiedy niebo jasne będzie, zawołamy słońce. Później znowu powiejemy. Postrącamy kapelusze, kiedy ludzie spojrzą w górę, poszukując swoich nakryć głowy, każdy słoneczny promyk, uśmiech do nich pośle. Kiedy zwieszą głowę, ogrzane kwiaty, rozchylą swe pąki. Rozwiany zapach spalin, wypełni kwiatowy aromat, ziemia się zazieleni. Jak to nie pomorze, w toni oceanu się skryjemy. -  Jak bracia uradzili, tak zrobili. Kiedy ludzie zobaczyli śmiejące się słońce, rozjaśniały im twarze. Kiedy barwnym kwieciem pokryły się soczyste trawy, uśmiech powrócił na ich lica, wesoła zrobiła się ulica. Mrok się nie poddaje, cieniem za człowiekiem podąża, czyha na słabości chwilę, by zamotać myśli w głowie. Słońce i księżyc są w dobrej komitywie, pilnują czorta. Rozpraszają go, co chwila zmieniają mu kierunek, by w zamieszaniu będąc, nie zauważył przelotnego smutku człowieka... Po ulicach biega cień, dzieci radość z niego mają. Stał się niemym kompanem, milczącym współtowarzyszem życiowej podróży.

...Przecież dosyć już mamy huku i jazgotu.
Ale gdy cicho, to źle i głupio nam,
jakby się zepsuł życia niezawodny motor,
coś nie w porządku jakbyś był już nie ten sam.
Cisza zagłusza, sam już nie wiesz jaki jesteś,
więc szybko włączasz wszystko co pod ręką masz.

Bo gdy się milczy, milczy, milczy to apetyt rośnie wilczy
na poezję, co być może drzemie w nas...  (Jonasz Kofta)

Zadowoleni, uśmiechnięci ludzie zbyt wiele gwaru robią, smutek z milczeniem zgodnie żyje. Gdy tak debatowali, przekonywali, wiatr siedzący się w kominie zamyślił się i nic nie mówiąc, wywiał z komina. Powiał tu, powiał tam, musną policzek przechodnia, poruszył karłowatym listkiem. Zawiał. Szumu traw ni drzew nie usłyszał, zezłościł się okropnie. - Wieje, dmucham, męczę się i to wszystko na nic, nikt mnie nie zauważa, nikt nie słyszy wiatrowych melodii. - Zwołał braci z czterech stron świata, - wspólnie rozprawimy się z mrokiem. Całej mocy użyjemy, wiać będziemy, mrok rozwiejemy. Kiedy niebo jasne będzie, zawołamy słońce. Później znowu powiejemy. Postrącamy kapelusze, kiedy ludzie spojrzą w górę, poszukując swoich nakryć głowy, każdy słoneczny promyk, uśmiech do nich pośle. Kiedy zwieszą głowę, ogrzane kwiaty, rozchylą swe pąki. Rozwiany zapach spalin, wypełni kwiatowy aromat, ziemia się zazieleni. Jak to nie pomorze, w toni oceanu się skryjemy. - Jak bracia uradzili, tak zrobili. Kiedy ludzie zobaczyli śmiejące się słońce, rozjaśniały im twarze. Kiedy barwnym kwieciem pokryły się soczyste trawy, uśmiech powrócił na ich lica, wesoła zrobiła się ulica. Mrok się nie poddaje, cieniem za człowiekiem podąża, czyha na słabości chwilę, by zamotać myśli w głowie. Słońce i księżyc są w dobrej komitywie, pilnują czorta. Rozpraszają go, co chwila zmieniają mu kierunek, by w zamieszaniu będąc, nie zauważył przelotnego smutku człowieka... Po ulicach biega cień, dzieci radość z niego mają. Stał się niemym kompanem, milczącym współtowarzyszem życiowej podróży.

wscieklyuklad - 2009-03-21 09:16:14

Czasem w Nocy się budzisz, a spać nie mogąc Odgłosy łowić probujesz. Mambo takty w Próżni rozmyte płyną jeszcze Bębenkami wywijając Uszu. Romanc treści, Dumek sens analizie poddajesz. Radośc jednych Smutkiem  Inszych przegnana. Setki ich,a kazda - jako Post - nowa. Post w Poście co on nam teraz wskazany. Post w Poście co refleksję miał budzić, Poprawie sprzyjając.....
Są i Noce takie , gdy leżąc Dźwięki łowisz nieznane. Dysonans jaki Uszu Kowadełka sięga, Mloteczkiem weń postukuje chyżo, iże Gwiazd widzisz Mrowie, a tyś już w Strzemię Ciżmę wrażać pragniesz, by Rumaka dosiadłszy Rączego na spotkanie Nieznanego gnać. By Nieznane poznawszy, pojąć. By Nowe dostrzegłszy , zrozumieć.
Sa i Noce takie, gdy Płacz czyjś cię budzi. Szloch z zewnętrza Brezentu biegnący jakoby na Karku złamanie, na oślep, na Łapu Capu, na Zatracaenie niemal. A ty długą chwilę znieruchomiały leżysz, poruszyć się bojąc, Myśli uładzić starając, a Zmysły natężywszy źródło ustalić. Przez Minut Małowiele tkwisz tak drętwy, oszukać się sam siebie starając. Może to nie Cierpienia odgłosy ? Moze to tylko Wiatr po Polanie naszej roztańczony zawodzi ckliwie ? Może Sznurami targając u Śledzi do Tańca zwie ? A może Rusałka jaka Zagubiona na skraj Obozowiska trafiła, a na Pniaku Dębowym przysiadłszy pochlipuje ? A może tyż Wiewiórzyca to jeno, na poły z Dziupli- a to ze Śniegu nawrotu powrotu w Orzechów nakazie poszukiwania w tej Ćmie wygnana ? Z Ulgą tedy oddychać się starasz, Uśmiech na Usty przywołać zdolen. Lecz szloch nie mija.... Cóż zrestą za Radość z Inszego mieć mógłbyś Nieszczęścia ? Cóże to zmienić by mogło, jesli to Wicher jeno, Rusałka jeno, Wiewiórzyca jeno - nie Człowiek jaki ? Cóże to za różnica, gd Naturze smutno ?
A może Duch to  Nieczysty jaki, strachać nas tutaj przybył ?- podejrzewać żeś skłonny. W Emocji przypływie Truchlejesz wtedy, Przeszłość przywołując, zrozumieć Fakt każdy probując, Moment taki w Pamięci naleźć co o Olśnienie przyprawić zdolny, a Tajemnicę rozwiać gotów. Klepsydry Piach toczą żmudnie, a Przestrzeń Szloch Turla - ku tobie wprost..... I ni masz Ucieczki przed Nim. I nie masz Odeń ratunku. I nic to, że Szlafmycę Wełnianą , Pomponem zdobną na Łeb głębiej naciągasz. On między Wątek i Osnowę się wdziera. I nic to, że Pierzyny Puchowe ( kaczym wypełnione wszak pierzem ) na Ciemię nasuwasz. On między Guziki się ślizga - a stąd - jako po Nitki Kłębku -do Mózgu prost twego, do Serca twego prosto.
Siadasz wonczas na Łoża Polowego Kraju, Stopą zziębnięta oDrugą - zdrętwiała ( Strachem czyli też Zimnem - ustalić trudno ) a w Ciemności grzebiąc Ciżmę Domową dobywasz. Ciżmę, co Gronostajkami obszyta. Ciżmę, co Kroków tych odgłos tłumi. Chciałbyś na Głowę ją wcisnąć, a Szloch ów przeciągły, Płacz Rozpaczliwy utulić. I z Ciżmą na Łbie na nowo pod Pierzyną zapaść, leniwo się na Piernacie wyciągłszy, Kaczego Pierza Cudowną Bytu Codzienność  chłonąć.
Na próżno starania twoje.... Ciżma Stopie, nie Głowie przeznaczoną jest przecie. W Pidżamę tedy odzian, przed Namiot wychodzisz, a uważnie na Boki pozierasz. Może tam- za Dębu Pniakiem jakim Wampir Emocjonalny się czai ? taki, co to Nocą wywabić cię Lisim sposobem dążył ? Nieszczęście udając, sam Dramatu zarzewiem za chwilę będzie, gdy do Gardła ci skacząc Emocję z Szyi wydoi  ? Wampir, co Zagubiony Pozornie - choć z Mapą w Szponach - zawitał tu, by Kartki niewinnej przybrawszy wygląd Smrodem toczyć ? Smrodem, co o Konwulsyje przyprawia, Odorem, co Womity rodzi ?
Nie widzisz nikogo.... Powietrze Tornada nie zmącone Porywem. Wiewiórzyce - co, jako tresowane - na widok twój podbiegają zwykle, po Brzuszkach się klepiąc, a do Ofiary nęcąc, hen gdzieś zapadły. Rusałki a Bagnach w Zbutwiałych zaroślach pokryte, śpią smaczno.....
A  On płynie. A On dręczy. A On Spokoju nie daje.
Kiedy tak w Znieruchomieniu - przerażeniem bardziej, niż ciekawością stoisz zdjęty, gdy tak w Drętwocie w miejscu stajasz, Ucho Twe Kierunek ustalić się stara. Bo od Drogi wytyczonej wszystko Początek swój bierze.
A wonczas Ucho twe niezawodne, uzmysławia ci, że to z Polany obrzeża Namiotu, Płacz ów płynie....
Z Dziecięcia-Pacholęcia Namiotu szloch ów Rozpaczliwy się niesie. Podejść się wszako strachasz, a to za  Drabów u Wchodu tkwiących przyczyną.
A On Płacze... A On Smutkiem Niebywałym zdjęty.... A On przez Nieznaną Przyczynę skrzywdzon wielce.
On, co dla nas Niewinności Ostoją si jawił. On, co go to Druh żaden tknąć sie nie ważył potąd. I nie dlatego, że Kastracji z Hetmana Tuska Polnego Chemicznego Dłoni, lękliwy.
Dlatego zaś, że nikt nie poważyłby się Niewinności Chodzącej zdeptać......

Ot co Nocy dzisiejszej się stało Drodzy moi......

hrabina_bałkańska - 2009-03-21 18:30:29

Powroty przeważnie są radosne, bywają i takie, w których radość gaśnie jak zdmuchnięta świeca...
Od kilku dni z radością układałam sobie w myślach post powitalny, dziś podczas podróży układałam podziękowania za Wasze piękne życzenia urodzinowe, układałam podziękowanie za to, że pielęgnowaliście Misogino bo o wszystkim co działo się ostatnio tu, u Soni  powiadamiał mnie Niezawodny Znajomy, teraz już i Wasz. I radość ta miała biel płatków kwitnących sadów i zapach pierwszych nieśmiałych fiołków wychylających z trawy pachnący wiosną fiolet, nie zmąciła jej nawet biel śniegu, która - im bardziej na północ - zlewała się z tą kwitnących sadów. Radość bo jeszcze chwila i otworzę drzwi swego domu, jeszcze chwila i otworzę Misogino. Otworzyłam. I... oniemiałam. Nie znam treści usniętego przez Moderatorów postu ale po wymownych reakcjach Misoginian mogę się jedynie domyślić, że był haniebny. Nic nie dzieje się bez celu, bez przyczyny, tak więc nie był bezcelowy"kwiatkowy" post sprzed tygodnia rzekomo napisany przez Mirkę, który dobrze, że zdementowała. Nie były też bez celu wczorajsze wieczorne posty jakiejś zagubionej istoty które każą mi myśleć, że miały określony cel, że to zapowiedź potężnego uderzenia poniżej pasa którego nastąpienie będzie tylko kwestią czasu. Uderzenia w konkretną osobę. Nie trzeba było długo czekać...
Niestety nie pierwszy to raz w ciągu wielu miesiięcy istnienia Misogino, że ktoś podszył się pod ogólnie znane i szanowane nicki by je splamić, by posiać ziarno wątpliwości, by zasiać prymitywną intrygę w celu spodlenia kogoś.

Lubię jasne sytuacje, więc jasno napiszę - nie mam żalu do Sorelliny ani do tych, którzy w swych postach usilnie sugerują, że Kufelek to ja lub odwrotnie. Nie mam też żalu do Gościa Tygodniowego, że od samego początku swego pobytu na Misogino mnie obrał sobie za obiekt swej złośliwości i szydzi przy każdej okazji. Nie mam żalu do tych, którzy choć nie mówią tego głośno i otwarcie to właśnie mnie podejrzewają o wczorajszy eksces. Nie mam żalu do nikogo i o nic. Ot, życie - uczy dostarczając coraz to nowych doświadczeń.

Wybaczcie, że radość z powrotu odleciała w nicość, że ma wiara w Człowieka, we wszystko pozytywne co było do tej pory zachwiała się i trudno znajdę drogę by ją w sobie odbudować, umocnić. Teraz jest tylko ból rzuconego piętna...
Chyba właśnie i jedynie o to chodziło autorowi wykasowanego postu?! Jeśli tak - to niech ma radosną aż do ...bólu satysfakcję, że osiągnął zamierzony cel.

PS. Uprzejmie proszę Administratora FZS o nieprzeklejanie tego postu do innego wątka.

Aska - 2009-03-21 18:30:43

Awaria na forum TVN24. Nie mogę na Misogino podzielić się z Wami wiadomością, którą przed chwilą przeczytałam w gazecie Olsztyńskiej. By nie uronić słowa żadnego, by nic nie poplątać, jak to bywa w moim pisaniu, przeleję caluśki tekst z gazety.

**************************************************************************************

Zabrakło 20 minut, a może by żyli                                                                                    2009-03-20

Bezskutecznie ratował tonących wędkarzy na jeziorze Bełdany. Wstrząsająca relacja świadka zdarzenia ...

Małgorzata Olender
m.olender@gazetaolsztynska.pl

W czwartek, 12 marca dla dwóch z trzech wędkarzy z Łomży wędkowanie pod lodem zakończyło się tragicznie. Trzeci przeżył. Trafił do piskiego szpitala. Zaraz po wyjściu pojechał do Rucianego-Nidy, by podziękować swojemu wybawcy za uratowanie życia.

Pan Wiesław, 60-letni mieszkaniec Rucianego-Nidy w czwartek, 12 marca łowił ryby na jeziorze Bełdany. Stał w odległości około 300 m od miejsca zdarzenia. Dziś, nie kryjąc wzruszenia, wspomina tragedię z okolic Iznoty.

Czwartek 13.40
— Opowiem jak było, ale proszę uszanujcie moją prywatność. Nie jestem bohaterem, nie chcę pokazywać w gazecie twarzy dla poklasku, ale musze powiedzieć prawdę o tej tragedii. Bo w informacjach jest tyle przekłamań — zastrzega na wstępie nasz rozmówca. — Ja, tak jak oni, łowiłem ryby. Nagle zauważyłem dwóch mężczyzn wbiegających na lód. Po chwili dostrzegłem trzeciego, który był już w wodzie.

Natychmiast ruszyłem w tamtą stronę, by im pomóc. Trzymając w ręku sznurek pobiegłem na brzeg po gałęzie nie spuszczając z oczu całej trójki. Widziałem jak podeszli zbyt blisko miejsca, w którym załamał się lód pod jednym z nich. Pomyślałem, że zaraz wpadną.... — pan Wiesław zawiesza głos. Nie kryje wzruszenia i ociera łzy. — W tym momencie pod dwójką mężczyzn, którzy próbowali ratować kolegę załamała się tafla lodu. Wpadli jak kłody. Kompletnie nie zdawali sobie sprawy z powagi sytuacji, w jakiej się znaleźli. Wręcz przeciwnie — byli pewni, że zaraz się wydostaną. Słyszałem jak jeden do drugiego żartował, że utopił nowy świder i jest stratny... Stracił dużo więcej... własne życie — relacjonuje.

Czwartek 13.45
Pan Wiesław to 60-letni, zapalony i wytrawny wędkarz, jest z tego zamiłowania znany nie tylko w Rucianem-Nidzie. Za wszelką cenę starał się ratować kolegów z Łomży.
— Bardzo ciężko było mi znaleźć długie gałęzie i miałem problemy z odrywaniem ich od konarów drzew. W pierwszej chwili próbowałem ratować tonących od strony jeziora, ale ponieważ wpadłem dwa razy do wody, zacząłem ratować ich od strony brzegu. Wpadłem znowu do wody. Tylko dzięki specjalnemu kombinezonowi udało mi się utrzymać na powierzchni. Wydostałem się wbijając palce w kaszę powstałą z lodu...

Po przeciwnej stronie jeziora stała grupa mężczyzn z piłą motorową, którzy obserwowali moje wysiłki ratowania tonących wędkarzy. Krzyczałem do nich, by mi pomogli. Piłą byłoby łatwiej ciąć gałęzie i konary, jednak nie ruszyli z pomocą. Dobrze, że chociaż straż zawiadomili przez telefon... Mój zamókł gdy wpadłem po raz pierwszy do wody.
Gdy podawałem chłopakom gałęzie, oni cały czas błagali mnie o pomoc. Krzyczeli: Wiesław pomóż! Wiesław ratuj! Czołgałem się po kruchym lodzie od jednego do drugiego podając im długie konary drzew, żeby mogli wydostać się na brzeg. Docierało do nich, że robi się niebezpiecznie. Oni nie mieli kombinezonów takich jak mój. Kurtki szybko nasiąkały lodowatą wodą.

Czwartek 14.30
—Tonący mężczyźni znajdowali się w odległości 8 m od siebie, więc nie mogłem pomagać wszystkim trzem jednocześnie. Kiedy jednego z nich udało mi się wydostać z wody, próbowałem ratować dwóch pozostałych wędkarzy. W pewnym momencie zauważyłem po drugiej stronie jeziora strażaków. Za pomocą deski lodowej dwóch z nich przypłynęło na pomoc topiącym się mężczyznom. Po wyciągnięciu z wody jednego z wędkarzy, strażacy zajęli się ratowaniem drugiego. Ja w tym czasie zacząłem rozbierać, masować i ogrzewać własnym ciałem mężczyznę, który został wyciągnięty z wody. Po chwili ratownicy wyciągnęli na brzeg jeziora trzecią, ostatnią osobę.

Kiedy wszyscy poszkodowani znaleźli się na brzegu, pomyślałem sobie, że się udało, że za chwilę będzie karetka i wszystko dobrze się skończy. Przez cały czas robiliśmy wszystko, żeby ogrzać ciało i przywrócić krążenie dwóm najbardziej wyziębionym mężczyznom. Jednak już po 15 minutach zaczęło słabnąć im tętno. Na przemian robiliśmy sztuczne oddychanie i masaż serca. Walczyliśmy dalej... o każdy oddech i każde uderzenie serca. Od momentu gdy wyciągnęliśmy ich z wody mijała już godzina.

Czwartek 15.50
Na brzeg jeziora dotarł lekarz pogotowia i ratownik medyczny ze strażakami, bo karetka nie mogła trafić na miejsce. Dopiero po kilku, może kilkunastu kolejnych minutach, dojechały inne wozy strażackie, a za nimi wreszcie karetka.

— Dziś, kilka dni po tragedii, biję się z myślami, co jeszcze mogłem zrobić, żeby oni wszyscy przeżyli? Cały czas słyszę ich błagalne wołanie o pomoc... Jak mam dalej żyć? Brakowało tak niewiele... 15-20 minut. Oni mogli przeżyć!

Dlaczego nasze służby ratownicze miały taki problem ze znajomością topografii terenu? Dlaczego pogotowie z Pisza jechało na miejsce aż dwie godziny? Dlaczego to właśnie udzielający bezpośredniej pomocy strażacy musieli udzielać telefonicznie wskazówek wszystkim innym służbom, które miały problem ze zlokalizowaniem miejsca tej tragedii? Gdzie był poduszkowiec WOPR z Okartowa?

Post scriptum:
Gdy pan Wiesław ratował tonących wędkarzy, jego rodzina przeżywała w domu dramat. Nie mogli się do niego dodzwonić, ponieważ jego zamoczony telefon nie działał, a w radiu pojawiły się już pełne nieścisłości informacje o tragedii na Bełdanach.

Nieoficjalnie dowiedzieliśmy się także, że i służby medyczne zadają sobie pytanie, czy policja, która jako pierwsza odebrała zgłoszenie o zdarzeniu, nie mogła ustalić miejsca tej tragedii na podstawie sygnału GSM telefonu, z którego wezwano pomoc? Być może to pomogłoby przyspieszyć dojazd ekip ratunkowych na miejsce.

Justyna Sola-Stańczyk, p.o. redaktor naczelna "Gazety Piskiej":

Życie składa się z drobiazgów, ale nie może od nich zależeć

Miałam powitać Was dziś Drodzy Czytelnicy wiosennie i optymistycznie, bo kończy się zima i topnieją lody. Niestety, nad czym ubolewam, to zamierzenie spaliło na panewce. Wydarzenia mijającego tygodnia, których pokłosie przygotowaliśmy w tym wydaniu GP mrożą bowiem krew w żyłach. Tragedia na Bełdanach i przejmująca relacja pana Wiesława, bezpośredniego uczestnika tych zdarzeń uświadomiła mi, jak wiele zależy od drobiazgów.

Zawsze uważałam, że życie się z nich składa, ale nigdy nie przyszło mi do głowy, że może też od nich zależeć. Do ratowania trzech wędkarzy z Łomży, pod którymi załamał się lód, zaangażowano naprawdę spore siły. Byłam tam i widziałam: śmigłowiec olsztyńskiej filii pogotowia lotniczego, trzy karetki z Pisza i Mikołajek, liczne wozy strażaków zawodowych i ochotników plus radiowozy policji. Mój wielki ukłon w stronę tych wszystkich służb, a zwłaszcza w stronę strażaków, którzy najpierw pieszo, a potem przez zamarznięte Bełdany na deskach lodowych spieszyli na ratunek tonącym. Oni zrobili tak wiele, a jednak nie udało się uratować wszystkich. Dwie osoby już nigdy nie wrócą do domów.

Czy gdyby nie ten drobiazg, polegający na lepszej komunikacji, ci wędkarze mieli jakąś szansę by przeżyć? Czy gdyby precyzyjniej określono miejsce tragedii, służby ratownicze nie błądziłyby pomiędzy Końcewem, Wierzbą i Floskiem, a karetka pogotowia z Pisza dojechała na miejsce tragedii w 40 minut, tak jak my dziennikarze?

www.GazetaOlsztynska.pl


Jestem ... nie wiem co napisać, smutek i łzy...
Życzyłabym sobie i wszystkim ludziom, by na swej drodze spotykali takich wspaniałych ludzi jak pan Wiesław.
Z wielkim szacunkiem i uznaniem, chylę przed panem czoła, Panie Wiesławie, życząc by szczęście i radość nigdy Pana nie opuściły.

Alutka52 - 2009-03-21 18:45:46

A ja tylko chciałam wszystkim powiedzieć dobry wieczór,a tu biała plama :( Nic to,zostawię tutaj
pozdrowienia dla Was i wierszyk.Życzę Wam miłego i spokojnego wieczoru.Posdraviam :)))))

Słońce i wiatr kłóciły się o to, które z nich jest silniejsze.
Wiatr powiedział :
Widzisz tego człowieka ?
Założę się, że prędzej zedrę z niego płaszcz, niż ty.
Słońce schowało się za chmurami,
a wiatr zaczął wiać coraz mocniej i mocniej.
Ale im bardziej szarpał człowiekiem,
tym szczelniej ten otulał się płaszczem.
Kiedy zmęczony wicher ucichł,
wyjrzało słoneczko i uśmiechnęło się przyjaźnie.
Człowiekowi zrobiło się ciepło i wtedy zdjął płaszcz.

DOBROĆ JEST SILNIEJSZA NIŻ PRZEMOC !!!

* Dobroć nie może wypływać ze słabości, tylko z potęgi.
* Niebo zaczyna się na ziemi. Tam, gdzie ludzie stają się przyjaciółmi, a dobroć jest  przekazywana.

Nie znam autora.

wscieklyuklad - 2009-03-21 21:38:42

Zmrok zapadł Kolejny. Księżyc po Niebie toczy się Leniwie, Kompanija w Namiotach zaległa, do Nocnego sie Spoczynku szykując. A ja wokół Polany łażę. Ciżmami Glebę szoruję. A Ucha nadstawiam. Gdy na moment przystaję, Szloch jeszcze tłumiony, ściszony, coraz to odleglejszy słyszę. Tam, hen gdzieś, za Dębów Konary ubieżył, tam gdzieś ku Bagiennym Szuwarom pomknął. Coraz to Mglisty bardziej, Słabszy coraz. Bo jak długo Bólem przeniknąć można ? Jak sporo Smutkiem się pełnić dozwolone ? Ileż Cierpienia wytrzymać się potrafi ? Powoli się z Drzazgą w Sercu oswajając, z Cierpieniem się swym zlewamy, zrastamy, utożsamiamy niemal. A wonczas Ból ów się rozmywa coraz. A wonczas Cierpienie powszdnieje. A w chwili takiej Złość i do Swiata ulatują Żale. Łkanie cichsze zatem, nie tak już uwagę budzący, Obojętniejszy rzekłbyś nawet.... Do razu następnego, kolejnego Duszy zatargania.
To pomyslawszy Ciżmą poruszam, Stopę wprzódy stawiam, w obchodzie Wieczornem. Łuczywo w Dłoni dzierżąc, ku Debowym podsuwam Gałęziom. Szarość ich, Majak ich rozświetliwszy, Listków zawiązków szukam. Tych samych, co Gałęzie Życia przypływem ku Górze uniesą. Tych samych, co Szarą Ponurość, Zielenią umają. Wzrok natężam sił ile. Ale Pąków nie widno. Ucha nadstawiam baczno. Ale Soków płynięcia Oznak nie najduję . Dęby, co Nocą zdrętwiały.
Łuczywo na Metr oddalam. A wonczas Cień się na Nieboskłonie rysuje. Cień Migotliwy, Niestały, Ulotny jak Dłoni Drżenie. Ale Dygot ów nie Zimnem, ale Niecierpliwym oczekiwaniem Rodzony, Pąków do Życia nie kłoni....
Ciżem Podeszwami Przestrzeń  mierzę tedy. A z krokiem kazdym, spode Stopy Prawej, spode Stopy Lewej Szelest dobywam. Ciżmami oto Liście Opadłe, Liscie Zwiędłe, Ubiegłoroczne Listowie Martwe poruszam. A Ono - Martwe chociaż, Dźwięk wydaje. A Ono - choć przybutwiałe wielce, Kurz wznieca. Ślad pozostawia w tyle. Dowód, żem był tu, szedł gdzieś donikąd, dokądś może. Przed siebie, Wstecz i na Boki oba, z Łuczywem w Dłoni. Pochodnia, co gdy ją opuścic zwolna, Ścieżkę wytyczoną mimo Mroku odnajdziesz. Pył na Moment wzbity opaść zdążył. Liście na boki rozsuniete znieruchomiały w Stopy ruchu kolejnym oczekiwaniu.... Zatem tych jeszcze nienarodzonych Loty, tych pode Stopami zastąpione Ruchem. Zatem te Zieleń swą kryjące jeszcze, Brunatnością przeminionych zastąpione namiastką.

Przemijanie, co Narodzenie poprzedza. Narodzenie co Przemijanie świeży.

To pojąwszy na Pniaku przysiadam najbliższym, Stopom wytchnienie dając, a Liściom snu nie mieszawszy w zadume popadam. W Dal patrząc, jakobym Lata Minione widział, dzieje setletnie przywoływał. gdy sam jeszcze Dziecięciem- Pacholęciem będąc, Dziejopisów woluminy studiował. Jak z nich wiele Kompozycję Otwartą miało. Bohatyrów przygody znagła Urwane, Fantazji Upustom otwierało Podwoje. W Piernatach leżąc wonczas, Wydarzeń Nieznanych, Historii Niedopowiedzianych zakończeniem tworzył. Na Modułów dziesiątki, Na Modłów setki,  na Rozwiazań tysiące. Niedokończenie owo Żywość wzmagało umysłu. Niedopowiedzenie owo Wolnej Woli otwierało Bramy.....
Ku Mokradłom Wzrok skierowawszy, jakobym Lata Minione widział, dzieje dziesiątletnie przyzywał, gdy sam jeszcze Młodzieńcem-Gołowąsem ( z bez Bielma Okiem ) będąc ,Malarzy Pędzli twory oglądał. Jak z nich wiele Kompozycę Otwartą miało. Oto Bociany, oto Żurawie Chełmońskiego po Niebie fruną, nade Pastuszków lLeniwie leżących Głowy. Któryś tam Palcem w Klucz ich celuje.  Klucz, co do Kompozycji Otwartej Wytrychem. Kucz, co - gdyby w Dłonie go ująć, Tajemnicę odkryć pomoże. Oto Moneta "Nenufary" na Stawu znieruchomiałe Tafli. Kolorowe, Impresją swą, Widza budzące Impresje.Patrzysz na nie, i wiesz, że gdzieś tam - poza ramy Granicą kolejne się mieszczą. Ale Artysta był może zbyt biedny, by Płótno Bitwie Grunwaldzkiej Matejki wielkością dorównujące kupić, a Pełnię Natury uwiecznić. Albo wiedział dobrze, że "Ten Co Patrzy" Całość dopowie, Pełnie zrozumie Przekazu. Że z tych Konturów, Zarysów niedomalowanych odtworzy Niewidoczne, Niewidzialne pojmie...

Kiedy więc Wspomnienia przywołuję Przeszłości, Oczy me odruchowo ku Stopom się na powrót kierują. A ja pojmuje oto nagle, że Liście owe, com je jeszcze przed chwilą ze Snu budził są przecie Kompozycją Otwartą. Że Ruchem poruszone, Własny - Narzucenia mimo - Kierunek obierają Ruchu. I tam jeno opadną, gdzie własna Im Grawitacja nakaże. Prawom Natury posłuszne, Prawa one Odkryja przed nami wtedy dopiero, gdy same na nowo w Bezruch zapadną......
Pojmuję znagła, że są jako Posty nasze. Jako Skoroszytu Stronice żmudnie po kolei wklejane, starannie od nowa tworzone, by Całość Ulepić. I to także, że każdy z nas może w Momencie dowolnym, na Modłe swoją kolejną stronicę zapełnić a Otwartości Przekazu zasad dochować. Skoroszytu owego Szkieletu Pierścienie są jako Koła Młyńskie. Strumienia poruszane biegiem nizają powoli treści Nieskończone, Dzieje kolejne, tak zmiennne, jako Życie jest zmienne, tak Barwne, jako Codzienność nasza....

Na jednej z nich Pokój uwieczniony. Na Stoliczku maleńkim Komputyjera Migotliwy dostrzegam ekran. Policzek przy Policzku utkwiony, Policzek, co policzka sąsiedniego Bliskość czuje. Policzek co Ciepłem sąsiedniego się Policzka syci. Oczy, co się po tekście ślizgają. Oczy Płomienne. Oczy, co po Policzkach wspomnianych Łzy toczą. Raz Łzy to Wzruszenia, innym znów razem Rozpaczy, Zawodu, kolejnym zaś Szczęścia  libo.  On znieruchomiały z Emocji "libo" pod nosem powatrza, dźwiekiem się Słowa owego delektując. Ona czytając - tłumaczy. Bo Jego Oczy nie wszystko widzą. Bo Jego Uszy, nie każde pojmują Treści...  Kiedy czytanie zakończą, Ona do swoich się oodali zajęć. A On - Balkon roztworzywszy szeroko, Słownik ujmie w Dłonie, ze Słownikiem owym - jako Szlafmycą - na Głowie Balkon przemierzać będzie, Słowa kolejne, Nowe, Nieznane, Słowa tak jeszcze dlań trudne - przyswajać będzie. By na Jej pomoc zdanym nie będąc Poznać się starać..... Patrzysz na to i wiesz - bo Kompozycja to wszak Otwarta, że tuż obok stoi ów - wciąż włączony Komputyjer. I wiesz, że On nowe, kazde, najprostsze bodaj poznawszy Słowo, Dumą się napełni, że Pojął je bez niczyjej pomocy...

Na drugiej z nich Maleńki uwieczniony Pokoik. Na Biurku niewielkim Ekran Błękitnawą rozsiewa Poświatę. Starsza Kobieta Wzrok weń utkwiwszy - czyta..... Gdzieś w Pokoiku Rogu przykurzony już wielce Wózek. Ten, co dla kaleki Mieszkaniem jest. Ten, co od Świata Kompozycji Otwartej go dzieli. Ten, Poręcze którego, Siedzisko którego, były kiedyś Granicą Michaliny Jestestwa......

Na trzeciej - Pokoik, a jakże, z Ekranem maleńkim - a jakże. W Foteliku Smakosz zagłębiony. Ten, co gdy Mu Skrzydła urosły, Ulecieć chciał, ku swej Kompozycji twartej, nam przecie nieznanej. Ten, który Sorelliny przywołany Postem, powrócił...... Bo przecie Powroty rezygnacji z siebie, ze swej Kompozycji Otwartej nie znaczą....

Są i takie Pokoje, co już na zawsze Pustymi zostaną..... W tym Soninym przy Migotliwym Ekranie siedzi teraz inszy Lekarz jaki. Ten, co Kompozycji Otwartość na względzie mając, dziś nieruchomo tam tkwiący, gdy Zew posłyszy, popędzi gdzieś/kiedyś tam, gdzie Zło czyjejś Kompozycji Otwarcia poznać broni.....

Z Pniaka tedy powstaję, a na Obchód się Polany udaję. Stopami z należytą Pieczołowitością szuram, Ciżmami Liście obumarłe do Życia podrywam. A kiedy w Powietrzu się przez moment kołyszą, wyraźnie słyszę jak pierwsze Winorośli Pędy Ziemię ode spodu dziurawią.
Kiedyś Bastuś nasz Drogi,  Wino z nich warzył. Napój, co to Kompozycji Otwartości dowodem jest snadnym. Napój co to Bastkowi Życzliwość do Świata w Żyły wlewał.....

Mirka - 2009-03-22 07:25:51

Nigdy nie zapominaj najpiękniejszych dni twego życia. Wracaj do nich, ilekroć w twoim życiu wszystko zaczyna się walić.
Każdy ma złe dni, chwile. Kiedy jesteśmy smutni dobrze jest pomnieć sobie chwile szczęścia, radość, chwile, które nas cieszyły. Życie nie jest ponurą otchłanią, w której tkwimy i nie możemy wydostać się. To piękno nad pięknościami; zieleń trawy, barwy kwiatów wiosennych, blask słońca letniego, ptaków śpiew, szept liści na jesień i my. Życie jest piękne.
Jakże często odczuwamy strach przed popełnianiem błędów, przed robieniem nie tego, czego inni oczekują. Sama obawa, wprowadza nas w nerwowy stan, miotamy się nie mogąc znaleźć miejsca, ukojenia. Wydaje się nam, że wszystko jest nie tak, wszystko jest złe, czego nie dotkniemy się, nie udaje się... Tak nie jest, ale my widzimy wszystko w czarnych barwach.
Stajemy się zgorzkniali, tracimy zaufanie do ludzi. Kiedy zawiedzie jeden człowiek, kiedy my zawiedziemy, wszystkich zaczynamy podejrzewać o to samo. Nienawidzimy tych, co odnaleźli swoje miejsce, którym się udało, bo są, jeśli nie szczęśliwi, to chociaż zadowoleni Zapominamy o drobince, którą mamy, którą rozwijać należy, pielęgnować, jak skarb najdroższy. Zaufanie stracić jest bardzo łatwo, odzyskać, czasem nie sposób. Nim skłamiemy, nim dopuścimy się czynu niecnego, dobrze rozważmy, co mamy do stracenia, czy gra warta świeczki. Często się zdarza, że ktoś, którego nie nawiedzimy, po latach okazuje się naszym najwierniejszym przyjacielem, największą radością, miłością naszego życia. Nienawiść niszczy, a życie na budowie polega. Budując świat wokół siebie, o każdą cegiełkę należy dbać, jak o najpiękniejszy kwiat. Nie rodzą się ludzie źli, sami się w nich zmieniamy, na własną prośbę stajemy się wredni. Coś nam nie udało się, nie wyszło, obwiniamy o to innych, tak najłatwiej, najprościej zrzucić winę na kogoś. Nie zdajemy sobie sprawy, że tym samym pogrążamy siebie, zaczynamy mieć pretensję sami do siebie, ogarnia nas dziwne uczucie, którego nie rozumiemy. Z biegiem czasu, nasza beznadzieja, w którą sami najczęściej się zatapiamy, przeradza się w kompleksy. Do nich najtrudniej nam się przyznać, albo zamykamy się w czterech ścianach swego mieszkania, albo niszczymy wszystko, co napotykamy po drodze. Nie chcemy tego, to jest silniejsze od nas. To koło, które samo się napędza. Zatrzymać możemy je sami. Jeśli przyznamy się sami przed sobą do swoich błędów, nazwiemy swoje wady po imieniu, przestaniemy za swoje niepowodzenia obwiniać innych, zazdrościć, tym, którym udało się, świat wyda się piękniejszy, życie lepsze. A to tylko dla tego, że zaakceptujemy siebie, pokochamy siebie. O ile łatwiej będzie nam walczyć z własnymi słabościami, o ile łatwiej zrozumiemy to, co na nasze życie ma wpływ. Kochając siebie, kochać innych będziemy, inni nas pokochają. Nie ma ludzi idealnych, bez wad. Każdy popełnia błędy, nie każdego kochamy/lubimy, nie z każdym się zgadzamy. Jednym z sekretów szczęścia jest tolerancja. Jest to bardzo trudne, ale czy życie jest łatwe? Nie znajdzie sobie miejsca ten, który nie nauczy się tolerować, akceptować inność, nie musi się z nią zgadzać, tolerować, tak. W innym przypadku, rosnąca w nim nienawiść, zniszczy jego samego.
A wszystko bierze swój początek od jednego maleńkiego kłamstewka, nie groźnego, bo siebie okłamaliśmy, nie my zawiniliśmy, tylko inni…
Życie jest trudne, ale jakże piękne....

Miłego, pięknego dnia Misoginianie

Basia - 2009-03-22 08:18:45

A może inaczej?

Pal diabli rozważania. Pal dabli wszystkie nicki-nienicki. Pal diabli dociekania. Nocny post wedug mnie stał się naprawdę dotknięciem dna, od którego jedynie można się tyko odbić. Pal diabli tę sytuację, ktora już wszystkich Misoginian zniesmaczyła i do żywego oburzyła. W rózny sposób dali temu wyraz chyba wszyscy. Ci piszący i Ci zamilki. Pal diabli żale-nieżale, zaszłości, powiązania, rozwiazania, splątania i co tam jeszcze kto chce dopisać.
Dziś w Krakowie, choć zimno, choc wiatrzysko hula, to jakby jednak troszkę wiosną powiało. Nie topiliśmy na Misogino Marzanny, zatem może najwyższa pora wepchnąć w tę kukłę - uosobienie mroków i zimy, wszystkie paskudne uczucia, wszystkie nieszczęsne animozje, podejrzenia i w ogole wszystko co się da a co spaskudziło nam misoginiańską podłogę. Wystarczająco dużo kłopotów dostarcza nam technika. To, co widzę właśnie na TVN to sześć pustych miejsc pod wieczornym wpisem Wściekłego. Nie mam pojęcia, co to znaczyć może, ale wygląda niepokojąco. A może to rodzaj "grubej kreski" podpowiedzianej przez Johna Titora? Może zgodnie z jej prawdziwym znaczeniem czas zacząć odpowiadać od tej pory za to co nastąpi? Wielkimi krokami zbliżają się Święta Wielkanocne. Jak w takiej atmosferze dusznej składac sobie zyczenia? Pytam sama siebie.
Napisałas Mirko wczoraj,ze nas zabolało. Może i po części masz rację. Mówisz, zabolało, Hrabino. Jednak, jeśli o mnie chodzi to raczej się najzwyczajniej wsciekłam i stąd taki a nie inny post. Taki, a nie inny, powtarzam.
A pal diabli to wszystko!

O rany, ale diabłów naspędzałam w niedzielny poranek

Basia - 2009-03-22 08:46:14

Alutko Kochana. Założyła Mirka "cd" i co? Ano nic! Posyłam post i na str.233 i na kontynuację wątku założoną przez Mirkę na stronie PIERWSZEJ!!!. I nie ma. Czyli problem nie jest tak łatwy do rozwiązania jak to co podpowiadasz i do czego ja się takze przychylałam. Taki klops.

Basia - 2009-03-22 09:01:00

Jakies cuda się dzieją. Pokazują się posty w systemie a potem nie ma ich na Misogino. Własnie zniknęło Łabędziątko.

Mirka - 2009-03-22 09:25:13

Dzieją się cuda. Nie nadążę kopiować, posty, które na chwilkę ukazują się - giną bezpowrotnie.
Basiu, naraziłyśmy się czymś, nie drukują naszych postów ani na "górze" ani na"dole". W zaistniałej sytuacji, trudno polecać to rozwiązanie.
Alutko, może masz szczęście i twoje posty widać w kilka minut. Nie mam czasu by cały dzień siedzieć i klikać, owszem zdarzają się dni, które mogę poświęcić, ale coś za coś i zaległości piętrzą się. Zaczynają się prace wiosenne na działce, czasu będę miała z każdym dniem mniej.

Basia - 2009-03-22 12:55:26

Zgłupieć można!!! Zagladam teraz na Misogino i co? I jest mój post na "ciągu dalszym" na pierwszej stronie. Post napisany został około szóstej rano tuż pod postem Wściekłego. Nie wiem, czy to moje działanie z taaakim opóźnieniem czy Wam to zawdzięczam. Na wszelki wypadek dziękuję bardzo!
Niech się dzieje co chce. Przed chwilą znów posłałam takiej treści:


Rozpoczęłam wysyłanie już przed szóstą. Próbowałam i próbowałam do dziesiątej prawie. Wrzuciłam na zmienmyswiat. Próbowała Mirka, Sorellina. Nawet do Hrabiny prośbę posłałam. Teraz widzę,ze jest w w "ciągu dalszym" założonym przez Mirkę. I nie wiem sama, czy to co słałam pokazało się po tak długim czasie, czy komuś to zawdzięczam. Jeśli tak było - dziękuję bardzo Komuś.
Chciałam,zeby post ukazał się jak najwcześniej. Ponieważ jednak od czasu jego powstania zdania nie zmieniłam :), próbuję raz jeszcze:


A może inaczej?

Pal diabli rozważania. Pal dabli wszystkie nicki-nienicki. Pal diabli dociekania. Nocny post wedug mnie stał się naprawdę dotknięciem dna, od którego jedynie można się tyko odbić. Pal diabli tę sytuację, ktora już wszystkich Misoginian zniesmaczyła i do żywego oburzyła. W rózny sposób dali temu wyraz chyba wszyscy. Ci piszący i Ci zamilki. Pal diabli żale-nieżale, zaszłości, powiązania, rozwiazania, splątania i co tam jeszcze kto chce dopisać.
Dziś w Krakowie, choć zimno, choc wiatrzysko hula, to jakby jednak troszkę wiosną powiało. Nie topiliśmy na Misogino Marzanny, zatem może najwyższa pora wepchnąć w tę kukłę - uosobienie mroków i zimy, wszystkie paskudne uczucia, wszystkie nieszczęsne animozje, podejrzenia i w ogole wszystko co się da a co spaskudziło nam misoginiańską podłogę. Wystarczająco dużo kłopotów dostarcza nam technika. To, co widzę właśnie na TVN to sześć pustych miejsc pod wieczornym wpisem Wściekłego. Nie mam pojęcia, co to znaczyć może, ale wygląda niepokojąco. A może to rodzaj "grubej kreski" podpowiedzianej przez Johna Titora? Może zgodnie z jej prawdziwym znaczeniem czas zacząć odpowiadać od tej pory za to co nastąpi? Wielkimi krokami zbliżają się Święta Wielkanocne. Jak w takiej atmosferze dusznej składac sobie zyczenia? Pytam sama siebie.
Napisałas Mirko wczoraj,ze nas zabolało. Może i po części masz rację. Mówisz, zabolało, Hrabino. Jednak, jeśli o mnie chodzi to raczej się najzwyczajniej wsciekłam i stąd taki a nie inny post. Taki, a nie inny, powtarzam.
A pal diabli to wszystko!

O rany, ale diabłów naspędzałam w niedzielny poranek.

Basia - 2009-03-22 13:42:06

Ostatnią próbę podpisałam: Inżynierowa na skraju załamania nerwowego.
I dalej nic. Mireczko, próbuj i Ty.

Basia - 2009-03-22 13:55:51

Chyba znów TVN stoi. Jak tak dalej pójdzie, to zapełnię cały "zmienmyswiat":)))

Basia - 2009-03-22 14:15:01

Odliczam kolejne nicki w systemie, teraz widzę gościa nd a mnie dalej nie ma :(

Sorellina - 2009-03-22 15:35:20

W Krakowie wiosną powiało - pisze Basieńka. Wiosna, wiosna... Przebiśniegi przez śnieg na świat wyglądają, ptaki wracają wiosną, hrabiny wiosną z zimowych pieleszy wracają. Nasza też wróciła, dokładnie wraz z jej pierwszym dniem ! I jak tu nie kochać wiosny ?

Ulepmy  z naszych wszystkich fałszywych kroków, naszych falstartów, naszych złości, niewierności, małości, brzydoty, naszych żalów, pretensji, naszych zawstydzeń, wiedźmę  paskudną i na cztery wiatry ją przepędźmy !
Jest przecież wiosna. Trzeba szeroko okna otworzyć, dom przewietrzyć, nową nadzieję wpuścić, dawno niewidzianych domowników i gości zaprosić i ...nowe życie zacząć. Także i tu, w naszym misoginiańskim domu, na naszej misoginiańskiej podłodze.
Wściekłaś się, Basieńko? Ja też, ale zrozumiałam jedno: Wściekać się tak naprawdę  potrafię tylko na tych, którzy są mi najdroźsi, na których najbardziej mi zależy... I masz racje: Pal diabli to wszystko ! Jest wiosna ! I jest Misogino !

Mirka - 2009-03-22 15:56:43

Kolejną razą podpisze się  - czarna wdowa w dodatku rozwiedziona, co oznaczać będzie moją nie tyle złość, co rozpacz bezsilności.

Cuda się zdarzają, chociaż do Bożego Narodzenia daleko i Mikołaj na wypoczywaniu gdzieś tam, tam... daleko… w cyberprzestrzeni. Od świt, post posyłałam, kiedy zaprzestałam, niewidzialna ręka sprawiła czary mary i jest. Z kurami wstałam, by przed poranna mszą zdążyć i naszło mnie takie myślenie, jakie napisałam. Nie wiem, czy o koło południa bym tak a nie inaczej pisała, co nie znaczy, że zmieniłam zdanie, nie, ale zła okropnie byłam na postów znikanie. Widać to po rannych mych wyczynach i próbach jakichkolwiek postu zamieszczenia. Nie mnie pomysł, zrodzony w rozgoryczeniu, oceniać, ale poszukajmy jakiejś alternatywy na wypadki podobne dzisiejszym. Powtórzę za Pawlakiem, by kości nasze po świecie nie szukały się, (nie precyzyjne to powtórzenie, jednakowoż myśl oddają). Mój pomysł spalił na panewce, tam też nie drukują. Ma ktoś inny? Może wspólnymi siłami coś da się zrobić. Jedno jest pewne, że Misogino płynąć musi, może na chwilkę przycupnąć w obcym porcie, ale zatonąć nie pozwolimy mu. Jeśli się mylę, poprawcie mnie. Jestem u kresu cierpliwości, jak dłużej to potrwa osiwieję i zrzędą jeszcze okropniejszą się stanę, (o ile to możliwe być okropniejszą:):), choć z moim uporem...) Zbliżają się święta, wiosna coraz szerzej drzwi otwiera, czasu mniej będzie i co stanie się z nami, gdzie podziejemy się biedulaki? Przecież jak ubiegłe lata wskazują, w tym okresie i tak jest nas mniej, i tak szukamy troszkę czasu, by na Misogino powitać się.
Sukcesów w klikaniu i akuratnych pomysłów, wszystkim Misoginianom życzę.

Alutka52 - 2009-03-22 18:37:25

Jedenaście razy wysyłałam post po różnymi nick'ami,w końcu za dwunastym razem ukazał się na
drugim wątku.Serwer TVN szwankuje,jest co raz gorzej.Jestem cierpliwa,ale czasami mam po prostu
dość!Nadzieja,że coś zmieni się?Nie wierzę :(

Alutka52 - 2009-03-22 18:54:45

Czesław Niemen ...

http://www.ptaki.net/ptaki/photos/Sikorka.jpg

wscieklyuklad - 2009-03-22 20:03:52

Puste Linijki. Bez Godzin. Bez Daty. Bez Autora nicku. Nicość, co Rozpacz jednych zrodziwszy Pomysł dała. Stare teści w Nowym kontynuowane Miejscu.... O przetrwanie Obawa. O ciągłości Myśli zatracenie Lęki. O kontaktów utratę Troska. By wierzyć Słowo jest nam niezbędne. By Ufać, Myśl czyja przeczytania konieczna. By Sił nabrać więcej Skoroszytu naszego Stronice przyrastać muszą....
Iluż z nas, na Ścianie kościelnej Puszkę dostrzega. Nad nią napis : Ofiara dla biednych. Nad niejedną : Ofiara na posiłek dla dzieci.....
Są tacy co w obietnicę na Tabliczce zawartą uwierzą. Są inni, co uśmiechną się jeno pod nosem i dalej pójdą "swoje wiedząc". "Akurat" - uznają, pogardliwie wydąwszy Wargi. Już widzę, jacy to "biedni", "dzieci" jakie. Datek to zapewne na wypasioną Brykę, kolejny Przysmak na księżym stole - Sadła przyrostu powód. Puszkę minąwszy, w nawie przysiada w "nabożnym skupieniu trwając".....
Zawsze jednak znajdzie się ktoś, kto Grosik wrzuci. Tenże spadając o Dno zawadzi. Obok stojąc łowi wonczas Dźwięk posłyszany. Głośny, Donośny jest - ni chybi o Dno uderzył próżne. Przez moment się łudzi, że Monety insze, datki kolejne - od Dna się odbiwszy gdzieś z Boku przywarło. I że Darczyńców, Ludzi Wrażliwych musiała być już tu Grupka najmniej. Złudzeniem tym napasion, z uczynku swego zadowolony do tejże samej co poprzednik nawy zmierza, by przysiadłszy " w nabożnym skupieniu trwać"......
Bywają także i Dni takie, gdy Grosik wrzucony Pogłos wyda. Zaś z Góry spadając - Zrzut jakby, Lawina niczym, w Stosik zastanych uderza Miedziaków, z nich parę na Boki roztrącając, ich zajmując miejsce w Następnego czekaniu, Kolejnego żądaniu,  Innego wytęsknieniu. Odruchowo myślisz wtedy - a więc nie tylko ja. Podświadomie się cieszysz, że jest jeszcze tak Wielu, którym obojętnym jest Skutek. Że mnóstwo jest takich, co Idei wierząc nie przeszli obojętnie Niej mimo, by w stalli zasiadłszy " w nabożnym potrwać skupieniu"....
Te myśli naszły mnie wczoraj, gdym obok takiej przystanął Puszki. A wtedym ku naszemu Misogino wspomnienie posłał. Forum - Puszka Pojemna niczym.  Forum, co Obietnicę daje. Jednym Wzruszenia porcję. Innym Zniesmaczenia Chwilę, Szansę Nadziei zaś inszym. Tacy przezeń przemkną, co w Przekaz uwierzą, a swój dołożą Grosik. By dalej w swoją sie udawszy Drogę część Je ze sobą unieść, w sobie jeno wiadomym celu. Niektórzy na Bryki Wypasionej zakup Ochoty nabiorą. Kolejni Głód poczuwzy, do Lodówki sięgną Zapasy dobywszy - Sadła źródło. Będą i tacy, którzy na Świat otwarci, zaczną czerpać zeń to wszystko, czego On tak pełen przecie, a z czego też uprzednio Sprawy nie zdawali sobie. Forum jako Skrzynka owa w Jednym przytwierdzone Miejscu.  Miejscu znanym. Miejscu spowszechniałym. Miejscu do odnalezienia łatwym. Nie wyobraża sobie nawet, że w daną przybywszy Okolicę, puszki by nie zastał znanej. Widok ów tak dziwnym byłby, że Nikt pytaniu by się nie oparł : "Czemu" ?
Czy Dzieci przestały być oto Głodnymi ? Czy Bieda w Niebyt odeszła ? Czy Cwaniactwo tego, kto Puszkę powiesił, by osobiste czerpać z Niej zyski Postawę zmienił Życiową ?
Kiedym Grosik do Puszki owej wrzucał, czułem, jakobym Post na Forum naszym umieszczał. Nie wiem Ilu tu było przede mną. Nie wiem jakie Posty - Banknoty wrzucali. Z Myślą jaką to czynić mogli  ? - dociec próbuję.
Czy to ważne zaiste ? Jeśli to Post - Moneta Pierwsza, Myśl Jedyna, niech i tak będzie. Ale są dni takie, gdy w Puszkę wrzucony na insze natrafi. Trąci wtedy  o nie, swoje znalazłszy, swoje zająwszy Lokum. Czasem może i Lawinę porwie jaką, A wtedy na Pniaku Dębowym przysiędę " w nabożnym skupieniu trwając".
Bo Forum to Miejsce owo Świętością jest dla mnie.....

Mirka - 2009-03-23 06:53:55

Brak czasu, dzisiejszy dzień troszkę zapełnił się, nie mogę czekać na ukazanie się postu, zostawię tutaj.

Zamenga Batukezanga - Kongijski autor napisał; "Jak miotła wymiata brud za próg domu, tak literatura oczyszcza ludzkie dusze. Przypowieści, maksymy, piosenki, tańce - wszystko kręci się wokół człowieka, uczciwości i zasad moralnych. Bajka bez przysłów jest jak nóż bez ostrza".
W Kongo mówi się; "nawet ryba, żyjąca w wodzie, jest cały czas spragniona". Zaczynający życie, samodzielne życie człowiek ma plany, marzenia, cel, do którego dąży. W czasach dzisiejszych przeważnie jest to, kariera, dom/mieszkanie, rodzina. Trochę odwrotnie niż w latach, kiedy ja byłam na początku drogi. Kiedy młody człowiek dotrze do punktu, w którym należy przejść do kolejnego etapu, zatrzymuje się. Zazwyczaj dotyczy to punktu rodziny, ciągle nie jest gotowy, ciągle nie ma wystarczająco mocnej pozycji zawodowej. Kiedy jest rodzina, wiecznie jest brak pieniędzy, ile by ich nie było, zawsze jest mało, ciągła pogoń trwa.
Bajki czy to Mickiewicza, czy Krasickiego, czy braci Grimm wszystkie mówią o człowieku, o jego przywarach, zaletach. Bajka kończy się morałem, zawiera wiele mądrości ludowych, ni koniecznie podanych dosłownie. Bajki są pierwszymi nauczycielami, (po rodzicach, ma się rozumieć), uczącymi, co jest dobre, a co złe. Bajki uczą odróżniać jedno od drugiego.
W jednej z piosenek kongijskich piosenkarz śpiewa; "Gwiazda jest zawsze gwiazdą, a lampa pozostanie lampą." Czyż nie ma w tym racji, czy tak nie jest?
Czas goni, dobrego dnia, by dziś postowego nie było przestoju.
Nie wybierajcie się dzisiaj na Warmińską ziemię, jest zimno, pada deszcz ze śniegiem, pogoda jest paskudna.

Mirka - 2009-03-23 08:20:23

Gościu, ludzie najcudniejsi na świecie, ale by do nich dotrzeć, trzeba pokonać okropne drogi. Nie dość, że wąskie, kręte, w większości leśne, widoczność w piękna pogodę jest utrudniona, a dzisiaj, na kilkanaście metrów nic nie widać. Widoczność + dziury i roboty drogowe, są to niebezpieczne związki.
Janku, tak, zdecydowanie więcej, ale w okresie świątecznym, jest naturalne, że jesteśmy ograniczeni czasem. Po za tym w zwykłe dni, nie wszyscy piszą, każdy ma różne zajęcia, kiedy nadarzy się chwila, to klika i nic nie ma, czy to nie zniechęca?  Mówię tylko i wyłącznie o alternatywie, na wszelkie zawirowania techniczne. Nie ma mowy, by zmieniać miejsce na stałe. Tylko tak, jak służy ZŚ, na takich/podobnych zasadach. Zostawiamy tam posty, które nie ukazały się i kto ma czas, wkleja je na Misogin., Bardzo nam to ułatwia, pomaga. Jeśli nie ukaże się, nie da się przenieść postu na Misogino, to i tak można go przeczytać.

Wybaczcie mi ten chaos, za chwilkę muszę być w województwie,w wielkim pośpiechu piszę

Pozdrawiam serdecznie

wscieklyuklad - 2009-03-24 20:40:52

Mówią, że Początek jest najtrudniejszy, a któż to niby potwierdzić może ? Kiedy więc Dzwonów Dźwięki - pobudki porannej Sygnały - moich sięgają Uszu, Kości prostuję leniwie, Mięśnie bez Zapału zbytniego rozciągam. Bo Rzeczywistości przywrócony wcale się ku Dnia nie spieszę Wyzwaniom. Ziarnka Piasku w Klepsydrach się przesypują, już z rana Wieczór bliżąc, gdy znów - po Dniu znoju pełnym w Piernatach zalec można będzie, od Inszych się odizolowawszy Świata, Problemów każdych. By w Prywatności się swej zagłębiwszy, Czuć Siebie. Na Mambo takty zważać nie trzeba, w Dumek, w Romanc się treści wgłębiać nie trzeba - oto Inszych to już Prywatności Granice.
Ty zaś pod Pierzyną Kopiatą, Usty Pobladłymi, Wargami Bezkrwistymi do siebie mówić możesz. Do własnej Duszy modlić się bezgłośnie starasz, Bezdźwiękiem Namiot wypełniwszy. Leżysz tak i leżysz wonczas, i gdyby Ktoś na Uboczu przysiadł, a w twoim kierunku spoźrzał, Wnętrzem by swoim zatrząsł Śmiech niecąc głośny/bezgłośny, Pogardę czując, Współczucie pod twym kierowane adresem kontemplując. Ty temczasem Formułki pode Wąsiskami młócisz, sam jeno Sens ich pojąwszy, Przekazu ich sam tylko Świadom w pełni. Kątem Oka Obserwatora dostrzegaąc Twarz Pokerzysty trzymasz, ni Muskułem jednym, ni Grymasem Drobnym, ni Zmarszczką Subtelną, ni Oczu błyśnięciem Emocji nie dradzisz. Wiesz, że wiesz. Wiesz, że On niczego nie Pojmujący, choć Demaskatorem się czyni. Wiesz, że gdybyś znagła Słowa wywrzaskiwać począł, On Zastrachany, jako Piorunem padłby rażony. Zeusowym Mocy Atrybutem. Mistrza niedościgłego Karą sprawiedliwą. Bo choć tak wyprężony, na Zydlu siedzi, Wszechwiedzącego przyjąwszy Twarzy wyraz, ty wiesz dobrze, żes to ty Mistrzem,  On zaś Czeladnikiem jeno. A różnica jedyna jaka was dzieli, ta jest, że Obaj Jednaką posiadacie wiedzę,  a przecie ten z Góry, z Ciała Wyprostu pozorną Przewagę dzierżący , nie wie, że wiedzieć winien, że wiedziec może, że wiedzieć potrafi, jeno skupił się na osądzie twego w piernatach zakopania, nie jestestwa zas swego.
Zatem gdy Dzwonów dźwiek słyszę, nie tylko Leżę, ale Kolor przez nie Powietrzem niesiony określić probuję, Zapach takoż. A kiedy Kolor z Zapachem Czasoprzestrzeń z wolna wypełnią, Szczęście mnie przepełnia a Radość  rozsadza. I już Zlegać się dalej nie chce, ale wstać, na równe Skoczyć Nogi, by w Radości się niepomiernej Zanurzyc, Zatopić, Zatracić takoż. Bo przecie jeśli Radość do mego zawitała Namiotu,to czyż nie lepiej ją przyjąć w Pełni całej, niż bać się, że pewnego dnia  w Niebyt odejdzie, w Horyzontu się Mirażu rozpuści , w Zawodzie dolegliwym zatraci ?
W chwili takiej poczucie Rzeczywistości tracisz, sam nie wiedząc już czy to Przeszłość cię z każdej otacza strony, Przyszłość li przez Szpary Brezentu ciekawie się wciska.  A wonczas uświadamiasz sobie, że nie w Przeszłości, nie w Przyszłości zyjesz, ale to co tak naprawdę istotne "Teraz" zwie się. A gdy to pojmiesz, nic już wiecej w danej się nie liczy chwili. I to jeno szanse Szczęśliwym człowiekiem zostania ci daje.
Gdy Dzwonów tedy Rankiem słucham, gdy Kompanyonów  Rozmowy łowię, gdy Mambo, Romanc i Dumek dźwięki płyną, w kazdej z chwil tych świadomość mam że Niezapomniene, Nieprzemijalne przeżywam. Że kazda z Chwil owych ma w sobie coś Niezapomnianego, a każda z nich jest tą Magiczną, której Wartość ocenić, której Sens pojąć można wtedy dopiero, gdy Bezpowrotnie minie, gdy o Niej zaczniemy mówić : " była".
Czasem myślę, jak wyglądałoby Sonieczki życie, gdyby udało jej się pokonać chorobę.  Gdyby znalazła sie w gronie tych kilku/nastu procent "szczęśliwców", którzy zwyciężyli nieuniknioną  śmierć. Jak głębokie byłyby organizmu spustoszenia i jak mało mozliwy powrót do pełni sił, do normalnego życia, w którym aktywność, działanie, oddanie innym znaczyło wszystko. Więcej znacznie, niż własne potrzeby. Czy "ozdrowiała" pobladłymi wargami byłaby w stanie wyrzec choć raz słowo i do kogolwiek słowo "Kocham", bez znaczenia w kontekscie jakim. Czy pokonawszy śmierć realną, od której o krok by była, pozwoliłaby sobie na drwienie z majestatu umierania.....
Stracona ostatecznie i bezpowrotnie, w Przeszlości zatem tkwiąca, a jakże Teraźniejsza przecie.
Co by było, gdyby Michalina - o krok od trwałego kalectwa, biernie opuściła ręce ? Może dziś - ledwie sprawna czytałaby choć Posty nasze ? Może dyktowałaby Mamie swojej kilka bodaj tak Ważnych dla Niej Zdań, którymi pragnęlaby się podzielić ? Tak kilka ważnych.... dla nas Słów. Słów, które - choć czarno-białe na ekranie - mają w sobie wszystkie kolory Tęczy.....
Czy doświadczona przez Los, Bladymi Wargami potrafiłaby wtedy wypowiedzieć słowo "Kocham" ? Czy potrafiłaby cieszyć się życiem ?
Odeszła gdzieś - daleko, daleko. I jeno myśl, że Żyje - dla Innych i siebie, pozwala powolnymi kroczkami, Milimetr po Milimetrze, zbliżać się do Tajemnicy Idei..... Jakże często na Myśli się łapię, że może to i lepiej, że tak mało o Niej dziś wiemy. Że to właśnie owa Niewiedza, ciąg Złudzeń, każde z Niedopowiedzeń, pozwala cieszyć się Nadzieją. Nadzieją, że nie dotknęła jej żadna Tragedia. Bo jeżeli istnieje Pocieszenie jakie w tragedii , jaką jest Ukochanej osoby utrata , to może nim być jedynie zawsze potrzebna Nadzieja, że być może tak było lepiej....

"Udaję radość, której we mnie nie ma, ukrywam smutek, żeby nie martwić tych, którzy mnie kochają i troszczą się o mnie. Niedawno myślałam o samobójstwie. Nocą, przed zaśnięciem, odbywam ze sobą długie rozmowy, staram się odegnać złe myśli, bo byłaby to niewdzięczność wobec wszystkich, ucieczka, jeszcze jedna tragedia na tym i tak już pełnym nieszczęść świecie" Paulo Coelho Czarownica z Portobello.

Smutno cieszyć się w samotności..... Smutno myślec o Twarzach, które - jako Księżyca Błyskanie przemijają.
"O, noszę w sobie nieskończoność takich twarzy, jakby poczętych w tych krótkich błyskach. Nie wiem czyje, nie wiem gdzie, kiedy, nie wiem o nich nic. A żyją we mnie. Ich zamyślenia, spojrzenia, smutki, bladości, grymasy, gorycze żyją we mnie, zatrzymane jak na fotografiach." Paulo Coelho......

Życie ludzkie jest jako w Kości gra . Jeśli nie uda nam się tej pochwycić co upragniona, trzeba  starać się jak najlepiej wyzyskać tę, co nam akurat przez Los sądzoną była.
Radość jest argumentów wyzbyta, Smutek zaś w nie opływa. Dlatego właśnie jest tak Okropny, i tak trudno nam się z niego wyleczyć. Bo Smutek rodzi się zawsze z Czasu, co choć upływa, Owocu nie zostawia żadnego....

Wieczór zapadł temczasem. W Piernatach spocząć mi przyjdzie, w Kaczym Puchu się mościć. Tam w Kąta mroku, Zydel stoi. Może Nocą zbudzony dostrzegę Kontur czyjś przycupnięty ? Kogoś, kto siedząc przygląda się bacznie Snom moi. Przygląda się Wargom  Pobladłym, w Bezgłośnej się poruszającym Mowie.  Pomyśli pewnie, że teraz już Wszystko pojął. Może wstanie i powolnym Krokiem Namiot odczłowieczy ? By po drugiej Brezentu stronie na Mambo takty natrafić, w strofach Dumek, w treściach się Romanc zagłębić..... Tam własnie najlatwiej słowo "Kocham " posłyszeć.

rendrab - 2009-03-24 21:57:18

Wieczór zapadł a ja siedzę i czytam Was.Jak dobrze wiedzieć, że jesteście tu i teraz.Jak bardzo tęskniłam do Was jak ciężko jest bez przyjaciół, chociaż tak dalekich a jak bliskich memu sercu.To, co najpiękniejsze to, to, że mogę być z wami.Wiem, że moje pisanie nie jest tak ciekawe jak wasze, ale ja mam serce i umysł otwarty na wszystko, co nowe i ciekawe.Pragnę podziękować za wszystko, co dobre i za dni spokojne, za noce niespokojne, ale to nic ważne, że jestem z wami i mogę się czasami do Was odezwać.Pozdrawiam i przepraszam, że nie na temat.

Alutka52 - 2009-03-25 07:22:09

Witaj Rendrab,jak cieszę się,że jesteś,          http://pu.i.wp.pl/?k=MzMzMjkwMDAsNTE1MDMy&f=735zy01ev8.jpg
że zaglądasz do nas.
Reniu Droga zdrowia Ci życzę,trzymaj się.
Serdecznie Cię pozdrawiam :)

Alutka52 - 2009-03-25 10:31:30

Poddaje się,już siedem razy wysłałam post,pod róznymi nick'ami,zmieniałam treść i nic.
Widocznie dzisiaj mi nie jest pisane,pisać na Misogino.Trudno,spróbuję jutro.

Dzień dobry wszystkim:)Już przyzwyczaiłam się,że przeważnie między 6 a 6:40 jest postój.
Pewnikiem na stacji głównej jest wymiana lokomotyw,żeby pociąg z pasażerami mógł ruszyć
w dalszą drogę.A,nowy Dyżurny Ruchu zadba o to żeby postoje zbyt często nie zdarzały się,
aż do następnej zmiany.I tak mamy szczęście,że możemy być razem i to jest najważniejsze.
Spokojnego i uśmiechniętego dnia Wam życzę.Serdecznie posdraviam:))Alutka52

Bim,bom!Uwaga,uwaga!Z powodów opadów śniegu,na stacji Kalisz pękła szyna,na razie
opóżnienie wynosi siedem minut.Mimo,że pracownicy dwoją się i troją,opóżnienie może zwiększyć się...
Za utrudnienia w podróży,przepraszamy.Bim,bom!:)))

Krystyna Kunigiel-Jabłońska - Szczęście

Co to jest szczęście ? - częste pytanie.
Odpowiedź złożona, ja jednak odpowiem,
bo dla mnie szczęściem, móc dawać coś z siebie
dla tych których kocham, i obcych w potrzebie.

Każda życzliwie wyciągnięta ręka,
uśmiech na twarzy i w oczach zmęczonych,
drobny gest wdzięczności - to przecież tak mało,
a znaczy tak wiele w szarej codzienności.

To dom rodzinny, ściany, cztery kąty
i jego progi przyjaźnie skrzypiące.
Po dniu pełnym zmagań, po trudach i znoju,
spieszymy do portu - oazy spokoju.

Szczęściem jest dzień jasny, co po nocy wstaje
i wieczór wytchnienia w gronie osób bliskich
i czyste sumienie, gdy bez żadnych wahań,
zapiszę spełnione uczynki - na zyski.

Szczęściem samo życie, które nam jest dane,
jeżeli rozważnie kierujemy sterem,
wszakże tyle piękna można dostrzec wokół
i tak dużo dobra, gdy dobro się sieje.

Pamiętam O Was,nie zapominam :516: :cmok2:

http://niezapominajki.pl/Obrazki/kwietnikdrzewo1.jpg

Mirka - 2009-03-25 21:29:57

Często uważałem, że ludzie małoduszni są najbardziej aroganccy i pyszni, podobnie jak wielkoduszni są najbardziej skromni i pokorni. Nie wystarczy mieć sprawny umysł, trzeba go jeszcze dobrze używać - Z pierwszym zdaniem Kartezjusza, zgadzam się, a pod drugim, podpisuję się obiema rękoma.

Nim po "poduszkową" lekturę sięgną, zaglądam do Steda. Nie do "Pogodzić się za światem", jak zwykłam to czynić w trudnych chwilach - dzisiaj, podobne jak wczoraj, pogodzić się jeszcze nie da. W Krzysiowej "Fabula rasa", Ed pisze: "Wydaje ci się, że zaszedłeś bardzo daleko i bardzo wysoko w poznaniu świata, a ty - nie wiedząc kim jesteś - po prostu nie ruszyłeś z miejsca." Dzisiaj zaglądam do "Wszystko jest poezją", bo chcę by życie było najpiękniejszą  poezją.

"Nie lękać się narażenia na śmieszność. I mówić o sprawach, których się nie rozumie. Właśnie o tych. Przede wszystkim o tych. Można powiedzieć: wyłącznie o tych (żeby nie tracić tak zwanego czasu na bezmyślne, mechaniczne powtarzanie spraw znanych). Bo to są sprawy nowe.
  Żyć w straszliwym i cudownym napięciu w każdej zawsze i wszędzie sekundzie. Bo chyba tylko w ten sposób można nie dopuścić do rozprzęgnięcia się, do rozwleczenia się, do rozklejenia, do rozmazania się tak zwanej rzeczywistości i siebie w tej rzeczywistości. Nerval mówi: "Marzenie jest drugim życiem" Novalis mówi: "Życie jest chorobą ducha". Rimbaud, którego potężne, wierzę, że prorocze, słowa przed chwilą cytowałem, mówi w innym miejscu, niechybnie w słabszej chwili (któż słabszych chwil nie przeżywa? Można najwyżej ich nie ujawniać...), więc mówi Rimbaud w słabszej chwili, gdzieś z Abisynii: "Prawdziwe życie jest nieobecne. Nie ma nas na ziemi". Żyjąc, próbując żyć w straszliwym i cudownym napięciu w każdej zawsze i wszędzie sekundzie, można stworzyć większą prawdziwość od prawdziwości zawartej w słowach cytowanych trzech autorów. I chyba tylko w ten sposób można, jak mówi Edmund Szerucki, wypalić się do szczętu. Wszystko oddając życiu....
   Nie kłamać. Bo kiedy człowiek nie chce kłamać, to, to go prowadzi prosto, bez gzygzaków, bez zakrętów i wykrętów do takiego się-zachowania, że nie ma sytuacji, w których byłby przez kłamstwo kuszony. Kuszony i uwiedziony. Uwiedziony i porzucony. Wcześniej czy później. Bo nie można bezkarnie ustawicznie kłamać. Wcześniej czy później, (dlaczego często tak późno?) kłamca zostaje zdemaskowany.
Poza tym myślę, że kto kłamie - nie myśli poprawnie. Nie myśli prawidłowo. Nie myśli zdrowo. Nie dochodzi do znaczących odkryć. Odchodzi od nich. Wpada w ślepe uliczki, bo jego myślenie jest skrzywione. Kłamstwo nie tylko wykrzywia myślenie, co często prowadzi do katastrofalnych skutków (patrz: Historia Ludzkości), ale i czasami wykrzywia uśmiech, co zaobserwowałem dokładnie u dwu osób. A nikt mi nie powie, że to wygląda ładnie, kiedy się ma wykrzywiony uśmiech. Zwłaszcza u kobiety wygląda to nieładnie.
    Nie dać się pognębić. Co to znaczy, każdy musi wiedzieć sam. Każdy gnębiony musi swojego demona czy demony rozszyfrować, żeby móc nie dać im się pognębić. Demonów jest mnogość i rozliczność. Na przykład: demon pieniądza, demon posiadania, demon gonitwy za władzą, demon gonitwy za sławą, lepki demon lenistwa, słodko-zwodniczy demon marzenia, tani demon nienawiści, przemądrzały demon nauki, demon znaczenia (?) i tak dalej demonicznie."

Są ludzie, którzy myślą, że myślą, a ja za St. Lecem powtórzę - "głupota nie zwalnia od myślenia." A poznanie samego siebie, chociaż jest najtrudniejszą, to jednak najwspanialszą i najpotrzebniejszą mądrością człowieka.

"Rozdzierający
Jak tygrysa pazur
Antylopy plecy
Jest smutek człowieczy...
.....
Będziemy smucić się starannie!
Będziemy szaleć nienagannie!
Będziemy naprzód niesłychanie!
Ku polanie!" (E.S.)

wscieklyuklad - 2009-03-26 20:29:16

Zmierzch kolejny Polanę spowił, Obóz poczernił, Kompanyonów postaci w Smole skąpał Mroku. Do Snu łożyć się kolejnego przyjdzie, w Marzeń nadziei. Bo choć Powieki Źrenice przesłonią, Umysł Życiem własnym istnieć wszak będzie. Z Czeluści jego Tęsknoty wychyną. Z Zakamarków jego niespełnione wyglądną Marzenia. Z Bruzd jego Czyn jako Źdźbło się wylęgnie.
Kiedy bardziej sobą się czujesz ? Czy wtedy, gdy Bezsennością tkniety leżysz w Ciszy w Logice skąpany ? Czy gdy w Narkotycznym niejako od Świata oderwaniu Bohatyrem się Losu - swego i inszych - stajesz ? Co bardziej pociąga, co bliższym jest Oczekiwaniu i Chęci ? Gdy Ćma cię nie opada, ochotę masz przed Namiot wyleźć, a wokół Polany kroczyć. Ode Namiotu ku Namiotowi łażąc wtedy, inszych Chrapania jednostajnego nasłuchujesz. Tych poszukujesz, tych zidentyfikować pragniesz, co Snem Sprawiedliwego zdjęci. Tych, co ni chybi niczego na Sumieniu nie mają, skoro w Morfeusza tak łacno Objęcia wpadli. A kiedy już się nałazisz, do Nóg bólu, do Duszy zwątpienia, na Pniaku Dębowym przysiąść możesz. Nie słuchasz już wtedy Odgłosów Namiotów Milczenie tnących. W to miejsce wokół popatrujesz, Nowych poszukując Doznań, Rzeczy Nieodkrytych, na których Bielmo zawiesić pragniesz, których Życia przejawy wytropić chciałbyś. Po to choćby by Samotność stłamsić. Po to choćby, by Marazm hen w Ostępy przepędzić.
Zdarzy się i Noc taka, Późna, a Głęboka zarazem, gdy Mambo dawno już przebrzmiały Takty, gdy Romanc, Dumek strof nikt już nie intonuje Smętnie. Może Wichru Powiew poczuć ci danym będzie ? Przez Kniej się przedarłszy, Rusałki po Drodze pobudził. Drogę torując, Niedźwiedzia Okrutnika - co Ślepia coraz to częściej Łapskiem przeciera w Wiosny witaniu, we własnej ze Snem walce, Gawrę Listowiem przysypał, jakby ode Świata odgrodzić na moment jeszcze pragnąc Lenistwo dłużąc. Mopem Baby-Babaniny wyginając, wokół Dębowych się owinął Gałęzi, w Tańcu szalonym. O tej Roku Porze, listowia tu ni masz. Zatem nie Taniec Gałęzi dostrzegasz, ale Świst przenikliwy słyszysz jeno, jako Dusz Nieczystych Wycie.
Wiatr co w Noc ową, tak wybornie  muzykę i poezję zastąpić umie, że zapytać by można : po cóż nam inszych Wyrazu szukać Środków, gdy On duje tak cudnie, tak Improwizująco/Kojąco/Niepokojąco takoż ?
Bywa, ze bliżej podejść się starasz. Im bliżej jesteś, tym Melodia Ton zmienia, Barwy nabiera, to Szarzeje znowu. Emocję Natury czujesz. Wichru powiew zdaje ci się wonczas Przyrody Modlitwą. Jakby Tornado przez Świątynię Tajemną gnając Rusałek Pacierze niesło, Niedźwiedzia ku Niebu Prośby targało, Listowia Pąków o Życia dar Błaganie utrwalało. Pomkną z nim razem w Nieznane, w Dali przepadną. A ty na nowo na Pniaku przysiędziesz własną Modlitwę pode Wąsami klepiąc. Niech i ją weźmie. Niech i z nią gdzie pomknie. Niech i tąże, ktoś w Dali posłyszy.
Myśl ta przerażająca, że mogłaby przepaść, Niezauważną pozostać, Wzgardzoną libo zdrętwieniem cię przepełnić w stanie. A wtedy nad ulotnością Nadziei i Lęków własnych się pochylasz.
A przecie, gdy Sam posród nocy siedzisz, Jednostką Wolną czuć się winieneś. Nic cię krępować nie w stanie. Oczy żadne nie patrzą, nie oceniają. Usta nijakie zagadnać nie probują, podsumować takoż. Choć kto wiedzieć może, czy kto - jako i ty bezsennością doświadczony, nie stoi gdzie za Kępą jaką, przy Okienku w Namiotu którego wnętrzu i nie przypatruje się bacznie, wścibsko omal, Siedzeniu twemu, zamyśleniu twemu, rozmodleniu twemu, Intymności poczucie burząc skrycie ?
W chwili onej  Wolność twa jako Zdrowie się jawi . Wartość zyska a Uświadomienia dostąpi naszego wtedy gdy dopiro straconą bedzie. Zatem ni Ideałem, ni Ponętą dla tych, którzy poczucie jej mają, być nie może.
Pojmujesz wtedy, że Świat co go Wolnym zwiesz jest w gruncie rzeczy czymś pustym. Tak Pustym jako twa na Dębowym Pniaku postać, jako twe jednostkowe siedzenie. Tak Pustym, jako przed twymi Oczami Przestrzeń. Ale wiesz przecie, że w Nocy mroku jest Sowy pohukiwanie. Wiesz, że Pająk tę porę właśnie na sieci plecenie święci.
I wiesz dobrze, że gdyby chciało ci się do najbliższego Konaru podejść, bez trudu Pracę jego podziwiać mógłbyś. Bo z bliska wszystko, co żyje, Oragnizm najmniejszy, zdaje się Tajemnicą brzemienny, gdy tymczasem z daleka jest Nieskończonym, Bezgranicznym niebytem.
I wiesz także, że by Pustkę wypełnić ową, nie wolno ci Myśleć przestać, nie wolno przestać ci działać.... Spać ci zakazane. I Umierać takoż. Bo póki Żyjesz, Myślisz, póty jesteś Świata Wspólnikiem.
Ta ukontentowany Myślą, na powrót ku Piernatom zmierzasz, na nowo Pierzynę Puchokaczą na Łeb naciągasz.
I na Snu nadchodzącego Wizję się cieszysz. Na to co ujrzysz w nim Świadomie już się radujesz. Bo Sen złudzenie bycia ci niesie. Gdziekolwiek i z kimkolwiek. Niepokój Sennych Marzeń, przed Koszmarami Lęki bardziej kusi, niż Niebytu spokój.
Żyjesz tedy Złudzeniem. Żyjesz Przyszłości Nadzieją. Żyjesz Radością w Sennych oczekiwaniu Przygód Niezwykłych.
Nim w nie spojrzysz, pierw dotknąć sprobuj. A gdy dotkniesz, zamknij Oczy. Zobaczysz wówczas, co Czuć znaczy....
Pojmiesz, że u każdej Filozofii początku Zadziwienie stało.
Zrozumiesz, że na Idealny czekając Moment możesz nigdy nie rozpocząć Dzieła, jakiego szansę realiazcji Los ci pisze.
Sen Ciało nieczuli.
Zaczynaj się wreszcie, tam gdzie jestem , z takim jakim jestem.
Cisza nad Obozem zastygła. Snu innych uszanowanie. Mówią, że Szacunek ów nie Prawem Natury, ale Kultury efektem - zatem Tworu Sztucznego wymysłem. A są i tacy jednako, co że Kultura nauka pogardy jest jeno twierdzą. Że innym pomagać, doradzać się winno, ale w Życiu Oczekiwaniami mnogimi wypełnionym - nie przeszkadzać.
W Marzeniu sennym ze Światem  Rozłąka  mierne osłabia Uczucia, wielkie jednocześnie wzmagając.
Jak Wiatr - co jego ostatnie porywy resztką  Jaźni słyszysz - gasi zapałkę, a przecie Płomień Ognisk Kozackich podsyca.
Leżysz samotnie... Za chwilę od Świata się oderwiesz. Od swego jednostkowego Powołania się oddalisz. Aż rankiem Dzwonów bicie, Kubricka pobudka na równe  cię poderwie Nogi. Tak jeszcze niedawno zasnąć nie mogąc, Oko otworzysz leniwie i pomyślisz : zostawcie Człowieka w spokoju. Niech śpi....
Teraz jużeś o Noc kolejną Mądrzejszy...

wscieklyuklad - 2009-03-27 20:23:44

Sen zwykły/niezwykły nadszedł wreszcie, Rzeczywistości zacierając Kontury. Obrazy kolejne, Kolorowe, Dźwięczne, Marzeniami chybotały, Nadziejami kołysały, Tło rozświetliwszy. "Pożegnalnej" Haydna Symfonii Muzyka Bębenki Iluzorycznie  pieściła. Klasyka, Kakofonii dziwnej ustąpiwszy miejsca, Dwóch jeno skrzypków na Scenie ostawiła w  Chaosu Dodekafonii. A i ci Światełka przy Pulpicie swym zgasiwszy wreszcie, za Kulisami zniknęli w Sennym mnie Przerażeniu ostawiwszy.
Znak to jaki ? Przestroga Groźna ? Przed Wyzyskiem nas tu Ostrzeżenie ? Buntu jakiego Zarzewie - Rokoszu Krwawego libo ? Bo gdy my tu od Miesięcy tyluż w Bezruchu tkwimy, o Urlopie żadnym mowy być nie może. Pożywieniem naszem całem Korzonki jeno, a z Paproci Dekokta, a i o Żołdu podwyżce zapomnieć ni chybi można, gdy Kryzys wieszczą.
Odejść stąd zatem, Światła pogasiwszy Ognisk ? Dumek, Romanc  Melodykę, Wyciem jakim zastąpić ? Duszy - Ust czy też Wrzaskiem ? I kogóż wobec Gniew swój obrócić ? Przeciw komuż wystąpić ? Kogo za Gnuśność ukarać jegoż ? W na jaki Efekt oczekiwaniu ?
Gdym już Przebudzenia był bliski, na Równe się zrywania Nogi, przed Namiot biegnięcia by Alerta głosić, na Apele zwoływać, a Obawami się dzielić swemi, Gniewem własnym Zarażać, a do Buntu zachęcać inszych ? Własną Ułomność, Uprzedzenia swoje w Tłumie zasiać, inszych Zarazić niemi ?
Gdy Stopy pod Piernatem do Zrywu już, już gotowe, Uszu mych "Poranku" Haydna melodia sięga. A wonczas pod Powiek Firaną, Promienie Obietnicy postrzegam. Nuty kołyszą, a jednak budzą. Bemole, "Be" muchy porannej bzyczenie wypierają, a Krzyżyki, już Krzyża nie rysują na Drogę. Ach, Klucz by Wiolinowy pochwycić, a w Zamku Tajemnym przekręcić, po Życia Pięciolinni się rozskakać. Raz na Górze, to na Dole znowu, to Głową, to Stopami Górnych Linijek sięgając.
Nagle Muzyka zmilka, Sen kończąc takoż... Sen, co jak wszystko się kończy kiedyś. Sen co wcześniej, niż cała się Reszta kończy, przyszłości torując Szlaki, Kierunkowskazem Nieznanego będąc.
Dopiero gdyś Wiekiem doświadczony, o Sen starszy kolejny, Rzeczy Przyszłe dziać się poczynają. I wonczas dopiero Wierzyć poczynasz w to, w co wątpiłeś dawniej. Nawet  to, co niegdyś niemożliwym się zdało, Wiarę budzić poczyna....
Tą Myślą Radosny, w Ciżmach - choć tych samych - Lakierowanych jakby bardziej, przed Namiot wypełzam. Tą Wizją Pokrzepion w Kontuszu wytartym - choć jak od Krawca prosto - na Polanę wkraczam. A kiedy w lewo spojrzę, Namiotu Dziecięcia - Pacholęcia napotykam Brezent. U Wchodu zaś Draby Nocą sterane, wciąż jednak Bezsennością Groźne, Marzeniami Niedoświadczone, nowych Doznań wyzbyte zatem. Cisza, jaka w tamtej zalega stronie, dowodem snadnym, że nikt Nocą Pokoju tu nie mieszał, nikt W Mroku Czeluściach niecnych nie popełniał Czynów, by -jeszcze przed Kastracją Chemiczną z Tuska Hetmana Polnego Dłoni, Gardła pode Pięści Uderzeniem nie dać. Kiedy tak w Drabów- Strażników stronę zezuję ( by Zamiary Faktyczne ukryć ) pojmuje oto, że najlepszym przecie tera namiotu Strażnikiem jest sam przed Drabami onemi Strach. I że- by Jestestwa poczucia nie tracić- najpierw Strach własny pokonać by trzeba było, a potem dopiro Strażnikami się martwić. Zatem parę choć podejść Kroków ? Zatem Prowokacji się Drobnej dopuścić bodaj ? Pode Brezent stanąwszy Materią, Haydna "Le matin" zanucić , a Dziecię zabawić, Duszą Jegoż targnąć, bez Zamiaru złego, bez Zamysłów inszych ?...
Gdym już Czyn ów - co Bohatyrstwa Rannego miernikiem być może - w życiem wcielić gotów, raz jeszcze na Muskuły Drabów Poprawkę bierę. I uzmysławiam sobie, że Poranne pomysły zwykle taki oto Defekt mają, że choć wydaje się, iż to co odkryliśmy Perpetuum Mobile jest, naszych Myśli napędzanym Energią, to jednak skoro tylko się odwrócimy, Maszyna owa w Bezruchu zamiera. Tedy i ja w Martwocie zastygam. A gdy tak jako Lota Żona stajam, Namiotów Brezentów Poły ze stron się unoszą wszelkich. Twarze Rumiane, Lica zaspane, Oczy Przyciężkie jeszcze Rozleniwieniem Przestrzeń mierzą. Kości rozciąganych Skrzypienie Ciszę tnie. Zbudzeni - szczęśliwi zatem. I gdy tak Stanie własne Bezdrgane ich do Życia Budzeniu, z Namiotów wypełzaniu Robaczywemu, Szczęśliwemu jednak - przeciw stawiam, pojmuję oto, jak często Pytanie zadaję sobie : dlaczegóż to Szczęście tak zwlekałoś długo ? Czemuś nie przyszło wcześniej ? I, że gdy nagle pojawia się tak Znienacka, jak choćby teraz, gdy Nogi me jako w Ziemię wrośnięte, gdy Marazmu Paraliż niewoli, gdy Strach Absurdalny paraliżuje, a ja już na Nie nie czekam, wtedy -co wielce prawdopodobne - wiedzieć co robić z nim nie będę,  cały Rezon tmimo Szansy danej tracąc.
I nie o pomiędzy  Śmichem i Płaczem, wybór tu chodzi, ale o Trwogę Wewnętrzną, Żałość Niepomierną , na myśl, że być może nie zdołamy na Zadania Wysokości stanąć.
Ten i ów na Czworakach, przez Wierzei temczasem przełazi Szpary. Zatem gdy On na Czworakach rozpełzany, ja zaś w Wyproście tkwiący - Nieruchomy choć, Góruję przecie nad Przebudzeniem jego Nieśmiałym.
Tryumfu Uśmiech tedy na Licu się moim maluje, Radość Trzewiami trzęsie, a Jestestwo rozdyma.
A On temczasem -  kiedy już całkiem  Namiotu poza , na Równe podrywa się Nogi. I Rześkością swoją w moją Bezczynność razi, z mego się naigrywa Zagubienia, z mego Tryumfu szydzi jakby.
I nawet - gdybym Kontuszu miast - Zbroję przywdział, a Karabelę do Boku przytroczył, On Bezczelnie, On Śmiele w moją by się nachylał stronę, by Słabych poszukać Punktów.
A może Mylny to Osąd ?
Jest przecie wiele na to Dowodów, że im bardziej Wyobraźnię naszą strofować probujemy, tym bardziej bawi się ona tych miejsc naszej Zbroi atakowaniem, które świadomie czy nieświadomie osłonić zapomnieliśmy.....
"Południa" Haydna melodia przez Polanę płynie. Na obiad niedługo w Gongi uderzą, w metal zabiją. A zabiciem owym moje zabiją Rozterki. Jedne zabiwszy inszym utoruja Drogę.
Czas z Miejsca ruszać, Czas "czasu nie tracić dłużej".... Czas do Pulpitów podejść, a pode spody sięgnąwszy, Lampy na powrót zaświecić. A Kakofonii tony, Klasyką na powrót wyprzeć.....

wscieklyuklad - 2009-03-28 10:02:20

Noc - w przedlazaretowych Obowiązków wizji- nie wiedzieć kiedy, nie znając jak, przeminęła. A przecie Poranne Dzwonów bicie, Rozgwar z zewnętrza biegnący Namiotu, Nuty Haydna "Poranka",  ostatniej Nocy Pamięci nie rozmyły. Za Snami przeszłemi nie utruły Tęsknoty. Wspomnienie to  świeże jeszcze, jako Chleb Poranny Kucharza Obozowego Ciepłe. Zdało by się, Dłoń wyciągnąć wystarczy, by Miękkość jego Poczuć, Aromat Nozdrzami pochwycić w Zachwyceniu, w Przemijania jego Rozpaczy Nieutulonej.
Do Snu tak ulotnego,  zdarzenia tak Mirażu pełnego - Przywiązanie. Do Ułudy pociąg. Do Abstrakcji umiłowanie.....
A przecie Przywiązanie wszelkie - tak , czy inaczej, jest jeno Bólu źródłem. Szczęśliwi po tysiąckroć ci, którzy bez Niego obywać się potrafią. Bo Samotny nikogo nie opłakuje. I nikt nad Pustelniczy tryb życia wiodącym nie szlocha. Czy zatem  ten, kto Cierpieć nie chce, kto przed Zgryzotą Trwogę czuje, uwolnić się od inszych winien ?
Kiedy po Porannym Kości na im Miejsce należne przywracaniu ( ze Zgrzytem trzystu ich lat Godnym ) na Pniaku Dębowym, w Apelu Porannego oczekiwaniu przysiadam, w Dal patrzę. Na Knieję popatruję naszą . Na Serca co i w dzień widoczne wyraźnie. Chybotliwie rozkołysane, Nicią niewidzialną do Eterycznej Przywiązane Przestrzeni. Bezcielesne, a Materialne jakże . Nieznane, Jednakie niby, a  z nich każde wszak Czujne inaczej....
Knieja zatem - jako i Ziemia Rodzinna, Punktami Charakterystycznemi naznaczona. Widocznymi i Pojmowanymi wyraźnie dla Tubylca - jako Pomniki, Świątyń Mury, Pól Bitewnych Krwią przesiąkniętych grudy. Jako Krzyże Cmentarne takoż. Obcy ich nie pojmie. Cudzoziemiec za Obiekt ciekawy conajwyżej uzna. Zachwyt może i jego nie minie. Ale to u Tuziemca jeno, Znaki te Widoczne, poczucie Tożsamości, Świadomość i wobec miejsca Lojalność budzą.
Wydarzenia nie błahe.... Wydarzenia co Tożsamością wstrząsają naszą. Czy tylko One tedy się liczą ? Czy z nimi jeno Więź nas Nierozerwalna łączy ? Silne do Kniei przyiązanie zrodzić się niezależnie od wszelkich uznanych pojęć Świętości może. Może powstać zatem bez Bohaterskich  wspomnienia Bitew ( jako w Kniei Bitew Przyszłych oczekującej ciągle  )- i od wyników też ich niezależnie. Może zrodzić się  bez Lęku poczucia. I bez Wyższości wobec innych Świadomości. Przywiązanie prawdziwie głębokie - choćby i nieświadome, może zrodzić się prosto zupełnie . Zjawia się nie tyle wraz z Bezpieczeństwa Poczuciem , z Potrzeb Biologicznych zaspokajaniem, ale i z Zapachów i Dźwięków Pamięcią, ze Zbiorowych działań i przyjemności domowych niechby - pamięcią ( vide Sonieczki z lat dziecinnych wspomnienia) , które gromadzą się z czasem w nas samych.
Gdy ten i ów Idee jaką wyśmiewa, Opokę Jej podkopać się stara, gdy własną podążać Ścieżką pragnie, nie zatrzymuj i nie gań Go w Decyzji tak ważnej. Ale żegnając powiedz jeno : Nie lekceważ Dobra, gdy mówisz “To mi nic nie da”. Bo Ono - jak po Kropli Kropla Dzban Woda napełnia - gromadząc się powoli, chociaż Cierpliwie,Twoje wypełnia wnętrze. A kiedy już Ostatnią Wolną wypełni Przestrzeń, siąść będziesz mógł w Bezruchu. I na Pustyni Bezkresnej nawet, gdzie Drzewa nie rosną, gdzie Pól bitewnych granic nie tyczono, gdzie jeno Martwotę dostrzec możesz, Aromat niepowatrzalny Nozdrza Twe połechce. Bo tego co Cnotliwe Aromat,  najwspanialszą dla Zmysłów Twych jest nagrodą. Od Bogów dalekich prezentem najwartościowszym. Od Bogów, którzy ten sam Aromat czują.
Zatem Uwagę Ścieżką swą krocząc zachowaj. Bo już Uważność sama jest ku Bezśmiertelności Ścieżką, jak Nieuwaga  ku Śmierci Ścieżką bywa.
Uważni nie umierają nigdy... Nieuważni już są martwi....

O pieskach dwóch białych Nocą śniłem. Tych samych, co Noga za Nogą się wlekąc Tkliwość mą w Lazaretach budziły miesięcy tyle. Jeszcze niedawno "On" Śnieżne obwąchiwał Zaspy. Łowił Woń ich Psim Nosem Doskonałym. Co czuł wówczas ? Co zapamiętać pragnął ? Jakich nowych - po tylu Życia latach - poszukiwał Doznań ? I po co ?
Zapach- co tak trudny do nazwania. Zapach, co tak ważny dla doznań.
Piękna zapach....
Nie będą już razem spacerować.
Jego juz nie ma....
A Ona - też już Starowinka pewnie - podąża cierpliwie za Żywicielem swoim.
I tylko co kroków parę przystaje, za siebie się oglądając.
Postoi chwilkę i dalej pokuśtyka.
Zasp już nie ma.
I Jego już nie ma.
Ale tuż, tuż czuć wyraźnie nieprzemijalny Zapach Miłości......

hrabina_bałkańska - 2009-03-28 12:20:22

Sirio, Buongustaio! Prawda, że trochę niejasno napisałam wczoraj więc robię to teraz.
Nie chodziło mi wcale o cenę energii bo ta zależy od cen nośników energetycznych i od hochsztaplerów manipulujących nimi na drodze od wydobycia np.bryły węgla do przetworzenia jej w energię, która zaświeci naszą lampę. Chodziło mi o następstwa i skutki wieczornej akcji - dziś o 20.30 dobrowolnie zgasimy na godzinę miliony żarówek. To wcale nie zmniejszy  ilości uwalnianego do atmosfery CO2 bo przecież elektrownie nie staną. O 21.30 włączą się nagle(!) miliony żarówek i będzie to moment drastyczny dla systemów energetycznych całych miast  bo nagłe przeciążenie sieci zadziała na nie jak swoista bomba. Póki system wróci do równowagi upłynie nie jedna godzina, a kilkanaście, a przez ten czas dojdzie do wielu ciężkich awarii, wielu kosztem jednej godziny wyłączonych dobrowolnie żarówek zapłaci godzinami przymusowego siedzenia w ciemnościach. Pisząc wczoraj o spalonych telewizorach i komputerach miałam na myśli właśnie zryw, który może nastąpić o 21.30. choć oczywiście nie musi jeśli systemy energetyczne będą odpowiednio zabezpieczone, zatem przygotowane na ten moment, ale to już inna bajka... A jeśli o pieniądze chodzi to... urządzenia i aparatura energetyczna są kosztowne więc kto zapłaci za usunięcie powstałych w rezultacie dzisiejszej akcji awarii?  Oczywiście, że konsumenci prądu.
Bardziej racjonalnym i skuteczniejszym sposobem ochrony środowiska byłoby tak jak pisze Buongustaio - byśmy wyłączali zbędne konsumatory prądu codziennie, by lampa w łazience czy w przedpokoju paliła się tylko wtedy gdy z nich korzystamy itd., itp. Do słów Buongustaio dołożę używanie energooszczędnych urządzeń, rozdzielcze wyrzucanie śmieci i opakowywanie naszych odpadów domowych tak, by pierwszy lepszy wiatr nie rozwiewał ich po okolicy, zamiast pakować zakupy do foliowych reklamówek używajmy papierowych toreb. Byśmy po grillach i innych piknikach nie zakopywali naszych odpadów do ziemi bo czas ich rozpadu trwa lata, a wiele dzisiejszych opakowań nie rozpada się w ogóle... Jest tyle sposobów zadbania o środowisko, ale trzeba by trafiły do ludzkiej świadomości, a żeby trafiły to są potrzebne skuteczne metody by działały długoplanowo, nie na godzinę. Taką na pewno dzisiejsza nie jest.
To jest oczywiście moje zdanie. Pisząc te słowa zastanawiam się co wyłączę dziś wieczorem bo u mnie niepotrzebne żarówki się nie świecą. Wiem na pewno, że na pewno wyłączę komputer i odpalę go długo po końcu całej imprezy...

Aska - 2009-03-28 15:48:49

Występ Chóru "Poznańskie Słowiki" - Godzina dla Ziemi



http://images49.fotosik.pl/93/59eff91938bc9c85med.jpg

Mirka - 2009-03-28 16:15:25

Godzina dla Ziemi to głos społeczności z całego świata. Akcja zorganizowana przez międzynarodową organizacje ekologiczną WWF jednoczy wszystkie grupy społeczne. Jest to apel, skierowany do przywódców, którzy spotkają się w Kopenhadze na Szczycie Klimatycznym. W czasie grudniowego szczytu mają zostać podjęte decyzje, które zastąpią Protokół z Kioto. Ma to duże znaczenie w ograniczeniu emisji CO2. Od decyzji, które zapadną w Kopenhadze, będzie zależeć, jak będą wyglądać dalsze działania mające na celu powstrzymanie/spowolnienie zmian klimatycznych. Miliony ludzi, którzy 28 marca w przyłączą się do apelu i zgaszą światło. W ten sposób, dadzą potężny sygnał politykom, że oczekują od nich porozumienia. Porozumienia, ponad wszelkimi podziałami.
Do akcji przyłączyło się 2848 miast w 83 krajach ze wszystkich kontynentów i stref czasowych. Wspiera ją 66 stolic, 9 z 10 najbardziej liczebnych metropolii na Ziemi, 829 słynnych budynków. Zgasną m.in. Pałac Kultury i Nauki w Warszawie, Koloseum w Rzymie, Opera w Sydney, Most Golden Gate w San Francisco…
Udział w akcji potwierdziło 37 miast w Polsce, w tym wszystkie województwa. 
Do akcji przyłączyła się Carrefour Polska. Obliczono, że tylko w ich hipermarketach zaoszczędzi się ok. 18 MWh energii, jest to około 66kg dwutlenku mniej w atmosferze. Jest to tylko jedna godzina i jedna sieć sklepów. Myślę, że warto, chociaż raz w roku, chociaż jedną godzinę…
Ewentualne awarie, koszty z nią powiązane?
Wydaje mi się, że wystąpią tam, gdzie i tak by wystąpiły, a koszty zawsze my ponosimy. Obawiałabym się bardziej chuligańskich ekscesów, ale o to niech martwią się odpowiednie służby. W ich kompetencji leży zabezpieczenie akcji Godzina dla Ziemi.

WWF istnieje od 45 lat. Jej celem jest ochrona środowiska i utrzymanie naturalnych procesów przyrodniczych na Ziemi. Działa według zasady - „chronić przyrodę z ludźmi i dla ludzi”.

Alutka52 - 2009-03-28 17:55:33

Ten wiersz,nie jest dla nikogo dedykowany,ale warto przeczytać i przemyśleć to i owo.
Miłego wieczoru.Posdraviam:)

K.Roksana - Fałszywi Przyjaciele

Szczerość? To rzecz, której pragniecie?                    http://id.joe.pl/sub_images/pictures/cf104822b336d3ea996842ee858c7b3d_th2.gif
A co wy o szczerości wiecie?
Twarzą w twarz uśmiech - ludzi mylicie
A za plecami z przyjaciół szydzicie ?

Szczerość ? - tak według was wygląda ?
Dwulicowość przez wasze ramie zagląda ?.
Tak, to wy - fałszywi przyjaciele,
Dla mnie nie znaczycie wiele !

Takim ludziom podarować serce ?
Im trzeba patrzyć na ręce !
Zanim Twojego zaufania nie skradną,
Bo szczęśliwe chwile w mgnieniu oka przepadną...

Przepadną...a z nimi wspomnienia
Dla nich Twój ból nie ma znaczenia...
Znaczy nie więcej niż los bezpańskiego psa !
Bo dla nich, życie to tylko gra !

Dla nich to jedna wygrana więcej,
A dla Ciebie? To życie, to serce...
Kiedyś znaczyłaś wiele...
Dziś już wiem, kto jest Przyjacielem...



http://republika.pl/blog_xh_3761774/4744800/tr/48166kot_i_pies_przyjaciele.jpg

Mirka - 2009-03-29 06:42:31

Życie jest szansą, schwyć ją.
Życie jest pięknem, podziwiaj je.
Życie jest radością, próbuj ją.
Życie jest snem, uczyń je prawdą.
Życie jest wyzwaniem, zmierz się z nim.
Życie jest obowiązkiem, wypełnij go.
Życie jest grą, zagraj w nią.
Życie jest cenne, doceń je.
Życie jest bogactwem, strzeż go.
Życie jest miłością, ciesz się nią.
Życie jest tajemnicą, odkryj ją.
Życie jest obietnicą, spełnij ją.
Życie jest smutkiem, pokonaj go.
Życie jest hymnem, wyśpiewaj go.
Życie jest walką, podejmij ją.
Życie jest tragedią, pojmij ją.
Życie jest przygodą, rzuć się w nią.
Życie jest szczęściem, zasłuż na nie.
Życie jest życiem, obroń je.

Witam Misogino dzisiaj, słowami Matki Teresy z Kalkuty.Bywają dni, kiedy sens życia skryje się, czytam te słowa i wiem, po co rano z łóżka wstać trzeba. Trudno wykrzesać z siebie radość, kiedy za oknem deszcz i ziąb, ból gardła kawy pić nie pozwala, a oczy łzami zalane, litery rozmazują. Czytam, że życie jest walką i podejmuję ją . Dzisiaj, z choróbskiem powalczę, nie poddam się, nie położy mnie zołza do łóżka.

Miłej,pięknej niedzieli wszystkim życzę

Aska - 2009-03-29 07:32:40

[Musisz być zalogowany, aby przeczytać ukrytą wiadomość]

wscieklyuklad - 2009-03-29 13:42:59

O ile można zrozumieć utyskiwania nad ilością czasu jaki trzeba poświecić zarówno na otwarcie tutejszego wątku, o ile można zgodzić z żalem powodowanym przepadkiem żmudnie konstruowanych postów, o tyle wieczne biadolenie na formułą Misogino mnie osobiście dziwi. Coraz więcej osób narzeka nad atmosfera, coraz liczniejsi odwołują sie do przeszłosci, żałują odejścia takich czy innych piszących, wieszczą kres wspólnego tu bywania.
Nie przyłaczę się zatem do tych opinii, takze i dlatego, że zupełnie ich nie podzielam. Każdy pisze tu z własnej i nie narzuconej przez nikogo woli, w formie jaką uzna za stosowną. Pisze tak czesto, jak tylko chce lub potrafi. Niejednokrotnie wiele osób podkreślało zniechęcenie wszelkimi trudnościami jakie napotyka się, by tu dotrzeć i zostawić trwały ślad. Także i to było źródłem odejścia od aktywnej formy uczestnictwa. Rozumiem te decyzje i szanuję, choć osobiście uważam, że każdy może zapamiętywać napisany tekst i ponownie - choćby po jakimś czasie ( nawet i paru dniach ) ponownie spróbować. Nie będę do znudzenia analizował potencjalnych przyczyn natury technicznej/ludzkiej jaka jest przyczyną problemów. Tych każdy z nas po niejednokroć zasmakował. Wiemy dobrze, że nikt nie zna prawdziwej liczby biernych uczestników - tych, którzy z Im tylko znanych względów nigdy nic tu nie zamieścili lub rzadko piszą.  Gdyby wychodzić z założenia, że każda drukowana treść winna zyskiwac powszechny szacunek i odzew, nie powstałoby tysiące powieści. Gdyby jakikolwiek twórca liczył na efekt, olśnienie czytającego/oglądającego dane dzieło, wielu _pośmiertnie sławnych - jak choćby Norwid, van Gogh, nie sięgałoby po pióro, pędzel, dłuto. Dawniej to możni sponsorzy decydowali o kierunku sztuki. Bez finansowego wsparcia może nie byłby fresków w Kaplicy Sykstyńskiej, może tez nie podziwialibyśmy Dawida i wielu innych wytworów ludzkiego geniuszu. A przecie - przed wynalezieniem druku - kunsztownie ozdabiano ręcznie przepisywane księgi. I od kiedy ktos jako pierwszy wynalazł forme uwieczniania dziejów, myśli, w tej czy innej formie odzwierciedlano rzeczywistość. W skalnych jaskiniach mógł to byc choćby odcisk dłoni. Niby niewiele mówiący, a tak głeboki treścią przekazu. Patrząc na owe dłonie staramy się bowiem ustalić do kogo też mogła należec - kobiety, mężczyzny, dziecka, czy też starca. Próbujemy określić cel tego działania - Ideę zatem, jaka legła u takiego sposobu zaakcentowania czyjegoś gdzieś bycia. śród wielu pytań i wątpliwości może pojawic się i takie : czy "artysta" wogóle liczył na odzew ? Czy przkładając dłoń do zimnej, nieprzyjaznej ściany i obrysowaując jej kontur barwnikiem myślał o tych, co kiedyś tam zawitają i ujrzą Odcisk Jego Dłoni ? Nie jesteśmy w stanie określić wieku "znaleziska". Szukamy zatem szczegółów, które choć po części przybliżyłyby nam identyfikację epoki, w jakiej ktoś ten żył i.... tworzył. Widzimy oto pędzące tury. Słonie, których już nie ma na naszym kontynecie. Wnosimy, że - jesli wykluczyć żyłke podróżniczą malarza, zatem idąc dalej nie uznając malowidła za rodzaj " fotografii z wycieczki", musiał tu kiedyś panować inny klimat, który pozwalał zwierzętom "ciepłolubnym" żyć bez przeszkód.
Musiał panować inny klimat..... Czy nie kojarzy to się Wam z czymś tak bardzo aktualnym ?
Idac dalej- kiedy patrzymy na owe stada żyraf, mamutów nasza wyobraźnia, pragienie wiedzy pozwala nam we własnej wyobraxni tworzyć historię. Wyobrazamy sobie oto człowieka pierwotnego, co to dopiero zlazł z drzewa, polujacego na mu współczesne zwierzęta. Szukamy potwierdzenia stawianych tez, konstruowanych koncepcji, by nadac im naukowy charakter poparty dowodami. Wśród nich poszukujemy ...... innych dowodów życia. Myszkujemy po każdym zakątku jaskinii, szukając śladów wygasłych ognisk, szczątków kości, jakichś narzędzi - zatm najdrobniejszych bodaj przejawów inteligentnego istnienia. Każdy krzemień - otoczak, każdy spopielony fragment podłoża, maleńki koralik, pordzewiała sprzączka itd, itp, są dla nas becennym skarbem. Skarbem .... po latach. Skarbem nie dlatego, że odzwierciedla przeszły już kawał naszej historii, ale ponieważ widzimy wysiłki kogoś nam nieznanego zupełnie, kto - pewnie moze i nie myśląc o tym, że po tysiącach lat, ktoś zajdzie tu, by cieszyć swe oczy.... tym, co przeminęło. Bo ten ktoś, zył swoim dniem codziennym, i cieszył się na tyle na ile pozwalała mu walka o byt, syty żołądek... życie we wspólnocie. To własnie ostatnie - najważniejsze i może - popychało naprzód cywilizację. Proces ten tedy zachodził w najwspanialszy z możliwych - bo naturalny sposób. I tamci ludzie mieli swoj potrzeby. I oni niejednokrotnie doznawali roczarowań.  Ale to ich właśnie uporowi, zawodom, porażkom, zawdzięczamy możliwość odkrywania wszystkiego co minęło na nowo. I nie po to, by zazdrościć, że nie musieli chodzać do szkół, mogli całymi dniami wylegiwać się na zwierzęcych skórach, a nawet - niechby z nudów - pacykować sobie na skale. Po to zaś, by podziwiać ich niezłomny upór. Bo niejeden - szuakjąc ochry, nie powrócił do jaskini, zjedzony przez zwierzę, zabity przez wroga, zaskoczony przez siły natury. Bo niejeden nie wrócił z polowania. Bo kolejny dłonie swoje bąblami pokrył w beznadziejnej próbie krzesania ognia.  Gdyby nie upór i konsekwencja tych właśnie "dzikusów", dziś może nadal conajwyżej dane by nam było pacykowanie na ścianach grot.
Można w tym miejscu zatem spytać : co dadzą utyskiwania ? Jaki cel mają wieczne wspominki minionych tu miesięcy, z nieodłącznym podkreslaniem - jest inaczej - czytaj "źle". Jest nie tak jak dawniej - czytaj " koniec już bliski".
Czy stwierdzenie takie jest rodzajem samorozgrzeszenia ? jest próba tłumienia pomysłu na post ? Jest usprawiedliwieniem milczenia ? Jest w końcu rozczarowania przejawem ? Jest w końcu próbą obarczenia innych - nazywanych i nie nazywanych nickiem, za stan obecny ? To oni zawiedli - mówi wielu. Bo ci, co ich zbrakło nadawali ton, wytyczali kierunek, "pacykowali" burty Misogino swoimi pędzlami, pozostawiali na nich swoiste graffiti.
A przecie i tu są zwierzęta... Jest i Tasman i Honoratka. Jest Andhrimnir i Gullinbursti. I menażeria Puchatka cała.
Namiotu Brezent jest jako Jaskiń dawnych skała. Ten i ów wchodzi. Grunt, by wiekszośc, niz wargi wydymać szukać zaczęła....

Mirka - 2009-03-29 16:06:57

Szczęście. Co to jest szczęście? Czy zna ktoś definicję szczęścia? Brytyjscy naukowcy opracowali wzór na szczęście: Szczęście = P + (5xE) + (3xH).
Litera P - cechy osobowe (umiejętność adaptacji, podejście do życia, elastyczność)
Litera E - egzystencja (zdrowie, stabilność materialna, przyjaźń)
Litera H - potrzeby wyższego rzędu (poczucie własnej wartości, oczekiwania, ambicje,               
                 poczucie humoru)
Liczby - 3x potrzeby wyższego rzędu i 5x egzystencja dobrane zostały w sposób eksperymentalny na podstawie badań tysiąca osób.
Czy szczęście można wyliczyć, niczym równanie algebraiczne?
Każdy człowiek dąży do szczęścia, na tym polega życie, to jest cel życia. Kiedy wczorajszego wieczora siedząc, co chwilkę po chusteczkę sięgałam, kiedy mówienie trudność sprawiało, a załzawione oczy litery rozmazywały, pomyślałam - czemu mnie to spotyka, przecież nie mogę sobie pozwolić na chorowanie i poczułam się strasznie nieszczęśliwa. Dziecię spać poszło, gra została włączona, zaczęłam klikać w słoniki, kolorami ustawiać i ich widok milusiński uśmiech przywołał. Przypomniawszy sobie wiersz Alutki, pomyślałam, że jestem, co najmniej niemądra. Mam wokół siebie tylu wspaniałych przyjaciół, nie mam prawa narzekać, bo na przekór wszystkiemu, na przekór losowi, jestem najszczęśliwszą osobą na świecie. Nie wspominając dzieci, wielkiej miłości, którą dano mi przeżyć, (bardzo krótko nią się cieszyłam, ale była i wciąż jest), mam tylu wspaniałych znajomych, kolegów, koleżanek i kilku cudownych przyjaciół. Wokół tylu ludzi, którym mam, co ofiarować, którym jestem troszeczkę potrzebna. Nie, nie o rzeczach materialnych mówię, nie o prezentach, a o uśmiechu, nadziei, o ludziach, których mogę wysłuchać i czasem radą służyć. Mogę ofiarować im coś z serca, coś, czego nie kupią w sklepie. Przedmioty, rzeczy, byt materialny jest na drugim planie, one tylko ułatwiają życie, bez wielu można się obejść. Mając przyjaciół, blisko czy daleko, kogoś, komu życie można zawierzyć, razem pośmiać się i popłakać, to największy skarb na świecie. Nie muszą być obok mnie, bym czuła ich obecność. Wystarczy, że wiem, że gdzieś tam są. Wiem, że kiedy tylko zechcę pociągiem, samochodem, samolotem, a jeśli potrzeba zajdzie, wezmę w rękę kostuchę, węzełek na plecy i dojdę pieszo tam, gdzie oni są, gdzie w każdej chwili czekają, radują i smucą wespół ze mną. Najważniejsze, że ja jestem dla nich w każdej godzinie. Dla nich gotowa jestem zrobić wszystko, skrzywdzić ich nie pozwolę. Mówię wszystko i nie przesadzam, bo przyjaciel o rzeczy niemożliwe nie poprosi, nie postawi mnie przed wyborem, w przyjaźni warunków nie ma. Dla mnie szczęściem jest człowiek, to, co mogę mu dać. Dla mnie nie branie, a dawanie jest radością życia. 
Wczorajszy wieczór, a potwierdził to dzisiejszy ranek, kolejny raz uświadomił mi, jaką jestem szczęściarą. Kiedy kłopoty przerastają mnie, kiedy mam dosyć życia, dzwonek telefonu z przygnębienia wyciąga mnie, wystarczy, że słyszę głos przyjaciela, a smutki idą precz. Takich przyjaciół mam niewielu, ale wystarczy, żeby być najszczęśliwszą osobą na świecie. Kilku wspaniałych ludzi, bratnich duszy, poznałam tu, na Misogino i dla tego nie będę na nic narzekać, klikać i cieszyć się, że jesteście tutaj wszyscy, że Oni tu są. Dziękuję Bogu i ludziom za Misogino, za cyberprzestrzeń, telefon i inne techniki, które ułatwiają nam kontakt i w każdej sekundzie, mogę im podziękować za to, że są, powiedzieć im, jak ważną rolę odgrywają w moim życiu.
Dziękuję Soni i tym, którzy odeszli, zmienili adres zamieszkania, dziękuję Wam, wszystkim Misoginianom, bo każdy z Was jest kroplą nektaru w pucharze mojego szczęścia. Jeśli kiedykolwiek będę mogła w czymś pomóc, jestem do Waszej dyspozycji. Misogino jest hasłem cząsteczki wielkiego szczęścia.
W moim przekonaniu, szczęście polega na życiu dla innych, by dawać nie potrzebny jest majątek, wystarczy mieć serce, patrzeć sercem i nim się dzielić.
Czy można szczęście wyliczyć? Co dla Was jest szczęściem?

rendrab - 2009-03-29 22:58:00

Celem ludzkiego życia jest szczęście, któż jednak z nas wie,

jak je osiągnąć"

Te słowa napisał Jean Jaques Rousseau

"To człowiek człowiekowi najbardziej jest potrzebny do szczęścia"

Te słowa napisał Paul Holbach

"Ażeby być szczęśliwym, dodawaj do tego, co masz, lecz odejmuj od tego, co chcesz mieć"

To słowa Seneki

"Zadaj sobie pytanie, czy jesteś człowiekiem szczęśliwym, a przestaniesz nim być"

To słowa Johna Stuart Milla

"Szczęście jest stanem ducha, a więc nie może być trwałe"

To słowa Woltera

"Jedno jest w życiu szczęście - kochać i być kochanym"

Te słowa napisał George SandCelem ludzkiego życia jest szczęście, któż jednak z nas wie,

jak je osiągnąć"

Te słowa napisał Jean Jaques Rousseau

"To człowiek człowiekowi najbardziej jest potrzebny do szczęścia"

Te słowa napisał Paul Holbach

"Ażeby być szczęśliwym, dodawaj do tego, co masz, lecz odejmuj od tego, co chcesz mieć"

To słowa Seneki

"Zadaj sobie pytanie, czy jesteś człowiekiem szczęśliwym, a przestaniesz nim być"

To słowa Johna Stuart Milla

"Szczęście jest stanem ducha, a więc nie może być trwałe"

To słowa Woltera

"Jedno jest w życiu szczęście - kochać i być kochanym"

Te słowa napisał George Sand

hrabina_bałkańska - 2009-03-31 11:03:56

Misogino na pewno nadal mnie fascynuje mimo, że niedługo miną 2 lata jak tu jestem. Gdyby fascynować przestało to po prostu... bym tu nie zaglądała, nie odświeżała wyskakujących do znudzenia białych stron by choć przeczytać w wolnej chwili nowości, nie posyłałabym do znudzenia (i do znużenia) postów, nie wracałabym do jego początków -  do niesamowitego i niezapomnianego dialogu Soni z WU...  Dziś na pewno postrzegam Misogino inaczej niż np. rok czy dwa lata temu, ale nie dlatego, że np. jego struktura się zmieniła. Dla mnie to miejsce pozostanie na zawsze majową łąką pełną kwiatów, wśród których nie znajdziesz dwóch jednakowych. Kwiatów, z których każdy wymaga innej... pielęgnacji...

wscieklyuklad - 2009-04-01 20:25:42

W ostatnich dwóch dniach w telewizji prezentowano dwa ważne filmy. Jeden - sprzed lat, kręcony jeszcze w czasach, gdy taśma celuloidowa nie oddawała piękna kolorów, choć zapewne i zamysł reżyserski był taki, by czarno-białym odcieniem wpłynąć na nastrój odbiorcy. Był to "Proces norymberski". Zapisek sądu nad katami ludzkości. Relacja zeznań zbrodniarzy, którzy nie zawahali się w barbarzyństwie, którym powieka nie drgnęła, muskuł nie zadrżał, gdy podpisywali rozkazy, w efekcie których ginęły miliony niewinnych. Za to, że byli inni. Dlatego, że Rasa Panów pragnęła zniewolić słabszych od siebie - czytaj gorszych. W mowie końcowej wszyscy oni na pytanie o przyznanie się do winy stwierdzali : Jestem niewinny ! Andrzej Łapicki ujmuje wówczas mikrofon i przybierając rolę Narratora wypowiada takie mniej więcej słowa : Niewinni.... Zatem jeżeli oni są niewinni, to znaczy, że nie było wojny, nie było ludobójstwa, nie było wszystkich tych strasznych rzeczy....
Drugi film - poniedziałkowy, to "Łzy słońca"...  Doborowa obsada aktorska (Belluci, Willis) . Ona..... lekarka - przedstawicielka "Lekarzy bez Granic". On żołnierz, który ze swoim oddziałem ma przeprowadzić uchodźców nigeryjskich do granicy z Kamerunem. Ścigają ich islamscy "bracia". Po to, by zabić. Dlatego, że są inni, zatem unicestwieniu podlegający. Dlatego, że zabicie człowieka nie stanowi dla nich żadnego problemu. Jedyna refleksja to taka, jak "zrobić to dobrze, szybko, skutecznie". W walkach toczonych po drodze ginie wielu. Widzimy lekarkę, która jak Angelina Jolie w innym filmie, o którym tu też pisaliśmy, ratuje afrykańskie dzieci. Dba o matki, co dzieci straciły. Zawsze troskliwa, zawsze czuła, zawsze gotowa do poświęceń.
Być może, gdy oba filmy prezentowano On akurat - jako że to Grzeczna persona i na Prośby innych gotowa spieszyć z pomocą ( a to już zalążek paszportu do pozostania Misoginianinem ) - czytał uważnie nasz wątek , na który trafił z łatwoscia, co dla Biologów niczym nadzwyczajnym, bo jak wiemy Biolog to osoba ciekawa świata i na naturze ( komputyjerów także ) się znająca. Nie można jednak wykluczyć, że filmów tych - z przyczyn estetycznych np. -nie obejrzał. W pierwszym filmie - jeśli wykluczymy zezwierzęcenie morderców - wogóle nie ma akcentów przyrodniczych. W drugim zaś i owszem, tu i ówdzie da się taksować okazy rosnące w dżungli, ale treść tak jest nie do przyjęcia ( bo film prawi o poświęceniu dla innych, z narażeniem własnego życia - czego, jak mniemam Biolog nie pochwala ), że - jeśli uwzględnić dym z wybuchających pocisków zamazujący czytelnośc odczytu Panoramy - do jedynego można dojść wniosku : już lepiej .... zagłębić się w treści Misogino, by - po intensywnym wysiłku - niekoniecznie umysłowym - zdemaskować dwuznaczność, sztuczność oraz unicestwić prowokację.
A szkoda, bo gdyby Absolwent ( nie mylić z filmem o tym tytule ) obejrzał choćby ten drugi z filmów,miałby okazję przeczytac ( i to bez pomocy palców ni rąk ni stóp nawet ) takie mniej wiecej motto : jeśli ludzie dobrzy nie bedą niczego robili, zło szybko opanuje świat. ( nazwiska autora tych słów nie pamiętam ).
Słowa te  -czego i u Biologa nie wykluczam - mogą wzbudzić refleksję. Najprostsza jaka mi sie nasuwa jest taka - nie tylko na Misogino starają się poszukiwać dobra. Nie tylko na Misogino starają się przeciwstawiać złu. Oczywiście kręcenie filmów przez zdziwaczałych reżyserów,do idiotycznych i fantazyjnych scenariuszy, z aktorami pretendującymi do "Złotej maliny" nie może być żadnym dowodem w polemice z Biologiem.
Kiedy jednak czytam płodny post Absolwenta  uzmysławiam sobie, że na filmie o dramacie w Nigerii z chwilą wybuchu granatu,w powietrze wylatywało za kazdym razem "dwoje złoczyńców". Cie choroba - umierali ... parami.

Czytam wiersz Asnyka smutny refleksją. Bo każdy jego wers, każda mysl jest jakby repliką wobec postu Biologa.
Przeczy zatem Biologii z darwinistycznego punktu widzenia. Bo 140 lat - aczkolwiek niewiele, jest jednak cząstką czasu, w ktorej można by się było spodziewać ewolucji postaw. Skoro zatem przez prawie półtora wieku jest teraz jako i wtedy, to niechybny to dowód, że Biologia do .... nauką jest. Co było do udowodnienia.
Pzepraszam  za błędy lterowe ale muszę jeszcze pomóc Sorellinie w przygotowaniach do Jej Peregrynacji.

wscieklyuklad - 2009-04-02 22:15:03

Sztuka. która inspiruje. Dzieło za artystyczne uznane nie wedle  dowolnego autorytetu, ale własnooceny mocą.
Pamiętam krótką z przyczyn czasowych wycieczkę do Luwru. Strome, marmurowe schody prowadzące ku Niej. Posąg Nike Samotrackiej wieńczących schodów drabinę. Jako jedna z niewielu rzeżb w ten właśnie wyeksponowana sposób. Można spojrzeć od dołu, z prawa i lewa. Można wyobrażać sobie oryginał. I dumac nad zniszczenia elementów pzyczyną. Acheologia uzna za naturalne uszczerbek w całości. Tu coś pękło, tam cos sie oderwało, owo zębom sie czasu nie oparło. Ale ta właśnie rzeźba wywołuje wrazenie szczególne. Z tego względu, że brak w niej tak niezmiernie istonych fragmentów : rąk, urwanych na wysokości stawu barkowego i głowy przepadłej wraz z szyją...
Brak zatem części zdawać by się mogło "skazanych na trwałość ". Łatwiej nam wyobrazić sobie urwanie dłoni, przedramienia, niż całej ręki.  Przjąć jesteśmy za oczywiste "krzywe" urwanie na poziomie połowy szyi pozostawiające postrzepiony kontur bijący ku górze. Ale tu - jakby z trudem możemy doszukać sie miejsa odejścia ramienia. Ale tu nie pozostawiono bodaj fragmentu gardła....
Ocalały natomiast..... skrzydła.  Spore powierzchnie niezbyt grubego kamienia. Nieco tylko sfatygowane, sterczą po obu stronach bezrękiego, bezgłowiasto-szyjnego korpusu, jako skrzydła Ikarowe. Kiedy patrzysz na rzeźbę, podświadomie pytasz : jak to możliwe, że skrzydła ocalały prawie w całości. Ich brak - przy równoczesnym zachowaniu reszty postaci, byłby istotną, ale dopuszczalną logicznie szkodą.....
Dlaczego zatem ocalały właśnie skrzydła ? Nie znam historii odkrycia rzeźby. Nie wiem gdzie spoczywała, czy odkopywano ją, czy znaleziono porzuconą. Ale nie daje mi spkoju fakt tak dziwnych uszkodzeń.
Samotraka. Mówią, że tu właśnie - z góry Fengari Posejdon obserwował oblężenie Troi. Może patrzył na Nike zmagania ? Po czyjej stronie była ? Komu sprzyjała ? Jako bóstwo greckie stać winna po stronie przyszłych zwycięzców. A jesli stanęła po stronie ... kochanków ? Jeśli zauroczyła ją historia kobiety, która zdradziwszy męża uciekła z Parysem ? Czy może Posejdon w gniewu przypływie pozbawił ją głowy, by nie widzac zmagań, nie mogła fizycznie dokonać wyboru ? A może obciął ręce, by nie mogła pochwycić miecza i siec na oślep ? Może wreszcie rąk ją pozbawił, by pod nogi walczących nie rzuciła gałązki oliwnej - pokoju symbolu ? Może chciał eskalować przemoc   ?W kamienistym wąwozie pomiędzy wioską Paleopoli a stromym półnosno-wschodnim zboczem góry Fengari (Góry Księżycowej, zwanej także Saos) leżą ruiny Sanktuarium Wielkich Bogów.
Stoi oto z prawą nogą wysuniętą wprzódy. Stoi ukazując masywne - zupełnie męskie - udo lewej nogi . Znawcy spierają się, czy szata jej deszczem zroszona, czy też na wietrze rozwiana. Jesli deszcz padał, skrzydła zwinąć winna. Jesli wicher dął skrzydła bardziej rozposcierać by chciała. Tamte są na poły rozłożone. Złoty środek zatem ?
Kiedy patrzę na posąg wyobrażam sobie przyczyne braku rąk, bezgłowości przyczynę. Może artysta nigdy ich nie wyrzeźbił ? Może od samego początku był jedynie tors wsparty na mocarnych nogach, i owe skrzydła ?
Jeśli rąk ci brak, jesli rozumu nie staje, masz jeszcze Duszę. Ona co jako skrzydła ponieść cię potrafi.
A wtedy znaczenia nie ma deszcz to, czy wicher na drodze twej stoi....

wscieklyuklad - 2009-04-04 21:01:15

Krakow coraz bliżej, Kraków tuż tuż, Kraków  j u ż !
Wloska kafejka na Karmelickiej, krakowska filiżanka pelna wloskiej kawy w dłoni F.M., perlisty smiech Basieńki, radość w oczach Mirki, a w telefonie - Krzyś, Hrabina, WU. I jak tu cię nie kochać, życie ? I jak tu cię nie kochać, Misogino ?

P.S. Diano, Baci, za pozdrowienia - dzięki.

                                       Sorellina

wscieklyuklad - 2009-04-04 21:03:31

Wczoraj Warmia szronem ścięta, a dziś Kraków słońca pełen. Sorellina uśmiechnięta, Basia wniebowzięta, F.M. szczęściem promienieje. A  wszystko to tak bardzo realne, jak głos Krzysia, jak "halo" WU w słuchawce telefonu. Dla takich chwil chce mi się żyć.

Z kafejki krakowskiej serdrczne pozdrowienia dla Misoginian ślę.

Mirka

Basia - 2009-04-04 23:12:17

Dwa słowa tylko Wam zostawiam po dniu emocji pełnym. Nie chciałam zapeszyć, bo do ostaniej chwili obawiałam się,że się nie uda, że stanowcze veto lekarzy włoskich na przeszkodzie stanie.Dlatego Myśliweczku o czas do soboty prosiłam. Dziś z ogromnym wzruszeniem mogę Wam Misoginianie powiedzieć: przekazuję wprost z krakowskiego Rynku najcieplejsze słowa od FM.

hrabina_bałkańska - 2009-04-05 15:25:09

> My na naszej chmurce radujemy się razem z Wami,łagodnie
> kiwamy głowami i machamy naszymi anielskimi skrzydełkami.

No to uważajcie, żebyście z tej chmurki nie spadli!
Z tego co wiem, to przyzwoite głosy zza światów siedzą w nich grzecznie zajmując się swymi własnymi zaświatowymi sprawami, a nie zachowują się jak banda rozwydrzonych gówniarzy! To żenujące, że z ludzi  inteligentnych, o solidnym statusie społecznym taka gigantyczna szumowina może wypłynąć i patrząc na wasze "popisy"  forumowe zastanawiam się - do jakich podłości zdolni jesteście w realu? Bo jeśli tu, na forum pokazujecie do jakiego stopnia macie za nic człowieka, to co dopiero w domu, w pracy, w innych kontaktach? Aż strach się bać.

Gdy miejsce świństewek ziemskich zamienią
zaduma i rachunek sumienia,
gdy dojdziesz, że największym wstydem człowiecznym
będzie wstyd na... Sądzie Ostatecznym,
nie zapomnij o akcie zadośćuczynienia...

Od Gherado pałeczkę przejmuję i o połaskotanie brzuszka pajacyka proszę...

wscieklyuklad - 2009-04-05 17:54:23

Dzwony Niedzieli Palmowej Sen ukróciły. Mgły jeszcze Poranne nad Polaną się ścieląc, Wilgocią odpychały, Mlecznolepkością drażniąc. A już tyż Jeden i Ów z Namiotu wyłaził odzian odświętnie, Ziela Wiecheć w Dłoni Nabożnie dzierżąc. Bo Życie Obozowe, walorów Rzeczywistości nie odrzuca,Tradycją nie gardzi, o Korzeniach nie zabywa. Zatem do Namiotu -Kaplicy się udawszy ku Chmurkom Modły wznosilim, z Kapelana Kropidła Wodę Święconą na Czupryny/Łysiny przyjmując Łacno a Pokornie. Na pomyślnego Dnia początek. Na skruchy wyrażenie. Na w Skupieniu trwanie. Na Przewin odpuszczenie wszelakich.
Tuż po Sucharów spożyciu, a Kiszonymi Ogórami zakąszeniu, gdy niejeden Dnia ciągu dalszego spędzenia Plany snuł, Jeździec na Koniu Rączym Spienionym, Dychającym ledwo, na środek Polany wcwałował, a Grudy Ziemi wzbiwszy w powietrze, ku Niebu jakby, bez Ducha prawie na Glebę się osunął ową.
Zatem Kompanyoni ze stron wszech w przerażeniu a zaciekawieniu się zbiegłszy, Posłańca na ramiona unieśli swoje, a Okowitą wzmocniwaszy, dychanie w Piersi wznowiło jegoż, a na Beczce na Drżących jeszcze stawiło Nogach.
Ten zaś, Bluzę Wojskową na Piersi drąc Głosem rozdzierającym ku Chmurom się zwrócił, Palcem wskazującym ku Baranom nade nami przelatujacym bijąc, "Zdrada" zakrzyknął, Poruszenie a i Konsetrnacyję wzbudzając niemałe.
- Kto, gdzie, komu, kiedy ? - Głosy Wzburzone, a Bezładne, Chaotyczne ze wszech się poniosły Kątów. Bo "Zdrada" słowo szczególne Poruszenie w Pospolitym wzbudza, szczególną Reakcję rodzi. Już ten i ów ku Namiotowi bierzy, by Karabelę - Brzytwa ostrą jako - dobyć, a Powietrze ciąć, a bisurmana siekać, a zdrajcę o Czerep kracać. Już ten i ów Kosę dźwiga, już i paru ku Tankom swe kieruje Kroki. Uważnie się wzajem sobie przygladając, treści Przekazu niepewni. Może Zdrajca w naszych się Szeregach skrywa ? - Myśl ta Nieobca się jawi. Może Skrytobójcy Natura obdarzon, Cios w Plecy zadać śmiertelny za moment już probował będzie ? Może Zaufanie zawiedzie nasze, gdy my tu po ten czas Śmiech jeno Serdeczny z Gardła jego dobyty słyszeli, gdy my tu obecnie jeno Zapał na Dnie Jego dostrzegali Oczu ? Gdy my - w jego lojalności poczucie wierność pokładłszy, w ogień za nim byśmy skoczyć skłonni , życie poświecić dla celu wspólnego zdolni ?
Gdy my tak w Zagubieniu stoim, Posłaniec - Zmęczeniu pofolgowawszy nieco, Myśli swej kontynuację przedstawia.
- Zagończyka naszego Sikoreczkę zdradzono ! Armii bitnej Zwierzchności nie dając, nas na Marazm, nas na Uległość, nas na Wasalstwo skazano. I to teraz właśnie, gdy Lody stopniały, gdy Krokusiki Życie wieszczą,  gdy pora Wiosenna nastała. Teraz, gdy łacniej bisiurmanowi Czoła stawić zatem można, a w ostatecznej go pogrążyć Klęsce ? Trójcy,Triumwiratu tedy Utworzyć nam nie dano, Nadziei pozbawiwszy. Trzem Wojom- w Jewropie Najtęższym - Pole Działania zawężono, Oręż z Bitnej wytrąciwszy Dłoni. Namiestnika naszego, Hetmana Tuska Chemicznego Polnego na Oczach  spotwarzono Jewropy.
Rasmusen do Boju teraz prowadzać nas będzie - kończy, a Słowy temi Porażon, ponownie na Runo Leśne się ściele. Ustałością, Wstrząśnieniem Chwili libo na Płask opada - bez Życia ledwie.
Jakże to Nazwisko takie ? Jakże to tak "Zdradzie" Prześmiewcze nadawać Przezwisko ? Raz Muszem ? Co teraz będzie, jakie Wydarzeń koleje nam pisane ? Czy Bojów ostatecznych oczekiwać mamy ? Rozstrzygnięć się Ostatecznych spodziewać ? Boju Ostatniego i Ostatecznego wynikiem ? Na bisurmana z Glebą równanie liczyć ?
- No tak, porównajcie sami - Malkontent zagaja - Sikorski, co to wiosną i tak w insze odleci Kraje - taka już Natura jego. A na Szali przeciwnej Raz Muszę ! - wątpi nikt  mieć nie winien, chyba, że na Umyśle szwankujący Megalomanii przerostem. Toż Przezwisko już samo, Obioru Droge tyczyło. Nie mógł se to Przezwiska  inszego obrać - ot "Całoroczniak"  bodaj!
Jakie Przewagi wonczas by zyskał, do działania 365 dni gotów, gdy tamten Raz tylko Musi, a czy dobrze kto tyż wiedzieć może- Czas  przecie Pokaże dopiro, a czyny Świadectwo dadzą.
Tedy Polane Krokiem obchodzą Raźnym, Nerwowym, wyniku niepewnym , wzburzeni wielce, nad Przewidywalności Miernotą. Tedy pode Wąsem sarkają, syczą w Zniesmaczeniu sporym. Tedy Palce wyłamują.
Bo któż zaręczyć może, że Raz, a Dobrze się w Bojach sprawim ? Że raz a Ostatecznie, na Pył bisurmana zetrzem ?
Przezwisko..... Rzecz drobna zdać by się mogło. A jakie konsekwencje nieść ze sobą potrafi.
Chodzą tak tedy i chodzą. Kubańce w Namiocie swoim zaległszy temczasem, Cygara ćmią. "Kastro " słowo z wnętrza dobiega jegoż.  Ot, Wodza Miano godne ! Ot Słowo, co o Dygot  bisurmana przyprawić zdolne. Ot dlań Ostrzeżenie wymierne, dla Męskich zastępów zwłaszcza....
Na Pniaku Dębowym w zamyśleniu przysiadam. A wonczas gdzieś z Obozu skraja, znad Ognisk Rozpalonych, Płomieni Rozetlonych, Sprysków z Kiełbaskami Roziskrzonych, Romance się niesą.
"Oczy Cziornyje"- ktoś smętnie ku Niebu niesie. I zdać by się mogło, że Anioły Skrzydłami Rozmachane widzisz. Bo cóż niż Raj innego, na dnie Oczu Czarnych, Oczu Rozmarzonych, Roziskrzonych, Oczu Radosnych  dostrzec można ?

hrabina_bałkańska - 2009-04-05 20:33:03

Wczoraj Poduchy fruwały na Krakowskim Rynku. Fruwały w Barcelonie i w innych miastach świata, fruwały w gigantycznych bitwach ku wielkiej uciesze gapiów i samych Poduch Miotaczy. Na Misogino też fruwa pierze -  Czarne Anioły przysiadły na Chmurce, a z topniejącego w blaskach Słońca wosku ich Skrzydeł sypią się Piórka. Lecą Piórka, lecą, a gdzie padną swąd Spalenizny się roznosi i wiosenna zieleń szarzy się Popiołem. Jak to dobrze, że nadchodząca Czerń Nocy skryje przetrzebione Skrzydła Anielskie, że skryje wstydliwe golizny. Jak to dobrze, że w chłodzie Ciemności skrzepną krople Wosku i zamienią się w złociste Łzy... Kto spojrzy dziś w wiosennonocne Niebo i ujrzy spadające Gwiazdy niech wie, że to Dusze Czarnych Aniołów. Łaskawość Tego Co Wszystko Wie zamieniła je w Łzy Nocy i wracają na Ziemię... by wyrządzić nowe Zło, a może, by... naprawić uczynione Krzywdy?

hrabina bałkańska - 2009-04-06 21:41:30

Gdy w nocy nagle zatrzęsie się ziemia uczucie jest straszne. Wiem coś o tym bo u mnie trzęsie dość często - średnio w skali roku 50-52 razy, a w samym tylko w listopadzie i grudniu 2008 zarejestrowano aż 10 trzęsień ziemi z epicentrum  w pobliżu Sofii, ostatnie - ponad 5 w skali Richtera potrząchnęło stolicą 29 grudnia i pamiętam jak prędko ewakuowaliśmy się z mieszkań by pod chmurką przeczekać wstrząsy, budynki naokoło skrzypiały złowieszczo, a z wielu okien sypały się popękane szyby i dopiero późną nocą odtrąbiliśmy powrót do domów. Pamiętam również grudzień 1986 r. gdy silne trzęsienie ziemi dosłownie zmiotło z powierzchni ziemi całe miasto....
Wiem, że trudno się przebić na Misogino, wiem, że włoskim Misoginianom nie w głowie teraz pisanie na forum ale maleńka prośba właśnie do Was - dajcie choć znać o sobie, tu czy na ZS, które jest dostępne bez problemów...
Tak często pisano na Misogino o złodziejach we Włoszech, ale okazuje się, że nie wszyscy do końca są pozbawieni resztek ludzkich odruchów... Dwóch znajomych moich znajomych ma lawetę i trudni się  przewozem samochodów osobowych z Włoch na Bałkany. Wracając z "zakupów" musieli przespać na granicznym parkingu w Trieście by tachometry nie budziły zastrzeżeń, wieźli też ze sobą kilka tys.euro, które pozostały im po transakcjach. W nocy przez uchyloną szybę złodzieje "poczęstowali" ich porcją usypiającego sprayu,  splądrowali kabinę, skonfiskowali euro i spokojnie się ulotnili. Obaj panowie po przebudzeniu stwierdzili, że część ich osobistego bagażu z gotówką włącznie się zdematerializowała ale jakież było ich zdziwienie gdy zobaczyli ułożone w wachlarzyk na fotelu kierowcy... 300 euro. Gdyby nie ten "gest" złodziejaszków mieliby sporo kłopotów z powrotem do domu.
Dobranoc Misogino - do jutra. Myślami przy Was - HB

hrabina bałkańska - 2009-04-07 13:30:28

> Powodzenia zycze kameleonom i kameleonkom, tak mi dopomoz
> bog, co dla innych diablem, bo nawet wiara, nawet wiara
> kochani moi jest niczym innym jak propagandowym narzedziem
> dusz, zatraconych w wierze wlasnie.

I ty mówisz o kameleoństwie? Osóbko, która dziś kobietą wahasz się być,  jutro z mężczyzną chcesz się identyfikować, a pojutrze nie wiadomo z kim. Może z... kozą? To akurat by pasowało! To prawda, że w człowieku mieszkają sprzeczności - dobro i zło, piękno i brzydota, miłość i nienawiść i tak można by wymieniać w nieskończoność ale tym wlaśnie od bydlęcia się różni, które jedyne co jest w stanie nieinstynktownie zamanifestować to... potrzebę własnych kiszek. Mówisz, że tyle lat tu zaglądasz - a ileż to? Pięć? Sześć? Ciekawam bardzo bo wątek ten nawet dwóch wiosenek nie liczy i dziwne, że osoba tak skrupulatnie wyliczająca nasze wady i przywary do tych dwóch nie potrafi zliczyć. Kłócimy się, przepraszamy, godzimy albo żartujemy - czy to zachowania anomalne dla człowieka? Czyżbyś ty nie znała słowa "przepraszam"? Tylko kamień reaguje na wszystko jednakowo bo jest mu wszystko jedno, bo po prostu kamieniem tylko jest. Teraz co do krytykowania twórców - jeśliś zwykły odbiorca, to możesz powiedzieć najwyżej, że ładne to albo brzydkie, ale krytykować twórcę może najwyżej ten, kto albo własny dorobek twórczy ma podobny w objętości, poziomie i wartości albo jest fachowcem w dziedzinie bo inaczej to tak jak bym ja - nieprzymierzając - ruszyła krytykować Paganiniego. Czyli... śmiesznie. Co najwyżej mogę sobie przyklnąć na niego, że komponując na własny użytek i wedle własnych fenomenalnych manualnych możliwości nie pomyślał, że te wszystkie podwójne flażolety i pizzicata kiedyś będą wyciskać siódme poty z potomnych. No ale... wtedy np. Campanella nie byłaby Campanellą. Tak i z J.K. Zgodziłabym się po całości z twoją Jego krytyką gdybyś choć maleńką próbkę własnego talentu przedstawiła, bo tak na gębę wierzyć sugestiom twym, żeś poeta ale nie okrutnik, żeś niegrafoman i że ze słowa broń Boże oręża do manipulacji nie używasz - to ja za cienka jestem by się na to złapać. Więc nie ma o czym gadać - co najwyżej mogę sobie pomyśleć, że J.K. kiedyś na odcisk ci nastąpił i stąd tyle w twych słowach o nim zjadliwości...

> ...czlowiek jest i zly i dobry, w jednym, w
> kazdym z nas miesci sie cech zlych i dobrych jednoczesnie
> co niemaiara, warunki, okolicznosci, sytuacje, ludzie
> dyktuja nam kim jestesmy w danej godzinie.

Najważniejsze by był sobą! By nie przybierał nadętej pozy krytykując cudze ułomności,  które jego samego nie oszczędziły!

Docęci znani są ze swych niekonwencjonalnych zachowań, zwłaszcza ci prowincjalni przeto niech lecą gdzie chcą ale podczas lotu niech:
1. nie uprawiają seksu podczas turbulencji bo samolot to nie Japonia, a oni nie Japończycy by czekać z tym na 
   trzęsienie ziemi
2. niech nie zapaskudzą samolotu - torebki na pawie są w siatce na oparciu przedniego siedzenia
3. niezrównoważone pasażerki niech w trakcie lotu nie bawią się autopilotem pilota bo zmienią destynację i nie daj
   Bóg wylądują spowrotem na forum.

Przed nami spokojny tydzień - bez głosów zza światów, bez dyndających na chmurce docętów. Korzystajmy z tego. Ja już dziś składam Wam wszystkim serdeczne życzenia świąteczne bo pewnie wielu spędzi je poza domem - niech te Swięta Wielkanocne będą dla Was słonecznymi dniami odpoczynku, niech przyniosą radość, niech odsłonią kolejny życia sens...

O kliknięcie w Pajacyka proszę, a włoskich Misoginian choć o słówko, że z Wami wszystko w porządku...

wscieklyuklad - 2009-04-09 20:44:32

Wszyscy jesteśmy mutantami. Stwórca pocił się i męczył, tyle dni kombinował, aż garść prochu wziąwszy, popluł w dłonie Małpę stworzywszy. Milutka i przylepna była, ale Człowiek to "to" dopiero było. Człowiek bowiem jeno - czego Praktyka dowodzi na zasadzie oparta, Sumienia sprawy w Porządku utrzymujący Idealnym przy Kotle Obozowym spokojnie zasiąść może, a do znużenia Łychą sięgać i jeść, jeść, Brzuszysko w Nieskończoność pasąc.
Wszyscy zmutowani jesteśmy. Bo z Pierwotniaka, bo z Pantofelka, przez Ryby Łuski, przez Ptaków Skrzydła, przez Gadów Kły i Szpony Dłonie posiedliśmy. Te co zagłaskać potrafią, ale i Kłaki z Czupryny targać. Domy wznosić, burzyć libo mogą.
Mutantami wszyscy jesteśmy. Bo kiedy porannych bicie Dzwonów, Powieki unosi, ze stron wszetkich Głosy słyszysz. Kroków stąpania nasłuchując, Identyfikować Marszrutę czyniącego się starasz. Każdy inszy, bo przez Los zmutowany
Zmutowany, bo insze dorealizacji Działania tyczy, odmienne  cele na swe Barki bierze. Wyzwaniom Czoła stawia.
A Wyzwanie czekania nie zwyczajne. A Wyzwanie ucieczce podatne. Jako Mutacja ulotne. Jako Ona efektem zmienne...
Życie - choć zmutowane za siebie nie spoziera. A Miesięcy tu Małowiele spędzonych - czasu to aż nadto, by z nas każdy zdecydować zdołał, czy godzimy się na swój Los decyduje, czy też nie.
Kiedy zatem w Namiocie tkwisz w Izolacji jakby, ode inszych Brezentem odegrodzon Namiotu, łapczywie Ognia przejawy chwytać się starasz. Jeśli już nie Duszy własnej - niechby chocia Kozackich Stosów Płonących. Tych, co Rozpalone - niczym Inkwizycji Narzędzie Okrutne, Zło - domniemane nawet - wyplenić żądne.
Skoro tak chodza wokół, to przecie nie bez Treści, nie bez Idei choć drobnej, nie dla Kalorii spalania jeno, nie dla Kondycji podtrzymania. Dźwięk Kroków stanowczych, Kroków skrzypiących, Podeszwami jeno Ciżem wyciszanych Polotu ich dowodem snadnym. Wierzyć w to pragniesz, Pewnością tą Serce swe pełnisz radośnie. Bo bez Ognia owego, bez Treści choć drobnej, bez Idei żadnej, wszystko to jeno Rutyną i Szablonem by było.
Wyjść tedy z Namiotu się strachasz, Ruszyć bodaj Żywiej wstrzymujesz, by Nastroju nie płoszyć, by Omamienia nie przegnać, by z własnymi Myślami sam na sam nie ostać.
Wszyscy jesteśmy zmutowani. Bo wszyscyśmy Cywilizacji wytworami.
Ileż to razy Ochota sie narzuca sama, by odn Cywilizacji się oderwać owej. Problemów nie dostrzegać a Zmutowawszy raz kolejny do Dzikiej Świętości powrócić, a w Kniei Nieprzebytej co tuż o Krok się ściele zaszyć się i tam Żyć, tam Powietrzem oddychać Rześkim w Szczęściu i Zapomnieniu, na Ptaków podobieństwo, na Bydlątek Trawę żujących obraz.
Myśl to Szczęśliwa, niepraktyczna wszako.
Bo w Zagajniku jakim się zaszywszy Myśl porzucić by trzeba. Bo nad bagniskiem pochylonym jakim, już nie Odbicia własnego widoku byś pragnął, ale Żyjątka  mikrego bodaj. Na Dłonie swe popatrując, Gadzich poszukiwałbyś Szponów. Na Ciżmy własne spoglądać - nich miast Rybie Płetwy ujrzeć  danym by ci było.
A wonczas Nieznajomy każdy Bratem by ci się wydał. A wonczas bisurman przebiegły, Duszą i Ciałem zawładnąć by twym bez wysiłku zdołał.
W Piernatach leżysz tedy, nieruchomo, ddychać się niemal bojąc.
Myślisz - może lepiej to dla nich, że do Granic  się jakich bliżą teraz. Bo z Krokiem każdym Rozumieją łacniej, jak ważnym jest, by się Odważyć. Jak Istotnym z Nieznajomym Rozmowa być może. Jak Istotnym jest nauczyć się gdzie Ludzi Prawdziwych - z Krwi i Kości, Ludzi - jako i ty zmutowanych - spotkać można.
Po to by Tkwić w Uporze. Po to by Wiary nie postradać w Ideę. i by do namiotu nie wracać, by Pierzynę Puchową na Uszy nasadziwszy w Samotności trwać. Bo wtedy Życia Istotę dostrzegać przestaniesz, a Samotność stanie się twym Światem, gdy do obcowania z innymi ludźmi  Droga - raz zagubiona, nigdy już odnalezioną nie będzie.
Wieczór zapada. Znad Ognisk dalą rozmytych smętne dumki, Romance ckliwe płyną. Kiełbaski na Spryski nadziane, Tłuszczem ciekną. Melodie codzień te same. A przecie Nie mogą podobać się ni trwać wiecznie Pieśni, przez Czystą Wodę ze Strumienia naszego pijących, napisane.
Jesteśmy, jako Los zmutowani. Bo przecie i On zmiennym jest. A cokolwiek inszemu się zdarzy, twoim udziałem niebawem być może.
Tedy Ciżmy - Kaloszki, przed Rosą Wieczorną chroniące przywdziewam. Tedy Kontusz Gronostajkami podbity - przed Chłodem wieczornym chroniący - dopinam.
Przed Namiot wyszedlszy idę. Ide za Pierwszym, a przed Trzecim, Czwartym i Kolejnym. Jako Oni na Piersiach Dłonie krzyżuję. Jako Oni Goleniami Krokusiki przyginam. Łazimy tak Polany wokół, pośród Dębów mutowanych, pośród Traw Zmutowanych. Z Kniei głebi Trele Zmutowanych dobiegają Ptaków. A jesli Ucho nadstawisz uważnie ZMutowany Ryk Niedźwiedzia Mutanta posłyszeć zdołasz.
On tam samotny siedzi. On tam o Istnieniu swym przypomnieć pragnie.
Tedy Mutację naszą z radością przymują kroczę. Ciepło się po Kościach rozłazi, Pot po Łopatkach spływa. Tedy Kontusz luzuję, a do Myśli się swoich uśmiecham, na myśl samą, że może jutro znów co Mutacji ulegnie.....

Basia - 2009-04-11 08:16:40

Dziś tydzień mija. To już ostatnie chwile. Dużo? Mało? Długie, bardzo długie rozmowy, wiele opowieści z życia Przyjaciela, z naszego życia, naszych dzieci, przyjaciół, naszych rodzin. Wśród nas Nieobecna, za której śladami tak gorączkowo krążyli po internecie przeróżni sceptycy i prawdy poszukiwacze.
Ostatni dzień tygodnia, który przyznam przewrócił dom nasz do góry nogami i zburzył plan i rytuał przedświątecznych przygotowań. Cóż, po prostu mieliśmy święto przed Świętami. Wczoraj małżonek spytał wieczorem: "Jak to będzie teraz, już się przyzwyczaiłem,ze po powrocie zastaję polsko-włoski dom, pełen gwaru, pełen radości, pełen optyzmizmu, którego wielu malkontentów i hipochondryków mogłoby się uczyć od FM". Gaju, Mascalzone, fruwająca po świecie Mag zazdroszczę Wam (tak, przyznaję wprost),że w każdej chwili możecie spotkać się osobiście, że po każdym takim spotkaniu macie doładowane akumulatory życzliwości do ludzi, do całego swiata. Cóż, skype to nie wszystko. Inaczej może: skype przed osobistym kontaktem to jedynie namiastka.
"Paczko Adoratora" i Wam najcieplejsze myśli przesyłam. Wasz Marian teraz stał mi się o wiele bliższym, w rocznicę prawie rzymskiego spotkania.
I słówko jedno jeszcze. Wspomnienie sprzed kilku miesięcy. Rozmowa na skypie. Jeden z niedobrych dni, złe wyniki, niepomyślne prognozy lekarzy włoskich i  absurdalne wówczas, w przestrzeń rzucone: "Jak kiedyś przyjedziesz do Krakowa to spotykamy się w ukochanym miejscu Sorelliny, koło żaka..." I cisza. "Wiesz,ze to niemożliwe". "Możliwe, niemożliwe, uda się, nie uda, ale umówić się już możemy, czyż nie?". "Nooo, właściwie, dlaczego nie?"

Misoginianie: piszący, czytajacy, przycichli chwilowo, wraz z życzeniami Radosnej Wielkiej Nocy dedykuję Wam to wspomnienie  z nieśmiało kiełkującą nadzieją, że może kiedyś i w większym spotkamy się gronie na przekór okolicznościom i niedowiarkom.
Przekazuję Wam choć odrobinę radosci, która wprost rozsadza nasz dom. Dziś, gdy Italia pogrążona jest w żałobie, gdy nie jest w obliczu tragedii lekko pisać takie słowa, powraca Soni zdanie: życie, zycie ma sens.

Alutka52 - 2009-04-11 17:55:20

http://pu.i.wp.pl/?k=MjMzNjE4OTgsMzQ0NjI2&f=wielkanoc.gif

Zdrowych, Pogodnych Świąt Wielkanocnych, pełnych wiary, nadziei i miłości.
Radosnego, wiosennego nastroju, serdecznych spotkań w gronie rodziny i wśród
przyjaciół oraz wesołego "Alleluja".... Doznaj w te święta wyjątkowego szczęścia
poczuj miłość Boga i opiekę aniołów zrozum sens życia i potęgę rodziny otwórz
serce i wpuść ptaki nadziei...Wesołych Świąt! Pozdrawiam!




-------->>> KLIKNIJ!!!


http://fotki.bblog.pl/i/blog/users/20031/files/Image/thumbDi_Ostergruesse20080317120625.jpghttp://img367.imageshack.us/img367/7923/pict5898rm4.jpg

Aska - 2009-04-11 18:54:20

Kiedy Wielka Noc nastanie życzę Wam na Zmartwychwstanie dużo szczęścia i radości, które niechaj zawsze gości w dobrym sercu, w jasnej duszy i niechaj wszystkie żale zagłuszy.

WESOŁYCH ŚWIĄT

Święta tuż, tuż...                                                                 
Złap zająca,
bo on psotny
i ciągle umyka...
chwyć za uszy
i schowaj do koszyka...
i przygotuj pisanki kolorowe,                                     
aby święta szczęśliwe były
i zdrowe...
Stół świąteczny dekoruj
bukszpanem zielonym,
zastaw jadłem świątecznym
wszelakim, wybornym...
A niedzielnym rankiem
przy wielkanocnym stole,
wręcz każdemu zajączka, pisankę,
podziel się z Rodziną święconym jajkiem.
Życzcie sobie Świąt zdrowych, radosnych,
pełnych miłości w sercach i wiosny.

Nie zapomnij zebrać deszczówki w konewkę,
będzie w Śmigus- dyngus na polewkę!

A ja Ci życzę wspaniałych świąt,
w zdrowiu,
z Rodziną,
niechaj szczęście Cię nie opuszcza,
gdy świąteczne dni miną.

http://img256.imageshack.us/img256/7900/77f967c2cv4.gif

hrabina_bałkańska - 2009-04-11 23:32:06

"Trudne chwile na Misogino"... Czy trudne? Trudne bo wejść trudno - No Responding jak klątwa jakaś wali w oczy po otworzeniu pustej, białej plamy... "Trudne chwile dla Misogino" bo cisza? Zrozumiała gdy połączyć trudność wejścia z przedświątecznymi wyjazdami... "Trudne chwile dla Misogino" to i niechęć czytania postów autorów małej wiary...
Za oknem pierwsza wiosenna ulewa - deszcz szumi jak jawory w tatrzańskim reglu. Pac... pac... pac... krople spływając po szybie łączą się w strumyki i kaskadą spływają na krawędź parapetu by znów rozpaść się na krople które niby deszcz, a już nie deszcz kapią na szybę piętro niżej.. I znów łączą się w strumyki zasilane deszczem i kolejna kaskada rozszczepiona na kolejnej krawędzi... I kolejne krople - deszcz, a już nie deszcz... To czyjaś była wielka wiara rozmywa się - dzieli się nie wiadomo na ile strumyków, które spadając kaskadą na ostrze jakiegoś wydarzenia rozpadają się na kropelki. Siła padu próbuje je połączyć w strumień ale czy to będzie to co było? Pierwotny deszcz obrócony w strumień? Nie będzie - będzie to jedynie wypadkowa... Tak właśnie bywa czasem z ludzką wiarą - byle co potrafi nadać jej inny kierunek, rozszczepić ją na maleńkie wiary z których już nigdy prawdziwa wiara nie powstanie... Niech już sobie będą takie małe wiary, niech żyją w swych siedliskach, niech nadal nadają sens ich istnieniu tak jak nadawały. To jest do zaakceptowania, jednak gdy dają sobie pusty upust - wtedy jako mniejszość stają się uciążliwe, wtedy naruszają pewien niepisany ład. Specjalnie nie mówię niebezpieczne, szkodliwe bo jeśli ktoś wierzy w coś, co jest rzeczywiste i oczywiste to takie maleńkie wiary-niewiary nie zachwieją  jego wiary, najwyżej spowodują zdziwienie, politowanie, pobłażanie? Wiara i niewiara leżą na dwóch szalach i tylko przekonanie powoduje, że strzałka wagi biegnie u jednych na "nie", u drugich na "tak". Każdy z nas ma w sobie taką wagę dlatego tak trudno by ciężar przekonania był jednakowy. Może dlatego tak trudno ludziom małej wiary przekonać inaczej myślącą większość, że ich racje są jedynie prawdziwe? Może dlatego ta inaczej myśląca większość łatwiej toleruje i akceptuje niedowiarków niż odwrotnie...
Może w tych wiosenno-deszczowych przemyśleniach znajduje się jakaś odpowiedź lub choć jej część?

...Za pół godziny dzwony ogłoszą zwycięstwo Zycia nad Smiercią, zwycięstwo Dobra nad Złem, zwycięstwo Wiary nad Zwątpieniem... To żadna sugestia z mej strony. Po prostu stwierdzam fakt... niezaprzeczalny...

wscieklyuklad - 2009-04-13 17:26:11

Życie napuszone, życie z dymem ulatujące. Życie, które w kazdej chwili jest o byt walką. Życie, które - z każdej osaczone strony - wciaż na próbę jest wystawione. Próbę hartu, próbę lojalności, próbę życzliwości, wiary próbę .
Oto kobieta stojąca na chodniku pragnąca sprzedać ozdoby świateczne, przygnieciona zostaje przez koziołkujący samochód, prowadzony przez tego " co to dlań Formuła 1 to betka". Oto ci, których sen nocą w tak straszny przerwany sposób, sen śmiercią w płomieniach zakończony.
Tragedia pokazywana we wszystkich światowych dziennikach. Wypalony szkielet wzniesiony z eternitu. Tego więc materiału, którego miało juz nie być. Tego materiału, co gdy wdychany może być nowotworu przyczyną. Ludzie, którym nie powiodło sie w życiu zasiedlili tę "bombę atomową" ten magazyn chemikaliów. Dzis wszyscy są cacy. Dziś wszyscy są "be". Posypia sie pewnie urzędnicze głowy - dopadną tych, którzy podjęli decyzje o zasiedleniu tych "lokali". Obedra ich ze skóry za wstyd rządzacych, za narazenie idei "państwa opiekuńczego" na szwank, za zniszczenie wizerunku "troski  o Naród". Troski, której pełne są jedynie geby, ale serca już nie tak znowu.
Hetman Polny - Chemiczny nomen omen - w te pędy gna na miejsce tragediii. Całyświat musi ujrzeć SMUTEK. Cały świat podziwiac musi SOLIDARNOŚĆ. Świat cały wreszcie musi ujrzeć GOSPODARZA. Sypniemy groszem - mówi zbolałym głosem. Szlocha prawie dotknięty ponurym widokiem. Sfajdane święta, śmigus - dyngus na zadowolone z siebie łepetyny.
Namiestnik - stosownie do sytuacji zapluty, zamamrotany, całe 300 km. gna na złamanie karku, by świat zobaczył ( a dalej jak w opowiesci o Hetmanie ). Obiecuje sypnąc groszem ze środków prezydenckich, by pobudować Pałace - może nie Belwederskie z wyglądu, ale "Bele wederskie" choć niechby.
Oczywiście wydaje przy tym Lwie Ryki.
"Rozliczymy tryb informowania o tragedii" - trąbi, a Hetman z Dworem nieudaczników, aż się trzęsie ze strachu co teraz będzie, kto w tiurmach skończy. Brak w tych wypowiedziach słowa "Naród", a jeszcze lepiej "Naród oceni i rozliczy".
Na kazdych zgliszczach można zatem budowac - jeśli już nie nowa budowlę, to conajmniej własny wizerunek.
Może stąd się właśnie bierze malkontencja i niedowierzanie, o jakich wspomina Zezem ?
Humanizm pozostaje w odwrocie. Powoli zaczynają nas otaczać zimni, wyrachowani i wyrafinowani w wypowiedziach i czynach ludzie. W dowolnej życiowej sytuacji wazne jest dla nich jedynie własne ego, własny wizerunek. Uciekając przed własną śmiesznością, broniąc się przed uznaniem za naiwnych idiotów, odbijają piłeczkę.
I wcale nie muszą gnać 300 km na złamanie karku,, by zdążyć. Wcale nie muszą dezorganizowac ruchu na poświatecznych autostradach, by pokazać własne zatroskanie i wartość. Wystarczy oto kilkanascie kliknięć w klawisze, wygodne zagłębienie się w bujanym fotelu i cierpliwe czekanie komu, gdzie,kiedy i z jakiego przywalić powodu.
Dziennikarz telewizyjnej "trójki" pyta oto rodzine, która unikneła tragedii przebywając z wizytą u bliskich gdy dom ich płonął : jesteście państwo szczęsliwi ?
Ot do jakiego zwyrodnialstwa prowadzi komunikacji mozliwość.

Mirka - 2009-04-14 00:21:40

„Głodnemu daj kawałek chleba, ale smutnemu daj kawałek twego serca” – mówi chińskie przysłowie, inne mówią, „żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro”… „Zdejmując buty wieczorem, nie wiesz, czy je włożysz rano”
Dlaczego jest ci smutno, smutno mi? Powiedz, może ktoś coś zaradzi i rozweseli cię trochę. Jeśli byłaś gdzieś i jest ci smutno po powrocie do domu, masz nie lada kłopot, ale nie dowartościowuj się zbytnio myślą, że dzięki tobie ożywi się Misogino. Każdy wie, że w okresie świątecznym jest wiele zajęć, że wiele osób jedzie do rodziny, znajomych i są chwilowo nieobecni. Przed świętami Kraków odwiedził nasz Przyjaciel, żałuj, że ciebie tam nie było, że jeździłaś w jakieś obce miejsca, teraz jest ci źle w rodzinnych stronach. Może czas pomyśleć o zmianie miejsca, może udaj się tam, gdzie będziesz akceptowana i nie będziesz musiała udawać kogoś innego niż jesteś? Może w nowym miejscu lepszą pomoc znajdziesz, może pozbędziesz się kompleksów/fobii?
Przemyśl, słowo po słowie, chińskie przysłowia. Nim cokolwiek napiszesz, miej na uwadze, to, że Misoginianie są wspaniali i potrafią czytać, że na każde słowo, jest inne słowo i dlatego nie tykaj nikogo, a zajmij się sobą i swoją…. (Nie będę niegrzeczna i nie dokończę zadnia.) Miałaś szacunek, zaufanie, przyjaźń, cóż ci pozostało? Stało się dokładnie tak, jak powiadają - budowałaś długo, zburzyłaś w jeden dzień. Czy nie pozostało ci ani troszkę honoru? Nadal będziesz ośmieszać się, robić z siebie pośmiewisko? Doskonale wiesz, że nie jesteś osobą anonimową. Jeśli masz jakiś problem, powiedz o nim zwyczajnie, tobie będzie lżej, a może znajdzie się rozwiązanie i już nie będzie ci smutno, powrócisz do własnego niku i albo zostaniesz z nami, albo znajdziesz sobie inne miejsce w sieci.

Dobranoc Misogino.

Mirka - 2009-04-14 13:55:16

Adres galerii - http://picasaweb.google.com/llmirka

Sorellina - 2009-04-14 15:10:53

I ja byłam do łez wzruszona czytając post Basieńki, drogi Inżynierze ! Byłam wzruszona, bo czułam tak samo i to samo, co Ona. A teraz trudno poczucie pustki, nagle powstałe, z siebie wyrzucić...i chyba tylko nadzieja na powtórne - może w szerszym gronie - takie spotkanie, jest w stanie tego dokonać. Szczęśliwi czasu nie liczą, a my byliśmy w Krakowie szczęśliwi, więc czas umykał nam  szybko... zbyt szybko.
Tak, Petiku, jesteśmy prawdziwi. Tak, Jadziu, trzeba dać odpór posądzeniom. Tak, Smolinsky, nasz rzymski Przyjaciel miał w Krakowie nieograniczony dostęp do komputera i gdyby taka byla Jego wola, mógłby każdą ilość postów słać. Jego jednak tego rodzaju  "gierki" nie bawią. W krótkich spodenkach dawno już przestał chodzić, a godności ma zbyt wiele, by na prymitywne insynuacje odpowiadać.
"Smutni" przybysze tak bardzo pragną być logiczni i swój zdrowy rozsądek udowodnić, że aż trudno w nich te cechy odnaleźć. Tak bardzo chcą nam oczy na prawdę otworzyć, że aż własne oczy im się zamykają. Tak bardzo nas ustrzec od omamienia się starają, że aż sami omamom własnej podejrzliwości ulegają. Tak bardzo boją się śmieszności, że... śmieszni się stają. Dziw bierze, jak możliwe jest takie absurdalne zaślepienie, chyba że... to świadoma gra. Wówczas jednak innych przymiotników  na określenie "graczy" należałoby poszukać.
A jednak... Misogino trwa. A jednak Misoginianie swoich kawałków podłogi się trzymają. Dają o sobie znać nieoczekiwanie, ale pewnie, gdy tylko ktoś im tę podłogę próbuje spod nóg usunąć.
Welcome back, Playbacku !
Edvinie, nie czekaj, ignoruj to, co tylko na ignorowanie zasługuje i pisz ! Ty i Twoja paczka.
Lucjanie,bądż spokojny, serdeczności zawsze - prędzej czy później - do adresatów dotrą.
Krzysiu, czy wiesz, że swoją myślą, myśli mędrca Lao- tsy sięgasz? Dzięki !

W Abruzzo i Rzymie wczoraj znów ziemia drżała... W Kamieniu Pomorskim ludzie płonęli... 
A drzewa coraz zieleńsze, ptaki coraz bardziej rozśpiewane, ludzie jakby pogodniejsi...życie jest niezniszczalne. Życie ma sens.

wściekłyukład - 2009-04-14 20:24:20

Wieczór zapada, a kiedy na Dębowym Pniaku siedzisz, Pracą w Lazaretach Umęczon, Dniem Minionym sterany, w Jutra oczekiwaniu Niecierpliwym, wszystko co przed chwilą Minione rozpamiętując.
A wonczas  Pytanie zadać pragniesz....
Co teraz będzie... ?
Co będzie, gdy Piękno tak kruche uleciało nagle ? Bezpowrotnie, Nieodradzalnie.... Gdyś  Chusteczką machając w ślad za Tym co Znika w oddali, by wrócić  sam nie wiesz kiedy, Łzęś ocierał Ukradkiem, już się w Tęsknocie grążąc, już na Dzień kolejny czekając w Nadziei zachwycie. Gdy Niebo - kiedy nie wiedzieć - Podwoje swe rozwarłszy tamten ci Zapach pozwoli na Powrót wdychać. By w Nozdrza wciągniony, Nowe wyłowywał Wrażenia. By Przeszłości beznadziejne a rozpaczliwe  Wspomnienie, z Oczekiwaniem Przyszłości Nieznanej, a Kuszącej w Jedno się zlało. By Peleryna, w którąś odzian, Drżących twych nie taiła Członków. By Muskuł każdy, Kosteczka kolejna swoje znalazły miejsce. By Myśl każda, Marzenie  wszystkie Pewnym Świata otaczającego były.  Byś Wątpić nie chciał. Byś siebie i inszych Oszukiwać nie musiał.
Co teraz będzie....
Gdy Gwar Rozmów przebrzmiałych niedawno, ucichł. Gdy Śmiech przez Okienne uleciał Framugi, pode Drzwi sie szparą przecisnął, po Schodach na Złamanie Liter gnając ,po Schodach, na Przecinków Zwichnienie się toczył ....
Gdy Kroków szurgot Podłogi już nie drapie, Klepek Cyklinowanych nie Połaskocze. Gdy Kanapa pod Ciężarem już się nie ugina Ciała.... Gdy Talerz Stygnącej Zupy próżno Gościa wygląda. Gdy Czajnik Wody Uwrzenie wieszczący Sykiem, Ciszę ową Rozdziera, Duszę twoją Połowi, Niecierpliwość mnożąc.
Na Klepsydrę opodal stojącą popatrujesz. Piach sypie się leniwie w Tempie z góry zadanym, niespiesznym. A ty czekasz, by na Głowie Świat postawić. By Nogami do Góry przeszłość  postawiwszy Teraźniejszości się uporczywie przyglądać.
Wzrok na najbliższe Dęby natrafia. Pojmujesz wonczas, że jakby Wyższym był. Jakby - Zimy mimo, Chłodu niebaczny, martwoty tej Wokół całej, rósł Cicho,. Jakby ku Górze się pnąc - ze Światem - niczym na Natury się mocując Siłowni-Gałęzie Muskuły - dłuższe coraz to, grubsze coraz to, szersze coraz to, prężył. Niczym Atlas Kniejański. Heros Niepokonany, Bohatyr cierpliwy, co w Milczeniu trwając rośnie jednako.
Mocy nie czując owej , Wyraźnie ją dostrzegasz przecie, a Tajemnicę Natury Jej zgłębić pragniesz.
Tyś myślał, że wszystko zamarło. Tyś czuł że Kazdy Szczegół, Niunas każdy Przegrany. Tyś sądził, że Nadzieja bezpowrotnie stracona. A On - Heros rósł temczasem, by Oczy twe dziwować, by Serce twe krzepić....

Miał Zagadać, Napisać słów nieco. Miał Tomaszom Niewiernym Dowody dać. Niech Paluch w Ranę po Utraconych Nerkach wtykają. Niech Przetokę na Przedramieniu namacawszy powiedzą : teraz wierzę, teraz już wątpi nie mam...
Miał do Komputyjera zasiąść, by w klawisze stukając, Pogodę na Zewnatrz panujacą uwiecznić. By ten i ów Weryfikować był w stanie. Kłam zadać, Prawdę potwierdzić libo.

Co teraz będzie na tej naszej ku Emaus Ścieżce. Gdy w Drodze zagubieni, w Dysputach uwikłani, minęliśmy Piękno...
Piękno co Dębu Herosa Gałęziami trwałe. Piękno, co Wiewiórzyc niepokojem Zimowym tak bliskie.
Dziś w dziuplach pochowane cieplutkich Potomstwa wyglądają. Zatem nie było ich nas pośród ? Zatem nikt ich na Mrozy nie ganiał ?
Co teraz będzie, gdy Życie tak wielce naruszone, tak Osłabione mozno, w Dal ujechało ? Gdy Srebrnego Ptaka Silników wycie jeszcze Chmury po Wybrzuszeniach łaskocze ?
Gdy Rankiem Oczy roztworzywszy spytasz : czym dzień ów wypełnić ?
zaiste Spotkanie dziwna Rzecz to.... Nigdy go nie ma dopóki się nie zdarzy....
Ku Strumieniowi kroczę. Ostatnie Słońca Promienie Cieniem się kładą. A kiedy w tafli Odbicie swe dostrzegam, pojmuję oto Natury Madrość. Tej co Dwojgiem Oczu i Uszu nas obdarzyła Parą. Po tyo jeno byśmy więcej patrzyli i słuchali, mówili niźli.
Uśmiecham się do myśli owej w na Polanę Drodze Powrotnej.  Już pierwsze Iskier skwierczenia słyszę. Juz pierwsze Ognisk odblaski dostrzegam. Ktoś gdzieś Romance, Dumki  smętne nuci. A Deby-Herosu Gałęzie nadstawiają, Soki budząc. Ot Mowy Siła tajemna......

wściekły układ - 2009-04-15 20:38:47

Na początku było Słowo.....
Jedno, co wszystko w sobie zawierało pono. Jakże potężnym być musiało, skoro wszystko z Niego się wzięło, a bez niego nic się nie stało, co się stało....
Ksiąg Szemranych ciąg dalszy pisać wypada. Bo przecie Historii nie wstrzymasz biegu....
I rzekł Bóg - niech stanie się Światłość. I stała się Światłość. I WIDZIAŁ BÓG, ŻE ŚWIATŁOŚĆ JEST DOBRA.......
(...) Wtedy nazwał Bóg suchy ląd ziemią, a zbiorowisko wód nazwał morzem. I WIDZIAŁ, ŻE TO BYŁO DOBRE....
(...) I wydała ziemia zieleń, ziele wydające nasienie według rodzajów jego i drzewo owocowe, w którym jest nasienie według rodzajów jego.  I WIDZIAŁ BÓG, ŻE TO BYŁO DOBRE....
(...) I uczynił Bóg dwa wielkie światła - większe aby rządzilo dniem i mniejsze aby ncą rządziło i gwiazdy. I umiescił je Bóg na sklepieniu niebios, aby świeciły nad ziemią. I WIDZIAŁ BÓG, ŻE TO BYŁO DOBRE.
(...) I stworzył Bóg POTWORY WIELKIE  i wszelkie ruchliwe istoty (.. ) I WIDZIAŁ, ŻE TO BYŁO DOBRE.
(...)I uczynił Bóg dzikie zwierzęta według rodzajów ich, bydło według rodzaju jego i płazy ziemne według rodzajów ich I WIDZIAŁ, ŻE TO BYŁO DOBRE.
A jeszcze nie było żadnego krzewu polnego na ziemi, ani nie wyrosło zadne ziele polne, bo Bóg nie spuścił deszczu na ziemię (...) a tylko mgła wydobywała sie z ziemi zwilżaąc cała powierzchnię gleby.
Ukształtował Bóg człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza dech życia.......

Tyle Genesis....

Kiedy dzisiejsze słowa Zyty czytałem, do jednoznacznych wzywające osądów, do winowajców rozliczeń słowa tu przytoczone w myślach przypomniał.
Tworząc nie znał ostatecznego efektu ? Dzień po dniu kolejne cegiełki wznosząc nie był wyniku pewien ?
Patrzył w dół raczej - gdzieś w czeluść bezdenną, u stóp się Jego ścielącą. Odpychającą czernią, odrażającą zimnem i Nieznanym. Nie mógł ku górze poglądać, skoro Niebo nie istniało jeszcze. Moze potem w Tworzenia toku brodę gładząc, Czoło zadzierał Weny szukając. Weny, co Wątpliwości drżeniem przepełnia. Co ujrzę ? Com stworzył ? Czemu to służyć będzie ? Jakie Owoce wyda ? Poprawić zawsze można, jesli zadowolenia nie da.
Zatem tworząc musiał.... wątpić. Zatem tworząc oceniać musiał. zatem tworząc Sądy pierwsze wydawał.
I był z siebie zadowolny..... Tak, że Dzień  Siódmy na zasłużony Wypoczynek sobie przeznaczył....
Nie wiemy skąd czerpał tworzywo. Nie wiemy gdzie znalazł lądy i morza, rosliny i zwierzęta. Nie wiemy jakież to POTWORY spod Stwórczej Dłoni Jego wyszły. Bo skoro zwierzynę domową i dziką stworzył potem, Potwory ni chybi "innym życia rodzajem były". I BYŁY..... DOBRE.
Czy zatem wszystko - człowieka kromie - ze Słowa powstało ? Czy zatem my jeno Prochu materializacji jesteśmy efektem ? Tworem przejściowym, ale jedynym mającym konkretne korzenie - ziemski pył.....

Za co nas ukarał z Edenu wygnaniem ?

"A gdy kobieta zobaczyła, że DRZEWO TO  ma owoce do jedzenia DOBRE  i, że były  MIŁE DLA OCZU , I GODNE POŻĄDANIA DLA ZDOBYCIA MĄDROŚCI (!!!!!!) zerwała z niego owoc i jadła."

GODNE POŻĄDANIA     DLA  ZDOBYCIA   M Ą D R O Ś C I  !!!!

Kiedy dziś rozprawiamy o genezie grzechu pierworodnego, mówimy o nim słowami "stechnicyzowanymi". Oto jakiś tam Adaś łazi sobie na golasa po ogródku, tu se pogłaska lewka, tam się z gepardem pościga, tam z papużką parę wymieni słówek. Ewunia - baba ciekawska i wscibska, do intryg i zakazów łamania skora, na słówka kuszace lotna, natyka sie na węża cwaniaka, który chcąc zrobić Bogu na złość, namawia ją do złego. A ona - jak to kobita - zrywa, kosztuje, a nawet namawia towarzysza do złamania zakazu. Zrywa więc, jedzą, a potem już sami wiemy. Dziś z tego powodu miast na wiecznie zielonych się wylegiwac łąkach, do lazaretu łazić trza, a po powrocie zapałke pod powiekę wraziwszy pisać na forum.......

A co jeśli Ona chciała być jeszcze mądrzejszą ? Co jeśli mądrość ta uczyniłaby ją jeszcze bardziej wartościową ?  Czy gdyby pojęła, że po tamten moment nie była wcale chodząca doskonałością, zmieniłaby sposób widzenia Boga ?
Czy pomyślałaby, że nie jest doskonały ? Czy zaczęłaby sie zastanawiac, czemu nie obdarzył jej tym, co otrzymała z chwilą.... popełnienia grzechu ? Czy byłby wówczas jej pogardy godzien ? Czy zostałby ośmieszony, doznał uszczerbku na poczuciu własnej doskonałosci ? Czy to Go tak przeraziło, tak zdenerwowało ? Czy nie chciał, by miała mozliwośc patrzenia Mu w oczy z wyrzutem ?

Ale przecie tak Ewa, jak i Adam skosztowali kawałek tamtego jabłka. Co - poza uświadomieniem sobie własnej nagości, którą pono natychmiast wstydliwie skryli pod listkiem dajmy na to figowym, pojęli jeszcze ?
O czym powzięli wiedze ?   W jakim stopniu stali się mądrzejsi ? Czy każde z jabłek kryło ten sam wiedzy pierwiastek ? Dziesiątki owoców, zawierających identyczną wiedzę o Dobru i Złu ?
Kiedy stajemy przed dowolnym straganem z jabłkami widzimy, że dwóch identycznych nie trafisz. jedne wieksze, mniejsze inne. Jedne bardziej, inne mniej rumiane. Niektóre pomarszczone, nadgniłe......

Czy zatem zostaliśmy ukarani za umiłowanie mądrości ? Czy zatem wygnano nas, na codzienne skazując trudy dlatego jeno, że poszukiwaliśmy Prawdy ?

Mijasz oto skrzywdzonego Człowieka... Skrzywdzonego w dowolny sposób.. Fałszywym oskarżeniem, wątpliwą oceną, wydumaną podejrzliwością. Patrząc w jego pełne dobra oczy dostrzegasz smutek. W kącikach oczu czai się Łza. Juz za chwilę popłynie po policzku. Już za chwilę w pyle porywającym lico wyżłobi ścieżkę. A przecie w Ust kącikach wciąż skrywa się uśmiech.....
Jeśli jesteś powodem łez owych , patrzysz na ten wyryty wargami uśmiech zgrozą zdjęty. Wolałbyś, by krzyczał, szlochał, wydarł się na ciebie. Bo tylko wtedy masz szansę. Tylko wtedy możesz sam krzyczeć, sam machać rękami, sam złorzeczyć. Możesz do upadłego się kłócić, przekomarzać, własne na wierzchu postawić pragnąc. W walce słownej masz bodaj cień szansy. Stajesz tedy twarzą w twarz - oddech niemal tamtego czując. A On milczy.... A On do zwady nieprędki. Patrzy tylko w twoim kierunku, nie ganiąc.  Patrzy ku tobie nienawiści wyzbyty...
A ty stoisz. A ty smak Refleksji poznajesz. Gorzki smak Wstydu przełykasz....

Każdy sam musi przez to przejść. Każdy sam musi takie rzeczy przemyśleć.
I wierz mi, Zyto, że kiedy wyobrazi sobie taką Twarz Chodzącą Dobroć, w którą brutalnie splunął, nie będzie miał do śmiechu powodu. Nie będzie miał do Tryumfu odczuwania podstaw.

Bo nigdy nie będzie mógł powiedzieć TO JEST DOBRE.

Mirka - 2009-04-16 10:15:25

Ejjjj  Kaszebie, Ty, Misoginian z siwą brodą wątpiłeś w brać swoją? Nie dopuszczam takiej myśli, naszą ferajnę ktoś lub coś rozbić może? Nie, to niemożliwe. Jak my, starcy misogińscy wątpić będziemy, wahać się, cóż młódź powie? Tak być nie może. Nasze fundamenty są mocne, kiedy kawałek tynku odpadnie, cegła poruszy się, umocujemy, dziurę zakleimy i zamalujemy, by śladu nie było. Pozostanie zapis w dzienniku budowy, by nasza historia, białych plam nie miała. By nikt nam nie zarzucił skrywania tajemnic. Na Misogino toczy się życie, a w nim, każdy dzień coś nowego niesie. Nowe jest różne, jak to w życiu  się dzieje, raz lepiej, raz gorzej, ale wciąż toczy się. Zmiany te, nadają życiu sens

Dzień dobry Alutko, Alicjo, Szlocha Pończocho, widząc Was, milszym staje się dzień.

Dzień dobry Misogino, słoneczne promyki niech Was, Misoginianie, nie ominą, niech Wiosenna Panna ptasim śpiewem i zielenią umila wszystkim życie. Troski nasze popękają jak pąki wiosennych kwiatów, dzień każdy nowym, pięknym kwiatem rozkwitnie.

Dobrego dnia

wscieklyuklad - 2009-04-17 20:13:51

Mistyfikacja bytów forumowych...
Lubię po w lazarecie pracy na Pniaku przysiąść Dębowym. Jeden się ostał na polany skraju. Nieheblowany, nierówności pełen, mocno się w Ziemię Ciżmami zaprzeć musisz, by Równowagę dzierżyć. By w Ziemię się zaparłszy, siebie się samego nie Zaprzeć. Druhy po Sucharów zgryzieniu, po Ogórków Kwaśnych przełknięciu paru, w Wieczornym pogrążeni Spacerze Oczu Kątem ku mnie zezują. Niejeden Miejsce zajęte Okupować chciałby. Dać wiele by zdolen, bym Kolana prostując, zabrał się gdzieś w Oddali niknąc, Pniak luzując. Kodeks Boziewicza pod Nosem mamroczą wonczas, Zwady unikając, Konfrontacji oddalając Wizję. Kiedy ku mnie patrzą, wiedzą, żem jest - z Krwi i Kości. Kiedy ja ku nim Spojrzenie rzucam każdy Kontusza Fałd, Ślad Ciżmy każden odróżnić potrafię. Są zatem - i ja jako - Bytami Realnemi. I ja jako Namietnością owładnięci, z Etyki wyzwaniem walczyć musza, Podwalinom jej Wojnę wydając, parlamentariuszy pokoju równolegle ślą. W sposób dowolny określić siedzenie moje mogą. W Sekundzie każdej ja w Kółko chodzenie Ich ocenić umiem.
A przecie - tak wzajem ku sobie patrząc pojmujemy snadnie, że Określenie każde jest negacją. Że ujęte w Matematyczne prawidła, w Euklidesowej Geometrii Ramy, w Kartezjusza tezy ma gdzieś swoje plusy i minusy, kreskę ułamkową, mnożenia, dzielenia znak libo , wynik w końcu. Mozna Określeni potegować owo. Można Pierwiastek z niego uzyskać. Można w Świat Liczb Rzeczywistych lub też Urojonych popaść.
Kiedy zatem a na Pniaku siedzę wygodnie, Radość czuję, a Radość kontemplując ową własnym się Szczęściem napawam. A przecie Radość jest namiętnością, przez którą dusza ku większej doskonałości dąży.
Kiedy jednak na Twarz tego i owego poźrzę, Smutek dostrzegam Jego. I on z namiętność uznany, taką jednak , przez którą Dusza Doskonałość niknie.
Moje tedy Uduchowienie z ich się Materialnym zniesmaczeniem zlewa. Pojmuję wonczas, jak błdną teza jest, co zakłada, że Duch w sposób nijaki na Materię wpływa, Materia na Ducha zaś. Widzę bowiem dowodnie, że istnieją w stosunku do siebie równolegle wcale się nie mijają, dwoma aspektami tego samego się stając zjawiska.
- Rusz się - myślę sobie wtedy, wiedząc, że moje na Nogi powstanie Ich siedzenia chęci wyzwanie stawi. Zatem Duchowa moja decyzja, ich matierialnym zaowocuje spoczynkiem. A wszystko to - choć równoległe - określonymi rządzone Prawami, między którymi taka koordynacja czasowa powstaje.
A zatem wszystko to co zachodzi zaprogramowanym jest ? A zatem miejsca na wybór nie pozostawiono ? A tak skoro, toczy wszelka odpowiedzianosć sensu nie ma ? Czy zatem Etyka jest wogóle możliwa ? czy zatem Boziewicza Kodeks jest jeno Pustych Pojęć Zbiorem ?
W moim "Dobrym" siedzeniu, Ich " Złe: chodzenie się zawiera. Tedy Dobro i Zło nie są Bytami Niezależnymi, lecz jeno jako relacje między bytami różnymi istnieć muszą...
Siedzę tak nieruchomo, a każde Myśli mojej jakieś Fizyczne odpowiada zdarzenie - Kolan moich przykurcz, Stóp zaparcie, Ich wokół Polany łażenie Niecierpliwe. Oni zaś Materialnie okrążając Polanę, Myśli - nieprzyjaznych niechby - pozbawieni nie są przecie. Wszystko zatem we Współrzędnych się Ukladzie toczy, z Góry zaprogramowane.
I jeno Zaprogramowanie owo Wolnej Woli istnienia Złudzenie nam daje.
Bo kiedy o Niecierliwości ich Myśl powezmę, wstać winieniem , miejsce odpuściwszy. Zatem to nie moje Wewnętrzne  przekonanie, ale Przeczucie niepewne, natarczywe, Uległe, do wstania mnie kłoni. I to Oni zatm, nie ja  do Czynu mnie owego musili. Materie nasze i Myśli nasze spotkały się gdzieś w Matematycznej Przestrzeni. Przestrzeni Geomtrcznej kształtem, na Prawach Arytmetyki opartych.
A przecie Wolnym czuć się winienem, Niezależnym  uznać się pragnę.
Kiedy tak siedzę, na Uporczywść Ich chdzania patrząc, uzmysławiam sobie oto, że Wolność ma w tym zaledwie się mieści, znam Pragnienia swoje, Przyczyn, które je wywołują., nie znając.
Ku Niebu Bielmo kieruję Ślipia. Na Niebie coraz to ciemniejącym Chmurkę niewielką dostrzegam. Może to "ta" właśnie ? Wiatrem bezwolnie Gnana, pozorami Wolności się cieszy. Kstałt mieniwszy, Artystyczną Duszę zdać by się Oczom patrzącego ukazać chciała. Za Swobody Tęsknotę  wzbudzić. A przecie to Wiatru porywy za nią decydują....
Może, gdy Nocą się Ciemną rozstąpi, Głos usłyszymy : ten jest Syn mój umiłowany. I wiedzić będziemy bez wątpi najmniejszej, że Głos ten znad a nie z Chmury dobiega kruchej. Chmura zaś Widok Bezkresny przesłania jeno, zawadą się stając, przeszkodą, co Zazdrośnie Myśli z Materią zlaniu mieszać pragnie.
Patrząc ku niej pojmuję tedy z matematycznych Prawideł Normy wywiedzione...
Ludzkich postępków nie wyśmiewać, nie opłakiwać, nie potępiać, ale zrozumieć. Nawet jeśli Kłamstwem się zdają.
Bo Kłamstwa - jako z Matematyką sprzeczne - nie istnieją przecie To jedynie Prawdy niektóre kalekimi się stają.

Ku Namiotowi czas zmierzać, a Pniak do zasiedzenia gotowym czynić.
Brezent uchylam nieco. A wonczas z Namiotu środka Czytanie słyszę.
"Obiecuję moje namiętności rozumowi podporządkować. Naturę wciąż uważać za świątynię wieczności a moje serce jej siedzibą, dlatego też będę próbował oczyścić moje serce z nienawiści, aby było zdolne do czystej i szczerej miłości... Siebie samego uczyć poznawać i moje słabości u źródeł rozpoznać, aby je przezwyciężyć, i mój sposób postępowania ziemskiego wciąż bardziej i bardziej udoskonalać, aby bardziej równym być mojemu Stwórcy, nieustannie być gotowym do walki z namiętnością i zmysłowością, tak aby ponad to, co przyziemne jest wznieść się. Dlatego będę dążył - na ile to w moich możliwościach będzie - aby zawsze słyszeć krzyki cierpiących i udzielać im pomocy".

Z tą Spinozy myślą, słodko jakże zasypiać mi przyjdzie....

Mirka - 2009-04-20 15:54:18

W biegu między podziwianiem fiołków białych, sasanek wrzosowych i morza stokrotek różowobiałych, z których żółte wyglądają żonkile, powitać Arnolda, dawno niewidzianego i podziękować za stawienie się na apelu (w imieniu towarzyszy, rzecz oczywista) i innych Misoginian prosić, by śladem Stasia, Arnolda i innych powróconych z "urlopu", dali znak życia.
Dziękuję, bardzo wam wszystkim, dziękuje.

Pytasz, Gherado, co sądzimy o następcy JP2. Każdy, kto nie zostałby wybrany po Wojtyle, miałyby nie lada orzech do zgryzienia. Bardzo wysoko podniósł poprzeczkę JP2. Uważam, że kardynał Ratzinger, powinien pozostać kardynałem, na papieża absolutnie nie nadaje się. Zawsze stawałam w obronie księży, od jakiegoś czasu, ma wiara w kościół, zaufanie, jakie w nim pokładałam, uległy zwątpieniu. To, co robią, jak się zachowują, pokazywanie się papieża w szatach kapiących złotem, kiedy na świecie bieda, dla mnie, ortodoksyjnej, jak mnie zwiecie, jest nie do przyjęcia. Pomijając wszystkie poprzednie poczynania, wypowiedzi, ostatnia papieska postawa, wobec tragedii mieszkańców zrujnowanego trzęsieniem ziemi miasta, jest wystarczająca, by stracić resztkę nadziei i wiary w kościół. Nie znaczy to, że przestałam wierzyć. Nie, oddzielam te dwie rzeczy. Moja wiara w Boga, pozostaje niezachwiana. Straciłam wiarę w ludzi, którzy mają zadanie wiernym, nie sobie służyć.
Piszę na pośpiechu wielkim, może chaotycznie wyrażam myśli, wybaczcie, czas goni jak szalony… A ze mną chyba źle się dzieje, oj, źle, czy to uzależnienie?  Zamiast włączyć odkurzacz, komputer otwieram i na Misogino lecę.
Pozdrawiam

PS
kurEski, czy coś ci nie gra? Twój nik... powiedzmy, że imię masz piękne, bardzo wymowne...

docentowy, daj sobie siana...

Dzisiaj dostałam bana, dlaczemu, wtedy, kiedy bardzo się śpieszę???

wscieklyuklad - 2009-04-20 22:52:35

Wieczór po Sjeście nadszedł. Pniak okupując Dębowym wyraźniem Skowyt ów słyszał. Wycie ku Srebrnej Księżyca wznoszone Tarczy - ku Twardowskiemu, ku Kontuszowi Jegoż, ku Ciżmom wreszcie.
A nie Psy to były, nie Charty, nie Ogary smigłe, nie Kundelki tam żadne.  Wilków Wataha Burego Niedźwiedzia bisurmańskiego otoczyła zajadle ujadając, Kudły jegoż szarpiąc, Pazurom umykając zwinnie. A onże Łapami machał. A onże na tylnyh stając odnóżach ich Skowytowi własne Pomruki w zawody słał. Walki odległej Odgłosy ciszę Polany mąciły. Kompanyoni Przerażeniem zdjęci przystanęli w bezruchu, Ślepia w Kniei Czeluście zapuszczając. Kozaki wieczerzę przerwali, Kielbasek skwierczenie ucichło tedy, dumek strofy w mroku się wieczornym rozmyły, nawet z Cygar Dymu ujrzec nie sposób było. Zdać by się mogło, że w Słupy pozamieniani Soli. Przypuścić by trzeba, że jako Lota oniemieli Żona. I, że Deszcz jeno jaki Słoność ich rozpuścić zdoła, Unicestwieniem grożąc jednako.
Walka, gdy Oczom niewidoczna, tym straszniejszą bywa. Bitwa, gdy Śledzeniu umkniona, tym Sroższą się jawi. Tedy we wzroku Przerażenie się malujące, Trwogę potęgowało. Bitwa ! Bitwa, zatem - taka, jakiej od tylu my tu Miesięcy spragnieni. Wojna, do Krwi pierwszej, do Siniakami Ciała pokrycia, do z rzeczywistości kontaktu utratą. Bój, co w nim Zapamiętanie Grę bierze. Zmagania, co koniec swój jeno w Cierpieniu, skonie tudzież znaleźć Finał mogą.
Ach w Wirze Jej się zanleźć, w Cyklonu zapamiętać Oku. By Marazm wreszcie przełamać, a Czyn realizacji przybliżyć. My tu Sukcesu tęskni. My tu Oczekiwaniem znużeni. Jako Krokusów Płatki opadłe, uwiędli. Jako Przebiśniegów Łodygi przygięte, zmarniali.
A przecie Kroków nieco postawić w Ujadania kierunku postawic by można. Własny Strach pokonawszy nieznanemu -acz groźnemu - przeciw wyjść. Ale - gdy Niebezpieczeństwo o Krok jeno, gdy za najbliższym się Krzewem czai, spośród Debowych wygląda konarów, z Bagien okolicznych przyzywa, z Wirem się Strumienia unosi, Wahanie się z nami wita.
Oniemiali Odgłosów nasłuchujem. A kiedy zmilkną Gwar się na nowo budzi. Kto Zwycięzcą, któż Masakry się stał udziałem ? Komuż Rany opatrywać przydzie ? Jak dobrze, że Namioty nasze z Brezentu plecione. Jak słodko, że nikt Ich zburzyć nie w stanie. Bo choćby Trąb Jerychońskich dobył. On zafalują jeno, zakołyszą się tylko. I stać jako stały będą. I Głowom naszym schronienie, jako po dziś dzień dadzą. I Nadziejom naszym Kokonem stosownym  ostaną.
A we wnętrzu nich Jedwabne się Myśli rodzą. A pośrodku nich Idea się przędzie.
Delikatna, jako Materia Przednia. Już tysz ten i ów zajrzawszy, Szlak nowy Jedwabny wytyczy. Prze Łaki i Dolin zieleń. Przez Urwiska i Przełęcze wąskie. Szlak, którym każdy, kto zmierzać mu przyjdzi prze siebie, Wilków, Psów libo wycie/ujadanie posłyszeć będzie w stanie. Ciarki mu wtedy po Plecach pomkną. Strach Włosy zjeży jego.
Ale gdy w Górę Czuprynę zadrze, nad Baranicy pomponem Księżyca dostrzeże poświatę. Lornety dobywszy Twardowskiego dostrzeże ni chybi. Koguta jego Pianie posłyszy snadnie.
To Jego Trąba Jerychońska tera,  Oręż jego......

hrabina_bałkańska - 2009-04-21 21:53:44

W kwestii stricte formalnej poprzymarudzę dziś trochę. Być może popsuję humor temu czy owemu ale uważam, że sprawy, które chcę poruszyć są zbyt ważne by o nich dyplomatycznie zamilczać...

Czytam dzisiejsze posty i dwie sprawy bardzo mnie niepokoją. Pierwsza - o ile struktura np. forum ZS pozwala systemowi dzielić forumowiczów na "gości" i "użytkowników" (z racji możliwości wyboru stałego loginu zabezpieczonego hasłem w przypadku tych drugich) to zupełnie inaczej wygląda to na Misogino, które - proszę zwrócić uwagę - jest tylko i wyłącznie   w ą t k i e m (!)  na forum   o t w a r t y m   i absolutnie niefortunnym, nieuzasadnionym i nie do przyjęcia jest by właśnie tu, na Misogino dzielić forumowiczów na gości i niegości. Na Misogino tvn   w s z y s c y    są równoprawnymi użytkownikami, bez znaczenia czy są na nim 2 lata czy 2 dni, czy napisali 10 czy 10 000 postów. Na Misogino wyłącznie kwestią osobistego poczucia etyki  każdego piszącego jest czy zamieszcza tekst więcej lub mniej przemyślany i... jeśli np. na podstawie tego, że kufelek i kuferek dzieli  tylko jedna literka, ale łączy posiadanie... uchwytu, to nie znaczy, że obaj posiadacze podobnych nicków automatycznie są jednakowi. Wniosek pierwszy? Mylący je w poście-replice z powodu własnego niedoczytania daje jedynie dowód, że ma po prostu problemy z... czytaniem i akceptacją kogoś z w/w dwójki, ale akceptacja to już zupełnie inna para kaloszy... Wniosek drugi - osoba przyjmująca nick podobny do    j u ż    istniejącego, zrobiła to w pewnym określonym celu! Oba zachowania hmmm.... no comment. Pominę porównywanie wysublimowanego i pełnego sarkastycznie-ironicznych niuansów słowiańskiego humoru  Klary z humorem angielskim bo to dwie różne kategorie i dlatego powiem, że by dokonywać jakichkolwiek porównań w tym przypadku to po pierwsze - trzeba się znać na angielskim humorze, a po drugie - w ogóle poczucie humoru posiadać. Natomiast demonstrowanie humorów to już zupełnie inny temat...

Druga sprawa, która na Misogino równie mnie niepokoi to przejmowanie funkcji rzecznika bez pytania gremium o zgodę. Pisałam tu już o tym, ale widocznie muszę się powtórzyć! Zwrot "my" jest i zbyt ogólny i dość wieloznaczny... "My" to m.i. określona grupa jednakowo lub podobnie myślących ludzi ale - uwaga! - pozostających w pewnej zażyłości, "My" to również przywilej królów, prezydentów itd. Moim zdaniem wiele osób po prostu tej formy nadużywa. Choćby w dzisiejszych postach - nie wiem kim  np. jest Ku_feRek (nie Ku_feLek)  i w sumie nie obchodzi mnie to, ale już całkiem pojęcia nie mam z tytułu czego rzeczony Ku_feRek wypowiada się w imieniu ogółu (czyli moim również) odnośnie - i tu nie wiem - postu F.M.? Luigiego czy Brutto  Anatroccolo? Ta trójka zamieszcza posty po włosku choć ja osobiście - niestety przykro mi Ku_feRku - żadnego z nich nie odbieram jako bełkot, wszystkich trzech Autorów również nie uważam za intruzów i "gości" (choćby dlatego, że sama na Misogino gościem jestem!), więc dlaczego mimo tak kardynalnej rozbieżności zdań ktoś pozwala sobie tak lekką ręką - również w moim imieniu - wyrażać... własną opinię? By się wypowiadać w imieniu kogokolwiek należy po pierwsze poznać jego stanowisko, po drugie  otrzymać zgodę, a nigdzie nie widzę by ktokolwiek rzeczonemu Ku_feRkowi takowej udzielał...
I na marginesie trzecia - drobna - sprawa. Odnośnie wyrażania tzw. własnego zdania. Wychodzi na to, że nie wszyscy mają do tego prawo, bo o ile np. Alutka ma prawo je wyrażać (podstawnie czy bez to już inna kwestia) i o ile spotyka się ono z aprobatą bo - i tu argument rzeczywiście hmmmm... nie do odparcia - podpisuje je ogólnie znanym nickiem, to już inaczej to się ma w innych przypadkach, nawet wtedy gdy takie zdanie również jest podpisane ogólnie znanym nickiem... Więc w przyszłości - albo przyjmujemy, że na Misogino wszyscy mają jednakowe prawo i wtedy definicja "forum" w pełni się potwierdzi, albo nie ma go nikt! Ale w tym drugim przypadku  pojęcie "forum" i ogólny zamysł jego istnienia po prostu traci sens, więc może warto i nad tym się zastanowić?!
I to by było na tyle przymarudzania...

> > Conferenza mondiale sul razzismo: Berlusconi assente,
> > ma
> > Ahmadinejad salva lo spettacolo.
> > Światowej Konferencji w sprawie Rasizmu: Berlusconi
> > nieobecny, ale Ahmadinedżada zapisuje pokazać.
> Znawcy tematu twierdza,ze Wlosi zbojkotowali konferencje z
> powodu obecnosci przedstawicieli panstw afrykanskich...

Polacy też, choć powody polskiego bojkotu są tak gęstą mgłą spowite, że aż mowa artykułowana w tej mglistej wacie przeobraża się w bełkot... Oczywiście, że to lekka aluzja do przyrównujących piękną mowę Cezarów do nieskoordynowanego szczeku mediów.

wscieklyuklad - 2009-04-22 22:15:02

Krócej niż zwykle ze względu na nawał pracy i niespodziewanych obowiązków.
Powrócić niestety muszę do i tak wielokrotnie tu już ponawianej prośby o szanowanie wszystkich tych wpisów, w których autor - nieważne polak żyjący w Ojczyźnie, czy na obczyźnie, w lepszym lub gorszym stopniu posługujący się naszym językiem ( albo znający go tak słabo, że musi korzystać z pomocy mniej lub bardziej fachowego tłumacza )
nikogo nie obraża, ani nie znieważa.
Zbyt wiele napotykamy tu wpisów, w których ich autorzy tyle mają do powiedzenia ile zawrzeć potrafią w paru zdaniach narzekań. A to bzdury, a to bełkot, a to nikogo to nie interesuje, a ten jest taki a tamten siaki i owaki w każdym razie "be".
Tak formułowane słowa krytyki nie są niczym twórczym. Cóż można powiedzieć o autorach takich postów ? Kto będzie polemizował z nimi ? Co najwyżej ktoś tam stanie w czyjejś obronie, ktoś inny weźmie jedną, kolejny drugą stronę w obronę, wszystko to przeradza się w pyskówki, nie wnoszace nic nowego.
Zbyt często staramy się oceniać innych, zapominając o sobie. Gotów się jestem założyć, że posty brzydkiego kaczątka, tłumaczon przez "elektronicznego" "tłumacza przysięgłego" rozweselą pokaźniejszą grupę tu bywalców i zostaną zapamiętane na dłużej, a może też rozwinięte w polemice, niż potoki narzekań.
Przecież każdy z nas obiera sobie forme spędzenia czasu. Może trwonić go w oczekiwaniu na szansę dołozenia komuś, może jednak zachęcić do wspólnej zabawy lub choćby zaoferować - nieważne ciekawą czy nie - propozycję.
Przed kilkoma dniami przypomniałem postać Spinozy. Posłużyłem się cytatem tej historycznej postaci.
A wszystko to z powodu nicku, jaki przybrał jeden z tu piszących. Nie miało znaczenia, że post Jego był miły dla oka i uszu. Zastanowiło mni, dlaczego piszący zidentyfikował się akurat ze Spinozą. Sięgnąłem tedy do Wikipdii, poczytałem nieco o Spinozie poszukując takich cech w jego życiorysie, które - być może atrakcyjne dla współczesnego Spinozy leżały u podstaw obrania takiego nicku.
Spinoza przeszedł do historii filozofii. Nauki, której wielbiciele kłóc się ze sobą o szereg spraw, jednak w sposób na tyle kulturalny, że daleko tu do "rozlewu krwi". Spory są twórcze, w ich efekcie powstają nowe "odłamy" kolejne "szkoły" przybierające nazwę od nazwiska, czy pseudonimu "promotora".

Z czego nade wszystko słynął Spinoza ? Ano z tego, że swoj tezy prezentował w formie PROPOZYCJI. Nie narzucając niczego starał się zaproponować rozwiązanie jakiegoś problemu, pozostawiając duży zakres swobody dociekań i interpretacji. Adresaci - lub zapoznanjący się z tymi propozycjami w sposób przypadkowy, pozwalając sobie na chwilę refleksji, poszukiwali zapewne sensu życia, własnych rozwiązań i wniosków. Zatem kontakty z innymi owocować winny przede wszystkim nie ich oceną  w naszych ocach, ale prowokować do rozumnego pojmowania świata.
Ileż to już razy, by powrócić na polskie podwórko - wyśmiewano poranne wiersze wklejane przez Alutkę, a idąc dalej Ją samą. Jakikolwiek wiersz by sie tu nie pojawił, w podsumowaniu z ust tych malkontentów i tak zawsz padni : phi, ale się wysiliła, ale się wygłupiła. Jestem się gotów założyć, że takie osoby nie czytają nawet tych wierszy. Widząc je natomiast, natychmiast wyrażają oburzenie. 
A przeciez są to bardzo często poezje klasyków. Powstałe jako osiągniecie ludzkiego geniuszu. Nierzadko dobierane są tak, że wpisują sie w aktualny klimat na forum - bywa, że i są jakby artystycznym podsumowaniem dyskusji tu toczonych. Bo nasze problemy przeżywało już przed nami wielu. I ielu przeżywa i nam współcześnie. Czasem warto przeczytać, by poznać sposób np. stawiania im czoła.
Pragniemy byc ingywidualistami. Chcemy być "nie do podrobienia". Oryginalność to nasze marzenie.
Jeśli kto jest daleko od ich osiągnięcia, niech przynajmniej co odwazniejszym nie psuje zabawy, nie niszczy radości trwania.

Alutka52 - 2009-04-23 19:16:18

Kazimierz Przerwa-Tetmajer - Nie wierzę w nic...

Nie wierzę w nic, nie pragnę niczego na świecie,
Wstręt mam do wszystkich czynów, drwię z wszelkich zapałów :
Posągi moich marzeń strącam z piedestałów
I zdruzgotane rzucam w niepamięci śmiecie...

A wprzód je depczę z żalu tak dzikim szaleństwem,
Jak rzeźbiarz, co chciał zakląć w marmur Afrodytę,
Widząc trud swój daremnym, marmury rozbite
Depcze, plącząc krzyk bólu z śmiechem i przekleństwem.

I jedna mi już tylko wiara pozostała :
Że konieczność jest wszystkim, wola ludzka niczym -
I jedno mi już tylko zostało pragnienie.

Nirwany, w której istność pogrąża się cała
W bezwładności, w omdleniu sennym, tajemniczym
I nie czując przechodzi z wolna w nieistnienie.



Wiersz rozpoczyna się słowami "Nie wierzę w nic..."Jest to deklaracja niewiary w wartości
i ideały do świata.Rodzaj manifestu pełen cynizmu i ironii wobec wszystkich,którzy w otwarty
sposób wyznają głoszone wartości.Słowa wyrażają jednocześnie rozpacz i przerażenie własną,
wewnętrzną pustką.Utwór przedstawia próbę realizacji ideałów ukształtowanych na dawnych
marzeniach i nadziejach.Po rozczarowaniach jakie ponosi życie są one w przepływie żalu i
protestu wobec porządków świata świadomie niszczone.W tej sytuacji prezentuje się
Maksymalistyczna postawa wobec rzeczywistości,której zadaniem powinno być zaspokojone
ludzkich potrzeb duchowych,ułatwienie niszczenia doniosłych ideałów.Jednak w realnym świecie
marzenia trudne są do spełnienia,stąd też rodzi cyniczny dystans wobec niego. Pesymizm którym
jest przesiąknięty cały wiersz prezentuje postawa samego głównego bohatera utworu.Człowiek
któremu przyszło bytować w okresie wszechogarniającego kryzysu jest w stanie ogólnego
zwątpienia. Nic i Nikt nie może zmienić jego odczucia wstrętu do jakichkolwiek czynów.Marzenia
porównuje do posągów stojących na piedestale,które zrzuca w "Śmiecie niepamięci" i Depcze.
Porównuje się do Artysty-Rzeżbiarza który pragnie wykupić posąg Afrodyty.Jednak nie udaje
mu się zakląć w marmurze idei Miłości i Piękna.Zrażony niepowodzeniami rozbija posąg.Depcze
odłamki i płacze z niemocy.Ból,bezsilność okazywana łzami i w końcu przekleństwo.Na końcu
utworu pojawia się Hasło "Nirwana" - Apel liryczny i rozpaczliwe wezwanie dla osiągnięcia
wyzbycia się wszelkich pragnień życiowych,wszelkiej aktywności,pogrążenia się w półsen bliski śmierci.

wscieklyuklad - 2009-04-24 21:12:37

Od Rana samego wielkie w Obozowisku Poruszenie nastało. Gwar się niemożebny  pode Niebo wznosił, Krzyki, a Rwetes, Wzburzenia Głosy, Rozsierdzenia niebywałego Symptomy. Złośc na Snu mego mięszanie mnie zdjęła, Ciekawość takoż - ona tyż przed Namiot wychynąć kazała, a zwyczajne Rankiem na Pniaku Dębowym przysiadnięcie, w Ciżbę się zastąpiło zbicie. A Oni Rękami wymachuja. A Oni Zarost szarpią - szarpie z Kozich Bródek drą.
Wojna wybuchła pono ! - ta Wieść osobliwa wokół się niesie. Namiestnika Pałacowego wysłanniczkę raniono ! Słynną -Legendarną by nie rzec - w Świecie całem. Tę, co to po Afrykańskich podróżując Rubieżach Zachwyt napotkanych trafiała, a Pytaniami Niecierpliwemi zaczepiana byłaż, konfuzji unikając jednako.
Jakże zatem to, Rany takowe Płazem puszczać ? Już Ten i Drugi pode Ciżmy Wzrok spuszcza i nie ze Zawstydzenia wszako, ale w Żabki jakiej wypatrywaniu, w Żmijki Słonecznych Promieni spragnionej libo. po to, by Żabkę pochwyciwszy oną, Płazikiem ja puścić. po to by jej się Kumkaniem - Docętom nie zrozumiałym nawet nasycić. po to by Wzorem Jej Podgardla swe wydąć  - Wole Pelikanie niczem, Grozy im należnej przydając. Po to takoż, by Skokom Jej się niebywałym przyglądnąć a Werwy należnej nabrać. I po to jednako, by Żmijki syczeniem Serca napełnić, a Jadem Usty, by w Pędy te bisurmanowi Trucizną od Duszy samej, w twarz wrażą prosto splunąć. I niech Ślepia trze, niech w konwulsyjach Kona, niech na Widok nasz ze zgrozy truchleje - Gad niczem. Tak to bisurmana Gadzięctwu własne przeciw Płaziństwo stawić zamiarujem. Tak Obleństwu jegoż  Płaziństwo własne w poprzek stawiamy.
Pogłoskę, że to o Babę Babaninę chodzi naszą - nie żadną tam Namiestnika Fraucymerkę, nie Dwórkę Przednią - znienacka w Obieg puszczono. Już jeden i drugi ku Krzewom na Kniei skraju Powieki kieruje. Już każden Mopa zmierzwionego, Mopa utęsknionego Widoku wypatruje. Jest, jest jako była - Głos się Radości niesie. Zimę prztetrwała tedy Znieruchomienia mimo, Niewygód niebaczna. Baba Sarmatka. Baba  - Bohatyrka nasza.
Gdzież tam - Malkontenty zawodzą z nagła - Baba to w Świecie przecie niebywała, Baba Prosta, Zwyczajna tam Baba, choć Sarmatka-Patryotka zawołana, a Niedźwiedzia burego Pogromczyni godna. W Ni Geriach Ni Bywała Ni jakich. Na Czarnego Luda widok, w Żyłach jej krew ni chybi Zawrzenia bliska. A tamtej - Ranionej Zdradziecko, Głos Cichy, Skonania bliski był. Donośności pozbawion, Słuchacza o Energii przyprawiał odpływy - widać Grot wraży głęboko w sercu utkwił. Widać bisurmana Kopia solidnie Bok naruszyła, kto wie - Ciała część tylnią i może. A przecie Kopniaka co najwyżej wymierzyć mogli, nie Krew toczyć. A przecie Głosu i tak Słabego zwykle, dźwięczności nie musieli pozbawiać, a nas samych nadziei ostatniej. Bo przecie Sarmata wie kazdy, Kubaniec i Kozak poświadczy ochotnie, że gdzie Diabeł nie moze, tam Bohatyrkę pośle i Sarmatkę.
I któże się teraz za nami Ujmie ? Któże w Oenzetach, w Ni Geriach którze Sławy nam mnożyć będzie ? Któże Legendy kokonem obrastania dostąpi ? Któże Mikrości naszej, do Głosu dojść nie da ?
Tedy Markotność wokół nastała. Jeno Oczy Gniewne, jeno Dłonie Mocarne, jeno Chód Niespokojny o Żywiole świadectwo daja Żywiole Nieujarzmionym, Żywiole Lawinie podobnym. Jeno przez Wiosenne Promienie stopionym - zwykle jako.
Wiary w nas tedy mniej coraz. Nieruchawości się Ofiarami stajem. Miesięcy tyleż Znaku wyglądajac,w Rozpacz co po raz większą wpadamy. Miesięcy tyleż na Odludziu tkwiący własny Optymizm strwonilim, Działania chęć potraciwszy.
Tedy w Porze Wieczernej smętnie się po Namiotach rozleźli, Prawdy nie odkrywszy. Do Dumek i Romanc nucenia Ochotę zgubili. Do Cygar ćmienia postradali Ochotę . Bo cóże Oczu Czarnych piękno za znaczenie może mieć teraz ? Teraz własnie, gdy Legendy Błękity Ślozami wilgotne ?
Każdy pewnie w Kącika Zaciszu własne by  Łzy wylewał. Każdy pewnie Włosy by z Głowy tarmosił. Tak to Niemoc z Wściekłością, Porą Wieczorną Boje toczyła. Tk to Jestestwa resztki, Beznadziei Odpór stawić probowały.
I jam na Piernatach osiadł, do Snu sie kolejnego, Drzemania niespokojnego szykując - coże nam tera Inszego zostało ?
Gdym jeno na Kolanie Prawym przyklęknął ostrożnie, w Namiotu rogum Kumkanie posłyszał. Płaza wypatrując własne Obleńswom poczuł. I gdy Zawstydzon wielce, Pidżamę przywdziewać począłem, poły Namiotu znagła odemknione Gościa Nieoczekiwanego do wnętrza wpuściły. Na widok jegoż Srogi, Łydki me się w Drżenie wprawiły, Trzęsiawkę nie chcianą, Dygot nie tęskny. Jako i Gościa najście.
Wódz bowiem to Obozowiska Progi me nawiedził Niegodne.
Szczęście to jeno, że z Przerażenia na Widok Jegoż, ponownie na Kolana opadłszy, Szacunku Pozory, nie Słabości  Dowodym dawał. Twarz jeno z trudem Pokerową uczynić się starałem.
O Onże w te się do mnie odzywa Słowa.
- Wystaw sobie Acan, że dzień minąwszy kolejny w Umysłach naszech, Duszach naszech Spokoju nie wniósł. Więcyj rzeknę nawet - Rejwach niemały nam zesłał. Bo jakże to tak na Bezczynności czas trwonić, gdy na Baby nasze legendarne Bohatyrki nasze Ciężkie nadeszły chwile ? Gdy Ciała Ich Mlecznobiałe, Ranami pokryte, Krwią ociekające ? Kuriera z Wieściami nikt nie nadsyła. Namiestnik w Nieświadomości tkwić nam daje. Tedy w waści Nadzieja cała. Do Wyprawy się tedy Waść szykuj, a do Kraka Grodu, jako razy już Małowiele się udaj. A tam - Dyskrecji Dowody dając Języków zasięgnij. Ku ranionej dotrzeć się staraj a Lewatywy jej zadaj Godne. By Blizn nie straszyła Widokiem. By już nie Mercedesy nijakie, ale Tanki wraże, Piersią Kruszyła własną. By Orężu naszemu Sławy przysporzyła.

Na Słowa Złowieszcze Zmartwienie mnie zdjeło Zupełne. Stopami ruszać nie w staniem. Dłoni na Gestu czynienie Unieść nie dam. Jeno Szał czuję narastający, jeno Żółć się przez Nozdrza lejącą już czuję prawie.
Lecz Żołnierza Losem słuchać jest. Lecz Żołnierza Obowiązkiem Rozkazy pełnić. Lecz Sarmaty powołaniem bisurmanowi Czoła stawiać.
Tedy - "Niech mi się stanie" wyrzekłszy, po Tobół sięgam Podróżny. Dekokta ładując Mamrotanie jenom pod Nosem wydawał.
W Waści Nadzieja cała - na odejściu rzucił. Zatem Peregrynacja kolejna. Zatem Losowi następne Przeciw wyjście. zatem Relacji  dalszych szansa......

Sorellina - 2009-04-24 21:24:51

Ojojojoj! Prowincjuszko, jak to nieraz  to, co logicznym wnioskowaniem się zdaje, na manowce może zaprowadzić !
Dla mnie Xyz i Ty to postacie z zupełnie innej bajki ! Naprawdę nie trzeba być lingwistką, by na to wpaść. Pamiętasz mój test o trzyliterowcach ?  Docęt pro- mienny z kolei, jest pro, a Ty contra, czyż nie ? A tak w ogóle to raczej mnie śmieszy niż smuci ta cała ciuciubabka.  Myślę, że powinniśmy doceniać inteligencję Misoginian. Oni wszyscy dobrze wiedzą, who is who. Ale...  jeśli taka Twoja wola, to będę Cię  dalej Prowincjuszką nazywać.
Docętami chmurkowymi, (oprócz tych pro!) głosami z chmurki, jak chcesz. ;-)

hrabina_bałkańska - 2009-04-29 02:18:59

Wkurzona biurokratycznymi fanaberiami greckich służb granicznych infantylnie udających Greka, dla ukojenia włączam na wypożyczonym laptopie niesamowite trofeum uwożone z Grecji - podarowane przez Przyjaciela niezwykle dla mnie cenne nieoficjalne video zapisy warsztatów wokalnych Marii Callas, mojej Divy, mojej Alfy i Omegi w Krainie Muzyki, prawdziwe Credo... Oby bateria nie siadła...
Upsss... Stop klatka, znów coś wynaleźli w deklaracjach odnośnie wwóz/wywóz instrumentów... Normalka... Czerwone światło studio nagrań miesza się ze światłami obwodnicy Salonik, Serelu, Kavala, Dramy, miesza się z czerwoną lampą pogotowia, a w słuchawkach Verdi i "Pieta, Signori" Rigoletta w lekcyjnym wykonaniu Callas... Przed oczami jeszcze szalona zieleń południowych Rodopów - w prostej linii 100 km na północ do grobu Orfeusza i skupiona porannie twarz greckiego pasterza wiążącego sznurowadła adidasów i jego usta szepczące po grecku "Pieta, Signore" - modlitwę o szczęśliwy wieczorny powrót z pastwiska, bez kwietniowego gradu tak charakterystycznego dla tej krainy... To czerwone światło Emergency i skupiona twarz lekarza stawiającego zasłabłemu podczas nagrania koledze diagnozę... "Pieta, Signore".. Oszczędź go... Wreszcie czerwone światło w studio przy pulpicie dyrygenta.... Czerwień... Ostrzeżenie? Uwaga! Skupienie?... Czerwień...Zycie (kolor krwi)?... Miłość... ? Czerwona lampka kadzidła przed pamiętającym V w.n.e. lipowym ikonostasem greckiej cerkwii - wiara, pamięć, wdzięczność, szacunek, respekt? ... Miłość... Etymologiczne jej pochodne w językach słowiańskich to miłosierdzie i miłost - po włosku "pieta" (po polsku najbliżej - ofiara)...  nie mająca nic wspólnego z litością. To również  milostinia - wspomożenie (carita), które nie ma nic wspólnego z hierartyczną pogardą... Czerwone światło przy pulpicie dyrygenckim - uwaga? Nie! Skupienie... czas modllitwy...
Czerwone światełka stacyjki autokaru, czerwone światła obwodnic, granica...Biurokratyczne formalności wwóz/wywóz instrumentów... Pieta, Signori... perduno... pieta, Signore... Marullo...  podnosowe klątwy mieszają się z modlitwa Callas i Rigoletta.  Wszyscy jesteśmy Chrystusami - pisałam tak niedawno na Misogino... Wszyscy jesteśmy Mariami Magdalenami... Czerwone światła mieszają mi warsztaty Callas z innymi warsztatami - tymi Placido Domingo z Wenecji 2002 roku, ukoronowanymi niesamowitym (dla mnie) zapisem Placido i egzotycznej, niby zimnej bo skandynawskiej Sissel (można znaleźć na Tubie) "Sacred Song" z "Rycerskości wieśniaczej", opatrzonym credo pbojga Artystów... Czerwone światła to i droga do domu w ciemnościach nocy. A w domu? Czeka z Credo Mackbeth i Simone Boccanegra z MET, bambosze, słowicze credo w bzach za oknem i ku...felki...  z kompresem z kotów na nabrzmiałe w drodze opony i napierające opory...
Swoje Credo wygłosił w sobotę w Walt Disney Concert Hall w Los Angeles i nasz Krystian Zimerman (laureat I nagrody IX edycji Konkursu Chopinowskiego w 1975 r.). Dla jednych był to skandal i chwyt komercyjny, dla innych apel. Oczywiście polscy internauci z miejsca skwitowali, że on, t.j. Zimerman udaje Paderewskiego, który oczywiście nic dla Polski nie uczynił bo w sumie niezbyt jasno i niezbyt prosto w mordę rzeczony egzemplarz K.Z., obywatel Najjaśniejszej RP i USA się wyraził. Na dodatek raczy i ma bezczelność nosić nazwisko wskazujące immunitet przeciw szalejącej zupełnie niekoszernej grypie...
Credo... Znów wracam do warsztatów, znów wracam do modlitwy... Znów czerwone światła, które znaczą różnie w różnych miejscach i dla różnych ludzi... Ktoś kiedyś niedawno napisał pod moim adresem coś o niespełnionych artystach... Eeeech! Daj Boże każdemu (autorowi tych słów również) takiego (nie)... hehehe... spełnienia jak mnie... Dla mnie czerwone światło to nie tylko ostrzeżenie! To chwila na głębszy oddech, to zielone światło dla ciszy i spokoju wewnętrznego, a zatem... często moment na odnalezienie kolejnego życia sensu...?

PS. Powyższy tekst powstał w trakcie podróży przeto za ewentualne word-robalki i skróty myślowe przepraszam! W powyższym tekscie fizyczne peregrynacje mieszają się z innymi bo droga drogą i kilometry kilometrami, a życie niesie swoje i czasem trzeba... zajść po rozum do własnej głowy drogą częstokroć okrężną by w plątaninie znaków, języków, drogowych E-cośtam i własnych ścieżek się odnajdywać. Ja się odnajduję. Czego życzę wszystkim Misoginianom i nie tylko... Przed oczami jeszcze feeria kwitnących w glinianych amforach oleandrów i zapach tuberoz, pomarańczowo-fioletowa paleta kwiatów, których nazwy nie sposób spamiętać na tle kwitnących łanów bawełny, o delikatnej zieleni drzew oliwkowych i subtelnym zapachu kwitnących mandarynkowców nie wspomnę... Panny koty tarzają się z radości po dywanie...... Zmykam zatopić się w chaos czerwono-zielonych świateł pachnących po polsku... bałkańskimi konwaliami. Jutro posieję maciejkę na balkonie...

Basia - 2009-05-01 07:17:25

Jak ktoś się urodził 1 maja, to juz odgórnie do pracy przypisan. Jednak życzę Ci drogi WU mało dyżurów a wielu Peregrynacyj ku pożytkowi Misogino. Ponieważ już za moment wyruszam, więc dodatkowo zamieszczam poniższe (*niepotrzebne skreślić):
szczęścia w życiu osobistym, sukcesów w pracy, dobrego zdrowia, domku z ogrodem i basenem, eleganckiej limuzyny, samych zwycięstw, spełnienia marzeń, milych niespodzianek losu, grona prawdziwych przyjaciół, niewyczerpanych pokladow energii, uśmiechu na codzień, drogi uslanej różami, satysfakcji z pracy,genialnych pomyslów, niskich podatkow, słodkiego, miłego życia, świeżosci spojrzenia, głównej wygranej na loterii (może być w dzisiejszym Lotku), pozytywnej aury, pogody ducha, pomyślnych wiatrów, gorącej miłości, wygodnych butów, cudownych wakacji, szczęścia, pociechy z wnuków, punktualnych pociągów, świętego spokoju, jachtu, żadnych trosk, powodzenia u płci przeciwnej, wysokich lotów,rześkich porankow, pomyślności, trafnych decyzji, intuicji w interesach, prezentów od losu, pękatego portfela, szerokiej drogi, milego szefa, jasności umysłu, niebanalnych wyzwań, miłych snów,pewności siebie, wielkiej fortuny, wielu uśmiechów,bogatego wujka, blyskotliwych ripost,
romantycznych wieczorów,udanych łowów, pasjonującej pracy, szansy na sukces, dużo slodyczy, pozycji lidera,szampańskiej zabawy, mocnego dachu nad głową, samych pozytywnych wibracji, pełni życia, wielu niezapomnianych chwil, dużo słońca, olimpijskiej kondycji, jak najmniej zmartwień, wyjścia z każdej sytuacji, uwielbienia u podwładnych,pasma sukcesów, niezmiennie zielonego swiatła, czystego nieba, stu lat życia, końskiego zdrowia, sławy, pokaźnego konta, manny z nieba, wysokich wygranych, ciągle nowych rekordów, niskich kosztów,
bezpiecznych lądowań, wielu ciekawych znajomości, wygranych przetargów, sumiennych dłużników, taaaakiej ryby,
najwyższego miejsca na podium, dobrego fryzjera, radosnych świąt, serca jak dzwon, pewnej ręki, komfortowych warunków, przyjemnych doznań, wielu wzruszeń,mocnej głowy, powodzenia, stopy wody pod kilem, otrzymania najwyższych odznaczeń, osiągnięcia wyznaczonych celów, pełnego sejfu, szczęścia w kartach, sprzyjającej pogody,
dobrych zbiorów,kolorowych chwil, twórczego podejścia do pracy, połamania pióra, góry pieniędzy, samych słonecznych dni, smacznego jajka, uroku osobistego, mnóstwa prezentów, udanych negocjacji, serdecznych przyjaciół, grzecznych dzieci, udanych wakacji,miejsca w Księdze Rekordów Guinessa, większosci w parlamencie, miłego wypoczynku, wesołego towarzystwa, dobrego apetytu, szczęśliwej podróży, złotej jesieni, poczucia humoru,anielskiej cierpliwosci przy czytaniu tych życzeń, wiecznej młodości, licznego potomstwa, niewieszającego się komputera, slawy i chwaly, lekkości bytu, pokojowego rozwiązania wszystkich konfliktów, szybkiego rozwoju gospodarczego, hojnych sponsorow, korzystnego ukladu gwiazd, miłosnych uniesień, czytelnych instrukcji, cichych wielbicieli/elek, mistrzowskich zagrań, dobrej nocy, wielkiej przygody, słodkich snów, wystrzalowej zabawy sylwestrowej, zgranej ekipy, pomyślności na nowej drodze zycia, pociechy z pociechy, lojalnych współpracowników, bujnej wyobraźni, interesujących przeżyć, rodzinnej atmosfery, pomyślnych wieści, radości życia, dobrego serca, pełnego szkla, suto zastawionego stołu, złotej rybki, zimnego piwa, zasięgu w każdym miejscu, gry fair play, nieomylnych decyzji, miejsca w historii, głównych ról, kreatywności, podróży dookoła świata, udanych szkoleń, efektywnych poszukiwań, pakietu kontrolnego, bogatej kolekcji, dużo wolnego czasu, beztroskiego życia, dobrej passy, celnych strzałów, zdobycia Mount Everestu, wolności, trafnych wyborów, gradu prestiżowych nagród, spokoju ducha, oddechu od codzienności, samych piątek w szkole, godnych przeciwników,
szczerych komplementow, wszelkiej pomyślności, codziennych atrakcji, świetlanej przyszłości, hossy na giełdzie, korzystnego horoskopu, zdjęcia na okladce, milych sąsiadów, wiary w sukces, mocy zawsze z Wami, wielu alternatyw, przychylności bogów, tolerancji, wlasnego odrzutowca, gorączki sobotniej nocy, piwniczki pelnej wina, silnej woli, wyrozumiałego spowiednika, zamku w Szkocji, ambitnych planów, kilku odkryć i kilku wynalazków, owacji na stojąco, zniewalającego uśmiechu, szczęśliwego trafu, płomiennych uczuć, pomocnej dłoni, niezawodnej pamięci, nieprzemijającej urody, asa w rękawie, sprawnych hamulców, miękkiego lądowania, dużo nadzienia w pączku, strumieni szampana, kominka, rozbicia banku, recepty na szczęście, zabawy do białego rana, dobrej prasy, ptasiego mleczka, przygód z happy endem, długich wakacji, trzeźwego flisaka na spływie, dużo rodzynek w cieście, zmysłowych nocy, gwiazdki z nieba, wiernego psiaka, celnego oka, sportowego wozu, różowych okularów, ruchu w interesie, stabilnej waluty, zgrabnej figury, siły perswazji, zdolności nadprzyrodzonych, ostatniego słowa, własnego sposobu na życie, w zdrowym ciele - zdrowego ducha, wlaściwych wniosków, widoków na przyszłość, podzielnej uwagi, czterolistnej koniczyny i Sorelliny , która to wszystko zniesie, na wypadek, gdyby się spełniło
Basia z Domowymi

Mirka - 2009-05-04 20:28:08

Zmiana niku, to jak zmiana imienia. Jeśli ktoś zmienia, widocznie ma taka potrzebę, widocznie jest w nim, jakieś drugie Ja i chce zabrać głos. Niech zmienia, każdy nik traktuję, jak już wiele razy pisałam, jako inną osobę. Bardzo często wiem, że pod X kryje się Y, ale ten X jest inną osobowością, to jakby inny człowiek. W większości są to dobrzy ludzie, ale ta cząstka zła, którą ma każdy człowiek, czasem ucieka, traci się nad nią kontrolę. Jeśli jest w nas dobro, nasze maleńkie zło, nikomu krzywdy nie zrobi, troszkę dokuczy, ale bólu nie zada. To jest podobnie jak z pijanym człowiekiem. Jeśli jest porządnym, dobrym, wrażliwym, bo taką ma naturę, będzie nim zawsze, niezależnie od stanu upojenia. Jeśli udaje, jeśli trud zadaje sobie i kreuje się na kogoś innego niż jest, a przy tym nie chce tak naprawdę się zmienić, po wypiciu kielicha, wyłazi szydło z worka. Pracując kilka ładnych lat w gastronomii, napatrzyłam się na takich fajnych, dobrych, porządnych ludzi. Byli też i tacy, którzy łagodnieli pod wpływem alkoholu. Groźny, zawzięty, wymagający, poniżający ludzi człowiek, stawał się potulny jak baranek. Dobrych ludzi wykorzystuje się, ci, co wiele razy oberwali od życia, często kryją się w skorupach nie do przebicia.  Ileż to razy przy bliższym poznaniu, ten twardy, bezwzględny człowiek okazuje się być dobrym, wrażliwym, ale to ukrywa. Boi się śmieszności, wykorzystywania, boi się kolejny raz zawieść na ludziach, boi się, że kolejny raz nie podniesie się i stąd bierze się jego pancerz. Należę do ludzi nieufnych, zbyt wiele wycierpiałam, zbyt mocno zawiodłam się na najbliższych mi osobach. Wiele czasu musi upłynąć, nim komuś zaufam, wiele rozmów, wiele analiz. Ale bez przesady, na publicznym forum nikt nie zdradza swoich tajemnic, nikt nie wchodzi w zabłoconych butach w czyjeś życie. Oczywiście, internet zbliża ludzi. W dzisiejszych czasach to jest normalne. Iluż to ludzi poznało się w necie, później spotkało w realu, pokochało i żyją szczęśliwie. Są i tacy, którzy swoje niepowodzenia, frustracje wyrzucają na forach, uważając, że nikomu tym krzywdy nie robią. Nie zastanawiają się nad tym, że tam, po drugiej stronie jest żywy człowiek, dla nich ci ludzie są nikim. Żal mi ich, w dzisiejszym świecie odnaleźć się, jest im bardzo trudno. Kiedy dotrze do nich, co robią, jak krzywdzą dokuczając, zapewne jest im z tym bardzo źle i znowu złość wyładują na forach. Toczy się takie koło, może toczyć się bez przerwy. Może też zatrzymać się, ale to wymaga i odwagi i samodyscypliny.

Dobrej nocy Misogino.

Basia - 2009-05-05 12:32:58

Witajcie Misoginianie, dziś marny mam nastrój zatem króciutko wpadam z posdrovieniami. Nawet promyka kakowskiego słoneczka Wam nie podeślę, bo zimno, chmurzasto i tylko kwitnące kasztany i bzy ratują resztki mojego optymizmu. Cieszę się,że jesteście, tylko tyle powiem.
Jadziu, już, juz miałam Ci zrobic niespodziankę. Wczoraj dowiedziałam sie,że Małżonek wybiera się w akustycznych sprawach do Twojego miasta i zaproponował wspólną podróż. Miałabym kilka godzin dla siebie i pomyślałam, że może udałoby się nam spotkać na chwilkę? A jako że maj mamy to wymyśliłam okolice teatru. Chyba nie pokręciłam czegoś? :) Chyba dobrze skojarzyłam z dawniejszych Twoich postów? Niestety, już chwilę później miałam telefon,że własnie w czwartek udało się znaleźć wolne miejsce u lekarza dla mamy i to o 14. No i zachcianka prysnęła jak bańka mydlana :( Mam nadzieję jednak, że za czas jakiś okazja się powtórzy. O ile będziesz miała momencik wolny i ochotę, to staniemy sobie przed teatrem, wrzaśniemy: "Jadzia", "Basia" i ...jakoś się rozpoznamy :) Pozdrowienia dla Twoich Koleżanek.

Konsekwentnie nie komentuję.

Zyto,w pewnym skradzionym laptopie była w miejscu da ricordare notka przy Twoim nicku: sprawiedliwa. Pardon, coś mogłam pokręcić, tak zapamiętałam, (w dalszym ciągu nie "posiadłam" włoskiego).
Inżynierze, nie posłuchałam, rzuciłam się w wir prac polowych i teraz (z marnym skutkiem) usiłuję być... leworęczną.
Buongustaio, rozbroiłeś mnie swoim : "mnie to po prostu frega". Przyznaję się od razu - włączam od dziś do swojego słownika.
Mirko, pisałaś niedawno o suszy na Warmii. Muszę Ci powiedzieć, że to co się dzieje w Pieninach to koszmar. Tak wyschniętej ściółki w lesie nie widziałam od chyba trzydziestu lat. Wbrew zapowiedziom synoptyków zamiast rrrewelacyjnej pogody, sobotni ranek powitał nas ośmioma stopniami i deszczem. Mało tego, znowu zostaliśmy bez internetu, zatem o ile coś nie skombinujemy, to nie będzie letnich meldunków z altany. Nawet przez modem telefoniczny nie udało mi się połączyć z Misogino, żeby złożyć Wam Polonusi, skądkolwiek piszecie, życzenia w dniu Waszego Święta. Pozwólcie, że z duzym opóźniem uczynię to dopiero dziś, po powrocie. I powtórzę: cieszę się, że jesteście!

hrabina_bałkańska - 2009-05-05 23:40:37

Swojego kawałka misogińskiej podłogi nie odstąpie! Nie ustąpie, nie wynajmę, nie sprzedam itd. mimo, że mam się gdzie podziać! Milczeć również nie mam zamiaru bom nie zając co na każde byle pryk mrówki czy motyla ucieka gdzie pieprz rośnie. Bom nie wydma by byle powiew (nie wnikam - powietrza cholerycznego czy nie) mnie z miejsca ruszył. W próbach przedmuchania, poddmuchania i czego tam jeszcze? Cząstką Kosmosu jestem, Planetą(!) jestem, której żaden byle meteoryt z orbity jej nie wytrąci choćby na nie wiem jak swej prawej drodze był! 
Jak się mam zachować w powstałej sytuacji? Otóż... nie mam zamiaru niczego zmieniać. Ani zachowania, ani poglądów! I nie dlatego, że będę to robić z wrodzonej przekory - wiem gdzie moje miejsce i znam swe miejsce, a to już żadna przekora...  I nie dlatego by udawać, że nic się nie stało. Bo się stało! Stało się i stawać się będzie - jeśli nie za miesiąc, to za dwa temat zostanie znów odgrzany i tak się będzie dziać w nieskończoność dopóki jeśli reakcji nie będzie, jeśli sprzeciwu nie będzie, dopóki "ktoś"nie zrozumie, że mnie jego fantasmagorie nie ruszają, dopóki ten "ktoś" nie zrozumie, że jego trud zachwiania mnie po prostu idzie na marne. Dopóki ten "ktoś" nie zrozumie, że potrafię Go szanować, lubić i tolerować mimo odmienności poglądów. Vice versa się nie spodziewam i nie oczekuję, niech sobie jest uparty w swej niewierze, ja też potrafię być uparta (nie tylko w wierze) choć nie muszę. Tylko, że różnica polega na tym, że...  ja mam podstawy dla tej wiary, a "ktoś" nie, że jeśli tylko będę chciała i będę mogła bo nie będzie to sprzeczne z poczuciem etyki - i tu właśnie etyka się kłania! Np. taka wczorajsza Smutno-wesoła -  wiesz co to w ogóle etyka? Mogę móc w każdej chwili odpowiedzieć na Twoje  wątpliwości, ale... nie zwróciłaś się do mnie personalnie! I nie wyjeżdżaj mi więcej z tekstami co wolno na forum otwartym, a co nie, bo z tego co zdążyłaś napisać na Misogino dla mnie wynika, że w ogóle o jakiejkolwiek etyce nie masz pojęcia, za to manipulacją władasz wyśmienicie!
Nieznana Przeszłość mi nie straszna, podobnie jak nieznana Przyszłość... To nawiązanie do początków postu WU, z którego - nota bene - przeczytałam tylko wstęp, resztę pozostawiając sobie na deser... Fakt ten pozostawiam  wolnym interpretacjom, nawet  typu "dlatego, by pozostawić sobie uchyloną furtkę na napisanie następnego postu" itd. Nieznana Przeszłość mi niestraszna bo wiara ma niezachwiana i pozwala mi wierzyć w istnienie - św.Mikołaja, Kubusia Puchatka, Russeau, Kartezjusza, Avicenę, Pitagorasa, Talesa z Miletu i Sedesa z Bakelitu, Dżingis Chana, Brahmy, Chrystusa i wielu innych. Bo wiara ta pozwala mi wierzyć, że nie kto inny, a Kopernik pisemnie udowodnił, że to Ziemia kręci się wokół Słońca, a nie odwrotnie (mimo, że - i tu uwaga nieprzypadkowa - G.Bruno był pierwszy i spłonął za to na stosie), że to Maria Skłodowska pierwsza odkryła rad  bez którego nie byłoby bomby atomowej, że to Einstein odkrył teorię prawdopodobieństwa, mimo, że ani jest ona dla mnie pojęta, ani potrafię się nią posługiwać w jakimkolwiek celu, a więc... kompletnie niepotrzebna... To, że ktoś ubzdurał sobie, że kogoś nigdy nie było, że został wymyślony dla jakichś celów absolutnie mnie nie rusza! To nie mój problem, na żadnej płaszczyźnie - czy to integracyjnej czy innej. Ten ktoś będzie trwać przy swoim, ja będę trwać przy swoim, najwyżej jak się wkurze to rzucę konkretnym argumentem i na jakiś czas zamknę temu komuś usta. Rzucę albo nie rzucę, zamknę usta albo nie zamknę bo akurat z obserwacji wiem, że osoby skłonne do absurdów zrodzą jedynie kolejny... Garstka argumentów - dlaczego były narkoman nigdy nie stowarzyszy się w prawdziwym i pełnym tego pojęcia znaczeniu z kimś, kto nigdy drogi nie spróbował? Nie dlatego, że obawia się być niezrozumianym. Po prostu dlatego, że... nie ma byłych narkomanów! Były narkoman to pojęcie jedynie teoretyczne. Specjaliści o tym wiedzą, a dlaczego używam akurat tu i teraz takiego porównaninia? To już moja słodka-niesłodka tajemnica... Oczywiście, że tym przykładem zrodzę u różnych "ktosiów" spekulacje i nie zdziwię się wcale jeśli pójdzie plotka, że ja sama nie stronię od podobnych "imprez"... Taka np. Smutno-wesoła wg mnie momentalnie swą bajeczkę na powyższy temat nie omieszka  stworzyć, nie omieszka też podzielić się komentarzami i domniemanymi "obserwacjami własnymi"  z X i Y... Nie raz, nie dwa pisałam na Misogino o zabawie w głuchy telefon. Zabawa fajna, ale na etapie pewnej grupy wiekowej nie ma nic wspólnego z przedszkolem, więc może być niebezpieczna dla ludzi bez wyobraźni i wszystkich tych interpretujących dosłownie to co zasłyszeli...
Mam nadzieję, że powyższe doda Kubie, Sirio, Olivierowi, Jadzi, "Ludzkie pojęcie" i wielu innym Misoginianom nie tylko kurażu bo...  nie sztuka położyć uszy po sobie i przeczekać by przetrwać. Misogino to w końcu miejsce reagowania na różne przejawy zła! Uprawianie strusizmu i pseudodyplomacji do niczego dobrego nie prowadzi. Oczywiście rozumię ironię tu i ówdzie zawartą ale nie ma gwarancji, że adresowana subtelnie między wierszami dotrze do adresata czy adresatów. Szanowni Państwo! Misogino nic nie grozi! Jedyne co może, to ewentualne tymczasowe odstawianie lokomotywy na boczny tor z przyczyn technicznych. Na pewno nie stanie się to z powodu wczorajszych słów "już mi weselej":

> Do: zezem i jerzy z.
> Dzisiaj nawołujecie do przyjaźni, a trzy tygodnie temu
> nazywaliście niektórych z nas `mendami forumowymi' i
> `osobami zimnymi,kalkulujacymi,bioracymi zycie pelnymi
> garsciami ale dla siebie i pod siebie, zasciankowymi
> egoistami, napusznymii do granic smiesznosci,pelnymii
> pychy i pogardy dla innych ludzi' . Agresję tę wywołały
> pytania wprost niektórych Misoginian. Dzięki za odmianę.
> Może to przywróci spokój temu domowi.

Sorki, "już mi weselej&Co"! Sformułowanie "menda forumowa" to mój osobisty patent i proszę nie przypisywać go Bogu ducha winnym ludziom. Rzeczywiście po łebkach czytasz Misogino na którym jest tyle odpowiedzi na Twe pytania i wątpliwości, ba... nie tylko Twe! Nikt nic nie poradzi, że atutów wkładanych Ci do ręki nie potrafisz wykorzystać jako powalające argumenty... Co  spokój temu domowi  przywróci? Na pewno, na 100%... sporadyczne pojawianie się na firmamencie Misogino gwiazd Twej wielkości! Ale, że to forum otwarte więc... w swej łaskawości uwzględnij, żem powyższe zawarła nie wprost, a "miendzy wierszamy"...

Słowiki za oknem się wściekły! 2 lata temu w pobliskich krzakach po "mojej" stronie ulicy były 2 gniazda, dziś jest ich 7. Może to nieistotne i dla Misogino ma znaczenie na tyle by odwrócić uwagę od spraw innej wagi? Hmmm... Nie da się jednak ukryć, że świadomość zachowań zaczyna wydawać pozytywne owoce w różnych dziedzinach i takim drobnym jej rezultatem są właśnie... słowiczki...? Ponieważ nic nie dzieje się przypadkiem dlatego do Najwyższego z wściekłą żarliwością Bony Sforza Reg. wzdycham - Ooo, Dddio! Zważ w swych nieomylnych zamiarach proporcję między forumowymi słowikami i... sępami!??? Amen!

wscieklyuklad - 2009-05-06 22:14:12

Kraka Grodu Mury Obronne bliżej coraz. Juże Barbakana Wieżyczki Strzelnicze wyraźnieją. Juże Jagiełły Pomnik w Oczach rośnie, Czasy Potęgi uwieczniając. Miasto Legendą owiane - Legenda to Miasto. I Legendami słynne. Jako Baba -Sarmatka pono, co Nimb nosi Sławy. Baba poraniona do Głębi,  co Szacunek Stanu Mężów budzi, co Zazdrość  w Sercach Rodząc inszych, tem samym Międzynarodowych Konfliktów Zarzewiem stać się może. Tedy Pędu przyspieszam, by Należyte zająć Miejsce. By Bruk depcząc, z Prochu Legendę dobywać. By Proch ów na Kolan bodaj Wysokość wzbiwszy - Astrolog Obozowy niczem - zeń Wróżyć. By Prorok jaki - Wieszczyć. By w Pyłu Drobinach Postać mi Nieznaną Odtworzyć, niczym Adama Rajskiego z takiegoż to Prochu samego Ulepionego pono. Najsamprzód jeno pode Ciżmy Splunąć trzeba. By Proch ukształtować łacniej. By Postać kształtną była, nie Kulfonem Śmich niecącym, nie Pokurczem, Drwin godnym, nie Matołem, nie Kocmołuchem Tępym tam jakim.  Spluwam tedy na Bruku Kwadrat przykurzony, Ciżmą już, już mieszać probuje, gdy Znienacka Prawa mnie opadają Stróże. Miny u Nich Srogie, Ponure. Kontusze jako Smoła Czarne. U Boku - Karabeli miast - Bakelitowe przytroczyli Pałki. Ot - takiż to Oręża Sarmackiego Upadek. Ot dla Bohatyrstwa jegoż Pohańbienie. Ot Dziecinada istna. Z Prawem jednak Żartów ni masz.
- Cóże Acan czynisz ? - pytanie przez Wargi Pobielałe, Posiniałe, Srogością zacięte cedzą. Pytanie krótkie, jako Sztylet Mózg wiercące. Pytanie konkretne - z Niewiedzy wynikłe, co Ciżmę Półstopkiem nade Trotuarem powstrzymać każe. Tak - jako niedawno Bocian mijany, na jednej Stopie stajam, z drugą jako Figura Woskowa, znieruchomiała, Paraliżem zdjęta. Czerwień do Gęby napływa, Policzki rozdyma - Krew mnie zalewa Nagła. I ta Czerwień Pyska mego, ze Stróżów się Zlewa Gąb bielą. I gdybyś z dala na scenę poglądał ową - Bocian ! Bocian - ni chybi byś wrzasnął. Bo przecie ja na Goleni jednej, w Cizmie czerwonej, z Gęba Dziobiastą, Purpurową juże, Nosem na kwintę zwieszonym , Rozczłapany, Rozklekotany, juz nie Szkapa sterana jako, ale Bocian niby,z Ramiony w Tułów wtulonemi - Skrzydła niczem, z Łbem w Ziemię wlepionym pode Ciżmy prosto. Ze Wzrokiem Niewidzącym, z Celem nieokreślonym - Bocian, Bocian zatem. A, że ich Gęby Bielą sie kryją, a że Ich Kontusze jako Nocy Czern, tedy nie zwykłe z nas Bociany, ale Hajstry Sarmackie - Bociany- Bohatyry, Bociany, co natrudzić się wiele musisz, by Je na swej Drodze napotkać.
- To Waść nie wisz, że tera tu w Grodzie całem Reżymy odtrąbiono Sanitarne ? Nie słyszałeś, że Pandemia nam Grozi okrutna, Mór niebywały ?
"Pan Demia ? " - w Głowę zachodzę , Przezwisko ono zidentyfikować pragnąc. Lat z góra trzysta na Karku dźwigając, takiegom - nawet w bisurmana szeregach, nawet w o bisurmanie Legendach, Wojownika nie spotkał.
" I czemuż - Pan skoro - jak o Babie gadają o nim "Okrutna " używszy słowa ? Może to Baba przeze mnie szukana - Baba Sarmatka- Bohatyrka niedościgła ? " - tyle Myśli, Wątpi mnie tyle Opada na o Tajemniczym a Nieznanym Nowinę.
- Słyszę pierwsze - zagaduję Serdecznie a grzecznie, by z pantałyku zbić Władzę, a Głupa przyrżnąć -tem samym kary uniknąć probując - w Tobole bowiem i owszem Dekoktów a i Lewatyw krocie, Talarów zaś na Likarstwo.
-Plucie wzbronione Srodze ! - przez Żeby Przetrzebione cedzą. Choroby z tego jeno a i Zaraza niebywała !
- Wim coś o tym- w Rozmowę się wtaczam. Niejedną z nich się przeżyło. Rad bym poznać Grozy sytuację ! - ciekawość odgrywam.
-Wystaw sobie Acan, że Świnie Zarazę sieją !. jako na świnie przystało, Wirusem w nas plują, a ku Chorobie Śmiertelnej nieraz przywodzą. Ot Świnie tak zwyczajnie - po świńsku do nas - Tyradę kończą.
Ze zrozumieniem czoło kłonie, Stope potenczas Zastygłą, wzniesioną powoleńku, pomaleńu, by Nastroju nie płoszyć Powagi  na Bruku Krakowskiem stawiam. jakże łacniej - gdyś na Obu Stopach wsparty Pion trzymać. Prościej jakoż - gdy w podeszwy obie Bruk ciśnie Rozsądek zachować, a umysłu trzeźwość. Nieruchomy, Nieruchawy, jako Lota Żona. Tem bardziej - z Przerażenia podobnego, na Myśl samą - teraz. Bo Nieznane trwogę łacno budzi. Bo Niewiadome - które nas Przerażeniem pełni, Słowa w Gardle więzi, Paniki Potok libo. Strach się Podświadomy budzi. Odruchy Obronne do Walki stają. Całe Jestestwo nasze Alert głosi - "Nie daj się zwieść, uwieść nie daj" - wprost do Ucha wrzeszcząc, do Mózgu Świdrowania, do Pamięci Bólu.
Oni temczasem odchodząc - Płazem mnie puściwszy. Jakże to tak mnie Płazem , Ropuszką, Żabką obłą, gdym ja Bocian już teraz ?
Pode Mariacem - zwyczajem Peregrynacynym staję, ku Przechodniom patrząc. A Oni Nieświadomi. A Oni roześmiani -Sytuacji Grozy, Komórką nie czujący żadną. Gadają, w Głos się śmieją, Ust Dłonią nie kryjąc. A Oni po Plecach się Radośnie Klepią, Obejmują libo. Pary Rozcałowane, Rozmiłowane. Jakże to Beztroska, Uczucia jakże, Czujność tępią...
Patrzę tak na nich w Zadziwieniu, w Podziwieniu, w Udziwieniu nawet. Pytaniem osaczony - jakże to tak, gdy Groza nadchodzi, o Świecie Bożym zapomnieć można ? Nie bac się, w Świat nie uciekać własny, tylko tak łazic, Chodzić, Stąpać, Ściskać się i Obejmować, Całować, i Klepać, gdy izolację Mądre zalecają Umysły, Ćwiki niebywałe.
Hejnał Cogodzinny grają. Tam w Górze, w Okienku Maleńkim, Strażak w Trąbkę dmie, w Legendy poszanowaniu. I gdy On tak Dmie sobie Beztrosko, Zamaszyście, Tradycji Hołd łożąc, przecie w Ustnik pluć Dmuchając musi. Zatem - jeśli Grypą Śmiertelną zdjęty, Tradycji tem samym przeciw staje. Bo miast Gród przed bisurmanem ostrzegać - jako Prapradziad Jego, on Pana Demii źródłem stać się może - Klęski źródłem zatem. Absurd to - prawda libo ? Fałsz, Prawda ili ? Mówią, że to Świń przeciw nam Powstanie - Spartakusa niczym. Że za lata Szynki dawania, mszczą się tera. Mówią, że na Schabach Tłustych Wirusy mutowały, by Świat opanować, by Ziemia przez Świnie rządzona Orwelowskich absurdów ucieleśnieniem się stała.
Wpatruję się tedy w łażenie owo. W Trąbki Mariackiej Melodykę Ucho wtykam.  I z nagła Myśl mnie nachodzi taka, Mysl Absurdalna/Realna, Myśl Bzdurna/Górna - Pytanie Myśl.
A co jeśli to nie Wirus na Świńskich się Mutował Trzewiach ? A co, jeśli to Człek Zeświniał prosto ?
O ileż to Tłumaczenie Prawdy bliższe ? Odwieczna Świń dolegliwość, na nas Ześwinionych do reszty pasie się właśnie. I to nie Wirus Mikroskopijny, ale my Ludzie Potężni w Ewolucji wpadliśmy Sidła.
Odkrycie owo Rewolucyjne- Nobla ni chybi warte, do Ruchu, do Ucieczki mnie nagli. By Resztki Człowieczeństwa nie tracąc Ześwinieniu Ostatecznemu nie ulec. Stopę tedy, w Ciżmę czerwoną obutą, unoszę zwolna.
I czuję - wyrażniej coraz - że jak z Ołowiu ciężka w Przygięciu zamiera. Gęba na nowo Krwią nabrzmiewa, Purpurę Policzkom dając. I zdaje mi się, jakby Oni tuż, tuż mnie mimo przechodząc "Bocian !" wołali.
A wonczas Błogość się po moich rozpływa Członkach. Bo przecie zawszeć to lepiej Bocianem, niz Świnią być......

Sorellina - 2009-05-06 22:47:19

Hrabino, dopiero teraz tak naprawdę zrozumiałam, co znaczy opatentowane przez Ciebie pojęcie :"menda forumowa"!
Odpowiem jednak temu, kto pyta, by nie błądzić, bo może wtedy nie zabłądzi ten Ktoś pytający.
Na ZŚ zarejestrowała się Wielka Ryba Myków, Toto, de domo Aranio, bo "miał se plana".
Michalina nie chciała zarejestrować się na Mykach, bo...nie miała plana.

Sorellina - 2009-05-07 00:16:49

Hrabinko, dziś to  moje posty gilotynują w jakiejś ziobrzastej niszczarce !
A tak chciałam Ci napisać, że dopiero teraz tak naprawdę zrozumiałam, co znaczy opatentowane przez Ciebie pojęcie :"menda forumowa"!
Odpowiem jednak temu, kto pyta, by nie błądzić, bo może wtedy nie zabłądzi ten Ktoś pytający.
Na ZŚ zarejestrowała się Gruba Ryba Mykańska, bo "miała se plana".
Michalina nie chciała zarejestrować się na Mykach, bo...nie miała plana.

Wybaczcie, kochani, ale ślę i ślę post na Misogino i nic... Widocznie "ruszać" grubych ryb nie wolno...

wscieklyuklad - 2009-05-07 19:56:07

Stoję tedy na Nodze jednej, z w Bezruchu drugą w powietrzu Zawiśniętą. Bocian Krakowski, Bocian Zmutowany, Ptaszydło Rozklekotane, choć Niem, refleksją zdjęte, przerazeniem zdjęte i Niemocą.  Z Wizją w Myślach Czarną, w Ludzkości Zagłady przeczuciu. Popatrując wokół, już nie Przechodniów, nie Spacerowiczów Wrażeń dostrzegam żądnych, ale jako i ja tera - Zwierząt Gromadę. Zwierząt nie Krnąbrnych, nie Rozbrykanych, nie jako Owiec , ni Baranów Stado, ale Świń Trzodę. Ludzi, co Humanizm swój zatraciwszy Obojętnie mnie mimo Kroczą. Spojrzeniem rzuca, Wargi wydmą, Śmichem poczęstują Głośnym, Rechotliwym, Charczącym - Kwiczeniu podobnem. Ludzi-Warchlaki, co na dwojgu łapach stąpając, nawet na Oka Mgnienie krócieńkie Losu nie przeczuwają swego. Bo gdybyś rzec im probował - że tera- gdy Ewolucją dotknięci, Wirusom na Pastwe wystawieni zostali, o Obraze cię ni chybi posądza, od czci i Wiary odsądzając, do Oczu ci skocza, do Nogi wzniesionej przywrą - obalić chętni. Smutny Los ich teraz, tragiczna Przyszłości przepowiednia.
Los Upokorzenia i Zniewolenia, Byt Nędzny. Harówka, ku przedwczesnej wiodąca Śmierci. Bo Mordęgą Bytu udręczen, Odporność tracąc, juz nie Ranami pokrywać się będą, ale Grypą powaleni Ostaną, ostatnie wydając tchnienie. Teraz, gdy już Ześwinieni Zwierzeta Wroga nie mają żadnego. Stworzenie jedynego co o Konsumpcji myśli jeno. I nie Powstanie tam żadne, ale Ześwinienie odwieczny Rywalizacji rozwiązało Problem. Czasy dla Zwierząt końca Tyranii Człowieka nadeszły.
A przecie kiedy Poglądam uważniej, uzmysławiam sobie, że przecie - Ześwinienia mimo - na dwóch jednak chodzą Nogach.
A wonczas SIEDEM przypominam PRZYKAZAŃ  :
1. Wszystko, co na dwóch Nogach łazi - Wrogiem jest.
2. Wszystko, co na Czterech stąpa Nogach, Skrzydła ma libo , ni chybi Przyjacielem być musi.
3. Żadne Zwierzę ubrania  nosić nie będzie.
4. Żadne tysz w Łóżku wylegiwaniu nie ulegnie.
5. Żadne Alkoholu w Gradło swe lać nie będzie.
6. Żadne Zwierzę innego  nie zgładzi.
7. Wszystkie Zwierzęta  równymi są......

Jakże to tak tedy ? Kto i dla Celów jakich Septalog ów stworzył ? Tam oto - metrów pare ode mnie Osiłek bieży - Cielsko zwaliste, Odyńca Postura Godna - teraz już jeno Berkshire rasy o wyglądzie dzikiem. A przecie na Goleniach chwiejący, a przecie Mową Bełkotliwą Powietrze prujący.

Mówią, że ponad Chmurami  Raju się znajduje Zwierząt. Tydzień tamtejszy z samych się Niedziel składa. Frykasy Rok okrągły Plon dają, a na Debach tamtejszych nie Żołedzie tam żadne - przysmak Świński, ale Czekolady wiszą, Racuchy Tłuszczem cieką, a wszystko to w Pyska zasięgu. Już Ślinke do ust płynąca czuję. Juz Łakomstwa kontempluję Obrazy.
Krzyczec pragnę - "Niech wśród nas, Ludzi Zeświniałych pełna zapanuje Jedność, Braterstwo, a w Walce solidność . Bo Świnie chocia - Braćmi jesteśmy wszako. Braćmi, co na wspólnej się z Wirusem walce kupić mają.
A z nim Walcząc, jego Nawyki poznając, Zabijania i Ranienia sposoby podstępne, sami  Metod wrażych przejmować nie winniśmy. A gdy już nad nim Odtrąbimy Zwycięstwo, Wad Jego, Okrucieństwa nie przejmujmy Jego. Bo chocia w Ześwinieniu żyć nam dalej przyjdzie, Silni czy też Słabi, Geniusze, Nierozgarnięci libo, Braćmi pozostać nam pisane....
Kiedy tak stoję Myślami temi Sparaliżowan, Tętent Końskich dobiega mnie Kopyt. Dorożki Zaczarowane, po drugiej jedna, wokół Rynku krążą. Batem zacięte Zady milczą, Gruchaniu Gołębi nie mieszając, Godów Wiosennych nie burząc, Bólu mimo - Ran i może. Tak to Przyroda Szacunek wzajemny wyrazić potrafi. Tak to Życie w Honoru poczuciu Godnym ku Przyszłości mierzy innym w Ich własnym nie szkodząc....
Ciżmę wolno opuszczam, by Wrażenia nie płoszyć. Stopą Twardość Bruku wyczuć probuję, by Impresji doznać.
A kiedy na Dwóch już stoję nogach, Bocianem być przestaję zarazem. Na mnie mijajacych Zdumion popatruję. A Oni własne ku mnie kierują spojrzenia. Ja na Nich, Oni na mnie się Gapią. I nikt z nas rozponać nie wstanie, kto jest kim.

Mirka - 2009-05-09 15:40:37

Dzieciom od najmłodszych lat powtarzam: mówcie po polsku, a nie po polskiemu. Dzisiaj najstarszy syn powiedział mi, że zapłacił mandat za fakt autentyczny. Nieprzepisowo przechodził przez ulicę i policjant zatrzymujący go powiedział: przechodził pan na czerwonym świetle, to fakt autentyczny, mandat w wysokości od 100 do 500 zł. Jest to pierwszy raz, proponuję 100zł. Zgadza się pan, czy...?  Syn powiedział, że nie ma czegoś takiego jak fakt autentyczny i zaczęła się rozmowa. Starszy policjant szybko zorientował się, o czym mówi, ale mina młodszego, jak syn powiedział - widok bezcenny. Mandat przyjął, a autobus, na który się śpieszył, odjechał bez niego.
Często słyszymy, czytamy o fakcie autentycznym. Prezenterzy telewizyjni często mówią: film/program został zrealizowany na prawdziwych faktach autentycznych. W opisach książek czytamy: oparta na faktach autentycznych. Masło maślane, mydło mydlane są faktem autentycznym. Co znaczą powiedzenia, których zdarza się nam, mnie na pewno, używać: cofanie do tyłu, iść do przodu, wracać z powrotem, klękać na kolana?  Używanie takich zwrotów, to jakaś błędna pomyłka i to kolejne niewłaściwe połączenie słów.  Coś, co jest błędem, jest pomyłką. Pomyłka, jest błędem.
Najgorsze jest to, że sama ich używam.

wscieklyuklad - 2009-05-09 21:53:12

Klepsydry Piach toczą. A ja Stania mego Bocianio-Świńsko-Człowieczego dość mieć Powoli lecz Ostatecznie poczynam. Bo przeciem nie Kalejdoskop tam jaki. Bo przeciem z Misją tu przybył, w Baby-Sarmatki Ranionej Okrutnie poszukiwaniu, by Szramy Jej leczyć, Bóle koić, może i do Serca tulić, a jako Korab na Morzu Wzburzonym rozkołysać, jako Misogino Pokład Rozhuśtać, Rozdygotać, by  Korpus Jej Pochyłością straszący, Rany takoż, Ust podmuchem Zefirkiem ochuchać, a schłodzić, Wygląd należny wracając ?
Jam tu z działania zamiarem się zjawił, nie na Filozofije tam żadne, nie na w Markotności mnożenie Myśli, nie na Dyrdymały płoche, ulotne, Beznadziejne i Beznamiętne Czasu trwonienie, gdy mi tera Ratunku niesienia Zadanie powierzono, nie zaś Duperele tam jakie.
Tedy Myślom wytchnienie daję, w Zadumę się wpadać nie staram, jeno Kroczę, Lezę przed siebie prosto, bez Celu, a jednak z Misją, bez Wizji Jasnej, a jednak z Przeczuciem Proroczym.
Jak pośród Tłumów Rzeszy, Białogłów Szpalerów tę Właściwą, tę Losem naznaczoną rozpoznać ? Tę Poranioną do głębi Myślą, Słowem i Działaniem ? Bandażami spowita, owinięta - Mumia jako, Ulice Chwiejnym przemierza Krokiem, z Westchnieniem z Piersi dobywanym, z Jękiem spode samego , rozkołatanego Serca słanym w Przestrzeni Nicość.  A może tysz na Krawężniku, leży tera - bez Życia Oznak i bez Czucia ? Bo trudno przypuścic, bym w Rynsztoku jakim naleźć miał Ją - choć Ona tera Stoczona, Spodlona, ze krwi utoczona Kropel. Może Rekę na Temblaku wsparła, o Kulach niemrawo przed się kuśtyka libo ?
Takich przecie na Drodze mojej Tuzinym już napotkał. I jeśli nie zagadam, nie zgadnę. Zagadnąć tedy by Zgadnąć -Jednej Litery Wyraz wyzbyć starczy, by Sens odnaleźć wreszcie. Strach mnie w tym zdejmuje Momencie - bo kiedy tak Łazić w koło będę, a każdą z Wyglądu kaleką zagadywać pocznę, łacno za Molestacji się dopuszczającego uznanym będę, a Karze - Banicji i może poddan ni chybi zostanę. A wonczas Kres Peregrynacji narzucon Niesławą mnie Przeokrutną okryje. A wwtenczas do Kniei Stydno wracać będzie, relacji zdania postradawszy Szansę.

Legendy.... Może one z Pomocą mi przyjdą, Pomysł ześlą jaki ?
Kroki swe tedy ku Wiślanemu kieruję Brzegowi, a na Zakolu Rzek polskich Matki stając Oczy przymrużam. I zdać by się mogło, że Wandy postać dostrzegam kruchą. Nie Sarmatki jeszcze, lecz Słowianki juże bez wątpi. Nie żadnej tam Herod Baby , nie Siłaczki Postrach budzącej. I chociam nie widział Jej przecie i chocia nikt Jej przecie poznać okazji nie miał, Kształty Jej wyraźnie odróżniam. Talii Linię, Pierś Falującą Wzburzeniem poruszaną i Emocją. Stopy Jej nie w Ciżmy, ale Łykowe Sabotki odziane - te tysz na Brzegu ostawia. Kibić Jej w Lnianej spowita Sukieńczynie - Siermiężnej i Skórę Mlecznobiała drapiącej. Tej nie zzuje przed Skokiem Samobójczym. W niej to we wzburzone rzuci się Fale, w niej to, do podwodnego się uda Królestwa. By Rany Śmiertelne odnosząc Sławy nie sobie, ale Słowiańskiej Naturze przydać. By Ducha zionąc w pamięci naszej Bohatyrstwo ostawić, Męstwa wyryć Przykład, po wieki wieków. Byśmy z Czynu onego Niewieścio bez  krzty Niezniewieściałego Siły czerpać umieli.
Rany, co je same zadać można sobie. Rany, co nie Lęk przed sobą budzą, ale odniesienia chęć, pokrycia pragnienie dla .... Idei. I to nie pode Wawelu murami, ale Lepianki, Chaty Kurnej kromie, którą Mury dopiero w Przyszłości zastąpić miały. Bo Wielkość w Skromnym nieraz Otoczeniu się budzi, a Bohatyrstwo majestatu nie tęskne wcale.
Powieki roztwieram Szeroko, wokół Bielmem tocząc. Może tu to - pode Stopami memi prosto w Wodę chybnęła ? Może tu to Fal rozbryzgi Dwórkę jaką, Giermka libo od Stóp pode Brodę sprysnęły ? Może Bezradnie, Bezładnie powstrzymać Ją probowali ? Może - za Sukienczyny pochwyciwszy Fałdy, Rąbek jaki Oderwali ? By Relikwię ową przechowywać, po dni swych Końca dobiegnięcie. By Dzieciakom w Krąg zgromadzonym, z Gęby Rozdziawionemi Strzęp ów - Sparciały, Nadpruty niezdarnie pleciony, na Krośnie prastarym pokazywać, a Patryotyzmu nauczać ? Może ów i tenże Niewiary wyraził Wątpliwość ? Może jeden czy drugi Istnieniu Jej zaprzeczył ?  Może Sukienczyny Rąbek, za Wora Parcianego, Pokutnego kawałek uznał, za Imitację i Fałszu Obłudnego dowód nie Bohatyrki Odzienia cząstkę....
Czas Relikwię oną w Proch zmienił. Wiek Relikwię zagubił.
Ale Legendy pozostało wspomnienie.
Jakże to zatem, stać mam tu w Nieskończoność, a Babę-Sarmatkę pośród Bulwarami spacerujących łowić ? A co, jeśli Ona z Ran swoich rada ? Co jeśli je  na Gruncie twardym , Polu Ubitem, nie w Fali Źródlanej odniosła ?
Może choć Ból swój nie Mnożyć, ale Koić w Wiślanych zapragnie Odmętach ? To Szansa jedyna, Nadzieja ostatnia.
Ale Bandaży nie widzę, Rozbiegu na przed skoczeniem Moment nie zauważam. A jeśli już, to nade Brzegiem samym przystają i co najwyżej Chleba kawałek już to Kaczuszkom, już to Łabądkom Drobną, Słabowitą Dłonią rzucają.
Nie Rani to, choć cząstką Jestewstwa przecie. Nie Boli choć Darem jest a Człowieczeństwa ułomkiem.
Kaczuszki Dziobami w wodzie mącą. Łabądki ze smakiem Bułek połykają Kawały. Chleb na powitanie Sarmatek rzucany Dłońmi. Kiedyś Giermek tamten, Dwórka Nieznana, Łzy Słone w Wisły tonie wylewali.
Chlebem i Solą w wodę razić dane było zatem....
Kaczuszki przełykaja,  Łabądki smakuja Humanizmu Cząstki. Kto wie - może wchłaniając Uczłowieczeniu ulegną ?
I co wtedy będzie, gdy takiej się Mutacji Świadkami staniem...... A przcie gdy patrzę z daleka na scenę ową, czuję, ze Kaczuszki, że Łabądki już tera Ludzkie bardziej, niż z nas niejeden......
Ot Legendy Siła............

wscieklyuklad - 2009-05-10 18:08:24

Rzeka leniwie wije się, zakręca, na Wschód bieżąc. A kiedy wzrokiem podążysz jej Śladem, Kopiec ni chybi ujrzysz. Ten sam od lat tyluż w Niebo bijący. Ten sam, z pierwszej Peregrynacji czasu. Peregrynacji na Wydarzeń stworzoną potrzebę. Po to, by Poznać. By Pojąć, po to.
Ciżmy tedy same ku Niemuż - Ziemi Górze - mnie niesą. Na Wierzchołka Płaszczyznę, ku Lunecie popsowanej Dłonią nieznaną, by Oko wytężać, by Wyobraźnią Niedostrzegalne zauważyć, by Odległe przybliżyć.  By Fantazji Folgę zostawiwszy w Twórcę się zmienić na Moment krótki, na Chwilę ulotną - Myśl jako. Powoli Serpentyną się ku Górze drapię. Ciżmy ostrożnie stawiam, by na Łbach Kocich Karku nie skręcić, Kostki nie sfotygować libo. A kiedy docieram wreszcie, ten sam Wiatr czuję. A kiedy bez ruchu przystaję oto, tą samą emocją targanym.
Jeno gdy Czerep zadrę Sceny minionej odtworzyć już- Prób mimo - nie potrafię. Nikt spode Obłoków nie leci... Spadających z Wysoka nie liczę... Jeno, gdy w Dół spojrzę, Błoń połać Figurą się bezkształtną ścielącą wyraźnie od ulic Asfaltu odciętą, dostrzegam. Krakowski Zwierzęcy Folwark. Tam oto po lewej - Wóz Drabiniasty,w Miastach już unikalny ,się toczy. Może Boxer jaki  doń zaprzęgniony ? Może na zatracenie własne, przez Świnię na Koźle siedzącą, Batem przez Zad jegoż tnącą gna ? Rżenia, ni Kopyt Tętentu nie słychać - daleko zbyt. Jeno Wiatru Świst przemożnie Bębenkami targa, Czuprynę rozwiewa, Emocji wspomnienie studzi. Na Błoniach zaś Kocyk gdzieniegdzie rozłożony. Na Prostokątach wełnianych Mieszczanie leżą, Skórę na Słońca Promieni łechtanie wystawiając, w Ciepła spragnieniu. Ona tysz - uporczywie grzana, Rumianego nabiera Koloru, tym bliższą podobieństwem swem Świńskiej się stając, tym więcej Folwarku wrażenie krzepiąc. A przecie i Ona zbrązowije kiedyś, a Szczeciną nigdy się nie pokryje. Zdać by się mogło, że Kwik jeno cichy Powietrze tnie....
Głowę unoszę nieco, a wtedy w oddali Miasto-Folwark w pełnej widzę Krasie. Mariackiej Świątyni Koronę i Wieżę, co Zygmunta skrywa. I Kościoły, co ich Dzwony rozkołysane, naszą tera Pobudką codzienną. I Drzewa - w Sadzie Rajskim niczem - bez Owoców jeno pożycia godnych, bo Pora to przecie wczesna, Przedurodzajna tedy. Szkapy Żelazne ścigają się oszalałe, w sobie tylko wiadomym kierunku dążąc. Ci co w ich tera środku siedzą, pewnie ciekawie przez szyby patrzą Świata ciekawi. Świata, ode którego odgrodzeni , Świata, co na Oka Mgnienie poznać się daje, by zaraz Nowy odsłonić widok, nową Ciekawość obudzić, Nowy Niepokój zasiać i Ferment kolejny.
Tuż pode Stopami memi, Armata Racławicką sławiąca Wiktorię. Armata za Prof. Zielińskiego majątek- w tem ofiarowany celu- odlana. Ku zachodowi mierząca. Dziś Martwa, a przecie Tradycją Żywa. Na Dłoń jeno właściwą czekająca, Lontu stosownego spragniona, Kuli, co w bisurmana kierunku pomknąć by mogła, tęskna. Spiż niemy a rozedrgany jakby. Śpiż martwotą swą odpychający, a przecie Potęgą rozdęty.
Ach, gdybyż Kulą miast, Jestestwem swoim dogłębnym Armatę napełnić oną i aże po Lufy Dno, Namiętnościami wymościć....
Bartosza Głowackiego Bohatyrstwem pełnić - tego, co Czapką Chłopską, Krakuską cieniawą, Materiału spłachecią, z Kosą jeno- jako Bronią całą, Bronią śmiszną, jedyną, Czeluść Wylotu słonił by Wiktorią się okryć Wieczną. W chwili onej o Ranach nie myślał, Śmierci się nie bał, nad Bólem się swym nie pochylał, nie kwilił smętnie, Żalu nie dobywał z Piersi. Jeno Krzykiem, jeno Ramienia wymachem, wroga na Kolana rzucił. Jeno w Krakuskę- Czapkę Kulę śmiercionośną łapał.
Gdym Obraz takten w Pamięci przypomniał, pojąłem nagle, jak Baby-Sarmatki chocia - Rany, ja Baby rozbeczanej słabostki, Baby rozkwilałej, a w Folwarku tym całym Zeświniałej, obojętnymi mi są. Bo cóże, że Ją odnalazłszy, w Bandaże okutam ? Cóże, że Balsamy lał bedę, Dekoktami pojąc ? Przecie Bohatyrstwa Jej tym nie pomnożę, Męstwa ni jej ni sobie nie przydam. Bo Ona rozbeczana, Wniebogłosy Smęcąca nigdy do Grodu Legendy nie przejdzie. I nikt Bandaży z ran Jej, jako Relikwii chować nie będzie. Nikt Sukienczyny Skosu w Puzderka kłaść nie zechce, by Przyszłym Pokoleniom Pamięć Jej przybliżać.
Bo do Legendy przejść wtedy można jeno, gdy Czyn z wewnętrznej się Mocy rodzi. Bo w Klechdach miejsce poczesne zająć wtedy można tylko, gdy bodaj Jeden przed Czynem poznanym Głowę w Szacunku pochyli, a Ciepłym poczęstuje Słowem, Myślą uczci Trwałą, Wspomnieniem ku niej powróci.
Ileż w chwili onej dałbym za to, by Lont podpalić, a pode Armatę - Atrapę podłożywszy, ku Rzymowi wypalić.
Namiętności - jako Życzenia tamte, Radości - jako Nadzieje owe, przez Karpaty przestrzelić, nade Alpami - ku Apeninom przerzucić.....

A przecie Jej już nie ma...
A przecie Ona Kartki już nigdy nikomu nie pośle....
A przecie Ona nigdy już nikogo ode Zguby nie wybawi....
I niczyjego nie uratuje Życia.....

Mówią, że Jej nigdy nie było.....
Albo, że była, ale okrutnie z nas zadrwiwszy, a Czyn swój Naganny pojąwszy, w porę się zreflektowała i wycofała  milknąc....
Mówią, że zabawiła się nami.
I że Głupków z nas uczyniwszy, chadza sobie teraz po Szpitalnych korytarzach, nas w Nosie mając, na stronie ze śmichu się z naszej zarykując Naiwności.....

I tak być może....

Ale co, jeśli istniała ?
Co,  jeśli odeszła w sposób tak straszny ?
Uśpiona sztucznie, by Metabolizm na jak najniższym utrzymać poziomie, bo to było Szansą Jej Ostatnią...
Co jeśli Choroba Prawdziwa, dzień po dniu trawiła od wnętrza ?
Co gdy Krew poprzez skórę pękającą, Białe Prześcieradło znaczyła ?
Rany.... Rany, których nie czuła wcale.... Rany, których nikt widzieć by nie pragnął, nosić by nie miał ochoty....
Rany nie mentalne, nie wydumane, nie egzaltacji wytworem będące, ale choroby śmiertelnej.....

Wiem już teraz, gdzie Sarmatka Bohaterka owa... Ta, na której mnie poszukiwanie wysłano.
I choć pomóc Jej już w stanie nie jestem - w Legedny ubiorę Słowa - Całun Pośmiertny, Rzymski Całun.....
Całun Biały, Krwią czerwoną zbroczony....
Całun Biało czerwony..... Jak Polska, którą tak pokochała.
Jak Polska, którą tak - choć niemo wielce - rozsławiła.
Tedy wracać do Kniei Radosnym, choć Smutnym będę za chwilę. Dekokta u Kopca Stóp pozostawię, Mikstury do Wisły zapuszczę. A w miejsce ich do Podróżnego Toboła Legendę pochowam.
A Gościńcem pomykając w te Pędy pamiętać przecie będe, iże :
"...sa osoby ktorym dokuczanie sprawia ogromna radosc,wierze ze z czasem ustana tego rodzaju zlosliwostki,bo Misogino nie jest miejscem do uprawiania szyderczej "satyry",a takie odnosze wrazenie czytajc niektore posty.Darujmy sobie ta darmowa i niegodna Misogianina kampanie wysmiewania niektorych osob.
Przepraszam ze dzisiaj wlasciwie ograniczylam sie do komentowania tego co czytam ,ale moja wrazliwosc na zlo nie pozwala mi pozostawac obojetna.To zjawisko dokuczania innym winno skonczyc sie raz na zawsze ,nie przystoi nam tak postepowac. "

W tych Alicji słowach nie ma polskich fontów. A przecie Polskości w nich Potoki całe, Strumienie wylewne...
Są i błędy literowe - tak nieistone tu przecie.
I jest Sonia Maleńka - Sonia Legedna. Sonia, co na Łóżeczku już siedząc pewnie, powrotu Alicji wypatruje codzień. Jak my kiedyś tamtej Soni powrotu czekalim.
Tej czeka, która tyle ma teraz obowiązków, a przecie nigdy Polką być nie przestała......

Alicji zatem Peregrynacje owe ofiaruję......

Kniei zarysy na Horyzoncie się ścielą. już pierwsze Serca dostrzegam, już pierwszych Ognisk ciepło czuję....

PEREGRYNACJI DO GRODU KRAKA TO KONIEC.

w maju dwa tysiące i dziewiątego spisane roku.

wscieklyuklad - 2009-05-11 07:16:11

Czy gdyby Zyto ktokolwiek i kiedykolwiek podważał Twoje istnienie, negował uczciwośc i szczerość a Ty - sama złozona ciężką chorobą nie miałabyś ani zdrowia ani czasu ani..... ochoty, by się bronić przed dociekliwością innych czy nieustanni atakowana czułabyś jakąś formę dyskomfortu ?
F.M jest mężczyzną dorosłym. Osobą, która ma specyficzne podejście do świata i innych ludzi. Zakłada oto, że wszyscy - nawet ci podli, podejrzliwi, napastliwi, agresywni a nieraz i w sposób oczywisty chamscy, mają w sobie pierwiastek dobra. I -jak niejeden tu piszący - sami musza dojść do swojej prawdy. Jeśli zaciekawi ich forma forum, jeśli uwierzą w to co ze sobą niesie - i niewazne, czy zaakceptują Jego istnienie, czyn Soni - nikt z nas w Jej wyprawie nie uczestniczył, a Mag - jedna z pierwszych  tu piszących - mogłaby wprawdzie pisać wkółko wspomnienia z odwiedzin w szpitalu, gdy Sonia umierała, tylko co z tego, jesli jakiś X, jakaś Y i tak nie uwierzy.
Myślę, że i Tobie w życiu niejednokrotnie zdarzyło sie przekonywać kogoś do rzeczy dla Ciebie oczywistych. Kiedy przypomnisz te chwile, zapewne uzmysłowisz sobie, jak bradzo byłas wtedy zirytowana, gniewna, niecierpliwa. Jak bardzo wściekałaś sie na rozmwcę, że nie rozumie tak prostych, zdałoby sie oczywistych rzeczy. Nie rozumie, bo nie chce. I przypominasz sobie pewnie minuty, może godziny i dni powrotu do tamtych rozmów, toczonych wkółko i bezsensownie, bo ów ktos i tak posiadł swoją wiedzę i swoją prawdę. I dam głowe, że nieraz - zrezygnowana - pasowałaś.
Byłas wśród nas od wielu, wielu miesięcy. I był tez i taki post, który mnie wcale nie pieścił treścią. Bo tak to już jest, że raz sie kogoś lubi, uznaje, innym zaś razem krytykuje. Inaczej sztuczność zawładnełaby nami, a wzajemne odnoszenia nie wiodłyby donikąd.
Nie mam zamiaru po raz setny udowadniać czyjegoś istnienia. I nie mam zamiaru wgłębiać się w analizy czyjegoś iczynu. To kwestia tak bardzo osobista, że do poddania każdemu pod rozwagę. Gdyby przeanalizować treść blisko już 26tys postów, zorietowalibyśmy sie, że piszących były setki. I, ze wielu zamilkło, równie dlatego, że szanują swoją prywatność. Również i dlatego, że taki czy inny moment ich życia jest dla nich zbyt wazny, by jakiś idiota swoimi podejrzeniami, uszczypliwością, w brutalny sposób rzucił im w twarz TO PYTANIE.
Pytanie egzystencjalne zdać by się mogło.

W trakcie ostatniej pielgrzymki bliskowschodniej, papież odwiedzając meczet nie zdjął obuwia......
Nie modlił sie w jego wnętrzu....

Upadek autorytetów i obyczajów - ot co Zyto. Nie potrafił uszanować czyichś odwiecznych zasad i obyczajów ponieważ ON MIAŁ SWOJE. Nie potrafił zniżyć się do prawideł religii tych, których przecie przyszedł odwiedzić. I z buciorami ( może i za kilkaset/kilka tysięcy euro) wlazł do środka. Dobrze, że nie naniósł błota.
Codzienne cytowane nam tu "opowiastki Berlusconiego" są na tyle absurdalne co i śmieszne. Idiotyczne zachowania budzace euforię tłumów - o czym mają świadczyć notowania popularności.
Starcza nam tania rozrywka. A ze nie ma autorytetów, a codzienność dostarcza nam coraz to nowych przykładów chamstwa i idiotyzmu, poziom humanizmu maleje w postępie geometrycznym. A przecie na dnie duszy tych mamionych jest żal, tęsknota i rozczarowanie. Bo wśród nich są choćby ci bezimienni, którzy w ramach wolontariatu, drobnej bodaj pomocy starają się ulżyć niedoli pokrzywdzonych - niechby przez trzęsienie ziemi. Nawet gdy -jak pisze Brzydkie Kaczątko - zabrakło kogoś na liście płac i stał sie - jak dla niektórych Sonia, czy F.M - niebytem  Oi sa  działają dla dobra inych.
Jutro ktoś spyta co z Alicją. Sugerując, że i jej postać stworzono, by "rodząc" maleńka Sonie, targnać czyjąś duszą.
Wyobrax sobie Zyto, co wówczas poczuje Alicja ? I co winna zrobić, gdyby taki plugawy pomysł zagościł w myślach kolejnego Niewiernego Tomasza, dla którego nie Idea, ale szczypanie ma wartość najistotniejszą.

Każdy z nas zna postać Bartosza Głowwackiego, o którym pisałem wczoraj. Czy myślisz, że wśród poznających tamtą legendę, nie ma nikogo, kogo zdejmie śmiech pusty gdy ją pozna ?
"Niemożliwe, żeby ktoś mógł być tak naiwnym idiotą, by wierzyć, że uda mu się zatkac otwór lufy armatniej "
Krótko mówiąc bzdura.
Wiesz jaka jest prawda ?
Ano taka, że Bartosz wcale nie zatkał wylotu lufy.
Podbiegł od tyłu, i tąże czapką zagasił lont. Proste ? Uwierzenia warte ?
Czasem trzeba "zajść od tyłu" by pojąć prawdę. Czasem trzeba podjąć trud by zrozumieć, by rozwiać watpliwości.
Jesli ci, którzy czytaja wszystko to od lat blisko dwóch po dziś nie uwierzyli, to juz żadne tłumaczenia, przekonywnia, "dowody" ich nie przekonają.
Trzeba zajśc od tyłu Zyto, od tyłu.
A przy okazji zadać sobie pytanie, czy wątpliwości tych niewiernych mają dla nas jakiekolwiek znaczenie.
Czy watpiąc nie tracą czasu na czyn. Kończyć muszę niestety, bo mnie w lazaretach zabiją.(za błedy przepraszam)

wscieklyuklad - 2009-05-11 23:24:23

Słów parę na dnia zakończenie.
Właśnie przed chwilką przez ekran przemknęła informacja o proteście nawiedzanych w trakcie obecnej pielgrzymki przeciwko uznaniu świętym Piusa XII. Uzasadnienie : W trakcie wojny milcząco przygladał się aktom ludobójstwa - także na Holocaustowi.  Informację tej własnie treści umieszczono pod fotografią wspomnianego, jako dowód "niemej kolaboracji" z faszyzmem.
Odpowiedź obwinianych : to nieprawda, pius XII skrycie pomagał Żydom, zatem należy mu się wyniesienie na ołtarze.
Gdyby dokonac diagnostyki różnicowe obu tych wypowiedzi moglibyśmy pokusić się o następujące wnioski.
Kiedyś na tronie papieskim zasiadał ktoś, kto porażony aktami ludobójstwa - gdy dziś podnosi się larum na samo słowo aborcja, eutanazja, zapłodnienie in vitro - nie miał w sobie odwagi, by powiedzieć STOP. W  obawie  - trudno powiedzieć o co - milczał. potkałem się już i z taka interpretacją, że milczenie było przemślaną formą reakcji - oto papież dygotał na myśl, co by się stać mogło, gdyby tupnął noga. Czytaj : tupnięcie, głos protestu mógłby doprowadzić do esklalacji przemocy - ukierunkowanej także na katolików i duszpasterzy.
A przecie tamci nosili na pasach napis "Bóg jest z nami".
A przecie tamci zamykali w obozach koncentracyjnych tysiące księży. Maksymilian Kolbe był tym, który dobrowolnie oddał życie za skazanego na śmierć.... Tysiace innych zamęczono, zadręczono, spalono w krematoriach, zakatowano na dziesiątki wymyślnych sposobów.
Diagnostyka różnicowa tym samym ani na cal nie przybliża do wytłumaczenia postawy papieża lat wojny.
No bo skoro wymieniali imię Boga ( nie nadaremno ?), zatem conajmniej w Niego wierzyli, albo wierzyli, że będzie błogosławił ich przemocy, bezprawiu, gwałtom i mordom. Zatem, każdy, kto właściwie interpretował nazwijmy to Słowo Boże, winien był tupnąć stopą i to tak, by się ziemia zatrzęsła.
Nie tupnął. Dziś ma być uznany świętym.....
Diagnostyka różnicowa źródeł świętości, zapewne nie odpowie na pytanie, co zatem należy uczynić, by... zostać świętym. Czy tupiący -zakatowany w odwecie, zasługiwałby na to miano więce, niż siedzący w kąciku i "udający głupa" ?
Diagnostyka różnicowa może doprowadzić i do tak absurdalengo wniosku jak poniższy : oto milczącą postawa wobec barbarzyńcy ( i cichutką pomocą katowanym i mordowanym ) ...... uratował ludzkość.
Bo tonując przemoc ( nie podbrzał wroga, nie zachęcał do manifestacji siły i nowych zbrodni ) ..... uratował miliony.
Miliony, które mogły zginąć, gdyby chciał potępić zło otwarcie - nie tak jako myszka pod miotłą -skromnie i dla wyczulonych na diagnostykę róznicową. I tą własnie zachowawczą posawe, dziś zamierza wynieść się na ołtarze. No bo przecie by zostac świetym trzeba dokonac cudu. Dziś, gdy zbiera się dowody świętości jana Pawła II, jako przeszkody wymienia się..... niespełnienie Jego ostatniej woli. Podkreśla, że nie wszyscy świadkowie dali "dowód prawdzie". I , że kard. Dziwisz nie spalił dokumentów pisanych ręką papieża-Polaka - zgodnie ostatnią wolą zmarłego.
A więc nie dając szansy na milczące zakończenie papieskiej egzystencji, nie niszcząc dorobku Jego myśli, zatracono szansę... na świętość.
Dwie zatem drogi. Dwie zatem przyczyny - świętości i nieświętości, wywiedzion z tego samego "milczącego" założenia. Tedy diagnostyka różnicowa postaw doprowadza nas na skraj absurdu i śmieszności.
Ale kiedy tak głębiej się zastanowić należałoby wyciągnąć diagnoze ostateczną zawarta w słowie .... Milcz.
Milcz bo nie zsotaniesz świętym. Nie milcząc ( choćby biernie- wskutek decyzji innych) szansę na świętość stracisz.

Kilka godzin wcześniej pokazywano ogromną procesje w Indiach. Wzniesiono oto Świątynię wysokosci ponad 100 metrów ( niewiele więc niższą od Piramidy Cheopsa), by złożyć w niej cenną relikwię. Jest nią - jak głosi tradycja - fragment paliczka srodkowego palca lewej dłoni Buddy......
Szczegółowa anatomiczna diagnostyka różnicowa, przybliżyła nam szczegół anatomiczny ważnej - choć od wieków już martwej osoby - twórcy potężnej religii. Tego, którego nikt nie widział ze współczesnych. Ale życiorys i myśli spisane przez mu współczesnych i pielęgnowane przez kolejne pokolenia, powodują, że tysiące w milczącej  (sic!!!) procesji łączą się, w drodze do przybytku w którym spocznie kawałek ( milczący !! ) czyjeś kości.
Zatem i tu milczenie rodzi.... świętość. Bo przecie Boski Budda jest dla wyznawców swych świętością. Osiągnął zaś świętosć ową na drodze .... milczenia. Medytacji, która doprowadziła do Odkrycia Tajemnicy.

Współczesna medycyna to niestety nie tylko diagnostyka różnicowa. Wspłczesna medycyna, została ubrana w miano Medycyny Opartej na Dowodach - Evidence Based Medicine - EBM.
Zasady postępowania opiera się w niej czsto, na konsensusie. Wyniki badań naukowaych - zwłaszcza wymownych tak konstrukcją, jak i uzyskanymi rezultatami mają zachęcać do implementacji okreslonych metod postępowania.
Przy zaznaczeniu - Myśl. Przy znaku zapytania na końcu każdej decyzji. Decyzji w której zasada "nie szkodź" jest pierwszą i najważniejszą.
Po kilku latach, okazuje się, że ów konsensus, założenia "oparte na medycynie faktów " ... musza ulec weryfikacji. Bo mijające lata obserwacji doprowadziły do rewizji poglądów.....

Zatem na początku i końcu każdej diagnostyki różnicowej musimy zakładać, że nasze przekonanie wcale nie musi być Prawdą ostateczną.  Winno natomiast w optymalny sposób służyć innym.
Dlatego lepiej nie powoływać się na medycynę, gdy mowa o wątpliwościach - zwłaszcza, gdy wypowiedź ma mieć charakter autorytarny i być podszyta powalającą dozą logiki, której niestety nie da się w słowach wypowiedzianych dostrzec.

Myślę, że nie zdradzę żadne tajemnicy odsłaniając ( zatem nagłaśniając ) sposób w jaki poznałem F.M.

Oto - gdy w panice na wieść o chorobie Sonieczki, poszukiwaliśmy - wobec odwiecznych problemów z zamieszczaniem tu postów - jakiejś formy kontaktu bezpośredniego, trafiliśmy na Interię. Tam próbowaliśmy wymienić się adresami mailowymi. Napisałem swój - w pełnej wersji.  odpowiedzi ukazał się radosny komentarz tamtejszego motorniczego -coś w rodzaju - nie bądź taki cwany, i tak ci się nie uda. Słąłem więc po kolei, cząstkowo. Zajeło to ledwie 15 min.

Wtedy nadszedł mail. Nieznany mi wówczas człowiek zadał tylko edno, jedyne pytanie. "Czy to Ty jesteś Przyjacielem Soni" ?.
Przedstawiłem sie z podaniem nicku używanego w rozmowach z Sonią.
W odpowiedzi - kolejny mail. Jesli możesz się uwiarygodnić to zrób to proszę. najlepiej napisz w typowym dla siebie stylu - trudno go podrobić, będzie to najlepszy dowód.
Napisałem krótki post w stylu rozmów z Sonią. Do chwili odejscia Soni wymieniliśmy setki maili. maili, w których zawarta była relacja z kazdej najdrobniejszej chwili. Relacja straszna. Opis kolejnych cierpień umierającego człowieka..
Postów, w których poprzez krańcową rozpacz przebijały sie ogromne pokłady nadziei i wiary w pomyślny finał. Postów, w których oszukiwano. Nie mnie, nie Was potem. Oszukiwano własne z najczarniejszych myśli, że Ona przecie złożona chorobą smiertelną nie ma najmniejszej szansy. Oszukiwano siebie w nadziei, że Bóg nie może być tak okrutny. Oszukiwano siebie, że oto grono największych sław medycznych musi cos przecie wymyślić, przywieźć jakiś "cudowny eliksir" który wlany w Jej żyły przywróci zdrowie.
I to juz całe oszustwo, jakiego sie dopuszczono. Oszustwo niewinne, bo dokonane na własnym przerażeniu.
Kto tego nie przezył, nie czytał tamtych słów, gdy nie było jeszcze GG ani Skype, nie pojmie czym jest siła godności. Nie pojmie czym jest poświęcenie, za które F.M płaci teaz cenę wysoką. Nie zrozumie czym jest lojalnośc, którą w tak straszny sposób zbrukały, zdeptały buciory diagnostów różnicowych.

Czy winnismy Go bronić ?
Czy winniśmy nieustannie i do znudzenia powtarzać co już setki razy powiedziane zostało ?
Pisze ten i tamten - Wy go nie bronicie ! I dlatego to Wy winni jestescie uszczuplaniu gona piszących tu osób, bowiem ferment zasiany w wielu umyslach, zniechęcił niejednego do pisania tutaj. Sami rozwaliliście ten watek swoim milczeniem.
Ci, którzy to pisza zapomnieli o zwrocie Anielska cierpliwość.
Ci, co osądy wydaja owe, Piłata wzorem dłonie umyli.
Nie mieli bowiem w sobie na tyle wiary i zaufania, że...... sami zamilkli. Nie mieli w sobie na tyle determinacji, by miast - na tzw. "starych Misoginian" zwalac obowiązek obrony, samemu diagnostom różnicowym skoczyć do oczu.
niekoniecznie sznurami wiązać i na gęby obalać.

A On siedział i w milczeniu (!!!) palcem na piasku kreslił. Świętym będąc milczał.
Setki tych, ktorzy naul jego słuchali, stac było jeno na tyle, by wzdłuż Drogi Krzyżowej się ustawiwszy, patrzyc na Jego chwile ostatnie. By przygladac si poranionemu, zmasakrowanemu ciału. By przysłuchiwac sie krzykom, gdy dziurawiono Jego dlonie, stopy, bok w końcu.

Potem pono rzucali losy, kto szatę jaką ma posiąść.....

Świętość milczeniem zyskana.
Świętość, która głosem osądzać nie umie.

Maksymiliana Kolbe zabito zastrzykiem trucizny. Ponieważ umierał zbyt długo. Poniewaz przeczył przyjętej koncepcji, że człowiek wycieńczony, zmaltretowany już wystarczająco zyciem obozowym, mimo, iz "ochotniczo' poszedł na smierć, winien umrzec na tyle szybko, by inni nie widzieli Jego hartu duvha. By nie byli świadkami cudu wytrwałości.
By nie mówii do siebie - umiera .... milcząco.......

Dziś F.M. milcząco zmaga si ze swą chorobą. "Cioteczki-strażniczki" jak je nazwała nasza diagnostka różnicowa - w trakcie krakowskiego spotkania widziały wiele. I nauczyły się wiele. Widziały hart i umieranie. Niespotykane często pokłady ludzkiego dobra, życzliwości. I niewyobrażalne - niezależne od woli - cierpienie.....

"Jeśli jesteś Bogiem zejdź z krzyża i zbaw samego siebie !" tak ówcześni diagnostycy różnicowi - pokrzykiwali.
W buńczuczny i chamski sposób - szydzili z umierającego. Nie zszedł. Innych zbawiał, a sam siebie zbawić nie był w stanie.
To był ich dowód. To był efekt ich różnicowej diagnostyki. Czy gdyby zszedł uwierzyliby ?
W pierwszym odruchu wzięliby nogi za pas. W obawi, że kiedy ich dopadnie, nogi z tyłka powyrywa.
A On tymczasem patrzył w dół - ku nim wprost. Nie pokarał niemotą, ślepotą, paraliżem wreszcie. Wzrokiem nie zabił.
Stali pode krzyżem rozkrzyczani. A On milczał.......
Może to właśnie milczenie było wzorcem dla Piusa XII ?
Taka jest moja diagnostyka różnicowa drogi do świętości.....

wscieklyuklad - 2009-05-11 23:47:32

Słów parę na dnia zakończenie.
Właśnie przed chwilką przez ekran telewizora przemknęła informacja o proteście nawiedzanych w trakcie obecnej pielgrzymki przeciwko uznaniu świętym Piusa XII. Uzasadnienie : W trakcie wojny milcząco przyglądał się aktom ludobójstwa - także Holocaustowi.  Informację tej własnie treści umieszczono pod fotografią wspomnianego, jako dowód "niemej kolaboracji" z faszyzmem.
Odpowiedź obwinianych : to nieprawda, Pius XII skrycie ( zatem bohatersko i święcie ) pomagał Żydom, zatem należy mu się wyniesienie na ołtarze.
Gdyby dokonać diagnostyki różnicowej obu tych wypowiedzi, moglibyśmy pokusić się o następujące wnioski :
Kiedyś na tronie papieskim zasiadał ktoś, kto porażony aktami ludobójstwa - gdy dziś podnosi się larum na samo słowo aborcja, eutanazja,prezerwatywa, zapłodnienie in vitro - nie miał w sobie na tyle odwagi, by powiedzieć STOP. W  obawie  - trudno powiedzieć o co - milczał. Spotkałem się już i z taką interpretacją, że milczenie było przemślaną formą reakcji - oto papież dygotał na myśl, co by się stać mogło, gdyby tupnął nogą. Czytaj : tupnięcie, głos protestu mógłby doprowadzić do esklalacji przemocy - ukierunkowanej także na katolików i duszpasterzy.
A przecie tamci nosili na pasach napis "Bóg jest z nami".
A przecie tamci zamykali w obozach koncentracyjnych tysiące księży. Maksymilian Kolbe był tym, który dobrowolnie oddał życie za skazanego na śmierć.... Tysiące innych zamęczono, zadręczono, spalono w krematoriach, zakatowano na dziesiątki wymyślnych sposobów.
Diagnostyka różnicowa tym samym ani na cal nie przybliża do wytłumaczenia postawy papieża lat wojny.
No bo skoro wymieniali imię Boga ( nie nadaremno ?), zatem conajmniej w Niego wierzyli, albo wierzyli, że będzie błogosławił ich przemocy, bezprawiu, gwałtom i mordom. Zatem, każdy, kto właściwie interpretował nazwijmy to Słowo Boże, winien był tupnąć stopą i to tak, by się ziemia zatrzęsła.
Nie tupnął. Dziś ma być uznany świętym.....
Diagnostyka różnicowa źródeł świętości, zapewne nie odpowie na pytanie, co zatem należy uczynić, by... zostać świętym. Czy tupiący -zakatowany może w odwecie, zasługiwałby na to miano więcej, niż siedzący w kąciku i "udający głupa" ?
Diagnostyka różnicowa może doprowadzić i do tak absurdalnego wniosku jak poniższy : oto milczącą postawa wobec barbarzyńcy ( i cichutką pomocą katowanym i mordowanym ) ...... uratował ludzkość.
Bo tonując przemoc ( nie podburzał wroga, nie zachęcał do manifestacji siły i nowych zbrodni ) ..... uratował miliony.
Miliony, które mogły zginąć, gdyby chciał potępić zło otwarcie - nie tak jako myszka pod miotłą -skromnie i dla wyczulonych na diagnostykę róznicową. I tą właśnie zachowawczą postawę, dziś zamierza wynieść się na ołtarze. No bo przecie, by zostać świętym trzeba dokonać udokumentowanego cudu. Dziś, gdy zbiera się dowody świętości Jana Pawła II, jako przeszkody wymienia się..... niespełnienie Jego ostatniej woli. Podkreśla, że nie wszyscy świadkowie dali "dowód prawdzie". I , że kard. Dziwisz nie spalił dokumentów pisanych ręką papieża-Polaka - zgodnie z ostatnią wolą zmarłego.
A więc nie dając szansy na milczące zakończenie papieskiej egzystencji, nie niszcząc dorobku Jego myśli, zatracono szansę... na świętość.
Dwie zatem drogi. Dwie zatem przyczyny - świętości i nieświętości, wywiedzione z tego samego "milczącego" założenia. Tedy diagnostyka różnicowa postaw, doprowadza nas w tym momencie na skraj absurdu i śmieszności.
Ale kiedy tak głębiej się zastanowić, należałoby wyciągnąć diagnozę ostateczną zawartą w słowie .... Milcz.
Milcz bo nie zostaniesz świętym. Nie milcząc ( choćby biernie- wskutek decyzji innych) szansę na świętość stracisz.
Kilka godzin wcześniej pokazywano ogromną procesję w Indiach. Wzniesiono tam Świątynię wysokości ponad 100 metrów ( niewiele więc niższą od Piramidy Cheopsa), by złożyć w niej cenną relikwię. Jest nią - jak głosi tradycja - fragment paliczka srodkowego palca lewej dłoni Buddy......
Szczegółowa anatomiczna diagnostyka różnicowa, przybliżyła nam szczegół anatomiczny ważnej - choć od wieków już martwej osoby - twórcy potężnej religii. Tego, którego nikt nie widział ze współczesnych. Ale życiorys i myśli spisane przez mu współczesnych i pielęgnowane przez kolejne pokolenia, powodują, że tysiące w milczącej  (sic!!!) procesji łączą się, w drodze do przybytku w którym spocznie kawałek ( milczący !! ) czyjeś kości.
Zatem i tu milczenie rodzi.... świętość. Bo przecie Boski Budda jest dla wyznawców swych świętością. Osiągnął zaś świętosć ową na drodze .... milczenia. Medytacji, która doprowadziła do Odkrycia Tajemnicy.
Współczesna medycyna to niestety nie tylko diagnostyka różnicowa. Współczesna medycyna, została ubrana w miano Medycyny Opartej na Dowodach - Evidence Based Medicine - EBM.
Zasady postępowania opiera się w niej często, na konsensusie. Wyniki badań naukowaych - zwłaszcza wymownych tak konstrukcją, jak i uzyskanymi rezultatami, mają zachęcać do implementacji określonych metod postępowania.
Przy zaznaczeniu - Myśl. Przy znaku zapytania na końcu każdej decyzji. Decyzji w której zasada "nie szkodź" jest pierwszą i najważniejszą.
Po kilku latach, okazuje się, że ów konsensus, założenia "oparte na medycynie faktów " ... muszą jednak ulec kolejnej weryfikacji. Bo mijające lata obserwacji doprowadziły do rewizji poglądów.....
Zatem na początku i końcu każdej diagnostyki różnicowej musimy zakładać, że nasze przekonanie wcale nie musi być Prawdą ostateczną.  Winno natomiast w optymalny sposób służyć innym.
Dlatego lepiej nie powoływać się na medycynę, gdy mowa o wątpliwościach - zwłaszcza, gdy wypowiedź ma mieć charakter autorytarny i być podszyta powalającą dozą logiki, której niestety nie da się w słowach wypowiedzianych dostrzec.
Myślę, że nie zdradzę żadnej tajemnicy odsłaniając ( zatem nagłaśniając i na świętość szansę zatracając ) sposób w jaki poznałem F.M.
Oto - gdy w panice na wieść o chorobie Sonieczki, poszukiwaliśmy - wobec odwiecznych problemów z zamieszczaniem tu postów - jakiejś formy kontaktu bezpośredniego, trafiliśmy na Interię. Tam próbowaliśmy wymienić się adresami mailowymi. Napisałem swój - w pełnej wersji. W  odpowiedzi ukazał się zlośliwie radosny komentarz tamtejszego motorniczego -coś w rodzaju - nie bądź taki cwany, i tak ci się nie uda. Słałem więc po kolei, cząstkowo. Zajęło to ledwie 15 min.
Wtedy nadszedł mail. Nieznany mi wówczas człowiek zadał tylko jedno, jedyne pytanie. "Czy to Ty jesteś Przyjacielem Soni" ?.
Przedstawiłem sie z podaniem nicku używanego w rozmowach z Sonią.
W odpowiedzi - kolejny mail. Jeśli możesz się uwiarygodnić to zrób to proszę. najlepiej napisz w typowym dla siebie stylu - trudno go podrobić, będzie to najlepszy dowód. Zatem .... i On wątpił. Zatem i On pewnym nie był. Zatem i On własną diagnostykę różnicową pełnił.
Napisałem krótki post w stylu rozmów z Sonią. Do chwili Jej odejścia  wymieniliśmy setki maili. maili, w których zawarta była relacja z każdej najdrobniejszej chwili. Relacja straszna. Opis kolejnych cierpień umierającego człowieka..
Postów, w których poprzez krańcową rozpacz przebijały się ogromne pokłady nadziei i wiary w pomyślny finał. Postów, w których oszukiwano. Nie mnie, nie Was potem. Oszukiwano własne z najczarniejszych myśli, że Ona przecie złożona chorobą smiertelną nie mająca najmniejszej szansy, przeżyje jednak. Oszukiwano siebie w nadziei, że Bóg nie może być tak okrutny. Oszukiwano siebie, że oto grono największych sław medycznych musi coś przecie wymyślić, przywieźć jakiś "cudowny eliksir" który wlany w Jej żyły przywróci zdrowie.
I to całe oszustwo, jakiego się dopuszczono. Oszustwo niewinne, bo dokonane na własnym przerażeniu.
Kto tego nie przeżył, nie czytał tamtych słów, gdy nie było jeszcze GG ani Skype, nie pojmie czym jest siła godności. Nie pojmie czym jest poświęcenie, za które F.M płaci teraz cenę tak wysoką. Nie zrozumie czym jest lojalnośc, którą w tak straszny sposób zbrukały, zdeptały buciory diagnostów różnicowych.
Czy winniśmy Go tedy bronić ?
Czy winniśmy nieustannie i do znudzenia powtarzać co już setki razy powiedziane zostało ?
Pisze ten i tamten - Wy go nie bronicie ! I dlatego to Wy sami winni jesteście uszczuplaniu gona piszących tu osób, bowiem ferment zasiany w wielu umyslach, zniechęcił niejednego do pisania tutaj. Sami rozwaliliście ten wątek swoim milczeniem.
Ci, którzy to piszą zapomnieli o zwrocie Anielska cierpliwość.
Ci, co osądy wydają owe, Piłata wzorem dłonie umyli.
Nie mieli bowiem w sobie na tyle wiary i zaufania, że...... sami zamilkli. Nie mieli w sobie na tyle determinacji, by miast - na tzw. "starych Misoginian" zwalać obowiązek obrony, samemu diagnostom różnicowym skoczyć do oczu.
niekoniecznie sznurami wiązać i na gęby obalać.
A On siedział i w milczeniu (!!!) palcem na piasku kreślił. Świętym będąc milczał.
Setki tych, którzy nauk Jego słuchali, stać było jeno na tyle, by wzdłuż Drogi Krzyżowej się ustawiwszy, patrzyc na Jego chwile ostatnie. By przygladac się biernie poranionemu, zmasakrowanemu ciału. By przysłuchiwac sie krzykom, gdy dziurawiono Jego dlonie, stopy, bok w końcu. Nie przyszli z odsieczą, choć ukochali.
Potem pono rzucali losy, kto szatę jaką ma posiąść.....
Świętość milczeniem zyskana.
Świętość, która głosem osądzać nie umie.
Maksymiliana Kolbe zabito zastrzykiem trucizny. Ponieważ umierał zbyt długo. Ponieważ przeczył przyjętej koncepcji, że człowiek wycieńczony, zmaltretowany już wystarczająco życiem obozowym, mimo, iż "ochotniczo' poszedł na smierć, winien umrzeć na tyle szybko, by inni nie widzieli Jego hartu duvha. By nie byli świadkami cudu wytrwałości.
By nie mówii do siebie - umiera .... milcząco.......
Dziś F.M. milcząco zmaga się z chorobą. "Cioteczki-strażniczki" jak je nazwała nasza diagnostka różnicowa - w trakcie krakowskiego spotkania widziały wiele. I nauczyły się wiele. Widziały hart i umieranie. Niespotykane często pokłady ludzkiego dobra, życzliwości. I niewyobrażalne - niezależne od woli - cierpienie.....
"Jeśli jesteś Bogiem zejdź z krzyża i zbaw samego siebie !" tak ówcześni diagnostycy różnicowi - pokrzykiwali.
W buńczuczny i chamski sposób - szydzili z umierającego. Nie zszedł. Innych zbawiał, a sam siebie zbawić nie był w stanie.
To był ich dowód. To był efekt ich różnicowej diagnostyki.
Czy gdyby zszedł uwierzyliby ? W pierwszym odruchu wzięliby nogi za pas. W obawi, że kiedy ich dopadnie, nogi z tyłka powyrywa.
A On tymczasem patrzył w dół - ku nim wprost. Nie pokarał niemotą, ślepotą, paraliżem wreszcie. Wzrokiem nie zabił.
Stali pode krzyżem rozkrzyczani. A On milczał.......
Może to właśnie milczenie było wzorcem dla Piusa XII ?
Taka jest moja diagnostyka różnicowa drogi do świętości.....

Mirka - 2009-05-12 11:18:05

"ZBP chce, by wszyscy pracujący i emeryci otworzyli konta w bankach" - informuje Przegląd prasy Bankier.
Związek bankowców Polskich przygotował przepisy, które narzucą przekazywanie pensji, emerytur, rent i innych świadczeń na rachunki bankowe. Wielu emerytów, rencistów nie ma kont bankowych, świadczenia przekazywane im są przekazem pocztowym. Starsi ludzie (szacuje się, że połowa emerytów i rencistów w kraju), nie mają kont bankowych. Fakt, że łatwiej i taniej dla pracodawcy jest przelać należność na konto. Dzisiaj nie wyobrażam sobie nie mieć konta czy kary. Dawniej cała pensja była w portfelu, później były czeki, dzisiaj bez karty po zakupy dziwnie by się szło. Jest to najwygodniejsza forma płatności. Wielu starszych ludzi nie ma zaufania do banków, do "nowości". Muszą swoje pieniądze mieć w "garści", nie potrafią obsługiwać bankomatu, nie zapamiętają cyferek. Ci, którzy mają konta, bez ściągi nie podchodzą do bankomatu. Noszą karteczki razem z kartą, zdarzyło mi się nie raz, że starsza pani prosiłaby jej pomóc, bo zapomniała okularów, bo nie wie, czego chce od niej "ta maszyna". Takich ludzi jest, co raz mniej, nie sądzę by trzeba było przepisami ich zmuszać do robienia czegoś, czego robić nie chcą, nie potrafią, czemu nie ufają. Tworząc takie przepisy, "nagonią" klientów bankom. Koszty pracodawcy zmaleją minimalnie, a ZBP na to powołuje się. Myślę, że bardziej zależy im na dochodach uzyskanych z opłat za prowadzenia konta, za przelewy, korzystanie z bankomatów innych banków, opłaty od rachunków płaconych w sklepach i innych korzyściach płynących dla banków prowadzących konta ludzi, którym to nie jest potrzebne. Wielu starszych ludzi zwyczajnie boi się, a ilu z nich nie może chodzić, jest chorych, dają pieniądze by ktoś zrobił im zakupy. Moim zdaniem jest to nie potrzebne. Czas sam rozwiąże ten bankowy problem. To jest kolejne wymuszenie, wyłudzenie grosików od najbiedniejszej grupy ludzi.

Janku, obiecuję "guzik" zastąpić pętelką i nigdy więcej nie nadużywać Twojego nazwiska ;-) ;-) słowo harcerza :):)
Pozdrawiam serdecznie.

Miłego dnia. Słońca i uśmiechu wiele

śmieciarz bis - 2009-05-13 01:25:35

Uno due, uno due. Co za duo, co za duet! Kto tu pierwsze skrzypce gra? Hrabina, Klara? Klara, Hrabina?
Hrabinie współczuję i podziwiam. Tak się po mistrzowsku miotać od ściany do ściany, od F.m. do Klary, no,no,no!
Klara ma specyficzne poczucie humoru. O, taaak! Bawi Ją samą, NL, Dziecko i ewentualnie,okazjonalnie,Hrabinę.
Prorok ze mnie rzeczywiscie d...piany ! Piszę tylko o tym,co widzę,nie o tym,co przewiduję. Tym się niech Vostradamusy,Titory i inne Kasandry zajmują. Albo niech Docęty naukowo analizują. Różnicowo,analogicznie,parabolicznie,chronologicznie,metodycznie,metabolicznie,fizjologicznie,filozoficznie,dialektycznie,teologicznie,metafizycznie,psychologicznie,parapsychicznie,logicznie,diagnostycznie,czy jakoś jeszcze inaczej ślicznie-icznie.
A ja sobie pośpiewam, niczym to Klarow(n)e źródełko, byle tylko jazgotu,bełkotu,uczonego świergotu nie słyszeć!
La,la,la, tra,la,la...la,la, tra,la... tra,tra,la...

Alutka52 - 2009-05-15 06:25:08

Dzień Dobry Misoginianie:)
Dziś obchodzimy Święto Polskiej Niezapominajki.Niezapominajki nie zapominają,
niezapominajki wciąż o Tobie pamiętają...Na co dzień nie tylko od święta,bo gdy je
dostajesz czujesz się jak z bajki ;)))Ja o Was pamiętam a Wy o mnie,o Nas?:))Proszę
o klikanie w brzuszek Pajacyka.Klik!Niezapomnianego dnia wszystkim życzę.
Serdecznie i czule posdraviam:)))
PS.Wszystkim Zofiom składam najlepsze życzenia Imieninowe...

Anna Gacek - Niezapominajka

Wiosenne słońce wstaje wczesnym rankiem,
Wysusza rosę zachwyca się rumiankiem,
Cicho przemierza lasy, łąki, pola
Wita go zieleń i brązowa rola.

Aż nagle staje nad brzegiem strumienia,
Patrzy na złote swoich oczu lśnienia.
I znowu widzi błękitny płatek
Jeszcze schowany w zieleni łatek.

Słońce go pieści delikatnie muska,
Zimną kropelką na płatki pluska.
W końcu kwiatuszek otwiera oczy -
Błękitny wianuszek szyję mu otoczył.

Patrzy oczami złotymi mądrą główkę wznosi,
Słońce wschodzące o ciepło prosi.
A słońce go tuli kołysze wietrzykiem,
I na wodzie pisze brzozowym patykiem.
Złociste wyznanie do błękitnego kwiatu
Co oczami mądrymi przygląda się światu.


http://niezapominajki.pl/Obrazki/Niezapominajki_w_pocztowkach/skanuj0015.jpg

Basia - 2009-05-15 14:51:21

Witajcie!
Buongustaio, rozbroiłeś mnie i rozbawiłeś do łez. Skłaniam się ku Twemu porównaniiu i ku Twej metodzie. A tak a propos małpek. Stoją sobie na kominku w Pieninach, prezent sprzed ponad 25 lat od małżonka.  Przypominają o metodzie jak najbardziej sprawdzonej, acz, jak twierdzi darczyńca, absolutnie niepotrzebnie :)
Od jakiegoś czasu nie zaglądałam codziennie na Misogino. Emocje serwowane tu były bardziej mdłe niż autentyczna mamałyga dosładzana miodem lipowym, którą karmiła mnie-niejadka kresowa ciotka. Brr, do dziś mnie otrzepuje na wspomnienie identycznie rozpoczynanych dni. Łaska niebios, że istniał jeszcze wujek-Czech, który z kolei uwielbiał marynowane śledzie i po kryjomu swoim przysmakiem raczył (a niejednokrotnie i łyczkiem słodowego czarnego piwa własnego wyrobu). I to ratowało mnie przed popadnięciem w melancholię.
Długo, bardzo długo zastanawialam się nad ostatnimi wydarzeniami. Zmilczę litościwie sprawy okołonickowe. Kompletnie mnie to nie interesuje. Jak się po internecie poruszać, by znaleźć coś co po nocach innym spać nie daje, nauczać też powołania nie odczuwam. Podobnie jak nie dam się wpuścić w żadne podpyty- czy dopytywania na temat moich kontaktów krakowsko-rzymskich, tak i nie mam zamiaru udostępniać poszerzonego zawartości spisu telefonów w komórce. Owszem, mogę się uśmiechnąć na wspomnienie F.M. podpowiadającego mi zdania po włosku, choć do dziś nie wiem, czy nie zastosował metody z "Mojego pięknego, greckiego wesela", bo już Sorelliny obok nie było. Rzymskich Przyjaciół F.M. gorąco pozdrawiam! I to jest moje jedyne i ostatnie zdanie w tym temacie.
Proszę tylko jeszcze o publiczne przyjęcie podziękowań Mirkę i Sorellinę, bez pomocy których nie podołałabym w zetknięciu z nieprzewidzianymi problemami. WU, Tobie również, własnie na forum dziękuję i za spanikowane telefony, zwłaszcza w okresie początkowym, gdy żadnego lekarza pod ręką nie miałam - przepraszam. Hrabinie zaś dziękuję za nocne podtrzymywania na duchu, na przemian z soczystymi uwagami, ktore niebywale do pionu stawiały :)

Popatruję na ostatnie wpisy po poście Wsciekłego i w głowę zachodzę, jak to jest możliwym, by po tak długim czasie obcowania z jego specyficzną formą myśli przekazu,  tym razem nie odczytać ich właściwie? Matko jedyna, a gdzież Wy tu widzicie to, o czym piszecie, gdzież "zmuszony" Wściekły cokolwiek odkrywa? Podpowiedź Wściekłego doczytuję i widać, że i ona (choć ,hm, łopatologiczna) pod uwagę wziętą nie została (o, przepraszam, prócz Tej, która wprost z torów ku lazaretom pomknęła). Może osobiste obcowanie z Wściekłym ku łatwiejszemu odbiorowi mysli jego usposabia?
Krzysiowi - szacunek!
I , jak zawsze, wielkie podziękowania za pamięć o mnie do Wszystkich Misoginian, na ręce Inżyniera składam i również... ku lazaretom pomykam. Cóż, i tak się zdarza.

wscieklyuklad - 2009-05-15 19:39:41

Stylizacji dziś nie dosyć. Choć Ludzkim akurat przemówić Głosem pora.
Tęsknię za postami Krzysia. Tym więcej im rzadszymi są. Nic nie poradzę nato, przed Tęsknotą ową ucieczki ni masz. A, że sam pracę zmieniłem właśnie - czy na lepszą Los pokaże chybko - więc  o inszych dnia porach pisywać mi teraz pewnie przyjdzie. Zatem nikt mnie dziś nie podrobił - autorstwo postów "popełnionych" potwierdzam tedy.
Cóże Autor na myśli miał...... To pytanie z lat szkolnych każdemu z nas znane. Wersy, strofy, zdania kropkami dzielone, Przekazem ważne. Jaś z Pierwszej ławki wstaje i Jąkaniem zmieszanie pokrywa. Nie wie. Zosia - w ławce Oślej dziś sadzona wstając Ochoczo, Raźno : Imieniny dziś moje ! - rezolutnie stwierdza, w odpowiedzi darowania, w oceny uniknięcia Nadziei. A już tysz Klasa cała na Równe się podrywa Nogi, już tysz z Życzeniami, Serdecznosciami bieży, już w Ramiona chwyta, by Życzenia składać, by Solenizantce Winszować, Uwagę od Meritum odwracając Sprawy....
Polonistka nieruchomieje zaś, Obrazkiem tym poruszona - zatem Wymiany Zdań nie będzie, Opinie nie padną, na Przemyślenia Czas stracony, Analizy utworu szansy ni masz, Zrozumienia takoż, Lekcja chybiona bezpowrotnie....
A przecie tam - w Elementarzu wyraźnie stoi Ala ma Kota, a Kot ma Alę. A może nie Alę jeno Ale ? I może Ola dziś imienia nie znaczy, jeno w języku Obcym całkiem - a przez to niezrozumiałym - Pozdrowienie Serdeczne ?
Za Krzysiowymi, za Krystkowymi postami tęsknię, bo piękne, a tak rzadkie.
A, że Krzyś właśnie  z Pracą Rozbrat bierze, tedym Jemu post wczorajszy poświęcił. Wspomniał  sam przecie w poście wieczornym o Negocjacji trudnej chwilach, z tym, co na Torach leżał. Powiedział nam prosto a pięknie, jak wiele Pokory chwile takie rodzą, jak Nauki wiele czerpać z niej jest się w stanie. Momenty, gdyś za czyjeś Życie odpowiedzialny. Chwile, gdy kogoś - Obcego, a Nieobcego przecie ratować za wszelką pragniesz cenę. I nie dlatego, że taką masz pracę. Nie dlatego, że Szef ustny - pisemny libo - Rozkaz ci wydał. I nie dlatego, że nic inszego do roboty ni masz. Dlatego zaś, że nie ma Godnego równie, Doświadczonego odpowiednio, by Dziełu temu podołać. Chwila to, gdy nigdzie już dziś więcej Wrażliwość nie spotykana z Tragizmu wymowa mierzyć się musi. Wydarzenia tak do osobowości nie przystającego Krzysia, że aż ciarki po Plecach bieżą na myśl samą.
Leży oto  żywy jeszcze osobnik w Torów poprzek. Desperacją zdjęty, na Świat zeźlony w stopniu, gdy Trzeźwość myślenia tracąc, do skrajnych czynów - także i przeciw siebie zwróconych zdolnym jesteś. Z Fotografii nielicznych a najcenniejszych z cennych znam Krzysia naszego. I w Głowę zachodzę, jak w Ciałku takim, taki Człowieczeństwa Ogrom  pomieścić można. Ale gdy w Oczy Krzysiowe spojrzę, dostrzec ten Błysk potrafię. A wtedy wiem, że ten, co na Torach na Śmierci nadejście czekał, ł chwil swoich ostatnich nie dotrwał. Bo jeśli jeno Ślepia miał otwarte, jeśli jeno w Tęczówki Krzysiowe poźrzał - Bezsens postanowienia swego zrozumieć musiał. Bo kiedy czym jest Dobro pojął Otrzeźwieniu ulec musiał.  A wonczas z Dobra Bezmiaru sprawę sobie zdawszy wstał ni chybi by w zawstydzeniu odejść niepomiernym.
Myślę, że Krzyś te tak bardzo osobiste wynurzenia mi wybaczy. Bo tak to już Krzysiu Drogi jest, że Podziw się Podziwem odciska, jako Gwałt Gwałtem.
Wiem, jak w Zawstydzenie Cię łatwo wprawić. Wiem, że gdybym kiedykolwiek - wczoraj bodaj - na Zdania tak osobiste się zdobył, Ty jeno skromnie byś Głowę spuścił, Niegodnym się Pochwał czując, wszystko za Naturalne uznając.
Ale ja, gdym Zdania przeczytał tamte - zadrżałem. Bo w Oka Mgnienie wyobraziłem sobie Twój Ból. Bo w Powieki Mrugnięcie, Twoją sobie wyobraziłem Rozpacz. Rozpacz i Ból odpowiedzialności za czyjeś Życie.
A wtedy do Sonieczki Czynu powróciłem. Tej samej Desperacji. Tej samej Rozpaczy. Wątpliwości takich, czy Wszystko, czego się dokonać udało, Maksimum Faktycznym było. Bo w Prostocie własnie Perfekcjonizm się kryje. Bo w Skromności właśnie Humanizmu Pokłady leżą...... To właśnie , Sonieczki przykładem rodzone, - jak sądzić się ośmielam - Ciebie w nasze szeregi przygnało. To właśnie trwać tu - Cicheńko choćby daje......
Siedzisz , stoisz może opodal Tego Kogoś. Sam.... na własne zdany siły. Rękawiczek Ci nie trza. Strzykawki w Dłoni nie dzierżysz. Jeno drugiego umiłowanie Człowieka stać Ci każe, do działania musi. Pomocy znikąd, bo dziś każden Gapiem być woli, niż Pomocnikiem. gdy tera każden Komentatorem Przednim, niż Uczestnikiem Aktywnym być pragnie.....
Może miała Rękawiczki. Może Igieł użytku Wielokrotnego stosować nie musiała.
A może miała po prostu Twoją determinację. Determinację jaka Uwielbienie moje rodzi, dlatego jeno, że sam jej w sobie nigdy bym wzbudzić nie umiał. Determinacji jakiej od miesięcy już tylu poszukuję. Determinacji, której źródeł - prostych może zupelnie - odkryć nie potrafię.
Zatem Scenę tworzę. Scenę taką, gdy leżący raz Obserwacji Obiektem - Ofiarą tedy się staje - raz to sam Sceny wokół się toczące trawi - Jurorem jakoby będąc. Bo Analiza taka ważną jest. Bo Ananliza taka, do Prawdy mnie przybliżyć może, ku Poznania Istocie powieźć.
Pojąć, jak to jest, gdyś Samotny.
Gdy na Torach siedząc, Gapiów widzisz, tych co jeno Przeszkodą być mogą.
Tych, co tylko oceniać potrafią, a już na do Dzieła Zbożnego się przyłączenia Ochoty nie dają.
Sam jesteś w Chwili tak Ważnej....
Sam jesteś na Oczu  Licznych krytykę wystawion.
Pojąć jak to jest, gdyś Samotny.
Gdy na Torach leżąc, Gapiów widzisz, tych co Sensacji żądni, krwi Twojej spragnieni, do Komentarzy jeno zdolni. Bo tragedia jakiej świadkami się bezwolnie stali, do Refleksji musić winna, nie Bierności, nie Ocen.....
Nie podzieliłeś się - zwykle jako - Wiedzą swoją.
Boś Skromny zbyt, Ludzki nadto....
Ale mnie te właśnie Słowa Twoje wczorajsze w Zadumę wprawiły, w Zadziwienie uwiodły.....
Taka obu mych postów Tajemnica, taka ich Wymowa cała.
Wszystko to, co Autor do powiedzenia Wam miał......
Wiem, że czytasz to Krzysiu.
I wyobrazić się sobie staram Zażenowanie Twoje, Skromnością mnożone.
A wtedy Post krócieńki, dzisiejszy Mariolki przywołuję.
A wtedy nick Krystka przypominam.
Poprzez Soni nagie,  zakrwawione prześwitują Dłonie.
A wtedy pojmują, że nie w Gumowych Rękawiczkach, nie w igłach Jednorazówkach Odpowiedzi poszukiwać trzeba, ale w Skromności, ale w Determinacji, ale w Cieple Oczu Twych takoż.....

wscieklyuklad - 2009-05-16 21:03:01

Dźwięk Dzwonów rankiem dzisiejszym Nierozbujanych, Snu mego nie krócił. Jakby już wszystko Wydzwonione, Rozbujane było. Trele Ptasie Muzyką Serca nie pełniły. Jakby Wyćwierkanym, Wykrakanym, Wyhuchanym i Wyhukanym, Wytrletralalalanym zostało takoż. Tedy gdym Oczy rozwarł, Cisza mnie zewsząd osaczyła. Niemość taka, żem już Ciarek własnych Mrowia nie czuł, ale jakoby po Plecach moich z Góry do dołu i we wte Łażące słyszał. Widać Wędrówka onaż Indywidualna bardzo, Niepowtarzalna, Nieautorytarna zatem i Niewyciarkowana wcześniej ni  gdzie indziej. Leżę tedy w Ciarek własnych zasłuchany Mowę. W Gęsiej Skórki Litery, w Skóry marszczenia Sylaby, w Zgrozy Zdania wreszcie wgłębiony. Uczucie to, tak Nowe, a tak mi Obce. Uczucie Odkryciem ciekawe, a Dziwne wielce. Leżę  Znieruchomiały, Napięty, Skupiony do Wytrzymałości granic. Nowe Doznanie zapamiętać pragnąc, by Indywidualizmu swego Wiarę pokrzepić.
Lecz w Obozie naszem chocia lepszego nic - nade Leżenia - do Roboty ni masz, głupio tak jednak w Piernatach poczywać, bez Celu wszelkiego. Tedy na Łożu siadam, Stopy na Polepę spuściwszy. A One na powrót lezą, ode Karku, po Lędźwie wędrują, Śpiewem wraz napełniwszy Namiot. W Ciżmy tedy Paluchy Bezruchem zdrętwiałe wsadzam, czując przy tem, iże Ciarki Zdaniami upartemi,  urywanemi, oznajmić mi coś wyraźnie pragną. Tułów prostuję, Ramiony przeciągając - w na baczność pozycji przyczajony, przegnać Je usiłując. A One gadają, jako Najęte Klekocą, Ciszy miejsca nie dając zagrzać. Łyk Okowity Porannej dopiroż Je potracił,. Łyk niespory, tedy Ich gadania, Pookowitne nie zastąpiły Odgłosy. Gdym już - Wesół prawie, Radosny wielce - na zewnątrz się do wyjścia sposobił, zdziwiony Sprawem sobie zdał, że przecie zwyczajnych, porannych nie słyszę dziś Gadek. Takich, co to je Kompanyoni przebudzeni wiodą. Takich, co to w nich ze Snów nocą przeżytych Relację zdają, Opowieści spisania godne, Doświadczeń  i Wątpi wymiana. Bo Sny do siebie to często mają, że Niepojęte. Bo Sny tym cechowane nieraz, że do Senników sięgac byś skłonien, by Przesłanie ich pojąć. Bo prawią niektórzy, że One to  podświadomości są naszej Projekcją, Marzeń Ukrytych- a niespełnionych - Odbiciem. Tedy Rankiem z Nich każden jako Prorok, Wieszcz, Wernyhora kniejański. I gdy Relacje snują, gdy Grzecznie przystając z Przejęciem Sny wspominają, we wnętrzu Namiotu stojąc, zdałoby się, jakobyś Szmer słyszał Owadzi. Jakbyś po drugiej Brezentu tkwiąc stronie, Prawdy Odkrycia był bliższy.
A dziś nic. Dziś Kicha. Gdy tak stałem tedy Kichą własną Otumaniony, na Kichanie mnie wzięło. I Kichaniem owym Kichę tamtą przepędziwszy wreszcie,  nie tylko Namiot mój już,alem Kniejem napełnił całą - ot Alergii na Ciszę efekta. Zatem, by Hałasu nie czynić zbędnego, po Uniwersalną Miksturę sięgam, a w Nozdrze prawe, w Chrapę lewą zapuszczam, poczem w Chustę Bawełnianą Nos smarkam, Koniuszek pocieram jegoż, Kichanie pokonawszy trwale.
Ze Strachu, by Kichy wrażenia ponownego nie odnieść , przed Namiot czem prędzej wylegam.
Są.... Wedle Dębów stojący, wokół krążący Polany. Stoją Licami ku sobie zwróceni, Wargami poruszający Bezgłośnie - Niemi jako. Gestykulacją Żywą, Słowa zastąpić probują. Dłoni wymachem Przekaz wyraźny dają. Ciała ku sobie podaniem, do Ziemi Przygięciem, Balast jakby na Barki spadły wzorują. A jeśli już Ramię w Ramię kroczą, Słowo nie pada żadne. Szelest jeno Źdźbeł Trawy, Ciżmami przygiętej się lęgnie. Trawy co w Pokorze Przemoc przyjmuje, by w Ślad za Przechodniem Ciało gniecione prostować. Trawy, co jej w Rosy Piciu Obca przeszkodziła Stopa. A jednak ode Skargi daleka. A jednak ku Słońcu dążąca. A wsio mimo Sokami Kręgosłup swój Połamany sycąca. by jako się Feniks odrodzić. Ileż Pokory, Wytrwałości ile, w Zjawisku onym w Przyrody Sile Autorytarnej.....
Patrzę wokoło Wzrokiem Smętnym. Czym już Ogłuchł całkiem ? Czy Percepcji zdolność Sen spaczył ? A może Oni gadają, kłócą się i spierają, dysputują i dyskutują, Odkrywczymi się dzieląc Myślami ? Jeno ja, Nocną Mutacją nieznaną zmieniony nie pojmuję ? Niepodobna to jednak - przecieżem Ciarek własnych Wołanie - choć w Życiu raz pierwszy - słyszał wyraźnie. Niemożliwe, skoro Kroków ich Stąpanie ten sam co wczora i przedwczora  Szum tworzy.
A może po prostu Słów nie pojmuję ? Może Obce tak i Niezrozumiałe, że jakoby Ich wogóle nie było Wrażenie dają ?
Podejść, podejść czem prędzej a Zagadac, a Przemówić, a do Gadania Ich kłonić. Ramion wymachy, Pleców ugięcia wstrzymać, by Gęby do Dźwięków Wydania zachęcić. Zatem do najbliższej podchodzę pary , a "Czołem Waszmościowie !" - donośnym zapodaję Głosem. Przystanęli z uwagą na mnie patrząc. Milczący, jakbym Grzecznością Ich nie zaraził, jakby Uprzejmością na Układność mą reagować nie chcieli. W tył się tedy na Pięcie zwróciwszy, ku pode Dębem stojącym to samo zawołanie Poranne kieruję. A Oni Ramiony wywijać przestają, Nogami nie wiercą Nerwowo wprawdzie tylko ku mnie w Milczeniu patrzą.  Jeden jeno kapelusz w Pozdrowieniu zwrotnym uchylił Niemrawo - ot cała na Szacunku Wyrazy Odpowiedź.
Cóże u Licha ? - pytam w Duchu siebie - Obrazili się na mnie w Noc tę Majową ? Trzej Ogrodnicy, Zofia azali we Łbach Im poprzewracała, mnie libo ? Nie może być to ! Zofia owa, Pistis, Elpis i Agape - Wiarę, Nadzieję i Miłość za córki miała. Jeno gdy Dianie z Nich ofiary złożenia odmówiła, te- nieletnie wonczas - na oczach Jej mękom  poddano. Zofia zaś - to mimo -do Wytrwałości je zachęcała. Wszystkie dzieweczki Mieczem ścięto w końcu. Zofia zaś przy Życiu pozostawiona  z na swoje Męstwo przyczyny, dlatego bądź, by po Dzieci swych stracie cierpiała srodze, z Rozpaczy na Ich Mogiłkach maleńkich Ducha oddała.... Tedy Noc Jej poświęcona imieniu, Wiarę, Nadzieję i Miłość, nie Wrogość, nie Niemotę zaś krzepić winna.
Stoję tedy Klepsydr kilku upłynięcia świadomy, Czasu mijania Świadomy, Chwili Wymowy Nieświadom, ino pod Nosem coś - do siebie już teraz, nie do Nich - mruczę, na tyle jednak wyraźnie, by Przekonanie o mojej powzięli konfuzji. By może - niechby Wstydem zdjęci, Przemówili wreszcie.
Wtedy co odważniejszy podchodzi bliżej, a w te się odzywa Słowa.
"Wystaw sobie Acan - jakże my tu tak ze sobą Gadać mamy, gdy Wszystko już Powiedzianym zostało ? Jakże Na dzień Dobry Twoje, naszym Szczęść odpowiedzieć Boże ? Skoro wczoraj tym samym się Zwrotem witalim ? Skoro Pokoleń dziesiątki- Sarmatów tysiące , Pozdrowieniem tem wzajem się mieniają, do Znudzenia identycznem ? Tedy Rankiem postanowilim Zamilknąć trwale. By nikt, że my tu pode Czyimś pozostajem wpływem, z Jestestwa rezygnując swego nie uznał, a za Słabości  nie ogłosił przejaw. By Małpowania naszego nie zganił, a Indywidualizmu zatraty nie wieścił. By do Autorytetów się nijakich Odwoływania nie wyśmiewał. Zatem z Dniem to dzisiejszym w Słów miejsce, Zdań po Inszych powtarzanie namolne, nie Odkrywcze przeto, ale o Myśli jeno świadczące zniewoleniu a Osobowosci stradaniu, Ramion Machanie, Dłoni Czapierzenie, Stóp Przytup, Karku Gięcie ( od Pokory i Uległości odległe wszako) w zastępstwie i Tobie proponujem, jako Porozumienia Kierunek. Bo one Unikalne nad wyraz. Bo one   Indywidualizmu dowodem, gdy ten Ramiona ma Długie, ów zaś do Barków przyrosłe jakby. Jeden na Nogach Bocianich iście stąpa, długich i jako Patyki cienkich, gdy inszego Kolubryny dźwigać się zdają. A i Karku przygięcie głębokością różne. Zatem Gesty, Gesty jeno Niepowtarzalne, Aautorytarne są tedy ! " To rzekłszy na Pięcie się Żwawo odwraca, a do na moment opuszczonego Kompana powraca, by Machać, Czapierzyć, Tupać i Przyginać....
Jezu !!! Tak to zatem ? Ot - jakby Nic Nigdy, Języka zapomnieć w Gębie ? Słów tysiące, Kultury Ludzkiej osiągnięcie tak z Użycia eliminować łacno ? Machaniem bezładnym, kalekim wyprzeć ? Jako Łajzy Tupać ? Tupanie wszak w Mrozu Porze na Rozgrzewkę lepsze, niż w Myśli Indywidualnej wymianie !
I to tera, gdy my tu w Kniei przez miesięcy Czuwamy tyleż ? I to tera, gdy Hasła - dźwięcznego przecie - oczekujem, choć Znaku Niemego i może ? Tera, gdy - kto wiedzieć może - Moment Lada Kuryer na polane wpaść gotów z do Boju Hasłem ? Coże pomyśli, jaką Opinię powiezie, do Hetmana naszego Chemicznego, Pałacu Namiestnika libo ? "Kukłym tam Nieme spotkał !" - taką to Wiadomość przekaże. A wtedy wszystko w niwecz pójdzie, na Marne zda się.
Gdy tak Wizją ową Porażon stoję, Ruchu uczynić niezdolny, z Kniei Głębi Ryk się dobywa Srogi. Ryk Nieartykułowany, na Dzikości jeno wzorowany Natury. Ryk straszny, choć powtarzalnością swą Autorytarny wielce. Kiedy ten Uszu twoich sięga, Ramiona same w Tułowiu się kulą, Stopy w Mgnienie Oka  jako Wryte stają. Głowa zaś, na Karku Prostym - już nie schylonym - ku Kniei się zwraca. I stać tak w bezruchu w Bezgłosie możesz, na w Cielska Zwalistego widoku oczekiwaniu.
Możesz tysz Michy Mosiężne pochwycić, Łyżki dobyć, by Waląc  nimi o siebie Hukiem dobytym się Rykowi przeciwstawić. Natury Autorytetowi Hałaśliwemu, własną Hałasu Autorytarność przeciwstawić.
I możesz w końcu z Bij-zabij ! okrzykiem w Knieję się zapuścic straszną, na Okropnego spotkanie.
Z tymże okrzykiem samym, co z nim na Usty tyle już Pokoleń w Bój ruszało. Z Okrzykiem, co Autorytarny, a przecie Odwagę mnożący, Zwycięstwa bliżący Wizję.
Zatem, gdy Oni Mosiądzem o Mosiądz tłuką, ja Bij -zabij !  - z Piersi dobywam.
I już słyszę, jako Kubańce No pasaran drą się.
I już poznaje, jako Na pohybel z Sotni Kozackiej frunie.
I już wim, że Nocy mimo  Języków w Gębach swych nie potracili.

Basia - 2009-05-17 07:07:18

Nie mogę się przebić na Misogino, więc zostawiam ślad tutaj:



Zwracam się oficjalnie do MODERATORA z prośbą o USUNIĘCIE postu z dnia 16.05.2009 23:42~wiem co mówię.

Nie znam się na netykiecie, ale znam się na ludzkiej przyzwoitości. Spraw prywatnych nie wolno wywlekać na forum publiczne.
Z góry dziękuję.

Proszę Misoginian o przylączenie się do mojej prośby do MODERATORA.

Basia - 2009-05-17 07:30:44

Odpowiedź do MODETRATORA TVN 24


MODERATOROWI  serdecznie DZIĘKUJĘ!!!

W imieniu własnym i pozwolę sobie powiedzieć,że w imieniu Tych, ktorym idee Sonii i Misogino są bliskie.
Z wyrazami szacunku

Inżynierowa

Basia - 2009-05-17 07:46:00

MODERATOROWI raz jeszcze serdecznie DZIĘKUJĘ.

Ślad pozostał już na "zmienmyswiat".
Uważam, że wyrazy wdzięczności dla PRZYZWOITOŚCI WASZEJ winny też zostać widomymi.

Nieustająco z szacunkiem

Inzynierowa

wscieklyuklad - 2009-05-17 19:33:48

Europa wybrała. Europa tęsknoty za prostotą dowiodła. Na nic dekoracje, na niewiele Chórki, Akrobaci się zdali. Wygrała Buzia Szczera, Twarz Blondniewinna, Słowa proste o Świata Baśniowego ważności. Świata, w którym Żyć pragniesz, nawet gdy Cię rani. Świata, w którym Ranka kazdego do Bitwy stajesz gotów, Nocami - Miłości pełnemi przeplatanych. Świata, gdy Świadomości utrata Grozy nie budzi. Bo na dnie jej Miłość znaleźć można. Młlość szaloną, Utraconą - jako Raj choćby.
Raj, do którego Sonia już od 22 nie puka miesięcy. Raj, w którym Bóg, nim Człowieka na Ziemię wygnał, by w Czoła Pocie ja Niewolił, Poddaną czynił, zarzewie Nieprzyjaźni zasiał. Ziarno Nienawiści Zarodka między Węża a Ewy Potomstwo sypnął.... A tak skoro, to czego spodziewać dziś się mamy, liczyć na cóż ? Gdy Ziemię Dwunożnych obok, w Pyle pełzający, Prochem pasieni posiedli ? Stopa tych, co Złu Czaszkę miażdżyć miała, z Językiem się Jadowitym starła. Czaszki gruchotanej  łoskot, z jękiem Jadem  się pełnionego czepiła.
Czemu pukała tam zatem ? Czemuż Raj ze Szczęściem Jej się kojarzył ? Czemu Paralelę tak prostą czyniąc Porażki się nie lękała, odtrącenia tudzież ? Ano dlatego, że Niewinną była. Ano dlatego, że Wiedzę jaką posiadła nie na Pożytek własny, ale Innych Życia umilenie trwoniła. Trwoniła nie stratnie jednak, ale twórczo. Bo Dobro, poświęcenie owo, w Innych Członki Życie sączyło. Bo Ból Jej Ran, nie był Smutku Źródłem. Bo ponad Ból własny, Cierpienie swoje, Innych Szwank stawiała. Bo własny Ból roli nie grał, gdy wokół Śmierć się panoszyła. Śmierć Piekielna Rodowodem, Katuszami i Beznadziejnością straszna. Nie chwaliła się nigdy Czynami swemi. Kryła przed nami Wydarzeń Tragizm. Większość z tego, co dane nam było poznać zawdzięczamy F.M. A i On - w Woli Jej poszanowaniu, wiedzą ową dzielił się niechętnie i z zażenowaniem zawsze. To właśnie Prostota, Dyskrecja tak rzadko dziś spotykana, gdy większość współczesnych, z Chwaleniem się przed się wypiętym bieży, dowodem są Wydarzeń tych Autentyzmu. Bo gdyby nabrać kogokolwiek pragnęła, znalibyśmy każdy szczególik najmniejszy, najdrobniejszy dni tamtych, gdy o Życie dzieciątek walczyła, także i w trakcie nocnej przez Pustynię przeprawy. Wyjawiłaby nam każdy -  kto wie - imaginacji może będący tworem Fakcik, by tym więcej zaszokować, w tym większe Zadziwienie - z Niedowierzania pogranicza - w nas wzbudzić.
Niedowierzanie.....
Czy Uczuciem jest Świeżym, Unikalnym ?
Przywołuję Jezusa Zmartwychwstanie niedawne tak jeszcze. Oto na do Emaus drodze ukazuje się tym, z którymi przecie Lat wiele przebywał. Wspólnie Wędrowali, Nauczali, Mieszkali wreszcie. Idą wspólnie w Kierunku tym samym, a Oni Go nie poznają. Sceptyk zaprzeczy takiej możliwości. Bo przecie tak na Rozum Zdrowy, nikła jest Szansa, by po dniach kilku rozłąki nie rozpoznac Mistrza . Chyba......, że Śmierć i Zmartwychwstanie na tyle Go zmieniły. Chyba.... że Sytuacji Emocjonalna wymowa - we własnym Ich Świecie Myślowym się pogrążenie, Postrzegawczość stępiło. Szli Ramię w Ramię. Rozmawiali ( czyż zatem Głos także mu się zmienił ? A może - jako dziś niektórzy nicki swe, tak On timbre modulował Głosu ?) Skoro Rękawiczek nie przywdział, Rany - na Dłoniach conajmniej zauważyc by musieli. Nie zauważyli ! A przecie w Nauk trakcie pełnili rodzaj dzisiejszej ochrony. Zatem Taksowanie uważne otoczenia winno w Ich leżeć naturze. Po Mistrza Śmierci, sami wystawieni byli na prześladowania. A to Czujnośc Ich jeszcze wyostrzyć mogło. Z Ewangelicznego przekazu wynika, że w jakiś niepojęty, Absurdalny wręcz , dla myślącego trzeźwo sposób- osłabiło. Zatem Opowieść cała Fałszem trąci ? Zatem na potrzeby czytelnika przyszłego stworzona ? Zatem przekaz jej taki jest : nawet Ważnymi pochłonięci Sprawami, Problemi przygarbieni Srogimi czujności nie traćcie ? W przeciwnym razie pozostaje nam tylko Mistyfikacji wrażenie.
W kilka dni potem, gdy zgromadzeni Wieczerzę pożywają, On - MIMO DRZWI ZAMKNIĘTYCH - pośród Nich staje z pozdrowieniem serdecznym. Duch zatem, czy Człowiek z Krwi i Kości, Zmartwychwstały ?
Duch jeśli, tedy w Baśni się pograżamy Świecie. Świecie Nierealnym, Niewiarygodnym, Wyimaginowanym, Fantastycznym, gdy tu w grę Ważne wchodzą Sprawy. Tak samo pojawia się przed Tomaszem Niewiernym, by tenże Palec w Rany jego na Stopach, Dłoniach, Boku wreszcie mógł wetknąć a uwierzyć.  Rany na Ducha ciele ?
Ducha Bezcielesnego dotknąć nie sposób przecie. Palec Próżnię przebije - niechby na Ran poziomie - jednak Pustkę Bezmierną, Bezkształtną. Zatem Mistyfikacja, zatem Oszustwo kolejne ? Z Trzeźwości Spojrzenia naszego kpina ? Z o Materii naszej Wiedzy szydzenie ? Snujący relację chwil owych sprytnie ( jak orzeknie większość ) sytuacji opis króci. Tomasz oto Palców swych w Rany nie wtyka, ale Wstydem zdjętym na Kolana pada w Mistrza Autentyczności uznaniu......Sceptykom wytrąca tym samym Wywodu Logikę. Nie mogą oto chwila po chwili rozbierać wszystkiego na Szczególiki drobne. Nie mogą prychać, dowodzić, nad palca w Ran wetknięciem się pastwić podważając Opowiesci całej Realizm. Muszą oto zanegować a priori, lub przykładem Tomasza podążyć....
A co jeśli Zmartwychwstały taką włąsnie strategię działania obrał ? Co - jesli Ewangeliści, w Słowa ją ubrawszy, pozostawili nam .... Wolny Wybór ? Nie nakaz tam żaden. Przekaz jeno - jeśli wierzysz, wierz raz a ostatecznie. Jeśli nie, sprawa Twoja. Jeśliś jednak - bez Dowodów Prezencji - uwierzył, tym Wiara Twa cenniejszą uznana będzie.....
Dyskrecja jako Autentyczności przejaw....
Taką samą wykazali się potem Ci wszyscy, którzy o odchodzeniu kolejnych Misoginian wieścili - jak Ramba dziś do Żywego dotknięta Innych Taktu brakiem.
Skąd bierze się zatem Malkontencji Ogrom , Niedowierzania Baniak ?
Jeżeli dana Opowieść o Słuchaczu nie mówi, Ten słuchał jej nie  będzie ...... Może faktycznie to Zazdrość ? Może za Rozgłosu brakiem Żal jeno ? Bo przecie Piękna ileż w Zagadkach się mieści. Bo przecie Radości ileż Nieozwiązane nieść umie ? Bo - w końcu - jak pociągający jest Baśni Świat Tajemny...... Świat, który my w Realne ubrać pragniemy Szaty.  Świat, którego faktyczności potwierdzenia tak się łapczywie czepiamy. A przecie nim twierdzenie zostanie udowodnione, jakże wiele ze swego Piękna straci ? Bo Matematycznych poszukując wzorów, odbierzemy im Autentyczności Polor.
Z nas wielu sporo nieraz Czasu trzeba, na Ceny w Świecie Materialnym przebywania określenie. Tak wiele Klepsydr z jakimiż to się trwanie Warunkami wiąże ustalenie pochłania. Chwile te są jakby Kostki Cukru  w ustach się rozpuszczania Wrażeniu podobne, a od szybkości procesu tegoż zależne. Lecz od Tempa tego niezależnie - gdy wreszcie Kostka się owa rozpuści, Językiem inszy Smak czujemy. Smak Nowe wieszczący. Smak Mrocznym nas pełniący Zdumieniem. Bo tym Nowym jest to właśnie, iż Człowiek z Istnienia Ogromu powstały, w Chwili dowolnej powrócic Doń może.  Chwili każdej - Następnej że - niewykluczone azali. Kostce już Kształtu nie przywrócisz . Język z Czasem do Wrażenia się przyzwyczai. W tym Rzecz, by Mrok , Światło Zrozumienia wyparło.
Boje Srogie po drugiej sie Kniei toczą stronie. Kiedy na Beczce pośrodku Polany stawionej - Trybuna Podwyższeniu -stanąć się zdarzy, Równinę Posępną obaczysz snadnie. Równinę Martwą i Dziką,Pustkowie Ponure. Miejsce, gdzie Światła nie napotkasz, prócz  Płomieni Sinych, Bladych i Straszliwych migotu. A kiedy Wzrok natężysz, Duchy dojrzysz snadnie. Przez wiele już takich Mrocznych i Posępnych Dolin wędrowały. Okolic wiele Mrocznych i Posępnych wielce, Gór Ognistych, Turni i Grot  minęły, Jezior przepłynęły Mrowie. Tych, co obok bagien Rozpadlin, Torfowisk i Mokradeł bieżąc, z Koboldami za bary się Brały, Nimfy do Tańca nęcąc, z Trollami za Brody się tarmosząc.
Szły dalej Cierpliwie Śmierci okryte Cieniem. A z Płomieni tych Blask nie padał żaden, jeno Ciemnośc się Widoma ścieliła. Mrok, co Żałosnych jeno Obrazów odkryciu służył. Cień co na Smutku Obszarach się kładł.
Patrząc na Scenę ową Wiarę odtrącasz, Tomasza Niewiernego Przykład obierając. I mniej coraz pragniesz, by Baśni Świat ów na Polanę ci umiłowaną zawitał .
Z  Beczki tedy zeskakuję chybko. A na kamieniu z Tary przysiadłszy, krzyku Króla oznajmującego przybycie nasłuchuję. Cisza wokół się ściele jednako.
Więc, zrób lepiej sam, co do ciebie należy, myślę. Zrób, nim Świat cię uprzedzi i za ciebie w sposób brutalny to zdziała. Tyle już Polana doświadczyła owa. Więcej niż ktokolwiek  z Obecnych tu już widziała.
Wie tedy, że Świat naprawia czasem ludzkie błędy i że można zginąć z ogromnej ilości powodów. I  że brak Matematycznego działania, uzasadniającego z Głupoty konanie, z Niewiary odejście......

Aska - 2009-05-18 12:30:59

Ostatnie zdanie WU jak i większość pozostałych postów na Misogino, odczytałam, jako zarzut, poniekąd słuszny, sama niejednokrotnie robiłam takie wobec wcześniej odchodzących. Odchodzę, dlatego, że bardzo mi zależy na Misogino i Misoginianach. Jest to miejsce i ludzie, na których szczęście i radość są dla mnie najważniejsze, jesteście najbliżsi memu sercu. Wierzę, że Misogino przetrwa. Dlatego, żeby przetrwało podjęłam tą bardzo trudną decyzję. Wierzcie mi, to jest bardzo trudne, ale wydaje się mi, że konieczne. Czas to pokaże. Dużo, bardzo dużo mówiłam o swoich prywatnych sprawach, dzieliłam się smutkami i radościami, ale są rzeczy tylko moje i wyłącznie moje. Każdy z nas ma swoje, że tak to nazwę, tajemnice, niejednokrotnie przed sobą samym skrywane. Są to rzeczy tak bardzo bolesne we wspomnieniach, że nie chce się do nich wracać, a czytać o nich i tłumaczyć komukolwiek, co, jak i dla czego, nie wchodzi w rachubę. Zaufanie, jakie miałam zgasiło jakiś czas temu. Tli się niewidoczna iskierka, tylko tyle i aż tyle. Starałam się jak potrafiłam, jak umiałam, a nie umiem rozmawiać pisząc zwłaszcza wtedy, kiedy jestem zdenerwowana, ostatnio za każdym razem ze strachem otwieram Misogino. Z tym jednak jeszcze radziłam sobie, ciągnie się wciąż ból, poczucie krzywdy, niezasłużonej kary, jaka mnie spotkała i najbliższych mi ludzi. Czepianie się Tych, których nie ma, którzy odeszli na zawsze, wieczne czepianie się F.M. Teraz kolejny raz Krzysia, którego tak bardzo prosiłam, by cokolwiek, jakkolwiek odezwał się, dał Wam znak życia, znak, że nie odszedł, że jest i za dni kilka, może kilkanaście wróci i pisać będzie jak dawniej. Wiem, że prosiłam Go o coś, co w tym czasie było dla niego bardzo trudne, ale zrobił to, napisał. Mimo swoich spraw, o czym poinformował jakiś czas temu, rozchmurkowy post wysłał. Z jakim przyjęciem się spotkał? Dostał cios poniżej pasa. Czuję się winna, że przysporzyłam Mu cierpienia, bólu. Tego nie spodziewałam się. Iskierka zgasła. Przepraszam Krzysiu.
I to jest kolejny powód, że muszę odejść.
Nie chcę kogokolwiek osądzać, posądzać, podejrzewać…. etcetera, etcetera A to robię, robię wbrew swojej woli, wbrew samej sobie. Wiadomo wszystkim, że najłatwiej zranić mnie, na ziemię powalić, uderzając w mych najbliższych przyjaciół. Za wszelką cenę chcę oszczędzić im bólu, niezasłużonego cierpienia. Nie chcę narażać Misogino i Misoginian na żadne, najmniejsze przykrości. Nie chcę kogoś, kto podpisując się jakimś nikiem i pisze złośliwości brać za inną osobę, oskarżać o to być może niewinnego człowieka. To jakiś obłęd, każdy przypadkowy, każdy „obcy” może zabawić się naszym kosztem, nie zdając sobie sprawy jak nas rani. Domyślanie się, kto to, oskarżanie kogokolwiek, to krzywda dla niego wielka, nie mam prawa nikogo krzywdzić nawet myślą, nie wspominając o słowach. Wiem, że to, co piszę, może zdawać się niedorzeczne, irracjonalne, mam powody, uzasadnione powody by złośliwości wypisywane pod adresem Krzysia, odebrać, jako atak na mnie. Te myśli mnie przerażają, mimo iż mam podstawy, mogę się mylić, nie musi być tak, jak ja to widzę, moje poczucie winy jest, ale „podejrzenie” może być krzywdzące kogoś zupełnie niewinnego. Nie chcę nikogo krzywdzić, nikogo i w żaden sposób, nawet wówczas, kiedy on o tym nie wie, kiedy są to tylko moje myśli.
Nie uciekam, ustępuję, kocham i szanuje swoich przyjaciół. Ich przyjaciół ani kochać, ani lubić nie muszę, ale szacunek ode mnie im się należy, za to, że kochają tych samych ludzi, których ja kocham, za to, że są przyjaciółmi dla moich przyjaciół. Nie chcę stać na niczyjej drodze do radości, zadowolenia, szczęścia dla tego podjęłam taka a nie inna decyzję. Wystarczą kłopoty techniczne, z jakimi boryka się Misogino.
Odchodzę dla dobra Misogino, wiem, że zostaje w bardzo dobrych rękach i nie zginie. Przechodzę do drugiego pokoju, schodzę z oczu, dla tych, którym, jak mi się zdaje, jestem solą w oku. Zawsze jestem do dyspozycji, kontakt ze mną nie zmienił się. Będę zawsze, kiedy będę koniecznie potrzebna. Pisać nie będę pod żadnym innym nikiem. Za każde wypowiedziane słowo biorę pełną odpowiedzialność.
Misogino jest dla mnie pomnikiem, pomnikiem miłości, przyjaźni, ludzi dobrej woli, sensu życia, nie mam prawa najmniejszą rysą przyczynić się do jego niszczenia. Kopiuję każdy post, (te wredne też), by w razie technicznych niespodzianek, zachowało się Misogino, jego kopia. Tak będzie dalej.
Życie nauczyło mnie, by ocenę czyjegoś postępowania zaczynać od siebie, zastanowić się, co zrobiłam, że tak, a nie inaczej ktoś postępuję, czy jest coś, co mogę zrobić, by to zmienić i wiele innych zadaję sobie pytań, szukam na nie odpowiedzi. Nie znajduję w sobie winy, ale znajduję sposób, który jak mi się zdaje, chociaż troszkę może pomóc dla mych przyjaciół, by ich się nie czepiano. Odrobinę ładu mym odejściem pragnę zapewnić na Misogino.
Być może mylę się, być może tym wyrządzam komuś krzywdę, tego nie wiem, ale wierzcie mi, że mam uzasadnione podstawy, by tak myśleć i postąpić, tak jak postępuję
                                                    Mirka

Aska - 2009-05-19 12:24:37

Zyto, jesteś bardzo miła, bardzo mi przykro, że Ciebie zasmuciłam. Moja decyzja jest przemyślana bardzo dokładnie. Nie wiem czy jest słuszna czy nie. To czas pokaże. W walce ze złem, czasem trzeba dokonywać trudnych wyborów. Bywa, że ustąpienie dobra przed złem, przynosi pozytywne skutki, zło traci cel, może czasem zastanowi się nad tym, co robi? Może pokłady dobra drzemiące w każdym człowieku, obudzą się i chociaż przez chwilkę zapanują nad złem. Może jak koza pożre NIC, będzie najedzona i uśnie. Na dzień dzisiejszy moja decyzja jest nie do odwołania, może kiedyś, kiedy zło ukorzy się troszkę, kiedy zahamowane zostaną "odruchy Pawłowa", kiedy bezczelne zwracanie się do forumowiczów zmieni się w słowa nagany tego, o czym piszą a nie tego, jacy są, kiedy będą to słowa niekrzywdzące, nie bolesne, nie będą ciosami poniżej pasa, kiedy nie będzie podtekstów, a jasno napisane, co się nie podoba, co jest złego w treści postu, kiedy znikną insynuacje i dorabianie do swojego, sobie wiadomego celu zdarzeń, kiedy szczerość i szacunek powróci, kiedy skończą się pomówienia i demagogia, może wówczas czas zatrze powstałe rany. Kto wie, czy wówczas, tak jak dawniej nie kucnę w knociku na kawałku swej podłogi i nie podzielę się z Wami moimi radościami i smutkami. Teraz zostanę w drugim pokoju z nadzieją, że Krzyś do mnie dołączy, kiedy pozamyka swoje sprawy. Może ktoś z Misoginian nas odwiedzi, wypije z nami poranną kawę i opowie, co słychać w wielkim świecie. Moja przyjaźń dla was pozostanie, w moim przypadku, ani przyjaźń, ani miłość - jeśli prawdziwa - nie mija. Mija zauroczenie, ale to inna bajka.
Dziękuję Zyto za dobre słowo, jest mi tak strasznie ciężko, że łykam je niczym powietrze,  łykam jak najsmaczniejszą na świecie ambrozję zanurzoną w nektarze.

Smoliński, dla jednych jeden czy dwa posty są niczym, dla innych słowo wystarczy by nie podnieść się z dołka. Przeoczyłam post, który kiedyś ktoś napisał o śmierci mojego jakiegoś wujka, rzekomo ten ktoś zna mnie dobrze. Przeoczyłam post, w którym ktoś insynuował, że jestem Czytusiem, (mogę nim być, tylko ci powie na to Czytuś, czy zechce być taką zołzą).Było to wymysłem czyimś, a ja tłumaczyłam się przed przyjaciółmi. Ktoś już wówczas zasiał złe ziarno, ale je zbagatelizowałam, ot incydent. Późniejszy paskudny post bijący w Krzysia i we mnie, powtórka tego samego kilka dni temu. Wygląda na to, że ktoś usilnie chce mnie poróżnić z nim i innymi przyjaciółmi. Nie wiem, kto to jest i jaki ma w tym cel, ale Misogino nie jest miejscem do załatwiania takich spraw, nie mam żadnej gwarancji, że kiedyś nie przeczytam, że kogoś zamordowałam, albo popełniłam samobójstwo. Mogę być niebytem, może mnie nie być, ale nie mogę pozwolić na to, by źle działo się na Misogino, zbyt zależy mi na nim, zbyt wiele mu zawdzięczam. Kiedy po raz pierwszy spotkałam Misoginian, stałam nad przepaścią, ziemia usuwała się spod moich stóp. Misogino i ludzie, których tu poznałam, z których kilku w realnym świecie spotkałam, odmienili mój świat, dali mi drugie życie. Wróciłam za światów, wróciłam do świata żywych, odnalazłam sens życia. Nie mam prawa do zniszczenia tego, co sprawia wam wszystkim radość i temu, kto być może bezwiednie, zrobił mi wielką krzywdę. Nie czuję do niego żalu, życzę mu jak najlepiej, czuję ból, jestem zrozpaczona, bo nie wiem, co złego uczyniłam, że tak mnie nie nawiedzi.

Jeśli czymkolwiek Ciebie "nieznajomy" uraziłam, zadałam jakiś cios, wybacz, zrobiłam to nieświadomie. Przepraszam za całe zło, które spotkało Ciebie ode mnie, uwierz, nie chciałam tego i nie mam pojęcia, o co zrobiłam. Widać zrobiłam, bo skąd tyle byłoby w tobie nienawiści do mnie. A może to zwykłe nieporozumienie, które można wyjaśnić na innych łączach?

Pozdrawiam Wszystkich bardzo serdecznie, szczególnie tych, którzy tu zaglądają.
                                                                                                Mirka

Basia - 2009-05-19 12:34:30

Witajcie!
Napisał dzis Łowca:
"Jak każde publiczne forum,do którego dostęp nieograniczony ma każdy ,na dodatek welotematczny,bez narzuconej z góry konwencji nie powinien być "pralnią" i źródłem dociekania i "grzebania" w cudzej prywatnośći.Stąd moje obawy i wątpliwośći co do sensownośći pisywania na tym forum,skoro jak zauważyłem,dla wielu najważniejszą sprawą jest fakt zaistnienia za wszelką cenę,nawet za cenę śmieszności".
Łowco,powiem krótko,wyraziłeś dokładnie to,co sama chciałabym powiedzieć. Niestety, nie posiadłam umiejętności zwięzłego wyrażania się, dlatego moje posty są rozwlekłe i przegadane.
Trafiłam na to forum nie mając żadnych uprzednich doświadczeń, nie pisywałam na forum publicznym. Trafiłam "za Gombrowiczem". Zostałam, bo przejeły mnie losy forumowiczki piszącej pod nickiem SoniaIQ195. Prawie dwa lata temu,już po wieści o jej smierci, znalazłam też wpisy Sonii!Q195 na Interii. Mnie jednak najbardziej utkwiła w pamięci odpowiedź innemu forumowiczowi czy forumowiczce z dnia 3 lipca:
"Droga/i/ Rana*,mala tylko uwaga,NIGDYI nie wdalam sie w krytczna polemike z komkolwiek na tym forum/mozna to bardzo latwo zweryfikowac!/nie obrazilam nikogo i tej dewizy zyciwej bede sie zawsze trzymala.
Kazdy ma prawo do swoich osadow, czy opini,ja kazdego uszanuje,.nikt nie jest przymuszany do prztykiwania na "tak" lub"nie"! "
W owym czasie wręcz zaprzestałam czytywania komentarzy na "Gazecie Wyborczej", bo zdumiał mnie i nadal zdumiewa ogrom chamstwa a nawet wulgarności wsród internautów. Odpowiedź SoniiIQ195 dana "Żabie-Ranie" poruszyła mnie , bo była bliska mojemu widzeniu świata. Później wpis:
Wściekłego: "Sończyzna zbawieniem nam teraz na tym korabie rozkołysanym a z wolna tonącym, gdzie tyle zła, nienawiści goreje"
Zbyszka: "do odwaznych nie naleze,rece mi sie trzesa,ale slow kilka wykrztusic pragne  i choc pora pozna przyznam ze jakiegos oslnienia doznalem!kochani,tylu dobrych ludzi jest wokol nas a my widzimy tylko tych najgorszych!"
Sirio: " przeczytawszy panstwa wymiane mysli przemieszana poezja  ogromnie sie ucieszylem ze mozna "zalapac sie" na taka uczte uczuc,wrazen,zwyczanej milosci blizniego"
Kitlinskiej: ".Dzieki ze zawiazuje sie nieformalna grupa ludzi o dobrym sercu."
Romualda: "By nie przerwac tego lancuszka dobrych serc z nadzieja i wiara za pomyslnosc dzieci cierpiacych w drodze ku lepszemu jutru nich ten moj skromny wpis zaswiadczy ze jestesmy z Sonia,jak napisala ..Jest nas na swiecie tak wielu"
Powtórzę za Romualdem: jest nas na świecie tak wielu. Powtórzę, bo nieustannie w to ... wierzę. Powtórzę, bo takich ludzi mam wokół siebie, wśród rodziny i przyjaciół. Powtórzę, bo powtórzyłam to późnowieczorną porą niedzielną Przyjacielowi, zanim na sygnale nie nadjechała karetka. Powtórzę, bo nie umiałam i nie umiem znaleźć odpowiedzi na pytanie: dlaczego i jak to możliwe,by takie zachowania, jakie miały miejsce na Msogino od pewnego czasu w ogóle się mogły wydarzyć . Miałam nadzieje,że tego nie czytał. Niestety. 
Łowco, nie uważam, żeby podzielenie się np.radością z realnego spotkania innego forumowicza było czymś nagannym. Wiele radości przyniosło mi zdawanie przed rokiem relacji Adoratorowi, niemniej wiele zobaczenie wpisu Gaji opisującej rzymskie spotkanie z Moniką i Markiem, czy później z Adoratorem. Nadal uśmiecham się do tych wspomnień. Nie wstydzę się też bólu po śmierci Bastka, Mariusza, Róży i Marii, on nadal, Rambo, trwa.
Lubię żart, lubię się śmiać, z sytuacji, siebie a nawet kogoś, ale tylko wtedy, gdy wiem, że ów odbierze ten śmiech nie jako chęć "dowalenia", zdyskredytowania w myśl zasady "byle moje na wierzchu". Jeśli cokolwiek ujawniałam z prywatnych rozmów, to tylko i wyłącznie, gdy druga strona nic nie miała przeciwko.
Nie rozumiem i nie ma u mnie zgody na ujawnianie na forum publicznym prywatnych spraw innych osób. Tak właśnie napisałam do moderatora w niedzielę: nie znam się na netykiecie, ale znam się na ludzkiej przyzwoitości.
Nie potrafię tez zrozumieć podejścia, które okresliłabym: " i tak wiem lepiej co myślisz", bo przywodzi mi na myśl kreowanie się na...Boga?
Kiedy np.Wściekły o patriotyzmie napisze, o autorytetach, ideach to najwyżej mnie zadziwi owym "wprost" pisaniem i choć sama tak nie umiem, to nie podsumowałabym tego jako, hm, "bogoojczyźnianego sosu". Widać krakusy tak mają. No, czasem zapukam do Doktorostwa i po wdzięcznym "czeeego?" :) zamelduję "uff, przebrnęłam" :)
Proste to zasady, a moze tylko prostackie? Na osąd wpływu nie mam.
Dlaczego napisałam to wszystko? Choćby po to, by odpowiedzieć Olivierowi, że fizycznie jeszcze nic mi się nie stało. A może i dlatego by dac znać milczącym dlaczego i ja coraz częściej milczę? A może wreszcie, by Łowca mógł i mnie wpisać na swoją listę? :)
Posdraviam z deszczowego Krakowa. Szczególnie serdecznie zaś Dzieciaki z Misogino i Internautę o nowym, baaardzo długim nicku :)


Dziś obchodzimy Światowy Dzień Wirusowego Zapalenia Wątroby. Ruszyła kampania informacyjna przygotowana w Polsce przez Stowarzyszenie "Prometeusze", której celem jest przybliżenie zagadnień związanych z tematyką WZW. Około 1 300 000 Polaków jest chorych na WZW typu C lub B.
Ponad 1 000 000 o tym nie wie. Jedynym sposobem na wykluczenie zakażenia jest przeprowadzenie badania krwi na obecność przeciwciał anty-HCV oraz HBsAg.
Na świecie jest chory co dwunasty człowiek.
Na WZW typu "B" jest szczepionka, na WZW typu "C" - nie ma.
Mają być informacje w mediach, ale zachęcam też do wejscia na stronę Prometeusze.pl
Ze swego doswiadczenia powiem tylko,ze choć Polska nie Darfur, to jednak, nie bez przyczyny, udając się np. na badanie krwi ...opakowanie rękawiczek chirurgicznych niosę ze sobą.

wscieklyuklad - 2009-05-19 21:19:23

Klepsydra za Klepsydrą Piach toczy, w Tempie Równym, Nieubłaganym, Monotonnym, jako Żołnierzy co maszerują Butów tupot. Jeśli tylko w Pionie ją Idealnym Postawisz, na Doskonałym Poziomie, w odstępach jednakich Obracać ci przyjdzie. Rozmiarem różne i Kształtem. A przecie Tempo każda utrzymać umie i jeno ode Gardzieli Przewężenia zależy wszystko. Zatem gdy Projekt tworzysz, na Poprzedników Doświadczeniu, Autorytecie takoż, oprzeć się musisz, Wzorzec stały, wypróbowany juz obrawszy wprzódy.  A i Piachem właściwym pełnić Klepsydrę musisz. Piachem o Ziarnkach Drobnych, kształtem Idealnych, Obłością jednakich. Niechby choć Jedno, Kilka tylko od innych odstąpiło formą, a już Czas pomięszaniu ulegnie, pacząc wszystko.
W Żółtych Kwarcu drobinach Mozolności, Cierpliwości się uczyć starasz, Wytrwałość w sobie budujesz, Sprawę sobie zdając, że bez Klepsydry owej, Gardzieli, Piachu wreszcie Trwanie Twoje Ram by nie miało nijakich. Siedzenie Twoje Bezczasowe by było, Bezproduktywne  tedy . Bo nikt już nigdy określić by nie zdołał, kiedyś Siedział, kiedyś Patrzał, kiedyś się Cierpliwości Sensu uczył.
Cierpliwość ową budując w sobie, Zdumieniu ulec łacno. A nie masz nad Zdumienie Gościa bardziej strasznego. Nie masz wyżej Zdumienia Intruza nieoczekiwanego bardziej. Zdumienia, co do Głębi twego cię jestestwa trawi. Zdumienia co do Dna cię Świata pojmowania popycha uporczywie. Bo gdy siedzisz w Klepsydrę wpatrzony, Czasu Miarowością Ujęty,  Zdumiony uzmysławiasz sobie, że Uczucie owo za nic ma Piachu kruchość. Bo Gardziel w kolejności przypadkowej zupełnie, kolejne przepuszcza Drobiny. A przecie niezależnie od której napierają Strony, z jakiego Kierunku bieżą, Tempa narzuconego strzegą. Niczym innym przesypu Szybkości  nie zastąpisz. Zdumienia tedy swego nie wyprzesz. I to własnie ta Namolność jego, Nieuniknioność cała tak jest ci przykra, Obca i Niechciana - bo narzucona sztucznie, choć Matematycznymi Świata Prawidłami zali.
Jak wiele chwil takich w Codzienności Płynnej, gdy Zdumienie z nagła cię opada, a  w Zadziwieniu ostawiwszy ucieka.  Bywa, że Ranami pokryje - Duszę, Ciało libo - dla ciebie bez Różnicy to żadnej, bo gdy ty w tym samym pozostajesz miejscu, Ono Ramiony wzruszywszy, pod Nosem prychając pogardliwie lezie, by innych Dumić, a na ciebie już więcej Okiem swym Łaskawym a i Pogardliwym nie rzucić. I jak to, co Nieproszone wszystko,  Przyjaciół podejrzanych za sobą wiedzie.  Wątpliwość tedy na czele kroczy, Zazdrość za sobą wlokąc, Chciwość takoż. A one na Reguły nie ważąc, własne ustalają Porządki. Do Myśli się twych zakradłszy, wedle własnej je Wygody meblują. Do Szufladek ich, sobie miłe Manele łożą. Od pory tamtej Ich zaczynasz Językiem prawić, Mową Niezrozumiałą, Bełkotliwą nieco gadać, bo przecie One, Styl ów narzuciwszy od Tłumaczenia bodaj Próby odległe były. Myślisz tedy i Mówisz, Czuciem i Dźwiękiem Obcym ci osaczon. A One Panoszą się bez Umiaru ciągle. Czujesz wonczas, jak w Sercu twoim Potrawy Nieznane o Smakach dziwacznych, Aromatach obcych Pitraszą. Klepsydra kolejna Pływ kończy. Wszystko Ochodzi i Mija. A  ty - Samotny już Ostatecznie, Ogarnąć probujesz wszystko.
Odchodzą wreszcie  w Samotni cię ostawiwszy zupełnej, w Pustce Nieprzeniknionej. A ty pojąć się starasz coś czuć winien  - radość czy smutek ? Cierpliwość, co zawsze z Miotłą w ręku zostaje, Jestestwa twego Uporządkowania Spragniona. Cierpliwość co jej tera Baba-Babanina z Mopem w krzewach tkwiąca Symbolem.
Jeśli w Piernatach w chwili onej leżeć ci dane, Nogą ni Ramieniem poruszyć nie pragniesz. A przecie wiesz, że wstać winieneś, bo teraz, Sam skoroś, Klepsydrę Łbem do dołu postawić musisz, by Czas w miejscu nie stanął. Nikt w Ruchu tak Prostym Świat wprzódy pchającym, co Dziejom Bieg nadaje, Historię tocząc, zastąpić cię nie może. Na siebieś zdany Nieodwołalnie. Walkę swą w pojedynkę prowadzić musisz, sam Czoła przeciwieństwom masz stawić. Więc może leżeć, że Czasu ni masz udawszy ? Więc Łeb Puchową Pierzyną przykrywszy ode się Świata odgrodzić ?
Niepodobna to, gdy my tu po to przybylim, by Boje toczyć, by bisurmana Gromić ostatecznie. Lecz by Skutecznie Walkę podjąć, Czas ruszyć trzeba, Klepsydrą potrząsnąć. Lenistwu swemu się przeciwstawić, a i Wątpie na Cztery przegnać Wiatry, Cierpliwość pokonać takoż. By Ruchem Szybkim, Niecierpliwym w Stateczności miejsce Nieład wnieść , Zaprzeczeniu Flankę odsłoniwszy. Walkę tedy od Samounicestwienia rozpocząć przyjdzie ni chybi.
Każda Walka Bratobójczą, a Samobójczą jest zatem. W Walce Nigdy Zwycięzcy nie masz. Zatem u Kresu jej na Bitwy Polu sami jeno Pokonani zostają. ...
Ku Klepsydrze przejrzystej poglądam.  Czas upływający Bielmem mierząc pojmuje oto, że kto Piach się sypiący widzi - nie walczy, Martwego Frazesami nie karmi. Martwego ni własną, ni cudzą Krwią nie poi, bo Gestem tym Życia weń nie wleje. I pojmuję wreszcie, że kto Broni do Ręki nie  bierze , Broń z Ręki wytrąca tegoż co Oręż własny w Dłoni trzymany, samobójczo dzierży.
Czy zatem ten, kto nie walczy - Wrogów nie ma ? A jeśli Prawda to, to czy Wrogów nie mając Prawdziwym Triumfatorem dopiroż  ? Gdzie tedyż bisurmana szukać, przeciw komu Tanki nasze toczyć ?
To uznawszy w Mroku Zwiastunach pierwszych, przed Namiot wychodzę. Ku Kniei patrząc widzę je wszystkie razem, rozkołysane, rozchybotane na Dębów Konarach, do Pni ich przytwierdzone.
Jakże wiele juz Klepsydr upłynęło. A jam teraz dopiroż pojął Czasu upływu Wymowę.
Bo kiedy ku Kniei Wzrok kieruję, wiem, że to Sonieczki Serce pęknione, na Waszych się Tysiące Rozprysło, Rozpączkowało, jako Krwawych Szrapneli odłamki.
Gdyby kiedyś komuś nie chciało się Klepsydry odwrócić Czas wstrzymując może by potąd żyła ? A my Równoległym podążając Torem - Johna Titora śladem, moglibyśmy niekiedy ze Ścieżki obranej zboczyć, by do Niej zagadać.
Ktoś jednak zdecydował inaczej.
W Dłoń swoją Broń ująwszy Zabijać począł Braci Domową wszczynając Wojnę.
A wtedy Bóg wyciągnął spośród Chmur Dłoń swoją.
By Klepsydrę do Góry Nogami zwróciwszy, Świat nasz na Głowie postawić. Po to przecie, by wszystko to, co Straszne, szybciej Końca dobiegło.......
Po to bym ja teraz przed Namiotem przystając ku kniei poglądać mógł, na te Serca rozkołysane....

Aska - 2009-05-20 19:31:01

Przepowiednia z Tęgoborza

"Trudno ludzkie ustalić losy, gdy zmienność warunków odmienia to, co wczoraj trwałym było, a jutro istnieć przestaje.
Oto powiadam wam:
    
W dwa lat dziesiątki nastaną te pory,
Gdy z nieba ogień wytryśnie.
Spełnią się wtedy pieśni Wernyhory,
Świat cały krwią się zachłyśnie.

Polska powstanie ze świata pożogi,
Trzy orły padną rozbite,
Lecz długo jeszcze los jej jest złowrogi,
Marzenia ciągle niezbyte.

Gdy lat trzydzieści we łzach i rozterce
Trwać będą cierpienia ludu,
Na koniec przyjdzie jedno wielkie serce
I samo dokona cudu.

Gdy czarny orzeł znak krzyża splugawi,
Skrzydła rozłoży złowieszcze,
Dwa padną kraje, których nikt nie zbawi,
Siła przed prawem jest jeszcze.

Lecz czarny orzeł wejdzie na rozstaje;
Gdy oczy na wschód obróci,
Krzyżackie szerząc swoje obyczaje,
Z złamanym skrzydłem powróci.

Krzyż splugawiony razem z młotem padnie.
Zaborcom nic nie zostanie.
Mazurska ziemia Polsce znów przypadnie,
A w Gdańsku port nasz powstanie.

W ciężkich zmaganiach z butą Teutona
Świat morzem krwi się zrumieni.
Gdy północ wschodem będzie zagrożona
W poczwórną jedność się zmieni.

Lew na zachodzie nikczemnie zdradzony
Przez swego wyzwoleńca
Złączon z kogutem dla lewka obrony
Na tron wprowadzi młodzieńca.

Złamana siła mącicieli świata
Tym razem będzie na wieki.
Rękę wyciągnie brat do swego brata,
Wróg w kraj odejdzie daleki.
   
U wschodu słońca młot będzie złamany.
Pożarem step jest objęty.
Gdy orzeł z młotem zajmą cudze łany
Nad rzeką w pień jest wycięty.

Bitna Białoruś, bujne Zaporoże,
Pod polskie dążą sztandary.
Sięga nasz orzeł aż po Czarne Morze
Wracając na szlak swój prastary.

Witebsk, Odessa, Kijów i Czerkasy
To Europy bastiony,
A barbarzyńca aż po wieczne czasy
Do Azji ujdzie strwożony.

Warszawa środkiem ustali się świata,
Lecz Polski trzy są stolice.
Dalekie błota porzuci Azjata,
A smok odnowi swe lice.

Niedźwiedź upadnie po drugiej wyprawie.
Dunaj w przepychu znów tonie.
A kiedy pokój nastąpi w Warszawie,
Trzech królów napoi w nim konie.

Trzy rzeki świata dadzą trzy korony
Pomazańcowi z Krakowa,
Cztery na krańcach sojusznicze strony
Przysięgi złożą mu słowa.

Węgier z Polakiem, gdy połączą dłonie,
Trzy kraje razem z Rumunią.
Przy majestatu polskiego tronie
Wieczną połączą się unią.

A krymski Tatar, gdy dojdzie do rzeki,
Choć wiary swojej nie zmieni,
Polski potężnej uprosi opieki
I stanie się wierny tej ziemi.

Powstanie Polska od morza do morza.
Czekajcie na to pół wieku.
Chronić nas będzie zawsze łaska boża,
Więc cierp i módl się człowieku."

Autor przepowiedni jest nieznany. Kurier Codzienny w 1938 nazwał autora "anonimowa medium". Gazeta Narodowa w 1912 pisała, że autorem jest duch Mickiewicza, który miał się objawić hrabiemu Wielogłowskiemu w 1893. Stanisław Hadyna że autorką przepowiedni jest Agnieszka Pilchowa, Jasnowidząca z Wisły. Jest to mało prawdopodobne, w roku, w którym hrabia Wielogłowski usłyszał przepowiednię, miała 5 lat.
Różne interpretowano przepowiednie. Przeważnie odnoszono się do aktualnej historii. Po II wojnie światowej, większość czytelników bywała zgodna w rozumieniu poszczególnych  symboli. Symbolikę krzyża splugawionego (swastyka), młota (sierp i młot), niedźwiedzia (Rosja).
Inne interpretacje; jedno wielkie serce - Józef Piłsudski, Jan Pawł II i Lech Wałęsa - "wielkich serc" było więcej.
Do polskiego papieża odnoszony jest wers o pomazańcu z Krakowa. W herbie papieży znajdują się "trzy korony". Czasem jest to rozumiane, jako zapowiedź powrotu monarchii w Polsce.
W okresie PRLu duże znaczenie przywiązywano do słów "U wschodu słońca młot będzie złamany" i "A smok odnowi swe lice"  odnosząc je do konfliktów między ZSRR a Chinami. 
Niektóre opisane wydarzenia niemożliwe były do przewidzenia w 1893 r. - wojna światowa, upadek imperiów zaborczych, odrodzenie państwa polskiego.

Ostatnia zwrotka przepowiedni, dodawało otuchy polskim żołnierzom na wojnie.

Aska - 2009-05-20 19:48:42

Śmierć.
Czymże jest śmierć, jak nie snem? Tego nie wiemy, do póki żyjemy, a i "później" jest niewiadomą. Nikt nie przyszedł z Nowej Krainy i nie opowiedział, co nas czeka i czy w ogóle coś czeka. Wierzącym, wiara daje jakieś światełko, jakąś nadzieje, obawę może strach? Ale, przed czym? Nie boję się śmierci, bardziej umierania. Mam wrażenie, że już gorzej niż na tu, na Ziemi być nie może. Tu jest piekło. Nie, nie mówię o moim życiu, a o całokształcie. Czy gdzieś są podli ludzie, czy szykują wojny, samozagładę, czy jest gdzieś taka znieczulica jak na Ziemi? Zakładając, że jest, mam już doświadczenie, umiejętność przetrwania, istnienia, już niewiele mnie zaskoczy. Życie na Ziemi hartuje, śmierć jest niejednokrotnie wybawieniem dla odchodzącego do innej krainy.
Nie, nie boję się śmierci, czekam na nią. Mam nadzieję, że długo czekać nie będę, jeszcze tylko kilka obowiązków, kilku spraw zaczętych, których zostawić nie mam komu, pozamykam i pójdę w nieznane poznawać Nowe, a może "starych" znajomych spotkam, tych, których tak bardzo brakuje, którzy zbyt szybko odeszli? Tak, nam, zostającym jest źle bez naszych bliskich, ale czy im jest źle bez nas? Tego też nie wiemy i wiedzieć nie będziemy, może dowiemy się, kiedy dołączymy do nich. O ile dołączymy. O ile Tam coś jest.
Nie, nie boję się śmierci. Nie boję się zmarłych, boję się życia wśród żywych.
Nie boję się śmierci, to kolejny etap, którego jestem ciekawa. Którego nie znam, a często za nim tęsknię. Nauczyłam się żyć w jej cieniu, żegnać zmarłych, rozmawiać z nimi, pisać do nich listy. Oni są wśród nas, jeśli o nich pamiętamy, jeśli chcemy by byli. Że tęsknię, że czasem jestem wściekła, bo mnie zostawili, poszli sobie i mają spokój, a ja muszę za nich i za siebie żyć, za nich i za siebie "odrabiać pracę domowe z życia". Tak, jestem zła i choć brzydkie to uczucie, zazdroszczę im.
Śmierci nie boję się, boję się choroby, bólu umierania.

rendrab - 2009-05-20 21:30:52

Śmierć jest też mi bliska i ona mi zabrała bliskich i kochanych.Tęsknie za nimi za ich ciepłem ,dobrym słowem czasami gorzką prawdą .N ie trzeba się bać śmierci bo ona jest nam pisana jedni idą tą drogą wcześniej inni później ale wszyscy tam podążymy.A co do choroby to można nauczyć się z nią żyć i traktować jak coś nam pisanego nie nieuniknionego. Sam wiesz że to mój los jest już przesądzony ale to nic ból który sprawia że krzyczę to nic bo to moja droga krzyżowa i muszę się z tym pogodzić .Prawdą jest to że inni odchodzą na tamtą stronę bez bólu i cierpienia i takim ludziom zazdroszczę  .Pozdrawiam.

Alutka52 - 2009-05-21 07:16:09

Witaj Renatko

Krzysztof Kamil Baczyński - Śmierć

Ach, nie płacz, nie płacz,
to jest takie nic, smutne ucichanie,
a właściwie to jest cisza pierwsza i jedyna...
usychające kwiaty nad mdlącym posłaniem...
i właściwie nic...
i pusta głębia...
nocą cichy las bezczuciowych istnień,
wyblakłe jaźnie trwające bezdrganiem.
A właściwie to jest tylko wielkie zakończenie
nieskończonym snów...
nieznane cierpienie...
Ach, nie płacz, nie płacz...
Już cię nie rozumiem...

Aska - 2009-05-21 07:32:14

Nie żyje profesor Zbigniew Hołda

graż 21-05-2009 03:07

Wybitny prawnik, prof. Zbigniew Hołda zmarł wczoraj wieczorem w Lublinie. Miał 59 lat.
http://grafik.rp.pl/grafika2/308495,314338,3.jpgProfesor Zbigniew Hołda
autor zdjęcia: Kuba Kamiński
źródło: Fotorzepa


Był wiceprezesem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, wykładowcą Uniwersytetu Jagiellońskiego, członkiem Komisji Prawniczej Polskiej Akademii Umiejętności.
Na początku lat 80. doradzał „Solidarności”. W stanie wojennym był internowany.
Angażował się w działania, których celem było dostosowanie polskiego systemu prawnego i penitencjarnego do standardów europejskich. Pracował w Komisji ds. Reformy Prawa Karnego (od 1989 do 1997 r.) oraz w Zespole ds. Nowelizacji Kodyfikacji Karnej przy Ministrze Sprawiedliwości (1999 – 2000).
Jako adwokat prof. Hołda prowadził tzw. sprawy precedensowe, w których wyrok może spowodować bardziej przyjazną interpretację prawa dla obywatela. Za bezinteresowną pomoc potrzebującym otrzymał nagrodę Pro Bono, a dwa miesiące temu Nagrodę Tolerancji.
– On autentycznie poświęcał się dla ludzi. Nawet teraz, kiedy już był chory, jeździł na drugi koniec Polski i nie brał za to żadnych pieniędzy – mówi prof. Andrzej Rzepliński, dla którego prof. Hołda był – jak mówi – najbliższym przyjacielem. – Szczególnie go cenię za szacunek dla drugiego człowieka. Zawsze otwarty dla ludzi. Kiedy dziennikarze prosili go o komentarz, mówił kilka celnych zdań, które zastępowały całe tony pustych słów.
Rzeczpospolita

Aska - 2009-05-21 23:17:04

Gdzie jest sens? Gdzie go szukać, gdzie się ukrywa? Czy w ogóle jest sens życia? Jak poradzić z niewiedzą, niezrozumieniem, kiedy podręczników nie ma? Jak poradzić z sumieniem, kiedy swoje święte zasady, łamać trzeba? Udawać, że się nie wie, nie widzi i nie słyszy? Zbyt pokopane to życie, by sens odnaleźć, by raz po raz zaczynać od nowa. Jak zaufać, kiedy brak wytłumaczenia, kiedy wszystko wyczerpało się, kiedy niewinny czuje się winny, jak temu podołać?
Burza. Grzmoty, błyskawice po czarnym skaczą niebie. Całe tak skacze życie. Na ułamek sekundy niebo jaśnieje, rozświetlone srebrno-żółto-czerwonym zygzakiem i czarność zalewa ziemię, łzy z nieba kapią. Umilkły żaby, ptaki nie śpiewają. Na parapecie deszcz łzawą melodię wygrywa.
Tak wygląda życie, gdzie tu sens?
Diabły się cieszą, dla nich radość. Ich szeptu słuchają anioły. Słabe i silne, silne i słabe. Jedne mocy nabierają, inne upadają. Podnoszą się, wielkie skrzydła odcinają strumień powietrza. Od światła odgradzają. Cieszą się diabły. Anioł anioła przy ziemi trzyma.
Kap, kap, kap, kapią deszczu łzy. Przybywa wiatr, takt melodii zmienia. Sekundę ciszy, kum i plum przerywa. Ostatnia żaba w toń skoczyła. Sensu czekania w ukochanym deszczu, nie widziała. Już nie płacze niebo. Szlocha, łzy strugą się leją. Noc ciemna, noc głęboka. Czarna noc. Nikt nie rozmawia. Cisza, bólem przeszyta. Cisza wszystko skrywa.
Tak wygląda życie. Gdzie sens, gdzie cel? Nie widzę.
Wóz drabiniasty zaprzęgnięty w kare konie, po kocich łbach się toczy. Z drogi umykam. Nie zatrzymam galopujących koni. Błyskawica. Grzmot. Wali się drzewo. Woźnica z bata strzelił, koń truchtem bieży. Na pobocze umykam, patrzę, jak z kamienia na kamień skacze wóz.
Żaba się odzywa, z inna kurkuma. Grom słychać z nieba i cisza, którą kapanie przecina.
Ciszej i ciszej… burza w dal odchodzi.
Mucha, skąd mucha, po co mucha? Czyżby żabie uciekła?
Gzie tu sens?
A jednak życie ma sens, jeśli krzywdy drugiemu nie robicie, jeśli nikt przez was nie płacze, jeśli dobro nie tylko w sercu, ale i na ustach, na dłoniach macie, jeśli trzy najpiękniejsze słowa znacie. Burza za las odeszła, wiatr ucichł, deszczu ostatnie kapią łzy. Żabie kumkanie głośniejsze, więcej ich na brzeg wyskoczyło i tylko śpiewu ptaka brak. Za chwil kilkanaście, świerszcz zagra na skrzypkach, słowik zaśpiewa.
Czy wróci sens, czy odsłoni przyłbice?
Hen, za lasem ciskają się błyskawice. Daleko, daleko gromy słychać.
Het, odszedł sens życia
Mucha lata, jak latała.

Aska - 2009-05-23 07:51:27

Są dwa pytania, które człowiek musi sobie zadać: pierwsze brzmi, „Dokąd idę?” a drugie:, „Kto idzie ze mną?” Jeśli kiedykolwiek postawisz sobie te pytania w złej kolejności – masz problem.
                                                                                            Dr Howard Thurman

Może łatwiej przez życie iść zmieniając kolejność pytań? Iść za tłumem, iść za cudzym głosem, nie słyszeć swoich pytań, nie szukać odpowiedzi? Czy ważne, dokąd idzie się? Może trzeba tylko iść, iść razem z kimś, byle nie być samemu na drodze?
Nie ważne, dokąd, ważne, z kim – zrezygnować z siebie, zamalować swoją twarz, wyłączyć myślenie, słuchać i kroczyć, iść przed siebie, nie ważne gdzie, ważne, z kim.

Miasto nocą
Miasto jest nocą nieprzytulne,
W pustych ulicach spływa mrok,
We wszystkich domach ciemność wspólna,
Echo powtarza mój każdy krok...

Wtem inne kroki słyszę z daleka,
Chętnie bym gdzieś się teraz skrył...
Boję się spotkać drugiego człowieka,
Boję się każdej próby sił...

Już jego postać widzę z dala...
I nie mam się tu, za kim schronić.
Krzyczeć - nie krzyczeć? Strach mnie spala...
Uciec, uklęknąć, czy się bronić...?

Zbliża się szybko ciemną plamą...
Ma tak zdecydowany krok...
Może by prysnąć w jakąś bramę,
Lecz tam jest jeszcze większy mrok!

Już coraz bliżej krok po kroku
Jeszcze trzy metry jeszcze dwa...
Twarz w twarz jesteśmy - nagły spokój.
Tak samo boi się, jak ja...
                        Jacek Kaczmarski

"Jak strumienie i rośliny, dusze także potrzebują deszczu, ale deszczu innego rodzaju: nadziei, wiary, sensu istnienia. Gdy tego brak, wszystko w duszy umiera, choć ciało nadal funkcjonuje."
                                                                                                      Paulo Coelho

wscieklyuklad - 2009-05-23 20:35:49

Czarne Nocy Godziny, Białymi - Poranka zastąpione, a z Wysiłkiem miernym - jako , że Prawami Natury odwiecznymi - wyparte zostały. A jedne ode drugich Myślami Smutniejsze. A te, ode tamtych nie Optymistyczne bardziej. Dysputy wieczorne chybko się urwały, Druhy zaś - w Desperacji, Żalu a i Rozczarowaniu niepomiernem takoż, w Pieleszach zapadli chybko. Nawet Kozaki przede Północą - co u Nich Niezwyczajne całkiem, Kiełbaski na Spryskach nadziane w ognia Jęzory wrażać przestali - ni chybi na Godzinę Czarną Zapasy czyniąc. Kubańce Cygar z Dymem puścili niesporo, widać na Dni Ponure kryjąc. Powietrze rzeźwiejszym sie zdać poczęło, jednak Palaczyś markotność dotrzec mógł snadnie. Bo przecie, gdy raz już się do czego wezwyczaisz, Nałóg ów wytępić trudno, pozbyć się go Niemożliwe prawież. Zwłaszcza gdy Wolnej brakuje Woli. Wtedy głównie jednako, gdyś Nadzieję potracił. Wonczas choćby, gdy kto w Słowach Cierpkich , Stanowczych - jako O Rencie Pałacu Namiestnika prawienie - futurystyczną Apokalipsę Wieszczy. Spać się Łożyć Straszno zatem było. Każden w Obawie Powiek nie zamykał - czy skutecznie, ode ustania każdego z osobna zależnym było. Czuwanie to z przed bisurmanem obawy genezą. Bo kiedy tenże - Boże nie daj - Ciszę nade Obozowiskiem posłyszy naszem, gdy Ognisk Iskier w Niebo Tłuszczem z Wieprzowiny kapiącym wzbijanych nie dojrzy, ni chybi Atak przypuści Frontalny, Nawałę ku nam pośle w Proch - Wizji osłabionych brakiem - ścierając. Bowiem, gdy jeno Cień czyjej Słabości dostrzeżesz do Gardlaś mu skoczyć zdolen, by ostatecznie pognębić - raz a na zawsze zarazem.
Któż przypuścić mógłby, że Renty Obietnica nie złożona, Otuchy przez Pałacu Namiestnika w serca nasze Wojenne nie wlanie, niechby i Obietnica bez Pokrycia złożona, Kłamliwa, a tak Oczekiwana, Desperację równą, Czarnowidztwo zrodzi azali. Och, gdybyż to Fenicjanie obaczyć nas teraz mogli. Och, gdybyż z na Dnie się Oczu naszych Rozpaczą czającą zderzyć  mogli, Włosy czem prędzej z Czerepów by darli, a na Kolana padłszy Wybaczenia upraszali solennie, za Świństwo jakie Monet  bicia propozycję dawną,  tera nam uczynili. Za to, że my w Popołudnie ono Mizerię własną uświadomiwszy sobie, a Starości Wizję Bezmonetarna dostrzegłszy, Ponurość Nędzarną, z ich to wynalazku przyczyny jeno,  resztki Aktywności stracilim.
Talary a i Dukaty faktycznie wielką w Życiu codziennem odgrywają Rolę. Kiedy Sakiewką pełną nade Uchem trząchasz, Wargi same w Usmiechu się rozstępując, Gębę - Wrota Sezamu niczem - rozdziawiasz kontent. Lecz kiedy Kabza próżna, w Arkadę wydąć je skłonnyś, Grdyki drganiem trzęsiony, Nóg ugięciem Bezsilnym ku Ziemi zbliżon.
Co tera robić ? Jakże się tu Ratować ? Knieja Korzonkami bogata, Gadzinkę jaką od czasu do czasu Upolować się zdoła, by z Głodu nie paść pokotem. Wody w Strumieniu nie zbraknie takoż - mimo Malkontentów Wątpi. Bo co będzie- pytają - jeśli ktoś go patykiem zawróci ? Skąd Płyn czerpać nam przyńdzie gdy Wał jaki w korycie, na Drodze  Usypią jego, ode nas dzieląc ? Wonczas już jeno Rosę z Paproci listeczków Lizać pozostanie, Deszczówki libo Kropelki zbierać.
Te myśli Czarne i mnie spokojnie w Ćmie się pogrążyć nie dały. Radę Przyjaciółki - Wieszczki kniejańskiej przypomniawszy sobie, Skrzyni uchylam Wieko - a to we Skarpety dobycia chęci. Dłonią we Mroku pośród Odzieży macam, Kontusze rozsuwam, Pasy -  Kutasami przybrane - na bok odkładam, Hajdawerki a i Kalesonki Kuse, Wytarte wyciągam. Skarpety najduję wreszcie - jedną wyciągam chybko - na cóż mi Parka, gdy Dobytku na do Napiętka jednej napełnienia ledwie. Miedziaków sypię w niej Zapas cały. A tu Brzęk się spode Stóp dobywa. Ot i Skarpeta sfotygowana, do głebi Ranami podarta Monety gubi. Ot Materii Mikrość z moją się Nędzą zderzyła, a o Polepę stukot Analogię uzmysłowił ową.

wscieklyuklad - 2009-05-23 20:39:20

A może tak Onucką się jaką posłużyć, Onucki zawojem Skarpetę zastąpić ? Myśli owej Fałszywość w Lot jednak pojmuję . W Onuckę przecie nie Monety, a Banknoty pakować trzeba. A tymi nie Śmierdzę raczej - i jeno  z bisurmanem Boje Śmiertelne, Tryumfalne, sytuacji w tym zakresie Poprawę przynieść by mogły. Ale tych wciąż nie widać, zatem na Bytu polepszenie liczyć co ni ma.
Na łóżku Polowym bezwładnie opadam tedy, w Ciszę Straszliwą wsłuchany, Myśli natłokiem przytłoczon, Stresem zdjęty a już i Depresji bliski - kto wie, czy i na Dębu jakiego Obwieszenia nie gotów, gdy nagle Uzmysławiam sobie, że przecie Dłonią ruszyć mogę, Stopę w Ciżmę wrazić w każdej potrafię chwili. I że Mysli Ruch nieustanny Świat mi percepować dozwala. Ot Skarb to mój Największy, niczym Monet Kopczyk, Banknocików Pliczek. A od nich ileż cenniejszy - własny bowiem i trwały, do Roztrwonienia trudniejszy niż one. I do Mnożenia prosty. Ruch Ciała i Myśli Wiry z Otoczeniem się ułatwiają scalenie, z wszystkim stopienie, zlanie, współbrzmienie oferują. Tedy Starość nie straszną się odtąd jawi. Tedy Głód - choćby w Brzuch mój zapukał, dostępu nie otrzyma, gdy ja Podwoje jego zawrę mocno, Woli Siłę stawiając mu przeciw. I niech se puka, niech se w Bebechy wali.
Nocą -że Oko wykol - w Pidżamie kontent wychodzę wielce. Na Kamieniu ulubionym, wysiedzianym przysiadam.
Mówią, że Wysiedziane miejsca są wygodne i tylko na nich udaje się snuć marzenia.
Przysiadam wtedy, a Nogi wysuwam Wygodnie. Między Debów konary poglądam. A wonczas dostrzegam Mędrca postać, i Wiersza Krystka  Strofy między Gałęzie wplątane widzę. I tylko pode sie Wąsem do Mysli swoich uśmiecham, do Palców na Kolanie ugiętych, do Stóp do marszu się rwących, do Życia swego, do Ruchu się wrażenia mojego wdzięczę.
Snuję, snuję je wszystkie, mrowie całe, Oczy przymknąwszy.
A wonczas zdaje mi się, jakobym Skarpetkę Dziurawą cerował, by Skarb cały w Niej ukryć- Marzenia.

wscieklyuklad - 2009-05-24 21:31:07

Alarm Poranną gotowość przyniósł. Z nas każden na Równe poskoczył Nogi, Ciżmy gubiąc, o własne się potykając Kostki, ostatnie Kontuszy dopinając Guziki, Pasy poprawiwszy, Qotasami dzwoniąc, a Misiury na Czoło Snem Rozpalone, Dźwiękiem Rozbudzone nasuwając, na Placu Apelowym w Równym stanąwszy Szeregu wieści wypatrywalim. Czymże Alarm ów wywołan być może ? Czy jakie Zadania przed nami postawią ? Czy też Siła jaka Wyższa a Nieznana, Kataklizm jaki straszny - choćby Ziemi Trzesieniu podobien -  do Gotowości musić nas będzie ? Ale przecie Gwałtem Budzeni Gleby Drżenia nie czulim. Na Boki zaś poglądając ni Wody pode Ciżmami, ni też Ognia zarzewia spojrzeniem nie natrafiamy. Żubrów Stado przez Polane nie bieży w Namiotów naszych Tratowania wizji. Jeden ku drugiemu tedy popatruje ciekawie, Tajemnicy jawienia czekajac - może choć Strzęp jej jaki  odkrywszy, poznawszy, podzielić się który z Sąsiadem zechce ? A ten - od Ucha do Ucha śląc wokół Sekret wyjawi, Niecierpliwość Oczekiwania ukróci, Zmieszanie a i Zamieszanie przepędzi ?
Ale Oczy jeno Baranie całkiem bałuszą, Minami się Zatroskanemi, Skonfudowanymi - nie zaś Wieściami  dzielą. Domysły, domysły, Przypuszczeń mrowie - pewności żadnej libo. A przecie wie kazdy czymże Domysły owocować mogą, ileż Chaosu - w ładu miejsce wprowadzić. Tedy Szmery Kontuszy poruszanych cichną zwolna, tedy Twarze Pokerowy przyjmują wyraz. Stoimy tak w Ciszy zupełnej, że odległe Żabki Kumkanie jako wystrzał Armatni się zdaje, że Żmijki przebudzonej pełzanie, jako Gąsienic Czołgowych Zgrzyt się niesie. Jako Terakotowa Armia jesteśmy tera - z Rydwanami do Cwału gotowemi, z Dzidami sztorc stawionemi, w Pancerzach w Porannym Słońcu migotliwych.
Może Znak wreszcie do Boju Wiciami posłano ? Może Rozkazy wydano pilne ? Moze oto Czasu Próżne spędzanie przerwano, Siły - miast trwonić, na Oyczyzny Zew rozpaczliwy pożytkować przyńdzie ? I niechby - z Życia wreszcie Ofiarę Bohatyrsko złożyć, Marazm wielomiesięczny raz, a ostatecznie pokonawszy.
Plotka się posród Szeregów niesie, o Boju Srogim - naŚmierć i Życie Światu wydaniu. Ale wonczas Posłańca by Oczekiwać należało. Ale wtedy Goniec na Rumaku Spienionym ni chybi na Polanie by zawitał z Marszu kierunku określeniem. A tu ni Duszy Żywej - nas kromie. Nawet Wódz pośród nas się nie zjawił, a i Astrologa nie dostrzegam Postaci. A może Zrejterowali oniż ? - Trwoga nas Niebywała opada ? Może my tu sami tera na bisurmana wystawieni Zakusy pozostaniem ? Może nikt Madrą się nie podzieli Radą, Proroctwem takoż ? Może nikt mnie już wiencyj na Peregrynacje kolejne nie pośle ? Moze nikt tysz w Gar swój nie splunie nigdy, by z Oparów uniesionych Wizje pisać ? Już Rozpaczy bliscyśmy, już Szloch cicheńki z prawa i lewa dobiega, już Malkontenci Gęby rozewrzeć skłonni, by Wątpie krzepić - o Alarmu jako Rejterady Przywódców wieszczeniu nas Uporczywie przekonywać  .
- Podobno Brat Pałacu Namiestnika - Jewropie wojnę wypowiedział ! - ktoś wykrztusił wreszcie.
Neidowierzanie przeze Szeregi wędruje. Bo jakże to tak - na Boje z Jewropą całą stawać ? Toż my nie Jogałły Woje Mężne, co Krzyżackiej pode Grunwaldem lat setki wstecz nawale przeciw stanęli, a i Mężom Zaciężnym ze Stron Wielu takoż, chybko w Glebę ich gniecąc a Chlubu Wieczystej naszemu Orężu przydając. Dziś wszak - Litwinów miast, Kozaków, Kubańców takoż, w swoje Szeregi przyjęlim, Czasy to jednak insze, Taktyki odmienne a i - gdy Tanki wciąż Znaku pozbawione - Oręża dysproporcyje większe. Jeno Duma ta sama. Jeno Patryotyzmu Pokłady głębsze. Czy do Wiktorii Ostatecznje Punkt to wyjścia odpowiedni Boje pokażą pewnie. Byle Wódz Godny na Czele naszym stanął, byle Taktyką i Sprytem inszych Sztabowców przechytrzył .
- Jewropie całej ? - Malkontenci prychając szepczą. Ode Uralu aż po Atlantyku Brzegi ? Ode Morza Czarnego ku Białego Falom ? Garstką naszą - tak mikrą wielce - bitności mimo, wraże zwyciężać Szeregi  ? I czemuż akurat Jewropie całej Wojny wypowiadać ?
- Krzywd naszych Dekady Pomsty czekają. Jałty przywołano Pamięć. I za Zdradę tamtą Krwi im tera utoczym  ! - Entuzyazm w szeregi się łącno wkrada. Bo tak to już jest, że gdy kto Hasło zada właściwe a nośne, insi - jako Baranów Stado, na Zatracenie choćby gnać skłonni.
- Przecie w Jałcie Amerykańce Niewolę sygnowali naszą ! - ktoś Szeptem zagaduje.
- Więc i Amerykańcom przeciw Tanki wytoczymy nasze ! - kolejny zawrzasnął . Herr Kolesia Wojami załadujem libo, a Odwet Srogi weźmiem !.
Jakże to tak ,  Zdradę czyją , własną Niewdzięcznością krasić ? Przecie Herr Koleś Amerykańca jest Darem Godnym.
Starowina, stoi wprawdzie Sterany a Bezużyteczny tera, ale jakże dumnie Ogon jegoż z Hangaru sterczy !.
- Niepodobna to tak - przecie oni Bomby Chyże co je "Patryotami" zowią, zapodać nam mają, ku Obronie Granic naszych  a w Strachu bisurmana mnożeniu. Jakże to zatem Dłoń wyciągniętą przyjaźnie odtrącać, a Przyjacielowi w Gebę spluwać obrzydliwie ?
- Podobno "Patryoty" pustymi w srodku być mają - a któżby, jak nie Malkontent kolejny oznajmia.
"Patryoty próżne", Prochu wyzbyte ? A czy widział kto Patryotyzm nihilzmem pełniony ?
Tedy Sprzeczność owłada nami, a Jutra Niepewność narasta. Ile nas, Antagonizmów tyleż. Przyjaźń , co Niewdzięcznością wyparta. Patryotyzm wylewny, Rakietą zastąpiony próżną. Boju Ochota, Celu jego nieznana, sensu nie pomna.
Alarm trąbią. A my stoimy co robić nie wiedząc. Ku Kniei poglądamy w Kuryera wyglądzie. Ku Wodza Namiotowi Wzrok kierujem w Rozkazów tęsknocie. Kakofonia się wkoło niesie i z nas nikt już, co dalej będzie nie wi.

Alutka52 - 2009-05-25 05:54:11

Jutro Dzień Matki !

Kliknij w fotkę------->http://lh6.ggpht.com/_NgRxaKPFpZE/ShoSxMQPP1I/AAAAAAAACtQ/KQwDc2LwHtY/s400/bukiet.jpg

Aska - 2009-05-25 11:56:21

Człowiek z zasadami musi bardziej dbać o prawdę niż o to, co ludzie myślą. - Aristotle

Lato. Słońce leniwie wstaje, zaczyna się świtanie. Rok 2007. Noc jak osiem tysięcy poprzednich, nic zwyczajna, cicha i ciemna, nieprzespana noc. Wszystkie strachy chodzą nocą, wszystko, co złe zdarza się nocą. Piękne, tajemnicze noce. Ja i noc. Ja i świt. Na niebo lazur wpływa, czerwieni się zaspane słońce. Mgielna kołdra ziemię okrywa. Na monitornym okienku ramka, a w niej pytanie - co o tej porze robisz, czemu nie śpisz? Od jakiegoś czasu widzę, że nie śpisz, czy mogę Ci pomóc? - innymi słowami Przyjaciel Soni odezwał się do mnie, ale sens ich był taki. Od tamtego ranka, kiedy słońce wstawało, rosę na trawach osuszało, pierwsze "dzień dobry" Przyjacielowi mówiłam, z Nim witałam dzień. Był to początek nie tylko znajomości z F.M., początek nocy jaśniejszych, snu dłuższego niż dwie godziny. Zbliżała się dziewiąta rocznica, tragiczna rocznica. Po raz pierwszy nie byłam sama, po raz pierwszy mogłam płakać. Zmieniło się moje życie, wróciły priorytety, marzenia, plany rysować się zaczęły. Maszyna, jaką od lat byłam, żyć zaczęła. Na ulicach już nie stopy oglądałam, a ludzi zauważałam. Promyk słońca rozjaśnił moje monotonne życie. Napisałam słów kilka, kilka cytatów wkleiłam. Kilkanaście błędów popełniłam, ale cóż błędy, kiedy znalazłam się wśród wspaniałych, dobrych, wyrozumiałych ludzi. Odwagi do pisania nabrałam, kiedy ktoś uwagę mi zwrócił, że źle, że coś pokićkałam. Zwrócił mi uwagę w sposób taki, że miast schować się i płakać ze wstydu, ucieszyłam się, bo życzliwość z niej biła, a nie chęć dokuczenia mi. Później wiele było uwag takich, wiele poprawianych błędów, za co bardzo dziękuję. Były tez i gorsze chwile, były takie, kiedy ręce opadały i chciałam zrezygnować, zaczęłam bać się. Adorator przemówił do mojego sumienia. Nie mogłam, nie miałam prawa zawieść. Wróciłam. Zdawało się silniejsza, miałam przyjaciół, miałam wsparcie. Przez ten czas wiele złego się wydarzyło, wiele razy serce krwawiło. Trwałam. Zęby zaciskałam i jak umiałam walczyłam o dobro, o Misogino i jego przetrwanie. Ostatnie wydarzenia, jedne po drugich następujące, osłabiły mnie, do kąta zepchnęły. Siły zbyt mało jeszcze mam, by z tym do ładu dojść. Zbyt wiele w realu trosk. Misogino było zawsze ukojeniem, ono ładowało moje akumulatory. Cios, od kogoś, kogo za przyjazną miało się osobę, od kogoś, kogo ceni się, szanuje, rozumie, za przykład się stawia, boli najbardziej. Gdybym, chociaż wiedziała, dla czego, gdybym mogła zrozumieć przyczyny, ale nie znajduję wyjaśnienia, nie rozumiem. Broniłam przyjaciół jak umiałam, czasem byłam na siebie wściekła, kiedy odruchem Pawłowa pojechałam. Nie mam nic z wojownika, przed przemocą, każdą przemocą uciekam. Tak, uciekam jak zwyczajny tchórz. Zbyt wiele jej doświadczyłam, rany wciąż otwierają się, kiedy do przemocy czy fizycznej, czy psychicznej się zbliżam. Jestem człowiekiem, słabym człowiekiem. Nie umiem bronić sama siebie. Nie umiem bronić swoich racji, swojego zdania. Kiedy stoję pod bramką, staję się niema. W takich momentach czuję się winna, nie wiem czego, ale winna. W pewnym momencie za wszystko, co tu się działo, zaczęłam się obwiniać, widzieć to, czego nie było. Nie chcę by ktoś przeze mnie cierpiał. Chcę by spokój, ład i przyjacielskie trwały rozmowy na Misogino. Bardzo zależy mi na tym miejscu i im dłużej zło panoszyło się na pokładzie statku naszego, im dłużej przyjaciół czepiano się bez powodów, im dłużej nasze uwagi, wyjaśnienia, prośby nie przynosiły rezultatów, tym bardziej czułam się winna. Długo nad odejściem myślałam, zawsze znalazło się jakieś, "ale". Puchar jedna kropla przepełniła. Nie wiem czy moje odejście przyczyniło się do spokoju na Misogino, ale spokój powrócił, a o to głównie mi chodziło. Miałam nadzieję, że ktoś się opamięta, że zastanowi się chwilkę nad tym, co robi, bo dobrze wie, czym dla mnie jest Misogino, co znaczy dla mnie przyjaźń, zna moje zasady, które niezmiennie wobec siebie stosuję, wie, czego od siebie wymagam. Odejście moje coś mówiło. Nie ma we mnie ani żalu, ani pretensji do nikogo, absolutnie do nikogo. Jeśli kogoś o coś obwiniam, to tylko siebie i wyłącznie siebie. Nie mam prawa wymagać od innych tego, czego wymagam od siebie. Kiedy dotarło do mnie, że mimo to wymagam, musiałam zamilknąć. To kolejna przyczyna, mam nadzieję, że czasowego odejścia, chwilowego chowania głowy w piasek. Serce się krajało patrząc, jak po kolei odchodzą Misoginianie, jak milkną. Rozumiałam ich, a jednak wołałam, krytykowałam ich milczenie, bo ja nie milczałam. Nie miałam do tego prawa, a jednak tak się zachowywałam. Nie byłam z tego dumna i nie jestem, mam czego się wstydzić. Zmiany ników, cóż, znacie moje na ten temat zdanie, ale i to rozumiem, pod warunkiem, że zmiana nie służy do znęcania się nad innymi, do złośliwego czepiania się. O ile łatwiej by mi było, gdybym umiała tak zachować się, zmienić nik i przywalić, jak coś mi się nie podoba. Nie umiem i nie chcę się naumieć. Jestem dużą dziewczynką i biorę odpowiedzialność za swoje słowa. Jednakowoż, nie mam prawa tego wymagać od innych. Nie są to wszystkie przyczyny, które wpłynęły na moją decyzje, z pozostałymi sama musze sobie poradzić, przewartościować pewne rzeczy, nauczyć się z nimi żyć. Tak, jak przez te dwa wspólne lata, tak i teraz, mimo iż nie jestem aktywnym Misoginianem, zawsze możecie na mnie liczyć w razie konieczności. Zrobię wszystko, co będzie w mojej mocy, jeśli zajdzie taka potrzeba. Na razie dalej będę milczeć.
Zyto, Olivierze, mam nadzieję, że moje dzisiejsze pisanie coś wyjaśniło. Zdaje sobie sprawę, że to kolejny mój błąd, że nie powinnam tego pisać, tłumaczyć się, bo trudno to zrozumieć komuś, kto nie jest mną, ale Wasze słowa wzbudzają moje poczucie winy, krzywdy jaką wyrządziłam dla przyjaciół, którzy uważają, że zawiodłam. Prawda jest taka, że największą krzywdą wyrządziłam sama dla siebie.
To swoje pisanie zakończę tak, jak zaczęłam, myślą moich mądrych, (chociaż Czytuś zrobił to bardzo trafnie) i pobiegnę do biblioteki, bo Krzyś zadał mi "pracę domową" w postaci kilku autorów i tytułów do przeczytania i przemyślenia. Co by nie mówić, książka jest najlepszym przyjacielem każdego człowieka. - Ktoś to kiedyś powiedział, ale nie wiem kto.

- Są dwa pytania, które człowiek musi sobie zadać: pierwsze brzmi, "Dokąd idę?" a drugie:, "Kto idzie ze mną?" Jeśli kiedykolwiek postawisz sobie te pytania w złej kolejności - masz problem.
Dr Howard Thurman

Pozdrawiam serdecznie, życząc dnia miłego.

P.S.
Na jutrzejsze święto, wszystkim mamuśkom, wszystkiego najlepszego, pociechy z dzieci, niech rosną zdrowo i bez problemów.
Szczególne życzenia ślę do Alicji i Miss Ogino.

Aska - 2009-05-26 06:08:29

,,Niektórzy ludzie, nie wiadomo za jaką sprawczą przyczyną, próbują rozeznać się w świecie, próbują znaleźć jakiś sens, czemu służy dola człowiecza, błądzą i szukają, miotają się i tak dalej, bez końca, aż do śmierci. Do takich ludzi ja należę. Czy to moja wina, czy to nasza wina, że tacy jesteśmy? Kto zasiał w nas ziarno niepokoju i szukania, przyjaciele mili, bracia i siostry w niewytłumaczalnym cierpieniu, w prawości, uwadze i bezradności? Jakież wielkie ponosimy koszta za to, że tacy jesteśmy. Czy to nasza wina, że mamy oczy i uszy otwarte i że widzimy i że słyszymy, że jest tak jak jest, niewesoło jest, chaos jest, smutno jest i że mogło być nie tak smutno, gdyby trochę pohamować samolubne zapędy?"  E.Stachura - Pogodzić się z życiem

Dokładnie tak, tak, dokładnie tak myślę, ale powiedzieć tego tak dokładnie, nie potrafię.

Aska - 2009-05-26 08:32:54

Najserdeczniejsze życzenia wszystkim mamom w dniu ich święta. Życzę wam wiele radości i pociechy z waszych dzieci. Mądrości i cierpliwości w wychowaniu.

<<<:10:>>>




Nie dla każdej matki to święto jest dniem radosnym. W tym dniu łączę się w bólu z matkami, które straciły swoje dzieci, czy to w wyniku wojny, nieszczęśliwego wypadku, czy choroby. Żadna matka nie powinna stać nad mogiłą swojego dziecka, całym sercem jestem z wami


W suterynach daleko za miastem,
W suterynach gdzie nędza i głód,
Nad niewielką kolebką niewiasta,
Tuląc dziecię, nuciła do snu:

Śpij syneczku, śpij laleczko,
Mama pobiegnie po mleczko,
Nakarmi i napoi cię,
A dobry Pan Bóg w niebie
Da, że wychowam ciebie,
Aj luli, luli synku mój.

Lat dwadzieścia minęło spokojnie,
Syn jej wyrósł — robotnik i zuch,
Po ulicach wieść krąży o wojnie,
A w warsztatach niepokój i ruch.

Syn powraca do domu zmęczony,
Mówi: mamo, ja idę na bój!
A gdy usnął tą myślą dręczony,
Matka jak niegdyś, nuciła do snu:

Śpij syneczku, śpij sokole,
Jutro wyruszysz na pole,
Na krwawą walkę, na bój.
A ja będę się modliła,
Żebym ciebie nie straciła,
Aj luli, luli synku mój.

Na cmentarzu wojskowym za miastem,
Gdzie rząd krzyży czernieje jak las,
Nad żołnierską mogiłą niewiasta,
Tak jak niegdyś modliła się znów:

Śpij syneczku, śpij żołnierzu,
Twoi koledzy tu leżą,
Będziesz spokojny już tu.
Na grób ci krzyżyk dali
Virtuti Militari,
Aj luli, luli synku mój.
Na grób ci krzyżyk dali,
A życie odebrali,
Aj luli, luli synku mój.

Autor kołysanki jest nieznany. Znana była po zakończeniu pierwszej wojny światowej. Śpiewana na ulicach Warszawy od września 39 roku. W swoim repertuarze ma ją Kapela Czerniakowska.
W czas wojny los matek jest bardzo ciężki, niewyobrażalny strach o dzieci, który nie jest jedyną ich troską. Nie zapominajmy o swoich mamach, szanujmy je i kochajmy. Starajmy się wychować dzieci tak, by nie było wojen, bezsensownych śmierci, która i w czas pokoju nie oszczędza naszych pociech. W tym radosnym dla nas dniu, pochylmy głowę nad smutkiem innych mam. Mam, którym nie dane było cieszyć się uśmiechem swojego dziecka.

Aska - 2009-05-26 22:45:11

Dzień Matki. Jeden z najpiękniejszych dni, dzień, w którym hołd oddajemy życiu, życiu, które dały mam matki.
Dzisiaj zamiast o mamie, myśli me krążył wokół babci, gdzie nie gdzie pojawia się dziadek. Nastolatka byłam, dzieckiem jeszcze, kiedy babcia opowiadała o swoich synach, o ich śmierci i narodzinach. Czas wojny, dziadek w lasach częściej niż w domu bywał. Mieszkali na skraju lasu i w ich domu często partyzanci gościli, plany jakieś robili. W czasie jednej z takich partyzanckich „nasiadówek” babcia żele się poczuła. Zmęczona bólami w plecach położyła się na chwilkę w sąsiednim pokoju. Bóle, co raz silniejsze, posłała jedno ze starszych dzieci po swoją siostrę, która trzy kilometry dalej mieszkała. Nim babcia, (też tak ją nazywałam), przyszła, już na świat dziecię przyszło. Kobiety ledwie zdążyły obmyć dziecinę, kiedy usłyszały wołanie, by kolacją podawać, leśni panowie przerwą sobie zrobili i coś chcą przegryźć. Poszła babcia do kuchni, zostawiła maleństwo z ciocią. Nasmażyła jajecznicy, najszybciej ją przygotować było, panowie nosami pokręcili, ale cóż mieli do powiedzenia, jedli, jak to babcia mówiła – pałaszowali – i kucharkę chwalili. Kiedy punkt kulminacyjny porodu nastał, ból niesamowity ją przeszywał, starsze dzieci na ganku siedziały czekając na pozwolenie wejścia do mieszkania, partyzanci planowali, babcia zęby zaciskając, by dźwięku żadnego nie wydać, wstyd przed chłopami, syna urodziła. Późną nocą rozeszli się, dzieciarnia spała, dziadek zdziwiony, co o tej porze robi tu Zuzanna. Ale zbyt zmęczony by słuchać, o czym prawią baby, na łóżku siada i już kłaść się chce, kiedy krzyczą obie na raz - uważaj, dziecko zadusisz. Dzieciaki już w progu stoją, nie raz krzyk ich budził, na równe nogi stawiał, zawsze byli do ucieczki gotowi. Dziadek spojrzał na pierzynę, co wy gadacie, jakie dziecko? – Ano urodziłam, kiedy tam siedzieliście, jeszcze nim kolację zrobiłam.
Radość nie trwała długo z narodzonego syna, zmarł mając półtora roku. W czasie wojny urodził się i w czasie wojny umarł. Pięcioro dzieci dziadkom zabrała wojna. Nie na froncie, a z choroby, z braku lekarza, lekarstw, słabi, choć matka silna. Zabierało ich zapalenie płuc, opon mózgowych. Kiedy front przyszedł, Niemcy z domu do ziemianki rodzinę wypędzili.
Dwa latka miał mój synek i zapalenie płuc, kiedy zmarł dziadek. Kiedy odeszła babcia, był maj. W dzień pogrzebu syn kończył 18 lat. Miast balu urodzinowego, był na stypie. Matka obok synów spoczęła na dzień przed swym świętem. Nie widziała jak jej dzieci dorastają, jaki uśmiech mają, zapamiętała ich płacz, kwilenie - jak mówiła. Każdy Dzień Matki, zmarłych wspominała, o nich opowiadała. Każdą rysę twarzyczek pamiętała, każdy grymas.

Ile jest takich matek, które dzieci pochowały, które życzeń nie dostały, które miast przyjmować, odwiedzają? Chylę przed nimi czoła, im największy hołd się należy. Rolą matki jest wychować, do życia przygotować, nie grzebać, nie stać nad trumną swojego dziecka. Nie tylko w czas wojny dzieci nasze odchodzą, nie tylko maluczkie grzebiemy trumienki. Ilu dwudziesto, trzydziesto, czterdziestolatków odchodzi zostawiając swe matki pogrążone w smutku, ilu na własne życzenie traci życie, jeżdżąc na „dwóch gazach” z prędkością niedostosowaną do warunków pogodowych, terenowych, narkotyzując, zapijając się na śmierć? Jakże często matki są bezradne, jakże często same chcą oddać za swe dziecko życia. Są takie matki obok nas, zapukajmy do ich drzwi, uśmiech im podarujmy, w milczeniu wysłuchajmy opowieści o ich dzieciach, które były najcudowniejsze. Pamiętajmy o nich, my też jesteśmy/będziemy matkami.
Matka, najcudowniejsze słowo świata. Matka, potrafi ból zrozumieć, błędy zapomnieć, wybaczyć zbrodnię. Ona w swym sercu ma każde swe dziecię. Ile byśmy nie mieli lat, zawsze będziemy jej dzieckiem.

Pozdrawiam czytających.

Aska - 2009-05-27 16:03:35

Anioły kroplami deszczu płaczą,
u wrót Nieba, dusza zmiłowania prosi,
puka do bram niebiańskich,
- nikt nie otwiera.
Anioły łzami się zalewają,
w nieznaną czeluść, odsyłają duszę
bramy piekła już się otwierają,
językiem ognia stóp jej sięgają.
Zagubiona duszyczka,
sił ostatkiem w niebiańskie spoziera okna.
Diabły się radują, kotły smołę gotują.
Umyka im dusza, błądzi w niebycie,
- kiedy jej bramy niebieskie otworzycie?
- Wielką pustkę na Ziemi uczyniłaś,
szukaj dobrych ziaren, które pogubiłaś.
Zbieraj okruszki, wyściel nimi dróżki
One zaprowadzą Cię do Nieba.

Aska - 2009-05-28 13:36:24

„W eurowyborach wybieramy o jednego deputowanego za mało. Możliwe, że za kilkanaście miesięcy będziemy musieli iść do urn ponownie” – czytam w Rp.
Dalej autor artykułu pisze:
„Wszystko dlatego, że zgodnie z zapisami traktatu lizbońskiego po jego wejściu w życie zwiększy się liczba deputowanych w Parlamencie Europejskim – podał portal TVP.info. I Polska do Brukseli będzie mogła wysłać nie 50, lecz 51 posłów. Problem w tym, że 7 czerwca zdecydujemy o obsadzie tylko 50 miejsc.[…]
– Sprawę da się załatwić bez kolejnego głosowania. Dodatkowym deputowanym będzie kolejna osoba z listy – uważa znawca prawa wyborczego prof. Stanisław Gebethner. I choć według Państwowej Komisji Wyborczej nie przewiduje tego ordynacja, to prof. Gebethner uważa, że w drodze wyjątku można przyjąć takie rozwiązanie.
Zdaniem wiceszefa Klubu PO Waldego Dzikowskiego obecne prawo daje możliwość wyboru dodatkowego europosła. – Gdyby było trzeba, to natychmiast znowelizujemy ustawę, zanim traktat lizboński wejdzie w życie – uspokaja Dzikowski.”

Mam nieodparte wrażenie, że chodzi głównie o to, by, jako 51 wszedł „kolejny z listy”, którego nie trzeba będzie wybierać i organizować kolejnych wyborów. Nie przekonuje mnie, że polscy posłowie zapomnieli o zmianach, jakie wprowadza traktat. Alternatywa wyboru teraz dodatkowego europosła, który miałby, „jako obserwator z prawem uczestnictwa w posiedzeniach, z pensją i własnym biurem, tylko bez prawa głosu do czasu wejścia w życie traktatu lizbońskiego.” z racji obowiązujących ustaw PE, nie wchodzi w rachubę. Kto miałby opłacać „obserwatora” i na jakiej podstawie?
Jestem politycznym dyletantem, a na unijnych sprawach z całą pewnością nie znam się, ale coś mi tu nie gra. 

Łowco, wciągnij mnie na swoją listę "świrów" :-) Jako świr, bez skrępowania będę pisać o swych wątpliwościach.

Pozdrawiam wszystkich bezwyjątkowo, dziękując za wszystkie miłe słowa
                                                                                          Mirka

wscieklyuklad - 2009-05-28 20:29:12

Sprzed dni paru Marazm, co w Szeregi się zakradł nasze, het Rankiem przepędzono, Daleko a Bezpowrotnie oby. Ożywienie niepomierne Kompanyonów ogarnęło, Rwetesem Obóz cały, od Krańca do Krańca pełniąc. Tedym przed namiot wychynął czem prędzej by Tajniki Żwawości poznac owej, a - w czego razie - na ten się tychmiast doń przyłączyć. Radość zaraźliwą bowiem potrafi być wielce, a i Rzesze całe do Serca się śmiejące - Głupi jak - nieraz zem już widywał. Wyłazę tedy w Kontuszu niedopiętym, w Pięcie niedociżmonej. Pode Stopy - ku Trawie soczystej poglądam - Ementalerka nie dostrzegam. Po Brezentach Bielmem toczę - Goudy kolrou wprawdzie, Smaku ni chybi za nic. W Czoło się pukam tedy - skoro przecie Misogino to pokład Morskiego się Sera podziewać winienem. Ale Niebo jeno Morskiemu kolorowi równe - Żółci na nim nieco, a to z Burzowych Vhmur napływu - Ulewę wieszczących. A że Ulewa Powodzią groźna, tedy ni do Śmichu mi zbytnio - w od Druhów różnieniu. Podchodzi wraz Malkontent jaki, Chleba pajdę w dłoni dzierżąc, a z niejże Salami kawałek wygląda. Gdyby nie to, że malkontent rzadko Radość swoją jawi, jako, że sporadycznie nią tkniętym bywa, tedy powodu do Śmichu nie widząc ciągle w Zakłopotaniu stoję. Nade Salami Ser , Oślą przedkładam kiełbasę, a nic się z Śmichem Oślim równać nie w stanie.
- Wystaw sobie Acan, że nie wszystko stracone jednako !- zagaduje przyjaźnie. Oto Kuryer do Obozowiska Nocą Na Oko Wykol Mroczną przybieżał, a Wieści przyniesł. Od Namiestnika Pałacu samego, Najważniejsze z  Ważnych zatem. Bo przecie nie inny kto, jak Onże Polityką naszą sterować ma, Ster Polskości w Mocarnych dzierżąc Płetwach. Ten to, co przeze między niemi Błony rozpięte bisurmana ni na Piędź nie przepuści, a w Marszu jego powstrzyma, do Rejterady musząc. Zważ Acan, iże z Renty problemem samych nas tu nie ostawi w Kniei. I chocia myślenie wiela Mu zajmuje Klepsydr upływu, nim Głos mocarny a Potoczysty dobędzie, Czerwca piątego do Sprawy powróci ma a  O Rencie znowu Traktat wygłosić. Tedy my już może nie Dziady, nie Banici wewnętrzni, nie Wyrzutki Społeczne, ale Żołnierze Zasługami słynni, Ruszenie Pospolite Nagrody za Wyrzeczenia godne. tedy Zapasów gromadzić już nie trza. a Brzuch Chleba Przaśnego kawałem - z Syrem nawet - paść śmiele można. Bo ni chybi, Przyszłość w Jaśniejszych się rysuje Barwach, a i na kajzerkę jaką z Szynki połciem stać nas na Codzień będzie,
To mówiąc Kęsem Chleba Przaśnego- tej manny naszej z Nieba Gębę pełni. To rzekłszły Smakiem się rozkoszuje Sera. Aże i mnie Ślinka cieknie - na Czczo bowiem tak stajam, w Rozchełstaniu, Półnegliżowi podobnym.
osła rżenie dobiega gdzieś  z dala - widać Kiełbasy dziś nie posmakuję przedniej.
A gdy stoję tak Wieścią Znieruchomiały, uzmysławiam se z wolna, jakże Wieść pomyślna Człeka zmienić umie. Niechby optymista jaki, pode Progi Namiotu zawitał mego - zwyczajnie bym wszystko przyjął, jako Historii naturalny Bieg uznał. Ale jak Malkontenta Entuzyastyczną Wypowiedź przyjąć ? Jakże do Słów się jego odnieść ? I jakoż Postawę ocenić ową ?  I cóże w końcu będziee, do czego to dojdzie, gdy z Rękawa każdego Dobrymi nam tu Wieściami sypać poczną ? Wieści mrowiem takim, że Ostatniego już Malkontenta zbraknie ? I któż nas wonczas do Rzeczywistości przywróci ? Kto Myśli zaszczepi Trzeźwość ? Kto wątpić pomoże , gdy sami Białowidze pozostaną ?
Wypowiedź Malkontenta przypominam tedy, Czarnych się doszukując Myśli, by jako Tratwy Ratunkowej się ich imać, przez rozhukane Niepewności mknąc Fale, by jako Brzytwy w chwili Strasznej się ich łapać, delikatnie, by Delikatnych nie urazić Paluszków. Czoło marszczę, Myśl tężę.... Mam  !
O Wypędzeniu coś prawił przecie. Zatem tej się na Malkontecję nadziei chytać winno. Bo przecie - Bohatyry przecie, tu w Kniei zgromadzeniu Wypędzeni jesteśmy po prawdzie. Ode Świata Gęstwą odgrodzeni, na własne zdani Siły. Któż Prawa nasze uzna ? Któże do Chat powrócić zezwoli po tyluż udręki miesiącach ? Któże Błogosławieństwem  wesprze, gdy my do Internata dostępu nie mamy, mimo Łaciny - Kuchennej zwłaszcza  - znajomości biegłej ?
Ta Myśl Ozywia mnie niepomiernie. Bo skoro Złe strony Radosnej widzę Chwili, że nie Stracone Wszystko znaczyć to jeno może. Bo kiedy na Radośc cudzą własną Malkontencją reaguję, tedy  na Przetrwanie szanse me rosną.
Przesiedlenia świadomość Gorycz bowiem rodzi, Złośc budząc wewnętrzną, a Nieprzyjaźń - wobec nieznanych sobie niechby. Ku Krzewom patrzę ku babie-babaninie. Może w Niej chocia malkontencji ostały resztki ? Wolałaby by może miast po Krzkach siadywać, a na Burego z Mopem sztorc postawionym czekac, Mopem owym Polepe w Chłopskiej przecierać Chacie ?
Tęsknota -ot uczucie, co Malkontencji Podpałką słuszną. To myśląc na Kamieniu się wygodnie rozsiadam.
Z nagła za Plecami Ruchu dobiega mnie Zwiastun. Gałęzi Krzewów trzaski, Narzekań i Utyskiwań zdania pełne.
Głowę odwracam tedy. I widzę jako na Polany Obrzeże Baba  się Babanina gramoli. Spódniczka na niej Kusa.
A spode Materyału strzępków dwie Kolumny dostrzegam. Doryckie ci one, czy Jońskie - jeno Barbara Krakowska orzec by umiała. Czort z niemi.  Najważniejsze, że Malkontentkę prawdziwą niesą.

Aska - 2009-05-29 16:39:38

Jako w dawnych czasach często bywało, ojciec u schyłku żywota, na łożu śmierci będąc, dzieci swoje pod opiekę zacnym ludziom powierzał. Tak i Kawaler w Polszcze zacny swą córkę, jedynaczkę, która dziecięciem była, pod opieką księżęciu oddał, co nie tylko przyjacielem, któremu radą służył za życia swego, ale i do chrztu dziewczę trzymał. Rosła panna w komnatach zamczyska, w ogrodach kwiaty pielęgnowała. Wychowanica urodą i skromnością radość księżęciu przynosiła. Czas był to niespokojny. Zbrojne najazdy, bitwy, wojny...
Młodzik, przez ojca szlacheckiego rodu na służbę do zamku oddany, rzemiosła rycerskiego wyuczony, w obronie pana i włości jego życie stawiał. Ten, za zasługi wiernemu rycerzowi, wychowanicę za żonę oddał. Żeby pamiątka wieczna została z tej ligi, potomstwu z tego małżeństwa rozrodzonemu herb ufundował. Urodę dziewicy w białej róży zachował.
W Kronikach Długosz takie pisze o rycerskim rodzie słowa - "Ród polski: mężowie prości, gustujący w umiarze."
Ród polski to prości ludzie, wszystko u nich w umiarze, czego przykładem Misogino nasze. Rycerskość Misoginian, skromność Misoginianek, w sercach dobro nad złem przewyższa. Bunt i walka w krwi naszej po przodkach ostała, a i miłość, szacunek i wyrozumiałość dla każdego człowieka jest bliższa naszym sercom, niźli pamiętliwość i nienawiść. Czyż jest wśród Misoginian ktoś, kto pielęgnuje nienawiść, godzi się na zło? Nie, nie ma takiego gościa.

Tęsknij Sorellino, a tęsknij mocno. Im mocniej tęsknić będziesz, tym radość będzie większa gdy czas rany zabliźni i powrócą wytęsknione niki. Dzisiaj pojawił się promyk, uśmiech pomaleńku powraca

Aska - 2009-05-29 21:07:50

Drink prawdę ci powie...

Psycholodzy twierdzą, że sposób, w jaki ludzie trzymają swoje drinki, ujawnia cechy ich osobowości. Na podstawie technik picia można wyodrębnić osiem podstawowych typów.
Dr Glenn Wilson z Królewskiego College'u Londyńskiego obserwował w zeszłym miesiącu ponad 500 gości barów sieci Walkabout. Naukowiec przyglądał się mowie ciała i wskazówkom dotyczącym otwartości. I tak z oparów dymu papierosowego wyłonili się bohaterowie jego analiz: Flirciarz, Plotkarz, Żartowniś, Strachajło/Nieśmiały, Królowa Lodu, Playboy, Macho i Zastarszony.
Najbardziej podatni na zagadywanie byli, oczywiście, Flirciarz, Playboy i Żartowniś. Pozostali wydawali się bardziej zdystansowani, a do Zastraszonych lepiej się w ogóle nie zbliżać. Prosty akt trzymania drinka mówi o nas o wiele więcej, niż nam się wydaje czy też chcielibyśmy wyjawić, dlatego zawsze należy o tym pamiętać.

1. Flirciarz to zazwyczaj kobieta, więc lepiej mówić o Flirciarze. Trzyma kieliszek delikatnie, z prowokacyjnie rozstawionymi palcami. Może umieszczać drinka nad rowkiem oddzielającym piersi, by zwrócić na nie uwagę. Nierzadko zerka znad obrzeża naczynia, chcąc nawiązać kontakt wzrokowy podczas sączenia alkoholu. Zdarza się, że bawi się drinkiem, np. zanurzając w nim palec, a następnie oblizując. Jej serce najlepiej podbić równie kokieteryjnym zachowaniem.
2. Plotkarze to także w większości kobiety. Mają tendencję do zbijania się w grupy i obgadywania innych. Członkini klubu wzajemnej adoracji trzyma kieliszek z winem za czaszę, nie za nóżkę. Gestykuluje nim i wskazuje za jego pomocą różne obiekty i osoby. Pochyla się nad drinkiem, by móc konspiracyjnie szeptać z koleżankami. Grupa Plotkar jest ze sobą silnie związana, nie należy więc liczyć na to, że uda się do nich zbliżyć (jeśli ktoś miałby na to w ogóle ochotę).
3. Żartowniś może być zarówno kobietą, jak i mężczyzną. Takie osoby piją dla towarzystwa i bardzo je cenią. Są serdeczne, dużo się śmieją. Wybierają alkohole butelkowane i popijają krótkimi łykami, by móc cały czas aktywnie uczestniczyć w rozmowie. Butelka jest trzymana luźno zaraz za szyjką. Wg psychologa, taka osoba zawsze chętnie powita w swoim gronie kogoś nowego. By ją do siebie przekonać, wystarczy rozśmieszyć imprezowiczów.
4. Nieśmiali są bardzo wycofani. Nigdy nie wypuszczają drinka z rąk, bo boją się, że ktoś go wtedy zabierze. Tacy ludzie chowają dłonie, a naczynie z alkoholem stanowi dla nich rodzaj społecznej podpory. Nigdy nie opróżniają szklanki czy kieliszka do końca, by w razie czego mieć na podorędziu jeszcze jeden łyk. Drink jest nieduży, często podaje się do niego słomkę, którą można mieszać ciecz w przerwach między piciem. Sposób i tempo picia są dostosowane do otoczenia. Nieśmiali rzadko coś inicjują i proponują od siebie. Da się ich rozbroić komplementami, które podbudowują ego. Trzeba się do nich zbliżać z wyczuciem, spokojnie.
5. Królowa Lodu to, oczywiście, kobieta. Jest zawsze chłodna i zdystansowana. Pije z kieliszka na wino lub niskiej szklanki. Trzyma je pewnie, a ręka ułożona w poprzek ciała tworzy zniechęcającą barierę.
6. Playboya opisywać właściwie nie trzeba. Zazwyczaj decyduje się na butelki lub drinki w wysokich szklankach (to takie falliczne a propos). Wykorzystuje je jako sugestywne rekwizyty. Jest zaborczy i nawiązuje kontakt dotykowy z towarzyszkami.
7. Macho wie, jak się go postrzega. Pije piwo z butelki lub cydr. Pewny siebie i arogancki, często posługuje się terytorialnymi gestami, by zagarnąć dla siebie jak najwięcej przestrzeni. Wilson tłumaczy, że przejawia się to np. odsuwaniem od siebie drinka i wychylaniem do tyłu na krześle.
8. Zastraszony, przeważnie mężczyzna, bywa wojowniczy (w końcu atak to najlepsza metoda obrony). Duża szklanka lub butelka stanowią symboliczną broń. Są trzymane pewnie, a Zastraszony często macha nimi, mówiąc, przed czyimś nosem. Tacy ludzie są często przemądrzali i wdają się w potyczki słowne. Wrogość wyrażają też za pomocą niewybrednych żartów.
/Autor: Anna Błońska - Źródło: Telegraph/

Do jakiej grupy zaliczają się co, którzy nie piją drinków, piwa, wina? Siedzą ze szklaneczką whisky, lampką koniaczku ewentualnie brandy z fajką miast papierosa? Czyżby były to nie zaszeregowane "unikaty"? :011:

Dobrej nocy Misogino.
Przed snem, miast drinka, herbatkę ziołową,(może być malinowa, na zmienną pogodę) polecam.

wscieklyuklad - 2009-05-29 21:45:00

Podkreślacie - i słusznie - rolę naszych Polonusów w aktywnym świadczeniu o nieprzemijalności wątku. Aktywność niektórych z nich jest faktycznie wielce satysfakcjonująca i godna podziwu - a także zasługuje na szczególny szacunek i radość.
Kiedy jednak czytam ciąg dalszy - a mianowicie utyskiwanie nad ciszą, jaka zaległa ponoć na naszych 322,5 tys km kw. ( wliczając Świnoujście oraz część Ziem Zachodnich pominiętych w spotach wyborczych - znaczy się ni chybi oddanych Niemcowi , bez walki nadto )  przypominają mi się sceny tuż powojenne, gdy Dziki Zachód oraz Zaplute Karły Reakcji nadsyłały - takze i do Polski - różnego rodzaju "dobra", niezbędne czasem i do przeżycia, głównie jednak służące budowaniu świetlanej przyszłości. Było wśród tych darów i 10 tys traktorów, na których Dzielne Traktorzystki orały Wiosnę ( po uprzednim przeszkoleniu przez jednego z 23 instruktorów amerykańskich ), co zreszta nie przeszkodziło Malkontentom oraz Prawdziwym Patryotom posądzać ów kraj o zesłąnie stonki - już wtedy nie drogą lotniczą ani pocztową, ale zapewne ukrytą w oponach owych kombajnów. Adresaci wsparcia mieli w nosie polityke i animozje międzynarodowe sztucznie podsycane. Niejeden miał wreszcie co do ust włożyc, wielu łachmany zastąpiło używaną wprawdzie, ale schludną odzieżą.Analizując efekty tego daru serc, ktos mógłby powiedzieć - gdyby nie wsparci dziś po naszych ulicach łaziłyby białe/brunatne niedźwiedzie, a stopień zacofania grubo przekraczałby przepaść jaka dzieli nas dzis od państw rozwiniętych i bogatszych.
Jednak każde z urządzeń wymagało czyjejś obsługi, fachowości i tego co najważniejsze - zapału. Każdy z tych traktorów, orał ziemię która dzięki temu wydała lepszy plon. Oszczędzając na żywności, ubraniu odłożyć można było na inne potrzeby. Zatem - odpowiednio wykorzystawszy czyjąś pomoc - starano się w jak najbardziej aktywny sposób - nadganiając zapóźnienia - dogonić świat. Powie ktoś - co z tego wyszło wszyscy wiemy. I w tym momencie znów trzeba będzie sięgnać do polityki, uwarunkowań geopolitycznych i tym podobnych bzdur a jednak nie bzdur wcale. Bo własnie wtedy zaprzepaszczono na dziesiątki lat inicjatywy ludzi dobrej woli. Spychając nas w szpony totalitaryzmu, zmarnowano dobre chęci darczyńców, zaprzepaszczono entuzjazm i siły tych, ktorzy mieli popychać to wszystko naprzód.
Zatem, kiedy dziś czytam posty starające się gradować aktywnośc, odruchowo zastanawiam sie nad celem a i zasadnością takich porównań. Wiadomo, że na wsparcie można liczyć w określonym przedziale czasowym - dary UNRRY płynęły przez lat kilka, zatamowane okresem zimnej wojny - chcieliśmy i my pokazać samowystarczalność i wyższość - z efektem wiadomym.
A przecie gdy idea UNRRY się zdezaktualizowała w odniesieniu do zamysłu pierwotnego, ci sami ludzie dobrej woli nie zamknęli biur, nie powrócili do swoich zajęć - odmiennych celem. UNRRA stała się bowiem zalążkiem ... Organizacji Humanitarnych. I już w 1945 z..... Włoch, z misją do ..... Afryki, udaje się 5 pielegniarek, lekarz, laborant. Po to, by pomagać przetrwać ludziom umierającym z biedy, głodu, prześladowanych i maltretowanych.
Idąc dalej, zbliżymy się w końcu do .... Soni. Koło historii zatoczy znów pełny obrót a my uzmysłowimy sobie, że pewne Idee są niezniszczalne. Zawsze jednak na poczatku musi znaleźc się ktoś, kto to wszystko zainicjuje, ale i ten, kto chce wziąć udział - czynny zaznaczam - w realizacji podjetego zadania.
Założycielem wątku jest przecie Sonieczka. To Ona - choć tak odległa fizycznie od Ojczyzny, uwaznie śledziła aktualne wydarzenia w naszym kraju. Z całej masy wydarzeń łowiła te dla Niej istotne, o których pragnęła porozmawiać, także po głębszej analizie "fundamentów". Jej dyskusja i opinia poparta była wspomnieniem Gombrowicza. Nie była prostym, krótkim wyrażeniem opinii - jakich na innych wątkach tak wiele, gdy zwięzłym - nie znaczy mądrym zdaniem - stara się jak najszybciej podsumowac dyskusję. Zagłębienie się bowiem w dany problem stwarza niespotykaną szansę twórczej wymiany  poglądów. Daną sytuację, zdarzenie, postac, oceniamy bowiem w zupełnie innym - nie tylko powierzchownym aspekcie. A im analiza głębsza i pełniejsza, tym dyskusja wartościowsza.
Można było zbyć Jej wypowiedź. Albo - jak to sie zdarzyło - poszydzić sobie, wyśmiać, inicjując typowe na naszych forach prymitywne nawalanki. I można było podjąć rozmowę. W tamte lipcowe dni płynęły posty z różnych części świata - od Skandynawii, po Europę płd. Od Moskwy po Amerykę i Australię. Dziś obszar tn bez wątpienia bardzo się skurczył. Z tych i innych przyczyn nasze szeregi ( zaznaczam  -te aktywne  ) wyszczuplały. Wyglądamy pewnie jak nasi powojenni przodkowie - szczupli w talii, w podniszczonej odzieży. Mniemam jednak, że błysk w naszych oczach jest nie bledszy niz tamten - pełen żądzy czynu.
Gdyby nie inny Polonus - F.M. wątek pewnie powoleńku chyliłby się ku upadkowi a w końcu uprzedził wieszczby Vostradamusa, który już nie musiałby co jakiś czas ostrzegać przed klapą. Dlatego, że Gombrowicz stałby sie jeno faktem historycznym i jako taki zostałby odłożony ad acta.
Zatem i w tym przypadku Polak piszący z włoskiego buta pozwolił nam trwać. Czy ma to być powodem naszej depresji lub wstydu ? Czy ma uzmysławiać nam jakis rodzaj feleru, jakim rzekomo mamy być dotknięci ?
Czy naprawdę tak ważnym jest skąd i kto pisze ? Książki liczą wiele stron. A kiedy sięgniemy po tą, która zaciekawia, jest nam przecie obojętne, że kolejne stronice zapełniała ta sama osoba. Staramy się śledzić uwaznie dzieje bohaterów, tworzymy własne koncepcje dalszych rozdziałów. Bo to ciekawa narracja a nie liczba rozmawiających ( a już zupełnie nie miejsce ich zamieszkania ) decydują o atrakcyjności.Zachęcą lub nie do wymiany zdań - to i tylko to jest ważne.
Do tych więc, którzy co jakiś czas narzekają na małą liczbę piszących "nadwiślan" zwracam się z prośbą.
Przysiądźcie na chwilkę i postarajcie się wyobrazić sobie wszystkich tych, którzy mieszkali na tej ziemi 60 lat wstecz - osieroconych, biednych i głodnych. Nie mających może dachu nad głową. Wrócili do zrujnowanych wojną miejsc.
A kiedy odbierali płynące z zagranicy dary UNRRY cieszyli się, że oto ktoś pomaga im budowac własną przyszłość, a nie martwili własną kruchością. To nie Oni, ale Ich przywódcy - w fałszywym poczuciu wyższości odrzucili pomocna dłon ludzi dobrej woli. Pozbawieni pomocy i tak tworzyli własny - pomyślniejszy byt.
Ci  zaś, których pomocą wzgardzono, stworzyli organizację Lekarze Bez Granic.
Bo Dobro nie ma granic.
I kiedy piszecie z dowolnego miejca na ziemskim globie, ja i tak - siedząc na kamieniu u wrót namiotu, wiem, że to wspólna Knieja, wspólne Dęby.

wscieklyuklad - 2009-05-30 19:58:13

Płacz Żałosny, Piskliwy, Mysi prawie Polaną Rankiem wstrząsnął . Tedy na Wyścigi, na Karku Skręcenie, Nóg Połamanie wszyscy z Namiotów wylegli w Zatrwożeniu i Pomięszaniu okrutnem. Łopot Brezentu z Szlochem się mieszał Łacno, zatem po chwili Małokrótkiej nikt już Przyczyny od Skutku odróżnić nie zdołał jeno na Oslep gnałw Biegu Ciżmy wdziewając, Karabelami dzwoniąc, by Wywaleniu nie ulec a Szczęk nie wywichnąć, Zębów nie gubić bacząc. A, że Maleńkiego był to Człowieka Rozpaczy wyraz, wszyscy ku Dziecięcia-Pacholęcia się Namiotowi udali, wOdsieczy zamiarze, w Krzywdziciela na Strzępy Darciu ochocie. Rzut oka starczył jednak, by w Miejscu każdego osadzić. Draby jako stały, tak stoją z nam Zadziwieniu na Gębach widocznym Konsternacją równą. Jako i my Głupawo poglądają wokół, Ucha ku Połom przyłożywszy Małżowinę, Dźwięki z Wnętrza  płynące łowią, a Analizie poddają. Stamtąd Cisza dobiega. Tam Szmeru nawet nie posłyszysz. Tam Echa Łez na Polepę kapiących nie napotkasz. Ni chybi Snem zmorzone. Ni chybi  Bezpieczne zatem. Ale jakże Bezpieczne, gdy Płacz coraz to Wyraźniejszy, Donośniejszy jakby się przecie niesie ? Jako Wryci  w Staniu miejscach Tkwią tedy, Bezradnie wokół  Wzrokiem Zbaraniałym Wielce tocząc. A Płacz płynie, Uporczywy, Nachalny. A Rozpacz jakby Mnożeniu uległa. Jakże tu z  Nieznanym walczyć ? Jakże  Ofierze Niewidocznej z Odsieczą bieżyć ? Nic gorszego cię spotkać nie może, nade Dziecięcia Krzywdę, taką na której rady znaleźć nie umiesz, tę, jaka Nieporadnością cię pełni, Złość rodząc.
Wedle południa plotka sie po Obozie poniesła, że to z Bałkanów się owo Łkanie dobywa. Płacz Słowyański iście, Rozpaczliwy typowo dlań, Skamlący, Szczenię niczem. Łkanie nad Krzywdą wyrządzoną, Szloch nad Ran Bólem, za do legendy przejściem Tęsknota. Kuryer zaraz tysz z Wieścią nadegnał Świeżą -  a po "Naszych biją " Okrzyku wydaniu bez Życia oznak na Ziemie sie Żwawo osunął - ledwie docucić się go nam udało.
Polskie Dzieci za Włosy targają, Organizmy ich Wątłe tłuką, Gwałt im zadają Straszny ! -ta Wieść w Migi tri Polanę obiegła. Jużem dawno Druhów tak Wzburzonych Wielce nie widział. Jużem lata całe Zapału podobnego nie napotkał. Oto wreszcie bisurman namierzon, zlokalizowan a nazwan właściwie. A tak skoro, tedy marazmowi "nie" stanowcze powiedziec można, a w Cywilizacji Celu ratowaniu przeze karpaty wędrowac, by wreszcie wśród dziczy Ład zaprowadzić. Pancerze przywdziewają ochoczo, Krócice Wyciorami pucują, Kule Ołowianę leją, Prochu Worki pakują chyżo. Już Fury po Brzegi ładowne, już Tanki do Drogi gotowe - Rzędem Rozwarkotane Chórem zgodnym.
Już tuż do Wymarszu Hasło ma zapaść. już tuż Marsza intonowac będą. Już tuż Kozaki Bojowe podejmują pieśni. Już tuz Kubańce Cygara - Naboje niczem za Pasy Słuckie wtykają.
W Ordynku bojowym stoimy Wodza tęskni. A tu kolejny Kuryer na Polanie Zlega pode Rumakiem Spienionym.
- Z Korejom wojna na Włosku wisi !- nim padł wykrzyknął.
Bałkany, Koreja, Włochy takoż. Bermudzki to Trójkąt Nowy. Mapy dobywamy, Szeregi licząc. Zbyt mało nas na Frontów tyle. Od czegoś zacząć wszak trzeba. Tedy Dukatem nam rzucać przyńdzie. Tyle, że Dulat dwie przecie Strony ma jeno, bisurmanów zaś Trójka ni chybi.
- Kostką tedy rzucajmy ! - Malkontent proponuje który. Mówić łatwo. Propozycja prosta niby. A przecie Kostka Sześć Ścian sobie liczy. Juże do oczu sobie poskakują, juże o Oczek sie ilość kłócą.
Wrzask coraz to donośniejszy powstaje. Płacz jakby przycichł, jakby zanikł prawie.
Tak Celów nadmiar Wieczór nam zesłał. A, że my tu Sucharami a Ogórkami kiszonemi zywieni, tedy Witamin nam Niedostatek doskwiera. Bez tej "A" zwaną , Kroku  lepiej Nocą nie stawiaj, byś Kura jako w Bigosie nie wylądował jakim. W Namiocie zatem zapaść wypada. Może Zmęczeniem ogarnione i Dziecię zaśnie Łkanie tłumiąc ? Moze Koreańce po nocach razić nie będą do nas ? Co do Włochów zaś - z nimi nic nie wiadomo - Hetman ich niezłym jest pono Dziwadłem. Tedy Czujki stawiamy, Pancerze zaś w Katach stawiwszy Pidżamy wdziewamy.
Na Wypadek wszelki Uszy se na noc zatkam. I niech se Łkają, z dział walą, Okręty cumują. Dla mnie to na marzenia czas.

f.m. - 2009-05-31 20:39:54

William Shakespeare scriveva che "Bisogna guardarsi bene dal concepire un’opinione molto buona delle persone di nuova conoscenza; altrimenti nella maggior parte dei casi si rimarrà delusi con proprio scorno o magari danno."
Kracauer aggiunse che: "Crescere insieme senza perdere la propria identità, donarsi per possedere in forma allargata, fondersi in un tutto unico e tuttavia continuare ad esistere ciascuno per proprio conto: questo è il segreto del vincolo dell´amicizia."E’ condivisibile, secondo il mio parere, anche quanto sosteneva Kahlil Gibran, ovvero che "la solitudine è una tempesta silenziosa che spezza tutti i nostri rami morti; e tuttavia spinge le nostre radici viventi più a fondo nel cuore vivente della terra vivente."
Ed anche che "alcuni di noi lasciano morire i grandi sogni, ma altri li nutrono e li proteggono; abbiatene cura nei giorni brutti affinchè portino il sole e la luce che viene sempre a chi spera col cuore che i propri sogni si avverino." (Thomas Woodrow Wilson)
Alla fine ognuno di loro aveva il suo pensiero.Ognuno di noi ne ha molti!
Tutti noi, arrovellandoci nelle nostre esistenze, spesso nostro malgrado, ci ritroviamo a vivere la vita spendendo solo pochi attimi per le cose che veramente vogliamo fare. Il tempo ci scorre inesorabile tra le dita come sabbia. Forse l’egoismo risolverebbe questo problema, ma, almeno per quanto mi riguarda, l’autocoercizione sarebbe come una sfida persa in partenza.
Ogni mattina sorge il sole e spero che tutto fili liscio come l’olio e ogni sera posando la testa sul cuscino mi auguro che il giorno.successivo mi potrerà certamente una maggiore serenità. Invece, con malefica precisione, succede sempre qualcosa che fa in modo di sconvolgere i miei piani, di costringermi ad agire scegliendo se sia più importante quello che dovrei fare oppure quello che mi piacerebbe fare.
Sono sinceramente stanco di vedere persone che non conoscono parole importanti, quali sudore, fatica, impegno, perseveranza, sacrificio, rinuncia e riconoscenza,sofferenza senza fine... pontificare e lamentarsi del mondo intero.
E parimenti mi stringe il cuore che persone che queste parole le conoscono bene, sia etimologicamente che inserendole in un contesto, siano costrette a sussurrare il loro diappunto e la loro sofferenza in un angolo e senza disturbare troppo. Urliamolo, magari con un bold su una tastiera ci riesce più semplice che con la voce!
Delirio di una notte? Forse Si.
Parole al vento? Sicuramente No.

f.m.

Sorellina - 2009-06-01 01:15:58

Tłumaczę refleksje F.M.  Przepraszam, że tak późno.

William Shakespeare pisał: " Trzeba się wystrzegać wyrabiania sobie zbyt dobrego mniemania na temat niedawno poznanych osób; inaczej, w większości przypadków, przyjdzie nam znosić rozczarowanie, wstyd, może nawet ponieść szkodę".
Kracauer dodał: "Wzrastać razem nie tracąc własnej tożsamości; dawać siebie, by tym więcej mieć, stapiać się w jedną całość, a jednak nadal istnieć odrębnie: oto tajemnica związku przyjaźni."
Można też, moim zdaniem, zgodzić się z  Kahlilem Gibran, który utrzymuje, że: " samotność to cicha burza, która łamie wszystkie nasze martwe gałęzie, jednakże zagłębia nasze żyjące korzenie w żywe serce żyjącej ziemi."
I jeszcze z tym, że: " jedni z nas pozwalają umierać wielkim marzeniom, ale inni je żywią i chronią; dbajcie o nie w złe dni, aby przyniosły słońce i światło, które przychodzi zawsze do tych, co szczerze wierzą, że ich sny się spełnią."
(Thomas Woodrow Wilson)
Wreszcie, każdy z nich, miał swoje przemyślenia. Każdy z nas ma ich wiele!
Wszyscy, w trudach egzystencji, często wbrew własnej woli, przeżywamy życie, przez niewiele tylko chwil robiąc to, co naprawdę chcemy robić. Czas przelatuje nam między palcami jak piasek.
Może egoizm rozwiązałby ten problem, ale, przynajmniej dla mnie, przymus oznaczałby wyzwanie z góry skazane na niepowodzenie.
Słońce wstaje każdego dnia i wierzę, że wszystko pójdzie gładko, jak po maśle, a każdego wieczora kładąc głowę na poduszce mam nadzieję, że następny dzień przyniesie mi z pewnością większy spokój. Tymczasem , z jakąś złowrogą precyzją, zawsze zdarza się coś, co burzy moje plany, zmusza mnie, bym wybierał, co ważniejsze: to, co powinienem, czy to, co pragnąłbym zrobić.
Mam szczerze dość tych wszystkich, którzy nie znając sensu wielkich słów, takich jak: pot, trud, obowiązek, wytrwałość, poświęcenie, wyrzeczenie i wdzięczność, niekończące się cierpienie...wygłaszają kazania i narzekają na cały świat.
Równie mocno ściska mi się serce na widok ludzi, którzy dobrze te słowa rozumieją, zarówno w sensie etymologicznym,  jak iw kontekście rzeczywistym, a którzy zmuszeni są wyrażać swój żal i swoje cierpienie szeptem , w kąciku, by nie zakłócić niczyjego spokoju. Wykrzyczmy to stukaniem w klawiaturę, może tak będzie  łatwiej niż głosem !
Nocne majaczenie? Może i tak.
Słowa puszczone na wiatr ? Na pewno Nie.

hrabina_bałkańska - 2009-06-01 20:23:49

Kropelka po kropelce i będzie ocean. Jak po nitce do kłębka - powoli dojdziem do sedna czyli... perypetii małej Nikolety i jej brata Pawła ciąg dalszy. Z góry zastrzegam, że nie jestem po niczyjej stronie - brakuje mi kilku ogniw by móc łańcuch wydarzeń ocenić. A zdawałoby się, że...  jako Polka (i matka) powinnam stać po stronie polskiej mamy? Hehehehe... A... guzik (Janku wybacz), nie ze mną takie numery!
Dziś wreszcie się wydało, że rodzice dzieci nie mają rozwodu (media zdementowały swe poprzednie, niejasne z resztą informacje czerpane głównie z lokalnej Agencji JPDP* (jedna pani drugiej pani), a  jedynie są w separacji i sąd warszawski na okres tejże przyznał prawa rodzicielskie ich matce. Wydało się też, że ojciec wywiózł dzieci z Polski za pozwoleniem matki w celu wakacyjnych odwiedzin bułgarskich dziadków. Pod koniec lata ub.r. miały wrócić do matki i zacząć rok szkolny w Polsce co się nie stało więc oskarżenie ojca o kindaping niejako pozostaje w sile. Ambasada RP w Sofii jest oblegana przez... kiboli stolicznego teamu "Levski" i przez pospolite ruszenie społeczności asenovgradzkiej w celu "odbicia dzieci" (Nikoleta jest już w Polsce). Poniekąd dziwne, że kibole ale... po pierwsze primo - ambasada RP znajduje się w bezpośrednim sąsiedztwie stadionu tego klubu. Po drugie primo - awantura o dzieci zaczęła się w dzień meczu Levski - CSKA. Po trzecie - primo primissimato tutto fortissimo con fuoco: "Levski"...  do dziś liże historyczne (i moralne) rany po sławnym golu Lubańskiego. No i ...  wszystko jasne!!! Wydało się też, że lokalne media w Plovdiv i w Asenowgradzie były przez ojca dzieci z góry powiadomione i trwały w "gotowości bojowej" w oczekiwaniu swej "godziny W" - na jego sygnał momentalnie przybyły na miejsce wypadków i... no comment!.... Już pisałam, że Bułgarzy uwielbiają przedstawienia, "okupacja" ambasay RP też jest tego dowodem - nie ważne po czyjej stronie jest prawo, ważne by poszabelkować i kapuścianych głów naszatkować (ach, ci niepoprawni Słowianie!) i na to chyba jedynie liczy ojciec dzieci - by za pomocą mediów, respektywnie ich presji na opinię publiczną je odzyskać bo niestety Temida  nie jest po jego stronie i nie będzie. Jak się ten spektakl skończy? Wcześniej czy później mały Paweł zostanie ciupasem odstawiony do Polski, ojciec wyląduje w areszcie, być może w licznym towarzystwie innych współzadymiarzy, skarb państwa zainkasuje grzywny...
Pisałam wczoraj, że dorośli często w swych porachunkach posługują się własnymi dziećmi, czynią z nich instrument w wojnach rodzinnych. To jest i karygodne i żałosne. Niestety - do wszystkiego trzeba dojrzeć i jak pisze Mirka - do rodzicielstwa też. A raczej - do rodzicielstwa  przede wszystkim!... Hmmm... Gdy bywam świadkiem podobnych wypadków często zaczynam wątpić co ci homo sapiens widzą w swych dzieciach - czy tylko instynktownie kontynuowany ciąg gatunku? Czy w rozumie uzmysłowiony sens życia...  Człowiek mawia - ty świnio, ty ośle, ty małpo itd., nie zdając sobie sprawy, że często bywa największym bydlakiem wśród ssaków.  Ale dlaczego tak często  względem... własnych dzieci???

wscieklyuklad - 2009-06-02 19:32:59

08.07.2007 15:09~michalina
Coraz bardziej mnie wciąga i intryguje Wasza wymiana myśli, to naprawdę piękne,nie przerywajcie tego,jestem samotną osobą,inwalidką,internet to mój cały świat. Dziękuje !

11.07.2007 08:56~michalina
Soniu!,ile emocji we mnie się zbiera kiedy otwieram ten zaczarowany świat wirtualnej przyjaźni.Chcialłbym móc każdego dnia delektować się Waszą i innych drogich internautów porcją nowych wiadomości.To cudownie, że jestescie, mnie przykutej do wózka inwalidzkiego kontaktowanie się z Wami pomaga,czuję się znacznie lepiej gdy raz po raz widzę "świeże" wpisy Wasze i innych kochanych ludzi. Będę tak czuwala z Wami i każdy Wasz odzew, to jak napisał "wściekły" balsam dla mojego schorowanego ciala. I ja Wam dobrego dnia życze,napiszę znów później.

11.07.2007 20:31~michalina
Martwię się o Ciebie,rozumiem ze źle się czujesz, masz prawo po tym wszystkim co ostatnio przeżyłaś,ale napisz choć jedno słowo ,będę mogła spokojnie zasnąć, proszę.

11.07.2007 22:01~sonia IQ195
Michalinko uśnij serce me kochane w spokoju,jutro też napewno będzie piękny dzień.    .....

Co było potem wszyscy wiemy . ...
Kiedy ktoś pisze książkę - fantastyczną niechby, gdy kolejny scenariusz filmu pisze, i kiedy wreszcie ktoś w oparciu oń kręci film, nie myśli pewnie o sławie, jaka w jakimś momencie rozwarła swe- szczelnie dotychczas zamknięte podwoje. Nie oczekuje nagród ni splendorów. Tworzy oto w swej wyobraźni kolejne sceny, dialogi i sytuacje - może i absurdalne czasem, może nie po czytelnika czy widza myśli. Można by więc zadać pytanie : po co, dla kogo to robi ? Czy zapisuje żmudnie kolejne stronice, czy zapełnia obrazem kadr po kadrze, dlatego tylko, że znajdzie się ktoś chętny "poznania'" ? Czy robi to dla innych, czy dla siebie może ?
Czy kiedy  pisała ten pierwszy, niewinny post, widziała oczyma Duszy Michalinę ? Czy w najsmielszych przypuszczeniach mogła dopuścic do siebie myśl, jak jest dla kogoś Ważna ? Czy gdyby nie przeżywała tego na własnej skórze - a znała np. z czyichś jeno przekazów - potrafiłaby zachować powagę i skromność, czy też wybuchłaby śmiechem, kręcąc z niedowierzaniem głową ?
Napisała, gdyż coś Ja poruszyło, oburzyło, zniesmaczyło, rozśmieszyło - może jeszcze jakieś inne, niewymienione tu - bo nam nieznane powody - przyciągnęły Ją do monitora ? Nigdy już nie poznamy odpowiedzi na te pytania, nikt już nigdy naszych wątpliwości nie rozwieje. Jak nikt nigdy nie odpowie, ile osób czyta nasz wątek. I jak nikt nigdy nie uzmysłowi nam dla ilu - zupełnie obcych nam ludzi - ma on ponadprzeciętne znaczenie. I jak nikt nigdy w końcu nie odpowie, w ilu dokonał się przełom, którego uprzednio nigdy by się nie spodziewali, w jaki nie wierzyli, który wręcz może wykluczali, ponieważ nie godził się, nie przystawał do ich dotychczasowego widzenia świata.

A przecie są takie książki, po które ustawiają się tysiące, noce w kolejkach trwając. A przecie są takie tomy, do których - nieważne - liczni, czy tylko jednostki - wracają uparcie, bo jest w nich to coś, co nie pozwala zapomnieć. Bo jest w nich jakaś myśl, jakiś przekaz, ktory poruszył wyobraźnię, albo - jak w Michaliny przypadku - dotknięte niemocą mięśnie....
Czy dlatego warto pisać ? Czy ma to być motyw naczelny czyjejkolwiek twórczości ? Czy ma być swoistym perpetuum mobile psychiki - tą niekończącą się siłą  samonapedową, której żaden dotychczas uczony - mimo rozważań teoretycznych - nie potrafił ubrać w materię. Bo pragnienie stworzenia "maszyny czasu" wciąż tkwi w sferze ludzkich marzeń. A przecie od miesięcy całych jest wśród nas - choć rzadko - John Titor. Ten, który uzmysłowił nam, że kiedy myślisz o Dobru giną granice czasu. To co niemożliwe, nagle staje się realne, bliskie, namacalne, zrealizowalne wreszcie. Potrafisz wtedy tak w przeszłości, jak i mającym dopiero nastąpić "jutrze" dostrzec coś fascynującego. Zapominasz o swej mikrości, kalectwie, uprzedzeniach, bo nagle dostrzegasz świat, jakiemu warto poświęcić coś więcej nad komentarz.

Michalina....... A obok Niej - przepadłej dla nas bez wieści, choć może Soni misji kontynuatorce - Wilhelmina.
Ma swoją imienniczkę - Wilhelminę Oranje-Nassau. Holenderską krolową, która takimi się dzieliła wspomnieniami :
dzieciństwa : Zawsze otaczały mnie mury nie do przebicia, rzadko mogłam choćby zobaczyć społeczeństwo. Od czasu do czasu dalekie echa życia na zewnątrz przedzierały się przez otaczającą mnie pustkę, ale nic ponadto......

Ale Królowa miała przecie możliwość wyboru, jak i Jej otoczenie decydować mogło. Ta, o której pisze tak pięknie smutno pisze Krystek nie ma takiego wyboru. Nigdy nie przeczyta naszego forum. A nawet jeśli przeczyta, nie pojmie....
Ale i Ona wszak ma swoje Życie... Życie, w którym jest miejsce na Smak tego, co pije. Życie, w którym jest brzęk nożyczek, kolor i kształt tego, co powstaje z jej wycinanek. Zatem - choć dla nas nieodwracalnie, bo genetycznie upośledzona, ma SWÓJ ŚWIAT PRAGNIEŃ. Pragnień i potrzeb, o których..... nie potrafi powiedzieć zrozumiale. Świat, w którym bliskość Krystka jest tak ważna i tak niespodziewanie spadająca, tak dojmująca wielce. Bo to nie gesty kaleki, ale Ludzki Świat. Świat, obok którego nie sposób przejśc obojętnie. Świat, który nie budzi obrzydzenia i niechęci, ale ten, który wyciska łzę z niejednego oka.

Czy jest tu jeszcze ktoś, kto po przeczytaniu postu krystka ośmieli sie wieszczyć nasz koniec ? Czy jest kto jeszcze, kto Malkontenta przywdzieje szaty ?

Na Kniei brzegu stoi Dąb pochyły, koślawy. Natury wybryk. LEcz kiedy podejdziesz doń wyraźnie jak nigdzie indziej zawiązki dostrzegasz listków. Nigdzie łatwiej Żołędzi nie zerwiesz. A kiedy podskoczysz nieco - co wcale tak dużo nie wymaga wysiłku, możesz Konaru sięgnąć. jeśli Duszę masz czystą, jak Piórko lekkiś. A wonczas Wietrzyku powiew skromny Ciałem twym rozkołysze łatwo. I tak wisisz sobie i wisisz, nożyska i tułów biernemu kołysaniu poddając.
I uśmiechnąć się wreszcie możesz. Boś własnie odkrył swoje perpetuum mobile. I będziesz tak wisiał, kołysany nieznaną siłą Dobra.

Sorellina - 2009-06-03 01:57:40

Tak mało czasu, by pisać ! Tak bardzo zaborczy jest real ! Nie! "Real" to głupi nowotwór językowy.  Lepiej powiedzieć : życie. Po prostu życie. Po prostu ?! Cha, cha, cha !
Wszyscy znamy to "po prostu" i wiemy , jak bardzo jest skomplikowane. Wszyscy wiemy i... nic nie wiemy.
       Tłumaczymy, wyjaśniamy, rozbieramy na czynniki pierwsze i... coraz głupsi jesteśmy. "Wewei" - "nie-dzialanie"... może rację mieli taoiści ?
        Różne postawy przyjmujemy. Która jest tą właściwą ? Wiem, wiem, na pewno zarzucą mi relatywizm, może nawet cynizm... Nie jestem cyniczna. Jestem... pełna wątpliwości. Szukam i pewnie do śmierci szukać będę.
Jest coś, w co wierzę i do śmierci wierzyć będę. To nieuleczalna wiara w ludzi. Na przekór rozczarowaniom. na przekór prześmiewcom. Powiem brzydko : mam to gdzieś !
        Kiedy słucham kretyńskich zarzutów wobec Jana Pawła, czuję, że diabeł we mnie wstępuje ! Do jakiego stopnia zidiocenia trzeba dojść, by człowiekowi  z serdecznej przyjaźni grzech czynić !  "Człowiek, który został papieżem ", "Papież, który pozostał człowiekiem". Ecce homo ! Mulier homo est ? Kobieta to człowiek ? Dla niektórych watykańskich "ekspertów" widocznie  nie, bo przyjaźń z nią świętość ponoć odbiera.
Mam przyjaciół księży... chyba dla ich dobra - jako kobieta - zerwę z nimi kontakty... Psiakrew !! Pardon!... Przepraszam za wybuch...
Dobranoc, Misogino.

Aska - 2009-06-03 19:40:25

Wiadomości podają, że szkoły nie są przystosowane do potrzeb dzieci niepełnosprawnych. Nie ma podjazdów dla wózków inwalidzkich. Schody, progi trudne do pokonania. Ławki nieprzystosowane dla dzieci na wózkach, małe pomieszczenia klasowe utrudniają, a niejednokrotnie uniemożliwiają poruszanie się dzieci w szkołach. Brak indywidualnych programów nauczania, brak kadry specjalistycznej. Kilka dni temu czytałam artykuł w prasie, w którym poseł PiSu, Jarosław Rusiecki, "bierze w obronę pijanych inwalidów". Martwi go, że niepełnosprawni na wózkach nie mogą pić alkoholu poza miejscem zamieszkania, poza domem. Uważa, że pijanych inwalidów na wózkach nie można traktować jak pijanych rowerzystów, czy innych pijanych ludzi poruszających się pojazdami po ulicach. Pisze pisma do ministra sprawiedliwości. Mówi, że najwyższy czas uściślić przepisy drogowe. Nie wiem czy można, czy nie można traktować na "wyjątkowych" warunkach "kierowców" wózków inwalidzkich będących pod wpływem alkoholu, myślę, że pijany niepełnosprawny na wózku stanowi zagrożenie nie tylko użytkownikom dróg, ale przede wszystkim dla siebie może wyrządzić nieodwracalną krzywdę. Wiem natomiast, że zamiast trwonić czas na wątpliwe potrzeby niepełnosprawnych, lepiej poseł Rusiecki zrobiłby, szukając środków na przystosowanie szkół integracyjnych do potrzeb rzeczywistych chorych dzieci, by mogły uczyć się, mieć choć namiastkę prawdziwego dzieciństwa wśród pełnosprawnych kolegów. By ich życie nie polegało na pobieraniu renty inwalidzkiej i tkwieniu w domu, aby mogli spełniać swoje marzenia, realizować się w wybranym zawodzie. Większość z tych dzieci jest bardzo zdolna, mają wspaniałe predyspozycje na pełne życie i nie koniecznie musi być to powiązane z piciem alkoholu poza miejscem zamieszkania.

Aska - 2009-06-04 00:59:36

<<<http://olsztyn.wm.pl/gals/dirbased/6605/IMG_2799.JPG_m(400x400)>>>

<<<http://olsztyn.wm.pl/gals/dirbased/6605/IMG_2722.JPG_m(400x400)>>>

Basia - 2009-06-04 07:45:30

I jeszcze króciutko. Dziś mija rok, gdy odszedł od nas Mariusz i Bastuś. Bardzo mi Ich brakuje, bardzo.
Bastusiowe "Kraków coraz bliżej" zostało niespodziewanie urzeczywistnione. Był z nami.

Aska - 2009-06-04 16:56:54

Jakże tęsknię do bezpieczeństwa z dzieciństwa, do uliczek wyłożonych kocimi łbami, do szarych kamieniczek, do stuku końskich kopyt miast warkotu samochodowego silnika. Gdzie podziała się dziewczynka z długimi warkoczami, w które każdego ranka mama wplatała kokardy? Jakżebym chciała, aby wróciła, pobiegła z kanką po mleko, w rzece podglądała raki, na leszczyny wdrapywała się po wielkie orzechy. Tęsknię za tamtymi beztroskimi latami. Nie wrócą, to nie możliwe, pozostały wspomnienia. Kiedy wczoraj do miasta babcinego jechałam, wielkie zmiany na drodze widziałam. Niegdyś 70 kilometrów jechałam, niczym aleją, wysadzaną drzewami, przeciętą lasami, wioskami zza drzew spozierających, dzisiaj droga szeroka, las od szosy oddalił się, nie ma drzew rzucających cień na drogę. Mkną samochody jeden za drugim, wszystkie się śpieszą, nie idą spacerkiem konie ciągnące wozy. Inną drogę pamiętają oczy małej dziewczynki. Tęsknię za widokiem leśnej polany tonącej w błękicie przylaszczek, bielących się zawilcem skrajów lasu, za pachnącą konwalią w dniu matek. Pod liściem łopianu przed deszczem kryła się dziatwa, krzew bzu chronił od słońca. A i miasto jest inne. Nie ma budki z lodami na wafelku, nie ma parkany z desek, za którym leszczyny rodziły orzechy, wiewiórki do poniemieckich chowały się bunkrów. Kocie łby asfaltem pokryte, kawiarnia nie jest kawiarnią i tylko zamek stoi na starym miejscu i kościelne wieże nad miastem królują jak dawniej. Na babcinym podwórzu nie ma czarnej róży, chluby dziadkowej, rośnie stara jabłoń wojnę pamiętająca i tylko ona chowa dziecinne wspomnienia, sekrety podlotka ukrywa w korzeniach.
"Zatęsknić za niemożliwym jest możliwe. Zatęsknić za niemożliwym znaczy odkryć w sobie brak; znaczy poczuć w sobie brak i chodzić z tym brakiem jak z wielką dziurą w piersiach na przestrzał, na wylot, do której wpada i z której wypada jakiś niewiadomego pochodzenia wiatr, gwiżdżąc po drodze taka jakąś melodię, że - o rzewności nad rzewnościami - oczy zachodzą mgłą od wypatrywania źródła tej melodii." (E.S.)
Stoję na ulicy mego miasta, wspominam domy, widzę ogólniak, do którego na lekcje łaciny zabierała mnie najmłodsza z cioć, idę do Ratusza, w którym z inna ciocią "pracowałam", wchodzę do Sali, w której ożywają wspomnienia rodziców z przed półwieku. Lata temu byłam tam z ciocią, teraz do mnie ktoś mówi ciociu. Czas. Jak ten czas biegnie, lata lecą, a ja za niemożliwym tęsknię.
"Każdy dzień jest dniem ostatnim i ostatnią jest każda chwila (choć nie giną, tylko przesuwają się; wygląda na to, że gdzieś do tyłu). Ale dlatego też, dlatego właśnie też każdy nowy dzień jest pierwszym i pierwszą jest każda nowa chwila." (E.S.)

Mirka - 2009-06-05 09:01:26

Kiedy słyszę, że w Polsce był komunizm, uśmiecham się pod nosem. Dawniej bardzo mnie to drażniło, teraz tylko żal mi tych, którzy tak mówią, mam wrażenie, że nie wiedzą co mówią. Na całe szczęście w Polsce nie udało się Sowietom wprowadzić tego systemu, a dążyli do niego z uporem maniaka. Niewielkie są różnice między socjalizmem, a komunizmem, ale bardzo znaczące. Mimo walki z tradycjami i z religią, nie zniszczono naszych tradycji. Fakt, że wiele "przerobiono" na przykład Święto Zmarłych, Zaduszki, 1Maja... Z wieloma bezskutecznie walczono - Zielone Świątki, Boże Ciało, 3 Maja... Mimo to, Polacy świętowali, obchodzili swoje święta "po swojemu", nie zapomnieli o polskich tradycjach. Innym elementem były prywatne firmy. W komunizmie są niedopuszczalne w żadnej formie, a w socjalizmie zrzeszone w Cechach Rzemiosł Różnych i Spółdzielniach Wielobranżowych. Socjalistycznym prywaciarzom było ciężko, byli pilnowani i traktowani niczym złodzieje, ale radzili sobie niezgorzej. Komunizm nie dopuszcza indywidualnego rolnictwa, wszystkie gospodarstwa zrzeszone pod szyldem PGRów, w wielkich kołchozach. W Polsce nie dość, że rolnicy mieli swoje własne gospodarstwa rolne, to i ich park maszynowy był całkiem niezły. Podobnie było w środowisku kulturalno - artystycznym, nie dało się mimo cenzury narzucić określonego nurtu. Polacy skutecznie przeciwstawiali się wszystkim dążeniom do wprowadzenia systemu stricte komunistycznego, władze nie mając wyjścia, bo zamykanie w więzieniach, procesy pokazowe, stosowana na wielką skalę "samokrytyka" nie przynosiła spodziewanych rezultatów. Władza musiała, była zmuszona wiele rzeczy akceptować, chociaż zmieniała nasze tradycje naginając je do zasad komunistycznych. Moim zdaniem, jednym z największych błędów, który był zbawienny dla naszego kraju, okazała się oświata. Władze jedynie słusznej partii likwidując analfabetyzm, kształcąc społeczeństwo ukręciły bicz na samych siebie. Tak jak pokolenie między wojenne i powojenne wdzięczne za (wątpliwe) "zrównanie" klas społecznych, za szansę na naukę czytania i pisania, na awans, ślepo wierzyły w dobre intencje PZPR, tak wykształcone kolejne pokolenia, które z opowieści rodzinnych wiedziały jak było dawniej, które "liznęły" wolności na stypendiach w krajach zachodnich nie dały się oszukiwać, tym bardziej, że po latach dla wielu "ślepców" spadły klapki z oczu. Wielu z tych, którym zdawało się, że chwycili Pana Boga za nogi, zorientowali się, że są manipulowani, że skaczą niby małpki w cyrku.
Władze dążyły do komunizmu, jednak nic im z tego nie wyszło, nie udało się im przekroczyć progu socjalizmu.
Natomiast to, co dzieje się teraz, o pomstę od nieba woła. Jeśli nie opamiętają się nasi włodarze, jeśli społeczeństwo nie zacznie wyborów traktować "poważnie", a idąc do urn wyborczych nie będzie samodzielnie myśleć, nasza demokracja nim "dorośnie" zakończy się. Staniemy się państwem wyznaniowym, roszczeniowym, dyktatorskim i piorun wie jakim jeszcze, kierowanym przez despotów i karierowiczów i innych czortów. Autorytalizm, do którego dążyliśmy, zamienimy na jakiś bliżej nieokreślony, nowy twór.
Z każdym rokiem drożeje kształcenie młodzieży, a dochody rodzin maleją, głupim narodem, niewykształconym dużo łatwiej rządzić, straszyć diabłem. Ale jest to tylko moje zdanie i moje widzenie tego, co dzieje się na przełomie wielu, wielu lat, zaczerpnięte z opowieści dziadkowych, tatowych, z obserwacji ludzi w małym miasteczku i ludności wiejskiej. Mam świadomość, że w dużych miastach wygląda to inaczej, że wielu ze mną, z moim punktem widzenie nie zgodzi się i bardzo chciałabym mylić się, co do przyszłości naszego kraju, warunków życia naszych dzieci.
Pozdrawiam życząc miłego dnia

Aska - 2009-06-05 16:03:50

Po Warmii burza hula i wieje, wieje wiatr. Tęsknota mnie otula, słoneczka ciepłego brak. Wicher zabrał ptactwo moje, kuropatwy uwięził w gniazdach i popędził w siną dal. Zabrał ptasie melodie, dmuchną mgłą na las, w słonko nieśmiało zza obłoczka zerkające, rzuca gradem czarnych chmur. Płaczą Aniołki, łzy deszczem spadają na ziemie. Błoto na kaloszach, połamane parasole, smutny wizerunek czerwcowego dnia.
Jastrząb zajączków nie szuka. Bociana nie wabi widok skaczących żab. Jaszczurki w norkach się pokryły, wygrzać się nie mają gdzie. Targa wiatr cudownym kwieciem, zmiata płatki z róż. Nawet kret z ziemi nie wylezie. Nie kąsa komar, nie lata mucha, pszczółka nektaru do ula nie niesie. Jak do niedzieli pogoda się nie zmieni nie pójdzie do urny młody człowiek. Mohery zrobią swoje i znowu rudy rydz cieszyć i pysznić się będzie. A ja, a ja chodzę… od okna do okna i szukam śladów słonka. Słucham Dany Lerskiej i tylko tych, którzy życiem zapłacili, byśmy żyli lepiej, mi żal. Żal mi rodzin, które w walce o wolność zapłaciły najwyższą cenę. Żal mi matek/ojców, żon, dzieci, których synowie, mężowie, ojcowie zginęli bez wieści w więzieniach politycznych, na ulicach stracili życie. Nie o to, co dziś się dzieje oni walczyli, nie o to, by ich potomni z kraju za "chlebem" szli, a o to, by kraj był wolny, demokratyczny, by każdy mógł wybierać gdzie chce żyć/mieszkać nie dla tego, że musi, a dla tego, że chce. Żal mi lat, przez które w rodzinie nie można było słuchać "Czerwonych maków", bo wujkowi kapały łzy, tam zostawił kolegów i nie miał prawa o tym wspominać, bo czekał na synów, których matka za niego w łagrach żywot skończyła. 13 lat czekał w strachu aż mu łaskawie pozwolą zobaczyć synów. Żal mi dziadka, który do końca swych dni nie dowiedział się gdzie są jego dwaj bracia, żal mi kuzyna, który szuka śladów swego dziadka... żal mi Gdańska, żal mi Śląska...  I tylko mi żal, tego, co miało być normalne...
Przy urnach wyborczych, czy to w wyborach do PE, czy lokalnych, Sejmu czy Senatu, dobrze trzeba się zastanowić przy jakim nazwisku, jakiej partii postawić znaczek "x"

Sorellina - 2009-06-05 21:18:35

"Dziękuję za kontakt z Netią.
Data uwolnienia linii to dzień 18.06.2009, w tym dniu TP przekaże Netii Pan/i łącze.
Do tego czasu dotrze do Pan/i urządzenie, które pozwoli korzystać z naszych usług.
W tej sprawie będzie wcześniej się z Panem/Panią kontaktował kurier.
Z poważaniem,
(...)
Dział Technicznego Wsparcia Klientów"

Będziemy więc czekać na to wsparcie zapewne bez netu i bez możliwości kontaktu z Wami.
           Zanim jednak  w tęsknocie się pogrążę, pozwólcie, że sobie pośpiewam z radości, a i popłaczę ze wzruszenia:
starzy Misoginianie wracają !!! Pisuardessa, ERiS, Dr wal, Kaszeb, Sirio, Gość całotygodniowy, Ojciec Hajto, a przede wszystkim, wieki całe niewidziane, Z.p.o. i Kitlińcia !
           Wiecie, co ? Misogino jest jak mityczna hydra, smok wielogłowy, któremu można głowy ucinać i ucinać, a one wciąż odrastają. Jednak to nie smok-potwór życie pożerający, ale smok-Tianlong, ludziom przychylny, życiodajne burze niosący, Smok Niebiański.
           Plugawa ironia ? To dość zabawny związek frazeologiczny, nie sądzisz, Klaro ? Przy Twoim dystansie do siebie i do świata, przy Twoim (zwłaszcza!) nietuzinkowym poczuciu humoru, na pewno śmiać się z tego potrafisz, a i o pamiętliwość trudno Cię posądzać.
           A w ogóle to: Apage satanas ! Zostawmy swoje diabły, szatany, diabełki, diabliki, czarty, czorty, demony, chochliki, w spokoju. Przecież każdy ma podobno nie tylko swojego Anioła, ale i swojego Złego. Kiedy jeden z nich zasypia, drugi się budzi. Może więc... lepiej pozwolić swojemu Czarnemu spać smacznie ?
           Miłego week-endu, kochani !

Mirka - 2009-06-06 13:43:09

Miałam sen i śniło mi się, że jestem z jakimiś ludźmi na wielkiej łące, a na horyzoncie majaczył się las. Był tak daleko, że wydawał się czarny, nieprzyjazny. Rozmawialiśmy o różnicy między dobrem i złem, kiedy jest dobro, kiedy dobro jest tak dobre, że staje się złem. I tak debatujemy, spieramy się, swoje zdania popieramy najróżniejszymi przykładami, często absurdalnymi. Zagadani, nie zwróciliśmy uwagi, że na łące pojawił się jakiś człowiek. Ktoś krzykną - o Boże! On przewrócił się i dostał jakichś dziwnych drgawek!
Zerwałam się i biegnę do niego, a moi rozmówcy zawracają mnie z drogi, mówiąc, że nie wiadomo kto to i czy przypadkiem nie jest pijany, że mogę w łeb porządnie oberwać. Odkrzyknęłam, trudno, to oberwę, a może jest chory, może mocno uderzył się i potrzebuje pomocy. Ktoś za mną pobiegł, ale obraz zamazany, nie wiem kto, pan czy pani. Podchodzimy i pytamy, co się stało, czy potrzebuje pomocy? A on tarza się po trawie i mówi, że nie, dziękuje. Nalegamy by wstał, porozmawiał z nami, nie wstał, leżąc powiedział, że przyszedł ptakom wykrzyczeć swoje bolączki, ale nas zobaczył i krzyczeć nie mógł, to postanowił, żuczkom w trawie wyszeptać wszystko i dla tego tarza się po łące. W tym czasie wszyscy już stali nad tym człowiekiem. Ktoś powiedział, idź pan do księdza, on wysłucha jak nie chcesz z nami rozmawiać. On na to, że jest niewierzący. Ten sam głos odpowiada - o pardon, w takim razie do psychologa. Korzyść z tego będzie obopólna. Pan wygadasz się i do domu lżej będzie wracać, portfel będzie lżejszy, a psycholog ucieszy się, że mu kasy przybyło. Leżący roześmiał się. Kiedy głupawka mu przeszła, powiedział, że nie ma portfela, zapytał czy czekiem będzie mógł zapłacić i... obudziłam się. Ptaki za oknem śpiewały.

Basiu i w moim miasteczku zimnica. Nie powiem nic więcej, bo musiałabym powiedzieć, że okno zamknęłam, co nie wydaje się być niczym nadzwyczajnym, ale w moim przypadku jest i musiałabym powiedzieć dla czego, to kolejne wymusza wynurzenia, a to nie odpowiednie ku temu miejsce, choć szkoda, że tak późno dowiedziałam się o tem. Gdybym wiedziała wcześniej, wielu rzeczy bym nie napisała, kto wie, czy bym Was poznała.

Miłego dnia Misoginianie

P.S.
Stało się, co stać się miało. W.U. i Sorellina nie mają połączenia z netem. Wściekły jest Wściekły. Będzie starał się, chociaż kilka postów z pracy posłać, potwierdził to, co napisał. Jeśli nie będą wchodziły, jeśli będą kłopoty techniczne, zostawi je na ZS. W miarę wolnego czasu będę je przenosić, ale nie mogę obiecać, że zrobię to natentychmiast.  Miesiąc czerwiec mam bardzo zajęty, upraszam o wyrozumienie i cierpliwość.

Czytusiu, to jest śliczne. Dziękuję. Czy możesz powiedzieć gdzie znajdę początek i ciąg dalszy?

Mirka - 2009-06-07 00:46:05

Przykro mi Kaliope, że odbieram Ci przyjemność czytania. Mam nadzieję, że nie całą, jest tu wielu wspaniale piszących Misoginian, za co im bardzo dziękuję. Wiem, że robię wiele błędów ortograficznych, gramatycznych, stylistycznych i wszystkie inne, jakie tylko można popełnić, u mnie znaleźć zawsze można, zawsze jest co podkreślić. Mam powód by czerwienić się. Przez pół wieku przywykłam, że zwraca się mi uwagi, za co jestem wdzięczna. Brak literki „Ł” nie tylko jest skutkiem mojej dysleksji, ale i naleciałości gwary lokalnej. Pozostaje mi tylko ubolewać, że odbieram ci przyjemność czytania, jestem wadliwym człowiekiem, popełniam wiele błędów, mimo to coś robię, przynajmniej staram się coś robić. Zapraszam do częstszego pisania, a może nie tylko ja, z twej bezbłędności skorzystam? Może znajdzie się ktoś jeszcze, kto weźmie z ciebie przykład.
Moby Dicku, napisałeś, że czytasz Misogino i brakuje ci tu dyskusji, dlaczego nie zrobisz nic, by była? Nie mogłam odpowiedzieć na słusznie zwróconą mi uwagę, bardzo chciałabym nie mieć innych zajęć jak tylko „wgapiać się” – jak mawia moje najmłodsze dziecko – w ekran komputera i czekać, czy nie zajdzie potrzeba odpowiedzieć komuś na post. Staram się odpowiadać w miarę moich możliwości czasowych. Zdarza się, że nie odpowiem, ale czy to jest moim obowiązkiem, czy mocno grzeszę? Kaliope napisała, co napisała i miała do tego prawo, jak słusznie zauważyłeś jest to otwarte forum i Alutka miała takież samo prawo napisać, co myśli. Czy od odpowiedzi ucieka? Nie wydaje mi się, może stwierdzenie Kaliope uznała za wystarczające i zamykające temat? A może zwyczajnie nie chciała dalej ciągnąć, do niczego nieprowadzącej rozmowy.
Zastanawiam się, na jaki temat miałaby być dyskusja wywołana przez ciebie, wybacz, ale nie znajduję nic, o czym w szerszym gronie można by rozmawiać, nic interesującego ani nowego nie piszesz, być może mam problemy nie tylko z pisaniem, ale i z czytaniem? Pozwól, że pomyśle nad tym ciut dłużej.  Przykro, że nie dostrzegasz, ani dobra, ani tolerancji, ani rozmowy na Misogino, tak już jest, że każdy widzi to, co chce zobaczyć i też ma do tego prawo. Szanuję zdanie każdego Misoginianina, każdego – przepraszam za określenie – czytacza, który cokolwiek napisze, co nie znaczy, że ze wszystkim zgadzam się. Uważam, że najłatwiej wymagać od innych, krytykować ich, trudniej dać coś z siebie. Rozumiem to, chociaż nie pochwalam. Piszesz, że Łowca i Buongustaio poruszają ciekawe tematy i piszesz swoje zdanie. Bardzo dobrze, mam nadzieję, że z każdym dniem zdań będzie więcej, że będziesz wypowiadał się w różnych, innych tematach. 
Jesteś nowy, ale nie znaczy to, że intruz. Zostań z nami i pisz, dyskutuj, poddawaj tematy do rozmów. Życzę Ci miłego spędzania czasu na Misogino i z Misoginianami.  Krótko mówiąc – witaj na pokładzie i nie pozwól by kurzem pokrył się Twój kawałek podłogi.

Aska - 2009-06-09 07:28:40

Amerykańska Akademia Pediatrii zaleca, by dzieci przed ukończeniem 2 roku życia w ogóle nie oglądały telewizji.
Przeprowadzono badania, które wykazały, że dzieci oglądające telewizję mogą mieć problemy z rozmową. Rodzice mniej do nich mówią, co powoduje u nich opóźnienia w rozwoju językowym i problemy z koncentracją uwagi. Badania przeprowadzono na grupie dzieci w wieku od 2 do 4 lat. Po analizie badań okazało się, że im więcej dziecko ogląda telewizję, tym mniej słów zna i rozumie. Rodzice nie zdają sobie sprawy z tego, że siedząc z dzieckiem na podłodze i bawiąc się z nim przed włączonym telewizorem, mniej rozmawiają z dzieckiem.
Faktycznie, dziecko 3-4 letnie ogląda telewizję, zaczyna interesować się bajkami i innymi programami dla dzieci. Interesuje się ruchem i głosem w telewizorze. Oczywiste też jest, że rodzic bawiąc się z dzieckiem, zerka na ekran telewizora i dzieli swoją uwagę między dziecko, a program w telewizji. Wszystko jest ok., ale dzieci roczne? Toż to są żywe sreberka, ich uwagę zajmie poruszający się ekran na minutę, albo i mniej. Jeśli rodzica zajmie telewizja, dziecko w najlepszym wypadku, znudzone zacznie marudzić. Jeśli rodzic na chwilkę spuści z oka maleństwo, dziecko może zrobić sobie krzywdę. Wychowałam czwórkę dzieciaków, nie było mowy o oglądaniu telewizji, jeśli nie spały.
Około roku, (jedne dzieci wcześniej już w 9/10 miesiącu życia, inne później, w 11-13), zaczynają chodzić, mówić pierwsze dwu-trzy sylabowe słowa. Około 12-15 miesiąca pojawiają się króciutkie zdania, składające się z 2-3 słów i już każdego dnia pojawia się nowe słowo, dłuższe zdanie. Z dziecka robi się maleńka gadułka. Jest to czas, kiedy dziecko poznaje otaczający je świat, nie ma mowy, aby usiedziało w miejscu, aby czegoś nie chciało. Między pierwszym a drugim rokiem życia, dziecko jest niemalże przyklejone do mamy/taty. W trzecim roku, już dłużej potrafi usiedzieć w jednym miejscu, zająć się czymś, może już obejrzeć króciutką bajeczkę, ale zaraz pada wiele pytań i nie da się rodzicowi na niczym skupić uwagi, jak tylko na dziecku. Być może ja miałam takie dzieci, a są inne, które jak starzy, siedzą w miejscu i wpatrują się w ekran. Gdybym miała takie dzieciątko, szukałabym pomocy specjalistów, a poza tym, uważam, że tylko niepoważny rodzic dopuszcza oglądanie telewizora przez maluśkie dziecko, takie przed drugim rokiem życia. Zalecenia badaczy z akademii kierowane są, (mam nadzieję), do bardzo wąskiej, nielicznej grupy rodziców. Rodziców, którzy moim zdaniem nie dorośli do tej roli, do wychowania i wprowadzania w życie maleństwa. Uważam też, że wychowanie dziecka zaczyna się tuż po urodzeniu i należy dużo mówić do niemowlaka słowami prostymi, krótkimi, łatwymi do zapamiętania i wymawiania, a przede wszystkim, należy mówić bardzo wyraźnie.

Kobieta urodziła "nie swoje dziecko", "wynajęła brzuch" dla warszawskiego małżeństwa i teraz nie chce oddać dzidziusia. W Polsce umowy jakie zawarło małżeństwo pragnące dziecka z kobietą wynajmującą brzuch, nie mają podstaw prawnych. Matką jest ta, która urodziła, ojciec biologiczny ustalany na podstawie podobieństwa genetycznego, co niema żadnego znaczenia u matki, może mieć różne geny z dzieckiem ale jest matką bo urodziła. Ojciec może wystąpić do sądu o opiekę nad dzieckiem.
Rozumiem i współczuję małżeństwom, które nie mogą mieć dzieci i za wszelką cenę chcą je mieć. Rozumiem, że sięgają po najróżniejsze rozwiązania, nawet te, które są nieetyczne, naganne, nie do końca zgodne z prawem. Bycie rodzicem jest celem, marzeniem wszystkich, a na pewno większości małżeństw. Trudno mi zrozumieć kobietę, która decyduje się na "wynajęcie brzucha". Mogę zrozumieć powody nią kierujące, ale one znikają w momencie urodzenia dziecka, zanikają w ciągu dziewięciu miesięcy ciąży. Więzy, które łączą kobietę z dzieckiem, które nosiła, są silniejsze od powodów, które zdecydowały o zawiązaniu umowy. Nie rozumiem, jak można, nim jest się w ciąży, zakładać oddanie dziecka. Rozumiem i podziwiam matki, które decydują się na oddanie dziecka do adopcji, kiedy nie mają warunków, środków do zapewnienia jemu prawidłowego rozwoju. Ale te kobiety nie planują ciąży, jest ona przypadkiem, (prawdą jest, że w dzisiejszych czasach nie powinno być przypadkowych ciąż, ale są, zdarza się ich wiele).
Wiadomość o takim zdarzeniu podaje Dziennik.

Zezem, będzie dobrze, dotrwamy do drugiej rocznicy, dotrwamy do kolejnych rocznic. Może w innym składzie, że tak powiem, personalnym, ale takie jest życie. Jedni wchodzą, inni wychodzą, są tacy, którzy wracają i tacy, którzy nie wracają. Ważne, byśmy w założeniu krzewienia dobra trwali, byśmy przesłanie Soni dalej przekazywali, byśmy miło i sympatycznie rozmawiali, czas spędzali. Ważne, byśmy odchodząc, milknąc, nadal dobro czynili, dobrego słowa, uśmiechu, nikomu nie szczędzili. ważne, by Ci,których z jakichś powodów nie ma, mieli gdzie wrócić, byśmy trwali i z radością powracających witali, byśmy nowych serdecznie przyjmowali. Jasne, że tęsknimy, martwimy się o tych, którzy zniknęli, ale nic poradzić nie możemy. Życie toczy się dalej. I właśnie to życie, które nie stoi w miejscu ma sens.

Miłego dnia

Mirka - 2009-06-09 09:05:23

Kłopoty techniczne z zamieszczeniem postów. Od 2 godzin, co kilka minut wysyłam post i wciąż go nie ma. Bardzo mi przykro, że tak dzieje się, ale na maszyny nie ma rady, bo wierzę, że to wina maszyny, a nie człowieka. W jakim celu ktokolwiek miałby blokować nasze Misogino?

Pozdrawiam serdecznie moderatornię i Misoginian.

Dziękuję za wydrukowanie postu

hrabina_bałkańska - 2009-06-09 10:19:08

Wyjazd był tak nagły, że nawet nie zdążyłam "załatwić" laptopa, a o skreśleniu kilku słów na Misogino mogłam sobie tylko pomarzyć, do tego nerwówka bo ktoś bliski pokonywał Atlantyk w drodze do od 16 lat niewidzianej Ojczyzny, a jak wiadomo lotnicze nieszczęścia lubią chadzać nie tylko parami, no ale Przyjaciółka szczęśliwie wylądowała w Balicach więc jedna troska odpadła. Wiele kilometrów dzieli mnie od Pardubic ale warto było znów zobaczyć zamek, co prawda nie jak ostatnim razem, prześwitujący przez obsypane kwiatem olbrzymie krzewy magnolii, ale jego białe mury równie pięknie wyglądają w czerwcowym słońcu. Od ostatniego mego tam pobytu w zasadzie nic się nie zmieniło - pawie, jak i tamtej wiosny, majestatycznie przechadzają się po dziedzińcach i parku, a gdy nastanie zmrok okupują czubki topoli. Tak, tak, dziwny mają obyczaj noc spędzać wysoko ale jak one to robią, niestety znów nie udało mi się podejrzeć. Potem był Hradec Kralove i piękny pałacyk Towarzystwa Muzycznego, a potem Praga. Złota Praga...  znów wędrówki po Hradczanach, po moście Karola i wsłuchiwanie się w szum wody u stóp, a gdy wsłucha się człowiek uważniej rzeka jakby śpiewała i nie dziwno, że w "Ma vlast" Smetany słychać plusk Wełtawy... można stać godzinami na moście, w bezruchu wpatrywać się w jej nurt i słuchać jej opowieści o Wyszehradzie, o amazońskiej księżniczce Szarce, o zwycięskich Taborytach, którzy choć pogrążeni w tysiącletnim śnie w jaskinii na górze Blanik, czekają by wyruszyć na kolejny bój w obronie czeskich łąk, gajów i miast. O tym wszystkim opowiada Wełtawa, a gdy uniesiesz wzrok oczom ukazuje się praski Montmartre -  Mala Strana, kokietka wśród kokietek, królestwo przytulnych kamieniczek, czarujących zaułków, raj dla malarzy i całej światowej bohemy. I nie wiem czy piękniejsza jest w słońcu, czy obsypana milionami świateł w nocy ... A potem był... Eeeech!

"Wien, Wien, nur du allein
Sollst stets die Stadt meiner Traume sein !
Dort, wo die alten Hauser stehn,
Dort, wo die lieblichen Madchen gehn !
Wien, Wien, nur du allein
Sollst stets die Stadt meiner Traume sein!
Dort, wo ich glucklich und selig bin,
Ist Wien, ist Wien, mein Wien !"

Przecudnie śpiewała tę pieśń Rudolfa Sieczynskiego Lotte Lehmann, jeszcze piękniej zmarła w 2007 r. prima Metropolitan Opera - Beverly Sills. "Wien, Wien, nur du allein"... Obrazy się rozmazują powoli, wiotka sylwetka Maestry Beverly wiruje po komnatach Hofburgu, ale dlaczego ma twarz... Romy Schneider????? Oj, chyba czas mi odpocząć trochę po podróży...

Aska - 2009-06-13 08:21:22

Kaszebie, pochwała to czy nagana dla Misogino?
Wiele razy pisano o braku WU, Sorelliny, Basi, znany jest powód ich nieobecności, marudzenie, użalenie się na brak kogokolwiek nikomu żagli nie rozwinie, nikogo nie przywoła, jeśli dana osoba przybyć nie może. Wyróżnianie wieczne kilku osób, nie jest w porządku wobec innych. Misogino nie jest konkursem literackim, o czym pisano wiele razy pisano wiele razy, nie każdy ma lekkie pióro, większość z nas nie oczekuje na poklask, piszemy, bo chcemy, bo czujemy się tu dobrze, a posty podobne Twoim, które pojawiają się często, moim zdaniem zbyt często, mogą skutecznie zniechęcić do pisania czegokolwiek. Wielkie uznanie Krystkowi się należy, fakt to nie zaprzeczalny, za niektóre posty i Hrabinie należy się pokłonić, ale nie popychajmy się w dolinę. Miast dryfować, chwyć wiatr w żagle i napisz piękny, treściwy post. Nasi rodacy nie narzekają, a też tęsknią, też im brakuje wielu Misoginian. Przekazują nam bardzo ciekawie wiadomości z kraju, w którym przyszło im żyć, trudno z nimi polemizować, nie będąc tam, wiedząc tak niewiele z medialnych przekazów.  Zresztą w ogóle trudno na Misogino pisać swoje zdanie, szczególnie wówczas, kiedy jest inne. Uwierz mi Kaszebie, że w ostatnim czasie, nim słowo napiszę, kilka razy zastanawiam się, czy nie pojawią się jednorazowe niki.  Prawdopodobnie i ten post spotka się z wielką krytyką, wielkim oburzeniem, trudno, ale z samego rana odechciało mi się nie tylko pisania, ale i czytania, by kolejnych narzekań nie usłyszeć. Czekam powrotu WU i Sorelliny jak zbawienia, do tego czasu będę robić za tłum, to im obiecałam i słowa dotrzymam, to już tylko, a może aż, kilka dni. Później zobaczymy, co czas przyniesie. A teraz cieszmy się tym, co mamy, nie narzekajmy, bo jeszcze maszyna nam się zbuntuje i nasz okręt zaplombuje i nie daj Boże spóźnimy się z obchodami dwulecia naszego Misogino.
Niech czasem do głowy komuś nie przyjdzie, że oczekuję pochwał, że zazdroszczę, nie, wręcz przeciwnie, jakiekolwiek pochwały mnie peszą, podnoszą poprzeczkę, której nie jestem w stanie pokonać, wymuszają określone zachowanie. Dużo bardziej wolę merytoryczną krytykę. Niewywołaną zazdrością, dorabianiem sobie treści, których nie ma, krytykę bez czerwoności i zajadłości, bez chamstwa i wulgarności w postach. Wszystko można powiedzieć nie używając epitetów, a to zdarza się często. Zapytać, jeśli coś w poście jest niejasnego, zwrócić uwagę, jeśli razi błąd, obsztorcować, kiedy naszym zdaniem jest to konieczne, wypowiedzieć swoje zdanie na dany temat używając argumentów, nie epitetów. Nie należy wymagać od innych czegoś, czego sami nie dajemy, tak mi się zdaje, właśnie tak myślę. Nie krytykujmy, tylko dla tego, że jest ktoś słabszy, że z czymś sobie nie radzi, że coś nie wychodzi, ma on zapewne zalety, których inni mają mniej.

Aska - 2009-06-13 10:47:09

Zgadza się Kaszebie, wszyscy jak jeden mąż, (wybaczcie, że mówię nieupoważniona w waszym imieniu, śmiem sądzić po postach pisanych przez czasu wiele, że moje spostrzeżenia nie są mylne, ale jeśli tak, proszę o sprostowanie), tęsknimy za Basieńką, za Sorelliną, za WU, wypatrujemy postów Krystka, Krzysia, Hrabiny, Alicji, Kitlińskiej, Miss Ogino Zyty, Birskich, Małgosi i Twoich, i Alutki, i tych wszystkich, którzy już dzisiaj odezwali się i tych, którzy odezwą się niebawem, tych, co zamilkli i tych, którzy na zawsze odeszli będziemy serdecznie wspominać. Ale ulitowania proszę, nie w każdym poście, nie z systematycznością matematyczną.  Oczywiście, że boję się jednodniowych nikowców, trudno z nimi polemizować, trudno odnieść się do postu krytykującego, napisanego przez kogoś, kto nie bierze odpowiedzialności za swoje słowa, kto nic nie wnosi, a wymaga, krytykuje w sposób delikatnie mówiąc, brzydki. Niejednokrotnie poddana byłam takiej ocenie, nie jednokrotnie moi i wasi przyjaciele byli niesłusznie zaczepiani. Boję się, bo stwarza to niezdrową atmosferę, bo rani to ludzi, stajemy się nieufni wobec siebie, podejrzliwi. Nie jest nam coś takiego potrzebne, dla tego boje się. Potrafiłabym, a jakże, potrafiła, dosadnie odpowiedzieć, ale nie leży to w mojej naturze, nie należę do ludzi rozpychających się łokciami, wiem doskonale, że nie zawsze racja jest po mojej stronie. Ranić słowem, rzucać epitetami jest bardzo łatwo, ale po kiego grzyba, kiedy można tego uniknąć i nie mieć później moralniaka? Wybacz, ale nie odczytałam troski w twoim poście, tęsknotę i owszem, i brak cierpliwości, i naganę, że nie znajdujesz tu czegoś, co by Ciebie usatysfakcjonowało. Przykro mi, że źle Ciebie odczytałam, ale tak odczytałam i co myślę napisałam.
Bad Mannersie :-))) zważywszy na to, co w poprzednim poście napisałam, niezłego zabiłeś mi ćwieka. Ni pieruna nie mam pomysłu na ciekawą dyskusje, chyba, że przekomarzać się będziemy ile kropel wody spada w czasie deszczu, albo gdzie znajduje się najpiękniejsze miejsce na Ziemi, a to wiadomo przecie, iż Warmia jest najpiękniejsza na świecie :-)))))

Jerzy, a jakże, Skaldów się pamięta :-))) Ciągle pada!
[...]
A ja chodzę!
Desperacko i na przekór wszystkim moknę
Patrzę w niebo chwytam w usta deszczu krople
Patrzą na mnie rozpłaszczone twarze w oknie
To nic!
[...]

Serdecznosi dla wszystkich bezwyjątkowo

Aska - 2009-06-17 14:36:35

Kiedy trzy lata temu syn z żale powiedział, że tylko on jeden w klasie nie ma komputera, miałam tylko jedno wyjście, mimo, że byłam i nadal w jakiejś mierze jestem przeciwna, by dzieci ze szkoły podstawowej spędzały czas przy monitorze, miast z książką w ręku, na bieganiu po podwórzu czy graniu w gry planszowe. Nie ukrywałam nigdy, że bałam się, tyle różnych okropności słyszałam w mediach. Ale nadszedł czas, że musiałam obawy odłożyć i strach przezwyciężyć, by dziecko nie czuło się gorsze. Nim poszłam do sklepu, zapisałam się na kurs komputerowy, poznałam jego tajniki, programy. Moje stare dzieci znając upodobania matki do poznawania wszystkiego od "środka" doradziły bym na początek, nim poznam tajnik budowy tej maszyny kupiła używany, bo i tak szybko go "zniańcze" (miały rację, przez dwa lata zniańczyłam dwa :-)) ale już wiem jak wygląda komputer "w środku") Stanął w poczesnym miejscu. Podłączono internet i zaczęłam nieśmiało klikać. Byłam zafascynowana ilością najróżniejszych wiadomości. Spotkałam rodziców, których dzieci miały podobne problemy do moich dzieci. Wymienialiśmy się wymyślanymi przez siebie metodami nauczania, zachęcania dzieci do pracy. Oglądając Szkło Kontaktowe, przeczytałam adres forum szkiełka, zajrzałam tam, później na myki. Zafascynował mnie wątek Soni. Nieśmiało zaczęłam zostawiać swój ślad. Tam poznałam fascynujących mnie ludzi, dowiedziałam się o wątku Soni na TVN24. Czytałam i płakałam, płakałam i czytałam. Tak. Nie wstydzę się tych łez i dzisiaj, kiedy wracam do pierwszych stron łezka toczy się po licu. Jak wyglądały początki Misogino, opisał WU, dokładnie tak było. Było to miejsce, gdzie można było rozmawiać o wszystkim, o każdym przeżywanym bólu, każdej porażce, radości, sukcesie, o literaturze, filmie, polityce, porady najróżniejsze. Czuło się życzliwość, wsparcie. Nikt nikogo nie łapał za słówka, nie dokuczał. Byłam maleńka i zagubiona, siedziałam w mysiej dziurze z maleńkim otworkiem na świat. Życzliwość, z jaką tu się spotkałam spowodowała, że z każdym dniem byłam bliżej światła słonecznego, powiększała się moja norka. Jakie ja popełniałam błędy, wiele popełniam na dal, ale wówczas, nie było godziny bym nie pąsowiała. Złego słowa nie usłyszałam. Odwrotnie, miałam wsparcie. Żal za serce ściska, że dzisiaj nie ma z nami, aktywnie nie ma, wielu z tamtych ludzi. Gdyby tak wszyscy, a przynajmniej większość z nich pozostała i Ci wszyscy, którzy w ciągu tych dwóch lat dołączyli dzisiaj pisali posty z jednego dnia, na kilku stronach by były. Czytusie nie nadążyliby z czytaniem.
Nie zawrócimy kołkiem rzeki, co było, nie będzie takie same, co się stało, nie odstanie się, ale możemy wyciągnąć wnioski z całości, zastanowić się, każdy przed swoim monitorem, czy podążamy w dobrym kierunku, czy nie zboczyliśmy z drogi? Stańmy na rozdrożu i wybierzmy dobrą drogę. Magia Soni trwa, przyciąga nowych ludzi pozwólmy im zagospodarować kawałek podłogi, pozwólmy ptakom powrócić do gniazda. Niech nasz korab płynie po niezmierzonych dobra wodach, niech zatrzymuje się w świata portach i załogę powiększa, niech nikt nie wysiada, niech wszyscy wsiadają, dobudujmy nowe piętra.
Możemy to zrobić, jeśli tylko zechcemy, zajrzymy w głąb siebie, dmuchniemy na tlącą się iskierkę, z oka potoczy się słona łza, rozgrzeje serce. Misogino wiatr chwyci w żagle i pomknie z uśmiechem i dobrym sercem na maszcie. Niech nie smucą się Ci, którzy wrócić nie mogą, choćby chcieli. Niech ich rodziny, przyjaciele cieszą się, że dzieło ich bliskich, że dobro zwyciężyło, nie dało panoszyć się złu.

Czy odnajdziesz jeszcze tamten dom
nad najcichszą spośród wszystkich rzek?
Widok nieba dobrze ci znajomy -
i tylko tutaj nie ma dzisiaj mnie.

(nie)Zabrońcie padać deszczom,
(nie)zabrońcie kwitnąć kwiatom,
(nie)zabrońcie ludziom płakać
w każdy niepogodny dzień.

Czy odnajdziesz jeszcze tamten dom
wśród szumiących, rozpłakanych wierzb?
Czemu furtka teraz już nie skrzypi?
Choć tyle lat, lecz może poznasz mnie.

(nie)Zabrońcie padać deszczom,
(nie)zabrońcie kwitnąć kwiatom,
(nie)zabrońcie ludziom płakać
w każdy niepogodny dzień.

Czy odnajdziesz jeszcze tamten dom
pośród zbożem kołysanych pól?
Spójrz, jak wolno wschodzi słońce -
to tylko czas cofnięty został tu.

(nie)Zabrońcie padać deszczom,
(nie)zabrońcie kwitnąć kwiatom,
(nie)zabrońcie ludziom płakać
w każdy niepogodny dzień.   - piosenka Skaldów z 1967 roku, z moim dopiskiem (nie)


Jakiem towarzyszka, zapytam: POMOŻECIE???

Aska - 2009-06-20 08:50:59

Szukając historii dębu Hitlera, który władze Jasła chcą ściąć, natrafiłam na list do mikołaja. Nie jest to okres świąt, ale ten list wstrząsną mną, zwyczajnie poryczałam się, jak dzieciak. Nie wnikam czy to prawda, czy nie, jeśli przyszedł dziecku, czy komukolwiek, taki pomysł na list, coś w tym jest.


Kochany Święty Mikołaju

    Koledzy w szkole mówią, że Ciebie nie ma i śmieją się ze mnie ale ja wiem, że to nieprawda. Zawsze czekałem na Ciebie pisząc listy w grudniowe mroźne popołudnia, kładąc je następnie na parapecie okna. Przychodziłeś do mnie, kiedy byłem mały i przynosiłeś prezenty. Pamiętam jak strasznie cieszyliśmy się na ten długo wyczekiwany dzień. Tylko teraz chyba o mnie i o siostrzyczce zapomniałeś...
    Tato i mama strasznie się denerwują, kiedy o Tobie wspomnę. Mówią , że jestem za duży aby pisać listy do Ciebie i wciąż patrzeć w okno, nasłuchując nadjeżdżających sań...
   Dobrze pamiętam, kiedy przestałeś do nas przychodzić, to było w tym roku kiedy tato stracił pracę. Mówił, że został zreorganizowany. Zupełnie nie wiem co to słowo znaczy, ale z tego co później opowiadał wynikało, że na jego miejsce przyjęli kogoś nowego, co prawda z mniejszym doświadczeniem, ale pochodzącym z tej partii, która jest "właściwa" i mającego odpowiednie znajomości w dyrekcji, które mają zastąpić wiedzę  i lata pracy mojego ojca.
     W domu na początku niby nic się nie zmieniło, tylko tato coraz częściej chodził nerwowo po pokoju, palił bardzo dużo papierosów, krzyczał na nas i coraz częściej bił. Wychodził trzaskając drzwiami i przez parę dni nie było go w domu. Wracając twierdził, że szukał pracy i przepraszał nas i mamę. Mama coraz częściej płakała, zarzucała tacie, że nie zapisał się do tej, właściwej partii, że nie poszukał znajomości, że nie zapłacił. Potem jak gdyby się uspokoiła, ale coraz częściej nie było jej w domu, wracała bardzo późno i często wyczuwałem od niej zapach alkoholu. Nierzadko powtarzała, że wyszła za mąż za  niedojdę, że Bóg ją pokarał. Płakała po nocach. Ojciec nie sypiał, a kiedy już udało mu się zasnąć budził się po jakimś czasie z jękiem. Niekiedy idąc spać później niż zwykle, słyszeliśmy jak kręci się w mieszkaniu nerwowo, nierzadko wychodząc gdzieś nad  ranem.
    Ojciec już nie twierdzi , że szybko znajdzie pracę i wszystko się ułoży. Mówi, że aby ją otrzymać  trzeba mieć dużo pieniędzy.
     Czasami "podłapuje" jakąś dorywczą fuchę, ale najczęściej nie dostaje za nią żadnych pieniędzy lub tylko jakieś drobne z ustalonej kwoty... Chodzi potem tygodniami do tych szefów, a oni tłumaczą się brakiem funduszy, przesuwają terminy, aż ojciec traci cierpliwość i macha na to wszystko  ręką.
    Jeżeli obojgu udaje się spotkać w domu kłócą się, padają przekleństwa, zdarzało  się, że tata  mamę uderzył...
     Już nie pamiętają jak się  poznali. Na przyjęciu urodzi-nowym wspólnej koleżanki, był "ruski szampan", Pink Floyd  i długa dyskusja na temat Sartre'a, Kafki i Tolkiena, kiedy tata odprowadzał mamę do domu. Za jakiś czas spotkali się w kawiarni, bo jakże by inaczej, potem seans w kinie i spacer do późna. Jak bardzo byli wtedy szczęśliwi! Napawali się sobą nie mogąc się nacieszyć. Zaczarowane to były chwile. On przypominał  jej Bonda, widząc w niej w każdym calu Marilyn Monroe. To nic, że mama nie była do niej podobna, zdawało mu się że właśnie zeszła z ekranu, zmaterializowała się specjalnie dla niego, idąc spokojnie pod rękę trzymając swojego mężczyznę.
      I tak naprawdę było! W tym momencie to oni byli bohaterami filmów, ich była ta noc i to przed nimi klęczał cały świat. Życie to był wspaniały film mówiący o szczęściu, a oni grali w nim główną rolę. Wszystkie bramy stały otworem, ulice wielkich miast kłaniały się im zapraszając do siebie. Niebo otwierało się przed nimi słonecznymi dniami  nocami pełnymi spadających gwiazd.
    Wszyscy ludzie byli przyjaciółmi, albo nie! Ludzie nie istnieli, liczyło się tylko to, że mają siebie nawzajem.
     Teraz tata przestał kupować kwiaty dla swo-jej Marilyn, siedzi i tępo patrzy się w telewizor,           a kiedy przypominam mu o jakiejś ważnej uro-czystości rodzinnej tylko wzrusza ramionami. Brak jest tej radości która była kiedyś. Brak mi jest zaufania, do domu który jest królestwem kłótni i nerwów. Aż się czasami dziwię, że na tak małej przestrzeni pomieścić się może tyle nie-nawiści.
    Mama przestała czytać książki, nie dostaje już kwiatów od ojca, jeżeli jest w domu to za-myka się w pokoju i nikt nie wie co tam robi. Bardzo nie lubi kiedy się jej przeszkadza. Podnosi wtedy głos. Nie lubi  też jeżeli mamy jakieś problemy, strach jest wtedy do niej podejść. Wyczekuję wtedy stosownego momentu, kiedy ma dobry humor.
      Mama z tatą nie chodzą na wywiadówki, mówią, że nie mają czasu. Może wstyd im, że zawsze zalegam z różnymi szkolnymi płatnościami. Kiedy pewnego razu mama spotkała na ulicy mo-ją wychowawczynię bardzo się pokłóciły.
     Niedawno chorowaliśmy, nawet mama to zauważyła. Ucierała nam wtedy czosnek i robiła syrop z cebuli. Mówiła, że to zdrowsze od  prawdziwych lekarstw na które nie ma pieniędzy. Moja mała siostrzyczka strasznie płakała i nie chciała tego jeść. Mama wtedy okropnie na nią krzyczała i groziła, że jeżeli nie zje, to odda ją do domu dziecka.
     Sąsiedzi i znajomi twierdzą, że znajdujemy się w trudnej sytuacji i że strasznie chcieliby nam pomóc, ale nie wiedzą jak.Tato mówi, że oni wszyscy żywią się ludzkim nieszczęściem i tak naprawdę to nie chcą aby nam było lepiej, bo lubią patrzeć jak innym się gorzej żyje. Ich współczucie zaś, to tylko taki sztuczny towar na sprzedaż.
    Nie, wcale się nie gniewam jak przychodzą wujkowie, wtedy mama jest bardzo miła i się uśmiecha.Tak jak za dawnych czasów, tak jak kiedyś do taty. Tylko szkoda, że zawsze wtedy wychodzi i wraca bardzo późno. A ja chciałbym z nią czasem porozmawiać, tak normalnie...
      Moja siostrzyczka nic z tego nie rozumie, myśli że tak ma być, że to jest normalne. Przykłada do buzi kredkę udając, że pali papierosa. Urządza  na podłodze przyjęcia dla lalek, zapraszając wujków, przed każdym stawiając kieliszek napełniony wodą. "No to teraz zdrowie misia"- mówi.
      Nie chcę mieszkać w takim domu. Kiedy żyła babcia, często chodziłem do niej i zostawałem na kilka dni. Mama też ją często odwiedzała. Teraz  po śmierci babci, już nie mam gdzie uciec.
    Piszę ten list i nasłuchuję kroków na schodach, kiedy je słyszę uchylam odrobinę drzwi, ale zawsze jest to ktoś inny, nie Ty...
    Chłopaki mówią, że są takie tabletki po których świat staje się lepszy i że człowiek ma tyle siły, że mógłby przenosić góry. Niestety nie mam pieniędzy nawet na zeszyty, a cóż dopiero...
    Zamykam się we własnym świecie. Wiem, że aby samemu  być szczęśliwym muszę wyrządzić komuś krzywdę. Obojętne jaką szkołę skończę, jeżeli będę świnią to daleko zajdę. Muszę oszukiwać, dawać łapówki, szukać znajomości i kłamać. Tylko to się liczy.
    Kochany Święty Mikołaju ja wiem, że ty jesteś. Ja wiem, że ty musisz być. Musi przecież być ktoś, kto to wszystko potrafi naprawić. Ja  nie chcę od Ciebie żadnych zabawek czy prezentów. Ja chcę abyś przyszedł do nas chociaż na krótką chwilkę. Pokażę Ci wszystko i opowiem. Poznam Cię z moimi rodzicami. Przecież nie jest jeszcze za późno, prawda? Pomożesz tacie znaleźć pracę i przekonasz mamę, że strasznie ją kochamy i potrzebujemy. Oni się wtedy z pewnością  odnajdą, przypomną sobie kim byli przedtem. Może przypomną sobie o Jamesie Bondzie  i o Marilyn Monroe, i o tych wszystkich wspaniałych filmach, które kiedyś razem oglądali. Jeszcze nie wszystko stracone. Tato nie odejdzie, a mama wróci do domu.
      Koledzy się ze mnie śmieją, mówią, że Ciebie nie ma. Ja wierzę w Ciebie, że jesteś Święty Mikołaju i wierzę, że przyjdziesz i naprawisz  to wszystko. Wierzę w Ciebie, tak jak wiele  innych dzieci w naszym mieście, w domach których dzieje się źle.

                                                                                                                                Tomek

Anowi - 2009-06-22 00:24:51

Daj to też u mnie na forum.......

Basia - 2009-06-22 07:58:57

Witaj Inżynierze Niesłychanie Cierpliwy :)!
Witaj Olivierze Równie Cierpliwy!
Witaj Misogino!
Króciutko, bo już za drzwiami. Fakt, dopadło mnie wiele nieprzewidzianych i przewidzianych kłopotów. Czasem włączam komputer, ale praktycznie po to, by odebrac pocztę. Cóż, takie życie. Jakaś iskierka drobniutka nadziei tli się we mnie, że może los łaskawy da troszkę odsapnąć. Nie chcę jednak zapeszać i nawet o konkretnym terminie nie myślę. Dobrze, że powraca dawna atmosfera. Oby została na zawsze. I jeszcze parę słów, tak bez ładu i składu, bo nie wszystko przeczytałam. Może uda się odrobić zaległosci na przełomie czerwca i lipca, ale cicho, sza, nic juz nie mówię.
Hrabino, chyba to pierwszy przypadek (przynajmniej w moich doświadczeniach),że skrzypaczka doceniła altówkę :))) Przekażę natychmiast! :) Dzięki za posty muzyczne a nie wiem komu dzięki za You Tube. Principe, chcesz mi serce złamać swoją decyzją? Nadzieję żywię, że odwołalną. Naszym misoginiańskim komentatorom polityki włoskiej dziękuję za ciekawe uwagi a Zezuniowi za amerykańskie wiesci z pierwszej i zaufanej ręki :) Życzę najlepszego Obamie, ale sprostać oczekiwaniom i zaufaniu wyborców w obecnej sytuacji - trudna sprawa. W gruncie rzeczy kibicuję mu i przedkładam nad pana B., którego era, oby jak najszybciej minęła. Hm, czy to mozliwe jednak? Nie, nie zapędzę sie w politykierstwo, bo są ciekawsze, Bogu dzięki, sprawy na tym świecie. Wolę działać tam, gdzie mam jaki taki wpływ na bieg wydarzeń. I tyle.
Wsciekłemu gratuluje nowego łącza. Hej, hej, ale chyba wraz z nim winien Cię dobry humor ogarnąć, a tu takie czarnowidztwo, zwłaszcza w kwestii zapatrywań młodzieży? Protestuję, nie jest z młodymi tak źle. Bynajmniej nie łapią się na lep pajacowania polityków. Spójrz na swoją córę, Klary, Hrabiny, Mirki dzieciaki. Przecież nie jest to możliwe, żeby same wyjątki nam się trafiły na tym Bozym świecie? :)))
Już, już spływam wraz z deszczem krakowskim. Lato faktycznie chyba już było, choc astronomiczne właśnie dziś się zaczyna. Hm, trudno uwierzyć. 10 stopni.
Kaszebie, wiele racji jest w tym, co piszesz odnośnie cavaliere. z drugą częścią troszkę bym popolemizowała z punktu widzenia sfery budżetowej. Kurczę, ale już muszę pędzić. Pac jeszcze w brzusio Pajacyka i do następnego razu.
Acha, odbyły się u nas wianki. Koncertu Kravitza chcąc nie chcąc wysłuchałam, mimo zamkniętych drzwi tarasu. Dziecię cierpiąc koncert zaliczyło. Czegóż się nie robi dla towarzystwa? :)  A mnie jednak żal dawnych wianków, tych Jasińskiego z plejadą krakowskich aktorów. Ach, gdzież są niegdysiejsze śniegi? :)
Wszystkich bezwarunkowo posdraviam. I jeszcze, już na samiutki koniuszek, dziękuję Mirce, która wytrwale przekazywała mi telefonicznie wieści o Was, kiedy całkowicie byłam odcięta od świata, nie tylko netowego.
A niech tam, jeszcze sobie zakrzyknę: lekarze do szpitali, chorzy do poczekalni na ćwiczenie cierpliwości, Misoginianie do klawiatur (Krzyś, rusz się leniwcze :), Jadziu!
No i oczywiscie uściski dla misoginiańskich (misogińskich?) Dzieciaków

Aska - 2009-06-22 22:52:01

GazetaOlsztynska.pl
2009-06-21
Pogryziona przez psa dziewczynka wciąż jest nieprzytomna

Dzień po tragedii Jamielnik, wieś niedaleko Nowego Miasta Lubawskiego, nadal żyje dramatem 10-letniej Martynki. Dziewczynka, która w niedzielę została pogryziona przez swojego psa, wciąż jest w ciężkim stanie. Nie odzyskała jeszcze przytomności.

Policja wciąż bada sprawę, jednak bez naocznego świadka trudno będzie zrekonstruować przebieg tego dramatycznego zdarzenia. - Wszystko wskazuje na to, że prawdopodobnie dziewczynka odpięła psa z łańcucha, bo chciała się z nim pobawić. Założyła mu smycz, a potem doszło do tragedii. Teraz możemy jedynie czekać na to, aż Martynka odzyska przytomność i wówczas dowiemy się więcej - mówi Małgorzata Hauchszulz z zespołu prasowego policji w Nowym Mieście Lubawskim.
luke
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Pies pogryzł 10 - letnią dziewczynkę

W niedzielę około godziny 10.30 oficer dyżurny nowomiejskiej policji został poinformowany przez służby medyczne z Iławy, że na terenie wsi w gminie Nowe Miasto Lubawskie 10-letnia dziewczynka została pogryziona przez psa. Policjanci ustalili, że pies należał do rodziców dziewczynki. Zwierzę trafiło do nich w lutym b.r. ze schroniska. Pogryzione dziecko zauważył na podwórku jeden z sąsiadów i to on powiadomił służby ratunkowe. Mama dziewczynki w tym czasie była w pracy.

Martynka została przetransportowana do szpitala helikopterem. - Dziewczynka ma liczne rany kąsane szyi i głowy - opisuje Beata Szkudlarek, lekarz dyżurny oddziału. -Straciła dużo krwi i przeżyła ogromny szok związany z bólem.

Operacja Martynki trwała ponad dwie godziny. - Stan dziewczynki nadal jest ciężki, ale już stabilny - poinformowała nas po niej Beata Szkudlarek. - Najbliższe dni na pewno spędzi jednak na intensywnej terapii.

- Pies był zakrwawiony, ale nie był agresywny. Zamknęliśmy go w budynku gospodarczym u właścicielki. Będę go obserwował przez kilka dni, a potem podejmę się decyzję o dalszym jego losie - wyjaśnia lekarz weterynarii, który przybył na miejsce.

Policjanci będą wyjaśniać jak doszło do tej tragedii.

red

hrabina_bałkańska - 2009-06-24 22:44:45

Hmmmm... Ewa powstała z żebra Adama, a Nelly R. z czyjego? Oto jest pytanie...
Nie wiem, czy te wypowiedzi to rewolucja w nauce, czy rewelacja ale odnoszę wrażenie, że w przypadku pani Nelly R. nawet najlepszy zespół psychiatryczny już nie zdoła pomóc. Włos dęba staje, że takie "cuś" trafiło do wielkiej polityki i bierze się za edukację społeczeństwa. Czas, by papcio Maybach zatrudnił Nelly w charakterze seksuologa Radia M. tylko boję się, że ta porośnie w piórka na antenie i zechce zostać... gerontologiem geriatrą. Takie 2 w 1 bo pani jest ambitna. Dyplom... się załatwi.

hrabina_bałkańska - 2009-06-28 03:54:52

Smolinsky, bardzo mile mnie zaskoczyłeś więc kilka słów na interesujący Cię choć kontrowersyjny temat...
Sam Beethoven nie przywiązywał zbytniej wagi do małych form muzycznych, "popełniał" je zupełnie okazyjnie - a to na prośbę przyjaciół, a to na jakieś zamówienie lub dla żartu jak to stało się np. w przypadku Wariacji na temat walca Diabellego op.120. Anton Diabelli był znanym w Wiedniu wydawcą muzycznym, oprócz tego czynnym pianistą, pedagogiem i kompozytorem. Ponieważ w Wiedniu panowała wówczas "moda" na sławnego już Beethovena więc kwestią niemal prestiżową było zamówienie u Mistrza jakiegoś utworu. Diabelli zamówił, a Beethoven wariacje skomponował ale zamiast 6 - 7, tylu, na ile opiewała umowa, napisał ich... 33 i Diabelli zamiast zyskać rozgłos dla swego walca stał się w ówczesnym Wiedniu przykładem tego jak nie powinno się komponować. Beethoven potraktował wariacje jako żart muzyczny, ale był to żart dość okrutny chociaż z drugiej strony był to jakby protest kompozytora przeciwko szerzącej się miernocie i coraz mniej wybrednemu zapotrzebowaniu na sztukę, temu zjawisku które nie dało za życia żadnych szans  np. Schubertowi... Wokół popularnej bagateli "Fur Elise" krąży wiele hipotez. Prawdopodobnie  nie powstała dla i z powodu żadnej Elizy - sporo źródeł wspomina, że utwór nosił pierwotnie tytuł "Fur Therese" i był dedykowany Therese von Brunswick. Teresie i Józefinie von Brunswick, pannom z bogatej rodziny ziemiańskiej Beethoven udzielał lekcji gry na fortepianie podkochując się w tej drugiej, a że Józefinę rodzina od dawna oficjalnie przeznaczyła hrabiemu Deym toteż Ludwik w sposób bardzo wyrafinowany dał wyraz swym uczuciom dedykując utwór siostrze obiektu swych westchnień. Ta hipoteza wydaje mi się najbardziej prawdopodobna ze względu na rok powstania utworu (1810), bo w tym czasie w otoczeniu Beethovena nie wspomina się o żadnej innej fascynacji kompozytora płcią piękną. Utwór długie lata istniał tylko jako rękopis i dopiero w 1865 r. został wydany drukiem co potwierdza fakt, że kompozytor nie uważał drobnych utworów jako tych, które otworzą mu drzwi do sławy, a przez te kilkadziesiąt lat od skomponowania do wydrukowania koleje jego losu mogły być różne i zmieniać wielokrotnie dedykacje. Jeśli chodzi o Elisabeth Roeckel to znajomość Beethovena z rodzeństwem Roeckel datuje od roku 1806 gdy Beethoven przygotowując w Wiedniu kolejną premierę swej opery "Fidelio" (prapremiera 1805 r. zakończona fiaskiem z powodów cenzuralnych) do roli Florestana zaangażował brata Elisabeth - tenora Józefa Augusta Roeckela. Elisabeth miała wtedy niespełna 13 lat. Przyjaźń tej trójki przetrwała jednak długie lata więc istnieje małe prawdopodobieństwo, że właśnie jej Beethoven zadedykował ten utwór. Małe bo Beethoven był autorem kilku cyklów pieśni i jeśli Elisabeth była rzeczywiście dobrą śpiewaczką to logicznym by było aby któraś z nich jej została zadedykowana, jednak źródła o tym nie wspominają i brak podobnej dedykacji mnie skłania do myślenia, że w takim przypadku i "Fur Elise" nie jej była poświęcona. Możnaby rozważyć jeszcze jedną ewentualność, że mała Elisabeth pobierała lekcje fortepianu u Beethovena, który wybitnie zdolnej uczennicy poświęcił swój utwór, ale o tym źródła również milczą. Inna Eliza - literatka i poróżniczka Elisa von der Recke, którą Beethoven spotkal w 1812 roku w Cieplicach raczej nie mogła być adresatką utworu bo poznał ją 2 lata po jego skomponowaniu, a muzyczne dedykacje powstają zazwyczaj bardzo spontanicznie i pod wpływem określonej chwili.
To tyle, Smolinsky. Jeśli dowiem się czegoś więcej - nie omieszkam o tym napisać. :):):)

Nie wiem co miał na myśli Olivier pisząc, że pojawiajm się na Misogino sporadycznie... Sporadyczność rozumiem pod pisywaniem jednego postu na miesięc w zeszłym roku, w bieżącym jeszcze rzadziej, a przecież pisuję na Misogino niemal codziennie, więc w miarę regularnie. Biorąc pod uwagę rodzaj i specyfikę wykonywanego zawodu nawet śmiało mogę rzec, że nadzwyczaj regularnie. Ze zdarzy się czasem luka? No cóż.... Samo życie, w którym nie na wszystko ma się wpływ... Niedługo zacznie świtać bo u mych ptaszydeł za oknem słychać poruszenie w gnieździe, pewnie za chwilę mimo ciemności wyruszą na łowy by nakarmić wiecznie głodną jaskółczą  czeredkę więc zamiast usprawiedliwiać swe rzekome zaniedbanie Misogino zakończę pytaniem - co lepsze: pisać mi spontanicznie i z entuzjazmem czy odbębniać dla świętego spokoju codzienną parafkę na misogińskiej liście obecności?

wscieklyuklad - 2009-06-28 20:29:33

Ślub, to może i najważniejsze wydarzenie w życiu. Każda para wiąże z nim wiele obietnic, często liczy na prezenty, które swą praktyczną przydatnością - nierzadko ceną - pomoże łatwiej wejść we wspólne życie . Od dawna już wprowadzono zwyczaj "listy" prezentów - zawierającej spis oczekiwanych i - mniej lub bardziej niezbędnych na codzień przedmiotów. Potencjalni goście otrzymują ja, wybierają prezent, jakim obdarzą świeżo upieczonych małżonków. Może i fajny to pomysł, bo przecież co robic potem z kilkoma żelazkami, czajnikami bezprzewodowymi itd. Jednak i ta nowa tradycja ma swoje ciemne strony. W najbardziej uprzywilejowanej pozycji są ci, którzy podejmą szybką decyzję - mogą kupic coś tańszego i tym samym "odfajkować" uroczystośc mozliwie niewielkim kosztem. Następni muszą wybierać z coraz to mniejszej liczby, coraz to droższych "propozycji".
Widziałem kiedyś taką listę, na której garnki Zepptera wcale nie były najdroższą z pozycji. Czy młoda para je otrzymała - nie wiem.
Na tym tle relacja Klary budzi szczególne uznanie. Niewiele jest dziś osób, które w takim dniu myślą o innych i to w sposób "totalny". Przekazanie datków na pokrzywdzone przez los dzieci jest czymś pięknym. Oczywiście znajdzie sie ktoś, kto prychnie pogardliwie pod nosem stwierdzając - pewnie sa bogaci i wszystko już co naprawdę potrzebne mają, zatem gest ten nie jest niczym nadzwyczajnym. Łatwo w tym miejscu teze taką obalić, bo przecież, gdy mowa o pieniądzach, kazdy wie, że tych nigdy nie za wiele - para mogła więc zażyczyć sobie ich właśnie - np. by udać się choćby na atrakcyjną wycieczkę zagraniczną, lub dołożyć do jeszcze bardziej wypasionej bryki.
Oczywiście trudno liczyć na upowszechnienie takich postaw. Kiedy jednak powracam do wczorajszego wieczornego postu, promyk nadziei zakwita w mych myślach. Wiadomość Klary nie będzie się wprawdzie przesuwać na pasku informacyjnym publikatorżnika, nie podlegnie więc ogólniejszej ocenie i nie zachęci do podobnych postaw. Dotyczy jednak pojedyńczej pary.  Dowodzi tedy, że nie wszystko co jednostkowe, a z czym warto, czy trzeba się identyfikować, wynika z dramatyzmu wymowy, poczucia zagrożenia, czy przerażenia.
Choc oczywiście nie wykluczam, że w grupie nas czytających znajdzie sie i ktoś taki, kogo taka "rozrzutność " zatroska. Przekazane kwoty także pewnie nie bedą wygórowane. Ale dla tych, którzy mają niewiele, lub nic, kazde wsparcie jest czymś istotnym. W jednej z relacji telewizyjnych utyskiwano nad wyżywieniem polskiego kontyngentu w Czadzie. W afrykańskim upale jedzą wciąż tą samą żywność - nie zawsze smaczną, a i niejednokrotnie wręcz nieświeżą. Jeśli w zorganizowanej jednostce wojskowej pojawia się taki problem - będący przyczyną zachorowań żołnierzy, to cóż dopiero powiedzieć o cywilach-uciekinierach z Sudanu.
W kościelnej gablocie w dziale "zapowiedzi przedślubnych" wiszą nazwiska aż 12 par. Z liczby urodzeń widać wyraźnie, że nasza liczebność pokaźnie wzrasta. To optymistyczny obrazek.
Kiedy piszę te słowa w TVN - fakty pokazują właśnie relację poświęconą Samirze, o której pisałem kilka tygodni temu. Dziewczynka z mózgowym porażeniem dziecięcym znalazła wreszcie fachową pomoc. Wyemitowana przez TVN wzmianka o kłopotach, na jakie natrafia matka-Dagestanka, której dziecko uszkodzono okołoporodowo, spotkała się z reakcją dobrych ludzi. Rehabilitacja-choć spóźniona i niejako wymuszona, ma szansę przywrócić niektóre sprawności.
Widać  w tym miejscu jak wielka jest siła oddziaływania mediów. Chwała TVN-owi, że obok prezentowania wieści deprymujących nieodwracalnością tragedii, potrafi mobilizować ludzi do niesienia bezinteresownej pomocy,także przecież w sytuacjach dramatycznych.
Kończą się wiadomości TVN. Oczywiście Jacksonowskim akcentem. Dziś po raz pierwszy obejrzałem teledysk pod tytułem "Dzieciństwo". Michael siedzący w głębi .... kniei. Nad koronami wysokich drzew płyną jachty. W kazdym maleńki człowieczek. Ktoś tam gra z drugim w baseballa - piłka frunie w przestrzeni, ladując wprost w rękawicy innego gracza. Jakaś dziewczynka muska paluszkami drobne listeczki. Dziesiątki łódek płyną powoli po nocnym niebie, wprost ku tarczy Księżyca. Jakiś chłopiec - zabłąkany w lesie patrzy zazdrośnie na tamtych. Z jednej z łodzi wysuwa się dłoń, która chwyta chłopczyka i wciąga ku górze. Jeszcze jeden rzut oka na Michaela siedzącego ... na ściętym pniaku. Zadziera głowę ku górze. A stamtąd ktoś wypuścił papierowy samolocik, który wirując opada ku siedzącemu.
Można wyobrazić sobie jaki ból sprawiało mu wspomnienie własnego dzieciństwa.
Radosny to wieczór, gdy tyle miłych rzeczy  mogło się wydarzyć.
Poły Namiotu znikną niedługo w wieczornej pomroce. Przysiądę wtedy na ściętym dębowym pniaku. A kiedy popatrzę w górę, ujrzę płynące jachty, ze światełkami na maszcie. Będą płynąć  po nocnym niebie wprost ku tarczy Księżyca. Może dogonią wszystki te posty, które gdzieś tam kłębią się smutne, że nigdy nie zostały przeczytane.

hrabina_bałkańska - 2009-06-29 04:09:24

Jestem właśnie po przeczytaniu wieczornego postu WU...
O M.Jacksonie celowo nie pisałam. Chciałam odczekać by sensacyjna gorączka (a może gorączkowa sensacja) trochę opadła i dała szansę trzeźwym opiniom. Nie pisałam bo w moim przypadku tego typu wynurzenia wymagają  sięgnięcia do zbyt osobistych pokładów. Nie pisałam bo mam o zjawisku M.Jackson takie  zdanie, które w rezultacie może jedynie zaszokować pewną  niestandardowością, która na pewno ma pewne powiązania z owymi "pokładami osobistymi" o kórych już wspomniałam. Nie pisałam bo nie lubię ruszać kości tych, którzy odeszli i nie powrócą,  niezależnie czy byli tzw."wrogami" czy "swoimi"... Znam trochę psychikę ludzką stąd wiem, że śmiertelnym wrogiem może stać się nawet ten, który ma o jedną krowę więcej i...  jeden uśmiech więcej.... Nie pisałam bo w śmierci nie widzę żadnej sensacji i niczego supernadzwyczajnego, nawet wtedy gdy ta śmierć budzi podejrzenia... Nie pisałam by być daleko od wszelakiej maści chórków medialnych-niemedialnych, które w podobnych momentach dzięki jakimś (hehehe) mechanizmom się aktywują by niejako sterować i odkorkowywać ludzkie emocje i reakcje...

Jestem po przeczytaniu wieczornego postu WU... To co napiszę za chwilę jest wyłącznie moim, bardzo osobistym widzeniem zjawiska, jakim niewątpliwie był M.Jackson. Oczywiście osobistym ale...  nie aż tak, by stało za pożywkę forumowym pasożytom... M.Jackson był królem popu - bezapelacyjnie! Był VIP - bezapelacyjnie! Dla mnie jednak był przede wszystkim postacią tragiczną. Wiadomość o jego śmierci bardzo mnie zaskoczyła bo jednak zawsze robi na mnie wrażenie, gdy odchodzi ktoś młodszy. M.J. na dodatek był - było nie było - moim sławnym kolegą po fachu choć w innej dziedzinie muzyki. I teraz meritum - WU napisał coś, co mnie - jako przedstawicielowi gildii artystycznej - każe zabrać głos. Zaznaczam, że nie są to wynurzenia pod wpływem czegoś przypadkowego. Znane są mi różne komentarze (holenderskie, USA, kanadyjskie, niemieckie, czeskie, rosyjskie) na temat tego czy owego i w sumie nie dziwię się ich elementarności bo... chromosomy naszych przodków - chcemy czy nie chcemy - do dziś w sobie nosimy. Czy różnym cywilizacjom dziś sławnie nazywanych kolebką, zalążkiem współczesnej cywilizacji obce były kazirodztwo, pedofilia i inne przeróżne dewiacje?...  Cel uświęca środki... To prawda stara jak Swiat - hołdował jej Watykan produkując swego czasu kastratów na tzw.chwałę Pana, nie wstydził się jej Fryderyk Pruski wyrywając zęby przednie strzelcom swej armii, nie wstydził się Hitler z elity narodu tworząc oprawców, nie wstydził się Stalin w imię teoretycznej ideologii poświęcając własne dziecko... WU przytoczył i opisał pewien klip. Dlatego ja teraz pytam - ilu oglądających go w ogóle zadało sobie jeno trud pomyśleć jaką drogę przebył ich idol by ten klip ujrzał światło dzienne???? Jaką Golgotę przeszedł Michael i Latoya by stać się tym czym się stali? Nie ma w życiu nic za nic ałe mało kto w ten sposób rozumuje. Dziś skomercjalizowane media, perfidnie wykorzystujące postęp techniczny by przykryć własny kompletny brak etyki zawodowej snują i podlewają oliwy do ognia by zaistnieć na pogorzelisku cudzej sławy. Czy ktokolwiek w ogóle zadał sobie trud by choć sprawdzić dlaczego Jackson Sr. "tresował" własne dzieci?... Dziś media wykorzystują potencjał ludzki czyniąc ze swych najemników tanich karierzystów, a tych czułych na wartości szybko eliminują. Media swych odbiorców traktują dziś jak bandę idiotów ale zapomniały w swym komercyjnym wyścigu szczurów, że istnieją dzięki i dla społeczeństw, zapominają też, że za 100-200 lat cywilizacja ludzka nadal będzie istnieć i że one - media - też będą musiały istnieć. Każde zagrożenie wszelkie reakcje wywołuje, ale społeczeństwa medialnie/statystycznie głupiejąc pewien progres jednak odnotowują bo mimo, że różne sondaże odnotowują własne "pi razy drzwi" to jednak krzywa trzeźwej oceny mikronami ale idzie w górę. Dziś mimo, że media mogą pochwalić się swą siłą  IX muzy, rangą III władzy i mocą V kolumny to zwykły fan M.J. i tak  powie - fajny świr był. I nieważne będą medialne spekulacje wokół przedwczesnej śmierci, nieważne będą roszczenia rodziny, nieważne będą prawdy i półprawdy...  Ile lat minęło od śmierci Elvisa? Są tacy, którzy go po 1977 roku"widzieli" niejednokrotnie i co?...  Jutro pokolenie wychowane na sztuce (czy trickach) M.J. osiągnie wiek, w którym liczy się zupełnie co innego. Jeśli do wtedy media nie zainicjują walki z przemocą w rodzinie, walki z anomaliami wzrastającymi progresywnie z tzw. dojrzewaniem społeczeństw to kto podejmie się tej wojny przeciw wartościom wykształcanym przez wieki i pokolenia? KrK? Ten konserwatywny,  zżerany rdzą w swym letargicznym śnie o potędze WC archaiczny kameleon? Nagroda Nobla w wielu dziedzinach od dawna straciła swój prestiż, może nowy "Pulitzer" stanie się wymiernikiem osiągnięć - w służbie ludzkości i dla jej dobra...

Nie będę przepraszać za niedopowiedzenia, za skróty myślowe. Lubię prowokacyjne 2 w 1 ! Przypadkiem czy celowo? Hmmmm.... Hahahahahahaha!... Sterylne środowisko próżni nie dla mnie - siostro tlen!!!(Rosiewicz "Biały walc" aktualny jak najbardziej i dziś)....  Nie ma na Misogino wymiany i ścierania się poglądów, dialogów poza tymi poprawnymi i układnie grzecznymi (grzecznościowymi?) na zasadzie poranne cappuccino i rogalik w sexownie mechatych dziewiczobiałych rękawiczkach do pięt. Przecież znajomość nie zobowiązuje do niczego - nawet do reprezentowania jednakowych poglądów we wszystkich dziedzinach. Różnić się jest to rzecz normalna i żaden powód do strachu, do wstydu, do potępiania...  Kiedyś pisałam, że gdy komuś braknie argumentu odwołuje się do sławnych cytatów... Dziś odwołam się do tych własnych słów  - z jednej strony jako dowód tego, żem  nie zwykła puszczać ich na wiatr, z drugiej strony - żem pomna tego com pisała, z trzeciej - że nic u mnie i wg mnie nie dzieje się bez powodu!  Pomijam te cytaty,  których używa np. WU w swych postach bo mają one swe konkretne odniesienie i nie są pretekstem do przykrycia braku pomysłu, a są źródłem do kolejnych przemyśleń,  nie są podparciem utwierdzonego autorytetu dla własnych WU myśli, a jedynie rzeczową i adekwatnie zaktualizowaną  przez Niego kontynuacją tych że myśli... Misogino ma swoją maskotkę. Kozę! Która - wg mnie - tylko dzięki własnej mądrości, własnemu nadzwyczajnemu poczuciu humoru i bezgranicznej życzliwości pozwala czynić czasem z siebie kozła ofiarnego! Często zastanawiam się jak i co napisać, jak myśl wyrazić by hmmmm... Myślę, że podobne "gimnastyki" nieobce są i WU i wielu tu piszącym, myślę że stąd biorą się liczne równoległe monologi (w tym WU) zamiast rozmów mimo, że toki rozumowania krzyżują się w niejednym punkcie... O in vitro obecnie głośno nie tylko na linii Watykan-Warszawa więc w tym duchu zakończę pewnym własnym spostrzeżeniem i refleksją - in vitro jest dobre dla embriona, ale gdy embrion przestanie nim być  musi się liczyć ze wszelkimi konsekwencjami zmiany środowiska. A Misoginianie chyba już dawno fazę embionalną mają za sobą????... Piszę tak bom zwykła pisać co myślę, piszę tak bom dusza artystyczna, a zatem wolna i elementarna choć nie prymitywna. Piszę tak bo z pomiędzy wierszy dociera do mnie krzyk, coś, co wielu boi się napisać wprost. Za dni kilka kolejna rocznica istnienia Misogino. Czy tak ma wyglądać owoc dwuletniego jego istnienia? Owoc krępowany pasem cnoty? Cnoty skrępowane pasem dulszczyzny? Mamy XXI w. i pozwalamy się zaszczuwać jakimś średniowiecznym metodom  demonstrując milczenie z powodu, że jakaś trzecia pani  podrzucila, że "jedna pani drugiej pani..."???
Dobranoc. Na pamiątkę zostawiam sygnaturkę. Nie dla embrionów ona jednak... 

___________________________
Kto obawia się wyśmiania własnych racji, boi się własnego cienia...

hrabina_bałkańska - 2009-06-29 04:44:33

Przepraszam, ale pisząc powyższego posta "coś" regularnie zżerało mi jego fragmenty wytrącając pewne myśli z  kontekstu. Stwierdziłam to dopiero po przeczytaniu wysłanego... Poniżej pełna i oryginalna jego wersja! 
PS. Admina proszę o wykasowanie tego z godz. 4:09:24

Jestem właśnie po przeczytaniu wieczornego postu WU...
O M.Jacksonie celowo nie pisałam. Chciałam odczekać by sensacyjna gorączka (a może gorączkowa sensacja) trochę opadła i dała szansę trzeźwym opiniom. Nie pisałam bo w moim przypadku tego typu wynurzenia wymagają  sięgnięcia do zbyt osobistych pokładów. Nie pisałam bo mam o zjawisku M.Jackson takie  zdanie, które w rezultacie może jedynie zaszokować pewną  niestandardowością, która na pewno ma pewne powiązania z owymi "pokładami osobistymi" o kórych już wspomniałam. Nie pisałam bo nie lubię ruszać kości tych, którzy odeszli i nie powrócą,  niezależnie czy byli tzw."wrogami" czy "swoimi"... Znam trochę psychikę ludzką stąd wiem, że śmiertelnym wrogiem może stać się nawet ten, który ma o jedną krowę więcej i...  jeden uśmiech więcej.... Nie pisałam bo w śmierci nie widzę żadnej sensacji i niczego supernadzwyczajnego, nawet wtedy gdy taka śmierć budzi podejrzenia... Nie pisałam by być daleko od wszelakiej maści chórków medialnych-niemedialnych, które w podobnych momentach dzięki jakimś (hehehe) mechanizmom się aktywują by niejako sterować i odkorkowywać ludzkie emocje i reakcje...
Jestem po przeczytaniu wieczornego postu WU... To co napiszę za chwilę jest wyłącznie moim, bardzo osobistym widzeniem zjawiska, jakim niewątpliwie był M.Jackson. Oczywiście osobistym ale...  nie aż tak, by stało za pożywkę forumowym pasożytom... M.Jackson był królem popu - bezapelacyjnie! Był VIP - bezapelacyjnie! Dla mnie jednak był przede wszystkim postacią tragiczną. Wiadomość o jego śmierci bardzo mnie zaskoczyła bo jednak zawsze robi na mnie wrażenie, gdy odchodzi ktoś młodszy. M.J. na dodatek był - było nie było - moim sławnym kolegą po fachu choć w innej dziedzinie muzyki. I teraz meritum - WU napisał coś, co mnie - jako przedstawicielowi gildii artystycznej - każe zabrać głos. Zaznaczam, że nie są to rozważania wyłącznie teoretyczne...
Każde pokolenie nosiło, nosi i nosić będzie pewne brzemię. Dziś może się zwać ono rodzinnym, genetycznym, systemowym itd. Konsekwencji wyścigu szczurów młode demokracje dopiero doświadczają, a przecież ten datuje niemal od czasów zastnienia gatunku homo sapiens. Miał różne stopnie eskalacji stąd przenikanie kultur w kultury nie zawsze i nie koniecznie sposobem militarnymi... Czytam dzisiejsze prymitywne komentarze na temat tego czy owego i w sumie nie dziwię się ich elementarności bo... chromosomy naszych przodków - chcemy czy nie chcemy - do dziś w sobie nosimy. Czy różnym cywilizacjom dziś sławnie nazywanych kolebką, zalążkiem współczesnej cywilizacji obce były kazirodztwo, pedofilia i inne przeróżne dewiacje?...  Cel uświęca środki... To prawda stara jak Swiat - hołdował jej Watykan produkując swego czasu kastratów na tzw.chwałę Pana, nie wstydził się jej Fryderyk Pruski wyrywając zęby przednie strzelcom swej armii, nie wstydził się Hitler z elity narodu tworząc oprawców, nie wstydził się Stalin w imię teoretycznej ideologii poświęcając własne dziecko... WU przytoczył i opisał pewien klip. Dlatego ja teraz pytam - ilu oglądających go w ogóle zadało sobie trud pomyśleć tylko jaką drogę przebył ich idol by ten klip ujrzał światło dzienne???? Jaką Golgotę przeszedł Michael i Latoya by stać się tym czym się stali? Nie ma w życiu nic za nic ałe mało kto w ten sposób rozumuje. Dziś skomercjalizowane media, perfidnie wykorzystujące postęp techniczny by przykryć własny kompletny brak etyki zawodowej snują i podlewają oliwy do ognia by zaistnieć na pogorzelisku cudzej sławy, Czy ktokolwiek w ogóle zadał sobie trud by choć sprawdzić dlaczego Jackson Sr. "tresował" własne dzieci? Dziś media wykorzystują potencjał ludzki czyniąc ze swych najemników tanich karierzystów, a tych czułych na wartości szybko eliminują. Media swych odbiorców traktują dziś jak bandę idiotów ale zapomniały w swym komercyjnym wyścigu szczurów, że istnieją dzięki i dla społeczeństw, zapominają też, że za 100-200 lat cywilizacja ludzka nadal będzie istnieć i że one - media - też będą musiały istnieć. Każde zagrożenie wszelkie reakcje wywołuje, ale społeczeństwa medialnie/statystycznie głupiejąc pewien progres jednak odnotowują bo mimo, że różne sondaże odnotowują własne "pi razy drzwi "to jednak krzywa trzeźwej oceny mokronami ale idzie w górę. Dziś mimo, że media mogą pochwalić się swą siłą  IX muzy, rangą III władzy i mocą V kolumny to zwykły fan M.J. i tak  powie - fajny świr był. I nieważne będą medialne spekulacje wokół przedwczesnej śmierci, nieważne będą roszczenia rodziny, nieważne będą prawdy i półprawdy...  Ile lat minęło od śmierci Elvisa? Są tacy, którzy go po 1977 roku"widzieli" niejednokrotnie i co?...  Jutro pokolenie wychowane na sztuce (czy trickach) M.J. osiągnie wiek, w którym liczy się zupełnie co innego. Jeśli do wtedy media nie zainicjują walki z przemocą w rodzinie, walki z anomaliami wzrastającymi progresywnie z tzw. dojrzewaniem społeczeństw to kto podejmie się tej wojny przeciw wartościom wykształcanym przez wieki i pokolenia? KrK? Ten konserwatywny,  zżerany rdzą w swym letargicznym śnie o potędze WC mityczny kameleon? Nagroda Nobla od dawna straciła swój prestiż, niech więc "Pulitzer" stanie się wymiernikiem osiągnięć - w służbie ludzkości i dla jej dobra...

Nie będę przepraszać za niedopowiedzenia, za skróty myślowe. Lubię prowokacyjne 2 w 1 ! Przypadkiem czy celowo? Hmmmm.... Hahahahahahaha!... Sterylne środowisko próżni nie dla mnie - siostro tlen!!!(Rosiewicz "Biały walc" aktualny jak najbardziej i dziś)....  Nie ma na Misogino wymiany i ścierania się poglądów, dialogów poza tymi poprawnymi i układnie grzecznymi (grzecznościowymi?) na zasadzie poranne cappuccino i rogalik w sexownie mechatych dziewiczobiałych rękawiczkach do pięt. Przecież znajomość nie zobowiązuje do niczego - nawet do reprezentowania jednakowych poglądów we wszystkich dziedzinach. Różnić się jest to rzecz normalna i żaden powód do strachu, do wstydu, do potępiania...  Kiedyś pisałam, że gdy komuś braknie argumentu odwołuje się do sławnych cytatów... Dziś odwołam się do tych własnych słów  - z jednej strony jako dowód tego, żem  nie zwykła puszczać ich na wiatr, z drugiej strony - żem pomna tego com pisała, z trzeciej - że nic u mnie i wg mnie nie dzieje się bez powodu!  Pomijam te cytaty,  których używa np. WU w swych postach bo mają one swe konkretne odniesienie i nie są pretekstem do przykrycia braku pomysłu, a są źródłem do kolejnych przemyśleń,  nie są podparciem utwierdzonego autorytetu dla własnych WU myśli, a jedynie rzeczową i adekwatnie zaktualizowaną  przez Niego kontynuacją tych że myśli... Misogino ma swoją maskotkę. Kozę! Która - wg mnie - tylko dzięki własnej mądrości, własnemu nadzwyczajnemu poczuciu humoru i bezgranicznej życzliwości pozwala czynić czasem z siebie kozła ofiarnego! Często zastanawiam się jak i co napisać, jak myśl wyrazić by hmmmm... Myślę, że podobne "gimnastyki" nieobce są i WU i wielu tu piszącym, myślę że stąd biorą się liczne równoległe monologi (w tym WU) zamiast rozmów mimo, że toki rozumowania krzyżują się w niejednym punkcie... O in vitro obecnie głośno nie tylko na linii Watykan-Warszawa więc w tym duchu zakończę pewnym własnym spostrzeżeniem i refleksją - in vitro jest dobre dla embriona, ale gdy embrion przestanie nim być  musi się liczyć ze wszelkimi konsekwencjami zmiany środowiska. A Misoginianie chyba już dawno fazę embionalną mają za sobą????... Piszę tak bom zwykła pisać co myślę, piszę tak bom dusza artystyczna, a zatem wolna i elementarna choć nie prymitywna. Piszę tak bo z pomiędzy wierszy dociera do mnie krzyk, coś, co wielu boi się napisać wprost. Za dni kilka kolejna rocznica istnienia Misogino. Czy tak ma wyglądać owoc dwuletniego jego istnienia? Owoc krępowany pasem cnoty? Cnoty skrępowane pasem dulszczyzny? Mamy XXI w. i pozwalamy się zaszczuwać jakimś średniowiecznym metodom  demonstrując milczenie z powodu, że jakaś trzecia pani  podrzucila, że "jedna pani drugiej pani..."???
Dobranoc. Na pamiątkę zostawiam sygnaturkę. Nie dla embrionów ona jednak... 

___________________________
Kto obawia się wyśmiania własnych racji, boi się własnego cienia...

hrabina_bałkańska - 2009-06-29 22:10:13

Witaj Mirko!
No to mi wyjaśniłaś co miałam na myśli w nocnym poście, tylko że nie bardzo wiem dlaczego wiele postów (w tym i moje) odbierasz aż tak bardzo osobiście i traktujesz niemal jak zamach na własne jestestwo?

Nie bardzo wiem o co Ci chodzi w poniższej kwestii. Piszesz:

> Często wobec
> forumowiczów używasz słów, które w moim słownictwie
> zostały wykreślone,

Nie wiem które wykreśliłaś, których nie używasz. Skąd niby mam wiedzieć? Skąd pozostali mają o nich wiedzieć? Jasnowidzami nie jesteśmy. Będę wdzięczna jeśli podasz jakiś konkretny przykład by w przyszłości było wiadomo, których słów na Misogino nie należy używać. Zarzucasz mi brak argumentacji, a sama piszesz tak ogólnikowo...
Po przeczytaniu Twego postu specjalnie wróciłam do ostatnich 10 stron Misogino i szczególną uwagę zwróciłam na swe posty by tego co mi sugerujesz  nie przeoczyć. Niestety nigdzie w nich nie znalazłam nic niekonwencjonalnego lub wybiegającego poza normy. Myślę, że gdybym coś takiego popełniła to na pewno spotkałoby się z głośną krytyką i protestem ze strony Forumowiczów. A takich brak, dlatego myślę, że w ten sposób szukasz pretekstu by wrócić do owych usuniętych przez administrację postów, delikatnie sugerując - mi i pozostałym -  że byłam ich autorem. Tym bardziej, że przy okazji wspominasz o wielonickowości, a jak sama widzisz - od dawna nie ma prawie Helci, nie ma prawie WMJ, więc o co Ci chodzi? Mam się przyznać do nicków, do których się nie poczuwam? Chyba zacznę się podejrzewać, że np. Czytuś to ja, ale wtedy to dopiero się narobi i nic, tylko mi się udać do lekarza. Najlepiej ostatniego kontaktu...

Sugerujesz, że jestem niegrzeczna, napastliwa, arogancka, że podobno się "wyrażam"... Odpisałam Smolinsky'emu, odpisałam Ab(n)uowo, odpisywałam Moby Dickowi, wielokrotnie Klarze, WU i wielu innym... Co powiecie Panie i Panowie? Byłam grzeczna w odpisach czy nie byłam?  Qrcze - chyba byłam? A może jednak nie.... Hmmmm.... Już sama nie wiem! A to, że przed nikim się nie płaszczę? Nigdy tego nie robiłam i robić nie mam zamiaru.

Teraz kilka słów o tym dlaczego nie bardzo akceptuję cytowanie aforyzmów czy tzw.mądrości. Przypomnę Ci okoliczności - w pewnej kwestii spytałam Alutkę jakie jest Jej zdanie. Zamiast odpowiedzi ukazała się porcja cytatów, a mnie chodziło konkretnie o Jej zdanie, a nie to np. P.Coelho., natomiast nie czyniłam żadnej najmniejszej aluzji do Twoich bo przynajmniej są przeważnie jasne, bo często przed czy po zamieszczasz kilka słów, co nadaje im określony kontekst i konkretny adres. I to jest OK. Wiele jednak nie pojawia się tak zupełnie przypadkiem i choć są czytelne same w sobie to ich tendencyjność nadaje im taki kontekst i adres, że stają się zbyt wieloznaczne i trącą aluzją. Stąd zawsze mam uczucie, że takiemu cytatowi towarzyszy jakieś niedomówienie, które każdy interpretując na swój sposób może odebrać, że odnoszą się właśnie do niego. Taki cytat bywa jak pośrednik w transakcji, a jeśli w transakcji nie ma jasności i jednoznaczności to zaczyna pachnieć kantem. Dlatego jestem za komunikowaniem się wprost, bez pośredników. Wtedy wszystko jest jasne.

Kolejna sprawa...

> Bardzo wiele jest niekonsekwencji w tym, co piszesz,
> bardzo wiele. Kolejna, jaka mi się nasuwa, to, to, że
> Misogino nie jest konkursem literackim, a w jednam z
> ostatnich postów piszesz, że byle jak nie powinno pisać
> się na Misogino.       

Owszem, napisałam tak i to niedawno -  w odniesieniu do konkretnego postu konkretnego autora. Na ten post zareagowałam negatywnie nie tylko ja ale jakby ubiegło to Twojej uwadze   

I dalej:

> Masz lekkie pióro i potrafisz napisać
> cudowne posty, ale nie wszyscy to potrafią. Czy nie mają
> prawa do pisania, czy im nie wolno zabrać głosu, napisać,
> co czują tak, jak umieją, tak jak czują? Być może wyrażą
> to wierszem lub cytatem.

Noooo to, Hrabino! Pisz cudowne posty ale głosu nie zabieraj, nie pisz już więcej co czujesz i jak czujesz. Zwłaszcza jak umiesz, zwłaszcza własnymi słowami, no bo wiesz... Jasne???
Hmmm... Wydawałoby się, że Misogino to forum otwarte więc jak to jest, Mirko? Jedni mogą, a hrabina już nie? Bo tak z Twych słów wynika. Przecież nie piszę co czuje Marsjanin czy inny kosmita tylko piszę o własnych odczuciach. Nie piszę jak Marcel Proust, piszę po swojemu choć używam podobnych jak on słów, tyle, że po polsku. Widocznie źle robię. Chyba czas mi zabrać się za cytaciki ale co zrobię jeśli któryś będzie zawierał słowo lub słowa przez Ciebie wykreślone ze słownika? Znów się narażę. A co mi tam! Przecież jestem niekonsekwentna, a więc nieodpowiedzialna no to chyba mogę? 

Piszesz:

> By było jasne, odnoszę się do treści Twojego postu
> Hrabino, nie do osoby, nie istotne jest czy twoja dusza
> jest duszą artysty, filozofa, czy matematyka, nie jest to
> usprawiedliwieniem złego traktowania innych, nie
> usprawiedliwia wyrządzonych przykrości, braku konsekwencji
> w stosunku do zarzutów postów innych. Bardzo często
> odnoszę wrażenie, że co wolno jednym, innym jest
> zabronione.

Ależ ja się wcale nie próbowałam się usprawiedliwiać. Podpowiedziałam i pochwaliłam się wręcz, że mam duszę artysty. Chyba nie ma w tym nic złego? Wyobrażasz sobie Mirko muzyka z duszą np.rzeźnika? Bo ja nie! Oczywiście nic nie ujmuję zawodowi rzeźnika bo ktoś w końcu musi to robic, a że każdy zawód wymaga pewnych predyspozycji więc dusza człowieka jest bardzo istotna bo rzeźnik z duszą artysty na pewno nie będzie dobrym rzeźnikiem... Chcę pisać o wszystkim bez skrępowania, bez jakichś tabu, a Ty ciągle próbujesz mnie wsadzać w swoje własne ramy - grzeczności, układności, poprawności. Nic nie poradzę, że są dla mnie za ciasne. Nic nie poradzę, że w przydługim przyklęku boli mnie krzyż i w ogóle czuję dyskomfort. Nie chcę być Mirką, nie chcę być nikim innym, chcę być sobą...  A co do ostatniego zdania w powyższym cytacie to... też właśnie odniosłam takie wrażenie, że co wolno jednym, hrabinie nie wolno.

PS.Zaznaczam, że to wszystko co powyżej broń Boże nie odnosi się do Osoby, a wylącznie do treści. Jeśli ktoś poczuje się obrażony powyższym postem to proszę o wybaczenie - na pewno nie było to zamierzone. Przydługi jest ale starałam się jak mogłam, argumenty czasami zajmują sporo miejsca.

Oj.... Czyżbym już zaczęła dmuchać na zimne???



__________________________________
Nie ma na świecie takiego kija, który miałby tylko jeden koniec...

Mirka - 2009-06-30 06:58:19

Oglądam film, stary film, kolejny raz patrzę jak tańczy  Mikhail Baryshnikov - amerykański tancerz i aktor rosyjskiego pochodzenia – i jak kilkanaście razy wcześniej tak i dziś jestem oczarowana. Kilka dni temu rozmawiałam o tym filmie, przeglądając swoje filmiki, nie oparłam się by nie zerknąć, a jak już włączyłam, to do końca popatrzyłam. Film Białe noce, warto zobaczyć, jeśli ktoś go nie widział. Opowiada o tancerzu radzieckim, który nie wrócił z tournee do kraju. Zaocznie skazany na 15 lat więzienia. Awaria samolotu, którym leci do Japonii, zmusza pilotów do awaryjnego lądowania na Syberii. Kola dostaje się w ręce KGB.
Przeczytawszy post Hrabiny, pierwsza scena z filmu przed oczy mi wróciła. Film rozpoczyna się tańcem. Na końcu którego dziewczyna wskazuje dla chłopca pętlę i on wiedza się na niej. 
Pomyślałam sobie, że właśnie ukręciła na siebie pętlę, odpowiadając na poprzedni post.
Słowa, słowa, słowa… powtarzać by się chciało, dobrze, że na nie inflacji nie ma, a może jednak jest, skoro powtarzać się muszę jak stara płyta?
Wiele razy pisałam o słowach określających ludzi, które jak mi się wydaje, nie powinny mieć miejsca właśnie na forum publicznym, myślę, że Misogino jest szczególnym miejscem, gdzie tym bardziej nie na miejscu są epitety. Trudno, Hrabino, jeśli nie wiesz jakie to słowa, nie pomogę Ci w tym i nie napiszę.
Może ja źle wyraziłam swoje myśli, niezrozumiale napisałam i nie zrozumiałaś Hrabino mojego postu, albo przeczytałaś to, co chciałaś przeczytać, lub dobrze odebrałaś moje słowa i przekręciłaś kota ogonem. W żadnym miejscu nie pisałam, że masz nie pisać, wręcz odwrotnie. W cytowanym przez Ciebie na czerwono kawałku postu, mówię, że piszesz posty piękne, że masz lekkie pióro i nic więcej. Natomiast pytam, czy inni nie mają prawa pisać, bo nie potrafią tego robić tak pięknie jak Ty. Nikomu nie zabraniam pisać, a odwrotnie, chce, aby każdy, kto chce podzielić się swoimi myślami, pisał. Pisał, tak jak potrafi, nie ważny styl, ważna treść. Wybacz, że nie podam przykładów postów, ani ich dat z godzinami, w których piszesz raz, że to nie konkurs, innym razem, że byle jak na Misogino nie powinno się pisać, ale szkoda mi czasu na grzebanie się w zapisanych setką postów stronach, tym bardziej, że pisałaś, iż pamiętasz, co piszesz.
Dusza Twoja zwyczajnie mnie nie interesuje, interesuje natomiast treść postów, które piszesz. Tak na marginesie, uważasz, że rzeźnik nie może być wrażliwym człowiekiem, wrażliwym na piękno. Dawno temu, jeszcze w latach 70, poznałam starszego pana, emeryta. Był niesamowicie ciepłym, wrażliwym, delikatnym człowiekiem, takim, co do rany przyłożyć, a zaraz się zagoi. Szok przeżyłam, kiedy opowiedział o swojej pracy. Był katem. Od czasu tej opowieści, unikałam go, już nigdy z nim nie rozmawiałam. Dzisiaj tego żałuję, mimo swej profesji, był dobrym człowiekiem. Może gdybym wówczas nie zraziła się tym, co usłyszałam, dzisiaj wiedziałabym, dlaczego taką pracę, a nie inną wykonywał. Dlatego napisałam, ze nie ma znaczenia, kto jaki wykonuje zawód, znaczenie ma treść zawarta w poście. Kiedyś już pisałam, że jeśli cos piszę, ma to związek ze zdarzeniami w moim życiu, z moimi życiowymi doświadczeniami, z moimi błędami, sukcesami. Nie zabieram głosu w tematach, które znam powierzchownie, ze źródeł, które różne rzeczy, różnie podają. A jeśli już, to piszę, że znam to z opowiadania, z przeczytanej książki czy oglądanego filmu.
Piszesz o moich ramach grzeczności, skoro nie zgadzasz się z nimi, napisz jakie są Twoje, może faktycznie są lepsze. Nie próbuje nikogo wsadzić w swoje ramy grzeczności, mówię, że słowami rani się ludzi. Inaczej odbiera się słowo pisane, inaczej to, co napiszesz, odebrane będzie kiedy powiesz, kiedy widzisz rozmówcę, albo, chociaż słyszysz.
Twoje bolączki również nie mają żadnego znaczenia, współczuję Ci i życzę zdrowia. To, że jest komuś źle, źle się czuje, ma jakieś zmartwienia, nie upoważnia do „wyżywania” się na innych. Można o tym zwyczajnie napisać, a nie dokuczać, czepiać się słówek. Moim zdaniem, to, że mnie boli, nie znaczy, że ma boleć innych, nie przynosi to ulgi.
Hrabino, czy kiedykolwiek żądałam by się płaszczyła? Proszę jedynie, byś czasem „ugryzła się w język”, by opadły pierwsze emocje. Zarzucasz Alutce, że odpowiedziała Ci cytatem, moim zdaniem, odpowiedziała tak, bo uważała, że będzie lepiej podpisać się pod słowami, z którymi identyfikuje swoje myśli, a lepiej sama by nie napisała. Alutka bardzo często pisze, że nie umie pisać, że woli coś wkleić, niż być krytykowana za styl czy inne błędy. Nie jestem niczyim adwokatem, rozumiem Alutkę i Ty chyba też ją rozumiesz, proszę, nie uciekajmy się do ocen innych. W naszych własnych postach jest wiele przykładów, na których możemy się oprzeć w naszej rozmowie. Piszę w naszych, bo ja święta też nie jestem, pewnie też kogoś zraniłam słowem, ale staram się nie robić tego, staram się swoje uwagi/spostrzeżenia/myśli ubierać w proste, zrozumiałe, nie wulgarne słowa.
I jeszcze jedno, ja nie sugeruję, piszę co czuję, jak odbieram, oczywiście nie wszystkie, ale wiele Twoich postów.
Temat zmian ników, przemilczę.
Nie wiem, co miałaś na myśli pisząc post, wiem, co przeczytałam i na tym się oparłam, tylko na treści, na słowach, których znaczenie znam, a może tak tylko mi się zdaje, że znam?  Zdradzę Ci tajemnicę, dlaczego odezwałam się, dlaczego odpowiedziałam na Twój post. Otóż byłam w kościele, nasz dekanat jest pod wezwaniem św., Piotra i Pawła, obchodził „imieniny”. Kazanie wygłosił prof. biblista, notabene wykładowca moich „starych” dzieciaków, a tematem było „słowo” Mówił właśnie o tym jak słowo rani ludzi, dla jednych nic nie znaczy, ot, przecinek w zdaniu, myśli wypowiadanej/pisanej, dla innych jest cierpieniem. Ponieważ zadałaś mi wiele ran, mam uzasadnione powody, by personalnie odbierać Twoje posty. Wiem, że nie liczne są kierowane do mnie, ale przykre doświadczenia zrobiły swoje i dlatego tak ograniczam swoje pisanie. Nie chcę ani dawać powodów do czepiania się moich słów, przekazanych myśli, ani doszukiwać się czy aby ta aluzja nie jest do mnie. Możesz nazwać to strachem, na dzień dzisiejszy mało mnie to obchodzi, zbyt wiele problemów jest w realu, by na forum zamiast odprężyć się, martwić się, denerwować, czy aby dobrze słowa dobrałam, czy szyku w zadaniu nie poprzestawiałam, bo tak jak często piszesz, nie ma przypadków, musi być coś, żeby było, coś.
Wracaj do zdrowia Hrabino i ciesz się nim jak najdłużej.

I już jest rano, ptaszyna od drugiej śpiewa za oknem, już sroki skrzeczą latając nisko, czyżby deszcz miał padać? Wczorajsza pogoda była okropna, duszno i wilgotno, ale nie było słonka. Szary był dzień, taki jak dzisiejszy poranek.
Miłego dnia Misogino.

Mirka - 2009-07-02 01:49:21

Powiadają - jedna bieda, to nie bieda. Coś w tym jest, kiedy cokolwiek się przydarzy, zaraz kolejne nieszczęście bieży. Nim zdąży człek uporać się z problemem, jest kolejny, za nim jeszcze jeden i już następny kłopot, już u drzwi stoi... Rozerwał się worek... (nie zawieść...) Brak już łez, brak sił, chęci, by czoło im stawiać, traci się sens. Przespać dni kilka, nie wstać, dnia nie witać, uciec daleko, spać głęboko... Tak, już człek lezy, już oczy zamyka, bijące się myśli, ucisza. Nie chcą odejść, wstaje, do przyjaciół zmierza, porozmawia, zapomni, choć na chwilkę, wyciszy skołatane nerwy, może zraz się uśmiechnie? (nie zawieść...) Tak, tak ... przyjaciel potrzebny na cito, tylko On zapomnieć pozwoli, pytań zadawać nie będzie, pokręconych słów, zdań powiedzianych tył na przód nie zauważy. Porozmawiać, głos przyjazny usłyszeć, dowiedzieć się, co w świecie słychać, co u sąsiada, co za miedzą... pogadać, zwyczajnie pogadać, dać odpocząć sercu, osuszyć oczy.
Nic z tego, nic z tego, jakby mało było biedy, jest kolejny problem kolejny. Przyjaciel gdzieś się zapodział, a za oknem, tropik.
Zasnąć, zapomnieć... zamilknąć na zawsze, oczy zatopić w książce, czytać słowa, budować zdania, ale gdzie sensu szukać? (nie zawieść...) Myśli gdzieś uciekły, głowa nie myśli.
Ktoś coś mówi, słyszy głos, ale słów - nie rozumie. Chwila, chwila - woła - mów dużymi literami - Głos milknie. Spać... Nie, nie, telefon, głos, znowu głos, ale słów nie ma. Czas mija, sekundy uciekają. Już, nareszcie słyszy przyjaciela głos. Głos łagodny, spokojny, ale co powiedział, o czym mówi? (nie...) Nie zapyta, nie chce, by coś mu spokój zakłóciło, by zmartwił się człeka niemocami. Chwila rozmowy niczym balsam działa, już nie jest sam, choć o kłopotach się nie mówi, nie obciąża nimi jeden drugiego, ale przyjaciele wiedzą, że coś jest na rzeczy. Bywa, że nie wytrzymuje, kiedy wszystko wali się, kiedy nie co dnia, a co godzin kila zmory nachodzą, ma już dość, życie go przerosło.
A za oknem - grad.
Już jest dzisiaj, jeszcze tylko dzisiaj, jutro jeden strach odpadnie, ale jutro daleko, jeszcze dzisiaj i jutrzejsze przedpołudnie... A pojutrze kolejne czekanie, kolejne dni mijać będą, długie dni, dni pełne niepokoju, obaw, problemów... aż przyjdzie jutro, drugie, ważne jutro. A co w międzyczasie? (nie zawieść...) Czy przedmioty martwe dadzą spokój, skończą się awarie, czy chata w ogniu nie stanie, czy ..., czy... i czy..., czy spokój, powróci na stałe?
Życie, życie... nikt nie mówił, że będzie łatwe, ale też nie zawsze miało być czarne.
Łez już nie ma, oczy suche, nic się nie chce, kiedy widzi to, co widzi, pozostaje czekać, w milczeniu czytać, muzyczki słuchać... i się nie dać, nie dać się w ziemię wdeptać. Każdy upadek winien sił dodać, padać, by silniejszym wstawać, do kolejnego upadku się gotować, by jak najmniej bolało, by sił wiele nie ubyło, by nie dać się w sen pogrążyć, by żyć, żyć, żyć... śmiać się i wino pić, by w poezyji się zapomnieć, upajać się śpiewem ptaków upajać...
...Tylko dajcie mu czas, dajcie czasowi czas.
(Zwólcie czarnym potoczyc się chmurom
Po was, przez was i między ustami,
I oto dzień przychodzi, nowy dzień,
One już daleko, daleko za górami!)
Tylko dajcie mu czas,
Dajcie czasowi czas,... (E.S)

Alutka52 - 2009-07-02 05:47:27

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska - Owad ludzki

Uważajcie, jak dzisiaj trudno się dogadać
z bliźnimi na tym świecie ? - Zmienia się gatunek.
Skrzydła w zamian za rozum. Jakaż na to rada ?
Owadziejemy ! - Spróbuj mówić do owada !


Może i nie mamy skrzydeł,czy oczu much,ale nasze rozumki zaczynają być ich wielkości...
Do tego dochodzi fakt,że pracujemy jak pszczoły,nie mamy wolnej woli,robimy to co nam
każe królowa...

Basia - 2009-07-08 10:02:54

Nic nie przeczytałam od dawna zatem nie odniosę się do żadnego z postów. Korzystam z chwilki, gdy Jaśnie Wielmożny Dostawca Internetu kolejny raz coś majstruje na dachu i (przynajmniej przez momencik) internet JEST! Nie mam możliwości codziennego molestowania Jaśnie Wielmożnego, bo niesutannie zajmuję się gośćmi. Istny kołowrót: jeszcze jedni nie wyjechali to następni już stoją w progu. Burza burzą pogania i u sasiadów też pada internet. Zlikwidowano także ostatnią kawiarenkę internetową. Uroki prowincji i mieszkania w kotlinie górskiej. Skoro piszę to znaczy,ze mnie nie utopiło, chociaz w ogrodzie chodzi się jak po bagnach Polesia. Bardzo mi przykro,że nie udało mi sie być z Wami w Drugą Rocznicę. Oczywiście mówię o wpisaniu się, bo sercem...
Pozdrawiam Wszystkich i liczę z całą reszteczką optymizmu,że w końcu odzyskam łączność. Natomiast jeżeli w najbliższych dniach pojawi się w lokalnych wiadomościach news o straszliwej, wyjątkowo okrutnej i bestialskiej  zbrodni popełnionej na pewnym magiku od internetu w pienińskiej gminie... westchnijcie litościwie ku niebiosom za duszę pewnej Misoginianki.
Do następnego razu Kochani. Własnie słyszę z dachu zapowiedź,że musi znowu wyłączyć!!! Idę rozglądnąć się za siekierą. W ostateczności mam jeszcze trutkę na ślimaki.

Basia - 2009-07-10 13:29:46

Na wszelki wypadek zostawiam i tu:

Łączę się przez modem telefoniczny. Ach, ta technika:) Mam nadzieję, że już jutro odzyskam internet. Nadzieję taką żywię w zwiazku z przybyciem na urlop KM. Metoda instruowania mnie przez telefon typu: wejdź na dach i spróbuj nakierować antenę na dom dostawcy, tylko przyśrubuj ją potem mocno,sprawdź czy X10 działa, nakieruj tę drugą antenkę łączącą itp.,itd. - całkowicie się nie powiodła. Owszem, pooglądałam sobie widoki pienińskie z dachu i tyle. Natomiast natychmiast, będąc juz na wysokościach, mignęła mi w pamięci scena ze "Skrzypka na dachu". Mimo,że dach spadzisty, miejsce by się w miarę wygodne znalazło, przy kominie. KM, który się szykuje na urlopowe posiady skypowe z Hrabiną (tak, tak) zaproponował "Skrzypaczkę na dachu". Skrzypki góralskie są do wypożyczenia z tutejszej kapeli. Hm, wiem ,że Hrabina grywała juz w różnych warunkach, ale...no właśnie, a co mi do tego, niech sobie z KM uzgadniają :)))
Inżynierze, dzięki za troskę, jakoś sobie jeszcze radzę. A propos burzenia, to jestem na bieżąco, gdyż za płotem ruszyła budowa, która jest na etapie wyburzania starego domostwa. Czy nasza chałupka to trzęsienie ziemi przetrzyma? Czas pokaże. Na razie wzbogacam swoja nabytą góralszczyznę o język góralskich budowniczych. Budowa, jak to tu w zwyczaju, jest przedsięwzięciem szerokorodzinnym. W zwiazku z tym wysłuchuje całych opowieści na temat zadawnionych waśni, gdzieś tak do piątego pokolenia wstecz. Uściślając: "wypominki" mają miejsce po dniówce, na suto zakrapianym grillu skonstruowanym ad hoc ze sprzętu, którego pierwotnego przeznaczenia jeszcze nie udało mi się ustalić.
Nutellę słodko witam. O skojarzeniach będzie nastepnym razem.
Najserdeczniej Wszystkich posdraviam.

Mirka - 2009-07-12 01:40:11

Największym skarbem człowieka jest Jego pamięć. Przechowujemy w niej chwile życia, najdroższe sercu, tajemne sekrety, najcenniejsze słowa, gesty, czyjeś oczy, czyjeś łzy....
Wszystko to, co było ozdobą naszego życia
**********************************
Noc. Księżyc wędruje po niebie, dookoła pełno gwiazd. Wołodia śpiewa, na gitarze przygrywa, czasem Dylan się odzywa, (zamknęłam ich w jednym krążku). Powracają wspomnienia. Pięciu ich słuchałam przez wiele lat. Słuchałam Wydrzyckiego, Bułata, Stachurę i tych, których teraz słyszę, lecz inną miałam w ręku lekturę, a kiedy ręce nie odmawiały posłuszeństwa, zatopiona w znajome melodie i słowa piosenek, coś wyszywałam lub szydełkiem dziergałam  serwetki. Teraz i oczy i ręce nie te. Teraz....
Tak się jakoś dzieje, że kiedy jest mi smutno i źle, kiedy jestem chora, zbolała, kiedy czegoś mi brak, rozwiązanie problemów nie znajduję...., mój świat czarny anioł skrywa, wracam do tamtego roku, wracam do pierwszych czterech stron Misogino i czytam znajome słowa, uśmiecham się do Nicków, których nie ma i tych, których nigdy już nie będzie.
Ona sił mi doda, ukoi ból i żal, pąs lico zaleje i już się nie poddam. Była dobra i silna, z jej słów czerpię ile się da i jaśniejsza staje się droga....

> > > 12.07.2007 19:22
> > > ~amici di Sonia
> > > W nawiazaniu do informacji jakie podalem,ostatnie
[...]
> > > Czytam panstwa wpisy i jestem pod ogromnym wrazeniem.
> > > Sonia zawsze miala grono bliskich przjaciol,Ja poprostu
> > > wszyscy kochamy.Dopiero dzisiaj zdalem sobie sprawe ze
> > > dzisiaj sa Jej 50-te urodziny!!!
[...]
> > > Zawsze usmiechnieta, zyczliwa,wyjatkowo piekna
> > > kobieta,podkochiwalismy sie wszyscy w Niej...lza sie kreci
> > > w oku.
[...]
> > > Wam moge powiedziec zalujcie ze Jej nie
> > > znacie,takich ludzi rzadko sie spotyka na swiecie.
> > > Pozostaje w kontakcie,o to mnie prosila ...powiedziala
> > > pamietaj M..jak by cos mi sie zlego stalo napisz ze ich
> > > wszystkich pokochalam...


Troszeczkę ziemi, troszeczkę słońca w kwiecie lipowym w bezkresną przestrzeń posyłam
A kiedy dnia pięknego Pan mnie zawoła, kosz poziomek i kasztanów kilka, na spotkanie z Tobą zabiorę. Poziomki dzień urodzin Ci osłodzą, kasztany zapomnieć nie pozwolą...
Ciesz się Soniu świętem swoim, niebiańskim nektarem toasty wznoś z rodziną.
> > ********************************************************

Masko, czytając post Robina, o innej Masce pomyślałam. O innej osobie pod nią ukrytej, której postów brakuje mi na Misogino, mimo, iż nie raz nie podobało mi się bliżej nieokreślone "coś" w jej pisaniu, źle odbierałam "ton słyszanych słów", bo treść była bardzo ciekawa, godna zastanowienia się i rozmowy. Szkoda wielka, że nie ma jej różnych nicków, nieprzybranych złośliwie, a raczej zgodnie z tematem poruszanym, z treścią postów. Cóż, każdy sam decyduje o swojej drodze, o miejscu, w którym chce przebywać i towarzystwie, w którym dobrze się czuje, z którym dobrze mu się rozmawia, dobrze bawi.
Serdecznie pozdrawiam obie panie.

Amatorszczyzną, powiadasz Robinie:-))) dworuj sobie mileńki, dworuj ze starej i patrzaj, co by Ci brzucho od śmaicia nie rozbolało, ażem amatorka, pośmieję się z Tobą:-)))) W tajemnicy powiem Ci, Robinie, że często śmieję się z siebie, bom naiwna niemota, a i ludziska wesołości potrzebują, dlaczemu odrobiny śmiechu im żałować:-))))

Pięknej niedzieli Misoginianie, dobrego, uśmiechniętego tygodnia

S-lina - 2009-07-13 00:58:48

Nie każdy dzień jest słoneczny, nie każdy czas łaskawy, nie każdy same dobre wieści nieści niesie,nie każdego dnia sił i woli starcza, by w klawiaturę stukać...Ale, Nutello droga, jest tak właśnie dlatego, że Bliscy, że Przyjaciele są tacy ważni, że Przyjaźń, że Miłość znaczy wiele. Tak wiele, że nadużywać tych słów nie należy, by banałem się nie stały, nie spowszedniały, nie potaniały...
Troje Przyjaciół dziś w słuchawce słyszałam. Nie łatwo im, nie lekko na ciele i duszy, ale byli ze mną choć parę chwil, a ja byłam z Nimi. To wlaśnie jest wartość, Nutello.
Córka przysłała WU do korekty tłumaczenie ekspertyzy angielskich lekarzy - mężczyzna regularnie katował swoje dziecko, kilkumiesięczne niemowlę. Prawdopodobnie będzie niewidome.Tutaj pogubiły mi się wartości, zachwiała wiara w człowieka, Nutello...
12-go lipca lat temu ileś urodziła się Sonia. 12-go lipca lat temu ileś urodziła się AV. 3-go lipca lat temu dwa narodziło się Misogino, narodziła się Przyjaźń.  Życie ma znaczenie. Życie ma wartość. Życie ma sens.

Sorellina

enrico gosc - 2009-07-14 07:10:19

Cara Sorellino,poesia ci ja wyslalem to tekst papino,to niespodzianka na 19 lipca,wicej sam on ci powie ,moze jutro wieczorem.Prosi by na teraz byl gotowy w tlumacznie,ale nie ukazywane do 19-ty,slowa same podpowiadaja dlaczego.
Un bacio galattico dla Ciebie Dottore i wszyskie Misoginiany.

wscieklyuklad - 2009-07-17 09:03:39

Dobro jest ciche....
Bo Dobro nie ma nic wspólnego ze Słowem.....
Prowadzą oto Marię Magdalenę  przed Jego oblicze. Broniła się pewnie walcząc o życie - bo przecie postępek, jakiego się dopuściła karano śmiercią przez ukamienowanie. Kryła wstyd upokorzenia i przerażenie nadchodzącego końca. Może krzyczała ?   Może płakała ? Może - padając co rusz na kolana błagała o litość ? Żebrała przed tymi, którzy stali się teraz oto - gromadnie - Jej sędziami ? Tymi - co to w aureoli prawa, za moment pozbawią ją życia. Popychana - może wleczona. Szturchana, wyzywana i spadlana, ponieważ naruszyła prawo. Prawo, które ma .... swoje litery.... Ten rowrzeszczany korowód zmierza ku Temu, który mieni się Sędzią Najwyższym. Temu, który ma ... swoją literę prawa. A skoro jest tu i teraz jednym z nich, musi dowieść ... ciągłości prawa. Musi zaakceptować karę, by dopełniwszy owej litery prawa, dowieść ciągłości tradycji. Utwierdzić ich w przekonaniu, że jest jednym z nich - tym prawym i przestrzegającym odwiecznych zasad.
- Co mamy z nią zrobic ? - pytają zaczepnie, uzmysławiając Mu, że to nie przelewki. Teraz- wystawiony na próbę -odsłonisz całe swoje jestestwo. Tu dojdzie do wydarzeń ważnych, które w perzynę mogą obrócić wszystkie Twoje  nauki, cały autorytet. Napędzają się wzajemnie wrzaskiem. Podniecają powszechną nienawiścią. Ta grupa zdolna byłaby .... zabić, bo... tak mówi prawo.....
Ileż emocji kryje się w tej scenie. Napięcie, którego sam Alfred Hitchccok mógłby pozazdrościć. Są jak Ptaki z jego filmu. A Ona - niczym kobieta, która ukryła się przed drapieżnymi bestiami, które frunąc niosą zgrozę i śmierć.
Rozkrakane.... Zatem .... nie nieme. łowróżbny ów głos ptasi wdziera się przez - zdać by się mogło- szczelne szyby. Szyby, które - choć przeźroczyste, nie kryjące postaci - są jednak przepustką do ocalenia..... A równocześnie jakimś ekranem, który .... wycisza wrzask.
Są lustrem z Alicji w Krainie Czarów, gdzie po drugiej jego stronie kryje się inny - jakże czarowny i niesamowity świat.
Czy kiedy On kreślił znaki na piasku, zapadła cisza - przerywana może jedynie szlochem marii Magdaleny ? A może i ona zamilkła, zesztywniała w oczekiwaniu na Jego przyzwolenie, na akceptację wyroku, jaki narzucało prawo ?
Może poprawiała - bez wątpienia podarte mocno w trakcie szarpanini, popychania i upadków odzienie, by wypaść jak najkorzystniej ? Bo przecie jakże łatwiej wybaczyć temu, kto wygląda schludnie. Jakże prościej uznać niewinnym tego, kto czaruje urodą, schludnościa i dobrą manierą. Może zatem - gdy jedną dłonią osłaniała usta by tłumić jęk rozpaczy - drugą poprawiała zmierzwione włosy. A może naciągała zwisające kawałki płótna, które jeszcze przed chwilą były rękawem, by osłonić podrapane - kto wie - może i krwawiące już ranę - zwiastun kolejnych cierpień.
A może kiedy On kreślił znaki na piasku wcale nie zapadła cisza ? Może wręcz słychac było narastający krzyk ? Może przekrzykując się wzajem starali się na Nim wymusić jak najszybciej decyzję, która to Jego miała wpędzić w kozi róg.
Bo przecie nikt nie uwierzy, ze aż tak bardzo zgroszył ich czyn Marii Magdaleny. Wtedy ta zaszczuta grzesznica stanowić miała jeno narzędzie podstępu. Nie chodziło o sprawiedliwość. Nie chodziło o ukaranie w majestacie prawa. Chodziło o udowodnienie sprzeczności. Chodziło o rozwiązanie kwadratury koła, bo przecie nie sposób ganić zabójstwa a równocześnie je nakazać....
A On siedział na piasku i kreślił palcem znaki....
A przecie znaki..... to nie litery. Znaki to symbol.... Nie ułożysz ich w słowo "kamienujcie". Nie ustawisz w szeregu nakazu "wypuśćcie"....
Zatem w tej scenie uzmysławiam sobie, że On... miał właśnie, chciał właśnie kreślić owe znaki.
Kręcić palcem zagłębionym w sypkim piasku po to.... by nie użyć dowolnego słowa. Bowiem to, co miało za moment nadejść miało swą genezę nie w słowie, ale.... umyśle. Bo gdyby jedynie kierował się słowem ( literą prawa ) - Ona by zginęła w męczarniach.  otoczona krzykiem ( zatem nie ciszą ), słysząc uderzenia kamieni, ich odbijanie - najpierw od kolejnych gruchotanych części ciała, potem od ziemi u stóp ( zatem nie ciszę ), z jękiem dobytym z udręczonej piersi ( zatem nie w ciszy) wydałaby ostatnie tchnienie.
Czy Je śmierć byłaby dobrem ? Ziemia wyzbyta kolejnego grzesznika, byłaby piękniejsza ? Naród z szeregu którego usunięto jawnogrzesznicę, byłby sprawiedliwszy i moralniejszy ? Czy zatem - idąc dalej - ów krzyk i hałas, stałby się źródłem .... Dobra ?
Musieli bodaj na chwilkę zmilknać, by dać Mu dojść do słowa. A skoro tak, musiała - bodaj na sekund parę ( choć przecie nic o tym nie wiemy ) .... zapaść Cisza.....
I nagle spośród tej Ciszy słyszą te cudowne Słowa.....
Gwar przycicha... Porażeni poznaniem prawdy o sobie upuszczają kolejne głazy. Każdy - uderzający o ziemię pod ich stopami, wydaje dźwięk. Odgłos tępy, albo i dźwięczny - gdy na jaki "koci łeb " napotka.
Potem już niczego nie słychać. Odchodzą bezgłosnie w milczeniu. Nie słychać odgłosu kroków, bo przecie otaczał ich piach.....
Ta cisza jest dla Niej zbawieniem. Ta cisza ratuje Jej życie . Zatem cisza.... jest Dobrem....
To co porusza potem, to fakt, że Maria Magdalena nie ucieka. Nie zrywa się na równe nogi, nie niknie w najbliższym ukryciu, by więcej jej nie prześladowali, nie ucieka z miasta, by ni być dłużej przedmiotem drwin i nienawiści.
Ona siedzi...... czekając na to, co On powie.
Może spodziewa się.... krzyku ? ( nie ciszy zatem ) Może czeka na słowa potępienia, inna- choć mniej surową kare, którą przecież winna ponieść, bowiem zgrzeszyła, a Ten, który przed Nią stoi po wielokroć ostrzegał przed kara za grzechy. Nie wiemy czemu nie uciekła. Może - poturbowana nie miała sił. Może -przerażona była jak sparaliżowana.
A może tylko czekała.... na słowa otuchy.
A On każe Jej odejść i więcej nie grzeszyć........ Nie mówi jak ma żyć... Nie daje wytycznych....
Odchodzi zatem... w ciszy. Odchodzi ze spokojem, zatem.... ciszą w sercu. Odchodzi odprowadzana Dobrem Jego wybaczenia, Dobrem Jego Mądrości i Dobrem Jego Miłości. Idzie w zupełnej ciszy, bo przecie piach tłumi odgłosy Jej stóp. Idzie pośród cichych ulic miasta, gdy nikt nie ma odwagi Jej ubliżyć lub grozić.
Nikt nie ma odwagi krzykiem złości zniweczyć dopiero co narodzonego Dobra......
Odchodzi.... by kiedyś, na Drodze Krzyżowej, podbiec i chustą otrzeć Mu zakrwawioną - jak Jej niegdyś - twarz.... której odbicie na owej chuście utrwalił. Niegdysiejsze Zło odwzajemniło się zatem Dobrem, który to czyn utrwalił się - wedle przekazu na skrawku materiału.
Dzisiejsi "badacze" zgłębiają naturalnie tajemnicę tej "znajomości". Tworzą romansowe wątki, doszukują się potomków tej pary.......
Myślą może - a jednak musiała mieć w sobie "to cos" co Go ujęło. Może faktycznie przygładziła włosy, rzuciła uwodzicielskim spojrzeniem ( bo przecie zdegenerowany do szpiku kości łajdak ,nie jest zdolny do głębszej refleksji). Spojrzał zakochał się od pierwszgo wejrzenia, uratował a potem poślubił i miał z nią dzieci.......
Dziś powracają biblijne sceny. Człowiek współczesny, pragnąc zachować swą indywidualność, rozmywa się - świadomie często - w tłumie. W ciżbie bowiem łatwiej wyrazić myśli. Ciżbę łatwiej zarazić złością. W ciżbi prościej ujmować kamień, by komuś przywalić - może i zabić. Bo ciżba czyni nas anonimowymi.
Ale i ta ciżba poszukuje kogoś takiego jak On.
Kogoś, do kogo mogłaby podejść i zrzucając odium odpowiedzialności. Cóż mamy czynić - zdają się pytać.
Nie zawsze mają cne zamiary. Nie zawsze mają na uwadze Dobro. Mają za to ofiarę, która pragną ukamienować czyimiś rękami.
czasem mogą natknąć się na kogoś, kto siedząc na piasku zanurzonym w nim palcem kreśli znaki.
Drobinki przesypuja się zwolna, leniwie. Patrzą łapczywie w oczekiwaniu Słowa.
Grunt, by stali w milczeniu.
Bo może oto przyprowadzili kogoś, kto kiedyś własną chustą zetrze krew z ich oblicza....

hrabina_bałkańska - 2009-07-21 04:30:19

Jeszcze słowo nocne do Gherado - zaległości (i nie tylko) nie dają spać, a może nawet dają ale  jest COS  ważniejszego od naturalnych potrzeb...

> Tylu było i nadal jest powątpiewających
> co do istnienia wielu forumowiczów tutaj piszących i to ze
> ścisłego grona"Starych Misoginian",podważających wprost
> nawet istnienie Soni,ale jakoś mało kto reagował na te
> podłe insynuacje.

Tylu...
Hmmm... Ilu - Gherado? Owszem - bywali i bywają. Bywać w przyszłości również będą bo tak już w tym konkretnym przypadku jest (może kiedyś napiszę dlaczego na Misogino tak się porobiło, ale ponieważ nie kończyłam psychologii ani nauk socjalnych, a poza tym zakładam spodnie jeno dla wygody, a nie z innych przyczyn obiektywnych więc moje spostrzeżenia na razie mogą się przydać najwyżej w pakowaniu sardynek czy innych szprotek do konserwy). I tak jak oni głośno się zastanawiali, zastanawiają i zastanawiać będą (bo to dla nich jedyny chodliwy temat z pogranicza żółtobrukowej sensacji i s/f, sprawiający chwilową aktywność szarych komórek i zbawczy zastrzyk adrenaliny dla ledwo łypających skrzydełkami motylków w  brzuchach, niewystarczalny jednak by ocenili czy ofiarami  próżni są czy próżności jeno, mimo to nieomieszkujący wykorzystać każdą możliwość forumowego zaistnienia) jak to do diaska jest - ten F.M. jest czy Go nie ma? To jest ich "to be or not to be" bo nie dopuszczają, że pod ich adresem pytania i dylematy również mogą się rodzić. Przecież równie głośno każdy mógłby się zastanawiać czy jest "cha", HB, czy jest Vostradamus? Przecież namacalnego dowodu istnienia nie ma!??? Widzieć - nikt V. nie widział (HB widzieli, ale są z grona tych "niemiarodajnych") choć i ona i oni są z krwi i kości. Z krwi i kości jest przecież efemeryda "cha" - tak realnie realna, że aż niewiarygodna,  z krwi i kości jest  V. choć nikt go nie dotknął by uwierzyć w istnienie,  a mimo to wątpliwości nie budzi. Hehehehe - to dopiero jest problem!? Albo z innej beczki -  hmmm... dlaczego nikt nie zastanawiał i nie zastanawia się, nikt nie pyta ani się podśmiewa - 
g d z i e   podziały się nagle wątpliwości  ex Zapytytywacza i co raptem je rozwiało? Przecież to nie mniej interesujący, intrygujący i sensacyjny temat i w żadnym wypadku nie teoretyczny. Mnie zwisają tego typu pytania i wątpliwości - niech podpisująca  się aktualnie nickiem "cha" (a przysięgała, że innych nicków oprócz a... i b... nie używa)  wątpliwości rozwieje bo osoba wielce elokwentna jest i w Misogino oblatana więc w przekonujący autorytatywny sposób jednako może udowodnić istnienie F.M. (choć wygodnie nabrała wody w usta) jak i nieistnienie np.Moby Dicka, a dlaczego nie i Nutelli czy JOlki i wszystkich tych, którzy na Misogino piszą rzadko albo jeszcze rzadziej?... Przepraszam Moby, przepraszam Nutello, przepraszam JOlko za ten może niezbyt elegancki i niezbyt etycznie posiłkujący się Wami wtręt, ale chce mi się w ten sposób dowiedzieć czegoś więcej od najwiarygodniejszej choć pozornie enigmatycznej  "cha".  Czy się dowiem - mając na uwadze trupcia i nie tylko? Co najwyżej pod jeszcze jakimś wymyślonym nickiem (albo nawet ogólnie znanym) poczęstuje mnie porcją moralitetów  a la P.Coelho albo z innej stronki ze złotymi myślami...
Nieprawdą jest Gherado, że mało kto reagował. Reagował WU, reagowała Mirka, Sorellina, Basia, Gaja, Mag, Adorator ś.p. i wielu innych (ja sama ciosałam Ci kołki na głowie ile wlezie i... cieszę się, że mi tego nie pamiętasz bo nie zawsze byłam wybredna w słowach). Fakt, że są to w większości osoby stanowiące w pewnym sensie jądro Misogino ale zdaję sobie sprawę, że np. w obliczu dzisiejszego postu Vostradamusa mogą bardzo tracić na wiarygodności w oczach tych, którzy dopiero zapoznają się z Misogino i Misoginianami. W Twoich - na szczęście chyba nie?...  O co więc chodzi? O publiczne ścięcie głowy... kozie???? To się nigdy nie stanie i nie dlatego, że są tu równi i równiejsi jak sam piszesz. Nie ma takich na żadnym forum otwartym ale po prostu - to co można załatwić poza forum nie ma potrzeby wystawiać na widok publiczny.
Tak się też składa, Gherado, że wcale nie trzeba przekopywać Misogino by znaleźć to i owo bo - jak już pisałam w poprzednim poście - dla chcącego nic trudnego. I dlatego jeszcze raz podkreślę, że cieszy mnie niezmiernie, że nie masz mi za złe niegdysiejszych postów pod Twoim adresem. Rzadko na forum głaszczę i schlebiam, rzadko gnę kark  zwłaszcza na forum (podobnie jak Heca mam dość spore forumowe doświadczenie), rzadko na forum mruczę z zadowolenia jak kot (porównanie nie jest przypadkowe). Gherado -  co Ty tutaj robisz??? ;););) Myśle, że sam sobie odpowiedzi dawno udzieliłeś i dzięki niej na Misogino jesteś do dziś. Dla mnie, postronnego w sumie obserwatora i współuczestnika w Misogino jest taka oto odpowiedź - jesteś tu z własnej dobrej i nieprzymuszonej woli. W Twoim przypadku na pewno nigdy nie spytam "co Ty tutaj robisz" bo  wtedy musiałabym spytać i siebie - co ja tutaj robię!  Spytać i odpowiedź napisać - w końcu 2 lata na Misogino mnie do czegoś zobowiązują... Gdybać nie lubię ale  myślę, że Ty Gherado, ja i  wielu innych na Misogino piszących ma sporo powodów dla których tu, na Misogino jest i wcale mnie nie zdziwi  jeśli niektóre  się pokrywają. Spytałabym  natomiast "cha" - hahahaha - co "cha" tutaj robi???????? Odpowiedzi wiem, że nie otrzymam (nihil novi). Znam ją i tak, ale cenniejszym mi jest usłyszeć ją z ust "cha" zawsze tak bezpośredniej, a tu nagle tak nieśmiałej, że aż w nieśmiałości swej chowającej się tchórzliwie. Chyba po prawie 2 latach znamy się na tyle, że nie musimy się uciekać się do prymitywnych forumowych chwycików?

Wiem, że to co na koniec powiem  najprzyjemniejszym nie będzie - niestety po przeczytaniu ostatnich postów  Vostradamusa i Gherado, po przeczytaniu wymownego i hmmmm.... niezwykle "konstruktywnego"  postu "cha" (który nie wiem czy postem w ogóle nazwać moża),  potwierdza mi się po raz kolejny coś, co na Misogino obserwuję od dawna, a o czym napisałam otwarcie 17 lipca w nocnym poście. Powtórzę to jeszcze raz, bardziej otwartym tekstem i rozszerzę: dopóki ci, którzy deklarując się  Misoginianami  będą podawać w wątpliwość lub podważać czyjekolwiek istnienie, a co za tym idzie - i wiarygodność, nieważne czy dotyczyć to będzie Soni, F.M. czy kogokolwiek, Misogino niestety ale zawsze będzie miejscem intryg, chorych dociekań i patologicznej podejrzliwości!!! 
Powyższe dotyczy również "cha" - z niejednego forum chleb jadłaś i tajemnicą nie jest, żeś z niejednego podwórka wyleciała z hukiem!!!! Piszę twego nicka wg oryginału, nie dlatego, że na dużą literę trzeba sobie zasłużyć! Piszę ci też jak zwykle pod ogólnie znanym nickiem, a jeśli nadal nic ci to nie mówi (tzn. w dostępnym sensie - nie kumasz) to wyjaśnię - nie muszę uciekać się do twoich prymitywnych metod! Dlaczego? Odpowiedź (jeśli nadal jej nie znasz) znajdziesz  w mych postach z przed roku. Nie dlatego, że pora późna. Generalnie szkoda na ciebie i czasu i atłasu i szkoda ciebie w ogóle - żeś spędziła na Misogino tyle czasu bez prawie żadnego dla Misogino pożytku (o prywatnym nie wspominam bo to inna bajka)!!! Używaj sobie na mnie ile chcesz i pod jakimi nickami chcesz ale jednego mi nie zarzucisz - tchórzostwa! Nie posiadam  też spolegliwości Mirki, układności Sorelliny, tolerancji Basi, świętej cierpliwości WU, słodkiej pobłażliwości Oliviera, ani tej neutralnej Zezem, Ab(n)uovo, Principe, Łowcy Swirów, a
Misogino nigdy nie było, nie jest i nie będzie mydlaną operą, "cha".... !

Mirka pisze:

> Odwagą jest podpisywanie się pod swoimi własnymi
> wypowiedziami. Przyznanie się do błędu, postępowanie
> zgodnie ze swoim sumieniem, poglądami, zasadami... Odwagą
> jest bycie sobą w każdej sytuacji. Ten, który się nie boi
> wcale nie jest odważny, a ten, który umie pokonać strach.
> Oby nigdy nie zabrakło odwago Misoginiianom.

To prawda, że nie ten odważny, kto się nie boi. To prawda, że odwagą jest podpisać się swym imieniem pod swymi poglądami. Misoginianom na pewno nie brakuje odwagi, Mirko, ale nie zapominaj, że Misogino to nie ZS. Misogino jest nadal forum otwartym i tak, jak liczysz się z wypowiedziamy Vostradamusa tak powinno by się liczyć z wypowiedziami innych.... Bycie sobą to bycie sobą - to nie jest maniera czy poza, to po prostu natura, która żadnej presji się nie oprze, żadnym wpływom nie ulegnie, żadna kindersztuba jej nie ujarzmi. Wmawiaj, że nie jest "tak", egzekwuj tak jak wiesz i potrafisz, ale gwarantuję, że przebijanie muru głową większy i szybszy rezultat Ci przyniesie. Czy przysporzy satelitów to już zupełnie inna bajka...

HB - 2009-07-21 04:35:39

Enrico! Serdeczne pozdrowienia dla Papino od hrabiny i M-i!

wscieklyuklad - 2009-07-21 22:24:20

Knieja Pająków pełna jest, Knieja Pająkami rada. Pomiędzy Debów Konary rozpostarte Sieci, z Odwłokiem Czarnym - czasem i Krzyżem znaczonym - Liśćmi pomiędzy. Przyczajony do Krucjaty gotowy - Niewiernego - bisurmana czyli dosięgnąć gotów, by Mackami go swemi oplutłszy, w dleikatnym Kokonie zawrzec, tam tyż na skon jego czekac, a do Woli się nażreć. Tak to Wiary znamie w kolejnym sie Czynie Okrutnym zamyka. Tak to Dobra krzewienie, Pogan nawracanie, Krwią okupione być musi, Kanibalizmem takoż.
Kiedy w Głąb się nieznany zagłębiam, Dłonia w Rękawicy ukrytą przed Gębą mierzę. By Siec niespodzianie napotkawszy, na Strzępy ją drzeć, by Jej darciem, własnej Gęby darcie zastąpić. By Lek własny, Pajęczą goryczą wyprzeć. By jadem więcyj już nie pluł, Misjonarskie porzucił Posłannictwo, a Plugawością podstępliwą zawstydzon, ku Wierzchołkowi się Dębu udał. Tam może Wiewiórzyca jaka w chwytliwe Łapki go ujmie, a Żebiskami ostremi Gardziel przegryzie. Po to, bym stąpać mógł raźno, nie strachliwie. Po to, bym Bawełniana Rękawicę zdjąwszy, Palce na Wiatru ożywczego Powiew wystawić zezwolił. Na to, bym palcem Wskazującym przed siebie mierząc, Kierunek tyczył. Tak to Sukces miraż Odwagą nas pełni. Tak to Zwycięstwa pozory Trzeźwość łacno mroczą. Zapomnieć żeś w stanie, żeś na Drogi początku dopiro. Sukcesem zachęcon, Niebezpieczeństwa Ogniki gasisz prosto. Z lubością się w Siekaczy Wiewiórczych chrobot wsłuchujesz - zda ci sie, że Krzyża łamanego Trzask cię dobiega. Jakbyś chrzęst gruchotanego dosłyszał Krzyża. Z trzaskiem tym spokój w jestestwo swe wlewasz.
A przecie tuż, tuż - może i za Konarem najbliższem , za Pnia Brzuszyskiem rozdętym, że w kilku nie obejmiesz Chłopa, kolejny Krzyż Żywy odwłok malujący, cierpliwie się czai. By Palec Serdeczny ułapiwszy pokąsać. Zaś Serdecznośc twa pokąsawszy, Opuchlizną cie pokryc, alergią uhonorować. Byś w Noc leżąc długo ze Ślepiami  w palec ów utkwionemi, w Michę Strumykowej poglądał Wody w Cebrzyk nalanej, dla Bólu ukojenia, dla obrzęku zatraty.
Odwieczna Dobra ze Złem walka. Tradycyjne z jednych Smutkiem innych Radosne Boje. Kto kogóz przechytrzy, kto pokona kogo. Któż Zwycięzcą w Laur odzianym będzie, komu zaś własne lizać Rany ?
Tedy - gdy tylko mogę w Mroku się ku Kniei nie zwracam. Tedy - gdy tylko Nieznanego uniknąć mogę - na pewnik stawiam. Zawszeć jednak w Hajdawerów kieszeni Rękawicę Kolczastą dzierżę, na Wypadek wszelki. A, że ze Stalowych obręczy odkuta, tedy Szyję Pajęczą Medalionem niby opleść potrafię, w Dyby ująwszy jakby, w Jasyr wziąwszy Odkuciem ich na Napastliwości odkuć się mogę. Bo w z Miękkością, Delikatnością - pod pozorami Okrucieństwa ukrytej zwłaszcza - Twardością jeno Zwycięstwo odnieść się zdaje - starcie dwóch tych przeciwieństw Honor traci z oczu.
Jesieni początek zwodniczy w tym względzie nad wyraz. Idziesz oto Kniei Obrzeżem - ode Dębów w dali. Pewny, że gdzie jak dzie, ale na Duktu średni, nic cię nie napotka gorszego - chyba, że Burego bisurmana Ryk niespodziany, Pazury insze libo. A tu Znienacka, ze Strony dowolnej, o Policzek twój, Skroni wypukłość, Nozdrza takoż lepka się Sieć znagła ociera, do Skóry twej lepkosci przywarłszy. Przeczuciem zdjęty Ramionami machasz, jako Gza namolnego odegnać probujesz. A przecie Nić owa krucha i niema. Jakże wielką Siła Strachu być umie. Jakże zwodniczym doświadczenie bywa. Wiosenno - letnich spacerów wspomnienie, z pajęczyną walki, tak mocno w umyśle zapadły, ze Namiastka bodaj wydarzeń przeszłych  Grozy Dreszczem po Plecach łaskocze.
A przecie jesień to. Złota i Polska. I nie pajęczyna tam żadna - Dramatu zapiew, Przemocy i Śmierci podstępem zadanej symbol, jeno Lato Babie. Najpiękniejszy ze Złotej Polskiej Jesieni przejaw. O ile tamtej Lepkości za wszelką cenę uniknąć chciałbyś, za tą w Puszczy ostępy podążyć żeś gotów. Nawet pode Cizmy nie patrząc. Nawet o Korzeń - Pnia Nerw - zawadziwszy upaść gotów, byle Piękno, bodaj Paluszkiem Małym pomuskać.
Gnając tak, na nic nie zważając, za Krzewem najbliższym na Krzyżem Garb Pomazany nadziać się możesz. A wonczas czar pryśnie nagle, bezpowrotnie, juz za przeminionym Tęsknotę rodząc. Bo kto wie, jak długo na Piękna kolejny przejaw czekać ci przyjdzie. Kto wie, co w Mały palec wyciągniony przed siebie złapiesz. Kto wie, co w Dłoni zachłannej w Kułak zaciśnionej skryć dane ci będzie.
Zima bezpieczeństwem swym piękna za to. Mrozy Pnie Dębowe Ramionami oplotą, aże Skrzypienie się poniesie wokół. Gałęzie z Liści odarte, osłony nie dają, ukrycia Szansy pozbawiwszy. A, że w drobniutkim ciałku - mimo z Krzyża Kubraczka - mróz by na dobre zagościł, tedy na Pajęczyny się nie nadziejesz Ramiona. Iść możesz śmiele wprzódy. Paradoks jeno, że teraz , gdy spokojnie po Bokach poglądać możesz, Przyroda zamarła. Teraz, gdy tak wiele straciła Piekna, gdy Grozy wyzbyta, idziesz za Ryzykiem, za Niepewnością pośród Piękna ukrytego tęskniąc.
Widzisz wszystko na przestrzał, a jakbyś niczego nie dostrzegał.
Ku Namiotowi podążam tedy. A kiedy do Snu się łożąc w Piernacie zakopan po Szyję - z Zimna racji - ku Brezentu narożu Bielmo kieruję. I widzę Go. Tam w Kąciku samym przędzie mozolnie swą Sieć. Trzema Roku Porami spasiony, Konturem majaczy, Krzyżem Białym w Tułowia poprzek urzeka.
Przymykam Powieki, by Go ciekawością nie zrazić. Może, gdy w Ćmie się pogrążę, On na Polepę powoli się ześlizgnie. Może na Łeb mój wprost wyląduje, by Pospacerować co nieco, Sieci swej Lepkością osaczyć libo.
Poddam Mu się bez walki. Bo kiedy tak na Upór Jego patrzę, gdy w Miarowe Łap szczeciniastych zagłębiam się Ruchy, pojmuje oto, że tow Uporze własnie, w Mozole takoż sekret Bytu się zawarł.
On kolejnych Sieci fragmenty plecie cierpliwie. Wystarczy pojąc jeno, jak Jego wzorem - po Sieci się owej poruszać, by przeżyć..... I kogo, i co w nią łapać, by niczego nad Źródło Życia, Przetrwania Szansę nie oczekiwać więcyj.

wscieklyuklad - 2009-07-25 20:52:47

Rankiem rwetes Nieludzki iście, z Krzykami Przeraźliwemi mieszany,  w Piernacie mnie naszedł. W Małżowiny się Uszne sącząc, Niepokojem równolegle pełnił. Leżąc tedy, a nie leżąc już przecie, bo Ćwiersiedząc, Półsiedząc właściwie, na Przedramionach wsparty, z Kolanami pode Podbródkiem, do Skoku gotów ( choć żem w Nosie Dłubanie co poranne poniechał temczasem ) Sens Słów łowić próbowałem. Ale Brezent - jak Brezent to - Zgrzebny, Tworzywami Sztucznemi podbity, by Mrozom dostępu mieszać, Literom, Sylabom a i Wyrazom, przecisnąć się za nic nie zezwalał. Ni masz to - jako Muzyka Poranna, Dzwonów libo Bębnów dudnienie. Im Szczelność Namiotu obojętna, im Filcu Zimno odpychające niestraszne, Budzonemu zaś Zagwozdki Prostotą swą nie czyni, Lęku w nim nie rodzi. Rzec można - choć do Przebudzenia Niemiłego zachęca, Ukoić jednocześnie potrafi.
Gwar rósł Uporczywie, Kakofonii Kształty przyjmując. Ciekawość to ma do siebie, że ją - gdyś coś dopiro przebudzon zwłaszcza - powstrzymać trudno, oszukać niemożebnie. Tedym i ja - Prawom się Natury poddawszy, a w Nurt Wścibstwa włączenia spragniony- Ciżmy przywdziewam, Kontusz na Guzik dopinam Ostatni, Karabelę zaś - na wypadek wszelki - do Boku troczę, Baranicą Łysinę pokrywam wreszcie, i odzian tak, Krokiem Raźnym a nie Raźnym ( Skradaniu bliskim, a i do Rejterady natychmiastowej gotowym  ) poły Namiotu odsłaniam.
Słońca Promienie po Ślepiach walą, Ślepia owe Oślepieniem zdejmując, zatem Dłoń w Daszek złożoną do Czoła Marsowego przybliżam, a ode Jasności nachalstwa odegrodzon, uważnie się po Polanie rozglądam, Źródeł Podniecenia ciekawy.
A Oni stoją Ruchomo, a Nieruchomo przecież. A Oni w Krąg zbici, wokół kamienia mego, Wryci jakby, a jednak Poruszeni. Stopy mocno w Glebę wrażone, Ślepia Uparcie w jeden Punkt wbite, jeno Ramionami -  Wiatrakami niczem - Powietrze młócą.
A co rusz jeden to znów drugi " Sztuczny !" wykrzykuje donośnie. "Sztucznością" ową Wołania Polany wypełniają próżnię, "Sztuczność" tę z siebie wyrzucają, wypluwają, wycharkują takoż, Głosem Wzburzonym , Chrapliwym, Jękliwie-Piskliwym, jako Zwierzę śrutem ranione, a Martwoty bliskie, Skonu o krok własnego niemal.
Co sztuczne ? - pytanie to Dręczące, Odpowiedzi czeka. Kto sztuczny ? - Niepokój mój Ukojenia żądliwy pyta.
Malkontent - co to w Sąsiedztwie bezpośrednim przystanął, Kamienia mego Wierzchołek wskazując, po Bokach się wali, w Uda Klepie, już tuż w Podskokach się Swawoleniu oddać gotów a "Sztuczny !" wykrzykuje Odkryciem swym Podniecon nad miarę. Kończy ledwie, a już kolejny "Sztuczny !" wywrzaskuje, a do Krotochwili - wraz z poprzednim ochotny.
Jak Zbaraniały patrzę, na Głaz ów w Ziemię - jako i wczoraj wrażon. Kształ ten sam a i Szarość takaż. Klepsydr upłynięcie wielu, Istoty nie naruszyło jegoż. Pot tedy Emocji z Czoła Batystową otarłszy Chusteczką, już na Kamienium moim zasiąść gotów, gdy z nagła Krzyk w uszach tężeje, Grozę niesąc. Sztuczny ! Sztuczny ! wywrzaskują, przekrzykują się wzajem, jakby jeden drugiemu do Gardzieli Słowo ono na powrót chciał - siła niechby -przemocą niemal - wetknąć. Jakby swym Sztuczności pojęciem, tamtego Sztuczność eliminować pragnął. I już nie w Kamień palcami mierzą, ale w drugiego jeden. I już nie w Trawę niego wokół celują, ale to w Kniei stronę, to w Namiotów poły,  to w Nieba samegoż Kopułę.
O, co to, to nie Bratcy ! - myślę sobie. Jakże to tak "Sztucznością" wszystko tak nazywać Łacno ? Jakże to Rzeczywistości bez Zająkniecia się choćby przeczyć ? Jakże Faktom Kłam zadawać ?
Niemożebne to wszak, by Dębów Konary Malarza pędzla dziełem były jeno. Nie sposób, by Serca na nich bijące Wyobraźni jeno wytworem były. Wykluczone, by Namioty nasze Złudzeniem być mogły. A Kubańcy, a Kozaki co z niemi ? Zanegować jakże jest prosto, Dowód wysiłku wymaga.  Czy Dym z Cygar ich Smogu jest jeno Wrażeniem ? Czy Maczet poświsty - gdy niemi Krzewy okoliczne tną, nie z Damasceńskiej odlewaneż Stali ? A Dumki ? A Romance smętne ? Byłybyż jeno Kniei/Niekniei zawodzeniem , Kniei/Nieknii Halucynajcą ? Byłybyż jeno Rusałek, Faunów libo pieniem, nie Ludzi Duszy Głosem, co z Krwi i Kości ? A te Obłoki Srebrzyste, com je to dni temu  ledwie parę tak Kontemplował Żarlwie, Mirażem by jeno były, z Faktorii Odpadem albo jakim ?
Przecie Ramię bym se dać gotów Odciąć, że wieczora każdego Zapach Kiełbasek na Spryski nadziewanych czuję. Przeciem Gardła dać zdolen, że Ogień cowieczorny, Prometejskim jest spadkiem, tu i nam danym.
I, że Astrologa Dekokta Tajemne Moce skrywają. I, że .... Oni wszyscy, Oni ci rozkrzyczani wielce, rozwrzeszczani uparcie Sztucznymi nie są, wytworem Wybujałej Fantazji jeno.
Myślą tą Skonfudowany wielce, ku Kamieniowi nie bieżę jednako. Usiaść na nim Odwagi nie mam. Bo co, jeśli w całej tej  pozorowanej i obwieszczaanej Sztuczności, Promyk Prawdy tkwi ? Jak sprawdzić to, jak się przekonać o tym ? - nerwowo myślę.
Jak o Sądów ich Użyteczności powziąć wiedzę ?  Bo - kiedy Pragmatykiem ostać probujesz, wiesz przecie, że jeno Użyteczność prawdziwości sądów i pojęć Kryterium stanowi. Czy zatem ich Kamienia mego Sztucznością ukamieniowanie sądem Naukowym jest iście - Prawdą zatem ? A co, jeśli - gdy Sztuczność ta potwierdzoną będzie, Kamień ów, w Rewolucynym Odkrycia zapędzie usuną bezpowrotnie, siedziska mnie ostatecznie wyzbywszy ? Postępowanie ich - Pragmatyczne jakże, moja się Zgubą okaże. Ich Skuteczność z moją Askutecznością się zderzy. Ich Pragmatyzm, mój Praktycyzm zniszczy. Bowiem ni masz to, jako na Kamieniu własnem zapadnięcie.
Co tedy wartościowszym bardziej - ich Pragmatyzm, czy Instynkta moje ? Co i dla kogo korzystniejszym być ma ? A przecie i Instynkt skutecznemu postępowaniu Podporządkowany w pełni. Bo gdyby nie On, niejednemu Rany by Lizać przyszło, wielu Łzy toczyć .
Prawdy poznanie.....
Poznanie, jako Działania Element, Działania Powód. Działanie, co  zasadniczą jest potrzebą Ludzką.
Poznanie, co - w wydaniu każdym -  pomocnicze funkcje względem Działania pełni jeno.
W przypadku przeciwnym Widzem ledwie pozostać musisz.
Widzem. jako ja teraz, Zaszczuty i Zbaraniały, do Ziemi "Sztuczny !" Okrzykiem przyduszon.
Kiedy tak stoję, w Poły pochylon, ze Ślepiami w Glebę utkwionemi, w Prawdy między Źdźbeł jej szukaniu, uzmysławiam sobie oto, że Prawda to pojęć wobec rzeczywistości odpowiedniość.
I że Pojęcia za nic rzeczywistości odpowiadać nie mogą. A to z przyczyny takiej, że są one tylko Działania Narzędziem.
Wieczór zapada. Uśmiech Twarz mą rozjaśnia zwolna. Już wiem co robić mi przyjdzie. Krokiem wolnym ku Kozackim Ogniskom bieżę. W sam Ogień wlazłszy prawie, Dłoń przed się wyciągam. O wonczas Iskra Drobna, Iskierka Ulotna, Konaru Duszy Fragmencik, co ku Niebu ulata teraz do Nieba swego, na Połę Kontusza opada. A w miejscu onym Natychmiast Syczenie słychać. Jedwabiu Wątek z Osnową się żegna. Dymek leniwie Tli się zakrętami.
Tym w bliży Dziurę wypaloną - Dowód jako - pod Nosy podsuwam. Patrzą Zdumieni, "Sztucz !" jeno wykrztusić zdolni, resztę Krztusząc się przełknąwszy.
A ja w te pędy ku Kamieniowi skaczę, tak po Sarmacku - Susami Łanimi.
Już tuż niedaleko.
Już tuż Chłód skalistości jego zdawać się czuję.
A kiedy dopadam wreszcie Tyłkiem nań natychmiast upadam. A opadłszy Chropawość, Twardość jegoż czuję zwyczajną.
Ten i tamten podchodzi tymczasem. Kark przygina, pode Kontusza mego zaglądając Poły. A Kamienia Kanciastość z Krągłością Tyłka mego zlaną obaczywszy, po Bokach się na nowo klepią.
I znów śmichy- chichy po Obozowisku się niesą.
Znów Żwawość, Żywość ponownie doń zawitały.
Jeno ja na Kamieniu znieruchomiały, nad Pragmatyzmem dumam swoim.
Bo przecie kiedy tak siedzę nieruchomo... nie działam.....

Aska - 2009-07-25 23:17:59

Powiał wiatr, kartki powieści szeleszczą cichusieńko, świerszcz smętne melodie gra.... Usypia, spowite w różową kołderkę, słoneczko. Gasnąca gwiazda ostatnim blaskiem oświetla litery na otwartej stronicy. Pióro jeszcze w dłoni, kapie ostatnia kropla atramentu. Kropla - kropka przy szóstej literze napisanego w książce słowa. Kropla kończy kolejny tom. Kropka powieść zamyka.
Wiatr zatańczył, zachmurzyło się niebo, nie widać gwiazd, nadzieja w księżycu.... i on znika....
Cisza. Świerszcza nie słychać. Kurz dnia całego miesza się z kroplami deszczu...........

....Ty już nie pukaj do mych drzwi!
Niech do nich puka tylko wiatr-
tylko wiatr
tylko wiatr.  - Jacek Grań

f.m.gosc - 2009-07-26 09:45:29

Drogiej Sorellinie w dniu Jej Imienin,dedykuje tekst piosenki
A Te
A te che sei l’unica al mondo
L’unica ragione per arrivare fino in fondo
Ad ogni mio respiro
Quando ti guardo
Dopo un giorno pieno di parole
Senza che tu mi dica niente
Tutto si fa chiaro
A te che mi hai trovato
All’ angolo coi pugni chiusi
Con le mie spalle contro il muro
Pronto a difendermi
Con gli occhi bassi
Stavo in fila
Con i disillusi
Tu mi hai raccolto come un gatto
E mi hai portato con te
A te io canto una canzone
Perché non ho altro
Niente di meglio da offrirti
Di tutto quello che ho
Prendi il mio tempo
E la magia
Che con un solo salto
Ci fa volare dentro all’aria
Come bollicine
A te che sei
Semplicemente sei
Sostanza dei giorni miei
Sostanza dei giorni miei
A te che sei il mio grande amore
Ed il mio amore grande
A te che hai preso la mia vita
E ne hai fatto molto di più
A te che hai dato senso al tempo
Senza misurarlo
A te che sei il mio amore grande
Ed il mio grande amore
A te che io
Ti ho visto piangere nella mia mano
Fragile che potevo ucciderti
Stringendoti un po’
E poi ti ho visto
Con la forza di un aeroplano
Prendere in mano la tua vita
E trascinarla in salvo
A te che mi hai insegnato i sogni
E l’arte dell’avventura
A te che credi nel coraggio
E anche nella paura
A te che sei la miglior cosa
Che mi sia successa
A te che cambi tutti i giorni
E resti sempre la stessa
A te che sei
Semplicemente sei
Sostanza dei giorni miei
Sostanza dei sogni miei
A te che sei
Essenzialmente sei
Sostanza dei sogni miei
Sostanza dei giorni miei
A te che non ti piaci mai
E sei una meraviglia
Le forze della natura si concentrano in te
Che sei una roccia sei una pianta sei un uragano
Sei l’orizzonte che mi accoglie quando mi allontano
A te che sei l’unica amica
Che io posso avere
L’unico amore che vorrei
Se io non ti avessi con me
a te che hai reso la mia vita bella da morire, che riesci a render la fatica un immenso piacere,
a te che sei il mio grande amore ed il mio amore grande,
a te che hai preso la mia vita e ne hai fatto molto di più,
a te che hai dato senso al tempo senza misurarlo,
a te che sei il mio amore grande ed il mio grande amore,
a te che sei, semplicemente sei, sostanza dei giorni miei, sostanza dei sogni miei...
e a te che sei, semplicemente sei, compagna dei giorni miei...sostanza dei sogni...

Autor:Lorenzo Cherubini

f.m.gosc - 2009-07-26 10:08:00

Droga Haniu,Siostrzyczko,wybacz ,ale nie znajduję odpowiednich słów by wyrazić radość z okazji Twoich imienin.Wiedz jednak,że życzę Ci aby każdy dzień w Twoim i Twojej Rodziny był świętem,pełnym pogody,i radośći z życia.Do tych skromnych życzeń przyłączają się Andrea,Enrico,Anna Veronica.A na Z.S.wklejam Ci tekst piosenki,który po częśći oddaje moje uczucia braterskie wzgledem Ciebie Haneczko.
Jest jeszcze mi bardzo bliska Ania,Ania z Krakowa,siostra Basi, której również wiązankę najlepszych życzeń w swoim i Rodziny imieniu przesyłam.
P.S.Próby zamieszczenia tego postu na Misogino,jak na razie nie powiodły się,ldatego wklejam tutaj.Raz jeszcze wszystkiego dobrego Haniu i pamiętaj że zasze jestem z Wami.

Aska - 2009-08-01 09:58:57

Może komuś ten artykuł ...
Może ktoś coś przemyśli....

http://www.polityka.pl/chmowo/Lead30,936,297802,18/

http://www.polityka.pl/poczet-trollow-p … 297942,18/

Aska - 2009-08-02 22:33:24

Od 21:58 czekam, kiedy ruszy się TVN24. Całe forum stoi :(

Tak uważam Sorellino. I zabicie i pobicie jest złe. Zło zawsze jest złem, skutki jego są różne. Kara jest adekwatna do skutków. Mniejsze lub większe zło jest tylko powiedzeniem, kolokwializmem, takim samym jak mniejsza lub większa połowa.
Na płaszczyźnie religijnej - niebo albo piekło, ale o tym nie człowiek będzie decydować.
Mój świat też nie jest czarno-biały. Ma wiele barw i ich odcieni. Czarno-białe jest tylko zło i dobro.
Moralność w moim rozumieniu, jest subiektywna, każdy człowiek ma swoją moralność. Są przyjęte ogólne zasady moralności, ale i to zależne jest od poglądów danego środowiska. Tu moja tolerancja jest bardzo duża, a to, dlatego, że nie oceniam człowieka. Jeśli coś oceniam, to oceniam czyny, a i czyn trudno ocenić nie znając powodów takiego, czy innego zachowania.
Jeśli nie oceniasz dobra i zła, to jak je rozróżniasz?

Nie Robinie, niczego takiego nie sugeruję. Piszę, że tylko chory człowiek nie potrafi rozpoznać dobra i zła. Odnoszę się do tematu, a nie do naszych forumowiczów. Jak pisałam wcześniej, nie oceniam ludzi, staram się zrozumieć ich postępowanie szukając powodów, dla których postępują w ten, a nie inny sposób. Szukanie powodów zaczynam od siebie, być może coś zrobiłam/powiedziałam/napisałam, że tak zareagowali i nie jest to obwinianie się, nie szukam winy tylko przyczyny.

Alutka52 - 2009-08-07 17:08:06

http://republika.pl/blog_ew_908059/1807746/sz/z_cytatem.jpg

Miłego i niezapomnianego weekendu. Posdraviam.

Alutka52 - 2009-08-08 06:07:59

    Więc w tych warunkach jakże rozumieć walkę z gębą, miną, w "Ferdydurke"?
Przecież nie tak, że człowiek ma się pozbyć swojej maski - gdy poza nią nie ma żadnej
twarzy - tu tylko można żądać, aby uprzytomnił sobie swoją sztuczność i ją wyznał.
Jeśli jestem skazany na fałsz, jedyna szczerość mi dostępna polega na wyznaniu,
że szczerość jest mi niedostępna.- Witold Gombrowicz " Dzienniki "


Sztuczność : " Wieczysty aktor, ale aktor naturalny, ponieważ sztuczność jest mu wrodzona,
ona stanowi cechę jego człowieczeństwa - być człowiekiem to znaczy być aktorem -
być człowiekiem to znaczy udawać człowieka - być człowiekiem to zachowywać się jak
człowiek, nie będąc nim w samej głębi - być człowiekiem to recytować człowieczeństwo (...)
Przecież nie tak, że człowiek ma się pozbyć swojej maski - gdy poza nią nie ma żadnej innej
twarzy - tu tylko można żądać, aby uprzytomnił sobie swoją sztuczność i ją wyznał "
(Dzienniki) Witold Gombrowicz

Aska - 2009-08-16 06:41:11

Robił, robił i to, jakie! - szczerozłote, a kiedy w kraju była bieda i głód zaglądał w okna, zrobił drewniane i przed wojną domową, przed nędzą, skrył się w Szwajcarii. 
Ale co się jaj narobił, to narobił. Było ich 54.Każde inne, każde piękne, jedno cudniejsze od drugiego. Majstersztyk sztuki jubilerskiej. Złoto zdobione szlachetnymi kamieniami, w środku skrywały niespodziankę.
Nie docenił "lud" skarbów znajdujących się w carskich komnatach, sprzedał za marne pieniące, wymienił na żywą gotówkę, by mieć środki na walkę z własnym narodem.
Lud wierzył w swojego przywódcę, w Lenina, wierzył, że walczy o "lepsze" i wygrał tą walkę, zniszczył wielkie skarby własnej kultury. To są jaja, wielkie jaja, tyle, że wcale nie śmieszne, a powtarzane, dzieła sztuki są niszczone. Niszczone, bo „ich” a nie „nasze”.
Nic nie zastąpi zniszczonych pomników, spalonych książek i obrazów. Posągi Buddy wieki przetrwały, aż przyszedł "lud" i zniszczył. Niszczenie dzieł sztuki, nie zależnie w jakim kraju rzecz się dzieje, niszczy się dzieje, dzieje ludzkości.

Miłej niedzieli

wscieklyuklad - 2009-08-28 21:01:04

Wiślnej Wylot już pode Ciżmami memi. Z Kamienic Narożnych nagle, to tu, to tam znowuż Brytan wylatuje Kolejny. Każden z nich zaś Samotny, Porzucony, Wyrzucony libo. Bo Obroży nie mają. Bo Kagańca nie noszą. Bo Właściciela za sobą nie wiodą. Widok ten pewnie - w chwili inszej - Obojętniem  bym przyją -  Uwagi nań nawet nie zwróciwszy. Ale to przecie Analogii miejsce, więc gdy je widzę, jak Ganiają, jak Ujadaja, jak się za Ogony tarmoszą wzajem, jak o Wędrowców, Turystów ocierają, łaszą, na co któregoś Warknąwszy Groźnie - dla Równowagi zachowania, dla Pozorów jeno - po raz Kolejny Plantową Przygodę wspominam. A co, jeśli i Tamten, co Hajdawery me szarpał też był tylko takim Pospolitym, Szarym i Samotnym, Porzuconym, Wyrzuconym libo, Zwierzaczkiem ? Wątpliwość ta w Nową Konfuzyję mnie wprawia a i Zadumę Niemałą. Bo tak skoro by było, nikt by za Atakiem się na mnie nie Krył. Nikt w Zamyśle, Odzieży mej Paździerzenia by nie miał. I nikomu by tak Naprawdę, na w Peregrynacji Przeszkód Stawianiu nie zależało.  Zatem gdy ja Doświadczeniem jeno kierowany - myślałem o Zdradzie. Tedy Faktów Interpretacją Błędną- po mojej - wygodnej jednak Myśli - wiedziony, możem więcej Dostrzegł niż należało, możem zbyt Własne Znaczenie, Wydarzeniam Wymowę wyolbrzymiał ? Może ten Zagubiony, Rozżalony, Wygłodniały i w Stresie o Byt Walki żyjący, po prostu mnie akurat na swej trafił Drodze i po Sobaczemu - w sposób typowy wielce, nie żaden tam Zaplanowany z Góry, nie Knuty - odreagował ? Może On spode Krzaczka jakiego gdzie Teren swój choćby Zwyczajnie znaczył, wypadł w Obawie, że i ten Świata kawałek ja Intruz, ja Cudak, tu właśnie i teraz Odbierać Mu zamiaruję ? A może po prostu Zabawa to była jeno, nie Atak ? I tylko na Strachu mego Widok miast Figlować, Siły własnej a i Znaczenia Próbkę doświadczyć pragnął ?
Bo tak już jest, że kiedy coś nie wyjdzie, Politykę natychmiast doprawić się do tegoż staramy.
Bo tak się zdarza, że gdy coś się nie uda, Przykrość nas jaka spotka, Zmowę od razu widzimy.
Bo nimi właśnie Zdarzenie Usprawiedliwić łacniej, a z Niepowodzeniem się swym pogodzić.
Wroga zawsze warto na Ramieniu nosić.
Nieprzyjaciela Wizją często myśli pełnić potrzeba.
Z Intruza potencjalnego Bytnością, łatwiej przez Życie kroczyć - Ot Alibi to takie.
Gród Kraka - zaiste dziwne to Miejsce a Tajemnic i Zdarzeń Niespodziewanych, Interpretacją mnogich pełne
By w Depresję jednak Ostateczną nie popaść, a to w Przeświadczeniu żem tak naprawdę Wszytkim tu Obcy i Obojętny,  przed Przeczuciem a i Obawą żem tutaj Nikim Ważnym jest się broniąc, na Płytę Rynku Ostatecznie wstępuję. Tu Psa Zabłąkanego nie najdziesz. Tu na Przypadkowość miejsca ni masz. Ludzka Rzesza, Piędź każdą Łbów Kocich okupuje. Łażą wokół niby to , bez Celu, Przypadkiem. Łokciami się niemal trącają, a przecie Rzec trudno, by się nimi przez Życie pchali. O Miejsce własne - w Kawiarnianych Ogródkach choćby, Boje istne toczyć muszą. A przecie nikt tu Krwi nie Leje, nikt się za Czuby nie targa, nikt Wyzwiskami nie Obrzuca.
Na Placu tak rozległym wielce, Setki Pręgierzy ustawić by można, Ucztę prawdziwą, dla Kar Średniowiecznych Miłośników urządzić, że przy niej Królów u Wierzynka spotkanie Odległe, Zwykłą Majówką nazwać by trzeba.
U Ratusza Schodków Lwy napotykam Kamienne. Dreszcz mnie po Plecach Łechce, na Myśl samą, że może One Żywymi niegdyś były. Że może w Winowajców Męczenia zamiarze je tu nasłano ? Że w ten wymyślny - rzymskiemu podobien sposób Kolossalny - Braci naszych Dręczono, Życia Prawego pozbawiawszy - za to choćby, że insi byli ?
A Gawiedź Igrzysk spragniona Stała w Ciżbę zbita, Zaśliniona ze szczęścia, na Ciał inszych szarpania na Strzępy widok ? A Tłum Gapiów do Agresji zagrzewał, a do Tortur Wymyślniejszy jeszcze ?  Odchodzili potem może Rozprawiając o co Uwidzianym żywo ?
I te Lwy Okrucieństwem Ich poruszone - skamieniały ze  Zgrozy ? O Splunięcie od miejsca, gdzie Kościuszko Narodowi ślubował. Może i Maszkarony Widokiem jakim Potwornym Bezwładnione w Nieruchu zmartwiały - stąd Lic ich wygląd po dziś Straszny ? Tylko Człek Naturę tak przerazić potrafi.
A mówią wszak, żeśmy Naród gościnny.
Mówią też, że czym Chata Bogata, tym Rada.
Do chwili, gdy komu dokuczyć można.
Do momentu, gdy się na inszym za własne Porażki odegrać można.
Do czasu, gdy komu Bezkarnie do Oczu skoczyć można.
Abo i na Złość - i nie dla chryi - ale. by zabolało, zrobić.
Sukiennice ode Świątynii Mariackiej mnie dzielą. Rusztowania wzniesione, Dawnej Chwały przywrócić Im mają.
I cóże, że Tynki Świeżości nabierą ?
I co, że Gładkiego Wyglądu nabierą znowu ?
Lwy Skamieniałe nie ożyją od tegoż przecie.
Bo są Rzeczy tak straszne, że gdy Świadkiem ich będziesz, już po tobie - na Wieków Wieki.
A  i tego mimo, tak wielu za Innych Krwi Laniem tęskni uporczywie, woła o nią zajadle, jak owa z Plant Psina, jak Lwów owych Ryki Skamieniałe....

wscieklyuklad - 2009-09-01 22:34:08

Poczytuję nieco "Kurjera Warszawskiego" z 01.09.1939r.
Można właściwie powiedzieć, że dziennikarstwo dołowało. Wywiad dołował, bo choć to wydanie wieczorne, to nie dowiadujemy się zbyt wiele, o tym co tak właściwie się stało dokładnie, poza samym faktem wybuchu wojny..
I tak :
Prezydentowi Ignacemu Mościckiemu buty by przyszło pastować obecnemu Mężowi Stanu.
W chwili tak dramatycznej zdobywa się ledwie na wydukanie raptem kilkunastu zdań. Określa w nich Niemców mianem "odwiecznego wroga" co martwi, bo skoro tak, to trzeba im bylo zgotować Cedynię i Grunwald nim oni skopali nasze pupunie. Ignac używa zwrotu " co stwierdzam wobec Boga i historii". Bóg o napaści wie ni chybi, po co więc Ignac Mu o tym donosi - nie wiadomo. Co do historii, to jak uczą kolejne -lecia, wnioski z niej płynące zależą od punktu siedzenia.
W dalszym ciągu wypowiedzi Prezydent wyraża przeświadczenie, że cały Naród  w obronie swojej Wolności, Niepodległości i honoru (ten ostatni pisany z MAŁEJ LITERY !sic !  ) itd.itd. W "Orędziu" znaleźć też można pośrednie odniesienie do stanu uzbrojenia : Cały naród Polski, pobłogosławiony przez Boga ( a jakże ) w walce o swoją świętą i słuszną sprawę, zjednoczony z armią, pójdzie ramię przy ramieniu do boju.
Krótko mówiąc - broniąc  spraw bardziej ważnych ( Wolność i Niepodległość ) obok mniej istotnych (honor ), mieliśmy iść Ławą, by gołymi dłońmi ( wespół z nieco tylko epiej wyposażoną armią ) gromić Odwiecznego Wroga.
Ówczesny czytelnik po przeczytaniu Orędzia ni chybi musiał popaść natychmiastowo w najskrajniejszą postać depresji.
Ku pokrzepieniu serc znajdujemy informacje o odparciu ataku na Westerplatte, doniesienia o bombardowań miast licznych ( z pominięciem Wielunia, od którego miało to wszystko się zacząć )
Nie brak oczywiście akcentu dowodzącego szczególnego zniesmaczenia Narodu ( i to juz dalece po słynnym twardym stanowisku "szpiega niemieckiego Becka", zapewniającego, że wszystko poza odepchnięciem do Bałtyku możemy przyjąć ) - co zawarto w zdaniu : "podstępna napaść nastąpiła w kilka godzin potem, gdy ambasador polski w Berlinie zawiadomił rząd Rzeszy o życzliwym stanowisku rządu polskiego do wysiłków rządu brytyjskiego mających na celu utrzymanie pokoju."
Takie są oto skutki polityki Prowadzonej na Kolanach - na co nieustannie zwraca uwagę - czerpiący garściami z Doświadczeń historii a jednocześnie Jedyny Znawca Tajników Polityki - obecny Namiestnik Pałacu.
Gotowi - niby na wszystko - czytamy na kolejnej stronie o tzw. "zabezpieczeniach prowizorycznych" - osoby nie posiadające dotąd masek prowizorycznych ( cosik o maskach pisano na Misogino )powinny mieć stale w domu, czy pomieszczenu, gdzie pracują tampony gazowe ( ostatecznie w kilkanaście warstw złożone miękkie, dobrze chlodzące płyn płótno ) oraz plyn do napawania ich. W razie nagłym tampon taki pozwala przetrzymać chmurę gazową, zanim sie nie przejdzie do pomieszczenia uszczelnionego ( dziś pewnie takim byłaby tyllko lodowka - kupujcie na wszelki wypadek wielkogabarytowe !).
Tu podano skład roztworu :
wody 100 częsci wagowych, gliceryny 80 częsci wagowych, tiosiarczanu sodowego 40 części wagowych urotropiny - jak wyżej. Roztwór przyrządza się na zimno ( brrr !) i przechowuje w butelkach zakorkowanych. Przed użyciem należy go wylać na talerz lub miskę ( bez podania ilu części wagowych )zanurzyć w nim tampony na przeciąg 5 min. po czym nadmiar odcisnąć wycisnąć rękami -aż roztwór przestanie wyciekać z tamponu. To co wyciśnieto należy zlać do flaszki z roztworem czystym. Po napadzie gazowym tampon wypłukac w wowdzie, wyżąc, wysuszyć - do nastepnego ataku.
Prawda, że proste ? By nieco pstudzić radość przypomniano o zakazie używania telefonów w czasie alarmu i 20 min (??? )po.
W "Kurjerze" wspomniano też o odwiecznej uprzejmości Wielkiego Brata Zaoceanicznego. Wedle prasy japońskiej, ten ostatni nie czyni żadnych przeszkód w zakupach miedzi dla celów zbrojeniowych przez Japonię - eksport surowca nastąpił bo długim czasie embraga. Z tej okazji Japończycy ( jako Naród Uprzejmy ) obiecują poprawę w stosunkach z USA ( czyżby jakies zniesienie wiz japońskich ? ) czego widomym przejawem ma być zniesienie blokady Hong-Kongu. Rzezcnik admiralicji japońskiej pozwala sobie nawet stwierdzić : iż " polityka morska  japonii pozostanie bez zmian, znaczy się będzie ona współpracować z zaprzyjaźnionymi narodami i unikac konfliktów z wrogami."
Wielowiekowe doświadczenie Ronińsko-Samurajsko-Szoguńskie pozwoliło japonii strownic jedynie nieco ponad 2 lata na podjęcie męskiej decyzji wobec Wielkiego Zaoceanicznego Brata. W 1941 skopali im tyłki w Perle. Ot efekt polityki prowadzonej z Podniesioną jankeską Głową ( czyli otwartości na potrzeby innych - tu w związku z eksportem miedzi, ale cóż nie było wonczas rakiet  )
Żeby nie było, że zapomniano o Hrabinie i roli Bułgarii w konflikcie - czytamy : Być może w Berlinie przypominaja sobie fakt, że Bułgaria w sierpniu 1914 oświadczyła, że w rozpoczynającej sie wojnie europejskiej zachowa neutralność , a jednak w rok potem przyłaczyła się do Niemiec i Austrii atakując Serbię. Autor ostrzega ten fałszywy Naród przestrogą : Ale Bułgarzy pamiętają aż nadto dobrze te fatalną pomyłkę - w rezultacie przyniosło to dalsze okrojenie narodowego terytorium bułgarskiego.
I co Ty na to Hrabinio ? Już jeno krok dzieli od wniosku, żeś Ty Szpieg i Forpoczta zgniłego Kapitalizmu, wypełniajacą Tajną  Misję pod przykrywką Futerału na Skrzypce.
Tymczasem Warszawa świeciła przykładem ! ( ten fragment szczególnie polecam "leniuchom" z naszego forum )
"Ogród Saski pokrył się siecią całą prowizorycznych schronów. Na wspaniałych trawnikach starego parku, po których za dziecinnych lat nie odważyliśmy się stąpać, dzis ciemnieja głębokie wyrwy (...) serce jednak rośnie, jak przyglądamy się ludziom, co  z nieprzymuszonej woli , zamiast odpoczywać w dniu świątecznym, po tygodniu ciężkiej pracy, stanęli tu z łopatą w ręku.Cóż za rozmaitosć typów ! ( no, trochę nieszczęśliwy to zwrot ).
Starszy czlowiek w maciejówce pracuje obok uczniaka, ubogo odziany młodzieniec - obok eleganckiego jegomościa. W wielu miejscach widzimy panie w jedwabnych sukienkach, przy prostych wyrobnicach. (...) nawet całkiem malutkie dzieci też chcą brać udział w powszechnej pracy : oto maleńki chłopczyk z dziecinną łopatką  w ręku napiera się gwałtownie by mu pozwolili kopać.
W modnej kawiarni elegancko ubrana kobieta z dumą pokazuje zgromadzonym przy stoliku przyjaciołom odcisk na delikatnej dłoni - ślady pierwszej bodaj w życiu pracy fizycznej, dokonanej dla dobra społeczeństwa. Panie patrza najpierw z niedowierzaniem - potem ze wstydem ; jutro one tez będą kopały. Przy rowach spotykamy gentelmena w nienagannym garniturze, żony i dzieci oficerów, a nawet całe rodziny. Śliczne dziewczątko w niebieskiej sukience rezygnuje z zabawy na rzecz kopania ( a to za przykładem cioci )
Komentatorzy zachodni komentują : nie wiedzieliśmy, że z was taki twardy, żołnierski naród.
W Łodzi to sie dopiero działo !
Niejaki Otto Friese z tegoż miasta przekroczył nielegalnie granice rzeszy i tam został zatrudniony. A, że praca byla ciężka a odżywianie liche, po niespełna 3 tygodniach ( mianowicie 11 maja ) ponownie w spoób nielegalny przekracza granice i tu wpada w łapy sprawiedliwości - wyrok sądowy 4 miesiące paki.
Zamiast orderu oraz propagandowego nagłosnienia - prześladowania. I jak mieliśmy wygrać ?
O pracę nie było trudno. Ot choćby takie ogłoszenie - Gospodarna, solidna, dobre gotowanie, szuka pracy w domu chrześcijańskim, bez prania (!!! - a nie mówił Papcio, gdzieś ty sie nie mył ?) Albo : Stowarzyszenie św. Wincentego poleca dziewczynkę-wykończarkę ( trykotarską  - żeby nie byłło niedomówień )
No i już na koniec - oferty : Ciała swęzdzenie ( pisownia oryginalna ) oraz wszelkie wyrzuty skórne usuwa krem Lain Gąseckiego. Idealny. nieszkodliwy preparat usuwający wady naskórka.
Sorellina -szczególnie zauroczona tytułem filmu granego w kinie Atlantic z samymże Robertem Youngiem w roli głównej a zatytułowanym "Honolulu" udała się ( z nim zgodnie ) na Białą Salę.
Ja waham się między tytułami " Czterech na posterunku" ( o troje za mało ), "Zaproszenie do szczęścia "
"Pojedynek" oraz "Cztery miliony " . Tu mój wzrok trafia jednak na ofertę kina Colosseum....
Nie uwierzycie - "Pies Baskurwielów "! - bilety wprawdzie po 1 zł 9 gr ( przeciętnie po 75 gr) ale za to raz jeszcze dane mi będzie przypomnić dopiero co zakończone Peregrynacje.
Zatem żegnam w nadziei, że odziany w Elegancką Pidżamę Gentleman, jak i Roznegliżowany entuzjasta, za moment zasiędzie do Klawiatury. Rankiem zaś senna nieco bialogłowa, okaże rodzinie odciski na delikatnych paluszkach.
Naturalnie ułomnośc tę spowoduje intensywne - niekoniecznie nocne walenie w klawisze Komputyjera.
Bowiem Cały Naród Pisuje na Misogino !
Za błędy przepraszam. Ale muszę pędzić by sprawdzić źródło dziwnego warkotu. Z daleka trudno odróżnić bowiem chrapanie od dyskretnego powarkiwania.

hrabina_bałkanska - 2009-09-02 20:19:59

Akt I - część oficjalna:

Dottore! Stefanie! 100 lat!

By marzenia się spełniały
niuśki zbyt nie dokuczały,
dni mijały bez turbacji
w pracy i w peregrynacji,
by Cię nigdy przez holtera
nie brała ciężka cholera.
Do toastu, Misoginianie:
100 lat, 100 lat żyj Stefanie!

Akt II

Dottore - może ja i "(...) Szpieg i Forpoczta zgniłego Kapitalizmu, wypełniajacą Tajną  Misję pod przykrywką Futerału na Skrzypce.", ale tylko może. Za to na pewno od lat przyczyniam się do poprawy rasy (w ramach krwiodawstwa) - w żyłach wielu Romów płynie moja krew. Czyli co? V Kolumna? ;););)

Bilans obchodów 70-tej rocznicy wybuchu II wojny światowej jest tak samo żałosny jak moje wczorajsze grzybobranie: z aspektu polskiej polityki zagranicznej - 0, poniesione koszty organizacyjne wprostproporcjonalne do kryzysu pozwalają myśleć, że Polskę globalny kryzys ominął (to niewątpliwie zasługa Swiętej Panienki i papcia Maybacha). Co do naj-VIP wśród VIP-ów - okazało się, że prezydent i premier mają coraz większe problemy z językiem polskim, Putin po raz kolejny dał dowód, że jest zwyczajnym "mięśniakiem", a pani kanclerz Merkel po raz kolejny udowodniła, że ma wielką klasę. Największą korzyść z obchodów ma... Bułgaria - Generał premier odbył swą pierwszą oficjalną wizytę zagraniczną, niczego nie zdemolował ani połamał, nikogo nie obraził, na dodatek zaprosiłi boskiego Silvio do Sofii. Zaproszenie zostało przyjęte, termin - październik. Pewnie wszystko będzie cacy tylko nie wiadomo jak obaj panowie dogadają się w kwestii mafii - Silvio jest jej patronem, a Generał - egzekutorem...
A'propos grzybów - zazdroszcząc swym znajomym z Mazowsza i Kurpiów, wczoraj po kilku zupełnie nieudanych próbach penetracji miejscowych lasów udało mi się wreszcie znaleźć: nadgryzioną pieczarkę, kilka purchawek, które jakby "złapały gumę", kilka psiarczyków, zmumifikowanego maślaka i kozaka ze złamaną nogą. Tylko muchomory jak zwykle piękne i dorodne... O, właśnie - bardzo ciekawa jestem czy Włosi tak samo namiętnie jak Polacy, zbierają grzyby?

Odnośnie pierwszego szkolnego dnia - to było tak dawno, że wspomnienia się zacierają. Pamiętam jedynie, że mama zaprowadziła usmarkaną 5-cio i pół latkę do szkoły muzycznej. Kazali jej tam śpiewać, tańczyć, stukać młotkiem w kawałek drewna (jak to dobrze, że tata nauczył ją wbijać gwoździe), a po staksowaniu anatomii zapadł wyrok - na fortepian za drobna, z taaaakim słuchem to tylko skrzypce. No i tak już... 40 lat z hakiem! ;););)

Jeszcze raz pozdrawiam Solenizanta, pozdrawiam wszystkich! Sirio i Moby Dicka szczególnie, a najszczególniej... motorniczych!

hrabina_bałkańska - 2009-09-02 21:40:15

Wczoraj padło na Dottore, dziś - wygląda na to, że na mnie... Od 2 dni dobijam się bezskutecznie na Misogino. Poniższe dedykuję moRderacji TVN.

Na melodię "Dziada kalwaryjskiego"

Cztery godziny siedzę przy komputrze,
tyłek się rozgniótł jak maczek w makutrze,
posty posłane dziś na Misogino
w Kosmosie giną...

Dziś Misogino bardzo postoszczelne,
bo motornicze chcą być submoderne
i nie wpuszczają byle psiego chwosta,
ni jego posta....

Ja pięknie proszę całej moderacji
by przystąpiła do kolaboracji,
by się nad nami więcej nie pastwiła,
posty puściła....
wmj

wscieklyuklad - 2009-09-02 21:49:11

Wilk) : "Nadchodzi jednak dla ludzi w tym kraju zła pora. To chciałbym ci rzec, abyś wiedział. Bogaci gnębią biednych, możni gnębią bezsilnych. Złamali prawo, prawdę zaś wrzucili do studni. Ich królowie wyprawiają się po łupy, a ich kapłani nazywają to sprawiedliwością. Wszędzie, gdzie tak się dzieje, zjawiam się z moimi towarzyszami i sprawiam, że strach ogarnia kraj. Ludzie bowiem są tacy, że tylko strach ich miarkuje. Możni natomiast korzą się jeno wobec możniejszych jeszcze. " E. Wiechert - Baśnie

Czasem, nim Dzwonów Porannych się rozlegnie Bicie,  szybciej od w Tarabany Walenia, Głos się tłumiony, zew Wieszczy niesie. Laima - Doli i Niedoli Boginka pode Paproci utajona Liściem zawodzi na Dnia powitanie. Wzrokiem tęsknym za Gwiazdami niknącemi wodząc, pochlipuje cicho. Bo Mrok zawsze w Serca Nadzieję wlewa. Bo Ciemność Kontury zatarłszy Dowolności otwiera Podwoje. Fizyki Prawa , jakoby przestać istnieją i jeno kiedy w Górę podskoczysz, żeś Wagą obdarzony należną wnet się przekonasz, Ciżmami na powrót w Polanę stuknąwszy.
Laimy łkanie ciche, Szlochanie Tęskne wielu przed Namiot wyciąga. Stoją Uszu nadstawiwszy, Wzrokiem bacznym po Okolicy wodząc, pochylając się ostrożnie by, nie ominąć Szczegółu bodaj. Gdy jaka Rosy Kropla po Źdźble się oślizgłym potoczy, powoli, na Paluszkach w tamtą Stronę bieżą. marząc, że może Ona jako Królewna w Żabę zaklęta i że w Odrażające Wargi cmoknięta, Obłokiem się Pary osnuje, by Dziewczęca odzyskać Postać. By już nie Pochlipywać więcej, by już nigdy tęsknym Zawodzeniem Snu niczyjego nie mieszać.
Dziś, gdy Laimy Żale przez Obozowisko płynęły i jam przed Namiot wychynął chyżo w Poszukiwań zamiarze tejże. Już tuż Listek się jaki chyli - ja w tę Stronę się zbliżam natychmiast. Już Listek niektóry śród Konary Frunie - ja Bielmem Gałęzie czeszę - Grzebieniem jakby. Może między Poźrzeń Zębami Laima się zawieruszy, może ich Perłowością znęcona uczepi się ich, Dyskrecję tracąc.
Za Dębem najbliższym Łąka się rozpościera szeroka, Trawą Gęstą porosła. Dziecię-Pacholę - idać Laimy wywabione Pieśnią, na Skraju łąki stanąwszy, Dłonią Drobną, Czerwone Maki kołysze. Z Dala jako Krwi Krople one. Z Bliska jakoby Laimy Koń na Biegunach. Gdy w Dłoń Mak taki ujmiesz, jakobyś Fotelem Mięciutkim suwał. Dziecię-Pacholę do Wnętrza Maku zagląda ciekawie. Oczy Rozmarzone - nie wiedzieć z nad Pięknem Kwiatu, czy Laimy Urody Zachwytu.
A może Czar nam Niepoznawalny odkryło właśnie ? jakże Daleki Obraz ów, Nieprawdziwy jakże. Łąka owa Poranna, Łzami Nocy minionej Zroszona, Dziecka - do Snu jakby - Kołysana Dłonią, Dziecka Piąstką ze Snu jednocześnie budzona. Jakże rzadki to Widok, jak oglądu warty. Chwila, w której Brzasku Czerwień, z Maków się Plamą Szkarłatną zlewa. Spływa oto jako Miód Gęsta, Całość jednolitą tworząc, by Bezszelestnie Kniei Brzegiem popłynąć aż po Mokradła, aż ku Strumienia Tafli. Fale Obraz ów niesą hen, hen przed siebie, w Ucieczce jakby w Nieznane , ku Światom jako Mleczna Droga odległym, ku Nieskończoności, co Zera Absolutnego Ziąbem straszy, na Myśl samą, na Wyobrażenie już tylko. Nieodkryte, Dziecka-Pacholęcia Duszę trącić potrafi, na Harfie niczym Zagrawszy na niej.
Bieżą za Nim Optymiści, Malkontenci tysz Krok w Krok lezą. A każdy - bez na Drabów-Stróżów wzgląd Nauczycielem jegoż by być pragnął. I choćby Pszczół hodowli w Dębowych Barciach uczyć mieli, choćby na Skrzypcach grania, by Wieczorem w Oknie Namiotu stanął, a Dumek Strofy, Romanc Dźwięki, Rzewną zastąpił Nutą.
I tacy są, co do w Ziemi Rycia zachętę by dali. By Przeszłość wykopać. By Złomu Kawałek dobywszy, nie za  Szmelc, ale Skarb Wielki uznać. Bo Dziadów Dłoniom był Posłuszny. Bo Życie ich łatwił i milił.
Niektóry pewnie Opowieść by zaczął, jak to wonczas, gdy Życie wiódł Przedobozowe jeszcze, z Ramą Drewnianą na plecach w inszych się Lasach zagłębiał w Roślin- Młodości Ostoi  poszukiwaniu. Niejeden Głos by Tłumił, Rezygnacją przygniecion, Rozpaczą Porażki przywalon. A przecie w Dni swych jednostajności, dziś z nich każden Ołtarzyk własny wznosi, by Modlić się przed nim żarliwie. Ołtarzyk - Świętości dni tamtych Symbol. Ołtarzyk co Dni Młodzieńczych Odblaskiem - czasów, gdy z Nich każden o Przywództwie , o Proroczej Słów swoich Mocy  marzył, Miłości Zdrojach, czynów zarzewiu libo. Gdy Biednych i Poniżonych  na Miłości, Radości i Wiedzy Wyżyny prowadzić zamyślał.
Są tu i teraz, bo Wszyscy kiedyś z Marzeń zrezygnowali. Są tu, bo Nadzieje ich zwiędły Bezpowrotnie , a  Laury Niedosiężnymi wciąż pozostały.
Tam, gdzie -  gdy Laima budzi - Noc ginie - gdzieś hen, wysoko pode Gwiazdami, tam właśnie Marzenia ich w Dzień taki mkną bystro. Słowa, co tak jeszcze niedawno Wielkimi były, Karleją. A przecie Słowo im mniejsze, tym łacniej w Ucho wpada, a Rozumu Rozbiorowi podlega. Im szybciej to pojmiesz, tym prędzej Życie zrozumiesz. Życie w Ubóstwie jego. Świat co Brzemię Niewidoczne, a tak Dotkliwe, dźwiga. Życia owego Świętość i Wielkość zarazem. Życie najbardziej Samotne choćby. Życie Pogardzane na wskroś takoż. Nawet, gdy inszym Znikomym się Ono jawi.
I tak, aż po Pracy kres. I tak, aż po Bytu ostateczność przystają, by się nad Istnienia onego , Trudu onego namyślić.
We własnym się Trwaniu zagłębiwszy znaleźć to "Coś" pośród swoich Rozterek i Niejasności, jakiś - niechby i Skromny, niechby Mikry, a jednak Cel i Sens zarazem - nie zaś Daremność, nie Pomyłkę przecie.
Jakże to Ważne dla tego, kto Boga swego wyśmiewał , ze Świata szydził, dlatego jeno, że z Ich to powodu Nieszczęśliwym się uznał. Jakże istotne to dla tych, co ze Słów jako Pomosty Ratunkowe rzucanych, drwili ochoczo, podobnie, jak z Okrucieństwa, Niedorzeczności i Samowoli własnej. Jakże Dogmatyczne dla owych, co Lękowi przypustu nie dawali, temuż, co każdej istocie właściwy, temuż, co go jeno Laimy łkaniem odegnać można.

Nie trzeba na to czekać osiemnaście tysięcy lat.
Wystarczy - gdy tylko Laimę posłyszysz, wynijść przed Namiot czem prędzej.
Nim Mroku ostatnie Paciorki umkną, między Dębów Konaru spojrzeć.
A Wasze Bijące Serduszka dojrzawszy uśmiechnąć się pode Wąsem Sumiastym.
I pomyśleć- jak dobrze, żeście tak niedaleko. Jak pięknie, żeście Laimy Ziarnami.

wscieklyuklad - 2009-09-03 22:50:11

Rankiem, gdy tylko Dzwonów Bicie przebrzmiało, gdy jeno w Tarabany ucichło Bicie, a wszyscy na Apelu się Porannym stawili, Zamęt  Niespodziewany nastał, a i Konsternacja Niepomierna zapadła. Kuryer Nocną Porą, na Rumaku spienionym galopując ku nam z Wieściami zawitał. A Wieści one Niewesołymi się zdały. A Nowiny te Wzburzenie wzbudziły jeno. Goniec bowiem Pałacu Namiestnika Obwieszczenie przytachał, a czytac je przede Frontem nakazał - z Namiestnika Wolą i Postanowieniem zgodnie.
Tedy wszyscy w Milczeniu zapadli, wokół Polany Łażenie zarzucili, a Suchar jeno pogryzając wczorajszy, Ogóra Kiszonego między Zębami mieląc - słuchali Nabożnie.
Z Przekazu z Ważnych Najważniejszego, Treść taka to ku nam płynęła, żeśmy nie bez Grzechu. Żeśmy Zbrodni Straszliwych winni, choć przecie Miliard a może i Miliardów Dziesińć mniejszych bisurman niźli.
Wieść ta w Konfuzyje Natychmiastową nas wpędziła. Wzrokiem Zaskoczonym, spode Baranic  Zbaraniałym po sobie toczą, w Głowy zachodząc w czym Rzecz. My tu - w Nabożnym Celu zgromadzeni, ode Świata odlegli - i owszem czasem sobie ku Oczom skaczem, niekiedy i Uszczypliwością się dzielim Zbyteczna, bywa, że i w Turbowanki się wdajem - wszystko to jednak od Grzechu odległym sie zdaje - od za Występek drobny- Sarmatom typowy, uznać jesteśmy gotowi, ale żeby od razu Grzechy, Podłość jaka ?
Już ten i drugi, ku Kapelanowi się udawać gotów, a na Kolana u Konfesjonału ( w Konarze Dębowym wydrążonem, z Dziupelką - z Pszczółek Lesnych specjalnie w tem Celu opróżnionej - w Okienka Spowiedniczego roli ) padać, by Rozgrzeszenia szukać a Win zadośćuczynienia Pokuty. Myśl u niejednego to Pierwsza, u wielu Jedyna. Rapt szybko się w Postępek wkrada, Trzeźwość mącąc, Słuszność osądu tracąc. Choć zatem kilku - Malkontentów głównie - chyżo między Dęby pomknęło w Pokuty spełnainia decyzji. Ale Woj Bitny, Rycerz Zawołany, w Piersi sie bija niechętnie - chyba, że czyjeś. Tedy po Refleksji Klepsydrze, w niejednym Gorączka wzbiera, a Krew Policzki ubarwia.
- Któreż to Przykazanie, zakaz jaki naruszono ? - pytanie to niczym z Pytii Groty rodem, wokoło się niesie. Kto tysz na nie odpowiedzieć w stanie, kto Zagadki rozwiązanie podsunie, Winę Unaoczni, Unasłuszy ? ( Zmysłów resztę w spokoju ostawiwszy )
Czy my Bogów nad Namiestnika inszych mamy ? Czy Bogów nade Hetmana czcimy godniejszych ? Im to przecie Serca swe ponieśliśmy, a Ciała na szwank stawiamy. Imiona Ich - Szacunkiem Najwyższym znaczone  - wymawiamy z Godnością należną - Szeptem często, by Uwagi od Spraw Ważnych nie odwracać, a w Misji Dziejowej pełnieniu nie mieszać. Dzień każdy jako Święty czcimy - a to z Istnienia tytułu Faktu. Miesięcy już tyle w Nieróbstwie ( Peregrynacje wyłączywszy ) trwając, Zgnuśnieliśmy już prędzyj, niż Zhardzieli. Prac tysz zbędnych nikt Podejmować nie probuje - ot Poleżeć se troche, wkoło Polany pochodzić, Suchara z Ogórem przekąsić -  czynności owe powszednimi są wielce, i Nagany nijakiej w Nich ni ma - no chyba, że w Leżeniu tym na Świat wypięcie manifestować kto pragnie, libo Sucharów zbyt wiele zakąsi - Nieumiarkowaniekm się hańbiąc i kalając.
Matkę Oyczyznę i Ojców w Dostojnikach wspomnianych Osobach, nade wszystko Czcimy, Życie swe  w Danku im nieść gotowi. Może i kto komu drobiazg jaki ( Okowity Antałek Pękaty dajmy na to )  podwędzi. Może i kto Ząb czyjś Pięścią naruszy własną - ale, żeby Zabójstwa się miał dopuścić - co to, to nie !.
Kawalery my Zawołane a Świadome, zatem o Cudzołożeniu Mowy być nawet nie może. Z Bab jedyną nam znaną- nasza w Krzakach z Mopem przyczajona jeno, Burego Postrach i Pogromczyni niedoszła. Któze by tam się do Niej zakradał, chyba, że z Pozdrowieniem Braterskim jeno, nie żeby tam na Ksiuty jakie.
- Może Namiestnik Kłamstwa pod Brata Adresem rzucone Piętnuje ? Może to za nie Karę wieści ? Może to za Łgarstwo jakie ohydne w Piersi się (nasze ) bije ? Abo zna kto kogo, co się Najdrobniejszym bodaj Kłamstwem nie okrył ? Abo zna ktoś - Namiestnika naturalnie a i Hetmana Polnego kromie - któren by Samą Prawde na Wargach nosił ? Owszem, za to Przepraszać gotowim. Niechby i Zadośćucznienie przyszło wypełnić - z Grzechem takim pogodzić żeśmy się w stanie, bez Ujmy większej.
Pożądliwość pozostała jeszcze. To sobie uświadomiwszy, Butność potracilim.
No bo, co do Żony - Namiestnika przeważnie - tu Chucie powstrzymać łacno. Do Grzechu tu Ochoty nie najdziesz.
Ale, żeby tak ze wszystkiego rezygnować ? Ale, żeby tak już po nic Zachłannej nie wyciągnąć Dłoni ?
Przecie my Ruszenie Pospolite.
Przecie Byt nasz na Zdobyczach się tworzy.
Przecie Łupy naszego Istnienia Fundamentem.
Myśl ta Smutek - z Rozpaczy pogranicza - budzi. Brody wydłużają się wielce. Grdyki drżą Łkaniem Tłumionym trzęsione. Kułaki w Kieszenie pokładli, by Grzechu nie mnożyć.
A przecie to nie wszystkie Kanony, które Analizie poddano, przecie  nie Zakazy wszystkie.
By Rozpaczy nie mnożyć, do Namiotu włażę.
Było Pręgierza nie tykać. Przywiązałoby się doń  jednego z drugim Kuną  jaką,parę Bató na Plecy spuściło, dla przykładu.
Bo gdy Wielki kichnie, zawsze jakiś Smark, na Ubogiego Plecy spaść musi....

Aska - 2009-09-03 23:53:22

Podwodny pojazd MIR odnalazł w południowej części jeziora Bajkał, na głębokości prawie siedmiuset metrów, szczątki pociągu z początku 20 wieku - informuje portal russiatoday.- Pociąg mógł przewozić tak zwane „złoto Kołczaka”, część skarbów imperium rosyjskiego. Historycy do dziś nie wiedzą, co stało się ze złotem carskiej rodziny Romanowów. Jedne źródła podają, że ukrył je przywódca Białych, Aleksandr Kołczak, inne, wywiózł je z Rosji Korpus Czechosłowacki, w zamian za swobodny wyjazd z Rosji. Przez wieki transportowano towary, przez zamarzający zimą Bajkał. Później transport przejęła linia Krugobajkalska biegnąca wzdłuż jeziora. Nim ją wybudowano, pociągi przez jezioro, przewożone były lodołamaczami.
W 1901 roku lodołamacz nie poradził sobie z zamarzniętym Bajkałem. Wybudowano tymczasową linię kolejową, która biegła po skutym lodem jeziorze. Być może to samo zrobił admirał Kołaczek, któremu powierzono pieczę nad skarbem rosyjskim. Tajemniczą rolę odegrał polski pisarz, podróżnik… Antoni Ossendowski. Będąc w Azji, los go zetkną z admirałem Kołczakiem. Został doradcą jego armii i członkiem utworzonego przez niego rządu. Kiedy bolszewicy rozbili tę armię i zlikwidowali rząd, Ossendowski przedostał się przez granicę mongolską. W Mongolii spotkał barona majora Romana Ungern von Sternberg, bałtyckiego Niemca w służbie rosyjskiej, który postanowił zrealizować utopijny plan stworzenia państwa mongolskiego i wbrew zdrowemu rozsądkowi, ogłosił się chanem Mongolii. Ossendowski został jego zaufanym politycznym doradcą, ekspertem i osobistym powiernikiem. Powierzono mu tajną misję nawiązania kontaktów z Pekinem, Japonią, z USA. Czy misja się powiodła?  - Niewiadomo. Wszystko, co dotyczy tych wydarzeń, do dziś pozostają tajemnicą. Tak jak tajemnicze są losy legendarnego carskiego skarbu przekazanego pod opiekę Ungerna przez generała Kołczaka. – Są źródła, które i taką wersję podają -  Skarb, który miał stanowić kasę białej armii, dodatkowo uzupełniony przez lamaickie dobra i kosztowności z buddyjskich klasztorów, zniknął ukryty gdzieś w stepach Mongolii. Gdzie? Nie wiadomo. Prawdopodobnie Ossendowski wiedział gdzie należy szukać skarbu, ale tajemnicę zabrał do grobu. Śmierć pisarza też owiana jest mgiełką tajemną. Przed śmiercią chorował, umarł nagle, a przyczyną był żołądek. Ale czy tak było? Czy nie przyczynił się do jego śmierci wnuk Ungerna, który odwiedził go na dzień przed śmiercią?
Być może, prace badawcze dna Bajkału rozwiążą jedną z zagadek XX wieku.

wscieklyuklad - 2009-09-04 19:28:56

Wieczorną Porą prawie już wszyscy się po Namiotach rozeszli, pode Brezentem pokryli, Wytchnienia tęskni, w Zagadki Rozwiązania  pragnieniu libo. Każden Rachunek Sumienia prowadził, by Grzechu choćby Znamię dostrzegłszy, Pokuty czynić. By w Samotni zapadłszy, ode się Świata grodząc, Dumać. Dumanie owo Kozackie nawet Dumki wyparło, podobieństw Zderzenie do Anihilacji prowadzić potrafi bowiem Niespodzianej. Atamanom Grzechy nasze Wisieć by mogły. Dla nich Winy nasze, następstw nie niosły żadnych, Oni w Piersi niczyje bić się nie musieli. Rzeklbyś, że Przewin naszych  Świadomi, tym Głośniej zapiewać winni, tym raźniej Romance intonować, dla Wstydu naszego Unaocznienia, dla własnej Kreślenia Niewinności. Ale tak to już jest, że Dola wspólna jednoczy. Tak bywa, że inszych Niedola, nasza sie staje, a dzielić się Nią nie straszno.
Kubańce także Cygar ćmienie zarzucili, tak, że jeno Ognisk Iskierki całym Hałasem Wieczora owego nam były - Wiewiórzyc Hałasu śród Dębów Gałęzi czynionego nie licząc,  Kun łap stąpania poświstu nie ważąc.
Markotnie się tedy jakoś stało. Smutek nad Polaną zawisł, jako Gradowej Chmury przedsmak, jako Burzy Zarzewie.
Nikt Głosu dawać nie Pragnął, bo wiadomo przecie, że gdy Napięcie sie wzmaga, Przecinek bodaj, Lawinę sprowadzić może, Kropka zaś nie Zdanie kończyć, ale Czyny Eskalować.
Markotność to ma do siebie, że z czasem Słabnie. Głos Sumienia tym się cechuje, że z Czasu upływem słabnie. Ale wonczas tylko, gdy Czarno na Białym wszystko jasne. Gdy Czyn Niegodny Określeniem Jednoznacznym Mianowano, gdy Zdanie Wraże, Skomentowano Dosadnie. a tu tylko Grzechu pojęcie wprowadzając, Wieloznaczności Dopust dano, nas w Domysłach ostawiwszy Bezlicznych.
Noc straszną była. Sen niespokojny, w każdą się Szarą Komórkę wciskał, Emocję napędzając. Złoczyńców w nim Watahy, wokół się Polany ganiały, a to Inwektywką częstując, a to Kopniakiem, Pięsci Grzmotem libo dzieląc. Krew niczym Niagary Potoki płynęła. Siniaki, niczym Jagody Krzaczek Obsiadłe przybywały - Skórę barwiąc. Już prawie Trup się ścielił Gęsto, już Okrucieństwo i Bezwzględność Apogeum sięgały.Już tuż wszystko Zatracenia bliskie.
Terroru obrazy, Tortur narzędzi  Widok plecie. Już nie Pręgierze tylko, ale i Łoże Madejowe. Już nie sama Falaka, ale i Hańby Flet grozi. Gąsior, dłonią Żelaznej Dziewicy  ujęty w Klatce Błaznów zamkniety w Widełki Heretyków uderza.
Kakofonia ta Zgrozę budząca ze Snu mnie podrywa.
Z Worami pode Powiek przesłona, przed Namiot wyłażę. Po Gębach Druhów poglądam i Oniż ode Worów nie wolni. I Oniż Markotnością podobną zdjęci. I Oniż w Niewiedzy swej Zagubieni tęgo. Pode Dębami kilkoro Malkonentów parę poleguje -do Gleby Licem, z Ramiony w Kształt Krzyza rozpostartemi - ni chybi Kapelan Pokutę Im zadał -Karnie pełnioną tera. A, że ku Ziemi Obliczem, tedy Worów  pod Oczami dostrzec nie jestem w stanie. A, że w Bezruchu zupełnym zalegli, Ducha stanu ich określić nie sposób.
Jakby tego dość już nie było, wieść się Groźniejsza jeszcze niesie. Pałacu Namiestnik przede Pereł w Koronie sprzedażą ostrzega, za Rozrzutność tę karci. zatem - chociaśmy dopiro przed Namioty wyszli, jak Mąż Jeden, w te Pędy w nich nikniemy, ku Kufrom bieżąc. Każden z nas przecie Łupik jaki w niej schował. Ten to Koniczynki czterolistnej Okwiat, ów z Gronostajów Skórkę, kto inszy Hubę do Iskier Krzesania przydatną.
Ale, żeby Perły ? Co to, to nie !.
- A skądże by u nas Perły ? - Malkontent - dopiro co z Leżenia powstały, po Pokuty należytym spełnieniu, zagaja.
Przecie my Walk nienawykli. Przecie my Krwi bisurmana nie toczyli. Skąd tedy Łupy tak Godne mieć byśmy mogli ?
-A może kto między Wieprze je rzucił ? - inszy dodaje.
Sugestia owa, Lotem się Błyskawicy niesie. zatem Ciżmy naprędce wdziewają, Kontusze zapinają dokładnie,a ku Chlewikowi Obozowemu gnają. Do wnętrza wpadłszy- z Odrzwiami niemal, w Pomyjach Dłonie nurzać gotowi - a to w Pereł Poszukiwaniu upartym.
Groch z Kapustą Łupem Im całym.
Jak zawsze, gdy Kto Wielkiego na Próżno użyje Słowa......
Tedy po Łokcie Upaprani, z Gęby pomazanemi, Chlewik w Pokoju ostawiwszy, ku Strumieniowi bieżą.
Zimnej Wody Kubeł, nie tylko Porą Wieczorną Niejednemu posłużyć może.
A może i z Grzechu się przy Okazji obmyje ?

wscieklyuklad - 2009-09-06 22:16:08

Jeszcześmy się z Rozterki otrząsnąć nie zdążyli, jeszcześmy ( nie wszyscy przynajmniej ) Pokutę odprawić zdołali, a Wstydu się pozbyć w ten sposób a i Dopustu Wieczystego zaniedbali, a tu Pałacu Namiestnik o Honoru nam Walorach  przypomina, a Prawdzie Wierności dochować, w Zgodzie z Nią żyjąc.
Miast Spokoju, a w z Natury Prawami pogodzenia miejsce, kolejna nas Niepewność a i Zawstydzenie Wielkie sięgają.
Malkontenci z Filozofami Chłopskimi ( a to z Dożynek racji ) w Dysputach się a i Kłótniach Srogich zagłębić gotowi. Każden bowiem Prawdę swoją inaczej Pojmuje, Rpzumie odmiennie, a i w na do Niej Drodze inszych się Zasad ima, odmiennymi Wtycznymi kieruje. Tedy - jak Okiem sięgnąć, Pary przeciw sobie zwrócone widać. Czołami prawie zetknięte, Barami omal co splecione , do Ślepiów se skaczą. Piąchami wywijając Prawdy swej Bronić gotowi zażarcie -a bodaj Krew Przeciwnika przelawszy , na Swoim postawić. Gwar z tego po Polanie sie niesie Straszliwy, Chaos niesąc, Zamieszanie potęgując Nieskończenie. Bo niechby choć Prawdę głosić kazał, na Prawdzie sie Opierać polecił. Ale On Prawdę Twardą objawił, tym większą Niepewnośc w nas Rodząc Bo jak Prawdę Twardą od Miękkiej oddzielić, jak obie od siebie Różnić ? Byłabyż Prawda Jajku podobna ? A tak jesli - jakże długo Gotować by ją trzeba, by Twardą się stała ? W Klepsydrze Piachu Sypanie jakie o Prawdy Ugotowaniu by świadczyć miało ? Kiedyż Światu by Ją objawić można, by Żółtko Jejże od Białka odróżnić łacno ?
Już tysz ten i drugi, ku Obozowemu Kucharzowi podąża, ku Astrologowi bieży, by Języka zasięgnac i rady. By Receptę właściwą zabrawszy, przede Oponenta Nią Gałami wywijać, a Swoje na Wierzchu łożyć, Przewagi czyniąc.
Rondli Miedzianych Stukot, Pokrywek Uchylania  Łoskot po Okolicy uporczywie się niesie, Przeraźliwy tak, że o Ból Zębów przyprawia, o Protez Zębowych  Correga Tabsem twierdzonych przysparza. A nikt - to mimo -  od tegoż ni Krzty Mądrzejszym, nikt Prawdy odkrycia  na Cal bodaj nie bliższy. Ileż Soli do Prawdy sypać trzeba, by jej nie Zmiękczyć nadto, a Gorycz Całą przy Okazyji pokryć ? Czy Pieprzu Szczypta by Pikantniejszą się stała Starczy ? Tego nie znasz, a juz Wanilia, już Majeranek i Oregano w Dłoń lezą. Smakuś jeszcze nie odkrył, a już Czosnek  Ząbkiem swym się naprasza, Prawdę twą Ugryżć nim pragnąc.
Zagadką ową Zniewoleni, Spętani, markotnie sie po Obozie snuja.  A przecie - jako Pałacu Namiestnik wieści, Prawda jeno owa - nawet, gdy Łatwą nie będzie - Wyzwolenie ma przynieść. Tych Myśli Głębokich szczególnie  się Łapczywie chwytają. Bo przecie my tu tyleż już miesięcy tkwiący w na Znak oczekiwaniu, jako Idei Niewolnicy prawie. Bo wszako my tu, na Nieróbstwie czas trwoniący, za Gamoni być uznani możemy, za Życiowych Nieudaczników- Bankrutów i może.
I teraz,to  , gdy Jewropa Interesy nasze ma w Nosie. Teraz to, gdy Ateusze Ojców naszych, Dziadów a i Pradziadów nawet - co Namiestnik Postrzeżeniem , a i Słowem uważnym nam Maluczkim Odkrył łacno - Wiarę Popielić marzą. I to dziś, gdy Oyczyznę w Spodleniu pogrążyć zamiarują, Chleba nas Powszedniego wyzbywszy, kantem i Wyzyskiem. I Ziem wykupem. I Pól nakazem Odgórnym Odłogiem powiciem . Dobrobytu nas Wyzbyć pragną Podstępem - Wniosek taki Oczywistością Oczywistą.
Łańcuch Żywnościowy porządkować obiecując Chleb cmoknęli. Że może on ci ze Zboża Gentycznie modyfikowanego, aże nam Ciarki po Plecach przeszły. Że może ci onże z Pszenicy Fałszywej  Zgroza nas zdjęła.
Zatem ten i ów za Pazuchę Ostrożnie sięga, a tam Suchary zmacawszy, wyciąga, by ochoczo a i Naprędce spożyć. W Słój Przepastny Paluchy wraża, by Ogóra Kiszonego dobyć, a Trzonowcem na Miazgę zetrzeć.
W Przekąszania momencie, Łańcuch Żywieniowy porządkują mimowolnie.
Na Końcu jegoz Prawda, co to ich za chwilę Zeżre.....
Dobrze choć, że Namiestnikowa ci Ona.

wscieklyuklad - 2009-09-07 20:37:10

Świat Autysty tyle ma w sobie tajemniczego piękna. Wydaje nam się, że odizolowany od świata jest dlań zupełnie stracony. Nic z niego dla nas nie ma. Nic z nas nie ma dla autysty. Wniosek prosty, w obie strony logiczny.
Nikłe potrzeby, ogromne oczekiwania. Taki jest pierwszy osąd. taki jest jedyny wniosek. takie jest bezsprzeczne przekonanie, nie podlegające weryfikacji ani dyskusji, bo szkoda czasu.
Nad autysta trzeba jednak czuwać. Autyste należy - choćby dyskretnie obserwowac, czuwać nad każdym krokiem, większością zachowań. Pielęgnowanie rzadko leży w naszej naturze - chyba, że ma dotyczyć nas samych. To nas winno sie adorować. To nam sie winno przyglądac, jednak nie z zatroskaniem we wzroku, ale najlepiej podziwem, by nie wręcz zachwytem.
Forum internetowe to taki przykład społeczności, w której autyzm wiedzie na manowce. Nie autyzm w znaczeniu patologii, ale ten, którego przejawem jest izolacja od świata. Niehęc do aktywnego i twórczego włączenia, w poczuciu np. własnej słabości, wad, czy uprzedzeń.
Ostatnie dni pokazują, że pewnie niedługo przyjdzie nam zakończyć to, co przetrwało tak wiele miesięcy.
Wczorajszy wieczorny post słany 43 razy - moderatorzy mogliby śmiało umieścic w Księdze Rekordów pana G.
pozwole sobie wręcza zaproponowac, by informatyk obsługujący program skonstruował licznik - i niech się chłopaki/dziewczyny zabawiają w najlepsze, kto zatzymał więcej od innnych postów i w jakim czasie. Mogą se wklejac np. w wordzie, który pokaże liczbę słów użytych w poście. Moga konstruowac dowolne parabole w oparciu o taki licznik, np. spróbowac określić jakiego punktu ( od określonego wyjsciowo ) sięgną ułożone w ciągu, albo z odstepem między wyrazami.
Mogą oglosić konkurs, kogo bardziej wkurzyli - z podziałem na płci, kraje, a nawet miasta, z których posty słano.
Mogą określić dozę żółci, jaka wylewaja rozgoryczeni sekowaniem ich chęci podzielenia sie sympatią z kimś drugim.
Problem, że modratorzy współczesni są autystyczni.
Zbanuja dany nick, IP, czy co tam jeszcze i wcale nawet nie musza wgłębiac się w sens wypowiedzi. Niech sobie pisze biedaczek, niech sie pozłości, niech zobaczy kto tu rządzi.
Świat ogarnia powoli autyzm. Oto w Pensylwanii jakiś facio wali z armaty w domostwo sąsiadów -niezły ubaw.
Oto ktoś pastwi sie nad najcześciej kimś sobie obcym, by nacieszyć oczy jego cierpieniem.
Atustyczny moderator, napawa się obrazem żalu ludzi, których nigdy nie widział na oczy. Posadzono go, by czuwał nad netykietą. Dano mu w zaufaniu wielki oręż jakim jest umiejętsnośc rozsądnego moderowania wątku - już sama nazwa do tego obliguje.
Czy jesteśmy w stanie przezwyciężyć autyzm ? Czy jesteśmy w stanie otworzyć bramę, zatrzaśniętą tuż przed nosem ?
Wpisy weekendowe osób, które dawno nie dawały znaku życia świadczą, że to wcale nie jest wykluczone.
Wpisy utyskujące nad trudnościa zamieszcenia postu, dowodzą uporu i rezygnacji.
Ktoś pisze, że nie będzie kopał sie z koniem.
Spytam - A czy widział autystycznego konia ? Konia, co wierzga, w obronie przed ujeżdżaczem, by potem nawyknąwszy do siodła, nieść w szalonym pędzie - natchnieniu malarzy ?
Wszystko to zazcęlo sie w chwili, gdy wielu zrejterowało. Zachowując chęć czytania, zarzucilo aktywnośc - uciekło zatem w autyzm pozorowany.
Ktoś, komu kiedyś jeszcze chciało się czytać cokolwiek ( moderator) dostrzegłszy słabośc wątku, przestał czuwac, by było na nim dobrze.
Kilka wpisów dziennie, nie wypełniało idei pilnowania. Po co męczyć się dla kilku osób, kilku wpisów. Gdzie indziej - zwłaszcza tam, gdzie się walą po pyskach, można zaszaleć. Porzuca sie więc nadzór nad watkiem kruchym, by ochoczo rzucić sie ku tym "pełnym zycia". Wszystkiego i wszystkich przeciez nie da się upilnować.
Za oknem księżyc w pełni, z dziwnie rudą powierzchnią - takiej jeszcze nie widziałem w życiu. Może się tylko rumieni ze wstydu ? Może Krew go zalewa nad tym wszystkim.
Mówia, że to martwa skała.
A do martwoty, do autyzmu krok tylko.

Aska - 2009-09-08 04:32:04

Mgła, niczym mleko, zalała zieloną dolinę. Białoszara pierzyna otuliła ziemie, chroni rośliny przed zimną nocą, przed srebrnozimmym, księżycowym światłem. A kto ochroni dziecię? Kto kołderkę ogrzeje, parasol rozepnie i osłoni główkę przed deszczem i słońcem... Z kim maleństwo radością się podzieli, kto w smutku łzę otrze?
   Niemal każdego dnia słyszę o samotności dzieci, o dziecięcej depresji. Różne jest zachowanie dzieci, różne wołanie
                   - J a  t u  j e s t e m -
Jedne dzieci, stroją się szaty agresji, inne, uciekają w ciszę.

"Sołnycznyj krug, niebo wokrug, Eto risunok malcziszki. Narisował on na listkie i podpisał w ugołkie: Pust wsiegda budiet sonce, Pust wsiegda budiet nieba, Pust wsiegda budiet mama, Pust wsiegda budu ja."

    Żyjemy w czasach, w których wszystko dzieje się szybko. Wciąż nowe stawiamy sobie cele, co raz większe wymagania, pędzimy za pieniędzmi, robimy karierę, zapominamy, że wszelakie dobra nie zastąpią nas dziecku, ciepła i miłości nie dadzą. Nasze pociechy obserwują nas i naśladują, już w przedszkolu zaczyna się "wyścig szczurów". Nie radzą sobie z rywalizacją, z wymaganiami ambitnych rodziców. Ich świat staje się smutny i nie ma powodów do radości, bo inni są lepsi, bo coś albo nic się nie udaje, wpadają w przygnębienie. Jeżeli trwa to długo, pojawia się depresja. Dawniej na krnąbrne, zaczepne, kłótliwe, agresywne dzieci mówiono, że są niegrzeczne, że są chuliganami. Dzieci, które nie wierzyły w siebie, w swoje możliwości, stroniły od rówieśników, zapominały o wielu rzeczach, często nudziły się, nic ich nie interesowało, uważano za leniwych. Te, którym brzuchy bolały, nie miały apetytu, moczyły się w nocy, nie mogły spać, do lekarza prowadzono, choroby szukano. Dzisiaj wyobraźnię dziecka nie pobudza zabawka - ta, po naciśnięciu guziczka, bawi się sama - nieopowiedziana bajka - ta, jest oglądana, obraz jej jest ruchomy, a udział w życiu dorosłych, ich problemy i nie daj Boże, jeśli coś się nie układa, coś nie wychodzi, bo dziecko wówczas czuje się winne, ono wiele wie, ale nie rozumie. Czuje się winne za wszystko, co dotyczy dorosłych w jego otoczeniu. Jeśli w rodzinie coś wydarzy się, rodzice kłócą się, rozwiodą, ktoś bliski umrze, jeśli dziecko ma z rówieśnikami kłopoty, jeśli go nie akceptują koledzy, ma niezadowalające wyniki w nauce, należy bacznie przyjrzeć się dziecku, poświecić mu więcej czasu, bo mogą, choć nie muszą, być to objawy depresji. Nie mogą być to długotrwałe obserwacje, bo w leczeniu depresji ważny jest czas i im szybciej dziecko dostanie fachową pomoc, rozpocznie terapię, szybciej upora się z chorobą. Poprośmy, nauczyciela o pomoc, żaden to wstyd, jeśli kieruje nas z dzieckiem do poradni psychologicznej, jeśli konieczna jest wizyta u psychiatry. Walczmy o prawidłowy rozwój naszych dzieci, nie uciekajmy od problemu, nie udawajmy, że go nie ma. Depresja sięga, po co raz młodszych ludzi, po dzieci. Nieleczona, zlekceważona, może zostawić trwały ślad w postaci kompleksów, chuligaństwa... utrudnić, a czasem uniemożliwić szczęście naszemu dziecku.
Wieczorna mgła usnęła, niebo mieni się srebrnymi punkcikami, uśmiechnięty księżyc spacerując zagląda do okien. Już za chwilę, za czasu niewiele, słonko budząc się ze snu, wystawi swój promyczek, różowozłotą czerwienią ozdobi nocną granatowość. Białoszara pierzynka, odbije złote światełko, zalśni barwami tęczy. Ptak zaśpiewa, kur zapieje... wstanie nowy dzień.  Uśmiechnijmy się do siebie, radośnie powitajmy sąsiada. Mocno uściskajmy nasze dziecko, niech poczuje naszą siłę i miłość, niech czuje się silne i szczęśliwe, niech wie, że w nas ma wsparcie, że je kochamy, że jest dla nas najważniejsze i co by się nie działo, mimo braku czasu, zawsze liczyć na nas może. Tulmy nasze dzieci mocno, bardzo mocno, niech słowo. "kocham" wzmocni uścisk. Uścisk z serca płynący, nawet, jeśli dziecko zaboli i łezkę z oka wytrąci, będzie to ból radosny, łezka szczęśliwości.

..."Każdy swym tchem, nocą i dniem
Bronić będziemy swych malców!
Słońce niech lśni, człowiek niech śni,
Szczęście niech rodzą nam dni!
    Zawsze niech będzie słońce!"
    ....

Uśmiechniętego dnia, radosnego dnia

http://images40.fotosik.pl/173/ab43b4a3bed42b27med.jpg
Za oknem...