hrabina_balkanska - 2007-10-17 03:20:39

Zakładam ten wątek z nadzieją, że będziemy w nim kontynuować to co zainicjowała Sonia na forum tvn24 i co trwa do dziś. Sugestią Administracji jest by w dziale "Sonia i jej przyjaciele" nie zmieniać szaty graficznej postów - niech pozostaną sobie takie skromne na wygląd, za to bogate w treść...

hrabina_balkanska - 2007-10-17 03:37:51

Dziś 17-ty... Minął kolejny miesiąc i jak co miesiąc od tamtego 17-tego pójdę na cmentarz i zapalę świeczkę na opuszczonym grobie, pomyślę o życiu i o przemijaniu, porozmawiam z Ciocią Marią... Może znów natchnie mnie swoją mądrością. Może jakie białe piórko zawiruje w jesiennym wietrzyku gdzieś blisko mnie...
Ukochana Nieznajoma Przyjaciółko, Sonieczko... Dzięki Tobie znalazłam wspaniałych Przyjaciół, dzięki Tobie umocniłam się w wierze, że to co robę ma sens. Nauczyłam się jak znosić ból, ten realny i ten wewnętrzny, nauczyłam się cierpliwości. 2 lata temu życie straciło dla mnie sens, a dziś znów się uśmiecham i powoli znikają ślady rezygnacji która wtedy mnie ogarnęła. To nic, że często trzeba brnąć pod prąd, już nie czuję tak jak kiedyś, że to nie ma sensu. Wszystko ma sens bo... życie ma sens. Na prawdę ma sens...

wscieklyuklad - 2007-10-17 06:09:50

Świeca życia nieustannie się dopala.
knot- wciąż krótszy,
coraz to dłuższą smużkę
ku Niebu śle.
Jej obłok
ku górze się wijąc,
przeistacza się z wolna
w białe
anielskie skrzydła.
A ulatując
przez uchylony lufcik w oknie,
pozostawia na lichtarzu wspomnień
nasz smutek.......
.......zatopiony w łzach parafiny.

alutka51 - 2007-10-17 06:53:03

Mija kolejny miesiąc jak od nas odeszłaś Soniu.Pokój Twojej duszy.

alutka51 - 2007-10-17 07:50:49


Kres jest tak niewidzialny, jak początek.
Wszechświat wyłonił się ze Słowa i do Słowa też powraca. (...)
Nadzy przychodzimy na świat i nadzy wracamy do ziemi,
z której zostaliśmy wzięci.
                                Jan Paweł II

Sorellina - 2007-10-17 08:23:57

Koniec?... Nie! Nowy początek!Zawsze nowy początek.Nowe stworzenie,nowe tworzenie,nowy Zmieniony świat... Tego nauczyła mnie Sonia

Mirka - 2007-10-18 01:36:36

Uzdrówcie rany przeszłości miłością. Niech wspólne cierpienie nie prowadzi do rozłamu, ale niech spowoduje cud pojednania

(Jan Paweł II Bukareszt, 8 maja 1999, Homilia do grekokatolików)

wscieklyuklad - 2007-10-18 06:23:50

Namiot mój coraz to bardziej chłodem wypełniony. Pszczelarze zimę okrutną zwiastują. Czas zaciągi czynić, drewno gromadzić. Tasman Przyjaciół z forum przyjaznego nawołuje, ale posty wciąż w niebo mkną, mimo prób niezliczonych. Znów przyjdzie nam się , wstydzic, znów oczami swiecić przed Rodakami , co za granicami kraju naszego mieszkają. Oni nigdy nie pojmią, jak można w taki sposób moderować rozmowy bliskich sobie osób. Jak można do druku chamstwo, przemoc, słowo upodlające drugiego zamieścić, a zarazem myśli serdecznych nie uznać za publikacji godnych. Ot takie to już nasze dziwaczne to państwo. Żal byłoby utracić kontakt z birskim, kitlinską.  Coraz mniej Rodaków z obczyzny znak życia daje.
Teraz przynajmniej jesteśmy w miejscu, gdzie nikt nie będzie blokował myśli naszych , rozmów naszych. Hrabinia niedługo wątek Sonieczki przenosić ukończy. Już nikt kłamał nie będzie, że nic o Niej nie wie. A niejeden może z historią tą się zapoznawszy , przyłączy do nas. Tedy czekajmy cierpliwie co nam kolejne dni dadzą.

hrabina_balkanska - 2007-10-18 14:52:13

Wczoraj byłam na cmentarzu i poszłam na ten zapomniany grób na którym już raz zostawiłam kwiaty i lampki. Jakież było moje zdziwienie gdy znalazłam na nim ślad czyjejś pracy - już niezarosły trawą i chwastami, a wypielony, ogrodzony kamykami by ziemia się nie obsypywała, krzyż wyprostowany a na nim wianuszek, obok krzyża posadzony mały krzaczek, ławeczka też odświeżona. Sąsiednie groby też jakieś takie inne a przecież z tych zapomnianych. Wzruszył mnie ten widok do tego stopnia, że nie potrafiłam zebrać myśli, przysiadłam na chwilę i tylko patrzyłam na pieczołowicie ułożoną kamienną obwódkę... Ktoś zadał sobie sporo trudu bo w pobliżu zadnych kamieni nie ma, chyba zostały przyniesione z innej części cmentarza.  Cud jakiś chyba, a może po prostu ktoś przypomniał sobie o kimś bliskim kogo już nie ma.  Znów zajrzę tam niedługo, może w Zaduszki tajemnica się wyjaśni?

wscieklyuklad - 2007-10-18 18:20:13

Zaiste , cuda zdarzają się częściej , niż nam się wydaje. Ale zawsze u ich źródeł leży drugi człowiek. On jest-często anonimowym- ich twórcą. Takich opuszczonych, zaniedbanych, przekrzywionych nieraz zapadniętych mogił na każdym cmentarzu jest wiele. Bliscy pomarli, wyjechali, albo po prostu - zapomnieli. O kimś kiedyś bliskim, o drodze do miejsca jego spoczynku. Może sami chorobą obłożną dotknięci nie mają sił by przybyć. Porośnięte trawą oczekują więc, gdy minie okres opłaty placowej, a wówczas  nowemu zmarłemu miejsca ustąpią. Pamiętajmy o tęsknocie duszyczek tych do światła zniczy. Miast pod krzyżem je palić, rozniećmy  je właśnie na takim zaniedbanym grobie. Pomyślmy o tych, którym płomień ten faktycznie dedykujemy, dobry uczynek jednocześnie spełniając.
Może ktoś obserwował szczególne wzruszenie Hrabinii , gdy przed miesiącem właśnie na takim nagrobku zapalała świeczkę ? Może przejął go ten widok. Może postanowił też kawałek serca nieznanemu podarować ?Zbudował piękny ołtarzyk ludzkiej miłości. Okruchy skały w serce zamienił. Wzniósł swoją malutką nekropolię. Z krzyżem, wianuszkiem zasuszonych kwiatów, ławeczką dla zdrożonego przybysza. Przysiądźmy tedy na ławeczce owej, spróbujmy radość duszyczki co dawno odeszła sobie wyobrazić....

alutka51 - 2007-10-18 19:53:34

Koło grobu mojego ojca jest właśnie taki zaniedbany grób.Jak jestem na cmentarzu zawsze robię tam porządek i zapalam znicz,moja rodzina też .

Aska - 2007-10-19 03:15:19

Czarę ciemnego wina podała mi smutku bogini.
Z wolna wypiwszy wino, śmiertelnej uległem niemocy.
I rzekła obojętnie z nieczułym uśmiechem bogini:
"Słodki jest jad mój upojny. To łzy z mogiły miłości".

                                                            Iwan Bunin.




Pisałam na TVN swoje spostrzeżenia z dnia jednego. Właśnie o grobach i post lata w kosmosie.
Pisałam, że zadziwiają mnie ludzie, którzy tylko na święta przychodzą odwiedzać bliskich. Rozumiem i sprzątam groby stare, opuszczone. Nie rozumiem syna, córki, którzy nie zajrzą do rodziców. Zbliża się 1 listopada, sprzątają dekoracje Wielkanocne. To jest strasznie przygnębiające.Rzadko spaceruję po cmentarzu, mam swoje już tam miejsce, ale co w około widzę, strasznie okropne słowa cisną się, nic lepiej nie powiem.
Spokojnych snów.
I dnia miłego życzę, rano czasu nie będę miała na pisanie, teraz przyjmijcie powitanie, już jest ranek prawie.
Dzień dobry, oby dzień ten kłopotów nikomu nie przysporzył.

wscieklyuklad - 2007-10-19 06:54:31

Jeszcze dni parę i nikt już więcej żadnych postów w niebo nie będzie słał. Jesteśmy teraz u siebie, nic więc w działaniach naszych więcej nas nie powstrzyma. Adresy rozesłane, zaproszenie na forum także. Jak jednak dziś na tvn napisałem nic to , jeśli nawet niewielu nas pozostanie. Każdy z nas w życiu dąży do czegoś. Każdy też swoje oczekiwania ma. I doświadczenia swoje. Dzielić się nimi możemy równie chętnie jak kromką chleba, ubraniem, drobiazgiem każdym. Wymiana myśli  osobowość ubogaca. Doświadczenie innych zaś nierzadko z kłopotów wyjść pozwala. Porady Norgarda, Mireczki naszej, każdego z nas codzienność ułatwiają.
Nie wszyscy ludzie są drugim życzliwi. Nie wszyscy idee pewne rozumieją. Nie wszyscy z tym co robimy się godzą. Ale słanie postów w Kosmos - jeśli tylko nagannych treści nie niosły - tak brutalnie odzwierciedla rzeczywistość naszą, gdy miast do działań zachęcać, miast inicjatywy budzić, miast życzliwość szerzyć dzień powszedni radośniejszym czyniąc, budzi się złość, zamknięcie w sobie a i rezygnację nieraz. Tedy nie zrażajmy się tym , co było. Było na miarę czasów naszych, kultury naszej. Możemy być inni. Możemy być lepsi, choć przecie patentu na dobro nie mamy. Człowiek drugi najlepszym naszych działań jurorem. To Jego do nas stosunek, Jego stosunek do innych najlepszym weryfikacji tej dowodem.

alutka51 - 2007-10-19 08:38:12

Geneza czystej duszy

Gdy poranek faluje pomiędzy opadającymi jesiennymi liśćmi
Biedni gromadzą się pod nagimi drzewami
Pytając jak przetrwać, gdyż nadciąga zima
I średniowieczny mróz budzi się z głębokiego snu
-
Uwolnij mnie Panie od śmierci w tym strasznym, niekończącym się dniu

HAGGARD

hrabina_balkanska - 2007-10-19 13:43:19

Po 7 próbach kosmicznych udało mi się zamieścić na TVN24 post z otwartym tekstem do naszych Przyjaciół. Mój adres chyba najbardziej czytelny jest i mam nadzieję, że ktoś z Nich zgłosi się na poczte i trafi na nasze nowe Forum...
Co do porzuconych grobów to jestem ostrożna w komentarzach bo nie zawsze niedbalstwo jest przyczyną ich opłakanego stanu. Takich grobów zapewne przybędzie w wyniku gwałtownej liczby wyjazdów z Polski w poszukiwaniu lepszego jutra i to chyba jest najgorsze, ale co innego wywołuje we mnie niezbyt smaczne wrażenia. Snobizm zaczął wkraczać i do  Państwa Cieni, które okazuje się całkiem niezłą lokatą  awoarów - pompatyczne nagrobki z argentyńskich malachitów, bazaltów islandzkich itd., im z bardziej daleka tym bardziej oko fundatora cieszy. Czy to jakiś wyścig z budowniczymi pewnego mauzoleum w niegdyś bratniej stolicy? Szacunek zmarłym okazuje się poprzez pamięć a nie demonstrację zamożności. Znam przypadek pewnej starszej  pani, która  zadłużyła się w banku i nie miała co do garnka włożyć tylko po to by  wystawić mężowi pomnik wartości przekraczającej kilkakrotnie wartość jej dóbr doczesnych. Nazywam to zwyczajnie głupotą!  Nieboszczykowi jest wszystko jedno czy spoczywa pod lastrykiem czy pod malachitem, liczy się pamięć. Za niejeden taki moloch cmentarny można by zmienić życie jakiegoś chorego beznadziejnie dzieciaczka, zrefundować przez kilka lat obiady szkolne. Księża zamiast przypominać o "Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz" prześcigają się w demonstrowaniu przepychu i komfortu swojego bytu ziemskiego, a święci w grobach się przewracają. Ze zgrozy...

wscieklyuklad - 2007-10-19 15:42:08

Haggard - autor "Kopalni króla Salomona", "Pierścienia królowej Saby". Mędrcami starożytności zachwycony, do legend ich w dziełach swych wracał. Salomon wszak nie o bogactwa, nie o wygody prosił, ale o sądy sprawiedliwe, rozum jasny. Literaci odchodzą, historie wszak na papier przelewając, tradycję kultywując. Gdyby tak przez cmentarz przechodząc posiąść wiedzę tych co odeszli, mądrością ich życie swe wypełnić, z nauk ich czerpać. Różni oni wiekiem, różni czasem, w którym żyć im przyszło. A wszak zawsze cechy ludzkie mający. Kochali się i nienawidzili, rodzili i zabijali, ku postępowi lub destrukcji dążyli. Śmierć rozpadem w proch ich zrównała. Ale i w prochu tym tkwi cząstka ich osobowości, tkwi ślad pozostawiony na Ziemi. I jeśli nawet bliskich zabraknie , co płomień świecy rozpalić skłonni, będą błąkać się po cmentarnych alejkach trzymając się za ręce. Niewidoczni dla nas, ale wciąż ślad wyraźny w sercach naszych odciskający.

alutka51 - 2007-10-20 06:02:18

Dzień Dobry.Dobrze mi jest tutaj wśród przyjaciół Soni.Niecierpliwie oczekuje powrotu Marco.Marco zdrowiej nam i wracaj do nas.Pozdrawiam i miłego dnia życzę.Uśmiechajmy się do ludzi
Zbigniew Herbert - Chciałbym opisać

Chciałbym opisać najprostsze wzruszenie
radość lub smutek
ale nie tak jak robią to inni
sięgając po promienie deszczu albo słońca

chciałbym opisać światło
które we mnie się rodzi
ale wiem że nie jest ono podobne
do żadnej gwiazdy
bo jest nie tak jasne
nie tak czyste
i niepewne

chciałbym opisać męstwo
nie ciągnąc za sobą zakurzonego lwa
a także niepokój
nie potrząsając szklanką pełną wody

inaczej mówiąc
oddam wszystkie przenośnie
za jeden wyraz
wyłuskany z piersi jak żebro
za jedno słowo
które mieści się
w granicach mojej skóry

ale nie jest to widać możliwe

i aby powiedzieć - kocham
biegam jak szalony
zrywając naręcza ptaków
i tkliwość moja
która nie jest przecież w wody
prosi wodę o twarz

i gniew różny od ognia
pożycza od niego
wielomównego języka

tak się miesza
tak się miesza
we mnie
to co siwi panowie
podzielili raz na zawsze
i powiedzieli
to jest podmiot
a to przedmiot
zasypiamy
z jedną ręką pod głową
a z drugą w kopcu planet

a stopy opuszczają nas
i smakują ziemię
małymi korzonkami
które rano
odrywamy boleśnie

hrabina_balkanska - 2007-10-20 13:46:51

Wściekły Układ dziś napisał:
"I oto Hrabinia pracę mozolną zakończyła, a rozmowy nasze w miejsce przyjazne przeniosła, by każdy z historią naszą, dysputami ciepłemi zapoznać się mógł. Tedy przed namiot mój wychodzę a tęsknie poglądam za czasy minionemi. Za tygodniami latem upalnemi, jesienią słotnemi. Pierwsze przymrozki knieję ścięły, konary dębów tysiącletnich całunem srebrnym okryły. Przyroda do snu się łoży, by za miesięcy parę znów nas urodą zachwycać. Kubricka pobudkę jako zwykle odegrano w tarabany waląc. Kość w górę rzucona w uczynków dobrych wór się przeistoczyła. Wszędzie gdzie mieszkacie ,kawałek jej szpiku zasiany. Teraz tylko na spotkanie ponowne czekać nam trzeba. Na Przyjaciół z krajów dalekich. Miejsce popasu znają, cel działań także. Tedy ku kniei bieżę w Tasmana poszukiwaniu. Honoratka harce nocne czyniąc omal karocy nie zdemolowała. W pień brzozy jakowej uderzywszy z kozła wypadła a w dziupli drzewnej  ugrzęzła. Odszukać nam Jej trzeba., bo Hrabinia od zmysłów odchodzi. A , że drzew tu bez liku to i poszukiwaczy nam wielu trzeba. Przybywajcie więc życie Myszki naszej dobrymi uczynkami ratować."

Tak Dottore! Po raz kolejny przewędrowałam przez tą piękną historię przenosząc ją tutaj, a niejedna łezka popłynęła w trakcie kopiowania bo chcąc nie chcąc rzucałam okiem na każdy post, niejeden uśmiech Wasze słowa wywołały, ale pełną satysfakcję z tej trochę żmudnej pracy będę mieć wtedy, gdy na naszym nowym Forum zobaczę znów znajome nicki - Kitlińskiej, Gai, Mag z Bolonii, Jędruli, Adoratora, Sirio, Romualda i.i. Przepraszam jeśli kogoś pominęłam. Odczuwam straszliwy brak Marco na nowym Forum i boleję nad faktem, że nie ma dostępu do internetu, wiem jedynie że tęskni do nas tak jak my do Niego, rzadka możliwość kontaktu z nim budzi moją trwogę o Jego zdrowie, ale... śniło mi się w nocy że weszłam na Forum a tam... obrazeczek z dwiema sylwetkami mozolnie kroczącymi pod górę... Może to dobry znak? Może Marco w każdej chwili zawita i obdaruje wszystkich swoim ciepłym uśmiechem... Brakuje też Michaliny, nie znam powodów Jej rezygnacji z pisania ale przypuszczam, że przyczyna jest głębsza i nie tkwi tylko i jedynie w ulatywaniu w kosmos postów na forum TVN. Michalciu wracaj do nas!  Gdzie się podział Twój entuzjazm i wola walki? Sonia patrzy z nieba i martwi się... Pamiętasz Michalino jak sama już chora ofiarowywała Ci swoją pomoc? I pomogła tak jak potrafiła. Nie odtrącaj teraz podanej dłoni...
Miłego popołudnia Przyjaciele.

wscieklyuklad - 2007-10-20 20:09:26

Witaliśmy się z Nią latem w pełnym upale, w noce długie do późna jasne. Teraz każdy krok po kroku, zdanie po zdaniu rozmowy nasze odtworzyć może. Na trwałe zagoszczą na forum tym. Jesteśmy starsi ponad 3 miesięcznym doświadczeniem. Czas ten zbliżył nas do siebie w sposób szczególny. Zawiązało się mnóstwo szczerych przyjażni , takich , co to "na dobre i na złe". Uwrażliwiliśmy się na zło, odpór mu dać się na każdym kroku starając. Krzywda innych odtąd buntu naszego źródłem się stała. Powstały nowe wątki - ucieleśnienie słów , co wątku tego myślą przewodnią, z wiersza Jej z Afryki słanego zaczerpniętą. Z miejsca, które mimo okropieństw nieskończonych , nadzieję wszak w niej rodziło. Myśli swe do pamięci komputyjera przenosiła. Marco - choć znał Ją lat tyle przecie, czyta wciąż myśli te zaskoczeniem przejęty. Każdy wszak ma swoją tajemnicę, myśli, którymi z nikim się nie dzieli, całokształt własnego jestestwa. Pamiętniki po latach czytane odkrywają wszak niwy nieznane, tym większy dla piszącego szacunek budzące. I choć noce tak znacznie się wydłużyły, choć z letnim czasem niedługo sie przyjdzie żegnać, choć pierwsze za nami śniegi, maksyma z wiersza ponurego, a tak optymistycznego wymową przecie, będzie nam znakiem przewodnim. Życie toczy się nadal, jeszcze niejedno przyjdzie nam w nim napotkać. Zło także. Ale dzięki Niej, już nigdy samotność nie osaczy nas w chwilach słabosci, w momentach trudnych, zdałoby się nie do przezwyciężenia. Teraz bowiem, gdy o problemach osób innych słyszymy, nie odwracamy się plecami, nie udajemy, że o niczym nie wiemy, że sprawa ta nie nas dotyczy. Staramy się oto nad troskami innych pochylić, a słowem choćby dobrym wspomóc. Nie ma nic nad obojętność gorszego. Póki więc życzliwość dla drugich zachowamy maksyma nasza świeżości swej nie straci.

alutka51 - 2007-10-21 07:08:00

Witajcie w niedzielny poranek .
Noc jest po to, by po niej wstał nowy dzień. Łza - by po niej nastąpił uśmiech... Po każdym niepowodzeniu, nadchodzi wreszcie ten dobry czas. Ty też będziesz go miał - on jest już Ci pisany. Musisz tylko dzielnie na niego poczekać.
Żyć to znaczy okazywać wdzięczność za słoneczny blask i miłość, za ciepło i czułość, których jest tak wiele w ludziach i w rzeczach.


wscieklyuklad - 2007-10-21 08:18:12

Chciałbym - Herberta wzorem - dobro opisać. Nie sięgając wszak po slogany, że dobro to uczynek drugiemu miły, że dobro to zadowolenia szerzenie, że dobro to zachowanie Bożej pochwały godne. Tysiące filozofów nad ideą ową głowy łamało, życie nieraz oddając w idei swej obronie. Definicji tych tysiące zatem, a przecie jedna drugiej nie wyklucza. Są jako koła zębate, co na osi zegara się obracając czas przesuwają wprzódy. Są jako drzewa, jako ptaki, jako Niebo i Ziemia : Nieśmiertelne. Nowe pokolenia przychodzą, nowoczesność na każdym kroku nas zaskakuje, a wszak wszystko to dla wygody naszej, przyjemności naszej. A więc i dobra.
I mimo tak zdało by się słowa prostego, poglądając na świat tak trudno "dobro" czasem zdefiniować. Czy jest już nim samo "zła" nie mnożenie ? Czy wystarczy, jako w przypowieści biblijnej zakopać talenty przez Boga ofiarowane, by kiedyś je zwrócić długu nie mając? Czy też wzorcem innym starać się je pomnożyć, chwałę nie tylko sobie, ale i Bogu przynosząc ? A więc dobro pączkować musi. Nie wystarczy mieć go w sobie, na własny użytek, napawać się dobrem owym jako takim. Trzeba umieć dzielić się sobą z człowiekiem drugim. Trzeba umieć cieszyć się pięknem tego świata. Trzeba nad każdym jego szczegółem chcieć się pochylić , a nauki z doświadczeń czerpać.
Patrzę więc na Alutki pod wypowiedzią podpis, słowa Herberta czytam.
Anioł przyblakłym światłem emanuje w rytmu serca bicie. Biała poświata z czarno-bieli, świata tego kontrastu ku nam płynie. Póki serce Światłem owym pulsuje, póty Świat ten nie zginie. Oto moja "dobra" definicja. Dobra w Alutki podpisie uwięzionego.

jovanka - 2007-10-21 16:21:24

A ja Was tylko czytam i czytać będę ............nie umiem pisać tak pięknie ja WY .............kocham Wasze litery i Wasze strofy..........pozdrawiam

hrabina_balkanska - 2007-10-21 16:57:03

Jovanko na pewno masz talenty których inni nie mają więc poszukaj ich w sobie, bo na pewno są ale gdzieś głęboko ukryte. Często nie trzeba wiele by jakąś ukrytą strunę poruszyć w człowieku, a poźniej to już idzie jak lawina...

jovanka - 2007-10-21 17:24:47

Hrabinko .wiem o tym ....i się zgadzam.........moja duszka jest w tym świecie tylko pyłkiem...małym ...ale waznym tak to czuję ...... ..........ale chyba nie tutaj mi pisać ....pozdrawiam Was wszystkich Kochani

hrabina_balkanska - 2007-10-21 17:54:38

Wszyscy jesteśmy "tymczasowi" więc róbmy to co trzeba i to co nam przynosi zadowolenie i radość. Nie wolno być statystą, trzeba  tworzyć nawet jeśli pierwsze próby wydają się nam nieudolne... Pisz Jovanko, próbuj, za którymś  razem się uda... 

PS. Gdzie indziej czytałam coś, co wyszło spod Twojej ręki.. bardzo mi się podobało

jovanka - 2007-10-21 18:19:41

hrabinko co czytałas?????????wiedz ......ja nie jestem poetycka dusza!!!!!!!!!! ja tylko mogę pochwalić albo popłakać ......

jovanka - 2007-10-21 18:33:23

Hrabinko.............moze to źle zabrzmi , moze źle powiem.........ale muszę ............Soni nie znałam..........wiem , ze to kobieta cudo .......naczytałam się o niej i jestem dumna z naszej rodaczki.....ale.....kazdy z nas stracił przyjaciela..........nie wiem jak to powiedzieć....ja boleję nad osobę , którą niedawno pochowałam.....i wiem że kazdy z nas będzie z tym problemem się stawiał na każdym kroku ........

Aska - 2007-10-21 19:33:13

Javonko, mówią, ze czas leczy rany. To prawda. Nie mówi się, że od nas zależy ile upłynie tego czasu. Zależy to tylko od nas, uwierz Mi, wiem co mówię. Walcz, nie poddawaj się, można z czasem wygrać i skrócić cierpienie. Z tym bólem trzeba nauczyć się żyć.

jovanka - 2007-10-21 19:46:07

..........jestem.........i będę i będę Cie kochała i Twoją a moją przyjaciółką się opiekowała , Twoje dzieci zabiore na wycieczke........będziemi  sie bawic ..............moj przyjacielu DROGI ja Cie nie opuszczę choć w połowie drogi

jovanka - 2007-10-21 19:49:06

Asiu to prawda........ja to wiem....wiem wszystko................ale zawsze mam ale ......dlaczego? dlaczego teraz?.....kiedy ...jest potrzebny!

hrabina_balkanska - 2007-10-21 20:18:29

Nigdy, do końca życia nie przestaniemy sobie zadawać tego pytania "Dlaczego?" i zawsze zostanie  ono bez odpowiedzi... Tak jak napisała Aśka - po prostu trzeba  nauczyć się z tym żyć...
Wiem co mówię...

jovanka - 2007-10-21 21:01:08

a ja nie umiem......


***************************************************

a mam wielką prośbę  co u Marca ........???????jak dializy przechodzi i jakie ma ciśnienie  .....wszystko chcę wiedzieć

alutka51 - 2007-10-21 21:41:33


Człowiek nie może żyć bez miłości.
Człowiek pozostaje dla siebie istotą niezrozumiałą,
jego życie jest pozbawione sensu, jeśli nie objawi mu się Miłość,
jeśli nie spotka się z Miłością, jeśli jej nie dotknie
i nie uczyni w jakiś sposób swoją, jeśli nie znajdzie w niej żywego uczestnictwa.
J.P.II

Aska - 2007-10-22 00:01:38

"Choćby ta ziemia gnać miała
Za mną szczękami kajdanów
Nawet w żywot najdalszy:
Muszę trwać przy mojej wierze,
Bo ona mnie jedna strzeże,
Słońce nadzieją roznieca,
Słońcem w męczeństwie oświeca...
I to jest moja poetycka droga
Uczynić z życia poemat dla Boga."

                                              Juliusz Słowacki

Sorellina - 2007-10-22 01:11:00

Jovanko, uwierz w to,co mówi Asia!  Musimy dać sobie czas na pogodzenie się ze stratą bliskiej osoby, ale to ,jak szybko będzie ten czas płynął,w dużej mierze zależy od nas, od tego czy otworzymy się na ludzi, na świat, na życie...Od tego,czy pozwolimy,by ból zmienił się we wspomnienie czułe, w pamięć ,wdzięczność, że Ktoś taki był,pojawił się w naszym życiu,że było nam dane nim się cieszyć...  Jako 8-mio letnia dziewczynka straciłam Ojca,a rok temu Matkę! Długo nie mogłam w to uwierzyć! Całe moje jestestwo  buntowalo się, że Jej nie ma! I nigdy nie będzie! Aż zrozumiałam jedna prawdę: Jak to cudownie ,że była!I teraz  w  Święto Zmarłych ,zapalę światełka na grobie Rodziców i  ofiaruję im kwiaty,dziękując za to,że BYLI!

Jovanko miła, kochana jesteś,że tak troszczysz się o naszego Marcolino... To naprawdę wspaniały człowiek,najlepszy przyjaciel,brat! Jest powaznie chory,jest dializowany i czeka na przeszczep nerki.Nie czuję się upoważniona, by mówić więcej,wybacz...Ale On zwalczy chorobę i wróci do nas, Misoginian,bo traktuje nas jak swoją nową rodzinę. Czekajmy cierpliwie,On znów będzie z nami,jestem tego pewna!

alutka51 - 2007-10-22 06:10:39

Dzień Dobry.Dzisiaj spotykam się z Oleńką w realu i już nie mogę się doczekać.Pozdrawiam.

Przez przyjaźń rozumiemy największą miłość, największą uczynność, najszlachetniejsze cierpienie, najsurowszą prawdę, najserdeczniejszą radę i największe zjednoczenie umysłów, do jakiego zdolni są najlepsi mężczyźni i kobiety.

Aska - 2007-10-22 06:38:20

Moi przyjaciele są moim bogactwem.
Emily Dickinson


Witam wszystkich przyjaciół Soni. Dzień ten niech radość Wam niesie.

Alutko uściskaj Olę i jej córkę.Sercem jestem z Wami.

alutka51 - 2007-10-22 06:58:27

Asiu Olę uściskam ale córeczkę Oli nie mogę, ponieważ nie będę mogła tam wejść .Ale powiem Oleńce to ona to zrobi od was wszystkich moi kochani.Pozdrawiam

Choć życie daje zmartwień wiele, to nie jest całe ciemna kartą, bo są dni i takie chwile, dla których żyć i cierpieć warto .......

Sorellina - 2007-10-22 08:31:02

Oleńko,trzymaj się! Alutka przyniesie Ci całe naręcze naszych serdecznych myśli...

wscieklyuklad - 2007-10-22 21:41:00

I znów wiersz Herberta mnie zauroczył.... Siedziałem oto w ciszy i chciałem..............

Chciałbym umieć wyciskać łzy,
ale nie bólem,
nie wieścią smutną,
ni żalem.
Chciałbym móc przywoływać uśmiech,
ale nie  za łaskotek pomocą,
min głupich strojeniem,
forteli się imaniem.
A w twarz drugiego człowieka spojrzawszy,
chciałbym myśl Jego w lot pochwycić,
by w klatce moich wrażeń zamknąć.
Chciałbym umieć spać z otwartymi oczami,
aby Świat nieustannie chłonąć
niewidzącymi źrenicami.
I by przez nieruchomość ich
wysyłać na ekran sufitu
marzenia senne.
Chciałbym umieć trwać bez pokarmu,
chłonąć promienie słoneczne,
co krew moją zamieniałyby
w glukozę chlorofilu.
I by ten płynąc tętnicami,
pączkował kwiatem rozłożystym,
nektarem dobra kapiącym
na opuszkach palców,
I żeby pszczoła jaka pracowita,
tuż obok usiadła,
a krople jego pijąc,
mozolnie tkała
heksagonalny plaster życia.

alutka51 - 2007-10-22 22:38:19

Witam wieczorkiem.Oleńka jest u mnie w domu ,jest wspaniałą osobą.Jutro od 16 trzymajcie mocno kciuki bardzo proszę.Jędrulo, my czekamy na Ciebie na forum.Pozdrawiam


JASNOŚCI PROMIENISTE

Jasności promieniste,
Niebiańskie rosy czyste,
Pomagajcie każdemu
Ziemi doznającemu.

Za niedosiężną zasłoną
Sens ziemskich spraw umieszczono.
Gonimy dopóki żywi,
Szczęśliwi i nieszczęśliwi.

To wiemy, że bieg się skończy
I rozłączone się złączy
W jedno, tak jak być miało:
Dusza i biedne ciało.

Czesław Miłosz

hrabina_balkanska - 2007-10-22 22:57:34

Chciałabym by każdy się uśmiechał w każdej chwili życia, nie ważne dziecko to czy starzec, by krainę swych marzeń w realność przetwarzał i czuł, że życie to na prawdę baśń... Baśń piękna,  w której nie ma smoków i błędnych  rycerzy, baśń w której  jesteśmy my i  ta baśń to nasze życie... Baśń, w której nie ma chorób i cierpienia, baśń którą tworzymy dla siebie i innych i...  nikt nie przeszkadza w tym dziele. Baśń, w której Kowalski nie marzy by Nowakowi było źłe, baśń w której Kain Ablowi jest bratem jak przykazał Najwyższy, baśń w której Kain  prędzej  odda za Abla życie, a nie mu je odbierze... Baśń,  w której nie ma zwycięzców i zwyciężonych i  wszyscy - niezależnie od stanu i pochodzenia - są równi... Z jednej gliny jesteśmy ulepieni, prochem byliśmy i w proch się obrócimy, kto nas stworzył kiedyś nas rozliczy - niezależnie od tego czy w życiu doczesnym byliśmy senatorami czy stoczyliśmy się na dno albo balansujemy na krawędzi... Mamy przywilej posiadania rozumu i... sumienia i nie zapominajmy o tym. Każdy człowiek to kwiat na łące Tego, który był, jest i będzie Alfą i Omegą...  na tej łące  nawet chwasty mają równe prawa z różą, nie ma  tam szczepów szlachetnych i wybrakowanych,  nie ma przywilejów...  Zycie mamy jedno i zycie dla nas,  a my dla życia. Czas był, jest i będzie... Tylko on stoi w miejscu i to  my przemijamy, mimo że czujemy odwrotnie. Więc szanujmy go by jak najdłużej służył tym,  którzy z krwi i kości naszej pochodzą, a którzy nie końcem naszym, nie kropką nad "i",  a ciągiem tego co zwiemy... życiem.
"Dopóki Ziemia kręci się
dopóki jest tak czy siak,
Panie daj każdemu z nas"...

.. to na co zasłużyliśmy i niech Imię Twoje sławi się na wieki...

alutka51 - 2007-10-23 06:45:16

Dzień dobry.Ola jeszcze śpi a ja już buszuję w internecie.Namówiłam Ją żeby u mnie spała.Bardzo proszę
trzymajcie za Jej córkę kciuki po 16 i żeby przeszczep się udał.Pozdrawiam i miłego dnia życzę.

Autor: christi

Przytul mnie życie jeszcze choć na chwilę
już obiecuję będę dobra i miła
oczy sobie zawiążę aby nie widzieć
tego co nie powinnam

Nie powiem ze boli chociażby bolało
nie pójdę na udry ominę obejdę
jak pranie wywieszę swe przyjazne flagi
powitam pokażę pocieszę rozśmieszę

Język sobie przebiję żeby się nie wymknął
proch sproszkuję wypiję aby wlać pokory
w moje ciało niesforne rwące do fandango
gdy lepiej by było iść mi na nieszpory

Tylko mnie na chwilę przytul życie proszę
daj na koniec poczuć twoje dobre strony
pożegnam cię z ulgą w pełnym zrozumieniu
że ty jesteś piękne mądre

a ja do niczego

wscieklyuklad - 2007-10-23 06:51:53

A ja bym chciał, żeby uśmiech prawdziwy na ustach Olenki zagościł.  By wnuki Jej, matki schorowanej spragnione, jak kilka lat temu jeszcze ,czule mogły w Jej ramionach się skryć. By Babcia Ich nie z twarzą smutkiem obleczoną, ale z torbą łakoci w odwiedziny ku Nim przybywała. By mogła w zabawie radosnej z nimi się  zapamiętać. Marzę oto, że i te dzieci afrykańskie, co tam zostały nowego Anioła wypatrując, matek swych nie traciły. By Ojców Ich okrutną śmiercią nie odbierano. By mogły po sawannie z malutkimi lwiątkami się zabawiać. Bez lęku. Jak kiedyś w Raju zabawiali się z nimi pierwsi ludzkości Rodzice.

Aska - 2007-10-23 07:14:47

Całe życie jest niewolą. Należy więc pogodzić się z losem, jak najmniej ubolewać nad nim i chwytać każdą korzyść, jaka z nim się łączy. Żadne położenie nie jest aż tak straszne, by człowiek obdarzony równowagą ducha nie znalazł w nim jakiejś pociechy.
Musisz żyć dla innych, jeśli chcesz żyć z pożytkiem dla siebie.


Seneka Młodszy (Filozof, Lucius Annaeus Seneca, ok. 3-65 p. n. e)


Dzień dobry.

Niech dzień ten szczęśliwy dla Wszystkich będzie.
Olu to ostatni trudny dzień, od jutra już tylko lepiej będzie.

jovanka - 2007-10-23 08:44:57

Kochana Olu
znalazłam takie motto
"Nie ma nieuleczalnie chorych
Poznałam siłę nadziei
I destrukcyjną moc rozpaczy
Zalecam trwanie przy nadziei
Nigdy bowiem nie wiadomo
W której chwili i skąd
może przyjść ocalenie."
Olu...... Nadzieja ma ogromną moc i siłę uzdrawiania....będzie dobrze , trzymam kciuki ......buziaczki przesyłam

jOlka - 2007-10-23 11:16:18

I jak tu się nie buntować, skoro nagle człowiek znany mi jako silny, prawy, dobry, pracowity, uczynny, wszystkim przyjazny i uśmiechnięty, w domu psychiatrycznym się znaleźć musiał . Smutno mi .
Jak się coś złego dzieje, trzeba mówić, a jak nie pomaga, to trzeba krzyczeć !

jOlka - 2007-10-23 11:21:58

wscieklyuklad napisał:

A ja bym chciał, żeby uśmiech prawdziwy na ustach Olenki zagościł.  By wnuki Jej, matki schorowanej spragnione, jak kilka lat temu jeszcze ,czule mogły w Jej ramionach się skryć. By Babcia Ich nie z twarzą smutkiem obleczoną, ale z torbą łakoci w odwiedziny ku Nim przybywała. By mogła w zabawie radosnej z nimi się  zapamiętać. Marzę oto, że i te dzieci afrykańskie, co tam zostały nowego Anioła wypatrując, matek swych nie traciły. By Ojców Ich okrutną śmiercią nie odbierano. By mogły po sawannie z malutkimi lwiątkami się zabawiać. Bez lęku. Jak kiedyś w Raju zabawiali się z nimi pierwsi ludzkości Rodzice.

Też tego pragnę. Olu, jesteśmy z Tobą i Twoją Córką ! Wszyscy !

Basia - 2007-10-23 11:35:40

Olu, spóźniona jak to ja,ale tym razem zdążyłam przeczytać na czas. Idę w intencji Twojej córki o 16 przed łaskami słynący obraz Matki Boskiej, bądźcie tam ze mną.

jOlka - 2007-10-23 11:43:50

Basia napisał:

Olu, spóźniona jak to ja,ale tym razem zdążyłam przeczytać na czas. Idę w intencji Twojej córki o 16 przed łaskami słynący obraz Matki Boskiej, bądźcie tam ze mną.

Olu, Basiu, będziemy.

alutka51 - 2007-10-23 12:00:15

Przykro że to piszę ale córka Oli była dziś reanimowana i nie wiadomo czy przeszczep się odbędzie.Stan zdrowia jest zły przed chwilą dzwoniła Ola.Proszę pomódlcie się za Nią.Pozdrawiam.

jovanka - 2007-10-23 12:15:21

Alutko możemy tylko pomóc przez modlitwę .......łzy kapią mi teraz na klawiaturę ....

Tina - 2007-10-23 12:18:14

No cóż pozostaje nam tylko modlitwa i wiara

alutka51 - 2007-10-23 13:09:08

Ola mnie prosiła żeby wam wszystkim przekazać że Córka dwa razy była reanimowana.Pojawiła sie w ustach krew.Córkę Oli zabrali do innego szpitala na Tomografię głowy,czeka na powrót córki i płacze.Chciałam do niej jechać ale mnie tam nie wpuszczą.Mąż Oli i Beatki już jadą do Wrocławia.Proszę o modlitwę za nich.Pozdrawiam.

jovanka - 2007-10-23 13:19:40

już odmówiłam nowennę do Matki Częstochowskiej wierząc , że wszystko będzie dobrze

Tina - 2007-10-23 13:59:33

W takich chwilach nie ma właściwych słów jakie można by wypowiedzieć pozostaje tylko czekanie nadzieja i modlitwa. Wierzmy, że będzie dobrze.

Sorellina - 2007-10-23 14:54:21

Olu! Jesteśmy! Sonia też jest z nami,badż pewna!

Jezus powiedział:" Gdzie dwóch lub trzech zbierze sie w imię moje, tam Ja jestem wśród nich"
Sia lodato Gesu Cristo!

hrabina_balkanska - 2007-10-23 18:15:15

Marco śle bukiet słonecznych  i serdecznych pozdrowień z Rzymu... Prosił bym przekazała, że wszystkich Was kocha ogromnie i tęskni, nie może doczekać się chwili by zasiąść do komputera i osobiście o tym napisać. Czułam ogromną radość w Jego głosie gdy przekazywałam Mu Wasze życzenia za które dziękuje z całego serca... Powidział mi jeszcze tak: "Hrabińciu nie wiedziałem, że mi będzie Was wszystkich tak bardzo brakować, pozdrów ode mnie wszystkich i uściskaj, a ja jak tylko będę mógł to natychmiast coś na forum napiszę"...
Marco! Trzymaj się... tyle masz za sobą i znosiłeś chorobę tak mężnie więc bądź dobrej myśli, czekamy na Ciebie!

alutka51 - 2007-10-23 18:40:53

Dziękuję Hrabino za wiadomości od Marco bardzo mi go brakuje (i nie tylko Jego)Powiedz mu że tęsknimy i czekamy na Jego powrót ale w tej chwili Jego zdrowie jest najważniejsze.Ściskam Marco mocno i życzę dużo zdrowia.Pozdrawiam.

Autor: Macierzanka

Mój przyjaciel Anioł przydrożny
przytulony do zszarzałej ściany kapliczki
drzemie na bluszczowej poduszce,
nad anielską głową rozkołysany
lampion jemioły. Aureola pełna
jemiołuszek.

Anioł, mój przyjaciel
ma cały czas świata,
aby zrozumieć co znaczy:
I love Ewkę albo Kowalski to szuja.

Mój anioł, przyjaciel
nie krzywi się zbytnio
gdy z marmurowych dłoni
wyjmuję mu wczorajszą gazetę,
ze skrzydeł strząsam liście
lub z włosów przepaskę mchu.

Ma zaiste kamienną cierpliwość.

wscieklyuklad - 2007-10-23 19:55:16

Kolejny bohater nam się narodził. Trzyletni chłopczyk co matkę swą widząc przytomność tracącą po pomoc zadzwonił życie jej ratując. Zdawać by się mogło, że maluszek taki niewiele wie o życiu, niebezpieczeństwa tez właściwie określić nie potrafi. A jednak troska o człowieka drugiego - niekoniecznie bliską osobę - pozwala szósty zmysł uruchomić do czynów heroicznych nieraz popychając. Radosna ta wieść przeplata się ze smutkiem informacji z Wrocławia płynących, gdzie córeczka Oli walczy o życie. Modlimy sie za Nią żarliwie, kciuki zaciskamy. Życie potrafi być bardzo okrutne, ludzi w sile wieku zabierając. I nasza Sonieczka zycie przecie tak bezsensownie oddała. Ona jednak miała przynajmniej wyboru możliwość - decyzję świadomą podjęła, może i niebezpieczenstwo zlekceważyła. Przecież gdyby nieco wcześniej o życie swe walkę rozpoczęła, może spustoszenie organizmu nie byłoby tak nieodwracalne ? Choroba Beatki inny ma charakter - wobec niej jedynie w moc Bożą ufać można. Sam człowiek niewiele może tu zrobić. Ten brak możliwości wyboru, owo bierne chorobie się poddanie w zaufaniu pomyślności losu uzmysławia nam dobitnie jak kruche jest nasze istnienie. Jak każdą chwilę wykorzystać trzeba, by się swym życiem nacieszyć. Biorąc z niego to, co najlepsze, jednocześnie tyleż dawać. Dramatów takich codziennie miliony, choć cóż z tego dla nas za pocieszenie?  Jesteśmy z Tobą Oleńko, jesteśmy z Beatką Twoją. Kciuki do konca zaciskać będziemy.

alutka51 - 2007-10-23 20:18:41

Smutno mi o tym pisać ale zapewne są osoby z poza forum co czekają na wieści o stanie zdrowia Beatki.
Jednak szpik kostny jest przetaczany ale lekarze dają znikome szanse na przeżycie.Beatka jest cały czas nieprzytomna.Jest mi bardzo ciężko jakby tam moja córka leżała.Ola wszystkim dziękuje za modlitwę i za wsparcie.Pozdrawiam.

wscieklyuklad - 2007-10-23 20:48:17

Przypomina nam się znowu ten lipcowy wieczór i promyk nadziei w postach Marco. Ufajmy, ze tym razem się uda. Skoro wykonują zabieg to jest przecież jakaś szansa. Trzymajcie sie dzielnie, nie jesteście same.

Aska - 2007-10-23 21:35:36

Uda się, na pewno się uda. Tak wielu Nas modli się, Pan usłyszy te prośby.
Olu, całym sercem jestem z Tobą.

Basia - 2007-10-23 22:24:53

Olu, Kochana Dziewczyno,cała moja rodzina jest teraz z Tobą

Sorellina - 2007-10-23 22:28:22

Olu,nie poddawaj sie! Wszyscy Cię kochamy,modlimy się gorąco za Beatkę....Jestesmy przy Tobie,myślą i sercem...

alutka51 - 2007-10-24 05:09:18

Nie mogę spać bo czekam na wieści od Oli i martwię się o Beatkę.Rozmawiałam wczoraj wieczorem z Olą stan Beatki jest bez zmian.Mam nadzieję że dzisiaj wieści od Oli będą lepsze.Pozdrawiam

Ktoś się długo pochylał nade mną.
Cień nie ciążył na krawędziach brwi.
Jakby światło pełne zieleni,
jakby zieleń, lecz bez odcieni,
zieleń niewysłowiona, oparta na kroplach krwi.

To nachylenie dobre, pełne chłodu zarazem i żaru,
które się we mnie osuwa, a pozostaje nade mną,
chociaż przemija opodal - lecz wtedy staje się wiarą i pełnią.

To nachylenie dobre, pełne chłodu zarazem i żaru,
taka milcząca wzajemność.

Zamknięty w takim uścisku - jakby muśnięcie po twarzy,
po którym zapada zdziwienie i cisza, cisza bez słowa,
która nic nie pojmuje, niczego nie równoważy -
w tej ciszy unoszę nad sobą nachylenie Boga.
Jan Paweł II

Basia - 2007-10-24 05:45:37

Ciężka noc. Czekamy...

rendrab - 2007-10-24 06:34:10

Czekamy na dobre wieści.Olu myśli i nasze serca są z Wami .

wscieklyuklad - 2007-10-24 07:01:19

Wiewióreczki Renatki z taka życia radością, taka ciekawością jego z norki swej łebki wychylają. Niepewne co zastana , oczka wszak pełne radości maja. Potem znowu hyc do schronienia cieplutkiego. Co tam w środku mieszkanka sie dzieje nikt nie wie. Radość tam, czy smutek panuje, dostatek, czy niedola. Ale cokolwiek by się tam nie działo, nie odgradzają się od świata. Starają sie choć przez chwilkę z innymi pobyć. Jesień nowe niesie obowiązki. A i rok ku końcowi sie chylący coraz mniej w nas sił pozostawia, a coraz więcej problemów niesie. Nie wolno nam się  poddawać beznadziei poczuciu. Żywość dysput umyka, bo jak tu się cieszyć, gdy teraz wszyscy wokół Oleńki i Beatki się jednoczymy, gdy o Marco troską jesteśmy zdjęci. Ludzie ciepłe płaszcze pozakładali, szaliki i czapki z szaf dobyli. Odzież ta ciepła oddaliła nas jakby od siebie. Nie dostrzegamy już tak wyraźnie ludzkiego kalectwa, czyichś potrzeb. Zmęczenie z nas samych wychodzi - coraz wyraźniejsze, coraz bardziej obezwładniające. Ale Przyjaciółmi jesteśmy na dobre i złe. I jeszcze nieraz będziemy cieszyć się sobą, dobrymi uczynkami, radością życia. Niech jeno klopoty te się skończą, niech smutek z buziaków bliskich naszych się oddali.

Aska - 2007-10-24 07:26:24

Olu jesteśmy razem z Tobą.

Sorellina - 2007-10-24 10:37:54

Trudno dziś pisać... myśli więzną w głowie , słowa w gardle...
Jesień...opadające liście obnażają szarość drzew...deszcze wypłukują radość,zmywają uśmiech z twarzy...
Cóż,Tak widocznie musi być,Stwórca wiedział co czyni.Po to jest jesien,żeby wiosna przyszła,po to chmury,by słońce wyjrzało,po to smutek,by radość wróciła...Może większa jeszcze?
         Życie,życie ma sens!

alutka51 - 2007-10-24 11:59:26

Witajcie kochani.Rozmawiałam z Oleńką przewożą Beatkę do innego szpitala Specjalistycznego..Ale najważniejsze że stan Beatki nie pogarsza się ,to bądżmy dobrej myśli.Pozdrawiam .

Tina - 2007-10-24 12:09:39

Dzięki Alutko za informacje mam nadzieję, że będzie dobrze. Ważne, że nie jest gorzej

Basia - 2007-10-24 13:25:09

Maleńki promyk nadziei,ale jednak wpadł. Może organizm zacznie znów walczyć. Dziękuję Alutko! Czekamy...

klara - 2007-10-24 13:40:26

Co można w takiej sytuacji powiedzieć?!Od wczoraj ze strachem komputer włączam...Ola urodziła się tego samego dnia co ja i może dlatego tak mocno mnie to dotyka...Olu,myślę o Was !

jOlka - 2007-10-24 14:08:52

alutka51 napisał:

Witajcie kochani.Rozmawiałam z Oleńką przewożą Beatkę do innego szpitala Specjalistycznego..Ale najważniejsze że stan Beatki nie pogarsza się ,to bądżmy dobrej myśli.Pozdrawiam .

Myślę, że to jest dobra wiadomość. Skoro ją przewożą to na pewno uważają, że tam można Beatce  jeszcze bardziej pomóc. Czy operacja się odbyła ?
Pozdrawiam.

hrabina_balkanska - 2007-10-24 14:51:03

Z nadzieją ale i ze strachem weszłam właśnie na Forum - jaką wiadomość o Beatce zastanę.. Noc minęła niespokojna ale też bez wieści, ranek porodził nową nadzieję, że jeszcze nie czas.... że jeszcze  płomyczek się chybocze. Da Bóg, że zaświeci pełnym światłem i o to Go prosimy wszyscy...

Aska - 2007-10-24 15:06:31

Nowy szpital, nowa, większa nadzieja.
Olu wytrwaj, Bóg wysłucha naszych modlitw.

wscieklyuklad - 2007-10-24 15:55:23

Życie jest ciągłą walką o przetrwanie. Pułapki przez nie postawione, jako grom z jasnego nieba czasem na nas spadają. Wydźwięk ich jest różny. Ale od siły charakteru, od woli przetrwania zależy wiele. Od rozsądku również. Trzeba szanować dar zdrowia i życia jaki otrzymujemy, nie trwonić lekkomyślnie sił w sobie zawartych. Stając w czyjejś obronie sami niejednokrotnie się narażamy - idea tego poświęcenia jest jednak inna. Wtedy stawia się przed sobą zupełnie inne zadanie, dobro własne uznając za wartość mniejszą. Krwiodawca wszak nie zastanawia się, jak po zabiegu czuł się będzie. Utrata tak dużej ilości krwi w krótkim czasie może być ryzykowna. On jednak czyni to z myślą, iż dzięki krwi tej operację przeprowadzić będzie można, życie komuś lub zdrowie ratując. Dawanie siebie winno być spontaniczne, ale nie bezrozumne. Pomagając innym musimy także o własnym zdrowiu pamiętać. Większość z ludzi tak właśnie rozumuje, tedy czyny nietuzinkowe mianem bohaterstwa określamy. A przecież, gdy ktoś w ogień skacze by pogorzelca wynieść z płomieni, gdy ktoś tonącego do brzegu holuje daje tym przykład naturalnej miłości bliźniego. A spytany o czynu tego motyw odpowiada jakby "chleb z masłem" to był. I dziwi się , że pytanie takie wogóle mu zadano, bo jakże można byłoby postąpić inaczej. Nie każdemu dane jest bez ociągania decyzje chwalebne podejmować. Ale próbować trzeba. Często bowiem nie wiadomo jaki czyn dany efekt przyniesie, jak odebrany zostanie, czy cel zamierzony odniesie. Sonieczka w ostatnich dniach aktywności zawodowej operowała poszkodowane dzieciaczki. Już w Rzymie, gdzie po trudach tylu odpoczynek Jej się należał. Jak Marco twierdzi, gdyby wcześniej o stan swego zdrowia się zatroszczyła, była szansa ratunku. Zwłoka w leczeniu spowodowała niewyobrażalne, nieodwracalne uszkodzenia narządowe.
Myśle teraz o tym , zastanawiając się na czym polega owo zatracenie dla idei otwarcia na świat, otwarcia na innych problemy. Każdy, kogo bym o to spytał odpowiedziałby mi pewnie w sposób odmienny.
Oto właśnie nasza indywidualność. Oto wolności własnej, oto obowiązku poczucia niejednoznaczność.

jovanka - 2007-10-24 16:19:15

wsciekły  ładnie to napisałes ( ja tak nie potrafię )
Olu! kochana musisz być teraz bardzo dzielna i silna , pamiętaj miłość do Twojej córki zwycięży, jest ona tak silna , że będzie dobrze. Olu modlę się codziennie o Ciebie i o Twoją córeczkę kochaną

alutka51 - 2007-10-24 19:14:58

Witajcie kochani.Właśnie wróciłam że Szpitala w którym leży córka Oli Beatka.Pielęgniarka była tak uprzejma że pozwoliła nam na chwilkę wejść ,ale widzieliśmy Beatkę tylko przez szybę.Nawet Ola z mężem nie mogli zostać dzisiaj w szpitalu.Lekarz powiedział że stan jest ciężki.Mają jej przetaczać krew nie wiem jak to fachowo nazywa ,lekarz mówił ale ja z nerwów zapomniałam.Ola prosiła żeby was wszystkich pozdrowić i dziękuje za modlitwę i za wsparcie.Pozdrawiam .

Tina - 2007-10-24 19:23:48

Dziękuję Alutko za wieści wynika, że lekarze robią co mogą. Jestem z Olą i jej Córką

alutka51 - 2007-10-25 06:58:52

Witajcie kochani .

Samo życie

Nie każdemu dobremu człowiekowi,
Życie układa się tak jak z płatka.
Nie każdy też tak dobrze postępuje
Jak uczyła go kiedyś jego matka.
Często zbacza z wytyczonej drogi
Nie wiadomo, czyja to naprawdę wina,
Przecież nie miał żadnych kłopotów,
Nie opuściła go też jego rodzina.
Sam wybrał sobie taką drogę.
On jest kowalem losu własnego.
Jak sobie pościeli, tak się wyśpi.
Byleby nie zrobił nikomu nic złego.
To jest jego życie i jego zmartwienie,
Nie pomagajmy mu, on nie chce tego.
Może tak chce przejść przez życie.
Nie zmuszajmy więc go do niczego.
Kiedyś sam odpowie za swoje czyny,
Sam rozliczy się z Bogiem i światem.
Bedzie dla siebie aniołem stróżem
Lub złym i bezlitosnym katem.

Szczepan Kurzymski

alutka51 - 2007-10-25 09:16:09

Boże,mam dla was przykrą wiadomość Beatka przed chwilą odeszła.Wyrazy współczucia Oli.Niech spoczywa w pokoju

"Śmierci nie można przekupić, ani od siebie oddalić"
J.P.II

Tina - 2007-10-25 09:41:36

To bardzo przykre jedyne pocieszenie, że Beatka już nie cierpi jest jej dobrze.
Olu serdeczne współczucia bądź silna i trzymaj się kochana.
Wiem, że żadne słowa nie są odpowiednie w takiej chwili.

Aska - 2007-10-25 09:51:52

Olu jestem się z Tobą całym sercem, składam wyrazy głębokiego współczucia dla całej rodziny.
Modlę się za dusze Beatki, bo teraz najbardziej tego potrzebuje...........
Niech odpoczywa w pokoju[*][*][*]

jOlka - 2007-10-25 10:51:46

Olu, łączymy się z Tobą i Twoimi Bliskim w Waszym smutku...

hrabina_balkanska - 2007-10-25 12:31:37

Klęczał anioł przy łożu boleści
otulił się skrzydłami
ukrył twarz we włosach niewieścich
i zalał się łzami
po czem  ujął duszę w swe dłonie
i odleciał do nieba
pytała dusza dlaczego Panie
anioł szepnął - On tak chciał...
tak trzeba...

[`] [`] [`]

klara - 2007-10-25 13:04:05

Oleńko,wyrazy współczucia i dużo siły,żeby to znieść...

rendrab - 2007-10-25 14:49:30

Oleńko wyrazy współczucia.

wscieklyuklad - 2007-10-25 16:50:47

Trudno wprost w to uwierzyć. Z taką wiarą, taką nadzieją komputer uruchamiałem Dopierom co z pracy wrócił, Sorellina prawie w nocy do stancyi ściągnie. Od razum tą wiadomość przeczytał. I wiem , że każdy z nas w rozpaczy jest pogrążony. Odszedł kolejny człowiek w kwiecie wieku, matka, naukowiec. Po tylu miastach się błąkała w poszukiwaniu życia. Życie to nie wiedzieć kiedy upłynęło. My zostaliśmy. Ale każdy z nas ból Olenki, ból Jej najbliższych rozumie. Tasman z głową w dłoniach z gniazda bocianiego zszedł. Honoratka po włosach go gładzi a starą opowieść snuje.
Czy wiecie co znaczy słowo " każdy ", co upamiętnia ? Ktoś kiedyś - mówią, że artysta flamandzki co zwał się Pieter van Diest- słynny moralitet napisał koło 1495 r. - tuż po Ameryki odkryciu. Zauroczony Kolumba podróżą, a przeciwienstwami jakie załodze jego napotkać przyszło napisał dramat umoralniający. Opisuje w nim kontrast między radością życia a nagłym i brutalnym przyjściem śmierci. Każdy - to imię bohatera utworu tego. Kiedy więc otrzymuje On wezwanie od Śmierci, daremnie próbuje namówić swych przyjaciół : Przyjaźń, Pokrewieństwo, Bogactwo, Piękno i wielu wielu jeszcze do towarzyszenia Mu w drodze ostatniej. I wówczas okazuje się, że jedynie Dobre Uczynki pozostają Mu wierne, choć sił już pozbawione gdyż Świadomość i Spowiedź muszą je wzmocnić, by mogły towarzyszyć Każdemu do miejsca spoczynku wiecznego. Dołączają w końcu do Niego i razem wstępują do Nieba.
A więc Każdego z nas to czeka. A szczęście wieczne od dobrych uczynków zależy. Mkną one teraz za Beatką naszą drzwi rajskie Jej otwierając. Jaka Jej tam rola przypadnie ? Spotka zapewne Sonieczki rodzinę, Alutki pieska. Będzie porównywać wiedzę swą fizyka, z faktycznymi prawami światem rządzacymi. Niejeden raz się zadziwi nad Bożym dziełem. Ale przecież Non omnis moriar. Tedy.........
                                         
                                                     Spójrz w Niebo.
                                                     Tam przez chmury gęste
                                                     przedziera się nieśmiało
                                                     złoty promień.
                                                     Uczeni mówią, że to drobinka
                                                     światła słonecznego
                                                     po linii prostej ku Ziemi biegnąca.
                                                     Ale gdy chmury się rozchylą,
                                                     Kobiecą postać dostrzec można.
                                                     To Beatka promień laserowy
                                                      ku nam śle,
                                                     A on czerwienią się mieni,
                                                     odciskając na powierzchni naszych serc
                                                     hologram tęsknoty.

http://www.wga.hu/music1/15_cent/dufay_hymns2.html

Basia - 2007-10-25 17:20:25

Oleńko! Cóż Ci mogę powiedzieć w takiej chwili? Mogę jedynie współodczuwać z Tobą rozpacz, żal,bunt. Mogę zadawać pytanie,na które nikt z nas nie dostanie odpowiedzi. Mogę płakać z Tobą i modlić się o siły dla Ciebie. Mogę czekać na moment,gdy będziesz gotowa powrócić do nas.

alutka51 - 2007-10-26 06:32:52

Witacie kochani.Sonieczka Nasza już zaopiekowała się Beatką siedzą na chmurce i patrzą na Nas.


Jesteś przyjacielem, ponieważ jesteś węzłem, który łączy, lecz nie zniewala.
Przyjacielem, ponieważ jesteś podmuchem , który uspakaja, lecz nie usypia.
Przyjacielem, ponieważ jesteś bratem który poprawia, lecz nie upokarza.
Przyjacielem, ponieważ jesteś wzrokiem, który, śledzi, lecz nie osądza.
Przyjacielem, ponieważ jesteś ręką, która prowadzi, lecz nie ciągnie na siłę.
Przyjacielem, ponieważ jesteś oazą, która pokrzepia, lecz nie zatrzymuje.
Przyjacielem, ponieważ jesteś sercem, które kocha, lecz nie zmusza.
Przyjacielem, ponieważ jesteś czułością, która chroni, lecz nie podporządkowuje.
Przyjacielem, ponieważ jesteś obrazem Boga - właśnie dlatego.

Helena Oshiro

wscieklyuklad - 2007-10-26 06:51:23

Siódma strona podróży naszych otwarta, liczba co od lata tego tak nas prześladowała. Codziennie odchodzi ktoś znany, ktoś bliski, ktoś wartościowy.I wielu innych - nam nieznanych, światu anonimowych. Przybędzie więc zniczy na grobach, jako smutku w sercach naszych. Ale życie toczy się koleinami swemi, wciąż spiralę błędną zataczając - od narodzin po śmierć, chwile dobre z tragicznymi się przeplatają. Każdy z nas kiedyś odejść będzie musiał. Dziś sobie nieznani, spotkamy się po drugiej stronie tęczy, a chwile te wspominać będziemy z nostalgii uśmiechem. Dni spędzone przy komputyjera klawiaturze, podróże z Tasmanem i Honoratką, pędzącą karocę i miotłę damasceńską. Stworzyliśmy sobie maleńki świat dobra, starając się zła nie dopuścić. Ale życie ma swoje prawa i brutalnie wciska się czasem w najmniej - jak wczoraj - oczekiwanym momencie. Trzeba będzie się - jak wiele już razy - umieć podnieść, plecy bólem przygarbione wyprostować. Spirala życia mknie splotami wciąż dalej i dalej, może właśnie w tej oto chwili w skręcie pomyślnym się wije ?
Nie będzie nas z Sorelliną przez tydzień. Nie martwcie się więc zamilknięciem nagłym. Jedziemy znicze zapalić Ojcu memu, Mamę stareńką odwiedzić. Wiedzcie wszak, że każda nasza myśl, rozmowa każda pełna Was będzie. Że jako zwykle za zdrowie Marco naszego modlić się będziemy. A pod Krzyżem cmentarnym zapalimy trzy lampki - Soni pamięci, Beatki pamięci, pieskowi Alutki światełka żalu, światełka tęsknoty naszej wzniecimy.

Aska - 2007-10-26 07:05:13

Czas taki się zbliża, że każdy do mogił swoich bliskich bieży, jedźcie szczęśliwie. Będziemy czekać, myśli  nasze  z Waszymi  łączyć się będą.


Ilu nas w ciszy
Kaczmarski Jacek


Ilu nas w bólu - tylu w nadziei,
Ilu nas płacze - tylu się śmieje,
Ilu nas więdnie - tylu rozkwita,
Ilu się żegna - tylu się wita.

Ilu nas w ciszy - tylu w kolędzie,
Ilu nas żyje tylu nie będzie.

Ilu nas mężnych - tylu się trwoży,
Ilu się pyszni - tylu się korzy,
Ilu się plami - tylu oczyszcza,
Ilu się tworzy - tylu wyniszcza.

Ilu nas w ciszy - tylu w kolędzie,
Ilu nas żyje - tylu nie będzie.

Ilu nas jadło - tylu zgłodniało,
Ilu nas padło - tylu powstało,
Ilu nas śniło - tylu zbudzonych,
Ilu się wzbiło - tylu strąconych.

Ilu nas w ciszy - tylu w kolędzie,
Ilu nas żyje - tylu nie będzie.

Ilu nas w cnocie - tylu w podłości,
Ilu nas w blasku - tylu w ciemności,
Ilu w przepychu - tylu w łachmanach -
I wszyscy przyszli powitać Pana.

Każdy był kiedyś dzieckiem w kołysce,
Zmiłuj się nad nami - Jezu Chryste...

Ilu nas w ciszy - tylu w kolędzie,
Ilu nas żyje - tylu nie będzie

Basia - 2007-10-26 19:31:09

Kochani,jak to w życiu smutek z radoscia sie przeplata. Miałam dzis wieści od Marco. Jest nadzieja,że za 2 tygodnie wypuszczą go ze szpitala. Jutro,jak będą u mnie Sorellina i Wściekły, zadzwonimy do niego,może coś wiecej powie. A ja się czuję przed ich wizytą jak nastolatka przed pierwszą randką.Naprawdę!

jovanka - 2007-10-26 19:49:26

Basiu kochana pozdrów ode mnie Marco ( ale podaj mu moje imię ) czekam tak od niego na dobre wieści i się b. ciesze ,ze wszystko u niego idzie w dobrym kierunku.....pozdrów też wsciekłego i Sorellinkę .....i ciesz się spotkaniem bo masz kochana z czego......ściskam Was wszystkich

hrabina_balkanska - 2007-10-26 19:50:06

Basiu, Sorellino, Wściekły! Już widzę Was na nocnych rodaków rozmowach i przyznam - trochę zazdroszczę, że nie mogę tam być z Wami ale duchem będę przez cały czas. Może z tego spotkania jaki dobry pomysł się wylęgnie... Basiu będę pamiętać w którą kostkę stuknąć i będę wypatrywać Twojego słoneczka. Zyczę Wam dużo radości ze spotkań bo na jednym na pewno się nie skończy i wierzę, że pewnego dnia spotkam się z Wami w Polsce.

wscieklyuklad - 2007-10-26 20:17:39

Oby słowa Wasze prorocze były, oby już teraz nieprędko smutek w domach naszych zagościł. Wylanych łez wystarczy. Tak, czy tak pod czakram Wawelski się udamy, by siły na dalsze zadania zaczerpnąć. Może i Marco poczuje się lepiej i do nas dołączy ? Może uda nam się choć parę słów z Nim zamienić ? Może do spotkań kolejnych dojdzie - spotkań, ktore jako piszecie nowymi pomysłami zaowocują? Tak mi smutno na myśl, ile dobra możnaby uczynić, gdyby nie te kłody przez los pod nogi rzucane, nie te wszystkie chorobska i odejścia. Tyle energii się marnuje, tyle entuzjazmu. Ale tym silniej szeregi zewrzeć nam trzeba. Przecie i życie Sonieczki nie było usłane różami. Tedy dni najbliższe przemyśliwać będziemy jak w dziele jakim godnym się zjednoczyć. Wy przez ten tydzien też o forum tym  nie zapominajcie, a ster m/sMisogino dzierżcie. Po powrocie czas przyjdzie na wspomnienia i opowieści.

alutka51 - 2007-10-26 20:41:52

Wiem Basiu co czujesz .Tak samo się czułam przed spotkaniem z Haniaflą a póżniej z Olą .Jeden dzień to był wspaniały nie mogłyśmy się nagadać ale następne niestety już były smutne.Długo nie nacieszyliśmy dobrymi wieściami od Marco .

klara - 2007-10-26 21:14:27

Zazdraszczam Wam,bo ja..tylko w gębie tz. w komputerze jestem mocna,ale żeby spotkać się w realu...ze strachu bym umarla,ale może kiedyś...

Aska - 2007-10-26 23:45:30

Dziękuję za życzliwość, dobre słowo, uśmiech...


Tyle chwil zrozumienia,
Drobne gesty dobroci,
Setki łagodnych uśmiechów...
Dziękuję Ci za to.
Doceniasz, zachęcasz...
Dziękuję...
Dziękuję Ci za twoje kochane, dobre serce
- najlepsze jakie można mieć.
Dajesz mi swój czas
- najhojniejszy dar ze wszystkich,
Dziękuję...
Dzięki Tobie wiem,
jak piękne może być życie,
że proste rzeczy tak naprawdę
są najważniejsze.
Zawsze mogę liczyć na Ciebie
Dziękuję...

alutka51 - 2007-10-27 08:27:18

Witajcie kochani.Tydzień się kończy dla mnie nie jest zbytnio wesoły bo myślami jestem z Olą i jej rodziną.W dodatku czekam na wieści od Marco oby pomyślne.Życzę Wam wszystkim dużo zdrowia i miłego dnia.

JEŻELI ZDOŁASZ...

Jeżeli zdołasz zachować spokój,
chociażby wszyscy już go stracili, Ciebie oskarżając;
Jeżeli nadal masz nadzieję, chociażby wszyscy o Tobie zwątpili,
licząc sie jednak z ich zastrzeżeniem;
Jeżeli umiesz czekać bez zmęczenia,
jeżeli na obelgi nie reagujesz obelgami,
jeżeli nie odpłacasz za nienawiść nienawiścią,
nie udając jednak mędrca i świętego;
Jeżeli marząc - nie ulegasz marzeniom;
Jeżeli rozumując - rozumowania nie czynisz celem;
Jeżeli umiesz przyjąć sukces i porażkę,
traktując jednakowo oba te złudzenia;
Jeżeli ścierpisz wypaczenia prawdy przez Ciebie
głoszonej kiedy krętacze czynią z niej zasadzkę,
by wydrwić naiwnych albo zaakceptujesz ruinę tego,
co było treścią Twego życia,
kiedy pokornie zaczniesz odbudowę zużytymi już narzędziami;
Jeżeli potrafisz na jednej szali położyć wszystkie Twe sukcesy
i potrafisz zaryzykować, stawiając wszystko na jedną kartę,
jeśli potrafisz przegrać i zacząć wszystko od początku,
bez słowa, nie żaląc się, że przegrałeś;
Jeżeli umiesz zmusić serce, nerwy, siły, by nie zawiodły,
choćbyś od dawna czuł ich wyczerpanie, byleby wytrwać,
gdy poza wolą nic już nie mówi o wytrwaniu;
Jeżeli umiesz rozmawiać z nieuczciwymi, nie tracąc uczciwości
lub spacerować z królem w sposób naturalny;
Jeżeli nie mogą Cię zranić nieprzyjaciele ani serdeczni przyjaciele;
Jeżeli cenisz wszystkich ludzi, nikogo nie przeceniając;
Jeżeli potrafisz spożytkować każdą minutę,
nadając wartość każdej przemijającej chwili;
Twoja jest ziemia i wszystko, co na niej
i - co ważniejsze - Synu mój,córko moja,

będziesz CZŁOWIEKIEM

Rudyard Kipling

alutka51 - 2007-10-28 06:23:29

Dzień dobry wszystkich.Marco dbaj o Siebie ja się Olą zajmę obiecuję i jej pomogę w miarę moich możliwości.Pozdrawiam.

D E Z I D E R A T A

Przechodź spokojnie przez hałas i pośpiech i pamiętaj, jaki spokój, można znaleźć w ciszy. O ile to możliwe, bez wyrzekania się siebie, bądź na dobrej stopie ze wszystkimi. Wypowiadaj swą prawdę jasno i spokojnie i wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych, oni też mają swoją opowieść. Unikaj głośnych i napastliwych, są udręką ducha. Porównując się z innymi, możesz stać się próżny lub zgorzkniałay, zawsze bowiem znajdziesz gorszych i lepszych od siebie.

Niech Twoje osiągnięcia, zarówno jak i plany, będą dla Ciebie źródłem radości. Wykonuj swą pracę z sercem, jakkolwiek byłaby skromna; ją jedynie posiadasz w zmiennych kolejach losu. Bądź ostrożny w interesach, na świecie bowiem pełno oszustwa, niech Ci to jednak nie zasłoni prawdziwej cnoty. Wielu ludzi dąży do wzniosłych ideałów i wszędzie życie jest pełne heroizmu.

Bądź sobą, zwłaszcza nie udawaj uczucia, ani nie podchodź cynicznie do miłości, albowiem wobec oschłości i rozczarowań ona jest wieczna jak trawa. Przyjmij spokojnie, co Ci lata doradzają, z wdziękiem wyrzekając się spraw młodości. Rozwijaj siłę ducha, aby mogła cię osłonić w nagłym nieszczęściu. Nie dręcz się tworami wyobraźni. Wiele obaw rodzi się ze znużenia i samotności.

Obok zdrowej dyscypliny bądź dla siebie łagodny. Jesteś dzieckiem wszechświata nie mniej niż drzewa i gwiazdy. Masz prawo być tutaj. I czy to jest dla Ciebie jasne czy nie, wszechświat jest bez wątpienia na dobrej drodze. Tak więc żyj w zgodzie z Bogiem, czymkolwiek się trudzisz i jakiekolwiek są Twoje pragnienia. W zgiełku i pomieszaniu życia zachowaj spokój ze swą duszą. Przy całej złudności i znoju i rozwianych marzeniach jest to piękny świat. Bądź uważny. Dąż do szczęścia.
N.N.

hrabina_balkanska - 2007-10-28 08:27:41

Witaj Anno Veronico! Dziś Rodzina "Misogino" powiększyła się o bardzo ważną osobę. Już nie będziemy się czuli tak samotni bez Marco, który pamięta o nas i tęskni. Twoja obecność między nami jest jak promyk słońca oświetlający ciemności. Aneczko nie wiesz nawet jak bardzo mi jest przykro, że nic nie możemy zrobić dla Marca, ulżyć Jego cierpieniom i przyspieszyć Jego powrót do nas. Bezsilność bywa czasem bardzo bolesna... Chyba mogę Cię poprosić w imieniu nas wszystkich byś przekazała Marcowi nasze najszczersze i z serca płynące życzenia by nie poddawał się bo wszyscy na Niego czekamy. Tobie życzę dużo siły i wiary, że jeszcze będzie dobrze.

Aska - 2007-10-28 09:45:02

W ten jesienny dzień witam was wszystkich , wszystkich przyjaciół Soni.
Annaveronico dziękuję za za słowa od Marca,bardzo martwię się Jego zdrowiem, brakuje Go bardzo. Bardzo cieszę się, że jesteś z nami, że przekazywać nam będziesz wiadomości od przyjaciela naszego, najgorsze jest czekanie i niepewność. Przekaż Mu, pozdrowienia nasze, życzenia zdrowia, że czekamy i o niczym nie zapominamy. O wątek dbać będziemy, dobre słowo każdemu mamy i rękę pomocną podamy.

"Gdyby nuta powiedziała: jedna nuta nie czyni muzyki
...nie było by symfonii
Gdyby słowo powiedziało: jedno słowo nie tworzy stronicy
...nie było by książki
Gdyby cegła powiedziała: jedna cegła nie czyni muru
...nie było by domu
Gdyby kropla powiedziała: jedna kropla wody nie może utworzyć rzeki
...nie było by oceanu
Gdyby ziarno zboża powiedziało: jedno ziarno nie może obsiać pola
...nie było by żniwa
Gdyby człowiek powiedział: jeden gest miłości nie ocali ludzkości
...nie byłoby nigdy na ziemi sprawiedliwości i pokoju, godności i szczęścia".

Michel Quoist

alutka51 - 2007-10-29 05:31:37

Witajcie kochani.

Nawet nie wiesz,
ile jest w Tobie siły.
Nie wiesz, ile możesz znieść
i ile jeszcze dla Ciebie przygotowano.
Nigdy nie spotyka nas większe nieszczęście
niż to, które możemy udźwignąć.
Twoje życie jest na Twoją miarę.
I nawet gdy coś
przygniata Cię do ziemi,
pamiętaj, że od dna
też można się odbić.

Agnieszka Bieńkowska

Aska - 2007-10-29 09:56:25

Dzień dobry kochani przyjaciele Soni. W mglisty ten dzień jesienny ślę wam pozdrowienia i życzenia dnia miłego, dobrego, uśmiechu pełnego. Dla wszystkich, dla tych co piszą i dla tych co czytają tylko serdeczności posyłam i do pisania zachęcam.
"Nie istnieje żaden początek ani koniec...
Dzień wczorajszy jest historią.
Jutrzejszy - tajemnicą.
Dzisiejszy jest - darem."

klara - 2007-10-29 16:35:35

U nas dzisiaj piękna jesień,słońce,w ogródku mnóstwo czerwonych liści,rude koty w jesiennych liściach,wyobrażacie to sobie?!Pozdrawiam Wszystkich!

Aska - 2007-10-30 01:33:19

Kolejny dzień uciekł do historii. Czy był dobrym dniem?

Tak naprawdę, żyjemy na tyle,
na ile istniejemy dla innych ludzi,
lecz tylko wobec Przyjaciela
możemy zaistnieć także w tym,
co jest w nas najgłębsze,
a zarazem najwrażliwsze.

Jesteśmy tutaj podobni do kwiatów,
które pragną rozwinąć pąk,
aby ukazać swoje wnętrze,
lecz by było to możliwe,
muszą być otoczone światłem i ciepłem.

Zapewne właśnie na tym polega
tajemnica szczęścia,
iż jest się wzajemnie dla siebie
słońcem i kwiatem,
który rozkwita w ciepłym spojrzeniu,
w jasnym uśmiechu,
w dobrym słowie,
w życzliwym geście,
w serdecznym dotyku akceptacji...

Basia - 2007-10-30 03:17:54

Kochani! Opis krakowskiego spotkania juz po raz ktoryś poslalam na "Misogino" - moze w koncu nie utonie. Jutro postaram sie wkleic tu jakies zdjecia. Asiu, jesli tak zdecydujesz, to przenies moj wpis i tutaj. Mam teraz troche klopotu z dostaniem sie do komputera. Mam nadzieje,ze to chwilowe.

Aska - 2007-10-30 08:22:45

Witam wszystkich, dzień dobry.
Basiu Twe życzenie jest dla mnie rozkazem. Wkleję Twój wpis na na niezatapialny okręt m/s Misogino. A za kilka dni będzie też na stronach historycznych(jak je nazywam) w wątku Soni " Życie, życie ma sens"...

klara - 2007-10-30 20:00:52

Kochani,nasz wątek zaczął się od Gombrowicza,a tu dzisiaj artykuł w Polityce:"Gombrowicz poszedł na wybory".Cytuję-"Może zatem Donald Tusk powinien dziękować nie tylko Władysławowi Bartoszewskiemu,ale także Witoldowi Gombrowiczowi,który z zaświatów patronował buntowi tej młodej Polski?"
Naszej Soni też powinien podziękować!

Aska - 2007-10-31 00:37:30

Już od kilku dni wspominamy znajomych, przyjaciół, najbliższe nam osoby, wszystkich, którzy odeszli.Przypominam wspomnienia snute przez babcię.Były to zupełnie inne wspomnienia. W tym roku powróciły tamte lata wojenne ze wspomnieniami jeszcze bardziej bolesnymi.Ojciec marzył, żeby zobaczyć swoje strony rodzinne, z których rodzice musieli uciekać przed NKWD. Przez całe lata nie wolno było. W tym roku chrześniak prezent urodzinowy Mu zrobił i zawiózł do"domu".Nie ma tam nic.Kamień,  jedyny kamień po ziemiance zwanej Belwederem został.Domy murowane, podpiwniczone, w tamtych czasach rzadkość na Wołyniu, zniknęły, pola i łąki w tym miejscu porosły.
Poszli na cmentarz, znicz zapalić poległym partyzantom i krewnym, którzy tam zostali.Nie zapalili, bali się, że pożar wzniecą, jak wiatr przewróci znicz i ze spróchniałych krzyży nic nie zostanie, żaden ślad polskości. Bratanek ojca ziemi woreczek przywiózł, na grób babci swojej i ojca wysypie jutro, może są tam prochy jego dziadka. Nie wrócił do dzisiaj, nie znane są jego losy.Wiele jutro lampek palić będę na opuszczonych grobach, żeby nikt po latach jak przyjedzie nie miał wyrzutów, że samotny, opuszczony kuzyn jego, żeby nie widział tego co ja na zdjęciach oglądam. Żeby dusza modlitwy spragniona przy światełku drogę do Pana odnalazła.

hrabina_balkanska - 2007-10-31 01:33:54

Gombrowicza politycy mają generalnie gdzieś... Polskę również... Lista lektur ma być dana pod lupę i nie wiadomo jak niewiadomy do tej pory minister edukacji się do niej odniesie. W ogóle nie wiadomo co nas czeka bo gabinet jak na razie w sferze domyślnej i w ogóle w kosmosie. Partie się "dogadują" bo szekspirowskie "być albo nie być" Polski to głównie byt lub niebyt partii które pokonały próg wyborczy, a nie pożal się Boże elektoratu. W ogóle dopóki w słowniku  istnieje słowo "partia" nie należy się spodziewać niczego dobrego dla Polski. Dopóki Polską rządzi "partia" nie oczekujcie nic dobrego. Partie nie rządzą gospodarką bo ta rządzi się innymi prawami, a jeżeli gospodarka idzie dobrze to prędzej czy później jakaś partia położy na niej łapę  by kontrolować czy aby nie za wiele grosza idzie tam gdzie nie trzeba (czytaj: do kieszeni podatnika). Narodem biednym łatwiej rządzić, łatwiej manipulować, wszelkie obietnice taki naród połyka jak.. gęś kluskę, bo głodny, spragniony widoku lepszego jutra. Dziś ludzie już nie marzą by im było lepiej, marzą by ich dzieciom, wnukom,  było lepiej. A dzieci i wnuki??? W UK, w Irlandii.... i nie wrócą w najbliższych 8-iu latach, bo za 2 lata wyjdzie na jaw nowa przedwyborcza iluzja, nowa himeryczna obietnica, nowe zamierzone lub nie  przedwyborcze kłamstwo. Partia to zbiorowa odpowiedzalność a z praktyki wiemy, że taka zbiorowa odpowiedzalność to... szukaj wiatru w polu. Ilu do tej pory wymigało się dzięki takiej zbiorowej odpowiedzialności???? 
Może temat ten powinnam poruszyć w innym wątku, ale akurat ten podobno jest wyrazem naszych pragnień, naszego sumienia... 10 razy posyłam posta na tvn24...  bez skutku, jestem po ciężkiej podróży, w trakcie choroby a mimo to nie daję sobie wytchnienia, nie przestaję myśleć co za chwilę, co jutro, co za miesiąc... czy to nowe forum ma sens, czy w ogóle jest jakiś sens czegokolwiek... ? Dla siebie wiem że życie ma sens bo wiem co robię, wiem że jestem potrzebna, może mam  pomysł na lepsze jutro innych.... Dla siebie dam sobie radę ale wśród nas - Misogino - są potrzebujący i przyznaję - liczę na pomoc mnie podobnie myślących i tym bardziej deklarujących swą gotowność na tvn24, ałe poczta pusta, nowe forum niby żyje ale nie żyje... !!!!
I tak  - z pomocą i wsparciem czy bez poruszę niebo i ziemię by zamysł swój zrealizować bo tak mi każe sumienie ale... czuję się sama w dżungli deklaracji i obietnic, a rzeczywistość rządzi się i tak swoimi prawami.
Za parę godzin świt a przede mną nowa droga... Post który próbowałam zamieścić na tvn nadal się nie ukazuje.... Może ktoś z Was wklei go tam w ciągu dnia... Będę wdzięczna bo dziś znów będę w drodze.... Pozdrawiam.
Oto post:
"Napiszę tylko tyle: jestem dziś po dlugiej i ciężkiej podróży, jestem po chorobie  i w procesie rekonwalescencji a mimo to spędziłam dziś 10 godzin z moimi Downkami.  Nieznanymi grobami zajmuję się od lat i nie uważam tego za nic nadzwyczajnego, pisałam o tym niejednokrotnie więc wiecie, że to nie tylko jakaś tam  moja sentymentalna podróż... Wspomagam finansowo wiele osób w miarę własnych możłiwości, jestem dawcą szpiku kostnego i zdeklarowanym donorem organów po mojej śmierci (to figuruje w moich dokumentach osobistych)...  Nie mam czasu na czekanie czy mój post na tvn sie z łaski swojej czy moderatorów ukaże czy nie, mam dość   pieprzenia kotka przy pomocy młotka. Jest konkretna sprawa do załatwienia, życiowo ważna i dotycząca kogoś z Misogino!!!  Być może ktoś  z Was mogłoby pomóc lub udzielić konkretnej porady lub wspomóc moje działania. Nie chcecie korzystać z nowego forum Misogino? Wasza sprawa! Tu niestety nie da się wyłożyć kawę na ławę... Pozostańcie sobie więc w spokoju,w swoich komfortach  m3 czy m4 (z kominkami i innymi bajerami) czy jak tam to się w różnych krajach nazywa.  Aśka/Mirka w delikatny sposób dawała Wam do zrozumienia, że nowe Forum zostało stworzone po to by słowo ciałem się stało, by pragnienie Soni pomagania ludziom  przybrało realne wymiary. Zaangażowanie i wysiłek niesienia pomocy komuś konkretnemu to nie tylko piękne słówka. Nie mam czasu na internet, mam czas na konkretne działania. Gdybym mieszkała w Polsce być może poradziłabym sobie w TEJ KONKRETNEJ sprawie, ale nie mieszkam tam, korzystam z uprzejmości osób trzecich. Od ponad miesiąca forsuję fortecę ich nieufności? Ich (nie)chęci, ubranej w piękne słówka, że gra nie warta świeczki, że to causa perduta, w obietnice że mimo wszyastko i takie tam ble ble ble...  Ostatnio zauważam wielką aktywność na wątku Soni na tvn ale... nic poza gładkimi frazesami, a mój mail dostępny i znany wszystkim... pusty. Dziękuję!!! Kilka osób mieszkających w Polsce mogłoby pomóc. Ja jestem tylko zwykłym muzykiem i dyletantem w wielu sprawach prawnych i nie tylko, ponadto mieszkam poza Polska od ponad 30 lat ale WIEM, że ta konkretna sprawa może być załatwiona głównie  za pośrednictwem i dzięki tym którzy są w Polsce. Wiem tylko jedno - choćbym miała trupem paść zrobię wszystko co w mojej mocy by tą sprawę ruszyć z miejsca, a wiem że czasu mam mało...
Jeśli ktoś myśli. że żyje w nowych czasach i droga formalna wystarczy by załatwić cokolwiek to albo jest idealistą i buja w obłokach albo... mu wisi wszystko!
Bądźcie zdrowi....
PS. To 12-ta próba posłania posta..a w Polsce... po 1-szej w nocy...".

alutka51 - 2007-10-31 06:40:00

Dzień Dobry.Hrabino kochana spokojnie nie będziemy nikogo zmuszać do pisania u nas.Pisałyśmy z Aśką do pewnej osoby że jest potrzebna pomoc ale nie ma odzewu,trudno.Prosiłam co niektóre osoby żeby do nas dołączyły ale już nie zamierzam więcej tego robić.Pozdrawiam i miłego dnia życzę :)

"To nie sztuka iść przez życie, kiedy radość zewsząd tryska, ale iść z pogodną minką, kiedy ból za serce ściska."

rendrab - 2007-10-31 07:10:42

Witam wszystkich .Pozdrawiam i życzę spokojnych dni .Nadchodzące dni będą łączyć ludzi ,będziemy wspominać  Tych co odeszli .Mam nadzieje że każdy z nas jedną lampkę zapali dla naszej Soni  .To ona sprawiła że tak śmiało i otwarcie mogę do was pisać .Tak trudno czasami wyrazić co się czuje ale każdego dni zaglądam na forum .proszę na mnie się nie gniewać .

alutka51 - 2007-10-31 07:45:34

Renatko tyle razy Ciebie prosimy na czacie .Przestań nas przepraszać i my na Ciebie się gniewamy ,zrozum to w końcu.Pisz otwarcie nie obawiaj się. Z naszej strony nic nie grozi ,nikt z nas Cię nie obrazi ani nie dokuczy.Pozdrawiam.

Aska - 2007-10-31 08:03:35

Dzień dobry, miłego dnia

"Pamięć jest straszliwa. Człowiek może o czymś zapomnieć - ona nie. Po prostu odkłada rzeczy do odpowiednich przegródek. Przechowuje dla ciebie różne sprawy albo je przed tobą skrywa - i kiedy chce, to ci to przypomina. Wydaje ci się, że jesteś panem swojej pamięci, ale to odwrotnie - pamięć jest twoim panem"   
                                                                                                  John Irving

jOlka - 2007-10-31 11:06:17

alutka51 napisał:

Dzień Dobry.Hrabino kochana spokojnie nie będziemy nikogo zmuszać do pisania u nas.Pisałyśmy z Aśką do pewnej osoby że jest potrzebna pomoc ale nie ma odzewu,trudno...

Alutko, jaka pomoc jest potrzebna. O czym pisze Hrabina ?  Może ja się na coś przydam ? Proszę o wiadomość, jeśli nie tutaj to na priva.
Pozdrawiam serdecznie

Basia - 2007-10-31 11:46:21

o, jak się cieszę - rendrab wychynął z norki! Reniu, zawsze wprawia mnie w świetny humor widok Twoich zwierzątek kukających z zaciekawieniem. Nie przepraszaj tylko pisz.

klara - 2007-10-31 15:49:14

Ja nadal tutaj "gościnnie" zdana na łaskę męża,dziecko dzisiaj przyjedzie,może mi komputer odblokuje!Renatko,dziękuję za wpis,humor mi poprawiłaś!Gdyby ktoś zechciał mnie poinformować o czym pisze Hrabina?Ze mnie prosta lekarka,ale może na coś się przydam?

alutka51 - 2007-11-01 05:13:22

Witam (*)(*)(*)

All souls' day

Zauroczyć mnie potrafią tym spokojem
choć od bramy nastrój bólu mnie otacza,
to jest miejsce, gdzie ja chcę być bezimienna
ale na nich wiem, że wciąż potrafię płakać.

Chcę tu zostać, by mógł mnie przytulić smutek
i do tańca chcę poprosić wieczną ciszę,
ale na nich właśnie wiem, że jeszcze żyję,
tylko tutaj bicie serca swego słyszę.

Jak obłoki szare przepływają lata,
a ja ciągle lubię chodzić na cmentarze
i pogrążać się w nostalgii nad grobami
przywoływać gdzieś w pamięci ludzkie twarze.

W oczach tli się jeszcze błysk oczekiwania,
choć obdarci już jesteśmy ze swych marzeń,
bo nadejdzie kiedyś taka piękna chwila,
że swym głośnym echem wezwą nas cmentarze.

...odegrany akt ostatni
opadła kurtyna
a ja nie boję się, choć ciemno jest,
bo wiem, że czekasz pod drzewem akacji

...i znów za rękę poprowadzisz mnie.....
Autor: zuska

Basia - 2007-11-01 06:24:12

Latarnie Lozanny

odbijają sie w tafli

Jeziora Genewskiego.

Wierzchołki Alp

kłaniają się kręgom wody,

wznieconym przez roztańczone rusałki.

Górskie gnomy

zaprzęgają lawiny

do jazdy po stokach.

U wezgłowia maleńkiej mogiły

przysiadł wieszcz

jako na Ajudahu szczycie,

a miast zniczy

na marmurze

złożył wieniec

upleciony z wierszy.

                                                            wściekły układ

Aska - 2007-11-01 13:24:45

Kochana Soniu już z cmentarza wróciłam, znicze pozapalałam, zostawiłam światełko pamięci, miłości, nadziei, przyjaźni, zostawiłam drogowskaz dla zbłąkanej duszy. Dopilnuj Sonieczko, żeby nie zgasły za wcześnie. Tłum ludzi przewija sie przez alejki cmentarza, zatrzymują się przed Grobem Jezusa, Pomnikiem Żołnierza. Delikatna mżawka  nastrój powagi i wyciszenia wprowadza. Mgła okrywa dzień dzisiejszy cieplutką pierzyną. Pogoda dzisiejsze dokładnie mój nastrój odzwierciedla.Stojąc sama nad grobem, przechadzając sie alejkami wyraźniej  niż w inne dni widzę twarze nieobecnych. Tu leży sąsiadka, tam koleżanka przygód młodzieńczych, tu znajoma buzia na mnie patrzy i z stamtąd zerka. W okół żywi ludzie, ktoś woła, inny się śmieje, ktoś sie wita, ramienia dotyka, mówi dzień dobry.Wszystko gdzieś daleko, przesłonięte obrazem wspomnień.Z tym kilka słów zamienię, tam się uśmiechnę, jak robot grzecznościowe słowa wypowiadam, nie chce stracić obrazów przeszłości, a i niegrzeczna być nie mogę.Za bramą cmentarza tłum ogromny, samochody, tu kwiaty, tam znicze . Świat realny wita wielkim hałasem.Wracam do domu, by później, wieczorem znowu wrócić na wyciszone aleje i razem z wami powspominać i w blasku światełek zobaczyć wasze twarze.

hrabina_balkanska - 2007-11-01 18:54:31

>>>MOZART LACRIMOSA<<<
***

[`] [`] [`]

hrabina_balkanska - 2007-11-01 22:45:15

"Do ***

Urodzinowe pocałunki Ci posyłam -
pierwszy - niech gości w Tobie mądrość i siła,
drugi - by dobre duchy nad Tobą czuwały
i wszelkie złe moce odpędzały...
Trzeci - by nigdy w Twym sercu ból i pustka nie gościły
Czwarty - ten od marzeń - miej je i by się spełniły.
Piąty - byś nawet z oddali uśmiechał się do mnie wdzięcznie
bo gdy ujrzę w oczach Twoich  tęczę
to szósty - jak słońca promień może stopi i rozkruszy
nieufność i strach  w Twojej duszy...
A siódmy?
Ech mój Dobry Boże -
Może nim serce Twoje na kochanie otworzę?

Pamiętasz? Pisałam tak niedawno,  1 listopada... w Twoje Urodziny... Dziś jesteś daleko i nie wiem czy to daleko czy blisko... My tu, na Ziemi pamiętamy o tych których kochaliśmy i którzy nas kochali.  Czy tam gdzie jesteś jest pamięć?... Płynę po wodach wspomnień... Uśmiechasz się do mnie z fotografii... Jutro ktoś zaniesie Ci bukiet białych róż, zapali światełko... Z różnych stron biegną do Ciebie podziękowania dotkniętych parkinsonem - za ulgę w cierpieniu, za ręce mniej drżące...  A gdzieś daleko znów popłyną łzy, które jak Swiat... nie mają końca...".

>>>@>->>>---<<<

alutka51 - 2007-11-01 23:27:42

ONCE UPON A TIME - FINAL VERSION [by Gheorghe Zamfir]

Hrabino dzięki ,tylko szkoda że napisałaś klik.Pozdrawiam.

hrabina_balkanska - 2007-11-02 00:31:15

Alutko! Napisałam coś bardzo osobistego...  Nie wiadomo czy to moje słowa czy kogoś innego dotkniętego utratą kogoś bliskiego... Nie wiemy co jest po drugiej stronie życia... Nie wiemy co jest po drodze na drugą stronę lustra... Może muzyka która zabrzmiała to  czyjaś  ostatnia wola? Może dusza niesiona na falach właśnie tych nut żegna się w końcu ze światem doczesnym,  który z wielu przyczyn jest Jej trudno opuścić?  Nie odzierajmy się z  uczuć ludzkich. Dziś jest dzień szczególny. Nie wstydźmy się żalu po Raju utraconym... Może to nasza skrucha?
Muzyka ma to do siebie, że jest językiem uniwersalnym i nie potrzebuje obrazu, a że technika potrafi połączyć obraz z dźwiękiem to już na to nic nie poradzimy, że może nas wzbogacić i jednocześnie  odrzeć ze złudzeń. Swiat pędzi do przodu i niedługo niepotrzebne będą języki obce by się porozumieć. Niedługo wzrok i dotyk wystarczą za inne zmysły... Przodkowie nasi zanim wynaleźli litery posługiwali się pismem obrazkowym. Dziś świat pędzi nie wiadomo dokąd, wiele pojęć wyrażanych słowem zastępuje się obrazkami... Koło powoli się zamyka. Pozwólmy póki możemy - uszom słuchać a oczom widzieć, pozwólmy palcom odczuwać gładkość jedwabiu i chropowatość skały, pozwólmy fantazjować chemii naszych ciał i upajać się zapachami kwiatów i traw, to aromaty miłosne i bez nich ciąg który nazywa się życiem nie ma racji naturalnego istnienia... Swiat pędzi do przodu, obrazki zaczynają zastępować słowo, litery przestają być potrzebne... Czyżbyśmy się zbliżali do jakigoś kresu i wszystko zacznie się na nowo? Tempo życia chyba osiąga jakieś apogeum i niedlugo stwierdzimy. że ten pęd jest tak szalony że stwarza pozory stania w miejscu... Progresja to czy regresja? Czy na nowo człowiek będzie musiał odkryć źródło ognia?  Jakiś nowy Edison  na nowo odkryje żarówkę? Nowy Kolumb odkryje nowy ląd? Szukają Atlantydy i być może - jeśli znaleziska z ostatnich dni zostaną naukowo potwierdzone, to historia ludzkości ulegnie drastycznym poprawkom? Czyżbym już potrzebowała pisma obrazkowego by prawidłowo odczytać Twoje słowa? Czy wracam tam skąd przybyłam? Więc...  póki ziemia kręci się i jest tak czy siak bądźmy sobą, z naszymi doznaniami, emocjami, reakcjami - nie zawsze pozytywnymi, bo może przyjść dzień w którym poczujemy się jak roboty i to będzie początek końca ery ludzkości.
PS. Jeśli sugerujesz się angielskim tytułem muzyki to dla wyjaśnienia podaję, że utwór ten to tylko transkrypcja  Romance F-Dur L.Van Beethovena na skrzypce i orkiestrę...

alutka51 - 2007-11-02 06:41:23

Witam (*)

Dzień Zaduszny

Chodż,zapalimy świeczkę na grobie
Temu,co sercu był bliski;
Część życia spędził przy Tobie
Został w pamięci nas wszystkich.

Chodż, zapalimy świeczkę na grobie
Temu,kto jest zapomniany
Uschnięte liście ma tylko przy sobie
I krzyż ma już nadłamany.

Pomyślmy czasem o Tych bez imienia
Podejdżmy do starej mogiły
Zapalmy świeczkę tam od niechcenia
By myśli o nich ożyły.

Pewnie nie mają nikogo
Kto by im świeczkę zapalił
Chociaż Ty podejdż,mimo wszystkiego
Chodżby Cię nikt nie pochwalił(*)

Batrek Szeferowicz.

alutka51 - 2007-11-03 08:37:43

Witajcie kochani.Nie umiem tak pięknie pisać jak inni to wklejam wam wiersze.Mam nadzieję że nie macie nic przeciw temu.Pozdrawiam i miłego wypoczynku
Volvo

Tak jak jest szczere Szczere pole
Niewypłacalny prawdy dłużnik
Chcę By mnie nie przestało boleć to
Że jesteśmy ludźmi
Codziennej krzątaniny
przybór Sekundy puchną w lata
Odwleka naszych sumień wybór
Ad mortem defecatam
Nim krzywdy głodnych
Ciężka chmura
Runie na sytych
Krwawym deszczem
Ty mnie nadziejo nie znieczulaj
Starczy mi to Że jesteś
Czy koniec świata ktoś przyspieszy
Czy koniec świata coś opóźni Chcę
By mnie nie przestało cieszyć
To Że jesteśmy różni
Tak jak jest szczere Szczere pole
Jest jeszcze przeciw czemu bluźnić
Gdy chcemy przetrwać
Musi boleć
To Że jesteśmy ludźmi
Jonasz Kofta

Aska - 2007-11-03 08:54:36

Dzisiaj znowu gości mamy, zawsze mnie rozbawią te wizyty. Nie wiem czemu, ale wbrew ich zamiarom wcale nie są w stanie zdenerwować, a nawet rozdrażnić odrobinę. Obawiam się tylko reakcji innych piszących an forum. I nie tych, którzy są każdego dnia, oni już wiedzą, że zawsze z RM przychodzą nam coś zamieszać i nigdy nic z tego nie wychodzi. Może jednak zdarzyć się, że ktoś ma gorszy dzień i nie wytrzyma, wda się w polemikę. Nie dobrze by się stało. Mam nadzieję, że te obawy nie sprawdzą się. Można przecież z nimi porozmawiać, pośmiać się z ich troski o nas. Im bardziej będziemy mili, grzeczni, tym szybciej im znudzi się. Można tez zupełnie ignorować i nie zauważać ich postów. Do złośliwych ludzi trudno coś dociera. Przez cztery miesiące im namieszać się nie udało, to i teraz też nie damy się.Razem przetrwamy za moment będziemy cieszyć sie wspaniałymi humorami. Zaraz wrócą z Krakowa Sorellina i Wściekł Układ, Basia może więcej czasu znajdzie i opowiadać nam będą pięknie o Krakowie, o spotkaniu, o swoich dawniejszych wyprawach. może ktoś jeszcze dołączy swoje opowieści? Może któryś z przyjaciół zdecyduje się podzielić z Nami i na tym forum swoimi przygodami? może któryś z "milczków" odezwie się.
Pozdrawiam wszystkich przyjaciół. Marco zdrówka Ci życzę, nabieraj sił, wracaj do rodziny i do nas.

wscieklyuklad - 2007-11-03 12:59:01

Nastrój Cmentarzy Krakowa za nami. Tłumy tych, co bliskich swych wspominają wieńce niosąc, znicze rozniecając, opowieści z lat minionych nad grobem snując do domów swych powrócili. Rok ten smutniejszym był o kolejnych nieznanych a tak przecie bliskich osób  odejście. W odległej Lozannie, którą z lat ubiegłych wspominam, Sonieczka śpi  snem wieczystym. W roku tamtym sama groby swych bliskich nawiedzała, dziś Przyjaciele ku Niej bieżą. Pamiętam, jak z mola nad Jeziorem Genewskim wzniesionego zachwycałem się groźnym obrazem ośnieżonych alpejskich szczytów w uścisku wody dzierżących. Miejskie uliczki pochyłością stromą ze wszystkich stron ku tafli zmierzają. Niewielkie jachty rozchybotane fal kołysaniem. Wokół rozgwar i tętno życia - jako miasta każdego. W takim oto miejscu cichutko, bez rozgłosu zbędnego spoczywa.
Na Rakowicach wielu Polaków słąwnych złożono. Wiele tam stuletnich posągów, wiele anielskich postaci mchem przyzielenionych w pozach majestatycznych ku nam spoglądających. Tuż obok cmentarnej kaplicy sarkofag uczestnika Powstania Styczniowego, członka ówczesnego Rządu Tymczasowego. Na wieku orzeł w koronie wyryty ku patriotyzmu pamięci wiecznej. I ni jednej świeczki czynów bohaterskich upamiętniającej. Może bliscy także odeszli ? Może jak wielu z nas po świecie rozrzuceni? Powoli zapominamy o dawnych patriotach. Są i groby trawą, chwastami porosłe, z krzyżami przekrzywionymi , z których jeno rozpacz przemawia. Dusze po alejkach się przechadzają, w cieple świec dłonie grzejąc, bliskich swych wyglądając.
Za rok znów będzie ich więcej, alejki tłoczniejsze się staną. Przybędzie zaniedbanych, zapomnianych mogił. Smutek zmarłych z naszym smutkiem się stopi. Takie już odwieczne umierania zasady.

klara - 2007-11-03 16:39:05

Asiu,ktoś się o nas bardzo "troszczy",żebyśmy łupem złych ludzi nie zostali!Ludzie z nas ciemni i prości,ktoś nam oczy powinien otworzyć i "złego" wskazać,może i szatana,który poddaje nas manipulacji i praniu mózgów!Wdzięczna jestem...

hrabina_balkanska - 2007-11-03 17:37:26

Kochani! Nasz Marco odezwał się do mnie po raz pierwszy po kryzysie, więc przekazuję Jego najserdeczniejsze pozdrowienia dla Was wszystkich. Wiadomość jest krótka - tylko pozdrowienia i wielka tęsknota... Marcolino! Jeśli już masz siły by posłać wiadomość to znaczy, że powoli dochodzisz do siebie. Może już niedaleko jest dzień i Twój nick znów pojawi się na forach, życzę Ci tego z całego serca. Uściski dla Ciebie, Ani i Chłopców.

Aska - 2007-11-03 22:05:37

Ciężki dzień kończy się, późny wieczór już. Nie rozumiem i nie chcę zrozumieć ludzi.Co raz częściej wstyd n mi, ze należę do gatunku Homo sapiens. Z definicji wychodzi, że to istota rozumna, ktoś nie przewidział pisząc definicję, że cywilizacja tak daleko sie posunie, że człowiek małpiego rozumu dostanie. Sam na siebie nieszczęścia będzie sprowadzał. Młodzi chłopcy w Iraku giną, za co? dla czego? Czym zawinili?Na drogach wypadków bez liku z banalnych przyczyn - alkohol i prędkość nie odpowiednia. Zwady na "górze", epitety, na dół sie to udziela. Nie zgadzam się na życie w takim świecie gdzie złość i przemoc panuje. Gdzie człowiek wilkiem człowiekowi, nie bratem, przyjacielem. Nie to nam obiecywano, kiedy bezimienni ludzie wolność i życie tracili w walce o demokrację, o wolność. Po cóż mi wolność słowa, które ranią, po cóż mi jechać za granicę, gdzie zabijają i porywają ludzi.Setki lat temu , kiedy Polski na mapach świata nie było, wieszcz  wiersz napisał, który aktualny jest i dzisiaj. Nigdy do głowy Mu nie przyszło, że pisząc o zaborcy, można po latach będzie słowa Jego  do rodaków skierować. Nie jeden polonista nakrzyczy na mnie, trudno, dzisiaj ja tak wiersz rozumiem. Jutro może będzie inaczej.


Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy;
Młodości! dodaj mi skrzydła!
Niech nad martwym wzlecę światem
W rajską dziedzinę ułudy
Kędy zapał tworzy cudy,
Nowości potrząsa kwiatem
I obleka w nadziei złote malowidła.
Niechaj, kogo wiek zamroczy,
Chyląc ku ziemi poradlone czoło,
Takie widzi świata koło,
Jakie tępymi zakreśla oczy.
Młodości! ty nad poziomy
Wylatuj, a okiem słońca
Ludzkości całe ogromy
Przeniknij z końca do końca.
Patrz na dół - kędy wieczna mgła zaciemia
Obszar gnuśności zalany odmętem;
To ziemia!
Patrz. jak nad jej wody trupie
Wzbił się jakiś płaz w skorupie.
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;
Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu,
To się wzbija, to w głąb wali;
Nie lgnie do niego fala, ani on do fali;
A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu.
Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby:
To samoluby!
Młodości! tobie nektar żywota
Natenczas słodki, gdy z innymi dzielę:
Serca niebieskie poi wesele,
Kiedy je razem nić powiąże złota.
Razem, młodzi przyjaciele!...
W szczęściu wszystkiego są wszystkich cele;
Jednością silni, rozumni szałem,
Razem, młodzi przyjaciele!...
I ten szczęśliwy, kto padł wśród zawodu,
Jeżeli poległym ciałem
Dał innym szczebel do sławy grodu.
Razem, młodzi przyjaciele!...
Choć droga stroma i śliska,
Gwałt i słabość bronią wchodu:
Gwałt niech się gwałtem odciska,
A ze słabością łamać uczmy się za młodu!
Dzieckiem w kolebce kto łeb urwał Hydrze,
Ten młody zdusi Centaury,
Piekłu ofiarę wydrze,
Do nieba pójdzie po laury.
Tam sięgaj, gdzie wzrok nie sięga;
Łam, czego rozum nie złamie:
Młodości! orla twych lotów potęga,
Jako piorun twoje ramię.
Hej! ramię do ramienia! spólnymi łańcuchy
Opaszmy ziemskie kolisko!
Zestrzelmy myśli w jedno ognisko
I w jedno ognisko duchy!...
Dalej, bryło, z posad świata!
Nowymi cię pchniemy tory,
Aż opleśniałej zbywszy się kory,
Zielone przypomnisz lata.
A jako w krajach zamętu i nocy,
Skłóconych żywiołów waśnią,
Jednym "stań się" z bożej mocy
Świat rzeczy stanął na zrębie;
Szumią wichry, cieką głębie,
A gwiazdy błękit rozjaśnią -
W krajach ludzkości jeszcze noc głucha:
Żywioły chęci jeszcze są w wojnie;
Oto miłość ogniem zionie,
Wyjdzie z zamętu świat ducha:
Młodość go pocznie na swoim łonie,
A przyjaźń w wieczne skojarzy spojnie.
Pryskają nieczułe lody
I przesądy światło ćmiące;

Witaj, jutrzenko swobody,
Zbawienia za tobą słońce!

wscieklyuklad - 2007-11-04 19:38:08

Zaiste wiersz wieszcza naszego jakże na czasie - nie tylko mnie z sytuacją bieżącą się skojarzył. Wizja jakże aktualna, jakże w czyn wcielenia godna. Dzięki Basieńce mogłem byc z Wami , z Sonieczką w ten pierwszy listopadowy dzień. Zapaliliśmy świeczkę pod pomnikiem Papieża na Rakowickim Cmentarzu. Wiele tu było zniczy pamięci tych co odeszli a leżą daleko stąd. Dodaliśmy Beatce i Soni poświęcone. Myśli nasze ku Nim pomknęły. Wokół wiele osób zgromadzonych, rozmodlonych w skupieniu. Klęczący na pomniku nasz Rodak patrzył w oczy nas wszystkich z tym samym- dobrze nam znanym - dobrotliwym uśmiechem. Dzień smutny - tym samym uśmiechem radośniejszym się stał. Płomienie w górę strzelały pogodę ducha mnożąc, że oto ludzie tak wielcy -choć już po tamtej stronie życia będący - przez tak krótko, ale były jednak z nami. Wspomnienie ich wiarę w człowieczeństwo przywraca. Brak ich odczuwamy dotkliwie, ale czy może być coś piękniejszego na świecie, nad pełne ciepłycyh myśli drugiego człowieka wspomnienie ?

Aska - 2007-11-05 07:58:28

DZIEŃ DOBRY

Dzień dobry! nie śmiem budzić, o wdzięczny widoku!
Jej duch na poły w rajskie wzleciał okolice,
Na poły został, boskie ożywiając lice,
Jak słońce na pół w niebie, pół w srebrnym obłoku.

Dzień dobry! już westchnęła, błysnął promyk w oku,
Dzień dobry! już obraża światłość twe źrenice,
Naprzykrzają się ustom muchy swawolnice,
Dzień dobry! słońce w oknach, ja przy twoim boku.

Niosłem słodszy dzień dobry, lecz twe senne wdzięki
Odebrały mi śmiałość; niech się wprzódy dowiem;
Z łaskawym wstajesz sercem? z orzeżwionym zdrowiem?

Dzień dobry! nie pozwalasz ucałować ręki?
Każesz odejść, odchodzę: oto masz sukienki,
Ubierz się i wyjdź prędko - dzień dobry ci powiem.
Adam Mickiewicz

alutka51 - 2007-11-05 08:05:46

O mały włos bym zapomniała się przywitać a to taki mój słodki nałóg.Witam.Dzień Dobry.SIEMA

Pokolenie

Pokolenie z przełomu tysiącleci
Pokochaliśmy papieża -Polaka
Który umarł przechodząc przez próg naszej dorosłości
Nad jego głową już aureola już świeci.

Wysyłamy tysiące SMS-ów
Zmieniając się jak automaty:
dom-szkoła i z powrotem;codzienne obowiązki
Boimy się dobrych delikatnych słów
rzadko słuchamy starych-mamy i taty
Zawierając niedojrzałe związki.

Uważając się już za dorosłych
sięgamy za wcześnie za przyjemności
których raczej nie powinniśmy próbować
Używamy śmiesznych słów jak wyniosłych
Nie umiejąc opanować własnej złości
którą nie trudno jeszcze kontrolować.

Myślimy że wszystko przychodzi lekko
a rodzice dadzą wszystko tak,jak pragną dać.
Świat chcemy zdobywać siłą i mocnymi słowami
Na większość z nas czeka otwarte piekło
bo wymagamy od innych ,zamiast od siebie wymagać
Nic nie zdobędziemy naszymi argumentami.

Bartek Szeferowicz

Sorellina - 2007-11-05 11:37:58

Nawet nie wiesz,Alutko,jaką radość nam tym swoim "nałogiem" sprawiasz! Obyś nigdy sie z niego nie wyleczyła! A głupich ludzi nie słuchaj. Przez  nich tylko zazdrość przemawia,bo oni nawet przyjacioł przywitać nie potrafią...A może nie mają kogo witać? Biedacy...

alutka51 - 2007-11-05 12:21:59

Nie  ,na pewno się nie pozbędę .A nimi to się nie przejmuję i to jest fakt ze tam nawet w wątku przy witalnym wita się tylko nieliczne osoby.Zresztą jak wszędzie są ludzie i ludziska.Pozdrawiam.

wscieklyuklad - 2007-11-05 14:48:24

Smutny to widok, gdy ktoś nagle osamotniony naprzeciw siada. Oczy od płaczu opuchniete, białka oczu czerwieni bliższe, naczyńka ich poszerzone rozpaczą. Życie zawaliło się w gruzy w ciągu dni, godzin , sekund nawet jeśli odejście gwałtownym bywa. A oni zostają. Z opustoszałym mieszkaniem.... Z kapciami co w przedpokoju właściciela oczekują.... Ze szlafrokiem na haku drzwi łazienkowych wiszącym..... Z ulatującym zapachem czyjegoś "ja"... Wiele lat wspólnego trosk dzielenia za nimi... Wiele chwil pięknych i smutnych nie mniej.... Jednego z nich zbrakło. I teraz ten, który pozostał, z kąta w kąt zagląda, z pokoju ku kuchni przestrzeń próżną jako głębia kosmosu przemierza..... Słyszy jedynie łkanie swojej tęskniącej duszy. Odruchowo, z przyzwyczajenia herbatę szykując, na stoliku dwie szklanki stawia. Podwójne sztućce z szuflady dobywa.... Myśli jego rzeczywistości percepować niewładne. Trzeba nauczyć się żyć w pojedynkę. .. Trzeba nauczyć się oszczędności jeszcze większej. Trzeba odłożyć na prąd, gaz, czasem ubranie nowe...  Na buty, co wiekiem, setkami kilometrów raźno przemierzanych, do ruiny doprowadzone. O kilka minut światło przyjdzie wcześniej wyłączyć, by i tu parę groszy na leki uratować... Siedząc w ciemności własną starości wizję rozpamiętywać trzeba będzie. Jak długo się sprawność zachowa ? Jak długo dobry Bóg pozwoli  na samodzielność bez skazania na życzliwość innych osób - często sobie obcych, nieznanych ? Kto zaopiekuje się, gdy władzy w nogach, sił w rękach zbraknie ? Kto zakupy poczyni, kto kromkę chleba masłem posmaruje, kto dywany wytrzepie, oknom blask przywróci, listonosza z emeryturą wpuści ? Komu przekaże się życia swego dorobek, mądrość swą ? Przekrzywione krzesło, kanapę o skrzypiących sprężynach, pożółkłe wiekiem firanki ? Album zdjęć z lat młodości pełen gdy wszystko miało dopiero nadejść...
Ktoś kiedyś tu zamieszka... Ściany pokoiku, gospodarzy poprzednich ślad utrwalą. Wystarczy ucho przyłożyć, by ich opowieść wysłuchać.... Szepczą coś niewyraźnie, niezrozumiale w swoim tajemnym języku... Języku przemijania... języku czasu upływu.....
Dziś w lazarecie moim siedziało kilka takich osób.... Nie zdążyli z towarzyszem życia wspólnie Święta minionego doczekać.....
Mnie też przy nich w tym dniu nie było..... Więc przyszli pokazać mi swoje opuchnięte oczy.... Przyszli białka oczu żyłek czerwonych pełne pokazać.... Przyszli ze swoją samotnością...
A kiedy w swoją drogę poszli żyć dalej, uchom do ściany zbliżył... Słuchałem owej tajemnej mowy, słowa kolejne łowiąc.... A wtedy moje oczy powoli, choć nieustannie puchły, białka oczu czerwienić się zaczęły żyłkami smutku.... Jutro też pewnie przyjdą kolejni..... A wtedy nasze oczy tak do siebie podobne nad blatem piór papierzysk pełnego się spotkają....

jovanka - 2007-11-05 18:35:02

czytałam na TVN co Tobie zarzucali ......brak wiedzy medycznej tylko wiecej litycznej.......jak dla mnie pisz bo jesteś balsamem dla duszy ..........a o ciało będę dbać za parę lat 
Wsciekły nie znam nicków ...........pozwól im zejść z tego forum ze śmiercią naturalną.......

Aska - 2007-11-06 08:32:22

Wszystkim nam coś zarzucają. Dzisiaj przyszła kolej na Alutkę. Dziewczyna chciała pomóc, a mocno oberwała. Komu to taką radość sprawia? Musi być to osoba bardzo samotna, może nawet nie wie jak bardzo, bo ma wkoło siebie psełdoprzyjaciół. Chce być w centrum zainteresowania, szuka poklasku. Boi się odrzucenia, boi się, że zostanie sama. Przykre, że w ten sposób szuka aprobaty. Przetrwamy i to, Alutko głowa do góry, będzie dobrze.

alutka51 - 2007-11-06 09:00:23

Dzięki Asiu i dziękuję gościowi i WAM wszystkim.Strasznie przykro mi się zrobiło.Ale jak już się nie raz przekonałam że zawsze na WAS moi kochani przyjaciele można liczyć.Pozdrawiam wszystkich .

Basia - 2007-11-06 11:31:26

Alutko, głowa do góry, jeszcze nie wiem o co chodzi, wiec na razie tak w ciemno!

wscieklyuklad - 2007-11-06 11:57:39

Życie to ma do siebie, że choć nie rychliwe, ale sprawiedliwe. Ja sądze, że osóbki ferment czyniące, wcale nie są samotne, wcale nie są starością ku ziemi przygięte, i znaczne grono ludzi je otacza. Sądzę zaś, że niewiele o prawdziwym bólu, prawdziwym nieszczęściu - pytania wręcz egzystencjalne- stawiąjącym często przed nami- wiedzą. Nie zaznały dotąd prawdziwej rozpaczy więc bólu jej nie czują. Nie wiedzą, czym  jest samotność, czym poszukiwanie bratniej duszy, czym walka o to, by zdobyć dla dziecka kromkę chleba, coś ciepłego na zimę. Siedzą sobie oto w swoich mieszkankach napawając się ciepełkiem kątów, lotnością swoich myśli, niecierpliwą energią wewnętrzną, której upust chcą dać. Sposób w jaki to czynią jest wszak ich problemem. Są jak dzieci przedszkolne, co rówieśnikowi nogę dla kawału chcą podstawić, drugiemu babkę w piaskownicy rozdeptać, dziewczynkę za włosy poszarpać - niekoniecznie by ból jej sprawić - ot tacy oni  jajcarze. To dowd ewocji praw słuszności, dowód walki o byt, walki o obsiusianie swojego terenu, na ktory dopuści się tylko zwierzynę łowną, wybranych przyjaciół i nikogo już więcej.
Ale prędzej , czy później gorycz bólu prawdziwego poczują - choć naturalnie im tego nie życzę. Siądą wtedy w bólu swoim pogrążeni i wspomną może to co drugim czynili. Bóg tak karmę ich zaprojektował, by powoli - choć nieustannie ją mnożyli. Idzie im to wolno, opornie, bo nie potrafia skanalizować otrzymanego daru. Oni po prostu w swoim mniemaniu są tak wielcy, tak nieomylni, że wszystko co im pozostało do zrobienia to nauczyć innych jak mają postępować,  jak się ubierać, wysławiać, siedzieć, oddychać.i myśleć. Zapominają oto, że są jedynie pyciusieńkim elemetem - niekoniecznie kompatybilnym - wszechświata, a tryby uruchamiane przez nich oś zegara czasu spowalniają zgrzytając niemiłosiernie. Żyjątkom takim myśli nawet poświęcac nie warto.
Otwórzmy sie na świat, otwórzmy na siebie, pomyślmy o innych - tych naprawdę potrzebujących wsparcia. Tamci potrzebują tylko uwielbienia. Wielbimy więc ich i uwielbienie owo unosimy ze sobą. Dla innych. Nie płacz więc więcej Alutko , bo ludziom głupim łzy te radość sprawiają. Oni nie są zdolni do współczucia , zrozumienia, na łzy te patrzą z odrazą, nie poczuciem własnego wstydu. Ich zdziwienie łzami Waszymi jest nie mniejsze, niż oszołowienie lwa na widok matki rozpaczającej na widok dziecka , ktore on własnie rozszarpuje.I nie piszcie więcej otwarcie o łzach tych. Piszcie o radościach, o zadowoleniu, o tym co Was cieszy. Bezmózgowy sadysta napawa się bólem innych. To daje mu siły poczucie. Bo oto ktoś inny jest emocjonalnie kruchy, słaby. To go we własnych oczach nobilituje. Siły jaką się napawa jest więcej we wzorze fizycznym  na nią, niż w ich cherlawych setkach mięśni, kilogramach bezwartościowej anatomii. Nie płaczcie więc, ale w życiu stron radosnych szukajcie.

hrabina_balkanska - 2007-11-06 14:11:35

Alutko! Wątpię by ktoś tą durną sugestię na tvn potraktował poważnie więc otrzyj łezki i głowa do góry.
Jesteśmy świadkami dokąd potrafi posunąć się głupota ludzka i podejrzewam, że będziemy nadal atakowani  przez różne prymitywy.  Będą stawać na głowie i wymyślać przeróżne sposoby by naruszyć naszą równowagę ale nie wiedzą jednego - to co w ich pojęciu jest działaniem by nas rozproszyć, zasiać podejrzenia, skłócić, zniszczyć naszą przyjaźń osiąga odwrotny efekt. A może właśnie wiedzą o tym  i stąd ta zaciekłość,  która będzie rosła proporcjonalnie wraz z demonstracją  naszej sympatii względem siebie oraz tym, że te przejawy wrogości traktujemy jako  coś zupełnie normalnego.  To co się dzieje to przejaw - ni mniej ni więcej - bezsilności, a człowiek bezsilny często staje się nieobliczalny i zatraca poczucie wszelkich granic. Głównie granic przyzwoitości.

anowi - 2007-11-06 23:19:52

Alutko , gdyby nie Twoj liscik na pw,  nie byłoby mnie tu z Wami! Jestes najmilsza osoba , która poznałam -nie znając.

alutka51 - 2007-11-07 07:35:02

Anowi ,jak Ci pisałam u nas są wszyscy Mili ale nie mają tyle czasu co ja.Ja chwilowo nie pracuje i mam czas każdemu odpisać na PW czy E-mail.Zaglądaj często do nas a jak masz jakiś kłopot to pisz na PW a ja zawsze Ci odpiszę.Wszystkim Wam dziękuję kochani.Pozdrawiam :)


UŚMIECH NA DZIEŃ DOBRY

Czyjaś buzia
roześmiana
lekkim czyni
dzień od rana.

STROFOWANIE
Nikt nie weźmie to za nietakt
gdy strofuje go poeta .

FEMINISTKI
Wolą być już solo
niż pod męską wolą !

DOKARMIANIE
Dominuje farsa
w społecznym porządku:
ślą sondy na Marsa
zamiast do żołądków !

TO JEDENY TAKI PRZYPADEK
- po lewej stronie
mieć serce prawe.

W KAŻDYM !! ( tak twierdzi ludożerca)
siedzi kawałek dobrego serca !

    Anna Wojdecka

Aska - 2007-11-08 00:29:18

Dobranoc

Adam Mickiewicz

Dobranoc! już dziś więcej nie będziem bawili,
Niech snu anioł modrymi skrzydły cię otoczy,
Dobranoc, niech odpoczną po łzach twoje oczy,
Dobranoc, niech się serce pokojem zasili.

Dobranoc, z każdej ze mną przemówionej chwili
Niech zostanie dźwięk jakiś cichy i uroczy,
Niechaj gra w twoim uchu; a gdy myśl zamroczy,
Niech się mój obraz sennym źrenicom przymili.

Dobranoc, obróć jeszcze raz na mnie oczęta,
Pozwól lica. - Dobranoc - chcesz na sługi klasnąć?
Daj mi pierś ucałować. - Dobranoc, zapięta.

- Dobranoc, już uciekłaś i drzwi chcesz zatrzasnąć.
Dobranoc ci przez klamkę - niestety! zamknięta!
Powtarzając: dobranoc, nie dałbym ci zasnąć.

wscieklyuklad - 2007-11-08 18:01:02

Wracam oto na forum nasze wpisu długiego na całą chyba stronę na Misogino dokonawszy, ale tym razem tradycji pewnie zadość się stanie i wpisu tego nie zamieszczą. To ostatnia = choć pewnie nie ostateczna - próba przemówienia do chorych umysłow, ze czas najwyższy z psychiatrą się skontaktować. Dwa ostatnie lata zaszczepiły faktycznie w ludziach tyle podejrzliwosci, tyle bezideowości, ze gdy tylko zobaczą kogoś konkretne myśli wyrażającego dostają szału. Sami oto zamknięci w skorupach swej małosci, braku inicjatywy,  potrafią jeno jęczeć, utyskiwać, wyśmiewać, ośmieszać, by sobie animuszu dodać. Szkoda by było mojego czasu, gdyby postu tamtego nie zamieszczono, ale coż - od dawna przekonać Przyjaciół próbujemy, ze aby nie trwonić czasu na rozmowy z debilami o współczynniku intelektu będącym pierwiastkiem milionowym z IQ195 Sonieczki nie trwonić ale konkretnymi rozmowami, konkretnymi czynami czas wypełnić. Oni jednak rejestracji się boją dołączając do naszych niechcianych weszek. Rozumiem wszak ich obawy . Czytając te połajanki, ostrzeżenia, sami nimi niejako ptrzesiąkają. Boją się konieczności rejestracji, by nie zdradzić kontaktu do siebie. Rozumiem to i szanuję, choć mnie to przeraża. Oto miejsce, które powinno nieść radość, formą także i zabawy, relaksu być, staje się miejscem zakonspirowanym "by nie przekroczył wróg " Róbmy swoje, rożnimy się przynajmniej brakiem pomiaukiwania jak to jest nam źle, jak to świat jest podły. Świat jest piękny, a życie ma sens = motto owe do konca forum naszego towarzyszyć nam będzie. Ale by sens miało muszą wypełniać je codzień nowe treści, nowe pomysły, nowe działania. Dlatego nie wolno nam w dążeniach naszych ustawać.

Aska - 2007-11-08 19:12:25

Wściekły co ja czytam, o jakim końcu Ty piszesz, mam nadzieję, że to przejęzyczenie? Nasze forum z mottem, że życie ma sens trwać będzie wiecznie, po nas inni przyjdą i będą kontynuować to dzieło. Niech na świecie będzie jak najlepiej, ale dobra nigdy za wiele, zawsze na nie zapotrzebowanie będzie. To co zaczęła Sonieczka, Ty i Marco kontynuujecie, a gdy sił wam nie starczy, pałeczkę dalej, następnym przekażecie i ze sztandarem dobra i uśmiechem na twarzy w świt to motto nieść będą i tak bez końca. Zmienić się może jedynie adres, nic więcej, bo nie ważne gdzie, ważne, że razem i w dobrej wierze.

klara - 2007-11-08 19:37:36

Asiu,"pod Twoim przewodem",bo jesteś Kobietą z "głową na karku"!

alutka51 - 2007-11-08 19:45:58

Asia Wściekły układ mówi o forum SK a nie o naszym.Ja też mam dość ile można znosić to wszystko co tam sie dzieje.Mamy tutaj nasze forum .A jak nie chcą się rejestrować to nie.Ja ciągle nie rozumiem niektórych osób i chyba nie zrozumiem.Pozdrawiam .

wscieklyuklad - 2007-11-08 20:04:27

Asiu Droga nie mówiłem nic o koncu naszego wątku - mówiłem jeno o żalu, że postu, ktorym przez godzinę pod adresem debili tworzył nie zamieszczono. Ponieważ wątpię, by "goście" zrezygnowali z wpisów i awantur, a od ostatniego wpisu Olenki wczesnym popołudniem nie ukazał sie już żaden wpis, tedy myślę, ze albo debil-moderator -siedzi przy pulpicie - wszak też to jedynie człowiek (choć w rolę ubermenscha się wcielający) wiec niekoniecznie nam życzliwy. Smutne to bo ostatnio wpisy raczej zamieszczali i mimo bełkotu bezmózgowców jakoś do celu dążyliśmy, myśliśmy wymieniali. Mialem na myśli koniec ochoty na dyskusje z ludźmi, ktorzy nie bardzo rozumieja nawet chyba swoje wpisy. Znaja oto alfabet, ale już celu w jakim go wymyślono nie potrafią pojąć. Walą więc bezmyślnie w klawisze, nie wnosząc nic nowego do wątku. Potrafią wszędzie szukac wrogów, tajemniczych dywersantow wcielających się pod liczne nicki. Mdło im, źle im, placz taki wydają, ze chusteczek higienicznych mi nie starcza na ekranu otarcie. Dlatego Hrabina powinna wątek tamten do konca już przenieść tutaj i koniec. Marco niedługo zawita - szkoda jego oczu na tamte wypociny.

Aska - 2007-11-08 20:53:59

Tak WU i ja czuję ogromny smutek, od rana nic nie pisze, boję się, że słowami jakie cisną się na usta, zabrudzę wątek i język nasz piękny.Wolę ustąpić głupocie i bezduszności. Może szefostwo tamtej strony również doszła do wniosku, że trzeba wstrzymać się chwilę, przeczekać i jutro, pojutrze znowu będzie można spokojnie pisać. Trudno uwierzyć, że nie będzie tak cichego i spokojnego miejsca. Nigdzie nie będzie takiej , jak tam atmosfery.
Tak, trzeba do końca skopiować tamte strony, żeby nic nie umknęło, a cała ta zwada winna być przestrogą, żeby nie wdawać się w nic nie warte dysputy.Uszanuję i nie będę wymieniać, żal byłoby mi jeszcze bardziej, jak okaże się, ze masz rację i nie wpisze się na ostatniej stronie, aby godnie zamknąć drzwi.Nowe są otwarte. Gościnne progi czekają na wszystkich błądzących w cyberprzestrzeni. Nikomu nie będziemy tarasować drogi. Myśl przewodnia drogowskazem nam jest.

Aska - 2007-11-08 20:58:38

Alutko kochana, wiem co mówi WU, tylko to słowo "koniec" nie może mi przejść przez gardło.Wiem, ze koniec jest początkiem nowego, a mimo to tego samego wątku.Jednak trudno przejść nad tym do porządku.

hrabina_balkanska - 2007-11-08 21:07:58

Miły mój Wściekły - post się ukazał, czy będzie to kolejny groch o ścianę czas pokaże. Subiektami z "tamtego" forum się nie martwię, są jacy są i takimi pozostaną czy to względem Misogino czy innych swoich współforumowiczów na co są kolejne dowody gdzieś tam.  Natomiast martwi mnie, że inni nasi sympatycy,  mimo że nauczeni doświadczeniem z forum tvn z ostatnich dni, mimo że byli świadkami ataków osób nam nieżyczliwych (a ataki te nie ustaną) nadal nie doceniają nowego forum. Logowanie na hasło jest tylko plusem - nikt nie podszyje się pod właściciela nicka, nikt nie nadużyje takiego nicka do własnych celów, nikt nie zszarga niczyjego dobrego imienia a sama operacja trwa dosłownie sekundę... Przecież zamiast tam tracić czas na zbędne utarczki słowne i dowodzenie zawartości cukru w cukrze grupie "tęgich głów",  tu można dyskutować spokojnie,  w przyjaznej atmosferze, wymieniać myli, pisać o wszystkim i o niczym... Tu nikt nikogo nie obrazi, nie narzuci swojego sposobu myślenia. Nikt nie zarzuci nikomu, że rzadko wchodzi na forum lub pisze za dużo. Czas pokazał, że mimo różnorodności mamy coś wspólnego, coś co nas łączy. Szanujemy się wzajemnie,  znajomości po kilkumiesięcznym obcowaniu w świecie wirtualnym przerodziły się w realne i na pewno na tych ostatnich spotkaniach się nie skończy. I co ciekawe - absolutnie nikt nie pozwolił sobie podważyć czyjąś wiarygodność tak słowną jak i tą reałnego istnienia.
Mam prośbę do wszystkich piszących na tvn. Jeśli kolejny incydent zmąci znów panujący tam chwilowo względny spokój pozostawmy antagonistów w spokoju,  powstrzymajmy się od odpisywania. Niech nacieszą się przestrzenią wirtualną, niech choć przez chwilę doznają złudnego uczucia, że świat jest ich i oni są w świecie. że ich racja to święta racja. Prośbę kieruję i do tych,  którzy tutaj tylko nas czytają,  uważając, że logowanie jest sprzeczne z ich zasadami, jest zamachem na ich prywatność i narzucaniem zasad gry i  nie wiem czego jeszcze...
Dla mnie wątek Soni  na tvn już nigdy nie będzie tym czym był choć byśmy się nie wiem jak starali by przywrócić mu poprzedni blask i niepowtarzalną atmosfere...

wscieklyuklad - 2007-11-08 22:17:48

Jestem oto Hrabino innego zdania. Czasy ludzkości dowodzą, że choć wandalizm szedł za nią przez wieki, barbarzyńcy przechodzili do dziejów jeno jako ci, co poza niszczeniem niczego nie potrafią uczynić. Czyż Herostrates paląc Artemidy Świątynię w historii ludzkości pozytywnymi zapisał się zgłoskami ? Herostratesem oto zwiemydziś tego, który ogarnięty NIEOKIEŁZNANĄ żądzą sławy usiłuje uwiecznić swoje imię zbrodnią, a i innym haniebnym, barbarzyńskim czynem. Podkreślę raz jeszcze słowo NIEOKIEŁZNANYM. To ludzie o chorym umyśle, którego patologicznym skłonnościom nie potrafią się przeciwwstawić. Czyż ludzkość z powodu owych hibakusów- rażonych wszak nie bomby atomowej wybuchem co słowo to faktycznie zmaczy, ale własnym obłędem, w drodze ku postępowi świat przystanął ? Czyż ku żywiołowej , niepowstrzymanej niczym żądzy rozwoju nie dążymy? Wiedząc wszak, że nieuniknionym jest pojawienie się kolejnych histrionów (= błazen, komediant), hybris rozdętych (= nieposkromiona pycha , zuchwałość, arogancja). Nasze forum tvn 24 jest niezniszczalne ! Nie wolno nam go opuszczać. Nic tam dewastacji nie uległo. Czyż szczury biegające po piwnicy, chrobot myszy za ścianą, nietoperze - kwiopijcy na strychu skłaniają kogo do lokum swego opuszczenia ? Bardziej boję się szpary w ramie okiennej niż tych ketelo, co mieszańcami są bizona i krowy. Muczą , tratują, przez prerię bieżą a i tak znajdą swego Buffalo Billa.  Tedy nie pisz proszę w ten sposób aby owi meszuge ( z hebrajskiego - niespełna rozumu) nie pławili się w swej NIEOKIEŁZNANOSCI. Deratyzuj te wszy dowcipem własnym , którego więcej masz w obcinanym paznokciu niż te żyjątka do kupy zebrane. Ignorować i ośmieszać ich trzeba, bo oni poza ubliżaniem, zadnej z siebie intelektualnej myśli dobyć nie są w stanie.
Co do logowania na naszym forum , to doskonale rozumiem Przyjaciół naszych. Robiąc to automatycznie ujawniają swój adres internetowy. Adresy owe w dziwny potem sposób po świecie krążą i dziwne efekty dają. Dopuśćmy Gości na wątki nasze. Tyś moderatorką forum tego. Nie będziemy jednak stosować zasad wolnej amerykanki i pozwalać na chamstwo. Chamstwo niech sobie uprawiają na innych forach. Wpisy pozostawimy te, które innym nie ubliżają, zachowują KULTURĘ DYSKUSJI. Inne to śmieci. Nie oznacza to oczywiście tworzenia tego co nam już niegdyś zarzucano - kasty, czy towarzystwa wzajemnej adoracji. Chodzi o twórczą zdań wymianę. Jeśli więc kto ma ochotę polemizować z zachowaniem także naszej godnosci , niech pisze, ścierajmy się nie na pyskówki a na argumenty. Do dzieła Helciu Droga, do dziełą Przyjaciele ! Ignorować i ośmieszać - to naprawdę łatwiejsze niż to się zdawać może.

Aska - 2007-11-08 22:42:47

Mylisz się WU, mówiąc, że logowanie ujawnia adresy internetowe. Każdy post, każda postawiona kropka w necie zostawia adres internetowy. Różnica polega na tym, że nasze ustawienia portalu wyświetlają je.Wystarczy odpowiednio kliknąć na post na TVN i zobaczysz adres piszącego. Portale w różny sposób zapisują, jak ktoś chce , to zawsze znajdzie sposób na znalezienie adresu.

hrabina_balkanska - 2007-11-09 01:51:30

IP i mail to 2 różne sprawy i własnie IP ma na myśli Aśka. IP to  indentyfikator serwera  dostarczającego nam internet lub naszego komputera  ale nie adresu zamieszkania, nazwiska, daty urodzenia, nr butów itd. ... W moim przypadku IP które widać pod moim avatarem to tylko adres serwera. Adres mailowy to poczta, którą dysponujemy jak chcemy, dajemy innym nasze maile lub nie, odpowiadamy na pocztę lub nie - do wyboru do koloru. Adres mailowy to nie klasyczny adres pocztowy, dający możliwość zadzwonienia komuś do drzwi. Z internetem mam do czynienia od 7-8 lat i jakoś nie zauważyłam by moje adresy mailowe krążyły po świecie BEZ mojej wiedzy i by ktoś zrobił z nich użytek wbrew mojej woli, tym bardziej zawitał mi własną osobą do domu na podstawie adresu majlowego. Ze tak powiem - trzeba samemu ocenić KOMU dać. Poza tym mamy po kilka skrzynek pocztowych więc co za problem jedną z nich mieć dostępną na użytek forum, na otrzymywanie powiadomieć o PW itd., a inne do innych celów. Z odpisywaniem jak z tv - jak się nie chce oglądać korzysta się z odpowiedniego przycisku na pilocie. Nie namawiam do logowania, wyjaśniam tylko pewne kwestie i na prawdę nie widzę nic zagrażającego prywatności właściciela hasła.

Jaką Ty Wściekły Układzie masz gwarancję, że wszystkie posty na TVN podpisane moim hrabiowskim nickiem wyszły spod mojej ręki? Właściwie żadnej. Kierując się doświadczeniem zdobytym podczas kilkuletniego korzystania z sieci  jestem zwolennikiem wchodzenia na hasło i nigdy się przed tym nie wzbraniałam - za to logując się mam zapewniony komfort i poczucie pewności, że nikt mnie nie sklonował, nie podszył się pod mój nick, nikt  z sobie wiadomych powodów nie napisał w moim imieniu czegoś czego na pewno nigdy bym nie napisała. Login zobowiązuje w pewien sposób. Masz uznane nazwisko? Robisz wszystko by tego nazwiska nie splamić. Na nazwisko się pracuje i to ciężko, podobnie jest z nickiem. Na nicka też się pracuje i broni go.

Zachowanie w internecie również w pewien sposób jest reglamentowane i nazywa się Netykieta - to swoisty savoir-vivre delikatnie sugerujący co można, co nie wypada i jakie mogą być tego konsekwencje. TVN24 jest forum dostępnym dla wszystkich internautów, dlatego jest to co jest - w większości przypadków chamstwo, agresja, bezpardonowe i bezczelne włażenie brudnymi butami w życie innych, poniewieranie, sianie podejrzeń itp. Niedawno byliśmy tego świadkiem a i jeszcze wiele przed nami bo podłość nie zna spoczynku ani granic. Właśnie przeczytałam wpis amatora Freuda  adresowany do WU. Czy warto wdawać się w dyskusje z amatorami? Freuda czy Fr...ytek, wszystko jedno. Na Misogino TVN już wszystko było powiedziane odnośnie pewnych zachowań, włącznie z naukową ich definicją. I co z tego? Nie wyperswadujesz daltoniście, że czerwony kolor to np. kolor krwi, a zielona jest np. trawa.
Oczywiście, że nie zostawię Misogino bo stamtąd wszystko się zaczęło ale czy warto tracić czas na polemiki z ludźmi których głupota i podłość nie mają granic, którzy z wrażliwości innych i ich zdolności odczuwania  piękna  robią sobie z nich wycieraczkę???

Nasze forum również jest dostępne dla wszystkich. W odróżnieniu od wielu forów podobnych  do tego nasi Goście mają dostęp do większości wątków, mogą czytać, pisać, tworzyć nowe tematy. Na wielu forach temu podobnych nie ma takich możliwości a jeśli nie korzystają z tego to już Ich wybór i prawo... Co szkodzi np. XY - choćby nawet jako Gość - napisać post, podpisać nickiem który rozpoznajemy na TVN  i po sprawie?... Czy to naruszy  prywatność XY? Nawet admini nie zobaczą Jego IP, a ile przyjemności może sprawić komuś swoim wpisem? Nie rozumiem osób które drżą przed własnym cieniem. W końcu forum to powstało DLA Misoginian, z myślą o NICH, dla ICH wygody i komfortu, dla możliwości  powiedzenia czegoś więcej i swobodniej niż na forum ogólnie dostępnym gdzie wchodzą różni ludzie i w różnych zamiarach i robią różny użytek z różnych postów.

I jeszcze jedno. Kto jak zachowuje się w realu,  w internecie również nie odbiega zbytnio od tego modelu.

Aska - 2007-11-09 08:09:17

Ludzie boją się , a może bardziej wstydzą pokazać swoją twarz prawdziwą w realu. Wchodząc do cyberprzestrzeni ciemnej, gdzie twarz za nikiem ukryć można dają upust swoim uczuciom, pokładom dobroci, wiary, współczucia. Za moment wrócą do realu i maskę zimnego drania nałożą.W naszym świecie dobry człowiek ma mniejsze szanse przebicia, awansu. On nie rozpycha się łokciami, on powie przeprasza, dziękuję, proszę. On miejsca ustąpi, bo inny się śpieszy, on zatrzyma się i wysłucha, zrozumie, wybaczy, pomoże. Według świata czas traci, nie nadaje się na szefa, za bardzo ludzki i tolerancyjny. Większość dobrych ludzi pod maskami skrywa sw oblicze bardzo szczelnie i źle im z tym, mały wybór mają, albo przystosowują się do dzisiejszego świata, albo rodzina na tym ucierpi. Przychodzą tu do nas z dobrym słowem, gotowi nieść pomoc z ukrycia by nie stracić pozycji, stanowiska. Wiedzą, że ich miejsce zajmie człowiek bez duszy i większą krzywdę dookoła zrobi, niż on skrywając twarz pod nikiem, a w realu będąc wymagającym, z zasadami aczkolwiek sprawiedliwym szefem, kolegą, sąsiadem.
Nie wolno nam nikogo do niczego namawiać usilnie. Zrobiliśmy wszystko co można było, żeby wszyscy czuli się swobodnie. Są wątki otwarte, pisać w nich może każdy, są zamknięte, żeby swobodnie czuli się nasi przyjaciele mówiąc o swoich radościach i smutkach, bawiąc się i płacząc. Przykro, że nasi ukryci pod nikiem przyjaciele nie mogą z nami być wszędzie. Musimy choć minimalnie zabezpieczyć naszą prywatność, żeby nie była pośmiewiskiem dla nieprzyjaciół. Już mieliśmy przykłady, co źli ludzie mogą nam zrobić.

wscieklyuklad - 2007-11-09 16:25:31

Słowa Hrabinii i Aśki pięknie się uzupełnieją. Dodam tylko jak ja widzę polemike na tvn 24. Bardziej mnie boli słanie postów w Kosmos, bardziej martwią roztrwonione przy komputerze godziny, niż "goście" jacy na forum to zawitali. Posty, ktore uleciały większą wszak moją - bo niezaspokojoną ciekawość - budzą. Wiele osób choćby i Sonieczka - chciało powiedzieć coś moze ważnego, coś co nigdy już do nas nie dotrze, nie da nam mozliwości polemiki, poszerzenia naszego spojrzenia na różne sprawy. Szczególnie smutne to, że wypowiedzi owe były przepełnione życzliwością, pełne entuzjazmu zapewne, może nowych pomysłów także.
Czy warto polemizować na forum tvn ? Hrabinio Droga, nie myślisz chyba, że ja polemizuję z tymi osobnikami. Wiem, że na forum tutejsze też goście zaglądają, więc pewnie zezłości ich co tu teraz napiszę.
A zadam oto pytanie : Czy Jezus nauki swe glosząc o faktach prawdziwych opowiadał ? Otóż nie - nauki swe głosząc nieustannie wszak przykłady podawał, bo właśnie one najbardziej do świadomości ludzkiej przemawiają. Ja wcale nie liczę na jakiekolwiek zrozumienie, bo ja nie do tych istotek piszę. Ja jedynie wykorzytuję ich na naszym forum bytność, by jakąś myśl  rzuciwszy, do refleksji zachęcić tych, co do odruchu takiego zdolność a i ochotę posiadają. Ale przecież jesli namolna mucha lata wokoł mej głowy nie staję i nie probuje jej tlumaczyć, że mnie drażni, przeszkadza i do opuszczenia pokoju przez okno lub drzwi nie zachęcam. Te indywidua są jako owe muchy namolne. Na brzęku ich skrzydeł próbuję przesłanie Sonieczki przekazać. Jeśli ktoś się wzruszy, jeśli wyciągnie jakieś korzyści dla siebie, ucieszy mnie to, choć przecież zdaję sobie sprawę, że szereg tych wypowiedzi wcale nie musi budzić akceptacji - także i wśród osób, które szanuję ja i One mnie szanują. Ale rozmowy na wątku Soni mają twórczy ferment tworzyć. Mrowka jednak Piramidy nie zbuduje tedy i ja mroweczek owych do czynu nie mobilizuję. Niech sobie będa - nawet nie wiedzą jaką faktycznie oddają mi przysługę. Wyobraźcie sobie oto, gdybym mysli przekazywane musiał pisać "znikąd" je biorąc Natychmiast pojawiłaby się mróweczka jaka, która powiedziałaby Kaznodzieja, fałszywy mentor, Guru, Sekta. Mdłe to i podobne blebleble. A tak mam smakowity powód do wypowiedzi, ktora wszak w polemikę nie pouczanki sie zmienia. Dziewczyny - to jest pyszne ! Ja to uwielbiam. I mam nadzieję, że Marco jako socjolog gdy tylko będzie znow wśród nas tak własnie to potraktuje. Nam owa padlina jest do życia wręcz niezbędna. Żywiąc sie jej truchłem możemy dalej krzewić dobro. Ot cała ich śmieszności tajemnica.

jovanka - 2007-11-09 17:53:27

ja jestem tylko malutką istotą ...czytam Was i się zgadzam ........tak pięknie nie umiem pisać literacko              cmok

wscieklyuklad - 2007-11-09 18:48:03

Jovanko ! Bo Ci Tasmanek kuprzyskiem dziurę w łepetynce wywierci. TY KOKIETKO !!!!!
Pisz te marne strofy obrzydzenie nasze budzące. Za to Tasman zachwycony - tylko popatrz na jego oczyska !

jovanka - 2007-11-09 19:05:33

wscieklyuklad napisał:

Jovanko
Pisz te marne strofy obrzydzenie nasze budzące. Za to Tasman zachwycony - tylko popatrz na jego oczyska !

ha jakie obrzydzenie? jam mała nie znającą się kobieta na przenośniach i metaforach ?

klara - 2007-11-09 20:00:41

Powtórzę Jovanko za Wściekłym-TY KOKIETKO!

Sorellina - 2007-11-09 21:48:58

Jovanko,czytaj to tak:  Marne = Doskonałe
                                  Obrzydzenie = Zachwyt

Możesz mi wierzyć, dobrze znam Wściekłego!
Odpowiadam ci zamiast niego,bo ,bidulek, dopiero rano ze swojego lazaretu wróci! A Tasman obrażony, zaszył się w kąciku i chrapie.:P

klara - 2007-11-09 22:10:42

Znam ten ból Sorellinko,znam ten ból!!!

hrabina_balkanska - 2007-11-10 06:11:31

Witajcie! Pięknie dzień się zaczyna.... Kolejne strony "Misogino" w "domku",  a po Rzymie i  Krakowie kolejne spotkanie się szykuje. Monique wyściskaj od nas wszystkich Przyjaciela (chyba mogę tak napisać?) i życzę Wam najpiękniejszych chwil. Wiem co to jest zgubić się w świecie i odnaleźć po latach. Przeżyłam to spotykając po ponad 10 latach niewidzenia moją ukochaną Ciocię Marię (pisałam tu kiedyś o tym). Wasze spotkanie będę przeżywać tak jak to niedawne  Sorelliny z Marco i krakowskie. W przyszłym roku pewnie będę w Polsce i zobaczę Sorelline i Wściekłego, może kogoś jeszcze.... Eeeech! Cienkusz się będzie lał w namiocie, na pewno i łzy radości a nocnym rodaków rozmowom końca nie będzie widać. Monique, Przyjacielu! Samej radości życzę!

wscieklyuklad - 2007-11-10 09:46:58

Myśląc o dzisiejszym Monique spotkaniu, uzmysławiam sobie jak bardzo idea Sonieczki w czyn się wciela. Oto to, o czym marzyła - zjednoczenie ludzi, akceptacja inności, nie odsuwanie na tor inny tych, ktorzy "nam wadzą" krok po kroku się realizuje. Ci co nas teraz atakują życie "serio" biorą. Jeśli kto napisze A to ma być A. Jeśli napisze o Gomborwiczu, to ma być o Gomborwiczu. Ich ciasen horyzonty uniemożliwiają im głębszą wypowiedzi analizę. A przecież Sonia zbuntowała sie , by Gombrowicza z powodu odmienności Jego ze szkół relegować. Bo przecie faktycznym powodem tego kroku nie był mierny poziom literatury przezen tworzonej, ale "zgorszenie moralne" jakie miałby według podobnych - choć innych w efekcie bezmózgowców, bo tych co faktyczną władz dzierżą- siać wśród młodzieży. Gombrowicz nigdy nie krył swych orientacji seksualnych, w wielu utworach Jego są wątki do orientacji tej nawiązujące. I to właśnie tak "Giertychów" przeraziło. I nic więcej. Owo  parobkiem bratanie, owa synczyzna, owo gęby męskiej całowanie. Jakby utwór ów był podręcznikiem dla zboczków, jakby zdań innych nie zawierał. I przeciw tej właśnie bzdurnej małostkowości, chorej wyobraźni Sonia wystąpiła. Chciała nam uświadomić, ze inność , nie znaczy"gorszość". Że narzucasnie innym swej woli, swojego zdania do sytuacji absurdalnych wiedzie. Że wiele reczy dobrych, prawych, szlachetnych, wiele nauk pożytecznych może być oplwanych przez tych co świata chcą byc kreatorami, a nędznymi żyjątkami faktycznie są. To własnie otwarcie na świat do jakiego nas pobudziła zaowocowało nowymi Przyjaźniami, nowymi spotkaniami, nowym radosnych chwil przeżywaniem. Ubarwiła nasze życie. Poszarzało wprawdzie po Jej odejściu, ale barw przecie nowych nabrało. Faktycznie dzieło Jej poprzez to monumentu warte.

Aska - 2007-11-10 11:16:38

Nigdy dziwić nie przestanie mnie brak tolerancji. Mam wrażenie, że ludzie boją się "inności", nie znają jej i co jest gorsze poznać nie chcą. Przecież nie każdy, kto ma inną orientację seksualną niż ogólnie przyjęta jest zboczeńcem.I nie każdy "inny" na inną orientację. Wielu wspaniałych, mądrych ludzi jest/było "innych", właśnie tej inności zawdzięczamy wielkie dzieła artystów, naukowców. Mogę zrozumieć przeciętnych ludzi, ale rządzących nigdy.Bardziej na "prywatę" niż dla dobra ogółu takie działanie mi pasuje.Nie podoba mi sie styl Gombrowicza, nie znaczy to, że mam nie oddać szacunku dla treści przekazywanych przez autora. Czy nam skreślić z listy znajomych, którzy nie przepadają za Szołochowem, Mickiewiczem? Właśnie dzięki temu, że jesteśmy różni możemy się przyjaźnić, wspierać, dyskutować, nie tylko przytakiwać sobie. Każdy z nas jest "inny" bez względu na swoje orientacje i jeżeli tylko nie krzywdzi innych, nie zmusza do "określonego"zachowania, należy go szanować jak każdego przeciętnego człowieka.

wscieklyuklad - 2007-11-10 14:55:25

Wczoraj spotkałem kierowcę karetki, który czas jakiś spędził w Chicago. Kontakty z Polonią naszą wspominał. Ludzi, którzy na codzień poruszają się pordzewiałymi, rozlatującymi się samochodami, zaś w niedzielę do nieodległego Kościoła bryką typu "full-wypas" się udają. Trzeba się pokazać , pochwalić, poszpanować. Był kiedyś świadkiem, jak taki oto "Polonus" na widok piłki, która opodal grającym w nią chłopcom wpadła pod JEGO Lincolna, wezwał Policję skarżąc ich o uszkodzenie auta. Pamiętał też wyraźnie zdziwione miny przybyłych przedstawicieli "wadzy", którzy próżno uszkodzeń-rysy bodaj-poszukiwali. Długo trwały pyskówki, aż w końcu- dla świętego spokoju- spisali protokół "no bo ta demokracja", no bo to " praw obywatelskich strzeżenie". Oczywiście nie jest to zapewne przykład typowy - zapewne wręcz unikalna patologia. Niestety wszak cechy swe narodowe przenosimy wraz z miejscem zamieszkania, a charakteru często nie zmienia się i w nowym otoczeniu. Szpan, złośliwość, nieżyczliwość innym mają dodawać ważności, mają imitować siłe, której są faktyczną namiastką.
Niestety to , o czym Asia pisze też czymś powszechnym nie jest - często wręcz pobożnym życzeniem się staje. Czyż Leonardo da Vinci wielbił Michała Anioła ? Czyż Mickiewicz przyjacielem do grobowej deski Słowackiego był ? A przecie wszyscy oni do historii sztuki przeszli. Takich jednak indywidualności, co "wbrew innym" przez życie kroczą , a jednak wielkości nie tracą jest niewielu. Pozostali muszą siły zespalać a drugich akceptować. Zawsze jednak pozostanie grupa ludzi, która cechy przywódcze- a i zapędy takież pragnie zachować. Staje się to przyczyną nierzadkich ich konfliktów z otoczeniem. Taka byla poprzednia władza , gdzie kilka miernych indywidualności usiłowało wszem i wobec wmówić, że oto nikt "lepiej nie wie". Niestety akceptacja inności wymaga dużej dozy tolerancji. Wymaga mądrości, również i w myśl zasady, że i naszej odmienności ktoś akceptować nie musi. Trudna to sztuka połajanki pod adresem "odmiennych " powstrzymać.

Aska - 2007-11-10 15:46:06

Córka kuzyna  pojechała na staż do Anglii. Drobna blondyneczka o jasnej jak mleko cerze. Jakież było zdziwienie gdy zawiadomiła rodziców, że z narzeczonym przyjedzie, chce pokazać mu swoje miasto, przedstawić rodzinie.Szok przeżyli jak zobaczyli Afrykańczyka. Są to bardzo porządni ludzie i po krótkiej rozmowie nie było już żadnych wątpliwości. Zaakceptowali wybór córki. Ślub i przyjęcie weselne jednak w Anglii było, nie mieli odwagi stanąć przed całą rodziną.Jak mówią inaczej wiedzieć inaczej widzieć.I tak jak pisze Wscieklyuklad, łatwiej nam tolerancyjnym być w teorii niż w praktyce. Wiemy jak powinno być , lecz jakaś cząstka buntuje się . Teraz, kiedy nasz kraj jest otwarty, coraz większa różnorodność do nas przyjeżdża. Więcej kolorów skóry, różnych wyznań, orientacji.Przekażmy naszym dzieciom, wnukom lepszą naszą cząstkę, tą co która rozumie, toleruje, szanuje każdą inność. Dla nas, wychowanych jeszcze w kraju zamkniętym, gdzie wszystko co za morzem było złe, bardzo trudno jest się zmienić. Chociaż staramy się, nie zawsze to wychodzi. Nasze dzieci, nasza młodzież nie musi nad tym zastanawiać się, od nas wiele zależy. Uczmy ich tolerancji, niech nie muszą kryć się ze swoimi słabościami, niech akceptują ludzi takimi jakim są.Niech charakter, dobre serce, wiedza będzie wyznacznikiem szacunku, przyjaźni, a nie inność.

alutka51 - 2007-11-10 17:34:55

W każdym człowieku są elementy dobra i zła, wady i zalety. I to jest właśnie optymistyczne, bo dzięki temu nikogo nie można przekreślać.Pozdrawiam.

Basia - 2007-11-10 17:41:38

Kochani. Udalo mi sę zamieścić na TVN wpis a nastepnie wysmazylam bardzo uprzejma prosbę do moderatorow i administracji forum o zrobienie tam porzadku. Zaznaczylam,że cos forumowiczom sie nalezy,jesli watek Misogino jest tak odmienny,a plasuje sie na 1 miejscu pod wzgledem ilosci wpisow - ponad 2200. Moze cos to da?Wasza pierwsza naiwna.
Nawet agumentem naszych polonusow sie podparlam.Zobaczymy.

Sorellina - 2007-11-10 17:55:08

Brawo,Basieńko! Boję się tylko, czy naszych Polonusów za byty wirtualne albo nasze klony,nie uznają...:applause:

hrabina_balkanska - 2007-11-10 19:39:59

To ludzie wznoszą sztuczne bariery i dzielą homo sapiens na lepszych i gorszych, na jednych i drugich, podziałów mnóstwo aż trudno je wymienić, tenat rzeka... Niestety trudno dopatrzeć się w tych podziałach obiektywizmu. Nie mam na myśli cech charakteru które tworzą naszą indywidualność. Czym różni się czarny od białego? Kolorem skóry, ale czy to już jest kryterium do twierzenia że ten pierwszy czy drugi jest inny? Miejsca urodzenia nikt sobie nie wybiera. Czy to w Afryce czy w Australii - po prostu rodzi się człowiek! Jest jaki jest ale jest, znalazł się na tym świecie i tego faktu nic nie zmieni. Czym różni się człowiek bez skaz podczas poczęcia od tego który od pierwszej chwili, od podziału pierwszych komórek w życiu płodowym nosi już brzemię choroby? Czy to powód zwania tego drugiego "innym"? Choroba nie pyta i nie wybiera. Czy inna orientacja seksualna to powód do nazywania kogoś innym? Gorszym przez to że jest inny? Jeśli jest to coś godnego potępienia to i spuścizna ich powinna być starta z oblicza ziemi. Więc czemu mądrale które mają przywilej decydowania o losach wielu nie spalą na stosie np. dzieł Byrona, Shakespeare`a, Brahmsa, Czajkowskiego, Beethovena i wielu innych - twórców, naukowców itd., itp.? Przecież byli poza morale najmoralniejszych więc ich spuścizna przepojona moralną zgnilizną nie ma racji bytu i  miejsca w "normalnym" wg nich społeczeństwie? Czy świat zgłupiał w szalonym pędzie wokół swojej osi?

wscieklyuklad - 2007-11-10 20:43:35

Stefanie,na poczatku mala,cicha prosba,obiecaj prosze ze gdybym zamilkla Ty poprowadzisz Wszystkich przyjaciol razem pod reke ku dobru i sprawiedliwosci. 
Nie czuje sie dobrze,nie che abyscie sie o mnie  zamartiwiali,kazdy z  nas nosi wlasny krzyz. 
Dzieki Wam przezylam cudowne chwile,dzis wydaja mi sie najpiekniejsze w moim zyciu.Nie potrafie wyrazic slowami tego co czuje,inaczej boje sie wyjawic co wiem,ale to juz tylko moj  problem,che byc zapamietana i zapisana w Waszych goracych sercach jako Sonia co za Polska tesknila i kochac bedzie ze wszystkich sil do ..konca

Przedrukowałem tu ostatnie Jej słowa z 11.07. W pełni swiadomie żegnała się z nami, żegnała sie ze swymi marzeniami, z Przyjaciółmi swymi się zegnała. A miała jeszcze raz Transatlantyk przeczytać w podroż wokół swiata z wagabundami się udać. Przeczytałem raz jeszcze słowa przez Basię przywołane, ktore do wpisów zachęciły tych co od drugiej strony watku nam towarzyszą. Wystarczyły dwie strony, kilkadziesiąt postów by dzieło Jej zdiesięciokrotnić. Teraz już chyba nikt nie ma wątpliwości jaki był Jej przekaz, o co nas tak naprawdę prosiła. Trudna to rzecz prowadzić kogoś ku dobru i sprawiedliwości. Słowa te dla każdego inny sens posiadają o czym niejednokrotnie mieliśmy okazję tu sie przekonać. Ale kiedy na rozkołysanym pokładzie stoje w dal patrząc widzę Monique co szczęście swoje przeżywa. I wierzę, że duchem nowym natchniona pochwyci kiedyś pędzel, rozepnie płotno na sztalugach i namaluje obraz Waszego piękna, obraz kniei naszej uroku.

hrabina_balkanska - 2007-11-10 21:19:57

A knieja nasza niepowtarzalna i cudnej urody, pełna istot przyjaznych i kwiatów niespotykanych.
Jak na alegorycznych obrazach  namiot Dottore wśród zieleni na oścież otwarty, zaprasza by siąść w jego chłodzie i wody źródlanej się napić. Prowadzi do niego tęczowa ścieżka po której wilk z sarną przechadzają się a dysputy w sobie tylko znanym języku toczą. Modliszka przycupnęła na gałęzi i wabi wdzięcznie zalotników ale nie po to by ich zjeść bo pokarm jej zupełnie innym jest. Orzeł na dębie wiekowym gniazdo uwił, karmi pisklęta kęsami z własnej piersi wyrwanymi i nie czuje bólu. Nikt nie jest głodny bo przyjaźnią  się syci i radość wszystkie piersi rozpiera. Tasman zza krzaka ślipka wybałusza i za Honoratką zakochanym wzrokiem wodzi. Nieopodal namiotu okręt przy brzegu zacumowany lekko się kołysze a na rei Paganell przysiadł, wyciągnął skrzypki i gra. Ach, jak on gra...  Motyl stepowy przywołał towarzyszów i w rytm melodii kołyszą się na opromienionym niebie siejąc wokół blaski malowane kolorami ich skrzydeł. Sonieczka wygląda zza chmurki i pełnymi dobroci oczami spogląda na gromadkę rozsiadłą wokół namiotu. A gromadka ta znów w komplecie. Zycie ma sens, ma sens...

alutka51 - 2007-11-11 05:55:06

Dzień dobry kochani .Przede wszystkim muszę podziękować Wściekłemu .To On mnie zachęcił swoimi pięknymi słowami żebym do Was dołączyła,także Hrabinie i pozostałym.Nie miałam odwagi ,bo nie potrafię tak pięknie pisać jak Wy.Dla mnie ten wątek który założyła Sonieczka jest magiczny, dlatego nie wyobrażam sobie życia bez Was.Dziękuję Wam i zostanę z Wami do końca świata i jeden dzień dłużej.Pozdrawiam i miłej niedzieli życzę wszystkim :)

Nie śmiej się z nich...

Nie śmiej się z nich. Nie wolno. Nie drwij. Bo to boli.
To przecież tacy biedni, tacy mali ludzie...
To kąkole i chwasty na bezpłodnej roli.
Nie wiń ich. Mają dusze. I też żyją w trudzie.

A czyś widział ich dumę? Każdy z nich wszak sądzi,
Że jest wyższy od ciebie. Nie masz w nich pokory.
Ale niech sobie myśli. Pokój z nimi. Niech błądzi.
To człowiek biedny, mały. Może zły i chory.

Och, nie śmiej się z biedoty! Bo serce mi ranisz!
Bo mi twa każda drwinka, jak im, w duszę wrasta.
Wiedz, że daremnie, bracie, tych maluczkich ganisz:
Przyjdzie do nich - pić z nimi - smutny Chrystus Miasta.
Julian Tuwim

Aska - 2007-11-11 10:40:58

"Człowiek jest odpowiedzialny nie tylko za uczucia, które ma dla innych, ale i za te, które w innych budzi"
                                                                                                                       Stefan Wyszyński

Sonia pisząc pierwszy post o Gombrowiczu, nie myślała, że zgromadzi tylu ludzi, którzy odnajdą dobro, przyjaźń, miłość do drugiego człowieka.Ona zmusiła swą życzliwością, dobrocią, ciepłem, miłością do ludzi nas wszystkich do zatrzymania się i zastanowienia nad sensem życia, nad jego wartością.Przypomniała nam, że najważniejsza jest przyjaźń, miłość, życzliwość, pomoc wzajemna, szerzenie dobra. Widziała je w każdym człowieku. Czasem ktoś się zagubi, zbłądzi, ale gdzieś w sercu pali się maleńka iskierka i za sprawą Soni w ogień się zmienia. Strudzona chorobą odeszła do lepszego świata, a jednak jest z nam Jej cząstka. Wsciekluklad wspierany przez Marco dobrze wywiązuje się z powierzonego zadania. Sonia Mu zaufała, a On Jej nie zawiedzie i my wszyscy tu zgromadzeni Mu w tym pomożemy.Mało jest miejsc, w których porozmawiać można o wszystkim, czasem o niczym pobajdurzyć, ale grzecznie, nie ubliżać nikomu, nie znieważać, nie wyśmiewać. Wesprzeć dobrym, miłym słowem w smutkach, służyć radą w kłopotach, cieszyć się radością innych. Przesłanie Soni zaczęte Gombrowiczem trwa i trwać będzie. Dobro i przyjaźń nie potrzebują reklamy.

Przyjaźń nie zna egoizmu,
Uczy jak być dobrym człowiekiem.
Przyjaźń daje szanse,
ale tylko wtedy jeśli widzi w tym sens.
Przyjaźń jest lekiem na zło,
ale tylko dla szlachetnych ludzi.
Przyjaźń nie rani,
tak, że nie można zapomnieć.
Przyjaźń to uśmiech pośród szarości dnia,
melodia, której można słuchać bez końca.
Bez przyjaźni żyć,
to znaczy jakby żyć bez słońca...


Dziękuję Wam wszystkim, a szczególnie Soni.

wiersz z Blogu Agnieszki

wscieklyuklad - 2007-11-11 15:27:29

Miał rację Prymas Tysiąclecia słowa przez Asię cytowane wypowiadając. Internet daje niewyobrażalną możliwość działań anonimowych. Można zamieszczać treści, jakie nieomal ślina na język przynosi. W poczuciu anonimowej bezkarności można drugim ubliżać, obrażać ich, próbować ośmieszyć, zasadność działań ich podważać. Można dac upust brakowi kultury, powstrzymać wodze taktu.
Rozmowa z takimi ludźmi jest często waleniem grochem o ścianę- o czym sami dobrze już się przekonaliśmy. Trzeba dużej kultury, by słowa formułować w sposób prosty, klarowny, a jednocześnie zapraszający do dyskusji, a nie do zdominowania dążący. Każdy ma prawo do własnego zdania, a w dyskusji chodzi o spotkanie się wielu na daną sprawę poglądów. Jeśli przy zdaniu swoim pozostaniemy, to wcale wszak nie będzie to oznaczało ani naszego zwycięstwa, ani czyjejś porażki. Będzie zaś oznaczało jedynie tyle, że poznaliśmy czyjeś stanowisko. Dyskusja musi więc być twórcza. Słowa od drugich posłyszane zawsze jakąś refleksje budzić winny- także w nas. Nie chodzi o to, by pouczyć adwersarza, by na siłę udowodnić mu, iż się myli, nakazać Mu zmianę postawy. Świat jednym językiem mówiący byłby nie do zniesienia. Bóg pomieszał ludziom języki nie tylko dlatego, iż  pychą przepełnieni Wieżę Babel nieba sięgającą wznosili, ale także i po to, by trochę wysiłku włożyć musieli, trochę dobrej woli  wykazać, by wyjść naprzeciw siebie. Owo pomieszanie języków było więc wyzwaniem jakie naszej osobowości Bóg rzucił. Powiedział oto - miłuj bliźniego swego , jak siebie samego. I bliźniemu temu kazał innym językiem władać. Nakazał tym samym - w sposób pośredni - mowę tą starać się odszyfrować. Odszyfrować by pojąć. Pojąć , by, uszanować. Uszanować, by pożegnawszy, dobre po sobie wspomnienie pozostawić.

prowincjusz - 2007-11-11 19:23:11

Pozdrawiam, po dłuuuuuuuugiej - tu - nieobecności, z przyczyn z zycia wynikajacych. a także z uwagi iz niedziela troche czasu daje.
Ale głównie, by - gałązkę oliwną - umieścic i poprosić Was w imieniu własnym o to, o czym powyżej WU wspomina ...
O ..odszyfrowanie,, i zadoptowanie tytułu tego wątku ... ZAPRASZAM ZATEM PONOWNIE ... WAS WSZYSTKICH ... na forum s,,MY-k,,ów !
Dziwne ? nie wydaje mi sie ... swoje ,,stanowisko,, próbowałem - niezbyt może udanie - przedstawić WU ...
Nie jest to jakikolwiek ,,interesowny post,, - po prostu tak czuję, tak myślę, chciałbym by tak sie stało ...
WSZYSCY RAZEM ... jak piękne to słowa .
Tylko tyle i aż tyle. Na przekór złośliwościom losu, często niewyobrażalne staje się CUDO - twórcze :)
Może mam zbyt wielkie marzenia, zbyt wiele od ludzi oczekuję, ale ,,tak już mam,, .
Może, może, może ...
Pozdrawiam i obiecuję tu bywać jak tylko czas , siły i ... rodzinka pozwoli .

Aska - 2007-11-11 20:42:43

Witaj Prowincjuszu. Tak bardzo sie cieszę, że znalazłeś chwilkę i do nas zajrzałeś.Bardzo Ci za pamięć i zaproszenie dziękuję. Tęsknię za tamtym forum, ale trudno.Nie zawsze można mieć co się chce.
Nie mnie odpowiadać na zaproszenie ponowne, jestem ostatnią osobą, która winna zabierać głos na ten temat.
Zapraszam Was do nas, może jakiś most zbudujemy i będziemy Wszyscy razem.
Odwiedzaj nas częściej Prowincjuszu, czekamy
Pozdrawiam i dużo, dużo zdrowia życzę, >> życie, życie ma sens...

hrabina_balkanska - 2007-11-11 20:49:42

Witaj Prowincjuszu! Przede wszystkim życzę zdrowia - Tobie i Twoim Bliskim i mam nadzieję, że przez ten czas przez który Cię nie było nastąpiła  poprawa. W każdym razie czekaliśmy tu na Ciebie, winda też czeka... Ta niedziela w ogóle jest dniem pełnym niespodzianek przynajmniej dla mnie - Ty się odezwałeś, odezwał się i nasz Przyjaciel Marco, którego - mam nadzieję - niedługo  przywitamy i  na tym forum.
Na prośbę Twoją odpowiem tak - nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki... Proszę nie zrozum mnie źle. To nie jest rezultat urażonej ambicji czy czegoś w tym rodzaju. Po prostu nie oglądam Szkła Kontaktowego bo nie odbieram tej stacji,  a nie mam w zwyczaju rozmawiać na temat o którym nie mam zielonego pojęcia. Poza tym trudno i dziwnie jest rozmawiać z kimkolwiek jeśli nadaje się  na zupełnie innych falach. Nie lubię nikomu psuć zabawy, a za duża jestem by pozwolić by inni psuli moją. Tu mi dobrze i spokojnie, wątka Soni na tvn nie mogę opuścić, a na kolejne forum nie mam  zbytnio czasu. Może kiedyś coś się zmieni i czasu przybędzie, ale o tym mogę sobie tylko pomarzyć. Tymczasem pozdrawiam jeszcze raz.

wscieklyuklad - 2007-11-11 21:46:35

Faktycznie niedziela mimo chłodu sroższego z dnia na dzień radością przepełniona. Dwóch Przyjaciół z dawna oczekiwanych na forum nasze zawitało ponownie.
Cóż Prowincjuszu na Twoją propozycję odpowiedzieć można ? Oczywiście, gdyby iść za duchem tego com kilka godzin temu napisał , należałoby Twoje słowa w czyn wcielić. Czego moglibyśmy wówczas oczekiwać ? Czy spotkania osób, ktore potrafią drugiego inność zaakceptować ? Czy tolerancji dla takiej, czy innej wypowiedzi ? Czy akceptacji wątku w jakimś tam miejscu zaproponowanym bez pouczanek, połajanek, retuszu ? Dziś wielem spędził minut przy komputerze, by sprawy dawne wyjaśnić w sposób ostateczny. I tych słów także nie czytano uważnie - choćby moich refleksji nad zdjęciami z biwaku, gdziem wspolne pieśni Zibiego z Wściekuńcią opisywał, a brak czego zauważenia mi zarzucono. Takie to już jest tamto forum Prowimcjuszu Drogi. By dzieło jakies kontynuować trzeba siły zespalać, trzeba mieć jakiś wspolny cel - Pisałem o opowieściach Ojców Duchowych forum na krakowskim spotkaniu Pod Jaszczurami. Serce rosło na myśl, jak wspólne działanie osob zdolnych i chętnych może owocować tworem spójnym, gdzie nikt nie stara się nazwiska swego, czy nicku na pierwszym miejscu postawić, ale pisze się pod nim Praca zbiorowa lub choćby Almanach. Złąmałęm dzis postanowienie nie zaglądania na watek MYK-ów i pobuszowałem po miejscach , do ktorych dostęp ogólny jest przewidziany. W ciągu ponad miesiąca nic nie uległo tam zmianie. Dalej jest to miejsce grupujace indywidualistów, z których wielu - niestety wpływ największy na kształt forum mających- stara się nie twórczo ale apodyktycznie decydować kto ma w jakim miejscu usiąść , a jeszcze lepiej przyklęknąć nabożnie przed ich wizją. I nie jest to kwestia obrażania się, jak gdzieś nam zarzucono. Odeszliśmy nie z powodu uczucia urazy. Odeszliśmy, bo chcieliśmy podjąc jakieś dzieło odrębne. Chcieliśmy połączyc się w niesieniu dobra, przykład wszak jakiś sobie obrawszy - była nim akurat Sonia, ktorej straty pamięć wciąż jest świeża. Dziękujemy za słowa wsparcia , jakie wowczas z ust Twoich padły. Ale ostatnie wpisy ZIM-a , ktory rękę wyciagnął do zgody, a znów na mur ustawiania po kątach trafił naprawdę nie zachęca do współpracy. I tu nie chodzi o to kto z nas jest lepszy, mądrzejszy, kto z nas ma rację. Tu chodzi o to, że aby język drugiego zrozumieć ( choć oba Ojczystym są akurat) trzeba obopolną ochotę wykazać. Ja na reakcję taką nie liczę. Jeśli nawet zapanowałaby zgoda, to pewnie na kilka dni, do jakiegoś wątku, na który wtargnął by ktoś z polajankami, albo - jak ktoś gdzieś tam napisal, po to by wycieraczkę przed drzwiami poprawić. Forum nasze trwa od prawie miesiąca. Jest na nim 22 aktywnych bardziej lub mniej uczestników. Wkrótce - na co mam wielką nadzieje- znajdziemy tu wpis Marco. Powiedz proszę, jak moglibyśmy zdradzić chorego człowieka, ktory dał przykład bohaterskiej wiary Przyjaźni, i sam swym zdrowiem przypłacił trwanie do chwil ostatnich przy najbliższej - obok rodziny - sercu osobie ? Mielibyśmy Mu oto powiedzieć teraz - Marco Drogi miło nam, ale wiesz - dla idei pojednania wracamy ? Przecież Jego tam wyrzucono w sposób, który sam w określony sposób nazwałeś. Przez miesiąc pracy, nie było tu żadnych spięć, żadnych ataków nikogo na nikogo. Nikt nie jest przywódcą a nikt szeregowym niewolnikiem batem od czasu do czasu po plecach smaganym, od czasu do czasu nagradzanym pochwałą. Każdy może tu przyjść, każdy - jak i tam - się zalogować. I dokonać wpisu, podzielić się z nami swoją myślą. Albo po prostu przeczytać o czym rozmawiamy. Jeśli zechce wróci tu by znów poczytać. Jeśli nie - spokojnie odejdzie nikogo nie raniąc. Oto jak ja widzę pracę twórczą, oto jak widzę oaze szczęścia. Nam nie zależy na liczbie wpisów, pochwał, nagan. Naszym jedynym regulaminu punktem jest szacunek, tolerancja dla drugiego człowieka - atakujemy jedynie w akcie obrony - na szczęście jeszcze nie tutaj. Przecież na naszym forum sa osoby, ktore do dziś zaglądają regularnie na strony MYK-ów.  Nikt Im z tego powodu nie robił nigdy wyrzutów, o zdradę nie posądzał, za szpiegów czy "troli" nie uznawał. Każdy z nas jest wolnym człowiekiem, kazdy umie myśleć i świadomego dokonac wyboru co mu jest w życiu potrzebne, z czym mu dobrze. Nikt nikomu zasad dzialania tu nie narzuca. Bywasz na MYK-ach, tak jak conajmniej 5 innych osob - więc 1/4 z nas. Nie wpływa to ujemnie na poziom naszego forum bowiem na kazdym z nich osoby te potrafią przekazać treści pasujące do założeń. Nie chcę juz dalszych awantur, walk o przywództwo stada. Jestes osobą szanowaną i tu i na MYK-ach-bardzo cenię sobie obecność Twego logo na naszym forum. I bardzo cenię inicjatywę pojednania. Pojednanie ma to jednak do siebie , że musi mu towarzyszyc obraza jednej ze stron. Ja nie czuję się obrażony - myślę, że nawet i Marco, ktorego tak potraktowano jest raczej zaskoczony i zasmucony, niz zły. Dlatego nie muszę wyciągać ręki o zgody. Nasze forum jest otwarte, a działy są dość podobne w konstrukcji, bo cóż mielibyśmy lepszego wymyślić. Przecież nie odeszliśmy dlatego, że wiedzieliśmy lepiej, jak takie fora się robi. Odeszliśmy , by zachowac swoją godność. Odeszliśmy by pozostać wiernymi swoim zasadom, nie atakowania, niszczenia przeciwnika szarżą na oślep. Walczymy o godność ludzką. Jak walczyć o nią z kims, kto cierpiącego, chorego człowieka poniża. Kto zrozpaczonej kobiecie odbiera prawo do bólu, żalu, nie pozwalając nawet złożyć podziękowań za wsparcie ? Jak współpracować z kimś, kto dramaty stanu wojennego, ktore zapewne i Tobie w pamięci pozostaly obrazy podsumowuje stwierdzeniem -mialaś popuchnięte od gazu łzawiacego oczy, więc wyglądałaś jakby zupa była zbyt słona ? Powiedz Prowincjuszu Drogi o czym my tam mamy rozmawiać ? Czy znow mamy się zamknąć w światach odrębnych ? Czy znow mamy - dopoki nam pozwolą tworzyc własne - rzekomo hermetyczne watki - ktore tworzyć będziemy mogli do czasu aż kogoś znow zezłościmy? Przypomnę radość kszzz ,że oto sprzątanie nas wymiecie, radość z posprzatanego ogrodka. Ta radosć była tak wielka, że na kilkanaście godzin przed sprzątania tego aktem zaowocowała wierszem na wątku ZIM-a gdzie nasze m/s Misogino zatopiła, zamieniła w Latającego Holendra napawając sie tym rymowanymi strofami ? Kilkanaście godzin przed ułożyła radosny wiersz, że oto komuś zrobi krzywdę.
Pisze to faktycznie z dużą dozy goryczą, bo taka życiowa postawa jest mi obca. Nie jestem - jak my wszyscy nie jesteśmy - ideałem. Ale to są różnice w widzeniu świata - rożnice kardynalne. Jesteśmy w wieku , w którym bez wstrząsów "katakliktycznych" postaw się już raczej nie zmienia. Ani my nie zmienimy więc swojej, ani nasi poprzedni gospodarze jej nie zmienią. I tu nie o pojednanie Prowincjuszu Drogi chodzi, nie o pojednanie. Tu chodzi po prostu o inne widzenie świata. Nasze z wieloma osobami tam piszącymi rożnią się tak bardzo, że przepaść je dzieli nie do przebycia. Tedy szacunek wielki wyrażając dla Twej inicjatywy powiem Ci Prowincjuszu Drogi raz jeszcze - aż 1/4 z nas jest na MYK-ach. Są naszymi reprezentantami. Nie zdradzają przez lojalność tajemnic , do ktorych nie logując się dostępu nie mamy. Jesli ktoś jeszcze chce tam się przeniesć nie będzie zatrzymywany, zniechęcany, szantażowany, wyrzucany stąd. Zawsze będziemy czekać nań - jak i na Ciebie z otwartymi ramionami. A jesli zajrzy, poczyta, napisze słów parę będziemy dumni z zaszczytu jaki nas spotkał. I zawsze niecierpliwie będziemy oczekiwać jego powrotu.

prowincjusz - 2007-11-11 23:27:11

Wielce Szanowny ~WU i WSZYSCY POZOSTALI, nie o ,,przeniesieniu,, myślałem, bo oczywistym jest, że to niemożliwe a i - ,,O RADOŚCI,, - udało się Wam swoją przystań stworzyć ... Ale myślę o nie zamykaniu ,,drzwi,, nawzajem ...  i w zasadzie Twoja powyższa odpowiedź to potwierdza a na dodatek utwierdza mnie w przekonaniu, że może , może, może ... mam /tam/ trochę racji ... bo ostatnio zaczynałem już w to wątpić ... i znów - choć zabrzmi to dziwnie, cieszę się, ze tutaj są także niektórzy ,,stamtąd,, ...
No cóż, jest jak jest ... w sumie to nawet ,,FAJNIE JEST,, /za słowo > fajnie </ oberwałem kiedyś będąc jeszcze chłopcem, od wujaszka z Francji tak, że do dziś pamiętam; tak szanowano /kiedyś/ język ojczysty ...
Gdzie te ,,czasy,, - gdzie Polacy tej Klasy ?

Kończę , pozdrawiając i wracać będę, jak tylko będę mógł ... :) ... :papa:

hrabina_balkanska - 2007-11-11 23:50:22

Wspaniale Prowincjuszu! Czekamy! Tu dla nikogo drzwi nie są zamknięte, każdy może pisać co Mu na sercu leży i nie będzie za to rugany. Radości i smutki stają się tu radościami i smutkami wszystkich i tak chyba powinno właśnie być między ludźmi.  Dlatego tak bardzo cenię sobie wątek Soni na tvn. Pozdrowienia.

Aska - 2007-11-12 03:00:23

Ciebie, Prowincjuszu wujaszek napominał. Ja od ojca słyszałam - "mów po Polsku, nie po polskiemu". Zdarza się, że słyszę te słowa z ust córki do młodszego rodzeństwa kierowane. Zauważyłam, że jest co raz więcej młodych ludzi, którym na sercu leży czystość ojczystego języka.
Zdarza się, że na GG jakiś Nieznajomy brzydko coś napisze. Na moją grzeczną odpowiedź, "przepraszam" widzę. Nadzieję to daje, że wraca pomału -"nasza Polska mowa"
Powtórzę za Tobą -"FAJNIE", że Jesteś. Wracaj jak najczęściej.
Pozdrawiam zdrowia i czasu wolnego dużo Ci życząc.

alutka51 - 2007-11-12 08:25:42

Dzień Dobry :) Witaj Prowincjuszu:)Zaglądaj do nas częściej ,winda na Ciebie czeka Prowincjuszu.Kiedyś rano pierwsze kroki kierowałam na tamte forum ,teraz nie.Zaglądam tam ,ale to nie jest to samo co kiedyś,już tak mnie nie ciągnie.Moje forum jest teraz tutaj i tutaj się dobrze czuję z moimi Przyjaciółmi bo wiem że mogę zawsze na Nich liczyć.Dużo zdrowia Ci życzę i Twojej rodzinie .Pozdrawiam wszystkich i życzę miłego i spokojnego dnia.A dzieciach głodnych nie zapomnijcie i ludziach potrzebujących pomocy.Pa.


Sokolim lotem życie przemija, jak kwiat uczucie więdnieje:
kochaj póki los ci sprzyja,
młodość, z uśmiechem nadzieje.
A czy to błyśnie pogoda złota, czy łzy żałości popłyną,
obie na drodze twego żywota
najmilsze kwiaty rozwiną.
T.Ruciński

wscieklyuklad - 2007-11-12 13:55:18

Myślę, że postawą swoją dajemy także przykład, że nawet gdy tylko po części mamy rację, potrafimy - choćby na wszelki wypadek, choćby, nie mieć niczego na sumieniu - przeprosić. Zło,żyłem więc wyrazy ubolewania na Misogino tvn-u, że niewłasciwie zinterpretowałem slowa wiersza kszzz. Nie chcę juz dalej polemizować na ten temat z MYK-ami. Oczywiście, wątkiem podstawowym jest pożegnanie ZIM-a jako kapitana okrętu. Ale druga zwrotka nie pozostawia wątpliwości o kim mowa - Oto ci co na innym korabie płyną hasła miłości głosząc inną ( czytaj MYK-ową???)  łajbę niszczą. Potem porówanie dwóch okrętów, z których jeden w dal odpływa a drugi - (MYK-owy ????) pozostaje choć bez kapitana. Aluzju poniał, choć pewnie inny był wydźwięk. Skoro więc kszzz zaprzeczyłą by miała intencje, jakie zasugerowałem  iżby wierszyk Jej przed sprzątaniem pisany podteksty inne niż z pożegnaniem ZIMa krył - przeprosiłem. Trzeba wszak wierzyć ludziom. Tak właśnie chyba należy postępować - jeśli jest ziarno niepewnosci trzeba brać poprawkę na swój ewentualny błąd. Wykazaliśmy dobrą wolę Prowincjuszu, choć chętnie Twoje zdanie na temat treści w wierszu owym zawartych byśmy poznali.
Czekamy niecierpliwie , aż Marco nasz sił nabierze w ilości, która pozwoli Mu zawitać do nas z Jego ludzikami przez most kamienny wędrującymi. Ja tylko na chwilem wpadł przed pracą kolejną. Myślami jestem przy Was, choć przyznam, że teraz wejście do szkapy żelaznej nieco więcej trudu wymaga. Pędzę więc z zamkiem walczyć.

klara - 2007-11-12 20:44:02

Przypominam sobie,że na m/s Misogino tej nocy trwała "fiesta",wzorem "Titanica",taki zbieg okoliczności...

Aska - 2007-11-12 21:12:25

Bardzo boli jak robisz wszystko co w twojej jest mocy, żeby wszyscy byli zadowoleni, żeby się cieszyli, dobrze bawili... , a Ty zostajesz sam, sam ze sobą, bez nikogo kto powie Ci dobre, pocieszające słowo. Zastanawiasz się wtedy czy życie ma sens.

klara - 2007-11-12 21:36:04

Asiu,tyle dla nas robisz,jesteśmy Ci wdzięczni,że możemy tu razem być!Szkoda,że nie mogę zaprosić Cie na kawę,Ty pod jedną granicą,ja pod drugą,dobrze,że wymyślili ten internet!Nie smuć się...wiem,że to łatwo powiedzieć..

Aska - 2007-11-12 23:47:47

Dziękuję Klaro, miła jesteś, ale nie o wdzięczność chodzi. Tego nie oczekuję, nie przyszło mi to do głowy. Ja nawet nie smucę się, to po prostu bardzo boli, powinnam była już  przyzwyczaić się, tyle razy mnie to spotkało. A jednak boli za każdym razem , boli mocniej.

Basia - 2007-11-13 04:39:02

Asiu,znasz przecież przyslowie "Jeszcze sie taki nie urodzil..." Ale trzeba robić swoje jak najlepiej sie potrafi i tyle. Kto bedzie widzial wysilki,to je doceni i jeszcze za glowe sie zlapie ze zdumienia,ze tak sobie radzisz. Ten,kto lubi "przywalanie" to i papiezowi powie,ze za malo o Bogu mysli.Nic sie na to nie poradzi.Glowa do gory Asiu!

alutka51 - 2007-11-13 07:01:35

Witam kochani.Asiu głowa do góry,to jest wspaniałe forum.Dziękuję Ci że tyle robisz dla nas.Pozdrawiam.
Tolerancja

(z płyty Neopositive)

Dlaczego nie mówimy o tym,
co nas boli, otwarcie.
Budowa ściany wokół siebie-
marna sztuka-
wrażliwe słowo, czuły dotyk
wystarczą-
czasami tylko tego pragnę,
tego szukam.
Refren: Na miły Bóg,
życie nie po to jest, by brać,
życie nie po to jest,
by bezczynnie trwać,
i aby żyć,
siebie samego trzeba dać.

Problemy twoje, moje,
nasze boje,
polityka.
A przecież każdy włos
jak nasze lata policzony.
Kto jest bez winy,
niechaj pierwszy rzuci kamień,
niech rzuci-
daleko raj,
gdy na człowieka się zamykam.
Refren:
Na miły Bóg... .

Aska - 2007-11-13 10:27:41

Często nie mówimy otwarcie o tym co nas boli, by innych nie ranić, oszczędzić im bólu.

wscieklyuklad - 2007-11-13 10:55:50

Przepraszam, za nieobecność wczorajszą, ale trochę czasu zajęło mi Misogino na tvn24. Nie mamy na to wpływu, ale wygląda na to , że kres tamtego forum to juz sprawa przesądzona. Cześć z nas dostaje głupawe, pełne pogróżek a iagresji maile. Niektórych faktycznie to wystraszyło. Pamiętajmy więc o naszym azylu na forum tutejszym. Nie wydajmy pochopnych opinii osądów. Nie krzywdźmy niesprawiedliwym osądem tych, których zbraknie - mają prawo do decyzji. Jeśli zechcą na jakiś czas sie wyłączyć nie mobilizujmy nerwowymi zapytaniami. Twórzmy swój mały świat, mała enklawe spokoju i dobra. Pomagajmy drugim, sobie wychodźmy naprzeciw. John Titor miał rację piszac , że co nas nie zniszczy, to nas wzmocni. Tedy do dzieła Misoginianie. Do dzieła świata tego zmieniacze.

Aska - 2007-11-13 15:53:44

Szkoda czasu i zdrowia tak cennego na dysputy z nie poważnymi ludźmi. Należy zignorować ich posty, Sonia pewnie tak by zrobiła. Po nieudanej próbie dotarcia do nich, dała by spokój, są ważniejsze cele i masze rozmowy z nimi do nich nie należą. Przeczekajmy ten sztorm w zacisznym porcie. Nasz m/s Misogino zakotwiczy na spokojnych wodach, kapitan i bosman zapasy uzupełnią, maszyny naoliwią i silniejsi popłyniemy w dalszą podróż przyjaźń i dobro sławiąc wszędzie.

Basia - 2007-11-13 21:31:20

Dzisiejsze popoludnie otuchę w serca wlewa. Kolejny wyklad Profesora Bartoszewskiego na Uniwersytecie Warszawskim. Nie podejmuję się ni streszczac, ni omawiać. Zapewne tez wielu z nas w TVN24 tę transmisje oglądnelo. Jedno wszakże usłyszałam,co potwierdzilo jedynie moje dotychczasowe przekonania,a co sam Profesor jasnym i otwartym tekstem mówił: warto czynić dobro i o czynieniu dobra mówić. Odeszło już tylu wielkich Polakow,ktorzy dla mnie byli niewątpliwymi autorytetami. Nie ma Tych,którzy byli "chorzy na Polske".Nie można uslyszec głosu Redaktora Turowicza, Księdza Profesora Tischnera czy Nowaka-Jeziorańskiego. Kiedys w "Szkle kontaktowym" padła propozycja utworzenia kanału "Bartoszewski24". I to jeszcze byłoby za mało!

Aska - 2007-11-13 21:51:20

Profesor nie tylko jasno i prosto myśl swą wypowiada, On mówi całym "Sobą". Jak do kogoś słowa nie docierają, wystarczy popatrzeć na niego. Wielki to człowiek, obawiam się tylko, ze to jeden z ostatnich "Wielkich". Pewnie jest gdzieś jeszcze paru nie publicznych " Wielkich", tego się nie dowiemy.Sama myśl, że są, nawet jeśli to mrzonka, daje nadzieję, że Polska nie pustym rzeczownikiem, a Ojczyzną dla chociaż paru młodych ludzi stanie się.

alutka51 - 2007-11-14 09:17:10

Witam i Pozdrawiam :)

Andrzej Poniedzielski - Punkt widzenia

Uzbierało się już reguł i wyjątków
Słów rzuconych między bajki a wspomnienia
Są i książki z bohaterem złym i dobrym
Wzloty bose
Kilka ścian zburzonych grochem
Uzbierało się już trochę
I wystarczy na pytania
I na jutro na zwątpienia
Uzbierało się na własny punkt widzenia
Uskładało się z wieczornych smutnych rozmów
z przeświadczenia
Uskładało się na mały ale własny
punkt widzenia
Uskładało się na mały ale własny
znikający punkt widzenia.

 

jovanka - 2007-11-14 12:33:55

http://republika.pl/blog_ga_1306567/2698503/tr/pam1a222.jpg


Miłość
Miłość to znaczy popatrzeć na siebie,
Tak jak się patrzy na obce nam rzeczy,
Bo jesteś tylko jedną z rzeczy wielu.
A kto tak patrzy, choć sam o tym nie wie,
Ze zmartwień różnych swoje serce leczy,
Ptak mu i drzewo mówią: przyjacielu.
Wtedy i siebie, i rzeczy chce użyć,
żeby stanęły w wypełnienia łunie.
To nic, że czasem nie wie, czemu służyć:
Nie ten najlepiej służy, kto rozumie.




Czesław Miłosz

wscieklyuklad - 2007-11-14 16:58:56

Oto życie w płatek kwiata nieznanego ufnie wtulone. W typowej niemowlęcia pozycji, co brzuszkiem do podłoża przywiera, co policzkiem o ciepło tego świata wsparte. Śpi zła niepomne. Troski jego jedyne, to by, gdy oczęta otworzy- mleczko wypić, do piersi Matczynej przylgnąć. I znów słodko zasnąć, jakby nic nie istniało. Kwiatu płatek miękkością swą becik mu mości. nektar z wnętrza swego dobywa, do marzeń sennych kołysze. Wygląda jak wielki kawał okleiny, co życie dziecięcia blaskiem politury osłodzić pragnie. Kiedy ze snu się zbudzi, jedynym z życiem łącznikiem kwilenie Jego, gaworzenie , popłakiwanie skargą -niezrozumiałą czasem dla nas przepełnione - będzie. A przecie wystarczy odrobina ciepła, suchość pieluszki, pełny brzuszek..... i wzrok, spracowane matczyne , ojcowskie dłonie w mocnym uścisku dzierżące, by lęk utulić, bezpieczeństwa poczuciem napełnić. Maleństwo oto, co istnienia swego świadome, a tak przecie niepomne. Świat dorosłych obcym mu jest, niezromiałym. A przecie krok po kroku, dzień po dniu świat ten odkrywać mu przyjdzie. Patrząc na swoje piąstki, fikające stópki, na w lustrze odbicie będzie rozumiał coraz więcej i więcej, coraz lepiej i lepiej, coraz..... mniej i mniej także. Jak Miłosz wspomniał - nieraz przyjdzie mu sie w działaniu zagubić, nieraz na dróg rozstajach stanąć, nieraz nad dylematem do rozwiązania trudnym głowę łamać. I nieraz w głowie swej nicość poczuje, wątpliwości rozterkę zasmakowawszy. A kiedy będzie mu naprawdę źle w pamięci swojej przywoła tajemniczy kwiat, co niegdyś życie jego kołysał, co niegdyś ciało jego w politurze bezpieczeństwa chronił. Pustkę swą pamięcią Rodziców wypełni, pamięcią kwiata urokliwego co na płatku swym go kołysał przed złem tego świata chroniąc. Wspomnieniem lat beztroskich, wspomnieniem świata odkrywania wypełni. A mimo to nieraz stwierdzić będzie musiał, że przecie wie, że nic  nie wie.

alutka51 - 2007-11-15 08:14:56


Adam Mickiewicz - Dzień dobry

Dzień dobry! nie śmiem budzić, o wdzięczny widoku!
Jej duch na poły w rajskie wzleciał okolice,
Na poły został boskie ożywiając lice,
Jak słońce na pół w niebie, pół w srebrnym obłoku.

Dzień dobry! już westchnęła, błysnął promyk w oku,
Dzień dobry! już obraża światłość twe źrenice,
Naprzykrzają się ustom muchy swawolnice,
Dzień dobry! słońce w oknach, ja przy twoim boku.

Niosłem słodszy dzień dobry, lecz twe senne wdzięki
Odebrały mi śmiałość; niech się wprzódy dowiem:
Z łaskawym wstajesz sercem? z orzeźwionym zdrowiem?

Dzień dobry! nie pozwalasz ucałować ręki?
Każesz odejść, odchodzę: oto masz sukienki,
Ubierz się i wyjdź prędko - dzień dobry ci powiem.

Aska - 2007-11-15 08:26:16

Dzień dobry, nie tylko dobry, ale i radosny niech będzie.Cieszmy się szczęściem Karolinki, która wzrok odzyskała, a widzieć już nie miała.Zostawię opisanie zdarzenia tego Wscieklemuukladowi, On zrobi to znakomicie.Powiem Wam tylko, cuda się zdarzają, wiara i modlitwa zawsze pomagają. Zatem cieszmy się szczęściem Karolinki i jej rodziny, powtarzajmy często - życie jest piękne.
...Życie, życie ma sens...

klara - 2007-11-15 17:30:27

Asiu,nic nie wiem na temat Karolinki,nie czekaj na Wścieklego,sama nam o tym opowiedz!

wscieklyuklad - 2007-11-15 18:07:24

Zwycięstwo w walce z chorobą można innym okupić cierpieniem. Oto Karolinka z białaczką wygrawszy ślepotą chemioterapię okupiła. Nikt nadziei nie dawał na wzroku odzyskanie, świata tego na powrót ujrzenie, pięknem jego się napawanie. A wówczas Karolinka do Ojca Pio modlitwy zanosić zaczęła. I oto cud wymodlony się zdarzył - dziewczynka widzi. Wobec rokowań lekarskich cud to niewątpliwy, choć dziś ci sami, co sukces kiedyś negowali, beznadzieję uszkodzeń - zdałoby się nieodwracalnych- widząc ,negowali, koniec pomyślny na karb działań własnych kładą, dowodząc, że sukces ojców ma wielu.
Kilkanaście dni temu czytałem o głosach jakie tu i ówdzie się podnoszą negując Świętość Ojca Pio. Oto- jako i za życia Jego- coraz więcej sceptyków w stygmaty na ciele Jego nie wierzących, Jak wtedy - tak i  dziś krzyczą więc : On sam rany sobie zadawał. A pono, gdy Karol Wojtyła klękał kiedyś przed Nim , ten pod łokcie go ujął, wstać poprosił i prorocze słowa o przyszłego Papieza goszczeniu wypowiedział.
Prześmiewczych głosów wiele teraz padnie, wielu cud wyśmieje, choćby przez sam fakt braku zrozumienia. Współczesność kaze nam bowiem wierzyć w to jeno, co weryfikacji"szkiełkiem i okiem " podlega. Dopiero, gdy w naturalny sposób, w oparciu o prawa fizyki wyjasnić czegoś się nie da mianem cudu to "owo" określamy.  Ovo - jajo - co kurę poprzedza.
Nie wiem, jak zdarzenie opisywane rozumieć. Są na tym  świecie wydarzenia niepojęte. A przecież jak w cud przez Ojca Pio wymodlony wierzymy, tak i w patronat Sonieczki nad nami przez chwilę nawet nie wątpiliśmy.
Bo jeśli to nie cud źródło w "tamtym świecie" mający , to w takim razie co ?
A może tkwią w nas tak nieznane , cudowne moce, jak w jaszczurce, co ogon utracony odtworzyć potrafi ?
Może własnego organizmu mobilizacja uruchamia jakieś nieznane źródla samoodnawialnej energii ?
Przecież Jezus podszedł do Łazarza, do zmarłej dziewczynki i "tchnął" w nich życie. Oczu ślepca dotykając energię nieznaną je napełnił, tak , że zakrzyknąć mógł Oto widzę. To On przez dotyk paralityka uruchomił łoże ponieść polecając. Źródła energii tej tajemnej nie znamy. Modlitwa dziewczynki świadczy wszak, że aby energię tę w sobie wskrzesić, aby struny życia tajemne poruszyć, serce trzeba mieć czyste, grzechu wyzute, od złych myśli wolne. Może modlitwa rodząc wewnętrzne wyciszenie, w tajemną wibrację nas  wprawia, soki życiowe uruchamiając narządy nowym życiem napełnia? Wolni od gniewu , nienawiści, wrogości, wolni od przywar własnych, o których modląc się zapominamy, stajemy się faktycznie Bogu równi. A wówczas - może - wystarczy oczu wlasnych dotknąć, by przejrzeć, plecy wyprostowac by ciężarowi łoża podołać.
Czysty umysł, życzliwość dla świata jako modlitwa są. Słów modlitwy owej wcale nam więc może nie trzeba, by cele wymarzone uzyskać. Ale na koncu naszych marzeń zawsze przekonanie będzie, że oto jest jakiś protektor, jakiś Anioł Stróż, co iść przez życie pomaga.Tak, czy tak Ojciec Pio przez Boga zostal wybrany. Skromny ten cłowiek przez życie swoje rany Chrystusa niósł. Rany te świata wszak odkupieniem były.
Czy winy świata zmazując wzrok Karolince przywróciły ?

Aska - 2007-11-15 21:02:42

klara napisał:

Asiu,nic nie wiem na temat Karolinki,nie czekaj na Wścieklego,sama nam o tym opowiedz!

Klaro nie potrafię pisać , pomieszam wszystko.Dzisiaj nie widzę liter, wszystko przestawia się. Zostawiłam i dobrze sie stało, Wściekły robi to bardzo dobrze. Ja dzisiaj na czytaniu skupię sie, jak za dawnych(?), dobrych czasów. Otwierałam wątek Soni (tak go nazywałam), i we wspaniałej lekturze się zatapiałam.
Dzisiaj już tylko Wscieklyuklad pozostał, wszyscy opuścili nas, jak szczury z tonącego okrętu pouciekali. Czy to nasza wina, że grupka nieokrzesanych młodzików znalazła sobie zabawę? Piszę w wątku Soni, piszę jak kolwiek, piszę, bo sama myśl, że wątek może skończyć się jest straszna. Piszę z nadzieją, że powrócą, Ci dla których ten wątek coś znaczy.

wscieklyuklad - 2007-11-15 21:22:38

Asiu droga, żale to zbyteczne. Rąk nie załamuj. Pisałem już gdzieś tutaj, że nam o ilość osób zalogowanych o ilość postów nie chodzi. Sonieczka gwaru unikała, rozgłosu również. Wątek nasz - niewykluczone, że na tvn ku końcowi się chylący - żyje własnym życiem , własną aurę roztacza, własnym nimbem promienieje. Nawet gdy teraz Przyjaciele gdzieś się rozpierzchli, to przecie nie z lęku przed ludźmi bezrozumnymi, nie z obawy ataku, wyśmiania. Sonieczka prosiła o idei dobra sprawiedliwości krzewienie. I to zrobiliśmy. Powiedzieliśmy wiele , sporo osób słowa te w różnych miejscach czytało. I czytać pewnie będzie. Jak widzisz nie wszyscy pojmują, nie wszyscy też chcą zrozumieć. Ale Sonieczka grupie osób w dziele wspólnym zespolić się dała. Jej nie ma a przecie ciepłe myśli ku Niej wracają nie tylko patos, nie tylko nostalgię, nie tylko melancholię budząc, ale też trud codzienny , o którym może mówimy, może piszemy niewiele, a wszak nie znaczy to przecie, że to co nas połączyło w przeszłość odeszło. Raz zakrzewiona idea niesienia dobra może jeno pączkować. Owszem - ten, czy ów z nas napotka na swej drodze osoby podłe, tych co wyśmieją, skrzywdzą, kłody pod nogi rzucać będą. Ale nikt już nigdy w tej grupie osób nie zakrzewi zła. Nikt już nie odbierze inicjatywy. Nikt nie przekona, że nad nieszczęściem drugiego czlowieka nie warto się pochylić, że w chwilach trudnych nie warto mu - choćby radą -pomóc. Masz rację, że łatwiej pewne rzeczy kontynuować wiedząc, że oto ramię w ramię idzie tuż obok ten , na kogo liczyć można, kto poglądy nasze podziela. Ale Oni są -nie ramię w ramię wprawdzie - ale myśl w myśl. Są o wyciągnienie ręki. Mają swoje powody, by milczeć. Czasem wszak, by nowe horyzonty odkryć, trzeba w ciszy przystanąć a ku widnokrągowi popatrzeć w milczeniu.

prowincjusz - 2007-11-15 23:02:07

cyt.: z WU > ...,,Dopiero, gdy w naturalny sposób, w oparciu o prawa fizyki wyjaśnić czegoś się nie da mianem cudu to "owo" określamy.  Ovo - jajo - co kurę poprzedza. ,,...

Czyż istnienie Świata ... naszego, nie udowadnia tego najlepiej ?

Sorellina - 2007-11-16 03:10:24

Prowincjuszu,Ty wiesz... owo...Ovo... poczatek i koniec... Alfa i Omega... Cud!!!!! Tajemnica istnienia, tajemnica zycia,  nieznane, nieokreslone, niepojęte... czyli...?

Aska - 2007-11-16 06:50:11

Mimo, ze jestem realistką, wierzę w cudowne ozdrowienia, wierzę, że gorące prośby wysyłane modlitwą do Pana i sług jego zostaną wysłuchane.Nie raz jeden telewizornia nam donosi o takich cudownych ozdrowieniach. Czy cudem nie było wybudzenie się z długiej śpiączki pana (nazwisko uleciało mi z pamięci), może nie samo wybudzenie, ale fakt, że mózg nie poniósł większych uszkodzeń i człowiek ów do sił wraca, że pamięci nie stracił. Wiele różnych przypadków zna medycyna i wyjaśnić nie potrafi, jakim sposobem choroba śmiertelna cofnęła się.
Nie wiemy czemu nie wszystkie prośby są wysłuchane, może wiara jest za słaba, modlitwa fałszywa, może gorsze cierpienia spotkały by  uzdrowioną osobę, to jest nie do wyjaśnienia.
Zdarzają się cuda, tego jestem pewna.
Wierzę też, że wrócą dawni przyjaciele. Dzisiaj są zajęci, mają obowiązki w realnym świecie do wypełnienia, lecz za dni parę będą z nami, bo dobro zawsze zwycięża i nie zostawia przyjaciela. Dobro nie potrzebuje poklasku, chwały, ono jest zawsze tam, gdzie go najbardziej potrzeba.
Wiem jak trudno zło pokonać, jak potrafi ono osaczyć, zaślepić, ale nie naszych współpisaczy, oni są silni, może teraz ze złem gdzieś toczą walkę? Zjawią się gdy zajdzie taka potrzeba.
Wscieklyukladzie, nie narzekam i wiary nie tracę, a na pewno już rąk nie załamię, na przekór wszystkiemu będę walczyć o nasze założenia, o naszą ideę dobra krzewienia. Czasem smutek i tęsknota mnie dopada i troszkę ponarzekam jak problem jest większy niż wydawać się mógł i do Soni uciekam, a tam nikogo nie ma i wtedy mam chwilkę rozrzewnienia, ale tylko chwilkę, na więcej czasu nie ma, a i szkoda każdej minuty na bezczynność.Lepiej poszukać dobrego sposobu na rozwiązywanie kłopotów i nie koniecznie swoich.

klara - 2007-11-16 10:12:55

Asiu,Ty jesteś bohaterką naszego forum!Miło wejść,poczytać,pooglądać Twoje nowe zdjęcia..O TVN Misogino nie martw się,czasem potrzebna jest chwila namysłu,przeczytania całego wątku od nowa,może nasz czas tam się kończy,ale mamy zmienmyswiat,wszystko będzie dobrze!

Aska - 2007-11-16 11:13:57

Klaro bardzo dziękuję, miłe to co piszesz, ale mija się z prawdą. Proszę nie zawstydzaj mnie, nie jestem żadną bohaterką, jestem przeciętną osobą. Mam taką wadę, a może nie wadę, zależy od okoliczności, zawsze mówię co myślę głośno, nic nie ukrywam. Czasem jest to straszne, nie zdążę ugryźć się w język, ale zawsze są to szczere słowa, mówię co myślę i czuję. Taka już jestem. Teraz po prostu martwi mnie los wątku. To jest zbyt piękne co tam powstało, żeby miało się tak zwyczajnie zakończyć. Może jednak lepiej teraz, niż później? Nie. To powinno z innych przyczyn być zakończone, nie przez trolli, dla nich to woda na młyn, zniszczyli nas, zniszczą i innych. My jesteśmy silni, mamy wspaniałą broń, jaką jest przyjaźń i dobra pełną dłoń. Jeden drugiemu pomożemy się podnieść, ale inni mogą nie poradzić sobie. Z tych między innymi względów nie można teraz zakończyć wątku na TVN. Wiem, że wielu z was podobnie myśli, nic nie mówicie głośno, ja mówię, wręcz krzyczę, nie poddawajmy się tak łatwo.Wątek Soni zakończymy kiedy uznamy, że przyszedł na to czas, będzie to niebawem, ale nie teraz. Wytrwajmy pełny rok, chociaż do końca roku kalendarzowego. Niech będzie to jakaś data znacząca. Nie jest to takie zwykłe ple, ple.
Może jestem nie rozsądna, może nie poważna, tak czuję i tak wam przekazuję.

Basia - 2007-11-16 14:48:57

Kochani,nie panikujmy,bedzie co ma być. Miejsce swoje już mamy,nie pogubimy sie,a nie wieszczmy końca nim on nastał,bo nam sie przepowiednia samospełniająca spełni. Pędzę znowu dalej. Głowy do góry!

wscieklyuklad - 2007-11-16 15:16:06

Ależ Oni są, cały czas są Asiu. Przed wydarzeniami z początku listopada też wydawało się, że to już koniec, że miejsce Przyjaciół wyparli Ci co teren na harce sobie wybrali. Ale wtedy z Europy miejsc różnych siły zaciężne pospieszyły,co jako rycerze sredniowieczni w obronę myśli nasze wzięły. A więc są, więc czytają. Może pisać się wstydzą ?  Może posty ich w niebo lecą ? Spójrz jak wiele wejść jest tutaj na wątku Soni. Jest nas zbyt mało, by liczba ta naszymi jeno odwiedzinami w tym tempie rosła. A więc są - wielu - którzy chcą z naszymi myślami się zapoznać, chcą wracać pamięcią do Soni, Jej Przyjaciół, idei Jej. Dlatego nade wszystko musimy rozmawiać o dobru. Tu czy tam - to bez znaczenia. Dobrym można być w domu i na ulicy. W pracy i w odwiedzinach. W swoim miejscu zamieszkania i na wycieczce odległej. Dobro to życiowa postawa, credo życiowe. Dewizą naszą na tvn było nie opowiadanie o czynach konkretnych, by nie stwarzać wrażenia, że zależy nam na pochwałach, zadziwieniu kogokolwiek, wywyższaniu się. Przyjaciele nasi na codzień spotykają na swojej drodze nowe wyzwania. Jestem pewien, że stawiają im czoła w najlepszy z możliwych sposobów. Nie muszą o tym pisać. Przypomnę też o różnego rodzaju pogróżkach, dziwnych włamaniach do komputerów niektórych z nas. Nie jest to atmosfera sprzyjająca bywaniu na forach. Nauczeni chamstwem i głupotą intruzów, może nie chcą stwarzać kolejnych pretekstów do hańbiących zachowań tych istot - bo ludźmi ich trudno nazwać . Jesteśmy narodem, co niestety niejednokrotnie jednoczy się dopiero w trudnych chwilach. Dopiero to, co nami wstrząsa uzmysławia nam poczucie godności, człowieczeństwa, więzi z innymi. Obok rzeczy - zdałoby się błahych przechodzimy obojętnie. Ale ja wiem , że oto teraz Monique myśli nad swym nowym obrazem, dobro Przyjaciół naszych odzwierciedlającym. Że Ona - jak i tylu innych wspominać będzie często szczęśliwe chwile jakie dane Jej było dzięki forum naszemu przeżyć. Że gdyby nie forum owo , wielu żyłoby nadal w swoich izolowanych światach, w poczuciu osamotnienia, beznadziejności. Wielu odzyskało radość życia, wielu wzbudziło w sobie siły iście Herkulesowe,jakich się w sobie wskrzesić nie spodziewało, a zdolne największym przeciwieństwom stawić czoła, najbardziej brudną stajnię Augiasza oczyścić. Każdy kto do nas zawitał wyniósł myśl jakąś, nad przeczytanymi słowami sie zastanowił. Nie musiał ich akceptować, nie musiał do życia swego wnosić. Mógł pozostać takim , jak niegdyś człowiekiem. Ale przecie najgorszą rzeczą jaka może spotkać kogo, jest zupełna obojętność innych na działania jego. Wiem, że nawet ci nam nieżyczliwi, zmuszeni byli jednak do przemyśleń. Tak więc idea Soni krzewienia dobra i sprawiedliwości spełnia się. Bylibyśmy jednak nierozumnie zarozumiałymi ludźmi, gdybyśmy wierzyli, że dysputy nasze zmienią każdego, co obok nas przejdzie.  Ale czyż ojciec nie cieszył się z powrotu Syna Marnotrawnego ? Czyż - jako Jezus nauczał - pasterz nie powinien cieszyć się zwłaszcza z odnalezienia jednej zagubionej owieczki, mimo że całe stado posiada ? Dlatego nie martwy się. Gdy wątek nasz sprzątnięto z forum MYK-ów nadal tam zaglądano. Nie tak często - archiwum bowiem to zawsze jednak dokument przeszłości - wpisów nowych nie ma więc i zaglądać na bieżąco też się nie chce. Ale liczba wejść z dni pełnych życia, świadczy, że spory tłumek życzliwych - bo jednak rzadko z napaścią otwartą tam się spotykaliśmy - śledził rozmowy nasze.  Dobro jest jak magnes. Możesz od metalu kartką go odgrodzić od żelaznych opiłków, a on i tak opiłki te przyciągnie. Możesz oddzielić dobro wpisami chamskimi a obraźliwymi, ośmieszającymi , od tych co tworzyć je pragną. Ale ono jest od zła silniejsze. I zawsze przyciągnie grono tych, co wbrew wszystkiemu zechcą w życie je wcielać.

hrabina_balkanska - 2007-11-16 15:16:50

Nie martwcie się! Przecież mamy siebie! Sonieczka nie na darmo nas odnalazła w rożnych ziemi zakątkach, ręce nasze połączyła w niewidzialny krąg. My ten krąg widzimy i czujemy, po męczącym dniu pędzimy tu by w tym kręgu Przyjacioł podzielić się myślami lub pomilczeć. A na tych, ktorych słowo "lazaret" drażni po prostu nie warto zwracać uwagi bo jutro nie spodoba im się co innego. Nawet "nowe szaty krola"... Chęci  zniszczenia wątku na tvn nie powstrzymamy. Szkoda tylko,  że osoby ktore do tego dążą nie uświadamiają sobie czegoś innego - co z tego, że zniszczą wątek jezeli przyjaznie tam zawarte pozostaną dalej zywe? A tego zniszczyć ani odebrać nikomu nie są w stanie! Ich "wygrana"  jest tylko pozorna bo tak na prawdę to oni są na przegranej pozycji. Tyle, że sami sobie tego tak od razu nie uświadomią. Gdy zniszczą wątek pojdą szukać nowej "ofiary" i dalej będą szamotać się w prożni, aż na podobieństwo aerobiontow dokonają w niej żywota...

rendrab - 2007-11-16 15:26:47

Kochani witam Was. Mam nadzieje że to co nas czeka, to tylko wiele radości i pogodnych dni. Tak bardzo mi brakowało Waszych postów i poczucia bezpieczeństwa, bo życie jest takie piękne pomimo trosk. Dziękuje za to że jesteście i mogę tu do was zaglądać .Moje okienko na świat mam otwarte.Trzymajcie się cieplutko .

jovanka - 2007-11-16 17:55:22

Ja Was czytam!!!!!! superowo i cudnie

wscieklyuklad - 2007-11-16 19:01:40

Słucham patetycznych Sarabandy Haendla dźwięków, com ją na Misogino wkleił. I plakat ów widzę - broń, ku róży najwspanialszej czerwienią rozjarzonej wymierzoną, but żołdacki co żywot jej zdeptał widzę.
Melodia ta kroczy dostojnie, złowróżbnie kroczy. A przecie melodia tańca to dworskiego, powagą przesyconego.
Kiedy słucham muzyki owej próbuję wyobrazić sobie, jak krok po kroku tabor niewielki przedziera się przez złowrogą ciemność, nieznane kryjącą. Słońce za horyzontem się skryło, słychać tylko przyrody serce. Słychać silników warkot, skrzyp sprzęgła, pisk hamulców na wyboistej, może pustynnej drodze. Słychać przyspieszone zmęczeniem i strachem oddechy... słychać jęki bólu ran drażnionych...... slychać jęk ostatni tych co odchodzą. I słychać myśl Jej co nad pustynią ku nam się niesie .... I modlitwę ku Bogu słaną w prośbach o wsparcie... I widać uśmiech, co w dźwięk skrzypek się zmienia, ton wiolonczeli się zmienia, słodki, łagodny, choć rozpaczą przesiąknięty..... Muzyka kroczy, dobosze w bębny walą jakby rozwalić chcąc te współczesne pandory puszki, jakby  ogłuszyć chcąc zło co w trzewiach swych kryją.
Ku lazaretowi więc spieszę unosząc w duszy obrazy te. Przez knieje pobieloną bieżąc, postaram się różę odszukać, postaram się rewolwer z rąk zła wytrącić....

jovanka - 2007-11-16 19:04:32

dzisiaj się dowiedziałam , ze moja koleżanka ma chorego synka ma naczyniaka , który jest w  jamie ustnej i się bardzo.rozrasta .......i ...........i tylko prosi o pomoc

Aska - 2007-11-16 19:36:42

I cóż Ci mogę powiedzieć? Banalne - wszystko będzie dobrze?
Jedno wiem na pewno, nie Ty masz płakać, Jej pozwól wyrzucić z siebie ból, niech wypłacze się, Ty ja wspieraj, bądź z nią. Wyżalić się, wykrzyczeć przyjdź do nas, dla niej bądź silna. Trudne jest to zadanie.
Na temat choroby niewiele wiem, niech nasi lekarze pokładowi wypowiedzą się.

Sorellina - 2007-11-17 00:28:42

Amarcord-Pamiętam!
Pamiętam ten dzień... ten lipcowy poranek 17-ego...
Jestem w supermarkecie, kupuje "polskości" dla córki,mieszkającej ze swoim angielskim mężem w Anglii...
Dzwoni komórka! "Sonia morta stamattina alle 5.14"  Paraliż strun głosowych, paraliż nóg.... oczy nie widzą już półek sklepowych, nie widzą kasjerki... Trzeba zapłacić za zakupy- tyle mówi instynkt, nawyk,odruch... ale świadomosć błądzi daleko...Sonia! To niemożliwe! To niesprawiedliwe! Nie chcę! Nie zgadzam się!
Bunt! Przeciw czemu? Przeciw komu? Nie śmiem sama przed sobą przyznać. I wtedy pamięć( Anioł Stróż?) podpowiada: Życie ma sens! Wszystko na tym świecie ma sens,choć często ukryty...Nie zrozumiemy go..., ale on tkwi w zamysłach Najwyższego...
Soniu, nie odeszłaś w niebyt, JESTES! Jesteś u Boga, jesteś z nami na zawsze!

Aska - 2007-11-17 04:52:08

Wszystko w świecie przemija powoli,
To co nas łączy, cieszy i boli,
Przemija radość, przemija cierpienie,
Ale na zawsze zostaje wspomnienie.

"To nie my mówimy słowa, lecz słowa nas mówią."
                                                      Witold Gombrowicz

alutka51 - 2007-11-17 09:16:18

Ile można błądzić korytarzami duszy??
Ile można chodzić kanałami serc??
Ile można czytac słowa zastygłe na ustach??
Ile można słuchać spadających łez??
Ile można wierzyć, że to się kiedyś uda..??
Przecież wiesz...
I ja tez wiem,
...że jesteśmy tylko ludźmi
I to nie zmieni się...
...,że mamy swoje wady, lecz nie chcemy zmienić się
Każdy z nas jest inny
Każdy orginalny jest
Nie zawsze można być razem...
nawet gdy się bardzo chcę...
na przekór wszystkiemu
Na przekór niczemu
Na przekór sercu i duszy...
wspólnej podróży nadchodzi kres...
Autor-Żyrafa

hrabina_balkanska - 2007-11-17 11:28:31

***

Widocznie tak się miało stać,
Widocznie tak musiało być
by uczyć dawać, a nie brać
Twe serce przestało bić.

To nic, że zerkasz z gory,
To nic, że patrzysz z Nieba,
nie straszne burze, chmury
gdy przyjazń kromką chleba.

To nic, że czasem zapłaczę.
Dziś serca na oścież otwarte,
Dziś oczy widzą świat inaczej
i życie... życia jest warte.

wscieklyuklad - 2007-11-17 20:22:06

Czy nieuniknionego uniknąć można ? Czy odejście czyjeś dobra zwycięstwa nad złem przejawem być może ?
Te oto pytania przez dzień pracy w lazarecie mi towarzyszyły. Ebola - najstraszliwszy ze straszliwych wirus, praktycznie szans wyzdrowienia nie dający. Ma tendencję do przybierania kształtu liczby 6 - Liczby co potrojona siły diabelskie usposabia. Skąd wirus ten pochodzi, jaki organizm go roznosi, co źródłem jest zakażenia ? Znamy go od lat dziesiątek a naukowiec żaden wątpliwości nie rozwiał, ku ostatecznemu rozwiązaniu nas nie przybliżył.
Siegam więc do opracowań Kodu Biblii, do Objawień Króla Jakuba.
Oto Mount Elgon - ponad 4 tys metrów wysoki wulkan w Kenii. Tam oto Jaskinia Kitum się mieści. Słynna niezwykłej soli zawartością. Sól ta wiele zwierząt przyciąga, tedy jaskinia życiem tętni. Mówią, ze tam jest owo źródło, choć wciąż nie wiemy, czy to gryzonie, nietoperze a może pająki nieszczęście sieją.
"Antychryst przyjdzie spoza Ziemi " tak słowa Apokalipsy głoszą. Księgi fragment słowa te głoszący nosi numer 1:8.
Położenie wulkanu wygasłego to 1stopień 8 minuta szerokości północnej. A więc 1:8. A więc czy to wnętrze wulkanu ( spoza Ziemi?) wrota do piekieł, wrota do Antychrysta kryje ? Kitum w języku miejscowych słowo KLUCZ oznacza. Czy do piekieł klucz ? Klucz co drzwi zła otwiera ? Obok Góry wioska o nazwie Mbale leży. Bail out - to tyle co uwolnić. A więc klucz do uwolnienia zła spoza Ziemi. 
Wulkan opodal Nilu się wznosi. Czy pamiętacie plagi egipskie z czasu Mojżesza ? Oto choroba tajemnicza co lud zdziesiątkowała. Oto wody Nilu krwistą czerwienią zabarwione, oto śmierć dzieci egipskich - syna faraona także, co o wypuszczeniu dzieci Izraela z niewoli zdecydowało . Wirus Ebola ma postaci zabijające głównie dzieci. Wirus Ebola , to gorączka krwotoczna, bowiem krew z miejsc rozmaitych się sączy. Czy to właśnie Ebola siły szatańskie uwolniły. Siły z wnętrza Ziemi ,z piekła rodem ? Czy plagą egipską choroba ta straszliwa była , co na losy świata wpływa ? 
Wielce znamienne są daty odkrycia 3 najstraszliwszych obecnie chorób zakaźnych na świecie : wirus Ebola 1976 r, wirus AIDS - 1983 r, wirus ptasiej grypy - 1933 r. Stwórzmy trójkąt ktorego boki mają długość 76 cm, 33 cm i 86 cm. Otrzymamy trójkąt prostokątny, którego jeden kąt ma 66 stopni. Dwie spośród trzech szatańskich szóstek. A więc to nieuleczalności chorób tych przyczyna ? Czy faktycznie walka z chorobami tymi walką z Szatanem jest ? 
Do dziś regiony , o których piszę są jednymi z najbardziej zapalnych na świecie. Są regionami, gdzie barbarzyństwo, ludobójstwo są na porządku dziennym, gdzie wciąż leje się krew a brat brata zabija. Oto tam Szatan wojnę ludzkości wydał a od wieków toczy.
To tylko myślowe spekulacje. Nawet jeśli krzynę sensu mające, to poświęcenie  Sonieczki, przypłacone potworną zemstą Szatana, co królestwa swego broni miało wszak sens. Tam oto w Afryce, opodal Mount Elgon, opodal Kitum Jaskini narodził się ruch, co walkę ze złem kontynuuje. Polka walkę tę wszczęła, Polakiem wielkim się podparłszy - Gombrowiczem naszym. I tak oto Polacy znów na sztandary swe wznieśli wielowiekowe hasło szczytne walki " O Waszą i naszą wolność " . Wolność od zła.

wscieklyuklad - 2007-11-18 11:09:22

Oto wulkan , o którym pisałem z lotu ptaka. Wygląda jak " Oko zła " ze złowrogą źrenicą pośrodku, z żyłkami nieszczęść ku obwodowi biegnącymi.

Dzień wczorajszy a i poranek niedzielnym na wspomnienia letnich dni, wieczorów letnich poświęcił.
Próbowałem źródło zła odszukać, by zrozumieć, czy oto Szatan macki swe okrutne wyciągnął, by dobro świata tego uszczuplić. Wywody wyżej zamieszczone to rozpaczliwa próba odpowiedzi na pytanie, czy można było uniknąć tragedii ? Pytania o zła tego świata podwaliny. Oto największy na świecie wolno stojący wulkan. Oto jaskinia już przez starożytnych znana. Mówią, że trąbami słoni, co soli o składzie unikalnym poszukiwały, wywiercona. Pierwszy wybuch wulkanu miał mieć miejsce jakieś 24 mln. lat temu, ostatni przed 6 mln. Było wystarczająco dużo czasu, by grotę wywiercić. Grotę 200m głęboką , złowróżbnej serpentyny wężowej kształtu. Na ścianach hieroglify egipskie wyryto. Znak , że starożytni tu bywali. Może w złota poszukiwaniu tu zawędrowali, może w kamieni szlachetnych pożądaniu ? Czego jeszcze ? Przecie sól tu jeno i zwierzat rozmaitych mrowie. A może zawlekli do kraju swego śmiertelną chorobę ? Droga przed nimi  była daleka, a wirus wszak w dni kilka życia pozbawia. A jeśli poruszali się szybciej niż przypuszczamy ? A jeśli jakie zwierzę, organizm jaki co chorobę przenosi w jukach się zabłąkał i dopiero u celu podróży zaatakował ? Afryka - kontynent piękny, choć okrucieństwem swym tajemniczy. Zapewne kolebka ludzkości, niewykluczone, że końca jej źródło. I my bliską - choć zupełnie nieznaną osobę utraciliśmy. Szatan, co może w górze tej siedzi wyciągnął ku Niej bezwzględne ramiona.
I tylko słonie - jak od lat tysięcy ku grocie owej zmierzają bez lęku, w sobie tylko wiadomym celu.

Aska - 2007-11-18 20:05:34

Diabły z jaskiń wulkanicznych się wydostały i nie tylko Ebola wyniosły. Mało było im jednego tak strasznego paskudztwa, bo śmierć szybko ulgę przynosi i cieszyć się im bólem chorego nie długo pozwala.Zaszczepiły wredną oczu chorobę, co bólu nie sprawia, ale świata otaczającego widzieć nie pozwala. Besta, ta choroba się nazywa i nie ma na nią sposobu. Człowiek zdrowy, silny a bezradnym się staje, skazany na pomoc innych. W późnym wieku się odzywa i nie sposób na nowo uczyć się życia. Są na świecie choroby, o których lepiej nie wiedzieć, nawet nie czytać, a o spotkaniu na swej drodze, nie wyobrażać, do myśli nie dopuszczać. Gdy dotknięty chorobą człowiek dowiaduje się co to za jedna, że żadnej nadziei, że mógł ją zstępnym przekazać traci sens życia, radość z wnuków, dzieci. Boi się o tym mówić i żyć z poczuciem winy nie chce.
Takie to choróbska z tych piekielnych dziur europejskich i zachodnich powyłaziły. W Afryce króluje Ebola.

wscieklyuklad - 2007-11-18 20:18:48

Mowa tu o chorobach powszechna, bo i ludzi one nie oszczędzają. Wiele też słów zapewnień było, że pamiętamy, że jesteśmy blisko, że wspieramy - także modlitwą. Są tacy co ze słów tych się może śmieją, widzą w tym ołtarzy budowanie, mauzolea w nieskonczoność stawiane. A przecież skoro medycyna, skoro nauka na faktach się opiera, to powiem Wam , że przeprowadzano eksperyment polegający na ocenie szybkości zdrowienia osób o podobnych schorzeniach - z ich powodu przebywających w szpitalu. Oto za jedną grupę konkretnych osób - obok podawania leków - modlono się, inną lecząc jedynie standardowo.  Porównując czas pobytu szpitalnego wykazano, że osoby , o których powrót do zdrowia proszono opuszczały szpital wcześniej i w lepszym stanie. A więc nie są to pewnie puste słowa. Może faktycznie warto za drugich się modlić ? Oczywiście, tego co nieuleczalne nie da się pokonać. Modlitwy za Sonię sukcesu nie przyniosły. Ale jeśli choć trochę cierpieniom Jej ulżyły to już wiele. Godność umierania, to co nazywamy łagodną śmiercią, jest niezmiernie ważne dla cierpiącego. Dlatego na słowach nie poprzestajmy, a tam gdzie modlitwą pomóc można, próśb do Boga wznoszonych się nie wstydźmy.

alutka51 - 2007-11-19 06:51:16


*** (Podaj mi rękę...)

Podaj mi rękę. Tylko tyle mamy
Ciepła co w sobie jak kubek podamy
Z wrzącą herbatą. Zapal jakieś słowo
A ja zapalę inne jak lampę naftową
Może ten mróz podniebny jakoś przeczekamy
Podniosę lampę, zobaczę - a może
Ktoś jeszcze obok czuwa choć go nie widzimy
Może ten blask mu usta zamknięte otworzy
I powie: Obok nas czuwają inni.


Zaszeptaj. Niech odszepcą. Krzyknij. Niech odkrzykną.
Popatrzmy dobrze w tę noc trzaskającą
Podnieśmy płomyk niech wszyscy przeliczą
Ilu nas jest...
Ernest Bryl

Aska - 2007-11-19 15:07:02

Rozmawiamy o ludzkiej niedoli, o chorobach, radościach i smutkach. Dzisiaj odbiegnę daleko od tematu, mam nadzieję, że nie weźmiecie mi tego za złe. Poruszył moje serce dzisiaj obraz taki.
Szłam ulicą wczesnym rankiem, tętent końskich kopyt usłyszałam. Nic to dziwnego, mieszkam w małym miasteczku, zdarza się, rzadko, ale jednak zdarza, furmankę czy bryczkę zobaczyć na ulicy. Tym razem konie pięknie osiodłane, dżokeje na nich siedzą i z lekka poganiają zwierzęta. Ładny obrazek, nie powiem. Jedna rzecz mnie zniechęca do oglądania takich widoków. Nikt nie zapytał konia, co on o tym myśli. Czy chce być bity, w skóry, rzemienie, łańcuchy odziany? Czym zasłużył sobie koń na tresury? Pytanie męczyło mnie okrutnie, męczy nadal.
Dawno, dawno temu konie biegały po stepach, sawannach. Były piękne i dzikie. Człowiek, istota rozumna, szybko interes do zrobienia zwietrzył. Masowo łapano i krępowano te zwierzęta, odebrano im godność, do pracy ponad siły zmuszono i bito, bito biedne zwierzę. Jeszcze zrozumieć mogę czasy, kiedy nie było mechaniki, kiedy koń był jedynym środkiem lokomocji, w polu, gospodarstwie, do transportu wykorzystano jego siły. Ale jakimże jest okrucieństwem tresowanie tych zwierząt do cyrkowych pokazów. Zwierzę zanim nauczy się sztuczek jest bite, głodzone, do czasu aż pana słuchać będzie. Koń w sporcie, kolejna pomyłka. Zapytał, kto konia czy on chce uprawiać sport? Skakać jak pajac na sznurku, przez przeszkody, nie raz nogi łamać, ścięgna nadwerężać. Taki koń już nie potrzebny, zabija się go. Tak zwyczajnie. Ile tresury trzeba, żeby konia na wyścigach wystawić. Lata całe koniki są pędzane, batożone okrutnie, do czasu, aż pan zadowolony z wyniku będzie. Powiecie, że dba się o konie, ze szczotkuje, czyści boksy, owsem się karmi. Mała to pociecha dla koni, które zamiast tabunami po stepie galopować, stoją uwiązane w stajennych boksach. Widzę ten obraz koni z dżokejami i obrazy Kossaka stają mi przed oczami. Jego szkice, oleje. Malarz ten hołd oddał tym pięknym zwierzętom. Wielu artystów konie malowało, rzeźbiło, temat to wdzięczny, chociaż tyle koniom od człowieka się należy.

Aska - 2007-11-20 07:05:48

Przeglądam każdy wątek, czy czasem chochlik jakiś się nie zakradł. Czytam tytuły do wątku Soni dochodzę. Czytam - "Życie, życie ma sens"..., pierwsza myśl moja, "tak ma i z każdym dniem nowego, głębszego sensu nabiera". W każdym dniu spotykamy coś/kogoś nowego, czegoś sie dowiadujemy, uczymy,  weryfikujemy poglądy i wiele, wiele innych rzeczy dzieje się w każdym dniu. Każdy dzień niby taki sam, a jednak jeden od drugiego różni się. Jeszcze trzy miesiące temu nigdy bym nie pomyślała o pisaniu jakichkolwiek tekstów, w najlepszym razie na zadany temat odpowiedz mogłam wydukać. Dzisiaj latam ze zmiotką po forum i zmiatam jakieś zakurzone literki, poprawiam spadające obrazki... . Ciekawe, kto mnie poprawi, przecież z tego zacnego grona, to ja najwięcej błędów i gaf popełniam. Komputer, jeszcze nie tak dawno bałam się kliknąć. Dzisiaj niewiele ma tajemnic. Kilka programów skasowałam, inne zablokowałam, ale się naumiałam. Wszystkie drobiazgi składające się na codzienność, każdego dnia inny wymiar mają, coś nowego wnoszą. Zatrzymajmy się na moment, przestańmy pędzić jak szaleni, a znajdziemy piękne różnice w każdym jednakowym dniu. Dajmy szansę życiu, a słowa naszej Soni, będą za każdym razem miały głębsze, większe znaczenie, bo życie , życie na sens...

Dzień mglisty się zaczyna, niech to będzie szczęśliwy dla Was dzień kochani przyjaciele
Dzień dobry wszystkim .

alutka51 - 2007-11-20 07:42:23

Witam kochani .Asiu nie będziemy się licytować kto ile gaf popełnia bo ja swoich nie jestem w stanie policzyć.Jesteśmy tylko ludżmi i nie wiem czy znajdzie się osoba idealna która nie popełnia błędów.Pozdrawiam i życzę miłego dnia :)

Kochać i tracić
Kochać i tracić, pragnąc i żałować,
Padać boleśnie i znów się podnosić,
Krzyczeć tęsknocie "precz!" i błagać "prowadź!"
Oto jest życie: nic, a jakże dosyć...

Zbiegać za jednym klejnotem pustynie,
Iść w toń za perłą o cudu urodzie,
Ażeby po nas zostały jedynie
Ślady na piasku i kręgi na wodzie

Leopold Staff

Aska - 2007-11-20 07:57:11

Alutko, nie o gafy, nie o licytację tu idzie. Chociaż i w tym jest jakiś ukryty sens. Każda gafa czegoś nas uczy, coś nam pokazuję, ma sens, tylko trzeba go odkryć. Trzeba po prostu uwierzyć, że nic nie dzieje się przypadkiem, zawsze po coś, za coś, dla kogoś itp.Warto czasem sie zatrzymać i zastanowić, przemyśleć pewne zdarzenia, może wśród przyjaciół przedyskutować, znaleźć ukryty sens i kroczyć dalej.
***
A gdy serce twe przytłoczy
Myśl, że żyć nie warto,
Z łez ocieraj cudze oczy,
Chociaż twoich nie otarto.
Ze stron internetowych

wscieklyuklad - 2007-11-20 11:59:23

Są w zyciu sprawy, o jakich się filozofom nie śniło. Oto komputer poprzedni odmówił nam posłuszeństwa w maju. Nie mieliśmy w nim dostępu stałego do internetu, rzadko więc korzystalismy z tej formy "bycia". I oto awaria twardego dysku problem odgórnie rozwiązała. Przez miesiąc zastanawialiśmy się, czy stać nas na nowy wydatek, ale jakiś wewnętrzny imperatyw popychał ku ostatecznej decyzji. I tak w czerwcu płacząc w duchu ( bo jak by inaczej być mogło , skorom Krakus pełną gębą ?) kupiliśmy tą malutką skrzynkę, która tak wiele zmieniła w zyciu naszym a i innych- w większości nieznanych nam osób. Właściwie już w pierwszym tygodniu użytkowania , odkrylismy uroki internetu - niekoniecznie miłe. Wypowiedzi na forach dyskusyjnych napawały raczej przerażeniem. I mnie dane było w pyskówkach różnych uczestniczyć, jako , że strajk "lekarzy terrorystów", "pielęgniarek - kawę pijących nierobów ) toczył się właśnie i godności swej a i zawodu  bronić chciałem. Ale oto włócząc się z wątku na wątek poznałem Ją. Czytałem słowa, które w natłoku chamstwa, agresji, głupoty - których ilość nie tylko w półroczu ostatnim nie zmalała, ale wręcz - rzekłbym - narasta , były wypowiedziami stonowanymi, a jeśli nawet prowokacyjnymi w tonie to nie po to, by innym ubliżać, namawiać do pyskówek, ale raczej ku refleksji, rzeczową wymianę zdań budzącą zachęcać. Odezwałem się raz i kolejny, kilka razy w obronie stawałem, bo słowa jakie pod Jej adresem padały, przepełnione bezinteresownym zamiarem dokopania, do powtórzenia się nie nadają. Pamiętam te chwile, gdy otwierałem pokrywę laptopa w nadziei , że może oto znów natrafię na wątek przez Nią podjęty.
I wtedy na Gombrowiczam trafił. Na wypowiedź długą, niezmiernie jak na kogoś, kto an obczyźnie zrodzony - merytoryczną. A kiedym pod koniec  pozdrowienie ku mnie kierowane  przeczytał, wiedziałem, że oto dzieje się coś, co przypadkowym być nie może. Że oto Bóg sprawił, iż moja sytuacja zmusiłą mnie do nowego nabytku, by koszty poniesione z nawiązką się zwróciły. Że oto Bóg wybrał jakąś grupę ludzi, by zespolić wokół idei, które powoli ulegają dewaluacji,a wyśmiewane przez wielu w ślepą uliczkę świat wiodą. Może słowa to nieskromne , może i kto zarozumialstwem je nazwie... Ale im więcej myślę o tym , tym w większym trwam przekonaniu, że "to" nie dzieło przypadku, że "to" miało stać się tu i teraz. Trwało miesiąc raptem - nim odeszła, więc przypadkowe być nie mogło.
I oto teraz rozmowy nasze każą nam także zastanowić sie nad sobą, nad własną życia wizją. Podjęliśmy dzieło niełatwe, pełne przeszkód, pełne wyrzeczeń, pełne upokorzeń ze strony bezrozumnych ludzi, co postawę naszą wyśmieją, wyszydzą, spotwarzą.
Uzmysłowiliśmy sobie oto, że nikt nie jest doskonaly. Że każdy z nas ma wiele wad - do których tak trudno nam się czasem przyznać.Że gniewa nas, iż inni słabości nasze widzą. Że wokół jest dużo zła, ale i dużo dobra. Wielu co zło mnożą ale i wielu , co starają się temu przeciwstawić. I nie tylko złu. Biedak przez los pokrzywdzony , ma poczucie osamotnienia. Wie także, że niechęć w ludziach innych raczej, niż litość i pomocną dłoń napotka. Wstydzi się życia swego, zainteresowania życzliwego innych nie czuje się godzien. A przecie dla takich oto ludzi trwamy. Jesli los sukcesów nam nie szczędzi, to dobrze. Sami jednak byt zapewniony mając, o innych zapominać nie możemy, innych odtrącać nam nie wolno - zwłaszcza tych słabszych, którym mniej  w życiu się powiodło. Słabości własnych, gaf popełnionych wstydzić się nie trzeba. Trzeba wszak nauki z błędów wyciągać a na przyszłość starać się ich unikać. Sukces nie zawsze wieńczy dzieła nasze, ale z obranej drogi schodzić nie wolno.
A jaki wniosek z tego płynie ? Może taki, ze warto czasem poświęcić własną wygode, by przeżyć coś pięknego. Że może opory wewnętrzne przełamać trzeba, by przeżyć coś pięknego. Że może trzeba szukac słów bliskich sobie, by wypowiedzią własną do przyjaźni zachęcić. Że może trzeba czasem wiele lat w życiu czekać na dar od losu. I trzeba uporczywie za chwilą tą gonić, chwili tej wyglądać. Nie jest istotne , jak długo ona potrwa - może chwilę przelotną, może  dłużej. Tak , czy tak chwile takie na trwałe życie nasze zmieniają.
Wielu napisało, iż wątek tvn24 nie będzie już taki jak niegdyś. Pewnie, że nie. Wchodząc do świata Soni nieśliśmy ze sobą wiele przyzwyczajeń, określony świat wartości. Odkrywając dzień po dniu, godzina po godzinie sens wątku tego, w coraz pełniejszym stopniu przesłanie Jej pojmując zmieniliśmy system wartości. Zmieniliśmy siebie, swój do świata stosunek, staliśmy się bardziej nań otwarci. Od nas zależy, czy na trwałe.
Tedy Heraklita słowa przypominam, że wszystko płynie, nie można więc dwa razy do wody tej samej wstąpić. Nasza woda łagodnymi meandrami melancholijnie szemrzącej rzeki płynie. Powodzią nikomu nie grozi. Jeśli zalew dobra utworzy - tym lepiej. Misogino zaś - choćby zębem czasu nadgryziony, choćby rdzą poprzeżerany - na zawsze już kilwater za sobą pozostawi. Kołysze się oto łagodnie na boki, na nowych podróżnych oczekując. Rzeka łagodnością do podróży zachęca. A nawet jeśli mielizna jaka się trafi, to zawsze znajdzie się Honoratka, Tasman, marynarzy mrowie, co liny pochwycą a na wody żeglowane korab ten sprowadzą.

Aska - 2007-11-20 18:06:37

Czy to czysty przypadek, zbieg okoliczności czy przeznaczenie jakieś, że większość z nas miała lub ma kłopoty z komputerem? Właśnie teraz, w ciągu tych ostatnich paru miesięcy?
Czyżby to jakiś diablik różki swoje wystawiał? Czy może przeszkadzamy mu w czym?
Nasza dewiza, nasze kredo w piekielnych czeluściach echem się odbiło. Znaczy, że dobrą obraliśmy drogę, że krzewienie dobra przez naszą załogę, załogę Misoginian z Honoratą za sterem, z Tasmanem w bocianim gnieździe daje efekty i będzie ich więcej. Nas będzie przybywać, bo dobro jak magnez przyciąga i trzyma. Ogromną satysfakcję daje, ogromne poczucie bezpieczeństwa, ogromną ilość przyjaciół. Samo dobro jest ogromne.
Spokojnie możemy płynąć naszą łajbą, nie zardzewieje, nie zdąży. Balsam dobra przez burty się przelewa i chroni kadłub przed solą wody.Wieczór  ciemny, przez luk spoglądam, gwiazdy drogę wskazują, załoga do wieczerzy gotuje się. Miłego wieczoru i spokojnej nocy załodze i Wam wszystkim odwiedzającym życzę.

rendrab - 2007-11-20 19:32:44

Witam Wszystkich .Moje okienko na świat jest już naprawione i wiem jak to jest jak go nie ma . U mnie bez zmian życie toczy się leniwie i monotonnie .Noce to najgorsza pora budzi mnie ból i nie mogę spać .to jest nie do opisania .Wszyscy śpią a ja siedzę i myślę czy będę mogła chodzić czy nie .Zycie to nie bajka a ciągła walka o lepsze jutro .Pomyślnych wieści oczekuje .

klara - 2007-11-20 21:02:13

Reniu,przecież jest tyle lekarstw,bierz coś na sen,jest taki lek,który właśnie Nasen się nazywa!Nocne lęki wszak należą do najgorszych,moje dziecko usypiałam czytając mu baśń Andersena-Ole zmruż oczko,jeśli się nie mylę przelatywał i sypał złotym,usypiającym pyłem,może i do Ciebie dziś przyleci?

wscieklyuklad - 2007-11-20 21:35:54

Sen czasem z trudem nadchodzi. Baranów liczenie niewiele wnosi, gdy głowę do poduszki tuląc na nowo trawimy wszystkie problemy z jakimi dane było nam się zmierzyć. Fakt po fakcie, krok po kroku analizujemy to na nowo i od początku, zastanawiamy się, czy podjęliśmy optymalną decyzję, co można było zrobić inaczej, lepiej, jak się zachować, by radość sukcesu była pełniejsza, lub gorycz porażki słodsza. I takie wszak chwile są potrzebne, świadczą o naszym do życia przywiązaniu, o materialnej, uchwytnej więzi, jaka nas ze światem wiąże. Jest to rodzaj odreagowania stresu, choć uporczywe , natrętne myśli, poczucie niezadowolenia, lęk na nowo zrodzony, mogą wypoczynek zakłócić. Jeśli się już zaśnie , wówczas koszmar przyczajony u wezgłowia łóżka marzenia nasze przenika. Sen taki nie zawsze więc wypoczynek daje. Jednak medycyna twierdzi, że gdyby nie taka rzeczy kolej, dostalibyśmy rychło obłędu. Sen jest więc nie tylko relaksem dla nerwów, ale i ważnym dla nich treningiem - choć w sferze podświadomości toczonym. Sen taki - mimo przerażenia , jakie budzi, pozwala nam odreagować stres, pozwala biernie w wydarzeniach jakie podświadomość nam narzuca uczestniczyć. Często jesteśmy bezradni, krzyczymy przez sen , albo zdania dziwne wypowiadamy, jakby w castingu losu uczestnicząc. Duch wydarzeń pierze z poduchy wypiera, baśń chwil minionych nam przypomina. Niejeden też raz rozwiązania podpowiada, jak tańczące pierwiastki z tablicy Mendelejewa, jak wizje katastrof, jak wydarzenia z pogranicza deja vu.
By spać dobrze trzeba pogodzić się z wizją nocy bezsennej. Nie trzeba sie złościć irytować, że sen nie nadchodzi. Sen jest od nas silniejszy. Jeśli wyczerpanie siły nasze pokona, sen nas niechybnie zmorzy. Organizm potrafi uruchomić siły obronne - sen do nich należy. Tedy leżąc wieczorem pod mięciutką kołderką trzeba ciepło wspominać chwile minione- nawet te przykre. Trzeba z nadzieją myśleć o tym co nieznane a co los niechybnie przed nami odkryje.........  Oby we śnie.....

Aska - 2007-11-21 06:36:38

Jak mało trzeba nam i dużo tak
żeby szczęśliwym być drugiemu szczęście dać
wystarczy ciepło rąk muśnięcie warg
wystarczy żeby ktoś pokochał nas
żeby szczęśliwym być i szczęście dać
tak mało trzeba nam i dużo tak...

Przed laty tak śpiewała A. Jantar. Słowa te są ponad czasowe. Zawsze aktualne. Cóż nam jest potrzebne do szczęścia? Co to takiego to szczęście?
Czy w ogóle istnieje, poza słowem? Co sprawia, że czujemy się szczęśliwi?
Sokrates głosił, że najważniejsze dla niego są cnota, mądrość, dusza, a nie dobra materialne
Do szczęścia nie potrzebujemy wielkich pieniędzy, sukcesów zawodowych, sławy, władzy.Najszczęśliwsi są Ci ca mają rodziny, przyjaciół, miłe otoczenie. Oczywiście dobra materialne ułatwiają nam życie, ale same szczęścia nie dają.
Szczęścia można się nauczyć jak jazdy na rowerze Każdy sam musi odpowiedzieć sobie, co dla niego jest najważniejsze. Dążyć do tego, nie krzywdząc po drodze innych. Szczęścia nie da się zbudować na wątpliwych fundamentach. Muszą być mocne podstawy. Podstawy dostajemy w domu rodzinnym. Są to miłość rodziców, ciepło, bezpieczeństwo. W domu uczymy się rozróżniać dobro i zło. Żeby szczęśliwym być, trzeba najpierw je dać. Trzeba przyjaźnie spojrzeć na otaczający nas świat. Nie wolno śmiać się z cudzych potknięć, cieszyć nieszczęściem innych, zazdrośnie spoglądać na sąsiada. Trzeba uśmiech i życzliwość rozdawać, cieszyć się radością innych, w kłopotach rękę im podać. Nie wiele trzeba, żeby szczęśliwym być, wystarczy dobrym być i przyjaznym, kochać świat i ludzi. To wszystko zwielokrotnione do nas wróci. To właśnie szczęściem nazywam.
Takie oto myśli nawiedziły mnie podczas nocy bezsennej. A zaczęło sie tak banalnie, przypomniały mi się słowa piosenki i różności zaczęły krążyć po mej głowie. Różne wspomnienia, przeżycia i takie oto wnioski wyciągam z minionej nocy.
Witajcie drodzy przyjaciele, dzień zaczyna się kolejny, czy dobry będzie? Od nas to tylko zależy.

Basia - 2007-11-21 11:00:37

Przeczytałam i tylko tyle teraz mogę i jeszcze przesłać Wam promienie słonka z Krakowa,bo na nic wiecej czasu już nie mam.Moze wieczorem lub nocką tu wstąpię, o ile nie padnę na nos już na schodach. Dobrego dnia Wam życzę Przyjaciele!

Sorellina - 2007-11-21 11:20:34

Jest Szczęście,to przez duże "S", ktorego nie potrafię zdefiniować,którego pełni może dopiero w innym świecie dane nam będzie zaznać.I są szczęścia,przez małe "s", zwyczajne,ciche,krótkie chwile trwające,dla każdego inne,co raz to nowe barwy przyjmujące...odpryski lustrzane Szczęścia...
Słońce wychylające się zza chmur po długich szarych godzinach...rankiem budzące nas ku Nowemu... wieczorem czerwienią zachodu kojące niepokoje przeżytego dnia...deszcz zmywajacy smutki... śnieg pokrywający troski...księżyc - Nocny Wędrowiec,czuwający nad naszym snem...zieleń wiosny,złoto lata,tęcza jesieni,srebro zimy...radosne szczebiotanie dziecka...kochające spojrzenie matki...pocałunek bliskiego człowieka...telefon od przyjaciela...dobre słowo od nieznajomego..."dzień dobry" sąsiada,wypowiedziane z uśmiechem...niespodziewany a miły gość... zapach choinki, wigilijna wieczerza wśród bliskich...
Moje małe szczęścia,puzzle podarowane przez los.Z nich cierpliwie, z trudem ale i z nadzieją próbuję  złożyć układankę mojego życia.Szczęśliwego życia...

wscieklyuklad - 2007-11-21 19:40:33

Alutka ma dziś do dumy powody. Oto w mieście Jej rodzinnym -z umiłowania krasnali słynącym- dzień życzliwości dziś promowano. Krasnala na jednym z placyków z kolorowych kamyczków ułożono.Łamiącym zakazy postoju mandaty darowano. Życzliwość, to tak naturalna, choć często trudna do wzbudzenia w sobie cecha. A przecie tak ważna dla drugich, dla całych społeczeństw.
Oto spot, w którym staruszka walizkę toczy. Nagle urywa się w niej kółko. Babcia nieporadnie usiłuje usterke usunąć. Znienacka cieniem postaci "Olbrzyma" przysłonięta z lękiem głowę podnosi. A ten miast skrzywdzić, miast okraść , miast przejść obojętnie, przewagi swej nie wykorzystuje do zła czynienia, ale staruszkę na ręce bierze , a ku celowi podróży niesie. Ma jeszcze siły i miejsce na podźwignięcie walizki i psa sporego.
Reklama ta życzliwością przepojona, wymową wzrusza. Na tle tylu innych - głupich treścią, hałaśliwych dźwiękiem, agresywnych wymową, nachalnie narzucających nam ofertę - ta jest szczególnie unikalną.
Czy zachęci do zachowań podobnych ? Oczywiście, nie oczekujmy stada "mięśniaków" co ze staruszkami przez ulice mkną ,jako najsłodszym ciężarem. Choć przecie gest ten dzień zaślubin przypomina, gdy przez próg mieszkania partnerki przeniesienie szczęście ma przyszłe zapewnić.
Życzliwość jest życiową postawą. Gdyby mężczyzna ów pomógł rzeczy porozrzucane pozbierać, dobrym słowem ukoił żal poniesionego uszczerbku, gest ów równie byłby ważny. Tedy pamiętajmy o czynach prostych, na miarę możliwości naszych. Gestów tych się nie wstydźmy, nie unikajmy. Uśmiech drugiego człowieka - najlepszy to dowód, że warto....

alutka51 - 2007-11-21 21:40:06

Wściekły układzie jestem dumna że urodziłam się we Wrocławiu i nie zamieniłabym na inne miasto.Wrocławskie krasnale możemy spotkać spacerując po okolicach rynku jest ich około 40.Musicie przyjechać do Wrocławia
i zobaczyć zabytki,Ostrów Tumski,Rynek ,ZOO ,Ogród Japoński obok Hali Ludowej itd.Wrocławianie są mili i gościnni zapraszam :)

alutka51 - 2007-11-22 09:35:34

Witajcie kochani:) Najpiękniejszą rzeczą, jaką można komuś ofiarować, to pomyśleć o nim. Bo wystarczy myśl, by być gwiazdką na niebie, by być blisko nawet wtedy, gdy tak wiele dzieli.Pozdrawiam :)
Ciepła myśl
Dlatego to chyba tak chce się tu być,
Dla jednego słowa nawet warto żyć,
Dla tego uścisku choć wirtualnego,
Dla myśli od kogoś, kto jest gdzieś daleko.

Dlatego ja także swą myślą się dzielę
Niby nic nie mówiąc - mówię tak wiele.
Tak chciałbym pomagać, nieść radę, otuchę,
Nawet, jeśli mogę dać tylko poduchę.

Choć nieraz bezsilność bezkresna dopada,
To uśmiech jest lepszy niż najlepsza rada,
Przytulenie lepsze niźli pocieszanie.
W tych gestach słabości - siła pozostaje.

Ktoś pewien powiedział dawnym kiedyś czasem,
Że ludzie w niedoli powinni być razem,
Bo wszak tylko biedak biedaka zrozumie,
A w zrozumieniu siła - tylko słuchać umieć.

I myśleć najczęściej o tych, którym trzeba
Takiej myśli ciepłej, jak głodnemu chleba.
Z tego jak najwięcej czerpać przyjemności:
Rozdawać bezcenną sprawczynię radości.

Autor-Dżyszla

Aska - 2007-11-22 10:12:58

Alutki gwiazdka, przywołała miłe wspomnienia. Moja córunia miała prawie cztery latka, kiedy dziadek zapytał, co ma przynieść jej Mikołaj. Była pierwszą wnusią, ukochana maskotka, spełniał jej wszystkie zachcianki. Były to początki lat 80, w sklepach pusto, zabawek nie było. Dziadek podróżował dużo po Europie i zwoził różności, kupował w peweksie, baltonie. Każdy kaprys wnusi był zaspokojony.
Dziecko nie wiedziało już, co ma wymyślać, żeby dziadziusiowi jeszcze się podobało, nie tylko jej. Po chwilce mówi – dziadziuś, już tylko gwiazdki z nieba nie mam. Może Mikołaj mi przyniesie? – Nie dało się dziecku wyjaśnić, ze Mikołaj nie ma gwiazdek. Dziadek szukał prezentu, który zastąpiłby gwiazdkę, ale nic mu nie pasowało. Któregoś dnia zakupy na targu robił i koło choinkowych ozdób przechodził. Uwagę jego przyciągnęły foliowe torebeczki. Były w nich części do składania gwiazdek-bombek. Kupił na choinkę nowe zabaweczki. Pokazał babci, a ta śmiać się zaczęła, że kupił Izie gwiazdeczkę tak też się stało. W paczce między babcinymi, praktycznymi prezentami i dziadkowa gwiazdeczka się znalazła. Radość była niesamowita. –A widzisz dziadziu, mówiłam, że Mikołaj wszystko może.
I tak wszyscy byli zadowoleni, dziadek spełnił kolejne życzenie. Do dzisiaj, jak coś córa chce od dziadka, zaznacza od razu, że nie chce gwiazdki z nieba, już ją ma. Mimo, że dziadek już doczekał się dziesięciorga wnuków, to Ona nadal jest jego oczkiem w głowie i każdy kaprys jej spełnia.

Sorellina - 2007-11-22 11:14:16

W czasie II wojny światowej moi dziadkowie,rodzice mamy, mieszkali we Włocławku.Pewnego dnia zjawiło się u nich gestapo. Dziadkowie dostali rozkaz natychmiastowego opuszczenia mieszkania,pozwolono im zabrać tylko rzeczy osobiste. Mieli 10 minut na przygotowanie się do "podróży" .Babcia w panice,w ostatniej chwili,wcisnęła dziadkowi do kieszeni 2 swoje pierścionki.Niemcy wyprowadzili ich niezwłocznie z mieszkania.Na szczęście moja ,wówczas 8-letnia ,mama przebywała wtedy u krewnych na wsi,gdzie cała rodzina miała spędzić Boże Narodzenie.Dziadków popędzono na stację kolejową.Wagony towarowe,kierunek?Dowiedzieli się tylko, że jadą na południe, do jakiegoś "obozu pracy"...Porozumiewawcze spojrzenie i już wiedzieli: uciekną! Ucieczka z transportu wydawała się niemożliwa,a jednak udało się! Jakiś Anioł nad nimi czuwał! Wracali pieszo wiele kilometrów,po śniegu, trzęsąc się z zimna, głodni... A w głowie mieli tylko jedną myśl: dotrzeć do córki, zdążyć  przed Wigilią! Zdążyli! Dziadek sprzedał po drodze pierścionki babci.Kupili za nie prezent gwiazdkowy dla swojej Basi: piękną, mrugającą oczkami lalkę! To była najpiękniejsza Gwiazdka dzieciństwa mojej mamy...Jeden z tych momentów,dla ktorych życie ma sens!

rendrab - 2007-11-22 12:14:55

Moja najszczęśliwsza gwiazdka była trzy lata temu ,wtedy wiadomo było że syn będzie mógł prawie normalnie funkcjonować .Był to dar a zarazem najpiękniejszy prezent pod choinkę.Nic nie zastąpi tej radości i wzruszeń jakich w tym dniu miała cała moja rodzina .Pomimo że to była gwiazdka płakaliśmy ze szczęścia ,że koszmar się skończył i możemy być razem.Najpiękniejszy dzień jaki może sobie wymarzyć matka ,kótra patrzyła jak jej dziecko umierało i oto cud .Tak to wspaniale móc być z całą rodziną i cieszyć się takimi chwilami.Zycie nabrało barw.

Basia - 2007-11-23 03:15:53

Od kilku godzin usiłuję taki oto wpis na watku Soni zamiescić:
Dzien wczorajszy. wielce w wydarzenia mi bogaty,prawdziwie dziś dopiero sie ukończył. Medyk o rekach złotych,który wczorajszego wieczora Tatkowi memu zaćmę z oka usuwał, opatrunek dziś zdjął ,Tato świat na nowo ujrzał i rzecze,ża im wiosen ma więcej to coraz bardziej ów mu sie podoba.A teraz - to dopiero piękny!
Ja zaś ku mej mysli przerwanej powróce,by Wam donieść,jako rozważania góralskie Księdza Józka o Heraklicie z Efezu - Jędrzku Chmurze w serce me zapadly.
A tak w "Historii filozofii po goralsku" stoi:
"Jędruś zapatrzowoł się w ogień i we świat. Wycuł,ze w tym jest rozumno myśl.Wycuł,a duzo nie godoł:"syćko z ognia i bez ogień". Tak pedzioł.
   Casym cuć ogień w sobie - we wnuku. Cujes,jak cie poli. Cujes go w zozdrości. Cujes go w zolu. Cujes w tesknocie. I w mielości tyz. I wte zyjes jakby sobie samemu na sprzycność. Ogień tardze cie na dwie połówki. Jedna chciałaby się przyblizyć do watry, a drogo od watry ucieko. Takis jakbyś był ćmom i wilkiem na roz. Ćma do ognia ciągnie. Wilk od ognia ucieka. A casym takiś, jakbyś był dymem i popiołym. Jedno cie w góre ciągnie, a drugie w dół. Wyjdzies na wierch, fciołbys skocyć w przepaść. Stois na dole, fciołbys wyjść na wierch. Wse ześ taki jakisi niedzisiejsy. Płomienie sie z ciebie dobywajom.
   Cłek zyje sobie samemu na sprzycność.
   Niby Grecy nazwali to "dialektykom". Tyz piyknie. "Dialektyke" mozes uwidzic gołym okiem,kie Jasiek, Władek i Józek sóm jest przynapici. Kie sie Jasiek przynapije, to go gorzołka ciągnie w dół. Kie sie Władek przynapije, to gorzołka ciągnie go na bok. A Józka zaś gorzołka ciagnie do zadku. Kie sie najdóm syćka pijani, to sie poobłapiajom i trzymajóm sie wroz. Tak se idóm. I choć kozdy z osobna ni moze się na nogach utrzymac, to razem się trzymajom. Idom śpiewajęcy sobie samym na sprzycność. I to się nazywo "pojednaniem w sprzycności". Jędrek z Pyzówki tyz to wywiodł jako tyn Heraklit."
I wywodził jesce "krótko  a nie długo: "Wiedź-cie se, ze syćko płynie. Nie zstąpis dwa razy do tej samej wody". Wtoz ta wiy,co mioł na mysli?"
   I ja takoz po Ksiyndzowych słowach se dumom. Cyz tyn ogień i w nas nie poli sie co roz? Cyz tyn ogien włośnie ku tym stronicom nas nie powiódł? Cyz i my, przijaciele Sonii,ftozy po ftelóm świecie żyjęcy, a cucie wielgie a rózne ku cleku mamy. nie sóm jako te górole, co się razem trzymajóm? I cyz ni roz w sprzycnosci, a nie w gniewie, ku cylowi co jest "dobro" nie zdónżamy?
  A tam kajsi daleko nos cłek przed bacówkę,co jom namiotem zwie wychodzi a o słowie mędruje. A słuchać harmoniji przestworzy przypomina. A kajsi w drugiej stronie dziwcę o muzyce prawi i gro. A telo nos i nowe idóm. I tak sobie godajom i  godanie wciągo a w ucynki dobre przemienio. I tak jest "Sprzycnośc i jednanie, jednanie i sprzycność. Juz sie nie wyprzągnies, jaz nogi wyciągnies".
Hej!
Nie wiem,dlaczego nie wchodzi. Być może inni,tak jak ja do wątku się dobijają. Nie wydaje mi się jednak,by ponaglenia i żale były właściwe. Pisanie, wymiana mysli, przyjemnoscią a nie przymusem niech zostanie. Tak już nieraz bywało,że na wątku raz pusto, raz tłoczno bywało.Nie nawołujmy sie na siłe, nie straszmy,że lada dzień ktoś ten wątek zamknie. Dajmy spokój dyskusjom kto, kiedy i jakm sposobem ma zawrzeć wrota. Tak naprawdę,to prawo do tego ma tylko jego założycielka. Z przyczyn oczywistych - tak się nie stanie. Zostawmy rzeczy swemu biegowi. Jesli to juz nastąpi i wpisać na wątek Soni po prostu się nie będzie dało - droga do odnalezienia się juz została wskazana. Na temat odwiedzania tego forum dyskusja tak naprawdę się juz odbyla. Nie wracajmy do niej,bo i po co. Zostawmy tę niecierpliwość. Lepszym wydaje mi sie stanięcie, jak niegdyś Karen Blixen nad brzegiem rzeki i machnięcie ręką:"Niech płynie...".

Aska - 2007-11-23 07:23:54

Czytam Basi piękne słowa zawierają tyle treści i zastanawiam się, co powodem jest „odrzucenia” tego tekstu? Moje bzdurne pisanie zawsze jest umieszczane, jak zdarzy się, co mądrego powiedzieć, odrzucone zostaje, rzadko, czasem. Staram się, ale chyba za mało, w niezbyt mądry sposób przekazać myśli swoje, nie zawsze jest to odczytane. Czuję się jak za dawnych lat, kiedy cenzurą objęte każde słowo było. Dawniej nie rozumiałam, dlaczego, i tak zawsze myśl została przekazana, a dzisiaj nie ma to już zupełnie sensu. Nie dopuszczam do siebie myśli, że dobro komuś przeszkadzać może, że tylko te posty dopuszcza, które mogą zwadę wywołać i pyskówkę. Bardzo chcę się mylić.
Do wątku dostać się jest bardzo prosto, wystarczy w gogle wpisać i to wszystko. Nie chcę nawoływać już do pisania u nas czy gdzieś indziej, do rejestracji na forum, nie o ilość użytkowników tu przecież chodzi. Niech każdy robi, co uważa za stosowne. Myślę, że jest dobrze jak jest, rozmawiamy sobie o wszystkim i niczym, poruszamy tematy różne, a kiedy trzeba zwieramy szeregi i gotowi do pomocy, do dobra niesienia jesteśmy. Czyńmy dalej, co czynimy, nieśmy dobro w świat szeroki nie zważając na nic. Po drodze spotkamy nie jednego dobrego człowieka, zatrzymamy się chwilkę porozmawiamy, doświadczeniami wymienimy się i pójdziemy dalej. Teraz, gdy zima zbliża się wielkimi krokami, uważniej rozglądać się musimy, gdzieś w zacisznych kącikach pochowani są Ci, co nas potrzebują.

klara - 2007-11-23 10:34:07

No to mam kłopot,wszystkie moje posty wchodzą,może ta cenzura działa tak jak komputerowy nabór do policji-odrzuca tych inteligentniejszych?Szukam rozwiązania bardziej dla mnie przyjaznego-ja nigdy nie piszę w czasie ciszy nocnej?

Basia - 2007-11-23 11:35:16

Zaiste nie potrafię zgłębić tajników selekcji postów wchodzacych lub nie na wątek Soni. Czas jakis ukazuja sie moje,nawet najbanalniejsze "jak leci". Pojawiają się ślady odwiedzin, niezależnie od daty czy pory dnia (częśćiej nocy).Wiedza owa tajemną dla mnie pozostaje. Zatem by tradycji nowej stało się zadość, kolejny wpis na wątek Sonii tutaj zamieścic chciałam.
Ale, co za niespodzianka, ów właśnie wszedł, powtarzac wiec nie będę.

Aska - 2007-11-24 07:17:53

Nigdzie nie być

Być wszędzie,
ale nigdzie nie być.
Krzywdzić i być krzywdzonym,
zemsty szukać w ponurym świecie.
Być przyjacielem wszystkich,
ale nie być przyjacielem nikogo,
spacerować po cienkiej linie,
swojego przeznaczenia.
Być dla ludzi nikim,
oto wartość istnienia,
kiedy w puste, szare dni
nikt na Ciebie nie czeka...

Wiersz napisała młoda dziewczyna, Agnieszka. Wiele jej wierszy cytuję, dokładnie przedstawiają uczucia. Czy człowiek wyrządzający świadomie krzywdę innemu człowiekowi, ma przyjaciół, takich prawdziwych, nie "przebierańców" szastających tym słowem. Jakże bardzo smutny jest jego świat, jakże ubogi. Mimo całego bogactwa wiedzy zdobytej ciężką pracą, mimo bogactwa konta bankowego, taki człowiek "w szaty króla" jest odziany.Na salonach bryluje, a słotne, długie wieczory sam ze sobą obcuje. Nie ma wspomnień radosnych mimo uśmiechu na twarzy.To uśmiech malowany, nie szczery z serca płynący. Udawany.

alutka51 - 2007-11-24 07:43:29

Witajcie kochani :) Życie to gra i trzeba walczyć ,nigdy się nie poddawać walczyć oto, co nam się od niego najbardziej należy.Dopóki, dopóty, nie odkryjesz ostatniej swojej karty nic, nie jest stracone.Już się nie raz przekonałam że prawdziwych przyjaciół poznaje w biedzie i właśnie Ci, którzy potrafią być wtedy kiedy ich najbardziej potrzebuję .... są siłą mojego życia.Pozdrawiam:)

wscieklyuklad - 2007-11-24 10:32:43

Księżyc w pełni nieszczęścia różne zwiastuje. Przeczucie ich mnie nie myliło.
Gdyby dożyła 01.01. 2008 r skończyłaby 96 lat. Niestety nie dane Jej już będzie radować się kolejną Gwiazdką, kolejnym opłatka łamaniem, kolejnymi pomyślności życzeniami.
Leżała oto nocą w majestacie odchodzenia , z rękami splecionymi na brzuchu. Twarz spokojna, już nie cierpiąca, koroną bujnych siwych włosów zwieńczona. Miała dwa latka, gdy I Wojna świat Jej rodziców postawiła na głowie. Miała pięć lat, gdy wybuchła Rewolucja Pażdziernikowa. 27 gdy II wojna Światowa doświadczyła Ją tym samym co dane było Jej Rodzicom przeżyć. Uciekała przed ludzkim bestialstwem-jak kiedyś Jej bliscy z Nią - ze swoją 4 letnią córeczką. Ta wspominając teraz tamte dni , siedziała u wezgłowia Jej łóżka. W jej oczach było widać nie tylko smutek. Widać było miłość do tego co odeszło.
Kiedym do lazaretu powracał zastanawiałem się jak czasy były to inne. Jak los za ludzi decydował, jak losami ich manipulował okrutnie. Jak wielką rodził odpowiedzialność. Jak wejście w świat dorosłości wielu ludzi przyspieszał.
Dziś wielu z oponentów naszych- ma pewnie takie dwu- czteroletnie dzieci. Kiedy oni czas swój trwonią błąkając się po forach, by bebnieniem w klawisze czas swój wypełniać, by bębnieniem owym po glowach oponentów walić, dzieci te pewnie śpią snem błogim. I oto Oni nocą pochylają sie nad ich łóżeczkami, pędzą gdy jęk posłyszą, przewijają mokre pieluszki... Może godzinami w ramionach kołyszą, by płacz utulić .... A więc są ludźmi nie wyzbytymi z uczuć... A więc wiedzą, że czyjeś cierpienie potrafi mobilizować.... Dzieciątko biorą oto na ręce nie dlatego, ze krzyk Jego razi ich uszy, ale dlatego, by okazać mu swoją bliskość, swoją rodzicielską miłość. Kiedy o tym myślę zastanawiam się, co dzieje się w umysłach tych ludzi, że oto za chwilę zasiadą znów do komputerowych klawiszy, po to by szerzyć ideę walki, ideę niszczenia oponenta, ideę braku szacunku dla drugiego człowieka. Czy komputer, to jakaś tajemnicza używka, co alkoholu, narkotyków wzorem rozum niektórym odbiera ? Łudzę się, że może takich jak piszę powyżej nie ma zbyt wielu. Że moze akurat tacy ludzie wykazują szczególna dbałość o słowo, szczególny szacunek dla drugiego człowieka - jedynie wiekiem, doświadczeniem życiowym od dziecka ich się różniącego.
Część zapewne jest już starsza... Dzieci odchowane, po nocach nie płaczą. Pytam  znowu- dlaczego więc o czasach odpowiedzialności za drugiego człowieka zapomnieli ? Co zaszło w ich życiu, że oto teraz niszczą, plugawią, z rzeczy poważnych kpią, wyśmiewają je, potwarzą ?. A innym ludziom wypluwają w twarz swoją do nich niechęć.
Część w końcu dopiero na progu życia staje. Ci czasów swego dzieciństwa nie pamiętają lub pamiętać nie chcą. Zapomnieli oto, że gdyby nie odpowiedzialność ich Rodziców, może dziś nie siedzieliby przy komputerze, by drugich krzywdzić. Że gdyby nie odwieczne prawa natury - prawa odpowiedzialności za drugiego czlowieka, może niejedna choroba by ich powaliła ? Że dzięki nocom spędzonym przy ich łóżeczkach przez udręczonych życiem Rodziców, niejednemu z nich życie uratowała ?. Że gdyby nie miłość ich Rodziców, może  zdarzenie jakie żywot by im skróciło, świata współczesnego na męki obcowania z nimi nie skazując ?.
Jeśli rodzin jeszcze nie założyłi pojawia się przerażające pytanie ; Jakimi bedą Rodzicami ? Co przekażą swoim dzieciom ? Czego ich nauczą ? Jakie na świat poglądy przedstawią ? Czy dzieci ich płacząc w łóżeczku z sobie tylko znanej przyczyny, będą mogły być spokojne, że oto odpowiedzialność za drugiego człowieka, odpowiedzialność za dojrzałe czyny przywiedzie do nich Matkę... Ojca... Jeśli tak to wezmą może wówczas na swoje ręce Życie. Przytulą do serca. .... ukołyszą.
Może dopiero wówczas, gdy poczują rytm kołysanego Życia zrozumieją......

Aska - 2007-11-25 04:55:28

Przeglądając prace licealistów znalazłam  tekst napisany przez piętnastoletniego Adriana. Kilka razy wracałam do profili chłopca, może się pomyliłam, może źle odczytałam jego wiek. Nie, wszystko w porządku. Sam temat jest piękny, a napisany przez młodziutkiego człowieka, zachwyca. Kolejny raz przekonałam się, że mamy wspaniałą młodzież. Te okropieństwa, o których słyszymy, to tylko wyjątki nagłośnione przez media. Skopiowałam tekst w całości, oceńcie sami.

"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest nie widoczne dla oczu" - rozważania.

Ta piękna, głęboka myśl powinna być mottem każdego człowieka. Nie można bowiem oceniać nikogo tylko po tym, jaki ma kolor oczu lub skóry. To, że ktoś nie ma pieniędzy na nowe ubranie czy chleb nie oznacza wcale, że jest gorszy. Najczęściej jest wręcz przeciwnie: ubodzy ludzie rozumieją, co znaczy być głodnym i wycieńczonym, przez to stają się bardziej wrażliwi na krzywdę wyrządzaną innym. To właśnie oni potrafią i chcą się dzielić z bardziej potrzebującymi, nawet gdy sami niewiele mają. I chociaż niektórzy żyją w skrajnej nędzy, to nie obwiniają nikogo za swój los.Podane przykłady nie świadczą wcale, że osoby bogate są skąpe, samolubne i niemiłe, ale zdarza się to dosyć często. Wbrew pozorom, bogacze non stop narzekają, zawsze chcieliby mieć więcej; żyją w ekskluzywnych warunkach, tak więc nie znają biedy i nie czują się w obowiązku wspomagać ubogich.Drugim argumentem potwierdzającym tezę jest fakt iż oczyma nie można zobaczyć wnętrza człowieka. Jego wady i zalety poznamy dopiero po dłuższej znajomości. Rzadko kto decyduje się na przyjaźń z drugą osobą tylko ze względu na jej wygląd czy stan majątkowy, najważniejsza jest umiejętność współżycia (empatia) i szczerość. Nikt nie potrafi, nawet przez najlepszy mikroskop, zobaczyć, co każdy ma w sercu. To "coś" można tylko poczuć. Często jednak ubranie dobrej marki, ładny makijaż i zgrabna sylwetka są decydującym czynnikiem. Szczególnie jeśli chodzi o pracę. Żaden pracodawca nie chce przyjąć nieatrakcyjnej sekretarki czy zaniedbanego chłopca "na promocję". Tak samo jest z osobami niepełnosprawnymi. Boimy się ich, czujemy się w ich towarzystwie nieswojo i skrępowani. Dlatego unikamy z nimi kontaktu, a są to przecież ludzie tacy jak my. W tym przypadku też na przeszkodzie stoi wygląd a także sposób wykonywania codziennych czynności, takich jak poruszanie czy porozumiewanie się.Niestety, zdarza się, że na ulicy zostanie napadnięty człowiek tylko z powodu pochodzenia lub koloru skóry. Prawie każda ciemnoskóra osoba, mieszkająca np. w Polsce, miała z tego powodu nieprzyjemności: pogróżki, przykre żarty lub pobicia. Żaden z tych bandytów nie zastanowi się nad tym, że Niemiec, który został właśnie przez nich okradziony, nie miał nic wspólnego z wojną i Hitlerem. Na podstawie wymienionych argumentów możemy przekonać się, że: dobrze widzi się tylko sercem, a najważniejsze jest niewidoczne dla oczu. Ale należy pamiętać, że niektórzy o tym nie wiedzą"Dobrze widzi się tylko sercem. Najważniejsze jest nie widoczne dla oczu" - rozważania.

Czy to, że młody człowiek tak myśli nie jest budujące, jest na pewno wspaniałe, motywujące do działania.
Nie jest to praca klasowa, nie domowa. To są rozważania chłopca, jego myśli.

wscieklyuklad - 2007-11-25 10:30:42

Mamy najwspanialszych informatyków, co  światowe Olimmpiady wygrywają...... I stan komputeryzacji naszych instytucji na poziomie czwartego świata. Mamy  cenionych pracowników różnych dziedzin - wspaniałych fachowców, co w poszukiwaniu środków do życia za granicę uchodzą.....
I mamy wspaniałą młodzież, której wielkość , której ukryte talenty niewielu odkryć potrafi.
Czytam tą wspaniałą - jakże życiowo mądrą wypowiedź czlowieka raptem 15 - letniego. Wypowiedź mądrością człeka dziesiatki lat życia mającego za sobą równa. Skąd myśli taką goryczą przepełnione ? - dochodzę. Skąd taka rozpacz dysproporcji między "wartością czyją" a umiejętnością jej oceny przez innych ?
Dusza czysta, pięknem przepełniona, dobrocią, działania chęcią. Może kto nie dostrzega znowu tych walorów ? Może nie dostrzega tego "czegoś' , co duszę chłopca owego w czasach wiekiem indukowanej myślowej "burzy i naporu " opanowało ? Duszy, co oczekuje na rękę patrona, na wskazówkę, która ku wielkim czynom popchnąć byłaby zdolna - bo człowiek ten do wielkości istotnie zrodzony został.
Ileż takich zmarnowanych perełek jest wokół nas. Ileż dobra , ileż energii marnuje sie bezpowrotnie.
Na spotkaniu krakowskim z redaktorami Szkła Kontaktowego dowiedzieliśmy się, że autorem tych filmikow, które plastelinowym ludzikom wkładają w usta wypowiedzi autorów programu jest .... 15 - letni chłopiec.
A więc w tej grupie modzieży są tacy, co nie tylko burdy i wygłupy mają w głowie. Nie tylko ci, co na świat nie zważają, co pogrążeni w rozpaczy biedy, beznadziei przeszłości nie potrafią wykrzesać w sobie niczego poza niechęcią do świata, do innych ludzi, których skrzywdzić pragną. Nie tylko ci, co niszczą ławki w parku, wyrywają torebki staruszkom, biją rowieśników wymuszając haracz, mażą po murach naszych domów. Powinny się znaleźć środki, by stworzyć wartościowej młodzieży szansę rozwoju. Gdzie dawne Domy Kultury, gdzie w kółkach zainteresowań można było doskonalić swe umiejętności, zawiązywać przyjaźnie, szlachetnie rywalizować , podejmować wiele pożytecznych działań, czytać wiersze i tworzyć je. Czy nasz kraj był wtedy bogatszy ? Przecież idziemy pono ku postępowi. A idąc stworzyliśmy technikę niebywałą. Technikę co służąc człowiekowi zamknęła go jednocześnie w klatce samotności, odizolowała od świata. Gdzież pieśni "biesiadne" imieninowych , urodzinowych spotkań naszej młodości ? Wtedy tak denerwowały, ciszę nocną zakłócając, a były przecie do spotkan okazją, chwilą gdy więzi międzyludzkie krzepły. Dziś zakłóca ją jeno krzyk ofiary napadniętej gdzieś opodal, awantury zza ściany dobiegające.
A przecie po ulicach tych, za ścianami domostw jest tyle dobra. I nikt nie wie jak uszy otworzyć na jego opowieść.

Aska - 2007-11-26 10:02:47

Tolerancja. Cóż to takiego, co to za stwór? Encyklopedia podaje:
-    Tolerancja [łac. tolerantia ‘cierpliwość’, ‘wytrwałość’], socjol. postawa zgody na wyznawanie i głoszenie poglądów, z którymi się nie zgadzamy, oraz na praktykowanie sposobu życia, którego zdecydowanie nie aprobujemy, a więc zgody na to, aby zbiorowość, której jesteśmy członkami, była wewnętrznie zróżnicowana pod istotnymi dla nas względami.
Uważamy się za Naród tolerancyjny, a na każdym kroku piętnujemy „inność” Jak nauczyć młodzież życia w środowisku, kiedy sami nie potrafimy pogodzić się z nim. Kiedyś była „jedynie słuszna racja” i wszystko inne pochowane głęboko. Wówczas, rodzice nas uczyli, że wszyscy mamy prawo do swojego zdania, swoich myśli. Należy szanować inność, inne spojrzenie na otaczający świat, wyznanie, kolor skóry. Nie można było o wielu rzeczach mówić głośno, a jednak ludzie potrafili porozumieć się i nie bacząc na pochodzenie, zasób portfela wspólnie wywalczyli nam wolność. Dzisiaj dzieci w szkołach, na podwórzu wyśmiewają się z biedniejszych, z bezdomnych, ze wszystkiego co jest inne niż u nich w domu .Nie winię dzieci, są do bólu szczere. Nie zdają sobie do końca sprawy ze swojego zachowania, nie rozumieją, jaką krzywdę wyrządzają innym dzieciom, rodzinom.
Na zebraniu rodziców, w gimnazjum, wychowawca opowiada jak przebiegała lekcja , na której mundurki były rozdawane. Nie wszyscy rodzice we wrześniu opłacili , jest to dla wielu rodzin trudny miesiąc. Część dzieci musiała poczekać na mundurek do października, a nawet do listopada. Jeden z uczniów tak się odezwał do kolegi – Co nie dostałeś jeszcze zasiłku?
Wymianę zdań nauczyciel przerwał, do bijatyki prawie doszło. Żeby było śmieszniej, był to uczeń z tak zwanego „dobrego domu”. Ba, bardzo dobrego, z tradycjami, korzeniami, wzór rodziny. Oczywiście żadnych konsekwencji, to nie on, jego sprowokowano – tłumaczy ojciec młodzieńca. W innej klasie tej samej szkoły, jeden z uczniów jest Protestantem, nie uczęszcza na lekcje religii. Jest nowym uczniem, bardzo dobrze sobie z nauką radzi, wielu kolegów zyskał. Do momentu, kiedy koledzy dowiedzieli się, że jest innej wiary. Byli ciekawi, pytali, dużo rozmawiali przez dwa dni. Później zaczęli z niego drwić, ubliżać, poszturchiwać. Nie była to reakcja spontaniczna, reakcja na wiadomość, minęło trochę czasu. Dlaczego tak się stało? Wszystko dobrze by było gdyby rodzice się nie dowiedzieli. W domach wielu padły złe słowa, reakcja dzieci to pokazała.
Kto i gdzie ma nauczyć dzieci tolerancji? Rodzina, szkoła, ulica wszędzie po trochę dzieci uczą się życia. Nie wszystko jest w stanie dojrzeć rodzic, nie wszystko wychwyci szkoła. Bardzo duży wpływ ma „ulica”, zaryzykowałabym znak równości między domem, a otaczającym młodego człowieka światem. Dziecko w domu mówi to co chcą usłyszeć rodzice, ich zdanie powtarza jak papuga, w szkole – nauczyciela, a na podwórzu , w śród kolegów pokazuje jaki z niego gieroj. Wychodzi to co zaczerpną z telewizji, co usłyszał, a nie zrozumiał z rozmów dorosłych plus własne fantazje i rośnie pod naszym bokiem rasista, nie tolerancyjny obywatel. Wszyscy, my wszyscy dorośli jesteśmy wychowawcami naszej młodzieży, dzieci. Nie tylko rodzice i szkoła. Nasze zachowanie, nasze słowa maja wielką moc. Zachowajmy i przekażmy młodym  ludziom dobro, miłość, tolerancje, chęć niesienia pomocy, które jeszcze w nas jest. Wyciągnijmy gdzieś z naszej głębi te wielkie pokłady dobra i rozdajmy tym co się zagubili. W nich jeszcze maleńka iskra się tli, rozpalmy porządny ogień, dajmy dobry przykład i wspólnie wychowamy wspaniałych, młodych ludzi, którzy będą nam podporą do ostatnich naszych dni.

wscieklyuklad - 2007-11-26 21:14:20

Pozostaje jeszcze pytanie zadać, w jakim stopniu zachowania tolerancji pozbawione są wynoszeniem poza dom obowiązujących w nim wartości. Jak często zawiść wobec innych świat dorosłych wypełnia. Padają słowa gorzkie, wrogością przesycone. Bo czemu to akurat "Kowalski" ma to, albo tamto, a ja nie, dlaczego jto akurat Kowalski jeździ tam a tam , a ja nie, tym czym ja jeździć nie mogę. Skąd on na to wszystko ma ? I dlaczego ja tego jestem pozbawiony ? Trzeba zrobić wzszystko, by on to stracił, by nie czuł się lepszy ode mnie, bo niby z jakiej racji . Pojawiają się oszczerstwa , plotki, nierzadko donosy do urzędów słane. Każdy musi zostać zbadany więc niech ma. A przy okazji coś może znajdą i będzie miał za swoje.  "Życzliwi, anonimowi ludzie"
Czasy  Solidarności wielkie były troską o każdą jednostkę ludzką. Zniewoleni, ubrani w karby jedynie słusznej polityki tęskniliśmy do wolności. A że tęsknota ta powszechną była, tedy łatwiej było się zjednoczyć we wspólnej walce, wspólnych dążeniach, wspólne cele wytyczywszy. I tak stoczniowiec walczył o prawa nauczyciela, prawa lekarza do normalnego, dostatniejszego życia. Do godnego odpoczynku po trudach pracy. Dziki kapitalizm jaki potem nastąpił, szybko dokonał nowych podziałów. Upadające zakłady, masowe bezrobocie, rozkład systemu związkowego dokonały dzieła moralnego wyniszczenia. Bieda, poczucie beznadziejności, zamknęły ludzi w ich domach. Było to jak nadchodzący huragan, przed którym zabijamy okna i drzwi dyktami,  przed którym w schronach ratunku szukamy. A on i tak gna, i tak wyrywa domy z posad, i tak przenosi samochody o setki metrów, i tak pozostawia po sobie ruiny i zgliszcza. Zniszczenia to nieodwracalne, sił wszako nie mobilizujące. Jak Klara napisała gdzieś - "mnie się już nie chce, będę stać z boku przypatrując się co dalej, kolejny raz nie dam się nabrać ".
I tak kolejne ludzkie marzenia w gruzach leżą. I żadnej perspektywy narodu na niemożność skazanego. Dziś ten sam lekarz o którego godne zarobki walczono jest "mordercą, łapownikiem, bydlęciem skrajnym". Nauczyciel nie może nawet krzyknąć na dziecko bo to "nie pedagogiczne".  Widzimy sceny ze szkół amerykańskich w przekonaniu tkwiąc , że podobne obrazki u nas to tylko kwestia nieodległego czasu. Że tu też niedługo wkroczy pogarda , przemoc, bezmyślność i okrucieństwo - może kiedyś i strzelaniny. Takie są owoce demokracji bez ograniczeń.
Tedy brak tolerancji - mimo pięknych słówek tu i ówdzie słyszanych - to szerzona tak naprawdę postawa, w której dom rodzinny, media, kościół pochwyciły się za ręce. Wystarczy nadto na forum dowolne zajrzeć, poczytać " głębokie treści " jakimi ludzie dzielą się ze sobą, wczuć się w klimat wypowiedzi, by resztkę złudzeń stracić. Jeśli współczucie dla czyjej tragedii nazywa się tam : postawą kochających inaczej "( tu pytanie - jak owi krytykanci kochaja i czy wogóle sens tego słowa pojmują ), jeśli napada się na nieznanego człowieka bez konkretnej przyczyny ani dla konkretnego celu - poza spodleniem - to czego mamy oczekiwać od przyszłości ?
Ale jakie by tu słowa nie padły, trzeba pamiętać, że to dom rodzinny jest ostoją tolerancji. Nie każdy nasz występek - niejednokrotnie sporego kalibru - spotyka się natychmiast z ostrą reakcją Rodziców. Wiedząc o naszej przewinie nie chwytają od razu za nóż, kij baseballowy, nie wbijają nam w serce, nie walą przez łeb. Czasem nawet uwagi nie zwrócą. Z jednej strony jest to tlerancji dla słabości drugich nauka, z drugiej jednak uzmysławianie, że można być złym w sposób czasem zupełnie bezkarny. Zło w odpowiednim czasie nie napiętnowane musi się szerzyć. Nie mając odporu, przeciwwagi, umacnia w wierze, że wszystko  wolno i nic mu na przeszkodzie nie stanie. Trudna to sztuka -  wybaczenia z tolerancją nie mieszać.

hrabina_balkanska - 2007-11-27 06:27:52

Nasz transatlantyk płynie... właśnie popłynął do Oli. Alutka rzuciła wszystko i nie zważając na  mróz i śnieg pojechała do cierpiącej Przyjaciółki. Widzisz Oleńko? To są prawdziwi przyjaciele! Zawiozła Ci nasze pozdrowienia, nasze uśmiechy, nasze życzenia. Zawiozła Ci nasze oczekiwanie - bo my czekamy tu na Ciebie z uśmiechem, z chęcią pomocy w odbudowaniu zaufania w ludzi, w dobro. Zawiozła Ci cząstkę nas, skupionych tutaj - skupionych przez Sonię, na m/s "Misogino", skupionych przez wiarę w dobro, w człowieka. Nasz statek to pokład ufności... Może jest wyimaginowany - przez nasze marzenia, pragnienia ale to nie znaczy, że nie istniejemy. Każdy szuka jakiejś oazy gdzie może odpocząć, zapomnieć na chwilę o troskach codziennych i czy nie wspaniałe jest, że mimo dzielących nas odległości, poglądów, płyniemy już tyle miesięcy na falach naszych marzeń które często przybierają realny kształt i wymiar? Napotykaliśmy i rafy i sztormy na swojej drodze ale patrząc z perspektywy czasu - one nas tylko umocniły w poczuciu , że nie przypadkowo jesteśmy tutaj, nie przypadkowo jesteśmy razem, nie przypadkowo odczuwamy poczucie pewnej wspólnoty i więzi która - wczoraj  sobie to uświadomiłam dzięki Sorellinie i naszej Admince - jest czymś więcej niż więź zwyczajnej przyjaźni. Dziękuję Wam Dziewczyny!!!
Oleńko! Czekamy na Ciebie! Popatrz pogodniej w przyszłość, popatrz jak Honoratka i Tasman uwijają się i starają by uśmiech częściej gościł w oczach, by to co runęło wczoraj jutro zacząć odtwarzać na nowo, jeszcze lepsze i trwalsze. Zycie ma sens! Zajrzyj głęboko do swego serduszka, a na pewno w jakimś jego zakamarku odnajdziesz zapomnianą jego cząsteczkę. Niech stanie się ona fundamentem nowego, lepszego jutra.

wscieklyuklad - 2007-11-27 11:37:52

Nie tak dawno minął rok od śmierci Ani. Dziewczynki zaszczutej przez tych, co winni być Jej obrońcami. Kolegów z klasy, co szczególną "atencją" Ją otoczyli, przez wiele miesięcy upokarzając, ośmieszając - także na oczach klasy. Przez kilka tygodni telewizyjne audycje epatowały pozorowanym oburzeniem, w ktorym więcej było chęci podbijania bębenka, niż autentycznej troski, autentycznego oburzenia, autentycznego napiętnowania barbarzyństwa, chamstwa i okrucieństwa. Nauczycielka opuściła klasę pozostawiając podopiecznych samopas. Dziś za niewinn,ą następstw tego uznana.
I w naszych czasach zdarzały się okienka. Radość wtedy nieopisywalna nas ogarniała - nie będzie odpytywania, klasówek, nareszcie chwila laby. Klasa głośna rozgwarem nierzadko samego dyrektora przyciągała ze słowami skarcenia. Siadaliśmy w kręgu starając się zgłaszać nowe pomysły na działania wspólne - układaliśmy treści "sztuk" klasowych, które potem odtwarzaliśmy przed szkolnym audytorium - jedna nawet opisująca dokładnie - jak w literaturze rodem z "wieszczów"- epokę wolności, upadek ery komunizmu. "Chciało się wtedy coś chcieć".
Tamto okienko wykorzystano na upodlenie godności drugiego człowieka. Na pohańbienie intymności, co techniką telefonii komórkowej uwieczniono dla wspomnień a i przechwałek przyszłych. Rodzice tych bestii zdziwieni "nagonką" - uznali zdarzenie za typ "końskich" zalotów. Żadnej skruchy, przy sporej dawce pretensji - naturalnie nie do siebie ale otaczającego świata, i nieprzychylnych im osób.
Piszę o tym w nadziei, że oto Olenka  zdołała się otrząsnąć z ataków, jakie przypuściły na Nią  żyjątka o mentalności owych chłopiąt. Oni też zdziwieni głosami krytyki, robią wielkie oczy rozszerzone dezaprobatą. No cóż takiego oni zrobili ? Napisali co sądza o kimś, zdemaskowali kłamstwa, oszustwa, podłość - krótko mówiąc pochwał są godni i naśladownictwa, nie przygany.
Jakaś mądralka napisała na FSK - na które z chęci poznania stopnia narodowego zdziczenia obyczajów coraz częściej - choć z coraz większym przerażeniem zaglądam - No to miał być Hyde Park, więc o co chodzi, to już nie wolno na głos się wypowiadać ?. Krótko mówiąc skandal i święte oburzenie.
Oto wiedza bezmózgowca o Hyde Parku. Ów park londyński stworzono , by w niedzielne poranki w miejcu zwanym "Speakers' Corner" amatorzy SPOŁECZNICY, REFORMATORZY, ORĘDOWNICY ROZNYCH IDEI SPOŁ-POLIT  i RELIGIJNYCH mogli przemawiać do przypadkowych słuchaczy. Co wypowiedzi spotykane na FSK z ideami  założycieli Hyde Parku mają mieć wspólnego, tego niestety nie wiemy. Niektórym kojarzy się to z nieokiełznaną, pozbawioną jakiejkolwiek weryfikacji, ocenie, konsekwencjom mowie - trawie - najczęściej mającej na celu nie zapoznanie z własnym poglądem , ale stratowanie dyskutanta. Miast krzewić własne idee, dąży się tam do maksymalnego, jak najagresywniejszego spodlenia innych. Faktycznie - ktoś Olę odesłał "na forum M... gdzie piszą ludzie "kochający inaczej"".
Dobrze więc Olu , żeś tu zbłądziła. Nie tylko bowiem kochamy inaczej , ale tym jeszcze się różnimy, że staramy się umiejętnie nie tylko z komórek telefonicznych ale i szarych korzystać. Zapomnij więc o rozwielitkach tych na dobre.

hrabina_balkanska - 2007-11-27 15:32:47

Czy to zbieg  okoliczności? Przeglądając dziś raniutko przed wyjazdem pocztę znalazłam w skrzynce apel SOS Wioski Dziecięce, więc wkleiłam go "U Basi". a ja dziś znów po wertepach jechałam do takiej wioski. Opowiadałam Wam już o tym, że kilka razy w roku odwiedzam to miejsce.  Z ostatniej wizyty przywiozłam pięknego motyla, dziś dzieciaczki podarowały każdemu z nas gwiazdkę z prośbą byśmy nimi udekorowali nasze świąteczne choinki. Motył ma się dobrze, rozpostarł skrzydła na kwiatku, gwiazdka za kilka dni upiększy adwentową podłaźniczkę. Dzieciaki mają się dobrze - zadbane i uśmiechnięte, w domkach cieplutko, z kuchni dochodziły smakowite zapachy, komputery w świetlicy sprawne. Znów były tańce i śpiewy przy muzyce, opowieści, nawet koncert życzeń i próby grania na naszych instrumentach. I cekulada oczywiście! Bywałam w domach dziecka i jakże bardzo dzieci się różnią. U tych "moich" z SOS widać ciepło którym są obdarzane przez swoich przybranych Rodziców. W państwowych placówkach niby niczego dzieciom nie brakuje a jednak traktowane są bardzo instrumentalnie w porównaniu z tymi w SOS. Mam znajomych w Polsce, którzy starali się o prawa rodziny zastępczej, oboje są pedagogami  i nie wiem czy to przepisy są niesprzyjające czy podejście urzędników ale się nie udało. "Dzięki" temu kilkoro dzieci straciło szanse by mieć prawdzwy dom... A przecież tak niewiele trzeba czasem, przecież może być inaczej, normalnie. Kiedy zaczniemy normalnie oddychać?

Sorellina - 2007-11-27 15:39:39

Nie dziękuj nam Hrabino droga,przecież jesteś jedną z nas! Z nas, to znaczy tych,dla których życie ma sens.Ma sens, bo wbrew  ciężkim nieraz ciosom jakich nam nie szczędzi,potrafimy w drugim człowieku  szukać przyjaciela,odnajdywać w nim swoje alter ego. I ofiarowywać mu siebie-szczerze i życzliwie-jeśli tylko zechce ten dar przyjąć.Tworzyć więż,która jest jednością różnych od siebie ( nieraz bardzo ) ludzi,których łączy jakaś dziwna,niewytłumaczalna nić...niezwykłej mocy nić...Przyjażń.

Aska - 2007-11-28 11:44:46

Czy nasze rozważania o tolerancji, wychowaniu, zaufaniu, przyjaźni i wszystkie inne z życiem codziennym związane nie docierają do nikogo? Czy nikt nie zastanowi sie przez chwilkę jedną nad tematem? Czyta, żeby przeczytać, zaliczyć lekturę. Tyle tu słów padło o szczerości, o krzywdzie wyrządzonej słowem, o przykładzie jaki dajemy młodzieży. Każde zachowanie dzieci błędom wychowawczym rodziców przypisujemy. Nie mogę się z tym zgodzić, nigdy nie zgadzałam się. Wczorajsze wydarzenia utwierdziły mnie w fakcie, ze mam rację. Żaden rodzic nie chce, aby jego dziecko ból zadawało innym, każdy pragnie żeby jego dziecko otoczone było dobrymi, tolerancyjnymi, przyjaźnie nastawionymi ludźmi. Pragnie przyjaźni i miłości dla swojego dziecka. Stara sie przekazać dziecku największe wartości,nie uczy kłamstwa, oszustwa, obłudy, złości, nienawiści, zazdrości. W dniu wczorajszym wszystkie te okropieństwa miały miejsce. Czy matka lub ojciec zadowoleni byliby ze swojego dziecka? Czy to wszystko co dzieje się na publicznym forum daje dobry przykład naszym wychowankom? Czy rodzice maja wpływ na to, co się dzieje w otoczeniu ich dziecka? Nawet jak kontroluje strony odwiedzane przez pociechę, nic nie poradzi na to, co przeczytało dziecię. Może jedynie o tym porozmawiać.Dziecko poprawnie zachowuje sie w domu, w szkole. Źle się dzieje w śród rówieśników, kolegów, którym chce zaimponować. Zachowanie to jest powielane i któregoś dnia owocuje przykrymi zdarzeniami. Nam wszystkim , w różnej mierze udzieliła się atmosfera podejrzliwości, nie wiary w drugiego człowieka. Może jestem naiwna gęsią, ale chcę wierzyć innym ludziom, z ufnością patrzeć im w oczy. Wiele mamy pozytywnych przykładów , wielu odpowiada na apele o pomoc wołające. wielu spontanicznie, z potrzeby serca innym ludziom pomaga. Są w nas wielkie pokłady dobra, nie zagłuszajmy ich podejrzliwością, każde zdarzenie można wyjaśnić, każdy ma prawo do błędu, trzeba umieć się przyznać, nie wstydzić się porażki. Nikt nie powiedział, że życie jest proste, życie to labirynt, krążymy po nim szukając wyjścia, zdarza się cofnąć o krok, żeby za moment wyjść na prostą.

Sorellina - 2007-11-28 12:07:38

Zgadzam się. Nie tylko rodzice odpowiadają za to, jakimi ludżmi staną się kiedyś ich słodkie bobasy.
Jednak dzieci to przede wszystkim znakomici obserwatorzy.Nawet te całkiem te malutkie,z tego co widzą, instynktownie rozumieją znacznie więcej niż nam,dorosłym się wydaje,znacznie więcej niż my sami zrozumieć umiemy.One uważnie przyglądają się światu,rodzicom,rówieśnikom, znajomym i obcym.Notują wszystko w pamięci,budując swoje "ja".Wreszcie naśladują. Naśladują zapisane wzory postępowania.Dlatego tak ważne jest,co odciśnie się w matrycy ich pamięci,jakie obrazy się tam utrwalą. Czy będzie to obraz otwartości czy nieufności do świata,miłości czy nienawiści,zaufania czy lęku przed ludżmi....Od nas wszystkich to zależy.

alutka51 - 2007-11-28 13:07:23

Witam wszystkich :)Pamiętaj nikt nie zasługuje na Twoje łzy, a ten kto na nie zasługuje, na pewno nie doprowadzi Cię do płaczu.Nie przestawaj się uśmiechać, nawet jeśli jesteś smutny.Być może dla świata jesteś tylko człowiekiem ale dla niektórych ludzi jesteś całym światem. Pan Bóg chce abyś poznał wielu złych ludzi zanim poznasz tych dobrych.Zawsze znajdzie się ktoś, kto Nas skrytykuje. Zdobywaj zaufanie ludzi i uważaj na tych, których zaufanie już raz straciłeś.Nie biegnij za szybko przez życie, bo najlepsze rzeczy zdarzają się nam wtedy, gdy najmniej się ich spodziewamy...Staraj się być dobrym człowiekiem.Prawdziwy przyjaciel jest z Tobą na dobre i na złe.Pozdrawiam :)


wscieklyuklad - 2007-11-28 18:53:13

Nie w lazarecie, a w supersamie Ją spotkałem. Dziewczynka - może pięcioletnia wieziona przez mamę na wózku metalowym. Twarz zdeformowana jakąś straszną chorobą kości. Wózek pchała Mama blondaska o długich włoskach, które nieco ukrywały kalectwo. Dziewczynka słuchała słów opiekunki, uśmiechając się do Niej i otoczenia. To był jedyny uśmiech jaki dane mi bylo w sklepie tym widzieć. Pomyślałem wtedy, że tak niewiele potrzeba, by o bólu, o ułomności zapomnieć, a światem się cieszyć. Że - tak jak dziś Ola i Alutka - tak i ta dziewczynka czując bliskość, czując miłość Matki mniej cierpi. Że wystarczy otoczenie drugiego człowieka  troską, opieką, skierowanie słów jakichś pozwalających aktywnie w codzienności uczestniczyć. Czasem wystarczy też wstyd, ograniczenia z własnym inwalidztwem związane przełamać, by życie sensu nabrało.
Przypomniałem sobie korytarzowe kłótnie w lazarecie dzisiejszym, gdzie - zdałoby się chorzy -ludzie skakali sobie do oczu, kto z nich pierwszy do gabinetu ma wkroczyć. Choroba niczego ich nie nauczyła- zwłaszcza pokory i cierpliwości. Miast na pomoc w powadze czekać, a ból drugiego uszanować, toczyli ze sobą pełne agresji i wulgarności awantury od drzwi się wzajem odpychając. A więc wygląda, że wszystkie dziedziny naszego życia przesiąknięte są szaloną dozą wrogości - bezinteresownej, bo często przecie do ludzi sobie obcych kierowanej. A zdałoby się takie to proste staruszka pod ręke chwycić, by po schodach wejść pomóc. Kobiecie na kulach wspartej, miejsca siedzącego ustąpić.
Złapałem  się oto sam teraz na ewolucji do życia podejścia. Kilka lat temu (może kilkanaście ?) napisałbym pewnie - "kobiecie miejsca siedzącego ustąpić" Kobiecie bez względu na wiek i sprawność. Ot zmiana obyczajów, która i mnie w tryby swe wciągnęła. Dziś mała kobietka, przez los doświadczona znalazła swoje siedzące miejsce. Namiastką samochodziku siłą rąk Matki napędzanego powolutku mknęła ku normalności, nas ku Niej poglądającym zawstydzając.

Aska - 2007-11-29 06:18:46

Andrzejki,  Dzień Świętego Andrzeja. Najhuczniej świętowany w Szkocji. W Polsce w wigilie tego dnia, wróży się przyszłość, szczególnie matrymonialną.
Święty Andrzej Apostoł był bratem Św. Piotra, uczniem Jana Chrzciciela, prowadził działalność misjonarską nad Morzem Czarnym. Zginął ukrzyżowany na Peloponezie w mieście Patras 30 listopada 30 roku na krzyżu w kształcie litery X (stąd nazwa Krzyż Świętego Andrzeja). Jest patronem Szkocji i Rosji.
W naszym kraju, ten wieczór spędza sie na zabawach i wróżbach. Pochodzenie tradycji wróżb andrzejkowych nie zostało dotąd wyjaśnione. Uprawiano je na terenie całej Europy, zapisy o nich są już w XII wieku, ale znano je i praktykowano o wiele wcześniej.
Przysłowia andrzejkowe:
1]Gdy święty Andrzej ze śniegiem przybieży, sto dni śnieg na polu leży.
2]Śnieg na Andrzeja dla zboża zła nadzieja.
3]Na świętego Andrzeja trza kożucha dobrodzieja.
4]Jeżeli na świętego Andrzeja wiatr i mgła, to od Bożego Narodzenia będzie sroga zima.
5]Gdy w Andrzeja deszcz lub słota, w grudniu drogi bez błota.
6]Święty Andrzej wróży szczęście i szybkie zamęście

OLA - 2007-11-29 16:57:58

Witam ! Pozwólcie Kochani, że napiszę parę słów, niewiele mam czasu, bo niedługo wychodzimy do kościóła. Chcę tylko powiedzieć, ze przez całe życie szłam drogą prostą, ufałam ludziom i miałam to szczęście, że złych ludzi ( poza jedną osobą ) nie znałam. A co za to mnie spotkało, sami wiecie. moze póżniej napiszę więcej, pozdrawiam  OLA

Sorellina - 2007-11-29 18:07:28

Oleńko,i tak miałaś szczęście,że tylko jednego złego człowieka w życiu spotkałaś!Może to właśnie dlatego,że jak piszesz,szłaś drogą prostą i ufałaś ludziom.I podobnych sobie przyciągałaś ( z małymi wyjątkami )
A za Beatkę razem z Tobą się pomodlimy.

wscieklyuklad - 2007-11-29 20:52:24

Ostatni miesiąc roku tego za pasem. Pogoda figle płata, szyby drapać solidnie trzeba, by świat po drugiej stronie wyraźniej dostrzec. Plany snujemy świąteczne, szykujemy prezenty - coraz to skromniejsze. Życie staje się powoli coraz to pełniejsze problemów. Czy to tylko efekt upływu czasu ? Nabieramy lat, nasze otoczenie, bliscy nasi starzeją się wraz z nami. W naszym wieku winnniśmy już ostateczną stabilizację życiową uzyskać. Ale ze stron wielu   zaczyna nas atakować ślepy los. Tu ktoś choruje, tam umiera. Wprowadzają się nowi sąsiedzi. W naszej tylko klatce schodowej w ciągu dwunastu lat zmarło 8 osób - w tym 32- letnia dziewczyna. Śmierć nie wybiera, ale od odejścia Soni patrzymy na cierpienie innym wzrokiem. Odejście drugiego czlowieka przestało być nam obojętne. Skończyły się czasy, gdy jedynie kiwaliśmy głową mówiąc - tak , on mieszkał tutaj, ona tam, mijaliśmy się czasem na schodach, spotykaliśmy w windzie. Staramy się zrozumieć los, staramy się wyobrazić sobie życie tych , co pozostali. Moja rola jest z pewnością inna , niż wielu ludzi w tej sytuacji. Szereg z tych, których już nie ma znałem bliżej, niż z przypadkowych spotkań poza domem. Jak to w życiu lekarza bywa, zawsze znajdzie się sytuacja, gdy z pomocą zawodową spieszyć trzeba. Ludzie tacy są wtedy trochę jak własna rodzina. Wobec nich szczególny trzeba zachować  sposób odnoszenia. To nie ci, co do gabinetu wejdą , by po paru minutach anonimowo - aż do następnego razu -go opuścić. Ci zza ściany, są jak sublokatorzy z sąsiedniego pokoju. Odpowiedzialność za nich tym większa się staje. Sąsiedztwo owo - nie ukrywam- nie jest więc niczym pociągającym. Zatraca się swoją prywatność, prawo do odpoczynku, bo przecie w każdej chwili dnia i nocy można usłyszeć rozpaczliwe walenie w drzwi. Diagnozy przy braku odpowiedniego zaplecza też nie zawsze są trafne , a więc i wstyd z pomyłek większy. Ale cóż takie jest życie lekarza.
Odejście Soni uzmysłowiło mi zaś, że nawet środków  odpowiednich nie mając można pomoc nieść. Może to brak odpowiedniej higieny, a z pewnością brak odpowiedniej ilości czystej wody pitnej właściwej jakości, brak środków opatrunkowych - o których pisała, przyspieszył pewnie jej chorobę i osłabił siły obronne organizmu. Wyobrażam sobie jak Ona pracująca w najnowocześniejszej Klinice Kardiochirurgii włoskiej stolicy musiała pojmować beznadziejności niemocy. Czasem w domach naszych zgaśnie światło, zabraknie wody. A wtedy my - cywilizowani ludzie - wściekamy się, niecierpliwie poszukujemy przyczyn usuwalnych "tragedii", a jeśli ich nie znajdziemy biegniemy do sąsiadów z pytaniem : czy u was jest to czy tamto ? Jest - słyszymy a wtedy uginają się nam nogi, bo "jednak to u nas". A jeśli to awaria ogólna nie możemy doczekac się jej usunięcia. Te parę minut/godzin potrafi zburzyć ład naszych przyzwyczajeń.
Cierpliwe godzenie się z uciążliwościami codzienności, to jeden z przekazów jakie nam po sobie pozostawiła. To przekaz wychodzenia naprzeciw losu przeciwieństwom. Wychodzenia z całą pokorą ludzkiej bezsilności.

Aska - 2007-11-29 22:30:47

Wielu bliższych i dalszych znajomych  do stołu wigilijnego nie usiądzie.Pamiętam te pierwsze święta, najsmutniejsze święta. Pamiątka po nich została, pierwsza choinka ubrana bez gospodarza. Kupiłam maleńkie drzewko w donicy. Wczesną wiosną wsadziłam je obok mogiły. Dzisiaj jest pięknym drzewem.Cisza, ta cisza po Tych co odeszli jest straszna, nie wiesz jak życzenia świąteczne składać. Wszystko co powiesz jest tak banalne, niedorzeczne . Nic nie jest w stanie Cię ucieszyć. Nic bólu ukoić. Każde następne są podobne, ale umiesz już z tym radzić sobie, umiesz z tym bólem żyć.
Jak cieszyć sie świętami, skoro u sąsiadów tragedia.Atmosfera jest straszna, masz wyrzuty, ze się śmiejesz kiedy widzisz sąsiada.W tym roku dwóch sąsiadów zbraknie. Pana z parteru i pani obok. Jak siostra była, tyle lat zawsze razem w radości i w smutkach. Moment, dosłownie moment, zator płucny i już po kobiecie jeszcze młodej, ciut po pięćdziesiątce. Czekaliśmy na śmierć jej męża, bardzo chory. Miał udar, nie doszedł do zdrowia, rak płuc go zjada, i żyje, tylko nie wiedział jak ma leki przyjmować, jej to było zadanie.
Soni tez to będą pierwsze święta po tamtej stronie.Już nikomu nie pomoże, żadnego dziecionka nie utuli. Ale będzie ze swoją córcią i mężem. Będą to jej szczęśliwe święta, po latach razem. Tak, nie smućmy się za bardzo, tym co odeszli jest dobrze. Są tam z rodzicami, rodzeństwem, kuzynami, mają masę  znajomych.Smutno jest tym co zostali, nam jest smutno przy przy stole obok pustego miejsca.

prowincjusz - 2007-11-30 01:09:02

,,Prawo życia,, ... i tytuł TEGO WĄTKU ...  biega u nas po mieszkaniu CODZIENNIE prawie trzyletnia wnuczka ... ,,Prawo życia,, a także ,,Prawo natury,, takie już są ... szczęśliwi Ci, którzy widzieć mogą właśnie takie biegające, zdrowe  maluchy ...

hrabina_balkanska - 2007-11-30 05:21:31

Takie to życie jest, biorą już z coraz to niższej półki jak mawia mój znajomy... Ale dzieci to radość i źrenica oka, dla nich warto żyć. Czytam na tvn wypowiedzi na temat świąt, czy jest sens podtrzymywać tradycję, bo to ... nie ma z kim siąść do stołu, z choinki tylko bałagan jest, głupie prezenty, fałszywe życzenia itd., itp... A ile radości szkrabom niesie ubieranie choinki, oczekiwanie pierwszej gwiazdki, to niecierpliwe wiercenie na krześle,  te błyszczące oczy, nasłuchiwanie czy Mikołaj swoim dzwonkiem przypadkiem już w windzie nie dzwoni? Oczywiście podejście do świąt to i rzecz gustu, a i w naszym zapędzonym świecie czasem obowiązki zawodowe nie pozwalają nam spędzić tych dni w gronie najbliższych. Najgorsze są te gdy samotnie siadamy do stołu, wtedy ani lampki na choince, ani kolędy nie są w stanie uciszyć myśli, wspomnień... Wiem, jest wiele patologii - są domy, w których święta to koszmar i lepiej żeby ich nie było bo niczym nie różnią się od dnia powszedniego. Ale pomyślmy w takich chwilach o dzieciach, z nimi przetrwa tradycja wyniesiona przez nas z domu rodzinnego. A tradycje mamy piękne i chyba warto je chołubić. Pomijam aspekt religijny świąt bo to już bardzo delikatna materia i osobista dla każdego. Ale tradycja wg mnie powinna być przekazywana z pokolenia na pokolenie, a co z nią zrobią nasze dzieci kiedy dorosną, kiedy nas już nie będzie to  sprawa Ich sumienia...
Z racji tego, że od wielu wielu lat mieszkam poza Polską i mając styczność z mnie podobnymi Polakami zauważyłam, że swięta dla nas mają bardzo osobliwy wymiar i w większości przypadków kontynuujemy tradycję naszych przodków. Może jest to wyraz jakiegoś patriotyzmu, jakiejś osobliwej więzi z Ojczyzną, tęsknota za dzieciństwem i atmosferą świąt którą pamiętamy z domu rodzinnego? Czasem rozmawiam na te tematy z Polonią, z tymi  z USA i  z Kanady, z tymi w Grecji, Australii, u mnie. Padają jakieś odpowiedzi ale najczęściej rozmowa się urywa, a w oczach pojawiają się jakieś podejrzane i "mokre" blaski... I myślę sobie wtedy: "Więc nie tylko ja? Co za ulga... Głowa do góry Ewuśka, nie jesteś sama w tym!".

Aska - 2007-11-30 18:04:33

Kiedy jesteście szczęśliwi, spójrzcie w głąb waszych serc, a odkryjecie, że tylko to, co sprawiło wam ból, teraz sprawia wam radość.
Kahlil Gibran

alutka51 - 2007-12-01 08:43:07

Witam :) Tęcza czarodziejska wstążka ,jak ją zobaczysz na niebie po burzy Twoją minę rozchmurzy.Pozdrawiam :)
Tęcza-Maria Konopnicka    

— A kto ciebie, śliczna tęczo,
    Siedmiobarwny pasie,
    Wymalował na tej chmurce
    Jakby na atłasie?

— Słoneczko mnie malowało
    Po deszczu, po burzy;
    Pożyczyło sobie farby
    Od tej polnej róży.

    Pożyczyło sobie farby
    Od kwiatów z ogroda;
    Malowało tęczę na znak,
    Że będzie pogoda!

Aska - 2007-12-01 09:08:28

Dzień dobry, witajcie przyjaciele.

"Czy może kochać kogoś ten, kto sam siebie nie cierpi? Czy może żyć w zgodzie z innymi, kto sam ze sobą jest niezgodny? Czy może być komuś miły, kto sam ze sobą jest przykry i uciążliwy?"
Erazm z Rotterdamu

Czy są odpowiedzi na te pytania, skoro sam mistrz je zadaje, jak taki przeciętny człowiek ma na nie odpowiedzieć? Zajrzyjmy do serc swoich, głęboko, w najdalsze zakamarki, a znajdziemy odpowiedzi na wszystkie męczące nas pytania.

Bella - 2007-12-01 18:06:30

hrabina_balkanska napisał:

Z racji tego, że od wielu wielu lat mieszkam poza Polską i mając styczność z mnie podobnymi Polakami zauważyłam, że swięta dla nas mają bardzo osobliwy wymiar i w większości przypadków kontynuujemy tradycję naszych przodków. Może jest to wyraz jakiegoś patriotyzmu, jakiejś osobliwej więzi z Ojczyzną, tęsknota za dzieciństwem i atmosferą świąt którą pamiętamy z domu rodzinnego? Czasem rozmawiam na te tematy z Polonią, z tymi  z USA i  z Kanady, z tymi w Grecji, Australii, u mnie. Padają jakieś odpowiedzi ale najczęściej rozmowa się urywa, a w oczach pojawiają się jakieś podejrzane i "mokre" blaski... I myślę sobie wtedy: "Więc nie tylko ja? Co za ulga... Głowa do góry Ewuśka, nie jesteś sama w tym!".

Pięknie to ujelas Hrabino_balkanska, ja bardzo tęsknie, za wszystkim. Chociaż tutaj mam prace, znajomych moja rodzinę, w każdej wolnej chwili jeśli czas i środki na to pozwalają staram się chociaż na parę dni pojechać do Polski. Potem jednak dzieje się coś dziwnego, sama nie wiem dlaczego, ale kiedy jestem w Polsce, liczę dni kiedy w końcu wroce do siebie i tak w kolko.
Ty chociaż starasz się rozmawiać, ja nawet nie zaczynam rozmawiać, a od razu płaczemy z koleżanka :)
Ja mam co roku problem"mokrych blasków.....". Kiedy w 1999 roku wyjechałam, szukać lepszego "jutra", nie myslalam, ze zostanę na stale. Pierwsze święta przeplakalam, ja tu,  a moja mama w Polsce, w drugie już bylo trochę lepiej. W trzecie przyjechała do mnie mama i zrobilysmy polskie swieta, z choinka, czerwonym barszczem itp. 
Staram się podtrzymywać nasza tradycje, dziękuje Bogu, ze mam wyrozumiałego meza i tesciow(moja koleżanka nie ma takiego szczescia, nie może nawet przygotować wigilii), w ten sposób u nas w domu są polskie swieta. Teściom bardzo się podoba nasza tradycja dzielenia sie opłatkiem, nie mowiac o potrawach, a czerwony barszcz z uszkami po prostu uwielbiaja.No i stalo się pisze i placze.
Jednak w tym roku, chyba bede plakala trochę mniej, ponieważ jadę do mojej Polski na swieta(po ośmiu latach), jestem z tego powodu bardzo szczesliwa.
Nie nie jestes sama. Pozdrawiam :)

wscieklyuklad - 2007-12-02 17:38:54

W tym roku szczególnie cieszymy się z Sorelliną na Święta. Oto przyjeżdża moja Siostra, na stałe mieszkająca w Moskwie. Może tam i łatwiej organizować Święta na modłę Słowiańską, bo o wiktuały u nas popularne nie jest tak trudno jak np. w Anglii. Wspólnych Świąt nie spędzaliśmy jednak od ponad 20 lat, gdy na stałe tam zamieszkała. Będzie nam Sonieczki namiastką , choć przecie oprowadzać Jej po ulicach miasta nie trzeba będzie. Jako i ja zna tu każdy zakamarek , każdy kamień prawie. Próbuję sobie już dziś zaplanować sposób spedzenia czasu. Będą to spacery bulwarami wislanymi, czakram wawelski, i ulubiona księgarenka "CUD" na Małym Rynku, pełna cudownych kadzidełek zapachu. Kraków najpiękniejszy jest właśnie zimą. Nie ma wprawdzie tak wielu imprez, nie ma tylu mimow znieruchomialych w oczekiwaniu monety wysiłek ich nagradzającej wrzucenia. Za to białe dachy renesansowych kamieniczek wynagradzają wszystko. A widok z Kopca Kościuszki na ośnieżone Błonia na długo w pamięci pozostaje. Pójdziemy karmić łabędzie ufnie podpływające do brzegu, posłuchamy stukotu kopyt końskich , turkotu kół zaczarowanej dorożki. I obowiązkowo odwiedzimy ul. Karmelicką - osoba , ktorej ulica ta szczególnie jest bliska wie, że sfotografujemy ją i fotkę poślemy w Jej imieniu pozdrawiając uroczy ten zaułek. Turystów na Święta Kraków jest pełen. Zapewne i język włoski uszu naszych dobiegnie, ku Soni myśli nasze zbliżający.
A w Wigilię i Nowy Rok posłuchamy głosu serca wielkiego Zygmunta. Wracając z Pasterki będziemy ocierać szron spod nosów. Ciepła herbata z malinami utuli nas do snu..... Musi tego starczyć do następnego spotkania.

Sorellina - 2007-12-02 19:49:09

Ja jeszcze większe mam do radości powody.Towarzyszem i przewodnikiem moich wędrówek po Krakowie
będzie Tasman,koneser miejsc niezwykłych niezrównany!A miejsc takich,gdzie jak gdzie,ale w Krakowie,krocie!Bywam w Krakowie często,kilkakrotnie w ciągu roku,a za każdym moim tam pobytem,na nowo,jak miasto jakieś nieznane, go odkrywam!Za każdym razem,nowy jego obraz w pamięci zapisuję,by po powrocie długo się jeszcze nim delektować.A ten pobyt,te święta ,szczególne będą! Pierwszy raz przy stole wigilijnym ze szwagierką ,z daleka przybyłą,zasiądę. A potem Basieńką moją serdeczną się nacieszę!
Ech, i  "błyski wilgotne" nie jeden raz mi się w oczach pojawią... gdy myśli moje polecą  ku córce ,która na Wyspach mglistych Wigilię po polsku będzie świętować... ku najdroższym moim ,którzy odeszli...ku Przyjaciołom kochanym z Polski,Włoch, Bułgarii...Kocham Boże Narodzenie! Najpiękniejsze,najgorętsze,mimo,że zimowe, Swięto...

Aska - 2007-12-02 20:59:47

Od kilku lat święta przenieśliśmy do rodziców do najmłodszej siostry. Nasza pięcioosobowa rodzina mocno przez lata się powiększyła i jest nas siedemnaścioro. W niewielkim mieszkaniu rodziców jest troszkę ciasno. Na czas świat największe mieszkanie w rodzinie, mama bierze we władanie. Jak byłam jeszcze dzieckiem, święta były ogromne, od 25 do30 osób siadało do stołu u babci. Po moim zamążpójściu pierwszy raz zostaliśmy sami, tylko sześć osób było przy stole, bardzo dziwne były to święta.Tata jednak stwierdził, że ma już swoją rodzinę i czas u siebie tradycje zaczynać pielęgnować. Wiele razy marzyło mi się, żeby zostać z dziećmi swoimi w domu. Starsze  tak rzadko przyjeżdżają, miło by było tak posiedzieć tylko z dziećmi.Niestety, głowa rodziny - tata, inaczej to widzi. Co by nie mówić, ma rację. Nie wiele mamy okazji spotkać sie wszyscy razem. Cała siedemnastka. Czas świąteczny, to czas rodziny, czas nagadać sie na cały następny rok.Nasza młodzież, już nie dzieci, dowcipów staruszkom  nie skąpią. W każdej paczce, którą Mikołaj przynosi jest jakiś żarcik, każdy prezent trzeba wykupić. Każą nam śpiewać , pompki robić, na jednej nodze skakać i rożne podobne wymyślają zadania. Są opowiadania jak dawniej było, babcia i dziadek opowiadają o swoich świętach z dzieciństwa. Był to czas wojny. Przekazują opowieści swoich rodziców, a moich dziadków.Święta sie u nas nie zmieniają, zawsze takie same, różnica polega na naszym wieku i ilości osób przy stole. Mniej jak siedemnaście nie ma nigdy, a zdarzyło sie już i dwadzieścia dwie osoby.Zawsze dwanaście potraw, wolne miejsce przy stole, choinka i Mikołaj i Pasterka. Dwa następne dni nie są planowane, leniwie je spędzamy, robimy wszystko co przyjdzie nam do głowy. Pomysłów jest bardzo wiele i na tydzień by starczyło.

hrabina_balkanska - 2007-12-03 11:41:27

Od dawna nie spędzałam Swiąt w Polsce, ani Gwiazdki ani Wielkanocy i jak tak liczę w pamięci to prawie... 30 lat minęło. Był czas, że Mama moja przyjeżdzała do mnie na Swieta, potem odeszła więc tylko Rodzina i Przyjaciele zbierali się przy świątecznym stole. Udało mi się stworzyć w domu swój "kawałeczek Polski", od momentu pojawienia się komputera w domu mam ją na codzień. To na pewno nie jest TO jak być tam, słuchać na codzień polskiej mowy ale... jak się nie ma co się lubi to się lubi co się ma, a wtedy radość z rzeczy małych jest przeogromna. Jedno czego mi brakuje to bicie dzwonów na Pasterkę, odwiedzania szopek (jest tylko jedna jedyna) i ... śniegu na Gwiazdkę choć zdarzały się lata białego Bożego Narodzenia. Ciekawe jak będzie w tym roku, bo jak na razie to na śnieg się nie zanosi, w każdym razie wiem już że TE Swięta będą inne od poprzednich nawet jeśli śnieg nie przyprószy ziemi. Zyczenia zdrowia i pomyślności płynące ze żłóbka Nowonarodzonego polecą w wiele zakątków Ziemi, polecą do Was moi kochani! Na mojej choince w tym roku pojawią się gwiazdeczki z Waszymi imionami i  co na nią spojrzę to zajrzę do kompa - może Aśka napisała coś cieplutkiego i bardzo rodzinnego, czy Alutka brzęka szkłem w Barze, a może zapala światełka na naszej forumowej choince, może Klara na swej miotle ciągnie Gwiazdę Betlejemską za ogon by świeciła prosto na nas... Będzie Milczek z Pajacykiem, Monique, Birski, Renatka, Ola, Sirio, Adorator, Romuald, Kitlińska, Bella, Gaja i Mag, Prowincjusz w windzie będzie puszczał kolędy... Z choinki będzie biegł do mnie promienny uśmiech Basieńki, błysk perskiego oka Sorelliny, dobroduszny uśmiech Dottore, ciepłe i serdeczne spojrzenie pewnych piwnych oczu z..... Ech! Cosik mokro mi się zrobiło pod okularami. Idę szykować gwiazdki bo do Swiąt niedaleko! A będzie ich dużo, bardzo dużo w tym roku bo nikogo z Was nie pominę.

wscieklyuklad - 2007-12-03 21:28:23

Im bliżej Świąt Bożego Narodzenia, tym trudniej leczy się ludzi. Dopierom - krótkiej przerwy między pracami nie licząc - wrócił. Święta, to duże finansowe obciążenie. Wypada ubrać choinkę, przygotować bardziej wystawną, niż zwykle wieczerzę Wigilijną. No i  oczywiście prezenty. Im liczniejsza rodzina tym jest to trudniejsze. Dzieci, wnuki a i innych grupka niemała. Nawet jeśli prezenty są tanie , to liczba ich sporych wydatków wymaga. A wtedy zaczyna się poszukiwanie oszczędności. Nierzadko pada na leki. Ludzie wstydzą się swojej biedy, mówią wtedy, że część leków jeszcze mają w zapasie, nie proszą o ich wypisywanie. Kiedy wypada dyżur świąteczny dziwimy się liczbie wezwań, ilości gwałtownych zachorowań. Utarło się przekonanie, że większość przypadków to efekt przejedzenia. Po części tak, bo Polak zjeść wtedy lubi, a liczba dań niejednego przyprawia o..... bóle brzuszka. Jest jednak i grupa osób, która chęć sprawienia przyjemności bliskiemu przypłaca pogorszeniem własnego stanu zdrowia. I sam już nie wiem, czy chwalić obyczaj obdarowywania, czy też ganić go - choćby z powodu takich sytuacji.

Basia - 2007-12-04 03:30:33

A w moim domu rodzinnym nie było zwyczaju prezentów "pod choinkę".Prezenty przynosił tylko Sw.Mikołaj.Do dzis kontynuuję ten zwyczaj i łażę po nocy i podkładam,a moi dorośli przecież panowie zawsze na to czekają.Ileż radosci jest rano i te okrzyki,zwłaszcza z  pokoju syna: Był,był u mnie!

alutka51 - 2007-12-05 20:22:55

Bajka o Świętym Mikołaju
Dawno, dawno temu, w tureckim mieście Mira żył sobie biskup o imieniu Mikołaj. Był to dobry człowiek. Opiekował się biednymi, pomagał chorym i nieszczęśliwym, a dzieciom zawsze podrzucał jakieś prezenty. Rano, kiedy wstawały z łóżka, znajdowały na parapecie okna słodycze i zabawki. Pewnego dnia Mikołaj zniknął. Niektórzy mówili, że umarł, inni, że zachorował, a jeszcze inni, że wyjechał. Podobno teraz mieszka w Laponii, daleko na północy, skąd co roku rozwozi swoimi saniami prezenty po całym świecie. Mikołaj po raz pierwszy przychodzi do nas 6 grudnia, w dniu swoich imienin. W dawnej Polsce chodził tego dnia po domach w towarzystwie dwóch aniołów i jednego diabła. Przepytywał dzieci, czy były grzeczne przez cały rok. Jeżeli tak, to dostawały prezenty, a jeżeli nie – diabeł wręczał im rózgę. Święty Mikołaj ma wielu podopiecznych. Został patronem bezdomnych,żeglarzy, biednych panien, dzieci, więźniów, młynarzy i tenisistów. Opiekuje się też teściowymi i pisarzami.

Basia - 2007-12-06 17:38:02

Alutko,dobrze,że przypomniałas o świetym biskupie.Dodam,że jest również opiekunem kupców i miast hanzeatyckich.Jego relikwie spoczywają w Bari, ojczyźnie naszej królowej Bony
.A ja nie znoszę przenoszenia na nasz grunt tych wszystkich Santa Clausów.Święty Mikolaj ma przychodzić pod osłoną nocy, jak Pan Bóg przykazal.Przedtem ma byc porzadnie napisany list do niego,który zabierają wróbelki zza okna (tu wersje moga być różne).Do dzis mam zachowane takie listy mojego syna.Do dzis kontynuuję tradycję i dlatego padam na nos,bo domownicy pracowali wcoraj do późna i nie mogłam iść spać.

alutka51 - 2007-12-06 23:30:03

Czasem sobie myślę, że...
...że wszystko nie jest takie złe...
że narzekamy niepotrzebnie...
Że wcale nie jesteśmi sami, mamy siebie wzajemnie...
choć nie wiemy o tym wcale.
I choć tak dalecy od siebie, tak nieznani
to bliscy sobie zarazem........
Monika Rogowska

Sorellina - 2007-12-07 11:03:27

Święte słowa przytoczyłaś ,Alutko! Póki mamy siebie,przyjaciół niezawodnych, nie może być żle i nie mamy prawa narzekać!:heart:

wscieklyuklad - 2007-12-07 16:17:38

Mikołaj nie był najweselszy tego roku. Ale ja wieczorem wspominałem Sonieczkę. Ona była takim swoistym Mikołajem dla dzieciaczków. Przypominałem sobie opowieści Marco , o tym, jak siadała na brzegu łóżeczek i wycinała z papieru różne postaci. Tyle dzieciaczków spędziło ten dzień w szpitalach, z dala od Rodziców. Tyle próżno - także i w domach - oczekiwało na prezenty. Nie wszystkich stać było na drogocenne przedmioty, nowoczesne zabawki. Nie wszystkich było stać nawet na talerz ciepłej strawy. Ale każdy z nas ma przy sobie prezent najpiękniejszy. Jest nim uśmiech dla naszych milusińskich. Nasz uśmiech bowiem daje im poczucie bezpieczeństwa, akceptacji, staje się zaproszeniem do szczęścia, do wspólnego "być". Sonieczka niejeden raz padała zapewne z nóg, niejeden raz miała wszystkiego dość - to w końcu uczucia nikomu nie obce. Ale czasem w takiej nawet chwili trzeba wznieść się na wyżyny poświęcenia, przemóc własne słabości, by jeszcze słabszym od nas cząstkę siebie ofiarować. Nie ma piękniejszego prezentu, dla drugich niż cząstka siebie.

alutka51 - 2007-12-07 20:48:57

Dam Wam dobry przepis na Przyjażń :) SKŁADNIKI :D

-Miarka wspólnych zainteresowań
-całe opakowanie życzliwości
-szklanka zachęty zmieszanej ze wsparciem
-łyżeczka zrozumienia
-trochę kompromisu
-sztuka przebaczania
-szczerość rozpuszczona w godzinach wspólnych rozmów
-szczypta małych niespodzianek
-komplementy  ( nie przesolić )

SPOSÓB PRZYRZĄDZANIA

-Wszystko razem wymieszać i zaprawić gorącą Wiarą w Boga.
-przelać do czystego serca
-piec a atmosferze miłości i zrozumienia.


UWAGA - Nie podawać z egoizmem

Aska - 2007-12-08 05:57:48

Wspaniały jest przepis Alutko, przepis na PRZYJAŹŃ, najwspanialsze słowo świata. Najpiękniejsze uczucie. Moim skromnym zdaniem, nie miłość jest najpiękniejsza, a przyjaźń. Miłość mija, może być tylko zauroczeniem, przyjaźń jest wieczna, ponadczasowa. Najcudowniej jest wówczas, gdy idą w parze, gdy uczuć tych rozłączyć się nie da. Bardzo często to sie zdarza, niestety zdarza sie tez i "chora miłość", zaślepiona zazdrością, miłość egoizmem podszyta. Ta najwięcej szkód przynosi, strzeżmy sie takiej miłości. Nie szafujmy też słowem "przyjaźń", słowo to bardzo wiele znaczy. Zanim komuś je ofiarujemy, upewnijmy się czy jest prawdziwe, czy jesteśmy gotowi spełnić wszystko, co się pod nim ukrywa. Dodać muszę, że często jest to bardzo trudne.
Ktoś powie, ze nie znam miłość, ze nie kochałam i nie byłam kochana. Nie jest to prawdą, znam bardzo dobrze miłość, tą złą i tą dobrą. Miałam wiele szczęścia, spotkałam miłość z przyjaźnią nierozłącznie związaną.
Wszystkim Wam życzę zaznać takiego szczęścia, jest to uczucie, którego opisać sie nie da.

wscieklyuklad - 2007-12-08 16:33:37

Wiele dyskutowaliśmy w miejscach różnych o Przyjaźni. Podobnie jak w przypadku miłości, każdy z nas będzie miał odmienne pojęcie słowa tego znaczenia, inne akcenty ważne dla niego podkreślał będzie. Z różnych oczekiwań wobec partnera do przyjaźni/miłości to wynika. Dla jednego najbardziej liczyć się będzie dyskrecja, dla drugiego gotowość pomocy w każdej sytuacji życiowej, dla kolejnego bezinteresowne dzielenie codzienności. I chyba właśnie bezinteresowność jest cechą, która oba te uczucia łączy. Darowując komuś jedno z nich, nie oczekujemy jakiejś formy rewanżu, pochwał, konkretnych korzyści. Oferujemy je dlatego, że ów ktoś jest kimś szczególym , niepowtarzalnym w związku jaki nas z nim łączy. Różnica pewnie z kolei na tym polega, że prawdziwą miłością - w dosłownym tego slowa znaczeniu - obdarowujemy "tego"wybranego. Choć ktoś powie z drugiej strony, że przecież jest też miłość rodzicielska - inna od partnerskiej. I tu znów wracamy do punktu wyjścia. Przepis ALutki wszystkie składniki podaje. Ale , jak w każdej kuchni - ilość każdego z dodanych elementów od nas samych zależy. "Konsument" oceni smaczne to, czy skrzywienia twarzy godne.

Basia - 2007-12-08 20:11:01

O,właśnie,ten wpis jest namacalnym dowodem przejscia szkoły pisania Twoich Mistrzów Wściekły! I tu widzę wskazówki,które pamiętam, dotyczące układu i zwięzłości potrzebnej w redagowaniu tekstów prasowych. I - a jakże - puenta stosowna. Pamiętam również swój bunt przeciwko cięciu dostarczonych materiałów. Jakże wydawało mi sie to niesprawiedliwe: takie potraktowanie czyjejś pracy! Widzisz WU: w kąt poszły wszystkie nauki - odpowiadam właściwie na dwa Twoje wpisy równocześnie, łamiąc tym samym wszelkie zasady logiki i przejrzystości tekstu. Bogu dzięki,że Przyjaciele nasi łaskawi i wszelki chaos znoszą. A wszak o przyjaźni być miało. Wdzięczna to materyja dysputy, lecz i trudna wielce. Jak bowiem w słowo ująć znaczenie pojęcia tego? Jak syntezą sie posłużyć bez analizy wprzódy sumiennej? Jak analizę przeprowadzic zgrabną,gdy wszystkie słowniki świata na dżwięk słowa tego wstydem swej małości i chudosci płona? Pytania i wątpliwosci się mnożą. Odwaga topnieje. Alutki przepis nader trafny, słowa Asi i Twoje mądrze go dopełniają. Ja zaś, przyklasnąwszy Wam, nad tematem owym rozumu trudzić nie będę, jeno najprosciej z sercem mym ku Wam pospieszę. Bowiem powiedział Ksiądz Tischner w kazaniu ze słuchanicy:
"Przecie Pon Bog nie dol nóm rozum po to,co by my się męceli, ino po to,co by my mieli jakóm takóm ulge w męce. Takie myślenie, co męcy, to naprowde nie jest myslenie. Ino tak udaje."

Sorellina - 2007-12-08 20:26:38

Nic dodać, nic ująć.I co tu nowego dopisać można?
No ,może jedno bym do przepisu dodała: Zaufanie! Pełne wiary w przyjaciela,pełne zrozumienia dla jego słabości,dla błędów ,jakie, świadomie czy nieświadomie ,popełnił.I wiara,wiara do końca i na przekór wszystkiemu.Wielkoduszność i umiejętność dzielenia się jego przyjażnią.

wscieklyuklad - 2007-12-08 21:06:46

I GRAN DOLORI SONO MUTI. Wielkie cierpienia są nieme. A więc kto bardzo cierpi - milczy.
Niedziela kolejna się zbliża, więc w lazarecie sobotnie popołudnie spędzając ku tamtym lipcowym dniom powracałem, dniom gdy Ona jeszcze była, gdy w ostatni spacer życia swego się udała. Pozornie wolna, pozornie spokojna lecz już chorobą okrutną trawiona. Ostatnie radosne dni życia, nie licząc szczęścia jakie przepełniało Ją na myśl, że jeszcze kolejnemu poszkodowanemu w wypadku dziecku uratowała "być".  Po Watykanie spacerujac kroki swe ku Piecie skierowała. Matka Boska trzymająca na kolanach umarłego Syna. Stając przed wizerunkiem tym mozna wyobrazić sobie ból kobiety, co dziecko swe utraciła. Ból zamknięty w martwym kamieniu. Ból sztuką odzwierciedlony. Niemy ból, niewyobrażalnego cierpienia.
Życie nasze pełne jest obrazów takich, pełne bólu, który w oniemienie wprawia, człowieczeństwo wszak w nas ukrzepiając. Nie zawsze tak jest, że  ból rodzi szloch, że ból krzyk cierpienia na usta przywołuje. Z ilu domów , gdzie kogoś maltretują żaden dźwięk nie dochodzi. Czasem ze wstydu przed otoczeniem, czasem ze wstydu przed własnym poniżeniem, czasem z poczucia beznadziejności. Krzyk ten na usta nie przywołany , trzewia trawi.
To tylko jeden z przykładów. Podobnie jest z biedą - wstydzimy się jej, staramy się ukryć, nie jest powodem do obnoszenia się z nią.
Milczące cierpienie w obliczu własnej niemocy jest jednak czymś szczególnym. Samotne stawianie odporu słabościom ciała, ducha, wymaga nie lada heroizmu. Jest przejawem niespotykanego hartu ducha. A jeśli jeszcze w takiej sytuacji potrafimy ku światu z życzliwym zainteresowaniem się zwrócić Bogom stajemy się równi.
Milczące cierpienie Sonieczki, gdy oznajmila nam , iż każdy swój krzyż nieść musi, było tłumionym szlochem nad nieuchronnością wyroków losu, było milczącym szlochem, nad świadomością odchodzenia. Nad uzmysłowieniem sobie faktu, że "wszystko już dokonane". Straszna to samowiedza. A mimo niej można jeszcze przesłanie bliskim zostawić, można powiedzieć komuś słowo "dziękuję". Można zachęcić do trwania. Można zachęcić do dobra. Można powiedzieć, że to co się przeżyło, to najpiękniejsze dni w życiu. To wielkie przesłanie. Uzmysławia nam oto, że zyć trzeba do konca. Uzmysławia, że los w najmniej oczekiwanym momencie piękno nam zesłać może.. Że warto ku temu dobru dążyć. Że w poszukiwaniach jego siły zespolić trzeba. Cierpienie nie musi rozpaczy rodzić. Z wlasnego bólu można wydobyć radość, można wydobyć spełnienie. Można wydobyć filozofów myśli.
Patrząc na Pietę myślała może, że matka cierpiąca  z drugiej strony może już cieszy się na chwilę, gdy kiedyś po  odejściu własnym - połaczy się z Nim na nowo. Rozpaczy straty to nie umniejsza, daje jednak wiarę, nadzieję, nową siłę wzbudza. Fedele, który jak Feniks z popiołów własne ciało mozolnie odradza, ból swój pokonując przybywa do nas. Dzieli się okruchami czyjegoś heroizmu, dzieli radością życia stuletniego staruszka. Potrafi oderwać się od bólu każdej komórki własnego ciala, bo wokół tyle jest piękna, o którym warto rozmawiać.
Fabula zaś uzmysłowił nam po raz kolejny, że w dążeniu do przezwyciężenia bólu co niejedno ma imię, trzeba umieć zachować milczenie. Że milczące cierpienie bardziej uwiarygadnia, niż krzyk, niż bunt głośny.
Trzeba umieć uszanować czyjś ból, trzeba pamietać, że i cierpienie nieme być potrafi. Trzeba pamiętać także , że wówczas trudniej jest je zauważyć, a to do większego obliguje wysiłku.
Jako zwykle wieczorem przed namiot mój wychodzę. Knieja głuchą ciszą przepełniona. Biegnie ku mnie pulsujący rytm cierpienia w niejednym z serduszek w niej ukrytych drzemiący. A wówczas inne w rytm się szczególny wprawiają i kołyszą, kołyszą te biedne, skołatane - jako Pieta ciało Syna swego tuląca.......

Aska - 2007-12-09 07:07:55

Witajcie kochani w niedzielny poranek.
Od kilku dni, każdego ranka wita mnie śliczna gwiazdka. Powiecie, cóż w tym dziwnego, gwiazdy są na niebie. Tak, nic nadzwyczajnego, zwyczajne niebo.Niezwyczajne jest to, że zawsze pojawia sie o tej samej porze i tylko jedna, jedyna. Niebo chmurami zakryte, czarne prawie, nie ma jej koleżanek gwiazdek, nie ma kolegi księżyca.Ona jedna, jedyna przebija się przez chmury ciężkie i mówi dzień dobry o szóstej trzydzieści.Tak jakby chciała powiedzieć, nic to, ze groźne niebo, że nas nie widać na niebie, ja zawsze będę świecić dla ciebie. Już tak półgodziny świeci, żadna inna nie dołączyła do niej, gdzieś w dali łuna czerwona, słońce budzić się zaczyna, gwiazdeczkę moją przysłoni swym blaskiem. Gaśnie jej blask, by jutro znowu wczesnym rankiem powiedzieć, wstawaj, już czas do obowiązków codziennych się brać. Czy macie taką gwiazdkę? Na pewno tak, może jej jeszcze nie zauważyliście, może jeszcze ma nią uwagi nie zwróciliście, jest na pewno przy każdym z nas.

Basia - 2007-12-09 08:44:17

To Wenus, Asieńko,druga planeta od Słońca.. Jej gęste chmury odbijają jego światło i dlatego tak łatwo ja dojrzec.Co siedem miesiecy jest najlepiej widoczna przez tygodni kilka przed zachodem, teraz obserwować ją można na mniej wiecej godzinę przed wschodem słońca. Piękne imię nosi. Imie bogini miłosci, wiosny, ogrodów. Przydomków też ma wiele:Genetrix 'Matka', Alma 'Święta', Caelestis 'Niebieska', Placida 'Dobrotliwa', Victrix 'Towarzyszka Zwycięstw', Felix 'Przynosząca Szczęście', Felicia 'Przynosząca Szczęśliwość', Venus Vulgivaga 'Włócząca się tu i ówdzie', Nigella 'Lubiąca Ciemność', Publica 'Publiczna', Popularis 'Ludowa', Lubentina 'Pani miłości', Libitina 'Pani śmierci', Homicida 'Morderczyni', Sepulcralis 'Grobowa', Hortensis 'Ogrodowa', Murcia 'Mirtowa', Cloacina 'Opiekująca się urządzeniami kanalizacyjnymi', Venus Capitolina 'Kapitolińska', Romana 'Rzymska', Erycina 'Ercyńska' (od góry Eryks).  Ja zaś najbardziej lubię ją jako Venus Verticordia 'Kierująca Sercami'.Mogłaby bowiem z przydomkiem owym śmiało Misoginianom patronować.
Gdy widzę ją na niebie, staje mi zawsze przed oczami obraz autorstwa Giorgiona z Galerii Drezdeńskiej. Śpiąca bogini o cudownej urodzie, a w tle włoski pejzaż pędzlem Tycjana po śmierci młodego malarza dokonczony.
Krakowskie niebo zasłonięte dziś przez mgły. Ni jednej gwiazdy nie widac,choć nocą na tarasie tysiące ich ogladałam. Do mnie jednak, jedna przed świtem zamrugała imieniem miłym na gg sie objawiając.

Aska - 2007-12-09 10:17:20

Oj Basiu, taki kubeł zimnej wody polałaś na mnie. Tak bardzo chciałam mieć gwiazdkę swoją, a Ty ją w Planetę zamieniłaś.Cieszę się, że chociaż tak piękną. Ostatnią, którą tak wyraźnie widziałam był Saturn. Ten był widoczny najlepiej tak około 22 godziny, jak z psem na spacer wychodziłam, ale czy to była wiosna czy lato, już nie pamiętam. Czas tak szybko biegnie.Wiosną raczej Saturna oglądałam, bo latem dzieci psa wyprowadzają, a i jasno jeszcze jest o tej porze. To, ze Saturn, a nie coś innego na niebie było wiem z telewizorni, dokładnie określili gdzie szukać planety i znalazłam, troszkę jeszcze pamiętam ze szkoły, gdzie szukać  i jak gwiazdeczek w śliczne wzorki poukładanych.Lubię czasem w niebo popatrzeć na wozy i powspominać zadania domowe sprzed lat.

Sorellina - 2007-12-09 12:01:11

Oj,Basieńko! Powaliłaś mnie swoją wiedzą astronomiczno-astrologiczną!
Gwiazdy...planety... słońca... komety... meteory...mgławice... galaktyki...Kosmos-Wszechświat.
Nie wiem,czy wpływ jaki na nasze życie mają.ale gdy w rozgwieżdżone niebo patrzę ,małość swoją,jako
drobiny,pyłku w kosmosie ,sobie uświadamiam.Odczułam to najmocniej, gdy nocą,na pustyni, gdzie nic mnie od świateł na sklepieniu nie oddzielało,żadne sztuczne światło ich blasku nie przyćmiewało,a w krystalicznym powietrzu gwiazdy zdawały się falować nad moją głową. Byłam wtedy taka maleńka,maleńka i... wielka zarazem, dumą z tego,że jestem tej wspaniałości Wszechświata cząstką.Cząstką,bez której,byłby inny.Cząstką,która zaistnieć musiała ,bo taka była wola Stwórcy...
Czym była Gwiazda Betlejemska astronomowie nie wiedzą.Dla mnie -woli stwórczej objawieniem,Logosu,który nas otacza i który w nas najgłębiej trwa...

alutka51 - 2007-12-10 07:33:59

    Jaki piękny jest Swiat!

Jak piękny, piękny świat ten Twój, Boże,
Kto piękność jego, pojąć, czuć może,
Sercem i duszą — którego oczy
Z uczuciem patrzą w ten świat uroczy.

Na te woniące łąki kwieciste,
Na złote słonko, niebo gwiaździste,
W nieskończoności nieba lazury,
Na różne w świecie cuda natury,

Słowik gdzieś w gaju rozkosznie nuci,
Śpiew rzewnych ptasząt powietrze kłóci,
Strumyczek szemrze, szumieją drzewa,
W koło muzyką świat ten rozbrzmiewa.

Powietrze czyste, słoneczne, drżące,
Wonne, majowe, rozkoszą drżące,
Którem gdy wietrzyk chłodzący wionie,
Niesie z pól, lasów kwiatowe wonie.

Jak piękny, piękny świat ten Twój, Boże,
Kto piękność jego pojąć, czuć może,
Tego świat cieszy, temu świat kwitnie,
Ten może marzyć, śnić, działać Szczytnie.

Lecz wieleż takich, wieleż jest w świecie,
Których ból, troska i nędza gniecie,
Choć pracą znojne podniosą czoło,
Niewidzą, że świat piękny wokoło.

Wieleż znów czerpiąc światowe dary,
Pijąc rozkoszy światowych czary.
Zgnuśnieli; nuda kryje ich czoło,
Nie czują, że świat piękny wokoło.
Antoni Kucharczyk

Aska - 2007-12-10 08:12:02

Piękny jest Twój świat Alutko. Wiosna w nim trwa bez końca. Wiosna to początek, daleko do końca. Wiosna to raj dla życia, raj dla ptaków, raj dla roślin i zwierząt. Raj dla ludzi. Wiosna wszystko do życia pobudzi.
Za oknem szaro - buro, ni to zima, ni to jesień. Dziwy natury dzisiaj widzę, trawa zielona, świeża. Ciepło jak w końcu kwietnia, tylko ta szarość i wilgoć powietrza do wiosny nie pasuje. Troszkę słonka i pomyślę, że do świąt Wielkiej Nocy szykuję się, nie do Narodzin Pańskich. Przydało by się troszkę śniegu, bialutko i czyściutko już by było i pięknie. Mam nadzieję, że w zimowej szacie witać będą nas święta i Nowy Rok.

yevgienij - 2007-12-11 06:36:49

Doprawdy nie wiem gzie wpisac te slowa,ale zanipokojony brakiem na Frum Hrabiny czytam na Misogino ze jest chora,lezy w szpitalu.Zatem niech dzisiejsze mysli troski i pamieci poplyna do Niej.Niech nam zdrowieje i wraca jak najszybciej.Zdrowia i usmiechu zyce Hrabinie.

Aska - 2007-12-11 08:37:54

Lepszego miejsca nie mogłeś znaleźć Yevgienij. Cały trud stworzenia tego wątku, Zawsze z nami, to ciężka praca Hrabiny. To Jej miejsce, Jej kącik na forum. 
Hrabciu, posłuchaj uważnie medyków, zrób wszystko, co Ci powiedzą, zdrowia i sił nabieraj. Wracaj do nas, bardzo smutno i pusto jest bez Ciebie, jesteś nam bardzo potrzebna zdrowa i silna. Dużo, dużo zdrowia przez wielki kosmos Ci przesyłam.

alutka51 - 2007-12-11 09:33:59

Najwspanialsza Hrabciu dużo,dużo zdrowia Ci życzę :) Wracaj do nas jak najszybciej .Pozdrawiam :)

W zdrowym ciele zdrowy duch.
Ręce w górę, potem w bok.
Krok do przodu, potem skok.
Jedz owoce i jarzyny, bo w nich same witaminy.
Żeby nie chorować, trzeba swoje ciało codziennie pielęgnować.
I do zaleceń lekarzy się stosować.

wscieklyuklad - 2007-12-11 11:04:33

Cierpimy cichutko, nie obnosząc się z przypadłościami, bólem swym publicznie. A i dla nas liczy się bardziej brak, niż jego przyczyna. Wystarczy dłuższa chwila milczenia a markotniejemy... Najpierw ogarnia nas tęsknota, potem rodzaj irracjonalnej złości, żalu, że oto ktoś ku nam nie zagląda... Zapomniał może, albo też się obraził na kogo?. Potem dopiero otrzeźwienie przychodzi. Tak z sobą się zżyliśmy, że nie wyobrażamy sobie, by czyj nick nie pojawił się na forum. A przecież tyle jest spraw własnych, problemów osobistych do rozwiązania. Tyle trudności do przezwyciężenia. I chorób też. Nie sposób udać, że ich nie ma, nie sposób od nich uciec. Czasem dzieje się to kosztem poświęcenia czasu dla Przyjaciół - mimo ich żalu. Teraz najważniejsza jest jak najszybsza rekonwalescencja, jak najszybszy powrót do sił. Tasman z Honoratką dyżur przy szpitalnym łóżeczku pełnią. Dwie dusze forum tego, aparatami otoczone, walczą by życie odzyskało sens.
Wspieramy Was w tym dążeniu naszymi myślami, sercami, modlitwą też..... Wracajcie, wracajcie jak  najszybciej.... Sonia bardzo tęskni za Waszymi mądrymi myślami, za nickami Waszymi wygląda.

Aska - 2007-12-11 12:46:03

Czas poświęcony dla przyjaciół, jest czasem poświęconym dla siebie. Jaki sens miałoby nasze życie bez bliskich nam ludzi. Rodzina nie zawsze może nam dać to, co daje przyjaciel. Często czasu nam brak na pisanie, często zdrowie nie pozwala. Patrzymy wówczas, kto sie logował, chociaż pisać nie miał czasu, to nam już lżej na sercu. Wiemy, ze nic złego go nie spotkało.Wiemy o tym wszyscy tu zebrani, wiemy jak wypatrujemy ników, o których tak ciepło mówi Wścieklyuklad. każdego z nas wypatruje Tasman, strzeże Honoratka. Hrabino, ku Tobie nasze myśli i serca kierują się, czekamy na na twój powrót do zdrowia, czekamy na Twój nik.
Niekoniecznie trzeba sie logować, wystarczy na otwartym forum ślad, kropkę swą zostawić i już wszyscy uśmiechamy się i życie, życie ma sens...

Basia - 2007-12-11 14:01:10

Hrabino!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Zdrowiej mi, zdrowiej!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
Na rekonwalescencje Ci podsyłam:http://pl.youtube.com/watch?v=MoXrMOsnRVo&feature=related . Wszyscy tu trzymamy kciuki za Ciebie!

Sorellina - 2007-12-11 14:18:52

Czyjaś chwilowa nieobecność jest chyba nam potrzebna. Po to, byśmy zdali sobie sprawę, jak bardzo nam tej osoby brak, jak nam bez niej smutno,żle,pusto...Po to,byśmy zrozumieli kim Ona dla nas naprawdę jest...
Hrabino,kapitanie nasz, Twój statek płynie niezatapialny,wkrótce znajdzie port,w którym  Ty na pokład znów wejdziesz! I znów razem powiemy:Życie ma sens!

Aska - 2007-12-12 06:25:57

Niech nasza droga będzie wspólna. Niech nasza modlitwa będzie pokorna. Niech nasza miłość będzie potężna. Niech nasza nadzieja będzie większa od wszystkiego, co się tej nadziei może sprzeciwiać.
                                                                                                                       Jan Paweł II

Niech słowa Ojca św. plus uśmiech życzliwy dla wszystkich i od wszystkich towarzyszy nam dzisiaj.

alutka51 - 2007-12-12 08:05:07

Witam :) Asiu posłucham Twojej rady i będę się uśmiechać .Życie mnie nie rozpieszcza ale staram się o tym nie myśleć,ale nie zawsze mi to wychodzi.Pozdrawiam :)

Darząc uśmiechem - uszczęśliwiasz serce.
uśmiech bogaci obdarzonego
nie zubożając dającego.
Nie trwa dłużej niż chwila,
ale jego wspomnienie zostaje na długo.
Nikt nie jest tak bogaty,
by mógł nim pogardzić,
ani tak ubogi, by nie mógł nim darzyć.
Uśmiech niesie radość rodzinie,
umacnia w pracy,
świadczy o przyjaźni.
Uśmiech podnosi na duchu zmęczonych,
leczy ze smutku.
Gdy więc napotkasz kogoś
o twarzy ponurej,
obdarz go hojnie uśmiechem;
któż bowiem bardziej go potrzebuje
niż ten, co nie potrafi go dawać?

Wincenty Faber

Aska - 2007-12-12 09:20:34

Alutko, nikt nie mówił, że życie jest łatwe, proste, ono jest tylko piękne. Każdy z nas zmierza do celu krętymi ścieżkami, wspina się na mniejsze lub większe górki, żeby za czas jakiś znowu znaleźć się w dolinie. Kroczymy przez życie, zatrzymujemy się na rozstajach, chwila zadumy nad przebytą drogą i nad dalszym losem naszym. W całej tej wędrówce towarzyszą nam burze, wiatry, słońce. Po każdej burzy wychodzi słońce, wiatr rozwieje nasze troski, innym razem kolejną burzę zwiastuje. Droga przez życie jest piękna. Mijamy łąki kwieciem porośnięte, lasy w zwierzynę obfite, wielkie i małe wody z różnymi mieszkańcami. Te wszystkie cuda uśmiech wywołują na naszej twarzy, uśmiech tak radosny i szczery, ze słoneczko za chmurki się wychyli i swym promykiem życie nam umili.
Uśmiech jak dobro, wróci do nas z podwojoną wielkością i kolejny raz podzielimy się uśmiechem i dobrem z potrzebującymi wsparcia naszego. Dzielmy się szczęściem, dobrem i uśmiechem, wtedy życie ma sens.

Aska - 2007-12-13 17:12:23

W Rzymie na posiedzeniu poświęconym nowym pokoleniom spotkali się laureaci nagrody Nobla. Dalajlama, Gorbaczow, Wałęsa. Papież Benedykt XVI do uczestników spotkania wysłał telegram. Wyraża w nim przekonanie, że miejsce przemocy, wrogości zajmie w sercach młodych ludzi życzliwość i pojednanie. Dalajlama uważa, że większość ludzi jest zdolna do dobroci i łagodności, mimo całego zła na świecie.
Czytając słowa największych autorytetów, uśmiech radości na twarzy mej się jawi, a myśl ku Soni leci. To właśnie Sonia pokazała nam jak dobrym słowem złe słowa zwyciężać. Jak zło w dobro można obrócić, wystarczy trochę życzliwości i łagodności. Przez chwilkę miałam wrażenie, że Papież i Dalajlama są wśród nas, ot takie chwilowe zauroczenie. Na pewno są ich słowa, takie zwyczajne, proste, takie jak My tu powtarzamy każdego dnia.
Zatem płyńmy po spokojnych wodach, nieśmy dobro wszędzie tam, gdzie się zagubiło, tam gdzie go brak.
Każdy dzień pokazuje nam, że życie, życie ma sens...

alutka51 - 2007-12-14 19:04:03

Powiem szczerze ,chciałabym żeby było już po świętach.Ale Wy kochani cieszcie się nadchodzącymi świętami,bo moje święta będą inne jak co roku.Pozdrawiam :)
        CHOINKA
JAK CO ROKU PRZED ŚWIĘTAMI                 
ŚWIAT PRZYBRANY CHOINKAMI
KTÓRE MAJĄ BYĆ ZWIASTUNEM
PIĘKNEJ CHWILI OPIEKUNEM..

MAJĄ SPEŁNIĆ TO ZADANIE-
PRZYGOTOWAĆ POWITANIE.
STWORZYĆ MIŁĄ ATMOSFERĘ
BY ODNOWIĆ ŻYCIA ERĘ..

DRZEWKO TERAZ PIEKNIE ŚWIECI
WIELKA RADOŚĆ MAJĄ DZIECI!
OBY W DUSZY ZAJAŚNIAŁO-
A TO WIELE JUŻ, NIE MAŁO..

CHCIEJMY TO ROZUMIEĆ TAK,
ŻE CHOINKA TO JEST -ZNAK,
KTÓRY MÓWI O RADOŚCI-
DO ODNOWY GOTOWOŚCI..

NIE MA TYLKO BYĆ DLA OKA
ANI TAKŻE NIE NA POKAZ.
PO TO CHCIEJMY JĄ UBIERAĆ
BY JUŻ NIGDY NIE UMIERAĆ!

DRZEWKO PIĘKNE JAK MARZENIE
-NA DZIECIĄTKA URODZENIE,
TYLE SERCA W TO WKŁADAMY
BO POKOCHAĆ GO JUŻ MAMY.

PIĘKNIE W DOMU WYSPRZĄTAMY
-GODNIE BOGA PRZYWITAMY!
BY ZAMIESZKAĆ U NAS CHCIAŁ
W NASZYM SERCU MIEJSCE MIAŁ.

ODTĄD DLA TEJ TAJEMNICY
NIE ZAPOMNIJ O ROCZNICY.
NIECH CHOINKA, STÓŁ,RODZINA
-O TEJ CHWILI PRZYPOMINA..
M.B.

Aska - 2007-12-15 07:19:42

Święta, kiedyś, tak dawno, że już prawie nie pamiętam był to najwspanialszy czas, teraz najtrudniejszy. Już nawet udawać nie potrafię, że jest inaczej i w tym roku przykrość dla wielu osób sprawię, nie mam już siły,  chcę przeżyć ten czas sama ze sobą, bez rodziny.Może to coś da i następne będą już oczekiwane. Może święta odzyskają sens

Basia - 2007-12-15 08:22:37

Asiu, i tak czasem trzeba - oderwac się! Może da Ci to dystans do rzeczywistości dnia codziennego. Moze i rodzina dostanie sygnał,że coś jest nie tak jak powinno. Rytuały spotkań światecznych nie zawsze winny być celebrowane na siłę. W końcu tajemnica Bożego Narodzenia i tak przeżywana jest w duszy u każdego na jego własny sposób. Jesli tak postanowisz i tak nie bedziesz sama. Masz nas z tym portem, mailami i telefonami. Jeśli zechcesz - przyłączymy sie!

hrabia Koniecpolski - 2007-12-15 08:54:15

Ja tez sie chetnie przylacze do Towrzystwa.Pozdrawiam goraco i nie moge sie doczekac Wigili,by moc sie z Wami podzielic wirtualnym oplatkiem.

anowi - 2007-12-15 10:21:23

Asia Uśmiechnij się! Ja się znowu boje horroru w święta z udziałem mego pijaczka--ciekawe co w tym roku odstawi?! W każdym razie odkładam pieniadze na hotel, gdzies musimy sie podziac ... Gdyby policja inaczej sie brała do interwencji i wzięła sie za pomoc rodzinie to byłoby wielu kobietom dużo lżej!
Ale dosyc użalania , głowa do góry! Musze sie zabrac za ciasteczka, i zrobic zakupy . .........

hrabina_balkanska - 2007-12-15 10:23:18

Być może  ciągły codzienny bieg powoduje, że zaczynamy podchodzić do swiąt zbyt rutynowo, traktować je jak obowiązek a nie przyjemność. Mając większą część rodziny na codzień i "pod ręką" mówimy sobie - i znów to samo, znów siądziemy przy stole jak w niedzielę, jak wczoraj, jak co roku i znów będziemy udawać przed wszystkimi, że jesteśmy szczęśliwi... W takich momentach ani choinka, ani kolędy, nawet prezenty nie są w stanie wyprowadzić nas z takiego nastroju bo świadomość udawania  deprymuje nas  jeszcze bardziej. Czemu tak jest? Ano... wstydzimy się swojej słabości, bezsilności, tym że coś nam w życiu nie wychodzi. Najgorsze jest to, że żadnych zmian nie widzimy w przyszłości i to nas dobija. Udajemy, że jest dobrze bo nie chcemy ranić bliskich i obarczać Ich swoimi problemami bo mają swoje  i prawdopodobnie podobnie jak my kryją się z tym. I tak koło się zamyka, powstaje atmosfera sztuczności i to właśnie ona zabija w nas radość. Pomijam komercjalizację świąt sztucznie podgrzewającą atmosferę i chcąc nie chcąc zmuszającą nas do jeszcze większego pędu. A gdyby tak się do niej zdystansować i nie dać się jej porwać? Może wykorzystać ją po to by właśnie zrobić coś odwrotnego i zmniejszyć tempo? Każdy ma swój mały świat i wystarczy tylko krok by zatopić się w nim co nie znaczy oczywiście odcinać się od Przyjaciół, Rodziny. Pobądźmy w nim choć przez chwilę w ciągu dnia, to pozwoli uporządkować swoje myśli i zweryfikować swój stosunek do tego co nas otacza. Zasłuchajmy się w kolędę która brzmi w nas od wieków, w nadzieję która tkwi w nas, poddajmy się nastrojowi pokoju i spokoju płynącemu z takich prostych słów: "Wesołą nowinę bracia słuchajcie, Niebieską Dziecinę ze mną witajcie..."...  Ja to robię od kilku lat codziennie - w Adwencie i Wielkim Poście. Też kiedyś miałam dołki "świąteczne", dylematy, wątpliwości ale tym sposobem na nowo odkryłam piękno tych Swiąt, przestałam się ich bać, znów jak za lat dziecięcych oczekuję ich z radością. Być może kilka gałązek świerkowych wkładanych do wazonu 1 grudnia i subtelnie przystrojonych pozwala mi oswoić się z myślą, że oto... znów idą Swięta i że... tylko ode mnie zależy jakie one będą.

klara - 2007-12-15 13:15:22

U mnie na Wigilię będzie "dziki tłum",bo przyjedzie  z Krakowa córka i z... mój brat-weterynarz uczulony na koty!Zawsze ścielę mu w pokoju do którego kotom wstęp wzbroniony,ale przed rokiem wystarczyła jedna mała poduszeczka,która miała styczność z kotami i mój biedny  braciszek obudził się zasmarkany i zapłakany!Do przygotowań świątecznych podchodzę z dystansem,nic na siłę!Wczoraj wybraliśmy się do centrum handlowego ,spasowałam po kilku minutach-tłoczno,głośno,migają światła,słodki męski głos zachęca do bezpłatnych[?!] zakupów w ramach kredytu świątecznego i ofiary tego szaleństwa z koszami pełnymi zakupów!Dzisiaj zainpirowana pomysłem Hrabiny,szykuję ozdoby świąteczne z Waszymi imionami,najpierw dla tych ślicznych i już trochę moich dziewczynek-Ani i Zuzi,za tydzień Agata do mnie dołączy i podsunie fajne pomysły!

hrabia Koniecpolski - 2007-12-15 14:55:33

A ja chcialbym skorzystac z goscinnosci tego Forum i przeslac najlepsze od serca zyczenia szybkiego powrotu do zdrowia Sorelliny.Klarenko ciesze sie ze Jestes z nami.

wscieklyuklad - 2007-12-15 20:29:01

A cóż to tam za choroba Hrabio ? Ot szał świątecznych zakupów wtłoczył do autobusu jejmość dźwigająca jakiś twardy , kanciasty przedmiot, który wpijając się w żebra Sorelliny dotkliwie Ją posiniaczył. Do Wigilii się zagoi.
Co do nadchodzących Świąt, to trzeba trochę traktowac ją jako rodzaj tradycji, rytuału, bez ktorego historia sensu nie ma. Ktoś kiedyś postanowił zapoczątkować te rodzinne spotkania i tak pozostało. Pewnie, że są miejsca milsze i smutkiem przepełnione, że nie wszystkich, których wieczerza Wigilijna zgromadzi przy wspólnym stole uwielbiać musimy. Ale na tym własnie wielkość tego dnia polega, że musimy sie przemoc, sami wykonac na sobie test tolerancyjności, test umiejętnosci wziesienia się ponad własne ambicyjki, uprzedzenia - nierzadko krzywdzące, niesprawiedliwe. Wigilijna wieczerza z życzeniami przy łamaniu opłatkiem, to szkoła pokory. Można + przeszle dni analizujac, na wiele spraw innym okiem spojrzeć, wnioski wyciągnąć nowe, z wyciągnietą ręką do zgody ku drugiemu podejść. Można dać sobie i innym szansę na pojednanie - niekoniecznie sztuczne, fałszywe, "do jutra", by nowe wszcząć spory a animozją ponownie serce napełnić. Dlatego, mimo wielu minusów, mimo rodzaju "obowiązku" jaki leży o zródeł rodzinnych spotkan, każdy taki wieczór jest niepowtarzalny szansą, jaką nam daje .... szansą zmiany siebie na lepsze.
Próbuje sobie wyobrazić wieczory owe  lat ostatnich u Soni. Czy jechała do swoich Tesciow _ Czy z Przyjaciolmi je spedzala  A moze wielu lekarzy wzorem, dane Jej bylo czuwac przy lozeczkach cierpiacych malenstw _ Trzeba umiec z pokora tradycji obowiazki pelnic......

wscieklyuklad - 2007-12-16 10:29:46

Mija kolejny miesiąc gdy Jej zbrakło. I to teraz w momencie tak ważnym , gdy Święta Bożego Narodzenia za pasem. Przyjdzie Jej cieszyć się nimi po tamtej stronie czasu. Wyobrażam sobie , że gdyby nadal była, może dane nam byłoby spotkać się na ulicach Krakowa ? Może spacerowalibyśmy po uroczych zaułkach przyprószonych śniegiem ?. Może - zgodnie z Hrabinii prośbą - uwiecznialibyśmy na fotografii kolejne krakowskie szopki ? Przed rokiem - gdy nie znaliśmy jeszcze naszych Polsko-Włoskich Przyjaciół w Muzeum Historii podziwialiśmy szopki rodem z Italii. Niezapomniane było to przeżycie, bo przecie Włochy zawsze artystami słynęły. Były różnej wielkości, do różnych też czasów nawiązywały. Prawdziwe cacka oddające urok Ziemi Świętej, nastrój średniowiecznych miasteczek, mieszczańskich domów, warszatów rzemieślniczych.Może uda się i taki obrazek uwiecznić ? Kilka lat wstecz na Małym Rynku stawiano namiot, pod którym prezentowano szopki holenderskie, włoskie - ogromne, pełne ruchu, misterne wykonaniem, okraszone historią Narodzin Pańskich głosem Anny Dymnej przypominaną.
Może miniaturkę jednej z tych, co na wystawie prezentowane zabrałaby ze sobą do Rzymu ? A drugą- dla Marco w prezencie ?
Wiem też, że gdyby była , przez tyle miesięcy zdołałaby nauczyć nas tak wiele. Dałaby przykłady godnego życia, pomogłaby tyle rozwiązać problemów. Może Michalina była by z nami do dziś ? Może nie byłoby tych zajadłych, agresywnych napaści jakich niedawno doświadczyliśmy ? Poszukujemy wciąż autorytetów. A tych niewielu i tak nas opuszcza w momentach najmniej oczekiwanych, najmniej stosownych. Powie ktoś pewnie, że każdy sam musi autorytety sobie budować, sam odnaleźć własną życiową drogę, działania przesłanie. To prawda. Ale gdy pogląd tego, kogo za autorytet uznajemy usłyszymy, łatwiej drogi tej szukać.
Święta smutniejsze będą Jej brakiem, ulice Krakowa bardziej puste. Tyle miejsc tajemnych nie zostanie odkrytych, tyle słów ważnych nigdy już nie padnie. Ale spacerując po krakowskich zaułkach, chować będziemy za pazuchą wspomnienie o Niej. Grzać będzie się w cieple uczuć pełnego, stęsknionego serca.

Goscinnie z Torunia - 2007-12-16 10:35:39

Koniecznie prosimy o zamieszczenie tego tekstu na Misogino.Prwadziwie wzruszajacy post.TVN jest jednak portalem ogolnodostepnym,szkoda by tak urocze teksty nie pojawialy sie dla wiekszej ilosci forumowiczow.Dziekujemy

Aska - 2007-12-16 11:02:34

Twórcą największej i najstarszej ruchomej szopki w Polsce był zegarmistrz Longin Wittig, który rzeźbienie małych figurek traktował jako swoje hobby. W wolnych chwilach wykonywał szopki dla okolicznych kościołów i osób prywatnych. Tradycja mówi, że gdy zmarła jego żona, postanowił stworzyć ruchomą szopkę dla swego syna, by w ten sposób go pocieszyć i by chłopiec łatwiej zapomniał o stracie matki. Spodobała się malcowi, ale Wittig nie poprzestał na tym, uzupełniał ją o kolejne postacie. Przez 28 lat jego praca rozrosła się do ogromnych rozmiarów. Możemy podziwiać  szopkę do dnia dzisiejszego. Na całą szopkę (kilka scen) składa się ponad 800 figurek, z czego 300 jest ruchomych.
Wittig przedstawił w kilku scenach nie tylko życie Świętej Rodziny, ale także sceny rodzajowe, dodając do nich typowo śląskie pejzaże. Obok Narodzin Chrystusa możemy tutaj zobaczyć kłaniających się trzech króli, pracującego Józefa i Marię z małym synkiem, czy wreszcie ostatnią wieczerzę i drogę na Golgotę. Są również sceny drastyczniejsze, jak realistycznie przedstawiona rzeź niewiniątek.
Ze scen świeckich zachwycić może przekrój dawnej kopalni z górnikami pracującymi pod ziemią, wagonami z węglem na powierzchni i szybami kopalnianymi. Dzieciom szczególnie podoba się zabawa ludowa i wyskakujący z komina kominiarz. Na koniec sprawdzić można swoje zachowanie w ostatnim czasie i małemu muzykantowi wrzucić monetę do skarbonki. Jeśli się ukłoni – wszystko w porządku, jeśli nie – trzeba zastanowić się nad swoim postępowaniem.
Tutaj jest galeria, kliknij

wscieklyuklad - 2007-12-16 11:08:17

Od lipcowych spacerów 08.07,  miesiąc kolejny minął, tygodnie od moich z Nią po Krakowie spacerów upłynęły. Kopiec Kościuszki pustszy dzisiaj, śniegiem pobielony. Ciemne chmury nad Krakowem wiszą, tedy wzrok Tatr nie sięga. Błonia wszak w dole te same, kopuły Mariaca w dali majaczą, jako i wtedy...
                                   
                                    Nie pójdziemy już nigdy na Rynek,
                                    nie zajdziemy nigdy pod Jaszczury,
                                    nie zachwyci Cię żaden budynek,
                                    ni zabytek architektury.
                                    Planty tęsknią do Twoich kroków,
                                    i Mickiewicz spogląda z góry,
                                    Święta smutne będą tego roku,
                                    miast radości - czas wspomnień ponury.
                                    Kopiec Wandy śniegiem przysypany,
                                    po ulicach wciąż dorożki bieżą,
                                    a latarnie - te przy Św. Anny,
                                    ku przechodniom mglistym światłem mierzą.
                                    Sukiennice kupców przyzywają,
                                    Hejnalista z Mariackiej dmie Wieży,
                                    drzwi Wierzynka chętnych zapraszają,
                                    w cud liberiach stoją tam portierzy.
                                    Wawel światłem reflektorów płonie,
                                    Wisła śpi, okowów krą skuta,
                                    na saneczki przyzywają Błonie,
                                    melancholii Skałki dźwięczy nuta.
                                    Pusto jest tu bez Twego uśmiechu,
                                    oczu skry ciskających ku nam,
                                    entuzjazmu brak Twego oddechu,
                                    miast więc cieszyć się, chodzę i dumam.
                                    Hej - cienkusza Tasmanie polej !
                                    Ku kwiaciarkom zmierzać nam trzeba,
                                    taka to już życia tego kolej.....
                                    Kupię róże...
                                    Poślę Jej....... do Nieba.

Nie ma Jej, a przecie gdyby żyła myśli tak samo gorące przez Alpy ku Rzymowi by mknęły. A że ruch na Transatlantyku naszym dziś wielki, a z Torunia pięknego nowa załoga przybyła, tedy napiszę teraz to, com wieczorem uczynić zamierzał..... I niech spacer to będzie wspólny po Krakowa zaułkach....

hrabina_balkanska - 2007-12-16 14:12:04

Witam ciepło Gości z Torunia! Cieszę się, że odwiedzacie nasze maleńkie Forum i mam nadzieję, że częściej zaznaczycie tu swoją obecność. Spodziewam się, że w Swięta odwiedzicie FZS by przylączyć się do naszej świątecznej choinki i podzielić się Opłatkiem do czego serdecznie zapraszam.

Wątek ten nie jest odpowiednim miejscem na wyjaśnienia i uwagi ale pozwolę sobie zamieścić tu kilka istotnych słów.
By uniknąć spamu nie możemy kopiować tekstów z FZS na Forum TVN24. Dobrze wiecie, że teksty z TVN24 trafiają spowrotem do nas bo są systematycznie przenoszone do naszego archiwum pod gołąbkiem więc kopiowanie byłoby  poważnym naruszeniem regulaminu, do którego niestety musimy się stosować. Na naszym Forum ukazuje się sporo ciekawych tekstów które mogłyby ukazać się i na TVN24, ale w obliczu powyższego faktu byłby to spam za który ponosi się konsekwencje. Dziś wyjątkowo na Waszą prośbę posty WU ukazały się na TVN24 ale proszę - nie wymagajcie od Administracji  ingerencji w treści tu umieszczane, bo  każdy taki  post musi być przed skopiowaniem przeredagowany przez jego Autora lub Moderatorów. To Forum w większej swojej części jest otwarte i każdy może tu bez logowania się zaglądać, czytać i pisać do woli, zakładać wątki, odwiedzać część archiwalną itd. Ma również swoją atmosferę bardzo zbliżoną do tej zainicjowanej przez Sonieczkę na "Misogino" TVN24 bo jest jakby jego kontynuacją i rozszerzeniem, a zarazem małą asekuracją dla sympatyków wątku Gombrowiczowskiego na wypadek gdyby miał on zniknąć z łamów Forum TVN24, dlatego powielanie tekstów nie powinno mieć miejsca.

W imieniu Administracji pozdrawiam Gości z Torunia i wszystkich pozostałych  i zapraszam do udziału w rozbudowie naszego Forum ZS. Wszelkie propozycje Gości będą zawsze mile widziane, ale tylko te które nie prowadzą do łamania regulaminu i netykiety.
HB - Administrator

hrabina_balkanska - 2007-12-17 00:11:13

Gdyby nie Ona... nie byłoby nas tutaj... razem...

>>>KOLEDA DLA NIEOBECNYCH<<<

alutka51 - 2007-12-17 08:19:13

Gdyby nie Wy moi kochani i Sonia nie byłabym z Wami.Dziękuję Wam,dziękuję Soniu.
Wszystko na świecie prędko przeminie,
Płomienie zgasną, woda przepłynie,
Przeminie radość i to, co boli,
Czasy nieszczęścia i czasy niedoli.
Minęło szczęście, przeszło cierpienie,
A pozostało tylko wspomnienie.

Aska - 2007-12-17 09:13:17

Witold Gombrowicz,
"Człowiek jest poddany temu, co tworzy się "między", i nie ma dla niego innej boskości jak tylko ta, która z ludzi się rodzi".
                                                                                                           
Wspominając w dniu dzisiejszym, Sonię, trudno Gombrowicza nie wspomnieć. Była osobą niezwykłą, pisało już o tym wielu jej przyjaciół, stała się wzorem. Jak trudno być tak dobrym, ciepłym, łagodnym człowiekiem, przekonałam się już nie jeden raz. Mam nadzieję, że podołam, staram się zasłużyć na miano jej przyjaciela. Wierzę, że Sonia siedząc gdzieś na chmurce, zerka i wskazuje dobry kierunek, zawsze jest obecna.
Pamiętam O Tobie Soniu, pamiętam o Twoim przesłaniu.

Przeszłości nie można odwrócić

Przeszłość dokonana,
przyszłość nieznana,
pamiątki pozostają po kimś,
kto był a już nie wróci.
Ostatnie pożegnania,
przepełnione smutkiem,
kiedy już się kogoś nie zobaczy,
na zawsze iskierkę radości się straci.
Budząc się pewnego letniego poranka,
chce się chwycić za telefon,
ale nie ma takiego numeru,
żeby przeszłość odwrócić.
Wspomnienia - to ostatnie co pozostanie,
kiedy kogoś zabraknie.

wscieklyuklad - 2007-12-17 14:16:38

Ktoś kiedyś powiedział, , że na świata początku Bogów nie było. Byli tylko herosi, świat ku postępowi kierujący, z  czynów bohaterskich słynni. I to ich deifikacja Panteon Bogów stworzyła. Wielu jest takich współczesnych herosów. Ludzi, którzy niepomni niebezpieczeństwa, niewygód, uszczerbku poniesionego w trakcie działań przez siebie podejmowanych, własne pożytki na plan dalszy odkładają , a rozglądając się wokół poszukują nowych wyzwań. Takim herosem była Sonieczka nasza. I nieważne, czy brak utraconych bliskich, czy inne względy o sposobie na życie jaki obrała Jej zdecydowały. Wielu po stracie rodziny goryczą się napełnia, wrogość do inych czuje, zamyka się w świecie swojego bólu. Gros czasu poświęca na przeżywanie strachu przed samotnością, chorobą czy kalectwem, opuszczeniem przez znajomych, izolacją społeczną. Na rozpamietywanie swego bólu, złości do świata. Paraliżuje to ich zachowania, uniemożliwia dokonanie czegokolwiek pożytecznego w życiu. Sonia po tragicznym odejściu najbliższych rzuciła się w wir wydarzeń. Potrafiła odkryć w nich to co najwartościowsze. A przecie nie ograniczało się to do działań zawodowych. Równie ważne były więzi z ojczyzną przodków, studiowanie literatury, historii narodowej, kontakt z realnymi rodakami. Każdy dzień był dla Niej ciekawy tym , co odkryć miała. Starała się wyrwać rzeczywistości to co najlepsze - dla Niej i dla innych. Dzieło to w okrutny sposób przez ślepy los przerwane, nosi wszak znamiona heroizmu. Jest dla nas niedościgłym przykładem. Tedy przez deifikację dzieła Jej, kolejny heros w Panteonie Bogów przybył. Heros zaiste naśladowania godzien. Jej słowa, iż dni z nami spędzone były może najpiekniejszymi w Jej życiu, to dla nas wielkie wyróżnienie. A jednocześnie sygnał, ze tak niewiele potrzeba, by ktoś i naszą niepowszedniość dostrzegł.

wscieklyuklad - 2007-12-17 20:16:17

TEMPORA LABUNTUR (TACITISQUE SENESCIMUS ANNIS )- tym razem na wątku naszym cytat przez dziki starożytne ułożony wklejam. Czas upływa, a my starzejemy się wraz z cicho biegnącymi latami. Słowa te z "Fasti" Owidiusza pochodzące, w głowie mej zaświtały, gdym najpiękniejszej kolędy na świecie słowa przez Hrabinię wklejonej posłuchał. Nie ma wersów, które trafniej nastrój myśli naszych oddać zdolne by były. Wieczerza wigilijna dla wielu z nas jest istnym źródłem udręki. Wielu wydaje się czymś sztucznym, niejednego zmusza do nadrabiania miną , by tych, których tak naprawdę nie lubimy przynajmniej w ten wieczór tolerować, obdarzyć milszym gestem. A przecież nie zdajemy sobie często sprawy, że może to ostatnia z nim wspólna wieczerza. Że może w ciągu dni, tygodni, miesięcy kolejnych jakaś tajemna siła zgasi świecę jego życia i nie zasiądzie już nigdy z nami do wspólnego "być". A my trwając nadal ujrzymy go w świetle innym. Zobaczymy wtedy, że obok nie lubianych przez nas wad, szereg miał zalet, ktorych może nie widzieliśmy, może nie miały wtedy takiej wartości, może były nam obojętne. Nam, nie znaczy wszak , że wszystkim. Musimy zdać sobie sprawę, że i inni mogą w identyczny sposób nas oceniać. Że może jak i my, także i oni zmuszają się, by nas uśmiechem obdarzyć, powiedzieć miłe słowo, złożyć życzenia w chwili łamania opłatkiem. Kontakt z drugim człowiekiem należy zawsze traktować tak,  jakby za chwilę jednej ze stron zabraknąć na zawsze miało. Podejście takie uczy tolerancji, uczy pokory przed wyrokami losu. Uzmysławia nam brak sił odpowiednich, by wszystko co na naszej drodze staje zmieniać, pokonywać , oceniać, naginać do potrzeb naszych. Uczy tolerancji do postaw innych, które często tak łatwo szufladkować i ganić. Przy wielu stołach w tym roku nie zasiądzie szereg  naszych bliskich. Zbiorą się gdzieś przy innym stole, na własnej Wigilijnej Wieczerzy.  Bogatsi wiedzą Wszechświata będą spoglądać ku tym , od których odeszli. Będą uśmiechać się łagodnie widząc nasze zażenowanie, widząc opory psychiczne, widząc sztuczność zachowań. Może spadnie śnieg ? Pomyślmy wtedy, że Ci, co odeszli , ślą oto ku nam płatki zapomnienia. Ze płatki te zamrażają nasze zwątpienie, zasypują rowy wykopane między ludźmi, równają wszystkich wobec praw natury. Odeszli, a przecie nie znaczy to wszak, że staliśmy się Im obojętni...

Aska - 2007-12-18 06:46:51

Niech się weseli święty, bo bliski jest zwycięstwa. Niech się raduje grzesznik, bo dane jest mu przebaczenie. Niech powróci do życia poganin, bo do życia jest powołany. W małym Świętym Dziecku Bóg daje nam Zbawienie. Niech Gwiazda Betlejemska zwiastuje nam w sercu na nowo tę Dobrą Nowinę, niech się rozraduje serce i uwierzy Jezusowi. Niech się umocni nadzieją na cały Nowy Rok.

alutka51 - 2007-12-18 07:41:12

Magia Świąt to dziecięca wiara w Świętego Mikołaja, spokojna rozmowa z bliskimi ,rozleniwiony telefon, zaspany budzik i śnieg, który nie jest utrapieniem.     "PSALM WIGILII"

I)O, dzięki Tobie, Ojcze ludów - Boże,
Że ziemię wolną dałeś nam i nagą,
Ani oprawną w nieprzebyte morze,
Ni przeciążoną gór dzikich powagą,
Lecz jako piersi otworzoną Boże...

II)Więc na arenie tej się nie ostoi
Przeciwnik żaden, jeno mąż bezpieczny -
I ten, co za się nierad szuka zbroi,
Ale zupełny, wcale obosieczny,
Który jak gwiazda w niebie czystym stoi.

III)I za to jeszcze dzięki Ci, o Panie,
Że człek się ówdzie laurem nie upoi
Ani go wiatrów ciepławych głaskanie
Prze - atłasowi w nicość - i rozstroi
Na drzew i kwiatów motyle kochanie.

IV)Strzeliście w niebo spojrzy on ku Tobie,
Który przez stajnię wszedłeś do ludzkości,
I w grobie zwiędłych ziół leżałeś - w żłobie,
I w porze ziemskich próżnej zalotności,
I kiedy cały świat się tarzał w grobie.

V)Za prawo tedy do Polski obszaru
Dziękujem Tobie, któryś niezmierzony,
Wszech-istny - jednak z obłoków wiszaru
Patrzący na świat w prawdzie rozdzielony
Światło-cieniami czaru i roz-czaru.

VI)I który łaski zakreślisz promieniem
Dzielnicę ludów w czas ludów - chaosu,
Tak, jako morze obszedłeś pierścieniem
I nie rzuciłeś gór na wagę losu,
Lecz najpodlejszym bawisz się stworzeniem.

VII)Do Ciebie, Ojcze Ojczyzn, się podnosim
W tym to ubóstwie naszym bardzo sławnym,
I w tej nadziei, co po skrzydeł osiem
Przybiera co dzień i w płaczu ustawnym,
I w bólach, które tak mdło jeszcze znosim.

VIII)O, dzięki Tobie za państwo - boleści,
I za męczeńskich - koron rozmnożenie,
I za wylaną czarę szlachetności
Na lud, któremu imię jest - cierpienie -
I za otwarcie bram... nieskończoności.

C. K. Norwid

wscieklyuklad - 2007-12-18 10:55:26

I znów żegnać się trzeba, znów w podróż daleką udać. Jak zawsze radosną, choć od miesięcy kilku smutniejszą rozstania koniecznością. Można skorzystać z kawiarenki internetowej, ale to przecie nie to samo, co komputyjer o wyciągniecie ręki. Od lipca przedmiot ów nieodzownym sie stał. Ksiażki, filmy, inne formy relaksu poszły w odstawkę. Każdą chwile wolną wykorzystuje się na wspólne bycie. Nowe potrafi kusic tak samo , jak to co doświadczeniem uznane. Czas mija szybko, wiec i niedługo znów bedzie nam dane rozmawiać. Znów pojawią się nowe problemy a i radości nieoczekiwane. I to, co piekne , to  fakt, ze już żadna na świecie siła nie jest nas w stanie rozłączyć. Że dane nam było poznać smak charyzmy nieznanej osoby, o ktorej wiemy tylko tyle, ze miała polskich przodków, że pomagała ludziom.... i , że już Jej nie ma. Jej życie to nie mit - choć niewiele wiemy o nim - lecz przykad niedościgniony. Przykład jednak , ktory kompleksów nie rodzi, a do czynów zachęca. Oby Rok Nowy pełen był czynów Jej oczekiwań godnych. Równie wielkich nie dokonamy zapewne, ale któż wie kiedy wielkość człowieka i jak wielkość ta się rozpoczyna ?

klara - 2007-12-18 11:51:50

To prawda,od lipca książki i filmy poszły w odstawkę,ale nie tak do końca!Dzięki Wam spędziliśmy z mężem wieczór w domowym kinie,oglądając "Skazanych na Shawshank".Dziękujemy!

hrabia Koniecpolski - 2007-12-18 19:49:33

http://www.hagenhoffmann.de/links/Weihnachten/w-34.gif

Tu
che
ne dici
SIGNORE se
in questo Natale
faccio un bell’albero
dentro il mio cuore, e ci
attacco, invece dei regali,
i nomi di tutti i miei amici: gli
amici lontani e gli amici vicini, quelli
vecchi e i nuovi, quelli che vedo ogni gior-
no e quelli che vedo di rado, quelli che ricordo
sempre e quelli a volte dimenticati, quelli costanti
e quelli alterni, quelli che, senza volerlo, ho fatto soffrire
e quelli che, senza volerlo, mi hanno fatto soffrire, quelli che
conosco profondamente e quelli che conosco appena, quelli che mi
devono poco e quelli ai quali devo molto, i miei amici semplici ed i miei
amici importanti, i nomi di tutti quanti sono passati nella mia vita.


Un albero con radici
molto profonde, perché
i loro nomi non escano
mai dal mio cuore; un
albero dai rami molto
grandi, perché i nuovi
nomi venuti da tutto il
mondo si uniscano ai già
esistenti, un albero con
un’ombra molto gradevole
affinché la nostra amicizia,
sia un momento di riposo
durante le lotte della vita


http://img77.imageshack.us/img77/8994/b3ej4.gif

Co na to powiesz,Panie,gdy na Narodzenie Twoje
w moim sercu choinkę piękną ustroję?
Miast podarunków powieszę na jej ramiona
Mych wszystkich przyjaciół imiona…
Tych dalekich i bliskich,tych starych i nowych
Niech zawisną na gałęziach świerkowych
Imiona tych,którzy co dnia mnie witają,
I tych,którzy rzadko się pojawiają.
Tych,których zawsze mam przed oczami,
I tych,których zapominam czasami…
Tych,co ze mną zawsze i tych,co tylko chwilami
Tych,którym ból sprawiłem niechcący
I tych ,co mnie go zadali, niemyślący
Tych,których znam dobrze,tych,których zaledwie poznałem
Tych,którym winien tak wiele
I tych,którym tak mało dałem
Przyjaciół zwykłych,przyjaciól na życie całe
Imiona wszystkich,których w życiu spotkałem…


Korzenie drzewka głęboko sięgają,imiona przyjaciół serca nie opuszczają,
Gałęzie drzewka – szerokie ramiona,pomieścić muszą wciąż nowe imiona
Z całego świata doń przybywają,do z dawna obecnych wciąż dołączają
Cień drzewka błogi odpoczynek daje,przez życia mego trud,mozołowanie

wscieklyuklad - 2007-12-18 21:03:39

Oto na forum naszym choinka z dalekiej Italii zawitała. Zielone gałązki, pień solidny wiecznotrwałość drzewa tego zwiastują. Nikt z nas przed rokiem nie przypuszczał nawet, że kolejne święta będą tak piękne. Że tylu nowych Przyjaciół zagości w domach naszych - także realnie. Serdeczność jaka nam towarzyszy wnosi do naszej codzienności nowe wartości. Nie jesteśmy już osamotnieni. Nie jesteśmy już bezsilni. Bowiem w trudnej chwili zawsze mozemy liczyć na wsparcie. Na ciepły gest, na zyczliwe wsparcie, na słowa otuchy, na podsunięcie rozwiązań. To największy nasz tegoroczny sukces. Sukces , ktory napawa dumą, sukces, którego roztrwonić nie wolno. Sukces , którego roztrwonić się nie da. A jednocześnie dajemy sobie kolejna szansę. Szanse, iż może oto za rok kolejne piękne chwile przeżyjemy. Chwile, o ktrych dziś nic nie wiemy.

Basia - 2007-12-18 23:11:39

Sorellino, pomocy, tłumacz! Cos niecos zrozumiałam,ale chce dokładnie! Taka piekna włoska choinka nie moze byc przeciez potraktowana "po łebkach" przez moje nieuctwo!

Basia - 2007-12-18 23:13:20

O! Ale niespodzianka! Jaki cudny aniołek sie u mnie pojawil! Dziękuję!

Sorellina - 2007-12-18 23:32:06

Tlumaczenie jest już gotowe.Pojawi się po "zatwierdzeniu" przez autora oryginału.Jeszcze troszke cierpliwości,Basieńko!:dziekuje-kwiatek:

klara - 2007-12-19 14:44:58

Ja również Sorellino proszę o tłumaczenie,bo moje próby ze słownikiem w ręku były...srednio udane.Wiem jedno,po włosku nawet obelgi brzmią jak muzyka!

Sorellina - 2007-12-19 15:19:59

To prawda,Klaro,język włoski brzmi jak muzyka.I jest przecież muzyki językiem!Językiem sztuki,językiem piękna,na które Włosi szczególnie są wrażliwi,które kochają i cenią najbardziej.
Tłumaczenie już jest,ale ono nigdy nie odda piękna oryginału...

Aska - 2007-12-19 21:55:00

Nie wiem, co powiedzieć Hrabiemu. Żadne słowa nie są odpowiednie.Choinka jest tak cudna, tak bardzo, bardzo, bardzo.... bardzo pięknymi słowami udekorowana, że dech zapiera i serce ściska go bólu.
Kochany przyjacielu, nic nie potrafię powiedzieć. Pozostaje tylko jedno słowo DZIĘKUJĘ.
Życzenia szczęścia, zdrowia, wszystkiego co naj, naj, najlepsze, najpiękniejsze, najszczęśliwsze wraz z sercem, kosmosem do Ciebie ślę. Soniu kochana, złap me życzenia, złap me myśli, złap dar serca i do Hrabiego Koniecpolskiego zanieś. Niech nie błąkają sie w cyberprzestrzeni, niech pod właściwy trafią adres.

Aska - 2007-12-20 09:59:00

Głodnemu daj kawałek chleba, ale smutnemu daj kawałek twego serca.

Nie wiem czyje słowa tym razem cytuje, dawno temu je usłyszałam, byłam jeszcze dzierlatką w podkolanówkach i nie mogłam pojąć jak można dać kawałek serca?
Na drodze wiodącej przez życie, krętej bardzo drodze, wiele widziałam, wiele doświadczyłam i dzisiaj wiem, że to serce najważniejsze jest, nie kromka chleba, nie cukierek, samochód, willa. Serce, to jest coś, czego każdy z nas potrzebuje, nie ważny jest wiek, status, pozycja. Pod maskami skrywamy swoje uczucia, potrzeby, wstydzimy się, że o słabość, śmieszność zostaniemy posądzeni. Tradycja źle pojęta, każe robić nam coś, z czego nie cieszymy się, uciekamy od siebie samych. Bo co sąsiedzi powiedzą, co ludzie powiedzą. Dzielimy się opłatkiem i nie myślimy o tradycji, zapominamy, co to znaczy, dzielimy się, składamy życzenia, tak już od zawsze jest. Opłatek nie tylko symbolem świąt jest. Opłatek to pojednanie, wybaczenie, przeproszenie, okazanie uczuć najczystszych, najszczerszych. Opłatek to pokarm dla duszy, to coś, co ułatwia nam zmianę siebie, umacnia nasze postanowienia świąteczne, życzenia odebrane i dawane. Jak nic poza łamaniem opłatka przy wtórze pustych frazesów nie idzie, to czysta kpina, kpina z tradycji, ze świętość, z wiary. Czy po skończonej wieczerzy mamy wstać od stołu i powiedzieć, pomyśleć nareszcie skończyło się, już po wszystkim? Czy cieszyć się, ze jesteśmy razem, że zaczynamy coś nowego, lepszego, że już mąż nigdy ręki nie podniesie na żonę lub dzieci i odwrotnie, że nikt nikomu nie ubliży. Że nadchodzący rok lepszym będzie. Powtórzę raz jeszcze, nie zmuszajcie się i nikogo nie zmuszajcie, do spędzania świąt według waszej wyobraźni. Dajmy najbliższym kawałek serca, niech nikt nie będzie smutny w te święta. Niech radość z narodzenia się Dzieciątka, będzie dla wszystkich jednakowa.
Soniu, zajrzyj do smutnych, samotnych serc, niech troszkę radości dostaną. Tak jak nam dałaś siebie, dałaś przyjaciół, nikt z nas nie będzie już nigdy sam, tam gdzieś w tłumie są smutne dusze, przyprowadź ich do nas, damy im kawałek serca, niech odnajdą życia sens. Zycie jest piękne i życie, życie ma sens...

alutka51 - 2007-12-20 10:32:22

"LEK NA WSZYSTKO"

Pewnego dnia został porzucony przez matkę młody chłopak i miał duże kłopoty z zaakceptowaniem nowej rodziny, która go przyjęła do swego domu i adoptowała. Nie potrafił pokochać swojej matki, ponieważ zawsze jak chciał to uczucie wyrazić słowem lub czynem, pojawiała się u niego jakaś dziwna nienawiść i złość. Chłopak także buntował się wobec Pana Boga, którego obarczał winą za to, co się stało z nim.
Jednak chciał sobie jakoś pomóc, więc udał się do swojego jedynego przyjaciela jakiego miał, prosząc go o pomoc i radę. Przyjaciel wysłuchawszy chłopaka spokojnie odpowiedział: Czemu prosisz mnie o siłę, abyś mógł się zmuszać do kochania swojej rodziny. Raczej poproś o miłość, abyś umiał kochać i Boga, i swoich rodziców, i nowych przyjaciół. Bo jeśli będziesz kochał trochę więcej, będziesz cierpiał mniej. Musisz zrozumieć, że jeśli pokochasz ich jeszcze więcej, to z twojego cierpienia wytryśnie ogromna radość, a wraz z nią życie. A więc naucz się wybaczać i kochać oto doskonały lek na wszystko. Chłopak uśmiechnął się i powiedział: Dziękuję Ci za te słowa jesteś najlepszym przyjacielem jakiego miałem, masz rację jeśli chce być szczęśliwy muszę nauczyć się wybaczać i kochać.

Basia - 2007-12-20 14:08:05

Och, Hrabio! Jak bardzo Twoje słowa chwycily mnie za serce! Aż zabolało! Znalazłam i siebie na Twoim drzewku, niestety wśród tych,co zbyt rzadko się odzywają. Mea culpa! Pamietaj,że nieustajaco jestem myslami z Toba i Twoja Rodzina.

hrabia Koniecpolski - 2007-12-20 14:56:45

To dla Ciebie Basienko,staralem sie znalezsc na tyle parole semplici ze kazdy pewnie zrozumie.Sorellino mille grazie per la incantevole traduzione.
Arriva il Natale
                           la festa speciale.
                           Speciale davvero
                            per il mondo intero.

alutka51 - 2007-12-20 16:30:47

Hrabio ja również dziękuję ,choinka jest śliczna.Wzruszyłam się czytając tekst ,przetłumaczony przez Sorellinę ,dzięki :) Tobie i całej Twojej rodzinie życzę zdrowych i spokojnych Świąt Bożego Narodzenia i łask Bożych.Dedykuję Wam tę piosenkę :) >>KLIK<<

klara - 2007-12-20 17:04:38

Konia z rzedem ofiaruje za przetlumaczenie slowa davvero!Trzeba bedzie wiekszy slownik kupic by stawic czolo takim wyzwaniom!

hrabia Koniecpolski - 2007-12-20 17:37:22

Za konia z rzedem dziekuje-naprawde*.Mysle ze teraz tutto Chiaro?

Aska - 2007-12-20 18:37:23

Tak Hrabio, wszystko jasne już, naprawdę. Konik niech pobiega po stepie, tam mu będzie lepiej

klara - 2007-12-20 18:40:11

Tutto quanto,grazie!

Aska - 2007-12-21 06:21:01

K. K. Baczyński, Kolęda      

Aniołowie, aniołowie biali,
na coście to tak u żłobka czekali,
pocoście tak skrzydełkami trzepocąc
płatki śniegu rozsypali czarną nocą?

Czyście blaskiem drogę chcieli zmylić
tym przeklętym, co krwią ręce zbrudzili?
Czyście kwiaty, srebrne liście posiali
na mogiłach tych rycerzy ze stali,
na mogiłach tych rycerzy pochodów,
co od bata poginęli i głodu?

Ciemne noce, aniołowie, w naszej ziemi,
ciemne gwiazdy i śnieg ciemny, i miłość,
i pod tymi obłokami ciemnymi
nasze serce w ciemność się zmieniło.

Aniołowie, aniołowie biali,
O! poświećcie blaskiem skrzydeł swoich,
by do Pana trafił ten zgubiony
i ten, co się oczu podnieść boi,
i ten, który bez nadziei czeka,
i ten rycerz w rozszarpanej zbroi
by jak człowiek szedł do Boga-Człowieka,
aniołowie, aniołowie biali.

Basia - 2007-12-22 04:39:44

O tak, Hrabio, to jasne i zrozumiałe i Klara jeszcze "dodokladnila" do konca. Niech Cię "aniolowie biali" z przytoczonego przez Asię wiersza chronią i do zdrowia prowadzą. A Sonia pewnie tam z Baczynskim i jego mlodziutką Basią nad polską poezją sie pochylaja i ku Tobie ręka Asi te cudne strofy ślą.

zawsze z nami - 2007-12-22 16:58:34

Otworzono forum dla bywalców nowych, ale jacy my tam nowi. Knieja opustoszała, ale jedna choinka w wierszu Hrabiego podróż po Krakowie odbywa. Stoi tu świerków mnóstwo, udekorowanych odświętnie. A  na Rynku stragany stoją cepeliowskich wyrobów pełne. Tedy chodzimy, spacerujemy, oglądamy, Anioły z materiałów kupujemy. Tasman po Delikatesach buszuje , prezent dla Honoratki wybiera. Czapka muszkieterska kroju najnowszego zapewne  to będzie. Zaraz ku scenie biegniemy. Mikołaj konkursy świateczne dzieciakom organizuje, a te głosikami zmarzniętymi pieśni intonują... W tym roku Kraków jakby smutniejszy... Może rozstania to efekt ?



SORELLINA, MAŁGOSIA, WŚCIEKŁY UKŁAD

Aska - 2007-12-23 04:42:46

Cuda się zdarzają, to co dzieje sie w sercach naszych jest jednym z nich. Każdy z nas dnia pewnego trafił na watek o lekturach, o Gombrowiczu. Zdawało się, zwyczajny wątek jak wiele innych. Nie, nie był zwyczajny. Założyła go kobieta o wspaniałym, dobrym sercu, Sonia. Ona to sprawiła, ze zwyczajna dyskusja o lekturach, ludzi do siebie zbliżyła. Lekarka ta wspaniała, umiała zdobyć ludzkie serca, swą dobrocią nas wszystkich zjednała i zatrzymała. Sonia odeszła, nie napisze już nigdy żadnego słowa,ale jest z nam, jest w naszych sercach, w naszej pamięci. Ofiarowała nam przyjaźń, która na cały świat rozeszła się i trwa. Dowodów na to jest wiele w jej wątku, który cały czas jest żywy, aktywny, są  tam wszyscy, Jej i nasi przyjaciele. Kolejny dowód Sorellina, Wsciekły Układ i Małgosia nam dają. Gościnnie święta w Krakowie spędzają i zamiast oglądać spokojnie świąteczne miasta stroje, do kafejki zachodzą i czas swój nam poświęcają. Dziękuje Wam kochani, dziękuję za pamięć i czas, który w Krakowie można spędzić przyjemniej, niż w zatłoczonej kafejce internetowej. Dziękuję Soniu za wspaniałych przyjaciół, dzięki Tobie, siebie mamy.

alutka51 - 2007-12-23 07:41:28

Dzięki temu że zarejestrowaliście na "M" i dzięki Sonieczce połączyliśmy się i jesteśmy razem i to jest piękne :)
"Każdy z nas ma na tyle dużą dłoń,że może z niej uczynić Betlejem.Każdy z nas ma na tyle ciepłe serce,że może przyjąć nowo narodzoną miłość...do tego wystarczy tylko wiara, nadzieja ,a miłość przyjdzie sama...Radosnych Świąt!"

Basia - 2007-12-24 00:31:17

Płynie,plynie po niebie betlejemska gwiazda
narodziny nam Pana zwiastuje.
Widząc ją buzia usmiecha sie każda
i niejedno w piersiach serce się raduje.
Chór anielski chwałę na niebiesiech głosi,
surmy grają, w dół płyną białe śniegu płatki,
Mikołaja będziemy o prezenty prosic:
domownicy i goście, dorośli i dziatki.
W żłóbku zimnym golutki Jezusek spoczywa,
pastuszkowie klęcząc hołdy mu oddają,
Matka Boska przed chłodem chustą się okrywa,
Trzej Królowie prezenty bogate wręczają.
Płynie gwiazda, ach płynie - gdzies w dalekie światy,
patrzac na nią dłonie trzymamy przy skroni,
kolęd pelne domy dziś i nasze chaty,
tą zaś najpiekniejszą - poślijmy ku Soni!


Na życzenie WU wpisuję jego wiersz. Chciał,by znalazł się tu jak najwcześniej w dniu Wigilii.

Aska - 2007-12-24 06:46:37

Nie było miejsca dla Ciebie, w Betlejem w żadnej gospodzie
I narodziłeś się Jezu, w stajni, w ubóstwie i chłodzie
Nie było miejsca choć zszedłeś, jako Zbawiciel na ziemię
By wyrwać z czarta niewoli, nieszczęsne Adama plemię.

Nie było miejsca choć chciałeś, ludzkość przytulić do łona
I podać z krzyża grzesznikom, Zbawcze, skrwawione ramiona
Nie było miejsca choć zszedłeś, ogień miłości zapalić
I przez swą mękę najdroższą, świat od zagłady ocalić.

Gdy liszki mają swe jamy, i ptaszki swoje gniazdeczka
Dla Ciebie brakło gospody, Tyś musiał szukać żłóbeczka
A dzisiaj czemu wśród ludzi, tyle łez, jęku, katuszy
Bo nie ma miejsca dla Ciebie, w niejednej człowieczej duszy.



Dzień dobry wszystkim , dzień dobry Soniu. Dzisiaj w nie jednym zagościsz domu. Dzisiaj, w tym dniu szczególnym, wszyscy razem będziemy, chociaż daleko od siebie, myśli nasze serca przeniosą i do każdego domu zajrzą, do każdego przyjaciela, każdego samotnego, nikt opuszczony nie poczuje się. Taki szczególny jest dzisiejszy dzień.

alutka51 - 2007-12-24 07:44:49

Radosnych Świąt Bożego Narodzenia, rychłego spełnienia każdego marzenia, ciepła, wiary i życzliwości życzę Wam łącząc wyrazy miłości.Dziękuję Ci Sosiu że nas połączyłaś.Pozdrawiam Wszystkich :)

W betlejemskiej stajence MIŁOŚĆ leży
Niech każdy się pospieszy, ten, kto w Boga wierzy
I odda szczery pokłon Tej Bożej Miłości
Na zawsze we wszystkich już sercach zagości

Przyszliśmy Cię Jezu, ogrzać swą miłością
Bo Tyś naszym Zbawicielem i naszą radością
Co serca rozgrzewa gorącym płomieniem
Składamy Ci Jezu pokłon - dziękczynienie

Wyciągasz o Jezu swe rączęta
Przy Tobie jest Józef i Twa Matka Święta
Która Cię pielęgnuje jak najlepiej potrafi
Do Twojej stajenki niech dziś każdy trafi

Daj Jezu nadzieję tym, co domu nie mają
I w swojej beznadziei po świecie się błąkają
Niech rozgrzewają swe serca w miłości płomieniach
I ukoją swój ból, troski i cierpienia

Hosanna na wysokości, pokój na Ziemi
Bo tego najbardziej wszyscy tu pragniemy
Niech każdy Twój płacz o Jezu usłyszy
Który jest wołaniem pośród nocnej ciszy

/ Jadwiga Żurawiecka /

hrabina_balkanska - 2007-12-24 20:13:04

Na stole dopalają się wigilijne świece, opłatek opalizuje w ich migotliwym blasku, na choince wirują wśród światełek gwiazdki z Waszymi imionami... Dziś łamiąc się opłatkiem z moją Rodziną życzyłam jej zdrowia i sukcesów, miłości i szacunku dla bliźnich i od bliźnich, pożytkowania umiejętności w szlachetnych celach.  W pewnej chwili uśmiechnęłam się bo pomyślałam o Was - dalekich a tak mi bliskich i do życzeń dołączyłam cichą prośbę by moim Bliskim zdarzyło się to co mnie - by na swojej drodze życia spotkali Przyjaciół takich jak ja, by spotkali swoją Sonię która odkryłaby przed Nimi nowe wartości i inny, wartościowy sens życia... Dziś córka powiedziała mi: "Mamo dziś jesteś inna, radośniejsza, nie tak jak rok temu, dwa...".
W domu pachnie igliwiem, grzybami i bakaliami, płyną dźwięki kolęd... Za oknem mglista ciemność ale gdzieś wysoko nad mgłą i chmurami błyszczy gwiazda Soni roztaczając ciepłe blaski sięgające serc... Niech  jej promienie prowadzą Was ku dobru i szczęściu, niech ta gwiazda - prawdziwy klejnot na firnamencie będzie dla wszystkich  nadzieją i napędem dla dobra, które mieszka w każdym z nas. Wesołych Swiąt Soniu, Wesołych Swiąt Przyjaciele!

>>>http://gify.org/bazagif/swieta/natale034.gif<<<    >>>http://gify.org/bazagif/swieta/natale042.gif<<<      >>>http://gify.org/bazagif/swieta/natale038.gif<<<

hrabia Koniecpolski - 2007-12-24 22:57:53

U mnie skladajac sobie zyczenia i lamic sie oplatkiem na koniec Andrea przejety odczytal Wasze imiona,troche mu sprawily /niektore/ problem z wymowieniem ale spisal sie na 10 z plusem.My dopiero jestesmy tak w polowie Wigilii,zatem pozdrawiajac i zyczac wielu niezapomnianych przezyc wracam do wspolnego koledowania.Dziekuje Hrabinci za zyczenia  i za wzruszajacy wpis.

Aska - 2007-12-25 05:48:19

Dzień dobry Soniu, witam przyjaciół.
Dzień dzisiejszy, podobnie jak wczorajsza kolacja, jest rodzinnym dniem. Pierwszego Dnia Świąt Narodzenia Pańskiego odwiedzamy i nas odwiedzają najbliżsi krewni, przyjaciele. Wielu z nich nie doczekało dnia dzisiejszego i na cmentarzu na odwiedziny czeka. Czekaja też zapomniane, opuszczone z różnych przyczyn groby. Zapalmy im świeczkę, nie bądźmy obojętni.

Agata - 2007-12-26 13:06:33

Serdecznie pozdrawiam wszystkich Misoginian,życząc miłej końcówki Swiąt!Nie poznaję swojej Mamy,tak dobrze na nią wplywacie,dziękuję!  Agata

hrabina_balkanska - 2007-12-26 13:39:58

Witaj Agatko! Ty też za pośrednictwem Mamy jesteś Misoginianką, Twój Tata też. Tak to już jest, że nasi Bliscy znają tych z którymi codziennie spotykamy się tu albo na TVN. Moja córka często pyta o Hrabiego Koniecpolskiego i Jego zdrowie, czasem zamienia z Nim parę słów w przestrzeni wirtualnej która tak na prawdę to nie jest już żadnym wirtualem - często w naszych domowych rozmowach wspominamy przecież o sobie, często zamiast zrobić deser Rodzince biegniemy do komputera by zobaczyć co na Forum piszczy. Zżyliśmy się - nie ma co ukrywać, to w końcu ponad pół roku jak dzień w dzień nawet milcząc stykamy się ze sobą, znamy swoje radości i smutki. Wiemy co np. lubi Alutka, Aśka, Renia, Hrabia Małżonek... Wściekli z Tasmanem i dzikami łażą teraz po Krakowie a ja za nimi... krok w krok, Basieńka odpoczywa w Krościenku a ja gdzieś z Trzech Koron spoglądam co dnia w stronę Jej domku z ogrodem. Razem płaczemy, razem się śmiejemy i tego chyba już nic nie zmieni. Pozdrawiam i życzę miłego rodzinnego popołudnia wszystkim Misoginianom.

alutka51 - 2007-12-26 17:42:57

Witaj Agatko :) Bardzo się cieszę że wpisałaś się u nas w wątku Sonieczki.Bardzo pozdrawiam Twoją Mamę ,Ciebie i Twoich najbliższych.Zaglądajcie do nas częściej i piszcie ,piszcie czekamy.Zapraszamy na forum :)

klara - 2007-12-26 18:13:04

Agata dziękuje za piękne powitanie i powraca do nauki,bo w sesji zimowej ma trzy egzaminy,w tym najtrudniejszy "z kamienia".Najbardziej podoba mi się kamień łupany przy pomocy zęba bobra!

alutka51 - 2007-12-27 08:35:06

Witam !!! Klaro to Twoja córka! Wiedziałam że masz córkę ,ale nie wiedziałam jak ma na imię.Tym bardziej mi miło poznać wirtualnie Agatkę :) Święta,święta i po świętach teraz czekamy na przywitanie nowego roku.  Pozdrawiam :)

Aska - 2007-12-27 12:34:48

Dzień dobry.
Miło, ze całe rodziny przez święta zaglądały na nasze forum, ze poznały Sonię i nas wszystkich. Odwiedzajcie nas częściej, nie tylko z okazji świat. Zawsze jest miło widzieć życzliwych nam ludzi. Dobrze żyć w gronie przyjaznych serc, nawet w wirtualnym świecie. Cyberprzestrzeń jest wielka, tak jak nasze nadzieje, że przesłanie Soni, że dobro, które w nas jest dotrze do wszystkich tam gdzie potrzebne jest. Wierzę, że jest wszędzie, czasem się ukryje na moment, ale zawsze wraca i towarzyszy nam w życiu codziennym. Tak już od wieków jest, że dobro zwycięża wszystko co złe.
Rok ku końcowi sie zbliża, zastanówmy się jaki był, czy wszystko co było do zrobienia zrobiliśmy dobrze, czy nikt przez nas nie uronił łzy, co ulepszyć, a co naprawić trzeba. Poprawek pewnie nie wiele będzie, ale plany na kolejny rok wielkie i cudowne, zapewne spełnia się. Życzę miłych wspomnień, miłych dni pozostałych jeszcze w tym odchodzącym roku.

jOlka - 2007-12-27 17:12:30

Kochani, nie miałam kiedy zajrzeć do Was, aby złożyć życzenia świąteczne. Ale w myślach słałam do Was najlepsze życzenia , do wszystkich przyjaciół Soni - zdrowych , spokojnych, rodzinnych i pełnych uroku  Świąt.
Moje Święta nie były ani zdrowe, ani wesołe ani spokojne i cieszę się, że ten rok wreszcie się kończy. Oby ten następny był lepszy dla Wszystkich !

Aska - 2007-12-27 17:39:43

JOlu wszystko co złe już kończy się. W następnym roku będzie dużo lepiej, tego życzę Tobie i  wszystkim, którym ten rok nie udał się. Dla wszystkich życzę wspaniałego, następnego roku. Dużo zdrowia, radości i sukcesów. :1_roza:

wściekły układ , sorellin - 2007-12-27 17:55:06

Rok ten powoli ku końcowi sie chyli. Planujemy na płycie Rynku Krakowskiego go pożegnać. W grupie ludzi obcych a przecie w dniu tym uroczystym jakże sobie bliskich. Będą życzenia, buziaki, korki strzelające szampana. I nadzieja, że kolejny pomyślniejszy będzie. Tedy smutki za sobą pozostawmy. Niedługo już ponownie cieszyć się sobą nam przyjdzie, bowiem eskapada nasza za tydzień finał swój znajdzie. I znów jak co wieczór będziemy blisko, opowiadaniami wieczory zimowe zapełniając. Jesteśmy cały czas bardzo blisko Was, choć kawiarenki, jak to kawiarenki - skoro grilla ni pizzy nie serwują, tedy co raz zamykane są na spusty cztery. Za to Ołtarz Mariacki w krasie całej o świetności artystów średniowiecznych zaświadcza. Smutno jeno, ze Sonieczka nie zobaczy już ni apostołów ni wniebowzięcia Maryi, ni krzyza nad środkiem Bazyliki rozpiętego.
Zabierzemy ze sobą kawałek czakramu wawelskiego, by forum nasze jasnym, ciepłym blaskiem się mieniło. By czakram ów "na zawsze" został z nami. Jej wzorem, przykładem Jej świecąc jako betlejemska gwiazda.
Życzenia Noworoczne więc Wam składamy....... Też z Wami....... Na zawsze.....

Aska - 2007-12-29 08:28:52

Rok kończy się pięknie, pięknie bo razem jesteśmy. Jesteśmy tu z Sonią, połączyła nas mocnym węzłem, węzłem przyjaźni, dobro w nas tkwiące wyciągnęła i pokazała jak rozdać potrzebującym. Pokazała w nie zwykły sposób, nie tak jak widzimy to każdego dnia. Nic nam nie narzuciła, była tylko dobra, nic więcej. Odchodzimy i wracamy, wśród przyjaciół jest nasze miejsce. Kończy się ten rok, rozpocznie się Nowy. Od nas jak ktoś odchodzi, to tylko do Soni, inni wracają i kogoś z sobą prowadzą, jest nas co raz więcej. Soniu, bądź szczęśliwa wśród swoich najbliższych, zaopiekuj się naszymi bliskimi i przyjaciółmi, którzy do Ciebie udali się. My tu będziemy kontynuować to, co Ty zapoczątkowałaś, będziemy iść drogą dobra, którą nam wskazałaś.
Dziękuję Ci Soniu za tak cudowny dar, za przyjaźń i dobro. Życie, życie ma sens....

wściekli, małgosia - 2007-12-29 17:15:42

Już za dwa dni na Rynku Krakowskim stojąc patrząc na race strzelające w niebo, pośród nich spróbujemy wyobrazić sobie twarz Tej, której nigdy poznać nam dane nie było. Twarz nieznaną acz piękną. Twarz o niebieskich oczach, włosach kruczoczarnych.... Oczy te pośród rac strzelających będą ku nam poglądać, ciepłem omiatając nasze zmarznięte czupryny. A my z dołu bedziemy uśmiechać się do Niej zapewniając, że i w Roku Nowym będziemy zawsze z Nią, jak i Ona jest z nami...... Po wsze czasy.....

hrabina_balkanska - 2007-12-29 19:33:39

Małgosiu, Sorellino, Wściekły! Gdy zegar zacznie bić dwunastą, gdy zabiją wszytkie dzwony i bukiety fajerwerków oświetlą nieba nad nami znów będziemy razem tak jak od pół roku... dzień w dzień... Myśli nasze się połączą w życzeniach noworocznych - to pierwszy nasz wspólny Nowy Rok tak jak i Swięta do których dotrwaliśmy wspólnie, których wspomnienie jeszcze tak świeże nosimy w sobie, gdy  każdy z nas łamiąc się opłatkiem pomyślał choć chwilę o tych, którzy w tej samej chwili ślą swoje myśli i życzenia ku Misoginianom, pomyślał o Tej, która sprawiła, że te Swięta były inne, że my sami jesteśmy inni... może lepsi? Może myśl, że nasze postępowanie może zmartwić naszego Anioła weryfikowała nasze uczynki? Wszak Aniołów smucić nie wolno... W Noworoczną noc nasze myśli znów się połączą, znów skupią się wokół Sonieczki naszej dalekiej a jakże bliskiej... Będziemy sobie życzyć szczęśliwego Nowego Roku, życzyć by takich wspólnych Nowych Roków było jak najwięcej... By serduszek na wiekowych dębach było jak najwięcej, by ich przybywało a jeśli nie... to te, które już wiszą tam na konarach pulsowały ze zwiększoną siłą i rozświetlały ciemności, by wisiały jak najdłużej... w podzięce i ku pamięci... Póki rytmicznie wybijać będą swe dźwięczne puk puuuuuk... puk puuuuuuuk... puk puuuuuuuk  póty wdzięczność dla Tej która skrzyżowała nasze ścieżki nie wygaśnie i sił starczy by choć po części kontynuować Jej zamiary...

Czy to jawa czy mi się przysnęło?
Anielskie skrzydło nagle mnie musnęło!
Odkurzyło umysł, otępieniu wyrwało,
do życia przywróciło i Swiatu oddało...

I łzy jakby lżejsze - już nie parzą duszy,
i dzień pogodniejszy jakby w ludzkiej głuszy
nowe słońce raptem jasno zaświeciło
i krę na rzece życia nagle roztopiło...

Zycie ma sens - szepnął mój Anioł
nim uleciał klucza dziurką.
To nie był sen - Anioł na pamiątkę
mi zostawił... piórko....

hrabia Koniecpolski - 2007-12-29 20:39:52

Un Anno Nuovo si affaccia al mondo,
facciamolo brillare che non diventi tramonto;

Un Anno Magico abbiamo al cuore,
dipingiamo con le mani,
quel che la mente vuole;

Un Anno Buono ci chiede il mondo
che sia l'inizio di un grande girotondo;



Un Anno Nuovo é nella mescolanza
balliamo insieme la stessa danza
riaccendiamo la speranza.

Un Anno Buono la vita chiede
solo di questa luce il mondo ha sete;

saran le mani fertili dell'uomo
a rendere quest'Anno Nuovo un Anno Buono.

Un Anno Buono a Voi.

WŚCIEKLI, MAŁGOSIA - 2007-12-30 13:06:18

Pierwsze płatki śniegu wirują nad miastem, zmianę pogody zwiastując. Ale nawet mrozy sążniste, ni zadymy śnieżne, nie wstrzymają dzieła naszego, bliskości naszej. Tedy na Rynek Krakowski się udawszy lwy ratuszowe po grzywach gładzić będziemy, a w muzykę wsłuchani zbliżymy się myślami ku Soni, Ku Wam wszystkim tu zgromadzonym.
I tak taniec, o którym Hrabia pisze podejmiemy. Polonez Ogińskiego nowy stworzymy, wir nieznany....
Carissimo Conte !
Sentiamo la voce di Andrea Boccelli , preferito da Tuo figlio. Pensiamo sempre a Voi tutti. Buon Anno Nuovo, migliore del passato....

A teraz ku Lwom, ku Karmelickiej !

klara - 2007-12-30 16:41:05

Caro Conte Koniecpolski!Mio amore conte Wielkopolski Ti auguro una pronta guarigione!

Aska - 2007-12-31 02:35:42

Wiesz, że warto było...
Renata N.

Mijają kolejne życia dni
otulane uśmiechem, radością,
troską, drżeniem serca
i szarą zwykłą codziennością.
Znaczone łzami czasem
lub też szaloną namiętnością.
Myślami wracasz
do chwil odległych...
Jak wiele marzeń się spełniło,
ile się snów wyśniło?
Czy warto było?
Co dla was życie
jeszcze przeznaczyło?
I tylko w sercu
gdzieś głęboko
ukryta jest ostoja Twoja,
ta pewność absolutna,
że była, jest i będzie,
zawsze ta sama,
wyciągnięta dłoń do Ciebie,
co serce kiedyś Ci podała...

alutka51 - 2007-12-31 07:16:53

To nieważne, że brak śniegu,
To nieważne, że wciąż w biegu.
Bo świątecznie i wesoło
Tylko z najbliższymi wkoło!

Przeto życzę, co jest ważne:
Zdrowia, ciepła i przyjaźni
Spełnienia wszystkich marzeń
I Szczęśliwego Nowego Roku!

hrabia Koniecpolski - 2007-12-31 09:09:21

Drodzy Przyjaciele,spelnily sie moje ciche marzenia i szczesliwie dotrwalsmy razem do ostatniego dnia w tym roku.Roku pelnym zdarzen nie zawsze sympatycznych ale bilans  moim skromnym zdaniem jest nad wyraz pozytywny.Ci co odeszli zyja w naszej pamieci,a Ci co zyja z nami i wsrod nas darza nas dobrocia i przyjaznia.I niech tak zostanie do konca swiata i jeden dzien.
Bwacie sie kochani jak najlepiej potraficie tej nocy i niech nikogo pomyslnosc w Nowym Roku nie opusci.
Kazdemu z Was wypadloby podziekowac z osobna za spedzone wspolnie miesiace,stralem sie to uczynic za pomoca poczty elektronicznej,ale szczegolnie moje uklony pod adresem Pan:Hrabiny,Mirki,Alutki,Sorelliny,Belli,Anowi,Oli ,jOlce,Jovance,Reni i Klarze(gratuluje postepow w nauce jezyka wloskiego).Jezeli ktoras z Pan przeoczylem prosze o wybaczenie.
Boca al lupo,e che lupo crepi.A Befanie za tygodniowe wyprzedzenie wyrazy uznania,pytam tylko czy przybywasz con il carbone oppure con calzino pieno di dolci?

Aska - 2007-12-31 10:00:39

Hrabio My Ci winni jesteśmy podziękowanie za nasze spotkanie, za naszą przyjaźń. Pokazałeś nam jak wielka jest przyjaźń Twoja i Soni, zaszczepiłeś ją w nas i pielęgnowałeś, aż nabrała takich rozmiarów, że żadna siła nie rozłączy już węzła, który zawiązał się między nami. Będziemy trwać razem w dobrym i złym, w szczęśliwym i smutnym czasie , zawsze razem tu na tym forum i w wątki Soni na FSK. Jak zajdzie taka konieczność, taka potrzeba, znajdziemy inne miejsca w kosmosie i tak wszyscy razem, na pewno nic naszej przyjaźni nie rozdzieli. Soni i Tobie ją zawdzięczamy i za nią dziękujemy. Dziękujemy, że jesteś z nami, że dajesz nam tyle radości, że wspierasz w każdej potrzebie.
Wszystkiego co jest najlepsze na tym świecie i spokojnej, wesołej Nocy Sylwestrowej życzę Ci Hrabio Koniecpolski. Bądź z nami do końca świata i kilka dni dłużej. Wszystkiego dobrego, dużo zdrowia na Nowy nadchodzący Rok.

hrabia Koniecpolski - 2007-12-31 10:31:06

Asienko droga,zatem slow jeszcze kilka na ten dzisiejszy ostatni dzien roku: Capodanno...
é Capodanno e le Stelle lo sanno...
che in gennaio risolverai ogni guaio;
che in febbraio chi ama la gente, di sicuro non perde niente;
che in marzo e aprile il tuo cuore si farà sentire,
che benvenuto sarà maggio, quando ti infondera coraggio;
che in giugno, luglio e agosto la luce del cuore troverà posto,
che in settembre, ottobre e novembre, dipendera da te il tutto e il niente;
e quando dicembre ragionier composto,
vorrà tirar le somme ad ogni costo,
ti troverà al tuo posto.
Non teme sentenza,
chi ha davvero creduto nella propria esistenza.
é Capodanno e le Stelle lo sanno
che é nel cuore della gente la sola sorgente.

P.S.wybaczcie ale rymy czestochowskie lepiej mi "wychodza" po wlosku!Probuje edytowac jak poprzednim razem ale korekcje nie nastepuja...tam gdzie pisze grave winny byc samogloski z akcentem!.:"a"

rendrab - 2007-12-31 12:35:47

Witam wszystkich jeszcze w starym roku. Dziękuje Wszystkim za słowa otuchy i ciepła. Ten kończący się rok to najpiękniejszy jaki mogłam sobie wymarzyć. Poznałam wielu spaniałych ludzi i dzięki wam moje życie nabrało barw. Pozwólcie że ogólnie podziękuje za chwile spędzone z Wami Wszystkimi za okazane serce i przyjaźń. Wszystkim życzę szczęścia ,pomyślności dużo zdrówka i spełnienia wszelkich marzeń .

klara - 2007-12-31 12:58:38

Reniu,tego wszystkiego i Tobie życzę,a sobie-żebyś częściej z nami bywała!
Hrabio!Czytalam,ze grzeczne dzieci zostawiaja dla Befany kielich dobrego wina i wtedy dostaja slodycze!Wegiel i popiol zostawie w domu.5 stycznia polece na swej wloskiej miotle do Rzymu na Piazza Navona i zawolam:amare Hrabine Balkanska,Hrabiow Koniecpolskiego i Wielkoposkiego i Wszystkich Misogino!

hrabia Koniecpolski - 2007-12-31 13:04:42

Klaro!,Piazza Navona to najbardziej wlasciwe miejsce spotkan Befany i grzecznych Hrabii 6-tego stycznia w dzien Epifanii.Zapraszam,moze uda nam sie odleciec gdzies wspolnie?

klara - 2007-12-31 13:09:00

Ja juz 5 stycznia przylece,bo przeciez w nocy musze grzecznym Hrabiom prezenty podrzucic,a 6 zapraszam na moja miotle!

hrabia Koniecpolski - 2007-12-31 14:37:30

Puoi contare su di me!A presto Befano-Benvenuta!!!

hrabina_balkanska - 2008-01-01 17:52:12

Stary Rok przeszedł do historii... Pozostanie po nim wspomnienie, dobre wspomnienie o Tej dzięki której rozproszeni po różnych zakątkach globu stworzyli prężną gromadkę ludzi... skazanych na siebie, skazanych w dobrym znaczeniu. Pozostało wspomnienie uśmiechów, łez i wzruszeń które towarzyszyły chyba każdemu, kto wczytywał się w słowa płynące spod palców Tej która już między Anioły siedzi u stóp tronu niebieskiego... Najpierw były słowa tęsknoty za Polską, za Krakowem, marzenie o wędrówkach po jego zaułkach, była wielka sympatia do Polaków i wszystkiego co polskie. Był strach o tych najmniejszych i najbardziej bezbronnych ogarniętych pożogą nikomu niepotrzebnej wojny, była radość że jeden Aniołek ocalał, była rozpacz po stracie Innych, których mimo wysiłku i poświęcenia trzeba było oddać ziemi... Była droga przez mękę do portu i radość, że już, ze koniec, że  w domu i Aniołki bezpieczne... To była Jej Golgota i wydawało by się, że to koniec nieszczęść?  Nadeszły dni i noce gdy z zapartym tchem czekaliśmy na najmniejszy znak, że pająk złowieszczy już nie splata swoich śmiercionośnych sieci nad Tą która zanim choroba ciężka Ją zmogła, z dalekiej Afryki i w zagrożeniu życia nawet szukała Polski i polskości, marzyła o Polsce, śniła o Krakowie, o nocnych Rodaków rozmowach kiedyś... gdzieś... pod Wawelem, gdzie duchy królów polskich w nocy, gdy nikt nie widzi,  siadają w krypcie św.Leonarda i gładząc się po brodach prawią o tym jak Ich dziedzictwem dziś rozporządzają potomni... Potem był już tylko żal, łzy i pytania - dlaczego właśnie tak, dlaczego właśnie Ona... zwątpienie w sprawiedliwość i w życia sens... I stała się rzecz dziwna - zamiast rozejść się bo zabrakło Tej, która była ogniwem łączącym serca i myśli, wszyscy pozostali, trwali, w smutku i żalu, stali się sobie jeszcze bliźsi, co więcej - przybywało nowych Misoginian i Oni też zostawali. Dzięki temu zawiązało się tyle przyjaźni przerodzonych z wirtualu w realną znajomość, w namacalną obecność. Nikt  spośród nas nigdy nie wątpił, że ktoś z Forumowiczów - połączonych forumową przyjaźnią - może okazać się bytem wirtualnym, wymyśłonym, że nie jest człowiekiem z krwi i kości co nam sugerowano i zarzucano... Czyż byty wirtualne mogą odnaleźć się po latach i spędzić ze sobą Boże Narodzenie i Sylwestra, przeżyć wspólnie może najpiękniejsze dni w swoim życiu, odrodzić uczucie które kiedyś je łączyło? Czy byt wirtualny czuje ból po stracie Przyjaciela i udrękę choroby?? Czy byt wirtualny może rozmawiać przez komórkę? Słyszeć wzruszenie w głosie rozmówcy i połykane łzy radości,  ja właśnie wczoraj takie coś usłyszałam??? Nie! Nie! Nie! Po stokroć NIE!
Sonieczko dziękuję Ci - za Przyjaciół, za wzruszenia, nawet za te łzy żalu i zwątpienia które popłynęly z wielu oczu 17 lipca... Za to, że byłaś, że jesteś... Dodajesz sił wielu w syzyfowych zmaganiach z chorobą, z przeciwnościami losu... Sprawiasz, że każdy przeżyty dzień jest radością i ma sens... Sprawiasz, że kłody pod nogami już niestraszne, że jeśli dziś coś nie wyszło, coś się nie udało to jest sens jutro znów podjąć trud na nowo... Nawet wtedy gdy  ktoś puka się w głowę na widok naszych zmagań...
W życiu każdego człowieka nowe 366 dni, dni, dni  które mają sens. Przeżyjmy je tak jakby każdy dzień był świętem. Winni to jesteśmy Soni!

Aska - 2008-01-01 18:07:50

Czy można coś dodać do słów Hrabiny? Zostało podpis pod nimi złożyć, co czynię mówiąc - Przyszliśmy, poznaliśmy, pokochaliśmy, zostaliśmy, przetrwaliśmy, trwamy, przetrwamy na początek 366 dni, za rok kolejne przyjdą dni.........................

alutka51 - 2008-01-02 08:19:08

Dziękuję Hrabciu :)
Bagaż na Nowy Rok 

Nie powróci już nigdy, co się raz zgubiło,
choćbyś szukać chciał nawet i na krańcach świata.
Los przed siebie cię wiedzie swą ścieżką zawiłą,
nie ma nic w tym dziwnego, że razem się splata

chwila smutku z radością, wesele z tęsknotą,
a niepewność o jutro z prozą dnia zwykłego.
Twoja szara codzienność, w której chodzi o to
czy w niej przetrwać potrafisz, nie niszcząc niczego.

Gdy chcesz wszystko ocalić, mieszkać możesz w szafie,
pośród swetrów, torebek, szalików i płaszczy.
Ale może nie warto? Spytaj: Czy potrafię,
tak przez życie ten bagaż ciągle dalej taszczyć.

Odrzucając wspomnienia, złudzenia tracimy,
lecz w drobiazgach się gubiąc, umieramy sami,
gdy nie chcemy zapomnieć nawet ociupiny,
tego co było ważne, a jest już za nami.

W twej pamięci przeplotach ukryte zdarzenia,
zagubione nadzieje, szanse nieziszczone.
Już nieważne co było, jutro dziś się zmienia,
przez to co zechcesz zabrać, w którą pójdziesz stronę.

Autor: soroka 

Aska - 2008-01-02 10:41:15

Raduj się dobrami ziemi,
ciesz się cieniem i światłem,
raduj się każda porą roku,
lecz przede wszystkim raduj się tym,
że jest człowiek!
Nazim Hikmet

Aska - 2008-01-03 06:06:07

"Wielka poezja, będąc wielką i będąc poezją, nie może nie zachwycać nas, a więc zachwyca!"
                                                                                                  Witold Gombrowicz

Sześć miesięcy mija jak Sonia w obronie lektur Gombrowicza stanęła, jak wciągnęła do rozmowy o nim i łagodnie krytykę przeciwników przyjmowała. Dobrocią swoją, zjednała sobie wielu przyjaciół.Mimo, że niewiele czasu była, że tak szybko odeszła, ślad wielki po sobie zostawiła. Zostawiła przesłanie, które grono przyjaciół pielęgnuje. Przyjaciół, którzy wiernie jej wątek pielęgnują, którzy już nie są wirtualnymi przyjaciółmi, są ludźmi z krwi i kości, jak najbardziej realnymi. Spotykają się w realnym świecie, dzwonią do siebie, „listy” piszą. Sonia połączyła tak różnych ludzi, że czasem aż dziw bierze, jak to jest możliwe? Jest.
Pokazała ta niezwykła kobieta jak można rozmawiać, jak wielką ma moc tolerancja, łagodność, miłość do drugiego człowieka. Zaszczepiła w nas same dobre uczucia, pokazała jak dobrze być dobrym człowiekiem. Ile radości sprawia dawać, nie brać, nie żądać. Jak ważne jest wsparcie, jaką moc mają dobre słowa.
Dziękuję Ci Soniu.Dzięki Tobie lepiej poznałam siebie, Tobie zawdzięczam grono wspaniałych przyjaciół. Dzięki Tobie moje życie odnalazło sens. Sprawdzają się każdego dnia Twoje słowa …”życie, życie ma sens”…..
Dopiero sześć miesięcy, 184 dni, a zdaje się, że znamy się wieczność całą, od zawsze. Ile może zdziałać dobro i przyjaźń, to wszystko dała mam Sonia, niby nic takiego, a jednak bardzo, bardzo wiele tym jednym wątkiem dla Nas uczyniła.

alutka51 - 2008-01-03 07:01:24

Dziękuję Asiu ,pięknie opisałaś te sześć miesięcy od kiedy Sonia założyła wątek obronie lektur Gombrowicza.
Nie jestem z Wami od początku,dołączyłam do Was póżniej,ale cieszę każdym dniem że jestem z Wami . Zawsze można na Was liczyć moi Przyjaciele.DZIĘKUJĘ :)
Światła Miłości

Może widzisz nasze świece
Płonące nocą?
Światła miłości, wysyłane Tobie
Promieniujące jasnym blaskiem

Pamiętamy
Chociaż giniesz we mgle przed naszym wzrokiem
Czcimy wspomnieniami
Zapalając świece w nocy

Poprzez wielki niebieski marmur
Wirujący w przestrzeni
Może widzisz płonące światła
Z tego naszego ziemskiego miejsca?

Och, Anioły - odeszły przed nami
Nauczywszy nas nieskończonej miłości
Tej nocy świat zapali świece
Może dostrzeżesz Je z wysokości ?

Dzisiejszej nocy świat zapłonie miłością
Tych, co poznali bezmiar żalu
Więc pamiętając dni minione
Zapalmy światło dla przyszłości

Nie zapomnimy,
I co roku gdy noc lipcowa nastanie
Na Ziemi zapalimy świece
Naszej-wciąż żywej-pamięci przesłanie...

Jacqueline Brown



[/i]

wscieklyuklad - 2008-01-03 20:34:58

Wiele dzieł  ognia słomianego ma  charakter. Zapalamy sie łatwo, równie szybko i łatwo gasnąc. Idea wciąga na moment, potem kolejna, następna itd. Zmieniamy zainteresowania, aktywność ku coraz to nowym kierując problemom. Pół roku wstecz nikt nie spodziewał się , że sprawy taki przyjmą obrót. Drżeliśmy, by szczęśliwie dotarła do Italii, a wtedy wydawało się, że to najgorsze już za nami. Chwila rozluźnienia, zabawy, krotochwili, próba dotarcia do siebie, by przyjaźnie zawiązać. I nagle wszystko obrócone w perzynę tragedią przemijania. Wystarczyło dni kilka, zdań paredziesiąt, by znaleźć cel życia tak wciągający, ze składową dnia codziennego nieodłączną stanowiący. Dziś już trudno wyobrazić sobie dzień bez zajrzenia na nasz wątek, bez wymiany myśli, bez wzajemnego wspierania swych dążeń, bez uzmysławiania sobie wzajem, ze życie ma sens. Nie jest ono przez to łatwiejsze- może nawet wręcz więcej w nim mankamentów widzimy. Ale patrzymy na nie dziś wzrokiem nie obojętnym, ale z troską, która każe nam poszukiwać dróg wyjścia. Przed nami nowe półrocze. To więcej niż Hrabia przewidywał , marząc, byśmy Wigilii dotrwali. Na tym własnie charyzma polega, że jest w stanie wciągnąć tyle tak odmiennych charakterologicznie, rozrzuconych po świecie osób w różnym wieku. Łączy nas narodowość. Bo nawet Ci, ktorzy poza granicami kraju naszego mieszkają o kraju tym wszakże nie zapominają. Widząc problemy ludzi z sąsiedztwa zawsze wybiegaja myślą ku tym, ktorzy sa im szczególnie bliscy - ku innym Polakom. Potrafimy się jednoczyć w krytycznych chwilach. Potrafimy spieszyć z pomocą. Potrafimy dzielić się skromnym dobytkiem. A kiedy naprawdę niewiele mamy, potrafimy dzielić się uśmiechem, życzliwością, dobrym słowem, przytuleniem do piersi.
Dobro wiele ma imion, wiele form realizacji. Kazdy okazać je potrafi w odmienny sposób, tworzyć w inny sposób, cieszyć się nim i innych radować w inny sposób. Dopiero scalone tworzy dzieło wiekopomne. Nie wstydźmy się dokładać swoją cegiełkę - każdy na miarę możliwości.

hrabina_balkanska - 2008-01-04 00:33:43

Jakże często przez ostatnie pół roku zastanawiałam się... nad sobą, nad tym co robię... nad tym co było i co jest. Mam wrażenie, że od wielu lat nie zmieniłam się, tyle że może postrzeganie świata, zjawisk życia się zmieniło bo lat przybywa, nadzieja mimo że podobno umiera ostatnia jakby zbladła, jakby stała się frazesem.
Są chwile w życiu na które trzeba czasem czekać... całe życie. Myślałam, że wreszcie dożyłam, ożyłam. Dożyłam i przeżyłam tych kilku lat - dynamicznych i pełnych nieoczekiwanych zawirowań losu, lat  trudnych, tragicznych wręcz a zatem  i smutnych w ostatecznym rezultacie, lat, które mnie zmieniły. Myślałam, że po tym wszystkim bezpowrotnie  podziała się gdzieś figlarna, szalona, optymistyczna  i pełna pomysłów artystka, która mimo 50-ki pukającej do drzwi była spiritus movens wielu wariactw ale i poważnych przedsięwzięć. Swiat nagle się zawalil, stracił sens, życie straciło sens... W długotrwałym dołku trafilam na Sonieczkowy watek o Gombrowiczu. Fakt, że prawie na finał i to finał tragiczny, którego nikt się nie spodziewał. I wtedy coś się we mnie stało. Coś pękło, coś wypłynęło, utleniło się i prawie zniknęło. Mój żal i wspomnienie Kogoś bardzo drogiego, kogo znałam i kochałam pozostały i pozostaną we mnie do końca dni ale... do tego żalu doszedł żal po Kimś kogo nie znałam ale ten Ktoś, nieznany, z taką samą siłą zapadł mi w serce...  Pytałam się sama siebie co bardziej mnie boli i powiem Wam - jeśli się kogoś pokocha, to zawsze będzie bolało tak samo! Może jestem sobie trochę zwariowana, trochę egzaltowana... cóż, gdybym taka nie była nie mogłabym mieć racji bytu w zawodzie który uprawiam. Gdybym była inna niż jestem nie znalazłabym swojego miejsca w obcym świecie, 31 lat na obczyźnie to nie żart... Moja praca jest trochę powołaniem, wymaga pewnej ascezy, którą mam wpojoną przez lata uprawiania zawodu, ale wymaga również wrażliwości która jest głównym motorem tego powołania i kumulowana poprzez wspomnianą, narzucaną sobie ascezę potrzebuje ujścia bo inaczej równa się to z samozagładą. Fizyczną i zawodową. Robię to co lubię i lubię to co robię i chyba robię to dobrze, dlatego dziś - z perspektywy przeszłości i wydarzeń z ostatniego półrocza... nie mogę sobie pozwolić na rozczulanie się nad sobą. Gdy odeszła Sonia zrozumiałam, że najdrobniejszy gest jest ważny. Zawsze współpracowałam z dziećmi, dziećmi trudnymi, dziećmi w jakiś sposób pokrzywdzonymi przez los. Gdy stało się co się stało w moim życiu chciałam się wycofać z działalności ale na szczęście zwlekałam z tą decyzją. Dziś już o tym nie myślę. To rezultat półrocznej "terapii Misogino". Nie mogę zawieść swoich dzieciaczków, nie mogę Ich zdradzić tylko dlatego, że coś mi w życiu nie wyszło... Tego Kogoś już nie ma, był wspaniałym człowiekiem, całe życie przeszło Mu nad ulżeniem dotknietym chorobą Parkinsona... Soni też nie ma. Ale ja  dziś wiem, że życie znów ma sens i chyba tak już pozostanie.

wscieklyuklad - 2008-01-04 15:52:18

Nadzieja i wątpliwości- takimi słowami dyskusje na tvn 24 podjęliśmy. Dla kazdego słowa te oznaczać co innego mogą. Każde nasze działanie to wielka niewiadoma. Nikt nie wie, jaki efekt osiągnie , czy wystarczającą da satysfakcję, czy rozczarowanie przez dni, miesiące może lata kolejne prześladować nas będzie, a żal niespełnienia , działania przyszłe sparaliżuje. Ale warto przecie ryzyko ponosić, nowe nadzieje wzbudzać, by nowe wątpliwości pokonywać.  Bez podejmowania ryzyka, bez stawiania czoła kolejnym wyzwaniom pozostaniemy z takim samym poczuciem niespełnienia, tracąc równocześnie potencjalne radości. Sonieczka udając się do Afryki, poświęciła nieszczęsnym dzieciom raptem dni kilkanaście. A przecież nawet te parę dni w życiu ich tak wiele zmieniło. Część z nich bezpieczne schronienie znalazła, uciekając od piekła wojny. Część wyzdrowiała, by w nowej ojczyźnie zamieszkać. Ktoś musiał im to zapewnić. Gdyby nie Sonia zapewne zjawiłby się ktoś inny. Albo tez pozostali dzieło większym wysiłkiem okupić by musieli. Doprowadziliby je zapewne do podobnego finału, równą radość zyskawszy. Dzieło to - niezależnie od poniesionej ofiary życia, to trwały wklad w tworzenie dobra, trwały wkład w pomoc drugiemu człowiekowi, do którego zmierzała tysiące kilometrów nie znając z imienia, nazwiska, wyglądu. My też znamy jedynie Jej imię. Nieznajomość nazwiska, postaci - bodaj fotograficznej - nie zmienia wszak naszego stosunku do zapoczątkowanego przez Nią dzieła. Dzieła, które w pół roku od tamtych tragicznych dni budzi wciąż zainteresowanie, szacunek i podziw. Te wartości dały liczbę ponad 19 tys. wejść na wątek o Niej na My-Kształciuchach. Powoli liczba czytających osiągnie wartość najliczniejszą z dotychczasowych, przeganiając Windę. Można bez końca pytać, co przyciąga tak wielu ludzi ku tamtym dniom....? Co budzi taki respekt, taki podziw, że ciągnie ku stronom, na których tylko wspominamy, tylko nieudolnie staramy się kontynuować Jej misję.
Może to nadzieja, że mimo okrucienstw otaczającego świata są ludzie dobrzy, którzy swoim przykładem potrafią pociągnać za sobą rzesze ?  Ludzie, którzy przykładem swojego życia są w stanie zadziwić, są w stanie ułatwić przezwyciężyć nasze słabości, nasze poczucie szarzyzny , beznadziejności. Że są ludzie którzy dzieło jakie podejmując  mają wątpliwości. Ale wątpliwości te do twórczych postaw dopingują. Porażki nie deprymują tedy, ale każą poszukiwać kolejnych wyzwań, kolejnych dróg ich przezwyciężania. Możemy bowiem oto - jak pisze Hrabinia zamknąć się w świecie własnej beznadziejności, poczucia przegranego życia, przekonania, że to co najpiękniejsze już nam dane było, lub twórczo podejść do świata, pamiętając, że także i siebie kształtujemy w każdej upływającej chwili. Jesteśmy nieustannie niezapisaną tabliczką, na której rysik losu wersy kolejne dopisuje . Tworzymy historię własnego życia. Od czasu do czasu możemy usiąść w ciszy, sięgając w głąb naszej pamięci przeczytać wyraz po wyrazie. Tego co było zmazać się nie da. Ale zawsze pozostanie nadzieja, że strony kolejne pełne barw tęczy będą. a wątpliwości kolejne w niebyt odejdą. Przekonani o sensie własnego istnienia, własnego działania, wzbudzamy kolejne nadzieje. I tak zycie nasze w spiralnym ruchu mknie naprzód wirem swym nas porywając.

Aska - 2008-01-05 07:35:13

"Człowiek jest wielki nie przez to, co posiada, lecz przez to, kim jest; nie przez to, co ma, lecz przez to, czym dzieli się z innymi"
                         Jan Paweł II

wscieklyuklad - 2008-01-05 10:51:48

Słowa Papieża wytyczną dla nas być winny. On to sposobu nie podając, każe dzielić się sobą z innymi. Dla jednych bedzie to rzecz materialna - wsparcie, prezent, dla innych chocby słowo ciepłe, gest przyjazny. Każdy nasz uczynek piętno w dziejach świata odciska. Ten dobry chwałę jego - nie tylko naszą mnoży. Zły choć stan równowagi utrzymując, negatywne reperkusje niesie.
Najpiękniejszy jednak jest ten brak wytycznej - kazdy z nas sam musi zdecydować jak w rzeczywistość włączyć się pragnie. Oczywiscie do doskonałości dążąc nie zawsze godnie postępujemy. I nasze działania przesycone są błedami, nierzadko i złem. Najważniejsze by zło to potrafić zidentyfikowac, a błędów podobnych nie popełniać.

alutka51 - 2008-01-05 13:30:16

Dobro i zło--Władysław Orkan    

Wszystko dobro stało się dość złem,
Aby mię ująć, spętać —
Wszystko zło w dobro przeszło w oddaleniu swem,
Abym je mógł pamiętać.

Wszystkim, co pieści mię w objęciu swem,
Jako więzami się krwawię —
Zasię wszystko, co było kiedyś sercu złem,
Dziś — błogosławię.


wscieklyuklad - 2008-01-05 15:24:00

Czasem próbuję sobie wyobrazić, jak dzisiaj wyglądałyby nasze z Sonieczką rozmowy. Jakie myśli wymienialibyśmy z Nią... Jak rzeczywistość tworzyli. Była osobą niezmiernie ustosunkowaną, więc może wspólnymi siłami bylibyśmy w stanie zdziałać więcej ? Jej rady, wieloletnie doświadczenie byłyby teraz bezcenne. A za nowych rządów, może łatwiej byłoby je w życie wcielić. A może byłaby teraz w świecie z kolejną misją ? Może znów w jakimś zapalnym miejscu nadstawiała by karku ? Moze po wielokroć drżelibysmy na wieści od Niej oczekując ? Jedno pewne - że byłaby aktywnym członkiem naszego forum, gdzie w spokoju i przyjaźni moglibyśmy dyskutowac o wielu sprawach. Wstyd przyznac, ale wiedza Jej o kraju, o ludziach związanych z Ojczyzna - w tym artystach była bez porównania od naszej większa. Ale to akurat mogło tylko mobilizować do rozwoju osobowości, zachęcać do czytania, do poznawania życiorysów, twórczości tych , co naśladowania godni. Może wówczas - jak w wierszu przez Alutkę przypomnianym - nastałby moment, w którym zło serce przepełniające, dobrem  by zastąpione zostało ? A my radośniej każdy dzień moglibyśmy zaczynać.
Niestety ślepy los zadecydował inaczej. Na wątku tvn 24 ktoś napisał, jak obce są mu idee Jana Pawła II. Nie sprecyzował o jakie idee chodzi. Oczywiście , kazdy z nas może mieć inne poglądy, może krytycznie odnosić się do nauk - nie tylko Jego ale i Kościoła w ogóle. I ja nie wszystkie podzielam poglądy. Ale tak, czy tak, bliższe mi będą osoby poszukujące drogi ku dobru, niż te co niszczyć pragną. Bliższe mi będzie pożegnanie Sonieczki na końcu każdego postu zamieszczane, niż złośliwość w gładkich pozornie słowach się kryjąca. Tedy słowa wiersza zapamiętam, słowa to bowiem mędrca, co świat jako źródło artystycznego natchnienia traktując, życie od podszewki poznał.

hrabina_balkanska - 2008-01-06 04:10:29

Wściekły Układ napisał: "Czasem próbuję sobie wyobrazić, jak dzisiaj wyglądałyby nasze z Sonieczką rozmowy. Jakie myśli wymienialibyśmy z Nią... "...

Czy wiesz Wściekły Układzie, że i ja często podobne pytanie sobie zadaję??? Po wytężonej pracy trochę mi trudno zebrać myśli w tej chwili, ale jedno wiem, że z wielką ciekawością bym Jej słuchała i z jeszcze wiekszym respektem przed wiedzą Soni trudno by mi było cokolwiek powiedzieć na początku, bowiem zdaję sobie sprawę jak maluczkim człowieczkiem jestem w porównaniu z Nią.
Chyba czas spać... Dobranoc Swiecie!

rendrab - 2008-01-06 09:28:49

Hrabina napisała że nie wie jak by było gdyby była z nami Sonieczka, a mi się wydaje, że było by wspaniale. To wspaniale wiedzieć, że jest Ona z nami, w naszych myślach i uczynkach. To Sonieczka nas połączyła, tylu różnych ludzi którzy są daleko, a zarazem bardzo blisko. Możemy na Siebie liczyć. To jest nasz największy skarb.

Aska - 2008-01-06 13:12:13

Dzisiaj zapewne Sonia zachęcała by do rozmowy o święcie Trzech Króli. Dzisiaj obchodzimy ich święto, dlaczego trzech?
Tekst Pisma Świętego nie podaje, ilu przybyszów ze Wschodu poszukiwało Betlejem. Ponieważ złożyli Dzieciątku trzy dary, rozpowszechniło się mniemanie, że mędrców było trzech. Ich imiona: Kasper, Melchior i Baltazar, znane są dopiero z legendy, powstałej najprawdopodobniej w Aleksandrii na początku VI wieku i przetłumaczonej na łacinę w trzy stulecia później.

wscieklyuklad - 2008-01-06 18:47:26

Dzisiejsza niedziela tak inna od tej lipcowej była. Spacerowałem, ale nie po ulicach Krakowa, nie po Kopcu Kościuszki, Wawelu czy Skałce. Kilka godzin dyżur mi zabrał. Jeździłem ulicami miasta, mijałem kościoły, pełne dziś ludzi. Może i Trzem Królom niejedno kazanie poświęcone było ? Sonieczka akcentowała pewne sprawy. Nie starała się pouczać, ostatecznych udziela odpowiedzi. Mówiła jak widzi świat, nie oczekując pełnej akceptacji swej wizji. Cieszyła się znajdując bratnią duszę, wrogom starała się nie ubliżać. Obraźliwe słowa jakie ku Niej kierowali bolały - były powodem uniakania kontaktu na wielu forach. Czy strata to dla Niej, czy dla tych , którzy słów kolejnych przeczytać już nie zdażyli ? Wypowiedzi adoratora z tvn świadczą, że wielu po fakcie się otrząsnęło. Pojęło, ze stracili wiele ciekawych chwil. Że nie poznali wspaniałych myśli, nie zarazili sie ciepłem unikalnym. Zrozumiało swoją niedoskonałośc, która Jej wprawdzie przykrość sprawiała, ale tak naprawdę jako bumerang w nich uderzyła. Najważniejsze, że choć może zbyt późne, lecz wogóle zrozumieli. Błądzić jest rzecza ludzką, błędy swe piętnować potrafią jednak tylko ludzie wielcy.
Każdy z nas czerpie jakieś wartości z obcowania z drugimi. Także z rocznic wydarzeń ważnych. Podróż Trzech Króli jest własnie takim wydarzeniem. Jest pragnieniem dążenia do absolutu symbolizowanego przez Betlejemską Gwiazdę. Każdy do tego absolutu dąży inną drogą. Mamy różny kolor skóry i inne dla świata prezenty. Ale ważne, by w ręku dzierżyć zawsze źródło czyjejś satysfakcji, a słowem drugich nie ranić, nie atakować nie niszczyć.
Dziś na jednej z wizyt kilkuletnia - ale nie mała już dziewczynka płakała, bo kazano jej wyjść z pokoju w trakcie badania. A ona chciała zobaczyć jak badaja mamę. Moze wymagam zbyt wiele, ale dziś oto tak zmieniły się obyczaje, zmieniły więzi rodzinne, ze miast martwić sie cierpieniem drugiej- w tym przypadku najbliższej - osoby, szuka się sensacji, szuka kolejnego zaspokojenia własnych zachcianek.

Aska - 2008-01-06 22:24:57

Wscieklyukladzienie dziewczynkę winiłabym za zachowanie, a rodziców i dziadków - dorosłych to wina. Rodzice "mają" dziecko, a nie wychowują dziecko.

"Człowiek dzisiejszy zdaje się stale zagrożony przez to, co jest jego wytworem, co jest wynikiem pracy jego rąk, zarazem – i bardziej jeszcze – pracy jego umysłu, dążeń jego woli (…). Rozwój techniki oraz naznaczony jej panowaniem rozwój cywilizacji współczesnej domaga się proporcjonalnego rozwoju moralności i etyki."
Jan Paweł II, z encykliki Redemptor Hominis

wscieklyuklad - 2008-01-07 11:22:25

Z drugiego pokoju dobiegał histeryczny płacz i bezradny głos ojca, który miast w sposób kategoryczny przerwać te fanaberie, bezsilnie - wręcz przepraszającym głosem -uciszał. Było to na tyle uciążliwe, że z trudnem słyszałem cokolwiek lekarskimi słuchawkami - a dokładne badanie, to przecież podstawa diagnozy i terapii.
Może to normalne zachowanie dziecka w wieku jakichś 7 - 8 lat ? Choć wątpię. Matka od dwóch dni miała dolegliwości, była złożona na tyle silnym bólem , ze  zapewne nie włączała się aktywnie w sprawy domu. Wydaje się czymś naturalnym, że w dziecku przyzwyczajonym do matki zagadującej go, bawiącej się, serdecznej, nagła niemoc winna być czymś niepokojącym. W dziewczynce nie było cienia obaw - ona badanie traktowała jako fantastyczną zabawę, sensację, coś nad wyraz atrakcyjnego. A wydaje się, że choroba ma znacznie poważniejsze podłoże. I może też mieć poważne konsekwencje - obym się mylił.
Może to faktycznie dobrobyt rodzi błędy wychowawcze ?
Próbuję sobie wyobrazić dzieciaczki, którym pomagała Sonia. Osierocone, ranione nie tylko na ciele. Leżące w improwizowanych warunkach szpitalnych, pozbawione podstawowych może potrzeb. Cierpiące bez matki, która potrafiłaby utulić ich ból. Cierpieniem swym dorosłe, dumne, choć jakże w nim tragiczne. Ileż lęku musiało je przepełniać w trakcie przedzierania się do innego kraju. Mimo bólu musiały milczeć, by dodatkowym hałasem nie zdradzać swej lokalizacji, nie prowokować ataku. I pewnie także w milczeniu umierały. A pozostałe patrząc na to - przerażeniem zdjęte, doroślały tym szybciej. Skrajność to równa, jak dobrobyt. Ale może faktycznie tak jest, że nie tylko wychowanie, ale i rzeczywistość uczą nas wlaściwych postaw życiowych ? Może czasem trzeba własną tragedię przeżyć, by wartość zdrowia, wartość sprawności docenić ? Może dopiero w obliczu śmierci wielu pojmuje właściwy życia sens ?

Sorellina - 2008-01-07 15:03:54

Przyjaciele,Hrabia Koniecpolski takie oto piękne życzenia noworoczne nam przysłał:

Nowy Rok dziś nam na świat przychodzi,
Niech lśni Słońcem, co nigdy nie zachodzi,
W sercu Roczek zapiszmy magiczny,
Namalujmy obrazek śliczny,
Tego, co w głowie się zrodzi.

Dobry Rok dziś przychodzi ochoczy,
Nowy obrót, nowy krąg zatoczy,

Nowy Rok – w nastroju świątecznym,
Łączy ludzi w kółeczku tanecznym,
Nadziei płomyk zapalony

Dobry Rok – dla życia trzeba
Tylko światełka małego z nieba
Świat tego tylko spragniony

A  dłonie w uścisku szczodrym
Uczynią Nowy Rok dobrym


DOBREGO ROKU DLA WSZYSTKICH


I jeszcze takie:

ROK SIĘ KOŃCZY I GWIAZDY O TYM WIEDZĄ.

Niech styczeń biały zaradzi każdej biedzie,
A luty kochający  ludzi, ku stratom nie wiedzie
Niech marzec, kwiecień Twe serce obudzi,
Niech maj gdy zawita,  odwagi nie studzi,
Niech czerwiec, lipiec sierpień ognie świetliste leją,
Wrzesień , październik, listopad moc twórczą zasieją,
A gdy grudzień – surowy księgowy – za rok rozliczy cały,
Niech znajdzie tylko miejsce na wielkie pochwały.

NIE BOI SIĘ WYROKÓW NA NIEBIE
KTO NAPRAWDĘ RAZ UWIERZY W SIEBIE
NOWY ROK I GWIAZDY POWIEDZĄ :
„ W SERCU ŹRÓDŁO ŻYCIA” – niechaj  wszyscy  wiedzą

Tłumaczenie nieco spóżnione,ale życzenia wciąż aktualne. Dzięki, Hrabio!

rendrab - 2008-01-07 16:26:19

Dziękuje pięknie za tłumaczenie. To bardzo piękne życzenia które płyną z głębi serca. Proszę podziękować Hrabiemu za życzenia i bardzo gorąco pozdrowić Go.

alutka51 - 2008-01-07 20:14:11

Dziękuję Ci Hrabio ,piękne życzenia... I Tobie Sorellino za przetłumaczenie :)Pozdrawiam Was ...

Aska - 2008-01-07 21:42:36

Hrabio, Soniu powiem słowami poety -   Dziękuję Ci po prostu za to, że jesteś
za to że nie mieścisz się w naszej głowie, która jest za logiczna
za to, że nie sposób Cię ogarnąć sercem, które jest za nerwowe
za to, jesteś tak bliski i daleki, że we wszystkim inny
za to, że jesteś już odnaleziony i nie odnaleziony jeszcze
że uciekamy od Ciebie do Ciebie
za to, że nie czynimy niczego dla Ciebie, ale wszystko dzięki Tobie
za to, że to czego pojąc nie mogę --- nie jest nigdy złudzeniem
za to że milczysz....

Jan Twardowski

wscieklyuklad - 2008-01-07 22:22:56

Piekny jest wiersz Księdza Twardowskiego. Wiemy, że mówi o Bogu. Ale gdyby na moment o tym zapomniec a wiersz ów przeczytać ponownie, można by dowolną postać przywołać, zdarzenie dowolne. Życie jest pełne sprzeczności, przeciwieństw w nim bez liku. Oddalenie nasze często jest pozorne. W pewnym oto momencie zdać sobie możemy sprawę, że okrężną drogą zmierzamy tam właśnie, gdzie znaleźć się byśmy nie chcieli.... lub chcieli właśnie. Działanie nie wprost, działania pozorowane, działania niespodziewane.... Życie pełne jest dróg rozstajnych, nieoczekiwanych zwrotów pełne. Zawsze trzeba żywic nadzieję, że wychodzimy naprzeciw pomyślności, a złe chwile przeminą. Radość z osiągnięcia celu tym wiekszą wówczas będzie.

Basia - 2008-01-08 14:43:05

Przez te moje perypetie podróżniczo-zdrowotno-rodzinno-komputerowe nieczęsto tu wpadam i przeczytawszy na łapu-capu zaległości, po kazdym wpisie już-już chcę odpowiedzieć,a tu masz: kto inny zrobil to za mnie i to przeważnie słowami,które śmiało mogłabym uznać za swoje. Gorzej jest na "Misogino".Tam z kolei mam wiecej pytań (sama do siebie) niz odpowiedzi.Oczywiście blisko mi do spokoju Mirki,podziwiam jak zawsze błyskotliwość Hrabiny czy wywody Wściekłego.Tak swoja drogą,to nieźle mi dał do wiwatu z tą łaciną.Po nocach zaczynają mi sie śnić odmiany i daaawno juz odbywane lekcje i lektoraty.Z kolei nasi Włosi autentyczni i "dobijający"(jak Klara) przypominają lata studenckie i beztroskie stwierdzenia mego śp.Profesora-mediewisty,co raczył nas starowłoskim Vasarim i nie mógł pojąć naszych rozpaczliwych jeków,że współczesny włoski jest do nauczenia i przetłumaczenia z dnia na dzień,ale starowłoski...
Wiecie,że w moim życiu tak jest,że mam przymusowe przerwy w dostępie do internetu.Kiedyś wydawało mi sie to straszliwą stratą,ale dziś spojrzenie me zmieniło sie.Mogę mieć większy dystans do pewnych spraw,pojawiających sie dziwnych wpisów i tych chwilowych burz szalejacych na różnych forach.Spoglądam na tytuł wątku i widzę:"Zawsze z nami". Zawsze z nami miała byc osoba Soni,pamięć o niej i jej wyjatkowych losach. I powiem szczerze: dziwię sie niezmiernie takim osobom,dla ktorych losy Soni sa wydarzeniem nieprawdopodobnym. Pamietam tez zarzut(a może to bylo zapytanie? - nie mam czasu by sprawdzac fakty we wszystkich wpisach z kilku miesięcy) postawiony Wścieklemu,że sypie jak z rekawa opowieściami o losach ludzkich,przytacza z dnia na dzien "przygody" swe lekarskie. A cóż w tym jest dziwnego? Jeśli człowiek ma koło pięćdziesiątki (a przewaznie wiekszość z nas wokół niej oscyluje) i oczy i uszy otwarte na drugiego człowieka, mógłby przeróżnych opowieści worek cały wysypać. Ja, tak jak Wy, parę latek na karku dźwigam, rodzine mam baaardzo liczną,wielopokoleniowa,rozrzucona po Polsce i świecie.Mam przyjaciół i znajomych,ktorzy też mają rodziny i znajomych itd i słyszę przeróżne opowiesci,jak w "Piwnicznej" "Dezyderacie" - każdy ma swoja. Los mnie zetknął z różnymi środowiskami, w tym i ludzi ciężko chorych. Oni tez snuli opowieści. Spedziłam wiele godzin przy łóżku chorej osoby na onkologii. Wiele kobiet,zwłaszcza w nocy poprzedzającej operacje dużo opowiadało - może był to sposób na zabicie strachu? Wystarczy słuchac i część choćby zapamiętac.
Od urodzenia mieszkam w Krakowie i rodzina przewaznie tez, i to od ładnych paru pokoleń. W czasie ostaniego spotkania z Sarmatami-Wściekłymi (jak kto woli) uśmialismy sie zdrowo,gdy okazało sie,że z pewnościa dziadek Wsciekłego był sąsiadem mojej babci i jej sióstr (a losy dwóch z nich mogłyby smiało posłużyc Mniszkównie do napisania ckliwego melodramatu). Czsami dzielę sie z Wami drobnymi cząstkami innych krakowskich opowieści. Kraków jest mały, zwłaszcza jeśli się nie stroni od ludzi.Dzis, zrzadzeniem losu jest również miastem córki Klary,rówiesniczki mego syna. Moze stac sie tez miastem,w ktorym pozostanie,bo któż to wie,jakie nam zycie niespodzianki szykuje? Otóz i ona wplotła sie niejako w moje opowieści,bo zrzadzeniem losu porusza sie "moimi" krakowskimi ściezkami.
W niedzielę rozmawiałam z moją bardzo bliska znajomą,o losach której też mogłabym snuc kolejna opowieść i podałam jej namiar na wątek Soni.Dzis dostaje maila: pod jakim nickiem tam piszesz,bo opowieśc wciągnęła mnie okrutnie. Wniosek wyciągnęłam natychmiast - nie dotarla zatem jeszcze do momentu,gdy zaczęłam pisać o Krościenku,bo wtedy nie padłoby takie pytanie.Wszak znowu przez przypadek, mieszkając o dwie przecznice od siebie(w Krakowie),gdy jeszcze okazało sie,że nasi mężowie znają się z liceum,my spotkałysmy sie właśnie w Kroscienku.Tam jeździ do dzis grupa ludzi,którzy po latach znajomosci utworzyli nawet pewne oficjalnie zarejestrowane stowarzyszenie.
Ktos napisał w któryms momencie: nie lubie góralszczyzny.A cóż to właściwie znaczy?Dla mnie - nic.Być może "naciął" sie kiedyś na pazernego właściciela wynajmowanego pokoju lub nieuczciwego sprzedawcę pseudooscypków.Jednak wówczas w prawie byłby stwierdzić: nie lubie tego i tego człowieka za to i za to. Pochopność i płytkość takich sądów przywodzi mi na myśl nieodparcie owo pobrzękiwanie wyimaginowanymi(a czasem uzurpatorskimi) szabelkami tzw. "prawdziwych Polaków",których harce oglądaliśmy nieraz np.w telewizji. Prawdziwi Polacy, czystość krwi,wywodzenie sie od... Każdy kto cokolwiek wie o losach narodu polskiego spojrzy na to z politowaniem.A poszperajże człecze w archiwach,posłuchaj opowięści rodzinnych,to i głupot gadac nie będziesz! Przez stulecia przetaczały sie przez nasze ziemie wojny i najazdy.Po kazdym z nich kobiety różnych stanów rodziły dzieci,których przodków po całym świecie i wśrod różnych ras szukać by należało. I czy to zmienia cokolwiek w ich poczuciu! przynależnosci do narodu polskiego?
Pisze Wsciekły powyżej,że oddalenie nasze często jest pozorne.I warto o tym pamietac! Moze dzis ten czy ów wojując słowem na internetowych forach przeciw swemu krewnemu,czy powinowatemu dziala wytacza.
W różnych miejscach robiliście podsumowania mijającego roku.Przeczytałam z uwaga. Do wielu znów sama moglabym sie dopisać.Jestem wdzieczna losowi,że dał mi możliwość poznania Was z całą Waszą różnorodnościa charakterów i stylów pisania.Wiele doprawdy wnieśliscie w moje życie.To,za co Was inni ganią i za co chwalą, w sposób uzupełniający sie wzbogaca moje wnetrze.Zapewne nie wymienie Wszystkich,ale wiedzcie,że cenne są dla mnie i wywody Wscieklego i otwartosc Hrabiny razem  ukochaniem gór naszych (hej gaździnko,jeszcze se ugwarzymy latem!),łagodność i opanowanie Asi jak i filuterność Alutki z ich dźwiganiem worków poezji,dla której od wielu lat brakowalo mi czasu. Droga jest mi i Ola zmagająca sie ze swym cierpieniem i Rendrabik wychylajacy sie z norki na świat,zostawiajaca za sobą chorobe i problemy.Cenie Klare i nie przeszkadza mi jej sceptycyzm.Dziekuje naszym lekarzom za pomoc i tlumaczenie mnie-laikowi pewnych spraw medycznych,bez których
pogubiłabym sie nieraz.Sorellinie śle specjalne podziekowania za godziny spędzone w Krakowie bez naszych panów. A specjalne ciepłe słowa kieruję ku Przyjacielowi z Rzymu,który jest nicią łączącą nas z Sonią. Przeszedł on wiele z powodu i chorob i niesprawiedliwosci innych forumowiczów internetowych.Został "zawsze z nami" i choc zmieniał nicki,to przeciez zawsze wiedzielismy,gdy pisal.Ten nick obecny łączy w sobie wszystkie, a w dodatku zawsze przypomina,że choć prawdziwy ród Koniecpolskich wygasl,to łączy się nick ten ściśle i z Krakowem i pokazuje,że we włoskiej ziemi jest nasz prawdziwy koniec Polski.
Wszystkim sympatykom wątku Soni dziekuje też za wielomiesieczne towarzyszenie nam w 2007 roku i przypominanie o Pajacyku i innych inicjatywach,w ktore mozna się włączac.Pisze tutaj,bo wiem,ze i tak czytają jako goscie nasze forum lub przekazuja sobie wiesci.
Nie dziekuje tym wszystkim,którzy pod pozorem "ożywiania" naszych postow i "wnoszenia świeżego powietrza" jedynie sieją zamet i szerza sposoby postepowania w internecie niegodne i nieetyczne.
Oby ten 2008 rok nie pogubil i nie splatał naszych ścieżek, a przyniósł wiele owoców w szerzeniu dobra. I niech te proste słowa w życzeniu "na zawsze z nami" nabieraja wciąz nowych,godnych szacunku treści.

hrabia Koniecpolski - 2008-01-08 18:24:23

Zamieszczone dzis wpisy przezacnych Basienki i WU,i Ksieznej,boc takim tytulem powinna sie poslugiwac Hrabina, wprawil mnie w wyborny nastroj.Nie latwo mi przychodzi cieszyc sie na codzien,zwlaszcza w moim sedziwym wieku lecz lektura powyzszych watkow to prawdziwa uczta dla serca i ducha.Tysieczne dzieki Basiu i Wsciekunciu,slow nie znajduje by wyrazic moj podziw dla Was.Przyjaciele pozostancie na zawsze z nami,ja juz wyboru dokonalem.
P.S.Prosze drogich forumowiczow o wyrozumienie zem zaledwie powyzsze osoby wyroznil.Nie jeden raz przyszlo mi sie wzruszac  cieszyc wpisami pozostalych towarzyszy na naszym transatlantyku,wyrazalem juz moj podziw i podziekowania.Dzis tak sie sklada ze autorzy wyzej zamieszonych watkow sa mi wyjatkowo bliscy mojego serca.I nie wstydze sie napisac iz lze nie jedna dzis wylalem,lzy szczescia.Dziekuje za Wasza cierpliwosc i za to ze Jestescie.

Aska - 2008-01-08 19:31:58

Wczoraj zmęczona wpatrywaniem się w ekran komputera, próbą zrozumienia dziwnych postów, kanały telewizji przerzucać zaczęłam w poszukiwaniu czegoś, co odprężenie dać może. Już czwarte kliknięcie pilota zatrzymało na długo moja uwagę. Znajomy zamek ukazał się na ekranie i aktorzy znani. Jeden z programów emitował stary film, jakże bliski memu sercu. „Kopernik” Ewy i Czesława Petelskich zatrzymał mnie ma długo i wspomnień wiele z nim łączących się. Dzieciństwo i obraz dawnego miasta przywołał, zamek, w którym wiele scen nakręcono w moim mieście stoi i komnaty wciąż te same są. W małym miasteczku ekipa telewizyjna wielkim jest wydarzeniem, a dla dziecka to szczęście wielkie zobaczyć z bliska aktora, postać z telewizora. Film wielokrotnie oglądany, treść znana dobrze, przecież to moja historia, mojego miasteczka,mojej małej Ojczyzny, tak często prze zemnie przywoływana. Patrzyłam w ekran i przypominałam sobie, w której to komnacie kręcone, a ta scena w olsztyńskim zamku, ta znowu w naszym. Poznaje sklepienie, dziedziniec, schody, krużganki. Dawno w zamku nie byłam, kiedyś tam bawiłam się, biegałam po lochach, komnatach. Pracował tam i mieszkał obok w Pałacu Grabowskich przyjaciel rodziców. Wizyty u niego pamiętam jako zabawy z jego dziećmi w zamku. Zamek był otwarty dla wszystkich, wstęp wolny, tylko do zwiedzania nie wiele było komnat udostępnionych, ale dla dzieci żadna to przeszkoda. W lochach, miejscach zakazanych najlepsze zabawy były.
Przypomniały się też inne miejsca zabaw dziecinnych, smutne są to miejsca, z Wilczego Szańca, ale o nim innym razem opowiem. Tam wiele się zmieniło, bardzo wiele.

wscieklyuklad - 2008-01-08 23:02:15

Obiadami Sonieczki po postu Asi przeczytaniu zapachniało. Przypominam sobie opowieść Jej z młodości czasów gdy "panowie domu" w pozach niedbałych o smutkach świata tego prawili, Ona zaś w niecierpliwym oczekiwaniu smakowitości wyglądała. Dzieciństwo choć tak pełne nieporadności, tak pełne uzależnienia od innych jest równocześnie wspaniałym życia okresem. Któż z nas nie pamięta ciepła matczynego uśmiechu, drapiącej policzek brody ojca. Wspólnych wypraw do cukierni, zoo, wesołego miasteczka, gdy ze śmiechu można się było zwijać w beczce luster pełnej. Kto nie pamięta ciepłej silnej dłoni prowadzącej nas po chodnikach, przez ulice przeprowadzającej ? Kto wspólnych zabaw nie pamieta ? Kto do miejsc rodzinnych nie wraca - myślą choćby ? Hrabiostwo, co za granicą mieszka - choć w różnych świata tego stronach o powrotach tych codzień marzy. Oddaliby wszystko , by wsiąść do pociągu, samolotu, samochodu, bodaj pieszo przez granice by przeszli  by dotrzeć do Krakowa, Gdańska, Warszawy. Bella też poza Wrocławiem ma zapewne swoje ulubione miejsca. A Tatr szczyty "Adidasów" Hrabiny oczekują. Dzieciństwo też pozostaje na zawsze z nami..... I tak jak do Soni i do niego myślą, wspomnieniami wracamy.
I też - jakże często - oddalibyśmy wiele - wszystko może......... by powróciło.....

hrabina_balkanska - 2008-01-09 04:11:02

Basieńko! Polska jest wszędzie tam gdzie.... choć jedno polskie serce bije. Niezależnie czy to Timbuctu, Madagaskar, czy pustosz Alaski i brzeg Bajkału. To nie Kraków jest maleńki, to Swiat sie skurczył. Cieszmy się dobrodziejstwami techniki, które pozwalają nam przeczytać list wysłany przed sekundą z drugiego końca planety, cieszmy się, że kiedy tylko chcemy możemy uslyszeć swe głosy w głośniczkach albo ujrzeć się na kamerkach. I niech mi  już nikt dub smalonych nie prawi o wirtualnych przyjaciołach. Przyjaciele albo są, albo ich nie ma! Dla prawdziwych przyjaciół nie ma znaczenia czy siedzą akurat przy jednym stole czy rozrzuceni po całym swiecie szukają  za pomocą komputera sposobu by przez chwilkę pobyć ze sobą, usłyszeć się, wymienić myśli a gdy czasu nie ma na rozmowę to choćby zapytać jaka pogoda w Krakowie czy w Rzymie... Parę dni temu w polskiej TV oglądałam wzruszający program  - sędziwa Pani Generałowa Andersowa rozmawiała w internecie z równie sędziwym Panem Boguckim... Gdzie Rzym, gdzie Krym, gdzie Ameryka i Australia... Oto format Ludzi! Przyjaciel jeśli jest nim na prawdę nie podda w wątpliwość istnienia swego Przyjaciela. Przyjaciele naszych Przyjaciół są naszymi Przyjaciółmi dlatego dzięki  Soni Hrabia stał się moim Przyjacielem, mimo że Soni na oczy nie widziałam i nie dane mi było nawet słowa z Nią zamienić... Mimo to nigdy nie wątpiłam, że była! Dzięki Soni  mam  innych Przyjaciół i w Ich istnienie również nie wątpię i nigdy nie wątpiłam mimo że poznaliśmy się właśnie za pośrednictwem internetu i nie dane nam było jeszcze uścisnąć się, ale... wszystko przed nami!  "Błogosławieni którzy nie widzieli a uwierzyli"... Znacie te słowa. Dlatego żyję  nadzieją, że mimo grzeszków będę miała dzięki tej mojej wierze małe okienko z widokiem na Giewont gdy przyjdzie się przenieść na inne kwatery, a jak się bardziej wychylę to może zobaczę szałasy na Hali... Pamiętacie z lat dziecinnych grę w kamyki? 5 kamyczków i "matka"... Gra zręcznościowa - podrzucając "matkę" trzeba było w międzyczasie zebrać pozostałe leżące kamyki. Dziwna asocjacja z komputerem mi się zrodziła - kamyki niewinne podczas gry, zabawka, ale gdy rzucić je to niejedna szyba mogłaby polecieć. Komputer też instrument - do pracy, do rozrywki, do komunikacji ale ile zła można za jego pośrednictwem wyrządzić? Hrabia opisał nam przedwczoraj swój casus, gdzie indziej jesteśmy świadkami innych... Aśka wspomniała o zamkach... Stare bunkry poniemieckie były "zamkami" z moich zabaw dziecinnych, natomiast w prawdziwych zamkach grałam niejednokrotnie i nigdy nie zapomnę czarodziejskiego pogłosu, dźwięków kotłujących się pod sklepieniem i wracających do uszu... w pełnej harmonii...

Aska - 2008-01-09 10:03:59

Po Gombrowiczu, wspomnieniach z dzieciństwa, wspomnienie z lat szkolnych przyszło i pisarz, poeta podobnie jak Gombrowicz, trzeba poznać go dobrze, żeby polubić. Jest nim Zbigniew Herbert. Jeden z moich nauczycieli powtarzał często słowa nie zrozumiałe dla dzieci, lat trzeb było zanim dotarło co mówił - "Bądź wierny, idź" - teraz rozumiem o wiele, wiele lepiej co mówił nam nauczyciel historii, staruszek, który mówił nam jak transport 17 września jechał, a on, syn dróżnika słyszał wołania żołnierzy.Mówił to szeptem, żeby nikt niepowołany nie usłyszał jego wspomnień z dzieciństwa. I tylko dla tego, ze mówił te słowa wspaniały człowiek, zapamiętałam je i po latach wróciłam do nich. Poznałam autora, jego wiersze, prozę, poglądy na życie, zasady, którymi kierował się. Ciekawa jestem bardzo, ale już się nie dowiem, co Sonia o nim, o Herbercie sądziła, jak go odbierała, czy w ogóle go lubiła.
..."powtarzaj stare zaklęcia ludzkości bajki i legendy
bo tak zdobędziesz dobro którego nie zdobędziesz
powtarzaj wielkie słowa powtarzaj je z uporem
jak ci co szli przez pustynię i ginęli w piasku"...

wscieklyuklad - 2008-01-09 10:40:06

"Sto lat samotności " Marqueza, jest do słów Mirki nawiązaniem. Każdy literat prawdziwy wie, jak wielkie znaczenie ma świat legend, mitów, baśni. Jak tego typu środki wyrazu, tego typu analogie, odwołania ułatwiają dotarcie do czytelnika.
" Władca pierścieni "- dzieło Tolkiena ponad 70 lat liczące, to przecie wymysł -od pierwszej do ostatniej tekstu linijki. Świat to fantazji, stworów pełen. Świat walki wszak dobra ze złem. Świat w kolejnych wznowieniach utworu tego nam przybliżany. Świat, którego opis na wiele języków przełożono. Świat, którego dzieje mobilizują twórców do ekranizacji dzieła - tak pięknej jak w obrazach jakie po wielokroć oglądaliśmy w kinach, w telewizji. Obrazach, które treść uzupełniając u podłoża wielu Oscarów przez filmy te otrzymania leżały.
W każdym z nas pozostaje cząstka dziecka, pozostaje tęsknota za fantazją, za tworzeniem obrazów nierealnych. Czasem marzymy, by to czy inne z nich zmaterializowało się, ziściło, realnością swą radość naszą wzmogło. Herbert o Nobla się otarł. Wielu literackich krytyków oburzone wręcz było nagrody tej Artyście nie przyznaniem. Cieszy mnie więc przez Aśki akurat tej cząstki spojrzenia przez niego na literaturę przypomnienie.
Sonia - gdyby żyła, przybliżyła by nam  zapewne postać Herberta jakiego nie znamy. Byłby to z pewnością punkt wyjścia do dysput ciekawych. Może i w takim wątku w pewnym momencie zboczylibyśmy ku wartościom uniwersalnym bardziej. Poruszylibyśmy może problemy pozornie od literatury odległe. Bo realna, czy fantastyczna, "zmaterializowana", czy "zlegendyzowana" literatura odzwierciedla przecież nasze emocje, nasze doświadczenia, nasze przemyślenia, nasze poglądy. I... marzenia nasze.
Słowa o drodze przez pustynię ujrzałaby pewnie w innym świetle. Przedzierając się nocą przez piaski tragedie chłonące napisała by może własny, kolejny wiersz. A ku klawiszom komputyjera mknąc przemyśleniami tymi podzieliła by się z nami - słów jej spragnionych czytelnikami.

Aska - 2008-01-09 21:50:15

Uparłam sie na Herberta, wybaczcie, po latach wielu do niego wróciłam i zupełnie inaczej czytam. czy to czasy inne, czy wiek swoje zrobił? Pewnie jedno i drugie po trosze. Kiedyś podobały mi się eseje, opowiadania pisarza. Od kilu dni, każdą wolna chwilkę im poświęcam, doszły jeszcze listy, dotąd nie publikowane.
Kiedyś to opowiadanie bardzo mi sie podobało, dzisiaj je inaczej czytam, chociaż te same słowa.
   
ŚWINKA MORSKA ALBO O POTĘDZE ROZUMU

Czterech panów siedziało w ogródku małej kawiarni i rozmawiało o potędze, wiedzy. Trzech spośród nich reprezentowało nauki humanistyczne. Czwarty - milcząc popijał już trzecią z rzędu herbatę.
- Ile razy myślę o tych rzeczach - powiedział mały, pulchny językoznawca - przypomina mi się pewna historia z czasów mojej odległej młodości. Jeśli panowie pozwolą, opowiem ją w skrócie.
Panowie skinęli głowami z wyjątkiem matematyka, który właśnie mieszał cukier i całkowicie był pochłonięty tym zajęciem.
- Otóż było to w czasach moich uniwersyteckich studiów przed tamtą jeszcze wojną. Przyjaźniłem się wówczas z młodym, niezwykle zdolnym lekarzem. W okresie, o którym mam zamiar opowiedzieć, pracował nad swoją pracą doktorską. Aby mieć spokój wysłał żonę z córeczką na wieś do rodziców.
- Przyjaciel mój miał jedną cechę szczególną: chorobliwie nie znosił samotności. Nazajutrz po wyjeździe rodziny przyszedł do mnie zdesperowany, prosząc, abym u niego zamieszkał: "Ja zupełnie nie mogę znieść ciszy za ścianą" - wyznał wstydliwie. Oczywiście zgodziłem się.
- Po paru dniach zjawił się z klatką. W klatce były świnki morskie.
Są to najprzyjemniejsze pod słońcem stworzenia - wierzcie mi, panowie, nie kot, nie pies, ale właśnie świnka morska. Zostałem mianowany stajennym. Przyrządzałem im krajankę z buraków i marchwi, wkładałem im świeżą podściółkę - wszystko za cenę dotykania ciepłego futerka i ściskania w dłoniach tak mocno, aby czuć było bijące serce.
Zresztą przyjemności te trwały niedługo. Po trzech dniach przyjaciel powiedział poważnie: "Przystępujemy dziś do eksperymentu. Od tego zależy moja kariera. Liczę, że nie odmówisz mi pomocy".
To było już znacznie mniej przyjemne. Miałem łapać moje wychowanki za śmiesznie małe nóżki, obracać je na plecy i trzymać mocno, kiedy igła mego przyjaciele zadawała im śmierć.
- Czy wszystkie wymrą? - pytałem.-
- Wszystkie - odpowiedział. - Zaraziłem je gruźlicą, potem będęje leczył. Będziemy robili iniekcje stosowanym obecnie lekarstwem, chcę wykazać jego zupełną bezsilność. Będą otrzymywały różne dawki leku i zdechną w różnych okresach. To też jest ważne dla eksperymentu.
Świnki posmutniały. Przestały śpiewać, sierść im się zjeżyła. Siedziały w kącie, oddychały z trudem. Łepek leżał nisko przy ziemi - i jakby osobno. Co dwie godziny dostawały porcję lekarstwa. W drugim dniu nastąpił okres ożywienia. Zaczęły trochę jeść. Uradowany pobiegłem po najświeższą sałatę. Ale mój przyjaciel zgasił mnie.
- Poprawa jest pozorna, teraz nastąpi nieodwołalnie śmierć. Najdalej za 48 godzin.
Rzeczywiście jedna po drugiej dostawały drgawek i upadały na bok jak przewrócone zabawki. Przyjaciel notował w zeszycie obserwacje, a ja wyciągałem ciepłe jeszcze ciałka i odnosiłem do lodówki.
W końcu została tylko jedna, biała, z czerwonymi oczkami, zjeżona jak tamte. Teraz nie odstępowałem na krok od klatki, gdyż miałem podać czas jej śmierci. Po godzinie sunąc sparaliżowanymi nogami podpełzła do siatki i wyciągnęła ku mnie suchy, gorący nosek. - "Żegna się" - pomyślałem sentymentalnie. Bez przekonania podsunąłem jej miseczkę z wodą. Wypiła. Drugą też. Poszliśmy spać z przekonaniem, że nad ranem zastaniemy ją martwą.
Pierwszym głosem, jaki mnie po przebudzeniu doszedł - był wysoki, świdrujący śpiew mojej białej świnki. Wyskoczyłem z łóżka i podbiegłem do niej. Żyła. Chodziła wokół klatki i wygrzebywała spomiędzy słomy kawałki marchwi. Natychmiast przyrządziłem jej królewskie śniadanie.
Natomiast przyjaciel mój nie jadł śniadania i zatelefonował do kliniki, że nie przyjdzie. Siadł do obliczeń, a ja mu pomagałem. Eksperyment obecny był tylko badaniem kontrolnym, przedtem zjawisko było analizowane na wielkiej ilości przypadków. Zaczęliśmy od przeglądania protokołów i wstępnych rachunków. Zaraz na wstępie odkryliśmy błąd. Trzeba było sporządzić nowe szeregi liczebności. Oczywiście średnie i odchylenie średnich uległy pewnym zmianom. Pracowaliśmy wiele godzin bez przerwy z uporem. Czasem dobiegał nas świergot świnki. Rozumiecie panowie, że głos ten znaczył dla każdego z nas coś całkiem innego. I nie mogłem zdobyć się na solidarność z moim przyjacielem. Solidarność z życiem jest uczuciem pierwszym. Na koniec mój przyjaciel zawyrokował: uwzględniając poprawki, hipoteza moja nie jest zachwiana. Świnka musi zdechnąć. Błąd nie przekracza dopuszczalnej granicy znamienności.
Poszliśmy do klatki. Świnka była przewrócona na bok jak zabawka. I ten łepek leżał jakoś osobno.
Chociaż była to tylko śmierć świnki morskiej, słuchacze zamilkli i dopiero po chwili.
- Najładniejsza w tym opowiadaniu - powiedział jeden z panów - jest wiara pańskiego przyjaciela. Wbrew faktom młody człowiek wierzył w swoją realistyczną wizję. Tak tworzy się naukę - dodał ironicznie.
- Mnie natomiast uderza - dodał drugi - że śmierć tej nieposłusznej świnki nastąpiła w chwili, gdy skorygowano błąd obliczeń. Konieczność śmierci od tego momentu była udowodniona.
- Mówcie co chcecie - komentował trzeci - dla mnie jako humanisty, to opowiadanie jest mimo wszystko optymistyczne. Zatytułował
bym je: świnka morska, albo o tym, że życia nie można zważyć.
Odezwał się matematyk:
- Dla mnie, proszę kolegów, nie ma w tym nic niewymiernego i tajemniczego. Przyczyn wypadku opisanego w formie literackiej trudno oczywiście ustalić. Ja podejrzewam - jak to się zresztą często zdarza w bakteriologii, że działało tu prawo małych prawdopodobieństw.
Zwłaszcza wzór Poissena zastosowany do obliczeń mógłby wiele tu wyjaśnić.
Może przypomina pan sobie, czy pański przyjaciel zastosował wzór Poissena?
Językoznawca nie przypominał sobie. I w ogóle uważał, że pytanie nie ma sensu.

1956

alutka51 - 2008-01-09 22:30:29

Zbigniew Herbert pisał językiem przejrzystego piękna, świadomego swej kruchości. Potrafił jednak słowa czułe i kruche wiązać w taki sposób, że stawały się twarde.Na zawsze dźwięczeć będzie w polskiej mowie.
Lubie czytać jego wiersze :)
   
Chciałbym opisać-Herbert Zbigniew

Chciałbym opisać najprostsze wzruszenie
radość lub smutek
ale nie tak jak robią to inni
sięgając po promienie deszczu albo słońca
chciałbym opisać światło
które we mnie się rodzi
ale wiem że nie jest ono podobne
do żadnej gwiazdy
bo jest nie tak jasne
nie tak czyste
i niepewne ...

Chciałbym opisać męstwo
nie ciągnąc za sobą zakurzonego lwa
a także niepokój
nie potrząsając szklanką pełną wody
inaczej mów
oddam wszystkie przenośnie
za jeden wyraz
wyłuskany z piersi jak żebro
za jedno słowo
które mieści się
w granicach mojej skóry
ale nie jest to widać możliwe
i aby powiedzieć - kocham
biegam jak szalony
zrywając naręcza ptaków
i tkliwość moja
która nie jest przecież w wody
prosi wodę o twarz
i gniew różny od ognia
pożycza od niego
wielomównego języka
tak się miesza
tak się miesza
we mnie
to co siwi panowie
podzielili raz na zawsze
i powiedzieli
to jest podmiot
a to przedmiot
zasypiamy
z jedną ręką pod głową
a z drugą w kopcu planet
a stopy opuszczają nas
i smakują ziemię
małymi korzonkami
które rano
odrywamy boleśnie...

wscieklyuklad - 2008-01-09 22:30:36

Herberta opowiadanie jest jakby nawiązaniem do moich wspomnień, o których już pisałem. Faktycznie -nauka czasem zmierza w zupełnie absurdalnym , odhumanizowanym kierunku. Coraz powszechniej dominują tabele, wzory matematyczne, coraz mniej w tym wszystkim wrażliwości. Obserwacje opisywanych tu świnek, to zupełnie jak nasze ówczesne wpatrywanie w wykresy "rokowań" kreślone zimną ręką komputera , zaprogramowego przez informatyka. Nie wiem jakie wzory, jakie krzywe wykorzystywał, liczby urojone, logarytmy czy coś tam jeszcze. Nie wiem jakie były granice błędu. Ale odejście każdego stworzenia z praw określonych wynika. Przekroczenie danej bariery, może oznaczać przekroczenie linii życia.
Smutno było mi o świnkach po kolei odchodzących czytać. Rozmowy o śmierci też często pozbawione są humanizmu. Szczęśliwie po dziesiątkach lat od powstania tekstu opowiadania, zmieniła się kwalifikacja do badań eksperymentalnych. Opracowano szczegółowe akty prawne, które określają nieprzekraczalne granice, po przejściu których naruszamy w zabroniony sposób czyjeś prawa, czyjeś bezpieczeństwo. A i mimo ich istnienia, przed wyrażeniem zgody na eksperyment , zbiera się komisja etyczna składająca się z autorytetów naukowych, która po przeanalizowania celów i metod badania wyraża zgodę na kontynuację eksperymentu, lub wstrzymuje go za nieetyczny uznając. Nawiasem mówiąc, na opisany przez Herberta osobiście zgody bym nie wyraził - skoro badacz przekonany jest o nieskuteczności leku, po co doświadczenie, w którym naraża się zwierzęta na niepotrzebne cierpienia.
Śmierć każda to wydarzenie mistyczne, smutne. Także i pamięcią więzi łączącej nas z umierającym. I nie jest ważne człowiek to, czy zwierzę. Ci co psa, kotka stracili wiedzą to najlepiej. A świnka morska to jedno z moich ulubionych stworzonek. Fe Herbercie, fe ! Niedobly jesteś !.

Aska - 2008-01-10 00:03:10

Jak po raz pierwszy czytałam ten tekst, bardzo żałowałam świnek, byłam zła na wszystkich naukowców, na wszystkie doświadczenia przeprowadzane na zwierzętach. Kolejne przeczytanie opowiadania, uświadomiło mi ważności doświadczeń dla ludzi, dla ich zdrowia. Mimo, ze żal było mi świnek, rozumiałam potrzebę doświadczeń.
Dzisiaj jeszcze coś innego widzę w przekazie Herberta. Rok, w którym powstało opowiadanie, był burzliwym rokiem w kraju. Wydarzenia październikowe. Władza bardzo szybko uporała się ze „świnkami” bunt wzniecającymi. Świnki również szybko po zarażeniu, mimo podania leku umierają. 1956r. był rokiem rozwoju przemysłu, budowy Nowej Huty,rozbudowy fabryki na Żeraniu, to jest podana choroba. Nikt nie zważał na dymy, pracę ponad siły. Ważny był rozwój, wykonanie planu, normy. Koszt nie miał znaczenia. Lekarstwem były strajki, które bardzo szybko zdławiono, a ich przywódców aresztowano. Wiele rodzin do dzisiaj nie wie, gdzie szukać grobu męża, ojca. To jest, to złe lekarstwo, w kilka dni, godzin uśmierca. Ostatnia umiera nadzieja, pozamykane tygodniki, kluby, uciszono Kościół. Gomułka nazywał eliminowane głosy „rewizjonistyczną gruźlicą”. U Herberta lekarz szuka lekarstwa na gruźlicę.

Przyjaciel, osoba jeszcze zagadkowa. Może być "donosicielem" lub kompanem. Za jakiś czas znowu przeczytam tekst, umiejscowię przyjaciela. Może nie tak odbieram przesłanie artysty, może rok napisania opowiadania to czysty przypadek?

hrabia Koniecpolski - 2008-01-10 16:44:55

Oh Grande Spirito!, 

dammi la Serenita` di accettare le cose che non posso cambiare, 

il Coraggio di cambiare quelle che posso 

la Saggezza di comprenderne la differenza.

Tyle a moze az tyle dzis moich sekretnych niesekretnych przemyslen.

I dwa slowa do Asienki,dziekuje,dziekuje.

Probowalem edytowac "a" akcentowane,niente da fare.

wscieklyuklad - 2008-01-10 18:26:39

Gdyby żyła ,zapewne dostałabyś tysiące Asieńko buziaków. Twoja interpretacja opowiadania Herberta wsparta cytatami z polityków z sugestią aluzyjności, niezbędnej w dobie cenzury, stawia utwór ten w świetle zupełnie innym. Kiedy dziś wspomina sie czasy powojenne, podkreśla się poniesione ofiary  ludzkie, nadużycia władzy, procesy, prześladowania. Niewiele wciąż wiemy, a informacji takich jak oaz na pustyni o języku ówczesnych politykow, o całej tej demagogii, wyszukanych porównaniach, a i zdaniach kawa na ławę problem prezentujących jak cytat z Władysława. Przez mgłę pamietam jego wystąpienia, rozwlekłe przemowy, bardziej dowcipy jakie na ten temat krążyły, z rodzaju "kury polskie, wzorem bohaterskich kur radzieckich"  itd. Rzesze artystów musiały cudów intelektu dokonywać, by wywieść w pole tych -co niczym moderatorzy na współczesnych internetowych forach- decydują ( wyjsciowo napisało mi się "decudują" - może lepiej tak było zostawić)  o prawie do publikacji wypowiedzi. Jak widać podstawa owej cenzury jest wprawdzie inna, ale naszym doświadczeniem nauczeni, wiemy jak trudno rzecz absolutnie neutralną opublikować, jak wiele zależy od życzliwośći/ złośliwości owego decydenta. Szkoda lat tych straconych, szkoda twórców co często rezygnowali z tworzenia, albo i do ideologii się dostosowując marnowali talent na "bałwochwalcze" obrazy i teksty. Wielu kraj opuściło. I nam - wydającym gazetkę szkolna - mimo calej błahości przedsięwzięcia - dane było po urzędach cenzury się włóczyć, niejeden tekst trzeba było przed drukiem rugować. I piszę to ze smutkiem, bo jakimż zagrożeniem dla panstwa mógł być wiersz, opowiadanie nastolatka ?
Twoja interpretacja opowiadania Asiu godna jest nagrody. Ale ja tak czy tak nie lubię tego brzydkiego brzydala. Niech sobie uśmierca węże, pająki, albo jakieś inne gadziny. Ale świnki morskie ? Te najukochańsze na świecie tuptusie ?
Przy okazji pomyślałem teraz jak posiadana wiedza, wpływa na wypowiedzi treści, na dyskusji poziom. Tak w opowiadaniu Herberta , jak i naszych z Asią interpretacjach przeczytanych treści brak jednomyślności. Oto humanista z matematykiem się spiera. Oto miłośnik zwierząt, ze wytrawnym znawcą politycznych wypowiedzi. Takie różnice powodują różny ładunek emocjonalny, różne traktowanie zastanych faktów. W końcu doktorant zostaje wciągnięty w wir doświadczeń, mimowolnie stając się uczestnikiem eksperymentu. Matematyk do doświadczeń nawykły, zajęty jest swoją herbatą, bo on to zna, on o tym wszystkim wie, on przewidział. Nie warto więc wogóle - z humanistami zwłaszcza w polemikę wchodzić.
Ja, który mialem okazję badania kliniczne prowadzić, dałem się wciągnąć w schematyzm zdarzeń, z doświadczenia mi znanych. Nie potrafiłem tym samym wyjść poza pewien schemat myślowy. Analizowałem bardziej sens doświadczenia, jego stronę etycczną, zasadność - więc i to jest postawa rodem z nauk ścisłych. Asia zaś starała się przekaz autora zrozumieć, nie treść w jej sensie dosłownym. I odkryła przed nami wspaniały dorobek Herberta. To ci Odys jeden. Takiego to konia trojańskiego cenzorom podrzucił.....

anowi - 2008-01-10 19:49:12

Aska Jestes WIELKA!
Lat 50-tych nie pamiętam ale skojarzyłam utwór z WIELKIM BRATEM i przyszedł mi na myśl ROK 1984 Orwella

Aska - 2008-01-10 21:17:05

WU muszę troszkę wytłumaczyć sie. W wielkim skrócie pisałam o czym moim zdaniem autor opowiada.Jest więcej argumentów, zdarzeń ważniejszych, nie przygotowana byłam do lekcji i tylko Towarzysz Wiesław przyszedł mi do głowy. Nie będę już uzupełniać, każdy pamięta tamte czasy i sobie dopowie resztę.
Miałam nauczyciela, łopatą włożył do mojej głowy, że zanim "Dzieło artysty czytać zaczniesz, zanim wypowiesz sie na jego temat, musisz poznać Jego samego. W jakich czasach żył, z jakich warunkach tworzył" Mówił tak o malarzach, kompozytorach. Kiedyś za dziwaka uważany był, dzisiaj wielkim szacunkiem Go darzę i dziękuję, że tak bardzo uparcie uczył nas myślenia, wyciągania wniosków, własnej interpretacji wierszy, opowiadań, dzieł wszelkich. Każdy miał prawo do własnego rozumienia , własnych wniosków, musiał tylko dowieść, że tak mogło być, ze to chciał artysta nam przekazać. Pamiętam jaka reakcja klasy była, gdy uzasadniłam, że Dulska to najwspanialsza matka, żona na świecie, że Jagna Reymonta została skrzywdzona, niewinnie na taczce została wywieziona. 
Wracając do początku, do Gombrowicza, do wypowiedzi Soni doszłam do wniosku, że i Ona znała autora nie tylko z dzieł napisanych. Dodało mi to odwagi do wypowiedzi powyższej, do nie zgodzenia się z Twoim spojrzeniem na Herberta opowiadanie. Z Twoim wyborem zwierzątka doświadczalnego, tez zgodzić się nie mogę. Mimo, że bardzo, a może dla tego, że bardzo lubię świnki, szczególnie te łaciate, rudo - czarno -  białe są milusińskie, ale jak autor uśmiercał by szczury czy pająki lub inne gadziny, czy ktoś rozczulił by sie nad ich losem? Te sympatyczne stworzenia to my wszyscy, to ludzie. To Ci, co mieli odwagę sprzeciwić sie władzy.
Dzisiaj też czasem przydałaby sie cenzura, tak łatwo oskarża się, niszczy słowem człowieka i jego najbliższych. Jakże często niewinny człowiek kozłem ofiarnym do końca już życia pozostanie.

wscieklyuklad - 2008-01-11 11:28:29

Kasieńka miała kiedyś Tuptusia - "świnka" - takiego właśnie jak piszesz. Kiedy jeździliśmy do Niej  w odwiedziny godzinami ścigałem się z nim po pokoju. Był mniejszy, niż przeciętna świnka. A na czubku głowy miał nastroszoną szczecinkę - wyglądał, jak rozczochrany punk. Biegał z szybkością rakiety, od mebla do mebla. Bardzo przeżyliśmy gdy odszedł. Odświeżyłaś piękne wspomnienia.
Oczywiście masz rację, że każde stworzenie godne jest życia i nie trzeba się nad nami ani znęcać, ani rozmyślnie, bez przyczyny zasadnej życia pozbawiać. Ale rozmawiamy wszak o literaturze i śmierć owych "gadzin" byłaby równą abstrakcją, jak eksperyment na potencjalnych drapieżnikach a i na ukochanych świneczkach. Taką to oto zabawę myślową miałem jeno na myśli. Tak już jest  w życiu , że bardziej mimo wszystko identyfikujemy się z tym co nam bliskie, co nas wzrusza, co lubimy. Dla mnie czymś takim są morskie świnki. Węży nie znoszę, z pająkami mam doświadczenia przykre choć iście tajemne.
Tak , czy tak pozostaję przy wniosku, iż Twoja interpretacja Herberta jest niezmiernie ciekawa , twórcza i - chyba odkrywająca prawdziwe cele przekazu autora. Zachęcasz tym samym do sięgnięcia po dzieła naszego wielkiego artysty - a to w tym jest najwspanialsze. Po wierszu cytowanym na MYK-ach ( tym o katedrach kopułami w przepaść Wielkiego Kanionu wrzuconych) to kolejne dzieło, którym jestem zauroczony.....

Aska - 2008-01-11 12:11:49

Wspomnienie Kaśki (tak dzieci nazwały swoją świnkę) do płaczu doprowadza. Dzieci przed laty maleńkie zwierzątka miały. Były chomiki, żółw, białe myszki, śliczny szczurek, który do szkoły chodził z Grześkiem i była świnka. Dzieci zabierały swoje pupilki na trawnik przed domem, pozwalały pobiegać, pooddychać świeżym powietrzem. Któregoś dnia bawiły się ze świnką - zebrała sie tam grupka dzieci chcących pogłaskać miękkie futerko i stało sie to wtedy, było straszne. Pies wielki, czarny przybłęda, podbiegł  znienacka, jak na polowaniu i porwał świnkę, dzieci krzyczały, kilami groziły, ale podejść się bały, stałam na balkonie bezradna i tylko dzieci wołałam, żeby odeszły od psa złego. Mógł rzucić się na nie, mogło dojść do jeszcze większego nieszczęścia. Nawet gdybym obok była, też nic zrobić nie mogłam, tylko dzieci chronić przed złym, głodnym i też wystraszonym, trzymającym upolowaną zdobycz w zębach psem.
Długo dzieci po nocach zrywały się, długo musiałam tłumaczyć, że nie pies winny, że głodny, że ktoś wyrzucił go z domu, że to zwierze poluje, żeby zjeść, głód zaspokoić. Do dzisiaj, jak widzę podobnego, błąkającego się psa, obraz świnki  wraca. Właścicieli karałabym strasznie za takie traktowanie zwierząt, jak mały, to miły psiak, jak urośnie nie jest potrzebny i won z domu, niech błąka sie głodny, zmarznięty, co ich to obchodzi. Jak stanie się nieszczęście, winą obarcza się zwierzę, które najmniej jest winne.

wscieklyuklad - 2008-01-11 15:44:24

Pokazują teraz często w telewizji takie opuszczone zwierzaki. Otrzymane najczęściej , jako niechciany, nie przewidywany prezent świąteczny, albo i oczekiwany, który się przejadł. Schroniska dla zwierząt zapełniają się więc jak nigdy właśnie w  styczniu. Kolejny okres to wakacje, gdy jadąc na urlop nie ma z kim zwierzaka zostawić. I pomyśleć, że kiedyś posiadanie psa było przywilejem. W początkach cywilizacji chińskiej  pies był "maskotką" zarezerwowaną dla cesarza. Posiadanie go przez zwykłego człowieka karano śmiercią. Psami "dworskimi" opiekowali się specjalni treserzy i hodowcy, dzięki którym uzyskano szereg ras i odmian. Wiele stuleci upłynąć musiało, nim stał się towarzyszem życiowym, przyjacielem "plebsu". Odgrywał tak wielką rolę, że mimo toczącej się wojny z Japonia nie zrezygnowano z wystawy psów w Szanghaju w 1937 r.
Zapominamy o tym, jak zwierzęta bardzo do nas się przywiązują i jakie mamy obowiązki do spełnienia podejmując sie opieki nad nimi. Nasz stosunek do zwierząt jest naturalnie odzwierciedleniem podejścia do obowiązku w ogóle. Trudno bowiem wyobrazić sobie, by ktoś, kto ma poczucie obowiązku wobec otaczającego świata, zapominał równocześnie o żywej istotce tak bardzo uzależnionej od właściciela, tak bardzo z nim zżytej. Zwierzę nie krzywdzi przy tym nigdy rozmyślnie - jak słusznie Asiu piszesz, pies bardziej był pewnie zatrwożony niż Ty i dzieciaki. Zaniedbany dał upust prawom natury. Jak wielu z nas daje takie upusty agresji  bez żadnego uzasadnienia ?

alutka51 - 2008-01-12 06:04:05

Niektórzy ludzie uważają że psy, koty czy inne zwierzęta, to dar, ale inni postrzegają jej jako głupie, niepotrzebne. Są też ludzie żli.. pewien 33-letni mężczyzna, przygarnął do siebie psa i przywiązał go łańcuchem do budy. Pewnego dnia ten człowiek w stanie nietrzeźwym, podszedł do tego psa, który wyczuł alkohol i ugryzł go. Mężczyzna zdenerwował się, przywiązał psa do tyłu samochodu i przejechał odcinek ok.2-4 km z prędkością 100km/h. sąsiedzi natychmiast powiadomili policje, lecz psa nie dało się już uratować. Jak brutalne może być znęcanie się nad zwierzętami, ale też , głodzenie, zły przewóz, gnębienie psychiczne i fizyczne. Kary za znęcanie się nad zwierzętami, są różne, od małych za małe przestępstwa, poprzez duże, którymi są karani tacy ludzie jak na powyższym przykładzie. Karami są: grzywny, zakaz posiadania zwierzęcia, a nawet pójście do więzienia.
Bardzo brakuje mi mojego Jekiego ,znajdę...17 będzie trzy miesiące jak go nie ma.......

Aska - 2008-01-12 11:10:33

Alutko, są różni ludzie, alkohol wywołuje najgorsze zachowanie jaki może mieć miejsce. Często taki człowiek później żałuje tego co zrobił, powiedział. Stało się i żaden żal tego już nie zmieni. Żal psiny, ale i jego właściciela żal. Cężkie ma życie z tak okrutnym sercem.
"Nie tak łatwo rzec: chcę być człowiekiem" powiedział Horacy i dodam jeszcze słowa z Dżumy Camusa "Każdy nosi w sobie dżumę, nikt bowiem, nikt na świecie nie jest od niej wolny"
Czasy, kiedy żyli są tak odległe od siebie i od naszych, a treści ich myśli, słów zawsze żywe.

wscieklyuklad - 2008-01-12 12:46:24

Czy istotnie ciężko jest żyć ludziom serca okrutnego ? Iluż z nich nie zdaje sobie sprawy ze swego oblicza prawdziwego. Wydaje im się, że stoją mocno obiema nogami na ziemi, że wszystko wiedzą, pozjadali wszystkie rozumy, ze wszystkich i wszystko mogą krytykować, pouczać, naginać do swego widzimisię.
Życie ich często jest jedynie egzaltacją nad sobą wypełnione. I nikogo poza sobą wokół nie widzą. Nie widzą niczego poza własnym odbiciem w lustrze. Świat otaczający ich drażni, ponieważ nie jest..... nimi.
Mściwość nie zna granic. Prowadzi do czynów okrutnych, pełnych barbarzyństwa. Bo czymże jest innym historia przez Alutkę opowiedziana. Czy psa "występek " był do reakcji adekwatny ? Stopień agresji narasta w ludziach z dnia na dzień i nie jest to tylko polski problem. I wciąż nie wiadomo, gdzie przyczyn tego szukać. Chyba nie wszystko można zrzucić na wychowanie, brak zainteresowania z rodziców, czy szkoły strony. Zmienia się świat wartości i potrzeb świat. To, co dawniej było szczytem, dziś często namiastką szczęścia bywa. Pamiętam rozczarowanie gdy stojąc przed kioskową witryną darmo prosiłem Ojca, by kupił mi "Małego Bizona" Arkadego Fiedlera. Pamiętam Jego zakłopotanie i mój okrutny, dziecięcy upór w proszeniu. A On nic nie mówił, tylko milcząco wziął mnie za rękę i powolutku oddalił się od moich marzeń. Dziś rozumiem, że wtedy nie miał za co tej ksiażki nabyć. Starczyło na miesięczne wakacje dla mnie i Siostry za miastem. Na książkę niestety już nie. Czym dla dzieci współczesnych jest książka ? Katorgą często. I nie tylko ze względu na cenę - równie dziś, jak przed laty dla wielu zaporową. Świat pędzi naprzód, młodzież woli w nurt pędu tego się włączyć, niż czas nad książką trwonić. Nawet lektury drukuje się w okrojonej formie, nierzadko też można streszczenia nabyć - opracowywane pod kątem omówień, pod kątem matur, klasówkę i czego tam dusza zapragnie. Mniej więc uwagi ze strony czytelnika się wymaga a i ochoty do lektury oryginału nie zachęca. Podziwiam Sonię, która na obczyźnie każdą wolną chwilę poświęcała na zgłębianie "tajemnic" ojczyzny przodków. Miała bardzo głęboką wiedzę na ten temat. Może Polskę odwiedzając myszkowała po niejednej księgarni, a dzieła literatury stanowiły największy skarb, jaki można było zabrać do dalekiej Italii ?
Literatura uczy pokory. Literatura pełna jest opisów walki ze złem. Dobro zawsze zwycięża. Zło kolejne, albo i inne choć w postaci nowej powraca. Ale zawsze naprzeciw zła dobro wyjdzie. I zawsze zwycieży. Bez względu na rany, bez względu na ból, na przekór łzom.

Aska - 2008-01-12 16:27:41

Kolejny raz w obronie młodzieży stanę. Nie ich, nie dzieciaków wina, że maja taki łatwy dostęp do streszczeń, opracowań, byle jak zrobionych filmików lekturowych.One tego nie robią. Korzystają z dobrodziejstwa dorosłych, tych wszystkich, którzy zwietrzyli łatwy i duży zarobek na naiwności młodych ludzi. Rodzice najczęściej zapracowani wierzą swoim pociechom, że lektury są przeczytane, że dzieci prace domową uczciwie dorabiają. Oceny szkolne im to potwierdzają. Tu znowu kłania sie stary cenzor. Czy nie przydała by sie jakaś kontrola, co można, a czego nie można drukować? My też byliśmy młodzi i nie raz na łatwiznę poszliśmy. Kiedyś jednak trzeba było sie napracować, żeby znaleźć takie opracowania, mniej czasu zabierało przeczytanie i napisanie własnej pracy, niż szukanie i proszenie kogoś, żeby to za nas zrobił.
Nasze dzieci, nasza młodzież nie jest zła, my dorośli stwarzamy im dogodne warunki do lenistwa. W dniu jutrzejszym, tak jak w poprzednich latach zobaczymy nasze dzieci i duma będzie nas rozpierać, że są, że dobro niosą w swoich sercach, marzną kwestując na rzecz Orkiestry, a uśmiech zadowolenia z twarzyczek ich nie znika.
Zło od dorosłych sie zaczyna, my pokazujemy jak łatwo można zdobyć wszystko depcząc przy tym innych, słabszych. My musimy głośno potępić sąsiada za złe traktowanie zwierząt, starszych , schorowanych ludzi, za to, że źle postępuje śmiecąc i przeklinając w miejscach publicznych. Dzieciaki zobaczą świat piękny, uśmiechnięty i na pewno bardziej im się on spodoba. Zobaczą rodziców z książką, staruszka na ławce w parku czytającego z ciekawością sięgną po książkę. Musi być ciekawa, skoro wszędzie ja widać, każdy ją czyta. Żadnym nakazem, żadnym zmuszaniem nie przekonamy młodych ludzi do czytania, tylko przykład im dany, tylko widok czytających skłoni ich do sięgnięcia po lekturę.

klara - 2008-01-12 18:13:40

Żeby to takie proste Asiu było,ale może to u mnie zawsze odwrotnie?Młody człowiek buntuje się przeciw rodzicom i starszym i wcale nie chce ich naśladować!Zbuntowana Agata wyrzuciła ze swoich półek wszystkie książki,a na ich miejsce wstawiła jakieś kiczowate ozdóbki,bo jak zamanifestować swoją niezależność wobec matki,która czyta nałogowo?Przeczekałam...i doczekałam się chwili,w której córka poprosiła o ciekawą książkę-poleciłam jej-"Buszującego w zbożu" i był to strzał w dziesiątkę.Teraz ona podsuwa mi lektury.

Aska - 2008-01-12 18:40:19

Klaro, bunt to część dorastania. Czy my nie buntowaliśmy się? Zawsze jednak po burzy wschodzi słońce i od nas zależy czy będzie za mgłą czy pięknie ogrzeje nasz dom i nasze dorastające urwisy.

hrabina_balkanska - 2008-01-12 21:56:49

Jeszcze jednym utrudnieniem w drodze młodego człowieka do książki, a którego nie da się pominąć jest... jej cena. Już nie tylko zwykły człowiek nie może pozwolić sobie na wiele tytułów, biblioteki szkolne i miejskie borykają się z brakiem środków na odświeżenie zawartości swoich półek. Przyjeżdzając do Polski na wakacje coraz rzadziej mogę pozwolić sobie na kupno książki, a jestem przecież osobą pracującą i  zarabiającą lecz gdy widząc cenę książek szybciutko robie rachunek, na ile wydatek ten nie odbije się na finansach przeznaczonych na pobyt w kraju często muszę się obejść smakiem. Na szczęście mam taki dylemat raz w roku, ale wiele polskich rodzin - co miesiąc...

Aska - 2008-01-13 09:38:24

Hrabino, kto powiedział, że młody człowiek musi mieć wszystkie tytuły w biblioteczce domowej? Do swojego zbioru dochodziłam latami. A i tak wielu pozycji mi brakuje. Biblioteki nie miały by kłopotów, gdyby więcej czytelników do nich zaglądało. Nie modne jest czytanie, nie modna jest książka w domu. Kiedyś książka była prezentem na każda okazję, teraz mało kto takie prezenty dostaje i daje.

wscieklyuklad - 2008-01-13 10:22:33

Przede wszystkim książka była kiedyś jedyną rozrywką. Była jedyną szansą poznania różnych świata zakątków. Była czymś, co rozwija wrażliwość, pozwala marzyć, budować świat własnych wartości. Dziś kontakty międzyludzkie są znacznie łatwiejsze - telefon - najczęściej komórkowy z "gratisami", internet przesunęły aktywność wielu, ku innym formom obcowania ze znajomymi a i obcymi sobie ludźmi.
Niestety jaki jest poziom owych dyskusji, poziom intelektualny wielu forumowiczów - wiemy to całkiem nieźle i szkoda do tego tu wracać.
Mało jest  audycji poświęconych nowym pozycjom literackim. Z lat młodości pamiętamy poniedziałkowe sztuki teartralne w TVP1. Dziś na większości kanałów napotykamy gadające głowy - wychowawców naszych internetowych gości, niedościgłych w głupocie megalomanii i chamstwie.
Nie każdy ma dostęp do TV Polonia, czy Kultura - sztuka stała się "pokarmem" zarezerwowanym dla niewielkiej grupy spragnionych. I niestety - obawiam się, że pod tym względem zmiany mogą ewoluować jedynie ku gorszemu. I nie ma to Asiu nic wspólnego z "dobrem", czy "złem " młodzieży. To świat komercji jest jednym z winowajców. Dewizą reklam staje się kierowanie ich do odbiorcy 10- 20- letniego - to kanon reklamodawców.
Powstaje więc reklama, w której Rodzice zatroskani , z minami z pogranicza samobójstwa lub obłędu z rozpaczy, wsiadają ze znudzonym, by nie rzec złym, ok. trzylatkiem, uruchamiają samochód i z lękiem w oczach spoglądają na tylne siedzenie gdzie siedzi ich "pociecha". I nagle HURAAA - potomek się uśmiechnął, więc jest teges ! A jest, jest. Niejeden za jakiś czas przekona się o sile takiej reklamy. Tak, czy tak, odzwierciedla doskonale stosunek wielu rodziców do dzieci. Pogoń za zyskiem deprawuje. I mogę Ci Asiu powiedzieć, że poziom dzisiejszej młodzieży odzwierciedlają nie tylko wypowiedzi internetowe, ale i wizyty tych, co ledwo wkroczyli w wiek dorosły, w gabinecie lekarskim. Powiem tylko tyle - skóra cierpnie..

klara - 2008-01-13 12:16:32

Czy prymitywne wypowiedzi internetowe są głownie dziełem młodzieży?Nie sądzę,zawsze istniał podział na kulturę masową i bardziej wyrafinowaną.Oczywiście,teraz za sprawą reklam i mediów jest to bardziej widoczne,ale przypomnijcie sobie swoich kolegów szkolnych-jedni mieli "ciąg na książki i wiedzę" inni wręcz przeciwnie.To ci drudzy teraz każą nam oddawać za studia!Dzisiejsza młodzież też jest różna,jedni siedzą w bibliotekach,drudzy na dyskotekach.Wczrajszy telefon od Agaty:"mama,widziałam dziś w bibliotece żywego studenta medycyny,poznałam po książkach,którymi był obłożony,wyglądał na nieco przykurzonego i dziwnie pachniał".Była to wiadomość dnia,ponieważ studenci medycyny nigdzie nie bywają i są dla reszty praktycznie niewidzialni!Wierzmy w młodzież,w ostatnich wyborach pokazała,że myśli,a nie tylko "dąży do posiadania".

Sorellina - 2008-01-13 14:35:57

Tłumaczenie tekstu Hrabiego Koniecpolskiego z dnia 10.01. w tym wątku :

O Wielki Duchu,
Daj mi ze Spokojem przyjmować rzeczy, których zmienić  nie mogę.
Z Odwagą zmieniać te, które zmienić mogę
i Mądrość zrozumienia różnicy między nimi.

Aska - 2008-01-14 10:05:21

O ile było by łatwiej, piękniej, lżej gdyby słowa Hrabiego, w życie wcielić. Zdają się takie proste, nic nie zwykłego, nic trudnego, a jednak...
Jak trudno spokojnie przejść obok krzywdy ludzkiej, jak trudno pogodzić się z chorobą najbliższych, ze swoją , z odejściem dziecka, małżonka, rodzica. Godzimy się z tym, czasu wiele to zabiera, ale życie toczy się dalej i trzeba nadążyć za nim.
Jakże ciężko zło w dobro zmienić, wszyscy wiemy. Każdy z nas buntuje się, każdy zło krytykuje, ale ilu z nas podejmuje działania i dąży z uporem do zmian, nie zniechęci się po krótkim czasie, z uporem przeszkody pokonuje. Często samotnie walczymy z nieżyciowymi przepisami, z głupotą ludzką, jak trudno zmienić coś co jest od dawna.
Nie wszystko, co dla nas jest dobre, dobre jest dla innych. Trudno to zrozumieć, że ktoś woli spacer niż bieg. Ciężko pogodzić się nam z innością drugiego człowieka, na siłę chcemy go zmieniać, nie zastanawiamy się, czy jest to dla niego dobre, tak uważamy, tak ma być i już. Zrozumieć , na chwilę wejść w jego skórę, na życie spojrzeć jego oczami, trudne, bardzo trudne to jest.
Wymieniam najprostsze, najłatwiejsze, najczęściej spotykane rzeczy. Życie w różne nas świata strony rzuca, różne są zwyczaje, różne narodów kultury, zrozumieć dostosować się, nie potępiać, nie ganić - to trudna sztuka życia. Warto ja poznawać, warto z nią się zmierzyć. Trzeba znaleźć dla wszystkich wokół najlepsze rozwiązanie, jakiś kompromis zawsze jest, przecież życie, życie ma sens...

wscieklyuklad - 2008-01-14 21:23:43

Nikt wątpliwości nie jest pozbawiony. Nikt, nie pozjadał wszystkich rozumów. Salomon prosił Boga nie o bogactwo materii ale o ducha bogactwo. I dar ów otrzymał. Do dziś mądrość sądów, wyroków Jego przysłowiową jest. Nikt madrości mu równej nie osiągnął. A przecie równie jest ważnym , by zrozumieć się starać. By pochopną opinię wyciągnąwszy na usta zbyt lekko jej nie przywoływać. Słowo rzucone trudno cofnąć. Można próbować potem odkręcić wszystko, przeprosić, udać, że inny się cel miało. Ale zadana rana krwawi długo, czasem to, co jednym zdaniem, jednym słowem się zniszczy, trudno zabliźnić, skleić. Wiele potem lat zadra w duszy pozostaje, osoby, którą skrzywdziliśmy, a i w naszej. I niekoniecznie dlatego, że pamiętliwość do głosu doszła, ale choćby z powodu zaskoczenia,  jakie przeżyliśmy, że to właśnie ten ktoś, ktoś ważny, bliski nas zranił. Mówią, że miłość wybacza wszystko, Przyjaźń także. Czy wszystko i bezpowrotnie ? Już niedługo kolejna rozmowa z Prof. Kołakowskim na tvn - niecierpliwie czekał jej będę. Wielki ten myśliciel, przekaże może jakąś myśl, ideę jakąś, co meandry życia wyprostować pozwoli. Co w przekonaniu utwierdzi, że życie, życie sens ma.

Aska - 2008-01-15 20:24:38

Ciekawa będzie rozmowa 21.01.2008r. Dwie osobowości, wielcy ludzie będą rozmawiać  o 1945r i o wybaczeniu. Prof. Kołakowski z Prof. Bartoszewskim spotkają się. Tak donosi Gazeta..... (bez reklamy, bez nazwy). Tego trzeba posłuchać koniecznie, nie często telewizornia pokazuje nam takie programy, wielka szkoda. Ci ludzie mają tyle do przekazania dla wszystkich pokoleń. Oni naprawdę znają sen życia.

wscieklyuklad - 2008-01-16 14:58:17

Wspominaliśmy kilka dni temu bohaterskie czyny Pani Ireny Sendlerowej. Ona sama podkreśla, że bez pomocy dowództwa Żegoty, ani dzieło Jej, ani ucieczka z Gestapo  szans by nie miały. Do tych, którzy przyczynili się do wielkiego sukcesu zarówno samej misji, jak i cudownego ocalenia Pani Ireny , należał też Prof. Bartoszewski. Oto ludzie, którzy prawdziwie za innych nadstawiali karku. Ci, którzy prawdziwe dysputy o heroiźmie, poświęceniu, strachu, humanitaryźmie i etyce wieść mogą. Oto Ci , od ktorych uczyć nam się należy.
Przed pół rokiem Sonieczka szpital polowy zwijała. Wystarczyło jeno kilkadziesiąt / kilkaset /?/ kilometrów przez płaskowyż, przez pustynie przebyć, z duszą na ramieniu, przy ciągłym poczuciu zagrożenia życia. Kilkanaście godzin strachu, kilkanaście niepewności godzin. I ostatni nadludzki wysiłek, by ranami, chorobami wyczerpane dzieciaczki śmierci szponom wyrwać. Jeszcze ostatnie pożegnania, ostatnie rozstania, ostatnie wspomnienie Iliasa tańczącego, a zaklęcia mamroczącego na Kaczora widok. I ostatnie chrzty odchodzących bezimiennych sierot. I........... ostatnia tak daleka podróż za życia.
Myśli moje ku Afryce odległej biegną. Półrocze ostatnie niewiele uspokajających wieści przyniosło. Świat jakby przycichł w niemym oczekiwaniu. Tam gdzie giganty światowe - Chiny zwłaszcza się angażują- a tak jest niestety w Darfurze- tam polityka w letarg popada, w hibernacji szczególny rodzaj. Wspominało się o polskim kontyngencie wojskowym , mówiło o humanitarnych akcjach, których celem winno być ocalenie jak największej liczby istnień, powstrzymanie ludobójstwa, bratobójstwa. Tymczasem nowe ogniska zapalne się szerzą, bowiem brak reakcji zwyrodnialców ośmiela, bezkarność czyny haniebne mnoży, a milczenie świata przekonuje, że nikt ukaranym nie będzie. Kontynent tak piękny, tak tajemniczy, tak przyrodą swą pociągający. A przecie wojnami, plemiennymi sporami targany. Religia, która jednoczyć winna, szacunku dla innych winna uczyć, często punktem wyjścia jest do terroru aktów.
Zamknąwszy oczy, szum zapuszczanych silników słyszę. Samolotów jednostki wojskowej, co potem na rzymskim lotnisku ją żegnała biało-czerwone race wypuszczając. Jest oto na pokładzie. Do kraju zmierza. Jeszcze tylko dzieciaczki w sycylijskich szpitalach rozmieści , a potem wreszcie wolność, wreszcie ku cywilizacji powrót. Powrót do zawartych na nowo Przyjaźni, do rozmów niecierpliwych, może kiedyś realnych spotkań. Trzymając za dłonie umierających maluszków, myśli pewnie ku Polsce kierowała. Było Jej pewnie smutno, że nic o Jej misji nie wiedząc, martwimy się. Wierzyła, że nasze modlitwy pomogą. Że nasze z Nią trwanie przez Boga zauważone zostanie. Niestety nie była sama - Jej ciało bowiem opanowała już śmiertelna choroba, dojrzewająca, poświęceniem się Jej karmiąca, nieuchronna,  bezwzględna i ....... zwycięska.
Pół roku temu pozostało Jej 14 godzin życia. Biała gołębica spacerowała już po werandzie mieszkania najlepszego, najwierniejszego Jej Przyjaciela. Po cudownym azylu lojalności i przywiązania. Uwieczniona fotograficznym aparatem, ucieszy może Jego oczy, choć przecie odejścia już po wieki symbolem pozostanie.
Zostawię dzis w nocy uchylone okno. Może rankiem znajdę na dywanie białe piórko skrzydła gołębiego, anielskiego skrzydła....

Basia - 2008-01-17 01:25:04

Wiele razy juz wróciłam do pierwszych dni istnienia wątku Misogino.Dziś czytam tamte wpisy z mniejszymi może emocjami,za to z większą refleksją i wciąz inne fragmenty każą mi sie zatrzymac w zastanowieniu na dłużej. Jej życie miało wielki sens.Nie będę powtarzac i odnosić się do słów,które już znamy zapewne na pamięć. Rozglądając się wokół i widząc te pokłady ludzkiej głupoty i zwykłego zła - w moim miescie,kraju i świecie, tym bardziej jasną kreską rysuje mi się obraz tej skromnej,a jakiegoż formatu kobiety.Zatem i tak w życiu mozna...

hrabina_balkanska - 2008-01-17 12:09:17

Dziś nie pójdę na cmentarz tak jak to robię od pół roku niemal każdego 17-tego dnia miesiąca... Snieg zasypał cmentarne ścieżki, biegają po nich bezpańskie psy poszukując na grobach resztek panichid by zaspokoić wściekły głód. U prawosławnych i ortodoksów jest zwyczaj by w miesięcznice i rocznice, 40 dni i 9 miesięcy po śmierci odprawić nad grobem zaduszne modły, gotowaną podsłodzoną miodem pszenicą, winem i światełkami zapalonych świec przywołać duszę zmarłej osoby by ta jeszcze raz połączyła się choć na chwilę z tymi, którzy zostali na tym padole zanim na zawsze pożegna się z tym światem... Wg tych religii dusza ludzka przez 40 dni po śmierci pozostaje w ciele, po 40 dniach opuszcza je i zaczyna wędrówkę w poszukiwaniu miejsca które w swej dobroci przydzielił jej Najwyższy, kontakt z żywymi i z tym światem ustaje po 9 miesiącach bo dusza odnalazła to miejsce, a z nim swój wieczny spokój...
Na stole pali się świeca, świeci się jasnym równym płomieniem. W płomieniu tym widzę jaśniejszą plamkę która świeci intensywniej, wokół płomienia świecy mała aureola. Może to Sonieczki dłonie grzeją się w cieple płomyka, w cieple ludzkiej pamięci, w cieple płynącym z serc zawieszonych na tysiącletnich dębach kniei misoginiańskiej...?

alutka51 - 2008-01-17 14:15:52

Zapalmy świece ,dla Soni......

I zapalę dla Ciebie świecę...
By rozproszyć ciemności i uczcić nasz przeszły wspólny czas...
Jak latarnia na morzu
Jasny świecy płomień
Będzie nas wiódł tą naszą drogą...
Och, zapalę dziś świece dla Ciebie...

hrabia Koniecpolski - 2008-01-17 16:08:45

Oggi mi viene in mente una battuta cinematografica, non ricordo di quale film, forse “Braveheart”, forse “Troy”, forse “300″, quando qualcuno avverte l’eroe di turno che, se fara una certa cosa, rischiera di morire e lo prega di non farla. Ma l’eroe risponde: “Tutti dobbiamo morire, prima o poi”, e fa quello che ha stabilito, o che per lui ha stabilito il destino. La morte di Sonia in questo senso, contiene una lezione per tutti, anche per quelli che sono chiamati ad azioni e scelte molto piu piccole, piu normali, delle sue: fare quello che si crede giusto, quello in cui si crede, senza preoccuparsi all’infinito delle conseguenze, senza trovare ragioni, piu o meno valide, per rimandare, rinunciare, arrendersi.
Spero di riuscire a onorare la sua memoria, lottando coraggiosamente come ha fatto lei, con il sorriso sulle labbra, contro i piccoli e grandi soprusi che ci circondano.

P:S.Moi Drodzy,nie raz juz przekonalem sie ze wyrazam swoje mysli lepiej w jezyku wloskim,zatem wybaczcie i tym razem staremu dziadziusiowi.
Tradycji stalo sie zadosc,samogloski z akcentem zjadlo,to nic,to nic jak mawiala Sonieczka,i tak sie rozumie.

Aska - 2008-01-17 17:16:48

Czy jest coś co można powiedzieć, co nie powiedziane zostało? Siedemnasty dzień stycznia jest od lat najtrudniejszym mym dniem. Soniu, Ty sprawiłaś, że w tym roku łatwiej znoszę tą datę. Łatwiej, bo wśród przyjaciół, wśród życzliwych ludzi.  Niema Twego niku, nie ma Twego postu, jesteś w sercu każdego z nas, Jesteś zemną zawsze.
Dziękuję za Twe dobre serce, za wspaniałych przyjaciół, za drogę, którą wskazałaś, kiedy na rozdrożu stałam i w dziwny sen zapadałam. Dziękuję.

wscieklyuklad - 2008-01-17 18:24:02

Zaczęliśmy drugie półrocze wspólnego "być". Rana straty przyschła nieco, jak tragedia każda, co najpierw serce rozrywa, a z czasem, gdy uzmysłowimy sobie nieuchronność losu, staje się kolejnym - choć strasznym -potwierdzeniem praw natury. Każdy z nas umrzeć musi. Bóg/bogowie przy naszych genach majstrując najważniejszy z nich - nieśmiertelności- usunęli. Czyniąc to w siedzibie swej rząd świec długości różnej poustawiali , a knoty ich podpaliwszy, patrzą teraz na parafiny ubytek. A kiedy świeca się dopala, wyruszają po kolejnych z nas. Po jednych z wyrazem smutku na twarzy , sądy ich bowiem surowe, acz sprawiedliwe, karę wróżą. Po innych z uśmiechem na ustach promiennym, szczęśliwi, że i im z dobrem obcować niedługo przyjdzie. I tak ich radość miesza się, ze smutkiem naszym, łzami opłakiwanej straty.
Rodząc się nikt z nas nie wie co w życiu go czeka. Czy chwile radosne, spokoju, sukcesów pełne, syte, ciepłe, wygodne.... Czy może głodem, bólem, porażkami, chorobami wypełnione. Większość z nas obu jego smaków zakosztować mogło. Świeca Sonieczki wyjątkowo wcześnie przygasła. Ale parafina z niej cieknąca zatopiła w sobie ideę dobra. Utrwaliła w "pośmiertnej masce" nie tylko wspomnienie rozmów  naszych, ale czynów Jej pamięć. Jej skromność. Jej życzliwość dla ludzi. Jej zażenowanie i smutek na widok zła. Jej heroiczny bój o życie najbardziej pokrzywdzonych. Parafina ta jako najpiekniejszy jantar jaśnieje. Jantar, w którym zatopiona muszka, sosonowa szpilka, kawałek kory , skalna grudka zachwyt nasz wzbudza. Podnieśmy dziś, a i w dniach kolejnych, kawałek owej jantarowej parafiny. Spójrzmy w jej głąb. Każdy z nas w jej wnętrzu zobaczy coś innego. Inny kawałek przeszłości. Przeszłości przemawiającej do nas. Przeszłości ślącej nam przekaz tajemny. Wpatrzeni w przeszłosć , przyszłość twórzmy.
Życie ma sens. To przeszłe, w parafinie zatopione tetni, tętni tętni.... serc naszych siłą.

Sorellina - 2008-01-17 19:03:04

Tłumaczenie dzisiejszego postu Hrabiego Koniecpolskiego :

Dziś przyszło mi do głowy zdanie z pewnego filmu, nie pamiętam czy był to "Braveheart", czy "Troja" ,a może "300"...Ktoś uprzedza głównego bohatera, że jeśli coś tam zrobi, to może śmierc ponieść. Prosi go więc, by tenże działania owego zaniechał. Bohater odpowiada jednak: " Wszyscy,prędzej czy póżniej,musimy umrzeć". I czyni to, co postanowił lub to, co za niego postanowil los.
W tym sensie, śmierć Soni to lekcja dla wszystkich, także dla tych, którzy zostali powołani do czynienia rzeczy zwykłych, mniejszych niż te, które Ona czyniła:robić to, co się uważa za słuszne, to w co się wierzy, nie dbając o konsekwencje, nie szukając powodów -mniej czy bardziej istotnych - by w swym działaniu zawrócić, zrezygnować, by się poddać.
Mam nadzieję, że uda mi się uczcić Jej pamięć, walcząc odważnie, z każdą krzywdą - tą małą i tą wielką, z niesprawiedliwością , jaka może nas spotykać... Z uśmiechem na ustach - tak jak Ona to robiła.

wscieklyuklad - 2008-01-18 10:44:06

Rzadko to robię, ale dziś zauroczył mnie wpis Małgorzaty ( nie, nie tej "mojej" ) znaleziony na forumowym "Podwórku". Tak jest piękny, żem postanowił go przenieść na tę stronę. Rozmawiamy tyle o wielkości człowieka. A przecie ona w postawie tak prostej się zawiera. Zobaczcie sami........

Ludzie są nierozsądni, nielogiczni i zajęci sobą,
  Kochaj ich mimo to.
Jeśli uczynisz coś dobrego, zarzucą ci egoizm i ukryte intencje.
  Czyń dobro mimo to.
Jeśli ci się uda, zyskasz fałszywych przyjaciół i prawdziwych wrogów.
  Staraj się mimo to.
Dobro, które czynisz, jutro zostanie zapomniane.
  Czyń dobro mimo to.
Uczciwość i otwartość wystawią cię na ciosy.
  Bądź mimo to uczciwy i otwarty.
To, co zbudowałeś wysiłkiem wielu lat, może przez jedną noc lec w gruzach.
  Buduj mimo to.
Twoja pomoc jest naprawdę potrzebna.
Ale kiedy będziesz pomagał ludziom, oni mogą cię zaatakować.
  Pomagaj mimo to.
Daj światu z siebie wszystko, a wybiją ci zęby.
  Mimo to dawaj światu z siebie wszystko.
       
    Matka Teresa

Tak właśnie  do historii cywilizacji się przechodzi.......

hrabina_balkanska - 2008-01-18 11:40:47

Ripostując powyższy wpis Dottore powiem tak:
"Gdy ktoś uderzy cię w policzek - nadstaw drugi" więc... musiała bym sama sobie dać w twarz gdybym obok podłości i niesprawiedliwości przeszła obojętna...

alutka51 - 2008-01-18 22:03:59

WU, piękny wiersz,czytałam wiersz Małgosi...TAM! Matka Teresa ,to Wielki Człowiek,to są JeJ słowa...
"Niech każdy, kto do was przychodzi, odchodzi lepszy i szczęśliwszy!"

Przyjaciel-Anita

Mam przyjaciela.
Pojawia się w ciszy.
Mogę na niego liczyć,
gdy nic już się nie liczy...

Wspólny oddech nas nie niepokoi.
Gdy on cierpi -  ja czuję,
mnie to bardzo boli....

Zawsze przychodzi, gdy wszyscy odchodzą.
Potrafi słuchać mych łez prawie całą noc.

Gdy krzyczę w złości czasami na niego,
przytuli do siebie bez dżwięku żadnego.

Lubi mnie zamyśloną,
lubi gdy mam nadzieję.
Wie że jest mi potrzebny.

Mój przyjaciel � milczenie.

wscieklyuklad - 2008-01-20 10:58:45

Dzień wczorajszy pracą był wypełniony, tedy sił nie starczyło by do Sonieczki zajrzeć. Ubiegłotygodniowe Granie Jurka efekt wszak szybki przyniosło. Kiedym już do stanowiska pracy przekazania się szykował, przybory wszystkie schowawszy, wszedł do gabinetu młody człowiek, co zbadać się pragnął. Już złość chciałem okazać, bo czas pracy minął, ponad 30 osób wszystkie siły wyssało, gdy nagle odwrócił się, a ja na rękawie kurtki dostrzegłem czerwone serduszko Orkiestry. A skoro ktoś dla innych coś z siebie ofiarował, tedy względy szczególne okazać Mu trzeba. Skoro On pracę naszą wspomaga, skoro w graniu udział biorąc zdrowiem to byc może przypłacił, to jak można Mu pomocy odmówić ? Wyszedłem 10 min. później niż zakładałem, ale właśnie ten ostatni pacjent najwięcej dał mi satysfakcji. I tak dobro, dobro tworzy , z dobrem kolejnym się zazębiając.

hrabia Koniecpolski - 2008-01-22 13:33:03

Accoglierò con un sereno sorriso le brutte cose che mi accadranno oggi e se nulla potrò per migliorare la situazione penserò:
E' BENE COSI'..E' GIUSTO COSI'...E' MERAVIGLIOSO COSI'. O.Falworth.
Vivrò come se dovessi morire da un anno all'altro e,
nello stesso tempo, come se dovessi vivere cent'anni. O.Falworth.

Cito queste parole per far ritrovare a tutti il sorriso,per farli tornare a sperare,perché la Vita è meravigliosa,ogni instante è irripetibile e soltanto chi tocca il fondo più buio può apprezzare veramente la…luce.
Qualunque siano Vostri problemi:lavoro,soldi,amore,salute,famiglia,amicizia,vale conviverle insieme e cercare,perché posso solo dirvi che la Vita offre sempre un’alternativa,una seconda possibilità.
.A coloro che stanno trascorrendo un momento negativo della vita.Pensate che ormai tutto sia perduto,Vi sentite soli? dico:scrivete,non siete soli in questo mondo di ..ladri e pazzi.
Le Vostri riflessioni,le Vostre esperienze,i vostri suggerimenti saranno la nostra forza e per questo foro. Tutto questo sarà il nostro tesoro.
Con affetto….

Sorellina - 2008-01-22 16:44:08

Przyjmę ze spokojnym uśmiechem wszystko złe,co może mi się dziś przydarzyć,a jeśli nic nie będę mógł na to poradzić ,pomyślę:
TAK JEST DOBRZE...TAK JEST SŁUSZNIE...TAK JEST CUDOWNIE.O.Falworth.
Będę żył tak, jak bym miał za rok umrzeć ,a zarazem tak,jak bym miał żyć sto lat.O.Falworth.

Cytuję te słowa,by przywołać uśmiech na Wasze usta,przywrócić nadzieję,bo życie jest piękne.Każda jego chwila jest ważna,niepowtarzalna i tylko ten,kto dotknie dna ciemności będzie potrafił naprawdę cenić ...światło.
Jakie by nie były Wasze problemy:praca,pieniądze,miłość,zdrowie,rodzina,przyjażń,warto przeżywać je razem, razem poszukiwać wyjścia,bo to tylko mogę Wam powiedzieć,że życie zawsze daje nam alternatywę, drugą możliwość.
Tym,którzy przechodzą teraz trudne chwile,powiem:Jeśli myślicie,że jesteście sami, piszcie! Nie jesteście osamotnieni na tym świecie...złodziei i szaleńców.
Wasze refleksje,Wasze doświadczenia,Wasze sugestie,staną się naszą siłą,siłą tego forum.One wszystkie będą naszym skarbem.

             Serdeczności..

Oto słowa,jakie posłał nam dziś w swym poście,Hrabia Koniecpolski...

hrabia Koniecpolski - 2008-01-22 16:53:25

Sorellino,dziekuje,Twoje tlumaczenie jest lepsze od..orginalu.

Aska - 2008-01-22 17:14:01

Dziwny jest ten świat... Słowa Niemena wciąż aktualne. Nie rozumiem ludzi, nie rozumiem ich postępowania. Co kieruje szefostwem forum, na którym jest Twój wątek Soniu? Czy daliśmy im jakikolwiek powód, aby nie zamieszczać naszych postów? Nie potrafię tego zrozumieć, posty "brzydkie"są zamieszczane, posty treść wspaniałą zawierające, są odrzucane. Jestem bardzo dociekliwa i jak czegoś nie rozumiem, będę szukać, aż odpowiedź znajdę.  Czekam na odpowiedź, bardzo jej ciekawa. Czy w ogóle nadejdzie? -  to jest pytanie.
Co by jednak nie było, będziemy trwać, trwać do końca. Wierzę jednak, że dobro zwycięży, że wszystko dobrze się zakończy i gościnne forum nam będzie sprzyjać do końca świata i o jeden dzień dłużej. Tak jak orkiestra Owsiaka.

alutka51 - 2008-01-22 17:28:39

Drogi Hrabio,włoski to taki piękny język...chyba muszę sie zacząć uczyć ,Drogi Hrabio...Sorellina jak zwykle pięknie przetłumaczyła...dziękuję Sorellino...
"Niech pierś rozsadza serca bicie..,rozsądek, szczęście, przyszłość, życie..Na jedną stawiaj kartę! Miłość to zachwyt, to sny wieszcze! Ze wszystkich złudzeń to, co jeszcze najwięcej może warte"
Cz. Jankowski

wscieklyuklad - 2008-01-22 23:02:16

Dziś z Asią kolejne doświadczenie zdobyliśmy. Przekonani o złośliwości moderatorów tvn , słaliśmy na przemian post, próbując "wcisnąć" go na Misogino. Coraz bardziej byliśmy niecierpliwi, coraz źli bardziej. Jak Asia wyżej pisze, nie mogliśmy pojąć, jak chamskie, napastliwe, agresywne, beztreściowe, głupawe posty , mogą ukazywać się w przeciągu kilku minut, a te, w których staramy sie przekazać jakąś myśl, ideę, porozmawiać z Przyjacielem, pędzą w nieznane. Wystarczyła chwila głębszego namysłu, by znaleźć słowo blokujące "wstęp" na forum. Słowo ustalone odgórnie, będące powodem takiej blokady na dowolnym forum. Wystarczyło z tekstu usunąć słowo czteroliterowe ( ale nie to , o którym teraz myślicie, nie, nie skądże ), by post słany prżno przez dzien cały ukazał sie w oka mgnieniu.
Dlaczego piszę o tym w tym miejscu ? Oto dlatego, że sami czasem winnymi zdarzeń pewnych będąc, w niesprawiedliwy - choć nie przecie świadomy sposób, możemy skrzywdzić kogoś fałszywym podejrzeniem. W myślach, zdań wymianie - a i we wpisie Asi choćby, oberwało się moderatorom ( za moją , nie Jej przyczyną ) - w gruncie rzeczy Bogu ducha winnym.
Kiedy myślę o tym po fakcie do słów Hrabiego powracam. Ileż to czasu strwoniliśmy na próżnej z komputerem walce. Ileż godzin , które w inny - zapewne pożyteczniejszy sposób - moglibyśmy wykorzystać, straciliśmy na użeraniu z "duchem" netykiety. Ileż niepotrzebnych podejrzeń, oskarżeń nas opanowało.
Życie jest piękne, nie warto na drobiazgach tedy się skupiać. Bo prawdę mówiąc, czy gdyby ów post w końcu się nie ukazał , to czy świat byłby przez to  uboższy ? Czy chodziło o zaspokojenie własnej próżnej satysfakcji, czy o podzielenie się spostrzeżeniem z innymi ? Prawda pośrodku leży. Ale jak Hrabia pisze - nikt z nas dnia ni godziny nie zna. I dlatego ni dnia ,ni godziny marnować nie warto. Zwłaszcza na podejrzenia fałszywe.

Aska - 2008-01-22 23:53:58

Do winy sie przyznaję  tylko w połowie. Dzisiaj, faktycznie popiołem głowę sypię. Słowo zniknęło, post się ukazał. Nie jestem do końca przekonana, że o to słowo chodzić mogło. Nie było to nic wulgarnego, gorsze są zamieszczane na stronach wątku Soni.Zwracając sie do szefostwa, zapytałam z jakich przyczyn nasze posty z opóźnieniem się ukazują, bywa, że wcale, a posty "brzydkie" bardzo szybko są wpisane. Post w oryginale posłałam z zapytaniem, co w nim jest nieetyczne, czego publicznie powiedzieć nie można. W tej chwili bardziej interesuje mnie czy odpowiedź w ogóle dostanę, niż jak ona będzie. To co dzisiaj się tam dzieje, jest skandaliczne, posty zupełnie nie czytelne.
Szefostwo forum, na którym ów wątek się znajduje, PRZEPRASZAM za swoją podejrzliwość i o odpowiedź proszę.

hrabina_balkanska - 2008-01-23 01:03:00

Pięknie napisałeś Hrabio... Wszystko ma swoje dobre i złe strony... Zależy tylko na którą stronę patrzymy lub...chcemy zobaczyć. Nie jesteśmy nieomylni lecz  doświadczeni życiem najpierw spoglądamy przeważnie na te gorsze, ich cień często  jest tak silny, że przebijając się przez niego zapominamy o przysłowiowym "Kij ma dwa końce". Prawda też, że tylko ten kto choć na chwilę znalazł się po "drugiej stronie lustra" i z niej wrócił jest w stanie docenić blask słońca, tylko "ten,kto dotknie dna ciemności będzie potrafił naprawdę cenić ...światło.".

PS. Nie ma złośliwości moderatorów tvn, bo... nie ma moderatorów tvn. Funkcję moderatora pełni tam... maszyna. Ona kontroluje przepustowość, sortuje posty i posyła. Ma jednak wprowadzone do pamięci słowa lub zwroty które  system albo nie przepuści, albo przepuszcza bardzo trudno. Wystarczy czasem opuścić lub dodać w swoim poście jedną literę a post ląduje tam gdzie trzeba. Wydawało by się, że z człowiekiem łatwiej się dogadać niż z maszyną ale ostatnie wypadki pokazują, że jednak jest inaczej. Ale to juz inna para kaloszy.

hrabia Koniecpolski - 2008-01-23 18:30:34

La vita ci pone tutti i giorni di fronte la possibilità di scegliere tra amore e odio.

Noi tutti dichiariamo di voler meno conflitti, paura, ansie depressione nel profondo del cuore lo desideriamo veramente. Ma i pensieri che facciamo nella maggior parte del tempo sono diversi, non scegliamo la pace invece del conflitto o la felicità invece che la paura perché temiamo che una simile scelta implichi sacrifici.

Pensiamo di poter ottenere soddisfazione dalla vendetta, pensiamo che nel dimostrare che noi abbiamo ragione e che qualcun altro a torto o che “umiliare” una persona con la quale abbiamo delle difficoltà ci possa dare un pò di pace e di soddisfazione”.

Ci sembra logico che essendo severi con i nostri figli possiamo insegnargli loro la dolcezza? Crediamo che alcune persone meritino di perdere a causa di loro comportamenti e che la giustizia consista nella pena che subiscono.

Cerchiamo di aumentare l’amore verso una persona escludendone altre.

Riteniamo che il senso di colpa sia auspicabile e che la sofferenza possa dare piacere, che prendere offra un guadagno.

E tuttavia ci stupiamo se questo approccio alla vita non ci da la pace e però non vediamo alcun motivo per cambiare i nostri principi.

Questo atteggiamento ci fa sentire indegni di essere amati, ci fa sentire colpevoli, incapaci e ambigui, dobbiamo fare una scelta tra la paura e l’amore.
Dobbiamo scegliere di non restare intrappolati nel passato.

E’ chiaro che ognuno di noi determina le cose in cui crede e su cui basare la propria vita.

Spesso pensiamo di doverci identificare con il nostro passato, ma non è cosi, abbiamo un alternativa sempre.

Questo istante è il solo momento che esiste ed il perdono è la chiave della felicità.

Il perdono è la via verso la felicità. Astenendoci dal giudicare, lasciamo andare il passato e le nostre paure per il futuro. Cosi facendo capiamo che chiunque può insegnarci qualcosa e che qualsiasi circostanza costituisce un’opportunità di crescita per la nostra felicità e per l’amore.

Tekst ten splodzilem poruszony wydarzeniami na portalu TVN24 w watku "Na liscie lektur jednak nie bedzie Gombrowicza,znanego bardziej  jako"Misogino" .

hrabia Koniecpolski - 2008-01-23 18:33:44

Sorellino,sama sie ..prosilas,slowa dotrzymalem.Za wszystkie cudowne tlumaczenia raz jeszcze dziekuje.Twoja dusza,serce,mysl czysta sprawia ze moje pisanie nabiera innych barw,wydaje sie stokroc lepsze dzieki Twoim tlumaczeniom.Sluga unizony.

Sorellina - 2008-01-23 21:59:25

Oto tłumaczenie dzisiejszego  Twojego postu, Hrabio.

Życie każdego dnia stawia nas wobec możliwości wyboru między miłościa, a nienawiścią.

Wszyscy utrzymujemy, że chcemy mniej konfliktów, lęków, niepokojów, depresji i w głębi serca naprawdę tego pragniemy.Przeważnie jednak w naszym życiu nie wybieramy pokoju,lecz konflikt,szczęście własne nie ryzyko, ponieważ obawiamy się, że przeciwny wybór wymagałby od nas poświęceń.

Myślimy, że można czerpać satysfakcję z zemsty; że wykazanie, iż to my  mamy rację , a ktoś inny się myli,  "poniżanie "osoby, z którą jesteśmy w konflikcie, przyniesie nam  uspokojenie i zadowolenie.

Myślimy,że będąc surowymi dla naszych dzieci , nauczymy je łagodności . Czy to logiczne?

Sądzimy, że ci, którzy naszym zdaniem zasługują na karę, powinni ją ponieść, bo na tym właśnie polega sprawiedliwość.

Próbujemy pomnożyć miłość do jakiejś osoby odmawiając jej innym.

Utrzymujemy, że wywołanie u kogoś poczucia winy jest pożądane i że jego cierpienie sprawi nam radość, że zabrać znaczy wygrać.

Zdumiewa nas, że takie podejście do życia jakoś nie daje nam ukojenia, a jednak nie stanowi to dla nas dostatecznego powodu, by je zmienić.

Taka postawa sprawia, że czujemy się niegodni  miłości, czujemy się winni, bezwartościowi, wewnętrznie rozdarci.
Musimy dokonać wyboru między strachem a miłością.
Musimy dokonać wyboru, który pozwoli nam wyrwać się z pułapki naszej  przeszłości.

Jasnym jest, że każdy z nas sam określa to, w co wierzy i na czym opiera swoje życie.

Często uważamy, że jesteśmy uwarunkowani przez naszą przeszłość, ale tak nie jest - zawsze jest alternatywa.

Isnieje tylko chwila obecna, tylko nasze "teraz" się liczy. No i wybaczenie - klucz do szczęścia.

To wybaczenie jest drogą do szczęścia. Powstrzymując się od osądzania  pozwalamy sobie odejść od naszych lęków,od tego,co było, by otworzyć się na to,co będzie. Czyniąc to,pojmiemy, że każdy napotkany człowiek może nas czegoś nauczyć  i że każda okoliczność w jakiej się znajdziemy, może być dla nas szansą na pomnożenie  szczęścia i  miłości.

Aska - 2008-01-24 00:42:29

Dużo łatwiej jest zadawać ból, niż goić rany. Jestem przekonana, że każdy chce być dobrym, wartościowym, potrzebnym człowiekiem. Nikt nie rodzi się zły. Każdemu z nas, każdemu człowiekowi przydarzy się coś, co przylgnie do niego na długo. Jedni potrafią się z tego otrząsnąć, przyznać do pomyłki, błędu. Długo się starać, wiele wysiłku włożyć, żeby odzyskać zaufanie, żeby odkleić łatkę. Inni starają się chwileczkę, coś dobrego zrobią i maja żal, że nie zauważono tego. Mówią sobie, co bym nie zrobił i tak zły jestem. Utwierdzają się w tym przekonaniu i tacy pozostają. Szybko zauważają, że jak źle postępują, wszyscy zwracają na nich uwagę. Zaczynają być agresywni. Luzie wokół zaczynają się ich bać, ustępować. Oni się cieszą, że coś znaczą, a tak naprawdę, nic sobą nie reprezentują.
Zło jak lep muchy przyciąga, dużo prościej żyć tylko dla siebie. Brać, co się podoba, jak się podoba, kiedy się podoba. Nie troszczyć się, czy nie przeszkadza się dla sąsiada, czy dla innych wygodnie, czy komuś bólu nie sprawia. Nie myśli o przyszłości, żyje tu i teraz, jutro nie jest ważne. Jutro ma żal do świata, że jest sam. Czy ci wszyscy, którzy się odsunęli są dobrzy, czy właściwie postąpili?
Nie, nie właściwie. Jeżeli ktoś zbrodnię popełnił, przestępstwo, prawo jest od tego, żeby ukarać. Po odbytej karze, należy dać mu szansę, należy pomóc się znaleźć w nowych realiach, w innym, niż znał świecie.
Jeżeli mąż krzywdzi żonę, czy odwrotnie, można się rozwieść. Czy pielęgnować złość, żal, ból? Nie, należy z pamięci to wyrzucić. Kiedyś coś pięknego łączyło tych dwoje. Mają i miłe, wspaniałe wspomnienia. Mają dzieci, które należy wychować. Dać im przykład jak należy rozwiązywać konflikty. Nie umieli żyć, nie potrafili się dogadać, ale mają wiele wspólnego.
Zanim kogoś się oceni, osądzi, zanim krzywdę oskarżeniem zrobi, należy postarać się go zrozumieć. Zapytać co nim kierowało, że tak, a nie inaczej zrobił/powiedział? Wejść w jego skórę i spojrzeć jego oczami. Zrozumieć, co nim kieruje, krzywdę wyrządzoną wybaczyć. Wyciągnąć do niego rękę. Czasem kilka razy. Warto zapomnieć, warto być dobrym człowiekiem. Nawet wtedy warto, gdy nikt tego nie zauważy. Im więcej dobrych ludzi, tym szybciej świat dobrym się stanie. W dobrym świecie łatwiej, lepiej żyć dla wszystkich.
Wiemy, że warto żyć, bo życie jest piękne, nie łatwe. Od nas zależy, jakie nasze życie będzie. Czy z plątaniny ścieżek wybierzemy te najlepsze, dobre, gorsze, czy złe.
Stojąc na każdym rozdrożu, na każdym zakręcie pamiętać musimy, że życie, życie ma sens…

Aska - 2008-01-26 01:17:45

Wiersz
Największy skarb to czyste sumienie
Bo tego ludziom nikt zabrać nie może
Ono cenniejsze niż drogie kamienie
Jego nagrodą jest królestwo boże.
Na nic bogactwo, na nic przepych złoty
Gdy w sercu nie ma spokoju i cnoty.

Jan Kochanowski napisał te słowa w XVI wieku. Mamy wiek XXI, czy straciły na wartości?
Nie, są cały czas aktualne. Dzisiaj należy przypominać o nich każdego dnia. Powinno o nich pamiętać w każdej godzinie. Ludzie w pogoni za władzą, sławą, majątkiem zapominają o własnym sumieniu. Dnia pewnego ono samo się przypomni. Będzie za późno na naprawianie krzywd wyrządzonych. Za późno na zagłuszenie sumienia. Na nic zda się bogactwo i zaszczyty, kiedy nie będzie z kim się nimi cieszyć, z kim się dzielić.
Nie zapominajmy o drugim człowieku, nie jesteśmy jedynymi mieszkańcami Ziemi. Zamieszkują ją też zwierzęta. My im nie jesteśmy potrzebni, one nam bardzo. Nie niszczmy natury, ona nam służy.
Życie jest zbyt kruche, by zapominać o wszystkim dookoła.
Jeżeli chcemy by Nas szanowano, uszanujmy Innych.

alutka51 - 2008-01-26 10:06:15

Wyrzuty sumienia często każą nam zastanowić się nad własnym życiem, do samooceny, do refleksji. Głos wewnętrzny mówi nam,że dokonaliśmy czegoś złego, nie możemy o tym zapomnieć...Myśli, co jakiś czas wracają, czy mogłam zrobić inaczej?. Mogą na jakiś czas, zostać stłumione i wyparte. W jednym z głosów naszego  sumienia są inni ludzie, bliscy, przyjaciele. Bezcenna jest szczera rozmowa, klimat zaufania, przyjazne środowisko. W sprawie sumienia żaden człowiek nie jest ekspertem, tylko uczniem. Uczymy się całe życie..... Sumienie jest niezbędne do poprawienia własnego życia, samopoczucia.....

Tkanina

Bór nici wąskie palce i krosna wierności
oczekiwania ciemne flukta
więc przy mnie bądź pamięci krucha
udziel swej nieskończoności

Słabe światło sumienia stuk jednostajny
odmierza lata wyspy wieki
by wreszcie przenieść na brzeg
niedaleki czółno i wątek osnowę i całun
Z.Herbert

Aska - 2008-01-26 15:05:13

Wybacz Soniu, ale w taki dzień jak dzisiaj, życie traci sens.Nie wiele, na szczęście nie wiele jest takich dni. Wiem, że jakąkolwiek podejmę decyzję, będzie zła. Każda możliwa, zrobi komuś przykrość. Jak wyważyć, która jest mniejszym złem? Czy w ogóle jest mniejsze zło? Staram sie spojrzeć na wszystko z dystansem, bez emocji. Patrzę z boku, jak na obcych ludzi. Nie, nie widzę żadnej drogi. Wszędzie ślepa uliczka. Co z tego, że wiem jak rozwiązać problem, kiedy zrobić tego żadną miarą nie mogę, nie mam możliwości, sposobu....
Dzisiaj jeszcze dokładniej widzę, jak łatwo zranić innego człowieka, jak trudno podjąć właściwą decyzję. Powstrzymajmy się od krytyki, od pouczeń do czasu, aż nie zrozumiemy postępowania tego, kogo napominamy, kogo krytykujemy, pouczamy. W takich przypadkach czas i rozmowa szczera jest najlepszym rozwiązaniem I życie znowu nabierze sensu, będzie trudne, ale piękne.

alutka51 - 2008-01-26 16:21:57

F.M,pisze, że nie powinniśmy reagować na zaczepki troli,nie zwracać uwagi na obraźliwe posty i z pokorą znosić upokorzenia.
Do tej pory tak robiłam,nie reagowałam na zaczepki,ale powiedziałam dość tego ,bo ile można znosić upokorzenia, przez wątpiącego i innych troli.Każdy potrafi pouczać ,ale nie wiecie ,jak ja się czułam ,co przeżywałam .Oprócz Mirki, na którą mogłam zawsze liczyć o każdej porze dnia i nocy.Wiedzieli tylko Sorellina ,Hrabina i WU.Czy  wiecie jak czuje się człowiek atakowany,obrażany,oczerniany i poniżany ?. Nikomu nie życzę, żeby się znalazł w takiej sytuacji jak ja. Nawet najgorszemu wrogowi.Zastanawiam się, czy pisać na forum TVN24 w wątku Soni...
Dziękuję Wszystkim Misoginianom za wsparcie za miłe słowa,dziękuję..

hrabina_balkanska - 2008-01-27 02:26:09

Poniższy dokument udostępniony przez Misoginiankę ze Sztokholmu przekazał mi Hrabia Koniecpolski z prośbą o umieszczenie go na naszym Forum.
Dwie kobiety, dwie bohaterki, dwie epoki... A jakże wiele Je łączy.

                                       *          *          *

"W Sztokholmie odbyły się dwa seminaria (16 i 17 stycznia 2008) poświęcone Irenie Sendler, z domu Krzyżanowskiej. Ta dzisiaj już prawie wiekowa osoba (15 lutego 2008 kończy 98 lat!) jest bohaterką: w czasie drugiej wojny światowej uratowała życie 2500 żydowskim dzieciom.

Pani Sendler nie uważa się sama za bohaterkę, zrobiła to, co według niej każdy zrobiłby na jej miejscu. Z wykształcenia pedagog, magister polonistyki, przed wojną była pracownikiem urzędu opieki społecznej w Warszawie i dostarczała żywność, ubrania i leki biednej części ludności Warszawy.

W 1939 roku Niemcy zabronili udzielania jakiejkolwiek pomocy Żydom. Po powstaniu getta Polakom nie wolno było tam wchodzić. Niemcy bali się jednak tyfusu i wydali przepustki Irenie Sendler i jej pomocnikom, którzy wwozili na teren getta leki i środki sanitarne. W ten sposób Irena Sendler zyskała możliwość wywożenia dzieci na aryjską stronę. Można było ukryć dzieci najwyżej do dziesiątego, dwunastego roku życia, starsze były po prostu za duże. Sposobów było kilka: niemowlęta, uśpione luminalem, wkładano do drewnianych skrzynek z otworami. Wczesnym świtem motorniczy tramwaju, który kursował w getcie, wkładał skrzynkę pod siedzenie w wagonie i jak najszybciej, nigdzie się nie zatrzymując wyjeżdżał na aryjską stronę. Tam umówiona osoba odbierała skrzynkę.


http://images32.fotosik.pl/121/10063fd972f3d664.jpg Irena Sendler na zdjęciu z 1943 r.


Wyprowadzano też dzieci z brygadami pracy, które wychodziły na zewnątrz getta. Odbywało się to tak, że pięcio- i sześcioletnie dzieci wkładały bose stopy w buty dorosłego mężczyzny. Jego długi płaszcz przykrywał dziecko, które trzymało się paska i w ten sposób, niezauważone przez Niemców, wychodziło z getta. Przerzucano dzieci również kanałami i przez piwnice. Wykorzystywano do przerzutu także gmach sądu, który miał wyjście na drugą stronę.

Irena Sendler była mózgiem organizacji, która ratowała żydowskie dzieci. Do przerzutu każdego dziecka potrzeba było dziesięciu osób. Irena miała do pomocy łączniczki, siostry zakonne, księży, tramwajarzy – cały sztab ludzi dobrej woli, którzy narażali własne życie aby ocalić innych. Jest to najwyższy wyraz człowieczeństwa i miłości bliźniego.

„Jolanta”, bo takie imię przybrała w czasie okupacji bohaterka, 20 października 1943 wpadła w ręce Gestapo, była torturowana i skazana na śmierć. Uratowała ją żydowska organizacja bojowa Żegota, wpłacając wielką łapówkę żandarmowi, który wyprowadził ją na wolność.

Irena Sendler miała na terenie getta wielu przyjaciół jeszcze sprzed wojny, m.in. był tam ojciec Piotra Zettingera, uratowanego w wieku czterech lat przez panią Sendlerową. Piotr Zettinger do dzisiaj nie rozumie jak to się stało, że to właśnie on ocalał a nie miliony innych. Tę traumę dzieli ze wszystkimi uratowanymi.

Największymi bohaterkami były, zdaniem Ireny Sendler, żydowskie matki, które decydowały się na oddanie swego dziecka w niepewnej sytuacji. Pytały, jaką mają gwarancję, że dziecko przeżyje wojnę. Oczywiście takiej gwarancji nikt nie mógł dać. Matki, które wiedziały, że same wkrótce ulegną zagładzie, łapały szansę uratowania dzieci zdając sobie sprawę z tego, że nigdy ich już nie zobaczą. Był to najwyższy wyraz miłości do dziecka – oddać je w nadziei, że zostanie uratowane. Nie było żadnej wpadki – wszystkie dzieci, których przerzut zorganizowała Irena Sendler, przeżyły. Dzisiaj są dorosłymi ludźmi, rozrzuconymi po całym świecie i kiedy tylko mogą, odwiedzają swoją wybawicielkę.

Dokładną biografię Ireny Sendler i historię ratowania dzieci opisała dziennikarka Anna Mieszkowska w swojej książce „Matka dzieci Holocaustu. Historia Ireny Sendlerowej”, wydanej w roku 2004. Pani Irena pomogła autorce w kontakcie z uratowanymi. Zależało jej na tym, żeby została opisana historia młodych Amerykanek, które o niej napisały oraz żeby oddać głos uratowanym, dziś dawno dorosłym, dzieciom. Książka została już przetłumaczona na język niemiecki, w przygotowaniu są tłumaczenia na hebrajski i szwedzki.

Anna Mieszkowska jest historykiem teatru i z początku nie chciała się podjąć opisania tej niezwykle pasjonującej, ale i trudnej historii. Kiedy w roku 2003 poznała panią Sendlerową i dowiedziała się, że nikt jeszcze o niej książki nie napisał, postanowiła wypełnić tę lukę. Irena Sendler udostępniła pani Mieszkowskiej materiały, zapiski i fotografie i w ten sposób została zapisana jedna z najbardziej niezwykłych historii ratowania ludzi w czasie drugiej wojny światowej. Książka miała 60 recenzji i omówień w prasie niemieckiej i jej autorka odbyła wiele spotkań z niemieckimi uczniami i studentami. W ten sposób historię polskiej bohaterki i własną poznają również młodzi Niemcy; ambasador Niemiec odwiedził niedawno panią Sendlerową w Warszawie. Pewien niemiecki dziennikarz, który również widział się z panią Sendlerową zadał jej prowokacyjne pytanie, kogo się bardziej bała w czasie wojny: Niemców czy Polaków? Irena Sendler odpowiedziała na to, że „strach nie zna narodowości”.

Skąd pani Irena miała wolę i siły, żeby ratując innych narażać swoje życie? Z domu. Ojciec Ireny, lekarz, który zmarł, gdy miała zaledwie siedem lat, zdążył wpoić jej zasadę, że jedyny podział ludzi, jaki istnieje to jest na dobrych i złych. Narodowość, religia, wykształcenie nie mają znaczenia. A jeżeli ktoś potrzebuje pomocy to trzeba podać mu rękę. Mała Irenka zapisała te zasady w swoim sercu i już jako osoba dorosła według nich postępowała. Ażeby uratować świat, potrzeba trzech rzeczy: miłości, tolerancji i pokory, twierdzi Irena Sendler. Niestety, tego dzisiaj nie ma. Świat nie wyciągnął odpowiednich wniosków z drugiej wojny światowej i ofiara życia milionów ludzi poszła na marne, uważa pani Irena. Świata nie obchodziło to wtedy ani nie obchodzi dzisiaj.

Jest kwestia dlaczego świat tak późno dowiedział się o zasługach bohaterskiej Polki i dlaczego dopiero w zeszłym roku, ponad 60 lat po zakończeniu II wojny światowej zgłoszono ją do pokojowej nagrody Nobla. Otóż Irena Sendler nie była komunistką, nie należała do Armii Ludowej - była związana z Radą Pomocy Żydom Żegota. W czasach kiedy oficjalnie wszyscy, którzy byli członkami PPR, AL czy PZPR byli dobrzy, a związani z AK albo trudni do sklasyfikowania, byli uważani za nieprawomyślnych czyli złych nie można było przedstawiać jako bohaterów osób nie pasujących do oficjalnej linii ideologicznej. UB szykanował polską bohaterkę i przed aresztowaniem uchroniła ją żona jednego z UB-ków, uratowana jako dziecko właśnie przez Irenę Sendlerową! Ponieważ w PRL-u o Irenie Sendler nie pisano ani nie uczono w szkołach nikt praktycznie o niej nie wiedział poza gronem uratowanych i historyków. Żeby zgłosić ją do Nobla trzeba było czyjejś inicjatywy. W ostatnim okresie z inicjatywą taką wystąpiło Forum Żydów Polskich, które wsparły wybitne osobistości kultury polskiej; apel spopularyzowały media. Apel podpisały dziesiątki tysięcy osób, znanych i nieznanych, w Polsce i na całym świecie.

Historia Ireny Sendler zaistniała w świadomości świata w przedziwny sposób. Otóż w 1999 roku cztery amerykańskie uczennice z Kansasu, nastolatki, miały za zadanie napisać sztukę na dowolny temat na konkurs szkolny. Szukając tematu natknęły się na krótką wzmiankę w jednej z gazet, że w czasie drugiej wojny światowej zginęło kilka milionów Żydów i że ci, co ocaleli to dzięki ludziom, którzy ich uratowali. Były wymienione nazwiska kilku osób, w tym jednej kobiety. Ta kobieta to była Irena Sendler. Uczennice postanowiły ją odszukać, zdobyły adres i napisały do niej. Na podstawie uzyskanych od adresatki informacji napisały krótką sztukę pt. „Życie w słoiku”. Sztuka wprawdzie konkursu nie wygrała, ale wzbudziła ogromne zainteresowanie osobą Ireny Sendler i jej dziełem. Ich sztukę gra obecnie już czwarte pokolenie uczniów. Objeżdżają z nią Stany i Kanadę. Są osoby, które po obejrzeniu sztuki jadą do Polski ażeby poznać bohaterkę.

Tu parę słów wyjaśnienia skąd wziął się tytuł sztuki. Otóż Irena Sendler na małych kawałeczkach papieru notowała imiona i nazwiska uratowanych dzieci, a obok adresy polskie dokąd dzieci dostarczono. Karteczki wkładała do słoika. Przed wybuchem postania warszawskiego karteczki zostały przełożone do butelek i zakopane w ogródku jednej z łączniczek. Tzw. lista Sendlerowej przetrwała wojnę i jest bezcennym źródłem informacji dla uratowanych dzieci dotyczącym ich tożsamości. Bez niej dzieci, żyjące pod polskim nazwiskami w ich przekonaniu z biologicznymi rodzicami nigdy nie dowiedziałyby się o swoim prawdziwym pochodzeniu i byłyby stracone dla narodu żydowskiego. Irena Sendler chciała, żeby systematycznie mordowany naród był w stanie odrodzić się.

Wszystkie dzieci, które wydostały się z getta dzięki Irenie Sendler i jej współpracownikom zostały uratowane. Największą szansę przeżycia miały niemowlęta, ponieważ otrzymywały świadectwa chrztu i polskie nazwiska. Dzieci starsze otrzymywały metryki polskich dzieci, które zginęły w czasie wojny. Oczywiście musiały być w zbliżonym wieku. Wielką traumą tych ludzi jest, że nie znają swojej dokładnej daty ani miejsca urodzenia. Kiedy ratowano rodzeństwo trzeba było je rozdzielić ponieważ nie można było znaleźć polskiego rodzeństwa w tym samy wieku i odpowiedniej płci. W ten sposób rodzeństwo traciło kontakt na zawsze. Kolejną traumą uratowanych ludzi jest, że nie wiedzą czy mieli brata lub siostrę i jeśli tak, to nie mogli ich odnaleźć.

W 1989 roku powstała w Polsce organizacja „Dzieci holocaustu”. Kieruje nią Elżbieta Ficowska, uratowana przez Irenę Sendlerową. ”Dzieci Holocaustu” jest częścią organizacji światowej i liczy obecnie 800 członków w wieku od 65 do 85 lat. Reprezentują takie zawody jak lekarze, naukowcy, adwokaci, inżynierowie, artyści, nauczyciele. Przypuszcza się, że istnieje duża liczba osób, która nie przyznaje się do swego żydowskiego pochodzenia i nie wstąpiła do organizacji. Anna Mieszkowska zna ludzi, którzy nie mówią o swojej wojennej przeszłości nawet współmałżonkom i własnym dzieciom. Ci, którzy milczą, cierpią najbardziej.

W czasie seminariów pokazane dwa krótkie filmy dokumentalne: „Sprawiedliwi wśród narodów świata” oraz „Irena Sendler”. Trwają prace nad scenariuszem do filmu koprodukcji polsko-amerykańskiej pod roboczym tytułem „Irena”.

Irena Sendlerowa otrzymała w Izraelu w 1965 roku medal „Sprawiedliwi wśród Narodów Świata”. Nazwiska 20000 osób z całego świata, które ratowały Żydów, są wyryte w Izraelu jako sprawiedliwi. Wśród nich jest 6000 Polaków. W 2003 roku Irena Sendler otrzymała Order Orła Białego, oraz Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski, a także nagrodę im. Jana Karskiego, w 2007 roku została zgłoszona do pokojowej nagrody Nobla. Nie otrzymała jej (nagrodę otrzymał Al Gore), a więc w tym roku została zgłoszona ponownie.

Autorka biografii polskiej bohaterki Anna Mieszkowska uważa, że dzieło życia pani Ireny jest wartością stałą niezależnie od tego czy otrzyma Nobla czy nie.

Seminaria na temat Ireny Sendler odbyły się w Instytucie Polskim oraz w ABF-ie w Sztokholmie. Zorganizowała je Ambasada RP we współpracy z Instytutem Polskim, Towarzystwem Przyjaciół Muzeum Historii Żydów Polskich, Forum för Levande Historia, ABF-em oraz Towarzystwem Szwedzko-Polskim.

W seminariach udział wzięli: Anna Mieszkowska, autorka biografii Ireny Sendler, Piotr Zettinger, jeden z uratowanych z getta dzieci, Joanna Rose, dziennikarka oraz Stefan Ingvarsson, tłumacz. Nie mogła, niestety przyjechać zapowiedziana wcześniej córka pani Ireny Janina Zgrzembska. Seminarium w Instytucie prowadziła w języku polskim sekretarz Towarzystwa Przyjaciół Muzeum Historii Żydów Polskich Marta Prochwicz, w ABF-ie w języku szwedzkim Joanna Rose. Przybyło tak dużo zainteresowanych, że spotkanie trzeba było przenieść z zaplanowanej wcześniej małej sali do największej.

Oba seminaria były niezwykle ciekawe i potrzebne w zdobyciu wiedzy o wielkim dziele życia Ireny Sendlerowej. Seminaria przypomniały znowu brutalne, nieludzkie czasy II wojny światowej i wzbudziły na nowo refleksje nad tym, do jakiego bestialstwa zdolni są jedni, a do jakiego dobra, heroizmu i poświęcenia drudzy. Polska bohaterka narodowa Irena Sendler mówi, że „trzeba walczyć o dobro, bo dobro musi zwyciężyć”."

wscieklyuklad - 2008-01-27 11:06:22

Przypomniana przez naszą Rodaczkę na stałę w Szwecji zamieszkałą postać Pani Ireny Sendler, budzi szacunek i podziw. A jednocześnie dowodzi, jak wielką rolę spełnia tradycja z domu rodzinnego wyniesiona, jak istotny jest przykład Dziadków, Rodziców. Jej Dziad - uczestnik Powstania Styczniowego, Sybirak. Ojciec- lekarz biednych, osierocił Ją , gdy miała lat 7. A i te kilka lat wystarczyło, by kiedyś i Ona Bohaterskich czynów dokonywała. Powie ktos : to geny. Ale geny same to jedynie zalążek postaw naszych. Bez należytego przykładu, bez wskazania właściwej drogi, bez przemyśleń własnych - pełnych emocji sprzecznych, niemożliwe było by dokonywanie wyborów. Wsparci przeszłym doświadczeniem, tych, których z dawna już nie ma, możemy kontynuowac zapoczątkowane przez Nich dzieło. Bogatsi w przemyslenia własne, możemy dzieło to udoskonalać. Tak rodzi się postęp. Moralny, cywilizacyjny, techniczny. I tak rodzą się ci, co do historii przechodzą. Szkoda tylko, że na wielu takich ludzi uwagę naszą zwracają ci, co przez przypadek na wspominki ich dokonań trafiają. Chlubne czyny zbyt często przypadkowo torują sobie drogę , by monumentem historii się stać.

Aska - 2008-01-27 14:40:19

Każdego dnia budzę się i nie mogę doczekać się chwili, kiedy woda w czajniku zagotuje się, kawa aromatem swym wypełni pokój, przed komputer zasiądę i poczytam, co u moich przyjaciół. Co myślą, co czują, jak świat postrzegają, co dla Nich jest ważne, a co mniejsze ma znaczenie. Nerwowo niki przeglądam, cofam strony, czemu brakuje Tego lub Tamtego, czy coś złego nie zdarzyło się, czy choroba Go nie zmogła? Po dłuższej chwili przychodzi refleksja, że w pracy, że czasu brak, że awaria komputera…Takie zwyczajne, codzienne sprawy. Mimo, iż wiem, lęk w sercu noszę, aż NIK znowu zobaczę. Tak mija dzień po dniu, każda wolna chwila dla Misoginian poświęcona. Chwila, która daje siłę na przezwyciężenie kłopotów, na radość z sukcesów. Jakże ciężko wyłączyć komputer wieczorem, gdy czas snu przyjdzie, jak ciężko pożegnać się z przyjacielem, bratnią duszą.
Pół roku temu nie uwierzyłabym, że coś takiego jest możliwe. Tak wiele od Was dostałam, serce Wam oddałam i jest mi z tym bardzo dobrze. Szczęśliwy to dzień, w którym Was spotkałam, poznałam. Sorellinko, pozwól, ze powtórzę słowa Twe z TVN
Żyję w świecie snu? Jeśli tak, to..... mnie nie budźcie!

Sorellina - 2008-01-27 15:34:50

Nie będę Cię budzić.Asiu!Przeciwnie,będziemy śnić razem. I to piękne,najpiękniejsze sny.Pamiętasz, mówiłaś,że nic nie jest w stanie zniszczyć przyjażni, rozdzielić ani nawet choćby trochę oddalić od siebie przyjaciół.Nie ma takiej siły ,Asiu!Pozostaniemy tutaj ze sobą na zawsze,nawet jeśli czasem przyjdą chwile załamania. Tu jesteśmy u siebie.Bywają po prostu takie sytuacje,że trzeba stanąć murem za Przyjaciółmi,którzy są w potrzebie,którym ktoś usiłuje krzywdę wyrządzić, pomóc im tam,gdzie są atakowani.
A potem razem w spokoju wrócić...do domu.

wscieklyuklad - 2008-01-27 15:53:57

Asieńko Droga. I ja do słów się Sorelliny przyłączę. Słowo jest siłą człowieka. Słowo przelane na ekran komputera, posłane w wirtualną przestrzeń, przemierzające ją by myśl oddać czyją wielką moc w sobie kryje. Ale jak piszesz słusznie - nie samym komputyjerem człowiek wszak żyje. Kiedy wędrujemy po innych forach - także i tvn Misogino, napotykamy często te same osoby. Z liczby wpisów, z szybkości ich reakcji - zwłaszcza, gdy atakują, wnioskujemy , że pewnie większość życia upływa im właśnie na tym swoistym "polowaniu". Że dzień nie kryje dla nich nic wspanialszego, niż wielogodzinne przesiadywanie w jednym miejscu z nosem wlepionym w ekran, z palcami gotowymi, by jad myśli przelać w słowa właśnie.
Pomyśl tylko, jak beznadziejnie szaro dni ludzi tych upływają. Mija kolejny, a oni analizując owoce jego, do wniosku dojść jeno mogą, że poza kilkoma / kilkunastoma krótkimi najczęściej, nie zawierajacymi żadnej konstruktywnej myśli postami, nie zaznaczyli swej aktywności. Nie zostawili żadnego konkretnego śladu "na ziemi". Siła nasza nie tkwi w liczbie postów. Siła nasza tkwi oto w sposobie widzenia świata. Siła nasza tkwi w sposobie reagowania, dyskusji. A przede wszystkim w działaniu. Gdybysmy wzorem innych czas spędzali jedynie przed komputyjerem, stalibyśmy się teoretykami niesienia pomocy. Miast czynić coś realnie, snulibyśmy same rozważania jak daną rzecz zrobić należy. Wiem, że Przyjaźń tęsknotę budzi. Że każdy z nas mknie do komputyjera,by wpis kolejny przeczytać, ucieszyć się treścią jego, wyciągnąć jakieś dla siebie wnioski. Ale potrzebny jest też on na realne działanie- czasem działanie takie czasu wiele wymaga. I Przyjaciołom go kradnie. Tedy braku wpisu, braku zaznaczania obecności na forum ze smutkiem nie przyjmuj. Ciesz zię zaś, że pewnie oto ten lub tamten, własnie w tej chwili czynem daje dowód kontynuacji idei Soni.

Aska - 2008-01-27 17:56:41

Często, w ostatnim czasie praktycznie w każdym dniu, co kieruje tymi ludźmi? Nie mam na to pytanie sensownej odpowiedzi. Zadaję jeszcze jedno pytanie, jaki sens jest w dyskusji z nimi?
Nie ilość postów jest ważna, a ich treść, nie długość, a sens w nich zawarty. Czasem kilka słów powiedzianych/napisanych więcej powie, niż cała strona słów. Myślę, że ci wszyscy atakujący różne fora ludzie, nic nie mają do powiedzenia. Maja komputery z Internetem i muszą to wszem i wobec oznajmić. Są to ludzie bardzo ubodzy duchem, może nawet wiedzę i może dużą wiedzę mają. Nie potrafią z niej korzystać, nie chcą nią się podzielić. Czy boją się ośmieszenia? Cze nie potrafią jej przekazać? Czy ich doświadczania w realnym życiu jest tak straszne, że boją się podzielić nim z innymi? Czy może są to ludzie zadni krwi i wojen?
Już tyle razy wyciągaliśmy do nich rękę, tyle razy słaliśmy gałązkę oliwną, zdarzyło się i nam stracić panowanie i niegrzecznie się wypowiedzieć. Jesteśmy tylko ludźmi, nasza cierpliwość też ma granicę. Nikt nie wie jak później żałujemy naszych słów, jak nam przykro, że kogoś mogły zaboleć. Myślę, że już wystarczy tych bezsensownych postów. Na nic Masze wszystkie starania. Żadna metoda, żaden sposób do nich nie trafia. Wiedzą, że nie zostawimy przyjaciół na pastwę losu i uderzają w nasz czuły punkt, uderzają w najsłabszych, którzy nie maja w naturze obrony, których los obdarzył łagodnością i spokojem, którzy wolą się usunąć i im miejsca zrobić. Wrócą, gdy będzie spokój, że wrócą jestem pewna.
Wiele razy pisałam i Ty WU pisałeś, i F.M, i Krzyś, i Małgosia, wielu z nas pisało, że trzeba przeczekać ataki, ignorować. Nasza siła nie tylko w naszych dysputach, nasza siła w nas, w naszych sercach, w naszym dążeniu do niesienia dobra, pomocy niesienia każdemu. Czas już przestać mówić i zacząć działać, czas zamilknąć na posty awanturników, czas ich nie zauważać. Na czas jakiś, na czas grasowania wrednych ników, tutaj przenieśmy rozmowy. Tutaj nic nam nie grozi. Do tego celu jest to spokojne miejsce. Niech oni zostaną sami, szybko znudzą się i odejdą. Nasz dewiza zostanie, nasza przyjaźń nie ucierpi, wrócą nasi Misoginianie. Wątek założony przez Sonię ożyje, a najważniejsze oczyści się z bałaganu.

wscieklyuklad - 2008-01-27 19:28:27

Mam pod opieką kilka osób, co przez piekło obozów koncentracyjnych przeszły. Nie jest ważne, jakiej narodowości są. Brutalność, przemoc, bezwzględność, nie liczenie się z drugiego człowieczeństwem, deptanie jego godności, na pochodzenie nie zważa. Jednako dotyka białych, czarnych i żółtoskórych, jednako dzieci i dorosłych, kobiety i mężczyzn. Przekracza granice, wtargnąć do każdego domu jest zdolna. Więcej dziś o czasach upodlenia informacji w programach obcych telewizji. Temat ten przejadł się mediom naszym, bo czymże jest ludobójstwa historia . Jakaż jej oglądalność jest ?
Ludzie, o których w pierwszym zdaniu piszę do dziś w pamięci swej przechowują żywy obraz tragedii tamtych dni. Poranieni fizycznie noszą blizny, które ciało do dziś znaczą. Te - choć są zniekształcenia przyczyną - przynajmniej skutecznie się zagoiły. Ale blizny przemocy, bestialskich eksperymentów"medycznych", miesiące/lata poniżeń, w psychice Ich trwały, nieodwracalny zostawiły ślad. Kiedy czasy te wspominają za niejedna po policzkach Ich płynie.
Mówimy dziś o skutkach , przyczyny pomijając. A przecie u źródła tego, co dziś wspominamy,była pogarda dla drugiego człowieka. Pogarda, której tak wiele - mimo rocznicy szczególnej, dnia wyzwolenia obozu oświęcimskiego - zagościło w miejscach wielu.  Upadek obyczajów coraz szersze kręgi zatacza, coraz brutalniejsze formy przybiera. Zdaje się oto, że iskra wystarczy, by jeden drugiemu oczy wydrapał, do gardła skoczył. W imię "czystości rasy", w imię krzewienia "nowej kultury ".
Ale czegóż oczekiwać mamy, gdy nad grobem świeżo zmarłych lotników toczą się polityczne awantury. Identyczne przepychanki, w których jeden drugiemu udowodnić musi "czyje na wierzchu". Przepychanki żałosne, w ślepą prowadzące uliczkę.
Wszyscy w namiocie przysiedli przez wicher i śnieg sprzed namiotu przegnani. Nawet dziki po tej drzwi stronie przycupnęły. Puchatek szlafmycę szykuje. Prosiaczek już wiosennych roztopów w kniei się stracha. Kłapouchy w żłóbku swym sianko dokładnie uklepał, by wichru porywy go nie porwały. Sowa też do lotu niechętna. Maleństwo w Tygryska wtulone opowieści Krzysia słucha. A ten prawi o Solona u Krezusa - króla Liddi z bogactw słynnego - odwiedzinach. Krezus po skarbcach swych go oprowadziwszy, zapytał, czy widział już najszczęśliwszego z ludzi - siebie mając na myśli. Solon wymienił wówczas Tellosa z Aten, Kleobisa i Bitona - tych co piękne życie a i śmierć piękną mieli. Rozgoryczony Krezus spytał wówczas :"A cóż moje szczęście ? Ty je sobie jakby nigdy nic odrzucasz ?" Solon mu odpowiedział : Nie wiem, czy jesteś szczęśliwy, zanim się nie dowiem, czyś życie swoje dobrze zakończył. Do tego to czasu mogę powiedzieć ci jedynie, że dobrze ci się wiedzie.
Tasman słowa te uslyszawszy cekulade spod poduchy dobył. Pyta , czy dzieciaczkom , com wczoraj o nich pisał podarować ją może. Cekulada wszak w ustach się rozpuszcza - połknać ją jako ślinę można. A przy okazji poznać smak dotychczas nieznany. Smak kakao z miłości smakiem zmieszany.........

Aska - 2008-01-27 23:12:11

Dziadek był w partyzantce. Musiał ukrywać się przed UPA, NKWD. Było też tak, że musiała uciekać cała rodzina. Ojciec był chłopcem pięcioletnim, jak uciekali przed UPA. Opowiadał, jak jedną noc spędzili w Donu Żydowskim. Zapytałam, dla czego mówisz w domu żydowskim, a nie u kogo? -  jakieś imię czy nazwisko. Uśmiechną się i powiedział, - Dziecko, Żydzi już nie mogli nocować we własnych domach. Zbierali się w grupy, po 2 -3 rodziny i nocowali w różnych miejscach, nigdy nie wracali do tych samych, co noc gdzie indziej. – Był rok 1944. Opowiadał, jak u nich nocowała rodzina żydowska i jak młody Niemiec znalazł jednego w szopce na drzewo.Popatrzył na wystraszanego człowieka i powiedział – a i tak zdechniesz. Sąsiad, Polak ich wydał.
Mama opowiadała, jak spędzono Żydów,  do wielkiej szopy, wszystkie otwory sianem zatkano i podpalono. Polacy musieli zostać w domach, pozamykać okna, drzwi. – Na was też przyjdzie pora – słyszeli od Niemców, Ukraińców.- Dzieci wymknęły się z domu i z ukrycia patrzyli. Podpalono stodołę, usłyszeli krzyki zamkniętych ludzi, uciekli do domów. Do dziś pamięta mama ten krzyk nie krzyk, jęki, skowyt. Nie może określić tego, co słyszała Czuje swąd palących się ciał, wdarł się wszędzie mimo szczelnie zamkniętych okien i długo jeszcze wydobywał się z pogorzeliska. Miała wtedy cztery czy pięć lat.
Wiele różnych opowieści o tamtych czasach słyszałam od babci, mamy, taty. Nigdy o wojnie nie mówił mój ojciec chrzestny, Nigdy nie wolno nam było słuchać w jego obecności piosenki Czerwone maki pod Monte Ciasno. Na nasze pytania babcia odpowiedziała – Jak byście musieli kryć się za „murem” zrobionym z zabitych kolegów, tez nic byście nie mówili.

hrabina_balkanska - 2008-01-28 16:34:09

Mnie też nie budźcie... Chociaż...Dobrze jest obudzić się z rana wiedząc, że się ma Przyjaciół. Ciężkie sny idą w zapomnienie, ponury ranek nie jest już tak ponury i... kawa ma lepszy smak pita z myślą o Przyjaciołach.

Basia - 2008-01-28 18:47:54

Kochani! A mnie budźcie,bo znów zasnęłam na klawiaturze pisząc post,albo mail - już nie wiem. Jeśli do kogokolwiek z Was dojdzie jakiś bełkot ze mna w roli nadawcy,to przepraszam. Wariactwo pędu w moim życiu zaczyna przekraczac moje możliwości fizyczne i psychiczne. Jeszcze tylko ten ślad na wodzie za płynącym Misogino - dowód na me uczepienie się jedną ręką naszej łajby. Ajlawju Was!

wscieklyuklad - 2008-01-28 20:20:02

Najpiękniejsze jest to, że nawet gdy milczymy, nawet gdy na te strony nie zaglądamy, każdy z nas wie, że oto ten nieobecny czasu próżno nie trwoni. Że może pozwala sobie teraz na chwilkę spokoju, chwilkę intymności, chwilkę "prożniactwa", choć najpewniej zajmuje się czymś owoce niosącym. Może niesie komuś pomoc, może planuje jakieś działania, może toczy ciekawą rozmowę, może treść postu kolejnego przemyśliwa ?
Tęsknota za drugim człowiekiem to piękne uczucie. Smutkiem swym czasem okrutne, ale dowodzące więzi nierozerwalnych. Kiedy Basia milczy, ogarnia nas złość nie dlatego, że podejrzewamy Ją o jakąś zdradę, odejście od nas, lekceważenie wątku, ale dlatego, że nie jest nam dane przeczytać Jej pięknych, pisanych cudownym językiem postów. Że nie jest nam dane poznać Jej myśli, nie jest nam dane poznać sposobu w jaki spędziła dzień kolejny. Chcielibyśmy wysiłki zespalać, codziennie spotykać się niczym na mityngach, niczym na tajnych kompletach. Chłonąć świat, jego tajemnice, ku własnym się zbliżając rozwiązaniom. Mieszkamy z dal od siebie, nie możemy codziennie umówić się pod Mickiewicza pomnikiem. Nie możemy codziennie zasiąść w Semiramidy ogrodach na tarasie Jej balkonu. Nie możemy rozmawiać przez kontuar kuchenny, przy wielkim garze wrącego bigosu. Ale cieszy jednocześnie, że właśnie powoli, acz nieustannie nadchodzi kolejne niecierpliwe gnanie autobusem, gnanie po nierównych płytach chodnikowych, by znów poczuć smak polskich gór przybity do przedpokojowej boazerii.
Delikatnie gładzę jej włosy rozrzucone po komputyjera klawiaturze .... Wstawaj śpiochu i pisz, pisz, pisz.....

hrabina_balkanska - 2008-01-29 22:02:28

Do powyższych słów Wściekłego Układu dodam, że często trzeba nabrać i dystansu do wydarzeń by móc położyć na szale obiektywne "za i przeciw", a na to też potrzeba czasu choć niektóre z nich mimo pewnej patyny czasu na zawsze pozostaną niezmienione w naszej pamięci. Tu mam na myśli Sonię. Wracając do dni lipcowych tak jak wtedy tak i dziś z wielkim wzruszeniem czytam kronikę tamtych dni.
Tam niczego nie da się podważyć. Wracam i będę wracać do tej lektury bo za każdym razem gdy czytam o tamtych dniach odkrywam kolejne piękne tajemnice duszy ludzkiej...

Basia - 2008-01-30 13:58:49

Znalazł mnie przez "naszą klasę" kolega z podstawówki.Kiedys mieszkalismy w sąsiednich klatkach,bawili na tym samym podwórku.Cichy,spokojny chłopaczek-dziś emerytowany(!) major.Przysyła zdjęcia,maile,namawia do spotkania ze swoją rodziną.Jemu też się tłumaczę,że to nie zła wola,że tak mam jakoś w życiu pomieszane.Ocenia mnie z dystansu,przyrównuje do tamtej Basi sprzed lat.Prawie każdy mail zaczyna od "nie mogę zrozumieć jak Ty...- tu następuje wiele określeń i odniesień do przeszłości i dalej...- nie zrobiłaś wielkiej kariery zawodowej.Pisze,że odkąd moi rodzice wyprowadzili się z tamtego mieszkania(jego mama nadal mieszka w starym miejscu),był przekonany,że zniknęliśmy gdzieś zagranicą,że może rodzice dołączyli do mnie? Nie wiem,skąd takie przekonanie,może pozostałe z czasów,gdy mojego ojca bardzo często"wywiewało" z Polski na długie tygodnie,miesiące? Nie mogąc się kiedys w końcu doczekac na moją odpowiedź mailową - zatelefonował: "Musiałem usłyszeć Cię, sprawdzić,czy naprawdę istniejesz"? Napisałam kilka dni później: "Wiesz,Ty kierujesz swoim życiem,a moje życie kieruje mną".
Piszesz Sarmato w swym przepełnionym namiocie,w ktorym już chyba dla Sorelliny miejsca niebawem zbraknie,że ciekaw jesteś mego kolejnego dnia. I cóż miałabym Ci napisać? O dziesiątkach różnych działań,które,choć wyczerpujące siły, nie stanowią o niczym wielkim,o niczym tak ważnym,by warte były zaprzątania czyjejkolwiek uwagi,o szamotaniu się z głupotą (tak właśnie!),która zadufana w sobie, nie widzi dalej niż koniec własnego nosa? Wiele czasu ostatnio strawiliśmy w domu na poprawianiu "dzieła" prawniczego,prawnikami wszak nie będąc i działaniach,które (w sensie materialnym) nam nic nie przyniosą. Czy o takich sprawach warto pisać? Czy znowu minie kolejny dzień na rozmienianiu się na drobne?
Nie ma jednakże wśród tych dni takiego,w którym w sercu bym Was Przyjaciele nie nosiła.Nawet nie mam kiedy,jak Hrabina ,wrócić do początków naszego wątku - w myśli pozostaje ogólne wrażenie,nastrój,wspomnienie fascynacji Sonią i Jej rozmowami. I jeszcze świadomość własnej małości wobec działań Waszych i innych,nowych Misoginian(o tych,ktorzy na to miano nie zasługują - szkoda nawet wspominać).
Trudno mi dzis nawet powtórzyc za Sonią tytuł wątku tego...
Przesyłam więc jeszcze tylko promyk słońca znad Krakowa.
Ten krótki post pisałam od godzin kilku dopadając na dwa,trzy zdania do komputera.

Aska - 2008-01-30 16:04:16

Podobnie jak Basia przez "Naszą klasę" kolegów znalazłam. A może oni mnie znaleźli? Nie ważne. ważne, że po 34 latach rozmawiamy i stare zdjęcia oglądamy, Naszych rozmów dopiero początek, są jeszcze nieśmiałe, grzeczne. Poznajemy się na nowo, a łączy nas tak wiele wspomnień. Bardzo sie cieszę, ze spotkania z kolegami.  Ilu kuzynów dawno nie widzianych się znalazło. Patrzą na ich fotografię, na ich dzieci i nie wierzę, że tak szybko czas leci. Zdaje się nie dawno dziećmi byli, a teraz "witaj cioteczko, kuzyneczko" piszą.
Po świecie, po kraju wszyscy porozrzucani i dobrze, że można chociaż przez internet spotkać się , porozmawiać, powspominać.

wscieklyuklad - 2008-01-30 18:46:47

Szczególnie pamiętam jeden z dni, gdy odrabiałem wakacyjne praktyki zerowe. Jeden z pacjentów - umierający na raka - bodaj 60 letni, powiedział : " Nawet sobie nie wyobrażasz, jak życie szybko upływa. Dopiero byłem młody, cieszyłem się na kolejne Olimpiady , a tegoroczna będzie może moją ostatnią w życiu". Był rok 76, świeżo po wydarzeniach czerwcowych. Dla mnie najważniejsze było wówczas zdobycie kilograma cukru, kostki masła. Bieda wyglądała z każdego kąta, trzeba było się nie z umieraniem ,a sposobem na przeżycie za bary brać. Dziś po ponad 30 latach wspominam tamte słowa. To była faktycznie Jego ostatnia Olimpiada. Nie obejrzał już kolejnych siedmiu.
Życie jest tak krótką , tak ulotną chwilą, że kiedy pamięcią wstecz sięgamy, żal nam każdej straconej, każdej zmarnowanej chwili. Nie wrócą do nas inaczej niż we wspomnieniach. Wszystkie zaniechania, lęki, wahania, rozterki. Teraz w bagaż doświadczeń wyposażeni wiele pomysłów inaczej realizować próbowali byśmy. Niestety nie wrócą, bezpowrotnie stracone. Dlatego każdy dzień chwytać łapczywie trzeba, bo los jednego po drugim porywa ze sobą. Lata mijają , a po wielu zostaje tylko postać z fotografii. Ponad pół roku mija od Sonieczki odejścia. Nie mamy nawet tego..... Nie mamy nawet drobniutkiej Jej podobizny. ... Nie mamy naszego medalionu, który nosimy wprawdzie na sercu, ale który tajemnicy postaci jaką kryje, odsłonić zazdrośnie nam nie chce...... A wszak tęsknimy tak samo, jak do naszych kolegów w szkolnym tableau uwiecznionych.

wscieklyuklad - 2008-02-01 17:14:21

Ksiądz Stefan spędził u nas sporo czasu. Zaszczyt to niespodziewany, a ważny, bowiem On właśnie obrazu duchowieństwa współczesnego zaprzeczeniem jest. Daleko Mu do połajanek, pouczeń. Gdy niewygodne zada pytanie i nie otrzyma na nie satysfakcjonującej odpowiedzi, nie poucza, nie łaja, nie wymądrza się, nie straszy. Czasem w zamyśleniu głową pokiwa. Za to, gdy coś Go ucieszy wykrzykuje Brawo !. Piękna to dla adresata zachęta. Kiedy teraz kolędę tegoroczną wspominam, a post Sirio z tvn w pamięci przywołuję, słowa Sonieczki po raz kolejny słyszę. Polacy nie powinni sobie tak dokuczać. Słowa te, to owo kiwanie głową Księdza Stefana. To namysł nad słabościami świata tego, namysł goryczą przepełniony, namysł niemym ostrzeżeniem będący. Któż, jak nie ten, co nad niedolą ludzką autentycznie się pochyla zna bardziej gorycz bólu, cierpienia umierania. A przecie ten właśnie Ksiądz szedło kiedyś nocą wigilijną ku samotnemu staruszkowi, by Mu przyjemność sprawić. Ten własnie Ksiądz opiekuje się 26 chorymi, bliskimi odejścia ludźmi. Sam odpowiedniej wiedzy nie posiadając, środkami leczniczymi nie dysponując, rąk nie zakłada. Dobre słowo, pogładzenie po ręku, sakrament spowiedzi, komunii, to wszystko co ofiarować może.A przecie to "niewiele" , "tak wiele" znaczy. To wyraz szacunku dla cierpiącego. To wyraz szacunku dla praw natury - także, jako księdza - wobec Boskich wyroków. I podopieczni Jego czekają, czekają z niecierpliwością na odwiedziny, jak na Sonię czekały kiedyś Jej afrykańskie pociechy. Choć w wiedzę , nie karabin, "uzbrojona" także i Ona bezradnie ręce rozkładała. Także i Jej niewiele ponad uśmiech, przytulenie do siebie dane było innym ofiarować. I to "niewiele" uratowało "wiele" ludzkich istnień. Niewiele, całym majątkiem naszym a i drugiego człowieka zatem być może. Czasem majątek ten zdolny jest życie czyje uratować, ból umierania zmniejszyć.

OLA - 2008-02-01 17:37:49

Witam ! Do WU, nie pisz tak smutno, bo mi serce krwawi. Ja zawsze blogosławiłam każdy dzień, kiedy wstałam o świcie i Beatka żyła, pamietasz, pisałam Ci o tym. Teraz 25-tego stycznia minęło 3 miesiące, a ból jest taki sam, a właściwie coraz większy, tęsknota narasta z dnia na dzień. Dobrze, że mam ten komputer, dzięki któremu mogę choć na małą chwilkę oderwac się od smutnej rzeczywistości. Pozdrawiam serdecznie

wscieklyuklad - 2008-02-01 17:57:36

Czasem Oleńko oczekuje się od innych czynów heroicznych. Oczekuje się działań, które rozmachem swym, wymową "powalały by" na kolana. A przecież świat sklada się z maych elementów, jest ukladanka z małych zbudowaną klocków. Dla Ciebie Olu, taką układanką, było odnalezienie się w nowej rzeczywistości. W  rzeczywistości bardziej niż można sobie wyobrazić pustej. I w rzeczywistości , w ktorej przed Tobą los postawił nowe zadania. Opiekę nad wnuczkami też. pomoc w zrozumieniu przez Nie tego co się stało też.
Jest wiele takich domów, w których wspomina się dramat umierania. I wiele, w których ludzie dumnie znoszą swój ból. Ból co przytłacza, pochyla plecy, wyciska łzy z oczu, ale też ból , który mobilizuje. Zaciska się zęby, zaciska ręce aż do bólu i prze naprzód. Jakże jest ważne, by w chwilach takich znaleźć pomocną dłoń. Mało jest takich - Księży choćby - którzy doń taką wyciągnąć skorzy. Nie smuć się Oleńko, choć dzień to smutny wspomnieniami. Najgorsze za Tobą. Wspieramy Cie naszą myślą, slowami tu wklejanymi. To może mniej niż Ksiądz Stefan dla innych robi. Ale cóż można więcej na odległość zrobić, poza przesłaniem komuś odrobiny ciepłej myśli, odrobiny swojego serca.

wscieklyuklad - 2008-02-02 14:05:08

Każdego dnia wiele nas niespodzianek spotyka. To, com wczoraj jednak przeżył - mimo tyluletniej zawodowej praktyki - w zaskoczenie mnie wprawiło. Oto jedna z pacjentek , po zakończeniu badania, które nie prowadziło do rozpoznania jakiejkolwiek choroby , wyjęła spod blatu biurka ..... małe zawiniątko. Było to "Ptasie mleczko". Podając mi je powiedziała - Panie doktorze, to dla pana, ponieważ jutro ...... przypada rocznica moich urodzin. Spojrzałem na datę - faktycznie 02.02.33 r.
A więc jutro kończy 75 lat. No ale jakże to, przecie tradycja nakazuje obdarowywać jubilata. Nie slyszałem by ktos z okazji jakiegoś jubileuszu obdarowywał obcą sobie osobę. Kiedy złożyłem życzenia ,wyraziłem zdziwienie z formy świętowania tego wydarzenia powiedziała -  Jestem samotna, a to moje 75 urodziny. Kiedy kończyłam 70-tkę , była to wielka uroczystość, z udziałem moich dzieci. Teraz nie przyjadą, bo nie jest to okrągła rocznica. Więc przyszłam podzielić się tą radością z panem.
Nie taję, że bardzo mnie ta sytuacja wzruszyła, bo przecie dnia każdego ludzi wielu badam, mogę chyba śmiało powiedzieć, że w ciągu kilkudziesięciu lat kariery zawodowej miałem kontakt z dziesiątkami tysięcy osób. A jednak ten był wyjątkowy i może zapadnie najbardziej w mojej pamięci zawodowej. Uzmysłowiono mi oto, że ktoś wykonujący zawód szczególnego "zaufania" społecznego, staje się nie tylko powiernikiem bólu, cierpienia, chorób, nie tylko  tym, co ma uzdrowić, ale także kimś , z kim można dzielić się małymi radościami swojego życia. Ta chęć podzielenia się właśnie radością rocznicy swoich urodzin, była jedynym powodem wizyty obcej mi osoby. Osoby nieznanej, osoby o której nie mógłbym nic powiedzieć. Poza tym, że potrafi dzielić się z drugim - równie Jej nieznanym człowiekiem swoim szczęściem, swoją radością, swoim świętem....

hrabina_balkanska - 2008-02-02 15:37:32

Oleńko! Ty masz coś więcej niż komputer... Masz swoje Wnuczki! Nie mnie pouczać ale...  teraz od Ciebie głównie zależy jakie wspomnienie o Mamie Beatce Twoje dziewczynki zachowają na resztę swojego życia. Wpojenie Im wspomnienia o Mamie nie wymaga szczególnego wysiłku. To powinno być teraz Twoim celem. Od Mamy już nie mogą posiąść tajemnic życia, tajemnic wieku młodzieńczego. Na niewygodne pytania odpowiedzi będą oczekiwać od Ciebie. Być może znajdą je w internecie,ale co innego przeczytać suchą informację a co innego gdy Babcia odkryje przed młodym człowieczkiem tajniki życia. Być może czeka Cię wiele trudnych pytań, takich powodujących Twoj ból również... Pamiętaj, że jesteś dla Wnuczek nicią łączącą przeszłość z przyszłością. Od Ciebie teraz zależy ile ciepła i miłości dziewczynki wniosą  do swoich domów gdy dorosną...

Wściekły Układzie, są zdarzenia które na długo zapadają w serce, takie zwyczajne drobne ludzkie gesty. Często dzięki nim odzyskujemy wiarę w ludzi i w to, że życie ma sens. Małe jest piękne bo.. płynie niejednokrotnie z głębi serca. Radość ze sprawienia komuś niespodzianki często jest większa u dawcy niż odbiorcy...

Basia - 2008-02-03 07:25:48

Kochani! Może uda mi się napisać z pamięci później to co przez długi czas usiłowałam dziś w nocy posłać na Misogino.Może się ukaże,może nie?Teraz więc tylko dwa słówka: promienie wschodzącego słońca nad pienińskimi lasami do Was wysyłam.Wierzę,że halny ,który tu szalał w piątek zwłaszcza,złe fermenty i opary z Misogino wywieje.
Olu - odpisałam.
Piszę na laptopie męża,łączę sie przez TPSę,krakowskie centusie umarłyby na widok tego,co tej instytucji nocą nabiłam czytając zaległości na tvn-wątku Sonii i usiłując post słać.
Może jeszcze później komputera dopadnę.

OLA - 2008-02-03 11:21:09

Witam wszystkich ! Basiu, nic do mnie nie dotarło, niestety. Pozdrawiam :*

wscieklyuklad - 2008-02-03 12:03:41

Niestety Basieńko chłam jeno przeczytać mogłaś. Bo goscie chłam ze sobą przyniesli na sztandarach "wielkości". Tedy kiesy Twej uszczuplenie na niewiele się zdało, bowiem próżno postu Twego tam szukać. A szkoda wielce, bo wypowiedzi to przednie, na które z takim utęsknieniem czekamy. Może warto zapamiętywac, i na ZS wklejać ? Szkoda zdania każdego, co poza mędrkowaniem, pouczaniem, prostowaniem, przywalaniem potrafi jakąś myśl pozbawioną złośliwości, podłości przekazać.
Wiatru mimo, zazdrościmy Ci jednak podróży i widoków - wprawdzie nie pełnych śniegu, ale zawszeć lepsze to niż szarzyzna pustawych krakowskich ulic. Czekamy na skuteczne "odbicie " laptopa Zbyszkowi !
U nas słońce piękne, bale ostatnie zaliczone, jeszcze dni kilka jeno karnawału, a potem ..... kolejne święta. Niestety tym razem bez spotkań, na które tak niecierpliwie czekamy.

hrabina_balkanska - 2008-02-04 18:56:01

Dziś pierwszy dzień pracy po półtoramiesięcznej przerwie, dzień niespodzianek... Prawda, że Koledzy odwiedzali mnie niejednokrotnie w domu przez ten czas, dzwonili nie tylko po to by spytać kiedy wracam, bo pracy dużo a i choroby Ich przez ten czas nie oszczędziły. Prawda, że w ostatnim czasie spotkało mnie wiele serdeczności z Ich strony,ale takiego powitania jak dziś dawno nie miałam. Na pamiątkę pozostały mi bukiety i maleńka dracena. Kiedyś po dłuższej nieobecności od tych samych Kolegów dostałam taką palmę w prezencie urodzinowym. Rośnie do dziś, nazwałam ją... Czochwa - od korony niesfornych listków. Dziś jest dużą palmą i już nie tak ładną jak kiedyś ale stoi na pamiątkę tamtego powitania. Niby taki drobny gest sympatii a ile radości sprawia? Jak mało potrzeba by ktoś poczuł się szczęśliwy. W tych drobnych gestach tkwi magia życia...
Cieszmy się z małych rzeczy, to one są solą życia, dla nich życie ma sens. Pamiętam rozmowy Soni na forum, wystarczyło jedno Jej słowo promieniejące uśmiechem i serdecznością a radosne posty wskakiwały na forum ze wszystkich stron świata. Dziś uśmiechamy się na widok naszych postów, bo każdy z nas wie, że tam,  po drugiej stronie monitora siedzi ktoś kto również się do nas uśmiecha, kto pędzi po pracy do domu by choć na chwilę zajrzeć do Przyjaciół, zagląda do nich kosztem własnego odpoczynku, chwil z Rodziną. Może wolałby wziąć książkę lub gazetę zamiast zaglądać do komputera. Ech! Magia życia...

Basia - 2008-02-05 01:02:57

To prawda Hrabino - w drobnych gestach tkwi magia życia. Cieszę sie wraz z Tobą z Twego dobrego dnia, z miłych chwil,które nizane na nitkę wspomnień stają się radościa zycia. To nic,że po nich nastepuje ciąg wielu niepomyślnych i przykrych. Nie wyrzucimy ich z pamięci,bo to nie jest możliwe,ale sycić sie bedziemy właśnie tymi pełnymi słodyczy i radości. A oprócz tych,ktore są juz przeszłością, dorzucmy i te chwile,które są radoscią spodziewanej i oczekiwanej przyszłości: rozmów, telefonów, krótkich wiadomości na gg a może i realnych spotkań. Nawet,gdyby nastapić nie miały, dzis radość "spodziewania" przynoszą.
Tylko wówczas życie ma sens.

wscieklyuklad - 2008-02-05 10:42:22

Życie ma też sens, gdy każdy na błędach swych się ucząc, właściwe wnioski z nich wyciągnąć w stanie.
Od kilku dni media o konflikcie w Czadzie się rozpisują. O nowej - kolejnej już-domowej, afrykańskiej wojnie. O kolejnych mordach , kolejnej przemocy, kolejnym brato- i ludobójstwie. Czad to kraj, w ktorym dotychczas znalazło schronienie setki tysięcy sudańskich uciekinierów. Fachowcy mówią " to było do przewidzenia". Napływ uciekinierów w tej liczbie z sąsiedniego kraju, do okolic wcale nie bogatszych, i spokojem nie grzeszących prędzej czy później do konfliktu doprowadzić musiał. Dziś rebelianci armię rządową z tego lub innego miasta wyprą, jutro na odwrót i tak dalej w bezsenownej walce jednego z drugim z powodu koloru skóry, wyznania, przynależności etniczej, poglądów, walki o żywność albo......z krzywym nosem i garbem.
To właśnie tam Sonia przed ponad półrokiem, schronienia, ratunku szukała. To właśnie tam - być może nawet przez jeden ze szpitali z polską misją humanitarną się przedzierała, by uratować jak najwięcej nieszczęsnych dzieciaczków. Teraz i te szpitale równie są zagrożone, a z chwilą eskalacji zbrodni, może i granic zamknięcia, wobec milczącego przyzwolenia mocarstw staniemy się zapewne świadkami ludobójstwa na niespotkaną dotychczas skalę. Ot, jak polityka na sens życia naszego wpływa. Jak koniunkturalizm o życiu setek tysięcy decyduje. Tymczasem misję pokojową 400 naszych żołnierzy wstrzymano. Nie wiedzieć czego broniąc, inne setki - po zęby uzbrojone - przemierzają irakijsko-afgańskie wioski. Bo tam jest ropa. Bo tam jest Zatoka Perska. Tu gdzie pustynna realna śmierć żniwo zbiera w bardziej bestialskiej wojnie, krzyczą jedynie media.....

hrabina_balkanska - 2008-02-06 15:45:10

"Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz"...

Gdy się jest młodym niezbyt się przywiązuje wagę do tych słów, dopiero gdy bagaż życia,ten węzełek na plecach wędrowca z postu Czarownicy staje się coraz cięższy, słowa te zaczynają nabierać innego wymiaru, innej wagi. Gdzieś tam po drodze żegnamy Rodziców, Przyjaciół, osoby mniej lub bardziej bliskie i być może słowa te pomagają lżej znieść rozłąkę bo oto jest w nich nie tylko przestroga ale i wielka nadzieja, że oto gdy sami przekroczymy próg, przejdziemy na tą drugą stronę lustra, znów się spotkamy z Tymi których kiedyś pożegnać nam przyszło. Oni już są prochem, nasze prochy do Nich dołączą...
Z biegiem czasu słowa te uświadamiają żeśmy od urodzenia tylko proch w metamorfozie, na chwilę jaką jest życie przybieramy postać tworu ludzkiego i jak byśmy nie byli wielcy, uznani czy zwyczajni szarzy to i tak czeka nas to samo...  Słowa te stawiają znak równości między wszystkimi ludźmi na ziemi, bez znaczenia na status społeczny, kolor skóry, wyznanie, wiek, wykształcenie, znak równości między prezydentem wielkiego mocarstwa i  bezdomnym nieszczęśnikiem, między biskupem i laikiem. Wszyscy w końcu składamy się z tych samych atomów...
Słowa te uświadamiają, że każdy z nas jest tylko maleńką cząstką Kosmosu...
Zawiera się w nich dowód na doskonałość Stwórcy, który nie znając się na chemii, fizyce, anatomii stworzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje, stworzył człowieka dla świata i świat dla człowieka by... życie jego miało sens.
Nie wiem czemu, ale przypomniała mi się piosenka Wiesława Dymnego...

Człowieku wstań

Człowieku wstań rzekł raz Pan
Łaskawym okiem spojrzał nań
I człowiek wstał i poszedł w świat
I szedł tak przez czterdzieści lat

W pamięci czyjaś bliska twarz
Lecz nie wiesz jaką własną masz
Czterdzieści długich długich lat
Czekają wszyscy żebyś padł

Wlekł wlekł wlekł się człowiek
Lecz droga była tak jak wąż
I choć on szedł i szedł i szedł
To ona była dłuższa wciąż

(To śpiewa człek)
Ech gdybyś tak któregoś dnia
Zobaczył co widziałem ja
Pęknięte niebo ziemi dno
Czy byłeś sobą powiedz no

I gdybyś musiał iść i iść
Czterdzieści lat i siedem dni
A każdy dzień to suche łzy
Czy byłbyś sobą powiedz mi



Takie to moje dzisiejsze  refleksje. Pewnie naiwne i dyletanckie, ale... Popielcowe.

wscieklyuklad - 2008-02-06 19:15:09

Dokładnie 197 lat temu urodził się Henry Liddell. Ojciec Alicji. Dziewczynki, co pierwowzorem "Alicji w Krainie Czarów się stała". I jej siostrom przypadł zaszczyt uwiecznienia na opowiesci tych cudownych stronicach.
Nauczyciel matematyki z Oxfordu zabrał je na wycieczke łódką. Przepłynęli ledwie 5 mil. W tym czasie Lewis Caroll opowieściami o świecie niezwykłym "w lustrze zobaczonym" je raczył. Kto wie ile podróż ta trwała, godzinę, dwie może ?. I tyle wystarczyło. Bo dziewczynki tak zachwycone nią były, że poprosiły "gawędziarza" o ich spisanie. I tak dziś po latach tylu poznajemy, treści jakie nad taflą wody płynęły. Opowieści na poły absurdalne, na poły psychodeliczne. Znajdujemy eliksir "wzrostu", klucze do kolejnych tajemnych drzwi. Ścigamy Królika, poznajemy Szalonego Kapelusznika, Dodo, i....... braci bliźniaków. Pamiętam piękny film Disneya z przedwojennych aktorów polskich dubbingiem. Mogłem oglądać go w nieskończoność. I zawsze zachwycałem się nowymi treściami.
Przed kilkunastoma dniami przypomniano w Kino Polska " Rękopis znaleziony w Saragossie " - arcydzieło filmoteki narodowej. We wstępie przypomniano wrażenia ludzi sztuki.
Pamiętniki Andy'ego Garcii - który czerpał z filmu wenę do swoich równie jak Alicja psychodelicznych utworów. I wspomnienia jednego z amerykańskich multimilionerów, który "ścigał" ten film po całej Ameryce. Obiecywał nagrodę pienieżną każdemu, kto miejsce jego projekcji wskaże. Pewnego razu na jednym z seansów zaprezentowano ten film w wersji dubbingowanej, nie podając twórcy, ni kraju pochodzenia. Widzowie spytani, kogo za autora mogli by uznać wymienili..... Quentina Tarantino.
Mnie jednak w pamięci utkwiły słowa jednego z krytyków. Nie odtworzę ich z pamięci zapewne dokładnie. Brzmiały mniej więcej tak.
Kiedy obejrzałem ten film poczułem , że się zmieniam. Jak błędny, chodziłem długo po wąskich ulicach miasta patrząc innym wzrokiem na mijanych przechodniów - kobiety i mężczyzn. Po drugim razie poczułem , że znów się zmieniam. Podobnie po trzecim filmu obejrzeniu. Nie oglądnąłbym go po raz czwarty, gdybym nie wiedział, że i wtedy się zmienię.
Są w życiu rzeczy , sprawy do których wracamy nieustannie. I ludzie są, ku którym nieustannie myśli swe kierujemy. Są dla nas jak sztuka. Realna, lub psychodeliczna. I kiedy wracamy do nich myślą wiemy, że odczuwane wrażenia zmienią nas, nasze na świat spojrzenie. Że uczynią ten świat sensownym.
Potęga fizyki, potęga atomu, chemii potęga. Odchodzimy w proch się zamieniając, zamykając pierwiastków obieg w przyrodzie. Wirujemy , wirujemy w szalonym pościgu za Alicją , Królikiem. Jakże chciałoby się przysiąść obok nich, a herbatki filiżankę z rąk Szalonego Kapelusznika podjąć.

alutka51 - 2008-02-07 08:14:35

Oglądałam Alicję w Krainie Czarów Walta Disneya to,wspaniała opowieść dla wszystkich...
pełna przygód,fantazji i humoru z cudownymi piosenkami i muzyką..Są różne wersje filmu
i czasami oglądam jak, pokazują film w telewizji.....

hrabia Koniecpolski - 2008-02-07 17:42:37

V O R R E I...

A volte vorrei essere una libellula
per volare alto e vedere
cosa succede in tutta la terra.

Vorrei essere il cielo azzurro
per non sentire piu il dolore,
ma l'intensita della pace
e godere del cuore in ..riposo.

Vorrei essere il firmamento pieno di stelle
per brillare di luce candida.
Una nuvola vorrei diventare
per vagare nella leggerezza.

Cerco nel cuore la vibrazione,
quella dell'amore vero
per dimenticare il peso delle sofferenze.

Vorrei,vorrei,vorrei,
ma sono,sono,sono.....

E allora che mi resta?

Sognare che il mondo sia pulito
affinche le cellule non impazziscano.

Vorrei non essere piu impotente.
Che m e s t i z i a essere nessuno!
I grandi della terra possono
io posso solo invano gridare.

Sono,stanca di essere un bozzolo
vedo farfalle svolazzare,
la Vita grida in me,
perche io non volo?

Vorrei,vorrei,vorrei...
crederci ancora.

Powyzszy wiersz napisala Sonia 7 lutego 2007
Z uwagi ze samogloski akcentowane edytuja sie z tym nieodlacznym "grave" tym razem nieco uproscilem tekst.

Sorellina - 2008-02-08 12:28:58

C H C I A Ł A B Y M ...

Czasem chciałabym być ważką
latać wysoko i widzieć
co dzieje się na całej ziemi.

Chciałabym być niebem błękitnym
żeby nie czuć już bólu,
tylko głębię pokoju
i cieszyć się sercem...w spokoju.

Chciałabym być firmamentem pełnym gwiazd
by lśnić czystym światłem.
Chmurką chciałabym się stać
by sunąć po niebie w lekkości

Szukam w sercu drgania,
drgania miłości prawdziwej,
by zapomnieć  ciężar cierpienia.

Chciałabym, chciałabym,chciałabym,
a jestem,jestem,jestem...

Cóż mi więc pozostaje?

Marzyć, że świat stanie się czysty
By me komórki nie oszalały.

Chciałabym nie być  słaba.
Cóż to za smutek być nikim!
Wielcy tego świata są silni
ja tylko krzyczeć bezsilnie mogę.

Siedzę,zmęczona,w kokonie
widzę fruwające motyle,
Życie krzyczy we mnie,
może i ja pofrunę?

Chciałabym,chciałabym,chciałabym...
wierzyć w to jeszcze.


Wiersz napisany przez Sonię 7 lutego 2007 roku.
Wybaczcie ułomność tłumaczce.

Aska - 2008-02-08 13:03:14

Soniu, czy ten dzień był taki ciężki, czy z pacjentem coś się stało, a może Ty sama jesteś chora, zmęczona?
W tym pięknym wierszu tyle bólu i cierpienia przeplatasz pięknymi marzeniami. A w nich ciepło, miłość, spokój. Nadzieja.
Spełniły się w dużej mierze Twoje marzenia. Jesteś chmurka na niebie, snujesz się ślicznym obłoczkiem. Jesteś ważką, cały świat widzisz. Czy czujesz się lepiej, widząc to, o czym tylko wiedziałaś? Czy serce spokojniejsze, czy ból jest mniejszy?
Jesteś Wielka, Wielka w śród Wielkich. Silna, silna naszą siłą, naszą przyjaźnią. Siła to największa, od Ciebie ją mamy, od Ciebie ją czerpiemy.
Czy możemy zrobić coś więcej nad to, co czynimy, by świat, na który patrzysz był lepszy??

wscieklyuklad - 2008-02-08 18:58:06

I tak przez życie kroczymy pełni marzeń niespełnionych. Chcemy oto z siłami natury się zespolić, by lekkość ich, moc ich posiąść. Ulotnie, choć przez moment zapomnieć o własnych troskach, bólu własnym. Pisała ten wiersz na pięć miesięcy przed tragedią. Może on właśnie stan jej duszy oddaje ? Może wyprawa afrykańska miała być zapomnieniem ? Miała być ucieczką od myśli, ucieczką od bólu, smutku, rozpaczy ? Może miała być wypełnieniem pustki codzienności ? Wiele jest takich wierszy. Może powoli zaczniemy je na nowo odkrywać ? Ktoś kiedyś powiedział, że wiersze Jej mroczne są. Że musi mieć coś z głową pisząc takie strofy. A przecie tyle w nich życia i entuzjazmu. W obrazie Gwiazd wielkość Kosmosu się kryje. W locie ważki nieposkromiona swoboda się chowa. W lazurze nieba blask się słoneczny odbija - nadziei symbol.
Pozory mylą. Nie trzeba wcale wielkim być , by być silnym. Czasem wystarczy być silnym , by wielkość zdobyć.

Basia - 2008-02-09 00:16:42

Przepraszam Soniu, nie potrafię skomentować tego wiersza. Odbieram go zbyt...osobiscie.

Sorellina - 2008-02-10 13:44:35

Basieńko,ja też...Tłumaczyć trudno oryginał,który stopił się ze mną... Komentować ?  Nie potrafię tym bardziej...

wscieklyuklad - 2008-02-10 18:59:07

Dziś Krzyś wiersz przypomniał napisany przez Sonię. Wiersz pełen włoskich nutek. Jest tam i lodowiec z Alp włoskich, uczuciami niby różami umajony.  (wspominam opowieści Hrabiego, jak śmigała po górach niczym kozica, tak, że nadążyć nie mogli ). Jest i o smaku wina - wspomnienie piwniczek butelek pełnych. To co z każdego wiersza bije, to niewyczerpane pokłady miłości, jakimi darzyła świat. Pokłady miłości mieszane z tęsknotą za kimś bliskim. Kimś, kto byłby tuż obok, kimś z kim można by ręka w rękę, ręka pod rękę spacerować. kogos kogo mozna by kochać, miłość tę okazując spojrzeniem, słowem , dłoni dotykiem. Odkrywanie świata z kimś bliskim, nowych barw przydaje. Można cieszyć się w sposób zwielokrotniony. Nie tylko chłonąć otoczenie, ale też na bieżąco wymieniać poglądy, dyskutować. I wciąż coś nowego do swego dodawać życiorysu. Nowe przemyślenia, nowe wrażenia, i nowe na przyszłość plany.
Trudno już w pamięci zliczyć, ileż to tygodni mija, gdy spacerowaliśmy nie ręka w rękę, ale myśl w myśl. ale też tak bardzo spragnieni kontaktu bliższego uzyskania . Ileż rozpaczliwych prób podejmowaliśmy. I w końcu - gdy już się udało, czas Jej dobiegł kresu. Ale idea nie umiera. I tak, jak Ona widziała żołnierzy w szeregu nad ziemię sie wzniósłszy, ja przypominać będę wykorzystany fortel ze spadochroniarzami. I tak krok po kroku wspomnę owe wirtualne "pielgrzymki". Pamięć o tych , co odeszli też potrafi więcej przyjemnych , niż smutnych skojarzeń, wspomnień przywoływać. Choć zawsze pozostaje żal - tego nic nie wypleni.
K.K.Baczyński napisał podobno w ostatnim roku życia ok. 100 wierszy. Może Hrabia odkryje nam i Soni kolejne ? Mam w swoim "albumie" jeszcze jeden , ale pora na niego przyjdzie dopiero. Może za tydzień, gdy spaceru po Krakowie wspomnienie przeplatać się będzie z kolejna "miesięcznicą" Jej odejścia. A wiersz to piękny, pełen jako zwykle niespożytej energii, pełen dowodów na nierozerwalną Jej więź z natury siłami. Siłami, z których własną czerpała. Część siły tej zaszczepiła nam. Sami musimy nauczyc się ją utrwalać, mnożyć, dzielić nią z innymi - zwłaszcza słabszymi od nas. Zwłaszcza zagubionymi, nieporadnymi, bezsilnymi. Tymi, którzy siłą taką nie dysponują.

Aska - 2008-02-10 23:34:34

Trudne przed nam zadanie. Ta cząstka siły od Soni zaczerpnięta, ta kropla dobra, która o wielokroć się powiększyła, czy wystarczy do wszczepienia potrzebującym, czy podołamy temu zadaniu?
Dobra w nas jest wiele, serca nasze wciąż otwarte. Nie obawiam się, że nam go zabraknie. Obawiam sie potrzebujących, którym jest ono potrzebne od zaraz, a którzy bronią sie przed nim. Nie chcą przed sobą przyznać, że jest im z nim lepiej. Każda jego krople odrzucają, z wielkim uporem zło powielają. Już nie raz mieliśmy przykład, jak trudno pozbyć się wirusa, jak szybko się rozprzestrzenia.W chwili zwątpienia, gdy czara już kropli dobrych prawie pełna, zwiększa siły i je wylewa. Wszystko od początku się zaczyna, trudne zadanie, ale do wykonania. Nie poddamy się, nie pozwolimy złu się panoszyć, gnębić dobro.Za Soni przykładem, dobrem dzielić się będziemy wszędzie gdzie jest taka potrzeba. Nikt nie zostanie bez pomocy, bez wsparcia, nawet złym podamy rękę w potrzebie, może tym przykładem chociaż kilka kropel dobra zaczerpnie.

wscieklyuklad - 2008-02-11 20:00:06

Zło samo Asiu kiedyś na przeszkodę nie do pokonania natrafi. Czy dobro nim będzie ? Niekoniecznie. Zło pełne jest chełpliwości. Pełne blichtru i siły pozornej. Najczęściej dlatego, że samo nie doświadczyło ..... zła. Człowiek nabiera pokory najczęściej  w chwilach, gdy los go doświadcza. Zwróć uwagę, że przecież każdy z nas tu, a i - gości nie licząc - na Misogino tvn zgromadzonych, sam musiał parać się z problemi często na Herkulesa barki miarą. Niejeden dzień głowy siwizną przyprószał. Mając za sobą trudne chwile przypominamy wtedy przysłowie " nie życz drugiemu , co tobie ..." Oczywiście nie znaczy to, że tylko człowiek doświadczony laniem zebranym od losu, jest zdolny do wrażliwości, współczucia, szacunku innym okazywania. Ale bez wątpienia stosunek do świata wzbogaconym jest ich własnymi troskami. Łatwo utożsamić się z odczuciami innych własne w pamięci mając. Można uniknąć choćby pochopnych oskarżeń, sądów niesprawiedliwych.
Człowiek zły, pełen buty, kiedyś wszak natrafi na godnych siebie - ludzi/sytuację. Może go ona przerosnąć. Powtórka bowiem mistrzem czyni, beztroskie lenistwo zaś czujnosć stępia. A i szybkość i kierunek reakcji spacza. Przeżyją niejeden dramat, niejedną życiową panikę. W naturze prawo zachowania energii istnieje. I ten , kto zło z siebie wypromieniował, musi otrzymać coś od losu w ilości tożsamej. To coś jest teraz w nieokreślonym "gdzieś" . Ale jest, prawom fizyki podlegając. Czy będzie tego rewanżu "kropli kilka", czy "kropli ocean" - sami to kiedyś stwierdzą. Oczywiście  trzeba ich wszystkich jedną miarą traktować. Nie licząc wszak, że mają ochotę uścisnąć naszą wyciagniętą dłoń. Oni widzą w niej nie ofertę neutralności lub przyjaźni nawet, ale naszą słabość. Uznają, że oto "szans z nimi nie mając" gestem tym nizszość wykazujemy. A to tym bardziej każe im dłoń naszą odrzucić, wzmaga bowiem wewnętrzne poczucie przewagi , a i własnej wielkości poczucie mnoży. Dajmy im spokojnie czekać "na ten dzień ". Dzień, gdy uśmiech zniknie z ich zadowolonych buziaczków. A po policzkach popłyną okraszone wówczas innym niż dzisiejsze barbarzyńskie wycie , łzy. To jedyna ich szansy odmiana. Tak to niestety Mirko widzę, choć nie sądzę bym Cię pocieszył w ten sposób, a już tym bardziej przekonał.

Aska - 2008-02-11 21:53:09

Smutne to pocieszenie, jednak pocieszenie nadzieję dające. Smutne, że samemu trzeba doznać cierpienia, żeby innych cierpienie zrozumieć, chociaż zauważyć. Czy zawsze zło musi być tak rozpowszechniane, zawsze na centralnym miejscu? Dlaczego dobra nie pokazuje sie wiele? Jest go dużo więcej niż zła. "Lansując"zło dajemy mu pozwolenie na działanie, nie jest to przestroga, lecz pokazana łatwiejsza do wszystkiego droga. Czyniąc dobrze droga do celu sie wydłuża, czasem jest bardzo kręta. Uważać musimy, żeby kogoś nie skrzywdzić, omijać, szukać innych rozwiązań. Zło idzie do przodu bez pardonu, rozpycha się łokciami.  Kiedy oberwie od życia, cierpi podwójnie. Boli, bo oberwało, boli, bo zrozumiało ile cierpień zadało i wstydzi sie po pomoc wyciągnąć rękę.
Cieszy, że się kiedyś skończy, smutne, że z niepotrzebnym bólem.

Aska - 2008-02-12 12:18:59

Od jakiegoś czasu w tym nowym Twoim, Soniu miejscu jest tak o wiele ciszej i spokojniej niż w wątku przez Ciebie założonym, na Misongino. Kiedyś tam cudowna atmosfera mnie przyciągnęła, tam kroki swe kierowałam gdy coś przemyśleć musiałam. Nikt niczyich słów nie krytykował, nie szydził z nikogo. Teraz za każdym razem obawa wielka, każdego ranka zadaję sobie pytanie, czyj dzisiaj nik, czyje słowa, jaka "wartość" będzie poniewierana? Kiedy wróci tam cisza, błogi spokój? Nasuwają się pytania, których i tu obawiam się pisać. Może obawa nie uzasadniona, może ....
Pewne jest i bez obaw pisać mogę, że mimo wszystko życie, życie ma sens...

hrabina_balkanska - 2008-02-12 16:45:24

Zła nic nie boli! Jest niewrażliwe na własny ból bo im więcej bólu zadaje innym tym bardziej na własny ból się uodparnia. Zło nie zna pojęcia "wstyd". Zło nigdy nie doświadczy uczucia żenady...
Może to co u kogoś nazywamy potocznie przekorą i traktujemy pobłażliwie, licząc że jego zdrowy rozsądek przeważy i wyznaczy jej jakąś granicę staje się właśnie pierwszą bramą do zła? 
Czytam nasze "Misogino TVN"... To sprzed paru miesięcy i to obecne i zadaję sobie różne pytania... A wśród nich tylko jedno nie znajduje konkretnej odpowiedzi, konkretnych motywów - dlaczego niektórzy z taką zaciętością chcą udowodnić, że czarne jednak jest białe? Czy to jeszcze przekora czy już pierwsza brama do zła?

wscieklyuklad - 2008-02-13 18:03:44

Przed chwilą obejrzałem "Teleekspresową" relację, w której - nie ze względu bynajmniej na nadchodzące Walentynki - pokazano dwa oblicza miłości. Oto pewien policjant zauważywszy na ulicy bezdomnego, który nie znalazł miejsca w przepełnionej noclegowni, przygarnął go na noc, zezwalając przespać się w znajdującej się na terenie komisariatu celi dla zatrzymanych. Uratował w ten sposób może czyjeś życie. Dał dowód miłości prawdziwej, która nie zna różnic statusu, pochodzenia, majątku. Miłości, ktora zawsze stara się wyjść naprzeciw potrzebom drugiego człowieka. Wrażliwości, która w pracy każdego policjanta tak jest niezbędna, bo przecie stróż prawa to wcale nie ktos, kto ugania się po ulicach za przestępcami z giwerą w dłoni, nie ktoś powołany tylko do wywlekania człowieka półnagiego, skutego kajdankami - najlepiej w obliczu kamer. Znalazł się jednak " ktoś życzliwy" ktoś "kochający inaczej", kto o wydarzeniu tym wiedzę zdobywszy, zawiadomił o naruszeniu regulaminu. I tak czyn wart pochwały, nagrody, uznania poprowadzi przed oblicze dociekliwego prokuratora człowieka, który w chwili cieżkiej ochronił nieznanego bliźniego. A bandycki ten wyczyn, jest zagrożony karą nielichą , bo 3 lat więzienia, które w przypadku skazania "winowajca" spędzi z pewnością w milutkiej , cieplutkiej celi  więziennej, spokojny o wyżywienie, i dach nad głową. Potem już tylko pozostanie znalezienie pracy, bo przecież jako skazany nie będzie miał szansy na powrót do zawodu.
Gdy słyszy się takie relacje, ogarnia czlowieka osłupienie. Oto zadajemy sobie pytanie, czy to , co słyszymy, to fragmenty z Ionesco zaczerpnięte, streszczenie groteski innego autora, wygłup, manipulacja. Bo czy są jakie absurdu granice ? A może - pocieszamy się przez chwilę - dziś prima aprilis o którym zapomnieliśmy i oto za chwilę wszystko się wyjaśni , a my wybuchnienmy serdecznym śmiechem , że tak daliśmy się bez reszty oszukać. Niestety nie pierwszy to kwiecień , a ta historia jest "oparta na faktach".
Zastanawiam się skąd w ludziach jest tyle zła ? Czy są jakieś granice, jakaś linia , o którą Hrabinia pyta, oddzielająca szlachetność od zachowania podłego. Ktoś, kto dowiedział się o "bandyckim wyczynie" - nie wiem , kolegi, znajomego, obcego sobie człowieka, może też jakiś ogłupiały tym co się dzieje w naszym kraju służbista (  to choć było by jakieś umotywowane pocieszenie, choć nie wytłumaczenie przecie ) miast wspomóc go, podziękować , podziwiać, wpędza godnego naśladowania człowieka w nieopisane tarapaty. Sam z ubocza przyglądać się im będzie czerpiąc sadystyczną radość z faktu , iż komuś dokuczył. Że zlamał komuś życie, karierę. Że do rodziny tego wielkiego człowieka wprowadził łzy, zamęt, rozpacz, strach przed przyszłością, za to, że idącemu ulicą bezradnemu, doświadczonemu przez los człowiekowi podał rękę . Czy są więc jakieś linie, granice jakieś ? Nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Czy jest nim ludzka małość, ludzka nienawiść ? Głupota ludzka ? Brak wyobraźni ? Problemów brak ?
Oglądałem kiedyś film o małpach. Kiedy matka małpiątka umierała, wówczas "ciotki" biły się, o prawo do dalszej opieki nad osieroconym maleństwem. Był to nie tylko obowiązek , ale wręcz zaszczyt. Wiele jest przykładów takich w świecie zwierząt. A tymczasem MY LUDZIE, miast poszukiwać źródeł zła, nieszczęść, starać się je eliminować, starać się tworzyć rozwiązania, które takim jak opisany incydent zapobiegły by a priori, myślimy o burzeniu jeno. Celowym burzeniu czyjegoś spokoju. Celowym, rozmyślnym poniżaniu, by nie czuł się zbyt silnym, zbyt atrakcyjnym, by choć trochę zrobić na złość. By choć nieco zażył goryczy czyjegoś niedowartościowania, porażek, zawodów .
W wątku wierszowym wkleję za moment utwór znaleziony  wśród...... zadań szaradziarskich. Tego typu refleksje opanowały nawet relaksowe aspekty życia naszego.
Życia, w którym coraz mniej jest miłości, życzliwości. Życia , w którym  zagubieni ludzie, mający zdrowie, intelekt, pracę, dach nad głową stają się bardziej bezdomnymi, niż ów starzec nocą przygarnięty czyjaś miłością.

hrabia Koniecpolski - 2008-02-14 20:24:20

San Valentino
Per Te ...
Il nostro cammino è; su un sentiero impervio e privo di luce, .. ma se ci terremo per mano, .. arriveremo fino al monte della serenita, stenderemo un velo di dolcezza e assaporeremo il nostro amore che tanto ci siam meritati ..... Ti tendo la mano An..: andiamo.

Sorellina - 2008-02-14 20:40:30

Walentynki
Dla Ciebie........
Nasza droga jest trudna; poruszamy się po niedostępnej ścieżce, pozbawionej światła.... ale jeżeli weźmiemy się za ręce, dotrzemy do spokojnego szczytu, rozciągniemy woal szczęścia i smakować będziemy naszą miłość, na którą tak zasłużyliśmy....... Wyciągam do Ciebie dłoń An..... : ruszajmy.


Tłumaczenie tekstu Hrabiego Koniecpolskiego.

wscieklyuklad - 2008-02-15 10:57:39

Ludzie wielcy rodzą się raz  na czas jakiś. Dziś kolejna rocznica urodzin Galileusza. Odkrywcy księżyców Jowisza, wynalazcy. Piszę o tym na tvn 24, więc powtarzał tamtych słów nie będę. Pytania bez opowiedzi zostawione tam, i tu jednak nurtują. Gdyby trwał, przy swojej świata wizji, przy kosmogonii- efektem badań będącej, zapewne ktos inny ulepszył by kompas, mikroskop, lunetę. Ktos inny termometr by wynalazł.... Dziś czcilibyśmy pamięć jego, na wzór o Giordano Bruno wspomnieniu. Byłby męczennikiem nauki, głupoty, ciemnoty i zacofania ofiarą.
Piszę o tym właśnie w dniu, gdy dociera do nas informacja o odkryciu nowego układu planetarnego, wielce nasz przypominającego. Odkrycie , w którym i nasi Rodacy "palce maczali". A więc może i gdzieś indziej życie z naszym porównywalne trwa ? Może i gdzieś jeszcze, jakieś inne - oby rozumne - istoty starają się życie swe piękniejszym....lub ohydniejszym uczynić. Może spoglądają stamtąd ku nam przez Galileusza teleskopy i zastanawiają się, czy jest "tam" życie, a jeśli tak, to na ile z ich zbieżne.
Człowiek od zawsze ku Kosmosowi wzrokiem i myślą wybiegał. Zawsze nurtowała go myśl, czy jesteśmy sami. Myśl , kto wszystko to i w celu jakim stworzył. I kto stworzył "tego kogoś/to coś", co nas stworzyło. Galileusz umierając tezy swej się nie wyparł. A przecie dziesięciolecia całe, nie wolno Mu było mówić o tym otwarcie. Groziły Mu straszliwe męczarnie i śmierć. Czy był hipokrytą ? A może genialnym taktykiem ? Może chęć poznania świata, na dalszy plan odsuwała wyrażanie tego " co na języku, co w duszy ?"
Dokładnie w 300 lat po śmierci Galilea urodził się Stephen Hawking - jeden z największych geniuszy fizycznych naszych czasów.  Aż 300 lat czekać więc trzeba było na kogoś tak genialnego. Tym bardziej żal każdego straconego "talentu", każdej nie docenionej inicjatywy, myśli światłej, przedsięwziecia szczytnego.
Niedługo kolejny okrągły miesiąc Sonieczki odejścia minie. Niedługo kolejny się zacznie. I tacy ludzie "na pniu" się nie rodzą. Wiemy o Nich często mniej, niż o odległych przodkach. Przejdą do historii anonimowo. Ale przecie i bez nich nie było by motta : "a jednak się kręci". Ani motta "życie ma sens" by nie było.......

hrabia Koniecpolski - 2008-02-16 16:38:17

Trenta  anni di un'amicizia così meravigliosa…cosi speciale…cosi unica...basata su piccole cose...su semplici momenti…su veri principi...ricordi di serate passate insieme…di pomeriggi in giro in macchina...di mille discorsi che ci riempivano dentro…di telefonate messaggi…regali...ti dicevo tutto sapevi ogni minima cosa di me…e io di te…mi capivi guardandomi con uno sguardo…quel tuo sguardo che oltrepassava la mia mente e leggeva il mio cuore...i miei sentimenti più nascosti...mi tornano in mente le cavolate…i casini fatti insieme…le battute…le giornate.. lezioni di lingua polacca...di storia… soggiorni  a Gardaland...al cinema...al mare in montagna…ricordi di momenti unici e indimenticabili a Pincio sei stata la persona più importante della mia vita...l'unica che è riuscita a capirmi fino in fondo...tu mi hai fatto credere nella vera amicizia…peccato…mi piange il cuore…perchè ora mi rimangono solo i ricordi…tu mio dolce angioletto sei la su in cielo.. e con te ti sei portata il mio cuore...non sai quanto mi manchi…non riesco ancora ad accettare il fatto che non posso più parlare con te...vederti… stringerti…non ci sei più al mio fianco…ti adoro…ti adoro…ti adoro…proteggimi sempre..Sonia

wscieklyuklad - 2008-02-16 16:43:01

Kolejny pełny miesiąc od Soni odejścia nadchodzi. Siedem miesięcy kroczymy w przyszłość w pamięci Ją mając.  W Darfurze wciąż trwa bratobójcza wojna. Świat podejmuje przynajmniej nieśmiałe działania wspierające, ale pozycja Chin jest zbyt mocna, by głos oburzenia mógł odnieść pozytywny skutek. Pojawiają sie pierwsze nieśmiałe propozycje bojkotu Olimpiady w Pekinie, albo innych form manifestacji z Afryką jedności w trakcie zawodów sportowych. Ale i tu polityka rozsądek i przyzwoitość wypiera. Pod płaszczykiem walki z komercją, zasłaniając się ideą Olimpijską, która ma nie mieszać polityki do sportu, zabrania się podobnego wyrażania protestu przeciwko tej ludobójczej wojnie. Jakoś nie przeszkadzało to nikomu w trakcie Olimpiady w Moskwie, czy Los Angeles. Wtedy polityczne względy zatrzymywały sportowców w domach. Cóż kilkumiliardowy rynek zbytu, to zbyt łakomy kąsek dla możnych tego świata, by spory wszczynać, rynki chińskie dla towarów eksportowanych zamykając.
Tym samym ofiara - choć piękna, nie do końca została "skonsumowana". Wczorajsza akcja oszczędności zainicjowana w wielu europejskich krajach, przyniosła fundusze na budowę studni wody  pitnej w Darfurze. Piękny to gest jedności i solidarności. Oczywiście walka o dostęp do wody , jako potencjalne źródło konfliktu, to jeno pretekst. W wielu krajach - nie tylko afrykańskich, krucho jest z dostępem do wielu dóbr doczesnych, a jednak nie rodzi to czynów barbarzyńskich. Pozostaje mieć nadzieję, że przyjdzie kiedyś dzień, gdy lipcową ofiarę Soni będziemy wspominać jako krok ku zakończeniu bratobójczej walki. Przyjdzie może dzień, gdy powiedzieć będzie można, że ofiara Jej życia miała sens. Ofiara z życia, dla życia podtrzymania.

Sorellina - 2008-02-16 21:14:14

Trzydzieści lat cudownej przyjaźni; niezwykłej, jedynej, opartej na drobnych rzeczach, zwykłych chwilach, opartej na autentycznych zasadach... wspomnienia razem spędzonych wieczorów, popołudniowych przejażdżek samochodem, tysiąca rozmów od serca, telefonów, podarunków..... Opowiadałem Ci o wszystkim, wiedziałaś wszystko o mnie , a ja o Tobie...Rozumiałaś mnie bez słów, wystarczyło spojrzenie...To Twoje spojrzenie, które przenikało mój umysł i czytało w moim sercu...moje najskrytsze uczucia...Wracają do pamięci  nasze żarty, psikusy...pogaduszki... lekcje języka polskiego... historii... wyprawy do Garlandu*... do kina...nad morze,w góry... Wspomnienia niepowtarzalnych, niezapomnianych chwil w Pincio...Byłaś najważniejszą osobą w moim życiu...jedyną, która dogłębnie mnie rozumiała...Nauczyłaś mnie wierzyć w prawdziwą przyjażń...Jaki żal...Serce mi płacze, bo pozostały mi już tylko wspomnienia...teraz, aniele mój drogi, jesteś tam w górze... i zabrałaś ze sobą moje serce...Nie wiesz nawet, jak mi Cię brak...Wciąż jeszcze nie potrafię pogodzić się z faktem, że nie mogę już z Tobą porozmawiać... zobaczyć Cię... uścisnąć... nie ma Cię u mego boku... Wielbię Cię...wielbię Cię...wielbię Cię... czuwaj nade mną,Soniu

*Garland - park rozrywki w Mediolanie

Słowa te skierował do Soni w miesięcznicę Jej odejścia, Jej najlepszy Przyjaciel

wscieklyuklad - 2008-02-16 21:58:16

Cóż więcej o Przyjaźni rzec można ? Cóż do słów Hrabiego dodać ?  Może tyle, że chwil jakie dane  Mu było przeżyć zazdrościmy ? Że każdy z nas tęskni za kimś takim, co jest mniej niż ukochanym, a jednocześnie bardziej niż ukochanym człowiekiem.  Kimś wyjątkowym, nie do zastąpienia kimś. W życiu każdego z nas pojawia się wiele osób. Setki, tysiące, może i dziesiątki tysięcy - jak choćby w praktyce lekarza, nauczyciela karierze. Obok żadnej z nich nie przechodzimy obojętnie. Każdą z nich dostrzegamy, analizujemy jej wygląd, słowa, czyny. Zostają w naszych myślach lub wspomnieniach na dłużej lub wcale. Znaczą dla nas wiele, lub istotnej roli nie odgrywają. Takich, których zastąpić nie sposób nie jest wszak wielu. Czasem nie jest nam dane spotkać nikogo, kogo strata przejęła by nas uczuciem pustki absolutnie nie do wypełnienia - także po miesiącach/latach rozłąki. Wracamy do dni minionych. Do tego co wydaje się tak zwyczajne. Wspólnego picia herbaty, kawy. Sięgania po cukierki, chipsy, herbatniki do tej samej torebki. Picia wody mineralnej z tej samej butelki. Noszenia pożyczanego swetra. Jazdy pożyczonym samochodem. Wspólnych zakupów, wspólnych wzruszeń w trakcie oglądania filmu, czytania książek, rozmów bodaj. Wspólnych, wspólnych, wspólnych - i tak bez końca. Mniej niż ukochany, a zarazem bardziej niż ukochany...... Jedyny. Jedyna.

alutka51 - 2008-02-17 00:35:40

Pamiętam... Cię Soniu.....

Pamiętam tamte chwile,
śpiew ptaków i radosne melodie.
Pamiętam tą radość,
której wokół było tyle...
Teraz Cię zabrakło,
to jak zgasić wszystkie gwiazdy na niebie.
Zostały tylko wspomnienia,
jak bardzo jestem daleko.... tam na górze,
Pamiętam Twoje życie,
jakże było krótkie,
i tak szybko się skończyło.
Pamiętam smutek i łzy,
kiedy skończyły się sny,
to wszystko pamiętać będę,
dopóki moje serce bić nie przestanie,
i kiedy słońce już więcej nie wstanie.
Pamiętam.....
P.B.

Aska - 2008-02-17 02:33:07

Czy można ulżyć w cierpieniu przyjaciela? Jakich słów nie słyszał jeszcze? Jak mówić o bólu, który się czuje, który w swoim sercu się nosi?
          Kropla milczenia
na rany otwarte
krzywdy piekące
urazy zapiekłe
         kropla milczenia
na radość
kiedy się kończy
na szczęście
gdy się zaczyna
na śpiew milknący
w melodii wieczoru
        kropla milczenia
na słowo
w gardle więzione
gdy uśmiech
w oczach zamiera
gest opadłej ręki
       kropla milczenia
na zachwyt
który poraża
na lęk
paraliżujący
na klęski
którym nie ma końca
na słabość
której nie rozumiesz
i lukę w pamięci
olbrzymiejącą
na plotkę
wszechogarniającą
i liść
kiedy sfruwa
z martwiejącego
             drzewa
       kropla milczenia
na serce gdy ustaje
a człowiek umiera
          kropla milczenia

Anna Kajtochowa  7 I 1997

wscieklyuklad - 2008-02-17 09:30:41

Żegnaj......... Takie słowa każdy z nas wypowiadał przed siedmioma miesiącami. pogodny lipcowy poranek, nie był pogodny. Słońce przestało być Słońcem, a jego promienie nie muskały miło skóry powierzchni, lecz wypalały duszę. Skotłowane, wrzące buntem myśli mówiąc "żegnaj", pytały z drugiej strony "dlaczego?". Nigdy już nie miała nas pożegnać słowami, którym pozostała wierna do końca swojego życia. Nigdy już nie miała podtrzymać nas na duchu. I nam nigdy już więcej nie było dane skierować do Niej słów "nic to....." Radość wieczornych powrotów, zastąpiła gorycz samotności. Zabrakło tej, która tyle miała ciepła, tyle mądrosci, tyle miłości do świata, do nas miłości.
Muzyka z Pokuty całą noc w myślach mych się przewijała. I ten genialny motyw stukotu maszyny do pisania wplatany w takty muzyki. Muzyki, jakby Bolera odbicia. Muzyki z powtarzalnym motywem, potem pojedynczymi, chaotycznymi trzaskami uderzania we wkręcony w nią papier...... Szybkimi , coraz szybszymi, jak końcowe takty Bolera. I równie gwałtownie urywanymi. Uderzenia te, rytm ich, jawią mi się jako  symbol naszego życia. Powoli budzącego się. Powoli, acz  coraz więcej pojmującego z otaczającej nas rzeczywistości... Powoli uświadamiającego nam po co jesteśmy. Życia, co dniom naszym nadaje rozpędu. Życia, co ubarwia je, lub szarość w nie wlewa. Życia godnie przeżytego, lub zmarnowanego bezpowrotnie.
Życia, co ku koncowi gwałtownie przyspiesza, jakby nadrobić czas stracony chciało, jakby pragnęło jak najwięcej śladów po sobie pozostawić. To także symbol życia Sonieczki. Powolny , chaotyczny stukot klawiszy, jak krótkie, urywane, łapczywie słane posty z wnętrza Afryki. Potem przepojone lękiem przyspieszenie. Swoista lawina, która miała zło z drogi usunąć. Lawina , ktora miała nie śmierć nieść , ale ocalenie. Lawina coraz szybsza... lawina ożywcza... lawina w pędzie swym zdało by się niepowstrzymana.
I nagle ten urywany trzask klawisza. Już ostatni.... I trzask przesuwanej ku początkowi rolki maszyny. Życie miało nowy rozdział pisać. Pozostało echo klawiszy stukotu...... Pozostała cisza.
Żegnaj, choć przecież jesteś....

http://video.aol.com/video-detail/-soun … /445866945
http://video.aol.com/video-detail/-soun … /593170744

hrabia Koniecpolski - 2008-02-17 10:39:05

Kochani ,ponizszy tekst pochodzi z jednej z najbardziej ulubionej piosenki przez Sonie, autorstwa Antonello Venditti.
Tytul;Ci vorrebbe Un Amico.
Wielka szkoda ze nie potrafie wklejac piosenek,mam ja w posiadaniu,jest piekna.

Stare insieme a te è stata una partita,
va bene hai vinto tu, tutto il resto è vita.
Ma se penso che l'amore è darsi tutto dal profondo
in questa nostra storia sono io che vado a fondo.
Ci vorrebbe un amico
per poterti dimenticar,
ci vorrebbe un amico
per dimenticare il male,
ci vorrebbe un amico
qui per sempre al mio fianco,
ci vorrebbe un amico
nel dolore e nel rimpianto.
Amore, amore illogico, amore disperato,
lo vedi sto piangendo, ma io ti ho perdonato.
E se amor che a nulla ho amato, amore, amore mio perdona
in questa notte fredda mi basta una parola.
Ci vorrebbe un amico
per poterti dimenticar,
ci vorrebbe un amico
per dimenticare il male,
ci vorrebbe un amico
qui per sempre al mio fianco,
ci vorrebbe un amico
nel dolore e nel rimpianto.
Ma vivere con te è stata una partita
il gioco è stato duro comunque sia finita
ma sarà la notte magica o forse l'emozione
io mi ritrovo solo davanti al tuo portone.
Ci vorrebbe un amico
per poterti dimenticar,
ci vorrebbe un amico
per dimenticare il male,
ci vorrebbe un amico
qui per sempre al mio fianco,
ci vorrebbe un amico
nel dolore e nel rimpianto.

Sorellina - 2008-02-17 11:50:46

Próba przekładu piosenki ulubionej piosenki Soni.

Potrzebny jest Przyjaciel

Być z z Tobą to była gra,
no dobrze, Ty wygrałaś;  reszta to życie.
Lecz jeśli miłość znaczy : oddać się do głębi,
to ja w naszej miłości utonąłem.

Potrzebny jest Przyjaciel,
by móc zapomnieć,
Potrzebny jest Przyjaciel,
by zapomnieć o bólu.
Potrzebny jest Przyjaciel,
na zawsze u mojego boku
w bólu i tęsknocie.

Miłość, miłość nielogiczna, miłość rozpaczliwa,
Widzisz? Płaczę teraz, ale już Ci wybaczyłem.
I jeśli na próżno kochałem, kochanie wybacz,
w tę noc chłodną starczy mi Twe słowo jedno.

Potrzebny jest Przyjaciel,
by móc zapomnieć,
Potrzebny jest Przyjaciel,
by zapomnieć o bólu,
Potrzebny jest Przyjaciel
tu, u mego boku,
Potrzebny jest Przyjaciel
w bólu i tęsknocie.

Życie z Tobą to jest gra,
walka - choć ciężka - już się skończyła,
Czy to ta noc magiczna, czy wzruszenie jakieś
stoję znów sam u Twoich drzwi.

Potrzebny jest Przyjaciel,
by móc zapomnieć o bólu...

Basia - 2008-02-17 13:33:37

Podrzucam
http://pl.youtube.com/watch?v=m_6E-Vpqv3s

Aska - 2008-02-17 15:52:58

Smutno mi Panie, nadeszło rozstanie. Przyjacielu drogi wiem, iż różne są nasze drogi, nasze myśli w innym kierunku podążają. Wiem, że tak musi być, że masz serce szczerozłote, przyjaciół wielu bliskich słowem i myślą. Nam nie po drodze, tak wiele i niewiele nas łączy. dzieli... Pozwolić odejść dla przyjaciela ciężko, bardzo smutno… Cóż, tak już jest, tak musi być. Nie zatrzymam Cię, nie będę narzekać, idź tam, gdzie nakazuje serce. Jak będzie Ci smutno, jak będzie Ci źle – zawołaj, zjawię się natychmiast i podam obie ręce. Wysłucham, pocieszę, osuszę łzy… Będę zawsze, kiedy będziesz wołał. Będę wspierać, pomagać we wszystkim, ile tylko mam sił.
Ludzie, którzy przyjaźnią się darzą, czystą miłością kochają, nigdy tak do końca się nie rozstają. Węzeł, który ich połączył, nierozerwalnym jest. Ta nić pajęcza, która łączy, pod żadnym ciężarem nie pęka, każda przeszkoda, każde rozstanie ja wzmacnia.
Idź Tobie wyznaczoną ścieżką, nie oglądaj się za siebie, kroczę tuż, tuż. Bądź szczęśliwy i szczęście rozdawaj wszystkim, których napotkasz na swej drodze.
Na drodze innego życia.

wscieklyuklad - 2008-02-17 16:31:07

12 lipca 100 lat p.n.e.  urodził się Juliusz Cezar. Wielki cesarz, wielki wojownik, wielki człowiek. Podbił szereg ziem, wypowiedział niejedną znaną do dziś sentencję, napisał parę ksiąg....
Może to właśnie dzień dobry dla urodzin ludzi mających charyzmę ? Ludzi, co swoim przykładem , swoim życiem potrafią porwać tłumy ? Tłumy tych co to w ogień...... Tłumy tych co szanują, co pamiętają.
Sonieczka także urodziła się 12 lipca. I także charyzma niebywałą obdarzona była. Bardziej skromna, mniej na zewnątrz agresywna. Nie szukająca rozgłosu. Fakt, w innych rodzona czasach. Świat był już "uładzony", podzielony, granice jego wytyczono. Nie trzeba było wojen z Galami toczyć, nie trzeba było "kości rzucać".... Choć może..... Poświęcenie siebie jest w jakimś stopniu takim właśnie "kości rzuceniem". Jest przybyciem, by zobaczyć i zwycięstwo odnieść. Bo nie każda wszak śmierć jest porażką. Porażką jest dla tych co kochali i zostać muszą, by dalej przez życie - bardziej już puste - kroczyć. Ale Jej śmierć była równocześnie zwycięstwem. Zwycięstwem idei. Zwycięstwem życia ocalonych dzieci. Zwycięstwem tych wszystkich, którzy Jej pomagali. I mimo Jej odejścia nadal w wielu zapalnych regionach świata - ofiarą tą nie zrażeni, lecz wręcz zachęceni - ryzykując zdrowiem i życiem starają się walczyć ze złem przemocy. Starają się łagodzić ból, rany koić.
Nie przejdzie jako z nazwiska znana do historii. Niewielu z nas prawdziwe nazwisko Jej zna. Garstka jeno z tu obecnych wie , jak wyglądała. I ja nie wiem. Podobnie, jak nie wiem jak wyglądał Cezar. Znam jedynie podobiznę popiersia - może i doskonałą. Wiem , jak zginął. Ale - podobnie jak milionom innych nie przeszkadza mi to wracać pamięcią do jego czynów. Tak jak myślą powracał będę do czynów Soni. Do Jej przesłań, rad, propozycji. Do przykładu poświęcenia, do wzorca umiejętności rezygnacji z tego, co tak niezbędnym w naszym życiu się wydaje. Tak niezbędnym jak właśnie..... samo życie.

wscieklyuklad - 2008-02-19 11:16:36

Spotkałem dziś w Poradni pacjenta, z którym jesienią wymienialiśmy przerażające obawy odnośnie nadchodzącej zimy. Niepokoiło go wyjątkowo wczesne - już faktycznie sierpniowe rojenie pszczół, co miało być jakoby zapowiedzią długiej i mroźnej zimy. Faktycznie przyszła szybko - bo już w połowie listopada, ale szczęśliwie na krótko. Piszę o tym ze względu na fakt, jak mądra, jak przewidująca potrafi być przyroda. Wczesne odloty bocianów, rojenie pszczół w przewidywaniu krótkiego, ale wystarczająco dolegliwego mrozu. Dla nas to ostrzeżenie, dla istot żywych walka o byt. Zbyt późny odlot, zbyt późne mnożenie, zabezpieczanie uli mogło bowiem oznaczać śmierć. Chylmy więc przed przyroda czoła.
Podobno człowiek kiedyś też tak ściśle był z naturą zespolony, że mimo technicznych powijaków potrafił przewidywać wiele wydarzeń. Starożytne budowle, kromlechy, kościoły, zamki, budowano- jak się teraz okazuje w miejscach tajemnych, szczególnych"mocy". Miejscach o szczególnych właściwościach energetycznych - jak choćby nasz Wawel. Dziś niektorzy się zastanawiają , czy budowano w tych miejscach, czy przeciwnie - ze względu na ich szczególny charakter, przeznaczenie wyjątkowe mocy takiej z czasem nabrały. Z biegiem lat, wieków, tysiącleci, sięgając po nowinki techniczne, utraciliśmy zdolność rozpoznawania takich miejsc. Także przewidywania pogody sprawdzają się w iluś tam procentach, ale to zwierzęta wiedzą lepiej czego możemy się spodziewać - i nie tylko odnośnie opadów śniegu, temperatury, ale choćby wspomnianej już kiedyś zdolności wyczuwania nadchodzących kataklizmów, jak np. trzęsienie ziemi.
A drugi aspekt spotkania ? Kiedy mężczyzna ów - 56 letni - dzielił się ze mną miodem był tak radosny, cieszył się z- mimo majowych mrozów - w miarę udanych zbiorów. Problemy kardiologiczne mu nie dokuczały, tedy z optymizmem patrzył w przyszłość. Markery procesu nowotworowego, na który cierpiał, normalizowały się. Wydawało się więc , że i tę chorobę zwalczył. Tymczasem dziś nie poznałem tego biedaka. Lżejszy o 15 kg, o typowych, zaostrzonych rysach rakowca. Przez te ostatnie 5 miesieęcy dwukrotnie zaliczył szpital - niestety proces rakowy uległ rozsianiu. I to mimo normalizacji parametrów laboratoryjnych. Tak oto los oszukuje nas nieustannie, a my jesteśmy u progu dopiero odkrywania jego tajników. I medycyny wszak to dotyczy.
A może właśnie w czasach "szamanów", "czarowników" stawiano dokładniejsze diagnozy - i mimo braku lekarstw ustalano choć przyczyny ? Dziś otoczeni aparaturą i całym zapleczem diagnostycznym bezradnie rozkładamy ręce. Medycyna ludowa, naturalna oparta o ziołolecznictwo wyparta została przez coraz wymyślniejsze specyfiki coraz głębiej w naturę fizjologii sięgające. I dla mnie niemały to kłopot, bowiem coraz więcej osób wczytuje się w ulotki leków, działania uboczne opisujące, a że Polacy uwielbiają w organizmy swe się wczuwać i pieścić nad sobą, więc coraz więcej porad polega na uzmysławianiu konieczności przyjmowania całej tej "chemii", mimo potencjalnych zagrożeń jakie to niesie.
Sonieczce przyszło w ostatnich dniach życia zbliżyć się do takiej "medycyny naturalnej" w najbardziej absurdalnej formie. Bo nie tylko z chorobami, ale i ludzkim głodem i pragnieniem walczyć musiała.
Może wieczorami słyszała gdzieś tam-tamów bębnienie przez pustynię się niosące ? Może siegała wtedy pamięcią do czasów, gdy człowiek zespolony z siłami natury, mimo całej technicznej niedoskonałosci , bardziej panował  nad nimi, niż my, współcześni uzbrojeni w coraz to nowe wynalazki.
Umówiłem się z pacjentem na majową wizytę. Pełen jest optymizmu, liczy na udane zbiory z początku maja, gdy drzewa owocowe kwitnać będą. Przyroda dalej będzie swymi prawami się kierować, a my dalej oszukiwać, że może coś nam się uda przewidzieć......

Aska - 2008-02-19 14:59:55

Czy to nie jest troszkę tak, że kiedyś natura przeprowadzała większa selekcję, że przetrwał silny i zdrowy organizm?
Cywilizacja, postęp nauki zabił w nas poczucie przynależności do przyrody, często zapominamy, że jesteśmy jej częścią, jej zawdzięczamy wszystko co nas otacza, postęp techniczny, "medyczną chemię"...
Tam, na Afrykańskiej ziemi Sonia zapewne wiele razy zadziwiona była, jak można przetrwać w takich warunkach. A to tylko natura, silny przeżyje, słaby odejdzie.
Dzisiaj z mamą rozmawiałam o pani, która ma 119 lat i jeszcze obiad ugotuje, sama w koło siebie wszystko zrobi. Przypomniałam sobie, z dziecinnych lat, szewca. Miał 102 lata i nam buty naprawiał, a narzekał jaki to byle jaki materiał. Kiedyś, mówił, za cara.... Miał 113 lat, położył się spać i śpi spokojnie. Do ostatniego dnia pracował. Czy dzisiaj my, nasze dzieci tyle lat w takim zdrowiu przeżyć możemy? Jest nam o wiele łatwiej, wygodniej, lżej, a jednak coś straciliśmy, coś zgubiliśmy w pogoni za lepszym jutrem.

klara - 2008-02-19 19:52:10

Asiu,po stokroć masz rację!Pacjenci często pytają,dlaczego to pokolenie takie liche,kiedyś to ludzie silni byli...Fakt,ale ci słabsi wymierali w dzieciństwie,przeżywały jednostki najsilniejsze,a teraz nawet 7-miesięczny wcześniak ma szansę na przeżycie,jak zwykle coś za coś!

Aska - 2008-02-20 13:29:19

Otworzyłam rano okno, powietrze wiosną pachnące do pokoju wleciało. Na podwórzu szaro-buro, ale piękny zapach leci. Wyszłam na spacer, kwitną przebiśniegi i pierwiosnki niebieskie główki podnoszą z nad ziemi. Przypomniało mi się dzieciństwo i luty śniegiem zasypany i mrozem skuty. Przypomniał się wierszyk, który babcia opowiadała jak przybiegaliśmy z wiadomością o kwiatku - Jeszcze w polu tyle śniegu, Jeszcze rzeki mrozem skute, a pierwiosnek już na brzegu, wyrósł śliczny, uśmiechnięty.- Zazwyczaj było to pod koniec marca, nigdy w lutym - idzie luty, szykuj buty - tak mówiono o zwiastunie końca zimy, koniec marzec przyniesie i to, aż w trzeciej dekadzie.
Zmienia się wszystko, co te zmiany nam przyniosą nowego, jak mocno pogoda zmieni nasze życie? Czy globalne ocieplenie przeniesie się na ludzi i będą milsi dla siebie i uśmiech na twarzach naszych zamieszka na zawsze?

wscieklyuklad - 2008-02-20 19:21:04

Dziś kolejne rozważania o mieszaniu sportu do polityki. Z Darfurem w tle. Chodzi oczywiście o wymożenie na Chinach reakcji mającej na celu zakończenie bratobójczej wojny, ludobójstwa w Sudanie, ucieczki tubylców do krajów ościennych. Autorytety moralne nawołuja do bojkotu Olimpiady, zwłaszcza wobec prześladowań dysydentów w tym kraju. Nasz minister sportu jet oczywiście przeciw. Jasne - kapnie przeciez pewnie parę medali, będzie można zaistnieć w mediach , a może i wycieczkę  -najlepiej na koszt podatnika - sobie zafundować. A przy okazji pokazać , jak to się przygotowania wspierało. I jak wielki poziom sport nasz prezentuje. Oczywiście decyzje o wycofaniu sportowców to dla tych ostatnich prawdziwy dramat. Wiele lat przygotowań, rezimu , rezygnacji z przyjemności, zaniedbywania bliskich, po to by wziąć udział w szlachetnej sportowej rywalizacji, poszło by na marne. Jestem fanem sportu , a zawody z udziałem "naszych" to prawdziwa przyjemność - niezależnie od osiągniętych wyników. Polityka miesza się w coraz większą liczbę dziedzin życia. Idea Olimpijska zakładała zawieszanie działań wojennych, choćby krotkotrwałe światowe pojednanie. Nie wiemy oczywiście, czy zasada ta zawita do Darfuru. Przemoc nie liczy się z zasadami. Przemoc sankcjonowana przez Wielkich tego swiata tym bardziej. Bojkot sportowy jest jakąś formą wyrażenia sprzeciwu. Ale jest wiele innych , których nikt wszak nie rozważa.

Aska - 2008-02-21 03:55:53

Prawa człowieka są łamane w Chinach na każdym kroku, nie ulega to wątpliwości. Ale odsuwając się od nich, zostawiając samych, bojkotując igrzyska, które z założenia są pokojowe, coś zmienią? Myślę, że nie. Zostaną "ukarani" najmniej winni ludzie, oni poniosą konserwację działań ich władz. O tym trzeba było pomyśleć zanim zgodzono się na organizację Olimpiady przez Chiny. Może właśnie czas Olimpijski uratuję kilka istnień? Może czas ten troszeczkę, ciut, ciut złagodzi działania władz chińskich? Bojkot to kara nie tylko dla Chińczyków, też i dla naszych sportowców. Wiele pracy włożyli, wiele poświęcili czasu na treningi, żeby teraz okazało się wszystko na nic. Pan senator chyba troszkę się zagalopował. Muszę zgodzić się z Tomaszewskim, politycy nie powinni wtrącać się do Igrzysk Olimpijskich.

wscieklyuklad - 2008-02-21 18:40:37

Oczywiście ton wypowiedzi Romaszewskiego - zresztą jak każdej innej jego - jest niedopuszczalny. Zacietrzewienie w wypowiedzi, wymachiwanie rękami, napastliwość wobec rozmówcy, to nie najlepsza słuszności racji swej argumentacji próba. Są w życiu naszym takie chwile, gdy forma protestu musi pewne ramy przekroczyć. Przypomnę mecz sprzed lat, gdy na belgijskim stadionie padły strzały. Były wówczas  ofiary w ludziach. Pamiętamy zdjęcia walk, fotosy osób z bronią w tłum wymierzoną - na oślep,  przeciw ludziom nieznanym, co przyszli się zabawić, wypocząć, kulturalnie dopingować. Mimo dramatyzmu wydarzeń mecz rozegrano. Bo świat wykupił prawo do transmisji. Bo świat czekał na to sportowe wydarzenie. Bo świat byłby zawiedziony. Każdy z nas siedzących wtedy przed monitorami telewizorów - nie znających jednak faktycznego wymiaru dramatu, zżymał się oczekiwania koniecznością.  Spełniono więc nasze oczekiwania na rozrywkę, na ....... sportową rywalizację.
Oczywiście, można było nie przyznać Chinom organizacji Igrzysk Olimpijskich. Zawodów , gdzie szlachetna rywalizacja wypiera brudne metody walki. Może łudzono się, że coś się przełamie ? Że naród zespolony w trudzie przygotowań dojrzeje - także i do prawdziwie demokratycznych przemian ? Poczuje swoją wartość ? Politycy się łudzą. politycy wierzą, że dane wydarzenie przybierze taki oto wymiar, jakiego oni oczekują, jakiego oni się spodziewają. A skoro ci, którzy potrafili czołgami tłumić protesty studenckie, czerpią wzorce z dzikości hord przedwiecznych, to i złudzenia na materializację szansy nie mają. W Igrzyska zainwestowano miliardy. Znając chińską organizację pracy - także i tą na taniej sile roboczej opartą - naród ten istotnie zjednoczył się we wspólnym dziele. Dziele, którego efekt latem niejednego z nas w zadziwienie i zachwyt wprawi. Stosunków społecznych to nie zmieni. A potencjalny sukces umocni jeno przekonanie o sile rządu, jego sprawności organizacyjnej, łatwości z jaką wyzwaniom czoła stawiac potrafi. Niczego więc faktycznie nie zmieni - a już z pewnością modelu rządów. Podobnie zresztą jak protest - mniej lub bardziej jawny - w bojkocie skrajność przyjmujący.
Zresztą czy daleko nam szukać trzeba ? Oto Panu Senatorowi zapewne juz mniej przeszkadzałoby zaproszenie firm ...... chińskich , do budowy polskich stadionów, polskich autostrad, polskiego "czegoś tam" w związku z Euro jakie wielkimi się zbliża krokami. Fakt - sukces imprezy przełoży się natychmiast  na sukces polityków, których więcej, niż kibiców na stadionach zasiądzie. By choć na moment kamera po ich uśmiechniętym- często nie mającym nawet pojęcia o regulaminie gry w piłkę nożną - buziaczku się prześlizgnęła. Po to, by zjednoczeni w patriotycznym kibicowaniu Rodacy, pamiętali tą buzię widzianą na stadionie "chińskiego niewolnika" dłońmi wzniesionym w chwili do urny wrzucania głosów.
Uzupełnię, by zamieszczenie nie w wątku politycznym, ale tutejszym uzasadnić. Wspomniany mecz sprzed lat, jawi mi się jako alegoria ofiary Soni. Pojechawszy do Sudanu , by sprzeciw wyrazić przemocy, straciła życie. Jechała w innym celu, niż ten, co udziałem Jej się stał. Bratobójcza wojna toczy się wciąż w wielu afrykańskich krajach. A jednak nie przeszkodziło to, w rozegraniu Mistrzostw Kontynentu w Piłce Nożnej. Oczywiście w zawodach brały udział jedynie afrykańskie drużyny - Olimpiada, to wydarzenie  o zasięgu ogólnoświatowym. Nie przeszkodziło to wszak w transmisji imrezy na europejskich kanałach. Nie napotkałem na jakiekolwiek wyrazy sprzeciwu, jakiekolwiek wyrazy solidarności z ginącymi - także i innymi, bezimiennymi Soniami _ w chwili, gdy 22 panów uganiało się za małą białą kulą. Napełnioną powietrzem. Jak wszystkie te deklaracje solidarności. A może "brudny czarnuch" to dla polityków mniej, niż elegancki mandaryn ?

Aska - 2008-02-21 19:05:54

Co byśmy nie mówili, mówili i tak na Chiny, Chińczyków wpływu żadnego mieć nie będziemy. Jedno jest pewne, że każdy bojkot na niewinnych, na maluczkich odbije się.
Jeżeli chociaż drobinkę maleńką,praca na polskich budowach, ulgę w ich życie wniesie. Jeżeli w Polsce będąc od codziennego reżimu odetchną, warto z Chinami kontrakty podpisywać. Może rodziny ich odwiedzą, może przez czas krótki, bez obaw po ulicach chodzić będą, może zostaną i życie spokojne wieść będą. Chociaż jedna rodzina i już jest maleńkie światełko, iskierka w tunelu.

wscieklyuklad - 2008-02-23 21:25:29

Noc Oscarów rozdania powoli się zbliża. I oto w szranki staje obraz Andrzeja Wajdy, inną upamiętniąjący przemoc, bestialski mord inny - równie ludobójczy wszak jak ofiary darfurskie. Mord, o którym prawdy przez dziesięciolecia bezskutecznie się dopominamy. Mord, co kwiat inteligencji polskiej unicestwił. Strzałem w tył głowy wyrwano Polsce Jej Synów. Teraz inni żołnierze szykują się do afrykańskiej misji. Coraz głośniej mówi się o wysłaniu polskiej misji wojskowej do Czadu. Rozdzielając i tam zwaśnione strony, mają zapobiec eskalacji bratobójczych walk na kraje z Sudanem sąsiadujące. Jak tamta zbrodnia sprzed lat ponad z górą 60-ciu, tak i te , afrykańskie, skrywane są przed światem. I świat udaje, że całej o nich prawdy nie wie. Bo gdyby otwarcie do wiedzy tej się przyznał, potwierdził by tym samym bezsilność wobec przemocy. Albo niewiedzy wygodę. I współcześnie zabiera się ojczyznom wielu najlepsze ich dzieci. Może kiedyś ofiary ich doczekają się należytego szacunku, należytego miejsca na kartach historii, gdzie - oby - jak najmniej białych plam było.
Oscar dla "Katynia"" byłby także szczególnie ważnym dla reżysera wyróżnieniem. Wszak i Jego Ojciec znalazł tam śmierć. Wszak i Jego Ojciec pochowany został w zbiorowej mogile, wraz z tymi, których imiona na zawsze miały być wymazane z pamięci naszej.

Aska - 2008-02-24 14:29:51

Wczoraj jeszcze raz obejrzałam film Wajdy. Przez chwilę  inne obrazy miałam przed oczami. Zobaczyłam Chłopca przez las się skradającego, szedł do położonej kilka kilometrów dalej wioski. Dzień wcześniej uciekał z matka i rodzeństwem przed KGB. Życzliwi ludzie ostrzegli rodzinę przed aresztowaniem. "Kagiebowcy" zabierając kobietę z dziećmi, chcieli zmusić męża/ojca do wyjścia z lasu, do wydania partyzantów. Teraz chłopiec kilkuletni, głuchoniemy wraca po swoją siekierę, nie zdążył jej z drewutni zabrać. Uciekli jak stali, nie było czasu na pakowanie.
Świt nad lasem, pod drzewami śpią żołnierze radzieccy, on stąpa między gałązkami, nie słyszy czy pękają... Udało się, przeszedł, nie obudził odpoczywających. Dotarł do wioski, znalazł siekierę, inną drogą wracał. Obawiał się "ogona" za sobą, kluczył cały dzień, do nowego domu późnym wieczorem dotarł...
Głos syna słyszę - mamo, śpisz? - nie synku, wspominam. I jak żywy obraz przed oczyma, babcia siedzi przy kuchennym stole, kaflowa płyta, a w niej ogień wesoło skacze i twarz dumnej matki, która opowiada o wyczynach najstarszego syna. Dziecka, (miał około ośmiu lat) które pracowało w lesie, by pomóc wyżywić rodzeństwo.
Wojna to straszny czas dla dzieci szczególnie. Mogę tylko wyobrazić sobie co musiał przeżywać młody Wajda, co do dnia dzisiejszego czuje. Jakie ma myśli, czytając krytyków piszących, że sobie wymyślił film "Katyń"

Nigdy więcej żadnej wojny, nigdzie być nie powinno. Żadne dziecko, obojętne jaki ma kolor skóry, nie powinno bać się , martwić o siebie i swoja rodzinę. Walczyć należy z chorobami, z głodem, o godne warunki życia. Wojnom, wojnę trzeba wypowiedzieć. Nie ma nic na świecie, co może usprawiedliwić zabijanie, mordowanie w imię czego? Kto, komu dał do tego prawo, czy takie prawo?

wscieklyuklad - 2008-02-24 18:31:57

Współczesne pokolenie nie rozumie czasów wojny. Nie rozumie te częstych do niej powrotów. Dla niejednego, to nic nie znaczący epizod, którego teamtykę przymusowo i niepotrzebnie wałkuje się z okazji kolejnych rocznic takiej czy innej bitwy, takiej czy innej ofiary. Dawniej w szkołach organizowano okolicznościowe akademie, wieczornice. W telewizji prezentowano filmy, teatralne przedstawienia przypominające czczone wydarzenia ( jak choćby wspaniałe treścią i aktorstwem narady jałtańskie )
Dziś czcimy walentynki, dzień wagarowicza, andrzejkowe wróżby, marzanny topienie ( choć to ostatnie już rzadziej).
A przecież wartość narodu zawiera się także w historycznej pamięci. Ktoś na tvn 24 napisał na naszym wątku o "cwaniactwie Wajdy". Opisał Go jako umiejącego ustawiać się "z wiatrem" kolejnych władz, które cmokając przyznają Mu środki na tworzenie "gniotów" kolejnych. Widać, nie bardzo zna "Kanał', "Wesele", widocznie wzruszeń nie przeżył oglądając "Pana Tadeusza"i wielu innych wartościowych obrazów. Widocznie nie zauważył też , że reżyserowi za całokształt twórczości przyznano już kiedyś Oscara - i to nie za wymienioną Ziemię Obiecaną - choć oczywiście widać dzieło to na nagrody zasługuje, że Literackiego Nobla Reymonta przy okazji wspomnę. I chyba też nie na złosć "komunie" skoro artysta był "dobrym duszkiem" każdej - bez względu na "wyznanie" władzy.
Dziś omawiano streszczenie artykułu w prasie anglojęzycznej odnośnie Katynia . Uznano w nim zbrodnię ową za akt niemieckiego ludobójstwa. W świadomości współczesnego dziennikarza zachodu nierzadko każdy już mord , każde straszne wydarzenie z czasów II wojny światowej, kojarzy się z hitlerowcem-oprawcą, a winni aktów przemocy utożsamiani są z mieszkańcami kraju na terenie którego miały one miejsce. Stąd równie celne określenie "polskie obozy koncentracyjne " . Czy warto więc o swoją godność, o dobre imię walczyć ? Czy warto udowadniać, że nie jest się wielbłądem ? I czy jest faktycznie co udowadniać ?
Jest. Istnieje bowiem coś - poza historyczną prawdą. Istnieje oto godność , tradycja narodowa. Jeśli w jakimś miejscu pojawiły się akty terroru antyżydowskiego - nawet pociągające za sobą śmiertelne ofiary, to trzeba pokazywać te - znacznie częstsze - gdy z narażeniem życia ratowano tysiące od zagłady. W czasach gdy ukrycie takiego bohaterstwa nie było łatwe. I tyczy to nie tylko Ireny Sendlerowej, ale i setek, tysięcy innych szarych ludzi, którzy ratowali bliźniego bez względu na wiek i etniczną przynależność.
W dziele Wajdy nie chodziło o zysk finansowy. Nie chodziło o spędzenie milionów ludzi przed ekrany kinowe. Nie chodziło o indoktrynację. I nie chodziło o zapełnienie "godziny wychowawczej" w szkole ganianiem klas na ów film. Chodziło o zachowanie pamięci o wydarzeniu, które strasznością niewiele ma sobie równych.
A jeśli tylko o uczczenie pamięci Ojca, to czy dzieło tym samym mniej jest godne uwagi, pochwał mniej godne ? Przecież i Amarcord Felliniego, to jakby autobiograficzny powrót do minionego życia - też arcydzieło światowej kinematografii. W dyskusjach o zbrodni katyńskiej pojawiają się głosy, że obok sporej liczby pomordowanych polskich oficerów leży znacznie więcej pomordowanych w tym samym lesie Rosjan. A więc tych , co z ideologicznych przyczyn, albo po prostu za przyczyną szaleństwa rządzących/oprawców życie swe dali. A cóż ma jedno do drugiego ? Oba te fakty włos jeżą na głowie. Ludobójstwo zawsze będzie ludobójstwem , szaleństwo zaś szaleństwem. A ofiara ich - ofiarą.
Jak i nasze wpisy na forach, tak i nie każdy film musi entuzjazm zapoznającego się z nim budzić. Ale właśnie stworzenie takiego obrazu w czasach, gdy w opinii dziennikarzy zachodnich mord jawi się jako hitlerowska zbrodnia, dowodzi, że nie tylko warto , ale i trzeba potrafić przywracać historię właściwym jej koleinom.
Kiedyś - a mocno w to wierzę -  powstanie może film o bestialskich wydarzeniach w Darfurze. Jeden z podobnych- i także tragicznych - obrazów obejrzeliśmy kilka miesięcy wstecz - także tyczył działań Lekarzy Bez Granic. Pamięć dzieła Soni domaga się takiego obrazu stworzenia. Wielu oglądających film łze by wtedy uroniło. Dzieje na faktach oparte wywarły by głębokie piętno na ich świata widzeniu. Znaleźli by się zapewne i tacy, co pogardliwie usta by wydęli, czas oglądaniu poświęcony za zmarnowany uznając. Ale fakt pozostaje faktem. I jak w każdym czynie , możemy w nim dostrzec bohaterstwo lub mierność, patos lub piękny artystyczny przekaz. Życie to sztuka, i jako takie krytycznej ocenie podlega. Najlepiej jednak, gdy krytyki słowa z ust profesjonalisty,  nie dyletanta padają.

wscieklyuklad - 2008-02-26 20:09:08

Oto Polska-kraj mlekiem i miodem płynący. Gdy politycy w inwektywach się prześcigają, poszukują wciąż nowych, wciąż bardziej medialnych form pokazania własnej "przewagi" , Komisja Europejska ogłasza, że 26% polskich dzieci żyje w ubóstwie. Spośród krajów UE , gorzej jest tylko na Łotwie. Tragiczny to raport i jakże przerażający.
Słuchałem dziś na RFM FM dyskusji dziennikarzy na ten temat. Jeden -  z "Rzeczypospolitej" , który zapewne słowo "bieda " zna tylko z encyklopedii ( co wnosiłem z zasłyszanych treści) możliwą drogę wyjścia z beznadziei podał. Oto nauczyciel, przyjaciele rodziny, księża, działacze społeczni winni zachęcać dzieci do nauki. Do pójścia do gimnazjum, szkoły średniej. Bo tylko nauka daje szansę wyjścia z biedy. Tak jakby dzieci nie uczyły się nieswiadome , że wiedza nabyta to ich szansa na lepszy start w życie. Jakby w naszym kraju były całe setki tysięcy leniuchów, co to tylko czekają, aż Mamusia i Tatuś dadzą pieniążki, nakarmią, opiorą i ubiorą. Tępe - widocznie z niedożywienia - polskie dzieci potrzebują więc swoistego dopingu dorosłych. Potrzebują zachęty, która lenistwo i tępotę przełamie.
Kiedy słucha się takich słów wierzyć się nie chce, jak zblazowanie zaciemnia rzeczywistości wizję. Człowiek opływający w dostatki nie rozumie, że przecież to nie kwestia "chciejstwa" ale szansy na przeżycie. Sam znam dziesiątki ambitnych - i zdolnych - dzieci, młodych ludzi, którzy nigdy niczego nie osiągną - choć bardzo by chcieli - ponieważ Rodziców nie stać na dalsze utrzymywanie ich i łożenie na naukę przez szereg lat. Kończą byle co i byle jak, by chwycić się każdej dającej jakieś źródło dochodu pracy. Po to, by wspomóc domowy budżet. Po to by rodzeństwo nie musiało głodować. Po to by sporadycznie móc sobie kupić cokolwiek własnego. Oto jak wygląda polskiej biedy rzeczywistość. Rady dorosłych dobre są dla jednostek, nie dla ogółu. I pewnie częściej dotyczą tych, którym faktycznie się nie chce, a stać ich na zdobycie wykształcenia. Trafią więc do garstki. Pozostałym rady same, zachęty słowa, nic nie dadzą. Potrzebne jest zdecydowane zwiększenie stanowisk dobrze opłacanej pracy. Sukcesy międzynarodowe naszych młodych naukowców dowodzą , że warto i trzeba w wiedzę inwestować. Trzeba walczyć z biedą. Innej drogi na awans społeczny i zawodowy nie ma.
Im dłużej o tym myślę, tym większy żal się rodzi na myśl o Sonieczki odejściu. Przy Jej zawodowej i naukowej pozycji, można było opracować nowe propozycje, stworzyć jakąś międzynarodową instytucję wspierającą może jakieś inicjatywy - tak ad hoc nic konkretnego mi się nie nasuwa. Ale przy Jej żywości umysłu, umiejętności radzenia sobie z przeciwieństwami, tworzenia czegoś z niczego z pewnością udałoby się zdziałać wiele, stworzyć podwaliny jakichś trwałych działań. Pajacyk uśmiechający się poniżej, akcje charytatywne innego typu to działania doraźne. Niezbędne, ale nie tworzące rozwiązań systemowych. Nakarmi sie dziennie ileś tam dzieci. Lepsze to, niż nic. Ale najważniejsze to utrwalać takie działania, nadawać im ramy tworzące szansę odbicia się od dna. Niestety Ona nam już w tym dziele nie pomoże.

Aska - 2008-02-27 17:41:51

Czy jest coś złego w marzeniach? Czy marzenia muszą być zawsze realne, nadające się do zrealizowania? Kiedyś czytałam Listy Słowackiego do Matki, marzyłam, że kiedyś będę tak pisać i otrzymywać takie piękne listy.Z miasteczka swojego nie wyjechałam, listów nie pisałam.
Marzy mi się, żeby ludzie tacy serdeczni dla siebie byli, żeby dzieci tak swoich rodziców kochały i rodzice dzieci. Marzy mi sie świat miłości pełen. Bez złości, głodu i wojen. Marzą mi sie listy w tym tonie pisane:

[129J
Sobota [Wrocław, d. S lipca 1848 r.]1
Najdroższa moja!
Dziś w sobotę, a zatem o dzień jeden prędzej, niżem się spodziewał, wyjeżdżam z Wrocławia, w którym z wielu względów bawić bym dłużej nie mógł... Wczoraj wieczorem  przechodziłem koło domu, gdzieś mieszkała, i patrzałem w Twoje biedne, puste okienka — Twojej główki ciekawej nie było. Biedna Ty — i biedny ja! Dziś o piątej wieczorem jeszcze dalej od Ciebie odjadę — ale ufaj w Bogu i ufaj memu bolesnemu sercu, że się do Ciebie znowu przybliżę.
Bądź zdrowa, najdroższa! Tyle mam pakowania się, że mi te kilka godzin nie wystarczają — z Paryża pisać będę — Filów ściskam.                                                                                                                                                       
   O Fredrze pamiętaj, proszę, a stryja porusz. Fortunata
pozdrów.   
Mnie jeszcze raz pobłogosław w duchu i bądź ze mną zawsze nieroździelną — umiłowana moja Matko.
                                                                                                                              Twój Juliusz Sl.
Pisz zaraz do Paryża, czyś bez przypadku szczęśliwie
dojechała, bo to mnie mocno niespokoi.   
Strasznie tu byli rozgniewani ci, którzy mi tu tak długo gościć pozwolili — teraz każą natychmiast ruszać; dobrze że się to pierwej nie stało.

[Adres:] a Ma damę
Madame de Becu   
                                    Lemberg   
Rue Pańska,  Maison de  Zamoyski
[Stempel pocztowy:] Breslau 8/7, 10—11.
Lemberg 11  Jul.

Jest to jeden z najkrótszych listów, jakie pisał Julian do swojej matki.  Jest ich wiele, wszystkie ciepłe, miłością synowską wypełnione.
Dzisiaj tak bardzo jest potrzebna dla ludzi miłość, szacunek do siebie. W tak trudnych czasach, to jedno może pomóc wszystkim, niezależnie od koloru skóry, miejsca zamieszkania, wyznania...
Szanujmy swoich bliskich, kochajmy, bez tego nie da się żyć. Wiedziała o tym Sonia, wie Hrabia. Dali nam Oni to, co najpiękniejsze, przyjaźń, miłość, wiarę w człowieka.  Nie zbaczajmy z tej drogi. Przekazujmy wszystkim zbłąkanym miłość i przyjaźń.

wscieklyuklad - 2008-02-27 19:15:48

Bez ponadczasowych praw , bez pielęgnowania więzi rodzinnych żadne działania nie mają powodzenia szansy. Nigdy nie przetniemy pępowiny jaką jesteśmy z domem rodzinnym zrośnięci. Tęsknotę za nim unosimy wszędzie, dokąd się udajemy. Zapamiętujemy obrazy charakterystyczne - jak Słowacki twarz matki świata ciekawą w oknie utkwioną. Każdy pamięta zapewne jakiś szczegół, jakąś charakterystyczną wypowiedź, przyzwyczajenie, gest, sposób choćby poruszania. Tego nikt nas nie pozbawi. Faktycznie to całe nasze jestestwo. Przypominamy je sobie w niesamowitych czasem chwilach. Wiele razy na duchu nas podtrzymują.
Wychowanie rodzinne kształtuje nasze życiowe postawy. Ale Asiu Droga, więzy rodzinne to jedno, a samodzielne naszych dzieci życie , to drugie. Pępowina z czasem się wydłuża urastając niejednokrotnie do tysiąc kilometrowych odległości. Wychowanie dzieci, zapewnienie im bytu, to zadanie podstawowe. Kiedy widzimy jak radzą sobie w życiu, kiedy czujemy , że kroczą właściwą drogą jesteśmy przepełnieni szczęściem. Ale gdy widzimy ból, porażki, gorycz - czy choćby biedę, wtedy przez ową pępowinę, wlewa się do naszych żył, umysłów naszych rozpacz naszych dzieci. Spędzamy bezsenne noce, wyrzucając sobie, że może podjęliśmy kiedyś niewłaściwe decyzje, błędnie doradzaliśmy, nie mieliśmy siły przekonywania, perswazji, nie mieliśmy odwagi zakazu i stąd to wszystko. Kiedy widzę buntującą się współczesną młodzież, kiedy widzę - na codzień - agresywne postawy, roszczeniowość- zdecydowanie bardziej przewyższajacą cechy te u faktycznie schorowanych starych ludzi spotykane, na dnie duszy widzę całą ich gorycz, żal, bunt - nie młodzieńczy, ale rozpaczliwy bunt ludzi nie widzących dla siebie żadnych perspektyw. Ale też często bunt osoby. której "wszystko się należy ". Masz rację pisząc o komórce telefonicznej, jako zbytku dla nastolatka. W ośrodku gdzie pracuję wiele jest matek oczekujących z pociechami na wizytę. Nierzadko to dzieci paroletnie. Nierzadko już trzymające w dłoniach "wypasione" komórki, którymi bawią się stawiając pasjanse, sprawdzając swoją zręczność w strącaniu klocków itd, itp. To, co kiedyś było nieosiągalnym luksusem, staje się oto przedmiotem niezbędnym, wręcz przedmiotem codziennej potrzeby. A z upływem lat potrzeby i roszczenia rosną. A niestety wielu rodziców prześciga się wprost w uprzedzaniu oczekiwań dzieci - nim zdążą usłyszeć Proszę, kup ! - sami po portfele sięgają przedmiot dany wręczając. Ileż pada zdań - byłeś grzeczny u lekarza, więc idziemy do sklepu po samochodzik, laleczkę, coś tam jeszcze. Jakby grzeczne zachowanie było czymś tak nienaturalnym, że aż nagrody godnym.
Dyskutujemy w miejscach kilku o wizji wyjazdu z kraju "za chlebem". Przykro mi Asiu - do momentu, gdy kraje zachodnie nie postawią szlabanu - a prędzej, czy później postawią, będzie następował stały odpływ wykwalifikowanych kadr. Wystarczy przejrzeć poniedziałkowe wydania Gazety Wyborczej - by zobaczyć , że mniej więcej połowa ofert dotyczy pracy na emigracji. Nasze to bzdety , opatrzone wymaganiami z rodzaju, 16-tkę z 30 letnim doświadczeniem, dyspozycyjną 30 godz/dobę, o urodzie Claudii Schiffer za kromkę chleba dziennie zatrudnię. Obyśmy za kilka lat mogli napisać na tym forum post , w którym śmiać się będziemy z dzisiejszych czarnych wizji. Oby, oby..........

Aska - 2008-02-27 19:48:12

Jak z gniazda rodzinnego nie wyniesiemy miłości, szacunku, nie będziemy umieli oddać tych uczuć. Obdarzyć nimi innych, i jak mówić i Ojczyźnie i jej potrzebach? Dzisiaj zapomniane to słowo. Jak o nim pamiętać, kiedy o najbliższych się zapomina. Bez tych wartości ani nauka, ani praca, ani szacunku od i dla ludzi. Jak taki pozbawiony uczuć człowiek ma być dobrym pracodawcą, jakimi kategoriami kierować sie będzie zatrudniając pracowników? Jakie prawo tworzyć będzie, jak je interpretować? Są w naszym życiu dwa takie okresy, w których najbardziej miłości potrzebujemy. Na samym początku naszego życia i u jego schyłku. Jaką miłość dostaniemy, taką oddamy. Jak żyć będziemy, tak i umierać.
Odrobina spełnionych moich marzeń o wzajemniej miłości, o przyjaznym życiu i nie musiałoby tyle ludzi za chlebem wyjeżdżać.
Mówisz WU o nagrodach za grzeczne zachowanie, o zabawkach za nie. Kiedyś pani psycholog pomagając mi w kłopotach wychowawczych, zaproponowała metodę nagradzania, a unikania karania. Na moje ,nie stać mnie na nagrody, powiedziała, nagrodą ma być pani uśmiech, przytulenie, wspólny spacer, zabawa... Nie zabawki, broń Boże, one będą działały odwrotnie. Nauczą dziecko cwaniactwa i sprytu, żeby dostać wymarzoną zabawkę zrobią wszystko, ale przez chwilkę. Pani radość i smutek jest nagrodą i karą. Metoda ta dała wspaniałe efekty, trudno uwierzyć, ale to działa. Wystarczą słowa, milczenie, uśmiech, grymas... Kto dzisiaj tak wychowuje dzieci, kto tego uczy - jednostki. Tak nie wiele trzeba, żeby w kraju działo się dobrze.

klara - 2008-02-27 20:17:35

Asiu,ta Twoja Warmia,to bajkowa widać kraina,ale i dzieci są różne!Dużo czasu upłynęło,zanim moja Córka zgodziła się na kupno komórki,bo to sposób kontroli..Do dzisiaj,to ona dzwoni do mnie raz na tydzień,żeby mnie nie rozpieścić!A ile próśb,żeby kupić jej porządny ciuch?Woli "na mięsie" w Tesco zarobić na bilet do teatru...Może Twój 10-latek pozwoliłby się ciotce porozpieszczać trochę?!

rendrab - 2008-02-27 21:55:02

Dzisiaj oglądałam na TVN program o chorej kobiecie na Sm i jej dzieciach, o ich walce, o godne życie. Życie, które jest tak kruche. Miałam łzy w oczach bo pomimo tej samej choroby chodzę mogę koło siebie zrobić i jestem nie zależna od innych a tamta kobieta już nie chodzi i dzieci małe które nie mają nawet wody w domu .Jak można być obojętnym na to, dlaczego nie można takim osobom zapewnić godne życie, a nie cierpienie i ból i rozpacz .Dzieci noszą mamę, kąpią i karmią pomagają jej jak długo będą miały siły?Sama to przechodziłam i wiem, że to gehenna dla dzieci .Teraz są dorosłe i mówią jak im było ciężko, jak zmagali się z biedą i moją chorobą. Tak życie ma sens, ale jest bardzo kruche. Przepraszam może nie na temat .

Sorellina - 2008-02-28 11:18:01

Reniu, jak najbardziej na temat ! Patronka tego wątku była lekarzem, człowiekiem wyczulonym na ludzi chorych, nieszczęśliwych, potrzebujących pomocy... A my jesteśmy tu między innymi po to, by o takich ludziach i o swoich także bolączkach mówić. Piszesz, że życie jest kruche... To prawda, ale właśnie dlatego jest bezcenne. Opieka nad chorą matką jest trudnym zadaniem dla dzieci, ale nie gehenną! One ją kochają, jej życie jest dla nich tak drogie, jak ich życie dla niej. Nie ważne, ilu poświęceń to wymaga, ważne, by żył nadroższy,najbliższy człowiek - matka. Już sama jej obecność, jest dla nich darem. A miłość ? Bezwarunkowa ,matczyna miłość? Czy istnieje  na świecie dar większy, cenniejszy niż ona ?

rendrab - 2008-02-28 12:02:11

Sorelino nie miałam nikogo urazić, ale wiem jak ciężko jest dzieciom w takiej sytuacji.Same moje dzieci teraz dopiero mówią, jak im było ciężko patrzeć na moją chorobę i z nią związane ograniczenia .Doceniają to, że starałam się im nie ograniczać życia i pozwoliłam żeby same decydowały, co jest dobre, a co złe .Dzięki temu są wrażliwe na krzywdę innych i nie są obojętni .To one mi uświadamiają, że nie mam prawa przerwać walki i starać się, żeby jak najdłużej być z nimi .Kocham ich i mam do siebie żal, że nie miały szczęśliwego dzieciństwa .Bardzo przepraszam, ale nie umiem tego wyrazić to bardzo boli .Wiem, że i dzięki Wam moje życie nabiera jasnych barw .

Aska - 2008-02-28 14:35:51

Rena, jesteś tak cudowną matką, tak kochającą i opiekuńczą, nie masz nic sobie do zarzucenia. Gdyby nie twoja miłość, dzieci nie byłyby takie wspaniałe dzisiaj. One miały szczęśliwe dzieciństwo, bo miały wspaniałą mamę. Mamę, która mimo choroby, ciężkich warunków zapewniła im ciepło i bezpieczeństwo. Tego nie zastąpią modne ciuchy, automatyczne zabawki. Tworzycie wspaniałą rodzinę, wspaniale rozumiecie się, opiekujecie sobą wzajemnie. To wszystko zawdzięczasz tylko sobie, nikt Ci nie pomógł. Z tego co pamiętam, Ty zawsze wszystkim pomagałaś. Ty , jedyna chora w rodzinie opiekowałaś się swoimi rodzicami, ciotką i teraz ciągle martwisz się o dorosłe już dzieci.
Bardzo chciałabym, aby wszystkie dzieci miały takie mamy.

Basia - 2008-02-28 14:58:25

Reniu! Tak to już jest,że choroba nie wybiera. Sama staram się nie patrzeć na życie a i swoje kłopoty zdrowotne wedle zasady:"mnie nie jest jeszcze tak źle - inni mają gorzej". Jednakowoż coś w tym jest. Piszesz,że Twoje dzieci mają świadomość Twojego cierpienia,ale,że doceniają Twoja postawę w czasie choroby. To jest nie do przecenienia. Może bez takiego doświadczenia nie byłyby takimi  ludźmi,jakimi ich nam opisujesz, jak ich oceniasz? Wiele jest wokół nas rodzin, gdzie ich członkowie patrzą tylko, jak się chorej osoby po prostu pozbyc z domu za wszelką cenę. Jeśli takie działania wypływają z niemożności zaopiekowania sie chorym, to jest zrozumiałe, choć zawsze bolesne. Jeśli jednak postawa taka wyplywa z wygodnictwa, ze znieczulicy,to...słów brakuje. W Twoim domu zdaliście wszyscy egzamin z życia na piątkę. Dzieci nieustająco dają Ci ten "napęd" do walki z chorobą. I to jest podziwu godne. Masz prawo mieć żal,że ich dzieciństwo nie było na miarę Twoich marzeń, marzeń każdej przecież kochającej matki. Masz do tego prawo i dziwić się temu nie ma co. Ale nie masz prawa mieć żalu do SIEBIE, bo to nie TY jesteś winna takiej sytuacji. Po prostu - los taki. A nasza gromadka - cóż - zawsze czeka na znak od Ciebie!

wscieklyuklad - 2008-02-28 17:07:16

Dziś na taki oto natrafiłem obrazek. Mężczyzna 86 letni od kilku lat chorujący na chorobę Alzheimera. Postępuje dezorientacja co do czasoprzestrzeni. Nie potrafi też zapanować nad odruchami fizjologicznymi. Opiekuje się Nim, też poważnie schorowana, młodsza o 4 lata żona. Wezwała na wizytę przerażona, że On nie chce wstawać, podsypia, nie reaguje na poszturchiwania. Tak było wczoraj. Dziś z trudem udało się Go spionizowac, podprowadzić do fotela, w którym ponownie zasnął. Rodzina żyje ponad 200 km od nich, więc znikąd pomocy oczekiwać nie mogą. Mężczyzna to potężnie zbudowany, a Ona od lat wielu pielęgnuje go, jak dziecko. I teraz jest przerażona, co będzie, gdy On już nie podniesie się z łóżka. Nie podoła myć, karmić, zmieniać pampersów na leżąco. Martwi się więc , że nie będzie w stanie zabezpieczyć wszystkich Jego potrzeb. Tym samym Jego przed sobą stawia, Jego potrzeby głównymi uznając.
Postawienie diagnozy w warunkach domowych, komuś bez logicznego kontaktu, to wyzwanie nie lada. Ale propozycję hospitalizacji Męża natychmiast zastopowała. Nie wyobraża sobie, kto lepiej od Niej mógłby opiekować się niesprawnym starszym człowiekiem. Zleciłem więc leki, badania i dalsza obserwację. Może i tym razem się uda ? Pisze o tym , kontynuując dyskusję toczoną na tvn 24. Dyskusję o ludzkiej godności , ludzkiej miłości. O tym, że człowiek przez los doświadczony nabiera szczególnej twardości, szczególnej mocy. Oczywiście, niejeden z nas - zwłaszcza sam "słabujący" pewnie z entuzjazmem przyjął by propozycję szansy oderwania od codziennych, ogromnych obowiązków nad drugim człowiekiem. Wybrał by zabranie do szpitala, by choć przez parę dni odpocząć, odsapnąć. Nie mieć problemów, nie stawać wobec konieczności gotowania, karmienia, przebierania. Pomagają Im sąsiedzi. Kupują leki, robią zakupy żywnościowe. To piękny przykład solidarności sąsiedzkiej.
Wiemy Renatko, ile  kosztuje Cię zabieganie o to, by Twoje dzieci odniosły życiowy sukces. Wiemy, ile dla osoby schorowanej znaczą zwykłe zdałoby się sprawy Te, które nam błahostkami się zdając, dla osoby schorowanej są często istnym wyzwaniem. Masz w sobie niesamowity hart i niesamowite umiłowanie bliskich. Poczucie winy, niespełnionego rodzicielstwa są niepotrzebne. Podobnie, jak nie może mieć wyrzutów sumienia kobieta na tyle złożona chorobą, że muszą się Nią opiekować dzieciaczki. I one mogły by przecież oddać Matkę do hospicjum - są ku temu istotne powody. Ale One tego nie robią. Nieszczęście jednoczy ludzi. Nieszczęście wyzwala w nas czasem siły, o jakie sami byśmy siebie nie podejrzewali. Ciesz się dziećmi - wspaniałymi luźmi, o czym wiemy także i z rozmów z Tobą Sa powodem Twojej chluby. I Ty jesteś Ich chluby powodem.

hrabia Koniecpolski - 2008-02-29 20:09:52

Cari amici del'Misogino e del Zmienmy Swiat,Vi ringrazio perché in questi giorni mi avete aiutato a capire che bisogna avere coraggio per imparare a "volare",a vivere di nuovo. Ognuno di voi mi ha mandato un messaggio "in codice" attraverso una parola gentile,affetuosa o un sorriso creando così una particolare atmosfera di fraternità che ha riempito il mio cuore di tanto, tanto, tanto . . . AMORE! Grazie. Vi voglio bene.
Vostro  amico F.M.vel Hrabia Koniecpolski

klara - 2008-02-29 21:38:24

Carissimo Amico!
Dormito bene.

Sorellina - 2008-03-01 00:48:36

Drodzy przyjaciele z Misogino i Zmiennego Świata, dziękuję Wam, za to, że pomogliście mi zrozumieć, że trzeba mieć odwagę , by nauczyć się "latać",  i znowu żyć. Każdy z Was wyraził mi to przesłanie na swój sposób, poprzez ciepłe, serdeczne słowa, poprzez uśmiech, stwarzając szczególną atmosferę braterstwa, przyjażni, które wypełniły moje serce bezmiarem ... MIŁOŚCI ! Dziękuję. Kocham Was.
Wasz przyjaciel F.M. vel Hrabia Koniecpolski



Tłumaczenie wpisu  naszego rzymskiego Przyjaciela

Aska - 2008-03-02 01:17:03

Drogi Hrabio Koniecpolski, kochany F.M. łzy płyną, coś w sercu ściska czytając Twoje piękne słowa. Czasu troszkę musiało upłynąć, żebym mogła Ci za nie podziękować. Nie wiem, czym zasłużyłam na Twą przyjaźń, nic nie uczyniłam, czego Ty sam wcześniej nie zrobiłeś. Dałeś przykład jak postępować powinien przyjaciel, dobry człowiek. Nie znam nikogo, do kogo mogłabym Cię porównać, jesteś wspaniałym, pełnym miłości do ludzi człowiekiem, najwspanialszym, jakiego w swoim życiu spotkałam. Nie znasz gniewu, złości, dla każdego znajdziesz dobre słowo, wytłumaczenie postępku każdego. Nie oceniasz ludzi, starasz się ich zrozumieć i akceptujesz takich, jakimi są. Jesteś przykładem jak należy postępować w życiu. Życzyłabym sobie i wszystkim ludziom na świecie, żeby, chociaż w połowie byli tacy jak Ty, Hrabio. Tacy łagodni, spokojni, wyrozumiali, otwarci na świat i ludzi, wrażliwi na każdą krzywdę, na każdą niesprawiedliwość.
Dziękuję Ci za to, że jesteś, dziękuję za piękne słowa, dziękuję za przyjaźń, która jest najpiękniejszą rzeczą/uczuciem na świecie.
Dziękuję, te zwyczajne słowo ku chmurce błękitnej, ku obłoczkowi na niebie, ku Soni, tam czuwającej nad Tobą, nad nami ślę.
Soniu Ty wiesz, wie nasz przyjaciel, w jaki sposób dziękuje Ci za Niego, za Nich wszystkich, za to, że byłaś, że jesteś

klara - 2008-03-02 11:06:09

Bardzo niesmialo i cichutko wyrazam nadzieje,ze nie jestes taki swiety Hrabio Koniecpolski?!Duzo Ci zawdzieczam,ale na postumencie nie stawiam,wrecz przeciwnie...

wscieklyuklad - 2008-03-02 13:13:31

Prawdziwa przyjaźń polega na trwaniu. Prawdziwa przyjaźń, to taka, co rodzi się w sposób niespodziewany. Nie jest wypadkową analiz, nie jest wypadkową przełamywania barier. Jest jako miłość - zauroczenia , często od pierwszego wejrzenia efektem. Pamiętam lipcowe dni, gdy  sekundując lekarzom walczącym o życie Soni, rozpaczliwie poszukiwaliśmy dróg kontaktu. Staraliśmy się znaleźć jakiś sposób dzielenia się adresami mailowymi/innymi, by to co tak pięknie się zaczęło, choć finał tragiczny w odejściu Soni miało, w naszej pamięci, w życiu naszym trwać mogło. Pamiętam pierwszy mail od Hrabiego, z zapytaniem : czy to ty jesteś przyjacielem Soni ? Z prośbą o uwiarygonienie. Napisałem wtedy mail w "sarmackim" stylu.....
Potem były kolejne maile, kolejne chwile nadziei , optymizmu, potem załamań i rozpaczy godziny. I w końcu to najgorsze......
Niecierpliwość cechująca tamte dni trwa nadal. Wciąż złaknieni jesteśmy siebie, wzajemnych rozmów , kontaktów, odwiedzin, poznania się w realu. Wiele udało się zrealizować - galeria nasza jest tego namacalnym dowodem . Przyjaźń nie skażona zwątpieniem. Przyjaźń, nie nadszarpnięta jakiejkolwiek korzyści oczekiwaniem. Przyjaźń sama w sobie. Przyjaźń nietypowa , bo wirtualnie zaczęta. Ale gdy jacyś ludzie na tej samej fali "nadają" to czyż w oczy spojrzenie, postaci taksacja, są niezbędne ?

hrabia Koniecpolski - 2008-03-02 16:02:27

Ani empirycznie,ani matematycznie,ba nawet socjologicznie nie jestem w stanie udowodnic ze swietym jestem Klaro.Czy to dobrze czy zle?Pozdrawiam serdecznie.Dziekuje Sorellino za wszystkie tlumaczenia z jezyka wloskiego na polski.Twoje tlumaczenia sa..lepsze od orginalow.Sluga Wasz unizony.

klara - 2008-03-02 16:27:26

To bardzo,ale to bardzo dobrze Hrabio Koniecpolski!Wole widziec w Tobie troche niebezpiecznego Faceta-socjologa.

rendrab - 2008-03-02 17:23:37

Drogi Hrabio ja wiem że jesteś przyjacielem na dobre i złe. Na każdy Twój wpis czekam z niecierpliwością. Mam nadzieję że będziesz z nami bardzo długo i nie zapomnisz o nas.

Slicznie dziekuje - 2008-03-02 21:15:58

Droga R.przyznam ze sie rozczulilem czytajac Twoj post.Wiem ze Tobie nie jest latwo tym bardziej cenie sobie Twoje slowa zyczliwosci pelne i pamieci o mnie.Dziekuje,dziekuje rowniez Wam Drodzy Przyjaciele.O wiele latwiej sie zyje i zmaga  z przeciwnosciami losu, codziennosci  trudami ,majac swiadomosc jak bardzo sie jest komus na tym swiecie potrzebnym.Wy jestescie mi takimi osobami ,ktorych ja potrzebuje i sam chcialbym Wam byc odrobine potrzebny.Wszystkiego dobrego.

wscieklyuklad - 2008-03-03 13:28:18

Wczorajsze Hrabiego posty , to właśnie Przyjaźni przykład takiej, o jakiej tu rozmawiamy. Wiele hartu potrzeba, by własną przełamując słabość , własny ból, własne choroby poczucie , choć parę słów do bliskich sobie skreślić osób. Zima - choć nietypowa - męczy, rozleniwia. Wielu czuje szczególny zmęczenia rodzaj. Nie zawsze ma się chęć a i możliwość do klawiszy komputyjera siadania. Każdy - niezależnie od stanu zdrowia i ducha - ma jeszcze do wypełnienia szereg obowiązków, tych zawodowych, tych rodzinnych i osobistych w końcu. Jesteśmy połączeni nicią niewidzialną, nierozerwalną jednak. Staramy się dać jakiś znak życia by ktoś się nie martwił, nie tęsknił, nie niepokoił. Mijają kolejne godziny, dni kolejne, a im dalej od lipca,tym bardziej krzepkie stają się te więzi. Wydawać by się mogło, że takie wirtualne znajomości winny rozpadać się z chwilą przełomowych wydarzeń, a do takich z pewnością odejście tej , która nas scaliła zaliczyć trzeba. Może tak to już jest w życiu, że jakimś siódmym nerwem czujemy, że oto stajemy się wierni idei, osobie, które - mimo , że abstrakcyjne, nam nieznane, często obce, stają się życiowa wytyczną. Stają się naśladowania godne, poświęcenia swojego czasu, sił, czasem i dobytku. Czekamy czasem na wydarzenie takie cale życie i nie zawsze skutecznie. Nam dane zostało dotarcie do życiowego celu. Z pewnością nie przyjmie on kształtu jakiego można by oczekiwać. Są bowiem osoby nie do zastapienia, takie, które - nawet przy całej ich skromności - w naturalny sposób przywódcami się stają. Takim kimś była właśnie Sonieczka.
Jesteśmy dziś, jak żołnierze pozbawieni przywódcy. Naszą bronią jest jednak nie karabin, nie ostre słowo, ale gotowość spieszenia z pomocą. Walka nasza nie jest więc partyzancką. Jest oto rodzajem "pokojowej misji", misji nie rozjemczej, nie biernej , ale twórczej. Jak z postów Hrabiego widać, nawet choroba ciężka broni takiej z dłoni wytrącić nie jest w stanie.

wscieklyuklad - 2008-03-04 10:51:47

Jak kruche jest życie ludzkie, jak wiele od przypadku, ale i zimnej krwi drugiego człowieka, od jego doświadczenia, zdolności, do natychmiastowej reakcji zależy, mogliśmy się przekonać oglądając film z lądowania Boeinga. Porywy Emmy w szpony swe go schwyciwszy, w lądowaniu przeszkodzić chciały a o rozbiciu "ptaka stalowego" o płytę lotniska marzyły. Obraz przerażajacy potężngeo samolotu kołysanego w powietrzu jak zabawka, latawiec jaki. Zawadzający niemal skrzydłem o beton, znoszony na trawnik okalający pas startowy. Podobno ci, co na jego pokładzie lecieli żegnali sie z sobą, z życiem rozrachunek robili. Szczęśliwie doświadczenie pilota i Boża opatrzność katastrofie zapobiegły.
Przypominają co chwilkę ten horrorystyczny moment. Uzmysławiają nam, jak niewiele potrzeba, by życie nasze w jednej chwili zwrotu o 180 stopni dokonało. Lecieli dokądś, wracali skądś we wrażenia jakieś bogatsi. Wspominali może minione chwile, na ekranikach aparatów cyfrowych wracali do miejsc , które zwiedzali, utrwalali dla siebie i chętnych ich obejrzenia. Cieszyli się na spotkanie z bliskimi, analizowali plan zajęć , jakie ich czekają. Kilka sekund radość ich przyćmiło, na kraj życia przesuwając. Czują się pewnie teraz, jak po raz drugi narodzeni. Może niejeden podejście swoje do życia, do jego faktycznej wartości zrewidował ? Może pojął rzeczy, o których pojęcia nie miał ? Może rozrachunku z życiem swym dokonawszy pojął oto, że mogło by go już nie być wśród żywych. Może zastanowił się, co pozostawił by po sobie ? Jakie dzieło nieśmiertelne, jaki dla bliskich przekaz ? Część może nową teraz podąży drogą. Może inaczej siebie, inaczej innych traktować pocznie. Nowe sprawy sensu nabiorą, inne nieważne się staną. Wspominam pamietniki Dostojewskiego - w ostatniej chwili ocalonego , stojącego oko w oko wobec wycelowanych w niego karabinów plutonu egzekucyjnego. Napisał potem wiele cudownych powieści, choć wielu różnie jego stan psychiki interpretuje . Czyż można się dziwić emocjom po raz drugi narodzonego ?
Nikt z nas nie wie, kiedy taka, czy inna "Emma" schwyci go w szpony swoje. Nawet w chwilach pozornie beztroskich, nieoczekiwanie los nam moze spłatać figla. Przecie i choroba Sonieczki, odejście Jej nie było niczym spodziewanym. W najczarniejszych scenriuszach takiego fnału przewidzieć się nie dało. W tamte lipcowe dni sprzed już 8 miesięcy raczej obawialiśmy się krzywdy jaką z rąk drugiego człowieka Ją, i tych co się z nimi przedzierała ku wolności, ku spokojowi właśnie - spotkać może. Los lubi psikusy nam płatać. Lubi igrać z nami. Mówią, ze Bóg puzzle życia układa cierpliwie. Może w Jego rękach spoczywa teraz oto właśnie los któregoś z nas ?

Aska - 2008-03-04 21:30:53

Zapadła już noc, cisza dookoła, księżyc do snu mnie woła. Ile razy Was dziś wspomniałem, zliczyć nikt nie zdoła. Już idę w słodkie sidła zamroczenia, uśpienia. Czy będzie mi dziś we śnie dane ujrzeć słońce nad zielonymi łąkami świecące? Ptaki śpiewające, żaby kumkające, nadzieję wyłaniającą się z nocnego cienia? Tak, takie są moje skryte marzenia, gdy dzień z nocą o panowanie nad światem się kłócą, a dzień swą datę w kalendarzu zmienia.
Nadzieja, wiara w pozytywny rezultat wydarzeń i okoliczności związanych z życiem.
Ciągle mamy nadzieję – i we wszystkich sprawach lepiej mieć ją niż stracić.
Czym byłoby nasze życie bez nadziei, bez marzeń? Dopóki trwa, dopóty jest nadzieja!
Jak rzeki i rośliny, potrzebują deszczu, tak ludzie potrzebują nadziei, wiary, sensu istnienia.
Nadzieja jest rośliną trudną do wyplenienia. Można odrąbać gałęzie, zniszczyć, palić, a zawsze będzie wypuszczać nowe pędy.
Gdy tego brak, wszystko w umiera, choć ciało nadal funkcjonuje. Każdy nowy dzień zaczyna się głęboka nocą
”Nawet jeśli niebo zmęczyło się błękitem,
nie gaś nigdy światła nadziei”- Bob Dylan powiedział
„Nadzieja matką głupich? Przeciwnie, nadzieja to matka tych, którzy nie boją się rzucać myśli w daleką przyszłość” mówił Ludwik Hirszfeld 
Nadzieja matką mądrych, którzy umieją daleko patrzeć.
Nie słyszą Ciebie moje uszy;
A jesteś światłem w mej pomroczy.
A jesteś śpiewem w mojej duszy.

Po minionych złych deszczach i burzy
Powracają burze i złe deszcze
Ale ciągle nadzieja mi wróży,
Że to, czego czekam, przyjdzie jeszcze.
                                        Leopold Staff
Do czego jest potrzebna nadzieja?
Do działania, do celu dążenia, chroni przed zwątpieniem, przed egoizmem i prowadzi do szczęścia, do miłości.
Z badań lekarzy i psychologów wynika, że nadzieja jest głównym motorem naszego szczęścia i zdrowia. Ludzie pełni nadziei rzadziej chorują, szybciej zdrowieją, dłużej żyją.
Nigdy nie odbieraj nikomu nadziei - może to jedyne, co mu pozostało... Tam gdzie kończy się, zaczyna się śmierć!

Nawet jeśli nie wszystko rozumiesz, ale sercem potrafisz przytulić wszystkie moje marzenia, pragnienia, lęki ... dziękuję, bo wtedy życie, życie ma sens...

rendrab - 2008-03-05 19:59:51

Kochani miałam to zrobić jutro ale nie wiem czy starczy mi sił z Wami się pożegnać .Dziękuje za to że mogłam z Wami być ja szara i nikomu nie potrzebna osoba .Z całego serca życzę Wszystkim dużo zdrowia ,pomyślności i szczęścia.Zostaniecie w mojej pamięci na zawsze i będę bardzo tęskniła za Wami wszystkimi .Zycie to nie bajka i nie jest usłane różami i oto moja klęska następna .Poddaje się już nie będę nikomu zawracać głowy .Sorellino ,Wściekły i ty Asiu dziękuje za wszystko i przepraszam za wszystko zło które mogłam zrobić .Wszystkim życzę wszystkiego najlepszego .Hrabiemu dużo zdrówka i wiary w ludzi bo masz tu wielu oddanych Ci osób.Przepraszam że tu się wpisuje, ale to mój ostatni wpis .Dobranoc .

wscieklyuklad - 2008-03-05 20:07:10

Nadzieja faktycznie jest często motorem napędowym działań naszych. Póki jest choć cień szansy , że zamieni się w rzeczywistość, że marzenia nasze się spełnią, czujemy radość istnienia, działania sens. Dopingujemy się do nowych wysiłków, mężnie stawiamy czoła wyzwaniom. Poszukujemy dróg rozwiązań tych, czy innych problemów. Nadzieja wcale nie musi byc samooszukiwania pełną. Dowodzi oto co dla nas ważne, dowodzi bycia sensu. Nie zawsze słońce musi wyjść u kresu drogi. Wiersze przez Asię zacytowane wróżą nowe chmury, kolejne ulewy, pot i łzy kolejne. Ale gdyby wszystko było proste, oczywiste, naturalne, nie byłoby sensu marzyć. Marzenie to coś co może, lecz spełnić się nie musi. Spełniając jedno, ku kolejnemu zmierzamy. I nie jest to egoizmu przejaw. Jest to zaś przejaw naszego niespokojnego umysłu wizji. Jest to przejaw naszej wewnętrznej siły. Scalanie wysiłków na drodze ku nadziei spełnieniu czyni je łatwiejszymi do spełnienia. Wspólne działanie zmniejsza ryzyko. Wspólne działanie radość mnoży. Wspólne działanie czyny te potania. Wspólne działanie siły oszczędza. Na nowe działania, nowe nadzieje, co sens życiu naszemu nadają.

wscieklyuklad - 2008-03-05 22:09:42

Zbliża się 6 marzec. Dzień urodzin Michała Anioła. Kiedy dzieła co spod pędzla, dłuta jego wyszły wspominam, przywołuję w pamięci rzeżbę Piety. Wspominam ostatni spacer watykański Sonieczki. Odwiedzanie wszystkich miejsc ważnych, wszystkich patronów Jej afrykanskiej podróży, którym podziękować za powrót szczęśliwy pragnęła. Ostatni beztroski spacer. Ostatnie napawanie się pięknem, ciepłem lipcowego dnia. Ciepłem włoskiego lata. Bezchmurnym niebem. Upałem do zakupu lodów zachęcającycm. Miała obejrzeć Pietę. Przystanęła pewnie pod rzeźbą, którą Michał rzeźbił aż przez 3 lata. Przez tyle miesięcy milimetr po milimetrze, wyrywał kamiennej bryle postać udręczonej matki, dziecię swe tulącej. Może własne życiowe wydarzenia wspomniała ? Może przed oczami stawało Jej własnej odejście córeczki ? A może małe Murzyniątka, które przed ostatnią ich drogą chrzciła ? Dzieło wielkie, dzieło wspaniałe. Dzieło niepowtarzalne. Dzieło oddające tragedię śmierci. Ktoś kiedyś próbował dzieło to zdewastować. I sztuka wszak potrafi sprzeczne budzić uczucia. Wiele innych dzieł sztuki - nie tylko Michała Anioła witała. I żegnała zarazem. Oto po barbarzyństwie wojny, dniach pełnych ran i cierpienia, krwi, jęku i umierania, szła , by podziwiać dzieło ludzkiego umiłowania piękna. Artystyczne świata odzwierciedlenie. Patrzę teraz oto na Piety rzeżbę. Na chustę na głowie. Na przerażoną twarz. Na obejmujace ciało Syna dłonie. W tamte lipcowe dni byliśmy jako ta Pieta. Przerażeni, opuszczeni, samotni. Nie wyobrażaliśmy sobie - jak Pieta wówczas, co nas czeka. Czy damy radę żyć, dzieło Jej kontynuując. Pieta - rozpacz wiecznotrwała. Jak nasz smutek, tęsknota nasza......

Aska - 2008-03-06 00:35:19

Od nadziei, marzeń, wiary w lepszą przyszłość, lepsze życie, do miłości przejdźmy. Miłość wszystko zwycięży, miłość do życia, do ludzi, do świata, naszego świata.
Miłość jest fascynująca, źródłem inspiracji dla artystów, twórców sztuki, literatury, rzeźby, malarstwa…Często bywa uważana za sens życia, czyni je prawdziwym i szczęśliwym. Powinna być wyrozumiała, powinna umieć wybaczać. Jest uczuciem, które żyje w naszych sercach. Porównać ją można do czasu. Czas od zawsze był, jest, mimo, iż wciąż upływa, nigdy go nie zabraknie, zawsze chcemy mieć go więcej.
Miłość jest uczuciem pozytywnym, silnym. Uczuciem prawdziwym, wyzbycie się miłości
jest niemożliwe, byłoby to, jak zamach na własne życie. Należy bronić miłości, walczyć o nią. Czasem w tym wszystkim gubimy się, nie do końca wiemy, co można jeszcze dla niej zrobić. Miłość jest wokół nas, tylko, że trzeba głęboko spojrzeć w jej oczy i chcieć ja zauważyć, rozpoznać, przyjąć do naszych serc.
Miłość jest powiewem wiatru czy może tęsknotą, światłem w czarną noc, bólem i smutkiem, czy pozytywnym szaleństwem? Czym jest właściwie?

"I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją,
a ciało wystawił na spalenie,
lecz miłości bym nie miał,
nic bym nie zyskał.
Miłość cierpliwa jest,
łaskawa jest.
Miłość nie zazdrości,
nie szuka poklasku,
nie unosi się pychą;
nie dopuszcza się bezwstydu,
nie szuka swego,
nie unosi się gniewem,
nie pamięta złego;
nie cieszy się z niesprawiedliwości,
lecz współweseli się z prawdą.
Wszystko znosi,
wszystkiemu wierzy,
we wszystkim pokłada nadzieję,
wszystko przetrzyma"...
*******************
Wszystko zakrywa
wszystkiemu wierzy
wszystkiego się spodziewa
wszystko znosi"
List do Koryntian

Aska - 2008-03-06 08:13:49

Reniu, głowa do góry, nie będzie tak źle. Nie żegnaj się, nie zachodzi taka potrzeba. Poradzimy sobie ze wszystkim, kilka dni i wszystko będzie dobrze, znowu będziesz z nami, znowu w kąciku usiądziesz i poczytasz, pomilczysz... Nie jesteś już sama, masz nas wszystkich.
A cóż to za pomysł, za słowa "niepotrzebna osoba" nawet tak nie żartuj. Nie po to walczysz z przeciwnościami losu, żeby teraz tak myśleć, po tylu latach. Staram się nie używać słowa "nigdy", ale tym razem powiem stanowczo, nigdy tak nie myśl, nigdy więcej nie mów, że jesteś niepotrzebna. Nigdy więcej nie chcę tego słyszeć.
Więcej powiem Ci za chwilę, spokojnie sobie porozmawiamy.

wscieklyuklad - 2008-03-06 21:09:32

Poniżej ramki, w której posty swe wpisujemy, jest buzia Pajacyka w żółtych okularach. Buzia uśmiechnięta, choć napis "Głodne dziecko" tuż obok mająca. A kiedy na ramkę kliknąć pokazuje się napis Wejdź i nakarm.
Każdy z nas jakiś niesie pokarm. Ten prawdziwy w chlebie i wodzie zawarty. I ten pod postacią zainteresowania losem drugiego człowieka. Każdy w życiu trudne przechodzi chwile. Ale trzeba wierzyć, że kiedyś chmury dobre wiatry rozwieją. Dla wielu z nas kontakt internetowy to dziś kwintesencja istnienia. Wiem, że przeszkody w dostępie do niego mogą być bolesnym doświadczeniem. Brak rozmów z bliskimi ludźmi czyni dzień bardziej szarym. Ale pamiętajmy wszak o idei.
Dziś byłem na wizycie u 22 letniej dziewczyny. Szczególne mną targały uczucia , bo rówieśniczka to Kasi mojej. Złożona straszliwą, nieuleczalną, nie rozpoznaną do dziś chorobą. Jeszcze przed półtora rokiem była zdrowa. Potem zaczęły sie gwałtownie narastające dolegliwości neurologiczne. Walczyła z chorobą, tak , że z pomocą Ojca dojeżdżała jeszcze pół roku temu na zajęcia uniwersyteckie studiując germanistykę. Dziś już nie chodzi. Z trudem wymawia niełatwe do zrozumienia wyrazy. Dziesiątki badań mówią jedynie jedno i niezmiennie - niewielkie szanse na sukces terapeutyczny. Bo jak leczyć coś co nieznane ? Wykluczono już wszystkie potencjalne przyczyny zaniku nerwów funkcji. Pewnie niezbyt długie przed Nią życie , a i cierpień niewyobrażalnych powolnego, świadomego , nieuchronnego umierania pełne. Podziwiałem troskliwość Rodziców. Widziałem, jak- by Ją unieść na łóżku, stają po obu jego stronach. On przepasany pasem, by przepukliny nie powiększać - nie operuje się, aby Żony samej z obowiązkami nie zostawić. Ona jak Siłaczka jaka - bo choć dziewczyna skóra i kości, to jednak takiego dźwigania dzień jest pełen. Oboje choć pewnie przerażeni głos mają przesycony ciepłem, spokojem, cierpliwością. Żadnym wyrazem, żadnym gestem nie pokazują tragedii jaka ich przytłacza. Są pełni miłości i oddania. To teraz ich świat. Świat wypełniony lękiem. Świat pełen skrywanych łez. Ale też świat, który uzmysławia Im, ale mnie, nam, że życie, życie ma sens.......

hrabia Koniecpolski - 2008-03-07 18:23:11

Buon 8 marzo
a tutte le donne che ogni giorno urlano in silenzio
a quelle che non possono vivere la propria femminilità
alle donne che dedicano la loro vita alla famiglia e alla cura degli altri
alle donne intrappolate dai preconcetti e dalle ipocrisie.
 
Vi auguro Buon 8 Marzo e vi ricordo che niente vi impedirà mai di essere
libere di pensare e di provare le vostre emozioni.

con affetto vostro H.K.

Sorellina - 2008-03-08 01:19:19

Pisze do Pań Hrabia Koniecpolski :

W dniu 8 marca
wszystkim kobietom, które każdego dnia krzyczą w milczeniu,
wszystkim ,które nie mogą w pełni przeżywać swojej kobiecości,
kobietom, które swoje życie poświęcają rodzinie i trosce o innych,
kobietom złapanym w pułapkę uprzedzeń i hipokryzji

Życzenia serdeczne Wam składam przypominając, że nic nigdy nie odbierze Wam wolności Waszych myśli, odczuwania i przeżywania wzruszeń.

z miłością, Wasz H.K.

Sorellina - 2008-03-08 01:21:44

Przepiękne, z serca płynące życzenia ... Hrabio kochany, dziekuję !

Aska - 2008-03-08 01:28:33

Nawet jeśli nie wszystko rozumiesz, sercem potrafisz zobaczyć wszystkie moje pragnienia, lęki... dziękuję.
Dziękuję Hrabio za piękne życzenia.

rendrab - 2008-03-08 08:25:00

Dziękuje pięknie za życzenia -- Kochany Hrabio

Basia - 2008-03-08 14:08:15

Przyjacielu Drogi - dziękuję - jak zawsze - z serca!

wscieklyuklad - 2008-03-09 09:18:41

Dzień Kobiet za nami. Panie nasze wczoraj nieco sobie "pogawędziły" na wątku Gombrowiczowskim, tedy życzenia płci brzydkiej obyczajów nie złagodziły. Coraz mniej luzu w naszym życiu, coraz mniej beztroskiego śmiechu, coraz mniej prawdziwych - znanych nam z dzieciństwa, młodości, studiów - a nawet pierwszych lat pracy - wygłupów. Takich, co w zamyśle rozbawić drugiego miały. Dowcipy coraz mniej śmieszne, coraz mniej zrozumiałe. Komedie filmowe coraz mniej rozbawienia widowni wywołują. Czyżby współczesny człowiek w ponuractwie coraz bardziej się pogrążał ? Czyżby wśród dziesiątek różnorodnych chwil, jakie codzienne dane nam jest przeżywać, nie było żadnej rechotu wartej ? Śmiania się z siebie samego - nie złośliwie, ale serdecznie, śmiania z innych, nie nienawistnie, ale przyjaźnie ? Jeśli święta tak miłe, jak Dzień Kobiet nie łagodzą obyczajów, jeśli nie są okazją do miłej zdań wymiany, to jakie wydarzenie, jakie sytuacje mogą stać się do beztroski zachętą ? Jak w świecie niosącym tyle stresów, tyle zmartwień, gnającym, że trudno nadążyć umieć się znaleźć, określić swoje miejsce i ..... przetrwać, jeśli świat ten przestał być dla nas źródłem radości, a stał się jakąś formą transowego letargu. Budzimy się, by cele określone realizować, lecz przecie każdemu z nas w ciagu dnia potrzebna jest jakaś forma relaksu. I nie jest nim chwila drzemki, kilka stron lektury - książki, poezji, dziennika, nie jest obejrzenie filmu, posłuchanie audycji. Albo - jest nie tylko to, co wymienione. Ludzie wokół , to nasze potencjalne źródło odprężenia, relaksu, wytchnienia.
Mówią, że człowiek pierwotny tworzył dopiero wyrazy. Rzecz po rzeczy nazywał. Po co więc to robił ? Czy po to, by stworzyć wyrazy zdolne poniżyć, ubliżyć, zranić, a nawet ....zabić ? Czy po to, by miast pohukiwać nerwowo, że nie jest rozumiany, miast się złościć zwłoką w reakcji na jego oczekiwania, stworzyć nić porozumienia , która życie ułatwi. Wartość słów ulega nieustannej deprecjacji. Coraz mniej w nich łagodności, serdeczności, tkliwości. O reklamach, które w miejsce krzykliwej muzyki, zwariowanych obrazów, gwałtownej zmiany sytuacji, migotliwie zmiennych kadrów, oferują nutkę tkliwości pamięta -a i rozmawia -się długo. Któż z nas nie pamięta krowy biorącej nogi za pas ,gdy o sposobie doprawiania potrawy, w skład której miało wchodzić "molto świeże mięso" usłyszała ? Mało z nas się wtedy nie śmiało. Świstaki i misie z reklamy Milki uleciały w odległą historię. Dziś reklama = młody/a, atrakcyjny /a  , o pewnym siebie wyrazie twarzy, przebojem zdobywający upragnioną rzecz, stanowisko, w prosty sposób osiągający sukces. Reklamy zawężają więc krąg odbiorców - ci bowiem, których  na zakup stać, już dawno go dokonali. Albo dokonają wkrótce - jednostkowo na jakiś tam okres czasu. Ci, co jeno obrazem muszą swe oczy nasycić popadają w coraz większe poczucie przegranej, coraz większe rozterki, coraz większy żal i złość, że świat ten dla innych jest zarezerwowany.
Będą kolejne święta, kolejne rocznice upamiętnienia warte. W zhermetyzowanym świecie obwałowanym pragnieniem sukcesu eliminacji ulegać będą słowa łagodne. Już nasz "Wielki Karzeł" stworzył wizję walenia głową w mur. Mur ten kształt wału nieżyczliwości przybiera. Czy samym czołem uda nam się go rozbić ? Znamy historię Jerycha. Dźwięk trąb mury był w stanie kruszyć. Wśród metod wznoszenia budowli megalitycznych wymienia się dźwięk jako siłę napędową, zdolną bloki kamienne wznosić, przesuwać, układać. Słowo jest dźwiękiem. Dziś wszak bardziej do burzenia niż wznoszenia wykorzystywanym.

alutka51 - 2008-03-09 19:28:00

Hrabio Koniecpolski pięknie dziękuję za życzenia :)


Dziękuję....

Dziękuję za Twój uśmiech,
otwarte okno Twego istnienia.
Dziękuję za Twoje spojrzenie,
zwierciadło Twej uczciwości.
Dziękuję za Twoje łzy,
które są znakiem,
że dzielisz radość lub smutek.
Dziękuję za Twoją rękę
zawsze wyciągniętą,
aby dać lub otrzymać.
Dziękuję za Twoje objęcie,
które jest szczerą gościną
Twojego serca.
Dziękuję za Twoje słowo,
wyraz tego, co kochasz
i w czym pokładasz nadzieję.
Dziękuję, że jesteś....

Helena Oshiro

wscieklyuklad - 2008-03-12 20:17:00

Dziś pożegnaliśmy kolejnego wielkiego człowieka. Okrojona wprawdzie w relacjach ceremonia pogrzebu Gustawa Holoubka, dowiodła, jak wielką cieszył się miłością ludzi, jak wielkim kolegów szacunkiem. Tłumy żegnających, wyraz autentycznego bólu na twarzach. Biała lilia położona na trumnie. Wiele mów końcowych, wśród nich szczególnie jedna , która mą uwagę przykuła. Wystąpienie Piotr Fronczewskiego. Przez łzy, łamiącym się głosem, mówił o stracie jaką ponieśliśmy. Mówił o upadku moralności, której zasad przykładem  i piewcą był zmarły. Mówił o deprecjacji pojęć. O tym, że słowo "Miłość" uznano za wytwór ewolucji, nie zaś za uczucie równoletnie istnieniu człowieka. Modlitwa "Ojcze nasz" niosła się w zupełnej ciszy. Posypały się pośmiertne splendory - w tym odznaczenie Orderem Orła Białego. Czy moment to odpowiedni, w życiu 85 letniego człowieka było tyle dni, by we właściwej go chwili  nagrodzić. Każda widać chwila jest dobra, by pokazać opinii społecznej swoje gesty.
Każde odejście jest smutne. Odejście Sonieczki było podwójnie smutne. I bardzo samotne. Wzruszające pożegnanie na rzymskim lotnisku, mimo uroczystej oprawy - zwłaszcza w wykonaniu italskich lotników, uczyniło z Niej po chwili anonimowego człowieka. Nie było tłumów, gdy spoczywała w mogile. Nie było wieńców. Były łzy na odległość. Łzy każdego z nas. Łzy pożegnania. Łzy smutku. Łzy żalu. Łzy bezsilnej rozpaczy, że taki obrot sprawy przyjęły. Łzy niespełnienia. Nie przykrył Jej całun kwiatów. Nie dekorowano jej orderami. Nie wygłaszano przemówień. Żyła i odeszła anonimowo. Zaświadczając wszak, że miłość nie jest ewolucji wytworem. Dowodząc, że każdy z nas jest jej pełen. Wystarczy tylko odważnie spróbować dzielić się nią z innymi - także obcymi ludźmi.

Aska - 2008-03-13 01:10:08

Pięknie piszesz Wscieklyukladzie o śmierci, o pogrzebie Soni. O pożegnaniu. Łzy, łzy na odległość więcej znaczą, więcej mówią niż cała masa kwiatów. Kwiaty zwiędną, pójdą precz do kosza, łzy w sercach naszych pozostawiły trwałe ślady. W naszej pamięci Sonia wciąż żyje. Dzięki wspomnieniom Twoim, Hrabiego,Hrabiny, zawsze jest z nami. Odwiedzamy Sonię w jej „pokoju”, w jej wątku. Staramy się kontynuować to, czemu dała początek. Staramy się godnie iść Jej śladem. Nie zawieść jej zaufania i wiary w ludzi. W dobro, które jest w każdym z nas. Staramy się, za Jej przykładem, dzielić się nim z innym, z tymi, którzy gdzieś się zagubili. Staramy się służyć pomocą, gdy zachodzi potrzeba.
Piszę staramy się, nie, nie staramy się. Tacy jesteśmy, ot, tak zwyczajnie, normalnie żyjemy. Nie zamykamy się przed nikim, przed niczym. Zauważamy zło, które błądzi, na prostą drogę je prowadzimy. Widzimy ludzi, słyszymy ich niemy krzyk, zauważamy wyciągniętą rękę po pomoc, słyszymy wołanie o nią. Nie przechodzimy obojętnie, w miarę naszej możliwości pomagamy. To jest takie zwyczajne, ludzkie. W dzisiejszym świecie, kiedy dzień pędzi za dniem. Gonimy czas, nie widzimy, co się wokół dzieje. Nie mamy czasu dla siebie, dla rodziny, co mówić o sąsiedzie. Dzięki Soni, dzięki wszystkim, których zgromadziła w koło siebie, zatrzymujemy się, zauważamy więcej. Uważniej przyglądamy się dla otaczającego nas świata, dla ludzi mijanych na ulicach miast i wsi. Sonia nas połączyła, rozwinęła nić porozumienia, w grono przyjaciół nas zmieniła.

Aska - 2008-03-13 21:57:47

Jak sens znaleźć, kiedy błotem pokryły się ulice, gdzie skryła sie dobra pogoda? Gdzież nadzieja się podziała? Deszczowe łzy ją skryły. Smutny, bardzo smutny ten dzisiejszy dzionek. Pamiętam z lat poprzednich dzień imienin Krystyny. Dzień wesoły, mimo marca, kolorowy. Ulice pełne ludzi z kwiatami, szczęśliwe miny Krystyn z naręczem pełnym kwiatów od kolegów z pracy, od przyjaciół. Dzisiaj zapewne tez tak było, tyle, że wszyscy zasłonięci parasolami, zamknięci w samochodach, nie widać barwnych bukietów. Smutne wieści ze świata docierają, smutne z kraju, ot taka pogoda i takie zapłakane serce. Niech żywi nie tracą nadziei, mówił wieszcz. Jutro też jest dzień, jutro zaświeci słońce, jutro zabliźni sie rana w sercu.
Dobrej nocy przyjacielu, dobrej nocy kochani. Sonia czuwa nad Nami. Myślami ją przywołamy, a Ona napełni nową energią nasze serca i życie odnajdzie sens. Sens, który gdzieś w zacisznym miejscu odpoczywa.

Mirka - 2008-03-15 17:01:02

Nie ukazują się dzisiaj posty w wątku Soni. Do piętnastej były posty Klary, WU, teraz i one zniknęły. Od dziewiątej próbuję wysłać post, napisałam inny i też nie pokazał się. Post na aktualności stracił, wkleję go tutaj, może odczaruje się tamto miejsce, może złą passe przerwę jak uparcie przestanę słać posty.

"Śmierć nie jest kresem naszego istnienia - żyjemy w naszych dzieciach i następnych pokoleniach. Albowiem oni to dalej my, a nasze ciała to tylko zwiędłe liście na drzewie życia". Albert Einstein

Bulwersująca wczorajsza wiadomość ścięła mnie z nóg.
Kobieta poznaje przez katolicką prasę mężczyznę. Facet przedstawia się jako religijny, stateczny, starszy pan. W rzeczywistości pisze do kobiety z więzienia. Po opuszczeniu murów udaje się do jej domu, poznaje babcię i wnuczkę. Proponuje wycieczkę dziewczynce, na co babcia wyraża zgodę. Długo zwlekała babcia z powiadomieniem policji, że dziecko długo nie wraca, nie daje znaku życia. Policja ustaliła miejsce pobytu dziecka i "opiekuna". Okazało się, że dziewczynka była z pedofilem. Zdążył już ją zgwałcić. Jedenastoletnia dziewczynka przeżyła tragedię. Babcia próbowała odebrać sobie życie.
Lekkomyślność dorosłej osoby doprowadziła do strasznego nieszczęścia. Dziewczynce na całe życie pozostanie w pamięci to straszne wydarzenie. Jakie będzie miało to skutki, okaże się po latach.
Od kilku lat obserwuję rodziców, dziadków w klasie moich młodszych synów. Doszłam do smutnych wniosków. Dzieci są wspaniałe, mądre, wrażliwe. Mając rodziców, którzy będą je mądrze kochać, nie małpią miłością, wyrosną na wspaniałych ludzi. Niestety, jest to marzenie, wychowanie należałoby zacząć od rodziców. Lekkomyślność, brak wyobraźni, dorosłych prowadzi do strasznych następstw. Kolejna wiadomość: matka wraz z czteroletnim dzieckiem skacze z okna. Matka pijana, dziecko płaci życiem. Jak odbije się to na wszystkich dzieciakach tam mieszkających? A szkoła, nauczyciel? Sama wiedza wbita w głowy dzieci nic nie da. Potrzebne są wzory, autorytety. Brak szacunku dla dorosłych widać w zachowaniu się dzieci i młodzieży. Trudno od nich, od młodych ludzi wymagać czegoś, czego, na co dzień nie widzą, czego nie znają. Zachowują się dokładnie tak, jak my, jak dorośli, których widzą każdego dnia.
" Najgorzej, gdy szkoła ucieka się do takich metod, jak zastraszanie, przemoc czy sztuczny autorytet. Metody te niszczą u uczniów naturalne odruchy, szczerość i wiarę w siebie, czyniąc z nich ludzi uległych." Albert Einstein
Są też cudowne wieści. Wspaniałe postawy dzieci. Otóż pięciolatek ratuje z pożaru swoje rodzeństwo. Zrobił to odruchowo, nie zastanawiał się. Półtora roczną siostrzyczkę chwycił za ubranko, a dwulatkę za rączkę wyprowadził z palącego się pokoju. Czy nie potwierdza to mojego przekonania, że dzieci są  wspaniałe? Podobnych zachowań dzieci jest więcej, tylko nie jest to tak nagłaśniane, jak złe zdarzenia.  Zdaje mi się, że lepiej nagłaśniać dobro, a zło tylko wspomnieć i potępić. Jest to moje zdanie, nie wiem czy słuszne.

Basiu, Twoje słowa onieśmielają mnie. Jestem tylko matką, żadną specjalistką w wychowaniu. Na sercu leży mi dobro dzieci z czysto egoistycznych pobudek. Sądzę, nie wiem czy słusznie, że na moje dzieci maje duży wpływ koleżanki i koledzy. Jak oni będą

Miłego dnia wszystkim. Szczególnie dla Hrabiny wiele słoneczka i radości

Może jest coś złego w tekście, że nie przechodzi cenzury. Przepraszam za utrudnienie

wscieklyuklad - 2008-03-15 17:40:25

Tak oto wydarzenie owo historycy opisują :" Kiedy Juliusz Cezar wszedł do kurii, wszyscy powstali. Brutus, Kasjusz i pozostali zajęli miejsca najbliżej krzesła dyktatora, większość stała za nim. Tuliusz Cymber poprosił o ułaskawienie dla swego brata skazanego na wygnanie. Cezar odmówił, a spiskowcy zaczęli natarczywie popierać proszącego. W pewnym momencie Tuliusz chwycił togę Cezara i szarpnął, ściągając mu ją z szyi, co było znakiem do ataku. Pierwszy cios zadał Serwiliusz Kaska, uderzając Cezara od tyłu w kark. Był jednak tak zdenerwowany, że zadał mu tylko lekką, niegroźną ranę. Dyktator poderwał się z miejsca i odwrócił chwytając go za rękę i krzycząc: "Kasko, ty zbrodniarzu, co robisz!". Przerażony Kaska zawołał po grecku do swego brata Gajusza: "Bracie, na pomoc!". Ten dźgnął Cezara w pierś. Senatorowie nie biorący udziału w spisku osłupieli, a Liberatores wyciągnęli ukryte sztylety. Otoczyli Cezara kołem i zaczęli zadawać mu ciosy ze wszystkich stron. Każdy musiał przelać jego krew, zgodnie z przysięgą, którą złożyli. Kasjusz ciął go w twarz, a Decymus Brutus pchnął w bok. W zamieszaniu kilku spiskowców poraniło się nawzajem w ręce, kiedy próbowali jednocześnie ugodzić Cezara. Dyktator próbował się jeszcze bronić i wyrywał się zamachowcom, ale kiedy zobaczył Marka Brutusa ze sztyletem w ręku stracił wszelką nadzieję i zakrywszy głowę togą, poddał się ciosom. Brutus zadał mu pchnięcie w podbrzusze i Cezar upadł u stóp posągu Pompejusza, swego wroga, a jego krew zbryzgała postument. Jego ostatnie słowa są różnie przekazywane. Według Plutarcha, Cezar nic nie powiedział przed śmiercią. Najczęściej spotyka się wersję "Et tu, Brute?" ("I ty, Brutusie?"), która jednak nie występuje w żadnym źródle, a pochodzi ze sztuki Szekspira "Juliusz Cezar". Według Swetoniusza Cezar powiedział po grecku „Ty także synu?”. Po łacinie brzmiałoby to "Tu quoque fili?". Gajusz Juliusz Cezar umarł pod posągiem Pompejusza, otrzymawszy 23 rany. Brutus podobno powiedział "Sic semper tyranni", czyli "Tak zawsze (kończą) tyrani" (1909 lat później powtórzył te słowa John Wilkes Booth, zabójca prezydenta USA Abraham Lincolna).

Idy marcowe - święto Boga wojny Aresa. I Bóg wojny miecze spiskowców naostrzywszy, tego co nie tylko Bogom, ale i królom starożytnym chcąc być równym, tego, co nad innych się wywyższał we władzy absolutnej pragnieniu, zabrał. Czy efekt zamierzony uzyskano ? Wojna domowa, pokonanie stronnictwa zamachowców i ustanowienie.... faktycznej władzy cesarskiej. A imię jego 44 było.....

Czyż dzień ten szczególny - idy marcowe - może być dniem przeciętnym , wspomnień niegodnym, wydarzeniami błahym ? Czy tylko ludzi wielkich zabierać skłonny ? Nie znajdujemy w Wikipedii kalendarzu daty Hrabinii narodzin. Wśród nazwisk tam wymienionych- Jej brakuje. Podobnie jak tylu, których nazwisk nigdy nie poznamy, choć pewnie od niejednego z utrwalonych na kalendarzowych stronach zaszczytu tego godniejsi by byli. Bardziej podziwu , naśladowania godni, niż przywołani tam aktorzy, sportowcy.......
Oto Ares przyniósł na świat Hrabinię. I pewnie jako Atena, co z głowy Zeusa w pełnej wyskoczyła zbroi, tak i Ona z Aresowej tarczy karetą w osiem koni zaprzężonych wyjechała , a ku kniei naszej pomknęła. I wprost od Aresa, po błękitnej tęczy z Niebios na Ziemie zstąpiła. Minęła po drodze Sonię, piękny Jej wiersz na ucho szepcząc. A kiedy już się na tym łez padole pojawiła, dostrzegła dzieciątka zdjęte chorobą, która wszak człowieczeństwa ich nie pozbawiła, jeno czasem miłości ludzkiej a serca dobrego bliskości. Tedy miecz Aresowy przekuwszy na smyczek, zagrała Im koncert, koncertów wiele, w zamian motyla otrzymując. W zamian otrzymując uśmiech szczęśliwego nieszczęścia. Otrzymując w zamian tęsknotę i wyczekiwanie z buziami przyklejonymi do szyby, z oczami wypatrującymi inkrustowanej złotem dobra karocy. Z uszami nasłuchującymi kopyt końskich tętentu. Z uszami , w których kołysze się już na trwałe melodia Mozarta  muzyki. Gdy Aresowe pioruny dach domu, w którym żyją te cudowne maleństwa zniszczyły, komputyjery uszkadzając, Ojcu się swemu buntujac,  od drzwi do drzwi pukała, prosiła, tłumaczyła.
I gromy Bogów, w ludzką przekuwszy serdeczność komputyjery nowe ku dzieciątkom powiozła. Siedzą teraz pewnie , świat poznając. Urządzenie takie może stać się ważnym narzędziem ich rozwoju, ich do życia przystosowywania - mozolnego, długiego, trudnego, nie zawsze skutecznego. Dzieki Niej mają jednak choć szansę.
Zawsze gotowa drugiemu pomóc. A, że "wariatka"? Za to jaka kochana "wariatka". Kochamy to  wariactwo Twoje, i daj Aresie każdemu wariactwo takie, daj nam wariatów takich armie całe.
Przecie dziś idy marcowe - dzień wojenny, więc czyż nie Walkiria nowa na świat zstąpić miała , nie wojowniczka prawdziwa ?
Id mimo, rocznicy Cezara śmierci mimo, my pod kontuszami naszymi, nie noże morderców dzierżymy, ale serc naszych bukiet....... Tysiąc lat nam żyj Hrabinio, by świat nie musiał znów 1900 kolejnych czekać na dzień ponownie wspomnienia godzien, na dzień kolejnego Wielkiego narodzin Człowieka.......

Aska - 2008-03-15 18:04:57

Gaju, dziwne rzeczy dzieją sie i u mnie. Od rana posty wysyłałam i nie ma żadnego. Ukazały sie posty Klary i WU, ale już ich nie ma. Zajrzałam do Historii, klikam na strony i są puste, białe. Ki czort je wyczyścił? Zła passa minęła, jak na ZS post zamieściłam poranny, na tym gościnnym forum ukazał sie inny, też pisany przed południem. Cuda się zdarzają. Oby tylko dobre były to wróżby.
Pozdrawiam wszystkich, miłego wieczoru.

Zdaje się, że za wcześnie sie cieszyłam.  Jedna jaskółka wiosny nie czyni.

hrabia Koniecpolski - 2008-03-15 18:39:04

We wlasnym i Hrabiego tekst ten wklejam jaki dni temu kilka napisal dla Ewusi.

...se i desideri fossero persone... noi avremmo già ricevuto quel desiderio che ogni giorno ci regala un SORRISO e MILLE MOMENTI DI ALLEGRIA... non cambiare mai perchè i desideri una volta espressi rimangono PER SEMPRE quelli...
MILLE AUGURI DI BUON COMPLEANNO CARISSIMA CONTESSA E GRAZIE PER AVERCI REGALATO IL DONO PIU' SINCERO... LA TUA AMICIZIA!!!!
TI VOGLIAMO TANTO BENE.

Auguri AV.

hrabina_balkanska - 2008-03-15 21:17:48

I jak tu nie powtarzać sobie codziennie i to po kilka razy, że życie ma sens? Pędzimy przez życie nieraz z zamkniętymi oczami, w pędzie my mijamy kogoś albo ktoś nas mija ale.... są momenty w których nie ma jak nie zatrzymać się na chwilę. A może ktoś niewidzialny nas zatrzymuje mówiąc "Stań, zatrzymaj się na chwilę, zobacz co dzieje się wokół nas"... Mnie 8 miesięcy temu zatrzymała Sonia i mimo, że nieraz pędzę coraz szybciej to zawsze ktoś mi towarzyszy. Ktoś albo coś... A to "coś" to myśl o Was wszystkich. Nie myślcie Kochani, że gdy mnie nie ma to nie pamiętam o Was, o Misogino. Pamiętam i to jeszcze jak! Z wielkim wzruszeniem i z zapartym tchem czytałam dziś cudowne słowa, słowa ciepłe i szczere. Ze łzami w oczach jeszcze raz dziękuję Wam za nie, dziękuję że jesteście!
Czasami w jednej małej łezce szczęścia jest zawarty cały sens życia....

Sorellina - 2008-03-15 22:59:04

Tłumaczę więc słowa Hrabiego...

...gdyby pragnienia były osobami...pragnęlibyśmy, by był to ktoś, kto każdego dnia przynosiłby nam UŚMIECH i TYSIĄC CHWIL RADOŚCI,...nie zmieniaj się nigdy, bo pragnienia raz wyrażone zawsze pragnieniami pozostają...
NAJPIĘKNIEJSZE ŻYCZENIA Z OKAZJI URODZIN, KOCHANA HRABINO I DZIĘKI, ŻE OFIAROWAŁAŚ NAM DAR NAJSZCZERSZY... SWOJĄ PRZYJAŻŃ !!!
KOCHAMY  CIĘ.


Wszystkiego najlepszego, AV.

wscieklyuklad - 2008-03-16 18:49:09

Wielki Tydzień w dziewiąty miesiąc od pożegnania Przyjaciółki nas wprowadza. Pierwsze Święta, gdy z koszyczkiem święconki pełnym - narodowej tradycji przodków - nie pójdzie.  Data tegorocznych Świąt jest symbolem ważkim. Oto wchodzimy w miesiąc kolejny, by śmierć pokonawszy, na nowo się odrodzić. Nowe życie często męką poprzedzone jest wszakże, niewyobrażalną męką świadomego umierania.
Porównywałem odejścia oba na tvn. O pełnię analogii trudno. On bowiem przyszedł pomiędzy nas, by dać świadectwo prawdzie. By pobywszy między nami, własnym cierpieniem winy nasze odkupić. W życiorysie jego luka tkwi istotna - przepadło gdzieś w "ziemskim niebycie" lat wiele. Niektórzy spekulują, że udał się wtedy do Tybetu. Co w starożytnych księgach ówczesnych lamów odnotowano. Brak jednak dowodów niezaprzeczalnych. Jest po dziś dzień coś w religii Tybetańczyków, w mistycyzmie klasztorów i zamieszkujących tam mnichów niesamowitego, coś pociągającego każdego z nas. Umiejętność krzesania w sobie sił, umiejętności, które bacznego obserwatora o zawrót przyprawiają głowy. Filozofia życia.
Przestrzeń do przebycia niesamowita. Tysiące kilometrów, jakie przemierzyć by musiał. Ale istnieje przecie bilokacja. Więc może siłą woli zmaterializował się, by pobyć w miejscu szczególnym ? Dwa prześladowane w historii narody, wśród których żył - w tym Tybetański , co dziś krew swą przelewa, w wolności upragnieniu. Himalaje pnące się ku niebu, niczym drabina zmartwychwstania.
Konsekwencją działania Sonieczka podobną Mu była. Nie wiedziała - bo i skąd wiedzieć miała - co Ją spotka. Ale tak jak Jego przyjście w miłości do człowieka źródło miało, tak i Jej na kontynent afrykański podróż zewem była duszy. Jak i On , tak i Sonieczka pragnęła wybawić drugich od cierpień. On wieczystych - Ona tych ziemskich jakże, choć równie piekielnych nieraz.
I to, co łączy Ich oboje najbardziej - pełna umierania świadomość. Równie rozpaczliwa, równie nieuchronna. I równie okrutna. Czyż zbędna jednak ?
Wkraczamy w Wielki Tydzień. Misterium męki. Czy ofiary Ich próżne były ? Czy świat zbawiły ? Czy Jezus życie na krzyżu dając - Bogiem wszak będąc, nie wiedział, że wojny kolejne wybuchną ? Nie wiedział, że zło obok dobra istnieć będzie ? Grzech obok czynów chwalebnych ? Czy nie wiedział, że obok ludzi wspaniałych, naśladowania godnych , narodzi się wielu, którzy rany Jego na nowo rozdrapywać będą ?
Dlaczego więc życie swe za nas oddał ? Czy był to akt jedynie od grzechu pierworodnego nas wybawienia ? Męki tak okrutne , za kawałka jabłka zjedzenie ? Śmierć Boga, za owoc podstępem podsunięty ? A jeśli nie z tego powodu męki doznał, żywota dokonał, to czemuż ?
Dziś wielu z rąk wielu zła doznaje. Dziś wielu, jabłek tony pożywa. Nie każde wiedzę odkrywa tajemną. A przecie są tacy, co w kropli wody życia mądrość świata tego dostrzec i dziś potrafią.

Aska - 2008-03-17 05:13:47

"Twoje cierpienie nie jest przypadkiem. Cierpieć należy do porządku życia, do żywej, pozaczasowej, pozaprzypadkowej kolejności. Bo to oczywiście przez prawe cierpienie wychodzi się z cierpienia. Bo jakże by inaczej? To przez cierpienie dochodzi się do poznania siebie, a przez poznanie siebie do zdrowia, do szczęścia, do życia, do wiecznej cudownej dziewiczości. Widzisz, dla człowieka prawdziwie żywego, nie ma takiego nieszczęścia, co nań zwalając się, nie przemieniło by się w niewyobrażalne szczęście".
Stachura (Fabula rasa)

Szczęśliwy był to dzień kiedy spotkałam Ciebie. Krótko trwało to szczęście. Odeszłaś, zanim miałam odwagę "odezwać się". Tak wiele ofiarowałaś, tak wiele zostawiłaś po sobie, nadałaś na powrót dla życia sens.
Odpoczywaj spokojnie, nikt nie zakłóci Ci snu.

alutka51 - 2008-03-17 09:14:14

Kiedy odchodzą Anioły takie jak Sonia!

Kiedy odchodzą Anioły,
tam, gdzie ich dom - do Nieba,
noc jakaś inna jest,
wyraźniejsza i głębsza.

Gdy bezchmurna,
widać jak z odejściem
każdego Anioła
przybywa gwiazda na niebie.

Zawsze jedyna w swoim rodzaju,
wyjątkowa, piękna i czysta.
Gdy noc deszczem świat obmywa,
deszcz ów
niczym przesłaniem ziemi jest,
jej płaczem nad grobami Aniołów.

Ty moim Aniołem jesteś.
Nad grobem Twoim
ból po odejściu naszego Anioła
uwalnia ze mnie lawinę łez,
bo choć wiem,
że mówisz do mnie: NIE PŁACZ,
to serce nie sługa.

Lecz gdy tylko noc pełna gwiazd nadchodzi,
znajduję Cię wśród nich na niebie
i przesyłam wszystkie słowa
i uczucia prosto do niej,
mojej gwiazdy,
uśmiechając się jakbyśmy
znów byli blisko siebie.....
Marco74

Basia - 2008-03-18 06:12:44

Probowałam w nocy na Misogino się dostać. Bezskutecznie. Zatem tu post umieszczę.

Witajcie Misoginianie!.Dzień wstał nad Krakowem ukazując niebo pogodne bez jednej nawet chmurki. Kiedys o swicie posty moje spotykały  się często z postami Monique. Od pewnego czasu już tak się nie dzieje. Lubiłam to internetowe spotykanie, mijanie się naszych postów. Teraz cieszy mnie ich brak, bo znam przecież przyczynę. Nie mogło jednak zabraknąć jednego z Was w dniu Sonii poświęconym. Krakowskie pewne serce będzie z Wami w Poniedziałek Wielkanocny, bo od pierwszej chwili Waszego spotkania na tym forum wiernie Wam towarzyszy, a dziś radością Waszego szczęścia bije przepełnione.
Dzień Sonii. Siedemnasty dzień miesiąca każdego sprowadza tu zawsze sporą grupę Misoginian. Przepraszam Przyjaciele Misoginianie,ale po prostu zbyt byłam zmęczona by czekać na dostęp do komputera wczorajszego wieczoru. Przeczytałam wpisy i chciałoby się na wszystkie odpowiedzieć, do kazdego się odnieść. Nie sposób. W nocy zabrałam się za zaległą lekturę Tygodnika a w nim znalazłam felieton Wojciecha Bonowicza "Są tacy ludzie", napisny po pobycie na Rekolekcjach Tischnerowskch w Ludźmierzu (ach, jak zazdroszczę!). W nim zaś fragmenti: "[...]przypomniałem sobie słowa, które wypisałem kiedyś z ulotki dotyczącej wolontariatu: „Są ludzie, których wyłania chwila obecna i wszyscy kręcą się wokół nich. Są inni, skromniejsi, o których historia będzie pamiętać z powodu tego, co doprowadzili do końca. I są jeszcze inni, których uznał tylko Bóg, gdyż są rzemieślnikami pokoju i sprawiedliwości”.

Nie skupiajmy się na tych, których „wyłania chwila obecna”. Niech przechadzają się „w lśniącej zbroi powodzenia” (to słowa Daga Hammarskjölda) i niech „przeżywają swój triumf na poziomie, jaki mu odpowiada”. Szukajmy – i naśladujmy – nierzucających się w oczy „rzemieślników pokoju”. Zapewniam, że są wśród nas. Naprawdę są."

Pamięci Sonii własnie fragment ten poświęcam.

wscieklyuklad - 2008-03-18 21:47:03

Cierpienie i nieszczęście, jako dwa życia elementy. Czy zawsze nas ubogacają ? Czy zawsze źródłem są naszego zrozumienia, rozwoju naszego ? Czasem bagaż cierpienia jest niewyobrażalny. Stając oko w oko z bólem, zmagając się z przeszkodami, pokonując słabości własnej psychiki, ciała wreszcie, niejednokrotnie bezradnie rozkładamy ręce. Uzmysławiamy sobie oto, że sytuacja dana przerosła nas. Pojmujemy, że się nie uda, udać nie może. Ślepo poddajemy się losowi w nadziei, że może jakiś nagły zwrot, nieoczekiwany splot okoliczności, wreszcie ktoś inny, drogi nasze wyprostuje, a cierpienie z barków naszych zdejmie. Nie zawsze udaje nam się chwili tak szczęśliwej doczekać.
Czymże jest więc prawe cierpienie, o którym w przywołanym cytacie Stachura mówi ? I czy jest wogóle cierpienie, co prawym się jawi ? Cierpienie jest wszak odczuciem negatywnym. Odczuciem niechcianym, znienawidzonym często. Bo nikt z nas cierpieć nie lubi, ni nie chce. Kiedy jednak dotknie nas ono, możemy godnie je znosić - nie znaczy wszak godzić się na nie - lub też ślepo uderzać na lewo i prawo, by gorycz bólu rozładować, jak najwięcej hałasu wzniecić, innym nastrój popsuć. I ich bezpieczeństwa, spokoju poczucie zakłócić. Nie darmo powstało tyle o Polakach dowcipów, gdy dotknięty biedą, chorobą, niedostakiem innym, nie zabiega o poprawę własnej, ale o pogorszenie cudzej sytuacji. A przecie kiedy głębiej się zastanowić, to czy łatwiej nam cierpieć widząc, że i innym "się nie przelewa"?.
Dziś na tvn pisałem o pobitym trzydziestokilkuletnim  człowieku, który przyszedł po to tylko, by po opatrzeniu zadraśnięć, podaniu zastrzyku przeciwbólowego, ogrzaniu się w zaciszu gulgoczących kaloryferów, wrócić do swojego świata. Zimnego, ciemnego, głodnego, pełnego ludzkiej nienawiści, której przejawy dane Mu było poznać w ciągu tych 2 mniej więcej godzin, ze strony mieszkańców miasta rodzinnego.
Kiedy tak siedział odpoczywając na krześle, dostrzegł gazete pozostawioną na okiennym parapecie. Dawno nie widziałem, by ktoś tak łapczywie, tak żarłocznie przeglądał, czytał kawałek gazety. Ten człowiek zapomniawszy o bólu, głodzie, czekajacej wizji nocnej i kolejnych tułaczek, przez moment był w innym świecie. Świecie, który tak Go ciekawił, że  zachłannie pożerał oczami litery, zdania, artykuły. I nic innego w ciągu tych paru minut się nie liczyło, poza owym kawałkiem papieru.
Cierpienie tak długo nie jest nas w stanie strawić, jak długo potrafimy zachować swoją dumę, swoje człowieczeństwo, swoją świata ciekawośc także. Póki nie damy się złamać. Cierpienia hartują nas w hucie życia. Cierpienia wyginają, wybrzuszają, walcują, spłaszczają i wypuklają nasze jestestwo. Wystarczy już tylko pokryć ów wyrób = produkt końcowy, odrobiną chromu nadziei, by nigdy nie zardzewiał.

Aska - 2008-03-18 22:26:23

Ileż trzeba mieć siły, ileż uporu, jak mocno trzeba kochać życie, a nade wszystko trzeba mieć dla kogo żyć, żeby godnie znieść cierpienie. Żeby z niego czerpać mądrości, żeby przetrwać ból fizyczny i gorszy od niego ból psychiczny. Upokorzenie, z którym na każdym kroku spotyka się człowiek , o którym wspominasz Wscieklyukladzie, tylko z pozoru jest obojętny. Nauczył się nie słyszeć tych wszystkich obelg i kpin, lecz jak długo to zniesie? Jakie będzie jego zachowanie gdy dojdzie kresu jego wytrzymałość psychiczna? Głód "wiedzy prasowej" podpowiada mi, że spotkało go jakieś nieszczęście, że nie na własne życzenie jest w takim, a nie innym stanie. Czy sam zdoła sobie pomóc, jeśli zapobiec temu nie był w stanie? Czy znajdzie sie ktoś, kto zechce ulżyć jego cierpieniu, czy da mu zatrudnienie, czy wskaże łózko w "kwaterze"? Jak by dostał tą podstawę, wierzę, że wyciągnąłby naukę ze swojego cierpienia, wiedziałby jak postąpić by już nigdy nie wróciło. Ból, głód, tułaczka mocno zapadają w pamięć. Jest to okrutna lekcja życia. Prawdę mówi Stachura, w cierpieniu poznaje się siebie. Jeśli uda sie wyjść z bólu, z cierpienia bardziej szanuje się życie, inaczej patrzy się na cierpiącego.

wscieklyuklad - 2008-03-19 16:41:24

Skoro w czasie tak ważnym dla nas jak Wielki Tydzień o cierpieniu rozmawiamy, tedy rocznicę ważną, niedawno minnioną przypomnę. Znamy wszyscy to filmowe ujęcie. Malutka Wietnamka biegnie nago traktem ku My Lai prowadzącym. Spalone napalmem ubranie, poparzone plecy, co trwałe pozostawiły blizny.
16 marca 1968 pluton Charlie do wioski wyruszył. Żołnierze straciwszy ukochanego sierżanta, w pamięci mając rany przez kolegów odniesione, otrzymali rozkaz likwidacji wioski - potencjalnej siedziby Vietcongu. Co się wówczas stało, opisała dokładnie poniedziałkowa Gazeta Wyborcza. Kiedy czytam opowieść o tym mordzie głos więźnie w krtani, łzy z oczu płyną, a serce zamiera. Idą oto z rozkazem zabijania wszystkiego co się rusza, rozkazem domów spalenia i dewastacji studni. To miejsce ma umrzeć. Najpierw ostrzał z powietrza - stąd owa, biegnąca traktem dziewczynka. Ta przynajmniej ocalała i po dziś dzień - mieszkając w USA bierze udział w obchodach kolejnej rocznicy ludobójstwa. Zabijają pracujących na polu, przyjaźnie machających ku nim dłońmi. Zabijają kobietę z dzieckiem na ręku. Innej z granatnika strzelają w brzuch - z pociskiem , który nie wybuchł utkwionym w trzewiach idzie przed siebie za brzuch rozpruty trzymając. Strzałem w głowę dobijają rannego starca. Wietnamskim okrzykiem "chodźcie" przyzywają 6 i 7 letnią dziewczynkę. Te - ufne , mające w pamięci otrzymywane przy takich okazjach cukierki podchodzą z wyciągniętymi rączkami..... Gdyby nie wyszły , zginęłyby nie od kuli lecz od wrzuconego do wnętrza chaty granatu. Mordują zatrzymanych starców, jednego z mężczyzn kłując bagnetem wrzucają do studni, a w ślad za nim granat.....  Gwałcą kobiety...... które potem kaleczą wycinając bagnetem na skórze napis "Kompania C", w końcu dobijają. Strzelają do kobiet, które padając własnym ciałem osłaniały dzieci..... Dobijają dwulatka, który wyczołgał się spod ciał pomordowanych......
W jednym z krążących helikopterów był ten, dzięki któremu spośród kilkuset mieszkańców wioski uratowano kilku. Widząc ludobójstwo osadził helikopter między wieśniakami wietnamskimi, a ścigającym ich plutonem morderców...... Wymierzając broń w kierunku szaleńcom , zakończył te potworności.
Porucznik William Calley- dowódca plutonu- został w 1971 roku skazany na karę dożywotniego więzienia za morderstwo z premedytacją, jednak dwa dni później prezydent Richard Nixon rozkazał wypuścić go z więzienia. Calley otrzymał 3,5 roku aresztu domowego w swojej kwaterze w Fort Benning w Georgii, a potem został zwolniony decyzją sądu federalnego. Calley utrzymywał zawsze, że wypełniał rozkazy swojego kapitana, Ernesta Mediny - Medina zaprzeczył wydaniu takiego rozkazu. Nie było już żadnych innych aktów oskarżenia.
.Hugh Thompson, pilot, który uratował kilka osób otrzymał odznaczenie wojskowe Soldier's Medal.
..........................................W 30 rocznicę tamtych wydarzeń..................................
Dziś, kiedy świat polityki, nieszczęsny Papież, nerwowo przestępują z nogi na nogę, na wieści dochodzące z Tybetu, warto przypomnieć wydarzenia przeszłe. Ta, która naszemu dziełu patronuje, przeżyła podobne obrazy. Była świadkiem ludobójstwa podobnego. Równie dla świata obojętnego, równie tuszowanego.
40 lat temu wszystko zaczęło się do cierpienia. Cierpienia psychiki niedojrzałych, okrutnych, zdolnych do mordu ludzi...... Pamiętajmy o tym, po wsze czasy..... Nie każde cierpienie człowieka w nas bowiem rodzi....

Basia - 2008-03-20 15:56:22

Nie mogąc sie od wczoraj na Misogino dostać - tekst mój tu zamieszczam:

Pax, pax Misoginianie. Pax - wołam. Pomocniku Kopisty,ależ zaglądaj gdzie tylko zechcesz. Wolnym wszak człowiekiem jesteś. Nie znam się na netykiecie. Ponoć przeklejanie nagannym jest. Byc może? Wczoraj każdy na swój sposób na wpis Marii Sz. reagował. Ty, taki właśnie sposób wybrałeś i może on najcelniejszym się okazać może. Teksty przez Ciebie cytowane wiele śmiechu wśród domowych moich wywołały. Choć śmiech ten raczej do gorzkiego, a nie do beztroskiego należał. Lata temu wszak pod petycją o możliwość powstania katolickiego radia sama się podpisałam i idea radiostacji takiej nadal jest mi bliska,a wiele programów w RM na pochwałę zasługuję. Cóż,szlachetną i potrzebną ideę fatalne kierownictwo zepsuło i ośmieszyło. Zamiast pokoju w ludzkie serca agresję wlewając stało się antyradiem,antykatolickim z antychrześcijańskim posłaniem. Jeszcze ciągle mam nadzieję,że hierarchowie nasi z rozumem się w końcu spotkaja,a kres szkodnictwu duchowemu  położą. "Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi."
Mario Sz.-dziś z Tobą razem runę na kolana i modlić sie będę tekstem postu Twego. Jedynie po słowie "kapłanów" dodam od siebie: "...a Dyrektora Rydzyka niech ku krakowskiej świątyni franciszkańskiej na dzień Wielkiego Piątku przywiedzie, by  myśli o zbytkach życia doczesnego w Procesji Arcybractwa  Męki Pańskiej ,od lat czterystu u nas kontynuowanej, precz mógł odrzucić ". (A byc może na dzień ów kardynał krakowski dawny zwyczaj w AD 1758 zakazany przywrócic zechce,by i dusza i ciało Dyrektora Rydzyka pokuty zbawiennej dostąpić mogły). Zainteresowanych szczegółami ku stronom Franciszkanów krakowskich w internecie posyłam lub na pracę Pomocnika Kopisty się zdaję.

Post mój wczorajszy ku chmurom uleciał. Może wieczorem zaktualizowany umieścić zdołam. W nim tez zachęcałam Was Misoginianie do kupna Tygodnika Powszechnego z płytką z nagraniem Misterii. Cieszę się,że niezawodnie na Klarę liczyć mogłam.

Aska - 2008-03-20 23:12:07

Tak strasznie nie lubię zwady, sporów, a dzisiaj sama do nich przyczyniłam się. Soniu, Ty byś wiedziała tak, jak i wielu innych Misoginian, jak i co pisać, by nie urazić nikogo. Mimo, iż długą drogę pokonałam, wiele jeszcze pracy przede mną. Nic to, jak mawiał Mały Rycerz. Zanim czegoś się nauczy człeczyna, popełnia się błędy. Przyznaje się do nich, wnioski wyciągam i postaram sie ich nie powtarzać.
Coś się dzisiaj wydarzyło, coś czego nie jestem w stanie pojąć, czemu zapobiec nie potrafiłam.Ostatnie dzwony, dzwonki, kołatki "zagrały", a mnie łzy jak grochy poleciały. Nigdy nic takiego dla mnie się nie przydarzyło, nie mogłam ich powstrzymać. Wiele oczu na mnie sie zwróciło, szturcha sąsiadka, pyta co sie stało, a ja nie wiem, nie mam żadnego wytłumaczenia. Cały wieczór o tym myślę i łzy napływają wciąż, przecież nie jestem płaczką, mi się to nie zdarza. Cóż, nie zdołam wyjaśnić tego sobie, może to ból, który komuś sprawiłam nieświadomie? Zapewne ma to jakiś sens. Wszystko w życiu, całe życie ma sens.

wscieklyuklad - 2008-03-21 15:42:19

Poczucie wstydu i żalu, za błędy piękną zaiste jest cechą. Ale Asiu Droga, trzeba także własnego umieć bronić zdania. W starciu dwóch postaw, dwóch opinii warto złoty znaleźć środek. I nie musi być nim zawsze rezygnacja z siebie. Spór przeklejania tyczy - czego ja osobiście przeciwnikiem nie jestem - zwłaszcza, że pomocnik kopisty akurat zawsze dodawał jakieś słowo komentarza, krok Jego uzasadniający. Nigdy więc pod nikogo się nie podszywał. Wiem, że posty przez nas pisane są bardzo osobistą formą wypowiedzi. Na forum tutejszym czujemy się bezpieczniejsi, nie obawiamy się tak jawnych ataków, napaści, przykrości. Możemy spokojnie cieszyć się sobą i wymieniać myśli. Oczywiście, ten czy ów, ma prawo nie godzić się, lub czuć się skrzywdzonym, gdy bez jego zgody przekleja się gdzieś indziej wypowiedź, ale zwróć Asiu uwagę, że przeklejając zawsze podawał źródło z którego czerpał post i autora jego - dlatego uważam, że uogólnianie pretensji o przedruki, nie jest zasadne. Wczorajszy incydent, miał nieco inną wymowę. Zarówno Maria Sz, jak Bogumiła posłużyły się wypowiedziami księży, sobie je przypisując w dodatku uzupełniając propagandowymi, przeideologizowanymi treściami. W takiej sytuacji zawsze rodzi się podejrzenie nieszczerości, prowokowania do określonych zachowań - chęć wciagnięcia w jakąś sobie tylko znaną celem- zabawę. Może przykłady rozmów "na fali" , to faktycznie metoda wywolania refleksji w tych osobach poprzez scenki z życia wzięte. Jedyne do czego mozna mieć w tym przypadku zastrzeżenia to fakt,iż  nie powinno to przekraczać pewnych norm smaku. Ale samo założenie było słuszne. Mnie martwi mówiąc szczerze raczej postawa innych piszących. Oczywiście posty Marii czy Bogumiły od razu są utożsamiane z "rozmodlonym wątkiem Misogino", a wnioski przenoszone na ogół się tam wypowiadających. Nie dość tego - pojawiają się jawne, niecierpliwe żądania przepędzenia tych osób. Kto więc niby i w jaki też sposób ma to czynić ? Przecież to forum otwarte i nie można z maczetą latać za wszystkim co się rusza, a co może choćby o milimetr zboczyć od tematyki. A więc znów problem tolerancji - jaka i w jakich granicach. Jeśli kilka osób wyraźnie daje do zrozumienia co o takich wypowiedziach myśli, a ktoś dalej uporczywie je prezentuje, to jaki winien być krok następny ? Agresja ? Ośmieszenie ? Upodlenie ? Jaki mamy wpływ na czyjąś indywidualność ? Jeśli ktoś od nas nie jest zależny, to praktycznie żaden. Możemy jedynie ufać w argumentów siłę, i nici porozumienia nawiązanie. Ale na 100% sukces nikt przecie nie liczy - tak naiwni nawet proszący o takie przeganianie - nie są.
Identyfikacja z jakaś określoną grupa, to punkt wyjściowy wspólnego działania. Ci zaś co reakcję żądają, piszą więcej niż niejeden z tych, których o interwencję proszą. Można by więc zapytać, czy to oni są współgospodarzami wątku nie gośćmi, czy też odwrotnie - ci, co się za Misoginian uważają, gośćmi - wobec sporadyczności wpisów - uznanymi być winni ? A skoro tak, to dlaczego sami nie interweniują, tylko na innych drzwi pokazywanie zrzucają ? Jak widzisz gdzie by się  nie obrócić tam same znaki zapytania. Tedy nie roń łez, a winy w sobie nie szukaj. Sonia też niejednokrotnie zapewne w ślepą brnęła uliczkę - ludzi nieomylnych wszak nie ma. Dlatego warto myśl swoją wyrażać jasno i spokojnie. Ten , kto chce -zrozumie. Tego co nie rozumie przekonywać zaś warto.
Cichą mam nadzieję, że choć "pomocnik kopisty" zamilkł na moment, życzliwości ku nam nie stracił. A jeśli post jaki przeklei- także z wątku tego, śledźmy nie fakt ów, ale cel działania. A oko ma dobre - to przyznać trzeba.

Aska - 2008-03-21 23:40:57

Wscieklyukladzie, chyba troszkę nie jasno napisałam , byłam strasznie zaskoczona swoją reakcją. Moje łzy na pewno nie miały nic wspólnego z żadnym forum. Podzielam w tej kwestii Twoje zdanie. Nie zaprzeczę, że martwi mnie, jak staram się coś wyjaśnić i nie potrafię dotrzeć do czytelnika. Szczególnie, gdy coś bardzo mnie rani i wiem, że mam rację sprzeciwiając się komukolwiek, najzwyczajniej w świecie mam zanik pamięci. Brakuje mi słów, gdzieś siedzą uwięzione. Wiem co chcę powiedzieć, co napisać, a nie umiem liter w słowa zamienić. Słowa, które są w mojej głowie. Nie potrafię się spierać, kłócić w żaden sposób. Zaczynam milczeć i przyjmować ciosy. Czasem wolałabym zwyczajnie oberwać, mniejszy jest ból fizyczny, niż niemoc jaka mnie ogarnia. Nie mam w zwyczaju ranić , jak mam komuś zadać ból, wole zmienić temat, delikatnie mówiąc, że mam inne zdanie.
Piszesz, że tu czujemy sie bezpiecznie. Nie, ja tak nie czuję, kiedyś owszem, tak było. Wiem, że Kopista nie chce zrobić nic złego, ale czuję dyskomfort, piszę tu i w tym miejscu, jak będę chciała coś napisać w innym, zrobię to sama. Czuję się w tej chwili tak, jakbym była zmuszana do określonego zachowania. Staram sie w swoich postach, na żadnym forum, a piszę na kilku, nie obrażać nikogo, nie wyśmiewać się, nie kpić. Wiem, jak łatwo słowem zranić człowieka. Uważam, że łatwiej zranić, tu na stronach internetowych niż w realu, w zwyczajnej rozmowie. Rozmawiając w realu, widzę zachowanie rozmówcy, słyszę ton głosu, wiem kiedy przestać, jakich słów użyć, żeby nie bolało. W necie nie wiem z kim rozmawiam, nie wiem kto jaką ma wrażliwość, w ogóle nic o rozmówcy nie wiem. Czy to kobieta, czy mężczyzna, młodzieniec czy dziecko. Inaczej rozmawiam w realu, innych używam argumentów rozmawiając z dwudziestolatkiem, a innych z sześćdziesięciolatkiem.
Marii sz. jest mi zwyczajnie żal. Staram sie ją zrozumieć, i rozumiem jej fascynację, mimo, że jej nie podzielam. Powiedz, jak długo można grzecznie znosić obelgi? Tak właśnie odbieram jej posty. Nie wypieram się swojej wiary, ale nie chcę mówić o niej na publicznym forum i o niczym, co ma z tym związek. Wydawało mi się, że wyraźnie to napisałam i nie tylko ja miałam takie zdanie. Na tego typu rozmowy, są odpowiednie strony. Jeżeli łzy ronię, to z bezsilności i nad ludzką głupotą, nad losem zbłąkanego człowieka. Nad losem atakujących, nie atakowanych.
Wybacz mi moją niedoskonałość w wyrażaniu swoich uczuć, coś dziwnego dzieje się ze mną, a ja nie wiem co. Nie wiem czy to dobre, czy złe. Dzisiaj podobne uczucie miałam, podczas Adoracji Krzyża. Nie było łez, były dreszcze. Od stóp, do głów, że tak się wyrażę, czułam dreszcze, jakby prąd po mnie przechodził.Trwało to chwilkę, kilka minut i przeszło. Wiesz, co w ostatnim czasie zaprząta myśli, czym się martwię, do tego dochodzą kolejne, samotne święta. Mimo wielu ludzi w okół, mimo dzieci, rodziców, sióstr z rodzinami, jednak samotne. Powinnam była już się przyzwyczaić, są to mimo wszystko trudne dni. Ciekawi mnie dzień jutrzejszy, co się zdarzy? Zdarzyło sie coś więcej, muszę to wszystko rozważyć w spokoju, po świętach będzie na to czas. Zaczną się prace na działce, śpiew ptaków, kwiaty kwitnące, żaby kumkające. Idealne warunki do różnych przemyśleń, rozważań.Środowisko Matki Natury jest najbardziej odpowiednim dla mnie otoczeniem, tam czuję się najlepiej, najbezpieczniej, najpewniej. Tam świat jest piękny, bez obłudy, bez zawiści, bez kpiny. Tam budzi się życie. Tam życie każde, najmniejszego robaczka ma sens.
Słucham słów Jana Pawła II, słucham jak wypowiada je Kolberger, oczyma wyobraźni widzę jego schorowaną postać, słucham pięknej muzyki w radio i wiem, czuję, że życie!, życie, życie ma sens...

wscieklyuklad - 2008-03-24 11:58:13

Dziś oto po raz kolejny los dowodzi, że dobro krzewione, dobro przyciąga, dobro nowe mnoży. Gdyby żyła , zapewne tak samo jak i my byłaby zadziwiona, że los połączył dwoje ludzi, którzy z paru wpisów, domyślili się, iż autor ich jest kimś bliższym niż przeciętny internauta. Gdyby wątek założony przez Sonię był jednym z wielu, jakie do niczego innego, jeno do pyskówek prowokują, pełne są inwektyw, poniżania i ataków, pełne wywyższania się jednych nad drugich, wtedy albo wogóle by na wątek ten zawitali, albo ochoty do wpisów i zgłębiania treści w nim zawartych nie mieli. Oczywiście, że zwykły to - choc niesamowity przypadek, zbieg okoliczności. Ale geneza jego zawsze ma swoje źródło w tym pierwszym poście z Afryki do nas słanym. Post co oderwaniem był, zapomnieniem chwilowym barbarzyństwa z zewnątrz Ją osaczajacego, stał się oto dziś barbarzyństwa tego pogromcą.
Dwoje ludzi co szczęście dzięki Niej znalazło. Czyż gdyby żyła, już sama tego świadomość nie dałaby Jej wystarczającej świadomości odniesionego w życiu sekcesu ? Okazała się wszak matką chrzestną nowego związku - najpiękniejszego, jaki parze ludzi trafić się może. Czekali na dzień ten przez lat kilkadziesiąt. Biorą ślub tuż przy granicy kraju, w którym Ona spoczywa. Marzę kiedyś, by pojechać tam, a kwiat na Jej mogile złożyć. Kwiat - symbol naszej do Niej miłości, naszego szacunku. Kwiat przecie już w starożytności symbolem był smutku odchodzenia. Zerwany usycha powoli, w swych zasuszonych płatkach przechowując pamięć życia. Zapach uleciał, barwy wyblakły. Kształt jednak pozostał. Zasuszony kwiat, zasuszony liść między stronice księgi tytułem "Misogino" włożone. Wciąż nowe dopisujemy rozdziały. Może powieść ta liczbie odcinków  "Matysiaków", czy też w "Jezioranach " dorówna ? Codziennie do komputyjerowych klawiszy setki , tysiące osób zasiada. Wpatrzeni w ekran czekają na swoją Sonię. Na tę/tego, co życie ich odmieni. Na tę/tego, co może kilkoma zdaniami nada ich dniom nowego blasku..... Bo życie, życie ma sens.......

hrabina_balkanska - 2008-03-24 17:20:47

Jestem niezmiernie szczęśliwa, że czegoś takiego byłam świadkiem i dziś czuję się jak gość weselny i razem z Panną Młodą i Panem Młodym przeżywam ten cudowny dzień na nowo i na nowo... Pamiętam Ich pierwsze posty wymienione między sobą  na tvn i potem zapowiedź spotkań. Czy ktoś się spodziewał dzisiejszego finału? To zakrawa na cud i to właśnie Ty Soniu jesteś tego cudu sprawczynią... My jesteśmy tylko maleńkimi świadkami tego cudu. 100 lat Monique, 100 lat paryski Przyjacielu!
Przecudnej piękności tęcza właśnie rozpięła swe ramiona nad moim miastem... Może to znak od Soni?

wscieklyuklad - 2008-03-25 19:36:19

A pewnie to jeszcze nie koniec. Przecież dopiero osiem miesięcy razem kontynuujemy dzieło Sonieczki. Wydarzyło się dzięki Niej z pewnością o wiele więcej pięknych rzeczy, wspomnienia godnych. O zdecydowanej większości z nich nawet nie wiemy i nigdy pewnie się nie dowiemy pewnie. Biorąc z Niej przykład, wiele osób krzewi dobro - w taki lub inny sposób - wiedzę o tym zatrzymując dla siebie. To co wydarzyło sie w Święta jest jednak spektakularne - czym innym jest bowiem dobry uczynek, do którego czyjeś wpisy zmotywować mogły, czym innym zaś tak nietuzinkowe połączenie losów swych na dobre i na złe.
W Święta mniej było wejść na Pajacyka , co martwi. uwzględniając znacznie większą grupę ludzi zgromadzonych przy komputerach. Może po prostu zapominamy o tym, co nurtuje nas w dni powszednie ? Święta Wielkanocne to przecież także czas odwiedzin, a więc jeden dzień mamy z głowy.
Zaraz połaskoczę "naszego" w brzuszek - zamieszczenie go na forum, to także efekt zachęty do niesienia pomocy. Teraz nieprędko przyjdzie czas na kolejne Święta. Letnie sportowe imprezy - najpierw Mistrzostwa w Piłce Nożnej, a potem Olimpiada, pochłoną sporo naszej uwagi a i czasu, który spędzimy z nosami wlepionymi w ekran - zwłaszcza jeśli sukces jakiś nam się przytrafi. Wzmóc więc teraz trzeba wysiłki, by wciąż dowodzić, że życie, życie ma sens....

Aska - 2008-03-26 23:43:20

Święta minęły, czekam już tylko wiosny. Kalendarzowa jest już od kilku dni, a kiedy przyjdzie prawdziwa? Kiedy bzy rozkwitną i zapach mieszkanie wypełni, wiosenny, świeży nie z dymiących sie kominów. Kiedy kwiaty czereśnie, wiśnie, jabłonie obsypią? Już tak by się chciało wiosenne ptaki usłyszeć, brzęczenie pszczoły, świerszczy granie. Nie dosyć, że długa, to jeszcze byle jaka ta zima była i końca nie widać. Mróz każdego ranka pola, las i dachy samochodów pokrywa. Czas najwyższy, żeby obudziło się życie, z dziupli wystawiły główki pisklaków ptasich. Ciekawi mnie jak w tym roku biedą wyglądały bocianie gniazda w Żywkowie, czy wszystkie ptaki powrócą i czy przeżyją taką wiosnę. Kilka lat minęło, jak pomieszkiwałam na wsi, obok domu bocianie było gniazdo i niedaleko staw z żabami. Ranek budził się kumkaniem i stukaniem dziobów bocianich.  Bardzo lubiłam z rosą kosić trawnik w koło domu. Dzisiaj po działce z kosą chodzę i dziwią się sąsiedzi, że kobieta kosą kosi. Kiedyś uśmiałam się, jak samochód się zatrzymał i kierowca po jakimś czasie otworzył okno i powiedział, że nigdy, jak długo żyje, a latek miał troszkę, nie widział kobiety kosą koszącej.Kosiarki nie lubię, silniczek zagłusza odgłos przyrody, zapach koszonej trawy inny sie zdaje, nie naturalny. Jak ja już stęskniłam się za tymi pracami, tam widać jak wszystko jest poukładane, ma sens. Widać, że życie, życie, życie ma sens.

wscieklyuklad - 2008-03-28 19:20:07

Ani się obejrzymy, a wiosna nową siłą życia wybuchnie. Pąki na drzewach zakwitły mimo zimy ataku, widać już drobne pączki i zawiązki listków. Trawa żywość większą wykazuje, niż latem gdy słońca ciepło pożółciło ją na słomę susząc. Czuje się już typowe wiosenne zmęczenie. Senność w ciagu dnia ogarnia, chciałoby się choć na chwilę głowe do poduszki przyłożyć. Ale gdzież tam - pomarzyc jeno o tym można. W tym roku mało było sikorek. Piękne te ptaki z lubością co rano po parapecie okiennym w lazarecie zimy ubiegłej spacerowały w okruchów chleba poszukiwaniu. Tym razem o pożywienie łatwiej było. Gołąbki też wcześniej  niż zazwyczaj pieśni godowe gruchają. A w lazarecie nowe życie. Biało szara kotka urodziła czarnego - bez żadnej innej łatki koteńka. Pacjenci przynoszą jej łakocie, więc o pożywienie martwić się nie musi. Leżą sobie w wyszykowanym specjalnie kartonowym pudełeczku. Ona na boczku, przytula do brzuszka niemowlaczka, łapkami obejmując. A on maleńki, nieporadny, jeszcze nie widzący. Po drobnych ruchach i szybkim ddechu widać, że rośnie. Pamięcią do kota, co w dniu Soni się ukazał powracał. Tak samo czarny, ale w skarpetkach bielusieńkich. Widuję go do dziś - zawsze jako zwiastuna pecha. Może ten szczęścia zwiastunem choć będzie ?

hrabia Koniecpolski - 2008-03-30 16:57:16

Przyjaciele,tak sie ciesze ze moge slow kilka do Was napisac.Nade wszystko stokrotne dzieki za niezliczone dowody sympati pod moim i mojej Rodziny adresem.Pisze dzis z prosba malenka,do Hrabinci kochanej,wklej brakujace posty z Misogino tutaj bo mam zle przeczucia ze moga nam zmknac watek na TVN.Dzis wielkokrotnie probowalem zamiescic post,niestety i mnie i wielu innym naszym Przyjaciolom posty sie nie ukazuja,nawet zamiana nicka na wiele sie nie zdaje.Moze to zbyteczny z mojej strony alarm,ale na wszelki wypadek warto by zachowac watek Misogino w calosci ,stad moja prosba.W ostatnich dniach spotkalo mnie ogromne szczescie.Nasza para Przyjaciol Nowozencow wpadla z wizyta do mnie.Nie mam zwyczaju poruszac tematow tak bardzo osobistch wiec ogranicze sie tylko do napisania ze dawno nie widzialem tak szczesliwej i przesympatycznej pary jak Bi...Oni sami goraco wszystkich pozdrawiaja i dziekuja za okazana zyczliwosc i pamiec pod ich adresem.Do tej chwili jestem pod wrazeniem i wzruszony.Moje najlepsze zyczenia dla wszystkich Przyjaciol Soni.

alutka51 - 2008-03-31 12:11:48

Witajcie! Drogi Hrabio,czasami tak się zdarza ,że posty się nie ukazują albo znikają...
to nie znaczy ,że zamkną nam wątek na TVN24 -Misogino...Wierzę w to,że jeszcze
dłuuuugo  będziemy gościć na TVN24..Pozdrawiam Jak zawsze...

Droga przez życie jest długa i trudna...
Do tej pory myślałam,
Że idę sama przez ten smutek, ból i łzy.
Dzień był dniem klęsk, rozpaczy i bolesnych strat.
Jedynym oderwaniem od rzeczywistości był sen-
Błogi, miły i spokojny,
Lecz i tam potrafił dopaść mnie strach.
Próbowałam uciec przed mrokiem, który mą dusze pożerał.
Noce zlewały się z dniem.
Dni przeistaczały się w lata.
Lata zdawałyby się być wiecznością.
Błądziłam po świecie ze świadomością,
Że nikt nigdzie na mnie nie czeka,
Nikt mnie nie potrzebuje,
Ani nikomu na mnie nie zależy.
Już stałam na krawędzi życia i śmierci.
Nagle na mojej drodze pojawiłeś się Ty-Boże.
A wraz z Tobą pojawiła się światłość.
Wyciągnąłeś do mnie rękę z uśmiechem
I spojrzeniem pełnym miłości.
Ja nieufnie podałam Ci dłoń.
Nasz uścisk symbolizował przymierze.
To przymierze stało się początkiem nowego życia
- mojego życia.
Teraz jak narodzone niemowlę,
Czuję i wielbię świat, a świat to Ty.
Przeszłość minęła, nadeszły piękne dni.
Tamte wspomnienia
Zostały rzucone w wir zapomnienia,
Tworzą się nowe, wspanialsze.
Nie ma w nich żalu, smutku i rozczarowania.
Jest tylko radość, miłość, uczucie nadziei,
A przede wszystkim Ty.
Wielki, wspaniały - po prostu doskonały.
Zniszczyłeś mrok panujący od dawna w moim sercu.
Zasklepiłeś rany w mojej duszy.
Dałeś mi wiarę w człowieka.
Dałeś mi wiarę w sens życia.

Brak autora(Ściąga)

wscieklyuklad - 2008-04-01 11:12:31

Tyle jest miejsc na świecie pięknych, zwiedzenia godnych. Podróż poślubna to wydarzenie wyjątkowe, pierwsza, którą dane jest odbyć w nowej życiowej roli. Jest więc coś pięknego w fakcie, że Monique z Mężem jako miejsce podróży tak istotnej wybrali właśnie Rzym. Wybrali Hrabiego. Miast zabytki architektury, krajobrazy niepowtarzalne podziwiać, wybrali biel szpitalnej sali, by podziękowac Temu, którego upór, poczucie odpowiedzialności, słowność pozwoliły się Im po latach odnaleźć.
Wspólne bycie jest teraz ważnym elementem rekonwalescencji. Jest kolorytem cierpienia, łagodzącym ból, umniejszajacym choroby świadomość. Są teraz bogatsi o poznanie się bezpośrednie, bogatsi o uścisk dłoni, uśmiech, wymianę spojrzeń. I bogatsi o tęsknotę, jaka budzi sie z chwilą rozstania.
Nie martw się Hrabio - nie damy zginąć wątkowi temu. Tyle już razy wspominaliśmy, że bodaj jeden twórczy Misoginianin to nadto, by idea Soni nie zginęła. Idea owocująca tak wspaniałymi wydarzeniami, jak wzajemne spotkania, rozmowy, wymiana fotografii, opowieści o wrażeniach z podróży. I owocująca niesamowitymi przypadkami zdrowienia - osób pogrążonych w chorobie -często nieuleczalnej, z ktora o tyle łatwiej jest walczyć, mając świadomość ludzkiej życzliwości. Przeniesienie tedy wątku z tvn24 ma w chwili obecnej jedynie archiwalną wartość. Nic nie zmąci idei, której stalismy się "zakładnikami ".
Życie ma sens - i Ty Hrabio dajesz dowód słów tych mocy.....

Basia - 2008-04-02 06:20:24

Kiedyś na Misogino ktoś powiedział,że pisanie tam jest substytutem narkotyku,ujściem jakowyś emocji innym niezbyt zrozumiałym.Cóż, widać narkotyk ten do najsilniejszych i najnowszej generacji należy. Uzależnia,ból nieraz uśmierza choć jasności myśli nie mąci.
Nie po raz pierwszy zastanawiam się nad tym,czy Sonia zostawiając hasło do swojego komputera Przyjacielowi miała choć błysk wizji,jaką lawinę uruchamia? Czy wie teraz,że lawina ta porwała ze sobą tylu ludzi rozproszonych po świecie,że niejednemu życie przewróciła do góry nogami,że dzięki Niej wielu z nas znalazło "swój kawałek podłogi" a Para Młoda ku rzymskiemu szpitalowi podążyła?
Hrabia wyrysował kiedyś linię na mapie,która kształt serca przybrała. Czy ręka Sonii jego rękę prowadziła?
Nie obawiaj się Przyjacielu o zniknięcie wątku Twojej Przyjaciółki wpisem zapoczątkowanym. Tyle miesięcy razem przeżytych,łączących emocjami różnorodnymi, po prostu nie może rozpłynąć się jak mgła nad krakowskimi Plantami. Nie wierzę,że Misoginianie (gdyby nawet TVN kłódkę powiesił) potrafiliby teraz, tak po prostu, od drzwi zamkniętych odejść bez słowa. Nie wierzę!

wscieklyuklad - 2008-04-02 18:43:07

Próbuję sobie wyobrazić co czuła laptop swój Hrabiemu przekazując. Wiedziała, zapewne,że już nigdy nie skreśli do kogokolwiek żadnego zdania. Że nie zapełni stron swego pamiętnika. Że nie zanotuje swych wrażeń, nie utrwali swych wątpliwości, rozterek, przeświadczeń. Laptop był bowiem także jakby rodzajem Jej kalendarza. Miast na kartkach papieru odnotowywać sprawy ważne, czyniła to w komputerowej pamięci. Jak wielkie trzeba mieć zaufanie do kogoś, by w chwili tak tragicznej, przy pełnej świadomości umierania, bez wahania, bez cienia wstydu, zażenowania, zostawić komuś cząstkę siebie. A jednocześnie mieć wiarę, że do innych- dzięki lojalnosci poczuciu - dotrze tylko ten fragment, który prywatności Jej, intymności nie naruszy. Nie narazi na śmiech, drwiny, pogardliwe warg wydęcie. Nie narzai na śmiesznosć, nie "odbrązowi" postaci. Wiemy z rozmów z Hrabią, że na laptopach "kartach" są i wiersze, i wątpliwości jakie Nią targały, i wiele, wiele ciepłych myśli nam poświęconych, którymi nigdy z nami się nie podzieliła i już nie podzieli. Zna je tylko -i pewnie większość dla swej pozostawi pamięci jeno Hrabia. Ten to laptop dowodem jest słuszności łacińskiej maksymy "Non omnis moriar". Może w gruncie rzeczy myślała, że poznamy Ją inną, niż obraz jaki sobie stworzyliśmy ? Może nie miała odwagi myślą tą z Hrabią się podzielić, nie miała odwagi by zachęcić do odkrycia Jej wnętrza przed nami  ? A może łudziła się, że Jej samej się to uda, gdy chorobę swą pokonawszy powróci ? Mija 9 miesiąc naszego bycia. Ułamek tylko spędziliśmy wczytując się w Jej posty. Laptop, który oddała jest teraz jako Długosza, jako Galla Anonima kroniki.
Pomyślę o tym ul.Kanoniczą w Krakowie spacerując. Historia życia uwieczniona myślami. Uwieczniona pamiętnikiem żmudnie poszerzanym. Intymność wołająca o otwarcie..... Intymność odkrycia oczekująca....

Aska - 2008-04-05 21:44:44

Autorem wiersza jest Agnieszka.

Jesteś lekarstwem na zło,
na prozę życia,
które jest bez blasku i kolorów.
Podnosisz na duchu, kiedy potrzebuję.
Nie muszę prosić o pomoc,
bo Ty i tak jesteś i będziesz,
i nawet o tym nie wiesz,
jak ważny jesteś w moim życiu.
Kiedy życie tak pędzi,
a ja czasami się w nim gubię,
pośród ludzkiej obojętności,
kiedy ludzie cierpią w samotności.
Ja nie muszę, bo mam Ciebie...
Dziękuję, że jesteś przyjacielu...

Dziękuję Wam wszystkim, dziękuję za radość jaką mi dajecie, za wiarę w ludzi, nadzieję. Dziękuję, za to, że jesteście. Są dni, kiedy nasłucham się o kłopotach, zmartwieniach, problemach i zaczynam wątpić w sens wszystkiego, w ludzi, w moje własne słowa. W takich momentach spojrzę na wasze niki, poczytam o czym piszecie, czasem zadzwonię do kogoś, czasem wyślę sms-a, maila i już jest lepiej, już mam "naładowane akumulatory" i mogę dalej robić to co robię, najlepiej jak potrafię.

Basia - 2008-05-14 17:12:35

Przeczytałam przed chwilą wpis Kuby na Misogino. Może jest w tym racja. Zaniedbałam nasz "Swiat". Prawda. Wiecie,jak jest u mnie, a Sonia wie chyba najlepiej z obłoczka spoglądając.
Soniu, kolejne spotkanie przede mną. Kolejna radość w mym życiu i zadziwienie kolejne. Najśmieszniejsze,ze i Książę Małżonek do spotkania aż się pali,choć przed pierwszym ze Wściekłymi był mocno sceptyczny. Teraz Wściekli to "normalka". Przyjeżdżają - " trza być". Na nic wszelkie ostrzeżenia, na nic misje ostrzegające przed znajomościami zawartymi przez internet. Jesli ktoś nie poczuje ducha Misogino, nie poczuje tej niesamowitej opieki Sonii nad tą grupka ludzi (tak to odczuwam) - nic nie zrozumie. I na nic wiedza, wykształcenie, bagaż przeżyć różnorakich, talent np. poetycki. Widać "dotknięcia Sonii" zabrakło.

Aska - 2008-05-15 02:04:12

Tak Basiu, Kuba na rację. Nasz "Świat" niedługo zniknie.  Misogino z TVN można skopiować, tego forum nie da się w podobny sposób zachować. Cóż, wszystko ma swój kres. Pozostają wspomnienia.
Leszek Kołakowski
"Przyjaźń prawdziwa tym się odznacza, że trwa prawie nieporuszona przez czas; ileż to razy zdarzało się nam w naszym wieku nomadycznym zobaczyć przyjaciela po wielu latach niewidzenia i natychmiast przyjaźń i porozumienie wracają, jakby tych lat nie było, jakby przyjaźń na czas była odporna!"

W słowach profesora jest nadzieja na nasze/wasze przetrwanie. Z łezką w oku będę wspominać czas tu spędzony. Forum spełniło swoje zadanie, kontakty są nawiązane. Mam nadzieję, że nie będziecie mieli do mnie żalu, jeśli któregoś dnia przestanę i ja pisać na forum.

Basia - 2008-05-15 14:25:56

Cóż Administratorko, jeśli zniknie,to łza się w oku zakręci. TVN to trochę jak pokój dzienny,a  "Zmieńmy" to jak kuchnia w domu, ciepla, gościnna dla najbliższych, z cieplym piecem  i z zapachem drewna trzaskajacego.
Od wczoraj na TVN dyskusja się toczy na temat emigrantów. Dziś z Werony list nadszedł. Pisze moja młodsza kuzynka, żona Włocha rodowitego, mama Helenki,którą z galerii naszej znacie:
"...we Wloszech sie teraz bardzo ciezko zyje. Jest totalny kryzys gospodarczy, wszyscy sa smutni i zniecheceni. Werona natomiast jest opanowana totalnie przez obcokrajowcow typu : Maroko, Ghana, Indie, Rumunia (drzyjcie narody !!!). Wystarczy, ze Ci powiem, ze od 3 miesiacu na naszej ulicy (tak jak Karmelicka do Rynku w Krakowie) od 21.00 urzeduja prostytutki z Afryki. Koszmar. O 20.00 zanika ruch bo wszyscy siedza w domach bo sie boja wychodzic. Po nocy krzycza, kloca sie ... itp. Dzwonilismy juz tyle razy na policje, ale one nastepnej nocy sa znowu.
Wszyscy boja sie Rumunow. 80% wszystkich zabojstw i gwaltow odnotowanych w ciagu ostatnich 2 lat w Weronie to robota Rumunow. Wlasciwie ci, ktorzy napadli na moj sklep to tez byli z Rumunii. Ja tam nie rozumialam po jakiemu gadali, ale policja mi doniosla po fakcie. Wiem tylko, ze przezylam niezly moment strachu jak mi ten dlugachny noz do brzucha przylozyli i gdyby nie Paolo i jego cierpliwosc do mnie po fakcie to chyba bym tego sklepu wiecej nie otwarla".
To słowa Polki,która choc tęskni baaardzo za Polską, za rodziną, przyjaciółmi to losy swe z Italia związała. Oglądam zdjęcia polsko-włoskiej rodziny, Helenkę wsuwającą pizzę u włoskich Dziadziów, jej zabawy z dmuchawcami pośród łagodnych wzgórz , wrzucającą kamyczki do jeziora Garda. I myślę: jak życie tej werońsko-krakowskiej rodziny się potoczy?

rendrab - 2008-05-15 18:26:12

Przykro mi czytając te słowa .To co było piękne ma zniknąć łzy mam w oczach .To Wy tu skupieni daliście mi prawo do życia i wiarę w ludzi .Dzięki wam miałam siły do walki ale to prawda co dobre to szybko się kończy .Będzie mi brak Was wszystkich i moje słowa nie mają już wartości .

klara - 2008-05-16 11:06:44

Reniu,za wcześnie na łzy,tylko dla Ciebie jestem w stanie zapisać całe ZŚ,ale kto to zniesie?!

Basia - 2008-05-16 11:43:09

Ja.

wscieklyuklad - 2008-05-16 15:01:18

Oczywiście, że wybierając życie na obczyźnie jedziemy tam z określonym doświadczeniem planami, marzeniami, środkami, ludźmi w końcu. Na starcie zawsze natrafiamy na przeszkody. Nie mamy mieszkania, niewielkie środki pieniężne, bo jakaż jest siła nabywcza naszej pensji w krajach zachodnich ? Ci co pieniądze mają, nie jadą na zarobek, ale po to, by tam się zabawić, ewentualnie nabyć jakąś działkę budowlaną/rekreacyjną. Wydaje nam się, że wybieramy raj i jakby za różdżki pociągnięciem każdy kolejny dzień bedzie już tylko lepszy. Okazuje się jednak, że natrafiamy na podobną jak u nas barierę - przekonania do nas innego człowieka. Sąsiada, przechodnia, sprzedawcy, urzędnika, pracodawcy w końcu. I nie jest to takie łatwe - zwłaszcza gdy nie znamy języka, a niecierpliwość sukcesu uzmysławia, że było to porwanie się z motyką na Słońce.
Dobiega kolejny miesiąc naszego bycia. Kolejny tydzień rozłąki. Na początku nikt nie wierzył, że wytrwamy tak długo. Dziś, gdy pojawiają się głosy zachęcajace do utrzymania wątku, jasnym się staje, że nikt nie dopuszcza myśli o nadchodzącym kresie wspólnego bycia. Wystarczy wydarzenie drobne - jak dziś ginące na Misogino posty, by część z nas w panikę wpadła. Niektórzy złoszczą się, że realne zawiązawszy przyjaźnie, niezbyt zwracamy uwagę na pozostałych, którym to dane nie było. Oni - gdy nas zbraknie - pozostaną w swoim świecie, świecie pozbawionym wirtualnych przyjaźni. A przecie wystarczyło tych kilkanaście dni z Nią znajomości, by rozpiąć nić trwałą, scalającą, bez względu na dalszy wydarzeń bieg. Nie ma Bastka na Misogino, a przecie wciąż tęsknimy za Jego wpisami, za realizacją projektu, którego wszak On był pionierem - krakowskiego spotkania Misoginian. Poznania, by tym wiarygodniejsze rozmowy toczyć, a działania kontynuować i scalać. Martwimy się, czy choroba jaka poważna Go nie zmogła. A z drugiej strony wiemy, że nawet gdyby przyczyna milczenia inną była, On i tak będzie wciąż tym samym Bastkiem - światu przyjaznym, ludziom życzliwym, dowcipem i pomysłami tryskającym. Jak każdy prawdziwy Misoginianin. Kiedy nie było Ciebie - z przyczyn przecie niezależnych Renatko - my wiedzieliśmy, że kiedyś przyjdzie chwila, gdy znów powrócisz, znów sie odezwiesz. Znając przyczynę, mogliśmy jedynie liczyć, że i Ty przeszkody pokonasz. Forumowe spotkania są ważne. Kontakt z przyjaźnie nastawionym człowiekiem to kwintesencja istnienia. Ale rzadkie wpisy tak wielu kontynuatorów idei Soni, nie są przecie przejawem obojętności, życzliwości braku, niechęci pisania. Często to sytuacja kanony określone Im narzuca. Pomyślmy o Stasiu, który z taką radością kreślił kilka- jakże ważnych i pełnych piękna- zdań. Z taką samą niecierpliwością, jak On na nasze posty, tak i my czekamy na Jego znak życia. Wiemy jednak, że gdziekolwiek by nie był, jakie koleje losu by go nie dosięgły, zawsze będzie tym samym Stasiem. Tak samo niecierpliwie wyglądanym.
Misogino, Zmieńmy Świat, to dzieci nasze. I jak każde dziecko - i one rosną, dojrzewają, przeżywają rozterki nastolatka, słabości starca.
I gdyby kogoś tu nagle i trwale zbrakło - jak 10 miesięcy temu Jej, rąk załamywać nie wolno. Niesiemy serca nasze przez życie. Staramy się być dobrzy. Dobrzy nie na pokaz, nie dla próżności własnej zaspokojenia. Staramy się być nimi tacy dlatego otóż, że to czyni życie nasze radosnym, sensownym, pięknym. Sprawiając komuś przyjemność, sami odczuwamy radość. A radość mnoży radość, czyniąc życie piękniejszym coraz.
Oczywiście jednym z elementów trwania tego, są i wspólne kontakty. Jednym nie znaczy "jedynym"
Po dziś dzień noszę na codzień piórka, które wtedy pod stopy dzień w dzień mi spadały. Jedno do Rzymu dalekiego w kopercie dotarło. Kiedy dzień w dzień patrzę na nie, wiem, że w przestrzeni jaką przebyło jest dobro. Dobro, którego część ze sobą zabrały. I gdyby zostały już tylko te piórka maleńkie, to ileż w sercu radości wzbudzić będą w stanie ? Jaki sens życiu będą w stanie nadać ?

Aska - 2008-05-16 21:56:32

Dzisiaj moja parafia obchodzi imieniny.
Dzień śmierci Andrzeja Boboli. 16 maja 1657roku po strasznych torturach zadanych przez kozaków, zmarł powieszany na krzyżu głową do dołu. Kozacy chcieli zmusić Jezuitę do wyrzeczenia się swojej wiary. Wykuli mu oko, wybili zęby, połamali kończyny, wycieli krzyż na plecach, podpalali, skórę rwali, do koni uwiązany ciągany był po ziemi. Nie wyrzekł się wiary, prosił żeby oprawcy się nawrócili. Na koniec pocięty szablami i powieszony.
Po śmierci, trumna z jego ciałem wożona była z miejsca na miejsce. Po wielu latach i trudach dotarła do Watykanu. Stamtąd do Warszawy.
Msza piękna, przez trzech księży celebrowana. Homilia wygłoszona przez kanonika, jeszcze piękniejsza, łzy kapały słysząc, co z człowiekiem robiono, jaki ból mu zadano.
Odpust parafialny, proboszcz nazwał "imieninami parafii".Mamy dzisiaj święto i dyspensę.
Odpust ofiarowałam żywym.Prosiłam św. Andrzeja Bobolę o wstawiennictwo u Pana za chorymi przyjaciółmi. Prosiłam o zdrowie i o siły w pokonywaniu choroby dla Misoginian.Ich ból, szczególnie dwojga z nich, mnie dotyka. Boli, bo nie mogę pomóc, nie mogę ulżyć im w chorobie. Tylko modlitwą mogę wesprzeć, wierzę, że chociaż troszeczkę pomogę. Chociaż uśmiech na twarzy wywołam.
Jutro kolejny już mija miesiąc, jak Sonia odeszła do "Domu ojca", do rodziny swojej. Uszanujmy pamięć o niej , nie zakłócajmy Jej ciszy waśniami. Niech idea Soni, krzewienie dobra, niesie sie kosmosem w najdalsze zakątki świata.
Do jutra kochani przyjaciele, dobrej nocy.

Aska - 2008-05-17 10:29:38

Ileż to razy miałam już wszystkiego dosyć? Ileż razy serce z bólu krwawiło, ileż razy obiecywałam sobie, że nie, już koniec, nie zajrzę na te strony. Ileż cierpienia zadałam innym? Ileż razy przepraszałam? Ileż cierpienia, tyleż radości. Ileż złości, tyleż miłości. Każdy cios, bunt złość wywołujący, wykrzyczany w czterech pustych ścianach i tęsknota... i kolejne zrozumienie, kolejny raz włączony komputer i radość z widzianych ników.
Ciągnie do ciebie Soniu, ciągnie jak matkę do dziecka, jak rybę do wody. Mija ból, mija rozpacz i wraca zmartwienie, radość z widzianych przyjaciół, Twoich przyjaciół. Jakże silna jest nić dobra, którą połączyłaś tak wiele osób. Tylu ludzi z różnych stron świata dzień z Tobą zaczyna i kończy. Prawdopodobnie wszyscy przeżywają rozterki i czasem mają dosyć waśni, sporów, tłumaczenia, kto jest osłem, a kto wielbłądem. Nie, te węzły za każdym razem, po każdej złości są bardziej ściśnięte, są mocniejsze.
Wybacz Soniu, czasem smutne oczy miałaś, czasem ludzkie przywary brały górę.
Dziękuję ci za otwarte oczy, za radość jaką mi sprawiasz. Dostaję  wiele, wzmacniam wiarę w człowieka, czasem na króciutko ją tracę. Mogę warczeć z gniewu, może bardzo boleć, lecz nigdy nie porzucę Ciebie, nie odejdę w nieznane, zawsze będę wracać. Co, raz do serca weszło, drogi powrotnej nie ma. Bądź spokojna, wielu nas jest, Twoje motto nie zaginie, będziemy w świat je nieść. Tylko wówczas życie ma sens. Największą radością jest zadowolenie i szczęście innych. Radosne, umorusane, buzie dzieci, uśmiech na twarzy chorego, który na chwilkę zapomniał o cierpieniu. Kilka ciepłych słów, minut wspólnego milczenia, podana kromka chleba, lizak dla dziecka, kość dla psa, ogon rybi dla kota... Tak nie wiele trzeba, żadnych wielkich kosztów.  Wystarczy kochać ludzi, odrobinę dla nich zrozumienia, kochać swoje otoczenie, trzeba być zwyczajnym człowiekiem.
Soniu, jesteś nam przykładem, pokazałaś jak można żyć pięknie. Pokazałaś, że życie! życie, życie ma sens... wystarczy otworzyć oczy, obudzić się ze snu i dzielić sie sercem

wscieklyuklad - 2008-05-17 20:31:25

Jest śmierć, co życie ze sobą niesie. Jest cierpienie, co ożywczą napełnia mocą. Są słowa, które tak głęboko w pamięć zapadają, że naturę człowieka zmienić zdolne. Historia Jej wielu z nas zmieniła. W wielu obudziła drzemiące na dnie duszy emocje, sił do działania dodając, do czynu zachęcając dobrego, potrzebę jego uzmysłowiwszy. Niesiemy je ze sobą przez życie, nie wiedząc sami, że oto gdzieś, kiedyś w jakimś miejscu przywołane, mogą na los nasz, a i innych wpłynąć.
Historia prawdziwa, choć jakby z powieści czy filmu czerpana.
Dnia pewnego jedzie ktoś samochodem, ot tak - by zakupy poczynić. Minut wiele spędza od stoiska do stoiska krążąc. Kiedy market opuszcza widzi dwójkę ubogich dzieci myjących Jego samochód. Dzieci biednych, co w ten sposób chcą na kawałek zarobić chleba. Są głodne- widać to na pierwszy rzut oka. Są skromne, ubogo ubrane, nie nachalne. Myją solidnie, ryzykując awanturę, przepędzenie, wzgardę. I wtedy ów Człowiek słowa Sonieczki przypomina. Pamięcią do słów na Misogino przeczytanych wraca i czuje, że coś w Nim pęka, nowe, nieznane dotąd, niesamowite uczucie tkliwości w nim budząc. Oto czyn - tak przecie nierzadki dziś na parkingach, czy stacjach benzynowych - nawet i na skrzyżowaniach i parkingach większych miast, szczególnego nabiera wyrazu. Nie przegania więc, nie krzyczy. Nie daje złociszów paru na odczepne , by  więcej sobie nie zawracać głowy. Odwozi dzieciaki do domu, a na widok nędzy w jakiej żyją - wspiera je. I po dziś dzień opieką otacza.
Historia niczym Kopciuszka los...... Tamta bajkowa wszak, świat marzeń poruszająca, ta prawdziwa -w samo serce pięknem godząca. Może to Fortuny zrządzenie, może Boga dłoń ? Może też cudownego zrządzenia losu przejaw ?
Gdyby nie Jej śmierć, może po dziś dzień w upragnieniu kawałka chleba przemierzałyby kolejne parkingi ? Może niejedną burę by zaliczyły, razy niejedne ?
Ich los odmieniło słowo...... A przecie - jak Biblia mówi, wszystko do słowa pono się zaczęło.

Amicizia/Przyjazn - 2008-05-18 14:58:11

Amicizia . Nella solitudine, nella malattia, nella confusione...la semplice conoscenza dell'amicizia rende possibile resistere, anche se l'amico non ha il potere di aiutarci, è sufficiente che esista. L'amicizia non è diminuita dalla distanza o dal tempo, dalla prigionia o dalla guerra, dalla sofferenza o dal silenzio... È in queste cose che essa mette le radici più profonde. È da queste cose che essa fiorisce...Vi saluto affettuosamente Cari Amici.
Hrabia Koniecpolski

Hrabia K. - 2008-05-18 15:05:38

Same dzisiaj trudnosci by zalogowac sie.Kiedy pisze jako gosc ale jak zawsze podpisujac sie nickiem Hrabia Koniecpolski tekst automatycznie jest skasowany.Najwazniejsze jest przyjaciele abyscie czesiej zagladali na FZS,to jest tez miejsce Misoginian rownie wazne jak TVN.Dziekuje wam za wszystko a szczegolnie Asience za Jej ogrome zaangazowanie i trud jaki ponosi w zwiazku z tym forum.Milego niedzielnego popoludnia i pamietaci najdrozsi ze zawsze mysla i sercem jestem z Wami.Ranek byl taki pochmurny a teraz powoli ale jednak slonko wyjrzalo za chmur.Niech itakie popoludnie sloneczne bedzie dla wszystkich.

Aska - 2008-05-18 17:55:37

Tak Hrabio, same trudności. Wieczny smutek, jak powiadała Marta w powieści Orzeszkowej. Cieszę się bardzo widząc Twój nik, cieszę się, że zajrzałeś.
Dziękuję.

Sorellina - 2008-05-18 20:25:22

Słowa Hrabiego  o  Przyjażni. ( Amicizia )

Przyjażń. W samotności, chorobie, zamęcie...sama świadomość przyjażni wystarczy. Nawet jeśli przyjaciel pomóc ci nie może, wystarczy, że jest. Przjażni nie zmniejsza odległość, czas, niewola, czy wojna, cierpienie ani milczenie... Właśnie w takich momentach zapuszcza ona korzenie najgłębiej. Dzięki nim rozkwita...
Pozdrawiam Was gorąco, Przyjaciele drodzy.
Hrabia Koniecpolski.

Aska - 2008-05-18 21:14:21

Przyjaźń czyni nieszczęścia lżejszymi dzieląc je i współczując. Pięknie Hrabio mówisz o przyjaźni. Moim najskrytszym marzeniem jest, aby większość ludzi myślało chociaż podobnie.

hrabia Koniecpolski - 2008-05-19 18:10:58

Lo splendore dell'amicizia
non è la mano tesa
né il sorriso gentile
né la gioia della compagnia:
è l'ispirazione spirituale
quando scopriamo
che qualcuno crede in noi
ed è disposto a fidarsi di noi

A presto i miei carrissimi!

hrabia Koniecpolski - 2008-05-19 18:14:41

Mojej Kochanej Siostrze Przyjacolce ,gorace podziekowania za wszystkie cudowne tlumaczenia.Brzmia one po polsku lepiej niz w orginale i jest to wylacznie Twoja zasluga Sorellino.Nie mniejsze serdeczne podziekowania przekazujeAsi,Klarze i Basi a Wscieklemu uklony unizone czynie.Do szybkiego nastepnego razu i prosze pamietajcie ze ZS to rownie wazne miejsce spotkanMisoginian.

Aska - 2008-05-19 18:20:55

Dziękuję hrabio, nic więcej powiedzieć nie zdołam. Dziękuję i czekam wizyt Twoich. Czekam, pełna wiary. Pełna nadziei rychłe spotkanie.

Aska - 2008-05-22 18:02:20

Słowa księdza wypowiedziane dzisiaj kołaczą się po głowie przez cały dzień. Może nie myślałabym o nich, gdyby nie rozmowa późniejsza z synem.Ksiądz wspominał dawniejsze czasy, mówił, że kiedyś ludzie przechodząc obok kościoła, kapliczki, krzyża czapki z głów zdejmowali, przeżegnali się. Hołd oddawali Panu, kiedy mijali księdza idącego z Sakramentem do chorego czy umierającego. Dzisiaj robią to nieliczni. Syn mówi, że zmienia się nasza kultura, że jesteśmy mniej tolerancyjni niż kiedyś. Dzisiaj w naszych miastach, miasteczkach, wsiach są najróżniejsze wyznania. Mamo - mówi - wyobraź sobie muzułmanina, który rozkłada swój dywanik i modły zaczyna, albo żyda, który w pewnym momencie do "Ściany Płaczu" sie odwraca i modli tak, jak jest w jego zwyczaju. Co zrobią ludzie, a przynajmniej większość z nich, jak się zachowają? "Skopią" ich - mówię, w najlepszym przypadku, przeklną i spluną. - Właśnie, tak zrobią modląc się pod nosem. tak wygląda u nas tolerancja. I odwrotnie, kto mi zagwarantuje, że nie zostanę wyśmiany, wyszydzona nie zostanie moja wiara, kiedy znak krzyża będę robił na ulicy? Sami tak się zachowujemy i obawiamy się, że ktoś inny też tak zrobi. To powstrzymuje nas od pewnych zachowań.
Dużo jest w tym prawdy, ale czy tak powinno być, czy tacy jesteśmy, czy tak trudno jest ludziom uszanować inną wiarę? Jeżeli tak, to co jest tego przyczyną? Moim zdaniem, każda wiara jest dobra, żadna do złego nie namawia. Zasadami manipulują ludzie, więc dla czego? Skąd to się bierze?

hrabia Koniecpolski - 2008-06-04 22:09:28

Ci stingiamo a voi in questa terribile disgrazia. Noi che abbiamo avuto il privilegio di conoscere Bastka le sue qualità e la sua forza, proprio per il rispetto che gli dobbiamo, cercheremo di fare in modello del suo ricordo. Uniti al vostro dolore cari Amici, la famiglia dicont Koniecpolski

Sorellina - 2008-06-04 23:04:17

Dzielimy z Wami to straszne nieszczęście. My, którzy mieliśmy przywilej znać Bastka i jego siłę, z szacunku, jaki Mu jesteśmy winni, będziemy starać się postępować tak,  by Jego pamięć została uczczona.
Łączymy się z Wami w bólu,
                                        rodzina Hrabiego Koniecpolskiego

Aska - 2008-06-05 15:58:57

Ze śmiercią nie da się pogodzić. Nikt nie zrozumie, dlaczego tak często znienacka przychodzi. Dlaczego odbiera najbliższych nam ludzi. Śmierć jest częścią życia. Z nią trzeba nauczyć się żyć. Trudne jest to niesamowicie, czasem wiele wody upłynie, nim żal, złość, bezsilność, niemoc…, jaka nas ogarnia w chwili odejścia ukochanych, przyjaciół, jest możliwa do pokonania. Bólu rozdzierającego serce zapomnieć się nie sposób. Zostanie na zawsze głęboka blizna. Śmierć często darem, łaską bywa. Często uwalnia od cierpienia, od wegetacji, nie życia. Kiedy odchodzi przyjaciel, łzy zalewają nam oczy, nie wstydźmy się ich, cierpią ci, co zostali i kochali. Płaczemy nad swoim losem. Nam będzie ciężko, my tęsknić będziemy, oczekiwać wsparcia, którego nie dostaniemy. Czy na pewno nie dostaniemy?
Ludzie nie odchodzą, nie umierają, oni zmieniają miejsce zamieszkania. Mimo, że nie ma obok nas Bartusia, Wątpiącego, są z nami. Zawsze na nich możemy liczyć. Nie tylko nam są potrzebni. W Niebie brakuje Aniołów. Na Ziemi jest tyle zła, wojen, zawiści, nienawiści, jeden Anioł, nie upilnuje, nie ochroni jednego człowieka. Pan zaprasza do siebie tych, którym może zaufać. Siedzą gdzieś na białej chmurce Sonia opowiada im o zwyczajach panujących w Nowym Domu. Spoglądają na Ziemię, zaglądają na Misogino. Smutno im się robi, ciężko cieszyć się dobrym zdrowiem, ciężko cieszyć się pięknem, spotkaniem z przyjaciółmi, ukochanymi, którzy wcześniej Dom zmienili. Ciężko im do końca odejść, ciężko patrzeć na ból przyjaciół, na cierpienie najbliższych. Oni już wiedzą, że rozstanie nie potrwa długo, że życie to chwilka. Wiedzą, że nic na później zostawiać nie można, że uważać trzeba na swoje emocje, na słowa, których cofnąć się nie zdąży. Wiedzą, że trzeba tak przez życie iść, by innych nie skrzywdzić niechcący. Życie na Ziemi, to przystanek, prawdziwe szczęście czeka nas później. Tam wszyscy się spotkamy, jedni wcześniej, inni później. Pokora i cierpliwość niech będą z nami. Dobrym życiem, dobrym przykładem, doba krzewieniem, zapracujmy na szczęśliwe spotkanie.
Odszedł Wątpiący, by za chwilę zawołać Bastka do siebie. Pozwólmy im odejść, pozwólmy im, cieszyć się Niebem.

Sorellina - 2008-06-05 21:31:04

Najdroźsi,wiem jak wielu mamy sympatyków we Włoszech dlatego pozwalam sobie napisać w tej smutnej chwili garść słów ku pamięci Bastka i Wątpiącego po włosku.Sorellinę kochana,proszę o przełożenie mojego tekstu.Sia lodato Gesu Cristo.
Il ricordo di vivra ogni giorno nei nostri cuori, la Sua anima ci sara; sempre accanto e ci rendera piu vicini a Dio.
A noi che restiamo, il compito di rendere vivo il Suo ricordo nelle nostre preghiere.
E’ nel momento del dolore che la Fede in Dio ci rende piu forti.
La vita terrena non e altro che un passaggio per poter accedere alla Luce Eterna.
Il tuo dolore e immenso, affidati a Dio. Solo Lui ti Puo aiutare.
Sapendo quanto fosse grande l’affetto che vi univa, Prego che Dio vi dia la forza per superare questo triste Momento.
Non piangete la sua assenza, sentitevi vicino e parlategli ancora. Vi amera dal cielo come vi ha amati sulla terra.
Michalina

Sorellina - 2008-06-05 22:28:44

Część włoską postu Michalinki tłumaczę.

Jego wspomnienie żywe  będzie w naszych sercach każdego dnia, jego dusza zawsze będzie blisko i zbliżać was  będzie do Boga.
Jego wspomnienie pozostanie żywe w naszych - na tym świecie pozostałych - modlitwach.
W takich właśnie bolesnych chwilach Wiara w Boga nas wzmacnia.
Życie doczesne jest tylko przechodzeniem do Wiecznego Światła.
Gdy Twój ból jest wielki, zaufaj Bogu. Tylko On może Ci pomóc.
Wiedząc jak wielkie było uczucie, które was łączyło, proszę Boga, by dał wam siłę w waszym smutku.
Nie płaczcie, że Go nie ma, czujcie Go obok siebie, dalej z Nim rozmawiajcie. On was kocha z nieba tak, jak kochał was na ziemi.
Michalina

Mirka - 2008-09-26 14:35:09

Konfidencjuszu, mówisz, masz :)
Proszę uprzejmie, pisz.  Później będziesz mógł przenieść na Misogino.
                                                                                     Pozdrawiam

Aska - 2009-06-23 19:54:27

http://images48.fotosik.pl/150/a354523b752b3769med.jpg

Opisy do gg